Best of Forum
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Re: Best of Forum
No szkoda Czez, tym bardziej, że w utworach byłeś u mnie całkiem wysoko. Ale chyba podjąłeś słuszną decyzję. Jak nie masz czasu, to po co się męczyć na siłę. Praca ważniejsza. Przecież forum Cię nie wykarmi.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Podejrzewam, że ten temat pociągnie jeszcze dłuuugo, więc nie musisz się przejmować Czez, że tu skończymy zanim będziesz mógł wrócić.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Też tak myślę, na spokojnie czekamy na wieści od Czeza w temacie powrotu do zabawy, możemy nawet do dwudziestu utworów nie dojechać i będzie szansa na come back.
-
Czez
- Posty: 9728
- Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
- Ulubiony utwór: Cala masa
- Lokalizacja: Glasgow
Come Back 

cos, co z Shodanem kochamy 


A tak na powazniej, to co innego wejsc na forum na chwilke i cos skrobnac, a co innego poswiecic kilka godzin czasu na przesluchiwanie muzyki i pisanie recenzji. Wczoraj mialem wolne, to myslalem, ze popchne temat. Ale nic z tego nie wyszlo. Trzeba sie bylo wyspac czyt. odespac, zakupy i wogole nadrobic rozne zaleglosci z tygodnia. Ani sie czlowiek obejrzal a tu wieczor. Inna sprawa, ze troche musialem nadrobic, zeby miec spokojnie czas pojsc na mecz Szkocja - Polska w najblizszy czwartek. No ale to drobny szczegol.
A tak na powazniej, to co innego wejsc na forum na chwilke i cos skrobnac, a co innego poswiecic kilka godzin czasu na przesluchiwanie muzyki i pisanie recenzji. Wczoraj mialem wolne, to myslalem, ze popchne temat. Ale nic z tego nie wyszlo. Trzeba sie bylo wyspac czyt. odespac, zakupy i wogole nadrobic rozne zaleglosci z tygodnia. Ani sie czlowiek obejrzal a tu wieczor. Inna sprawa, ze troche musialem nadrobic, zeby miec spokojnie czas pojsc na mecz Szkocja - Polska w najblizszy czwartek. No ale to drobny szczegol.
Enjoy The Silence
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Trzeba docenić, że Czez faktycznie słuchał wszystkiego po kilka razy i nie ściemniał. Kolega Dev swego czasu zrecenzował SOTU, a znał tylko single xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
To i tak nieźle. Byli tacy, co oceniali coś w ogóle tego nie znając.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Kto wie, może FREE STATE nigdy nie słuchał SOFADa. W każdym razie, czy ktoś chce się jeszcze odnieść do recenzji?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Chyba nikt.
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Ja już chyba nie mam w planach wysyłania czegoś w stylu rocka lat 80. - zresztą nie wiem, co by to miało być. Inni tacy wykonawcy nie są dla mnie zbyt ważni.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Hello, nie doczekamy się tego Dire Straits? 
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Chyba? Myślałem, że listy mamy już gotowe xDMalkolit pisze:20 mar 2022 21:11Ja już chyba nie mam w planach wysyłania czegoś w stylu rocka lat 80. - zresztą nie wiem, co by to miało być. Inni tacy wykonawcy nie są dla mnie zbyt ważni.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Lubię Dire Straits, ale chyba nie aż tak, żeby coś wrzucać, nie czuję wielkiego przywiązania do jakiegoś ich hitu.
No mamy, mamy, tak mi się napisało.
No mamy, mamy, tak mi się napisało.
-
Czez
- Posty: 9728
- Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
- Ulubiony utwór: Cala masa
- Lokalizacja: Glasgow
Ja mam przygotowana liste 25 + kilka nastepnych 

Enjoy The Silence
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ok, lecimy zatem z kolejną kolejką, a Czez dołączy kiedy będzie mógł.
Eric Brosius – South Quarter
Jedynym konwencjonalnym zespołem, którego część stanowił Eric, było alt-rockowe Tribe, które padło w połowie lat 90. Prawdziwa kariera zaczęła się dla niego później, w branży gier video, a dokładnie w studiu Looking Glass. Objął tam posadę designera dźwięku oraz kompozytora muzyki.
Pracował między innymi nad obiema częściami System Shock (przy czym nie robił do niego całej muzyki) oraz serią Thief. Fun fact dla Shodana, jego żona Terri, która grała na klawiszach w Tribe, również przeszła do Looking Glass jako, między innymi, designer leveli i aktorka głosowa – to ona nagrała wszystkie kwestie dla komputera Shodan xD (właśnie zostało udowodnione, że Shodan jest babą
)
W każdym razie, Eric wyrobił sobie markę przede wszystkim pracując nad Thiefem. Jako, że jest to gra specyficzna i w dużym stopniu bazująca na ciszy, cały sound design był bardzo skomplikowany, a muzyka specyficzna. Bardzo często były to kompozycje wręcz dronowe. Dałem kiedyś Devovi w wymianie, soudtrack z „Thief II: The Metal Age” i się słusznie zachwycił.
Shouth Quarter pochodzi z trzeciej części gry „Thief: Deadly Shadows”, która powstawała już w studiu Ion Storm, ale przy udziale lwiej części starej ekipy, w tym małżeństwa Brosius. Ten soundtrack jest bardziej ambientowy niż poprzednie, ale idealnie dopasowany do ewolucji jaką ta seria przeszła. Kiedy pierwszy raz grałem w „Deadly Shadows”, moją uwagę przykuła muzyka, a zwłaszcza ten utwór, który pojawia się kiedy bohater porusza się w okolicach domu i południowej części miasta, która jest swego rodzaju free hubem i spędza się tam sporo czasu przygotowując do kolejnych misji. Od tego momentu stałem się wielkim fanem Erica i jego dzieł. To jest kolejny przykład utworu, który ma „wszystko to, co lubię w muzyce”. Podoba mi się nietypowa struktura, w ramach której utwór narasta do połowy, a potem zatapia się w hipnotycznym loopie z delikatnymi organami w tle i melodią wygrywaną na syntezatorze. Atmosfera jaką tu buduje Brosius, to jest poziom przewysoki. Szkoda, że nie przekłada się on na jego popularność, bo zasłużył sobie na znacznie więcej.
Cieszę się, że mogę zaprezentować ten kawałek przed wrzuceniem Thiefa do bestki gier i przed zapostowaniem recenzji Koyaanisqatsi, nie dlatego, że istnieją podobieństwa między South Quarter, a płytą Glassa, ale atmosfera gier z tej serii bardzo mi się kojarzy z tym co zapodał w albumach Murzyn. Eric zrobił nawet kilka kawałków z udziałem chóru, więc jakiś mini link istnieje nawet w muzyce.
https://www.youtube.com/watch?v=i8gyw1dDY9Y
Eric Brosius – South Quarter
Jedynym konwencjonalnym zespołem, którego część stanowił Eric, było alt-rockowe Tribe, które padło w połowie lat 90. Prawdziwa kariera zaczęła się dla niego później, w branży gier video, a dokładnie w studiu Looking Glass. Objął tam posadę designera dźwięku oraz kompozytora muzyki.
Pracował między innymi nad obiema częściami System Shock (przy czym nie robił do niego całej muzyki) oraz serią Thief. Fun fact dla Shodana, jego żona Terri, która grała na klawiszach w Tribe, również przeszła do Looking Glass jako, między innymi, designer leveli i aktorka głosowa – to ona nagrała wszystkie kwestie dla komputera Shodan xD (właśnie zostało udowodnione, że Shodan jest babą
W każdym razie, Eric wyrobił sobie markę przede wszystkim pracując nad Thiefem. Jako, że jest to gra specyficzna i w dużym stopniu bazująca na ciszy, cały sound design był bardzo skomplikowany, a muzyka specyficzna. Bardzo często były to kompozycje wręcz dronowe. Dałem kiedyś Devovi w wymianie, soudtrack z „Thief II: The Metal Age” i się słusznie zachwycił.
Shouth Quarter pochodzi z trzeciej części gry „Thief: Deadly Shadows”, która powstawała już w studiu Ion Storm, ale przy udziale lwiej części starej ekipy, w tym małżeństwa Brosius. Ten soundtrack jest bardziej ambientowy niż poprzednie, ale idealnie dopasowany do ewolucji jaką ta seria przeszła. Kiedy pierwszy raz grałem w „Deadly Shadows”, moją uwagę przykuła muzyka, a zwłaszcza ten utwór, który pojawia się kiedy bohater porusza się w okolicach domu i południowej części miasta, która jest swego rodzaju free hubem i spędza się tam sporo czasu przygotowując do kolejnych misji. Od tego momentu stałem się wielkim fanem Erica i jego dzieł. To jest kolejny przykład utworu, który ma „wszystko to, co lubię w muzyce”. Podoba mi się nietypowa struktura, w ramach której utwór narasta do połowy, a potem zatapia się w hipnotycznym loopie z delikatnymi organami w tle i melodią wygrywaną na syntezatorze. Atmosfera jaką tu buduje Brosius, to jest poziom przewysoki. Szkoda, że nie przekłada się on na jego popularność, bo zasłużył sobie na znacznie więcej.
Cieszę się, że mogę zaprezentować ten kawałek przed wrzuceniem Thiefa do bestki gier i przed zapostowaniem recenzji Koyaanisqatsi, nie dlatego, że istnieją podobieństwa między South Quarter, a płytą Glassa, ale atmosfera gier z tej serii bardzo mi się kojarzy z tym co zapodał w albumach Murzyn. Eric zrobił nawet kilka kawałków z udziałem chóru, więc jakiś mini link istnieje nawet w muzyce.
https://www.youtube.com/watch?v=i8gyw1dDY9Y
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Television - Guiding Light
Marquee Moon to dla mnie mistrzostwo w panowaniu nad punkową werwą i rockową dojrzałą precyzją. Jeśli dojedziemy znacznie dalej w zabawie płytowej to nie ukrywam, że to może być moja kolejna karta w zestawie. Potrafi być naprawdę emocjonalnie, gorzko, ale też i ekstatycznie, pozytywnie. Nie ma gitarowego szaleństwa, jest pewność w każdym zagraniu, która często rodzi efektowne zestawienia razem z melodią wokalu i basem. Żaden numer tutaj nie stoi w miejscu.
Guiding Light jawi się w takim towarzystwie jak rześki moment wyciszenia. Punkowe patenty idą zupełnie w odstawkę. Dzieje się dość melancholijny ambaras, wspomnienie owocnej nocy jakby przez mgłę zadowolenia i nie do końca pełnej świadomości? O, może coś takiego. Gitary prowadzą się bardzo subtelnie, kiedy wokal się wycisza to dają piękny popis solówek efektownych, ale nieścinających na kolana technicznym, bezdusznym charakterem. Podobnie istotny jest fortepian. Za pomocą dość oszczędnego zestawu brzmieniowego i tak robi się miejscami bardzo gęsto. Przed samym wrzuceniem zastawiałem się na innymi numerami, ale GL było tym pierwszym, który skłonił mnie do sięgnięcia po całość. Od paru lat regularnie wracam, choć nie zawsze do całości.
https://www.youtube.com/watch?v=Ke0e0IyvMXc
Marquee Moon to dla mnie mistrzostwo w panowaniu nad punkową werwą i rockową dojrzałą precyzją. Jeśli dojedziemy znacznie dalej w zabawie płytowej to nie ukrywam, że to może być moja kolejna karta w zestawie. Potrafi być naprawdę emocjonalnie, gorzko, ale też i ekstatycznie, pozytywnie. Nie ma gitarowego szaleństwa, jest pewność w każdym zagraniu, która często rodzi efektowne zestawienia razem z melodią wokalu i basem. Żaden numer tutaj nie stoi w miejscu.
Guiding Light jawi się w takim towarzystwie jak rześki moment wyciszenia. Punkowe patenty idą zupełnie w odstawkę. Dzieje się dość melancholijny ambaras, wspomnienie owocnej nocy jakby przez mgłę zadowolenia i nie do końca pełnej świadomości? O, może coś takiego. Gitary prowadzą się bardzo subtelnie, kiedy wokal się wycisza to dają piękny popis solówek efektownych, ale nieścinających na kolana technicznym, bezdusznym charakterem. Podobnie istotny jest fortepian. Za pomocą dość oszczędnego zestawu brzmieniowego i tak robi się miejscami bardzo gęsto. Przed samym wrzuceniem zastawiałem się na innymi numerami, ale GL było tym pierwszym, który skłonił mnie do sięgnięcia po całość. Od paru lat regularnie wracam, choć nie zawsze do całości.
https://www.youtube.com/watch?v=Ke0e0IyvMXc
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Micachu & The Shapes - Turn Me Well
https://youtu.be/d4OhRVn_b80
Ta bestka jest historią nie tylko samych utworów ale poniekąd też ludzi z mojego życia związanych z nimi. Skoro już wspomniałem o Marii Peszek i koncercie na który zaprosił mnie mój znajomy, to muszę też wspomnieć o kilku kawałkach poznanych dzięki niemu. Z moich doświadczeń życiowych muszę przyznać że te starsze roczniki przełomu lat 70/80 to pokolenie bardziej nadgryzione PRLem i często gęsto mające naprawdę źle w głowach i o ile tenże znajomy to naprawdę poczciwa dusza tak ma swoje demony których nie ogarniam jako prawie 10 lat młodszy szczyl, niemniej demony te przekładają się też często na muzykę polecaną mi przez niego. W każdym bądź razie istnieje szereg utworów które niejeden raz dane mi było posłuchać u niego w mieszkaniu naprawdę głośno kiedy znajdował się w odpowiednim stanie spożycia napojów wyskokowych a które to kawałki można by określić z grubsza jako "psychosztormy". Jako że ja sam w okresie bliższej znajomości z nim akurat znajdowałem się w pogarszającej się kondycji psychicznej wizyty te wcale nie poprawiały mojego nastroju ale kawałki te trafiały na bardzo podatny grunt. Jednym z nich jest właśnie Turn Me Well od Micachu & The Shapes. Tak naprawdę to jeden z lżejszych psychosztormów jakie poznałem wtedy, a jego ponury urok sprowadza się do dziwacznej, ryjącej banie momentami produkcji, choć kiedy numer się rozkręca wychodzi ze spodu całkiem zgrabny indie popowy hicik tej nieśmiałej chłopczycy jaką jest Mica Levi pseudonim Micachu. Jeśli dorzucimy do tego tą błagalną frazę zmęczonej duszy powtarzaną w refrenie mamy solidną pigułkę dla kogoś znajdującego się na drodze do depresji lub już w niej siedzącego. Jako ciekawostkę dodam że oficjalny klip do kawałka udostępniony jest na youtube'owym kanale Björk, która chciała w ten sposób zapropsować Micachu, słuchając Turn Me Well chyba można znaleźć nawet pewien wspólny mianownik tych dwóch pokręconych artystek. Przyznam że różnie dobieram numery do bestki ale ten tutaj to zdecydowanie moje pewne top25, kurczę zapomniałem już jaki to piekny numer, fajnie było wrócić do tego samemu.
https://youtu.be/d4OhRVn_b80
Ta bestka jest historią nie tylko samych utworów ale poniekąd też ludzi z mojego życia związanych z nimi. Skoro już wspomniałem o Marii Peszek i koncercie na który zaprosił mnie mój znajomy, to muszę też wspomnieć o kilku kawałkach poznanych dzięki niemu. Z moich doświadczeń życiowych muszę przyznać że te starsze roczniki przełomu lat 70/80 to pokolenie bardziej nadgryzione PRLem i często gęsto mające naprawdę źle w głowach i o ile tenże znajomy to naprawdę poczciwa dusza tak ma swoje demony których nie ogarniam jako prawie 10 lat młodszy szczyl, niemniej demony te przekładają się też często na muzykę polecaną mi przez niego. W każdym bądź razie istnieje szereg utworów które niejeden raz dane mi było posłuchać u niego w mieszkaniu naprawdę głośno kiedy znajdował się w odpowiednim stanie spożycia napojów wyskokowych a które to kawałki można by określić z grubsza jako "psychosztormy". Jako że ja sam w okresie bliższej znajomości z nim akurat znajdowałem się w pogarszającej się kondycji psychicznej wizyty te wcale nie poprawiały mojego nastroju ale kawałki te trafiały na bardzo podatny grunt. Jednym z nich jest właśnie Turn Me Well od Micachu & The Shapes. Tak naprawdę to jeden z lżejszych psychosztormów jakie poznałem wtedy, a jego ponury urok sprowadza się do dziwacznej, ryjącej banie momentami produkcji, choć kiedy numer się rozkręca wychodzi ze spodu całkiem zgrabny indie popowy hicik tej nieśmiałej chłopczycy jaką jest Mica Levi pseudonim Micachu. Jeśli dorzucimy do tego tą błagalną frazę zmęczonej duszy powtarzaną w refrenie mamy solidną pigułkę dla kogoś znajdującego się na drodze do depresji lub już w niej siedzącego. Jako ciekawostkę dodam że oficjalny klip do kawałka udostępniony jest na youtube'owym kanale Björk, która chciała w ten sposób zapropsować Micachu, słuchając Turn Me Well chyba można znaleźć nawet pewien wspólny mianownik tych dwóch pokręconych artystek. Przyznam że różnie dobieram numery do bestki ale ten tutaj to zdecydowanie moje pewne top25, kurczę zapomniałem już jaki to piekny numer, fajnie było wrócić do tego samemu.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
9. Oren Lavie - Her Morning Elegance (rok wydania 2007, rok pierwszego odsłuchu 2010)
https://www.youtube.com/watch?v=2_HXUhShhmY
Kolejny kawałek, który znam dzięki swojemu głównemu oknu na muzyczny świat inny niż ejtisy i elektronika w latach 2008-2011, czyli "alternatywnym" składankom. Znów kłania się ram cafe
ale co ja poradzę, te kompilacje są po prostu bardzo dobre. Rzadko trafiają się tam byle jakie utwory, które by nużyły i nudziły. Ktokolwiek by tego nie kompilował ma dobre wyczucie. Ten utwór znalazł się na części III, którą wydano w 2008 roku. W moje ręce trafiła 2 lata później w okolicznościach, które zapewne już tutaj wspominałem (przy innym utworze). III część akurat z pierwszych pięciu, które poznałem w tym samym czasie wydawała mi się najsłabsza (a i tak jest tam mnóstwo dobrej muzy) i Oren Lavie wydawał się być tutaj czymś najbardziej się wyróżniającym. Do tego stopnia, że wkrótce potem zassałem całą jego płytę, z której ów utwór pochodzi (to był też pierwszy przypadek, kiedy pod wpływem piosenki usłyszanej na jakiejś składance postanowiłem się zapoznać przynajmniej z tym albumem, na którym ten fajny kawałek jest). I bardzo całą płytę polecam - jest świetna. Lavie ciśnie mocno akustycznie, jest gitara (czasem dwie), pianino i leciutkie, jazzowe bębny. Jego "windy" vocal przypomina mi trochę Bownessa z no-man, przy czym dochodzi do tego jeszcze niewielkie zachrypienie, które sugeruje postać autora jako potwornie wręcz stereotypowego poety mieszkającego gdzieś w międzywojniu na obrzeżach Montmartre'u w niedogrzanej izbie, żywiącego się głównie kawą i szlugami, snującego się ulicami listopadowej francuskiej stolicy w przybrudzonym i podniszczonym czarnym prochowcu i wyrywającemu studentki literatury na swoją twórczość. Była zresztą chwila, kiedy myślałem, że gość jest Francuzem, ale okazało się, że jest Żydem. I o ile poetą per se nie jest, to zawodowo zajmuje się reżyserią teatralną. Bezpośrednio po studiach w Londynie zaczął pracę właśnie w tym charakterze, do ogarnianych przez siebie sztuk napisał kilka piosenek no i tak jakoś poszło. Dodam, że całe The Opposite Side of the Sea (swój debiut, łącznie wydał 2 płyty w odstępie dokładnie 10 lat) wyprodukował sam.
Her Morning Elegance to taki utwór, który zdaje się być napisany wprost na takie kompilacje jak ta, którą wymieniłem wyżej. Jest lekki i delikatny (może jestem cheesy, ale lepszych określeń teraz nie znajdę), ma jazzowo-chillowy feel, trąci nieco melancholią (jak i album, z którego pochodzi, choć ten drugi jest pod tym względem gorszy, zwłaszcza ze względu na poruszaną tematykę xD), ale to w ogóle nie przeszkadza. Głos Orena płynie tak równo przez cały numer, że można by wręcz nabrać wrażenia, iż wszystko jedzie na jednym wydechu. Muzyka jest oszczędna, ale oddaje wszystko to, co w wyraźnych zamiarach oddawać miała. Dodatkowego uroku dorzuca jeszcze video, które stało się trochę przypadkowym viralem (kiedy jeszcze to określenie chyba nie funkcjonowało jakoś szeroko), jak np. The Cigarette Duet Princess Chelsea. Nagrywane było w animacji poklatkowej w jednej scenerii i też jest na swój sposób urocze. Tekst i wydźwięk utworu mimo w/w melancholii mnie akurat umieszcza w skali nastrojowej, której nie umiem poprawnie określić. Ale nie przeszkadza mi to. Pewnie numer podszedłby lepiej na jesieni, ale marzec to taka jesień, tylko w drugą stronę. Więc niech tak właśnie będzie.
https://www.youtube.com/watch?v=2_HXUhShhmY
Kolejny kawałek, który znam dzięki swojemu głównemu oknu na muzyczny świat inny niż ejtisy i elektronika w latach 2008-2011, czyli "alternatywnym" składankom. Znów kłania się ram cafe
Her Morning Elegance to taki utwór, który zdaje się być napisany wprost na takie kompilacje jak ta, którą wymieniłem wyżej. Jest lekki i delikatny (może jestem cheesy, ale lepszych określeń teraz nie znajdę), ma jazzowo-chillowy feel, trąci nieco melancholią (jak i album, z którego pochodzi, choć ten drugi jest pod tym względem gorszy, zwłaszcza ze względu na poruszaną tematykę xD), ale to w ogóle nie przeszkadza. Głos Orena płynie tak równo przez cały numer, że można by wręcz nabrać wrażenia, iż wszystko jedzie na jednym wydechu. Muzyka jest oszczędna, ale oddaje wszystko to, co w wyraźnych zamiarach oddawać miała. Dodatkowego uroku dorzuca jeszcze video, które stało się trochę przypadkowym viralem (kiedy jeszcze to określenie chyba nie funkcjonowało jakoś szeroko), jak np. The Cigarette Duet Princess Chelsea. Nagrywane było w animacji poklatkowej w jednej scenerii i też jest na swój sposób urocze. Tekst i wydźwięk utworu mimo w/w melancholii mnie akurat umieszcza w skali nastrojowej, której nie umiem poprawnie określić. Ale nie przeszkadza mi to. Pewnie numer podszedłby lepiej na jesieni, ale marzec to taka jesień, tylko w drugą stronę. Więc niech tak właśnie będzie.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Julia Marcell - Andrew 2016
Julię znam już od jakiegoś czasu, dzięki piosence Matrioszka, która wyjątkowo mi się spodobała. Ale potem zapoznałem się z kolejnymi jej płytami i doszedłem do wniosku, że to na pewno nie jest artystka jednego utworu.
Andrew to pierwszy singiel z jej pierwszego polskojęzycznego albumu Proxy. Utwór zachwyca smutnym, melancholijnym klimatem i piękną linią melodyczną. Sporo tu instrumentów smyczkowych, fajna gitara basowa, fajne klawisze. Wszystko tu brzmi naprawdę dobrze. No i wokal Julii, który bardzo lubię.
Nie przykładam zazwyczaj zbytnio uwagi do tekstów, ale zarówno w przypadku Andrew jak i całego Proxy jest pod tym względem bardzo dobrze.
Generalnie to klimat idealnie skrojony pode mnie. Regularnie wracam do tego utworu.
https://www.youtube.com/watch?v=dp2po8HRC6k
Julię znam już od jakiegoś czasu, dzięki piosence Matrioszka, która wyjątkowo mi się spodobała. Ale potem zapoznałem się z kolejnymi jej płytami i doszedłem do wniosku, że to na pewno nie jest artystka jednego utworu.
Andrew to pierwszy singiel z jej pierwszego polskojęzycznego albumu Proxy. Utwór zachwyca smutnym, melancholijnym klimatem i piękną linią melodyczną. Sporo tu instrumentów smyczkowych, fajna gitara basowa, fajne klawisze. Wszystko tu brzmi naprawdę dobrze. No i wokal Julii, który bardzo lubię.
Nie przykładam zazwyczaj zbytnio uwagi do tekstów, ale zarówno w przypadku Andrew jak i całego Proxy jest pod tym względem bardzo dobrze.
Generalnie to klimat idealnie skrojony pode mnie. Regularnie wracam do tego utworu.
https://www.youtube.com/watch?v=dp2po8HRC6k
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Shodan zgłasza ambicje do numeru kolejki, Skull Echo od Julii Marcell to znakomita płyta, ale niczego z poprzedzającej ją Proxy nie słyszałem. Jeszcze 
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Panowie M&Ms pobudka, dawać mnie tu muzyczkie
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup