Best of Forum III

Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6483
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 23 lip 2023 07:55

Dobra, w miarę się ogarnąłem, chociaż nie bardzo. Urlopuję się i nie chce mi się myśleć, a jeszcze bardziej nie chce mi się siedzieć przed kompem. Dlatego polecę banałem, co by za dużo nie myśleć i wrzucę kawałek, o którym była tu już kilkukrotnie mowa, a o którego istnieniu ponownie przypomniał mi niedawno Goły:

Puff Daddy & Faith Evans & 112 - I'll Be Missing You

https://www.youtube.com/watch?v=Wq2zF0LlXDw

Czyli jeden z najdłużej znanych mi przebojów, pod tym względem to ta sama półka, co przeboje Elektrycznych Gitar, Gdy nie ma dzieci, Children, Circle In The Sand i jeszcze parę. Od razu rzuca się podobieństwo do kawałka The Police Every Breath You Take i nie jest to przypadek, bo wykorzystano tę samą melodię (w refrenie), tylko w jaśniejszych barwach (i brzmi żywiej; zawsze wolałem wersję Puffa Daddy'ego). Napisany, jak już wiemy, dla upamiętnienia naszego przyjaciela z albumowej bestki The Notorious B.I.G.-a. Śpiewa tu m.in. wdowa po nim, Faith Evans (w sumie do pewnego momentu w ogóle nie zastanawiałem się, kto to jest). Nagradzany i ceniony przez nabywców. O refrenie była już mowa, zwrotki stworzył kolejny raper, Sauce Money, a, jak czytam, wsamplowano tu jeszcze hymn I'll Fly Away i Adagio for Strings. Piosenka o obsesyjnej miłości, kolejna taka nieco zniekształcona w wymowie (jak One Way Or Another Blondie przez One Direction) składa się z instrumentalnego wstępu, rapowanych przez Daddy'ego zwrotek i śpiewanego przez Evans refrenu. Zmienił się wydźwięk utworu na bardziej upamiętniający i sentymentalny (zwłaszcza za sprawą śpiewającej pani), kawałek jest wręcz jeszcze bardziej chwytliwy (ten motyw nie do zapomnienia, ile ja lat miałem, jak to pierwszy raz słyszałem? 7? 8? Bardzo mało w każdym razie). W każdym razie Evans jest wspaniała, a ten dość ciężki głos Puffa dodaje mocno przyziemnego charakteru (w końcu - umarł człowiek). I bardzo mocna rzecz, u mnie to był taki wstęp do zapoznawania się z muzyką popularną, u nas będzie to swoiste postscriptum.
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 23 lip 2023 17:33

Ace of Base - The Sign

W związku z tym, że dobiegamy do końca 3 kolejki, a ja wrzucam mój 74 tutaj kawałek czas na dwa kontrowersyjne wyzniania. Pierwsze: wolę Ace of Base od ABBY. Drugie: Lubię Ace of Base. Czy tam na odwrót. No skoro zacząłem od trzęsienia ziemi, to czas na wpis tak lakoniczny, że aż śmieszny.
O samym zespole nie napiszę zbyt wiele, bo prawdę powiedziawszy dawno temu wyzbyłem się ambicji bycia jakimś Hirkiem Wroną w domu i znajomości każdego faktu z życia kogoś, kogo słucham. W sumie to nawet ledwo co pamiętam kto tam grał - wiem, że w skład tego zespołu wchodziła jakaś blondyna, jakaś brunetka, typ który kiedyś był naziolem, ale ponoć mu przeszło i typ, którego w zasadzie nie pamiętam, ale mimo wszystko wolę go z jakichś przyczyn od tamtego drugiego. Dyskografię też słabo znam, bo prawdę powiedziawszy to jest ten przypadek, w którym hiciory są dla mnie wystarczająco dobre, bym miał w dupie fakt, że poza nimi na ich płytach znajdują się zapychacze albo wręcz rzeczy mierne.
Nawet nie mam ciekawej historii związanej z tym kawałkiem! Ba, jest ona skrajnie nieinteresująca - późną wiosną tudzież wczesnym latem zajmowałem się czymś produktywnym, co było dla mnie wówczas niestandardową sytuacją, bodajże plewiłem ziemniaki. Byłem świeżo po maturze, było słonecznie (gdybym pisał ją rok później to bym pewnie pamiętam opady śniegu), byłem jeszcze młody i miałem pokój po remoncie. Jakoś tak, prawdę powiedziawszy część faktów mogłem przekręcić, bo jednak upłynęło od tych wydarzeń 12 lat. W każdym razie jednym z intensywniejszych moich wspomnień z tego okresu było słuchanie radia na moim odtwarzaczu PENTAGRAM, który dostałem parę lat wcześniej od mojego wujka i usłyszenie TEGO kawałka w radio.
I tyle, nie pamiętam pewnie masy bardziej ciekawych, interesujących, wartych wzmianki, intrygujących, JAKICHKOLWIEK wydarzeń, ale z jakichś powodów dobrze, acz nawet nie dokładnie, pamiętam to niepozorne wydarzenie. Co z tego wynika? Nie wiem, ale się domyślam. Zamiast się zastanawiać, myślę jednak, że lepiej brać i posłuchać tego.

https://www.youtube.com/watch?v=NIPPh7AWSt4
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6483
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 23 lip 2023 17:51

Wątpię, żeby napisanie tutaj, że woli się bardzo znany zespół z lat 90. od bardzo znanego zespołu z lat 70. wywołało sensację ;)
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 23 lip 2023 17:55

Nie wiem, nie znam się
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 23 lip 2023 18:14

TRZYMAJCIE ZASTAWĘ, BO TRZĘSIENIE ZIEMI IDZIE
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 23 lip 2023 18:15

Jezus Maria, urwie następnemu
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 23 lip 2023 19:14

"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 23 lip 2023 19:46

Azbest – Johnny

Z oczywistych względów, to nie będzie recenzja jako taka, ale mogę rzucić trochę ciekawostek i wspomnień. O czym Dev nie napisał (ze skromności, lub nieuwagi), praktycznie cały kawałek jest jego autorstwa. „Kłamstwo Lustracyjne” było w paczce instrumentalnych dem, które Dev wrzucił do tematu na tym forum, a ja je zassałem. To idące przez cały kawałek „solo” na gitarze, to było de facto moje ‘przesłuchanie’ do zespołu. Wprawdzie już w nim niby byłem, ale uznaliśmy, że dogram coś swojego do istniejących podkładów, żeby sprawdzić, czy nadajemy muzycznie na tych samych falach. Usiadłem w domu, włączyłem „Kłamstwo Lustracyjne” i to była pierwsza rzecz jaką nagrałem. Chłopakom się tak spodobało, że to nagrania zostało w numerze na stałe. Do tego, później, dograłem trochę teksturowych gitar (słychać je głównie na początku) oraz ostre riffy na końcu, które nagrałem już w tym moim pierwszym demie, ale brzmiały trochę inaczej (ostatecznie symulowałem to co wymyślił drugi gitarzysta, który wyleciał z Azbestu jakieś pół roku po moim dołączeniu, długa historia, nadal się lubimy). To czym mogę się podzielić, to opis tego jak praca nad tym kawałkiem wyglądała od zaplecza, co może niejako dać Wam próbkę tego, jak to wygląda w studiu, w zespołach, których słuchacie. Utwór szlifowaliśmy na sali. Pomimo, że w studyjnej wersji tego wszystkiego nie ma, podczas prób Musiał grał na gitarze basowej, a Bartini, poza śpiewem, często zasiadał za perkusją. Nadal mam nagrania z tych prób, podczas których słychać jak Bartini śpiewał różne wersje tekstu i kawałek powoli przestawał być „Kłamstwem Lustracyjnym”, a stawał się „Johnnym” (którymi z początku miał być jeszcze innym kawałkiem). Siedzieliśmy w tej sali, mocno podekscytowani, świadomi tego, że mamy fajny numer, i że ten skład się klei. Wersja, którą wrzucił Dev pochodzi z 2013 roku, z płyty, którą miksowałem przez całą pierwszą połowę roku. Pamiętam jak siedziałem nad morzem, ale zamiast gdzieś wyjść, to robiłem jakiś manul-tune na wokalu Bartiniego. Ta wersja w zasadzie nie różni się za bardzo od tego, co nagraliśmy między 2011, a 2012 rokiem, i która wyszła na obszernym singlu w czerwcu 2012. Tutaj muszę zaznaczyć, że pojawił się na nim remiks, który zrobił dla nas… MURZYN xD Uwielbiam ten remiks i po raz kolejny wykorzystam szansę, aby podziękować Jackowi za to, że dla nas coś takiego wyczarował. It still holds up, bro. Wierzyć mi się nie chce, że już 11 lat minęło od tamtej pory. To był fajny singiel, były tam jeszcze inne remiksy i nagrania z naszego debiutanckiego koncertu (w tym live Johnny). To było momentum, które straciliśmy nagłym rozpadem grupy w tym czasie, i którego nigdy nie odzyskaliśmy po zejściu się raptem pół roku później. Dla mnie również jest to uosobienie tego, czym był Azbest w czasach największej aktywności, talentu Adriana M. oraz góry funu, który towarzyszył nagrywaniu. To jest spoko kawałek, z wyjątkowo fajnym tekstem Bartiniego, i fajną, zimnofalową atmosferą. Cieszę się, że mogłem w tym uczestniczyć.

The Isley Brothers - Summer Breeze

Murzyn wrzuca perfekcyjnego letniaczka, tymczasem ja mierzę się z pierwszym od wielu lat urlopem, który praktycznie cały jest skąpany w deszczu (a to dopiero połowa wyjazdu). Wyłapałem rzadką chwilę słońca na pierwszy odsłuch i było warto. Czuję się jakbym zamówił drogi tort na jakąś poważną okazję i dostał coś wykonanego perfekcyjnie pod każdym względem. Idąc lasem, słyszałem nawet przyniesione wiatrem pieśni, które wyśpiewywano o Murzynie i jego wrzutach, przy ognisku. Jest coś wzruszającego w "Summer Breeze", jakaś taka naiwna, a jednocześnie dorosła atmosfera, nie potrafię tego inaczej opisać, ale to jest muzyka, tu nie zawsze da się te rzeczy oddać słowami. Vibe kawałka jest świetny, ale jest tu więcej. Te zagrywki gitarowe, to coś nowego w „czarnych” kawałkach prezentowanych przez Jacka. Ernie Isley miał fach w łapach, fach i wyobraźnię. Solo w drugiej połowie, to nie jest tylko jakieś tam wankerskie solo, to jest SOLO. SOLO, które ma vibe, które ma melodię, które ma jakaś duszę. Dostałem zatem od Murzyna połączenie, którego bym się nie spodziewał i być można nawet nie wyobrażał, a tu proszę. Fantastyczny kawał muzyki, wokalu i tekstu. Może i leje za oknem, ale i tak uderza mnie summer breeze. Taka jest siła muzyki.

The Weeknd - In Your Eyes

Nie znam się szczególnie na The Weeknd, ale lubię gościa, ma fajny głos. Zalatuje trochę Michaelem Jacksonem. Utwór Wuja, podobnie jak poprzedni, wpisuje się doskonale w wakacyjną narrację, ale też poza nią IMO to jest udany kawałek. Może nie ma tej mocy i melodyjności „Blinding Lights”, ale jest bardzo spoko, a saksik, który wchodzi pod koniec jest super. Tempo w sam raz na wajbowanie. Wuja ma fajna passę u mnie z tymi letniaczkami, wchodzą ładnie i stanowią miłe tło, nawet jak pogoda się sypie. Dobry kawałek, w dobrym momencie!

Lana Del Rey - Shades of Cool

Lanę pierwszy raz świadomie usłyszałem w taksówce, w pierwszy dzień 2013 r., i było to oczywiście „Summertime Sadness”. Album „Born to Die” zrobił na mnie duże wrażenie, słuchałem tamtej płyty bardzo często i gęsto, ale potem moje zainteresowanie Laną zgasło. Od tamtej pory, sprawdzałem jakieś pojedyncze kawałki i raczej się odbijałem. W całości przesłuchałem chyba tylko „Norman Fucking Rockwell!” i o ile fragmenty i ogólny kierunek muzyczny były spoko, to nie wracałem już do tego, zresztą do „Born To Die” też już nie wracam. Jestem o tyle zaskoczony, że kawałek wrzucony przez Smokowskiego jest naprawdę dobry. Jest tu ostro bondowski klimat, całość zaczyna się jakby zaraz miała wjechać Brodka z „KO”. Muzycznie i aranżacyjnie jest to kawał doskonałej muzyki. Jedyne co mi się średnio podoba to, paradoksalnie, sama Lana. Przez lata, ten jej leniwy, trochę posągowy, pretensjonalny wokal zaczął mnie irytować. Kiedy śpiewa wysoko, jest doskonale, ale kiedy schodzi w niższe, mocno wystudiowane i stylizowane rejony śpiewu, traci to dla mnie jakąś, nie wiem, szczerość? Autentyczność? Trochę pierdoIenie, wiem, ale nic nie poradzę, że mnie to drażni. Ale te wysokie wokale w mostku i refrenie są piękne, tutaj do niczego nie mogę się przyczepić, bo nie ma do czego. Ogólnie bardzo pozytywne mam odczucia względem tej wrzuty Dragona, brawo!

Puff Daddy & Faith Evans & 112 - I'll Be Missing You

Jest 1997 r., wakacje. Mój ojciec kupuje aktualną kasetę „Summer Hits”, na której, między innymi, znajduje się ten utwór. Znamy go już z radia, bo leci non stop. Ojciec tłumaczy mi po swojemu, że w tle to jest użyta muzyka The Police (szok trochę, że nie znałem oryginału na tym etapie), itd. Kiedy słyszę ten kawałek, widzę oczami wyobraźni jak jedziemy rodziną autem, słońce zachodzi, czuć morze w powietrzu, a w głośnikach Puff Daddy (na zmianę z „Everybody Jam” Scatmana). Potem w gimnazjum nastąpiła memizacja tego numeru, bo na kasecie magnetofonowej, która przechodziła z rąk do rąk, znajdowało się „Mietek ciągle chlał” (w doborowym towarzystwie, takim jak dograna „Baśń o królewnie Pizdolonej”). Do dziś kiedy słucham oryginału, słyszę tam „MIETEK CHAMIE, WÓDKI NIE DOSTANIESZ”. Mam dosłownie same miłe wspomnienia związane z tym kawałkiem i nie spodziewałem się, że to właśnie MALKOLIT to tutaj wrzuci. Na sucho, uważam, że to jest dobry numer. W 1997 r. wzbudzał trochę kontrowersji i oczywiste baty za to, że w takim stopniu bazuje na klasyku. Ale szczerze mówiąc, prędzej do swojego best życia bym wrzucił to niż The Police (z całym szacunkiem dla TP, bo to dobry zespół). Puff Daddy miał dobry pomysł, wokale w refrenie są świetne i generalnie nostalgia jaka bije z tego utworu ma kuriozalną wręcz moc. Piękna wrzuta.

Ace of Base – The Sign

Każdy chyba lubi Ace of Base? Ja nie znam nikogo, kto by nie lubił. Moje najwcześniejsze wspomnienia związane z tym zespołem, to jakieś głębokie dzieciństwo, no ok, może nie aż tak głębokie. Jest taka fota, na której ja, w wieku ok. 7-8 lat, stoję na tle wesołego miasteczka, które regularnie rozkładało się na terenie od ponad 20 lat zajętym przez Galerię Łódzką. Za plecami mam jakiś zamek strachu, z wypasioną grafiką korzystającą bootlegowo z loga „Parku Jurajskiego”, dorzucając oprócz dinozaurów cycatą babę. Czego, z oczywistych względów, na tym zdjęciu nie ma, to muzyki, która leciała z głośników, ale ja pamiętam co leciało, a raczej do jakiegoś stopnia, bo moja głowa zrobiła ze wspomnień fałszywy miks „The Sign” i „Don’t Turn Around”. No, ale mniejsza z tym. AoB był wtedy niesamowicie popularnym zespołem w Polsce, ich hity z tamtych lat znał każdy i lubił je każdy. Oczywiście z sióstr Berggren, wolałem blondynkę – Malin (każdy wolał), która zresztą jakiś czas później odeszła z zespołu, kiedy jakiś fan włamał jej się do domu i sterroryzował (piszę to z głowy, bo takie rzeczy się jednak pamięta). Przyznam szczerze, że też znam głównie ich hity, kiedyś może w końcu wgryzę się w ich dyskografie bardziej. Miałem nawet małą fazę na nich jakieś 15 lat temu, z którego to czasu został mi jeden utwór, może jakaś daleka wrzuta w tej Bestce. Tyle w sumie. Samo „The Sign” jest bardzo spoko. Pamiętam, jak po latach dotarło do mnie, że tak naprawdę to był zespół reggae, tylko mocno opakowany w elektronikę. Produkcja tych przebojów stała na naprawdę wysokim poziomie, zarówno bujało, jak i fascynowało rozwiązaniami, użytymi brzmieniami i oczywiście charyzmatycznymi paniami na wokalu. Można powiedzieć, że takimi rzeczami jak „The Sign”, lata 90-te definitywnie zerwały kontakty z latami 80-tymi, bo o ile jeszcze sporo rzeczy z tego okresu nosiło znamiona poprzedniej dekady (jak choćby wrzucony przeze mnie ostatnio Rob i Fab, ale nie tylko), tak Ace of Base brzmiało wtedy jak przyszłość, przynajmniej dla mnie. Po latach kawałek się nadal broni, zestarzał się wyraźnie, ale z godnością, można go słuchać z dużym uznaniem. Z tego co wiem, oni chyba żyją teraz głównie z wydawania bestek (hehe), boksów i remix albumów. Jakąś dekadę temu, dwójka gości z AoB próbowała wrócić na salony z dwiema nowymi, młodymi dupami, ale nie wyszło. Jenny Berggren gra cały czas trasy z muzyką Ejs of Bejs (nawet w tej chwili) i chętnie bym się przeszedł, gdyby występowała gdzieś w pobliżu.

Fajna kolejka Panowie, miałem obawy, ale dostarczyliście mi urlopowo i to na poziomie, chociaż wrzucanie Azbestu w lipcu było z dupy, ale powiedzmy, że ja tego kawałka nawet nie za bardzo traktuję jako wrzutę w bestce i ogólnie czuję się nieswojo, że to w ogóle się tutaj znalazło. No, aleeeee, trzeba brać na klatę i takie okazje. Zakończyliśmy tę 25-tkę z tak zwanym BANGiem, czas więc podsumować, co myśmy tu wyczarowali przez te ponad pół roku.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 23 lip 2023 20:13

Czy mi się wydaje czy munlup jak tylko wyjeżdża na urlop to potem wpada i chwali wszystkie wrzutki? :D
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 23 lip 2023 20:16

No nie, w zeszłym roku zdarzało mi się mehać (i Wujowi się wtedy dostało chyba 3 razy z rzędu, przy czym potem się z tego wycofałem). Zresztą non stop leje, więc te co letniejsze wrzuty powinny mnie bardziej wkurzać, ALE, po prostu są dobre.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 24 lip 2023 14:16

Azbest – Johnny

No co ja mam Wam panowie powiedzieć? Wielkie gratulacje, bo to naprawdę dobry utwór. Nie spodziewałem się, że nagraliście coś takiego fajnego (no chyba Was nie doceniłem). Dev wymyślił prostą, ale bardzo dobrą kompozycję. Ta basowa podstawa brzmi naprawdę super. Klawisze robią świetne tło, takie jak lubię. Ale nie tylko klawisze, bo i gitara brzmi rewelacyjnie. Brawo Hien. Zawsze chciałem umieć grać na gitarze, no ale nie umiem. Ta gitara w trakcie utworu maluje piękne rozmyte pejzaże. Jest tak atmosferycznie! Natomiast w końcówce gitarowe brzmienie robi się tak przyjemnie „brudne”. Bez tych gitar utwór na pewno nie byłby tak dobry. Linia melodyczna też dobra. Jedyne co mi tu trochę nie gra, to wokal. Nie podoba mi się. W późniejszej fazie utworu już człowiek jakoś się trochę przyzwyczaja, ale jak wchodzi na początku pierwszej zwrotki, to zawsze mam grymas na twarzy. No ale utwór sam w sobie zaskakująco dobry i dobrze brzmiący. I nie jest to wcale żadna kurtuazja z mojej strony.

Star Parks – Landlady

Ale fajny luzacki numer. Rzeczywiście brzmi niezwykle lekko. Już sobie wyobrażam, jak Hien siedzi na plaży na jakiejś skarpie w pochmurny dzień i słucha tego wpatrując się w morze i na pustawe plaże. Sam bym tak robił. Byłem kilka razy nad morzem w tym roku i to w porze, gdzie plaże naprawdę były puste. I pamiętam, jak tam muzyka smakowała. Utwory nabierały zupełnie innego wymiaru niż w domu. Można było kilometrami chodzić wzdłuż linii brzegowej słuchając muzyki i nie chciało się wracać. Ale nawet teraz w pracy ten utwór mi bardzo smakuje, bo myślami jestem na plaży gdzieś nad Bałtykiem. Utwór pochodzi z filmu i nie dziwi mnie to, bo to idealny właśnie soundtrack do filmu. A wibrafon oczywiście robi jak zawsze robotę. Uwielbiam ten instrument.

The Isley Brothers - Summer Breeze

Wrzutek strippeda nie da się w sumie pomylić z innymi, bo to jest bardzo charakterystyczny styl. Pomyśleć, że gdybyśmy tę bestkę robili z 10 lat temu, to Murzyn dostawałby ode mnie prawie same baty. No bo gdzie tam z jakimś hip-hopem czy innym soulem podjeżdżać do gościa, któremu z 80% muzycznego czasu (jak nie więcej) zajmowało słuchanie DM. Na szczęście srogo to się pozmieniało. Sam na swoją rękę staram się znajdować jak najwięcej nowych wykonawców. No i przede wszystkim ta bestka odkryła dla mnie zupełnie nowe muzyczne tereny lub otworzyła prawie zatrzaśnięte drzwi do muzyki niby znanej, ale olewanej. Cieszę się z tego.
Muzyka Murzyna taka jak ta, to nie jest coś, co nazwałbym swoim corem. To nie jest coś, co powala mnie na kolana lub wywołuje dreszcze z wrażenia. Od takich przeżyć i nabijania setek lub tysięcy scrobbli są inni wykonawcy. Natomiast utwory takie jak Summer Breeze to są po prostu bardzo dobre utwory, które dają sporo radochy i przyjemności. Lubię sobie tego typu rzeczy najczęściej zapuszczać jako taką muzykę płynącą w tle (np. przy pracy na kompie, koszeniu trawy, sprzątaniu), kiedy nie trzeba skupiać uwagi na każdym dźwięku. Muzyka po prostu sobie płynie robiąc fajny klimat. Człowiek słucha, buja się i jest ogólnie bardzo przyjemnie. Mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi.
Mamy tutaj fajne wokale, super chórki, gitary – bardzo wyraziste, ale nie nazbyt natarczywe, dużo pianina, ładne melodie. I nawet gdybym nie widział okładki, to dokładnie tak bym sobie ten zespół wyobrażał.

Lana Del Rey - Shades of Cool

Lana to jedna z tych postaci, którą kojarzę od lat, choć jednocześnie niewiele potrafię powiedzieć o jej muzyce. Czasami miałem ochotę wziąć się za jej dyskografię, ale jakoś zawsze odpuszczałem. Włączałem na YT jakieś losowe utwory i mimo, że uważałem je za niezłe, to nie odczułem przy żadnym takiego uczucia typu WOW! Ja wiem, że to jest ujowe podejście, bo nie raz i nie dwa się przekonywałem, że to co na początku wydawało się zaledwie rzetelne potrafiło z czasem urosnąć do monstrualnych rozmiarów. Trzeba tylko było dać więcej niż jedna-dwie szanse. Nawet Happier Olivii Rodrigo na początku nie robiło na mnie jakiegoś wstrząsającego wrażenia, a potem wiadomo, co było. Może po prostu zawsze w duchu tłumaczyłem sobie, że akurat teraz nie mam czasu na poznawanie muzyki Lany i muszę odłożyć to na nieokreślone później. A może brakowało mi czyjejś zdecydowanej rekomendacji. W każdym razie utwór Shades of Cool naprawdę mi się podoba i może wreszcie zmusi mnie do jakichś działań. Ładna dostojna ballada w takim lekko baśniowym klimacie. Podoba mi się cała warstwa dźwiękowa. Brzmi to przyjemnie, a gitara rzeczywiście nadaje utworowi taki bondowski charakter, co bardzo lubię. Wokal Lany w refrenach też wytwarza taki zwiewny klimat. Jedyne z czego bym może tu zrezygnował, to ta gitarowa solówka. Trochę zbędna. Ale poza tym jest fajnie.

Puff Daddy & Faith Evans & 112 - I'll Be Missing You

Uwielbiam utwór Every Breath You Take Policjantów. I'll Be Missing You to praktycznie przerobiona wersja utworu The Police (trochę wolniejsza, z obniżoną tonacją i rapowanymi zwrotkami). Ale ta genialna przewodnia zagrywka gitarowa jest właściwie identyczna. Nie zawsze takie przeróbki wychodzą dobrze. Właściwie w obecnych czasach to takie przerobione wersje cholernie mnie irytują, bo są najczęściej beznadziejne. Ale wersja Puffa jest świetna. Wtedy chyba obowiązywały jednak trochę inne standardy. Trudno uwierzyć, że to już tyle lat minęło. Zainspirowany tym utworem może nawet sam rozpocznę czwartą bestkę starym hitem w nowszej wersji? W każdym razie kciuk w górę oczywiście dla Melkiego. W ogóle jak na początku zobaczyłem u niego Puffa, to chciałem się przeżegnać lewą nogą. No ale jak zobaczyłem, co to za numer, to wszystko stało się jasne.

Ace of Base - The Sign

Kto by tam nie znał Ace of Bace? I kto by ich nie lubił? Ja lubiłem, choć nie powiem, żebym się zbytnio wgłębiał w ich dyskografię. Miałem na kasecie chyba tylko ich debiutancki album oraz znałem single, które latały w tv i radio. Ale muszę powiedzieć, że te single były bardzo spoko (albumu już nawet nie pamiętam). The Sign oczywiście znam doskonale i lubię. Fajny, rytmiczny numer z ładną melodią, fajnym basem i w ogóle dobrym brzmieniem. Super mostek. Dziewczyny miały naprawdę przyjemne głosy. The Sign to po prostu fajna i bardzo przyjazna porcja muzyki.

No cóż, wszystko mi się podobało, co nie zdarza się nagminnie. Dobre zakończenie trzeciej bestki.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 24 lip 2023 15:04

Azbest Johnny

Taak, kontekst robi całą robotę. W 2013 roku sam zaczynałem swoją zabawę w muzykę. Parę lat minie zanim powstaną rzeczy poważniejsze i zaprezentowane publicznie. Wtedy to było jeszcze naiwne i dziecinne dłubanie w samplach, choć nie ukrywam, że nawet wtedy powstały rzeczy, które mnie fascynują do dzisiaj. W wakacje wyszła mi jedna z niewielu udanych bardziej syntezatorowych mrocznych miniaturek, która dostała tytuł Leveller (był też Equalizer, ale on jest bardzo r a d y k a l n y). Jesienią pod silnym wpływem muzyki JMJ powstawała suita (!) Toxique, która niestety zginęła śmiercią tragiczną i gwałtowną w wyniku poważnej usterki laptopa. Dziś pamiętam resztki z resztek, ale tak dobrych rzeczy nie stworzyłem aż do przełomu 2018/2019, gdzie obok klasycznie elektronicznego longpleja zajmowałem się EPką "w stylu" Death Grips i muzyką do spektaklu. Czego tam nie było... klasycznie ambientowe intro, numer z wykorzystaniem brzmienia thereminu, kościelnych organów, innych wyjątkowych zabawek, które nieźle odwzorowano w formie wtyczek VST. Byłem z tego bardzo dumny, rewolucja w przeciągu 2-3 miesięcy, bo wtedy już zaczęła się przygoda z dłubaniem w pokrętłach i szukanie własnych dźwięków.

W zeszłym roku liznąłem coś Azbestu. Uciekłem w typowe dla siebie okrągłe stwierdzenia mylące tropy i sens, bo nie byłem za bardzo przekonany. Przy okazji wrzutki do bestki słuchałem trochę częściej i dokładniej. Podoba mi się lekko tajemnicza, oniryczna atmosfera. Instrumentalnie siada ładnie, trochę brzmi jak... Porcupine Tree z lat 90', uważam to za pozytyw. Przyłożenie na gitarze, żywa i plastyczna elektronika, bas też jest w porządku. Z drugiej strony trochę za bardzo plastikowa perkusja. Jak na demo - schemat ala punkt wyjścia do dalszego dłubania - spoko. Spokojne, oszczędnie dudnienie tu pasuje. Wokal niespecjalnie, nie podoba mi się po prostu. Domyślam się, że prace nie mogłyby trwać w nieskończoność, ale w tym przypadku nieokrzesanie jest wyraźnie słyszalne. Trochę za bardzo przeszkadza.

Zazdroszczę takiej atmosfery twórczej. Najbliżej czegoś takiego byłem dwa razy. Bywały akustyczne próby piosenek do spektakli i tam poza rozśpiewaniem było sporo grania na instrumentach. W okolicach pandemicznych były jeszcze syntezatorowe jam session w starym stylu, działo się to podczas posiadówki od przyjaciela A. z naszego quasi zespołu. Coraz rzadziej wracam do FLa, ale za każdym razem myślę, że kiedyś powinienem jeszcze spróbować z jakimś zespołem czy nawet studyjnym projektem z PIOSENKAMI. Taki plan nie daje mi spokoju, warto byłoby to zrobić.

Star Parks Landlady

Hien niby w podróży, ale zawczasu poszedł do swojej spiżarni obskujrów i przygotował na potem kolejny słoiczek jakościowych wyrobów. Bardzo subtelna, faktycznie płynąca, lekka imitacja czegoś wyraźnie starszego. Oszczędne, choć nieoczywiste instrumentarium. Tylko przed ostatnią zwrotką robi się trochę mocniej, bo poza tym wszystko płynie zupełnie niespiesznie. Ta harmonijka to już trochę za dużo, ale poza tym jestem absolutnie na tak. Już sam tytuł płyty bardzo mi się podoba. Jeśli będę chciał do tego wrócić w mniej oczywistych okolicznościach pogodowych, to podzieli los Living Proof i innych Wybitnych Numerów. Ma na to sporą szansę. Udało się nie przesadzić, wyeksponować ładne harmonie, wokal nie drażni, wszystko na swoim miejscu.

The Isley Brothers Summer Breeze, Pts. 1 & 2

Dobre letniaczki prowokują do ruchu, wyjścia z chaty, spędzenia wolnego wieczoru na świeżym powietrzu w towarzystwie dobrych znajomych i niemniej apetycznych drinków. Ostatnio wychłodziłem się na dworze, a teraz doskwiera małe przeziębienie - mimo to ten numer i tak prowokuje jakieś bardziej żywiołowe reakcje. Gitara wychodzi momentami na pierwszy plan, ale nie byłoby większego zainteresowania, gdyby nie flow całej reszty. Przyjazna, swobodna funky energia. Z gitarowych ozdobników bardziej preferuję to co idzie na początku. Solówka pod koniec całkiem całkiem, no ale nie uważam jej za najbardziej potrzebną xD Mnie bardziej kręci ta "właściwa" piosenkowa część. Pewnie w kontekście całej płyty wejdzie znacznie lepiej, bo być może tam dzieje się więcej pod tym względem i balans jest zachowany. Wolę akcenty między zwrotkami. Zobaczymy jak się sprawdzi, gdy znowu będę w stanie pełnej używalności.

The Weeknd In Your Eyes

Nie wiem o co chodzi z tym dżentelmenem, ale jego muzyka wzbudza we mnie ambiwalentne odczucia. Na dystansie pojedynczego singla potrafi przyłożyć świetnie przemyślanym przebojem, a na płytach cały materiał ciągnie się niemożliwie długo. Próbowałem Starboya - nic nie pamiętam poza tytułowym, nawet kawałek z Daft Punk jest taki sobie. After Hours to powtórka na sprawdzian z ejtisowych brzmień i patentów, tylko taka przygotowana przez Grega czy inny Bryk; mocno po łebkach. Zderzenie z odbiorem na RYMie było potężne xD Tam mniejsze lub większe zachwyty, a u mnie wręcz wkurw, że to takie nudy. Po czasie zaprzyjaźniłem się z Save Your Tears, bo tam przynajmniej jest wiele zapadających w pamięć melodii. Nie ma wrażenia przegadania (prześpiewania?), refren zawiera super klawiszową zagrywkę. Wrzutka Wujasa to chyba drugi w kolejce pod względem charyzmy numer do zapamiętania. Tu już jest to wkurzające rozmycie na wokalu, koleś wydobywa z siebie mnóstwo dźwięków i jakoś średnio to pasuje to naprawdę prostego instrumentala. Refren brzmi spoczko, ale to bardziej zasługa synthów w tle. Nie jest źle. Przy takich dźwiękach wymagam po prostu znacznie więcej. Tutaj refren mógłby iść na 150 różnych sposobów - pasowałyby równie średnio, a tło zawsze wygrywało. Saksofon NASZ POLSKI dobrze uzupełnia resztę. Podbija ejtisowe skojarzenia i otoczkę, skoro wokalista nie dojeżdża, to cieszę się z reszty elementów.

Puff Daddy & Faith Evans & 112 I'll Be Missing You

Na początku myślałem tak: skąd nagle Melki wyciąga jakieś rap wykopaliska w stylu Mudżyna? Po odsłuchach Life After Death pogmerałem w RYMie i dojechałem do tego singla bez sprawdzania, czym to tak naprawdę jest. Potem wreszcie odpaliłem numer i zaciekawienie wyparowało. Yhm, czyli to się właśnie tak nazywa. Grane baardzo często w radiu jakieś 10-15 lat temu. Nie wracam z jakąś wielką przyjemnością. Leciało za często, a to nic dobrego, gdy od zawsze traktowałem go jako zapychacz ramówki. Zawsze zastanawiało mnie to podobieństwo do The Police - efekt końcowy tej robótki uważam za dość średni, sam wybór dość sporo waży/ł. Every Breath You Take też nie lubię za bardzo, więc gdy w ciągu dnia trafiłem na oba, to nie byłem zbytnio zadowolony. W ramach bestki dałem sobie I'll Be Missing You dwa razy i pewnie z własnej woli odpalę znowu dopiero w 2037 roku. Przede wszystkim refren pasuje jak pięść do nosa. Robi się dziwnie rzewnie, kiczowato, tandentnie, grotekstowo. Nawijka nawijacza do strawienia, ale wokalizy wjeżdżają stanowczo za często, jest ich za dużo. Paradoksalnie ten bit nie najgorszy, przynajmniej do momentu wjazdu smyków. Potem już kaplica, a zostają jeszcze dwie minuty, choć całość formalnie się kończy. Nie tęskniłem.

Ace of Base The Sign

Pełna zgoda z Sebowskim Mietkowskim, że Ace of Base stoi hitami, a nie płytami. Nawet nie wiem, czy powinienem kiedykolwiek sprawdzać coś więcej niż kompilację the best of, bo tego typu projekty mają to do siebie, że na płyty potrafią wciśnąć kompletne gówno pokroju trzech remiksów tego samego lub dziesięć zapychaczy skonstruowanych w podobny sposób co bangery, tyle że bez żadnego ciekawszego elementu. Po co psuć sobie dobre wrażenie? Szczególnie, gdy ciągnie się za mną od czasów Nokii XpressMusic i kolekcjonowania biblioteki muzycznej w mocno wyrywkowy sposób. Wrzuta, Ulub, początki z Chomikiem, pobieranie empetrójek żywcem ze stron YTtoMP3 (robię to czasem do dziś). Miły młody człowiek słuchał ejtisów, zaczynał przygodę z Depeche Mode, a jednocześnie bez problemu słuchał eurodansowych klasyków. Dzisiaj z otwartym uchem podchodzę do Top One, Vabanku i innych Modeli M.T., więc i bezwstydnie mogę się przyznać, że Ace of Base jest spoko. Najpewniejsze wspomnienie to wyjazd w podstawówce typu Zielona Szkoła do Dźwirzyna w 2010 roku. Była wieczorna impreza na grzecznie i tam między Makareną, Lambadą i innymi na bank musiało pójść jakieś All That She Wants. To jeszcze czasy preferowania podpierania ściany niż przejmowania parkietu, ale też nie stałem tak cały czas.

Modelowy przykład muzyki łączącej pokolenia. Moja mama bardzo lubi niektóre kawałki, ja również. Bez paru sztandarowych przykładów trudno wyobrazić sobie imprezę, która faktycznie poderwie większość zgromadzonych do pląsów. Poza tym na chillu można ich słuchać w zaciszu domowym. Moje od zawsze najbardziej ulubione to Cruel Summer i Don't Turn Around. The Sign wcale za bardzo nie ustępuje. Ten reggae/dubowy odcisk na ich pierwszych nagraniach starzeje się bardzo dobrze, pełnoprawny stempel jakości i charakterystyczny element. Trudno prowadzić wykład nt. prostego, imprezowego kawałka. Dla mnie zawsze robił robotę poprzez zbudowanie na mocarnym kontraście. Pozytywne, pocieszne zwrotki, wyrazisty refren, a potem dobrze serowy, ociupinkę mroczny przerywnik instrumentalny stojący na syntezatorowej melodyjce. Trzy minutki i aż chce się jeszcze wracać, nie ma przeciągnięcia, człowiek aż tak się nie osłucha ze wszystkim, a dzieje się zaskakująco dużo dobrego. Elegancja Szwecja.

Zastanawiam się, czy najpierw jechać z podsumowaniem czy jednak coś wam już rzucić. Ostatnia kolejeczka całkiem udana.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 24 lip 2023 19:38

Dragon pisze:
24 lip 2023 15:04
Nawet nie wiem, czy powinienem kiedykolwiek sprawdzać coś więcej niż kompilację the best of, bo tego typu projekty mają to do siebie, że na płyty potrafią wciśnąć kompletne gówno pokroju trzech remiksów tego samego lub dziesięć zapychaczy skonstruowanych w podobny sposób co bangery, tyle że bez żadnego ciekawszego elementu. Po co psuć sobie dobre wrażenie?
Ja jestem jednak za podejmowaniem ryzyka, bo co tak naprawdę tracisz poza czasem? Może się okazać, że coś tam jednak interesującego leży pomiędzy hitami na tych płytach. Psuć dobre wrażenie czego? Hitów? xD Jak? Słaba wymówka. Ja, mimo wszystko, lubię się zagłębiać w te niebezpieczne rejony, bo już nie raz z czymś dobrym wracałem, chociaż się nie zapowiadało. W najgorszym wypadku, przynajmniej będę wiedział o czym mówię, a nie snuł jakieś domysły, że te albumy są/nie są chujowe.
Dragon pisze:
24 lip 2023 15:04
Zazdroszczę takiej atmosfery twórczej.
Ja przede wszystkim dlatego chciałem dołączyć do zespołu, bo mi brakowało tego typu twórczej atmosfery w większej grupie ludzi. Przy pierwszym spotkaniu, graliśmy na 10w wzmacniaczach i wiadrze, na dworze, pod pustostanem własności ojca Musiała. Już wtedy iskrzyło.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 24 lip 2023 22:57

Chyba po prostu nie lubię takich rozczarowań, szczególnie przy takich projektach po 2-3 kawałkach całość wydaje się mocno przewidywalna. O Ace of Base nie pisano tyle co o najbardziej absurdalnych tworach kasetowych w Polsce, więc ryzyko większe, bo nie ma jak części rzeczy zweryfikować xD Ale samo w sobie faktycznie poza niezbędnym czasem do poświęcenia raczej bezbolesne ostatecznie
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 24 lip 2023 23:04

Mogę się poświęcić i zdać relację, bo z jakiegoś powodu mam ochotę spróbować w końcu wyjść poza te hity.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 25 lip 2023 00:36

Bardzo chętnie przeczytam xD
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 25 lip 2023 12:52

Azbest - Johnny

No tak, lato 2012 rok, okres intensywnych prac nad singlem Johnny przy których i ja miałem swój skromny udział gdyż dołożyłem na niego jeden mój remiks. I na dobrą sprawę chociaż sam mógłbym na szybko wymienić parę innych utworów Azbestu które bardziej lubię jak Technoir czy Orchidea tak faktycznie dev chyba wcelował dobrze bo Johnny pod pewnymi względami może być dla grupy tym kawałkiem przełomowym i być może najważniejszym. Z jednej strony angaż munlupa do kapeli a z drugiej singiel z paroma remiksami i - choć nie pierwsza (wcześniej był remiks Burzy Nad Miastem) to jednak moja ulubiona współpraca z Azbestem bo remiks Johnny'ego który kleciłem wtedy ze dwa tygodnie był też ważny dla mnie (i wielką radocha sprawia mi fakt że moje nazwisko można odnaleźć teraz w Discogs przy tym wydawnictwie, heh).

Utwór Johnny to faktiko jedna z najlepszych kompozycji Azbestu i ewentualna niechęć moja do niego tyczy się tylko tych wokali Bartiniego ale tu nic nowego nie powiem, mówiłem to już w momencie premiery i niejako były te wokale powodem że robiąc mój klubowy remiks te wokale pociąłem i starałem się tych fragmentów bardziej fałszujących nie używać. Mam sentyment do Johnny'ego mimo wszystko i okazuje się że odpalając go po dłuższej przerwie on nadal jakoś mnie grzeje, łapię się na tym że podśpiewuję wraz z Bartinim ten tajemniczy tekst - być może właśnie zachęcony tą niedoskonałością jego wokalu. Suma summarum po latach ten Dżony jest też dla mnie tak samo moim kawałkiem jak i chłopaków, w sensie jest mi też bliski i nie będę obiektywny w jego temacie. Lubię to BRZMIENIE NR XX, lubię świetne gitarowe wstawki munlupa, na swój sposób i lubię te wokale Bartiniego. Jedyny minus i odwieczny żal do Azbestu mam o to że niestety nie otrzymałem nigdy fizycznej kopii wspomnianego singla a byłaby to fajna wisienka na torcie wspomnień z nim związanych :(

Star Parks - Landlady

Munlup rzucił takim letniaczkiem ale bardzo w jego stylu, to jest numer mocno trącący latami 60. i jakaś Kalifornią tudzież Hawajami, z miejsca przypomniały mi się przez to ubiegłoroczne wrzutki Elvisa Presleya i The Smiths które tak średnio mi siadły. Mamy leniwe, rozmyte pogłosem brzmienia, ciepły senny wibrafon, dreamowy saksofon i męskie chórki. Ja nie bardzo przepadam za tą erą muzyki popularnej do której brzmienia odnosi się jakby ten kawałek. Ale numer nie jest zły, jakbym miał jeszcze możliwość poleżeć teraz w hamaku pod palemkami pewnie siadłoby jak złoto ale niestety jestem przemęczony i z masą różnych problemów na głowie i chętniej ciskałbym obelgami we wszystko wokół. Ale oszczędzę tego sobie i temu numerowi, gitary są fajne - może poza tą hawajską czy slide guitar czy jak to się zwie bo nie przepadam za tym instrumentem kiedy w większości przypadków pojawia się jedynie by zrobić hawajski klimat. Te męskie chórki w punkt i bardzo stylowe, harmonijka na końcu też spoko ale szkoda że tak krótko, ja bym tu dłuższego solo nawet posłuchał, niedoceniony instrument. To nie jest zły numer ale z określonych względów teraz ląduje u mnie w zamrażarce, wyciągnę kiedy znudzi mi się żarcie moich własnych odgrzewanych kotletów.

The Weeknd - In Your Eyes

Wujas po raz trzeci z rzędu atakuje Fabryką Hitów i materiałem rodem z radiowego top20. Numer ten słyszałem wielokrotnie co niestety nie pomaga gdyż zwyczajnie jest w moich uszach zabity przez radio. Nie będę ukrywał, nie jara mnie ten numer, typowy hicik lecący na ejtisowych patentach ale jak dla mnie bez krztyny polotu, czegoś co czyniłoby go czymś więcej nad popłuczyny po latach 80. Miałkie, nijakie, bezbarwne a solo na saksie tylko kliszowo ściąga ten numer w otchłań radiowej beznadziei. Niestety, od czasów Starboya ten chłopak stopniowo rozmienia się na drobne moim zdaniem, z tych radiowych brzmień broni się u mnie jeszcze to Blinding Lights które jest po prostu zbyt dobrym bangerem bym mógł go hejtować, też leci na ejtisach ale z drugiej strony brzmi jakoś świeżo jak dla mnie a może po prostu rześko?

Lana Del Rey - Shades of Cool

Dragon - jak na niego - trochę zaskoczył bo raczej nie zwykł numerów tego typu wrzucać tutaj. Lana trochę wpisuje się w podobny vibe co wrzuta munlupa bo Lana przeważnie jedzie na tych vintage klimatach acz tu bardziej zdecydowanie mamy w tle wzgórza Hollywood i też leniwe brzmienie rozmywające się w reverbie. Numer ten jednak bardziej też skręca w jakieś filmowe klimaty, może nawet nieco noir? Ta solówka na gitarze trochę kwasowa, myślę że na niej mógłby się utwór kończyć bo trochę się potem dłuży. Nie wiem no, rzetelnie po prostu, nie porywa, nie wciąga ale też nie męczy nie wiadomo jak.

Puff Daddy feat. Faith Evans & 112 - I'll Be Missing You

No tu Melki pozytywnie zaskoczył, co prawda rzucił też mega oklepanym numerem ale ten akurat milej wspominam. Pamiętam go bardziej na bieżąco, pamiętam że latał do wolnych tańców na szkolnym balu karnawałowym kiedy ja byłem ledwie 10/11-latkiem który nie miałby odwagi poprosić koleżanki z klasy do tańca. Ładną klamerkę Melki robi mojej wrzutce albumowej więc też trochę plusik za to. Samego numeru nigdy jakoś rzetelnie nie przesłuchiwałem ale i te bieżące odsłuchy mego zdania nie zmieniły o nim. Jest to jak już wspominałem najbardziej klasyczny przykład tego chamskiego samplingu na który stawiał Puff w swych produkcjach (w sensie nadzorowanych przez siebie), wycięty wprost kawał melodii z przeboju funkcjonującego już w popkulturze acz przerabianego potem nieraz bo teraz paradoksalnie gdy słyszę tę melodię to z automatu słyszę w głowie kobiecy wokal śpiewający "friends tell me I am crazy..." itd. z późniejszej przeróbki tego sampla. Tu mamy świetne wokale Faith Evans, dobre chórki 112 i ot takiego sobie Puffa który raperem zawsze był średnim ale fajnie przy okazji dowiedzieć się że ten tekst pisał mu Sauce Money. Zabawne ale z tych 4 artystów biorących udział w powstawaniu tego numeru (już nie wliczam The Police) myślę że każdego z nich umieszczę w bestce w swoim czasie, możliwe że kiedyś poświęcę miesiąc i po kolei polecą wrzutki z każdym z nich, heh.
Tu numer stary ale jary, jest ok, propsuję choćby dlatego że wrzuca to akurat Melki co stanowi ciekawą odmianę jak na jego bestkę.

Ace of Base - The Sign

Mentos wyciągnął jakiś hicik z dupy na koniec, no może nie o tyle z dupy co powiedzmy wakacyjnie pasuje jeszcze. Ja jakimś fanem Ejsofbejs nigdy nie byłem, kaseta się w domu przewinęła w latach 90., znam całe dwa-trzy przeboje, w tym owe The Sign. Ja też długie lata nie zwracałem uwagi na fakt że to w sumie jest digital reggae dopóki Marika nie nagrała coveru All That She Wants który zresztą darzę sympatią. Nie jestem wielkim fanem ery tego całego eurodance, długie lata niektóre przeboje zdobywały moje uznanie, wtedy na bieżąco na dużo rzeczy alergicznie reagowałem (chociaż lubiłem i Dr. Albana i 2 Unlimited). The Sign to ot lekki wakacyjny przebój, obecnie mam dużo większy sentyment właśnie do tych digital reggae brzmień i jaram się jak basik chodzi itd. Nie jest to nic co by wyrwało mnie z kapci, nie jest to żadne zaskoczenie, nie będę też mehał na siłę, ten numer po mnie spływa raczej obojętnie.


Jak na moje oko i ucho to trochę niestety słaba ta kolejka wyszła, Azbest poza konkurencją, Puff Daddy na plus a poza tym trochę lipa, liczyłem na poważniejsze strzały na koniec a poleciały jakieś kapiszony :(
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 25 lip 2023 12:59

stripped pisze:
25 lip 2023 12:52
Jedyny minus i odwieczny żal do Azbestu mam o to że niestety nie otrzymałem nigdy fizycznej kopii wspomnianego singla a byłaby to fajna wisienka na torcie wspomnień z nim związanych :(
Też byśmy chcieli fizyczne kopie tego singla lol
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 25 lip 2023 13:13

Lol myślałem że dla siebie zrobiliście i tylko ja nie mam xDddddd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 25 lip 2023 13:16

Co ty, za co xD Jedyne ever fizyczne "wydawnictwo" Azbestu, to było demo, które rozdawaliśmy na koncercie. I to też były zwykle CD-R z naklejką. To NAOP miało winyle. "Johnny" był cyfra only.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn