Best of Forum

Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 13 mar 2022 20:43

Panowie Dev, Melki, Czez, nie spać proszę!
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 13 mar 2022 20:54

Dev gorączkował cały weekend, ale już pisze.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 13 mar 2022 21:10

Przerywam Wam to pieprzenie.

8. Garbage - The Trick Is to Keep Breathing (rok wydania 1998, rok pierwszego odsłuchu 2021)

https://www.youtube.com/watch?v=GwKtszQ8Ejo

To jest taki utwór, który - choć nie znam go bardzo długo - uważam za całkowite złoto. To była miłość od pierwszego wejrzenia, gdzie przez jakiś czas byłem niemal w 100% przekonany, że w muzyce już mi się coś takiego nie trafi (nie mówię, że nie poznawałem dobrej muzyki, ale aż tak dobrej? z rzadka). Ostatni przed Garbage był właśnie Falco xD Jeśli o Garbage chodzi, to o samym zespole usłyszałem jeszcze w latach 90. Pamiętam siedzenie z kuzynką przed telewizorem w małym pokoju mieszkania dziadków na łódzkim Radogoszczu Zachodzie i oglądanie różnych kanałów muzycznych. Było tam wiele rzeczy, które do dziś pamiętam (a które z jakiegoś powodu kojarzą mi się najczęściej z konkretnymi... komiksami z Kaczorem Donaldem w roli głównej) i do których lubię wracać, ale też takie, które mnie jako dzieciaka przerażały (np. wideo do The Box Orbital). Garbage zaliczało się do tych przerażających. Niezliczoną liczbę razy widziałem wideo do Milk, które po dziś dzień uważam za creepy, podobnie to do The World Is Not Enough (które to, jak po latach stwierdziłem, wraz z pewnym klipem Jerzego Michała musiały wpłynąć na kształtowanie mojej seksualności xD), a Shirley Manson wydawała mi się być postacią nie z tego świata, żeby nie powiedzieć z głębin piekielnych (oczywiście wszyscy wiemy, że ten tytuł przysługuje wyłącznie Diamandzie Galas). Blada twarz o cokolwiek specyficznej urodzie, reverbujący głos przewiercający się przez głowę, a jednocześnie nie mogłem przestać słuchać, nie chciałem przestać patrzeć. Jednak przez 20 lat nie zainteresowałem się bardziej, nie wracałem z własnej woli, trochę mi nie było po drodze. Ale po drodze był Hien.

I Hien w styczniu ubiegłego roku w ramach wspomnianej wcześniej przez niego "naszej" wymiany muzycznej podrzucił mi debiut Garbage. To właśnie tam było Milk, i wtedy usłyszałem je po raz pierwszy chyba od zawsze. Wciąż wywoływało ten sam efekt! Dreszcz na plecach, kiedy wchodził refren, niepokój gdy tylko zaczynała się muzyka. Odpaliłem wideo i cóż, było dokładnie takie, jakim je zapamiętałem. Dla mnie to uczucie, które w/w kol. Hien miał przy pewnej piosence Jonathana Bree xD. Ale przesłuchałem całość, w następstwie zostałem rozsmarowany na ścianie. Ta muzyka jest po prostu świetna, i muzyka, i teksty i oczywiście umiejętności wokalne Shirley. Płytę wciągnąłem kilkakrotnie i za każdym razem słyszałem tam coś innego. Hien polecił mi drugi album, i ten też zassałem. Wrzucony tutaj utwór właśnie z niego pochodzi - był nawet singlem, choć jednym z ostatnich. Kawałek ma niesamowity feel 90sów, jest downtempo (najlepsza muzyka tamtych czasów), jest dokładnie tyle elektroniki, ile powinno być, są dobrze brzmiące gitary no i jest Manson, i nagle jej głos już nie przeraża, tylko fascynuje. I pewnie zabrzmię edgy, ale w taki edgy nastoletni sposób trafia do mnie tekst xD i powtarzany w nim niczym mantra tytuł, który szarpie w mózgu wyjątkowo w sytuacji w której faktycznie różne rzeczy się sypią a trzeba iść naprzód. Tzn. no może nie trzeba, ale jak się oddycha to jest łatwiej. Sytuacja jest trochę przypadkiem, ale kawałka (jak i całej płyty Version 2.0) słuchałem pierwszy raz w styczniu 2021 i z całego albumu - przy wszystkich jego highlightach - wpadł mi najbardziej w ucho. Lubię do niego wracać bez względu na okoliczności. Zresztą, przy okazji podesłania mi Garbage tak w ogóle przez Hiena rok temu dowiedziałem się, że jest ich wielkim fanem i - fun fact - sam planował wrzucić tutaj dokładnie ten sam numer xD dogadaliśmy się, i pewnie będzie inny (ciekawym jaki), ale mógłby być i ten i byśmy sobie przybili pionę.

A teraz idę stać na balkonie i jarać do tego kawałka (albo to bym robił, gdybym był zdrowy). Sława Ukrajini!
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6483
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 13 mar 2022 21:33

Midnight Oil - The Dead Heart
https://www.youtube.com/watch?v=16bFBzx7I_0

Midnight Oil był jedną z pierwszych grup rockowych, z których twórczością się szerzej zapoznawałem, a początki miały miejsce już prawie 15 lat temu, kiedy byłem coraz bardziej zażenowany tym, co prezentują stacje radiowe i zacząłem szukać czegoś dla siebie. W sumie to nie wiem, czemu wybór padł na twórców wielkiego hitu Beds Are Burning, zawsze fascynował mnie ten kawałek, nawet po latach bardzo lubię do niego wracać. Oils (to Australijczycy) zaczynali jako kapela punkowa czy nowofalowa, później zaczęli grać łagodniej, zawsze jednak ich piosenki miały mocną warstwę tekstową - zwykle społeczną, czasem nawiązującą do środowiska (River Runs Red!) czy ogólnie różnych agresywnych zapędów człowieka względem innego człowieka (Forgotten Years!)

O tym ostatnim właśnie opowiada The Dead Heart - piosenka z najsłynniejszego albumu Midnight Oil, Diesel & Dust (1987), z klipem przedstawiającym kilku gości śpiewających tę poruszającą pieśń przy samotnej skale w środku Australii. Głównemu wokalowi łysego Petera Garretta towarzyszy chór jego kolegów. A śpiewają: "nie potrzebujemy ochrony, nie potrzebujemy waszego wsparcia, zatrzymajcie swoje obietnice tam, gdzie stoicie, a posłuchamy i zrozumiemy" - co się tyczy niechcianych przez rdzennych mieszkańców Australii przybyszy zza oceanu i ich działań. Nigdy jakoś nie byłem przekonany co do skuteczności podobnych działań, do tego, że w ten sposób można zmieniać świat, ale raz po raz natrafiam na różnych muzyków, którzy śpiewają o podobnych tragediach tak, że trudno mi się przy tym choć na chwilę nie zatrzymać i nie zastanowić (Hiroshima jest kolejnym przykładem, ale podrzucać jej tu raczej nie będę). To bijące wciąż tytułowe Martwe Serce to oczywiście ci autochtoni i ich kultura (choć nie wszyscy pochwalali to, w jaki sposób Midnight Oil podchodzili do tematu, wiele kontrowersji wzbudziła m.in. Truganini). Mocny rytm, gitarowe zagrywki, charakterystyczne zaśpiewy, zawsze kojarzące mi się z wyrażanym w ten sposób bólem ludzi, o których mowa (a można to odnieść nie tylko do Aborygenów), żywiołowy refren i ciągnąca się w nieskończoność końcówka decydują o sile tego utworu. Mogliby jeszcze refren z raz czy dwa zaśpiewać, przed outrem, nie w trakcie, oczywiście, ale i bez tego The Dead Heart to bardzo mocny kawałek. Dodam jeszcze, że to muzyka mnie przyciągnęła do tego, zwykle zapoznaję się z tekstami piosenek wtedy, kiedy muzycy swoją grą mnie zainteresują, rzadko bywa inaczej.
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 14 mar 2022 12:29

Teraz z kolei Czeza wcięło od dwóch dni. :roll:
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 14 mar 2022 19:41

Jak nie urok to sraczka, już dla wszystkich pozostałych mam gotowe odpowiedzi... :mrgreen:
Awatar użytkownika
Czez
Posty: 9728
Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
Ulubiony utwór: Cala masa
Lokalizacja: Glasgow

Post 14 mar 2022 22:47

The Maverick - Dance The Night Aaay

To utwor z konca lat 90. A pierwszy raz uslyszalem go gdzies pod koniec lat 2000, byc moze 2008. Ale nie w zadnym radio czy tv, lecz na zywo. Zespol znajomych Hiszpana, Polaka i dwoch Wlochow wystapil w jednej restauracji. Ze wszystkich piosenek, ktore wtedy zagrali, tylko te jedna zapamietalem. Od razu przypadla mi do gustu i tak zostalo do dzis. Gdy gdzies slysze to podglaszam, a nawet sam sobie czasami wlaczam. Kiedys sprawdzalem i okazalo sie, ze piosenka skomponowana w ciagu jednego popoludnia jak to sie mowi na kolanie. Zyskala nawet sporo slawy, gdzies tam dotarla - sprawdzilem dzis i najwyzej byla w Angli na 4 miejscu i nawet miala nominacje do Grammy. Ja powiem tylko tyle, ze wcale sie nie dziwie.

https://youtu.be/-UajuBAUkBs
Enjoy The Silence
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 14 mar 2022 22:54

"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 14 mar 2022 23:16

Reno - Delfonics

Murzyn zagrał nieprzepisowo, bo jak teraz zrecenzować mu numer żeby jednocześnie nie pojechać po rodzinie? Będę dyplomatycznie uprzejmy i tylko powiem, że no znam lepsze numery w Polskim hip-hopie xD Szczerze to bym chętniej posłuchał tego jego nielegalu z 00s, bo mam wrażenie, że to mogło być o wiele lepsze, a tutaj jest wjazd z tym w produkcję za pieniądze, nowy liryzm polskich raperów i kolorowe teledyski. Szanuję, ale nie kocham. No i klip kręcony w Wawie, który przez pierwsze kilka ujęć przypominał Łódź. Za to, to wręcz się hejt należy.

Basic Channel - Phylyps Trak

Na wstępie trochę pomarudzę, bo Dragon robi się trochę monotonny. Któryś raz z rzędu długi, instrumentalny numer w podobnym klimacie (to samo w albumach), mam wrażenie, że odbiór tej muzy u mnie jest coraz gorszy przez to. Weź Panie trochę przemieszaj.
Mimo to, nie mogę nie docenić tego utworu, bo to jest muzyka mojego dzieciństwa. Takie brzmienie otaczało mnie przez całe lata 90te, nawet zanim zacząłem się tym interesować, bo po prostu wszędzie leciało techno. Potem wyszedł soundtrack do filmu Mortal Kombat i się zaczęło. Wszyscy u mnie w klasie wpuścili się w techno. Słuchaliśmy czego się dało, nie było wtedy internetu, więc jak ktoś gdzieś coś znalazł, to przynosił do szkoły i tego słuchaliśmy. Phylyps Trak najbardziej mi się kojarzy z Joshem Winkiem, to jest jedyne porównanie jakie mogę dać z pamięci, bo mimo wszystko nie znam się na techno. Ja tego tylko słuchałem, a nie miałem skąd wziąć wiedzy na temat niuansów, rodzajów, itd., ale kiedy pojawił się internet, to już wyrosłem z tego. Miło było wrócić do tych klimatów. Dev może się tu wypowiedzieć o swojej słynnej kasecie techno xD

Garbage – The Trick Is To Keep Breathing

Trochę z kolegą Devem czitujemy, ale to prawda, ten kawałek był na mojej liście. Oddałem go, bo ważne żebyście posłuchali, a nie kto wrzuca. Napiszę to, co napisałbym gdybym wrzucał sam.
Styczeń 2009 r. Dla mnie początek roku to był taki okres resetu i wpuszczania trochę nowej muzyki. Jesień i grudzień, to zawsze okres wracania do czegoś, nostalgizowania, zaś styczeń to czas na wietrzenie magazynu. Tamten styczeń był mega bogaty, czego ja wtedy nie poznałem, czego nie nadrobiłem. Zgłębiłem, w końcu, Orbitala, wyszła nowa Apoptygma, nadrobiłem ubiegłoroczne Bomb The Bass, wyciekł nowy Morrissey… w gąszczu tego wszystkiego pojawiła się Shirley Manson. Pojawiła się śmiesznie. Oglądałem wtedy serial Terminator: Sarah Connor Chronicles (bo jestem fanem Terminatora). Pierwszy sezon był średni. W styczniu, w naszej tv startował drugi. Miałem to trochę w dupie, ale ojciec mnie namówił żeby obejrzeć premierowy odcinek. No i ten powalił mnie na kolana. Względów było wiele, ale zwłaszcza otwierająca scena, w której tle leciał specjalnie do tego serialu nagrany cover „Samson & Delilah” wykonany przez Shirley Manson, która ponadto zagrała jedną z głównych ról (to był jej krótki epizod aktorski). Ależ mi się ten numer wkręcił. Kocham lasta, że mogę sobie czasami spojrzeć na te moje fazy sprzed lat

https://www.last.fm/pl/user/Hien-divide ... etype=1day

No i po Shirley Manson, popłynąłem prosto w Garbage, za które, jak za wszystko, zabierałem się latami, ale nie się dopchałem. Wspominałem, że potrzebna jest motywacja? No i była, sroga.
Pierwsze dwa albumy Garbage pokochałem od razu. Nie będę pisał dużo na temat ulubionych utworów, żeby nie spoilerować ewentualnych typów do bestki, ale The Trick był w absolutnym topie. Zresztą z tych dwóch albumów można doskonałe numery wybierać na ślepo, wszystko jest dobre. Ja nawet nie potrafię napisać czemu The Trick mi się tak podoba, bo zaraz popłynę w jakiś bełkot. Takich rzeczy się nie da opisać. Lata 90te były o tyle wujowe, że o pewnych zespołach się słyszało (i ze słyszenia Garbage znałem), ale żeby czegoś posłuchać, to trzeba było albo polować na MTV (całymi dniami czekałem aż puszczą Wannabe Spice Girls) lub przy radiu, albo zaryzykować i kupić album na kasecie bez słuchania, co ze skromną tygodniówką mi się raczej nie opłacało. To są rozterki, które dla takiego Dragona muszą być totalną abstrakcją xD Potem w empikach pojawiły się stanowiska ze słuchawkami i można było poprosić żeby ktoś odpalił na tym wybrany album.
W każdym razie, z lat 90, to ja pamiętam tylko The World Is Not Enough, leciało często w 30 Ton. Reszty hitów nie słyszałem, po prostu do mnie nie dotarły. No nie ważne, bo się już za bardzo rozpisałem, powinienem to sobie zachować na później xD To jest wspaniały kawałek, wspaniałego zespołu, który był wtedy u szczytu formy. Widziałem Garbage na żywo w 2012 r. na Orendżu, ale TTitKB nie zagrali. Parę miesięcy później byli znowu w Polsce, w Krakowie i wtedy zagrali, ale mnie tam nie było ;(

Porcupine Tree – Normal

Może gdzieś w kolejnej, lub jeszcze kolejnej 25 wrzucę coś PT, ale już teraz mogę powiedzieć, że to będzie coś z lat 90. Do metalowego PT przekonywałem się długo, ale akurat do Normal nie musiałem, bo weszło od razu. To była późna wiosna 2008 r. i ten kawałek (w trochę skróconej wersji, którą wtedy preferowałem) był gdzieś w miarę wysoko na liście Trójki. To były fajne czasy, kończyłem pierwszy rok studiów, było ciepło to się z grupą często widywaliśmy gdzieś na mieście, nawet na chwilę. Normal był jednym z moich soundtracków, kiedy czekałem wieczorami na przystanku żeby złapać tramwaj do centrum, bo chwilę wcześniej ktoś zadzwonił, że się zbieramy w nieistniejącej już Spadochronowej, albo w Bagdadzie.
W 2009 r. ten kawałek cały czas u mnie leciał regularnie, w ogóle tamten rok to była giga faza na Porcupine Tree, którego od dobrych 5-6 lat (jeśli wierzyć lastowi) słucham już raczej w symbolicznych ilościach. Dziś mnie niektóre zbiegi w tym kawałku bawią, np. te z dupy metalowe riffy po to żeby były, itd. Ale nie będę się czepiał, kupa, naprawdę wielka kupa wspomnień i co by nie mówić, świetny kawałek. Udało mi się zobaczyć go na żywo, w Łodzi, na ostatnim koncercie PT w Polsce przed rozpadem. Na tegoroczny się nie wybieram, więc tamten z 2010 r. pozostanie dla mnie ostatnim, przynajmniej na czas nieokreślony.

Swoją drogą, przejrzałem sobie temat PT, tutaj na forum, szukając jakiegoś ciekawego cytatu o Normal „z epoki” i pośmiałem się trochę z własnych postów i złotych czasów moim niekończących się dyskusji (a raczej stawiania ołtarza Wilsonowi) z Rajcą (jakby kogoś interesowało, chłopak żyje i ma się dobrze, jesteśmy w kontakcie). Aż nawet tęsknię za tamtym mną, jaki ja byłem beztroski i durnowaty xD

Midnight Oil - The Dead Heart

Tak jak gdzieś tam ostatnio się coś Dragonowi skojarzyło z XTC, tak mi teraz się skojarzył numer Melkiego z XTC (lekko, ale jednak) co już jest jakimś pozytywem. Niestety więcej pozytywów raczej nie będzie. Nie kręci mnie jakoś szczególnie ten skład, ten wokalista, ten podkład. Melki pisze o tym, że to mocny kawałek, że to poruszająca pieśń, a mnie tutaj właśnie nic nie rusza.
O ile potrafię dosyć energicznie boomerować wśród różnych gatunków, to tutaj ilości dadu są dla mnie trochę zbyt przytłaczająca. Kontekst opisany przez Melkiego tez niestety jakoś do mnie nie dociera. Ale nie wiem, może to nie chodzi wcale o brzmienie, bo jakoś wczesnego REM potrafię słuchać z uznaniem, a dziadowali wtedy nie mniej niż Midnight Oil. Przy czym REM mieli jakiś ogień i brud w brzmieniu, a MO (przynajmniej w tym utworze) mają tak czystą, kryształową produkcję, że brzmi to wręcz plastikowo. Może to po prostu jest zły moment dla mnie na poznawanie takiej muzyki. Nie wiem. Nie kupuję tego, a jednocześnie nie czuję się komfortowo z tą opinią, więc może jednak za jakiś czas się okaże, że jednak weszło, jak Shodanowi Blondie xD Mimo wszystko, mało tu mamy czasu na to żeby te kawałki zakiełkowały w pełni.

Swans - Better Than You

Jak zobaczyłem, że Mentos dał Swans to się przeżegnałem. Miałem kilka podejść do tego zespołu, każde kończyło się tak wielkim rozczarowaniem, że ten ich kult stawał się dla mnie coraz śmieszniejszy. Rzadko używam wobec muzyki obraźliwych słów, bo po prostu nie widzę potrzeby tak aroganckiego zachowania wobec wykonawców, którzy komuś się jednak podobają. W przypadku Swans naprawdę puściły mi hamulce, w głowie rzucałem na nich mięsem aż miło.
Nie wiem po co próbowałem dalej, może musiałem sobie coś udowodnić, albo po prostu nie dawało mi spokoju to, jaki ten zespół jest w pewnych kręgach popularny (co akurat nie powinno mi spędzać snu z powiem, bo towarzystwo offowe słucha często potwornego gówna). Odbijałem się zawsze jeszcze mocniej niż poprzednio. No już dobra, przejdźmy do utworu. No jest on ok. Zaczyna się fatalnie, ale potem robi się lepiej, te kontrasty są fajne, wokal jest spoko. Zaskoczony byłem dosyć mocno, że z miejsca mnie nie odrzuciło. Nawet słychać, że Disco Inferno musieli tego słuchać i im się podobało, bo niektóre numery mają bardzo podobne. Może w tak małych dawkach (i najwyraźniej z innych płyt) jestem w stanie Swans tolerować. No, ale właśnie, tolerować. Nie ma tu mowy o jakimś zachwycie, czy coś. Dla mnie pozytywne jest to, że w ogóle byłem w stanie cokolwiek ich przesłuchać bez skrzywienia. W sumie, trochę mnie bawi, że Mentos wrzuca numer z niby swojej best of życia, ale przez 90% opisu szkaluje zespół xD

The Maverick - Dance The Night Away

Kurde, Czez mnie zaskoczył. Z początku te meksykańskie trąbki trochę mnie zbiły z tropu, ale potem było coraz lepiej. Dobra piosenka, świetny wokal i niezły klimat. Rzadko słucham takiej karnawałowej muzyki, ale w sumie tutaj głównie aranżacja jest festyniarska, sama piosenka jest naprawdę bardzo spoko. Nie wiem w sumie co mogę więcej napisać, spodobało mi się, chociaż nie powinno. Będę do tego wracał. No, lol.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 14 mar 2022 23:53

Reno - Delfonics

Na roastowanie trzeba sobie zasłużyć ;)

Nikogo nie zaskoczę tym, że Reno to dla mnie kompletnie anonimowa postać. Nie ma tu osób głęboko zasiedziałych w hh, więc pewnie nie będę ostatni. Słychać, że kolega wie o co chodzi w tej zabawie. Być może to w porównaniu do całej płyty taki moment totalnego rozluźnienia, zdystansowania od wszystkiego, liczy się tylko dobra nutka w tle, stabilizacja i radocha z nagrywania po latach. Murzyn ma skojarzenie ze świętami i ono też jakoś mi się udziela - w tym sensie, że bije z tego takie rodzinne ciepło, domowy spokój i pościelowa energia. Bardzo przyjazne, a to że bez bitu... żaden problem. Pociachane sample i nawijka robią swoją rytmiczną robotę. Nie żeby Reno był jakimś geniuszem, ale to bardzo sprawnie zrobiona muzyka. Daje pozytywny vibe i to się liczy, a co ważniejsze o to raczej chodziło.

Shakira - She Wolf

Ciekawe w jakim równoległym świecie nie znam Shakiry... Okres wczesnego dzieciństwa do końca podstawówki to było aktywne przesłuchiwanie popularnej muzyki, więc wszystkie wspomniane przez Hiena piosenki kojarzę nawet obudzony o 3 w nocy (wielkie serduszko dla Krejga Dejwida, choć wolę 7 Days). She Wolf to akurat nawet miałem okazję po latach usłyszeć w innych okolicznościach niż nasza zabawa. Zasługa sylwestra i późniejszej posiadówki z drugą połówką w chałupie, wieczorowe popijanie winka przy muzyce, tego typu sprawy.

Znacznie bardziej wolę takie oblicze niż Waka Sraka np.

Najbardziej podobają mi się te przetworzone wokale "SOS, she's in disguise", piękna sprawa, choć wydaje mi się, że i w zwrotkach vocoder/autotune pracuje, ale to tylko taka drobna uwaga o złośliwym charakterze, nie wpływa to na odbiór całej piosenki. Intro też jest klimatyczne, bit elegancko płynie, nawet te gitarowe plumkania nie są takie zniechęcające. Nie słucham codziennie albo choćby raz w miesiącu, ale ten powrót był zadowalający.

Swans - Better Than You

Swans to kolejny projekt, którego przesłuchiwanie dyskografii kiedyś zacząłem i efektownie zakończyłem na pierwszej płycie. Filth to taki satysfakcjonujący zaduch utrzymany na granicy rockowej, industrialowej, no wave estetyki, ale na więcej nie miałem siły w tamtym czasie. Nawet w takiej stylistyce znalazłem swoje ulubione rzeczy, co z pewnością znajdzie ujście w naszej zabawie. Lubię grę z oczekiwaniami słuchacza, jego horyzontami muzycznymi i strefą komfortu, trochę musiałem przesłuchać, żeby dojść do takiego wniosku i niewątpliwie nawet Swansi potrafili wpłynąć na rozwój mojego zdania. Teraz nie miałbym oporów przed wsiąknięciem bardziej w ich twórczość.

Better Than You... komiczne są te goth wstawki, brzmi to jak wykalkulowany, zimnokrwisty pastisz tej stylistyki. Jak połączenie Sisters of Mercy i losowego amerykańskiego twórcy muzyki new age wydającego swoje rzeczy dla 100 osób na kasetach. Mimo to w połączeniu z fragmentem, gdzie wchodzi wokal, a muzycznie w tle dzieje się coś innego, jest zaskakująco angażujące. To NIE BRZMI DOBRZE, ale intryguje, jest onirycznie, na granicy jawy i snu, świadomości i odrealnienia. Ten numer na dodatek otwiera płytę... Może wrócę do tego jak poznam wszystkie płyty nagrane przez nich przed tą, z której Better Than You pochodzi. W ostatecznym rozrachunku jest godnie.

Porcupine Tree - Normal

Mój problem z PT czasami polega na tym, że nie czuję w ich muzyce jakichkolwiek emocji. Wszystkie stosowane zabiegi stylistyczne i kompozycyjne wydają mi się na tyle wykalkulowane, że niewiele jest mnie w stanie zaskoczyć. Z pewnym sentymentem podchodzę Fear of a Blank Planet, ale żeby coś mną dzisiaj ruszało... absolutnie nie, nawet Anesthetize sprawia wrażenie przygotowanego z jakiegoś przepisu na progresywne granie, wszystkie części ładnie trzymają się za rączki, płynnie przechodzą jedna po drugiej, a po mnie to spływa. Ze Stupid Dream jest znacznie lepiej, odnajduję tam więcej życia. Ale zaraz znowu jest On the Sunday of Life i przy takim Linton Samuel Dawson mam przeczucie, że z tego numeru bije coś w stylu "patrzcie, powstałem dla ŻARTU, no przysłuchajcie się jaki jestem wesoły utwór". Bardzo wybiórczo sięgałem po porksowe płyty właśnie ze względu na ambiwalentność odbioru, coś potrafiło chwycić, a coś przechodziło kompletnie przeze mnie bez żadnego wrażenia.

Wróćmy do Normal. Podobieństwa do Sentimental nie da się nie wychwycić. Misternie zbudowany, okołoballadowy numer, w którym ktoś walnął moment onanizmu rockowego po czterech minutach i połowie piątej, który rozkłada całość dokumentnie. Najlepsza wersja z tego wszystkiego to byłby Normal do wspomnianego momentu plus outro z Sentimental. Na EPce brzmi bardziej wyraziście, ale pod koniec się rozmywa niepotrzebnie. Jest ok, szału brak.

Garbage - The Trick Is to Keep Breathing

Dosypać do tego garść soulowych i r&b skojarzeń, wyciąć jazzujący basik i mamy już Only When I Lose Myself muzycznie. Nawet rocznik ten sam. Chyba już wiem jak brzmiałaby reszta materiału z hipotetycznej depeszowej płyty z 1998 roku, o której tutaj jakiś czas temu rozmawialiśmy. Właśnie tak. Przyjemnie płynący numer, który trudno wsadzić do jakichś innych czasów. Downtempo typu najlepiej słuchać w samochodzie. Bije z tego taki wieczorowy klimat poważniejszego klubu, w którym można się nawet lekko pobujać. Do tego tekstowo też może wzbudzać zainteresowanie i kojarzyć przytaczaną historię z jakimiś osobistymi wydarzeniami. Zwycięzca kolejki? Jeszcze jak.

Midnight Oil - The Dead Heart

Rzetelne rockowe granie z poważniejszym przekazem. Kolejny przedstawiciel frakcji "założenie znacznie lepsze niż realizacja" (Ruskich Stinga pamiętamy), bo muzycznie balansuje na granicy chwytliwego numeru i tworu dziadorockowego, a to jest dla mnie powód do pobudzenia do pracy czerwonej lampki w głowie. Wsłuchałem się w tekst i jestem jednak bardziej na tak. Wspomniany rytm, zagrywki, zaśpiewy... nie robią na mnie specjalnego wrażenia, może refren jest tak dobrze ckliwy, a do tego przy tak żwawym graniu nie idzie w coś pretensjonalnego tylko coś, co trzeba przyjąć jako twarde stanowisko i apel. Idea wyciąga całość z takiego dołu nijakości.

The Mavericks - Dance the Night Away

Czez odpływa w rejony, których nigdy sam z siebie bym nie odwiedził. ZAJEBISTY teledysk ze zniekształcającym się wokalistą w zależności od ujęcia. Ciekawy dobór scenerii, ale czuć, że tutaj chodzi o pozytywne nastawienie do słuchacza, artystowskich zabiegów nie ma co szukać, bo i po co. Po całej płycie wrzuciłbym sombrero na głowę i pewnie sam w hipnotycznych pląsach odleciał w krainę zapomnienia i wiecznej szczęśliwości.

Nie jest to zupełnie moja muzyka, ale nie mam wobec niej negatywnych odczuć. Wokalista wirtuozem nie jest, ale nie odstaje od reszty. Niby trąbeczki są tutaj najbardziej charakterystyczne, ale topią się w całości bez reszty. Solidne 5/10 ode mnie by dostali, na całość nie skusiłbym się.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 15 mar 2022 00:19

Hien pisze:
14 mar 2022 23:16
Na wstępie trochę pomarudzę, bo Dragon robi się trochę monotonny. Któryś raz z rzędu długi, instrumentalny numer w podobnym klimacie (to samo w albumach), mam wrażenie, że odbiór tej muzy u mnie jest coraz gorszy przez to. Weź Panie trochę przemieszaj.
Cóż zrobić, gdy trochę się takiej nasłuchałem, gatunków jak psów do zaprezentowania. Spojrzałem w rozpiskę, ale nie powiem jaki jest stosunek instrumentali do utworów z wokalami :evil:
To są rozterki, które dla takiego Dragona muszą być totalną abstrakcją xD Potem w empikach pojawiły się stanowiska ze słuchawkami i można było poprosić żeby ktoś odpalił na tym wybrany album.
Potrafię to sobie wyobrazić, ale w praktyce... jedną płytą kupioną z czystej ciekawości to i tak był mniej więcej znany Jarre, reszta to już po dobrych odsłuchach z mp3'ek, więc abstrakcja, ale lekka xD
Jak zobaczyłem, że Mentos dał Swans to się przeżegnałem. Miałem kilka podejść do tego zespołu, każde kończyło się tak wielkim rozczarowaniem, że ten ich kult stawał się dla mnie coraz śmieszniejszy.
Albo przegapiłem takie miejsca i mam ogromne szczęście albo zdążyłem to sobie wyprzeć z pamięci, bo kompletnie nie kojarzę tego środowiska i takiego podejścia.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 15 mar 2022 00:46

Ja się pod koniec zerosów starłem z całymi grupami fanatyków Swans, w tym u mnie w radiu, na imprezach z lokalnymi koncertami, a w internecie np. na forum PT. Sam zacząłem od My Father Will Guide Me, jezu jaki ten album jest chujowy. Potem robiłem więcej prób, nawet nie pamiętam czego, kończyło się podobnie lub mehem. Pytałem znajomych sympatyków Swans, co robię nie tak, to odbierałem vibe "sam jesteś nie tak" xd
Ostatnio wokal Piano Magic polecił mi The Burning World, że niby zespół tej płyty nienawidzi i dlatego da się jej słuchać. Jeszcze się nie odważyłem.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 15 mar 2022 07:44

Shakira - She Wolf

No i mamy to, pierwszy raz mogę powiedzieć że ktoś mi ukradł kawałek z bestki. Bo jeśli Shakira to w pierwszej kolejności She Wolf właśnie. Jarałem się tym numerem od pierwszego odsłuchu, był to naprawdę fajny i udany powrót Shakiry po której nie spodziewałem się już nic takiego od czasu Hips Don't Lie. Świeżo brzmiące nu-disco najwyższych lotów, baunsujący bicik, dobrze wyegzekwowane zagrywki na gitarze i do tego kliszowe disco smyczki. Chętnie się w tym zatopiłem i wróciłem do tych klimatów bo dekadę ówczesną zaczynałem jarając się Kylie i Daft Punk. Zastrzeżenie jedno jedyne to że Hien wrzucił ten numer bez klipu który też dużo mi tu robi akurat. Tym klipem Shakira nie tylko zaprezentowała nieco ekscentryczną choreografię czerpiącą z czego popadnie ale i fajnie skleiła ją z muzyką tworząc momentami dość zabawne obrazki jak dmięcie w palec niczym na trąbce czy to gdy podciąga się w klatce do góry na końcu drugiej zwrotki. No i już same te jej głupawe wstawki wokalne typu posapywania i pojękiwania oraz wycie jak wilczyca sprawiły że od tamtej pory odkryłem inne oblicze Shakiry i stwierdziłem że jest cudownie po*ebana, zrozumiałem że jest loca zanim nagrała Loca :D podrzucam klip bo warto obejrzeć, no i wiadomo Shakira - nie tylko kobieta-guma ale jest też na czym oko zawiesić:

https://youtu.be/booKP974B0k

Na koniec dodam że skoro już mi Hien zakosił kawałek to przynajmniej spokojnie za kilkaset kolejek będę mógł podrzucić inny kawałek Shakiry, w dość innej stylizacji.

Basic Channel - Phylyps Trak

Chociaż naprawdę lubię muzykę klubową to jednak z jakichś powodów nigdy mocniej nie wgryzłem się w techno. Może zbyt mechaniczna jest ta muza dla mnie, nie ma za grosz duszy, ludzkiego czynnika, nie wiem. Cieszyłem się na Dragonowe elektroniczne perły z lamusa ale muszę zaśpiewać z Hienem w jednym chórze - zaczynam odczuwać że przynudzasz troszku kolego. Ten kawałek jest dla mnie tak suchy że wody nie starczyło bym się nie zatkał nim dotrwałem do końca. Nie ma w nim żadnego wyróżnika, jest potwornie duszny jak taki właśnie zadymiony klub techno gdzieś głęboką nocą. Nie jara mnie tu nic, bit jest bo jest, nie ma groove'u który by mnie porwał a te synthy też mi nie robią i numer trwa wieczność. Długie oszczędne numery trza umieć robić, nie czuję tego kawałka za chu chu. Liczę że trochę zmienisz płytę choć na moment.

Swans - Better Than You

Myślałem że po Dragonie już nic bardziej nie zhejtuję w tej kolejce ale tak naprawdę Dragonowe techno jeszcze w tle ujdzie a Swans to kloaka jakich mało. Będę chyba Czezem tej kolejki nieco ale kurde nie wiem czy jakiś numer od początku gry odrzucił mnie bardziej niż ten. Wiem że nie powinienem tego oceniać ale okładka albumu nie pomaga, potęguje ch*jowy vibe tego numeru, jest naprawdę brzydko i zapędza mnie w jakieś fatalne flashbacki z niewesołej przeszłości. Po prostu kur*a nie.

Porcupine Tree - Normal

Oj obawiałem się tego tak jak no-man muszę powiedzieć. Przed laty coś tam się zerkało na linki wrzucane w temacie co teraz słuchasz i ta dawniejsza hienałkowa muza mi nigdy nie podchodziła. A swoją drogą Ty już nie masz swoich wykonawców shodan? ;(
Przejdźmy do rzeczy - nie było tak strasznie, podobały mi się te lżejsze momenty kawałka, nie wiem czy to był refren czy co. Na minus zdecydowanie te metalowe wstawki. Ogólnie odczucia mam jak Dragon że ta muza jest taka wykalkulowana i wyegzekwowana ale emocji w tym zbytnio nie ma. Chyba mam trochę lęki jak przychodzi mi zgłębiać cokolwiek związanego z Wilsonem po tych pomnikach poustawianych na forum przez Hiena przez laty ;(

Garbage - The Trick Is To Keep Breathing

Brawa dla tego Pana. Garbage znam ogólnie chyba z jednego numeru który kiedyś wrzucałem na forum i się jarałem że czuć ich brzmienie w In Your Room (Zephyr Mix) mocno faktycznie i kiedy wyszło że nie znam Garbage to mnie zdaje się Hienałke wyśmiał ;( niemniej od tamtej pory ich twórczości nie zgłębiłem nic więcej i fajnie znowu spróbować i znowu coś dobrego odkryć. Lubię takie mariaże rocka, elektroniki i takiego lekkiego, trochę trip-hopowego, trochę tanecznego rytmu. Nabrałem smaka na więcej, liczę że któryś z Panów zapoda jakiś album Garbage później. O ile Shakira to hit kolejki bo lubię piosenki które znam, tak Garbage to zdecydowanie odkrycie kolejki i nie wątpię że może ją szybko przeskoczyć w moim rankingu. Na swój sposób Hien podwójnie wygrywa kolejkę ;(

Midnight Oil - The Dead Heart

No i schodzimy w klimaty Melczetowego dad rocka. No i ja też muszę powiedzieć że nie czuję tego ważnego, podniosłego przesłania w tym kawałku. Dużo lepiej odbieram ten kawałek w kontekście jakiegoś zapomnianego ejtisowego przeboju. Jest dość lekki, podobało mi się to brzmienie jakby potężnej trąby brzmiącej co jakiś czas w utworze. W sumie te janglowe brzmienie gitar sprawia że ten numer słyszę jakby w rozkroku między dad rockiem a ejtisowym koledżowym indie rockiem, trochę jak R.E.M. właśnie. Na taką plejkę bym to wrzucił i może odgrzał za jakiś czas. Czekam na Dire Straits.

The Mavericks - Dance The Night Away

Czez rzucił świeżynką o tyle że pamiętam jakby to było wczoraj jak wrzucał ten kawałek na forum, no tak, zdaje się na moją listę przebojów nawet. To takie rejony lat 90 za którymi nigdy zbytnio nie przepadałem, jakiś one hit wonder podejrzewam swoją drogą. Kolesie w klipie wyglądają jak weselny cover band i tak trochę brzmią. Takie lekkie, na wskroś pozytywne - rozstałem się z babą to teraz polecę na parkiet d*py wyrywać i jakoś to będzie ;( rozumiem, mogę docenić pozytywną energię kawałka i to tyle raczej. Wolę już jak mnie Czez leśnym folkiem zaskakuje, ale chyba z drugiej strony wolę to niż dinozaury elektroniki.

No cóż, podsumowując kolejkę i numer wrzucony przez Mentosa - even Czez is better than you ;(

Kolejka słabsza ale i nie słabsza, jeden numer z mojej topki i jedno poważniejsze odkrycie, coś się ciekawego jednak zadziało.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 15 mar 2022 07:51

No Burning World to takie swansowe Obscured by clouds, czyli fani raczej nie lubią, a fanatycy "tylko" lubią. Mój znajomy który ma do awans podobny stosunek co ty też lubi ten album, ja go tbh prawie już nie pamiętam xd

Generalnie Srans to akurat przykład zespołu który odkryłem w odpowiednim wieku i w odpowiednim czasie, odkrylbym ich ze 2 lata później to bym kręcił hujem, wczesniej - uznał że to jakies zrypane pitu pitu dla młodzieży.
I dragon możesz akurat nie pamiętać fanbazy swansow bo to się wylęgło gdzieś na przełomie 00s/10s xd

Co do forum PT to nigdy nie zapomnę tego jak kiedyś czytałem jakieś prastare wątki z tamtego forum i w jednym temacie trafiłem na jakiegoś przemądrzałego kuca, który przepisywał wypowiedzi dejnarowicza jako własne opinie xddddd
Chyba nawet próbowałem tam się udzielać, ale napisałem pare zapewne durnych postów i się zmylem.

Aa i fajno że raycuch żyje i ma się do dobrze
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 15 mar 2022 09:59

Ja niestety swoje podsumowanko wrzucę dopiero jutro wieczorem, just sayin' :(
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 15 mar 2022 12:21

Zdziwię się jeśli będziesz ostatni.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 15 mar 2022 14:01

Shakira – She Wolf

Dziwiłem się nieco, że Hien wrzucił Shakirę, ale nie dlatego, że miałem coś złego na myśli. Po prostu trochę już Hiena poznałem i nie spodziewałem się takiego rodzaju muzyki. No ale może niesłusznie, bo Hien już parę razy mnie zaskoczył.
Shakirę zawsze lubiłem jako osobę, bo to sympatyczna i fajna babka o rzeczywiście nietuzinkowej urodzie. Taka naturalna dziewczyna, która obudzona nawet w środku nocy bez makijażu i fryzury robi ogromne wrażenie.
A co do niej jako wokalistki – niestety nigdy nie podobała mi się jej barwa głosu. A do wokalu przykładam w muzyce fundamentalne znaczenie. Nie przepadam też za jej muzyką. Znam jak każdy te jej kilka przebojów, a kiedyś nawet przesłuchałem sobie na YT któryś z jej koncertowych występów, gdzie było sporo nieznanych mi utworów. No i nie załapało. Nie, żebym był wrogiem tej muzyki. Jak gdzieś leci, to nie ma problemu. Ale nie kusi mnie, żeby ściągnąć jakąś jej płytę czy choćby utwór na dysk.

Reno – Delfonics

Najlepsze w tym utworze jest pierwsze pół minuty, gdy jeszcze nie wiadomo, że to rap. :D Potem czar pryska.
Mudżyn, brat nie brat, taryfy ulgowej nie będzie. Ale nie będzie też aż tak źle. Bo nie jest to najgorszy hip-hop jaki słyszałem. Jest przyzwoicie, muzyczka spokojnie sobie plumka przez cały utwór, głos nawet nie drażni, jak to u większości polskich raperów bywa.
No i tyle. Przesłuchane, zapomniane.


Midnight Oil - The Dead Heart

Melki preferuje taki dosyć charakterystyczny styl muzyczny i właściwie jeszcze w żadnej rundzie mnie nie zaskoczył. Zresztą o Midnight Oil pisał już tu na forum nie raz. Ja zespół znam głównie z tego ich największego przeboju, eksploatowanego wszędzie równie mocno jak ETS w przypadku DM. Ale tytułu nie pamiętam. Choć parę innych rzeczy Oilsów gdzieś tam w TV czy YT też słyszałem.
Ten utwór prezentuje styl charakterystyczny dla tego zespołu. Nawet o teledysku można powiedzieć to samo. Nie jest to złe na pewno. Całkiem spoko mi się tego słuchało.
Piszecie, że to dad rock. Może i tak, ale co z tego. Dad rock nie musi być gorszy od nowoczesnej nudy.
Choć nie znaczy to, że Midnight Oil zascrobbluje na moim profilu lasta. Aż takim fanem tego brzmienia nie jestem.


Basic Channel - Phylyps Trak

Miałem napisać to samo, co Hien – Dragon zaczyna trochę przynudzać. Tzn. ja wiem, że on takiej muzyki dużo słucha, więc wrzuca. Ale mógłby to przeplatać też czymś nieco innym. Bo na pewno innej muzyki też czasem słucha.
O ile wcześniejsze propozycje instrumentalne Dragona nawet mi się podobały (zarówno w albumach jak i utworach), o tyle tutaj muszę już powiedzieć zdecydowane nie.
O ile Hien pisze, że techno to muzyka jego dzieciństwa, która go zewsząd otaczała, o tyle ja na szczęście nie miałem z nią za dużo kontaktu. W moich czasach w szkole nikt tego nie słuchał. Jedynie pamiętam, że gdy byłem w Syrii, to był na moim posterunku taki koleś, co napierdalał bez przerwy przez pół roku te dziadowskie manieczki, które zraziły mnie do tego typu muzyki raz na zawsze.
Potwornie się wynudziłem przez te 10 minut trwania tego utworu. 10 minut ciągle tego samego. Nawet wystarczy przeskakiwać suwaczkiem po utworze co pare minut i w każdym momencie leci to samo.
10 minut zmarnowanego życia. W sumie to więcej, bo uczciwie przesłuchałem parę razy, dając utworowi szansę jak każdemu innemu. Ale trzeci czy nawet czwarty odsłuch nie różnił się niczym od pierwszego. Techno obok paru innych gatunków muzycznych jest dla mnie totalną czarną dziurą.

The Maverick - Dance The Night Away

Kiedyś stripped napisał, że Hien gra bezpiecznie. A ja myślę, że to Czez tak naprawdę gra bezpiecznie. Wrzuca utwory, które mimo, że najczęściej nie zachwycają, to nie ma też powodu ich hejtować. Dance The Night Away to taki niezobowiązujący numer, który można posłuchać zawsze i wszędzie bez problemu. Lajtowy zespół, lajtowy utwór i jeszcze bardziej lajtowy teledysk. I nie jest to złe. Jest miło i wesoło, nóżka pod stołem chodzi. Utwór idealny do wszelkiego rodzaju potańcówek i imprez.
W zaciszu domowym bym się w coś takiego zanurzyć na pewno nie chciał, ale posłuchać z przypadku nie zaszkodzi.

Garbage - The Trick Is to Keep Breathing

Zespół Garbage kojarzę od dawna, ale też nie miałem jakiegoś bodźca, żeby się z nim lepiej zapoznać. Może czas najwyższy nadrobić te zaległości? Bo The Trick Is to Keep Breathing to utwór naprawdę godny uwagi. Zresztą takiego czegoś się spodziewałem po Garbage. Lubię utwory utrzymane w takim tempie (przypomina mi pod tym względem singlowe Freelove), z ciekawą linią melodyczną, gdzie wszystkie dźwięki są na swoim miejscu. Utwór brzmi dobrze i wokalistka też brzmi bardzo dobrze.
Poczekam trochę, może ktoś jeszcze bardziej mnie zmobilizuje do posłuchania Garbage wrzucając całą płytę.

Swans - Better Than You

Kolejna zupełna dla mnie nowość. Utwór nieźle mnie zestresował przy pierwszym odsłuchu. Te ciche dziecięce piskania na początku spowodowały, że zbyt mocno podkręciłem głośność i jak w końcu walnęła muzyka, to tak podskoczyłem w fotelu, że aż mi słuchawki spadły.
Ten utwór to taki przekładaniec fragmentów spokojnych i bardzo ostrych. I te momenty spokojne w towarzystwie dobrego wokalu robią lepsze wrażenie.
Czy mi się to podoba? Sam nie wiem. Nie jest to ani złe, ani jakieś dobre. Pozostawia mnie raczej dosyć neutralnym.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 15 mar 2022 14:06

shodan pisze:
15 mar 2022 14:01
Po prostu trochę już Hiena poznałem i nie spodziewałem się takiego rodzaju muzyki. No ale może niesłusznie, bo Hien już parę razy mnie zaskoczył.
Wychodzi na to, że mnie w ogóle nie poznałeś, jeśli Cię ta Shakira zdziwiła ;) W sumie nie wiem, czy ten wybór byłby zaskakujący na jakimkolwiek etapie 16 lat mojego siedzenia na tym forum.

Swoją drogą, szukam w Twojej recenzji jakiegokolwiek fragmentu odnoszącego się do samego "She Wolf", ale chyba go tam nie ma :/
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 15 mar 2022 14:14

Kurdę rzeczywiście. Pisałem farmazony o wszystkim, tylko nie o samej piosence. :wstyd:
W końcu wyszło mi na to, że Shakira po Garbage zajęła w moim notowaniu tej kolejki drugie miejsce. Choć faktem jest, że bywały lepsze kolejki.
She Wolf to jeden z tych utworów, które niby nie robią na słuchaczu oszałamiającego wrażenia, ale jednak jak się posłucha, to wkręca się w mózg. I chodzi za tobą cały dzień.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 15 mar 2022 14:25

Jak przekupki o tym nudzeniu. :P