Best of Forum
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Takie odniosłem wrażenie, że wszyscy znają Bjork, tylko nie ja.
Po 2 latach się okazuje, że tylko ja znam jej całą dyskografię.
Po 2 latach się okazuje, że tylko ja znam jej całą dyskografię.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
A bo się podszkoliłeś i to się chwali.
W sumie nie znam chyba nikogo, kto by nie słyszał nic Bjork więc tu raczej Ty miałeś zaległości, niż my się kreowaliśmy na speców. Gdybyśmy Cię grillowali o jakieś Windows 98, to by wtedy można było tak mówić, ale znanie Bjork to żadna specjalizacja xD
W sumie nie znam chyba nikogo, kto by nie słyszał nic Bjork więc tu raczej Ty miałeś zaległości, niż my się kreowaliśmy na speców. Gdybyśmy Cię grillowali o jakieś Windows 98, to by wtedy można było tak mówić, ale znanie Bjork to żadna specjalizacja xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Nie o to chodzi Hien. Naprawdę.
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Nie no, nie róbmy z siebie specjalistów, bo nimi nie jesteśmy. 
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No ok, skoro nie dowiem się o co, to przejdę do podsumowania xd
Wszyscy zareagowali na Sunshine Reggae prawidłowo. Tu się nie analizuje walorów muzycznych, a speców od reggae też tu nie mamy, więc zostaje tylko feeling.
Melki pisze, że nie lubi reggae, ale myślę, że w tym wypadku to nie ma znaczenia, bo ja też nie lubiłem reggae przez ten cały czas kiedy słuchałem SR z przyjemnością. Myślę, że ten utwór jest na tyle uniwersalny i uproszczeny, że jakakolwiek niechęć do reggae tu nie powinna przeszkadzać. To jeden z tych utworów, którym po prostu nie da się oprzeć, zwłaszcza w pewnych konkretnych sytuacjach.
Wszyscy zareagowali na Sunshine Reggae prawidłowo. Tu się nie analizuje walorów muzycznych, a speców od reggae też tu nie mamy, więc zostaje tylko feeling.
Melki pisze, że nie lubi reggae, ale myślę, że w tym wypadku to nie ma znaczenia, bo ja też nie lubiłem reggae przez ten cały czas kiedy słuchałem SR z przyjemnością. Myślę, że ten utwór jest na tyle uniwersalny i uproszczeny, że jakakolwiek niechęć do reggae tu nie powinna przeszkadzać. To jeden z tych utworów, którym po prostu nie da się oprzeć, zwłaszcza w pewnych konkretnych sytuacjach.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
No ja jakoś nie czułem potrzeby wkręcania się w całą dyskografię Bjork będąc szczerym. Chociaż pewnie i tak ją poznałem mieszkając z jej megafanką hahahha
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Ja jestem miło zaskoczony podejściem do Windowsa. Nie jest to kanoniczny vapor, ale mógł sprawić trudności - mimo to super, że pobudza to do ciekawych odpowiedzi. Na to liczę 
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
No i dowiedzieliśmy się, że Drenda spławiła kolegę Musiała, też spoko xd
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Widzisz Dragon, jacy jesteśmy otwarci na czyjąś muzykę? A nie to co Ty.
Dobra koniec już tematu Bjork. Coś tam po prostu miałem na myśli, a zrobiło się z tego jakieś niepotrzebne halo.
Dobra koniec już tematu Bjork. Coś tam po prostu miałem na myśli, a zrobiło się z tego jakieś niepotrzebne halo.
Dokładnie. Ja też ogólnie nie lubię reggae. Nie lubię też polskiego rapu, a jednak mocno rozważam, czy jednak nie zapodać w późniejszym etapie czegoś z tego gatunku.Hien pisze:11 mar 2022 23:32Melki pisze, że nie lubi reggae, ale myślę, że w tym wypadku to nie ma znaczenia
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Ja tam nie tyle nie lubię reggae, ile po prostu na dłuższą metę mnie męczy. Tyle że kilku utworów raczej bez problemu mogę posłuchać. A kawałek jest dobry, więc przynależność gatunkowa jest tu dalszorzędna.
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Spier*alajmintaj pisze:11 mar 2022 23:44No i dowiedzieliśmy się, że Drenda spławiła kolegę Musiała, też spoko xd
xD
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Czez
- Posty: 9728
- Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
- Ulubiony utwór: Cala masa
- Lokalizacja: Glasgow
Ja nie znam Bjork 
Enjoy The Silence
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Nowy dzień, nowa kolejka.
Reno - Delfonics
https://youtu.be/V1rrXuUU_vs
Nie myślałem że będę to robił ale mintaj jednak pokusił mnie swoją wrzutką o nawiązanie do jego numeru a przy okazji drobny coming out. Jak pisałem przy okazji Eisa był to prawdopodobnie najlepszy raper w polskim mejnstrimie 2003 roku i jeden z kilku raperów tamtego pokolenia którzy choć mieli talent to nie znaleźli szczęścia ani kasy w rapie i ostatecznie złapali się innych zajęć a słuch o nich zaginął na długi czas. Podobnie było z Reno, raperze z mojego rodzinnego Bełchatowa. Zaczynał swoją muzyczną karierę jeszcze w końcówce lat 90. a swój debiutancki album - nielegal - wypuścił jakoś ok. 2003-04 roku. Ów nielegal pt. "Następny level" zebrał wtedy grube prejzy w światku hip hopowym (propsował go mocno nawet sam Pezet, na YT nadal wisi stary wywiad z nim w którym go wspomina) ale niestety wydawcy nie byli wówczas zainteresowani wydawaniem go. Płyta rozeszła się w niewielkim nakładzie po lokalnych skejtshopach, Reno zajął się czym innym i poza kilkoma gościnnymi występami i koncertami słuch o nim zaginął, wszyscy pytali o nową płytę a tej nie było.
Przewijamy taśmę do roku 2016 i nagle po wielu wielu latach mój brat zdecydował się wydać własnym sumptem oficjalnie reedycję swojego debiutu (nie jest był to remaster co prawda bo dostępu do oryginalnych ścieżek już nie było po latach, ale jednak w końcu oficjalne wydanie z nową oprawą graficzną a nie wypalany w Nero CD-R). Rok później, pod koniec 2017 roku idąc za ciosem w końcu wydał nowy materiał, również bez wsparcia żadnej wytwórni, poprzez własną stronę internetową. Powrócił i zrobił to po swojemu, na własnych warunkach i dopiero będąc pewnym że płyta będzie brzmieć i wyglądać jak należy. Przy okazji nawiąże znów do tego co pisał mentos w przypadku Eisa a o czym mi teraz przypomniał - w przypadku Reno jego zniknięcie też było spowodowane w jakiejś mierze brakiem producentów którzy mogliby mu robić bity, sam nie chciał się za to brać a nie miał odpowiednich znajomości wtedy, na nowym albumie większość bitów zrobili mu producenci z którymi później przez lata nawiązał znajomości - patr00 z Ortega Cartel, Stona czy DJ Tort znany ze współpracy z Rasmentalism. Pierwszym promo singlem z płyty było właśnie Delfonics który no... był kompletnie odmienny od oczekiwań moich czy wielu innych fanów, fakt faktem że z biegiem lat Reno prezentował już nie tą samą energię co na początku ale i głód był mniejszy więc to normalne ale tutaj... Delfonics to numer od gościa który już nic nie musi, który dużo przeszedł i skoro może to nagrywa i wydaje ale nikomu nic nie musi udowadniać, robi to bo lubi i dla garstki ludzi którzy przez lata czekali na każdy jego numer. Utwór jest totalnie wyluzowany i opiera się na akompaniamencie pianinka, basowego syntha i paru sampli, co niektórym nie mieściło się w głowie że można rap robić bez bitu a to przecież żadna nowość a patent ten współczesnie najbliżej znaleźć można choćby w takich kawałkach jak "Bound 2" Kanye Westa czy "Jak nikt" od Ten Typ Mes. Początkowo kawałek ten choć mi się podobał to podchodziłem do niego z rezerwą, później nauczyłem się odpuścić oczekiwania i rozkoszować jego klimatem i całkiem ładną produkcją. Jeśli ktoś nie wie ocb to dopowiem jeszcze słowo o samym tytule utworu - Delfonics to nazwa amerykańskiej grupy soulowej z lat 70, fragment ich utworu Didn't I Blow Your Mind słychać w pierwszych sekundach wideoklipu, łącznie z fragmentem dialogu z filmu Jackie Brown (który to w formie płyty DVD nawet pojawia się nawet na moment w klipie w ręce prowadzącego samochód producenta DJa Torta). Fragment innego utworu grupy Delfonics jest też wysamplowany w refrenie - to te chórki trochę w stylu doo wop. Ogólnie ze względu na spokojne brzmienie ich piosenek Delfonics jest tu trochę synonimem luzu i relaksu. Co do samego kawałka Reno to numer ten (te dzwoneczki!) jak i reszta albumu "50/50" zawsze będzie mi przypominać święta Bożego Narodzenia 2017 jak słuchalismy go z moją dziewczyną (obecnie żoną) ubierając choinkę, wtedy poczułem że też już chyba wszedłem na ten etap kiedy swoje przeszedłem w życiu ale już jest ok i wszystko jakoś się poukłada, że wyjechałem zza życiowego zakrętu na prostą. Długo zastanawiałam się czy wrzucać coś z twórczości Reno i jeśli już to który kawałek, padło na Delfonics który brzmieniowo odstaje pewnie od 98% jego dyskografii ale jednocześnie nadal jest esencją luzu i rożnych fajnych metafor typowych dla jego tekstów, no i osobiście preferuję jednak jego nowsze kawałki, nieco bardziej refleksyjne niż dawne bardziej osiedlowo-imprezowe. Jestem ciekaw Waszego odbioru
Reno - Delfonics
https://youtu.be/V1rrXuUU_vs
Nie myślałem że będę to robił ale mintaj jednak pokusił mnie swoją wrzutką o nawiązanie do jego numeru a przy okazji drobny coming out. Jak pisałem przy okazji Eisa był to prawdopodobnie najlepszy raper w polskim mejnstrimie 2003 roku i jeden z kilku raperów tamtego pokolenia którzy choć mieli talent to nie znaleźli szczęścia ani kasy w rapie i ostatecznie złapali się innych zajęć a słuch o nich zaginął na długi czas. Podobnie było z Reno, raperze z mojego rodzinnego Bełchatowa. Zaczynał swoją muzyczną karierę jeszcze w końcówce lat 90. a swój debiutancki album - nielegal - wypuścił jakoś ok. 2003-04 roku. Ów nielegal pt. "Następny level" zebrał wtedy grube prejzy w światku hip hopowym (propsował go mocno nawet sam Pezet, na YT nadal wisi stary wywiad z nim w którym go wspomina) ale niestety wydawcy nie byli wówczas zainteresowani wydawaniem go. Płyta rozeszła się w niewielkim nakładzie po lokalnych skejtshopach, Reno zajął się czym innym i poza kilkoma gościnnymi występami i koncertami słuch o nim zaginął, wszyscy pytali o nową płytę a tej nie było.
Przewijamy taśmę do roku 2016 i nagle po wielu wielu latach mój brat zdecydował się wydać własnym sumptem oficjalnie reedycję swojego debiutu (nie jest był to remaster co prawda bo dostępu do oryginalnych ścieżek już nie było po latach, ale jednak w końcu oficjalne wydanie z nową oprawą graficzną a nie wypalany w Nero CD-R). Rok później, pod koniec 2017 roku idąc za ciosem w końcu wydał nowy materiał, również bez wsparcia żadnej wytwórni, poprzez własną stronę internetową. Powrócił i zrobił to po swojemu, na własnych warunkach i dopiero będąc pewnym że płyta będzie brzmieć i wyglądać jak należy. Przy okazji nawiąże znów do tego co pisał mentos w przypadku Eisa a o czym mi teraz przypomniał - w przypadku Reno jego zniknięcie też było spowodowane w jakiejś mierze brakiem producentów którzy mogliby mu robić bity, sam nie chciał się za to brać a nie miał odpowiednich znajomości wtedy, na nowym albumie większość bitów zrobili mu producenci z którymi później przez lata nawiązał znajomości - patr00 z Ortega Cartel, Stona czy DJ Tort znany ze współpracy z Rasmentalism. Pierwszym promo singlem z płyty było właśnie Delfonics który no... był kompletnie odmienny od oczekiwań moich czy wielu innych fanów, fakt faktem że z biegiem lat Reno prezentował już nie tą samą energię co na początku ale i głód był mniejszy więc to normalne ale tutaj... Delfonics to numer od gościa który już nic nie musi, który dużo przeszedł i skoro może to nagrywa i wydaje ale nikomu nic nie musi udowadniać, robi to bo lubi i dla garstki ludzi którzy przez lata czekali na każdy jego numer. Utwór jest totalnie wyluzowany i opiera się na akompaniamencie pianinka, basowego syntha i paru sampli, co niektórym nie mieściło się w głowie że można rap robić bez bitu a to przecież żadna nowość a patent ten współczesnie najbliżej znaleźć można choćby w takich kawałkach jak "Bound 2" Kanye Westa czy "Jak nikt" od Ten Typ Mes. Początkowo kawałek ten choć mi się podobał to podchodziłem do niego z rezerwą, później nauczyłem się odpuścić oczekiwania i rozkoszować jego klimatem i całkiem ładną produkcją. Jeśli ktoś nie wie ocb to dopowiem jeszcze słowo o samym tytule utworu - Delfonics to nazwa amerykańskiej grupy soulowej z lat 70, fragment ich utworu Didn't I Blow Your Mind słychać w pierwszych sekundach wideoklipu, łącznie z fragmentem dialogu z filmu Jackie Brown (który to w formie płyty DVD nawet pojawia się nawet na moment w klipie w ręce prowadzącego samochód producenta DJa Torta). Fragment innego utworu grupy Delfonics jest też wysamplowany w refrenie - to te chórki trochę w stylu doo wop. Ogólnie ze względu na spokojne brzmienie ich piosenek Delfonics jest tu trochę synonimem luzu i relaksu. Co do samego kawałka Reno to numer ten (te dzwoneczki!) jak i reszta albumu "50/50" zawsze będzie mi przypominać święta Bożego Narodzenia 2017 jak słuchalismy go z moją dziewczyną (obecnie żoną) ubierając choinkę, wtedy poczułem że też już chyba wszedłem na ten etap kiedy swoje przeszedłem w życiu ale już jest ok i wszystko jakoś się poukłada, że wyjechałem zza życiowego zakrętu na prostą. Długo zastanawiałam się czy wrzucać coś z twórczości Reno i jeśli już to który kawałek, padło na Delfonics który brzmieniowo odstaje pewnie od 98% jego dyskografii ale jednocześnie nadal jest esencją luzu i rożnych fajnych metafor typowych dla jego tekstów, no i osobiście preferuję jednak jego nowsze kawałki, nieco bardziej refleksyjne niż dawne bardziej osiedlowo-imprezowe. Jestem ciekaw Waszego odbioru
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Uwielbiam takie plot twisty, pewnie zaraz się dowiemy, że Dragon to syn Olgi Tokarczuk, Hien - Hanny Zdanowskiej, a dev. jest synem Adama Musiała z Wisły Kraków
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Na pewno dev nie jest chłopakiem Drendy, tyle wiemy 
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Shakira – She Wolf
Shakirę, jak każdy, pierwszy raz usłyszałem na początku lat 2000. Whenever Wherever ani się lubiło, ani nie lubiło, po prostu było w eterze, a z czasem zaczęło po prostu budzić miłe skojarzenia. Mam tak z wieloma hitami z wczesnych 00s np. ‘Dilemma’ Nelly’ego, z którego wszyscy wtedy darli łacha (to jest ten numer gdzie Kelly Rowland pisze do Nelly’ego smsa w Excelu) albo dwoma mega wakacyjnymi hitami Shaggy’ego „Angel” i „It Wasn’t Me” (to był zresztą jego wielki powrót, bo wszyscy znaliśmy wcześniej „Boombastic”), czy rzeczami typu „Lady” Modjo, czy „Walking Away” Craiga Davida. Shakira z wczesnymi hitami ląduje w tej kategorii. Zawsze w trakcie trwania dekady, wydaje się, że jest nijaka, a dopiero z perspektywy widzi się te jak dużo charakterystycznych elementów ją tworzy.
Pod koniec lat 2000 i na początku 10sów, wiele wykonawców pop znudziło się tym, co robiło do tej pory i rzucili się na mniej lub bardziej psychodeliczną elektronikę, czego niezłym przykładem był come back Britney Spears w „Scream & Shout” will.i.am’a. Shakira zrobiło sobie stylistyczny retusz trochę wcześniej, bo w 2009 r., kiedy wyszła płyta „She Wolf”. Album jest nierówny i to mało powiedziane, ale tytułowy utwór to jest niesamowite wręcz złoto.
Shakira ma wokal charakterystyczny, co już robi ten kawałek, ale potrafi też pisać dosyć kwaśne teksty i dobierać sobie dobre teamy do studia. Nie będę się rozpisywał, ale jak wjedzie mi faza na ten kawałek, to potrafię niczego innego nie słuchać cały dzień. Jak dorzucić do tego wachlarz miłych wspomnień, nie tylko z tym kawałkiem, ale w ogóle z Shakirą (pamiętam, jak w jedne ferie grałem na Game Boy’u w Turoka i grała mi w głowie Shakira), to bez problemu i z czystym sumieniem mogę dorzucać „She Wolf” do mojej listy.
https://www.youtube.com/watch?v=5_fUftP91lc
Shakirę, jak każdy, pierwszy raz usłyszałem na początku lat 2000. Whenever Wherever ani się lubiło, ani nie lubiło, po prostu było w eterze, a z czasem zaczęło po prostu budzić miłe skojarzenia. Mam tak z wieloma hitami z wczesnych 00s np. ‘Dilemma’ Nelly’ego, z którego wszyscy wtedy darli łacha (to jest ten numer gdzie Kelly Rowland pisze do Nelly’ego smsa w Excelu) albo dwoma mega wakacyjnymi hitami Shaggy’ego „Angel” i „It Wasn’t Me” (to był zresztą jego wielki powrót, bo wszyscy znaliśmy wcześniej „Boombastic”), czy rzeczami typu „Lady” Modjo, czy „Walking Away” Craiga Davida. Shakira z wczesnymi hitami ląduje w tej kategorii. Zawsze w trakcie trwania dekady, wydaje się, że jest nijaka, a dopiero z perspektywy widzi się te jak dużo charakterystycznych elementów ją tworzy.
Pod koniec lat 2000 i na początku 10sów, wiele wykonawców pop znudziło się tym, co robiło do tej pory i rzucili się na mniej lub bardziej psychodeliczną elektronikę, czego niezłym przykładem był come back Britney Spears w „Scream & Shout” will.i.am’a. Shakira zrobiło sobie stylistyczny retusz trochę wcześniej, bo w 2009 r., kiedy wyszła płyta „She Wolf”. Album jest nierówny i to mało powiedziane, ale tytułowy utwór to jest niesamowite wręcz złoto.
Shakira ma wokal charakterystyczny, co już robi ten kawałek, ale potrafi też pisać dosyć kwaśne teksty i dobierać sobie dobre teamy do studia. Nie będę się rozpisywał, ale jak wjedzie mi faza na ten kawałek, to potrafię niczego innego nie słuchać cały dzień. Jak dorzucić do tego wachlarz miłych wspomnień, nie tylko z tym kawałkiem, ale w ogóle z Shakirą (pamiętam, jak w jedne ferie grałem na Game Boy’u w Turoka i grała mi w głowie Shakira), to bez problemu i z czystym sumieniem mogę dorzucać „She Wolf” do mojej listy.
https://www.youtube.com/watch?v=5_fUftP91lc
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
xD O psychodeliczności tej piosenki nigdy nie pomyślałem... ciekawy trop.Hien pisze:12 mar 2022 11:17rzucili się na mniej lub bardziej psychodeliczną elektronikę, czego niezłym przykładem był come back Britney Spears w „Scream & Shout” will.i.am’a
Basic Channel - Phylyps Trak
Do hymnu! Historia mojego związku z techno jest burzliwa, ale też bardzo długa. Najdalsze wspomnienia to odsłuchiwane jeszcze w czasach przedszkolnych kolekcje bangerów klubowych z początków XXI wieku - dźwięków już nie pamiętam, w głowie został tylko obraz płyty, czyli CD w złotym kolorze potraktowane markerem, a na niej napis "Techno". Tutaj wpływ znajomych moich rodziców. Renesans techno nastąpił w gimnazjum, kiedy zaczęła się moja wielka chęć poszukiwania czegoś więcej. Do takiego mocniejszego techno byłem zrażony przez swojego starszego brata, bo choć raz potrafił pozytywnie zaskoczyć, to czasem katował aż do konwulsji np. ordynarne manieczki. Dwunastolatek niekoniecznie orientuje się w niuansach, co jest housem, techno, trance, a co jakimś przepotężnym hardkorem, więc wydawało mi się, że dobrze mi się wydaje... Zaczęło się od grzeczniejszych odmian (o nich wspomnę jeszcze w naszej zabawie) i tak krok po kroku dałem się ogarnąć tej energii. Od pewnego momentu było już z górki.
Techno dziś to dla mnie coś w rodzaju soczewki skupiającej taką nieskrępowaną wolność, radość, energię, taniec, brak ograniczeń, po prostu pozytywną siłę. Kultura klubowa to również wdzięczny temat do analiz społecznych, wspomniałem tu jakiś czas temu o książkowej antologii sceny techno w Polsce i jej teatralnej adaptacji granej we Wrocławiu, a wyreżyserowanej przez Marcina Libera dla studentów AST.
Basic Channel to kosmici. Niemcy, którzy w latach dziewięćdziesiątych wysmażyli tyle EPek, tyle techno bangerów, doprowadzili brzmienie do jakiegoś absolutu, przez co ono nie poddaje się jakimkolwiek procesom starzenia. Potrafili ugryźć temat bardziej atmosferycznie, czasem byli bardziej oszczędni, minimalistyczni. Przede wszystkim są jednak bezkompromisowi, albo wsiąkasz i odpływasz albo stoisz z boku. Jeńców nikt nie bierze - to bardzo hipnotyczna muzyka, może jeszcze nie psychodeliczna, ale podporządkowana rytmowi w sposób bezwzględny. Potrafią przy tym zachować sterylność brzmienia, nie ma tam przesterów, wykręconych acid brzmień, nie są hałaśliwi, są intensywni. Trochę inaczej dochodziło się do podobnej skali intensywności doznań w innych miejscach świata, ale tu też zostawiam sobie furtkę na dopowiedzenia w przyszłości.
Phylyps Trak to był ten pierwszy numer ich autorstwa, który w pełni świadomie usłyszałem. Wcześniej trafiałem na fragmenty skręcające w dub, a na takie rozrzedzone hipnozy nie byłem wcześniej gotowy. Nie zapomniałem o tym projekcie - bogaty w doświadczenia ambientowe czy wspomnianego gdzie indziej GASa i wielu innych w wakacje 2019 roku wreszcie dałem im szansę. Zostali ze mną do dzisiaj i myślę, że już na stałe będą ze mną. Chciałbym sprawdzić tę muzykę w praktyce, bo jej pierwotnym środowiskiem jest klub, ale tak dobra muzyka broni się wszędzie. Komu szkodzi małe pogibanie głową w domu albo w autobusie na przykład?
https://www.youtube.com/watch?v=6a4HlgmlMuw
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No i co? Shodan nas w albumach popędza, a sam tu zalega. Akurat mam teraz chwilę żeby posłuchać, ruszcie dupska.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Swans - Better Than You
https://www.youtube.com/watch?v=9cqRxo1V_OM
Swansy poznałem jakoś w porąbanym 2012 roku, w roku w którym jednocześnie robiłem wszystko i nic i w roku w którym powoli zaczynałem się otwierać na post-punk (którym dotychczas was praktycznie nie katowałem lol). Moja relacja z tym zespołem przypomina sinusoidę czy tam inny rollercoaster: najpierw byłem fanem, podjarka, Gira bogiem, Jarboe nałogiem i te sprawy. To trwało jakoś do 2014 roku, wtedy wydali te nieszczęsną kobyłę To Be Kind, wtedy odkryłem też grupki i peje na facebooku, gdzie dotarło do mnie, że fanboje tej muzy są chyba jeszcze gorsi niż progrockowcy (żeby to jakoś zobrazować: ci ludzie śmiali się z podkurwionych mieszkańców Katowic, którzy nie mogli spać przez \ich koncert na offie, na którym rzępolili tak, że było ich słychać na drugim końcu miasta). To oraz wpływ czynnika środowiskowego sprawiły, że Swans stali się moim ulubionym zespołem, ale do szkalowania oraz robienia memów które ich obrażały.
A teraz to mam ich w dupie.
Dobra, tak naprawdę to może totalnie to nie, jakiś tam sentyment do tych czasów i tej muzyki jest, ale.... no nie wracam, ci ludzie nie mieli litości dła słuchacza, te albumy zawsze były KURESKO przeciągnięte i przy tym jednak nierówne. Jeśli już to właśnie wybieram jakieś pojedyncze rzeczy, zwłaszcza z załączonej płyty, bo tam udało się im jakoś osiągnąć kompromis pomiędzy byciem przystępnym a byciem sobą.
Ta piosenka jest bardzo dobrym tego przykładem, na tyle, na ile możemy mówić o przystępności w kontekście utworu o znęcaniu się psychicznym i generalnie jest esensją wszystkiego co było najlepsze w tym zespole.
Nikt mi nie powie, że GENERALNIE w latach 90 czy nawet w zerowych było lepiej
https://www.youtube.com/watch?v=9cqRxo1V_OM
Swansy poznałem jakoś w porąbanym 2012 roku, w roku w którym jednocześnie robiłem wszystko i nic i w roku w którym powoli zaczynałem się otwierać na post-punk (którym dotychczas was praktycznie nie katowałem lol). Moja relacja z tym zespołem przypomina sinusoidę czy tam inny rollercoaster: najpierw byłem fanem, podjarka, Gira bogiem, Jarboe nałogiem i te sprawy. To trwało jakoś do 2014 roku, wtedy wydali te nieszczęsną kobyłę To Be Kind, wtedy odkryłem też grupki i peje na facebooku, gdzie dotarło do mnie, że fanboje tej muzy są chyba jeszcze gorsi niż progrockowcy (żeby to jakoś zobrazować: ci ludzie śmiali się z podkurwionych mieszkańców Katowic, którzy nie mogli spać przez \ich koncert na offie, na którym rzępolili tak, że było ich słychać na drugim końcu miasta). To oraz wpływ czynnika środowiskowego sprawiły, że Swans stali się moim ulubionym zespołem, ale do szkalowania oraz robienia memów które ich obrażały.
A teraz to mam ich w dupie.
Dobra, tak naprawdę to może totalnie to nie, jakiś tam sentyment do tych czasów i tej muzyki jest, ale.... no nie wracam, ci ludzie nie mieli litości dła słuchacza, te albumy zawsze były KURESKO przeciągnięte i przy tym jednak nierówne. Jeśli już to właśnie wybieram jakieś pojedyncze rzeczy, zwłaszcza z załączonej płyty, bo tam udało się im jakoś osiągnąć kompromis pomiędzy byciem przystępnym a byciem sobą.
Ta piosenka jest bardzo dobrym tego przykładem, na tyle, na ile możemy mówić o przystępności w kontekście utworu o znęcaniu się psychicznym i generalnie jest esensją wszystkiego co było najlepsze w tym zespole.
CELNE I W PUNKT, w sensie serio bardzo celna rozkmina, mnie to się nawet wydaje, że to jest jeden z czynników dla którego ludzie są tak skłonni do pisania, że kiedyś to było lepiej, bo kaman no xdZawsze w trakcie trwania dekady, wydaje się, że jest nijaka, a dopiero z perspektywy widzi się te jak dużo charakterystycznych elementów ją tworzy.
Nikt mi nie powie, że GENERALNIE w latach 90 czy nawet w zerowych było lepiej
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA