Best of Forum (Edycja albumowa)
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Jesteś za mało egdy i się mało starasz
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Bardzo dobrze jest napisana ta recenzja w Pitchforku. 
Coś dość monotonnego musiałem wrzucić.
Jeśli ktoś jeszcze chce dać szansę, to polecam Narkopop, jest mroczniejszy, bardziej filmowy i zróżnicowany ogólnie.
Możemy lecieć dalej.
Ambient to jest wrażliwa sprawa i ten wybór był ryzykowny, ale ostatecznie chyba nie jest tak źle. Było sporo ostrych linijek, ale musiałem się tego spodziewać, nawet w takim dość skromnym gronie różnica odczuć w danej chwili jest na tyle duża, że nie ma szans na zbyt wiele wspólnych ocen. Osobiście nie mam problemu ze słuchaniem GASa dla samej muzyki, ale nie najgorzej też wypada jako tło pod książkę, spacer albo i szybką powtórkę pod budynkiem wydziału przed egzaminem. Substancje psychoaktywne też raczej odpadają. Sama muzyka daje odlotowe wrażenia, pobudza wyobraźnię, na mnie starczy. Zresztą ostatnio naprawdę zwolniłem i tych ambientów w ostatnim pół roku poznałem mnóstwo.
Jeśli ktoś jeszcze chce dać szansę, to polecam Narkopop, jest mroczniejszy, bardziej filmowy i zróżnicowany ogólnie.
Możemy lecieć dalej.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Ok, możemy zatem przejść do omawiania albumu Vision od Grimes, ostatniego w tej kolejce już.
Zapodaję prawilny link raz jeszcze bo miętus dał taki kijowy bez intra:
https://youtube.com/playlist?list=PLlq7 ... lPbMPY3uiY
Zapodaję prawilny link raz jeszcze bo miętus dał taki kijowy bez intra:
https://youtube.com/playlist?list=PLlq7 ... lPbMPY3uiY
mintaj pisze:11 mar 2022 00:42Grimes - Visions
O Grimes pewnie słyszał każdy albo prawie każdy, kto miał styczność z zachodnią popkulturą w ostatnich latach. Tak, to ta zakręcona jak lato z radiem tudzież paczka gwoździ typiara, która chodziła z Elonem Muskiem i która ma z nim dziecko, które nazwali X Æ A-Xii (tylko jeszcze XD tu brakuje) i która po rozstaniu z nim paradowała po ulicach z Kapitałem Marksa w ręku.
Z jej twórczością pierwszy raz się zetknąłem w 2013 roku, to były jeszcze te czasy, gdy ściągałem muzę z Internetu oraz gdy miałem stanowczo za dużo wolnego czasu. Jakoś też odchodziłem niby wówczas od DADROCKA i innych dziadowskich pierdzeń na rzecz właśnie jakichś protoniezali, awangardowych pitoleń czy synthpopu z Pitchforka. W sumie to z perspektywy czasu to nawet nie uważam, że ta muza była zła, bo jakby była to bym jednego z symboli tamtego mojego okresu niedoyebania nie wrzucał, ale odnajduję w cholerę zabawnym to traktowanie z góry ludzi, którzy lubią jakieś dziaderskie pierdy typu Queen, a nie te fajne muziczki co ja i moi super koledzy. xD
Dobra, przejdę może do meritum.
Ta płyta to zdecydowane magnum opus typiary. Wcześniejsze są jakieś takie nierówne i brzmią jak niezal sprzed dekady z Kanady (lol), kolejna plyta to byl taki maksymalnie radiowy pop, ktory totalnie mnie odrzucil od Grimes na lata.
Jak juz pisalem na poczatku laska jest zakrecona jak słoik ogórków w piwnicy i jeśli nie wystarczy wam to, o czym wspomniałem na początku, to dodam, że krąży generalnie fama, jakoby przed nagraniem tej płyty zamknęła się na jakiś tydzień z hakiem w pokoju, żyjąc o samej wodzie. Po co to zrobiła? Nie wiem, ale mam kolegę co też nie wie, ale podejrzewa, że widział kiedyś w gazecie kogoś, kto stał obok kogoś, kto słyszał o kimś, kto wie. : mrgreen:
Być może to taka sama prawda jak to, że Franz miał strzelać do papieża, ale coś w tym może jest. WCZORAJ w temacie o utworach pisząc o Bjork wspominałem o umiejętności tworzenia unikalnego mikroklimatu w muzyce. Tutaj też go czuję, ba, nawet zaryzykowałbym tezę, ze słyszę tu Bjork, ale taką która wychowywała się w Ameryce lat 90 grając w Zeldę na Nintendo 64, i wydała kupę hajsu na stare syntezatory (śmiesznie brzmią na tej płycie xd) oraz taką, która nazwała Hildegarde z Bingen swoim IDOLEM.
Ale też jednocześnie słyszę ładne i przebojowe kompozycje jak Oblivion czy Genesis (imo bardzo RZETELNY banger), słyszę dobrą produkcję (hej, w koncu to wydalo 4AD!), wiele generalnie fajnych rzeczy i zagrywek tam słyszę jak np. bardzo zmysłowe Skin czy chwytliwe Be a Body.
Serio jestem w opór ciekaw waszych opinii!
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
I pyk reckę, byłem przygotowany tym razem 
Grimes - Visions
Tego albumu najbardziej chyba byłem ciekaw z całej kolejki przeczuwając że może mi podejść i muszę powiedzieć - przeczucie mnie nie myliło. Pierwszy odsłuch zleciał mi całkiem nieźle, wiem że zapisałem od razu na później dwa numery do zachowania, miałem wrażenie że płyta brzmi trochę zbyt jednostajnie.
Drugi odsłuch to już była formalność i przyjemność w przeważającej większości, podoba mi się brzmienie tego albumu po prostu. Pomimo a może właśnie zwłaszcza dzięki wykorzystaniu analogowych syntezatorów (lub odpowiednich wtyczek je naśladujących) ten album brzmi wg mnie nadal świeżo 10 lat od premiery i luźno skojarzył mi się z ubiegłorocznym albumem Leona Vynehalla który już wiem, że koniecznie muszę nadrobić solidnym odsłuchem. Podobało mi się intro, podobało mi się singlowe Oblivion już od pierwszego odsłuchu. Później z biegiem płyty zaczyna męczyć jednak jej formuła oparta na eterycznych wokalach, skocznych elektrobitach i pulsujących retro synthach. Wyróżniały się in plus jeszcze na pewno u mnie utwory Vowels i Be a Body, ten drugi wg mnie brzmieniowo zerżnięty jakby ze starego utworu The Age of Love, sam rzuć uchem zresztą:
https://youtu.be/1GKKZdbV5hs
No i na koniec albumu drugi obok Oblivion numer który zwrócił moją uwagę przy pierwszym odsłuchu już czyli Skin, no i to jest ten moment wytchnienia którego mi brakowało właśnie i który wg mnie pojawia się za późno na albumie kiedyś człowiek już ma troszkę dość. Tym bardziej że na outro mamy kolejny choć krótszy wolny numer, w dodatku z gitarą która aż żal że nie pojawiła się wcześniej bo dobrze się komponuje z resztą instrumentarium. Gdyby Skin umieścić w połowie albumu lub wyciąć ze 2-3 poprzedzające go utwory byłoby lepiej, album byłby bardziej zbity i treściwy, a tak brzmi troszkę jak taka hipsterska muza puszczana jako soundtrack w sklepach z młodzieżowymi ciuchami, zlewa się trochę w jeden numer.
Pomimo swoich mankamentów jest to zdecydowanie mój album kolejki i drugi najlepszy w tej grze po Black Diamond. A biorąc pod uwagę że KC wygrało pierwszą kolejkę u mnie a Papa Dance nie było najgorsze to mentos zdecydowanie prowadzi u mnie w klasyfikacji albumowej
Grimes - Visions
Tego albumu najbardziej chyba byłem ciekaw z całej kolejki przeczuwając że może mi podejść i muszę powiedzieć - przeczucie mnie nie myliło. Pierwszy odsłuch zleciał mi całkiem nieźle, wiem że zapisałem od razu na później dwa numery do zachowania, miałem wrażenie że płyta brzmi trochę zbyt jednostajnie.
Drugi odsłuch to już była formalność i przyjemność w przeważającej większości, podoba mi się brzmienie tego albumu po prostu. Pomimo a może właśnie zwłaszcza dzięki wykorzystaniu analogowych syntezatorów (lub odpowiednich wtyczek je naśladujących) ten album brzmi wg mnie nadal świeżo 10 lat od premiery i luźno skojarzył mi się z ubiegłorocznym albumem Leona Vynehalla który już wiem, że koniecznie muszę nadrobić solidnym odsłuchem. Podobało mi się intro, podobało mi się singlowe Oblivion już od pierwszego odsłuchu. Później z biegiem płyty zaczyna męczyć jednak jej formuła oparta na eterycznych wokalach, skocznych elektrobitach i pulsujących retro synthach. Wyróżniały się in plus jeszcze na pewno u mnie utwory Vowels i Be a Body, ten drugi wg mnie brzmieniowo zerżnięty jakby ze starego utworu The Age of Love, sam rzuć uchem zresztą:
https://youtu.be/1GKKZdbV5hs
No i na koniec albumu drugi obok Oblivion numer który zwrócił moją uwagę przy pierwszym odsłuchu już czyli Skin, no i to jest ten moment wytchnienia którego mi brakowało właśnie i który wg mnie pojawia się za późno na albumie kiedyś człowiek już ma troszkę dość. Tym bardziej że na outro mamy kolejny choć krótszy wolny numer, w dodatku z gitarą która aż żal że nie pojawiła się wcześniej bo dobrze się komponuje z resztą instrumentarium. Gdyby Skin umieścić w połowie albumu lub wyciąć ze 2-3 poprzedzające go utwory byłoby lepiej, album byłby bardziej zbity i treściwy, a tak brzmi troszkę jak taka hipsterska muza puszczana jako soundtrack w sklepach z młodzieżowymi ciuchami, zlewa się trochę w jeden numer.
Pomimo swoich mankamentów jest to zdecydowanie mój album kolejki i drugi najlepszy w tej grze po Black Diamond. A biorąc pod uwagę że KC wygrało pierwszą kolejkę u mnie a Papa Dance nie było najgorsze to mentos zdecydowanie prowadzi u mnie w klasyfikacji albumowej
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Grimes – Visions
Byłem ciekaw tego albumu i spodziewałem się czegoś dobrego. Tymczasem muszę już na wstępie napisać, że niestety nie podoba mi się. Ta płyta ma przede wszystkim jedną gigantyczną wadę – wokal. Jeszcze pierwszy przesłuch jakoś uszedł, ale z każdym następnym było tylko gorzej. Teraz po prostu nie mogę tego kociego miauczenia znieść i już przy pierwszym utworze zaczynają mnie boleć zęby. Nie wiem, czy ona ma taki głos, czy to jakiś zamierzony efekt. Ale dla mnie to po prostu katastrofa przez duże K. A szkoda, bo co nieco dałoby się z tego albumu posłuchać. Nie jest on co prawda kompletnie w moim stylu, ale parę utworów przy innej wokalistce dałoby się uratować, jak np. Genesis, Oblivion czy Be a body.
Album jest rzeczywiście nazbyt monotonny, nawet to Skin jest zwolnieniem takim powiedzmy sobie szczerze bardzo umownym. Druga połowa płyty już w ogóle nuży na maksa.
No niestety Mentos, ale to zdecydowanie najgorsza propozycja od Ciebie. Najgorsza w tej kolejce i w ogóle jedna z najgorszych w ogóle. No ale wszystkiego się lubić nie da.
Byłem ciekaw tego albumu i spodziewałem się czegoś dobrego. Tymczasem muszę już na wstępie napisać, że niestety nie podoba mi się. Ta płyta ma przede wszystkim jedną gigantyczną wadę – wokal. Jeszcze pierwszy przesłuch jakoś uszedł, ale z każdym następnym było tylko gorzej. Teraz po prostu nie mogę tego kociego miauczenia znieść i już przy pierwszym utworze zaczynają mnie boleć zęby. Nie wiem, czy ona ma taki głos, czy to jakiś zamierzony efekt. Ale dla mnie to po prostu katastrofa przez duże K. A szkoda, bo co nieco dałoby się z tego albumu posłuchać. Nie jest on co prawda kompletnie w moim stylu, ale parę utworów przy innej wokalistce dałoby się uratować, jak np. Genesis, Oblivion czy Be a body.
Album jest rzeczywiście nazbyt monotonny, nawet to Skin jest zwolnieniem takim powiedzmy sobie szczerze bardzo umownym. Druga połowa płyty już w ogóle nuży na maksa.
No niestety Mentos, ale to zdecydowanie najgorsza propozycja od Ciebie. Najgorsza w tej kolejce i w ogóle jedna z najgorszych w ogóle. No ale wszystkiego się lubić nie da.
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Bliżej mi do shodana niż Murzyna.
Grimes - Visions
Kolejna artystka z gatunku "jej innej płyty słuchałem tak dawno, że aż nie pamiętam". Ponoć Miss Anthropocene mi się podobało, bo ma pozytywną ocenę na RYMie. Ostatnio bardziej kojarzę ją za sprawą pewnego świeżego singla. Shinigami Eyes słyszałem już tyle razy, że bardzo chętnie zabiorę się za cokolwiek innego od niej w ramach detoksu, wewnętrznego katharsis. Boucher ma coś w sobie orientalnego, dalekowschodniego. Tak wysokie śpiewanie pod tego typu popowe melodie i aranże kojarzy mi się z japońskimi artystkami, np. Miharu Koshi. Bardziej mi się to podoba niż odrzuca.
Muzycznie tutaj jak u Wodeckiego - lubię wracać tam, gdzie byłem już. Niskotonowy, tłusty, lekko robotyczny synthpop, który na całej długości płyty gra kontrastem ze wspomnianym wokalem. Podpasował mi przytoczony przez Mentosa Oblivion, Circumambient ma dużo różnych drobiazgów, które na mnie działają też. Bardzo dziwnie brzmią tutaj te wszystkie syntezatory, stare sample perkusyjne. Przeszkadza mi udzielający się efekt wygładzenia, nic się specjalnie nie wybija, chyba że bardziej na lewo czy na prawo, ale to akurat jest na swój sposób nieprzyjemne. Vowels opiera się na takim mieleniu kanałami. Przekombinowane. Ktoś bardzo chciał, a miejscami wychodzi to naprawdę źle. Na gorszym sprzęcie ta masa syntetycznych przeszkadzajek i dźwiękowych strzępów brzmi lepiej, na lepszym rozdrażnia. Visiting Statue też byłoby lepsze, gdyby nie to, o czym piszę właśnie. Im dalej w las, tym ten problem się regularnie powtarza i idzie się już po prostu zmęczyć. Na przystanku Symphonia IX straciłem zainteresowanie, początek Nightmusic zwiastował jeszcze dobry klubowy banger, ale tam znowu to wszystko zamienia się w nijaką breję majaczeń i perkusyjnego dudnienia. Znacznie lepiej będę myślał o pierwszej połowie płyty, może rosnąć w mojej głowie z czasem, ale przepotężnego zachwytu nie będzie. Zresztą jak na razie wydaje mi się, że te dwa odsłuchy starczą, teraz lepiej odstawić Visions niż na siłę czegoś tam jeszcze szukać.
PS Teraz akurat szkoda, że Czez się wycofał... jakiś tam początek recki Magnetic Fields też mam.
Grimes - Visions
Kolejna artystka z gatunku "jej innej płyty słuchałem tak dawno, że aż nie pamiętam". Ponoć Miss Anthropocene mi się podobało, bo ma pozytywną ocenę na RYMie. Ostatnio bardziej kojarzę ją za sprawą pewnego świeżego singla. Shinigami Eyes słyszałem już tyle razy, że bardzo chętnie zabiorę się za cokolwiek innego od niej w ramach detoksu, wewnętrznego katharsis. Boucher ma coś w sobie orientalnego, dalekowschodniego. Tak wysokie śpiewanie pod tego typu popowe melodie i aranże kojarzy mi się z japońskimi artystkami, np. Miharu Koshi. Bardziej mi się to podoba niż odrzuca.
Muzycznie tutaj jak u Wodeckiego - lubię wracać tam, gdzie byłem już. Niskotonowy, tłusty, lekko robotyczny synthpop, który na całej długości płyty gra kontrastem ze wspomnianym wokalem. Podpasował mi przytoczony przez Mentosa Oblivion, Circumambient ma dużo różnych drobiazgów, które na mnie działają też. Bardzo dziwnie brzmią tutaj te wszystkie syntezatory, stare sample perkusyjne. Przeszkadza mi udzielający się efekt wygładzenia, nic się specjalnie nie wybija, chyba że bardziej na lewo czy na prawo, ale to akurat jest na swój sposób nieprzyjemne. Vowels opiera się na takim mieleniu kanałami. Przekombinowane. Ktoś bardzo chciał, a miejscami wychodzi to naprawdę źle. Na gorszym sprzęcie ta masa syntetycznych przeszkadzajek i dźwiękowych strzępów brzmi lepiej, na lepszym rozdrażnia. Visiting Statue też byłoby lepsze, gdyby nie to, o czym piszę właśnie. Im dalej w las, tym ten problem się regularnie powtarza i idzie się już po prostu zmęczyć. Na przystanku Symphonia IX straciłem zainteresowanie, początek Nightmusic zwiastował jeszcze dobry klubowy banger, ale tam znowu to wszystko zamienia się w nijaką breję majaczeń i perkusyjnego dudnienia. Znacznie lepiej będę myślał o pierwszej połowie płyty, może rosnąć w mojej głowie z czasem, ale przepotężnego zachwytu nie będzie. Zresztą jak na razie wydaje mi się, że te dwa odsłuchy starczą, teraz lepiej odstawić Visions niż na siłę czegoś tam jeszcze szukać.
PS Teraz akurat szkoda, że Czez się wycofał... jakiś tam początek recki Magnetic Fields też mam.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Grimes – Visions
A kto tu wrzucił Cyndi Lauper? Kolejny raz kiedy mogę napisać, że nastawiałem się na gówno, ale go nie dostałem. Co jest z Wami? To jest strasznie ejtisowy album, ale taki z innej mańki, bo zazwyczaj ludzie nagrywają retro brzmiące jak lata 80 (stare syntezatory, tematyka, itd.), ale nie mające w ogóle tego ducha. Tutaj jest odwrotnie, wszystko brzmi współcześnie, ale ma ducha lat 80. I to jest nawet fajne, mimo że ja fanem tamtej dekady nie jestem. Podoba mi się, że to album oparty na rytmice i elektroniczna perkusja jest na pierwszym planie jako jedyna, reszta to tylko ozdobniki, nawet wokal porusza się gdzieś w tle. Peter Gabriel by takie podejście propsował.
Trochę brakuje mi wiedzy i kontekstu, ale chyba wiem z jakiegoś nurtu w elektronice Grimes pochodzi, słuchałem trochę takiej muzy na studiach, głównie aby być na bieżąco. Zestarzało się pronto, ale w sumie im więcej tego słucham, tym bardziej odnoszę wrażenie, że to się zestarzało w trakcie nagrywania, a nawet było zestarzałe w zamyśle. I nie chodzi mi o nawiązania do 80sów. Chodzi o to kiedy ma się ochotę złapać jakiś zeitgeist, zdając sobie sprawę z tego, że to zaraz minie, a nawet mija w momencie kiedy chce się coś w tym kontekście zrobić po swojemu. Często mówi się, że artyści nie powinni się rozglądać, tylko robić swoje, ale ja szanuję kiedy ktoś mimo wszystko chce się załapać na jakiś trend, bo to przecież też jest wyzwanie żeby coś interesującego stworzyć w takich warunkach. Jak to wychodzi, to inna sprawa, ale w tym wypadku należy oceniać efekt, a nie zamiary. No w każdym razie, baaardzo jestem zaskoczony tym jak mi ta pyta weszła. Wokalnie nawet powiem, że są tu echa jakichś 90sowych, eurodancowych rzeczy, wiecie, te takie wokale damskie ala Be My Lover, Rhythm of the Night, itd., te zakrzyki, te melodie. No jest tu dużo elementów, które mi po prostu leżą. Ta eksperymentalna otoczka wydaje mi się trochę wymuszona. To trochę jak early image Billie Eilish, niechęć do podkreślania damskich atrybutów, tylko ubieranie się w workowate ciuchy. Klasyczny sernik zawinięty w szary papier. Tutaj też mam wrażenie, że ładne, chwytliwe piosenki, umyślnie opakowane w te wszystkie dziwaczne, „szpecące” elementy. No, ale jakoś trzeba się wyróżnić, pytanie czy ten album faktycznie się wyróżnia. W sumie czy mnie to obchodzi, zagolopwałem się trochę w rozkminę XD
W przeciwieństwie do Shodana, podoba mi się wokal, bo generalnie słychać, że te bardziej kontrowersyjne zabiegi i kaskaderki z głosem wynikają z konwencji, a nie z przymusu. Grimes pokazuje tu przynajmniej kilka wcieleń (w tym czasami brzmi jak Billie Eilish, więc tym bardziej nie ogarniam zarzutów Shodana xD), jest w czym wybierać.
No jest to album fajny, który do tego uważam za ciekawy. Niemniej, nie rzucę się teraz na resztę płyt z dyskografii, a i do tej płyty nie wrócę pewnie jakoś prędko. Ale bardzo doceniam, bo na tle klonów Kate Bush, które ostatnio wyrastają (FKA Twigs, Spelling), to Grimes naprawdę pokazuje się z dobrej strony. BTW, Mentos jara się, że to wydało 4AD, ale tbh obecne 4AD ma tyle wspólnego z tym legendarnym, co obecny Kwaśniewski z Kwaśnym za czasów kadencji xD
A kto tu wrzucił Cyndi Lauper? Kolejny raz kiedy mogę napisać, że nastawiałem się na gówno, ale go nie dostałem. Co jest z Wami? To jest strasznie ejtisowy album, ale taki z innej mańki, bo zazwyczaj ludzie nagrywają retro brzmiące jak lata 80 (stare syntezatory, tematyka, itd.), ale nie mające w ogóle tego ducha. Tutaj jest odwrotnie, wszystko brzmi współcześnie, ale ma ducha lat 80. I to jest nawet fajne, mimo że ja fanem tamtej dekady nie jestem. Podoba mi się, że to album oparty na rytmice i elektroniczna perkusja jest na pierwszym planie jako jedyna, reszta to tylko ozdobniki, nawet wokal porusza się gdzieś w tle. Peter Gabriel by takie podejście propsował.
Trochę brakuje mi wiedzy i kontekstu, ale chyba wiem z jakiegoś nurtu w elektronice Grimes pochodzi, słuchałem trochę takiej muzy na studiach, głównie aby być na bieżąco. Zestarzało się pronto, ale w sumie im więcej tego słucham, tym bardziej odnoszę wrażenie, że to się zestarzało w trakcie nagrywania, a nawet było zestarzałe w zamyśle. I nie chodzi mi o nawiązania do 80sów. Chodzi o to kiedy ma się ochotę złapać jakiś zeitgeist, zdając sobie sprawę z tego, że to zaraz minie, a nawet mija w momencie kiedy chce się coś w tym kontekście zrobić po swojemu. Często mówi się, że artyści nie powinni się rozglądać, tylko robić swoje, ale ja szanuję kiedy ktoś mimo wszystko chce się załapać na jakiś trend, bo to przecież też jest wyzwanie żeby coś interesującego stworzyć w takich warunkach. Jak to wychodzi, to inna sprawa, ale w tym wypadku należy oceniać efekt, a nie zamiary. No w każdym razie, baaardzo jestem zaskoczony tym jak mi ta pyta weszła. Wokalnie nawet powiem, że są tu echa jakichś 90sowych, eurodancowych rzeczy, wiecie, te takie wokale damskie ala Be My Lover, Rhythm of the Night, itd., te zakrzyki, te melodie. No jest tu dużo elementów, które mi po prostu leżą. Ta eksperymentalna otoczka wydaje mi się trochę wymuszona. To trochę jak early image Billie Eilish, niechęć do podkreślania damskich atrybutów, tylko ubieranie się w workowate ciuchy. Klasyczny sernik zawinięty w szary papier. Tutaj też mam wrażenie, że ładne, chwytliwe piosenki, umyślnie opakowane w te wszystkie dziwaczne, „szpecące” elementy. No, ale jakoś trzeba się wyróżnić, pytanie czy ten album faktycznie się wyróżnia. W sumie czy mnie to obchodzi, zagolopwałem się trochę w rozkminę XD
W przeciwieństwie do Shodana, podoba mi się wokal, bo generalnie słychać, że te bardziej kontrowersyjne zabiegi i kaskaderki z głosem wynikają z konwencji, a nie z przymusu. Grimes pokazuje tu przynajmniej kilka wcieleń (w tym czasami brzmi jak Billie Eilish, więc tym bardziej nie ogarniam zarzutów Shodana xD), jest w czym wybierać.
No jest to album fajny, który do tego uważam za ciekawy. Niemniej, nie rzucę się teraz na resztę płyt z dyskografii, a i do tej płyty nie wrócę pewnie jakoś prędko. Ale bardzo doceniam, bo na tle klonów Kate Bush, które ostatnio wyrastają (FKA Twigs, Spelling), to Grimes naprawdę pokazuje się z dobrej strony. BTW, Mentos jara się, że to wydało 4AD, ale tbh obecne 4AD ma tyle wspólnego z tym legendarnym, co obecny Kwaśniewski z Kwaśnym za czasów kadencji xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Jednak słuchałeś innej płyty. xDHien pisze:05 kwie 2022 15:19czasami brzmi jak Billie Eilish, więc tym bardziej nie ogarniam zarzutów Shodana xD
Zawsze miałem straszną alergię na takie miauczenie. I przez to miauczenie wywaliłem album Visions z dysku i playera mp3. A robię to naprawdę rzadko. Właściwie prawie nigdy.
I zrobiłem to nie przez samą muzykę, a przez wokal.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Miauczenie jest w niektórych utworach, a w innych pojawiają się też zupełnie inny wokal. Tak jak pisałem, Grimes na tej płycie stosuje chyba z 4-5 różnych rodzajów śpiewu i ma dosyć imponującą skalę.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Wziąłem pod uwagę recenzję Hiena o płycie Visions i postanowiłem posłuchać tego jeszcze raz dla świętego spokoju ducha. Album wcześniej z dysku wywaliłem, ale tylko do kosza, więc można było odzyskać bez trudu.
Posłuchałem też trochę na YT występów Grimes na żywo, żeby zobaczyć na własne oczy, z kim mam w ogóle do czynienia. No i dziewucha jest generalnie spoko. Tak jak pisał mintaj - fest zakręcona, wyluzowana i sprawiająca wrażenie sympatycznej. I mógłbym ją naprawdę polubić, jakby inaczej śpiewała. Bo o wokalu zdania nie zmienię. Jest makabryczny. A utwory Eight i Colour of moonlight to już w ogóle nieporozumienie. Oczywiście jak widać niektórym się to podoba i nic mi do tego. Hien zachwyca się przecież Fishmans, którego wokalista mógłby właściwie podać Grimes rękę.
Po dodatkowych odsłuchach znowu coś się z płyty Visions w głowie nawet zakodowało. Druga połowa albumu nuży jak cholera, ale na początku parę niezłych utworów jest. No ale z takim wokalem nikomu ze znajomych bym takiego czegoś nie puścił.
Posłuchałem też trochę na YT występów Grimes na żywo, żeby zobaczyć na własne oczy, z kim mam w ogóle do czynienia. No i dziewucha jest generalnie spoko. Tak jak pisał mintaj - fest zakręcona, wyluzowana i sprawiająca wrażenie sympatycznej. I mógłbym ją naprawdę polubić, jakby inaczej śpiewała. Bo o wokalu zdania nie zmienię. Jest makabryczny. A utwory Eight i Colour of moonlight to już w ogóle nieporozumienie. Oczywiście jak widać niektórym się to podoba i nic mi do tego. Hien zachwyca się przecież Fishmans, którego wokalista mógłby właściwie podać Grimes rękę.
Po dodatkowych odsłuchach znowu coś się z płyty Visions w głowie nawet zakodowało. Druga połowa albumu nuży jak cholera, ale na początku parę niezłych utworów jest. No ale z takim wokalem nikomu ze znajomych bym takiego czegoś nie puścił.
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Klasyczny grower u shodana, za pół roku będzie tylko lepiej.
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
W okolicach 40 kolejki sam wrzuci Grimes do swojej bestki
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Grimes - Visions
Ciekawy był to seans. To dobre słowo jest - ciekawy xD Nie nudziłem się (no, może poza paroma momentami), ale też nie jest to najwybitniejszy album muzyki elektronicznej, jaki słyszałem. O Grimes wcześniej wiedziałem głównie tyle, że jest mocno hype'owana (był taki czas, że ludzie, o których zapomniałem, że istnieją, wyskakiwali znów na moim twarzoksiążkowym wallu postując właśnie jej kawałki), że jest mocno awangardowa (co to dziś właściwie znaczy) i dużo dalej potem, iż jest partnerką Muska i mają dziecko z numerem seryjnym zamiast imienia. Grimes to było takie coś, co ja odkładałem zawsze na "lepsze czasy" (podobnie jak np. Trentemollera, którego znam całe 2 kawałki), ale te nigdy nie chciały nadejść. Pamiętam jedno wideo, które kiedyś obejrzałem, i jestem prawie pewien, że to był teledysk do Genesis. Jednocześnie taka muzyka nie jest mi obca, bo od 10 lat słucham Gazelle Twin, czyli Elizabeth Wailing (teraz chyba Bernholz), która grała na początku bardzo podobną muzykę, ale mniej popową w odczuciu i ma bardziej "mroczny" głos (teraz tworzy takie cuda, że ciężko tego słuchać bez noża w ręku). Generalnie miałem taki feeling, że to lżejsza wersja Gazelle Twin. Na Wikipedii przeczytałem, że ktoś sklasyfikował Grimes jako dziecko Aphex Twin i Abby - jest w tym nieco prawdy może, zwłaszcza, jeśli chodzi o tę drugą część. Muzycznie właściwie nie ma się do czego przyczepić, wokal momentami bywa denerwujący (to miauczenie nie jest najseksowniejsze, że tak to ujmę, choć zdarza się, że robi minimum roboty; w ogóle Grimes brzmi jak wokalistka Low Sea), ale poza tym wszystko jest na swoim miejscu. Lubię tak skonstruowane bity, oszczędne w brzmieniu klawisze i gdzieś w tle pulsujący bas od czasu do czasu. Pierwsza połowa płyty - zgodzę się z Dragonem - nieco lepsza od drugiej (chociaż Colour of Moonlight to złoto), ale nie powiem, by całość była nierówna. Czuję tutaj i Hienowe 80sy i 90sy i dream, i jakieś delikatne nawiązania do drum'n'bassu nawet, naprawdę fajnie się tego słuchało. Ale jakiejś wysokiej noty też nie dam, bo po prostu wspomnianej wyżej GT mam już jej obraz i GT mi wystarczy. Moi faworyci to Oblivion, Circumambient, Vowels i wspomiany wyżej. Słuchałem z YT i raczej nie ściągnę, ale i tak jest fajnie.
Ciekawy był to seans. To dobre słowo jest - ciekawy xD Nie nudziłem się (no, może poza paroma momentami), ale też nie jest to najwybitniejszy album muzyki elektronicznej, jaki słyszałem. O Grimes wcześniej wiedziałem głównie tyle, że jest mocno hype'owana (był taki czas, że ludzie, o których zapomniałem, że istnieją, wyskakiwali znów na moim twarzoksiążkowym wallu postując właśnie jej kawałki), że jest mocno awangardowa (co to dziś właściwie znaczy) i dużo dalej potem, iż jest partnerką Muska i mają dziecko z numerem seryjnym zamiast imienia. Grimes to było takie coś, co ja odkładałem zawsze na "lepsze czasy" (podobnie jak np. Trentemollera, którego znam całe 2 kawałki), ale te nigdy nie chciały nadejść. Pamiętam jedno wideo, które kiedyś obejrzałem, i jestem prawie pewien, że to był teledysk do Genesis. Jednocześnie taka muzyka nie jest mi obca, bo od 10 lat słucham Gazelle Twin, czyli Elizabeth Wailing (teraz chyba Bernholz), która grała na początku bardzo podobną muzykę, ale mniej popową w odczuciu i ma bardziej "mroczny" głos (teraz tworzy takie cuda, że ciężko tego słuchać bez noża w ręku). Generalnie miałem taki feeling, że to lżejsza wersja Gazelle Twin. Na Wikipedii przeczytałem, że ktoś sklasyfikował Grimes jako dziecko Aphex Twin i Abby - jest w tym nieco prawdy może, zwłaszcza, jeśli chodzi o tę drugą część. Muzycznie właściwie nie ma się do czego przyczepić, wokal momentami bywa denerwujący (to miauczenie nie jest najseksowniejsze, że tak to ujmę, choć zdarza się, że robi minimum roboty; w ogóle Grimes brzmi jak wokalistka Low Sea), ale poza tym wszystko jest na swoim miejscu. Lubię tak skonstruowane bity, oszczędne w brzmieniu klawisze i gdzieś w tle pulsujący bas od czasu do czasu. Pierwsza połowa płyty - zgodzę się z Dragonem - nieco lepsza od drugiej (chociaż Colour of Moonlight to złoto), ale nie powiem, by całość była nierówna. Czuję tutaj i Hienowe 80sy i 90sy i dream, i jakieś delikatne nawiązania do drum'n'bassu nawet, naprawdę fajnie się tego słuchało. Ale jakiejś wysokiej noty też nie dam, bo po prostu wspomnianej wyżej GT mam już jej obraz i GT mi wystarczy. Moi faworyci to Oblivion, Circumambient, Vowels i wspomiany wyżej. Słuchałem z YT i raczej nie ściągnę, ale i tak jest fajnie.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Grimes - Visions
Ciekawa sprawa z tym Grimes. Pierwsze, co się rzuca w uszy, to głos wokalistki, który na pewno nie każdemu przypadnie do gustu, mnie w każdym razie kojarzy się z imprezą i to taką w nienajlepszym smaku. Czyli: jak człowiek ma dobry humor, to świetnie rozumie, po co są takie imprezy i jak przebiegają. Ale niech no tylko humor mu się skwasi i w ogóle nie ma ochoty na słuchanie pani o wysokim, dość piskliwym i mało dojrzałym głosie (zabawne słowa jak na człowieka, który lubi słuchać Sandry, której właśnie to m.in. się zarzuca
). Lekki bit sobie stuka, kolejne kawałki mijają i płyta sobie leci... Rzeczywiście, gdyby nie głos, to byłby to dobry podkład pod jakieś niewielkie spotkanie.
Poszczególne piosenki tkwią w jakimś takim eterycznym świecie, jest w nich coś ulotnego, mam wrażenie, że tutaj zdecydowanie bardziej chodzi o klimat niż o momenty, które przykuwają uwagę, potrawa jako całość jest ważniejsza od składników z osobna (jak bigos). I jest w sumie całkiem przyjemnie, lekko, dobrze ogólnie się tego słucha. Jest w tym coś z tych zespołów typu Cocteau Twins, jakiegoś Blue Nile itp., jakiegoś shoegaze'u, dream popu itd. Czasem se lubię czegoś takiego posłuchać, od razu też przypomniało mi się słynne radio Vanessa.
Oblivion to chyba najlepszy kawałek na płycie, Genesis jest spoko, w Eight są świetne fragmenty, kiedy zaczyna śpiewać inaczej niż zwykle, ale ten mechaniczny głos w tle... generalnie ciekawym doświadczeniem było słuchanie tego. Mnie też się wydaje, że pierwsza część płyty jest lepsza od drugiej.
O samej wokalistce i numerze seryjnym jej dziecka
(tu chyba bardziej adekwatne były inne emotki, np. marian, ale nie znacie
) coś tam chyba słyszałem, ale nie poświęcałem temu większej uwagi. Cóż, ludzie mają swoje dziwactwa, ale to chyba idzie w złą stronę.
Ciekawa sprawa z tym Grimes. Pierwsze, co się rzuca w uszy, to głos wokalistki, który na pewno nie każdemu przypadnie do gustu, mnie w każdym razie kojarzy się z imprezą i to taką w nienajlepszym smaku. Czyli: jak człowiek ma dobry humor, to świetnie rozumie, po co są takie imprezy i jak przebiegają. Ale niech no tylko humor mu się skwasi i w ogóle nie ma ochoty na słuchanie pani o wysokim, dość piskliwym i mało dojrzałym głosie (zabawne słowa jak na człowieka, który lubi słuchać Sandry, której właśnie to m.in. się zarzuca
Poszczególne piosenki tkwią w jakimś takim eterycznym świecie, jest w nich coś ulotnego, mam wrażenie, że tutaj zdecydowanie bardziej chodzi o klimat niż o momenty, które przykuwają uwagę, potrawa jako całość jest ważniejsza od składników z osobna (jak bigos). I jest w sumie całkiem przyjemnie, lekko, dobrze ogólnie się tego słucha. Jest w tym coś z tych zespołów typu Cocteau Twins, jakiegoś Blue Nile itp., jakiegoś shoegaze'u, dream popu itd. Czasem se lubię czegoś takiego posłuchać, od razu też przypomniało mi się słynne radio Vanessa.
Oblivion to chyba najlepszy kawałek na płycie, Genesis jest spoko, w Eight są świetne fragmenty, kiedy zaczyna śpiewać inaczej niż zwykle, ale ten mechaniczny głos w tle... generalnie ciekawym doświadczeniem było słuchanie tego. Mnie też się wydaje, że pierwsza część płyty jest lepsza od drugiej.
O samej wokalistce i numerze seryjnym jej dziecka
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Nr seryjny dla dziecka zamiast imienia? Ja pierd.ole, gdzie ten świat zmierza?
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Może nie numer seryjny, ale syn nazywa się X Æ A-Xii, a córka Exa Dark Sideræl. Ich sprawa. Gorsze rzeczy dzieją się na świecie niż imiona Musków.
To co, Mentos podsumowanko i kończyny (w końcu tę kolejkę)?
To co, Mentos podsumowanko i kończyny (w końcu tę kolejkę)?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Prawie jak Xavier, Etienette i Falco Amadeus w jednym xD
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Miętus prosimy o dwa słowa podsumowania 
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Dzieją się, ale okropny jest ten egoizm ludzi, którzy każą potem w życiu mierzyć się z takimi pseudonimami.Hien pisze:06 kwie 2022 16:06Może nie numer seryjny, ale syn nazywa się X Æ A-Xii, a córka Exa Dark Sideræl. Ich sprawa. Gorsze rzeczy dzieją się na świecie niż imiona Musków.