Best of Forum

Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 08 mar 2022 10:22

O w mordę jeża! Dobry news, czekamy na trochę gładkości i rzetelności od Melkiego :8
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 08 mar 2022 12:36

No no, powrót króla!
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 08 mar 2022 12:37

Super ekstra, też się cieszę, ale jak Król do północy nic nie wstawi, to polecą sankcje xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 08 mar 2022 12:53

Najpierw wywalimy go ze SWIFTa a potem z tego wątku xD
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 08 mar 2022 13:08

Ja już sobie wszystko fajnie przesłuchałem wczoraj i dziś, recenzje są gotowe. Czekam tylko na Malkomena.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 08 mar 2022 13:29

Ja już spisuję wrażenia, więc jeśli Melki wrzuci do 20 chociażby to dzisiaj jeszcze też podeślę.
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 08 mar 2022 14:00

Ja wrzucę dopiero jutro przed południem, ale będą!
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6483
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 08 mar 2022 19:25

Kilka osób zamieściło tu już Kraftwerk, zamieszczę i ja:

Kraftwerk - Spiegelsaal
https://www.youtube.com/watch?v=90S7qD3ZnqQ

Zawsze preferowałem muzykę Niemców w języku niemieckim. Śpiew pasuje do twardej, chłodnej, mechanicznej, wżerającej się głęboko w człowieka muzyki. Najmocniej chyba przeszywa mnie właśnie "Lustrzana sala", której tekst ("nawet największe gwiazdy odnajdują swoją twarz [dopiero] w lustrze") mówi o tym, jak niewiele człowiek wie o sobie samym i o tym, jak bardzo to potrafi być przerażające. Ten twardy bit kojarzy mi się z człowiekiem marszowo kroczącym po wielkich, pustych przestrzeniach, słychać tu wspomniane w tekście echo. To echo, ten dystans pomiędzy muzyką, która uderza z oddali, a słuchaczem, pozwala pobudzić wyobraźnię, a tam pojawia się głównie stechnicyzowany, współczesny świat. Taka wizja zdecydowanie bardziej do mnie przemawia niż rockowa wizja świata. Piosenka i album zdecydowanie przetrwały próbę czasu i nadal pokazują swoją złowieszczość, swoją tajemniczą, groźną, ale na swój sposób piękną i urzekającą siłę. Nie pamiętam już, jak zacząłem słuchać Kraftwerku, na pewno pierwszym poznanym utworem była Das Modell, potem chyba była jakaś bestka z Autobahn i Taschenrechner, ale to Trans Europa Express (a przynajmniej jej zasadnicza część, bez remiksów, czyli Metall auf Metall itd.) jest chyba moją ulubioną Elektrownią.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 08 mar 2022 19:32

O, to i Hall of Mirrors poznam po niemiecku.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 08 mar 2022 20:39

Post pod postem, ale już chuy.

Mr. Fingers - Can You Feel It (Chuck D. Mix)

Nie mam pewności, czy aby przypadkiem jeszcze czegoś z GTA San Andreas nie wrzucę, dlatego pewien element wypowiedzi pomijam. To niesamowite, jak bardzo tego typu teksty kultury jak gry potrafią kształtować gusta muzyczne, poszerzać horyzonty, choć to pozornie po prostu kwestia przygotowania przekonujących playlist związanych z danych gatunkiem. Co mogę powiedzieć o utworze, który jest ze mną od tylu lat? Już w podstawówce byłem nim w pewien sposób oczarowany, SFUR generalnie to jest kopalnia klasyki house'u, która starzeje się jak wino. Move Your Body, Promised Land, I Need a Rhythm... Nie wszystko pewnie wytrzymałoby próby puszczenia w klubie, ale co z tego, skoro to są w większości numery z tłuściutkim brzmieniem, kanonicznymi podkładami perkusyjnymi pochodzącymi z automatów, które jeszcze przez długie lata stanowiły podstawę muzyki klubowej i zresztą do dzisiaj potrafią być kreatywnie wykorzystane. Za niedługo tego typu kawałki będą miały czterdziestkę! Can You Feel It instrumentalnie jest troszkę wybrakowane, chociaż wariacje lead/pad robią robotę, ale pełna moc ujawnia się w wersji "wokalnej". Robi się z tego taki manifest rewolucji na plus, wyzwolenia przez muzykę, afirmacji tego, co dobre może wyjść z człowieka za sprawą otaczającego go dźwięku. Cool jest groove, po prostu. Albo to czujesz albo nie. Dzisiejszy house to jest niestety cień dawnej potęgi.

Murzynowi GTA San Andreas otworzyło ucho też na rap, u mnie to był pierwszy tak intensywny kontakt z soulem, r&b i new jack swing. Milutko po latach odnajdywać te kawałki i tych wykonawców w prawdziwym radiu, między innymi wrocławskim RAMie. Zdarzyło się to chociażby wczoraj. ;)

Laid Back - Sunshine Reggae

Utwór z gatunku zasłyszany w radiu jakieś tysiąc razy, ale żeby samemu posłuchać to niekoniecznie. Też myślałem, że to przynajmniej jakaś afroamerykańska akcja, ale nie, to po prostu duńska odpowiedź na ABBĘ, czyli uniwersalny popowy mocny strzał. Trudno jakoś specjalnie opisywać ten numer. Aranżacyjnie rzeczywiście miejscami pojawiają się takie latino akcenty, jest specyficzna reggae rytmika, ale to wszystko jest podane w tak lekkiej, przyswajalnej formie. Tu nie chodzi o jakieś uduchowione aspekty, nie ma żadnego Jah, liczy się dobry vibe na plaży, masz w ręce zmrożony drink z parasolką, gdzieś daleko pogrywa sobie całkiem przyjemny zespół i nic więcej w tym momencie nie trzeba. Nie wiem co trzeba zrobić, żeby temu nie ulec choćby w minimalnym stopniu.

Falco - Out of the Dark

Moja mama bardzo lubi ten kawałek. Ma jakąś słabość do utworów niemieckojęzycznych, które mają wyrazisty refren. Kojarzycie Tic Tac Toe? Ich Warum działa podobnie. Za sprawą takich okoliczności to nie jest dla mnie specjalna nowość. Rock Me Amadeus to nie jest (albo Vienna Calling!), ale Dave zrobił nam znakomity rys biograficzny, w związku z czym absolutnie rozumiem powody, okoliczności i skalę oddziaływania na bardziej zorientowanych w twórczości Austriaka. Solidny kawałek, w którym najbardziej podobają mi się te momenty przestoju, oczekiwania przed refrenem z tym tak zwanym rockowym pazurem. Zwrotki przyzwoite, bez szału, to nie one są tutaj najważniejsze. Nie wiem, czy aż taka historia wokół Falco była potrzebna, bo numer sam w sobie jest dość mocny, dodatkowo działa tutaj ta otoczka okoliczności wydania. Miło jednak usłyszeć Out of the Dark w trochę innych okolicznościach niż domowe humorki ;)

Eis - Najlepsze dni

Ciekawy wybór, wcale płyta Eisa nie wisi w mojej poczekalni na RYMie, kolejne Mentosowe zaskoczenie, które nie jest zaskoczeniem, hehe

Z Eisem wcześniej zetknąłem się przy okazji TEJ płyty Grammatika i najnowszego numeru zrobionego z Noonem. Pan Mikołaj Bugajak to profesor, ale ma bardzo dobrego rapera w towarzystwie. Astra była bardzo przyjemnym i dojrzałym powrotem w stronę tego, co między innymi pojawia się w Najlepszych dniach. Pierwsze wrażenie - brzmi podobnie do Pezeta, serio. Bardzo satysfakcjonująco wypada w momentach offbeatowych. Za bit odpowiada niejaki DJ Romek, dobra robota, właśnie taka trochę funky sprawa, mi to pasuje. Znowu cool jest groove. Za pierwszym razem myślałem, że raczej średnie, ale teraz chyba szybciej spróbuję zabrać się za całość. Lekki, może trochę naiwny tekst, ale w tym momencie zawieszenia między młodością a dorosłością wydaje się baardzo adekwatne. Nie ma łopatologii, jest energia, która może się udzielać słuchającym. Na mnie to działa, nie rzuca na kolana, ale nie jest RZETELNE, jest spoko.

Dean Martin - That's Amore

Czez pyta retorycznie, czy byśmy się tego po nim spodziewali. Na pewno prędzej obstawiłbym taki numer niż Windows 98. :D Z drugiej strony to już będzie małe wyzwanie wrzucić coś starszego, ładnie wygrzebane!

Słowo klucz nt. tego utworu - SUGESTYWNOŚĆ. Nie chciałem tego kupować jako ot bardzo obrazową muzyczną pocztówkę z Włoch. Tam coś się dzieje w tekście, co pozwala ugryźć to bardziej humorystycznie, z dystansem. That's Amore zostało wykorzystane w filmie, ta ilustracyjność wyrażana bardzo wprost też mi się udzieliła i miło się zaskoczyłem potwierdzając to skojarzenie w paru miejscach w internecie. Nie jest to muzyka, której słucha się często, ale myślę, że w jakiejś neapolitańskiej pizzerii, w dobrym towarzystwie, z butelką wina w tle to byłoby godne uzupełnienie klimatu, szczególnie jeśli ekipa właścicieli ma choć elementarne poczucie dystansu i humoru. Rodzinnie, sielsko i anielsko.

Björk - Thunderbolt

Björk to dla mnie przede wszystkim Homogenic i Vespertine, mroźne, subtelne, a jednocześnie bardzo ekspresyjne granie. To zasługa oczywiście tych charakterystycznych wokaliz, ale na wspomnianych płytach dochodzą do tego chyba najciekawsze melodie, precyzyjna produkcja. Brzmienie tam wykreowane to do dziś dla wielu wyznacznik - to, do czego zachodzi potrzeba odwołania się. Wcześniejsze płyty jeszcze lubię, ale z każdą kolejną miałem coraz więcej problemów. Tak jakby zmienił się sposób komponowania. Wokalna ekspresja praktycznie się nie zmienia, może czasami jest mniej rozmachu, tylko Islandka podkłada pod to zupełnie inne etykietki stylistyczne. Na Volcie były już takie nudy miejscami, że po kolejną płytę nie sięgnąłem, a to właśnie z następnej Biophilii pochodzi Thunderbolt. Tutaj ta harmonia wokalna wybija się najbardziej przed szereg, ale w tle dzieje się jakiś nieciekawy rozgardiasz. Zagrywki organowe na mnie działają, a potem już właściwie nic ciekawego. Domyślam się, że to niskotonowe prrt-srrt to jest transformator Tesli. Jak w przypadku fal Martenota... ani efektownie, ani efektywnie. Co druga wtyczka VST imitująca syntezator basowy generuje podobne brzmienia. Sprawdzałem! Nie wiem, czy całą płytę chciałbym posłuchać, już prędzej zabiorę się za te, w których palce maczała Arca.

Kraftwerk - Spiegelsaal

Trans-Europe Express to pierwsza płyta Kraftwerk, którą kupuję rzeczywiście w całości. Od tego momentu później tylko Elektro Kardiogramm to taka wyraźna obniżka. Jednocześnie pozytywna, kosmopolityczna, wyrażająca pochwałę Europy bez granic, a z drugiej strony poruszająca tematy bliskie człowiekowi, zarówno tutaj jak i w następnym Show... Schaufensterpuppen. Chłodna, monotonna stopa, basowa pulsacja, która mimo niespecjalnego rozwoju w trakcie utworu nie nuży, efekty syntezatorowe i jeden klawisz odpowiedzialny za główną melodię. To wszystko. Razem z równie minimalistycznym, ale bardzo precyzyjnym tekstem robi robotę. Tylko ten niemiecki... gdybym się go nasłuchał tyle co angielskiego, to pewnie taka natura melodii szprechanej nie sprawiałaby, że odbieram to inaczej. Angielski wokal lepiej mi siada, zaśpiew jest bardziej rozwinięty, melodia nie tak rwana. To jedyny mankament, poza nim i tak jest dobrze.

I pomyśleć, że udało się bez pewnego słowa.... :8
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 08 mar 2022 21:48

Mr. Fingers - Can You Feel It (Vocal Mix)

Muzyka klubowa to dziura głęboka i szeroka. Dla niektórych będą to tylko manieczki, inni odkryją tony dobry utworów. Ja klubową muzę lubię. W pełni zacząłem doceniać to poletko dzięki remiksom (również DM), których zacząłem słuchać i audycji Klubowe Granie w Trójce (słuchałem tego w gimnazjum). Takie kawałki jak w/w tworzą niepowtarzalną, wieczorną atmosferę, która jest nie do podrobienia. Wyobrażam sobie jak wsiadam w GTA do samochodu i to wskakuje, a jadę sobie nocą. Zresztą to równie dobrze można odnieść do rzeczywistości, jak na studiach jeździliśmy nocami po Łodzi z jednego akademola do drugiego, zmieniając imprezę. Teraz można tego słuchać w domu i jest spoko.

Windows 98の - 夢

Lubię vapourwave, przypomina mi czasy kiedy takie rzeczy wychodziły jakby naturalnie (zniekształcone, niskiej jakości podkłady do menu na płytach Resetu czy ŚGK, muza z flashowych filmów, itd.). Próby zrekonstruowania tego klimatu w sposób sztuczny nie zawsze mi się podobają, ale czasami wyjdzie. Ten numer jest taki pół na pół. Są jakieś głęboko osadzone feelsy, przebija się jakaś nostalgia, ale jednocześnie odnoszę wrażenie, że już to słyszałem, nie dwa, nie trzy, ale sto razy. Jedna z tych rzeczy, które ocierają się o plagiat plagiatu plagiatu, w stylu bluesa. Fajnie się słucha, ale jednocześnie nie mam ochoty sięgnąć po cały album, ani też wracać do tego jednego numeru. Może nie odrzucam tępo, ale też się nie jaram. To jest kolejny kawałek, który mógłby lepiej zadziałać po używkach.

Falco - Out of the Dark

Lubię Falco, mam z nim miłe wspomnienia, łącznie z ich polską wersją - Ich Troje xD Pierwszy raz usłyszałem go samplowanego na płycie Bloodhound Gang jakoś w 2000 roku, potem dopiero poznałem Rock Me Amadeus, ale tylko dzięki temu, że sam szukałem (inaczej nigdzie tego nie słyszałem), więc kolejny raz walisz kulą w płot Dev xD
Bardzo 90sowy ten kawałek. Zwrotka bardzo ale to BARDZO przypomina mi kawałek „She Said” Cause & Effect (który Dev słyszał, ale pewnie nie pamięta), mam wrażenie, że pół świata korzystała z tych samych zabiegów. Falco rapuje po niemiecku, co jest dosyć interesujące, przy czym w większość zabawne. Refren jest mocno cringowy, brzmi jak jakaś patetyczna wersja Scorpions, ale w sumie Flaco miał takich kawałków sporo. Nie, że jestem jakimś znawcą, ale z tego co słyszałem, większość właśnie w ten sposób brzmiała.
Tak jak pisałem, mam sentyment do tego faceta i lubię sobie czasami coś włączyć od niego, ale większym fanem raczej nie będę, a już na pewno nie wrzucą Flaco do topu życia.
Fun fact na koniec, Michał Wiśniewski nazwał swoje najnowsze dziecko Falko Amadeus.
W takim wypadku rozważę poważnie nazwanie mojego Toto Africa.

Eis - Najlepsze dni


Stary polski h-h, niby cringe, ale jednak do jakiegoś stopnia micha się cieszy, bo człowiek dorastał z tą muzyką w tle. Fajny bit, generyczny, ale w sumie fajny rap i tekst (tbh podoba mi się bardziej niż standardowy Pezet). Trochę mi to przypomina Kasowskiego, ale na poważnie.
Jeśli chodzi o tę dorosłość, to ja nie wierzę w istnienie czegoś takiego. Jest tylko udawanie, że się ogarnia, a w rzeczywistości człowiek siedzi zesrany i nieogarnięty, mając nadzieję, że wszystko się nagle nie rozsypie xD I wracanie do takiej muzy to też trochę „chowanie się za rodziców”. IUKWIM.

Dean Martin - That's Amore

Czez atakuje klasyką. Oczywiście znam ten utwór, chociaż nie pamiętam żebym kiedykolwiek sam go włączył, po prostu tak często się pojawiał w eterze (w filmach, reklamach, itd.), że nie było takiej potrzeby. To jest taki trochę Grek Zorba (ja wiem, że to bardziej włoskie, ale takie mam skojarzenie i tyle) w formie Great Amercian Songbook, na początku zalatuje jeszcze Ojcem Chrzestnym. Nigdy nie byłem we Włoszech, nigdy nie zajadałem się włoskim jedzeniem on laction, z jakimś typowo włoskim widoczkiem i lokalnym Mario jęczącym mi nad głową „mamma mia”.
Nie mam zatem tego typu feelsów związanych z tą piosenką. Oceniając na chłodno, to daje ona dużo ciepła, takiego przyjemnego, naiwnego uczucia. Lubię za to starych, amerykańskich piosenkarzy z lat 40/50/40.

Björk - Thunderbolt

Bjork kojarzy mi się przez ostatnie lata z dwiema rzeczami, pierwszej nie pamiętam, a druga to dokument o stalkerze, który próbował ją otruć, a potem strzelił sobie w łeb, bo był zazdrosny o Trickiego (z którym zdążyła się rozstać, ale typ nie miał chyba internetu, więc smuteczek…). Kiedyś miałem stężenie zainteresowania Bjork, ale nigdy nie byłem w stanie jakoś bardziej się w nią wkręcić, nie mam pojęcia dlaczego. Na papierze wszystko się zgadza, powinienem się zakręcić w tym jak gówno w przeręblu, ale jednak za każdym razem to się nie dzieje. Niemniej, jest parę kawałków, które bardzo lubię. Tego nie znałem, ale jest ok. Rzeczywiście, te chórki robią robotę, elektroniczny minimal w tle przyjemny. Kiedyś bym zjechał ten pierdzący bas, zresztą jechałem za to całe PTA kiedy wyszło, ale teraz uważam, że to jest spoko. Nic wielkiego, raczej nie będę tego więcej słuchał, ale też wstydu nie ma.

Kraftwerk - Spiegelsaal

I tak się wraca z klasą. Owacje na stojąco dla Melkiego. Utwór kolejki. Nawet, czytając agresywne słowa Shodana na temat CW, myślałem żeby nie wysłać mu Hall of Mirrors, bo to taki kawałek, który zamyka ludziom usta. I nadal tak uważam. To jest w sumie wystarczający komentarz, nie ma potrzeby się rozpisywać. To jest doskonały utwór i każda negatywna opinia na jego temat będzie brednią. Co najwyżej, ze swojej strony, mogę powiedzieć, że angielska wersja podchodzi mi dużo dużo bardziej. Oni nawet w obecnej wersji koncertowej tego nie zniszczyli, a to już wiele mówi xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 09 mar 2022 09:10

Kraftwerk - Spiegelsaal

Na początku tak średnio mi ten utwór podchodził. Za długi trochę jest dla mnie. No i nieznajomość niemieckiego nie pomagała choć zwykle byłem zdania że jak Kraftwerk to po niemiecku, odszczekuję to już nieco. Bardzo dobra elektronika, nastrój utworu bardzo tajemniczy. Fajnie że Melki jednak przytoczyłeś znaczenie utworu w opisie, rozumiem jak ten utwór mógłby robić mocne wrażenie gdybym miał gorsze samopoczucie. Gdybym natrafił na niego z 10 lat temu pewnie byłby w mojej topce też. Utwór wagi ciężkiej, poszerzyłem horyzonty Kraftwerkowe nieco, nie żałuję. Może lepiej by weszło z całym albumem którego nie znam. Albo jak to Hien chyba raz pisał, żałuję że nie słuchałem tego będąc naje*anym ;( dobry kawałek, nie na każdą okazję.

Falco - Out of The Dark

Przy pierwszym odsłuchu było źle, myślę sobie o nie kurła dev znowu poleciał najntisowym kiczem którego totalnie nie czuję. Ale na spokojnie, usiadłem znowu, bardzo ważna jest tu znajomość kontekstu. Bez tej całej historii wokół tego numeru potraktowałbym go jak inne numery Falco - memicznie - coś do puszczenia dla beki i pośmiania się z jego ekspresji. Ale znając historię za tym numerem potrafię go docenić. Znów nieznajomość niemieckiego nie pomaga może ale z lenistwa obstawiam że zwrotki nie są tak ważne tu jak ten refren który właśnie umieszczony w kontekście nieodległej śmierci Falco czyni z tego numeru takie jego Show Must Go On. Dobre. I potwierdza to co właśnie sam często powtarzam że kontekst w jakim umieścimy daną muzykę potrafi zmienić całkowicie nasz odbiór.

Dean Martin - That's Amore

Utwór o który nie prosiliśmy ale jednak go dostaliśmy i fajnie. Czez nadaje znów lekkości kolejce naszych utworów, tu są po prostu fajne odczucia (nie będę rzucał anglojęzycznymi zwrotami typu feelsy co by wuja shodan się nie gotował nad klawiaturą potem), jest klimacik. Tak jak wielu tutaj pewnie słyszałem wielokrotnie umiejscowione w reklamie czy filmie jako muzyka którą po prostu robi fajny klimacik. Gdybym siedział przy stole zakrytym kraciastym obrusem bądź ceratą nad świeżo upieczonym włoskim plackiem wchodziłoby jeszcze lepiej na pewno, ale jest ok.

Björk - Thunderbolt

Znam ją i lubię, ale tak jak Dragon miałem problem z jej albumami poźniejszymi, od czasu Volty chyba trochę za bardzo kombinowała może? Z Biophilią miałem problem i ostatecznie też się nie wgryzłem dostatecznie i tego numeru nie kojarzę nawet a jest naprawdę spoko. Podoba mi się ta produkcja naprawdę, organy spoko, jak shodan lubi to dostanie ich nieco niedługo ode mnie. Forma kawałka z tymi pauzami też fajna. Naprawdę niezły materiał jak z czasów Homogenic, mógłbym może jednak Biophilię kiedyś jeszcze nadrobić, a może i shodan zapoda :)

Laid Back - Sunshine Reggae

Laid Back zawsze w serduszku choć to był jeden z numerów których unikałem przez długie lata. "Białe" reggae uważałem za raka i w ogóle januszową muzykę dla rodziców a muzyka starych była dla mnie be bo tak i ch*j. Pogodziłem się z nią dopiero z wiekiem, trzeba było skończyć trzydziestkę, zmęczyć się nieco życiem i pracą, najlepiej samemu jeszcze zasiąść może nie w sandałach ale klapkach gdzieś nad wodą z piwerkiem w ręce i docenić o co biega w tym numerze. To jest właśnie taka muza, czerpie z rege ale jednak skrojona pod białe kołnierzyki odpoczywające pod parasolem gdzieś tam przy grillu a nie prawdziwe reggae które leci w obskurnym barze gdzieś na Karaibach. Laid Back pojawi się i u mnie myślę bo ja ogólnie lubię taką laid back (z angielskiego - wyluzowaną) muzyczkę.

Windows 98の - 夢

Vaporwave coś tam znam i kojarzę ale pobieżnie bardzo. Miałem powiedzieć że to muzyka która robi określoną atmosferę jedynie ale jednak nie, muzycznie też potrafi być dobra i zajebista. Przekonałeś mnie do tego numeru dość mocno, świetna elektronika i fajnie uzupełniona o ten spowolniony wokal Sade Adu. Trochę taki numer do którego pojedynczo może bym nie wracał a bardziej jako część podobnej playlisty, idealnie pasowałoby to do stacji radiowej FlyLo FM z GTA 5, którą sobie cenię.

Eis - Najlepsze dni

No i nie byłbym sobą jakbym nie spropsował. Bo kurła muszę bo Eis to był gość, joł. Jeśli Pezet swoimi płytami brylował w 2002 i 2004 roku tak rok 2003 należał do Eisa, to był najlepszy raper w polskim mainstreamie wtedy. Bo był cwany i bezczelny, amerykański do bólu w swoich sportowych ciuchach i miał swoje gorące 5 minut wtedy. I trochę mnie bawi Mentos który mówi że Eis odniósł sukces bo nie w tym rzecz, w ogóle nie naświetliłeś jak dla mnie kontekstu tamtych czasów. Rzecz w tym że właśnie Eis nie odniósł sukcesu W RAPIE i to jest bolesne, bo koleś może gdzieś tam robi teraz w o2 i wszystko w życiu u niego jest już ok ale przykre jest to że kiedy amerykańscy raperzy naprawdę stawali się gwiazdami i milionerami na naszej polskiej ziemi ten amerykański sen nie miał żadnego przełożenia i Eis zaginął jak kilku innych zdolnych raperów polskiego pokolenia o czym chyba opowiem w następnej kolejce bo mnie ośmieliłeś do tego.

P.S. same dobre numery w tej kolejce 👏
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 09 mar 2022 10:24

stripped pisze:
09 mar 2022 09:10
tu są po prostu fajne odczucia (nie będę rzucał anglojęzycznymi zwrotami typu feelsy co by wuja shodan się nie gotował nad klawiaturą potem)
No już aż takim leszczem nie jestem, żeby nie wiedzieć co znaczy feel. ;)
stripped pisze:
09 mar 2022 09:10
mógłbym może jednak Biophilię kiedyś jeszcze nadrobić, a może i shodan zapoda
Da się chyba zrobić, bo szczerze mówiąc myślałem o tym, szczególnie jak wszyscy się zgodzili na przedłużenie zabawy powyżej 10 albumów.
A jak Dragon nie miał odwagi sam sięgnąć po Biophilię, bo chyba po koleżeńsku trzeba mu pomóc. :8
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 09 mar 2022 10:47

A to nie było też trochę tak, że Eis uznał że ma to po prostu GDZIEŚ i zajął się innymi rzeczami?🤔
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 09 mar 2022 11:03

shodan pisze:
09 mar 2022 10:24
A jak Dragon nie miał odwagi sam sięgnąć po Biophilię, bo chyba po koleżeńsku trzeba mu pomóc. :8
Nie podpuszczam, ale tego nie zrobisz :mrgreen:
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 09 mar 2022 11:12

mintaj pisze:
09 mar 2022 10:47
A to nie było też trochę tak, że Eis uznał że ma to po prostu GDZIEŚ i zajął się innymi rzeczami?🤔
Well, myślę że jakby był z tego hajs to by to robił dalej.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 09 mar 2022 11:16

Dragon pisze:
09 mar 2022 11:03
Nie podpuszczam, ale tego nie zrobisz :mrgreen:
No przecież pisałem wyżej, że i tak miałem taki zamiar. Bo to moja ulubiona płyta od Björk. Lepsza nawet od Vespertine.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 09 mar 2022 12:18

Ruszcie dupy z recenzjami lepiej ;)
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 09 mar 2022 12:24

Mr Fingers - Can You Feel It

Właściwie mógłbym napisać, że to definicja house'u. Albo deep house'u, jak to napisał Golas, ale ja nigdy większej uwagi do tych głębszych (hehe) łatek nie płaciłem. Bardzo przypomina mi wczesno-środkowego Hulkkonena, generalnie bardzo kojarzy się z czymś, co mogło ukazać się wyłącznie w latach 90. I tu zaskoczenie, bo ten numer jest z 1986, a więc tego samego w którym np. ukazało się Camouflage Ridgwaya albo no Black Celebration xD Klubowa muzyka zawsze była dla mnie spoko, jeśli reprezentowała ten - pozwolę sobie tak to nazwać - "klasyczny" nurt. I tutaj to jest, dźwięki doskonale ze sobą współpracują tworząc soundscape idealny i do tańca i do auta. Ciekawe, że w GTA SA grałem namiętnie podobnie jak Stripped latem 2005, przesłuchałem niemal każdą stację radiową od początku do końca (już od trójki radio w GTA to było dla mnie quality experience), a tego numeru ni ch*j nie kojarzę, jakby wtedy mi zupełnie uciekł. Także bardzo fajnie wrócić i się zachwycić.

Windows 98の - 夢

Jest dziwnie xD i lepszego słowa teraz nie znajdę. Vaporwave to jest w moim odczuciu coś, czym się gardzi albo bardzo lubi, chyba, że ktoś lubi dziwaczne tła muzyczne oparte o srogie eksperymentarium (ja się zaliczam do tej grupy). Więc trochę mi się podoba a trochę nie. Do kwasu by podeszło pewnie bardziej, a na "sucho" to po prostu dźwięczna przeszkadzajka. Gra to spoko, nie gra - też spoko. Windowsa się jakoś w tym nie dosłuchałem, może będę musiał przesłuchać jeszcze raz. Albo nie, na razie pewnie nie będzie mi się chciało.

Laid Back - Sunshine Reagge

Znam ten kawałek jak własną kieszeń, a wspomnienia z nim mam podobne co wrzucający. Kojarzy mi się z dzieciństwem, latami 90, siedzeniem ze starymi na wczasach nad morzem albo u jakichś ich znajomych, którzy słuchali właśnie takiej muzyki. Też długo myślałem, że to jest full Jamaica, aż w 2018 algorytm YT podsunął mi inny ich utwór utrzymany trochę w klimacie (który planowałem wrzucić, ale zobaczymy xD) i jakoś postanowiłem posłuchać czegoś jeszcze. I właśnie mocne zaskoczenie, że to duet z Danii który grał synthpop, a Sunshine Reggae to po prostu pewna zabawa konwencją i nic więcej xD za to jakże udana. Numer przywołuje wspomnienia, te są fajne, czego chcieć więcej? Mam ochotę rozłożyć parasol w mieszkaniu, ubrać kąpielówki w palmy i zrobić sobie biedadrinka. I udawać, że jest super xD

Dean Martin - That's Amore

Moje odczucia względem tego kawałka świetnie oddaje jeden z komentarzy pod nim na YT - słyszę go, i nabieram ochoty na pizzę. Po prostu. Numer, który wciska mnie w klimat wąskich uliczek włoskich miast gdzieś na adriatyckim wybrzeżu, uśmiechnięci emeryci grający w warcaby, 15-latkowie polujący na schodach na dorosłą sąsiadkę zawsze w krótkiej spódnicy wspinających się po tychże, zapach spaghetti z oliwą i kieliszki z prosecco. No i bryza od wody. Jest upalny lipiec, a ja właśnie zrobiłem się głodny. Doskonały soundtrack na takie wczasy, aż zachciało mi się wycieczki do Rimini. Mój nieoczekiwany faworyt tej rundy. Dzwonię do DaGrasso xD

Björk - Thunderbolt

Z Bjork mam trochę problem. Muszę mieć na nią dobry vibe, inaczej nic z tego nie będzie. Jej pierwsze płyty (zwłaszcza Post) są dla mnie złotem, eksperymenty, w które poszła in full od Medulli są momentami dziwne, momentami niesamowicie się wkręcające, momentami denerwujące. Co do Biophilii zawsze miałem mieszane odczucia. Jest to Bjork, nie da się ukryć, ale wyciągnięte są tutaj też wszystkie te rzeczy, które mnie w niej drażnią, np. ta cholerna maniera śpiewu. Thunderbolt balansuje na krawędzi. Trochę się podoba, trochę nie, fajne instrumentarium, ale nie do końca, spoko wokal, ale nie do końca i tak dalej i tak dalej. Nawet jak poczuję przesyt, to odpalam sobie Human Behaviour i mi przechodzi, bo to w końcu Bjork, nie?

Eis - Najlepsze dni

Pierwszy raz słyszałem ten kawałek, i pierwszy raz słyszę o tym gościu xD nigdy wcześniej nie rzucił mi się w uszy, nie miałem pojęcia, że ktoś taki istnieje. Numer nawet spoko, jak na h-h tamtych czasów, tekst jednym uchem wpadł drugim wypadł. Luźna rzecz o prostym życiu z uśmiechem (nie wierzę, że to napisałem), wszystko jakoś się poukłada i w ogóle, nie zawsze jest spoko no ale do przodu. Może powinienem się w tej chwili z przekazem bardziej identyfikować, ale jest to tylko coś, co mógłbym usłyszeć na Esce w 2004 czy 2005 roku i niewiele więcej. Niech sobie będzie to COŚ OPTYMISTYCZNEGO. (xD)

Kraftwerk - Spiegelsaal

Już w wątku albumowym napisałem, że Trans Europa Express to mój ulubiony album Kraftwerk. Nic się nie zmieniło. A to jest mój ulubiony numer na nim. Jest DOSKONAŁY. Ma wszystko, czego potrzebuję - klimat wygenerowany przez kroki w tle, narastające ściany syntezatorów, świetny riff i klawiszowe solo (lepiej tego teraz nie nazwę), naprawdę fajny tekst (najlepiej mi wchodzi tylko po niemiecku). Wszystko jest zimne, ale nie odmraża, daje poczucie alienacji, która wręcz pociąga, nawet, jeśli zaczynam z przykręconą głośnością, to pod koniec leci na maksa. Nie mogę się oprzeć. Poznałem ten numer (jak i całą płytę) dokładnie 15 lat temu a odczucia mam dokładnie te same. Złoto, wielkie złoto (ramek od luster).
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 09 mar 2022 15:02

Mr. Fingers - Can You Feel It (Vocal Mix)

Kolejna zupełnie nieznana mi rzecz. Ale nie dziwne, bo hałsu na co dzień w ogóle właściwie nie słucham. Ten utwór od razu skojarzył mi się z muzyką puszczaną w sklepach odzieżowych centrów handlowych.
Rzeczywiście bas w utworze jest bardzo dobry. Porządna linia basowa to w muzyce jednak naprawdę podstawa. Hi-haty pięknie pykają. Wszystko tu fajnie ze sobą współgra. Wokal też jest bardzo zręcznie wpleciony.
Podczas pierwszego przesłuchu utwór mi się w ogóle nie podobał. Ale im więcej słuchałem, tym było lepiej. Stripped napisał, że to muzyka nie tylko taneczna, ale i nadająca się do słuchania. Taneczna na pewno, ale do słuchania jak dla mnie to raczej bardziej w tle lub małych ilościach. Chodzi o to, że jak płynie sobie w tle, to jest naprawdę spoko. Lubię sobie np. podczas pykania w Wot wyciszyć muzykę i odgłosy z gry, a załączyć swoją muzę. I do takich okoliczności ten utwór się nadaje idealnie. Albo też podczas podróży samochodem. Gdy jednak chciałbym posłuchać czegoś siedząc wieczorem w fotelu, w całkowitym skupieniu, to house już nie wchodzi w rachubę. Bo szybko by mnie to znudziło.

Laid Back – Sunshine Reggae

No to Hien poprawił nam humor w tych jakże ponurych czasach. :)
Nie wyobrażam sobie osoby, która nie znałaby Sunshine Reggae. To jeden z tych utworów, które zna każdy i którego nie da się nie lubić. Ja generalnie nigdy nie byłem fanem reggae. I nadal nie jestem, ale potrafię czasami to czy owo docenić. Sam planuję wrzucić tu nawet jeden utwór w tym gatunku.
Z tymi Duńczykami to mnie Hien zadziwił. To chyba jedna z ostatnich nacji, którą bym podejrzewał o popełnienie takiego utworu.
Nie ma się tu co rozpisywać nawet o brzmieniu, bo nie to jest siłą tego numeru. Sunshine Reggae to po prostu tak pogodny, przyjemny i optymistyczny utwór, że można go słuchać i słuchać.

Windows 98の - 夢

Wygląda na to, że dzisiaj za sprawą Dragona poznałem nowy gatunek muzyczny, o którym nie miałem pojęcia.
Właściwie mógłbym o 夢 napisać bardzo podobnie, jak o propozycji strippeda. Nie spodobał mi się na początku w ogóle, ale w miarę słuchania było jednak lepiej. Zaczyna się bardzo dobrze. Dalej też wszystko gra nieźle. Przez pół utworu myślałem, że Dragon znowu wrzucił instrumental, ale w końcu ktoś tam coś śpiewa, choć tekstu jest tam jednak niewiele.
To podobnie jak w przypadku Can You Feel It z mojego punktu widzenia też utwór dobrze nadający się do słuchania w tle. Nie wiem zaś czy i jak długo bym dał radę posłuchać takiego czegoś wieczorem w fotelu. Bo do lasu to na 100% się nie nadaje. :D


Falco - Out of the Dark

No tak jak w albumach Dev wrzucał na razie dobre rzeczy, tak w tym temacie to już mało co dla mnie niestety.
Nie znam kompletnie tego gościa, chociaż sam pseudonim ze słyszenia kojarzę. Nigdy też nie słyszałem Rock Me Amadeus. Jedyny utwór jaki słyszałem, to Jeanny, ale też nie za sprawą Austriaka, a Ich Troje.
Generalnie to nie jest raczej moja bajka. Samo brzmienie nie jest złe, utwór też może być, taki typowy numer z lat 90'. Ale ten gość wydzierający się w refrenie po niemiecku zupełnie mi nie pasuje. I nawet żadna historia związana z tą osobą i samym utworem nie jest w stanie tego zmienić. Choć muszę przyznać, że po paru odsłuchach i tak nieco przywykłem. Ale nie mam ochoty na nic więcej od Falco.

Eis - Najlepsze dni

Mentos po 6 kolejkach prowadził u mnie w tabelce, ale tym utworem zapewne popsuje sobie statystyki.
Że nie jestem fanem hip-hopu, szczególnie polskiego, to każdy tu wie. Ale ten utwór to już zupełnie mi nie pasuje. Ta zagrywka powtarzająca się przez cały czas jest tak irytująca, że szok. Utwór trwa tylko 3,5 min., a mnie się dłużyło, jakby to było 35 min.
Dobrze, że chłopina zajął się jednak czym innym w życiu, niż muzyką.

Dean Martin - That's Amore

O jest i drugi bardzo pogodny utwór tej kolejki, tym razem od Czeza. Znam That's Amore właściwie od zawsze, bo to utwór z czasów młodości moich rodziców i dałbym głowę, że często puszczali go ze swojego szpulowca. Z reguły takich staroci nie słucham, a już na pewno nie mam na dysku ani w przenośnym playerze. Ale jak gdzieś usłyszę, to morda się śmieje. Bo to przeurocza piosenka. Gość ma super głos, jest mandolinka, jest przede wszystkim fajnie pogrywająca harmonia. No i jest fajna melodia. Ogólnie klimat jak ta lala.
Bardzo dobry strzał Czez.

Kraftwerk – Spiegelsaal
Hien pisze:
08 mar 2022 21:48
każda negatywna opinia na jego temat będzie brednią
No tak, byłoby to brednią, bo utwór jest o niebo lepszy od wszystkiego, co słyszałem na CW. Jest naprawdę bardzo dobry. Z każdym odsłuchem coraz lepszy. I nieważne, że CW mi się nie podobało. Podejrzewałem, że taki może być po prostu urok tej płyty.
W Spiegelsaal podoba mi się bardzo klimat. To coś dokładnie dla mnie. Te 8 minut przelatuje piorunem nie wiadomo nawet kiedy. Wiodąca klawiszowa zagrywka jest bardzo przyjemna dla ucha, fantastyczny bas, stopa brzmiąca jakby ktoś jednostajnie uderzał trzepaczką w dywan. Nawet język niemiecki mi tu nie przeszkadza.
Już chyba wiem, z jakim albumem Kraftwerk się zapoznam w następnej kolejności.
Melki powrócił w dobrym stylu. I wreszcie zapodał coś do posłuchania. :D