Best of Forum V

Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 01 lip 2024 19:04

Glejt Back Clear Your Mind

Nie jest tu zbyt spieszno. Ascetyczny bit, lekkie synthowe ozdobniki, szeptany pseudo Cohen. Dla mnie zbyt awangardowa zamuła. Chillout tego typu raczej nigdy nie był w kręgu moich zainteresowań, jak już coś znam i polubiłem to drogą przypadku niż konkretnych poszukiwań. Bardziej brzmi jak radiowy/płytowy/plejlistowy zapychacz niż coś mogącego wzbudzić większe emocje i reakcje ponad wzruszenie ramion. Wujek wrzuca czasem równie przezroczyste i nijakie kobitka śpiewa type beat produkcje, Jacek zaproponował letniak chillout type beat. Bardziej usypiające niż kojące. Średniawa.

Classic Nouveaux ...or a Movie

Podoba mi się. Charakterystyczne ejtisowe brzmienie z jakimś poważnym artystycznym sznytem. Ciekawe rozwiązania typu cykające zegary pod koniec w stylu wcześniej idącej elektronicznej perkusji czy też taki glam/funk pierwiastek ze sprawą syntezatorów i bujającego basu. W ostatnich fragmentach numer trochę siada, robi się stypa, ale i tak jako całość zdecydowanie na plus. Nie tylko Never Never Comes jest warte grzechu... choć to wciąż genialny banger. Trochę o filmie, więc aranż, generalnie klimat numeru taki w stylu noir - tajemniczo, filmowo, ze specyficzną pompą. Może wokal za bardzo w tle?

De HD Letter

Do pewnego stopnia jest naprawdę nieźle. Ładny klimatyczny kawałek z nutką inspiracji/skojarzeń z country. Przyjemnie się rozwija, nie trwa za długo. Dobrze mi gitara, fajny jest ten chyba znów syntezatorowy pad na drugim planie. Szkoda tylko, że wokale to jedno wielkie paskudztwo. Albo kozie zaśpiewy albo robotyczne dukanie w ostatnich sekundach. Słyszałbym to jako podkład do filmu, gdzie bohater przed jakimś poważniejszym moralnym niepokojem ma chwilę fałszywej pozytywnej wczuty. Nie umiem do końca tego rozgryźć. Mogło być melancholijne, ale obydwa głosy po prostu rujnują misternie budowany nastrój. Schaaade

FINNEAS Shelter

Całkiem chwytliwa muzyczka rodem z reklamy TikToka czy innego Bolta. Słychać bardzo wyraźne podobieństwo do produkcji Billie, tyle że sympatyczny rudy młody człowiek nie idzie w klimaty emo trapowe - przynajmniej tutaj bliżej mu do rzeczy kompletnie nijakich, charakterystycznych współczesnych minimalistycznych produkcji z obowiązkowym clapem, smętną gitarką i formatem piosenki tak skleconym, by przypadkiem nie zauważyć końca, a potem przejścia do kolejnego kawałka. Zwroty położone, aż dziwne, że refren jest tak wyrazisty, naprawdę niezły. Podobne studium przypadku i użyteczności jak przy okazji Laid Back. Next.

Smarki Smark Kawałek o niczym konkretnym

Z moim, mimo wszystko, blokerskim rodowodem zainteresowania hip-hopem nigdy wcześniej nie było po drodze ze Smarkim. Gdzie Gorzów i podziemie, zajawkowicze na luźno, a gdzie gimnazjalny angst starszego brata w Wałbrzychu i taki hedonizm oraz przewózka, na jaką może sobie pozwolić szesnastolatek. Do tej pory nie słuchałem Najebawszy i mówiąc szczerze, ten kawałek jakoś mnie szczególnie nie zachęcił. Z jednej strony REWELACYJNY bicior. Świetnie poucinany. Faktycznie letniaczkowy. Nawet trochę nostalgiczny. Budzący taką beztroską energię i jednocześnie chęć jakiejś dobrej zabawy dookoła. Od zielonych wyrobów przez posiadówkę ze znajomymi tak o po prostu, to jest to właśnie. Z drugiej strony po nawijce słychać wiek produkcji. Panowie dla mnie nie będą topem Gry, czasami zdarzają się głupotki. Bit wyraźnie ponad nimi, tych gości jest tam stanowczo za dużo. Ze szkiełkiem i okiem pewnie musiałbym przyznać, że jak na realia polskiej sceny wtedy to pewnie jakiś kosmiczny wystrzał został tu uskuteczniony. Poza tym jest naprawdę w porządku, ale tylko tyle.
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 02 lip 2024 10:02

No to ten, pozwolę sobie wjechać pierwszy.

