Best of Forum (Edycja albumowa)
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
A najlepsze że na całe dwa albumy znam tylko debiut 
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Ja kiedyś słuchałem obu, ale uznałem, że to bardzo depresyjne, a ja kompletnie nie mam nastroju na to.
Dziś pewnie łatwiej by weszły.
Dziś pewnie łatwiej by weszły.
-
Czez
- Posty: 9728
- Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
- Ulubiony utwór: Cala masa
- Lokalizacja: Glasgow
Dalszy ciag Joy Division to New Order 
Enjoy The Silence
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Brawo Sherlocku 
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
The Cure - Seventeen Seconds
The Cure. Chyba nie mam takiego drugiego zespołu, o którym słyszałbym tak wiele, byłby tak lubiany i znany w znajomych mi kręgach, a jednocześnie nie znałbym praktycznie nic z jego dyskografii. Friday I'm In Love, Boys Don't Cry, Just Like Heaven, finito. Image Smitha nigdy mnie nie ciekawił, muzyka była mi zupełnie obca, w podstawówce i gimnazjum na żadną osobę bardziej zainteresowaną ich twórczością nie trafiłem. Być może to pokutuje na moim odbiorze tego typu zespołów, bo w liceum miałem wątpliwą przyjemność wpaść na bardzo edgy osoby, które zachwycały się The Cure, Jesus & Mary Chain, MBV, Slowdive, Joy Division... generalnie taka hipsterka polegająca na toksycznej mieszance introwertyzmu, wysokiego mniemania o sobie i niestosownie (fałszywie?) wysokiego przekonania o zdystansowaniu wobec świata. Czytając wasze wrażenia widzę, że jeszcze będzie o czym pisać, super
Wychodzi na to, że to mój pierwszy kontakt z jakąś całą płytą The Cure.
Była jeszcze mityczna opozycja depeszowcy-kjurowcy, ale to już dla mnie ma status miejskiej legendy, sam tego na własnej skórze nigdy nie doświadczyłem.
Co o samej muzyce? Tak jak Joy Division jest takim ostatnim przystankiem przed wewnętrznym rozdarciem, tak Seventeen Seconds zawiera w sobie trochę więcej barw, nie jest monochromatyczne i jednoznaczne AŻ TAK. Główna w tym zasługa Smitha i klawiszy. Na pięknej synergii tych elementów bazuje Secrets - utwór zbudowany na tak wrażliwych i drobnych patentach, niewiele trzeba by zrobić, by to zniszczyć, a tutaj z zimną precyzją wszystko bardzo dobrze się trzyma i nie rozkłada. In Your House z kolei to jest o jeden stopień smęcenia za daleko, tu brniemy w krawędziowość. Samo łupanie pp jest ok, ale nie zaśpiewam w chórze jego gorliwych wyznawców. Czas wielkiego zachwytu mam za sobą, dziś traktuję to po prostu z uznaniem.
Po bożemu przesłuchałem za drugim razem z przerwą po Three, a przed The Final Sound. Dobra instrukcja obsługi odbieranej sztuki nie jest zła.
Jeśli Seventeen Seconds to dla mnie pełnoprawne wprowadzenie do muzyki The Cure, to strona A jest wprowadzeniem wprowadzenia. Właściwa treść znajduje się na drugiej połowie, na początku to jeszcze są takie strzępy, drobinki, wręcz szkice w porównaniu do takich rzeczy jak A Forest. At Night też jest dobre, ale czasami to umierające dudnienie mnie irytuje, jakby ten słabnący rytm nie był zamierzonym efektem. W ten sposób traci szansę na pokonanie w mojej hierarchii M czy Seventeen Seconds, które też są zacnymi strzałami.
Już jakiś czas nie było tutaj płyty kompletnie obcej dla mnie, która po zapoznawczych odsłuchach tak mi podpasuje. Jak tak sobie myślę teraz to takie The Cure znacznie bardziej doceniam niż Joy Division, do muzyki Curtisa przestało mnie ciągnąć (4 na RYMie mogą za niedługo wyparować... chyba że to będą udane powroty), a tutaj jest coś więcej, inaczej. Dobry początek kolejki, oby tak dalej.
The Cure. Chyba nie mam takiego drugiego zespołu, o którym słyszałbym tak wiele, byłby tak lubiany i znany w znajomych mi kręgach, a jednocześnie nie znałbym praktycznie nic z jego dyskografii. Friday I'm In Love, Boys Don't Cry, Just Like Heaven, finito. Image Smitha nigdy mnie nie ciekawił, muzyka była mi zupełnie obca, w podstawówce i gimnazjum na żadną osobę bardziej zainteresowaną ich twórczością nie trafiłem. Być może to pokutuje na moim odbiorze tego typu zespołów, bo w liceum miałem wątpliwą przyjemność wpaść na bardzo edgy osoby, które zachwycały się The Cure, Jesus & Mary Chain, MBV, Slowdive, Joy Division... generalnie taka hipsterka polegająca na toksycznej mieszance introwertyzmu, wysokiego mniemania o sobie i niestosownie (fałszywie?) wysokiego przekonania o zdystansowaniu wobec świata. Czytając wasze wrażenia widzę, że jeszcze będzie o czym pisać, super
Była jeszcze mityczna opozycja depeszowcy-kjurowcy, ale to już dla mnie ma status miejskiej legendy, sam tego na własnej skórze nigdy nie doświadczyłem.
Co o samej muzyce? Tak jak Joy Division jest takim ostatnim przystankiem przed wewnętrznym rozdarciem, tak Seventeen Seconds zawiera w sobie trochę więcej barw, nie jest monochromatyczne i jednoznaczne AŻ TAK. Główna w tym zasługa Smitha i klawiszy. Na pięknej synergii tych elementów bazuje Secrets - utwór zbudowany na tak wrażliwych i drobnych patentach, niewiele trzeba by zrobić, by to zniszczyć, a tutaj z zimną precyzją wszystko bardzo dobrze się trzyma i nie rozkłada. In Your House z kolei to jest o jeden stopień smęcenia za daleko, tu brniemy w krawędziowość. Samo łupanie pp jest ok, ale nie zaśpiewam w chórze jego gorliwych wyznawców. Czas wielkiego zachwytu mam za sobą, dziś traktuję to po prostu z uznaniem.
Po bożemu przesłuchałem za drugim razem z przerwą po Three, a przed The Final Sound. Dobra instrukcja obsługi odbieranej sztuki nie jest zła.
Jeśli Seventeen Seconds to dla mnie pełnoprawne wprowadzenie do muzyki The Cure, to strona A jest wprowadzeniem wprowadzenia. Właściwa treść znajduje się na drugiej połowie, na początku to jeszcze są takie strzępy, drobinki, wręcz szkice w porównaniu do takich rzeczy jak A Forest. At Night też jest dobre, ale czasami to umierające dudnienie mnie irytuje, jakby ten słabnący rytm nie był zamierzonym efektem. W ten sposób traci szansę na pokonanie w mojej hierarchii M czy Seventeen Seconds, które też są zacnymi strzałami.
Już jakiś czas nie było tutaj płyty kompletnie obcej dla mnie, która po zapoznawczych odsłuchach tak mi podpasuje. Jak tak sobie myślę teraz to takie The Cure znacznie bardziej doceniam niż Joy Division, do muzyki Curtisa przestało mnie ciągnąć (4 na RYMie mogą za niedługo wyparować... chyba że to będą udane powroty), a tutaj jest coś więcej, inaczej. Dobry początek kolejki, oby tak dalej.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
The Cure jako podstawka egdy ludzi. Tego jeszcze nie grali.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Muzyka jak muzyka, ona się obroni, toksyczne charaktery ludzi nigdy.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Dobrze moim zdaniem wyłapałeś i ująłeś to co różni ich od Joy Division, The Cure nie było nigdy chyba aż tak monochromatyczne i dlatego w kwestii post-punka wolę właśnie ich, jednocześnie niczego JD nie ujmując.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Nie czuję tej płyty; może trzeba kolejnych odsłuchów, ale na razie to zupełnie tego nie czuję, chyba wyrosłem z dołerstwa
.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Jedyne co słyszysz na tej płycie to dołerstwo?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Nie wiem, ale to się wysuwa na pierwszy plan. Zastanawiam się, czy teraz mógłbym zostać sympatykiem Depeche Mode, bo wygląda na to, że moje upodobania zostały przeorane.
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
To c h y b a za duże uproszczenie, Melki.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
To co Melki, możemy to potraktować jako Twoją recenzję?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
The Cure - Seventeen Seconds
Zastanawiam się czy jest to w ogóle fizycznie możliwe, by będąc sympatykiem Depeche Mode w jakimkolwiek stopniu nie znać The Cure. Zawsze te zespoły wymieniało się jeśli nie bezpośrednio obok siebie, to przynajmniej w jednym szeregu, nie ma bata na to, by szukając jakichś zbliżonych brzmieniowo zespołów nie natknąć się na rekomendacje popularnych Kjurów. Tak na pewno było u mnie, sam pamiętam jak słuchałem Desintegration na swoim odtwarzaczu MP4 latem 2010, który był generalnie mocno dziadowski, ale miał kolorowy wyświetlacz oraz możliwość gry w statki (a po przerobieniu pewnie i w pierwszego Dooma).
Generalnie jeśli chodzi o tamten okres to mam parę... hmmm specyficznych wspomnień (albo raczej przebłysków) związanych z tym zespołem. Chyba najdziwniejszym było to, jak kiedyś w jakimś radio internetowym typu muzo.fm puściłem sobie jakąś składankę Podobne do Depeche Mode i jako pierwsi polecieli właśnie The Cure, ale algorytm postanowił zrobić sobie ze mnie jaja i nie puścił żadnego z ich przebojów, tylko prostytutka Subway Song. xD
Wtedy też poznałem The Forest, które przewijało się bodajże w Vice City Stories i zafascynowało mnie od pierwszego odsłuchu. Mało muzyki generalnie znałem, siłą rzeczy też niczego takiego wcześniej nie słyszałem i miałem takie wow jakbym wyszedł z jaskini Platona i otworzył oczy.
I w ten oto sposób, bardzo płynnie, przechodzę już do sedna: to jest po prostu świetna płyta, co dotarło do mnie dopiero teraz, po tych dwunastu latach. W całości, acz co ciekawe wróciwszy do niej teraz bardziej wchodzi mi ta strona A niż B, mimo obecności The Forest na drugiej. I bawi mnie trochę to, że sam trochę podśmiechiwałem się pod nosem z shodana, który przez ileś tam lat twierdził, że nie lubi The Cure, by zmienić zdanie po paru odsłuchach w ramach tej zabawy, a sam mam podobnie xD
W wielu innych przypadkach bym stwierdził, że to po prostu RZETELNE piosenki, ale na tej płycie słychać coś, co sprawia, że tych piosenek słucha się lepiej, niż słuchałoby się tych samych w wykonaniu kogokolwiek innego: charyzma Smitha. Koleś mógłby dosłownie książkę telefoniczną tam czytać, a by się teego słuchało świetnie i byłby w stanie dodać do tego szczyptę Maggi.
Także tego. Nie żałuję, że wybuliłem 3 stówy na to, by ujrzeć starego, grubego Smitha na żywo w Łodzi, wybaczam mu nawet to, że ten album nie trwa siedemnastu sekund. Ave Kjury
Zastanawiam się czy jest to w ogóle fizycznie możliwe, by będąc sympatykiem Depeche Mode w jakimkolwiek stopniu nie znać The Cure. Zawsze te zespoły wymieniało się jeśli nie bezpośrednio obok siebie, to przynajmniej w jednym szeregu, nie ma bata na to, by szukając jakichś zbliżonych brzmieniowo zespołów nie natknąć się na rekomendacje popularnych Kjurów. Tak na pewno było u mnie, sam pamiętam jak słuchałem Desintegration na swoim odtwarzaczu MP4 latem 2010, który był generalnie mocno dziadowski, ale miał kolorowy wyświetlacz oraz możliwość gry w statki (a po przerobieniu pewnie i w pierwszego Dooma).
Generalnie jeśli chodzi o tamten okres to mam parę... hmmm specyficznych wspomnień (albo raczej przebłysków) związanych z tym zespołem. Chyba najdziwniejszym było to, jak kiedyś w jakimś radio internetowym typu muzo.fm puściłem sobie jakąś składankę Podobne do Depeche Mode i jako pierwsi polecieli właśnie The Cure, ale algorytm postanowił zrobić sobie ze mnie jaja i nie puścił żadnego z ich przebojów, tylko prostytutka Subway Song. xD
Wtedy też poznałem The Forest, które przewijało się bodajże w Vice City Stories i zafascynowało mnie od pierwszego odsłuchu. Mało muzyki generalnie znałem, siłą rzeczy też niczego takiego wcześniej nie słyszałem i miałem takie wow jakbym wyszedł z jaskini Platona i otworzył oczy.
I w ten oto sposób, bardzo płynnie, przechodzę już do sedna: to jest po prostu świetna płyta, co dotarło do mnie dopiero teraz, po tych dwunastu latach. W całości, acz co ciekawe wróciwszy do niej teraz bardziej wchodzi mi ta strona A niż B, mimo obecności The Forest na drugiej. I bawi mnie trochę to, że sam trochę podśmiechiwałem się pod nosem z shodana, który przez ileś tam lat twierdził, że nie lubi The Cure, by zmienić zdanie po paru odsłuchach w ramach tej zabawy, a sam mam podobnie xD
W wielu innych przypadkach bym stwierdził, że to po prostu RZETELNE piosenki, ale na tej płycie słychać coś, co sprawia, że tych piosenek słucha się lepiej, niż słuchałoby się tych samych w wykonaniu kogokolwiek innego: charyzma Smitha. Koleś mógłby dosłownie książkę telefoniczną tam czytać, a by się teego słuchało świetnie i byłby w stanie dodać do tego szczyptę Maggi.
Także tego. Nie żałuję, że wybuliłem 3 stówy na to, by ujrzeć starego, grubego Smitha na żywo w Łodzi, wybaczam mu nawet to, że ten album nie trwa siedemnastu sekund. Ave Kjury
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ale Subway Song to Ty szanuj
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Nie wiem, bo nie znam innych albumów TC, ale Seventeen Seconds nie jest ani trochę brzmieniowo ani pod żadnym innym względem podobne do DM.
W ogóle już pisałem, że pół mojej szkoły słuchało DM, ale nie znałem ani jednego gościa, który jednocześnie słuchałby TC.
W ogóle już pisałem, że pół mojej szkoły słuchało DM, ale nie znałem ani jednego gościa, który jednocześnie słuchałby TC.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No, ale kiedy to było Shodan?
Obecnie naprawdę trudno tych powiązań nie widzieć, w pełni zgadzam się z Mentosem. Już sam cover World In My Eyes wystarczy.
Obecnie naprawdę trudno tych powiązań nie widzieć, w pełni zgadzam się z Mentosem. Już sam cover World In My Eyes wystarczy.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
No rzeczywiście kojarzyłem tylko parę przedpotopowych singli TC i tak naprawdę od czasu ukończenia technikum nie miałem zielonego pojęcia, co ten zespół porabia i nagrywa.
A coveru WIME posłuchałem właśnie pierwszy raz. Nawet nie wiedziałem, że takie coś nagrali.
A coveru WIME posłuchałem właśnie pierwszy raz. Nawet nie wiedziałem, że takie coś nagrali.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Melki, powiem tak jak to zwykł mawiać mój kolega - nie pier*ol, mów jak byłoMalkolit pisze:10 kwie 2022 15:17Nie wiem, ale to się wysuwa na pierwszy plan. Zastanawiam się, czy teraz mógłbym zostać sympatykiem Depeche Mode, bo wygląda na to, że moje upodobania zostały przeorane.
Nie lubisz to nie lubisz, nikt nie każe. Skreśl po prostu kilka zdań o tym co słyszysz i jak to słyszysz i tyle w temacie.
Bez
Chłopaki nie płaczo
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup