Po prostu uważam że jest właśnie dokładnie odwrotnie, podobnie jak Dragon ale np. Ty z Mentosem uważacie inaczej. Także no shodan nie jest w stanie trafić za nami raczej.Hien pisze:02 lut 2022 11:23No to napisz coś więcej jak interesujące xD W końcu się rozwinęła tu jakaś dyskusja, szkoda że (jak zwykle) nie na temat.
Best of Forum
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Re:
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Czez pisze:31 sty 2022 13:42Sampha - Happens
Najmocniejszym punktem tej piosenki jest tekst. Poza tym jak dla mnie i wokal i gra na fortepianie bardzo niskich lotow. Sluchajac tego mialem przed oczami komentarze na tym forum jak to zajezdzaly pitolenie Gordeano przy Martinowych wykonach w wersjach akustycznych. No ale przy Happens popisy Gordino to majstersztyk.
Płaczę krwią jak to czytam.
Poza tym w punkt komentarze w stylu "poczułbym to bardziej jakbym był mocno wypity" (Hien, Mentos)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Mój następny kawałek będzie pochodził właśnie z GTA Vice City. Wspomniałem o tym Hienowi na co zapytał mnie "co takiego było the best w VC, Japanese Boy?devotional pisze:25 sty 2022 09:49jedną nogą stałem w wykonawcach takich jak Mezo, Ascetoholix, WWO (zahaczyłem, to nie było wcale takie złe akurat), ale też powyższe, Girls Aloud czy Sean Paul, a drugą w GTA Vice City ze swoimi The Psychedelic Furs, Garym Numanem, Michaelem Jacksonem czy Roxy Music.
Niestety, źle szukał
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Z Vice City to tylko Dance Hall Days 
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Oj nie, w Vice City było bardzo dużo dobrej muzy, ale chyba w VCS był jeszcze lepszy soundtrack (generalnie niedoceniana odsłona)
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Japanese Boy jest spoko xd Ja w VC korzystałem głównie z opcji mp3.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Pewnie że było sporo dobrej muzyki, całe płyty odkryte za sprawą radiostacji w Vice City czy SA... choćby i Bowie, ale z Young Americans.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Liberty City Stories ma fajny soundtrack, bo akcja dzieje w 98 r. Vice City, mimo że ma bardzo dużo dobrej muzy, to ma też dużo obligatoryjnych ejtisow, od których siusiak mnie strzela.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Kurczę, inaczej pamiętałem te radia w VC, zapomniałem że znanych numerów było tam AŻ TYLE. Musiałem sobie sprawdzić 
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Żeby nie było, nie hejtuje wrzucania muzy z VC, większość z nas poznała z tego sporo fajnych kawałków. Mój utwór z następnej rundy też pochodzi z gry, przy czym tu sprawa będzie trochę bardziej zagmatwana. Ale to już jutro, nie będę przerywał dyskusji o GTA xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
No, ktoś w typie tró-depeszy mógłby coś takiego wymyślićCzez pisze:31 sty 2022 13:42Sampha - Happens
Najmocniejszym punktem tej piosenki jest tekst. Poza tym jak dla mnie i wokal i gra na fortepianie bardzo niskich lotow. Sluchajac tego mialem przed oczami komentarze na tym forum jak to zajezdzaly pitolenie Gordeano przy Martinowych wykonach w wersjach akustycznych. No ale przy Happens popisy Gordino to majstersztyk.
W kwestii muzyki z gier to chodzą mi po głowie tylko trzy utwory (z czego dwa z tej samej), ale nawet nie myślałem, by je tu umieścić. A może warto...
Mnie In Your Room albumowy dużo lepiej wchodzi niż Russians. Może to kwestia przyzwyczajenia się, może innej estetyki. W sumie to wchodzi ostatnio dużo lepiej niż singlowy, który kojarzy mi się z użalaniem się nad sobą. W ogóle przy patetycznej muzyce, jak zauważyłem, to zazwyczaj dla mnie ona musi być czymś łagodzona (np. w przypadku Tulla humorem, w przypadku podniosłej Sandry chłodnym brzmieniem, w przypadku Arianny rozbudowaniem utworów).
Szkoda, że moja propozycja wzbudziła spore kontrowersje, w sumie może o to chodzi w tej zabawie. Widać jednak, że to, co najlepiej się z proga sprawdziło na dłuższą metę, to paradoksalnie najwięcej ma wspólnego z bardziej konwencjonalnymi rockowymi brzmieniami (w dużej mierze przecież inne instrumenty poza tymi kilkoma podstawowymi nie są przez progfanów dobrze widziane). Reszta się nieźle zestarzała. Cóż, z mojej strony raczej wielu kawałków z tego nurtu nie będzie (w sumie to mam duże wątpliwości, czy powinno być, na pewno żadnego King Crimson czy cięższych odmian proga nie wrzucę, bo to kompletnie nie moje klimaty).
Ale mam jedno pytanie: pojawiły się określenia typu "szczerość" i "autentyczność" - czy ktoś mógłby wyjaśnić, o co w nich chodzi, bo ja tego kompletnie nie czuję? Tak samo jak piszę o "progu", ale słowo "progresywny" jest dla mnie niejasne i kojarzy się bardziej z ideologią niż z muzyką (niby chodziło od schematu piosenki zwrotka-refren-zwrotka-refren-solo-mostek-refren, ale to przecież nastąpiło już prawie 60 lat temu
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Co do Stinga to podejrzewam że ten numer może faktycznie brzmiał zajebiście kiedy wychodził ale moim zdaniem słabo się zestarzał jak wiele ejtisów.
Melki nie pytaj nas o takie subiektywne rzeczy jak odbieranie szczerości w muzyce bo jak widać zdania są podzielone, jak tego nie czujesz też spoko.
Co do proga na którym się nie znam to się wypowiem dla mnie to wszystko wiąże się po prostu z pewną odmiennością od radiowych standardów, dziś może nie robić takiego wrażenia ale wtedy było to coś bardziej awangardowego, czasem mającego pewną magiczną otoczkę (dla mnie Mouse Police jest nieco psychodeliczne), zresztą na pierwszy rzut oka widać że to freaki xD no i poza tym prog kojarzy mi się z bardziej rozbudowanymi kompozycjami, z kapelami grającymi kilkunastominutowe utwory, co nie znaczy że nie nagrywały też krótszych, po prostu oni byli w stanie odważyć się i sięgnąć po niestandardowe środki i formy
Melki nie pytaj nas o takie subiektywne rzeczy jak odbieranie szczerości w muzyce bo jak widać zdania są podzielone, jak tego nie czujesz też spoko.
Co do proga na którym się nie znam to się wypowiem dla mnie to wszystko wiąże się po prostu z pewną odmiennością od radiowych standardów, dziś może nie robić takiego wrażenia ale wtedy było to coś bardziej awangardowego, czasem mającego pewną magiczną otoczkę (dla mnie Mouse Police jest nieco psychodeliczne), zresztą na pierwszy rzut oka widać że to freaki xD no i poza tym prog kojarzy mi się z bardziej rozbudowanymi kompozycjami, z kapelami grającymi kilkunastominutowe utwory, co nie znaczy że nie nagrywały też krótszych, po prostu oni byli w stanie odważyć się i sięgnąć po niestandardowe środki i formy
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Nie martw się, ja też nie wiem, o czym mowa.Malkolit pisze:03 lut 2022 04:57Ale mam jedno pytanie: pojawiły się określenia typu "szczerość" i "autentyczność" - czy ktoś mógłby wyjaśnić, o co w nich chodzi, bo ja tego kompletnie nie czuję?
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Nie chce zbyt dużo miejsca na to poświęcać, ale słowo progresywny w określeniu gatunku jest błędem z założenia. W latach 70 upchnięto te zespoły do jednego wora mimo, że nie brzmiały tak samo. Już więcej sensu miało określenie "rock symfoniczny", ale nie zataczało tak szerokich kręgów. Progresywne zespoły, wg tego zwrotu, charakteryzowały się ciągłą ewolucją i nie podpadaniem pod schemat. Tymczasem gatunek, z założenia, określa pewne stałe i wspólne elementy. I teraz, od wielu lat zresztą, słowo progresywny w progresywnym rocku, nie znaczy nic, podobnie jak alternatywa w rocku alternatywnym. Ludzie powielają schemat i nie ma w tym nic progresywnego. Zdecydowanie lepiej pasuje to określenie "prog", które dobrze oddaje karykaturalność dzisiejszej muzyki progresywnej i przez co, trudno dziś wytłumaczyć fenomen takich zespołów jak Jethro Tull, Yes, itd. Najlepiej JT nie nazywać progresywnym rockiem czy progiem, bo to jest paradoksalnie dla niego krzywdzące.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
O to to. Rock pozjadał swój ogon dawno chyba już albo tylko wyszedł z mainstreamu a ja nie wiem jakie ciekawe rzeczy się w nim dzieją.Hien pisze:03 lut 2022 08:39I teraz, od wielu lat zresztą, słowo progresywny w progresywnym rocku, nie znaczy nic, podobnie jak alternatywa w rocku alternatywnym.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Ciul z tym, albumy jak stały tak stoją, może niech chociaż tu się coś dzieje. Lecę dalej.
Nr 3
Lonnie Liston Smith - Expansions
https://youtu.be/T5R3_SbE7XQ
Nie mogłoby być mojej topki bez tego utworu. Skoro dev już napomknął o graniu w GTA tym śmielej mogę zacząć temat rozwijać bo to seria gier wideo która zrewolucjonizowała świat muzyki dla mnie. Począwszy od zapoznania się z GTA Vice City poprzez kolejne części stopniowo poszerzałem moje horyzonty nie o pojedyncze utwory czy wykonawców ale nieraz o całe gatunki wręcz. Ale zacznijmy od początku...
Jest rok 2003, mój starszy brat przynosi do domu pożyczone od kolegi kilka gier i konsolę Playstation 2 która będzie gościć w naszym domu dłuższy czas. Na tamten czas w domu obecny jest jedynie stary komputer IBM zakupiony w roku 1992 bodajże na którym nadal katuję ulubione gry z lat 80-90. Początkowo na konsoli grywamy w takie gry jak Dakar 2 czy Timesplitters 2, później po jakimś czasie mój brat w jakimś sklepie/komisie dokonuje wymiany i przynosi do domu Grand Theft Auto Vice City. Gra oczywiście z miejsca zachwyca grafiką i możliwościami, dopiero z czasem zaczynam zwracać uwagę na muzykę w tej grze. Jako że akcja gry osadzona jest w roku 1986 jest tu mnóstwo popu i nowej fali (pierwszy raz wtedy poznaję termin "new wave" i zachwycam się różnymi syntezatorowymi brzmieniami też), jest old schoolowy hip hop i electro (tu ponownie zachwyt elektroniką) ale jest też jedna radiostacja po którą raczej nie sięgam grająca latynoamerykański jazz. Wszystko jednak do czasu, pewnego razu kradnąc w grze samochód natrafiam na ten kawałek grający w radio, jest inny niż większość muzyki prezentowana w Radio Espantoso (nazwa stacji, notabene espantoso oznacza "okropny" po hiszpańsku). W każdym razie w grze jest noc, jadę jakąś zdezelowaną żółtą taksówką ulicami Vice City i ten numer leci w tle, całość prezentuje się niczym akcja jakiegoś filmu blaxploitation z lat 70. Jest moc. Zachwycam się klimatem tego kawałka, jego energią, brzmieniem elektrycznego pianina i solówką na flecie. Spotkanie z tym kawałkiem będzie miało swoje konsekwencje w późniejszych latach z dwóch powodów. Po pierwsze jest to moje pierwsze zetknięcie z jazz fusion/jazz-funkiem który to nurt będę zgłębiał z każdą kolejną odsłoną GTA. Po drugie sama budowa tego utworu odmienna jest od tego czego słuchałem do tej pory czyli standardowych radiowych numerów, ten utwór ma 6 minut i powoli stopniowo rozbudowuje się, wzbogaca o kolejne warstwy dźwięków zanim "szczytuje". Później będę miał słabość do takich numerów które nabierają powoli mocy a tym samym jakieś 10 lat później będę intensywnie zgłębiał świat 12-calowych winyli (no może bardziej 12-calowych wydłużonych wersji różnych utworów bo zanim położe ręce na pierwszym własnym zakupionym winylu minie jeszcze trochę czasu).
Nr 3
Lonnie Liston Smith - Expansions
https://youtu.be/T5R3_SbE7XQ
Nie mogłoby być mojej topki bez tego utworu. Skoro dev już napomknął o graniu w GTA tym śmielej mogę zacząć temat rozwijać bo to seria gier wideo która zrewolucjonizowała świat muzyki dla mnie. Począwszy od zapoznania się z GTA Vice City poprzez kolejne części stopniowo poszerzałem moje horyzonty nie o pojedyncze utwory czy wykonawców ale nieraz o całe gatunki wręcz. Ale zacznijmy od początku...
Jest rok 2003, mój starszy brat przynosi do domu pożyczone od kolegi kilka gier i konsolę Playstation 2 która będzie gościć w naszym domu dłuższy czas. Na tamten czas w domu obecny jest jedynie stary komputer IBM zakupiony w roku 1992 bodajże na którym nadal katuję ulubione gry z lat 80-90. Początkowo na konsoli grywamy w takie gry jak Dakar 2 czy Timesplitters 2, później po jakimś czasie mój brat w jakimś sklepie/komisie dokonuje wymiany i przynosi do domu Grand Theft Auto Vice City. Gra oczywiście z miejsca zachwyca grafiką i możliwościami, dopiero z czasem zaczynam zwracać uwagę na muzykę w tej grze. Jako że akcja gry osadzona jest w roku 1986 jest tu mnóstwo popu i nowej fali (pierwszy raz wtedy poznaję termin "new wave" i zachwycam się różnymi syntezatorowymi brzmieniami też), jest old schoolowy hip hop i electro (tu ponownie zachwyt elektroniką) ale jest też jedna radiostacja po którą raczej nie sięgam grająca latynoamerykański jazz. Wszystko jednak do czasu, pewnego razu kradnąc w grze samochód natrafiam na ten kawałek grający w radio, jest inny niż większość muzyki prezentowana w Radio Espantoso (nazwa stacji, notabene espantoso oznacza "okropny" po hiszpańsku). W każdym razie w grze jest noc, jadę jakąś zdezelowaną żółtą taksówką ulicami Vice City i ten numer leci w tle, całość prezentuje się niczym akcja jakiegoś filmu blaxploitation z lat 70. Jest moc. Zachwycam się klimatem tego kawałka, jego energią, brzmieniem elektrycznego pianina i solówką na flecie. Spotkanie z tym kawałkiem będzie miało swoje konsekwencje w późniejszych latach z dwóch powodów. Po pierwsze jest to moje pierwsze zetknięcie z jazz fusion/jazz-funkiem który to nurt będę zgłębiał z każdą kolejną odsłoną GTA. Po drugie sama budowa tego utworu odmienna jest od tego czego słuchałem do tej pory czyli standardowych radiowych numerów, ten utwór ma 6 minut i powoli stopniowo rozbudowuje się, wzbogaca o kolejne warstwy dźwięków zanim "szczytuje". Później będę miał słabość do takich numerów które nabierają powoli mocy a tym samym jakieś 10 lat później będę intensywnie zgłębiał świat 12-calowych winyli (no może bardziej 12-calowych wydłużonych wersji różnych utworów bo zanim położe ręce na pierwszym własnym zakupionym winylu minie jeszcze trochę czasu).
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
O, i to zdecydowanie mi się podoba! Lecimy
Maanam - Sie ściemnia
https://www.youtube.com/watch?v=_wnOAFeHA3k
Tym numerem raczej żegnam się z polską muzyką w tej części zabawy. Tutaj historia jest prostsza i świeższa w porównaniu do poprzedniej. Powiedzmy, że gdzieś tak dwa lata temu bierze mnie do przerobienia dyskografii Maanamu. Obserwacje po całym doświadczeniu? Poza latami osiemdziesiątymi trudno czegoś więcej szukać, potem tylko Hotel Nirwana nie sprawia wrażenia muzyki granej w celu przygotowania repertuaru pod występy w sanatoriach i zamkniętych imprezach, jak to się ładnie mówi. Pierwsze płyty to jest spójny, dojrzały projekt przetwarzający wątki nowofalowe i post-punkowe, ale jest opakowany o tę specyficzną liryczność Kory. Zanim odleci w totalnie nijakie kocopoły to potrafi w lekki sposób językowy przedstawić jakieś konkretne sytuacje, wyrazić emocje, które wymagają minimum zrozumienia, faktycznego wejścia w nie, a nie jest przy tym taka w stylu Coelho, powiedzmy. Sie ściemnia, Derwisz i anioł - tutaj zaczyna się szukanie czegoś więcej, z tym że tu jeszcze ten wspomniany efekt ciechocinkowy nie następuje. To na pewno zasługa brzmienia, które pomimo upływu lat tutaj jeszcze sprawia wrażenie zakonserwowania tego, co grali na początku lat 80tych. Zwracam uwagę na Hotel Nirwana, bo tam teksty potrafią mocno nie dojeżdżać, ale przynajmniej aranżacyjnie coś się dzieje - jest elektronika, gdzieś tam nawet trip-hopowe podkłady idą miejscami.
Ale wracamy do 1989 roku. Maanam rozbity i to pod względem czysto formalnym, bo skład się uszczuplił, ale też główni bohaterowie przechodzą trudniejsze momenty osobiste. Płyta musiała rodzić się wyjątkowo długo, bo na YT są dostępne fragmenty wywiadów z 1987 roku i tam też już o tym kawałku się wspomina. Ulegam pewnemu wrażeniu, że działa tutaj też duch czasu - schyłek PRLu, zapowiedź nowego porządku, ale jednocześnie z drugiej strony obawa, niepokój, świadomość momentu granicznego. A może po prostu rozliczenie z jakimś wewnętrznym problemem, który siedzi w środku. Cała "Sie ściemnia" to momenty słabiutkie, ale też jeden z bardziej podskórnie mrocznych, emocjonalnych momentów w polskim rocku. Zaczyna się od "Życia za życie", przechodzi w "Lata dziecinne", a kończy się na numerze tytułowym. Tutaj skupia się cały ten nerw, o którym wspominam. Otoczka zbudowana z dudniącej perkusji elektronicznej, syntezatory, bosko płynący bas i różne zagrywki gitarowe na przestrzeni tych niespełna 6 minut jak mało co tak na mnie działa. No i wokalnie to jestem z lepszych momentów w karierze Kory. Jest na poważnie jak nigdy później, a to bardzo szanuję.
Maanam - Sie ściemnia
https://www.youtube.com/watch?v=_wnOAFeHA3k
Tym numerem raczej żegnam się z polską muzyką w tej części zabawy. Tutaj historia jest prostsza i świeższa w porównaniu do poprzedniej. Powiedzmy, że gdzieś tak dwa lata temu bierze mnie do przerobienia dyskografii Maanamu. Obserwacje po całym doświadczeniu? Poza latami osiemdziesiątymi trudno czegoś więcej szukać, potem tylko Hotel Nirwana nie sprawia wrażenia muzyki granej w celu przygotowania repertuaru pod występy w sanatoriach i zamkniętych imprezach, jak to się ładnie mówi. Pierwsze płyty to jest spójny, dojrzały projekt przetwarzający wątki nowofalowe i post-punkowe, ale jest opakowany o tę specyficzną liryczność Kory. Zanim odleci w totalnie nijakie kocopoły to potrafi w lekki sposób językowy przedstawić jakieś konkretne sytuacje, wyrazić emocje, które wymagają minimum zrozumienia, faktycznego wejścia w nie, a nie jest przy tym taka w stylu Coelho, powiedzmy. Sie ściemnia, Derwisz i anioł - tutaj zaczyna się szukanie czegoś więcej, z tym że tu jeszcze ten wspomniany efekt ciechocinkowy nie następuje. To na pewno zasługa brzmienia, które pomimo upływu lat tutaj jeszcze sprawia wrażenie zakonserwowania tego, co grali na początku lat 80tych. Zwracam uwagę na Hotel Nirwana, bo tam teksty potrafią mocno nie dojeżdżać, ale przynajmniej aranżacyjnie coś się dzieje - jest elektronika, gdzieś tam nawet trip-hopowe podkłady idą miejscami.
Ale wracamy do 1989 roku. Maanam rozbity i to pod względem czysto formalnym, bo skład się uszczuplił, ale też główni bohaterowie przechodzą trudniejsze momenty osobiste. Płyta musiała rodzić się wyjątkowo długo, bo na YT są dostępne fragmenty wywiadów z 1987 roku i tam też już o tym kawałku się wspomina. Ulegam pewnemu wrażeniu, że działa tutaj też duch czasu - schyłek PRLu, zapowiedź nowego porządku, ale jednocześnie z drugiej strony obawa, niepokój, świadomość momentu granicznego. A może po prostu rozliczenie z jakimś wewnętrznym problemem, który siedzi w środku. Cała "Sie ściemnia" to momenty słabiutkie, ale też jeden z bardziej podskórnie mrocznych, emocjonalnych momentów w polskim rocku. Zaczyna się od "Życia za życie", przechodzi w "Lata dziecinne", a kończy się na numerze tytułowym. Tutaj skupia się cały ten nerw, o którym wspominam. Otoczka zbudowana z dudniącej perkusji elektronicznej, syntezatory, bosko płynący bas i różne zagrywki gitarowe na przestrzeni tych niespełna 6 minut jak mało co tak na mnie działa. No i wokalnie to jestem z lepszych momentów w karierze Kory. Jest na poważnie jak nigdy później, a to bardzo szanuję.
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Też mam zaskakująco wyraźne wspomnienia z tą grą z czasów dzieciństwa, te 20 lat temu ta gra była szokiem technologicznym (a od 10 można ją odpalać na telefonach komórkowych).
Ja wtedy nawet i takiego komputera nie miałem, w grę grałem podczas odwiedzin u kolegi jakoś w październiku 2003, byłem w szoku widząc te grafikę i to że i da się jeździć i strzelać xd
Czasem nienawidzę swojej pamięci za to że potrafi zapamiętać to że wtedy mama kolegi zrobiła nam racuchy, a nie potrafi nwm czego w sumie.
Kastrowanie stacji z wielu dobrych utworów w wersji na steam to zbrodnia przeciwko ludzkości
Ja wtedy nawet i takiego komputera nie miałem, w grę grałem podczas odwiedzin u kolegi jakoś w październiku 2003, byłem w szoku widząc te grafikę i to że i da się jeździć i strzelać xd
Czasem nienawidzę swojej pamięci za to że potrafi zapamiętać to że wtedy mama kolegi zrobiła nam racuchy, a nie potrafi nwm czego w sumie.
Kastrowanie stacji z wielu dobrych utworów w wersji na steam to zbrodnia przeciwko ludzkości
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Wycinanie numerów z gier, które tak mocno siedzą w głowie i w ogóle mogą mieć dla kogoś takie znaczenie... dlatego ja jak głupi trzymam te gry na płytach i w żadne steamy się nie bawię.
-
Czez
- Posty: 9728
- Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
- Ulubiony utwór: Cala masa
- Lokalizacja: Glasgow
Choc to Cie poglaskamstripped pisze:02 lut 2022 19:09Czez pisze:31 sty 2022 13:42Sampha - Happens
Najmocniejszym punktem tej piosenki jest tekst. Poza tym jak dla mnie i wokal i gra na fortepianie bardzo niskich lotow. Sluchajac tego mialem przed oczami komentarze na tym forum jak to zajezdzaly pitolenie Gordeano przy Martinowych wykonach w wersjach akustycznych. No ale przy Happens popisy Gordino to majstersztyk.![]()
Płaczę krwią jak to czytam.
Poza tym w punkt komentarze w stylu "poczułbym to bardziej jakbym był mocno wypity" (Hien, Mentos)![]()
Enjoy The Silence