Best of Forum
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Ja tam w ogóle mam gdzieś określenie DAD. Ludzie wrzucają tu muzę z lat 70', a innych wyzywają od dziadów. Bo niby ich dad jest lepsszy od naszego dad? Pfffff.Hien pisze:12 kwie 2022 22:35Tymczasem ja się delektuję wyzywaniem mnie od DADa (wiem, że nikt tego nie zrobił, ale wiem, że byście chcieli). To jest mega przyjemne po prostu odpuścić i zaakceptować, że jest się starym, i że za parę lat kupię kaszkiet, będę nosił szare swetry, zapuszczę wąsa i będę stał w niekończących się kolejkach do lekarzy (tbh już to robię).
A jakTy Hien jesteś stary, to co ja mam pomyśleć? Pomyślałeś o tym?
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Nie, bo ja generalnie w tym temacie myślę tylko o sobie.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
No banger blues. Nie zaspokajają te wrzutki moich potrzeb po prostuDragon pisze:12 kwie 2022 22:39Schulze za mało subtelny i słabo wybijający się wśród, jak to Murzyn ujął, "chujozy". No pussy blues jest grany jak nic.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Artur Żmijewski i Agnieszka Różańska - Dobry Los
W sumie to dziwne, ale dopiero dzięki temu postowi dowiedziałem się o istnieniu tego filmu. Trochę mnie to zaskakuje, bo wydawało mi się, że dzięki takim wynalazkom jak wiecznie włączony w tle telewizor oraz stacje jak Kino Polska oglądane w bardzo nietypowych porach, byłbym w stanie napisać pracę magisterską na jakimś filmoznawstwie nt. polskiego kina lat 90. Ach, te niezapomniane noce przy klasykach takich jak "Wirus" z Pauliną Młynarską…
Niestety, nie pykło. Lubię duchologiczne perły z lamusa, muzycznie nawet jest sympatycznie - gdzieś to stoi w rozkroku między ejtisami a najntisami (to pewnie przez ten saksofon, jeszcze w latach 90 było go od cholery w polskim popie), co tutaj pasuje, bo w sumie to tak można opisać cały okres transformacji ustrojowej (niemniej, jeśli ktoś chciałby poczytać na ten temat więcej, to znam pewną Olgę...).
Niestety, wszystko kładą wokale, bo zarówno Żmijewski, jak i jego (nieznana mi) partnerka zupełnie nie potrafią śpiewać i zgrzytam zębami oraz nie tylko, gdy słyszę te ich śmieszne deklamacje. Szkoda trochę, potencjał był, ale no to jest jednak za dużo - może nie mam wysokich wymagań, ale jednak losowi ludzie bez słuchu na karaoke to nawet dla mnie za dużo xd
Mark Knopfler - Monteleone
Na początku nie byłem przekonany, ale w końcu pykło. Imo ten kawałek rośnie z każdym odsłuchem, ale w tym przypadku o to nie było jakoś trudno - ciężko nie nastawić się negatywnie widząc LEGENDĘ CLASSIC ROCKA i jej dzieło z 2009 roku xD
No i orkiestralne intro zdecydowanie nie ułatwiło wprowadzenia - ja się na początku bałem, że Hieniałke zwariował i wrzucił jakąś płytę typu MARK KNOPFLER BEST OF SYMFONICZNIE, serio, to już A Pain... ma mniej chujowe info.. Na szczęście dalej jest już tylko lepiej. Znacznie, znacznie lepiej Kupuję te analogię do hobbita, któremu wystarczy tylko święty spokój i małe przyjemności - to jest totalnie soundtrack do takiego życia bez większych aspiracji, ale też i bez większych trosk. Tylko tyle zamiast aż tyle.
Klaus Schulze - Crystal Lake
Wszyscy wrzucają w tej zabawie krótkie, przebojowe piosenki, to oczywiście smoku musiał wrzucić półgodzinną kobyłę xD
Będzie zabawnie, jeśli tutaj tylko napiszę, ze to jest fajne, co nie? Pewnie nie.
Pierwotnie nawet myślałem, że to będzie mój faworyt kolejki, ale jednak objawiły się rzeczy ciekawsze, o czym później. Acz nie powiem, ze mi się nie podobało, skoro mi się podobało, po prostu ciężko mi to docenić w pełni wyrwane z kontekstu albumu i ulokowane pomiędzy krótszymi formami.
Fajnie, że posłuchać preten eee tj sugestii Hiena i napisałeś jakiś bardziej personalny opis. W ramach zbędnej i niepotrzebnej ciekawostki napiszę tylko, że dodałem ten album na wishlistę na rymie jakoś mniej-więcej w tym samym okresie, który opisujesz. u
Bel Canto - Ladonia
Nazwa Bel Canto obiła mi się o uszy, ale z muzyką nie miałem styczności nigdy. Albo miałem już dawno, zależy jak na to patrzeć, bo cały czas mi się wydaje, że słucham jakiegoś niemieckiego coverbandu Portishead. xD Już abstrahując od dysonansu wywołanego przez język, to niestety, ale muzycznie to na pewno nie jest ta sama półka. Ale to akurat nie jest jakiś wielki zarzut, po prostu jest to półka umiejscowiona tak wysoko, że być niżej - żaden wstyd. Fajne, sympatyczne, może nawet gładkie, ale poczułem tylko lekki wzrusz ramion i przechodzę dalej.
Alizee - Abracadabra
Kurde, podoba mi się to, ze Melki w tej zabawie idzie po linii zarąbiscie wielkiego oporu i nie pieprzy się w tańcu, wybierając rzeczy maksymalnie losowe. Tym razem trafił, bo imo jego nutka jest u mnie wysoko. Lubię francuski pop, generalnie muzyka tworzona nad Sekwaną ma taki charakterystyczny sznyt, że taki kobiecy pop stamtąd poznaję już po pierwszych nutkach (może to kwestia tego, że ichniejszy pop albo brzmi jak Mylene Farmer, albo jest muzyką Mylene Farmer).
Ponieważ lubię głupie skojarzenia, to ta piosenka bardzo intensywnie mi się kojarzy z klimatem dziecięcych zabaw w udawanie czarodzieja, wicie rozumicie, machanie różdżką oraz rzucanie zaklęć tu i ówdzie (miejmy tylko nadzieję, że żaden kot nie ucierpiał podczas nagrywania tej piosenki). W sumie zaskoczenie, bo nie spodziewałem się czegoś takiego po tym utworze, liczyłem jednak na coś bardziej "typowego". W kwestii "technicznej" bardzo podoba mi się bridge.
Duży plus, liczyłem na coś bardziej nijakiego, a to mi się wkręciło i pewnie będę wracać.
Einsturzende neubaten - Ich warte
Fajnie, ze Adrian MUSIAŁ założyć, że moją ulubioną okładką EN jest ta z siurającym koniem….. :mrgeen:
Acz w sumie jest spoko, chociaż z tych trzech płyt EN które poznałem to jedyna, do której nie wracalem i której nie poświęcałem zbyt wiele czasu.
Lubię ten zespół, Blixa ma pomysł na siebie i kupę charyzmy, świetnie gotuje risotto, a w mojej banieczce poznałem dwie osoby, które nawet wydziarały sobie tego "ludzika". Ich Warte chyba nie znałem, a nawet jeśli znałem, to nie zwróciłem uwagi, czego żałuję.
Deviotionał dał mi kolejny przykład na to, że czasem warto zwrócić uwagę na tekst, bo bez niego pewnie nadal bym błądził, a z nim się JARAM. Absolutnie to jest rzecz, jakiej potrzebuję, zwłaszcza teraz. Ta nerwowość w głosie, to perfekcyjnie budowane napięcie, ta puenta - to jest złoto.
Dev rzutem na taśme wygrał kolejkę i wrzucił najlepszą rzecz do tej pory w zabawie.
I ostatecznie wyszła fajna kolejka. CZarny drze ryja, że niby gówno wrzucamy, a sam zapostował pijanego ojca mateusza xd xd xd
Kolejkę wygrał bezapelacyjnie pan niedrenda, kiedyś MUSIAŁo to się wydarzyć, ale melczet i smoku też z dużymi plusami
W sumie to dziwne, ale dopiero dzięki temu postowi dowiedziałem się o istnieniu tego filmu. Trochę mnie to zaskakuje, bo wydawało mi się, że dzięki takim wynalazkom jak wiecznie włączony w tle telewizor oraz stacje jak Kino Polska oglądane w bardzo nietypowych porach, byłbym w stanie napisać pracę magisterską na jakimś filmoznawstwie nt. polskiego kina lat 90. Ach, te niezapomniane noce przy klasykach takich jak "Wirus" z Pauliną Młynarską…
Niestety, nie pykło. Lubię duchologiczne perły z lamusa, muzycznie nawet jest sympatycznie - gdzieś to stoi w rozkroku między ejtisami a najntisami (to pewnie przez ten saksofon, jeszcze w latach 90 było go od cholery w polskim popie), co tutaj pasuje, bo w sumie to tak można opisać cały okres transformacji ustrojowej (niemniej, jeśli ktoś chciałby poczytać na ten temat więcej, to znam pewną Olgę...).
Niestety, wszystko kładą wokale, bo zarówno Żmijewski, jak i jego (nieznana mi) partnerka zupełnie nie potrafią śpiewać i zgrzytam zębami oraz nie tylko, gdy słyszę te ich śmieszne deklamacje. Szkoda trochę, potencjał był, ale no to jest jednak za dużo - może nie mam wysokich wymagań, ale jednak losowi ludzie bez słuchu na karaoke to nawet dla mnie za dużo xd
Mark Knopfler - Monteleone
Na początku nie byłem przekonany, ale w końcu pykło. Imo ten kawałek rośnie z każdym odsłuchem, ale w tym przypadku o to nie było jakoś trudno - ciężko nie nastawić się negatywnie widząc LEGENDĘ CLASSIC ROCKA i jej dzieło z 2009 roku xD
No i orkiestralne intro zdecydowanie nie ułatwiło wprowadzenia - ja się na początku bałem, że Hieniałke zwariował i wrzucił jakąś płytę typu MARK KNOPFLER BEST OF SYMFONICZNIE, serio, to już A Pain... ma mniej chujowe info.. Na szczęście dalej jest już tylko lepiej. Znacznie, znacznie lepiej Kupuję te analogię do hobbita, któremu wystarczy tylko święty spokój i małe przyjemności - to jest totalnie soundtrack do takiego życia bez większych aspiracji, ale też i bez większych trosk. Tylko tyle zamiast aż tyle.
Klaus Schulze - Crystal Lake
Wszyscy wrzucają w tej zabawie krótkie, przebojowe piosenki, to oczywiście smoku musiał wrzucić półgodzinną kobyłę xD
Będzie zabawnie, jeśli tutaj tylko napiszę, ze to jest fajne, co nie? Pewnie nie.
Fajnie, że posłuchać preten eee tj sugestii Hiena i napisałeś jakiś bardziej personalny opis. W ramach zbędnej i niepotrzebnej ciekawostki napiszę tylko, że dodałem ten album na wishlistę na rymie jakoś mniej-więcej w tym samym okresie, który opisujesz. u
Bel Canto - Ladonia
Nazwa Bel Canto obiła mi się o uszy, ale z muzyką nie miałem styczności nigdy. Albo miałem już dawno, zależy jak na to patrzeć, bo cały czas mi się wydaje, że słucham jakiegoś niemieckiego coverbandu Portishead. xD Już abstrahując od dysonansu wywołanego przez język, to niestety, ale muzycznie to na pewno nie jest ta sama półka. Ale to akurat nie jest jakiś wielki zarzut, po prostu jest to półka umiejscowiona tak wysoko, że być niżej - żaden wstyd. Fajne, sympatyczne, może nawet gładkie, ale poczułem tylko lekki wzrusz ramion i przechodzę dalej.
Alizee - Abracadabra
Kurde, podoba mi się to, ze Melki w tej zabawie idzie po linii zarąbiscie wielkiego oporu i nie pieprzy się w tańcu, wybierając rzeczy maksymalnie losowe. Tym razem trafił, bo imo jego nutka jest u mnie wysoko. Lubię francuski pop, generalnie muzyka tworzona nad Sekwaną ma taki charakterystyczny sznyt, że taki kobiecy pop stamtąd poznaję już po pierwszych nutkach (może to kwestia tego, że ichniejszy pop albo brzmi jak Mylene Farmer, albo jest muzyką Mylene Farmer).
Ponieważ lubię głupie skojarzenia, to ta piosenka bardzo intensywnie mi się kojarzy z klimatem dziecięcych zabaw w udawanie czarodzieja, wicie rozumicie, machanie różdżką oraz rzucanie zaklęć tu i ówdzie (miejmy tylko nadzieję, że żaden kot nie ucierpiał podczas nagrywania tej piosenki). W sumie zaskoczenie, bo nie spodziewałem się czegoś takiego po tym utworze, liczyłem jednak na coś bardziej "typowego". W kwestii "technicznej" bardzo podoba mi się bridge.
Duży plus, liczyłem na coś bardziej nijakiego, a to mi się wkręciło i pewnie będę wracać.
Einsturzende neubaten - Ich warte
Fajnie, ze Adrian MUSIAŁ założyć, że moją ulubioną okładką EN jest ta z siurającym koniem….. :mrgeen:
Acz w sumie jest spoko, chociaż z tych trzech płyt EN które poznałem to jedyna, do której nie wracalem i której nie poświęcałem zbyt wiele czasu.
Lubię ten zespół, Blixa ma pomysł na siebie i kupę charyzmy, świetnie gotuje risotto, a w mojej banieczce poznałem dwie osoby, które nawet wydziarały sobie tego "ludzika". Ich Warte chyba nie znałem, a nawet jeśli znałem, to nie zwróciłem uwagi, czego żałuję.
Deviotionał dał mi kolejny przykład na to, że czasem warto zwrócić uwagę na tekst, bo bez niego pewnie nadal bym błądził, a z nim się JARAM. Absolutnie to jest rzecz, jakiej potrzebuję, zwłaszcza teraz. Ta nerwowość w głosie, to perfekcyjnie budowane napięcie, ta puenta - to jest złoto.
Dev rzutem na taśme wygrał kolejkę i wrzucił najlepszą rzecz do tej pory w zabawie.
I ostatecznie wyszła fajna kolejka. CZarny drze ryja, że niby gówno wrzucamy, a sam zapostował pijanego ojca mateusza xd xd xd
Kolejkę wygrał bezapelacyjnie pan niedrenda, kiedyś MUSIAŁo to się wydarzyć, ale melczet i smoku też z dużymi plusami
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Myślę że i ten czerwony kolorek się przyda i coś dobrego zrobi, skończy się kącik rekomendacji muzycznych a przejdę do tego co faktycznie miało się tu znaleźć w pierwszej 25.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Tak to jest Murzyn jak się bestke życia pod publikę kształtuje xd
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Słuchajcie, wcinam się między recki, ale chciałbym poruszyć zawczasu pewną kwestię. Dyskutowaliśmy z Murzynem na temat tego, co po zakończeniu bieżących transz i ustaliliśmy pewne wstępne pomysły. Na pewno po aktualnej 25-tce, zrobimy sobie przerwę. Ja optuję za 2 tygodniami, Murzyn u siebie chyba chce miesiąc. Zobaczymy jeszcze jak to się poukłada, bo fajnie by było żeby chociaż jeden temat żył kiedy drugi będzie zaliczał przerwę. Te dwa tygodnie zresztą chciałbym żebyśmy przeznaczyli na jakieś podsumowania. Przede wszystkim, poproszę Was wtedy żebyście zmontowali swoje top25 z utworów innych. Jedyna zasada, to taka żeby nie wrzucać swoich numerów xD Więc jeśli ktoś nie będący Shodanem, chce wrzucić 25 numerów samego Shodana, to może tak zrobić. Inna sprawa, że dyskusja może toczyć się nawet po starcie kolejnej 25-tki, bo dla niej założę nowy temat, żeby łatwiej było do pewnych rzeczy wracać i żeby nie zrobił się śmietnik. Policzyłem sobie mniej więcej, że z obecnym tempem powinniśmy tę 25tkę zamknąć jakoś w czerwcu, może nawet w maju. Jeżeli macie jakieś propozycje, to dyskutujmy o tym na bieżąco.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Ja mogę absolutnie bez żadnej przerwy, dwa tygodnie to dość sporo, ale może to kwestia małego przytłoczenia czy zbilansowania tego wszystkiego. Mi nie robi różnicy, byle nie za długo.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Odstęp przynajmniej tygodniowy trzeba zachować, żeby każdy na spokojnie mógł sobie przypomnieć minione 25, podsumować to jakoś, wybrać ulubione 25 innych itd. Chciałbym żeby to przebiegało na luzie, a nie z wiszącą kolejną 25tką, która będzie zajmowała i mieszała w głowie. Dwa tygodnie zlecą bardzo szybko na dyskusji i podsumowaniach. Ewentualnie (w zależności jaki kto ma stosunek do tego) po tygodniu można będzie zacząć wrzucać swoje propozycji do pierwszej kolejki, żeby każdy mógł sobie zacząć słuchać jeśli chce, ale embargo na recenzje minie dopiero po dwóch tygodniach od zakońćzenie poprzedniej bestki.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Byłoby to w sumie czymś całkowicie naturalnym i uzasadnionym uważam.Hien pisze:15 kwie 2022 11:44Więc jeśli ktoś nie będący Shodanem, chce wrzucić 25 numerów samego Shodana, to może tak zrobić.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Ja kompletuję playlistę wszystkich naszych kawałków w tym celu, a nawet dodałem we własnym zakresie sam pijanego Ojca Mateusza żeby nie umknął i straszył mentosa po nocach 
https://youtu.be/N_dFEEPDGFQ
https://youtu.be/N_dFEEPDGFQ
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Panowie dawajcie te recki, liczę że jeszcze na święta puścimy nową kolejkę 
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Nikomu się nie chce Dragona kawałka włączać.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Artur Żmijewski i Agnieszka Różańska - Dobry los
Pierwszy raz słyszę nazwisko śpiewającej pani. Filmu też nie znałem. Mnie się nie podoba - warstwa wokalna brzmi bardzo amatorsko, szczególnie, kiedy zaczynają deklamować, a ani pan, ani pani wybitnymi zdolnościami - jak słychać - nie dysponują. Sama piosenka od razu przywołuje na myśl serialowe czołówki i, niestety, wygląda przy takich M jak miłość jak ubogi krewny. Nie, zdecydowanie nie.
Mark Knopfler - Monteleone
Knopflera bardzo lubię i nawet miałem okazję być na jego koncercie z tatą (to było już 7 lat temu w Krakowie). To miało miejsce w czasie trasy promocyjnej Trackera. Jego piosenki dobrze oddaje hasło zamieszczone we wkładce do Brothers In Arms ("Mark mówił, kiedy inni wrzeszczeli") i bardzo mi się to podoba. To są często delikatne, subtelne, elegancko brzmiące utwory, w sam raz do wyciszenia, na jakiś pogodny wieczór, kiedy już wszystkie sprawy są załatwione. I takie jest też Monteleone (czyli Góra Lwia) - podszyta smyczkami delikatna piosenka, właściwie to mógłby być instrumental, głos Marka pełni tu funkcję drugorzędną. To by była dobra ilustracja do filmu familijnego, a może i obyczajowego. Bardzo spokojny, przyjazny uchu, pobudzający wyobraźnię utwór.
Klaus Schulze - Crystal Lake
Może następnym razem wrzucę Karn Evil 9? Kto da więcej?
Trochę to melodyjne, trochę dronowe, trochę ambientowe, całościowo dobrze się słucha, takie kawałki to mogą trwać w zasadzie w nieskończoność, bo nigdy nie traci się jakiegoś istotnego elementu, kiedy się włącza w dowolnym momencie - oczywiście, o ile nie jest się fanem twórcy. Lubię tych starych elektroników, ich twórczość bardzo pobudza wyobraźnię, emocje, przy dłuższym słuchaniu wycisza i oddala różne nieistotne bodźce, sporo czasu kiedyś spędziłem, słuchając muzyki relaksacyjnej i dzieło Schulzego bardzo mi tamte czasy przypomina. Ale nie będę wrzucał niczego podobnego od siebie, bo nawet tytułów nie pamiętam. W każdym razie: ciekawa impresja, trzeba by się kiedyś za Schulzego na dobre zabrać. Plus.
Bel Canto - Ladonia
Kolejny rodzaj utworu, którego się tu nie spodziewałem, nie spodziewałem się tutaj niemieckiego czy generalnie północnego, a raczej np. włoskiego języka. Lekka, przyjemnie brzmiąca piosenka, te klawisze nadają jej uroczego klimatu. Sporo w tym takiego anielskiego klimatu (te wokalizy!), pani ma przyjemny, miękki, ale nie za bardzo, głos. Podoba mi się śpiew w refrenie kontrastujący ze zwrotkami. Fajna rzecz, do zapoznania (ile już takich rzeczy było, ale może w końcu przynajmniej w części się uda?) Plus.
Rome - A Legacy of Unrest
Z całej rundy to utwór najtrudniejszy do jednoznacznej oceny przy kilku odsłuchach. Mocny, podniosły kawałek, wokal trochę kojarzy mi się z Brendanem Perrym, fajne, bujające gitary, w sumie to śpiew jest taki podniosły, bo muzyka to już niekoniecznie. Jak wchodzą klawisze, to zaczyna mi to przypominać jakąś muzykę filmową i kojarzyć się z czymś, w tej chwili nie wiem, z czym, ale to pewnie coś z lat 90. Ta chóralna końcówka wydaje mi się niepotrzebna. Sam nie wiem, muzyka do kolejnego odsłuchu, ale jest przynajmniej nieźle.
Einstuerzende Neubauten - Ich warte
Strzał kolejki, utwór, który jest jedną z najjaśniejszych pereł dotąd tu wrzucanych. Dużo było ciekawych propozycji, ta jest wybitnie czymś ekstra. Minimalistyczna muzyka, hipnotyczny rytm i spokojny występ Bliksy. Tak niewiele trzeba, żeby zachwycić! Tajemniczy klimat utrzymuje się przez cały utwór, ale z upływem czasu to wokal zyskuje najbardziej i wciąga słuchacza w przygodę, na którą ten niemal ślepo się decyduje. Pod koniec pojawia się "walenie w blachę i w sprzęty", utwór nabiera dynamiki, wokalista przyspiesza, by się nagle wyciszyć. I tutaj tekst rzeczywiście bardzo pomaga w odbiorze. Jest moc! Może napiszę więcej, jak jeszcze więcej razy to odsłucham. Czuję się jak Bigos, kiedy dostanie bigos!
Dobra kolejka, trzy bardzo mocne propozycje do przeżycia z nimi przygody, jeden dobrze znany przewodnik, który wciąż ciekawie prowadzi, jedna droga w nieznanym nawet z nazwy kierunku, jedna propozycja urzekająca jak lokal Ibiza Club pod Giżyckiem. Podoba mi się to!
Pierwszy raz słyszę nazwisko śpiewającej pani. Filmu też nie znałem. Mnie się nie podoba - warstwa wokalna brzmi bardzo amatorsko, szczególnie, kiedy zaczynają deklamować, a ani pan, ani pani wybitnymi zdolnościami - jak słychać - nie dysponują. Sama piosenka od razu przywołuje na myśl serialowe czołówki i, niestety, wygląda przy takich M jak miłość jak ubogi krewny. Nie, zdecydowanie nie.
Mark Knopfler - Monteleone
Knopflera bardzo lubię i nawet miałem okazję być na jego koncercie z tatą (to było już 7 lat temu w Krakowie). To miało miejsce w czasie trasy promocyjnej Trackera. Jego piosenki dobrze oddaje hasło zamieszczone we wkładce do Brothers In Arms ("Mark mówił, kiedy inni wrzeszczeli") i bardzo mi się to podoba. To są często delikatne, subtelne, elegancko brzmiące utwory, w sam raz do wyciszenia, na jakiś pogodny wieczór, kiedy już wszystkie sprawy są załatwione. I takie jest też Monteleone (czyli Góra Lwia) - podszyta smyczkami delikatna piosenka, właściwie to mógłby być instrumental, głos Marka pełni tu funkcję drugorzędną. To by była dobra ilustracja do filmu familijnego, a może i obyczajowego. Bardzo spokojny, przyjazny uchu, pobudzający wyobraźnię utwór.
Klaus Schulze - Crystal Lake
Może następnym razem wrzucę Karn Evil 9? Kto da więcej?
Bel Canto - Ladonia
Kolejny rodzaj utworu, którego się tu nie spodziewałem, nie spodziewałem się tutaj niemieckiego czy generalnie północnego, a raczej np. włoskiego języka. Lekka, przyjemnie brzmiąca piosenka, te klawisze nadają jej uroczego klimatu. Sporo w tym takiego anielskiego klimatu (te wokalizy!), pani ma przyjemny, miękki, ale nie za bardzo, głos. Podoba mi się śpiew w refrenie kontrastujący ze zwrotkami. Fajna rzecz, do zapoznania (ile już takich rzeczy było, ale może w końcu przynajmniej w części się uda?) Plus.
Rome - A Legacy of Unrest
Z całej rundy to utwór najtrudniejszy do jednoznacznej oceny przy kilku odsłuchach. Mocny, podniosły kawałek, wokal trochę kojarzy mi się z Brendanem Perrym, fajne, bujające gitary, w sumie to śpiew jest taki podniosły, bo muzyka to już niekoniecznie. Jak wchodzą klawisze, to zaczyna mi to przypominać jakąś muzykę filmową i kojarzyć się z czymś, w tej chwili nie wiem, z czym, ale to pewnie coś z lat 90. Ta chóralna końcówka wydaje mi się niepotrzebna. Sam nie wiem, muzyka do kolejnego odsłuchu, ale jest przynajmniej nieźle.
Einstuerzende Neubauten - Ich warte
Strzał kolejki, utwór, który jest jedną z najjaśniejszych pereł dotąd tu wrzucanych. Dużo było ciekawych propozycji, ta jest wybitnie czymś ekstra. Minimalistyczna muzyka, hipnotyczny rytm i spokojny występ Bliksy. Tak niewiele trzeba, żeby zachwycić! Tajemniczy klimat utrzymuje się przez cały utwór, ale z upływem czasu to wokal zyskuje najbardziej i wciąga słuchacza w przygodę, na którą ten niemal ślepo się decyduje. Pod koniec pojawia się "walenie w blachę i w sprzęty", utwór nabiera dynamiki, wokalista przyspiesza, by się nagle wyciszyć. I tutaj tekst rzeczywiście bardzo pomaga w odbiorze. Jest moc! Może napiszę więcej, jak jeszcze więcej razy to odsłucham. Czuję się jak Bigos, kiedy dostanie bigos!
Dobra kolejka, trzy bardzo mocne propozycje do przeżycia z nimi przygody, jeden dobrze znany przewodnik, który wciąż ciekawie prowadzi, jedna droga w nieznanym nawet z nazwy kierunku, jedna propozycja urzekająca jak lokal Ibiza Club pod Giżyckiem. Podoba mi się to!
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Ja jestem w trakcie wyprowadzki i świąt, więc dajcie mnie czas do dziś do wieczora 
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Przyjęto, rozpatrzono, Sąd przychyla się do wniosku oskarżonego.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Nadchodzę składając czynny żal.
Artur Żmijewski & Agnieszka Różańska - Dobry Los
Czysta, niczym niemal nieskażona (może tym kasetowym hissem w tle, ale on tylko dodaje, nic nie odejmuje) duchologia. Właściwie w innym uniwersum być może śpiewam ten numer z Drendą, a potem wjeżdżają napisy końcowe z informacją REŻYSERIA: JACEK BROMSKI. Tak bardziej serio to Hienałke pisał o tym, że kojarzy mu się to z najntisami, mnie bardziej z drugą połową lat 80. w polskiej muzyce i kinematografii. Ten numer mógłby lecieć w jednym z ostatnich odcinków 07 Zgłoś Się, Domu wręcz czy chociaż w Sztuce Kochania (mimo tego, że była to komedia). Vibe lost mediów jest bardziej niż widoczny/wyraźny, słucha się z jakąś taką nostalgia-driven przyjemnością, choć ja akurat w/w dzieła świadomie odkrywałem niemal 20 lat po ich ukazaniu się (np. w 2009 miałem fazę na Kieślowskiego). Żmijewski jako wokalista faktycznie wypada nędznie, momentami mam wrażenie wręcz fałszuje, za to jego towarzyszka nawet przyjemnie. Z okołomuzycznych rzeczy powiem, że bas okrutnie przypominał mi Renee Talk Talk xD nie mogłem się tego uczucia pozbyć w najmniejszym stopniu. Była to wycieczka w przeszłość, i w ogóle wpędziła mnie w taki feeling jakby teraz była jesień, i to taka głębsza typu koniec października, i to z 17 lat temu i Bartini za chwilę napisze, że całe Disintegration już na skrzynce forumowej. Aż muszę Duchologię Polską przejrzeć.
Mark Knopfler - Monteleone
Hien nie zawodzi, znów mamy coś, co pretenduje przynajmniej do podium. W przeciwieństwie do niego wsiąknąłem w Dire Straits (co ciekawe pod wpływem tego samego numeru, Walk of Life, który wprost uwielbiałem za dzieciaka), za to w Knopflera solo w ogóle. Pamiętam jak lata temu reklamowano w telewizji jego nowy (wówczas) album, Shangri-la, i tylko przekonany przez ten dość natarczywy advertising pożyczyłem tę płytę od wuja. Dziś niemal nic z niej nie pamiętam, więc musiała mnie nie wciągnąć jakoś mocno. Jednocześnie Knopfler jest dla mnie jednym z tych przedstawicieli DADu, których słuchania nie trzeba się wstydzić ani trochę. Gość jest starym rock'n'rollowcem, ale kawałki takie jak Money for Nothing czy Calling Elvis ciągle mogą polecieć na dobrej tematycznej imprezie i ludzie będą się bawić, a nie, że jedynym dla nich środowiskiem są stare, smutne, przydymione bary wyłożone klejącą się boazerią, gdzie do późna przesiadują starzy boomerzy wspominający przegrywanie winyli na szpule w stanie wojennym. DS zawsze bardzo lubiłem, to się raczej nie zmieni. Knopfler solo mnie tutaj i zaskoczył i nie - bo z jednej strony nie spodziewałem się, że ten numer będzie aż taki dobry a z drugiej, no, to jednak Knopfler, a on jest po prostu dobry. Lubię jego głos (który zawsze był głosem - nomen omen - starego dziada, ale doskonale pasował), lubię jego tekstopisarstwo i to, jak gra. Danioleone strasznie mi coś zresztą przypomina innego, ale nie mogę sobie teraz przywołać co dokładnie. Jakiś amerykański all-time-crooning-classic? Feeling jest taki... uroczy i uroczo rozkoszny. To był jeden z fajniejszych seansów tej kolejki. Keep up the good work
Dodam, że najlepsze, co jest związane z DS i Trójką, to jak bodaj Piotr Kaczkowski miliard lat temu przetłumaczył Brothers in Arms jako "Bracia w Ramionach". Dokazywaniu nie było końca.
Klaus Schulze - Crystal Lake
Dawno dawno temu, kiedy latem 2006 miałem fazę na Alphaville i pochodne, zassałem solo works Rainera Blossa i jakiś album Klausa Schulze. To było tak dawno temu, że nie pamiętam, czy było to Mirage ale jednak raczej nie xD Mimo wszystko - jest super. Albo inaczej - bardzo mi się ten numer podoba i pocisnął mnie, by zassać cały album. Na Wiki chyba przeczytałem, że o ile Schulza zalicza się w jakiś tam sposób do pionierów ambientu, to w przeciwieństwie do takiego Eno on jest bardziej "space-rock-oriented" (w końcu był w Tangerine Dream), i bardzo to słychać w tym utworze. Zresztą, jak się zna Alphaville od strony innej niż Forever Young i coś więcej niż tylko single, to też widać, gdzie maczał swoje palce (współpracował z nimi na 2 albo 3 płytach i przynajmniej jedną im wyprodukował). Kawałek rozkręca się (duże słowo) powoli, ale jak koło 15 minuty nikną "dzwoneczki" i całość przestawia się na niepokojące pady, dostałem vibe'u Woodbines & Spiders. Potem końcówka znów atakuje w odpowiedni sposób i mamy piękne domknięcie tego bądź co bądź sporawego dzieła (skąd u Dragona zamiłowanie do takowych nie wiem, ale pokocha coś, co planuję na następną kolejkę <3). Electro-choir sekcja wchodząca na sam właściwie koniec daje mi wrażenie słuchania soundtracku do jakiegoś eksperymentalnego filmu sci-fi realizowanego przynajmniej w Europie, by nie powiedzieć za żelazną kurtyną. Knopfler chyba (po 3 odsłuchu całości) wygrywa dla mnie, ale Crystal Lake otrzymuje srebro i miejsce w mojej Prywatnej Bibliotece Muzycznej(TM).
Bel Canto - Ladonia
Bekę trochę miałem czytając mały forumowy rant o właściwy język w tym numerze. Potwierdzam, to niemiecki bez dwóch zdań xD co swoją drogą jest zabawne o tyle, że Anneli Drecker ze śpiewaniem po niemiecku nigdy by mi się nie skojarzyła, brzmi to dość absurdalnie (słyszałem jak śpiewa po norwesku i angielsku). Jej głos to jest coś, co mnie momentami drażni (trochę jak z Bjork czy innymi skandynawskimi wokalistkami, co już zdążyłem gdzieś opisać), a momentami mi się podoba. Poznałem ją przez ficzery na niektórych numerach Royksopp, współpracowała też na pewno z a-ha. Kiedyś, dawno temu musiałem zacząć ją followować na FB bo wczoraj (najdalej przedwczoraj) wyskoczyła mi fota, którą wstawiła u siebie na profilu na tle jakiegoś chyba igloo xD Faktycznie, jak napisał Miętus - trochę cover band Portishead, trochę Slow Train Soul, trochę sam nie wiem co. Całość przez użyty język brzmi mi strasznie niemiecko i spokojnie bym to wepchnął w jakieś radio-popowe najntisy, a tu zonk, płyta z 2002 roku. Generalnie uczucie podobne do Mintaja - shrug i idę dalej. To nie dla mnie, nie tym razem.
Rome - A Legacy of Unrest
Nie spodziewałem się tego przy pierwszym odsłuchu, ale Mintaj zapewnił sobie brąz. Wyjątkowo dobry kawałek, który strasznie utyka mi w głowie i wywołuje dokładnie te emocje, o których wspomniał wrzucający, z tym, że ponieważ od jakiegoś czasu mam potwornie jesienny feeling to właśnie tam bym ten kawałek umieścił xD jest przynajmniej połowa października a ja włóczę się albo po południowym Radogoszczu w Łodzi albo po warszawskich Szmulkach. I łeb zatruwa mi nostalgia i dziwne uczucie tęsknoty. Głos gościa przypominał mi trochę Jaza Colemana z Killing Joke, a jeszcze bardziej Craiga Lorentsona z Lowlife (jak wył w Eternity Road). Zabawne, że numer ten pochodzi z albumu wydanego w 2009, bo tnie końcówką ejtisów mocno brzmieniowo (może poza paroma zagraniami). Nie ma tutaj rzeczy, do której mógłbym się przypieprzyć. Wchodzi na podium obok całej reszty i jesienią na pewno będę słuchał i to sporo. Obok Editorsów, ale na pewno z dala od Hurts xD
Alizee - Abracadabra
Zapomniałem, że ktoś taki jak Alizee w ogóle istniał xD Generalnie nie jest mi jakoś po drodze z francuską muzyką śpiewaną po francusku, poza Mylene Farmer (Desenchantee to złoto, wyłącznie w jej wersji) i może Frank (just Frank) xD. Ciekawy był ten kawałek. Aż musiałem sprawdzić, ile lat miała, jak ten numer wyszedł. Cóż, 16, dobry czas. I przy okazji dowiedziałem się, że materiał na płytę napisała jej i wyprodukowała Mylene Farmer, więc traktuję to jako pewne przedłużenie tejże xD Nie był to zły odsłuch - numer ma w sobie coś pociągająco niepokojącego (jak i zresztą sama Alizee dla mnie, czy jej muzyka en masse, parę tam kawałków znam), powtarzany w tekście tytuł wkręca się w łeb strasznie, wokal, sposób śpiewu i muzyka tworzą jakąś niebezpiecznie powabną atmosferę. To mógłby spokojnie być soundtrack do pierwszych zbliżeń nastolatków i podejrzewam, że dziesiątki razy już był xD całości dopełniały te nieszczęsne koty gdzieś w tle, które zrobiły z Alizee trochę Sabrinę i pod tym względem zepsuły mi odbiór. Albo nie powinny, bo to w sumie muzyka dla dzieciarni była i dla mnie jakoś nadal jest. Mylene Farmer chętnie posłucham, tej płyty chyba bym nie ściągnął żeby przesłuchać całości z własnej woli. A może? Oto ktoś macha różdżką, wracam do roku 2001 i dalej podkochuję się w tej Marcie z pięknymi lokami i zielonymi oczami co siedziała na polskim zawsze w drugiej ławce. Wszak abrakadabra (I wanna reach out and grab you)...
Artur Żmijewski & Agnieszka Różańska - Dobry Los
Czysta, niczym niemal nieskażona (może tym kasetowym hissem w tle, ale on tylko dodaje, nic nie odejmuje) duchologia. Właściwie w innym uniwersum być może śpiewam ten numer z Drendą, a potem wjeżdżają napisy końcowe z informacją REŻYSERIA: JACEK BROMSKI. Tak bardziej serio to Hienałke pisał o tym, że kojarzy mu się to z najntisami, mnie bardziej z drugą połową lat 80. w polskiej muzyce i kinematografii. Ten numer mógłby lecieć w jednym z ostatnich odcinków 07 Zgłoś Się, Domu wręcz czy chociaż w Sztuce Kochania (mimo tego, że była to komedia). Vibe lost mediów jest bardziej niż widoczny/wyraźny, słucha się z jakąś taką nostalgia-driven przyjemnością, choć ja akurat w/w dzieła świadomie odkrywałem niemal 20 lat po ich ukazaniu się (np. w 2009 miałem fazę na Kieślowskiego). Żmijewski jako wokalista faktycznie wypada nędznie, momentami mam wrażenie wręcz fałszuje, za to jego towarzyszka nawet przyjemnie. Z okołomuzycznych rzeczy powiem, że bas okrutnie przypominał mi Renee Talk Talk xD nie mogłem się tego uczucia pozbyć w najmniejszym stopniu. Była to wycieczka w przeszłość, i w ogóle wpędziła mnie w taki feeling jakby teraz była jesień, i to taka głębsza typu koniec października, i to z 17 lat temu i Bartini za chwilę napisze, że całe Disintegration już na skrzynce forumowej. Aż muszę Duchologię Polską przejrzeć.
Mark Knopfler - Monteleone
Hien nie zawodzi, znów mamy coś, co pretenduje przynajmniej do podium. W przeciwieństwie do niego wsiąknąłem w Dire Straits (co ciekawe pod wpływem tego samego numeru, Walk of Life, który wprost uwielbiałem za dzieciaka), za to w Knopflera solo w ogóle. Pamiętam jak lata temu reklamowano w telewizji jego nowy (wówczas) album, Shangri-la, i tylko przekonany przez ten dość natarczywy advertising pożyczyłem tę płytę od wuja. Dziś niemal nic z niej nie pamiętam, więc musiała mnie nie wciągnąć jakoś mocno. Jednocześnie Knopfler jest dla mnie jednym z tych przedstawicieli DADu, których słuchania nie trzeba się wstydzić ani trochę. Gość jest starym rock'n'rollowcem, ale kawałki takie jak Money for Nothing czy Calling Elvis ciągle mogą polecieć na dobrej tematycznej imprezie i ludzie będą się bawić, a nie, że jedynym dla nich środowiskiem są stare, smutne, przydymione bary wyłożone klejącą się boazerią, gdzie do późna przesiadują starzy boomerzy wspominający przegrywanie winyli na szpule w stanie wojennym. DS zawsze bardzo lubiłem, to się raczej nie zmieni. Knopfler solo mnie tutaj i zaskoczył i nie - bo z jednej strony nie spodziewałem się, że ten numer będzie aż taki dobry a z drugiej, no, to jednak Knopfler, a on jest po prostu dobry. Lubię jego głos (który zawsze był głosem - nomen omen - starego dziada, ale doskonale pasował), lubię jego tekstopisarstwo i to, jak gra. Danioleone strasznie mi coś zresztą przypomina innego, ale nie mogę sobie teraz przywołać co dokładnie. Jakiś amerykański all-time-crooning-classic? Feeling jest taki... uroczy i uroczo rozkoszny. To był jeden z fajniejszych seansów tej kolejki. Keep up the good work
Klaus Schulze - Crystal Lake
Dawno dawno temu, kiedy latem 2006 miałem fazę na Alphaville i pochodne, zassałem solo works Rainera Blossa i jakiś album Klausa Schulze. To było tak dawno temu, że nie pamiętam, czy było to Mirage ale jednak raczej nie xD Mimo wszystko - jest super. Albo inaczej - bardzo mi się ten numer podoba i pocisnął mnie, by zassać cały album. Na Wiki chyba przeczytałem, że o ile Schulza zalicza się w jakiś tam sposób do pionierów ambientu, to w przeciwieństwie do takiego Eno on jest bardziej "space-rock-oriented" (w końcu był w Tangerine Dream), i bardzo to słychać w tym utworze. Zresztą, jak się zna Alphaville od strony innej niż Forever Young i coś więcej niż tylko single, to też widać, gdzie maczał swoje palce (współpracował z nimi na 2 albo 3 płytach i przynajmniej jedną im wyprodukował). Kawałek rozkręca się (duże słowo) powoli, ale jak koło 15 minuty nikną "dzwoneczki" i całość przestawia się na niepokojące pady, dostałem vibe'u Woodbines & Spiders. Potem końcówka znów atakuje w odpowiedni sposób i mamy piękne domknięcie tego bądź co bądź sporawego dzieła (skąd u Dragona zamiłowanie do takowych nie wiem, ale pokocha coś, co planuję na następną kolejkę <3). Electro-choir sekcja wchodząca na sam właściwie koniec daje mi wrażenie słuchania soundtracku do jakiegoś eksperymentalnego filmu sci-fi realizowanego przynajmniej w Europie, by nie powiedzieć za żelazną kurtyną. Knopfler chyba (po 3 odsłuchu całości) wygrywa dla mnie, ale Crystal Lake otrzymuje srebro i miejsce w mojej Prywatnej Bibliotece Muzycznej(TM).
Bel Canto - Ladonia
Bekę trochę miałem czytając mały forumowy rant o właściwy język w tym numerze. Potwierdzam, to niemiecki bez dwóch zdań xD co swoją drogą jest zabawne o tyle, że Anneli Drecker ze śpiewaniem po niemiecku nigdy by mi się nie skojarzyła, brzmi to dość absurdalnie (słyszałem jak śpiewa po norwesku i angielsku). Jej głos to jest coś, co mnie momentami drażni (trochę jak z Bjork czy innymi skandynawskimi wokalistkami, co już zdążyłem gdzieś opisać), a momentami mi się podoba. Poznałem ją przez ficzery na niektórych numerach Royksopp, współpracowała też na pewno z a-ha. Kiedyś, dawno temu musiałem zacząć ją followować na FB bo wczoraj (najdalej przedwczoraj) wyskoczyła mi fota, którą wstawiła u siebie na profilu na tle jakiegoś chyba igloo xD Faktycznie, jak napisał Miętus - trochę cover band Portishead, trochę Slow Train Soul, trochę sam nie wiem co. Całość przez użyty język brzmi mi strasznie niemiecko i spokojnie bym to wepchnął w jakieś radio-popowe najntisy, a tu zonk, płyta z 2002 roku. Generalnie uczucie podobne do Mintaja - shrug i idę dalej. To nie dla mnie, nie tym razem.
Rome - A Legacy of Unrest
Nie spodziewałem się tego przy pierwszym odsłuchu, ale Mintaj zapewnił sobie brąz. Wyjątkowo dobry kawałek, który strasznie utyka mi w głowie i wywołuje dokładnie te emocje, o których wspomniał wrzucający, z tym, że ponieważ od jakiegoś czasu mam potwornie jesienny feeling to właśnie tam bym ten kawałek umieścił xD jest przynajmniej połowa października a ja włóczę się albo po południowym Radogoszczu w Łodzi albo po warszawskich Szmulkach. I łeb zatruwa mi nostalgia i dziwne uczucie tęsknoty. Głos gościa przypominał mi trochę Jaza Colemana z Killing Joke, a jeszcze bardziej Craiga Lorentsona z Lowlife (jak wył w Eternity Road). Zabawne, że numer ten pochodzi z albumu wydanego w 2009, bo tnie końcówką ejtisów mocno brzmieniowo (może poza paroma zagraniami). Nie ma tutaj rzeczy, do której mógłbym się przypieprzyć. Wchodzi na podium obok całej reszty i jesienią na pewno będę słuchał i to sporo. Obok Editorsów, ale na pewno z dala od Hurts xD
Alizee - Abracadabra
Zapomniałem, że ktoś taki jak Alizee w ogóle istniał xD Generalnie nie jest mi jakoś po drodze z francuską muzyką śpiewaną po francusku, poza Mylene Farmer (Desenchantee to złoto, wyłącznie w jej wersji) i może Frank (just Frank) xD. Ciekawy był ten kawałek. Aż musiałem sprawdzić, ile lat miała, jak ten numer wyszedł. Cóż, 16, dobry czas. I przy okazji dowiedziałem się, że materiał na płytę napisała jej i wyprodukowała Mylene Farmer, więc traktuję to jako pewne przedłużenie tejże xD Nie był to zły odsłuch - numer ma w sobie coś pociągająco niepokojącego (jak i zresztą sama Alizee dla mnie, czy jej muzyka en masse, parę tam kawałków znam), powtarzany w tekście tytuł wkręca się w łeb strasznie, wokal, sposób śpiewu i muzyka tworzą jakąś niebezpiecznie powabną atmosferę. To mógłby spokojnie być soundtrack do pierwszych zbliżeń nastolatków i podejrzewam, że dziesiątki razy już był xD całości dopełniały te nieszczęsne koty gdzieś w tle, które zrobiły z Alizee trochę Sabrinę i pod tym względem zepsuły mi odbiór. Albo nie powinny, bo to w sumie muzyka dla dzieciarni była i dla mnie jakoś nadal jest. Mylene Farmer chętnie posłucham, tej płyty chyba bym nie ściągnął żeby przesłuchać całości z własnej woli. A może? Oto ktoś macha różdżką, wracam do roku 2001 i dalej podkochuję się w tej Marcie z pięknymi lokami i zielonymi oczami co siedziała na polskim zawsze w drugiej ławce. Wszak abrakadabra (I wanna reach out and grab you)...
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No i mamy to! Jutro rano startujemy z kolejną rundą. Jak ktoś nie zdąży podsuować, to reklamację proszę wysyłać do kolegi Deva, nejlepiej ze współną fotką z Drendą.
Ale ja pisałem o skojarzeniach z życia, swoich obserwacjach i wspomnieniach z epoki. Jakie Ty masz wspomnienia z tych niecałych czterech miesięcy 80sów, które przeżyłeś? xDdevotional pisze:16 kwie 2022 21:19Hienałke pisał o tym, że kojarzy mu się to z najntisami, mnie bardziej z drugą połową lat 80. w polskiej muzyce i kinematografii. \
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Dla mnie bardzo dobra runda. Bardzo wyrównana, choć Mentos wygrał jednak dość wyraźnie.
Ale rzuca mi się w twarz jedna rzecz - niektórzy traktują być może ten temat tylko jako promowanie własnych propozycji. Bo zbyt często czytam - wzrusz ramion, to nie moja bajka, nie mój styl itp, itd. Chodzi o to, żeby coś z propozycji innych zaczerpnąć, coś podebrać, zrozumieć. Przełamać własne uprzedzenia. Jak nie da się po 5 odsłuchach, to spróbować po raz szósty. A nie odbębnić standardowe dwa razy w pośpiechu i napisać - to nie mój styl, nuda, dziadostwo lub nie tym razem.
Ludzie, wysilcie się nieco, nie zostawiajcie albumu/utworu na ostatni i tak dużo spóźniony moment pisząc potem standardowe byle co. Trochę zaangażowania.
Ale rzuca mi się w twarz jedna rzecz - niektórzy traktują być może ten temat tylko jako promowanie własnych propozycji. Bo zbyt często czytam - wzrusz ramion, to nie moja bajka, nie mój styl itp, itd. Chodzi o to, żeby coś z propozycji innych zaczerpnąć, coś podebrać, zrozumieć. Przełamać własne uprzedzenia. Jak nie da się po 5 odsłuchach, to spróbować po raz szósty. A nie odbębnić standardowe dwa razy w pośpiechu i napisać - to nie mój styl, nuda, dziadostwo lub nie tym razem.
Ludzie, wysilcie się nieco, nie zostawiajcie albumu/utworu na ostatni i tak dużo spóźniony moment pisząc potem standardowe byle co. Trochę zaangażowania.