The Human League - Empire State Human (1979)

Było NEW ROMANTIC, czas na SYNTHPOP, bądź też TECHNOPOP, czy po prostu TECHNO, jak w tamtym czasie chcieliby zdaje się być określani The Human League. Numery takie jak Don't You Want Me, Love Action, (Keep Feeling) Fascination czy Tell Me When możecie znać (pierwsze dwa znają chyba wszyscy), ale niewiele osób wbrew pozorm wie, że największe hiciory THL zostały zrealizowane przez THL MKII. Empire State Human to z kolei MKI, kiedy zespół ten miał iść w zupełnie innym kierunku.

TL;DR, jest dwóch kolesi z Sheffield, Martyn Ware i Ian Craig Marsh. Uwielbiają Roxy Music, ale jeszcze bardziej uwielbiają Kraftwerk. Marzy im się robić podobną muzykę elektroniczną i podbić brytyjski rynek muzyczny. Zakładają zespół o nazwie The Future, ale chwilę później Ware kradnie nazwę z - o ile dobrze pamiętam - jakieś gry planszowej (chyba?), właśnie The Human League. Potrzebują wokalisty; ich pierwszym wyborem jest Glenn Gregory, z zawodu fotograf, ale trochę śpiewa. Niestety, jest właśnie zajęty (współpracuje wówczas z Wang Chung, grający w Vice City na pewno pamiętają Dance Hall Days), więc nic z tego nie będzie. Marsh proponuje wówczas postać Phila Oakeya, który znany był w mieście głównie z tego, że ubierał się i malował w stylu New Romantic jeszcze chwilę przed tym, jak Steve Strange z Visage spopularyzował ten image. Oakey - jak się okazało - ma nawet niezły głos i potrafi pisać teksty. Duet zamienia się w trio (potem dołączy jeszcze jeden typ) i zaczyna nagrywać płytę. Ich pierwszy singiel - Being Boiled - to trochę flop, ale grupa się nie poddaje. Problem polega na tym, że ich pierwotna wytwórnia - niezależne Fast Product - nie jest w stanie ich wypromować tak, jakby chcieli, THL akceptują ofertę od Virgin. Gigant Bransona pcha się jednak strasznie w proces produkcyjny, w pewnym momencie wprost nakazuje zmianę nazwy zespołu na The Men (na krótko tho) i proponuje inny styl muzyczny, ale niespecjalnie dodaje to zespołowi popularności. W końcu wracają do pierwotnych założeń, wypuszczają debiut i singiel, który teraz stanowi moją wrzutkę.

Teraz zaczyna się ta zabawna część, albowiem Empire State Human poznałem dopiero latem 2018 roku, jakoś w okolicach lipca właśnie. Nie w 2005, kiedy miałem pierwszą fazę na The Human League, ani w 2006, kiedy miałem kolejną. Jakby całkowiciek umknął mi fakt, że ten band miał dwie inkarnacje, i to mimo tego, iż na płycie Neon Lights od Simple Minds (z coverami ważnych dla Kerra i Burchilla kawałków ich ulubionych wykonawców z czasów młodości) znajduje się ich wersja (bardzo dobra zresztą) Being Boiled. THL to Don't You Want Me i hui. Jak już jednak Empire State Human usłyszałem, to przepadłem. Dosłownie. Numer jest w mojej opinii naprawdę świetnym przykładem dobrej syntezatorowej muzyki pop, słychać w tym i wpływy Ralfa i Floriana, jak i wstęp do konkretniejszych techno-brzmień. Dla mnie to jest taki "call to action anthem", bardzo fajnie się tego słucha zwłaszcza przy jakiejś aktywności fizycznej (można relować z tekstem hehe), względnie zapieprzając szybko autem (byle w bezpiecznych warunkach). A jednak... singiel ten im się nie udał, kiedy po paru latach (umówmy się, pod wpływem popularności krążka Dare) w końcu trafił na listy przebojów, krytycy niemal unisono stwierdzili, że po prostu scena brytyjska nie była jeszcze w 1979 na taką muzę gotowa. A zespół miał ból dupy, albowiem "przegrał" rywalizację o bycie pionierami elektroniki z The Tubeway Army Gary'ego Numana. Katastrofa komercyjna zarówno pierwszej jak i drugiej (1980) płyty doprowadziła do tego, że Ware i Marsh odeszli z zespołu zostawiając Oakeyowi nazwę (mieli tego projektu tak bardzo dosyć). Założyli wytwórnię British Electric Foundation (która zrevivalowała karierę Tiny Turner), a potem nowy zespół, Heaven 17, i tym razem Glenn Gregory miał przestrzeń na zostanie ich wokalistą. Oakey za to został z tym czwartym typem, Adrianem Wrightem, zobowiązaniami kontraktowymi wobec Virgin, paroma tekstami i brakiem zaplecza koncertowego (a trasa po Europie była już zaplanowana). Któregoś wieczoru zobaczył w jednym z klubów w Sheffield dwie tańczące laski, Joanne Catherall i Susan Ann Sulley, zaproponował im dołączenie do zespołu i... reszta jest historią.

Do ESH wracam często, uważam, że kawałek jest mocno niedoceniony (czy też raczej był), wyszedł - znów moim zdaniem - materiał na naprawdę hitowy singiel, niczego mu nie brakuje, nakręcili nawet całkiem fajne doń wideo. Latem 2018 roku słuchałem tego wyjątkowo często, naprawdę pomaga sie zmotywować. A teraz przydaje mi się to zdecydowanie bardziej niż zazwyczaj. Także no, więcej wody, więcej piachu etc.

https://youtu.be/Vnh21NZMVaI?si=X7ArqamjRVLV7qC3
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 02 lip 2024 14:32

Jarecki feat. Grubson, Ten Typ Mes - Ten sam lot
(2017)

Zabawnie się złożyło gdyż ten numer miałem zaplanowany do bestki na teraz od dawna a po ostatniej kolejce zaczerpnąłem dodatkowej inspiracji i udało mi się poukładać sobie parę kolejnych wrzut do przodu, tym samym mili Państwo zapraszam Was w kolejną podróż, na kolejne 3 kolejki zabiorę Was do Stolicy Polskiej Piosenki - Opola :-)

Pierwszym opolskim artystą jakiego Wam zaprezentuję będzie Jarecki, którego kojarzyłem przez lata zaledwie z ksywy i coś tam kojarzyłem że on chyba robi jakąś funky muzę. Szczerze mówiąc nawet do końca nie pamiętam jak natknąłem się na singiel który Wam dziś prezentuję ale wiem że było to właśnie jakoś w lipcu 2017 roku i już po usłyszeniu tego numeru - który wówczas wyrwał mnie z kapci - rozważałem kupno w ciemno całej płyty, której producentem był DJ BRK. Ten Sam Lot z gościnnym udziałem Grubsona i Mesa to kawał fantastycznego ejtisowo brzmiącego synth-funku - tłusty syntetyczny bas, bujający bit i funky brzmiącą gitara. To wszystko uzupełnione o charakterystyczny, cienki wokal Jareckiego, luźną, letniaczkową zwrotkę Mesa i chropowaty głos Grubsona który o dziwo nawet pasuje! Przyznaję że nie wiem czy w życiu słyszałem równie dobry - współczesny - polski funk jak tutaj. Od tamtej pory Ten Sam Lot to mój pewniak na wakacyjnej playliście, liczę że może przekona też i kogoś z Was a powiedzmy szczerze z tą polską muzyką to różnie tu wśród nas bywa.

https://youtu.be/PsaHd6SJsss?si=GDAP5eXJOGPSPMaU
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 02 lip 2024 15:13

Abigail’s Ghost – Bloodlust

Abigail’s Ghost to zespół z USA. Zaczęli, mówiąc wprost, jako klon Porcupine Tree. Ich dwa pierwsze albumy są tak bardzo podobne do „In Absentia” i innych płyt Wilsona z tego okresu, że przez jakiś czas traktowałem je jako zamiennik, kiedy PT zawiesili działalność. Do tego basista i lider, nazywa się Kenneth Wilson. Z jednej strony zabawne, z drugiej nieco żenujące i na swój sposób smutne, ale ok, szukanie stylu czasami trwa. Po 6 latach przerwy, wrócili w 2015 r. z albumem „Black Plastic Sun” i nagle okazało się, że jednak potrafią nagrać coś po swojemu. To nie jest prawdziwie oryginalne brzmienie, ale przynajmniej przestali brzmieć jak jeden konkretny wykonawca, lub gorzej, jedna konkretna płyta. O ile wcześniej nie traktowałem ich zbyt poważnie, to wraz z „Black Plastic Sun” się to zmieniło. Album podoba mi się w całości, ale „Bloodlust” powalił mnie wtedy na kolana. Klimat tego kawałka jest niesamowity. Były wakacje, byłem na urlopie, można powiedzieć, że dziwna muza na taki okres, ale jak to weszło. Zachody słońca już nie były takie same.
Abigail’s Ghost pochodzą z Nowego Orleanu, co od początku wydało mi się interesujące, bo ile znacie progresywnych zespołów z Nowego Orleanu? Jeszcze brakowało, żeby oni byli czarni, ale nie, to najtypowsze, długowłose białasy, ale takie charakterystyczno amerykańskie, w trampeczkach i z umytymi włosami. Kawałek traktuje o wampirach, nie wiem, w 2015 r. chyba jeszcze unosiła się w powietrzu moc fandomu zmierzchowego, szkoda że się nie załapali na jeden z tych legendarnych soundtracków. Wokalista, Joshua Theriot, ma głos brzmiący jak miks Daniela Johnsa z Silverchair i MJK z A Perfect Cirlcle (oba zespoły wrzucałem). Jest fajny, przyjemny wokal, może lekko słotkawy, ale mnie nie odrzuca. Muzycznie jest trochę tego i tamtego, ale raczej dosyć pastelowo-progowo, z może lekko przerysowaną, ale całkiem spoko końcówką z power-chordami i solówką. Szkoda, że kiedy band w końcu znalazł jakieś zalążki własnego brzmienia, to przepadł i do dziś nic więcej nie wydali. Ja zaś, nadal wracam do ich muzy.

https://youtu.be/z_rShVwEWn0
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 03 lip 2024 00:26

Animal Collective - Summertime Clothes (2009)

Szykuje się głębsze zanurzenie w domowej jaskini, więc sięgamy po obowiązkowe pozycje przeznaczone do publikacji. Jesień 2017 roku, ostatni okres istnienia starego młodego Roberta. Niezręczne podrywy, tony przemyśleń i opinii, które w znacznej większości nie opuszczały głowy. Ostatnie miłostki (fałszywe?) wobec niektórych dziewczyn z liceum, za co do dziś trochę wstyd. Nierozliczone toksyczne relacje, życie w świecie wizji i iluzji, a nie faktów, działania, praktyki. Odkryłem tę płytę na świeżo albo niedługo przed wkroczeniem w środowisko Me(ga)lomanów - mojego internetowego matecznika w kwestii towarzyskiej wobec rówieśników równie wczutych w muzykę, generalnie sztukę. W Wałbrzychu jeszcze się za bardzo wstydziłem lub czułem sporą niechęć do większości towarzystwa, zupełnie niepotrzebnie... Standardowe sięgnięcie po współczesny kanon. Początkowo byłem oszołomiony produkcją. Długo dawałem szanse i to się zwróciło z nawiązką. Zrobiłem kilka kroków do tyłu, byłem na bieżąco z nowinkami w ramach zespołu czy też solowych projektów ekipy Animal Collective. Dzisiaj raczej sięgam po ich muzykę od wielkiego dzwonu, ale wtedy byli w ścisłej czołówce. Tego Last czy RYM nie oddadzą.

Nie wiem czy popularność w kręgach wrażliwców lub jak kto woli k o n e s e r ó w jest uzasadniona. Merriweather Post Pavilion to kawał bardzo dobrej psychodelii, kreatywnego grania z wieloma mrugnięciami w stronę klasyki sprzed kilku dekad. Nie tylko okładka specyficznie działa na zmysły. Gdybym miał rzucić numer, który wywołał największy dysonans - no to obowiązkowo otwierające In the Flowers. W ramach dedykacji dla chwilowej muzy w epoce? No More Runnin. Wybieram jednak Summertime Clothes. Ten kawałek zawiera najwięcej moich ulubionych rozwiązań, a do tego ma formę przyswajalnego letniego bangera, tyle że bez wchodzenia na ścieżkę klubową oczywiście. Soczyste arpeggia, w ogóle ta wodnista muzyczna zawiesina w tle... a na niej porywająca melodia wokalu. Nie spać, słuchać, kon tem plo wać!

https://www.youtube.com/watch?v=L97HyJTYX2U
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 03 lip 2024 19:17

Natalia Kukulska – Czy ona jest (1997)

Dawno nie było nic polskiego z mojej strony. Właściwie tylko raz w tej turze. A właśnie ostatnio przypomniałem sobie o pewnym fajnym utworze Natalii Kukulskiej. „Puls” to piąty album Natalii z 1997r. Spodobały mi się wtedy dwa single z niego, więc zaopatrzyłem się w Puls na kasecie. Wieki nie słuchałem, ale pamiętam, że album był całkiem całkiem. Przynajmniej w tamtym czasie, bo wtedy byłem jeszcze podatny na takie rzeczy. Najbardziej właśnie podobał mi się utwór "Czy ona jest" i miałem na niego sporą fazę. Produkcja bardzo typowa dla polskiej sceny muzycznej pop z lat 90’, czyli nic odkrywczego. Ale mimo wszystko to jednak ładny utwór. Szczególnie refren z chórkami.
Fajnie, że człowiek po tylu latach jeszcze sobie przypomina takie zapomniane przeboje, które kiedyś coś znaczyły i do których całkiem miło było powrócić.

https://www.youtube.com/watch?v=E7QPwy0Y-9k
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 03 lip 2024 20:59

fajno, że Smarki się wziął i przyjął i jeśli już ktokolwiek jakkolwiek zakręcił nosem to byli to naczelny hejter hip-hopu na tym forum oraz szczyl, który 2005 może najwyżej pamiętać z opowieści przodków. Jest dobrze no.

Lady Gaga - Eh, Eh (Nothing Else I Can Say)

O swoim Lecie 2011 opowiadałem tu wielokrotnie - jeśli ktoś nie pamięta, to było ono dla mnie tym, co dla Kuby Lato 2008, z tą różnicą, że miast być ciekawe i pełne wspomnień, było nudne i przewaliłem je przed komputerem. I najgorsze w tym wszystkim jest to, że nawet tego jakoś nie żałuję ani nie wspominam źle, bo lato ów wieńczyło okres licealny, a jeśli ktoś i tego nie pamięta, to ja (któryś to już raz) napiszę, że tamtych trzech lat to jednak w dużej mierze żałuję oraz wspominam je źle.

Jedną z tych rzeczy z tamtego czasu, których nie wspominam źle jest fenomen bohaterki ów wrzuty, czyli Lady Gagi. Okej, biję się w pierś i przyznam, że w swoim czasie uważałem ją, niczym wielu słuchaczy "prawdziwej muzyki" za beztalencie i marną prowokatorkę tworząco marny pop, ale kto w młodości skorupką nie nasiąknął, ten na starość nie rzuca kucharkoma sześcioma czy jakoś tak.

Tu sobie pozwolę tylko na mały, dygresyjny wtręt: z obecnej perspektywy tamta paplanina o głupawych i pustych gwiazdach pop kontrowana z rzekomo inteligentnymi ROCKMANAMI wywołuje u mnie pusty śmiech. Sto razy bardziej wolałbym słuchać się w kwestiach światopoglądowych choćby takiej Duy Lipy od typów pokroju Watersa czy innego Claptona.

W każdym razie nie bez kozery wrzucając ją wspominam o tych okresach, bo mam wrażenie, że peak intensywności wyskakiwania ów wokalistki z każdej lodówki następował na czasy mojego liceum i jeśli już cokolwiek o niej słyszałem po roku 2011, to bardziej w kontekście (chyba dość udanej, nie wiem, nie znam się lol) kariery filmowej niż kolejnych przebojów.

Lato 2011 pojawiło się tu też nieprzypadkowo, bo tak się śmiesznie złożyło, że w tamtym czasie pobrałem i przesłuchałem całą ówczesną dyskografię tej artystki, co z obecnej perspektywy nie byłoby niczym wyjątkowym, ale z tamtej - NO SAMI WIECIE. W sumie nie pamiętam co mnie do tego sprokowało. Może krokodyle łzy fanów Queen po tym, jak usłyszeli, że May nagrał solo na jej płycie, które już wtedy wydawały mi się przegięte, a może już wtedy w gruncie rzeczy, wiedziałem, że nie będę chciał się dać nigdzie zaszufladkować i będę se słuchać, czego mi się podoba, a nie prostytutka odrzucać rzeczy, ponieważ słuchają ich poppersi/hardkorowcy/genzety/Natolińczycy.

Zanim tylko przejdę do zakończenia, w którym to w mało subtelny sposób spróbuję przemycić tytuł piosenki, słówko o tym dlaczego akurat ten kawałek. Ano dlatego, że chociażby nie chciałem wyskakiwać z oklepanymi poker fejsami czy innymi alejandrami, a ten kawałek lubię od początku mojej styczności z nim, czyli bodaj lata 2009 - chyba dlatego, że w tamtym czasie zdołałem już naprawdę znienawidzieć POKER FACE, które faktycznie zostało zmasakrowane przez media i gdy usłyszałem coś innego, mniej agresywnie się narzucającego i w sumie to całkiem przyjemnego, to stwierdziłem, że no fajnie w sumie, po czym poszedłem do pokoju i odmówiłem pięć zdrowasiek za swój gust muzyczny i za drugie pięć, by się nie okazało, że jestem ge

No cóż, nie pozostaje mi nic innego napisać, poza tym, że eh, eh, nie mam nic do dodania oraz bierzcie i słuchajcie tego.

|https://www.youtube.com/watch?v=mVEG793G3N4
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 03 lip 2024 23:43

mintaj pisze:
03 lip 2024 20:59
z obecnej perspektywy tamta paplanina o głupawych i pustych gwiazdach pop kontrowana z rzekomo inteligentnymi ROCKMANAMI wywołuje u mnie pusty śmiech.
U mnie jeszcze bardziej.
Mentos nam się cudownie odmładza na naszych oczach.
Znam to uczucie. :)
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 03 lip 2024 23:45

Ale w sumie co to ma z młodością wspólnego?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 03 lip 2024 23:53

Propsuje młodszych wykonawców, których kiedyś hejtował.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 04 lip 2024 01:29

Dalej nie czuję tutaj tej młodości. W kwestii dziadków rockowych to też najczęściej taka kwestia, że oni z wiekiem dopiero wyraźnie wyjeżdżają z totalnymi absurdami. Waters, Clapton, Van Morrison...
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 04 lip 2024 03:01

"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 04 lip 2024 08:16

shodan pisze:
03 lip 2024 23:53
Propsuje młodszych wykonawców, których kiedyś hejtował.
Ale oni są teraz starzy xD Taka ironia.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 04 lip 2024 08:24

I to dziecko jest stare
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 04 lip 2024 11:18

Dla Mentosa Gaga jest młoda. :P
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6483
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 04 lip 2024 18:31

Niespełna 40 lat ma.
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 04 lip 2024 21:06

A ten utwór nagrała, jak miała 22 lata.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 04 lip 2024 22:41

Dobra, recenzje wrzucać, a nie offtopy
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 05 lip 2024 07:28

To wjeżdżaj, chyba robota Cię nie goni :8
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 05 lip 2024 12:59

Im później wjadę, tym lepiej dla Ciebie
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn