Best of Forum (Edycja albumowa)
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Wy słuchajcie Rubyconu, ja zabieram się za "ich" najnowsze Raum 
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Tangerine Dream - Rubycon
O ile o ambiencie Dragona z sąsiedniego tematu napisałem, że się nie zestarzał, tak niestety Rubycon już odrobinę tak. O ile fragmenty bardzo dają radę, to jako całość nie robi już takiego wrażenia, jak zapewne robił te sto lat temu. Ten motoryczny, basowy arp, robi się z czasem irytujący i najlepiej gdyby go w ogóle nie było, bo reszta na tym traci, a jest zwyczajnie lepsza. W zasadzie teraz jak o tym myślę (i odświeżam album), to naprawdę wszystkie te otaczające soundscape’y są fenomenalne, nawet ten trochę na siłę wrzucony melotron. Wszystko jest super, dopóki nie wchodzi ten moog. To się tyczy obu części.
Słychać, że to jest materiał na swój sposób przełomowy, chociaż w 1975 to nie była też jakaś rewolucja, a wydany rok później "Oxygene" Jarra zjada tego typu albumy bez popity. Ale nie chcę się też pastwić nad tym Rubyconem, bo jest spoko. To jest takie elektroniczne kino drogi i w sumie kiedy wyobrażam sobie lot statkiem przez kosmos, to jako soundtrack zaczyna mieć o wiele więcej sensu. Aż dziwię się, że nie wspomina się o tym albumie w kontekście space rocka. Nie znam się aż tak na Tangerine Dream, ale wymiana myśli z Hawkwind wydaje mi się prawdopodobna (coś na zasadzie Recoil/Massive Attack). No, ale nie będę się wymądrzał, ot takie skojarzenie. Ogólnie środki obu części Rubycona uważam za najsłabsze, ale to co je otacza jest super. Może nie robi już takiego wrażenia, co kiedyś, ale to nieistotne. Daję ostrożną okejkę, bo jednego dnia ten album wchodzi mi bardziej, innego w ogóle.
Wspomnę jeszcze o bonusie, który znajduje się na reedycji (którą zassałem dopiero teraz, wcześniej słuchałem ripa ze starszego cd) i nazywa się "Rubycon (Extended Introduction)". Zmiksował go Steven Wilson, wielki fan TD, co zresztą słychać na płytach wczesnego Porcupine Tree czy IEM. To jest chyba jakiś outtake. W każdym razie, to o wiele, wiele lepsze niż oryginalny album.
https://www.youtube.com/watch?v=RW6Ql7gTgGI
O ile o ambiencie Dragona z sąsiedniego tematu napisałem, że się nie zestarzał, tak niestety Rubycon już odrobinę tak. O ile fragmenty bardzo dają radę, to jako całość nie robi już takiego wrażenia, jak zapewne robił te sto lat temu. Ten motoryczny, basowy arp, robi się z czasem irytujący i najlepiej gdyby go w ogóle nie było, bo reszta na tym traci, a jest zwyczajnie lepsza. W zasadzie teraz jak o tym myślę (i odświeżam album), to naprawdę wszystkie te otaczające soundscape’y są fenomenalne, nawet ten trochę na siłę wrzucony melotron. Wszystko jest super, dopóki nie wchodzi ten moog. To się tyczy obu części.
Słychać, że to jest materiał na swój sposób przełomowy, chociaż w 1975 to nie była też jakaś rewolucja, a wydany rok później "Oxygene" Jarra zjada tego typu albumy bez popity. Ale nie chcę się też pastwić nad tym Rubyconem, bo jest spoko. To jest takie elektroniczne kino drogi i w sumie kiedy wyobrażam sobie lot statkiem przez kosmos, to jako soundtrack zaczyna mieć o wiele więcej sensu. Aż dziwię się, że nie wspomina się o tym albumie w kontekście space rocka. Nie znam się aż tak na Tangerine Dream, ale wymiana myśli z Hawkwind wydaje mi się prawdopodobna (coś na zasadzie Recoil/Massive Attack). No, ale nie będę się wymądrzał, ot takie skojarzenie. Ogólnie środki obu części Rubycona uważam za najsłabsze, ale to co je otacza jest super. Może nie robi już takiego wrażenia, co kiedyś, ale to nieistotne. Daję ostrożną okejkę, bo jednego dnia ten album wchodzi mi bardziej, innego w ogóle.
Wspomnę jeszcze o bonusie, który znajduje się na reedycji (którą zassałem dopiero teraz, wcześniej słuchałem ripa ze starszego cd) i nazywa się "Rubycon (Extended Introduction)". Zmiksował go Steven Wilson, wielki fan TD, co zresztą słychać na płytach wczesnego Porcupine Tree czy IEM. To jest chyba jakiś outtake. W każdym razie, to o wiele, wiele lepsze niż oryginalny album.
https://www.youtube.com/watch?v=RW6Ql7gTgGI
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Ja w kwestii formalnej: nie no, nie bawmy się w jakieś kary dla czeza, ja nie wiem czy typ ma zapierdziel w życiu, ale jakoś jestem w stanie skumać że nie ma głowy na fora i tutejsze zabawy.
Proponowałbym w kolejnej turse chociażby wyprobowac taki układ: 3 dni na wrzucenie propozycji i potem założenie odrębnego tematu dla każdej płyty, gdzie domyślnie będziemy dyskutować przez jakis nwm tydzień, a potem szli dalej.
Rozważałem jeszcze jakieś bestofy i fazę pucharowa ale to jednak byłaby przesada xd
Proponowałbym w kolejnej turse chociażby wyprobowac taki układ: 3 dni na wrzucenie propozycji i potem założenie odrębnego tematu dla każdej płyty, gdzie domyślnie będziemy dyskutować przez jakis nwm tydzień, a potem szli dalej.
Rozważałem jeszcze jakieś bestofy i fazę pucharowa ale to jednak byłaby przesada xd
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Jak każda płyta będzie miała mieć osobny temat, to się zrobi mega burdel. Slick musiałby jakąś kategorię nadrzędną zrobić w Music for The Masses, a obstawiam, że to nie wchodzi w grę.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Mentos przecież nikt nie mówił poważnie. Bo niby jaką karę moglibyśmy dać poczciwemu Czezowi? Zakaz wjazdu na teren RP?
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Odcięcie od systemu DEVTS.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Zakaz przekręcania nazwy King Crimson
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Jego ulubione utwory mogłyby też rozpoczynać ligę z ujemnymi punktami. 
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
because mispelling it is a CRIME, SON
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Dobra spamerzy, może by tak który recenzję TD wrzucił?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Po co, i tak zanim Czez nas dogoni wszyscy zdążymy wbić do klubu 10k postów 
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Tangerine Dream - Rubycon
Nigdy świadomie nie słuchałem Tangerine Dream, a jednak to co tutaj słyszę nie jest mi całkiem obce. Na pewno fragmenty pierwszego utworu były wykorzystywane w jakimś programie tv. Słyszę tam też echa subHuman. Albo raczej w subHuman słyszę echa Rubycon.
Nie będę się tu wiele rozwodził - Rubycon po prostu mi się podoba. Ale powtórzę to, co pisałem w sąsiednim temacie o Ancient Leaves - w tę muzykę trzeba się jednak nieco wsłuchać, żeby zadziałała.
Najlepsze są pierwsze minuty każdego z dwóch utworów. Lubię takie tajemnicze i złowrogie klimaty. Szczególnie w Rubycon Part 2.
Ale potem też jest nieźle. I rzeczywiście idealnie by się tego słuchało siedząc w okienku jakiegoś promu podczas podróży przez kosmos lub eksplorowania obcej planetoidy. 

Myślę, że regularnie będę do tego albumu wracał.
Nigdy świadomie nie słuchałem Tangerine Dream, a jednak to co tutaj słyszę nie jest mi całkiem obce. Na pewno fragmenty pierwszego utworu były wykorzystywane w jakimś programie tv. Słyszę tam też echa subHuman. Albo raczej w subHuman słyszę echa Rubycon.
Nie będę się tu wiele rozwodził - Rubycon po prostu mi się podoba. Ale powtórzę to, co pisałem w sąsiednim temacie o Ancient Leaves - w tę muzykę trzeba się jednak nieco wsłuchać, żeby zadziałała.
Najlepsze są pierwsze minuty każdego z dwóch utworów. Lubię takie tajemnicze i złowrogie klimaty. Szczególnie w Rubycon Part 2.
Myślę, że regularnie będę do tego albumu wracał.
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Tangerine Dream - Rubycon
No no, to był fajny odsłuch. Może nie będzie to faworyt rundy, ale będzie bardzo blisko. Hien pisze wyżej, że pewne zagrywki (ahh, te arpy) nie robią już na nim wrażenia, bo generalnie nie robią wrażenia teraz. To prawda, to i owo się zestarzało. Ale nie uprawiam historyzmu, to album z 1975 roku i o ile faktycznie Jarre lepszy, to to jest dobre. Mnie się naprawdę podoba, głównie z dwóch powodów - po pierwsze, arpy zawsze lubiłem, wszędzie xD pulsujące pasaże wygrywane na Moog-like basie brzmią dla mnie zawsze hipnotyzująco, bez względu na to co to za gatunek i utwór. Jeśli zaś chodzi o drugi powód, to po prostu lubię taką hmm elektronikę "ilustracyjną". Znów, to mógłby być soundtrack do jakiegoś programu popularno-naukowego, albo miniatury filmowej nagranej przez studenta 4-go roku Zelwerowicza. Zgadzam się, że brzmi to jak kino drogi, czy raczej muzyka drogi. Siedzę w Voltanie II z Pana Kleksa w Kosmosie i pruję na planetę Mango (Gdynia). Z trzeszczących głośników wydobywają się te właśnie dźwięki, obok przysypia Melośmiacz a w kokpicie siedzi Wilder (serio, ta podpierdolka której nie byłem świadom była tak okrutnie oczywista, że aż usłyszałem Carlę Trevaskis w tle (której głos mnie generalnie męczył zawsze w Allelujah). Ja daję absolutną okejkę, w kosmos prędko nie polecę (może jakiś kwas chociaż), ale na wiosenną wycieczkę po ciemnych zadupiach nocą będzie jak znalazł. W ogóle nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem TD nigdy, do tej pory znałem jedną płytę (Poland hehe), który właściwie jest livem, oraz dwa kawałki - Journey Through the Burning Brain i Song of the Whale (i to w ogóle chyba tylko drugą część?), bo z jakiegoś powodu kojarzyło mi się ze starymi dziadami fapującymi do np. takiego Klausa Schulze, co to już w latach 70. siedzieli po znajomych z tanią wódką i męskimi bez filtra i myśleli jak to by było, gdyby mogli chodzić na te wszystkie gigi i handlować bootlegami. Ale tutaj tego nie czułem, widocznie do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć.
No no, to był fajny odsłuch. Może nie będzie to faworyt rundy, ale będzie bardzo blisko. Hien pisze wyżej, że pewne zagrywki (ahh, te arpy) nie robią już na nim wrażenia, bo generalnie nie robią wrażenia teraz. To prawda, to i owo się zestarzało. Ale nie uprawiam historyzmu, to album z 1975 roku i o ile faktycznie Jarre lepszy, to to jest dobre. Mnie się naprawdę podoba, głównie z dwóch powodów - po pierwsze, arpy zawsze lubiłem, wszędzie xD pulsujące pasaże wygrywane na Moog-like basie brzmią dla mnie zawsze hipnotyzująco, bez względu na to co to za gatunek i utwór. Jeśli zaś chodzi o drugi powód, to po prostu lubię taką hmm elektronikę "ilustracyjną". Znów, to mógłby być soundtrack do jakiegoś programu popularno-naukowego, albo miniatury filmowej nagranej przez studenta 4-go roku Zelwerowicza. Zgadzam się, że brzmi to jak kino drogi, czy raczej muzyka drogi. Siedzę w Voltanie II z Pana Kleksa w Kosmosie i pruję na planetę Mango (Gdynia). Z trzeszczących głośników wydobywają się te właśnie dźwięki, obok przysypia Melośmiacz a w kokpicie siedzi Wilder (serio, ta podpierdolka której nie byłem świadom była tak okrutnie oczywista, że aż usłyszałem Carlę Trevaskis w tle (której głos mnie generalnie męczył zawsze w Allelujah). Ja daję absolutną okejkę, w kosmos prędko nie polecę (może jakiś kwas chociaż), ale na wiosenną wycieczkę po ciemnych zadupiach nocą będzie jak znalazł. W ogóle nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem TD nigdy, do tej pory znałem jedną płytę (Poland hehe), który właściwie jest livem, oraz dwa kawałki - Journey Through the Burning Brain i Song of the Whale (i to w ogóle chyba tylko drugą część?), bo z jakiegoś powodu kojarzyło mi się ze starymi dziadami fapującymi do np. takiego Klausa Schulze, co to już w latach 70. siedzieli po znajomych z tanią wódką i męskimi bez filtra i myśleli jak to by było, gdyby mogli chodzić na te wszystkie gigi i handlować bootlegami. Ale tutaj tego nie czułem, widocznie do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Tangerine Dream - Rubycon
Cieszyłem się na ten odsłuch bo TD planowałem sprawdzić od dawna ale z biegiem lat zainteresowanie moje zmalało i ostatecznie po żaden ich album nigdy nie sięgnąłem chyba. Tym bardziej apetyt lekko zaostrzył mi ten sampel z Rubycon pt. 1 wykorzystany przez Wildera na subHuman. Zaskoczyłem się jednak kiedy spojrzałem na tracklistę i okazało się że płyta składa się z dwóch długich utworów, strony A i B winyla praktycznie, nie byłem pewien jak ten format mi wejdzie bo rzadko ale są wyjątki kiedy wchodzi. Przy okazji odsłuchu doczytałem w końcu o co chodzi z tą "berlińską szkołą" i że to właściwie synonim tej całej kosmische musik, muzyki kosmicznej czyli protoplasty poźniejszego new age, co w sumie dodatkowo zaostrzyło mi apetyt ze względu na fakt że akurat jestem w trakcie fazy na pewien album z nieco podobnych rejonów muzyki. Ale przejdźmy do samego Rubyconu...
Pierwsza część zaczyna się niepozornie różnymi nieuchwytnymi tematami muzycznymi, po 2 minutach syntezatory zaczynają rozgrywać delikatne melodie i dopiero w 8 minucie zaczyna się konkretna jazda gdy wchodzi to motoryczne arpeggio samplowane przez Wildera. Później w różnych momentach mamy charakterystyczne uderzenie klawisza które od razu sprawia że całość przypomina mi One Of These Days od Pink Floyd, a że byli oni pierwsi z tym tematem wygląda to na jawną inspirację Floydami. Mamy nabudowanie klimatu i wyciszenie, osobiście chętniej sięgnę po kawałek PF niż wrócę do tego.
Druga część płyty zaczyna się czymś na kształt wycia duchów tudzież syren alarmu bombowego (sorry takie mam obrazy przed oczyma). Potem tradycyjnie przechodzimy do klu programu czyli typowego arpeggio będącego podstawą dla różnych elektronicznych pejzaży. Muzyka wprowadza słuchacza w trans, stan głębokiego relaksu. Później zaczynają się zawirowania, powracają psychodeliczne wyjące synthy, arpeggio przycicha, słyszymy szum morza, wyciszenie i powrót syntezatorów z bardziej ponurym wydźwiękiem jak z horroru, chwilami czuję się jakbym słuchał intra do Demon Days grupy Gorillaz. Kawałek uspokaja się, wycisza, koniec płyty.
Przesłuchałem, niewiele zapamiętałem, wracać do tego pewnie nie będę. Za leniwy chyba jestem na to xD nie ma bangerów xD
Cieszyłem się na ten odsłuch bo TD planowałem sprawdzić od dawna ale z biegiem lat zainteresowanie moje zmalało i ostatecznie po żaden ich album nigdy nie sięgnąłem chyba. Tym bardziej apetyt lekko zaostrzył mi ten sampel z Rubycon pt. 1 wykorzystany przez Wildera na subHuman. Zaskoczyłem się jednak kiedy spojrzałem na tracklistę i okazało się że płyta składa się z dwóch długich utworów, strony A i B winyla praktycznie, nie byłem pewien jak ten format mi wejdzie bo rzadko ale są wyjątki kiedy wchodzi. Przy okazji odsłuchu doczytałem w końcu o co chodzi z tą "berlińską szkołą" i że to właściwie synonim tej całej kosmische musik, muzyki kosmicznej czyli protoplasty poźniejszego new age, co w sumie dodatkowo zaostrzyło mi apetyt ze względu na fakt że akurat jestem w trakcie fazy na pewien album z nieco podobnych rejonów muzyki. Ale przejdźmy do samego Rubyconu...
Pierwsza część zaczyna się niepozornie różnymi nieuchwytnymi tematami muzycznymi, po 2 minutach syntezatory zaczynają rozgrywać delikatne melodie i dopiero w 8 minucie zaczyna się konkretna jazda gdy wchodzi to motoryczne arpeggio samplowane przez Wildera. Później w różnych momentach mamy charakterystyczne uderzenie klawisza które od razu sprawia że całość przypomina mi One Of These Days od Pink Floyd, a że byli oni pierwsi z tym tematem wygląda to na jawną inspirację Floydami. Mamy nabudowanie klimatu i wyciszenie, osobiście chętniej sięgnę po kawałek PF niż wrócę do tego.
Druga część płyty zaczyna się czymś na kształt wycia duchów tudzież syren alarmu bombowego (sorry takie mam obrazy przed oczyma). Potem tradycyjnie przechodzimy do klu programu czyli typowego arpeggio będącego podstawą dla różnych elektronicznych pejzaży. Muzyka wprowadza słuchacza w trans, stan głębokiego relaksu. Później zaczynają się zawirowania, powracają psychodeliczne wyjące synthy, arpeggio przycicha, słyszymy szum morza, wyciszenie i powrót syntezatorów z bardziej ponurym wydźwiękiem jak z horroru, chwilami czuję się jakbym słuchał intra do Demon Days grupy Gorillaz. Kawałek uspokaja się, wycisza, koniec płyty.
Przesłuchałem, niewiele zapamiętałem, wracać do tego pewnie nie będę. Za leniwy chyba jestem na to xD nie ma bangerów xD
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
@shodan - Tangerine Dream wykorzystywano m. in. w Dzienniku Telewizyjnym podczas prognozy pogody, więc pewnie tam to słyszałeś
Tangerine Dream - Rubycon
Tangerine Dream to taki zespół, który gdy mam odpowiedni dzień wchodzi mi tak, że wydaje mi się, że totalnie nie potrzebuje jakiejkolwiek innej muzyki, a jak nie mam dnia to mi się wydaje, że gdybym miał ten odpowiedni dzień to ło panie....
Ja to, wbrew pozorom, jestem muzycznie raczej boomerem, brzmienie muzy z lat 70. to jest dla mnie "muzyka komfortu" i w sumie nie dbam o to czy ono się zestarzało tudzież czy jakieś zagrywki są archaiczne o inne tego typu kwestie, może nawet właśnie dlatego ją też lubię? No i mam też "klasyczny" problem z pisaniem o muzyce, którą się bardzo lubi bez używania oklepanych zwrotów i popadania w egzaltację.
Chciałem spropsować za te porównania do podróży promem kosmicznym itd. ale... kaman, mówimy o przedstawicielu KOSMICHE music xDD Zamiast więc paplać tylko napiszę, że to świetna płyta, ma moj znak jakości i dzięki ci, Dragonie, za to, że dałeś mi pretekst do tego, by kolejny raz udać się w tę kosmiczną podróż, którą odbywałem wiele razy i wiele razy zapewnę odbędę.
No i fajnie że nie ma bangerów xD
Tangerine Dream - Rubycon
Tangerine Dream to taki zespół, który gdy mam odpowiedni dzień wchodzi mi tak, że wydaje mi się, że totalnie nie potrzebuje jakiejkolwiek innej muzyki, a jak nie mam dnia to mi się wydaje, że gdybym miał ten odpowiedni dzień to ło panie....
Ja to, wbrew pozorom, jestem muzycznie raczej boomerem, brzmienie muzy z lat 70. to jest dla mnie "muzyka komfortu" i w sumie nie dbam o to czy ono się zestarzało tudzież czy jakieś zagrywki są archaiczne o inne tego typu kwestie, może nawet właśnie dlatego ją też lubię? No i mam też "klasyczny" problem z pisaniem o muzyce, którą się bardzo lubi bez używania oklepanych zwrotów i popadania w egzaltację.
Chciałem spropsować za te porównania do podróży promem kosmicznym itd. ale... kaman, mówimy o przedstawicielu KOSMICHE music xDD Zamiast więc paplać tylko napiszę, że to świetna płyta, ma moj znak jakości i dzięki ci, Dragonie, za to, że dałeś mi pretekst do tego, by kolejny raz udać się w tę kosmiczną podróż, którą odbywałem wiele razy i wiele razy zapewnę odbędę.
No i fajnie że nie ma bangerów xD
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
No to z wyjątkiem Czeza to chyba wszyscy.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
A Ty chociaż dobry album przesłuchałeś?
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
A to możemy sobie wybierać inne albumy proponowanych wykonawców? To ja sobie chętnie wymienię Ridgwaya, bo tego już znam.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Kurła, jest to jakaś myśl xD mentos albo ch*jowo trollujesz albo pięknie się przykładasz do tematu 
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup