Jaki film teraz oglądasz?
-
em.
- Posty: 3683
- Rejestracja: 05 sty 2009 22:36
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Wygrane marzenia / Coyote Ugly. Film jak film, nawet niezły, ale ścieżka dźwiękowa jest w dechę! (Please Remember czy Right Kind Of Wrong... sam miód... country wysokiej klasy...) 
-
walking
- Posty: 1281
- Rejestracja: 17 sty 2010 13:41
Byłam wczoraj na Epoce Lodowcowej 4. Moim zdaniem poprzednie części były lepsze, kilka śmiesznych momentów było, reszta taka tam o sobie historyjka, efekty 3D dla mnie słabe, ale na odstresowanie i relaks zawsze może być. 
-
Rajca
- Posty: 6049
- Rejestracja: 02 wrz 2006 15:35
Byłem, jeno we wtorek, ale na dwaDy. Ja jako niewymagający widz i zjadacz papki wyszedłem zadowolony, chociaż faktycznie - poprzednie chyba były nieco śmieszniejsze.
-
Hien
- Posty: 24626
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
"Merry Christmas, Mr. Lawrence", obejrzałem wczoraj, bo już zbyt długo to odwlekałem.
Dziwaczny, jedno i wielowątkowy na raz, płynie w zupełnie odrealnionym tempie.
W roli głównej David Bowie, który wygląda tak, że każdy facet czuje się jak gej.
Dziwaczny, jedno i wielowątkowy na raz, płynie w zupełnie odrealnionym tempie.
W roli głównej David Bowie, który wygląda tak, że każdy facet czuje się jak gej.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7379
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
chyba sobie ściągnę.
wiadomość dla Kuby! - zasysam Obcego
wiadomość dla Kuby! - zasysam Obcego
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Byłem dziś w Amoku na Lamparcie. Kapitalny film, piękne krajobrazy (malowane), piękne kostiumy, rzecz dzieje się na Sycylii w czasie rewolucji Garibaldiego, miłość, pieniądze i polityka na pierwszym planie, w tle - niezmieniający się świat. Świetna kreacja postaci księcia Saliny. I złota myśl: wszystko musi się zmienić, żeby nic się nie zmieniło (czy jakoś tak). Polecam! 
-
Rajca
- Posty: 6049
- Rejestracja: 02 wrz 2006 15:35
-
Fen.
- Posty: 1682
- Rejestracja: 27 sty 2010 08:30
- Lokalizacja: Wrocław
Here's where the fun begins.
-
em.
- Posty: 3683
- Rejestracja: 05 sty 2009 22:36
Ten film wywrócił mi swego czasu mózg i żołądek do góry nogami. Nie, zdecydowanie nie lubię.
gwiazdy...
-
Fen.
- Posty: 1682
- Rejestracja: 27 sty 2010 08:30
- Lokalizacja: Wrocław
Pierwsze zdanie pasuje do mnie.
Drugie na razie nie. Jeszcze to trawię.
Drugie na razie nie. Jeszcze to trawię.
Here's where the fun begins.
-
Rajca
- Posty: 6049
- Rejestracja: 02 wrz 2006 15:35
Bylim na nowym Batmanie w kinie. Może się nie znam, może jestem zjadaczem papki, ale dla mnie to naprawdę dobrze wydane pieniądze.
-
mintaj
- Posty: 6858
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Trolololo, już nawet nie pamiętam, kiedym ostatnio w kinie był. 
DEPESZWIZJA 118: edycja instrumentalna (bez ambientu)
PACZKA
PACZKA
-
Rajca
- Posty: 6049
- Rejestracja: 02 wrz 2006 15:35
A dzisiaj torrenty sponsorowały DVD z Awendżersami. Take kino lubię - jeb.bum.sruuu 
-
Hien
- Posty: 24626
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ale to już jest bajka dla dzieci i to raczej słaba. Wolę seX-manów.
Ja mam "Niezniszczalnych" do nadrobienia.
Ja mam "Niezniszczalnych" do nadrobienia.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Rajca
- Posty: 6049
- Rejestracja: 02 wrz 2006 15:35
Oczywiście, że bajka. Ktokolwiek ma względem tego większe oczekiwania? Ha...
-
em.
- Posty: 3683
- Rejestracja: 05 sty 2009 22:36
No, właśnie! Zbieram się od dwóch tygodni, żeby tu kogoś zapytać, czy się film podobał.Rajca pisze:Bylim na nowym Batmanie w kinie. Może się nie znam, może jestem zjadaczem papki, ale dla mnie to naprawdę dobrze wydane pieniądze.
devcio powiedział, że momentami nudny, ale ja oglądałam całe (prawie) trzy godziny z wielką przyjemnością.
Zdecydowanie wolę papkę, wybuchy i bijatyki niż wyszukane kino, które zmusza do myślenia.
Uważam, że ta część jest świetna. Momentami brakuje mi w filmie trochę spójności i wiele sytuacji dało się przewidzieć. Nie zaskoczyła mnie Tate, bo od samego początku była tak irytująca, że musiała okazać się irytującą suką
Tom Hardy ma w rzeczywistości niewyjściowe usta, więc fajnie wygląda jako Bane z kagańcem na buzi
To pierwszy film, w którym wreszcie nie wkurza mnie ten nieznośny dziubek Bale'a i daję mu szansę. Nie przepadałam za nim i może Batman to nie jest szczyt aktorskiego kunsztu, ale wydał mi się tu wreszcie taki ludzki i naturalny.
Obejrzałabym jeszcze raz, bo kocham wszystkie możliwe filmy o Batmanie. Ten na piątkę
Aaaa teraz czekam na Niezniszczalnych 2
Dla mnie staroć Stallone to wciąż mega rozpier.dalacz. I takie kino lubię, ze wszystkimi kiczowatymi gwiazdami z lat 80 z filmów o uniwersalnych żołnierzach i terminatorach
gwiazdy...
-
Rajca
- Posty: 6049
- Rejestracja: 02 wrz 2006 15:35
Obejrzałem Prometeusza. Cóż, nie do końca rozumiem czemu protoplaści ludzkości chcieli zrobić nam kuku 
-
Rajca
- Posty: 6049
- Rejestracja: 02 wrz 2006 15:35
Był Madagaskar 3. Jutro The Expendables 2 - lol.
A tu Prometeuszowy zwiastun, prawdziwa wersja:
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=RBaKqOMG ... r_embedded[/youtube]
A tu Prometeuszowy zwiastun, prawdziwa wersja:
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=RBaKqOMG ... r_embedded[/youtube]
-
em.
- Posty: 3683
- Rejestracja: 05 sty 2009 22:36
Nie o filmie, a o serialu 
Jeśli ktoś z Was, komu bliskie są przygody najpopularniejszego detektywa świata, nie widział jeszcze Sherlocka produkcji BBC, stworzonego przez Marka Gatissa i Stevena Moffata, polecam nadrobić.
Gdyby nie Dejmien i Hien, ja również miałabym lukę w kolejnej z serialowych odsłon przygód Sherlocka Holmesa.
I powiem szczerze, byłaby to luka, której nie zapełniłby żaden inny serial na tym świecie.
Time to play.
O czym jest serial tłumaczyć nie trzeba. Zgrabnie przeniesiono oparte na oryginalnych powieściach i opowiadaniach sir Arthura Conan Doyle'a perypetie Sherlocka Holmesa w czasy współczesne. Szkielet wielu historii jest ten sam, ale do każdej dodano ciekawe rozwiązania fabularne i przebieg wydarzeń zmienia się idealnie wplatając w realia współczesnego Londynu.
Wielkim plusem jest to, że na jedną pełną historię przypada całe 1,5 godziny i jest to jeden odcinek.
To nie zakłóca obioru, pomaga lepiej się skupić i samemu rozwiązywać zagadkę razem z Sherlockiem.
A jaki jest główny bohater?
W przeciwieństwie do obrazu przedstawionego przez samego Doyle'a i wielu serialowych wcieleń wiernie odwzorowujących książkowy opis, nie jest powściągliwym mężczyzną, który cierpliwie zbiera ślady i paląc fajkę niespiesznie dedukuje.
Współczesny Sherlock jest dynamiczny, przebojowy, dedukuje z prędkością, która przekracza możliwości zwykłych ludzi. Z olbrzymią siłą i bez problemu pokonuje ograniczenia, walczy z nałogiem nikotynowym, ciągle goni za zagadkami, nie rozstaje się z telefonem komórkowym i laptopem, genialnie zapamiętuje wszystko, co jest dla niego istotne, zachowując przy tym subtelny cynizm i niezwykły urok. Jest socjopatą działającym na wysokich obrotach, szukającym wrażeń w postaci zagadek kryminalnych, które pomaga rozwiązywać miejscowej policji.
Kiedy nikt nie gnie, Sherlock się nudzi. Kiedy nie dzieje się nic niezwykłego, geniusz traci energię.
W roli Sherlocka występuje fantastyczny Benedict Cumberbatch.

Wygląda jak pingwinek - z małymi, głęboko osadzonymi jasnymi oczami, a jednocześnie jest tak zjawiskowo plastyczny, że wielu aktorów mogłoby mu złożyć pokłon. I - dodam od siebie - w tym wszystkim jest cholernie czarujący
Niesamowity talent i warsztat pozwalają mu skrupulatnie budować swoją postać, która zyskuje zupełnie nowe cechy, nie jest wtórna jak kilka powielanych już sherlockowych schematów i bez przerwy zadziwia widza.
Wciąga uważnego fana zagadek do gry, jest tak obrotny i pomysłowy, że nie sposób wyjść ze zdumienia, kiedy ciągle zaskakuje.
Sherlock w jego wykonaniu to dla mnie mistrzostwo świata.
Zaśmiewam się bez przerwy, kiedy Sherlock rzuca żartami, uwielbiam kiedy okazuje bez skrępowania swoje wyrachowanie, a jednocześnie ogromne przywiązanie do ludzi, którzy są mu bliscy. Uczucia także okazuje w sposób powściągliwy i wyrafinowany. To postać tak bogata w sprzeczne przeżycia wewnętrzne, tak niesamowicie pociągająca ze względu na nadludzki intelekt, że mimo, iż wywołuje naraz masę emocji (również sprzecznych ze sobą), człowiek bardzo szybko przyzwyczaja się i przywiązuje do Sherlocka.
Jest przecież w tym wszystkim taki ludzki. No i współczesny.
Podobnie jest ze świetną kreacją dr Johna Watsona. Martin Freeman odwalił kawał celującej roboty.

Relacja między dr Watsonem, a Sherlockiem zbudowana jest ze zderzenia dwóch różnych modeli komunikowania się, myślenia i czucia.
To prosty system znaków: Watson, nieprzystosowany do życia w społeczności, na początku widocznie jeszcze „uszkodzony” przez wojskową traumę (był lekarzem wojskowym), noszący lamerskie koszule i wyciągnięte sweterki.
I oto zupełnie przypadkiem znajduje lokatora, jakim jest Sherlock. Osobę o stalowych nerwach i genialnym umyśle, który pomaga zaadaptować mu się w otaczającej rzeczywistości i wykorzystać swoją (także znaczną) inteligencję w rozwiązywaniu zagadek razem z nim.
Watson nabiera pewności siebie, nie jest zamknięty w schemacie skromnego pomocnika Holmesa, ewoluuje, zdobywa się nawet na złośliwości i staje się przede wszystkim oddanym przyjacielem gotowym obić mordę każdemu, kto podważa autorytet Sherlocka.
Relacja silna i trwała, w niektórych może budzić skojarzenia jakoby Sherlock i Watson...no, właśnie?
Według mnie to jest po prostu czarujące i pełne wdzięku, prawdziwa męska i solidna przyjaźń. A wszelkie przesłanki, dwuznaczne sytuacje są świadomym zabiegiem scenarzystów i puszczaniem oka do widza. Musi być przecież trochę kontrowersji, ale na ile nam się to spodoba lub nie i na ile określimy tę relację jako coś szokującego, zależy od nas.
Powstała już masa filmików na yt przedstawiających Sherlocka i Watsona jako parę, widocznie wielu ludzi ma wyobraźnię, która nie odróżnia subtelnych kąśliwości od gejowskich gestów
W serialu pojawiają się jeszcze inne fantastyczne postaci. Właściwie, jest ich cała mnogość.
Od przewybornej postaci Mycrofta Holmesa w którą wcielił się sam Mark Gatiss, rewelacyjnego inspektora Lestrade'a, aż po serdeczną panią Hudson i gorącą Irene Adler.
Wszystko utrzymane jest w jednolitej konwencji. Mimo, że współczesny, Londyn zachowuje klasę dziewiętnastowiecznego miejsca przygód Sherlocka Holmesa, a postaci mimo atrybutów współczesności jakimi są komputery i telefony komórkowe, zachowują klasę i elegancję.
Wisienką na torcie tej produkcji jest jednak Andrew Scott i jego kreacja Jima Moriarty'ego.
Napoleon of crime

James Moriarty to odwieczny wróg Holmesa. No, dobra, to wiemy z książek.
"Oryginalny" Moriarty, stworzony przez Conan Doyle'a jest matematykiem i ma tytuł profesora. Serialowy antagonista nie posiada tytułu profesorskiego, prawdopodobnie nie uprawia też matematyki, nie wykłada na uniwersytecie i nie jest podstarzałym facecikiem z bródką.
Serialowy Jim Moriarty to ilustracja geniusza zła w seksownym wydaniu.
Moriaty jest przebiegły, bezlitosny, a jednocześnie nad wyraz inteligentny i fascynujący.
To psychologiczny paradoks wywołujący już samym spojrzeniem głębokich, przepastnych ciemnych oczu niepokój.
Nie ingeruje sam w rzeczywistość - zgrabnie manipuluje ludźmi, którzy są głupsi od niego, nie lubi brudzić sobie rąk i dlatego pociąga za setki tysięcy sznurków, na końcu których czekają kryminaliści całego świata.
Podejmuje działanie dopiero, kiedy dochodzi do konfrontacji z jego największym wrogiem i zagadką - Sherlockiem.
Moriarty mistrzowsko planuje wielopoziomowe intrygi, odgrywa role i wciela w życie plan zniszczenia Sherlocka. Jednocześnie podkreśla, że jest to dla niego niemała rozrywka.
Podobieństwo do Jokera z nowego Batmana jest uderzające, ale stawiam te dwie postaci obok siebie na podium strachu i obsesji.
Każdy gest, każde uniesienie brwi i modyfikacja głosu Scotta utwierdzają mnie w przekonaniu, że to aktor znakomity, ale bardzo, bardzo niedoceniony.
I zaczynam wierzyć, że taka postać jak Jim Moriarty mogłaby istnieć naprawdę. Ten serialowy jest tak autentyczny, że wciąga badanie jego osobowości i motywów działania, a nawet po czasie można dojść do wniosku, że ten psychopata o wielu twarzach z całym repertuarem morderczych planów, zaczyna fascynować
Scott tą rolą skupił na sobie moja wytężoną uwagę. Klasyfikuję go jako odmieńca, geniusza trudnego do przeniknięcia i jednocześnie obiekt pożądania. Oto do czego doprowadził swoją mistrzowską kreacją.
Jego odtworzenie Moriarty'ego nie ma sobie równych. To postać totalna i doskonała w każdym calu. Nawet jeśli chodzi o idealnie skrojony na miarę garnitur
Mocną stroną tego serialu jest także znakomity montaż. Dawno nie widziałam tak sprawnie zmontowanych ujęć, pierwszorzędnych przejść i niezwykłych rozwiązań, które z jednego planu przenoszą nas w drugi, nie zakłócając ciągłości.
Coś niesamowitego. Jestem pod ogromnym wrażeniem i nie mogę wyjść z podziwu.
Ten serial ma po prostu mało słabych stron
Jest niesamowicie bogaty w szczegóły, barwny, konsekwentny i starannie dopracowany w każdym drobiazgu. Jest mistrzowski i pozwala widzowi uczestniczyć "na żywo" w działaniach bohaterów - każda mapa myśli Sherlocka, wiadomości jakie wysyła innym, wszystko to jest widocznie na ekranie i dzięki temu samemu można równolegle prowadzić własne śledztwo.
Fajna zabawa
Dużą wyrazistość zyskuje też muzyka
Trochę podoba do tej z ostatnich filmów z Downeyem Jr, ale podoba mi się w połączeniu z wartką akcją tego serialu.
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=-hncC_s6 ... re=related[/youtube]
Celowo opisuję serial ogólnie, nie wdaję się w szczegóły, bo jeśli kogoś z Was przekona to do obejrzenia Sherlocka, to nie chciałabym zdradzać fabuły.
Uuuuf
Jeśli ktoś z Was, komu bliskie są przygody najpopularniejszego detektywa świata, nie widział jeszcze Sherlocka produkcji BBC, stworzonego przez Marka Gatissa i Stevena Moffata, polecam nadrobić.
Gdyby nie Dejmien i Hien, ja również miałabym lukę w kolejnej z serialowych odsłon przygód Sherlocka Holmesa.
I powiem szczerze, byłaby to luka, której nie zapełniłby żaden inny serial na tym świecie.
Time to play.
O czym jest serial tłumaczyć nie trzeba. Zgrabnie przeniesiono oparte na oryginalnych powieściach i opowiadaniach sir Arthura Conan Doyle'a perypetie Sherlocka Holmesa w czasy współczesne. Szkielet wielu historii jest ten sam, ale do każdej dodano ciekawe rozwiązania fabularne i przebieg wydarzeń zmienia się idealnie wplatając w realia współczesnego Londynu.
Wielkim plusem jest to, że na jedną pełną historię przypada całe 1,5 godziny i jest to jeden odcinek.
To nie zakłóca obioru, pomaga lepiej się skupić i samemu rozwiązywać zagadkę razem z Sherlockiem.
A jaki jest główny bohater?
W przeciwieństwie do obrazu przedstawionego przez samego Doyle'a i wielu serialowych wcieleń wiernie odwzorowujących książkowy opis, nie jest powściągliwym mężczyzną, który cierpliwie zbiera ślady i paląc fajkę niespiesznie dedukuje.
Współczesny Sherlock jest dynamiczny, przebojowy, dedukuje z prędkością, która przekracza możliwości zwykłych ludzi. Z olbrzymią siłą i bez problemu pokonuje ograniczenia, walczy z nałogiem nikotynowym, ciągle goni za zagadkami, nie rozstaje się z telefonem komórkowym i laptopem, genialnie zapamiętuje wszystko, co jest dla niego istotne, zachowując przy tym subtelny cynizm i niezwykły urok. Jest socjopatą działającym na wysokich obrotach, szukającym wrażeń w postaci zagadek kryminalnych, które pomaga rozwiązywać miejscowej policji.
Kiedy nikt nie gnie, Sherlock się nudzi. Kiedy nie dzieje się nic niezwykłego, geniusz traci energię.
W roli Sherlocka występuje fantastyczny Benedict Cumberbatch.

Wygląda jak pingwinek - z małymi, głęboko osadzonymi jasnymi oczami, a jednocześnie jest tak zjawiskowo plastyczny, że wielu aktorów mogłoby mu złożyć pokłon. I - dodam od siebie - w tym wszystkim jest cholernie czarujący
Niesamowity talent i warsztat pozwalają mu skrupulatnie budować swoją postać, która zyskuje zupełnie nowe cechy, nie jest wtórna jak kilka powielanych już sherlockowych schematów i bez przerwy zadziwia widza.
Wciąga uważnego fana zagadek do gry, jest tak obrotny i pomysłowy, że nie sposób wyjść ze zdumienia, kiedy ciągle zaskakuje.
Sherlock w jego wykonaniu to dla mnie mistrzostwo świata.
Zaśmiewam się bez przerwy, kiedy Sherlock rzuca żartami, uwielbiam kiedy okazuje bez skrępowania swoje wyrachowanie, a jednocześnie ogromne przywiązanie do ludzi, którzy są mu bliscy. Uczucia także okazuje w sposób powściągliwy i wyrafinowany. To postać tak bogata w sprzeczne przeżycia wewnętrzne, tak niesamowicie pociągająca ze względu na nadludzki intelekt, że mimo, iż wywołuje naraz masę emocji (również sprzecznych ze sobą), człowiek bardzo szybko przyzwyczaja się i przywiązuje do Sherlocka.
Jest przecież w tym wszystkim taki ludzki. No i współczesny.
Podobnie jest ze świetną kreacją dr Johna Watsona. Martin Freeman odwalił kawał celującej roboty.

Relacja między dr Watsonem, a Sherlockiem zbudowana jest ze zderzenia dwóch różnych modeli komunikowania się, myślenia i czucia.
To prosty system znaków: Watson, nieprzystosowany do życia w społeczności, na początku widocznie jeszcze „uszkodzony” przez wojskową traumę (był lekarzem wojskowym), noszący lamerskie koszule i wyciągnięte sweterki.
I oto zupełnie przypadkiem znajduje lokatora, jakim jest Sherlock. Osobę o stalowych nerwach i genialnym umyśle, który pomaga zaadaptować mu się w otaczającej rzeczywistości i wykorzystać swoją (także znaczną) inteligencję w rozwiązywaniu zagadek razem z nim.
Watson nabiera pewności siebie, nie jest zamknięty w schemacie skromnego pomocnika Holmesa, ewoluuje, zdobywa się nawet na złośliwości i staje się przede wszystkim oddanym przyjacielem gotowym obić mordę każdemu, kto podważa autorytet Sherlocka.
Relacja silna i trwała, w niektórych może budzić skojarzenia jakoby Sherlock i Watson...no, właśnie?
Według mnie to jest po prostu czarujące i pełne wdzięku, prawdziwa męska i solidna przyjaźń. A wszelkie przesłanki, dwuznaczne sytuacje są świadomym zabiegiem scenarzystów i puszczaniem oka do widza. Musi być przecież trochę kontrowersji, ale na ile nam się to spodoba lub nie i na ile określimy tę relację jako coś szokującego, zależy od nas.
Powstała już masa filmików na yt przedstawiających Sherlocka i Watsona jako parę, widocznie wielu ludzi ma wyobraźnię, która nie odróżnia subtelnych kąśliwości od gejowskich gestów
W serialu pojawiają się jeszcze inne fantastyczne postaci. Właściwie, jest ich cała mnogość.
Od przewybornej postaci Mycrofta Holmesa w którą wcielił się sam Mark Gatiss, rewelacyjnego inspektora Lestrade'a, aż po serdeczną panią Hudson i gorącą Irene Adler.
Wszystko utrzymane jest w jednolitej konwencji. Mimo, że współczesny, Londyn zachowuje klasę dziewiętnastowiecznego miejsca przygód Sherlocka Holmesa, a postaci mimo atrybutów współczesności jakimi są komputery i telefony komórkowe, zachowują klasę i elegancję.
Wisienką na torcie tej produkcji jest jednak Andrew Scott i jego kreacja Jima Moriarty'ego.
Napoleon of crime

James Moriarty to odwieczny wróg Holmesa. No, dobra, to wiemy z książek.
"Oryginalny" Moriarty, stworzony przez Conan Doyle'a jest matematykiem i ma tytuł profesora. Serialowy antagonista nie posiada tytułu profesorskiego, prawdopodobnie nie uprawia też matematyki, nie wykłada na uniwersytecie i nie jest podstarzałym facecikiem z bródką.
Serialowy Jim Moriarty to ilustracja geniusza zła w seksownym wydaniu.
Moriaty jest przebiegły, bezlitosny, a jednocześnie nad wyraz inteligentny i fascynujący.
To psychologiczny paradoks wywołujący już samym spojrzeniem głębokich, przepastnych ciemnych oczu niepokój.
Nie ingeruje sam w rzeczywistość - zgrabnie manipuluje ludźmi, którzy są głupsi od niego, nie lubi brudzić sobie rąk i dlatego pociąga za setki tysięcy sznurków, na końcu których czekają kryminaliści całego świata.
Podejmuje działanie dopiero, kiedy dochodzi do konfrontacji z jego największym wrogiem i zagadką - Sherlockiem.
Moriarty mistrzowsko planuje wielopoziomowe intrygi, odgrywa role i wciela w życie plan zniszczenia Sherlocka. Jednocześnie podkreśla, że jest to dla niego niemała rozrywka.
Podobieństwo do Jokera z nowego Batmana jest uderzające, ale stawiam te dwie postaci obok siebie na podium strachu i obsesji.
Każdy gest, każde uniesienie brwi i modyfikacja głosu Scotta utwierdzają mnie w przekonaniu, że to aktor znakomity, ale bardzo, bardzo niedoceniony.
I zaczynam wierzyć, że taka postać jak Jim Moriarty mogłaby istnieć naprawdę. Ten serialowy jest tak autentyczny, że wciąga badanie jego osobowości i motywów działania, a nawet po czasie można dojść do wniosku, że ten psychopata o wielu twarzach z całym repertuarem morderczych planów, zaczyna fascynować
Scott tą rolą skupił na sobie moja wytężoną uwagę. Klasyfikuję go jako odmieńca, geniusza trudnego do przeniknięcia i jednocześnie obiekt pożądania. Oto do czego doprowadził swoją mistrzowską kreacją.
Jego odtworzenie Moriarty'ego nie ma sobie równych. To postać totalna i doskonała w każdym calu. Nawet jeśli chodzi o idealnie skrojony na miarę garnitur
Mocną stroną tego serialu jest także znakomity montaż. Dawno nie widziałam tak sprawnie zmontowanych ujęć, pierwszorzędnych przejść i niezwykłych rozwiązań, które z jednego planu przenoszą nas w drugi, nie zakłócając ciągłości.
Coś niesamowitego. Jestem pod ogromnym wrażeniem i nie mogę wyjść z podziwu.
Ten serial ma po prostu mało słabych stron
Jest niesamowicie bogaty w szczegóły, barwny, konsekwentny i starannie dopracowany w każdym drobiazgu. Jest mistrzowski i pozwala widzowi uczestniczyć "na żywo" w działaniach bohaterów - każda mapa myśli Sherlocka, wiadomości jakie wysyła innym, wszystko to jest widocznie na ekranie i dzięki temu samemu można równolegle prowadzić własne śledztwo.
Fajna zabawa
Dużą wyrazistość zyskuje też muzyka
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=-hncC_s6 ... re=related[/youtube]
Celowo opisuję serial ogólnie, nie wdaję się w szczegóły, bo jeśli kogoś z Was przekona to do obejrzenia Sherlocka, to nie chciałabym zdradzać fabuły.
Uuuuf
gwiazdy...