Best of Forum
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Lonnie Liston Smith - Expansions
Nadmorska miejscowość, późny wieczór, jakiś lokal, stolik z widokiem na morze, alkohol w szklance, papieros w łapie. Takie klimaty. Z tego rozdania, to jest mój ulubiony utwór, lubię senny funk, który potrafią dobrze wykonywać tylko czarni. Z Murzyna kawałkami jest tak, że nie za dużo można o nich napisać i nie piszę tego złośliwie, czy pejoratywnie, po prostu największą rolę odgrywają tu feelsy, i jedyne co można zrobić to opisać jakieś daydreamowe wrażenia z odsłuchu.
Kawałek płynie sobie i mógłby tak płynąć godzinę, nikt by nie zauważył, nikt by nie powiedział, że się ciągnie.
Maanam - Sie ściemnia
Pisałem wcześniej, że na jakimś etapie zdałem sobie sprawę, że wczesny Maanam jest słuchalny.
No i ten kawałek jest. Gdyby ktoś mi to wysłał w instrumentalu i powiedział, że to jest jakieś demo The Cure z „Seventeen Seconds”, to bym to kupił. Jest to fajna rzecz, która w kategorii ‘tworzenie konkretnej atmosfery’ robi wszystko dobrze. Jedyne co mnie irytuje to maniera Kory. Ja wiem, że to była wokalistka nieprzeciętna, ale to warczenie mi po prostu nie robi. Poza tym na plus.
Kraftwerk – Computerwelt
Doskonałe otwarcie, doskonałego albumu. Trudno mi tutaj coś więcej napisać, bo nie potrafię tego utworu ocenić obiektywnie. To nie jest nic wielkiego, ani pod kątem elektroniki (i to nawet na tamte czasy), ani kompozycji, a jednak składa się w coś podnoszącego brwi. Dodam tylko, że ubolewam nad tym jak ten utwór jest potraktowany od wielu lat na koncertach, zasadniczo istniejąc w formie cytatów wcielonych do lekko wydłużonego Computerwelt 2.
Susanne Sundfør - Rome
Piosenka jest fajna. Wokal mi się podoba (trochę zalatuje Bjork, ale jest lepszy), melodie też. Jako kompozycja broni się dosyć bezproblemowo. Gorzej z aranżacją. Niby nie ma się do czego przyczepić, ale jednocześnie to taka elektronika z presetów, brzmi trochę jak podkład wypluty przez AI. Nie dzieje się nic interesującego i wydaje mi się, że utwór by zyskał gdyby nagrał go ktoś inny, albo przynajmniej zrobił jakiś remix w kompletnie innym stylu. Nie znam się na Sundfør, zabieram się do niej jak do jeża od dłuższego czasu. Zakładam (może błędnie), że któraś jej płyta pojawi się u Shodana w best of albumy, więc będzie szansa.
Stachursky - Dosko
Melki pocisnął. Jestem za pełną dowolnością wrzucanych tu utworów, ale i tak mnie ten wybór zaskoczył. Z tego miejsca można już spokojnie wystartować w stronę Zenka, więc nie będę zaskoczony jak ktoś z czymś takim wyskoczy.
Dosko, a zresztą cały Stachursky od wielu lat, to jest mem. To jest chomąto, które on sam na siebie zarzucił widząc, że to mu boostuje karierę. Na podobnej zasadzie, Krzysztof Krawczyk spędził swoje ostatnie lata grając na Juwenaliach „Parostatek” dla dzieci, które miały z tego beke.
Pamiętam, że Dosko było sporo za czasów mojego studiowania, głównie jako podkład pod imprezy mocno zakrapiane i zadymione, czego się po Melkim nie spodziewałem, ale w sumie się nie znamy xD
W każdym razie, dla mnie Dosko poza tę memiczną seferę nie wychodzi, nie jestem w stanie potraktować tego poważnie pod kątem muzyki (ani czegokolwiek innego), ani obecności na liście best 25 życia. Doskozza jest znacznie ciekawsza, jeśli już poruszamy się w orbicie Stachurskyego.
Kasia Kowalska - Coś Optymistycznego
Znam ten kawałek dobrze, nie mam wyjścia jako rocznik 86. Jak wspominam polski pop/pop-rock z lat 90-tych, to nie potrafię o nim nie myśleć ciepło. Kowalska, ONA, De Mono, Bartosiewicz, Varius Manx, itd., to było tło mojego dzieciństwa. Dla mnie taką rolę jak u Mentosa, pełnią hity Kukulskiej z tamtego czasu, czyli „Piosenka światłoczuła” i zwłaszcza trochę już zapomniane „W Biegu”. W „Coś Optymistycznego” widać, że Kowalska robi sobie jaja z tej konwencji ala „Walking on Sunshine” i teledysk to podkreśla. Kawałek jest dobry, bo po prostu jest dobry xD Pomijając nawet oczywistą wartość sentymentalną, nie można powiedzieć, że Kowalska sprzedaje tu bubel. Napisałbym, że to była odpowiedź na „Pictures of You” Boyzone, gdyby nie to, że kawałek Boyzone powstał później ;0
Banco de Gaia – Obsidian
Banco poznałem (co już niedługo stanie się memem, o ile już nie stało) przez Tima Bownessa, który zaliczył feat. w jednym ich kawałku. Miałem już pisać, że Obsidian nie znam, ale jak weszło to wycie w refrenie, to przypomniało mi się, że mi to Dave puszczał w aucie swego czasu i zaczynam się domyśleć kontekstu tego numeru. Dopiero jak wracam do takich kawałków z 2000 r. to słyszę jak potwornie się takie brzmienie zestarzało. Sam kawałek mi jakoś szczególnie nie robi, chociaż jestem sobie w stanie wyobrazić, że przy odpowiednich warunkach, mógłbym się nim cieszyć trochę bardziej (i tym razem nie mam na myśli używek xD).
Nadmorska miejscowość, późny wieczór, jakiś lokal, stolik z widokiem na morze, alkohol w szklance, papieros w łapie. Takie klimaty. Z tego rozdania, to jest mój ulubiony utwór, lubię senny funk, który potrafią dobrze wykonywać tylko czarni. Z Murzyna kawałkami jest tak, że nie za dużo można o nich napisać i nie piszę tego złośliwie, czy pejoratywnie, po prostu największą rolę odgrywają tu feelsy, i jedyne co można zrobić to opisać jakieś daydreamowe wrażenia z odsłuchu.
Kawałek płynie sobie i mógłby tak płynąć godzinę, nikt by nie zauważył, nikt by nie powiedział, że się ciągnie.
Maanam - Sie ściemnia
Pisałem wcześniej, że na jakimś etapie zdałem sobie sprawę, że wczesny Maanam jest słuchalny.
No i ten kawałek jest. Gdyby ktoś mi to wysłał w instrumentalu i powiedział, że to jest jakieś demo The Cure z „Seventeen Seconds”, to bym to kupił. Jest to fajna rzecz, która w kategorii ‘tworzenie konkretnej atmosfery’ robi wszystko dobrze. Jedyne co mnie irytuje to maniera Kory. Ja wiem, że to była wokalistka nieprzeciętna, ale to warczenie mi po prostu nie robi. Poza tym na plus.
Kraftwerk – Computerwelt
Doskonałe otwarcie, doskonałego albumu. Trudno mi tutaj coś więcej napisać, bo nie potrafię tego utworu ocenić obiektywnie. To nie jest nic wielkiego, ani pod kątem elektroniki (i to nawet na tamte czasy), ani kompozycji, a jednak składa się w coś podnoszącego brwi. Dodam tylko, że ubolewam nad tym jak ten utwór jest potraktowany od wielu lat na koncertach, zasadniczo istniejąc w formie cytatów wcielonych do lekko wydłużonego Computerwelt 2.
Susanne Sundfør - Rome
Piosenka jest fajna. Wokal mi się podoba (trochę zalatuje Bjork, ale jest lepszy), melodie też. Jako kompozycja broni się dosyć bezproblemowo. Gorzej z aranżacją. Niby nie ma się do czego przyczepić, ale jednocześnie to taka elektronika z presetów, brzmi trochę jak podkład wypluty przez AI. Nie dzieje się nic interesującego i wydaje mi się, że utwór by zyskał gdyby nagrał go ktoś inny, albo przynajmniej zrobił jakiś remix w kompletnie innym stylu. Nie znam się na Sundfør, zabieram się do niej jak do jeża od dłuższego czasu. Zakładam (może błędnie), że któraś jej płyta pojawi się u Shodana w best of albumy, więc będzie szansa.
Stachursky - Dosko
Melki pocisnął. Jestem za pełną dowolnością wrzucanych tu utworów, ale i tak mnie ten wybór zaskoczył. Z tego miejsca można już spokojnie wystartować w stronę Zenka, więc nie będę zaskoczony jak ktoś z czymś takim wyskoczy.
Dosko, a zresztą cały Stachursky od wielu lat, to jest mem. To jest chomąto, które on sam na siebie zarzucił widząc, że to mu boostuje karierę. Na podobnej zasadzie, Krzysztof Krawczyk spędził swoje ostatnie lata grając na Juwenaliach „Parostatek” dla dzieci, które miały z tego beke.
Pamiętam, że Dosko było sporo za czasów mojego studiowania, głównie jako podkład pod imprezy mocno zakrapiane i zadymione, czego się po Melkim nie spodziewałem, ale w sumie się nie znamy xD
W każdym razie, dla mnie Dosko poza tę memiczną seferę nie wychodzi, nie jestem w stanie potraktować tego poważnie pod kątem muzyki (ani czegokolwiek innego), ani obecności na liście best 25 życia. Doskozza jest znacznie ciekawsza, jeśli już poruszamy się w orbicie Stachurskyego.
Kasia Kowalska - Coś Optymistycznego
Znam ten kawałek dobrze, nie mam wyjścia jako rocznik 86. Jak wspominam polski pop/pop-rock z lat 90-tych, to nie potrafię o nim nie myśleć ciepło. Kowalska, ONA, De Mono, Bartosiewicz, Varius Manx, itd., to było tło mojego dzieciństwa. Dla mnie taką rolę jak u Mentosa, pełnią hity Kukulskiej z tamtego czasu, czyli „Piosenka światłoczuła” i zwłaszcza trochę już zapomniane „W Biegu”. W „Coś Optymistycznego” widać, że Kowalska robi sobie jaja z tej konwencji ala „Walking on Sunshine” i teledysk to podkreśla. Kawałek jest dobry, bo po prostu jest dobry xD Pomijając nawet oczywistą wartość sentymentalną, nie można powiedzieć, że Kowalska sprzedaje tu bubel. Napisałbym, że to była odpowiedź na „Pictures of You” Boyzone, gdyby nie to, że kawałek Boyzone powstał później ;0
Banco de Gaia – Obsidian
Banco poznałem (co już niedługo stanie się memem, o ile już nie stało) przez Tima Bownessa, który zaliczył feat. w jednym ich kawałku. Miałem już pisać, że Obsidian nie znam, ale jak weszło to wycie w refrenie, to przypomniało mi się, że mi to Dave puszczał w aucie swego czasu i zaczynam się domyśleć kontekstu tego numeru. Dopiero jak wracam do takich kawałków z 2000 r. to słyszę jak potwornie się takie brzmienie zestarzało. Sam kawałek mi jakoś szczególnie nie robi, chociaż jestem sobie w stanie wyobrazić, że przy odpowiednich warunkach, mógłbym się nim cieszyć trochę bardziej (i tym razem nie mam na myśli używek xD).
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
W tym tempie to większość kawałków dostała swoje trzy odsłuchy, Banco załapał się na dwa, ale też mu się uważnie przysłuchałem!
Lonnie Liston Smith - Expansions
Oj dobrze tutaj muzyka płynie. W czasach gimnazjalnych, kiedy zachciało mi się grzebać w różnych progowych, jazz fusion, jazz-funkowych płytach pewnie bardziej bym zgrzytał zębami, ale trochę się osłuchałem i ta lekkość numeru bardzo mi się podoba. Nic tylko właśnie siąść za wirtualne kółko w nocy i pruć przez Vice City. Te syntezatorki w tle nadają takiego lekko kosmicznego, odlotowego klimatu, transu, ale nie ma w tym nieuporządkowania, totalnego odjazdu. Nie żebym był zaraz koneserem takiej muzyki, absolutnie nie, ale to było dobre doświadczenie. Zwrotki zwrotkami, tam niby coś się śpiewa, ale to tylko pretekst dla tej środkowej części.
Kraftwerk - Computerwelt
Status Kraftwerk jest niepodważalny. Można się czepiać tych niewznawianych płyt nagranych przed Autobahnem, ale to naturalna droga rozwoju, wtedy jeszcze potrafili wdepnąć w nieudany eksperyment, ale żeby zrównoważyć - Tanzmusik, Ruckzuck... tam rodziło się to, co po 1974 roku doprowadzili do perfekcji.
Computer World to kolejna kolekcja bangerów. Trochę śmieszy mnie to, jak oni grają te płyty na koncertach, mieląc często materiał do jakichś dwudziestu minut, mieszając wszystko ze wszystkim albo grając takie wersje, żeby nikt nie poczuł się przypadkiem doceniony (kochamy Karla Bartosa za The Telephone Call!). Z utworem tytułowym mniej więcej dzieje się ten sam problem, absolutnie nie zasługuje na rolę bycia outro dla Numbers, które swoją drogą też jest znakomite w swojej minimalności, ale w tytułowym dzieje się na tyle dużo, że szkoda to sprowadzać do funkcji dodatku. Brzmienie? Generalnie aż tak się nie starzeje, zresztą te remastery to też są rzetelnie wykonane rzeczy (szkoda tylko, że tak drogie...), na Tour de France Soundtracks musiałem się skusić. Trafili w 1981 roku ze wszystkim - tematyka, której podjęcie wtedy traktuje się wręcz jak proroczą rzecz (domyślam się jaki numer przygotuje Hien i jestem gotowy rozwijać temat xd), doskonały balans oszczędności aranżacyjnej, melodyjności i oszczędne ogrywania wariacji na temat głównych motywów.
Mały mankament tej wersji to po prostu jej niemieckojęzyczność. Przywykłem do angielskiego Kraftwerku tak bardzo, że niemieckie wersje są dla mnie znacznie mniej melodyjne, tam się to wszystko delikatnie rozmywa. Muszę jednak oddać honor i przyznać, że to właściwie uwaga pozamuzyczna, gdyby chcieli każdy numer przygotować po fińsku, rosyjsku, polsku, francusku... to oni by to zrobili, a efekt byłby generalnie zawsze na dość wysokim poziomie. Sam fakt zabawy językowej na taką skalę to jak dla mnie konsekwencja przyjętej artystycznej drogi i tematyki, jest w tym jakaś pochwała globalizacji, bycia obywatelem świata, a taka idea jest mi bliska, no to trudno, żebym się krzywił za bardzo.
Susanne Sundfor - Rome
Początek trochę mnie zwiódł, wydawało mi się, że będzie mroczniej i surowiej, ale wyszło z tego takie artystyczne, trochę musicalowe śpiewanie popowe. Shodan kusił syntezatorkiem i on tutaj robi robotę, ale stanowczo za małą! Nie powinienem pewnie ulegać jakimś swoim oczekiwaniom aż tak, jednak muszę przyznać, że ta druga część była mniej ciekawa po prostu. Klimatycznie mniej więcej "Alicja w Krainie Czarów", wokalistka ma solidny głos, produkcyjnie też jest zarzutu, po prostu tak skrojoną muzykę doceniam, ale serducho szybciej mi do niej nie bije.
Dead Sea Navigators - One of Us
Ten numer naprawdę mocno kojarzy się z twórczością Bowiego, gdzieś pomiędzy Heathen a Reality na przykład. Niewyróżniający się aranż, ale świetnie poprowadzony kawałek z punktem kulminacyjnym na samym końcu, to trzeba umieć. Pod względem emocji, jakiejś uniwersalnej sytuacji przychodzi mi do głowy jakaś możliwość utraty, moment przed końcem świata, totalne zagubienie i oczekiwanie na tę drugą osobę, która może nadejdzie, może nie... ale jest się z nią na tyle związanym, że w takiej chwili to dobra opcja wrócić myślami do wspomnień, przeżyć. Kolejny numer, który wart byłby miejsca na Spotify, na pewno będę wracał.
Wersja z gry mniej ciekawa, ja ogólnie nie lubię muzyki przetwarzanej przez filtry w taki oczywisty sposób - podobnie mam z teledyskami przepuszczanymi przez efekty VHS. Nie umiem się w to wczuć do końca. Chyba, że numer pojawia się też w konkretnym momencie dziania się akcji gry, to pewnie trochę inaczej bym myślał niż w sytuacji, kiedy widzę statyczny ekran.
Stachursky - Dosko
Melki pisze, że w tekście o wichurze ludzie się doszukują czegoś więcej... no ale to przecież Blaise Pascal praktycznie
Stachursky ma dwa wcielenia: rockmen i człowiek szeroko pojętej muzyki klubowej. Ten pierwszy to jest jakaś straszna tragedia, rzeczy typu Typ niepokorny to są absolutne koszmary polskiej muzyki. Kiczowate do granic możliwości, weryfikujące brutalnie zdolności wokalne Jacka. Nie jestem w stanie tego słuchać bez negatywnych odczuć. W ogóle kiedyś zaczynał w zespole rockowym i to jest dopiero potężne doświadczenie. Na szczęście kiedyś się zorientował, że może lepiej spróbować pójść w dance i to chwyciło już bardziej. Do tej drugiej kategorii dodaję wszystkie te humorystyczne kawałki, bo one do pewnego stopnia są jak najbardziej świadomym zagraniem, a to że po polsku i przy średniej produkcji brzmi to tak jak brzmi... no cóż.
Ja jednak kupuję tę konwencję i szanuję, że Stachursky jest tego w 100% świadomy. Nawet kamp i proste klubowe granie można docenić, nie przepadam za takim w pełni ironicznym podejściem. Jacek jest bardzo sprawnym człowiekiem w branży muzycznej, a od czasu 2009 nawet pozwala sobie na trochę dystansu. Z drugiej strony na płycie, na której jest Dosko, jest chociażby kawałek "Jak magnezz" - gdyby on dostał jakiś znośny teledysk, to z pewnością byłby wyróżniony jako naprawdę poważny projekt klubowy. A samo Dosko? Ja tej końcówki nie lubię, robi się śmiesznie na siłę, tak jakby sama konwencja takiego przerysowanego odlotu na imprezie to było za mało. Do tego ten język... na lekkiej fazie wciąż trybię i jarzę. To ja za każdym razem, kiedy uświadamiam sobie, że Stachursky naprawdę to wydał razem z Jam jest 444 i Vademecum DJa, a w tamtym czasie dalej uchodził za synonim karykatury rockmena w społecznej świadomości.
Można też sporo powiedzieć o najnowszej płycie, 2K19, którą uważam jako całość za zdecydowanie najlepszą rzecz w twórczości Stachury. Zgrywa się tam znakomicie z oczekiwań, z przyjętej estetyki, z tego, jak hipsterstwo i ironiczni komicy go traktowali w internecie. A Doskozzza to naprawdę przyzwoity psytrance, który pewnie na niejednej wiksie mógł być przyjęty nieironicznie bardzo dobrze.
Kasia Kowalska - Coś optymistycznego
Kolejny przykład zgrywania się z tego, jak publika mnie odbiera i czego oczekuje od mojej twórczości. Domyślam się, że Kowalska w swojej dyskografii za dużo takich numerów nie ma... razem z tym teledyskiem nie da się tego odbierać do końca na poważnie, ale z drugiej strony w tamtym czasie było tyle zwariowanych pomysłów na teledyski, okładki, szeroko pojęty wizerunek. Ludzie w komentarzach pod teledyskiem mają z tym numerem piękne wspomnienia, to jest ich muzyczny wehikuł czasu, który kojarzy się z tamtymi czasami. I dobrze! Tak jak mintaj pisze, Coś optymistycznego jest po prostu cool. Co mnie to obchodzi, że muzycznie to jest chyba esencja tego, co wtedy mogło lecieć w Zetce (i że trochę to brzmi jak midi). Kogo grzeje fakt, że tekst jest absolutnie o niczym. Ten numer to jest nieskrępowana zabawa i moment zapomnienia, nieznośnie lekka głupotka. O to chodzi. Oczywiście no nie będę wracał do tej piosenki tydzień w tydzień, ale też nie zamierzam się z tego śmiać.
Banco de Gaia & Jennifer Folker - Obsidian
Jarre biorąc się za Metamorphoses najpewniej właśnie takiego efektu oczekiwał. Oczywiście Francuz przetworzył tego typu granie na swoją modłę, ale słuchając Obsidian właśnie najsilniejsze skojarzenie miałem ze wspomnianą płytą, zresztą wydaną w tym samym roku co Igizeh. Może trochę ta pośredniość kawałka mi nie pasuje, za dużo chillowania, za mało trance'u, ale.... w momencie, w którym wchodzi do gry Folker, zaczyna się robić interesująco. Dave szukał treści tekstu, który pada w refrenie, ale to trochę przypomina próbę interpretowania twórczości Cocteau Twins przez pryzmat tekstów. Tutaj chodzi o ten klimat, nieskrępowany rytm i podporządkowanie niemu. I ta końcówka z powtarzającym się refrenem to najlepszy fragment.
Konkurencja godna, ale tutaj wygrał Czez z Kraftwerkiem oczywiście, chociaż naprawdę ten zestaw był zaskakująco różnorodny.
W doborze kawałków uwzględniam zarówno słowa Murzyna o rozczarowaniu jak i Hiena o poziomie najwyższym. Być może rzucane przeze mnie numery to nie jest top (?), ale dla mnie stanowią jakiś istotny punkt w zabawie w słuchanie rzeczy i dlatego to one tutaj są, a nie np. Biała flaga, Black Hole Sun czy np. Boskie Buenos.
Lonnie Liston Smith - Expansions
Oj dobrze tutaj muzyka płynie. W czasach gimnazjalnych, kiedy zachciało mi się grzebać w różnych progowych, jazz fusion, jazz-funkowych płytach pewnie bardziej bym zgrzytał zębami, ale trochę się osłuchałem i ta lekkość numeru bardzo mi się podoba. Nic tylko właśnie siąść za wirtualne kółko w nocy i pruć przez Vice City. Te syntezatorki w tle nadają takiego lekko kosmicznego, odlotowego klimatu, transu, ale nie ma w tym nieuporządkowania, totalnego odjazdu. Nie żebym był zaraz koneserem takiej muzyki, absolutnie nie, ale to było dobre doświadczenie. Zwrotki zwrotkami, tam niby coś się śpiewa, ale to tylko pretekst dla tej środkowej części.
Kraftwerk - Computerwelt
Status Kraftwerk jest niepodważalny. Można się czepiać tych niewznawianych płyt nagranych przed Autobahnem, ale to naturalna droga rozwoju, wtedy jeszcze potrafili wdepnąć w nieudany eksperyment, ale żeby zrównoważyć - Tanzmusik, Ruckzuck... tam rodziło się to, co po 1974 roku doprowadzili do perfekcji.
Computer World to kolejna kolekcja bangerów. Trochę śmieszy mnie to, jak oni grają te płyty na koncertach, mieląc często materiał do jakichś dwudziestu minut, mieszając wszystko ze wszystkim albo grając takie wersje, żeby nikt nie poczuł się przypadkiem doceniony (kochamy Karla Bartosa za The Telephone Call!). Z utworem tytułowym mniej więcej dzieje się ten sam problem, absolutnie nie zasługuje na rolę bycia outro dla Numbers, które swoją drogą też jest znakomite w swojej minimalności, ale w tytułowym dzieje się na tyle dużo, że szkoda to sprowadzać do funkcji dodatku. Brzmienie? Generalnie aż tak się nie starzeje, zresztą te remastery to też są rzetelnie wykonane rzeczy (szkoda tylko, że tak drogie...), na Tour de France Soundtracks musiałem się skusić. Trafili w 1981 roku ze wszystkim - tematyka, której podjęcie wtedy traktuje się wręcz jak proroczą rzecz (domyślam się jaki numer przygotuje Hien i jestem gotowy rozwijać temat xd), doskonały balans oszczędności aranżacyjnej, melodyjności i oszczędne ogrywania wariacji na temat głównych motywów.
Mały mankament tej wersji to po prostu jej niemieckojęzyczność. Przywykłem do angielskiego Kraftwerku tak bardzo, że niemieckie wersje są dla mnie znacznie mniej melodyjne, tam się to wszystko delikatnie rozmywa. Muszę jednak oddać honor i przyznać, że to właściwie uwaga pozamuzyczna, gdyby chcieli każdy numer przygotować po fińsku, rosyjsku, polsku, francusku... to oni by to zrobili, a efekt byłby generalnie zawsze na dość wysokim poziomie. Sam fakt zabawy językowej na taką skalę to jak dla mnie konsekwencja przyjętej artystycznej drogi i tematyki, jest w tym jakaś pochwała globalizacji, bycia obywatelem świata, a taka idea jest mi bliska, no to trudno, żebym się krzywił za bardzo.
Susanne Sundfor - Rome
Początek trochę mnie zwiódł, wydawało mi się, że będzie mroczniej i surowiej, ale wyszło z tego takie artystyczne, trochę musicalowe śpiewanie popowe. Shodan kusił syntezatorkiem i on tutaj robi robotę, ale stanowczo za małą! Nie powinienem pewnie ulegać jakimś swoim oczekiwaniom aż tak, jednak muszę przyznać, że ta druga część była mniej ciekawa po prostu. Klimatycznie mniej więcej "Alicja w Krainie Czarów", wokalistka ma solidny głos, produkcyjnie też jest zarzutu, po prostu tak skrojoną muzykę doceniam, ale serducho szybciej mi do niej nie bije.
Dead Sea Navigators - One of Us
Ten numer naprawdę mocno kojarzy się z twórczością Bowiego, gdzieś pomiędzy Heathen a Reality na przykład. Niewyróżniający się aranż, ale świetnie poprowadzony kawałek z punktem kulminacyjnym na samym końcu, to trzeba umieć. Pod względem emocji, jakiejś uniwersalnej sytuacji przychodzi mi do głowy jakaś możliwość utraty, moment przed końcem świata, totalne zagubienie i oczekiwanie na tę drugą osobę, która może nadejdzie, może nie... ale jest się z nią na tyle związanym, że w takiej chwili to dobra opcja wrócić myślami do wspomnień, przeżyć. Kolejny numer, który wart byłby miejsca na Spotify, na pewno będę wracał.
Wersja z gry mniej ciekawa, ja ogólnie nie lubię muzyki przetwarzanej przez filtry w taki oczywisty sposób - podobnie mam z teledyskami przepuszczanymi przez efekty VHS. Nie umiem się w to wczuć do końca. Chyba, że numer pojawia się też w konkretnym momencie dziania się akcji gry, to pewnie trochę inaczej bym myślał niż w sytuacji, kiedy widzę statyczny ekran.
Stachursky - Dosko
Melki pisze, że w tekście o wichurze ludzie się doszukują czegoś więcej... no ale to przecież Blaise Pascal praktycznie
Stachursky ma dwa wcielenia: rockmen i człowiek szeroko pojętej muzyki klubowej. Ten pierwszy to jest jakaś straszna tragedia, rzeczy typu Typ niepokorny to są absolutne koszmary polskiej muzyki. Kiczowate do granic możliwości, weryfikujące brutalnie zdolności wokalne Jacka. Nie jestem w stanie tego słuchać bez negatywnych odczuć. W ogóle kiedyś zaczynał w zespole rockowym i to jest dopiero potężne doświadczenie. Na szczęście kiedyś się zorientował, że może lepiej spróbować pójść w dance i to chwyciło już bardziej. Do tej drugiej kategorii dodaję wszystkie te humorystyczne kawałki, bo one do pewnego stopnia są jak najbardziej świadomym zagraniem, a to że po polsku i przy średniej produkcji brzmi to tak jak brzmi... no cóż.
Ja jednak kupuję tę konwencję i szanuję, że Stachursky jest tego w 100% świadomy. Nawet kamp i proste klubowe granie można docenić, nie przepadam za takim w pełni ironicznym podejściem. Jacek jest bardzo sprawnym człowiekiem w branży muzycznej, a od czasu 2009 nawet pozwala sobie na trochę dystansu. Z drugiej strony na płycie, na której jest Dosko, jest chociażby kawałek "Jak magnezz" - gdyby on dostał jakiś znośny teledysk, to z pewnością byłby wyróżniony jako naprawdę poważny projekt klubowy. A samo Dosko? Ja tej końcówki nie lubię, robi się śmiesznie na siłę, tak jakby sama konwencja takiego przerysowanego odlotu na imprezie to było za mało. Do tego ten język... na lekkiej fazie wciąż trybię i jarzę. To ja za każdym razem, kiedy uświadamiam sobie, że Stachursky naprawdę to wydał razem z Jam jest 444 i Vademecum DJa, a w tamtym czasie dalej uchodził za synonim karykatury rockmena w społecznej świadomości.
Można też sporo powiedzieć o najnowszej płycie, 2K19, którą uważam jako całość za zdecydowanie najlepszą rzecz w twórczości Stachury. Zgrywa się tam znakomicie z oczekiwań, z przyjętej estetyki, z tego, jak hipsterstwo i ironiczni komicy go traktowali w internecie. A Doskozzza to naprawdę przyzwoity psytrance, który pewnie na niejednej wiksie mógł być przyjęty nieironicznie bardzo dobrze.
Kasia Kowalska - Coś optymistycznego
Kolejny przykład zgrywania się z tego, jak publika mnie odbiera i czego oczekuje od mojej twórczości. Domyślam się, że Kowalska w swojej dyskografii za dużo takich numerów nie ma... razem z tym teledyskiem nie da się tego odbierać do końca na poważnie, ale z drugiej strony w tamtym czasie było tyle zwariowanych pomysłów na teledyski, okładki, szeroko pojęty wizerunek. Ludzie w komentarzach pod teledyskiem mają z tym numerem piękne wspomnienia, to jest ich muzyczny wehikuł czasu, który kojarzy się z tamtymi czasami. I dobrze! Tak jak mintaj pisze, Coś optymistycznego jest po prostu cool. Co mnie to obchodzi, że muzycznie to jest chyba esencja tego, co wtedy mogło lecieć w Zetce (i że trochę to brzmi jak midi). Kogo grzeje fakt, że tekst jest absolutnie o niczym. Ten numer to jest nieskrępowana zabawa i moment zapomnienia, nieznośnie lekka głupotka. O to chodzi. Oczywiście no nie będę wracał do tej piosenki tydzień w tydzień, ale też nie zamierzam się z tego śmiać.
Banco de Gaia & Jennifer Folker - Obsidian
Jarre biorąc się za Metamorphoses najpewniej właśnie takiego efektu oczekiwał. Oczywiście Francuz przetworzył tego typu granie na swoją modłę, ale słuchając Obsidian właśnie najsilniejsze skojarzenie miałem ze wspomnianą płytą, zresztą wydaną w tym samym roku co Igizeh. Może trochę ta pośredniość kawałka mi nie pasuje, za dużo chillowania, za mało trance'u, ale.... w momencie, w którym wchodzi do gry Folker, zaczyna się robić interesująco. Dave szukał treści tekstu, który pada w refrenie, ale to trochę przypomina próbę interpretowania twórczości Cocteau Twins przez pryzmat tekstów. Tutaj chodzi o ten klimat, nieskrępowany rytm i podporządkowanie niemu. I ta końcówka z powtarzającym się refrenem to najlepszy fragment.
Konkurencja godna, ale tutaj wygrał Czez z Kraftwerkiem oczywiście, chociaż naprawdę ten zestaw był zaskakująco różnorodny.
W doborze kawałków uwzględniam zarówno słowa Murzyna o rozczarowaniu jak i Hiena o poziomie najwyższym. Być może rzucane przeze mnie numery to nie jest top (?), ale dla mnie stanowią jakiś istotny punkt w zabawie w słuchanie rzeczy i dlatego to one tutaj są, a nie np. Biała flaga, Black Hole Sun czy np. Boskie Buenos.
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Lonnie Liston Smith – Expansions
Właściwie po opisie Hiena nie mam za dużo do dodania, bo zupełnie się nim zgadzam. Nawet proponowane przez Hiena okoliczności słuchania takiej muzyki idealnie mi pasują.
Fajnie sobie bas pogrywa od samego początku. Potem gitarowe wygibasy, bębenki, jazzujący flet i klawisze w tle. Nóżka chodzi cały czas. Momentów wokalnych jest w sumie dosyć mało, ale facet ma fajny głos. Całość wkręca się mózg tym bardziej, im więcej się tego słucha.
Nie grałem nigdy w GTA, tylko patrzyłem, jak szwagier pociska, ale myślę, że to utwór idealny do jazdy samochodem i to nie tylko wirtualnym.
Jeszcze parę lat temu bym pewnie taką muzyką pogardził, ale pozmieniało mi się, oj pozmieniało.
Maanam – Się ściemnia
Tutaj też mi się pozmieniało, ale w odwrotną stronę. W latach 90’ słuchałem takiej muzyki, słuchałem nawet Maanam i to sporo, ale kompletnie mi przeszło. Teraz po usłyszeniu czegoś takiego tylko się wzdrygam. Szczególnie jak słyszę to charakterystyczne brzmienie gitary, które w tamtych czasach używała chyba połowa polskich zespołów. Nie lubię głosu Kory, ani sposobu jej śpiewania.
Stripped napisał, że Dragon go zawodzi swoimi propozycjami. Ja z kolei bałem się jego propozycji, bo myślałem, że zaleje nas klubowym lub hip-hopowym brzmieniem. Tymczasem Dragon rzuca rzeczy, których bym się po nim nie spodziewał. Niestety jeszcze ani razu nie trafiło się nic dla mnie. Ale liczę, że wreszcie to nastąpi.
Kraftwerk – Computerworld
To, że Czez wrzuca Kraftwerk w ogóle mnie nie dziwi, bo trochę go znam i wiem, że lubi takie klimaty. Ja jakoś nigdy nie wciągnąłem się w muzykę tego zespołu. Nie znam oczywiście ich dyskografii, ale to czy owo się słyszało. Jednak nigdy nie pomyślałem sobie – muszę to mieć, muszę tego posłuchać. Ich muzyka absolutnie mi nie przeszkadza, ale chyba jest dla mnie trochę taka zbyt mechaniczna, bezduszna. Nawet wokal nierzadko przetworzony brzmi, jakby śpiewał jakiś robot. No i zdecydowanie nie jestem jednak fanem języka niemieckiego. Tak więc nie są to wymarzone klimaty dla mnie, więc pewnie dlatego nigdy nie połknąłem haczyka. Już przy Computerworld zacząłem się z lekka nudzić, więc co to by było podczas słuchania całej płyty? Ale Czez wspomniał, że to po DM jego drugi ulubiony zespół, więc pewnie i tak mnie to nie ominie.
Dead Sea Navigators – One of Us
3 kolejka i Hien znów nie zawodzi! Nie wiedziałem nawet, że taka muzyka jest w Izolacji, bo nigdy tych radyjek w grze nie słuchałem. Ze strachu nigdy nie przyszło mi to nawet do głowy.
Utwór jest naprawdę rewelacyjny i podoba mi się w nim wszystko. Od pierwszych sekund jest bardzo klimatycznie. Lubię takie intra oparte na perkusji (ala Useless). Potem pięknie pogrywające pianino, czyli znowu coś, co bardzo lubię, fajna gitara w refrenie no i świetny głos wokalisty. Wiadomo, że chujowy wokal potrafi zabić nawet najlepszy utwór. Tutaj jest z tym naprawdę świetnie. I wokalista przy wyższych rejestrach rzeczywiście przypomina nieco Bowiego.
Podobają mi się też w utworze zmiany dynamiki - to cicho i spokojnie, to głośno i zdecydowanie i tak na przemian.
Ten utwór ma wszystko to, co lubię w muzyce i jest to dla mnie zdecydowany nr 1 tej kolejki.
Stachursky – Dosko
Co ja się mam z tym Melkim. Istne utrapienie. Janerka, Jethro Tull i teraz Stachursky. Bóg raczy wiedzieć, co jeszcze wymyśli.
A na poważnie – kolejna jego propozycja, której muszę powiedzieć zdecydowane nie. Nie lubię Stachurskyego, jego muzyki i nie lubię jego głosu. I nic mnie nie przekona do zmiany zdania. Takie disco to kompletnie nie mój świat. Nawet nie wiem, co tu jeszcze napisać. Szanuję wybór i odwagę Melkiego, każdy ma prawo lubić i słuchać co chce. I fajnie, że się na nikogo nie ogląda, tylko rzuca, co mu w duszy gra. No ale ja się jednak na tego wykonawcę nie połaszę.
Kasia Kowalska – Coś Optymistycznego
Mintaj wciąż trzyma przyzwoity poziom. Coś optymistycznego, to taki optymistyczny utwór, który chyba każdy zna, albo chociaż kojarzy. Nie słucham radia, ale jak już czasem się zdarzy, to często można to usłyszeć. Kasia Kowalska to taka wokalistka, którą dosyć lubię i szanuję. Nie, nie znam jej całej dyskografii, ale bardzo lubię jej albumy Gemini, Koncert inaczej i trochę innych utworów. Bardzo fajnie skowerowała też Enjoy The Silence. Kowalska ma naprawdę fajny i dosyć charakterystyczny głos. I mimo, że akurat Coś optymistycznego nie należy do grona moich najbardziej ulubionych utworów Kasi, to jak gdzieś leci, to zawsze chętnie posłucham.
Banco de Gaia feat. Jennifer Folker – Obsidian
Tak jak dev alias Dave zainteresował mnie albumem Karla Hyde’a oraz dwoma wcześniejszymi utworami, tak tutaj już niekoniecznie. Nie mówię, że nie da się tego posłuchać. Jak gdzieś tam w tle by leciało, to by leciało, ale żebym chciał to włączyć wieczorem do posłuchania – co to, to nie. Wynudziłbym się pewnie okrutnie. Podobno to numer klubowy/tranceowy, a to już na pewno nie dla mnie. Po prostu pewne gatunki muzyczne mnie nie interesują.
Właściwie po opisie Hiena nie mam za dużo do dodania, bo zupełnie się nim zgadzam. Nawet proponowane przez Hiena okoliczności słuchania takiej muzyki idealnie mi pasują.
Fajnie sobie bas pogrywa od samego początku. Potem gitarowe wygibasy, bębenki, jazzujący flet i klawisze w tle. Nóżka chodzi cały czas. Momentów wokalnych jest w sumie dosyć mało, ale facet ma fajny głos. Całość wkręca się mózg tym bardziej, im więcej się tego słucha.
Nie grałem nigdy w GTA, tylko patrzyłem, jak szwagier pociska, ale myślę, że to utwór idealny do jazdy samochodem i to nie tylko wirtualnym.
Jeszcze parę lat temu bym pewnie taką muzyką pogardził, ale pozmieniało mi się, oj pozmieniało.
Maanam – Się ściemnia
Tutaj też mi się pozmieniało, ale w odwrotną stronę. W latach 90’ słuchałem takiej muzyki, słuchałem nawet Maanam i to sporo, ale kompletnie mi przeszło. Teraz po usłyszeniu czegoś takiego tylko się wzdrygam. Szczególnie jak słyszę to charakterystyczne brzmienie gitary, które w tamtych czasach używała chyba połowa polskich zespołów. Nie lubię głosu Kory, ani sposobu jej śpiewania.
Stripped napisał, że Dragon go zawodzi swoimi propozycjami. Ja z kolei bałem się jego propozycji, bo myślałem, że zaleje nas klubowym lub hip-hopowym brzmieniem. Tymczasem Dragon rzuca rzeczy, których bym się po nim nie spodziewał. Niestety jeszcze ani razu nie trafiło się nic dla mnie. Ale liczę, że wreszcie to nastąpi.
Kraftwerk – Computerworld
To, że Czez wrzuca Kraftwerk w ogóle mnie nie dziwi, bo trochę go znam i wiem, że lubi takie klimaty. Ja jakoś nigdy nie wciągnąłem się w muzykę tego zespołu. Nie znam oczywiście ich dyskografii, ale to czy owo się słyszało. Jednak nigdy nie pomyślałem sobie – muszę to mieć, muszę tego posłuchać. Ich muzyka absolutnie mi nie przeszkadza, ale chyba jest dla mnie trochę taka zbyt mechaniczna, bezduszna. Nawet wokal nierzadko przetworzony brzmi, jakby śpiewał jakiś robot. No i zdecydowanie nie jestem jednak fanem języka niemieckiego. Tak więc nie są to wymarzone klimaty dla mnie, więc pewnie dlatego nigdy nie połknąłem haczyka. Już przy Computerworld zacząłem się z lekka nudzić, więc co to by było podczas słuchania całej płyty? Ale Czez wspomniał, że to po DM jego drugi ulubiony zespół, więc pewnie i tak mnie to nie ominie.
Dead Sea Navigators – One of Us
3 kolejka i Hien znów nie zawodzi! Nie wiedziałem nawet, że taka muzyka jest w Izolacji, bo nigdy tych radyjek w grze nie słuchałem. Ze strachu nigdy nie przyszło mi to nawet do głowy.
Utwór jest naprawdę rewelacyjny i podoba mi się w nim wszystko. Od pierwszych sekund jest bardzo klimatycznie. Lubię takie intra oparte na perkusji (ala Useless). Potem pięknie pogrywające pianino, czyli znowu coś, co bardzo lubię, fajna gitara w refrenie no i świetny głos wokalisty. Wiadomo, że chujowy wokal potrafi zabić nawet najlepszy utwór. Tutaj jest z tym naprawdę świetnie. I wokalista przy wyższych rejestrach rzeczywiście przypomina nieco Bowiego.
Podobają mi się też w utworze zmiany dynamiki - to cicho i spokojnie, to głośno i zdecydowanie i tak na przemian.
Ten utwór ma wszystko to, co lubię w muzyce i jest to dla mnie zdecydowany nr 1 tej kolejki.
Stachursky – Dosko
Co ja się mam z tym Melkim. Istne utrapienie. Janerka, Jethro Tull i teraz Stachursky. Bóg raczy wiedzieć, co jeszcze wymyśli.
A na poważnie – kolejna jego propozycja, której muszę powiedzieć zdecydowane nie. Nie lubię Stachurskyego, jego muzyki i nie lubię jego głosu. I nic mnie nie przekona do zmiany zdania. Takie disco to kompletnie nie mój świat. Nawet nie wiem, co tu jeszcze napisać. Szanuję wybór i odwagę Melkiego, każdy ma prawo lubić i słuchać co chce. I fajnie, że się na nikogo nie ogląda, tylko rzuca, co mu w duszy gra. No ale ja się jednak na tego wykonawcę nie połaszę.
Kasia Kowalska – Coś Optymistycznego
Mintaj wciąż trzyma przyzwoity poziom. Coś optymistycznego, to taki optymistyczny utwór, który chyba każdy zna, albo chociaż kojarzy. Nie słucham radia, ale jak już czasem się zdarzy, to często można to usłyszeć. Kasia Kowalska to taka wokalistka, którą dosyć lubię i szanuję. Nie, nie znam jej całej dyskografii, ale bardzo lubię jej albumy Gemini, Koncert inaczej i trochę innych utworów. Bardzo fajnie skowerowała też Enjoy The Silence. Kowalska ma naprawdę fajny i dosyć charakterystyczny głos. I mimo, że akurat Coś optymistycznego nie należy do grona moich najbardziej ulubionych utworów Kasi, to jak gdzieś leci, to zawsze chętnie posłucham.
Banco de Gaia feat. Jennifer Folker – Obsidian
Tak jak dev alias Dave zainteresował mnie albumem Karla Hyde’a oraz dwoma wcześniejszymi utworami, tak tutaj już niekoniecznie. Nie mówię, że nie da się tego posłuchać. Jak gdzieś tam w tle by leciało, to by leciało, ale żebym chciał to włączyć wieczorem do posłuchania – co to, to nie. Wynudziłbym się pewnie okrutnie. Podobno to numer klubowy/tranceowy, a to już na pewno nie dla mnie. Po prostu pewne gatunki muzyczne mnie nie interesują.
-
Czez
- Posty: 9728
- Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
- Ulubiony utwór: Cala masa
- Lokalizacja: Glasgow
Lonnie Liston Smith - Expansions
Stripped, naprawde mi przypadlo do gustu. Nie zebym kwiczal i rwal wlosy, ale po pierwsze nie odrzucilo mnie, a po drugie nawet wciagnelo. Fajny bit, fajne instrumenty. Bo jesli lubie jakis jazz, to wlasnie taki, funkowy. To kolejna piosenka z rodzaju tych, ktore jak slysze, to nie przelacze stacji radiowej. A jak mam odpowiedni do tego nastroj to nawet sie wczuje.
Maanam - Sie Sciemnia
Maanam lubie i szanuje. Ale tez nie jestem jakims ich fanatykiem. W tej piosence jak zwykle na pierwszym planie wystepuje Kora, ze swoim charyzmatycznym wokalem. Tutaj wyjatkowo ostro pokazuje swoj pazur. Muzyka oczywiscie w klimacie Maanamu, czyli fajna, charakterystyczny sposob grania na gitarze, no i jest elektronika, ale w tym utworze to jednak zdecydowanie dominuje Kora.
Fun fact: moja nastepna piosenka w kolejce to tez Maanam
Susanne Sundfør - Rome
Bardzo mi sie spodobalo co uslyszalem. Fajne dzwieki, efekty, brzmienia. Ale ten wokal... tak sinusoidalnie. Czasami bardzo dobry, ale tez czasami jakby Zuzia wrecz falszowala. Widocznie taka kompozycja. I to jedno przypisalbym na minus. A ktos sluchajac tego pomyslal, ze rownie dobrze to mogla byc piosdnka DM, ale tego do 86 roku?
Dead Sea Navigators - One Of Us
Fajne. Kompozycja utworu mi sie podoba. Powoli wchodza kolejne instrumenty dodajac cos od siebie, a wokal tez jest jednym z nich. Jest tak jak pisales Hien. Potem wszystko laczy sie i nastepuje kulminacja. Ale co wazne, kazdy instrument slychac tyle ile potrzeba. Przy czym kolejnosc instrumentow nie jest bez znaczenia. Gdyby pierwszy byl np. fortepian, to juz by nie bylo to. Ten wszedl w odpowiednim momencie. Takze tyle w temacie tej piosenki. Powiem jeszcze raz, ze fajne, ale czy od siebie wroce kiedys do tego... nie wiem.
Stachursky - Dosko
Stachurski to kolejny wykonawca, ktory mi nie przeszkadza, a czasami nawet robi robote. Oczywiscie wszystko zalezy od okolicznosci. Jego wokal jest bardzo charakterystyczny i to nadaje charakter jego piosenka. Dosko to dla mnie taka dyskotekowa sieczka, no ale w takich utworach wlasnie o to chodzi, zeby sie wyskakac. No ai sama kompozycja w tym kontekscie jest naprawde dobra.
Banco de Gaia feat. Jennifer Folker - Obsidian
Pierwsza mysl byla taka, ze interesujacy tytul. Jak przesluchalem, to od razu pojawilo sie pytanie, czy ja to juz kiedys slyszalem. No i nie wiem. Potem bylo drugie pytanie: czy jak za kilka lat to uslysze, to czy bede pamietal, ze to juz slyszalem? A piosenka jawi mi sie w dwoch wersjach. Jedna, to niczym nie wyrozniajaca sie muzyka. Taka monotonna i bezplciowa. Ale druga to spiew. O, i tu jest bardzo ciekawie. Wokal sam w sobie jest dobry, ale jeszcze ciekawsze jest jego uzycie. I to dzieki temu wokalowi ta piosenka zyskala jakas moja sympatie.
Kasia Kowalska - Cos Optymistycznego
Ci powiem Mintaj, ze Kasie ogolnie lubie i nie dlatego, ze spiewala ETS. A Cos Optymistycznego to juz wogole. Fajna muzyka no i jej glos. Ponadto lubie bas, a tu fajnie go slychac no i ta sekcja brass jak to sie po angielsku mowi, czyli mosiadz, tzn trabki. Jej utwory sa niby spokojne, ale z piorunami. Maja jakis pazur. No i to mi sie podoba.
Fun fact: mialem kiedys laske, ktora nazywala sie tak samo.
Stripped, naprawde mi przypadlo do gustu. Nie zebym kwiczal i rwal wlosy, ale po pierwsze nie odrzucilo mnie, a po drugie nawet wciagnelo. Fajny bit, fajne instrumenty. Bo jesli lubie jakis jazz, to wlasnie taki, funkowy. To kolejna piosenka z rodzaju tych, ktore jak slysze, to nie przelacze stacji radiowej. A jak mam odpowiedni do tego nastroj to nawet sie wczuje.
Maanam - Sie Sciemnia
Maanam lubie i szanuje. Ale tez nie jestem jakims ich fanatykiem. W tej piosence jak zwykle na pierwszym planie wystepuje Kora, ze swoim charyzmatycznym wokalem. Tutaj wyjatkowo ostro pokazuje swoj pazur. Muzyka oczywiscie w klimacie Maanamu, czyli fajna, charakterystyczny sposob grania na gitarze, no i jest elektronika, ale w tym utworze to jednak zdecydowanie dominuje Kora.
Fun fact: moja nastepna piosenka w kolejce to tez Maanam
Susanne Sundfør - Rome
Bardzo mi sie spodobalo co uslyszalem. Fajne dzwieki, efekty, brzmienia. Ale ten wokal... tak sinusoidalnie. Czasami bardzo dobry, ale tez czasami jakby Zuzia wrecz falszowala. Widocznie taka kompozycja. I to jedno przypisalbym na minus. A ktos sluchajac tego pomyslal, ze rownie dobrze to mogla byc piosdnka DM, ale tego do 86 roku?
Dead Sea Navigators - One Of Us
Fajne. Kompozycja utworu mi sie podoba. Powoli wchodza kolejne instrumenty dodajac cos od siebie, a wokal tez jest jednym z nich. Jest tak jak pisales Hien. Potem wszystko laczy sie i nastepuje kulminacja. Ale co wazne, kazdy instrument slychac tyle ile potrzeba. Przy czym kolejnosc instrumentow nie jest bez znaczenia. Gdyby pierwszy byl np. fortepian, to juz by nie bylo to. Ten wszedl w odpowiednim momencie. Takze tyle w temacie tej piosenki. Powiem jeszcze raz, ze fajne, ale czy od siebie wroce kiedys do tego... nie wiem.
Stachursky - Dosko
Stachurski to kolejny wykonawca, ktory mi nie przeszkadza, a czasami nawet robi robote. Oczywiscie wszystko zalezy od okolicznosci. Jego wokal jest bardzo charakterystyczny i to nadaje charakter jego piosenka. Dosko to dla mnie taka dyskotekowa sieczka, no ale w takich utworach wlasnie o to chodzi, zeby sie wyskakac. No ai sama kompozycja w tym kontekscie jest naprawde dobra.
Banco de Gaia feat. Jennifer Folker - Obsidian
Pierwsza mysl byla taka, ze interesujacy tytul. Jak przesluchalem, to od razu pojawilo sie pytanie, czy ja to juz kiedys slyszalem. No i nie wiem. Potem bylo drugie pytanie: czy jak za kilka lat to uslysze, to czy bede pamietal, ze to juz slyszalem? A piosenka jawi mi sie w dwoch wersjach. Jedna, to niczym nie wyrozniajaca sie muzyka. Taka monotonna i bezplciowa. Ale druga to spiew. O, i tu jest bardzo ciekawie. Wokal sam w sobie jest dobry, ale jeszcze ciekawsze jest jego uzycie. I to dzieki temu wokalowi ta piosenka zyskala jakas moja sympatie.
Kasia Kowalska - Cos Optymistycznego
Ci powiem Mintaj, ze Kasie ogolnie lubie i nie dlatego, ze spiewala ETS. A Cos Optymistycznego to juz wogole. Fajna muzyka no i jej glos. Ponadto lubie bas, a tu fajnie go slychac no i ta sekcja brass jak to sie po angielsku mowi, czyli mosiadz, tzn trabki. Jej utwory sa niby spokojne, ale z piorunami. Maja jakis pazur. No i to mi sie podoba.
Fun fact: mialem kiedys laske, ktora nazywala sie tak samo.
Enjoy The Silence
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Lonnie Liston Smith - Expansions
Opowiem na początku anegdotkę: mimo tego, iż spędziłem znaczą częśc gimnazjum na grze w Vice City prawie w ogóle nie znam soundtracku doń. Mieliśmy z bratem jakąś średnio legalną wersję, na płycie której było napisane NO AUDIO i faktycznie - gdy instalowaliśmy z niej tę grę to pliki dźwiękowe wg instalatora ważyły 0 MB. Po latach się okazało, że wystarczyło odczekać parę minut, a ścieżka dźwiękowa wczytywała się w całości...
Sam utwór - rewelka, coś czuję że to będzie mój faworyt tej kolejki. Ktoś kiedyś powiedział, ze pisanie o muzyce jest jak tańczenie o architekturze - tutaj miał rację, ta rzecz po prostu ma SWING i nie wiem o czym tu pieprzyć, wystarczy posłuchać jak to buja.
Kraftwerk - Computerwelt
No i Czez wyjechał z klasykiem.
Mam pustkę przy pisaniu o klasykach takich jak Kraftwerk. To po prostu świetna muzyka, o której każdy powiedział wszystko już dawno i ja niczego nowego nie dodam. Świetne otwarcie świetnej płyty, kocham to jak relatywnie prostymi środkami osiągnięto tu klimat, uwielbiam to zdehumanizowane, robotyczne brzmienie. Jeśli roboty mają przejąć władzę nad ludzkością i w swoich robocich filharmoniach grać taką muzykę - czekam z utęsknieniem na bunt maszyn
Susanne Sundfor - Rome
Nie słuchałem jakoś nigdy tej pani, ale brzmi na kogoś, kim mógłbym się zajarać jakąś dekadę temu, gdy lubiłem takie synthpopowe granie rodem ze Skandynawii. A tu nawet nie trzeba było zwracać uwagi na to smieszne o w nazwisku, ten kawałek maksymalnie brzmi skandynawskoelektronicznie. Kupuję to i też czuję, że będę do twórczości tej pani wracał.
Może jedynie bym to intro obciął o trochę, bo jednak za długie. Nie wiem, może to kwestia tego, że jestem w tym momencie rozmemłany jak wokale na płycie, którą wrzucał dev i mam nastrój na bardziej skondensowaną muzykę.
Stachursky - Dosko
xD
Melki, ty wariaciexD
W kategorii muzycznego mema nawet to było śmieszne. W 2009 roku. Dla mnie z 2009 roku.
Doceniam za zasługi dla polskiego niezalu - obiło mi się o uszy, że dużo ludzi na "polskim" RYMie dostało bany za masowe ocenianie "2009" na 5/5.
Sorki, że znowu się rozdrabniam, ale serio padam na pysk i reszta wleci jutro.
Opowiem na początku anegdotkę: mimo tego, iż spędziłem znaczą częśc gimnazjum na grze w Vice City prawie w ogóle nie znam soundtracku doń. Mieliśmy z bratem jakąś średnio legalną wersję, na płycie której było napisane NO AUDIO i faktycznie - gdy instalowaliśmy z niej tę grę to pliki dźwiękowe wg instalatora ważyły 0 MB. Po latach się okazało, że wystarczyło odczekać parę minut, a ścieżka dźwiękowa wczytywała się w całości...
Sam utwór - rewelka, coś czuję że to będzie mój faworyt tej kolejki. Ktoś kiedyś powiedział, ze pisanie o muzyce jest jak tańczenie o architekturze - tutaj miał rację, ta rzecz po prostu ma SWING i nie wiem o czym tu pieprzyć, wystarczy posłuchać jak to buja.
Kraftwerk - Computerwelt
No i Czez wyjechał z klasykiem.
Mam pustkę przy pisaniu o klasykach takich jak Kraftwerk. To po prostu świetna muzyka, o której każdy powiedział wszystko już dawno i ja niczego nowego nie dodam. Świetne otwarcie świetnej płyty, kocham to jak relatywnie prostymi środkami osiągnięto tu klimat, uwielbiam to zdehumanizowane, robotyczne brzmienie. Jeśli roboty mają przejąć władzę nad ludzkością i w swoich robocich filharmoniach grać taką muzykę - czekam z utęsknieniem na bunt maszyn
Susanne Sundfor - Rome
Nie słuchałem jakoś nigdy tej pani, ale brzmi na kogoś, kim mógłbym się zajarać jakąś dekadę temu, gdy lubiłem takie synthpopowe granie rodem ze Skandynawii. A tu nawet nie trzeba było zwracać uwagi na to smieszne o w nazwisku, ten kawałek maksymalnie brzmi skandynawskoelektronicznie. Kupuję to i też czuję, że będę do twórczości tej pani wracał.
Może jedynie bym to intro obciął o trochę, bo jednak za długie. Nie wiem, może to kwestia tego, że jestem w tym momencie rozmemłany jak wokale na płycie, którą wrzucał dev i mam nastrój na bardziej skondensowaną muzykę.
Stachursky - Dosko
xD
Melki, ty wariaciexD
W kategorii muzycznego mema nawet to było śmieszne. W 2009 roku. Dla mnie z 2009 roku.
Doceniam za zasługi dla polskiego niezalu - obiło mi się o uszy, że dużo ludzi na "polskim" RYMie dostało bany za masowe ocenianie "2009" na 5/5.
Sorki, że znowu się rozdrabniam, ale serio padam na pysk i reszta wleci jutro.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
RYM to jest naprawdę komiczne miejsce.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Poprawka - to co słyszysz to właśnie elektryczne pianino Lonniego. Również te pseudo-smyczki to jego klawisze. A na wokalu śpiewa tu Donald Smith jego bratshodan pisze:08 lut 2022 15:26Lonnie Liston Smith – Expansions
Fajnie sobie bas pogrywa od samego początku. Potem gitarowe wygibasy, bębenki, jazzujący flet i klawisze w tle.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Dwa pytania:
1. Czy Melki z tego tematu też rezygnujesz? Krótka piłka.
2. Ile dni potrzeba Mentosowi na drugą połowę recenzji?
Jak wszystkich tak będzie trzeba upominać, to tę gra szlag trafi szybciej niż Norbiego w Jaka to melodia.
1. Czy Melki z tego tematu też rezygnujesz? Krótka piłka.
2. Ile dni potrzeba Mentosowi na drugą połowę recenzji?
Jak wszystkich tak będzie trzeba upominać, to tę gra szlag trafi szybciej niż Norbiego w Jaka to melodia.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Zero, dzisiaj jeszcze wjeżdza
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Dead Sea Navigators - One Of Us
Pierwsza impresja: mega mi się podoba ta okładka, ona jest jak taka hmmmm nie przychodzi mi do głowy słowo, którym mógłbym ją określić, ale jak ją widzę to się czuję, jakbym wysiadał na dworcu po dojechaniu do miejsca, gdzie czuje się komfortowo i spotka mnie coś dobrego.
Druga: ten wokal brzmi trochę jak podrabiany Tim Bowness.
Trzecia: Babciu, to jest zajebiste. Wchodzi mi to jak masło, bardzo fajne granie. Ja dopiero niedawno naprawdę polubiłem Radiohead i jakoś tak bardziej polubiłem szeroko pojętą alternatywę, a to jest dokładnie coś, czego potrzebowałem. Ogarnę sobie jakieś płyty na bank.
Banco de Gaia - Obsidian
Jara mnie niesamowicie to, jak mocna jest ta kolejka zabawy. Pomijając Stachurskiego wszystko trzyma tu przynajmniej solidny poziom, a większości rzeczy nie znałem, toteż mam dużo fajności do obczajania.
Tutaj nie jest też inaczej. Naprawdę fajna piosenka, do której będę wracać, bo czuję, że z każdym kolejnym odsłuchem będzie coraz lepiej (mam dziwne wrażenie, że pisałem to tutaj sto razy xD). Lubię takie brzmienie, lubię takie wokalizy, lubię takie budowanie klimatu, strasznie mi się to kojarzy z Luomo, a to plus generalnie, bo ja Luomo lubię.
Jak więc widać, przy tej muzyce wychodzę na człowieka do szpiku kości przepełnionego sympatią. To tez jest jakiś plus.
Maanam - Się Ściemnia
Całkiem lubiłem pierwszą płytę Maanam, bo brzmiała totalnie jak polska odpowiedź na Talking Heads i nieźle mnie to zaskoczyło w swoim czasie. Później jakoś nie wgłębiałem się w ich twórczość, sama Kora to raczej dość obojętna mi postać, ale generalnie mam dużo sympatii (też mi novum...) do tego zespołu. W ogóle ówczesny polski rock był spoko i myślę, że pewnie przynajmniej jeszcze jeden jego reprezentant z mojej strony się tu pojawi.
Ale tutaj... nie wiem, nie powiem nic złego, ale totalnie nie czuję się porwany, nie wiem, chyba nie do końca czuję tę piosenkę. Przyjemnie sobie przeleciała, teledysk jest fajny, ale piać z zachwytu nie będę, w moim topie życia też raczej jej nie będzie. Takie raczej ok, ale gdybym miał klasyfikować te wrzuty to chyba tylko Dosko byłoby niżej.
Wiem, że znowu opóźniam wam zabawę, ale nie będę się tłumaczył jak uczniak xD
W każdym razie jeszcze raz dzięki za dawkę naprawdę fajnej muzyki i nawet Melkiemu dziękuje za to Dosko, bo przypomniał mi jednak stare, średnie czasy i jedną zabawną akcję. Mam nadzieję, że pisząc to nie spierdolę i nie sprawię, że wrzucicie rzeczy, które mnie zamęczą xD
Pierwsza impresja: mega mi się podoba ta okładka, ona jest jak taka hmmmm nie przychodzi mi do głowy słowo, którym mógłbym ją określić, ale jak ją widzę to się czuję, jakbym wysiadał na dworcu po dojechaniu do miejsca, gdzie czuje się komfortowo i spotka mnie coś dobrego.
Druga: ten wokal brzmi trochę jak podrabiany Tim Bowness.
Trzecia: Babciu, to jest zajebiste. Wchodzi mi to jak masło, bardzo fajne granie. Ja dopiero niedawno naprawdę polubiłem Radiohead i jakoś tak bardziej polubiłem szeroko pojętą alternatywę, a to jest dokładnie coś, czego potrzebowałem. Ogarnę sobie jakieś płyty na bank.
Banco de Gaia - Obsidian
Jara mnie niesamowicie to, jak mocna jest ta kolejka zabawy. Pomijając Stachurskiego wszystko trzyma tu przynajmniej solidny poziom, a większości rzeczy nie znałem, toteż mam dużo fajności do obczajania.
Tutaj nie jest też inaczej. Naprawdę fajna piosenka, do której będę wracać, bo czuję, że z każdym kolejnym odsłuchem będzie coraz lepiej (mam dziwne wrażenie, że pisałem to tutaj sto razy xD). Lubię takie brzmienie, lubię takie wokalizy, lubię takie budowanie klimatu, strasznie mi się to kojarzy z Luomo, a to plus generalnie, bo ja Luomo lubię.
Jak więc widać, przy tej muzyce wychodzę na człowieka do szpiku kości przepełnionego sympatią. To tez jest jakiś plus.
Maanam - Się Ściemnia
Całkiem lubiłem pierwszą płytę Maanam, bo brzmiała totalnie jak polska odpowiedź na Talking Heads i nieźle mnie to zaskoczyło w swoim czasie. Później jakoś nie wgłębiałem się w ich twórczość, sama Kora to raczej dość obojętna mi postać, ale generalnie mam dużo sympatii (też mi novum...) do tego zespołu. W ogóle ówczesny polski rock był spoko i myślę, że pewnie przynajmniej jeszcze jeden jego reprezentant z mojej strony się tu pojawi.
Ale tutaj... nie wiem, nie powiem nic złego, ale totalnie nie czuję się porwany, nie wiem, chyba nie do końca czuję tę piosenkę. Przyjemnie sobie przeleciała, teledysk jest fajny, ale piać z zachwytu nie będę, w moim topie życia też raczej jej nie będzie. Takie raczej ok, ale gdybym miał klasyfikować te wrzuty to chyba tylko Dosko byłoby niżej.
Wiem, że znowu opóźniam wam zabawę, ale nie będę się tłumaczył jak uczniak xD
W każdym razie jeszcze raz dzięki za dawkę naprawdę fajnej muzyki i nawet Melkiemu dziękuje za to Dosko, bo przypomniał mi jednak stare, średnie czasy i jedną zabawną akcję. Mam nadzieję, że pisząc to nie spierdolę i nie sprawię, że wrzucicie rzeczy, które mnie zamęczą xD
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Jako ultras no-man, nie mogę się z tym zgodzić xD Steph nie ma tego airy quality, którym tak mistrzowsko (może nawet zbyt mistrzowsko, bo się w tym zakonserwował) operuje Bowness. Poza tym jego wokal, mimo wszystko, jest zbyt szorstki i funkcjonuje w tak niskich rejestrach, że jakiekolwiek porównania z Tymoteuszem nigdy nie przyszły mi do głowy podczas słuchania Dead Sea Navigators. Bardziej (oprócz Bowiego) kojarzy mi się z innym wokalistą, ale nie chce pisać z kim, bo planuję go umieścić w jednym z zestawień i szkoda robić spoilery. Wrócę do tego tematu kiedy przyjdzie na to czas.
Jeśli chodzi o "alternatywę" to ja już ("już" od kilkunastu lat) nie wiem co to tak naprawdę znaczy. Ale o ile Radiohead robi takie susy stylistyczne, że chyba faktycznie jeśli ktoś musi klasyfikować muzykę, to nie ma innego wyjścia jak ująć ich jako "alternatywę" to DSN są, czasami nawet przytłaczająco, klasyczni w brzmieniu. Ale ja tych łat po prostu nie ogarniam, to się nie będę rzucał jak Popiełuszko w bagażniku, może jakaś dyskusja się tu wytworzy i ktoś mi pomoże zrozumieć xd
W sumie rel. Dużo czasu pod koniec 2018 r. i w ciągu 2019 r. spędziłem właśnie na dworcach, a dokładniej na dwóch konkretnych dworcach, w dwóch konkretnych miastach xD I kiedy wysiadałem z pociągu na tym lekko obsranym, przyklejonym do galerii Głównym, to właśnie czułem ten komfort i pewność, że spotka mnie coś dobrego. Takie momenty się w tym obsranym życiu pamięta na zawsze xD Inaczej będę na tę okładkę patrzył.mintaj pisze:11 lut 2022 21:29jakbym wysiadał na dworcu po dojechaniu do miejsca, gdzie czuje się komfortowo i spotka mnie coś dobrego.
Tbh jeżeli ktoś się "czepia" Ralf und Florian, to powinien iść do laryngologa.Dragon pisze:08 lut 2022 15:01Można się czepiać tych niewznawianych płyt nagranych przed Autobahnem,
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Ja zaglądałem w takie miejsca, że i Ralf und Florian robi ludziom problem. A przecież to taka poczciwa płyta z doskonale pasującą okładką. Chociaż z drugiej strony... potem samym autorom nie pasowała xD
Ja w temacie "alternatywy" mam lekką sieczkę w głowie, nie wiem czy chcę wiedzieć, co to określenie oznacza. Jeszcze większy potworek językowy niż "depeszowy" przymiotnik. Jak byłem malutkim chłopcem to pamiętam, że kiedyś Janerka występował przedstawiany jako muzyk alternatywny.
Ja w temacie "alternatywy" mam lekką sieczkę w głowie, nie wiem czy chcę wiedzieć, co to określenie oznacza. Jeszcze większy potworek językowy niż "depeszowy" przymiotnik. Jak byłem malutkim chłopcem to pamiętam, że kiedyś Janerka występował przedstawiany jako muzyk alternatywny.
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Ja mam czasem wrażenie, że jako alternatywnych przedstawia się muzyków, którzy nie nagrywali piosenek granych potem przez radia (a i to nie do końca, bo Enjoy The Silence). I to chyba za szerokie ujęcie. Bo co z głównym nurtem rocka? Ich też nie grają RMF-y, a często się o nich pisze "alternatywni", "inni" itd.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Melki, Ty na złość nie odpowiadasz na moje pytanie dot. Twojego udziału, czy sobie robisz jaja?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Aha, bo ja nie zauważyłem pytania 
Serio, teraz je zobaczyłem po raz pierwszy
Biorę udział.
Serio, teraz je zobaczyłem po raz pierwszy
Biorę udział.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No to śmiało Melki, zapodawaj recki 
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Uwaga, cisnę po raz trzeci.
Lonnie Liston Smith - Expansions
Muszę przyznać, że w ogóle nie kojarzę tego kawałka z VC. Może też dlatego, że w tamtym czasie dosłownie gardziłem latynoską muzyką i ze wszystkich stacji w grze nie słuchałem wyłącznie Radio Espantoso (był czas, kiedy nad Espantoso wolałem nawet te gadane stacje, i wtedy odkryłem, jak zabawne te talk shows potrafią być w GTA). Teraz więc słyszałem go najprawdopodobniej po raz pierwszy w życiu i muszę przyznać, że jestem bardzo miło zaskoczony. Numer jest lekki as fuck, a jednocześnie nie stanowi jakiegoś nędznego zapychacza przestrzeni radiowej. W tym kawałku wszystko ze sobą gra, jest tak rozkosznie chillowy. Z powodzeniem mógłby się pojawić na jednej z edycji lubianej przeze mnie serii składanek RAM cafe. Wrzucam do playlisty i z pewnością będę wracał!
Kraftwerk - Computerwelt
Nie wiem, czy to w ogóle wymaga komentarza. Klasyk absolutny. Kraftwerk po kilku utworach poznałem w 2005 roku, ale na serio i na pełnej zacząłem się zagłębiać w ich twórczość jakoś w marcu 2007 (akurat chwilę przed lub chwilę po - już nie pamiętam dokładnie - ukazała się kompilacja 8-bit tribute to Kraftwerk czy coś takiego, którą zassałem z ciekawości, no i tak poszło dalej) i to był jeden z pierwszych odkrytych wtedy albumów. Doskonała czystość bitu, świetnie brzmiące instrumentarium, wszystko jest absolutnie na swoim miejscu. Długo był to mój ulubiony numer z płyty, póki nie wyparło go Computerliebe, ale w konkretnej wersji live. Inna sprawa, że - nawiasem mówiąc - ja z kolei nie mogę przywyknąć do Kraftwerk w języku innym niż niemiecki. Ten po prostu za bardzo do nich pasuje, ta muzyka jest niemiecka do granic. Szkoda, że po TDS właściwie nic się więcej nie ukazało.
Susanne Sundfor - Rome
Gdzieś mi ten głos skakał po głowie i zastanawiałem się, skąd ja go znam. Odpowiedź szybko przyszła - robiła feature u Royksopp na jednym z moich ulubionych od nich kawałków, czyli Running to the Sea. Trochę naiwnie chyba spodziewałem się tutaj podobnych brzmień, a dostałem coś, co brzmi jak dość typowy wyciąg ze skoncentrowanych skandynawskich kawałków popowej alternatywy - Miike Snow, Lykke Li, Royksopp, nawet Jori Hulkkonen (to już nie Skandynawia, ale j*bać), tylko jakoś... mięsa mi brakuje. Końcówka była fajna, zaś co do reszty, o ile muzycznie jeszcze się to dla mnie broni, to tutaj wokal samej Susanne wyjątkowo drążniący ucho. Nie potrafię tego dobrze wyjaśnić, po prostu coś mi w tym nie pasuje. Inna sprawa, że mam trochę alergię na kobiece głosy które w jakiś sposób zbliżają się do Bjork (a ten tu momentami mi się zbliża), choć nie do samej Bjork (ale też nie do końca
). Generalnie długo odnosiłem wrażenie, że jest naręcze skandynawskich wokalistek, które brzmią do siebie okrutnie podobnie. Nie wiem z czego to wynika, ale tutaj jest, well, podobnie. Nie tym razem ^^
Maanam - Się Ściemnia
Do Maanamu mam dziwny stosunek. Jednocześnie ich nie znoszę i lubię, ale tylko w określonych sytuacjach i z określonymi utworami. Ten słyszałem raz kiedyś gdzieś, ale nie przypomnę sobie, kiedy ani gdzie dokładnie. Zabawne, że był czas, kiedy bardzo identyfikowałem się z taką muzyką, zimnofalowe brzmienie, trochę pretensjonalne i dołujące w istocie rzeczy teksty, a teraz jakoś się w tym nie odnajduję. Mam też pewien problem z Korą generalnie - jej głos momentami brzmi genialnie, momentami zaś fatalnie i to jest jeden z tych drugich momentów. Jakoś nie mogłem podejść do tego utworu poważnie, co nie znaczy, że hejtuję cały zespół. No i może jeszcze kiedyś będę musiał do nich wrócić, by bardziej docenić. Jednakowoż nie w tej chwili.
Stachursky - Dosko
Well xD utwór-mem. Doskonale (LOL) pamiętam jego premierę (byłem wtedy na studiach jeszcze) i jaki szał robił na domówkach (do klubów wtedy nie chodziłem). Ma coś w sobie do dziś, muszę przyznać, ale to raczej przez jego memiczną wartość. Nostalgizuję przy nim trochę, ale niewiele więcej. Faktycznie, oczekiwania co do sequela były spore, ale jakoś Dosskozza mi aż tak nie siadła (a to przecież nie było aż tak dawno temu). Wielki Etyzer miał swoje 5 minut, i niech one sobie gdzieś będą.
Dead Sea Navigators - One of Us
Jeden z takich kawałków, które zyskują dla mnie dopiero przy którymś z kolei odsłuchu. Ale zyskują, to jest bardzo na plus. Ma klimat, wokalista faktycznie momentami brzmiał jak Bowie (zwłaszcza to "youuu"), ale ja dosłuchałem się też Yorke'a
utwór buduje się od początku i choć jakiegoś oczywistego climaxu nie ma, to wypełnia wszelką przestrzeń wokół siebie. Znów, szacun za identyfikację, nie wiem, czy bym w ogóle odpalił takie radio (tym gorzej dla mnie). Dorzucam sobie do listy na przyszłość, będę wracał. Trochę creepy wręcz jest ten numer, jeszcze w połączeniu z nazwą grupy... podoba mi się. Obok Lonniego najmocniejszy element tego zestawienia.
Kasia Kowalska - Coś Optymistycznego
Odpaliłem ten numer i poczułem się duuużo młodszy. Nagle są lata 90, starzy wciąż mają bordową Skodę Favorit, zaraz usiądę do rachunków na jutrzejszą matematykę, a potem zanurzę się w lekturze Kaczora Donalda. Mógłbym puścić ten numer w centrum Warszawy AD 2022 i wkręcałbym sobie, że przed Pałacem Kultury wciąż stoi Cricoland. Niektóre utwory mają taki power, i ten do nich zdecydowanie należy. Wideo dość odjazdowe trzeba przyznać, na pewno je widziałem wcześniej. Też ma w sobie chyba wszystko z najntisów, co może. Kolesie ubrani w czarne golfy i sportowe ciemne okulary, laski tańczące w tle tak randomowo że aż głowa boli, no i 3 gitarzystów machających wiosłami w synchro. No i oczywiście sama kreacja Kowalskiej <3 A jeśli chodzi o ten śmieszny film o narkotykach, to polecam go sobie odświeżyć - ja to zrobiłem na jesieni ubiegłego roku, mocna duchologia.
Lonnie Liston Smith - Expansions
Muszę przyznać, że w ogóle nie kojarzę tego kawałka z VC. Może też dlatego, że w tamtym czasie dosłownie gardziłem latynoską muzyką i ze wszystkich stacji w grze nie słuchałem wyłącznie Radio Espantoso (był czas, kiedy nad Espantoso wolałem nawet te gadane stacje, i wtedy odkryłem, jak zabawne te talk shows potrafią być w GTA). Teraz więc słyszałem go najprawdopodobniej po raz pierwszy w życiu i muszę przyznać, że jestem bardzo miło zaskoczony. Numer jest lekki as fuck, a jednocześnie nie stanowi jakiegoś nędznego zapychacza przestrzeni radiowej. W tym kawałku wszystko ze sobą gra, jest tak rozkosznie chillowy. Z powodzeniem mógłby się pojawić na jednej z edycji lubianej przeze mnie serii składanek RAM cafe. Wrzucam do playlisty i z pewnością będę wracał!
Kraftwerk - Computerwelt
Nie wiem, czy to w ogóle wymaga komentarza. Klasyk absolutny. Kraftwerk po kilku utworach poznałem w 2005 roku, ale na serio i na pełnej zacząłem się zagłębiać w ich twórczość jakoś w marcu 2007 (akurat chwilę przed lub chwilę po - już nie pamiętam dokładnie - ukazała się kompilacja 8-bit tribute to Kraftwerk czy coś takiego, którą zassałem z ciekawości, no i tak poszło dalej) i to był jeden z pierwszych odkrytych wtedy albumów. Doskonała czystość bitu, świetnie brzmiące instrumentarium, wszystko jest absolutnie na swoim miejscu. Długo był to mój ulubiony numer z płyty, póki nie wyparło go Computerliebe, ale w konkretnej wersji live. Inna sprawa, że - nawiasem mówiąc - ja z kolei nie mogę przywyknąć do Kraftwerk w języku innym niż niemiecki. Ten po prostu za bardzo do nich pasuje, ta muzyka jest niemiecka do granic. Szkoda, że po TDS właściwie nic się więcej nie ukazało.
Susanne Sundfor - Rome
Gdzieś mi ten głos skakał po głowie i zastanawiałem się, skąd ja go znam. Odpowiedź szybko przyszła - robiła feature u Royksopp na jednym z moich ulubionych od nich kawałków, czyli Running to the Sea. Trochę naiwnie chyba spodziewałem się tutaj podobnych brzmień, a dostałem coś, co brzmi jak dość typowy wyciąg ze skoncentrowanych skandynawskich kawałków popowej alternatywy - Miike Snow, Lykke Li, Royksopp, nawet Jori Hulkkonen (to już nie Skandynawia, ale j*bać), tylko jakoś... mięsa mi brakuje. Końcówka była fajna, zaś co do reszty, o ile muzycznie jeszcze się to dla mnie broni, to tutaj wokal samej Susanne wyjątkowo drążniący ucho. Nie potrafię tego dobrze wyjaśnić, po prostu coś mi w tym nie pasuje. Inna sprawa, że mam trochę alergię na kobiece głosy które w jakiś sposób zbliżają się do Bjork (a ten tu momentami mi się zbliża), choć nie do samej Bjork (ale też nie do końca
Maanam - Się Ściemnia
Do Maanamu mam dziwny stosunek. Jednocześnie ich nie znoszę i lubię, ale tylko w określonych sytuacjach i z określonymi utworami. Ten słyszałem raz kiedyś gdzieś, ale nie przypomnę sobie, kiedy ani gdzie dokładnie. Zabawne, że był czas, kiedy bardzo identyfikowałem się z taką muzyką, zimnofalowe brzmienie, trochę pretensjonalne i dołujące w istocie rzeczy teksty, a teraz jakoś się w tym nie odnajduję. Mam też pewien problem z Korą generalnie - jej głos momentami brzmi genialnie, momentami zaś fatalnie i to jest jeden z tych drugich momentów. Jakoś nie mogłem podejść do tego utworu poważnie, co nie znaczy, że hejtuję cały zespół. No i może jeszcze kiedyś będę musiał do nich wrócić, by bardziej docenić. Jednakowoż nie w tej chwili.
Stachursky - Dosko
Well xD utwór-mem. Doskonale (LOL) pamiętam jego premierę (byłem wtedy na studiach jeszcze) i jaki szał robił na domówkach (do klubów wtedy nie chodziłem). Ma coś w sobie do dziś, muszę przyznać, ale to raczej przez jego memiczną wartość. Nostalgizuję przy nim trochę, ale niewiele więcej. Faktycznie, oczekiwania co do sequela były spore, ale jakoś Dosskozza mi aż tak nie siadła (a to przecież nie było aż tak dawno temu). Wielki Etyzer miał swoje 5 minut, i niech one sobie gdzieś będą.
Dead Sea Navigators - One of Us
Jeden z takich kawałków, które zyskują dla mnie dopiero przy którymś z kolei odsłuchu. Ale zyskują, to jest bardzo na plus. Ma klimat, wokalista faktycznie momentami brzmiał jak Bowie (zwłaszcza to "youuu"), ale ja dosłuchałem się też Yorke'a
Kasia Kowalska - Coś Optymistycznego
Odpaliłem ten numer i poczułem się duuużo młodszy. Nagle są lata 90, starzy wciąż mają bordową Skodę Favorit, zaraz usiądę do rachunków na jutrzejszą matematykę, a potem zanurzę się w lekturze Kaczora Donalda. Mógłbym puścić ten numer w centrum Warszawy AD 2022 i wkręcałbym sobie, że przed Pałacem Kultury wciąż stoi Cricoland. Niektóre utwory mają taki power, i ten do nich zdecydowanie należy. Wideo dość odjazdowe trzeba przyznać, na pewno je widziałem wcześniej. Też ma w sobie chyba wszystko z najntisów, co może. Kolesie ubrani w czarne golfy i sportowe ciemne okulary, laski tańczące w tle tak randomowo że aż głowa boli, no i 3 gitarzystów machających wiosłami w synchro. No i oczywiście sama kreacja Kowalskiej <3 A jeśli chodzi o ten śmieszny film o narkotykach, to polecam go sobie odświeżyć - ja to zrobiłem na jesieni ubiegłego roku, mocna duchologia.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Zanim Melki napisze swoje typy, to ja się wypowiem w kwestii aktualnego stanu tematu. Od momentu rozpoczęcia kolejki minęło 9 dni, z czego cztery dni zajęło Wam wstawienie swoich numerów, co jest trochę śmieszne lol. Potem następne cztery dni na recenzje całych 7 numerów. No, Panowie pls. Zwłaszcza długi okres wrzucania swoich propozycji, to jest śmiech na sali. Danego dnia startuje kolejna kolejka i wszyscy wrzucają, a nie czekają na nie wiadomo co, a jak ruszają recenzje to nie powinno trwać dłużej niż 2-3 dni.
Sorry, ale jeśli Shodan potrafi klepać z okopów, a Murzyn pisać w terminie mając na głowie pracę, czas z żoną i opiekę nad synem, nawet Czez się wyrabia, to nie wiem czy można kogokolwiek innego usprawiedliwić xd Dev się spóźnił, ale w międzyczasie zaliczył brejkap i DWA RAZY był w szpitalu. A i tak się wyrobił przed Melkim. Żeby jeszcze tu się toczyła jakąś dyskusja, ale poza mną, Murzynem, Dragonem i ew Mentosem, to nikt się tutaj szczególnie nie pali do pisania.
To oczekiwanie naprawdę zabija całą radość, która płynie z tej zabawy, więc albo się zepniemy żeby kolejki nie trwały półtora tygodnia, albo to bez sensu
Szykujcie sobie swoje typy w wolnych chwilach i nie czekajcie z tym do rozpoczęcia kolejki, podobnie polecam recenzować sobie numery na bieżąco żeby potem nie było takich jaj, jak Mentos piszący na raty przez trzy dni xd
Podpisano, Hitler
Sorry, ale jeśli Shodan potrafi klepać z okopów, a Murzyn pisać w terminie mając na głowie pracę, czas z żoną i opiekę nad synem, nawet Czez się wyrabia, to nie wiem czy można kogokolwiek innego usprawiedliwić xd Dev się spóźnił, ale w międzyczasie zaliczył brejkap i DWA RAZY był w szpitalu. A i tak się wyrobił przed Melkim. Żeby jeszcze tu się toczyła jakąś dyskusja, ale poza mną, Murzynem, Dragonem i ew Mentosem, to nikt się tutaj szczególnie nie pali do pisania.
To oczekiwanie naprawdę zabija całą radość, która płynie z tej zabawy, więc albo się zepniemy żeby kolejki nie trwały półtora tygodnia, albo to bez sensu
Szykujcie sobie swoje typy w wolnych chwilach i nie czekajcie z tym do rozpoczęcia kolejki, podobnie polecam recenzować sobie numery na bieżąco żeby potem nie było takich jaj, jak Mentos piszący na raty przez trzy dni xd
Podpisano, Hitler
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Ja zauważyłem, że z temacie albumów niektórzy biorą się za dany album dopiero w momencie, gdy rusza już recenzowanie tegoż albumu. Choć tam terminy są jeszcze bardziej rozciągnięte.