Best of Forum
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Jaja robi
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Sorry, ale spędziłem niedzielę w ogródku czy scrabblach, a poniedziałek na oglądaniu filmów, nie było w tym czasie żadnych odsłuchów (i może dobrze?)
Jacek Wójcicki - Ballada o trzech trubadurach
https://www.youtube.com/watch?v=25mBBjG97UA
Znana też wśród moich znajomych po prostu jako "Śmieszna piosenka". Słowa napisał Wojciech Młynarski. Jedna z wielu moich przygód z polską poezją śpiewaną - mama miała na półce, wśród wielu innych płyt, także Live Character Pana Jacka z jego benefisu. Nie licząc przemówienia Jaruzelskiego słuchało się tego wspaniale: utwory bardziej poważne jak Modlitwa o wschodzie słońca, Miejcie nadzieję czy bardziej żartobliwe w rodzaju Sekretarki czy wyżej wymienionej wbiły mi się w pamięć bardzo mocno. Wiele słuchaliśmy Grzegorza Turnaua i innych podobnych polskich artystów, później to i Hanny Banaszak, Kaczmarski się wielokrotnie przewijał. Wybrałem taki utwór, który najbardziej odpowiada mojemu poczuciu humoru, a który jednocześnie ma swoistą baśniową aurę, niemało w tym teatralności (w końcu mówimy o śpiewającym aktorze), coś takiego, co zawsze poprawia humor, bo oddziałuje bardzo bezpośrednio (coś jak Linton Porcupine Tree). Płyty już nie odtworzę (a przynajmniej do momentu, kiedy będę miał nowy odtwarzacz, bo stary definitywnie zepsuł się w zeszłym tygodniu), ale niesie ze sobą śmiech i powagę, inteligentne teksty i malownicze krajobrazy, postacie historyczne i tematy uniwersalne. Wszystko to w inteligentnym wydaniu. Ciekawe, czy jest możliwe obecnie podobne wychowanie młodzieży, które w dużej mierze opiera się na bogactwie kultury, a nie na twitchach, TikTokach i innym syfie?
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Jay-Z Dead Presidents
Klasycznego Jay-Z jeszcze nie słyszałem. Najlepiej kojarzę numery z Beyonce (Crazy in Love), Alicią Keys (Empire State of Mind) i Kanye Westem (Watch the Throne, choć przede wszystkim Strippeds in Paris). Mój stosunek do niego? To nigdy nie było wielkie uznanie, ot kojarzyłem oględnie, ale te popularniejsze rzeczy nigdy nie leciały w jakiejś serii, nie zachęciły do szukania dalej. Po Dead Presidents to się raczej utrzyma. Bit powiedziałbym pościelowy, ale nie usypiający. Wszystko ok z nawijką, ale nie jestem mocno wstrząśnięty. Nie wprawia w osłupienie, brakuje mi tam jakiegoś bardziej wyrazistego akcentu. Choćby najmniejsze zaskoczenie, jakaś linijka rzucona inaczej. Nie wiem czy rap można oceniać jako rzetelny, dobrze jest wtedy, kiedy jest autentyczny, a do tego ma charakterystyczny bicior. Niby to wszystko tu jest, ale efekt nie porywa.
XTC Easter Theatre
Jednego brygadzie Andy'ego Kartridża nie można odmówić - ciągłej ewolucji, jakichś poszukiwań bez rewolucyjnych zabiegów, ale z subtelnymi przejściami. Już mi to brzmi lepiej niż na Nonsuch, sam miks gwarantuje trochę więcej życia, mimo że aranż trochę ogranicza możliwość wymyślnej interpretacji. Trochę fairy tale, trochę taki świąteczny film właśnie pod poniedziałkowe ostatnie popołudnie, z tym mi się to kojarzy. Najciekawszy jest refren, podszywająca się pod jego sielskością specyficzna energia. Reszta jest po prostu ok, ładniutki popik. Dalej niestety nieosiągnięty poziom zaangażowania jak na Drums and Wires. Anonimowy recenzent na RYMie określa Apple Venus mianem a v a n t popowej płyty... także ten, widać, że się nie znam. Wszystko ok z tymi orkiestracjami, ale mi brakuje jakiegoś przełamania, bo ostatecznie wkrada się tam pierwiastek sandałowy.
Pixies Bone Machine
Okoliczność poznania i docenienia tego zespołu jest w moim przypadku bardzo konkretna. Ciekawiło mnie to, co gra zespół, w którym zasłuchuje się jeden z moich znajomych na studiach. Znam Come on Pilgrim i Doolittle, ale nie słuchałem całości baardzo długo. Mam zapisane na playlistach pojedyncze utwory i to w sumie bardziej dla zarejestrowania faktu przesłuchania ich kiedyś. To specyficzna muzyka, odpowiedni nastrój do jej odbioru zdarza mi się ostatnio rzadko, dlatego żeby trochę do tego wrócić i jakoś to Bone Machine osadzić to wróciłem do paru wcześniej znanych rzeczy. Te dwa lata temu musiały mi się znacznie bardziej podobać, jestem aż zaskoczony swoimi ocenami na RYMie, bo teraz niby też jest w porządku, ale czy aż tak dobrze... Trzeba by parę odsłuchów więcej. Pomógłby taki odsłuch rodem z naszej albumowej zabawy, także jeśli ktoś coś od nich ma, to niech bez krępacji wrzuca w odpowiednim czasie
Choć z każdym kolejnym utworem ten klimat wracał.
Kość Maszyną, hmm... nie znam Silver Rosa, nie wiem, jak bardzo to jest reprezentatywny numer. Widzę, że otwiera płytę, no to poziom ambiwalencji uczuć wzrasta xD Jest trochę za bardzo przegadany, nie lubię takiego wydumania. Wyłapuję ten luz, ale to dla mnie taki luz poruszania się w labiryncie. Kurczę, no nie chwyta. Mam już deja vu, kiedy chcę napisać o tym, że pewne wybory mogą bardzo dowolnie wpływać na przyszły odbiór całości i tak może być w tym przypadku. Rockerski korzeń, rozmyta punkowa wariacja, ale to dość średnie zaproszenie do wejścia głębiej w tę płytę. Nie wiem czego spodziewać się dalej. Z żalem wyłaniam najsłabszy numer kolejki.
Łona / Webber Wyślij sobie pocztówkę
Dev miał ŚWIETNY trop, a do tego trafił na najmniej znany przeze mnie utwór
2020 rok stał między innymi na ich muzyce. Tutaj jak ktoś ignoruje tekst, no to właściwie powinien przemyśleć swój sposób odbioru muzyki. Storytelling nie zawsze jest w 100% przełożony na bicie, podkłady Webbera potrafią uwypuklić dany motyw, jakiś konkretny wątek, który wydaje się ważniejszy niż inne. Nie ma płyty, na której nie ma przynajmniej jednego przetłuczonego utworu. Nawet świeżutki Śpiewnik domowy ma znakomite strzały. Z czasem produkcja Webbera jeszcze bardziej szlachetnieje, zaskakuje minimalizmem czy intrygującym pochodzeniem sampli. Parę ich kawałków jest na mojej rezerwowej liście poza pierwszą setką, ale coś może pojawić się szybciej jak tak dalej pójdzie, jest na to klimat.
Obok Miłego ATZ Łona jest moim ulubionym raperem, oni obaj czerpią z czegoś więcej i nie są pretensjonalni. Miły ucieka w wykręcone 2-stepy, a Łona to mistrz liryki, budowania klimatu, opowiadania historii. Do tego podoba mi się otoczka jego wywiadów. Teoretycznie temat tego kawałka nie jest mi obcy, ale ja po latach polubiłem Wałbrzych (co innego jego społeczność...), więc pozostaje mi współczuć zgierskich wrażeń. Opis jest jednak tak poprowadzony, że właściwie jest uniwersalny - dobra podkładka dla każdego, kto jest delikatnie rozczarowany swoim otoczeniem. Kolejna zaleta. Tylko ten bit taki zwyczajny, trupio rockerski. Ostatecznie to zawsze dodatki do nawijki Łony, także na plus. Wygrywa moje serce.
Rihanna Russian Roulette
Powrót do głębokiego dzieciństwa i nałogowego ślęczenia przed telewizjami muzycznymi. Parasolkę pewnie też poznałem bardzo szybko po premierze, przez te 3-4 lata nowinki Rihanny były mi znane. Nie inaczej było z Russian Roulette. Od czasów gimnazjum kończyło się na pojedynczych, przypadkowych odsłuchach. W tym roku znowu jest tego jakby więcej - zasługa wroclawskich znajomości i tych miejscówek, w których Rihanna leci dostatecznie często. Pose np. to jest bardzo przyjemny, bujający, lekko głupiutki numer. Muszę wreszcie przyjrzeć się jej niektórym albumom w całości. Mam na myśli właśnie Good Girl Gone Bad (Umbrella), Rated R (Russian Roulette) i ANTI (Pose).
Oglądam teledysk i wspomnienia naprawdę wracają. Filmowy sznyt, kolorystyka, mały wielki dramat, moje skojarzenie z pierwszą dekadą XXI wieku w pigułce. Sam numer to taka quasi ballada z dobrym, elektronicznym podkładem. To jeszcze nie trap, ale poszukiwania doskonałego szablonu jeszcze trwały. To taka szkatułkowa, drobna kompozycja, która przywodzi delikatnie na myśl musical, film muzyczny, główny dramatyczny temat dla filmu. Poza intrem ta gitara przepływa niezauważenie. Znakomity refren, szczególnie pod koniec podoba mi się to przytłoczenie emocjami w pewnym sensie. O włos Rihanna wyprzedza Łonę i mamy zwyciężczynię!
Wersja AOL już jest do dupy, tego rockiem nie pomalujesz. Cała potęga tego numeru polega na lekkości bitu, a nie gitarowych (czy smyczkowych lolz) partiach. Flirtowanie z ostrzejszym graniem bez powodzenia. Bębny w refrenie robią z tego utworu flaki z olejem.
Jacek Wójcicki Ballada o trzech trubadurach
A wie pan, że przychodził tutaj nawet pan Jacek Wójcicki? Ooo... Przemiły człowiek... Komedyjka muzyczna. Piosenka aktorska. Pierwsze skojarzenie z Młynarskim, bo miałem parę dni w życiu, które spędziłem na sprawdzeniu jego twórczości w skromnym stopniu. Zakodowało się w głowie na dłużej, bo to faktycznie tekst Młynarskiego Wojciecha. Lepsza taka poezja śpiewana niż megalomańska, opakowana rozbudowanymi aranżami, muzycznymi interpretacjami, których tekst nie utrzyma. Tutaj jest lekka historia zawieszona w czasie, więc problemu nie ma. Wójcicki ma specyficzny głos, jest dość plastyczny i manieryczny, słychać bardzo wyraźnie moment wcielania się w konkretną postać. Na żywo z wizją byłoby to wszystko pełniejsze. Po taką muzyczną rozrywkę warto sięgnąć, ale bez egzaltacji i wywyższania, bo to jej nie służy. Chętnie sprawdziłbym cały zestaw. Odpowiadając na retoryczne pytanko Melkiego powiem tak - pewnie, że się da, ale po co hodować sfrustrowane pokolenia zmuszane do czegoś, co nie wyrasta z nich samych, nie mówi ich językiem i trochę szuka innego słuchacza po prostu?
Klasycznego Jay-Z jeszcze nie słyszałem. Najlepiej kojarzę numery z Beyonce (Crazy in Love), Alicią Keys (Empire State of Mind) i Kanye Westem (Watch the Throne, choć przede wszystkim Strippeds in Paris). Mój stosunek do niego? To nigdy nie było wielkie uznanie, ot kojarzyłem oględnie, ale te popularniejsze rzeczy nigdy nie leciały w jakiejś serii, nie zachęciły do szukania dalej. Po Dead Presidents to się raczej utrzyma. Bit powiedziałbym pościelowy, ale nie usypiający. Wszystko ok z nawijką, ale nie jestem mocno wstrząśnięty. Nie wprawia w osłupienie, brakuje mi tam jakiegoś bardziej wyrazistego akcentu. Choćby najmniejsze zaskoczenie, jakaś linijka rzucona inaczej. Nie wiem czy rap można oceniać jako rzetelny, dobrze jest wtedy, kiedy jest autentyczny, a do tego ma charakterystyczny bicior. Niby to wszystko tu jest, ale efekt nie porywa.
XTC Easter Theatre
Jednego brygadzie Andy'ego Kartridża nie można odmówić - ciągłej ewolucji, jakichś poszukiwań bez rewolucyjnych zabiegów, ale z subtelnymi przejściami. Już mi to brzmi lepiej niż na Nonsuch, sam miks gwarantuje trochę więcej życia, mimo że aranż trochę ogranicza możliwość wymyślnej interpretacji. Trochę fairy tale, trochę taki świąteczny film właśnie pod poniedziałkowe ostatnie popołudnie, z tym mi się to kojarzy. Najciekawszy jest refren, podszywająca się pod jego sielskością specyficzna energia. Reszta jest po prostu ok, ładniutki popik. Dalej niestety nieosiągnięty poziom zaangażowania jak na Drums and Wires. Anonimowy recenzent na RYMie określa Apple Venus mianem a v a n t popowej płyty... także ten, widać, że się nie znam. Wszystko ok z tymi orkiestracjami, ale mi brakuje jakiegoś przełamania, bo ostatecznie wkrada się tam pierwiastek sandałowy.
Pixies Bone Machine
Okoliczność poznania i docenienia tego zespołu jest w moim przypadku bardzo konkretna. Ciekawiło mnie to, co gra zespół, w którym zasłuchuje się jeden z moich znajomych na studiach. Znam Come on Pilgrim i Doolittle, ale nie słuchałem całości baardzo długo. Mam zapisane na playlistach pojedyncze utwory i to w sumie bardziej dla zarejestrowania faktu przesłuchania ich kiedyś. To specyficzna muzyka, odpowiedni nastrój do jej odbioru zdarza mi się ostatnio rzadko, dlatego żeby trochę do tego wrócić i jakoś to Bone Machine osadzić to wróciłem do paru wcześniej znanych rzeczy. Te dwa lata temu musiały mi się znacznie bardziej podobać, jestem aż zaskoczony swoimi ocenami na RYMie, bo teraz niby też jest w porządku, ale czy aż tak dobrze... Trzeba by parę odsłuchów więcej. Pomógłby taki odsłuch rodem z naszej albumowej zabawy, także jeśli ktoś coś od nich ma, to niech bez krępacji wrzuca w odpowiednim czasie
Kość Maszyną, hmm... nie znam Silver Rosa, nie wiem, jak bardzo to jest reprezentatywny numer. Widzę, że otwiera płytę, no to poziom ambiwalencji uczuć wzrasta xD Jest trochę za bardzo przegadany, nie lubię takiego wydumania. Wyłapuję ten luz, ale to dla mnie taki luz poruszania się w labiryncie. Kurczę, no nie chwyta. Mam już deja vu, kiedy chcę napisać o tym, że pewne wybory mogą bardzo dowolnie wpływać na przyszły odbiór całości i tak może być w tym przypadku. Rockerski korzeń, rozmyta punkowa wariacja, ale to dość średnie zaproszenie do wejścia głębiej w tę płytę. Nie wiem czego spodziewać się dalej. Z żalem wyłaniam najsłabszy numer kolejki.
Łona / Webber Wyślij sobie pocztówkę
Dev miał ŚWIETNY trop, a do tego trafił na najmniej znany przeze mnie utwór
Obok Miłego ATZ Łona jest moim ulubionym raperem, oni obaj czerpią z czegoś więcej i nie są pretensjonalni. Miły ucieka w wykręcone 2-stepy, a Łona to mistrz liryki, budowania klimatu, opowiadania historii. Do tego podoba mi się otoczka jego wywiadów. Teoretycznie temat tego kawałka nie jest mi obcy, ale ja po latach polubiłem Wałbrzych (co innego jego społeczność...), więc pozostaje mi współczuć zgierskich wrażeń. Opis jest jednak tak poprowadzony, że właściwie jest uniwersalny - dobra podkładka dla każdego, kto jest delikatnie rozczarowany swoim otoczeniem. Kolejna zaleta. Tylko ten bit taki zwyczajny, trupio rockerski. Ostatecznie to zawsze dodatki do nawijki Łony, także na plus. Wygrywa moje serce.
Rihanna Russian Roulette
Powrót do głębokiego dzieciństwa i nałogowego ślęczenia przed telewizjami muzycznymi. Parasolkę pewnie też poznałem bardzo szybko po premierze, przez te 3-4 lata nowinki Rihanny były mi znane. Nie inaczej było z Russian Roulette. Od czasów gimnazjum kończyło się na pojedynczych, przypadkowych odsłuchach. W tym roku znowu jest tego jakby więcej - zasługa wroclawskich znajomości i tych miejscówek, w których Rihanna leci dostatecznie często. Pose np. to jest bardzo przyjemny, bujający, lekko głupiutki numer. Muszę wreszcie przyjrzeć się jej niektórym albumom w całości. Mam na myśli właśnie Good Girl Gone Bad (Umbrella), Rated R (Russian Roulette) i ANTI (Pose).
Oglądam teledysk i wspomnienia naprawdę wracają. Filmowy sznyt, kolorystyka, mały wielki dramat, moje skojarzenie z pierwszą dekadą XXI wieku w pigułce. Sam numer to taka quasi ballada z dobrym, elektronicznym podkładem. To jeszcze nie trap, ale poszukiwania doskonałego szablonu jeszcze trwały. To taka szkatułkowa, drobna kompozycja, która przywodzi delikatnie na myśl musical, film muzyczny, główny dramatyczny temat dla filmu. Poza intrem ta gitara przepływa niezauważenie. Znakomity refren, szczególnie pod koniec podoba mi się to przytłoczenie emocjami w pewnym sensie. O włos Rihanna wyprzedza Łonę i mamy zwyciężczynię!
Wersja AOL już jest do dupy, tego rockiem nie pomalujesz. Cała potęga tego numeru polega na lekkości bitu, a nie gitarowych (czy smyczkowych lolz) partiach. Flirtowanie z ostrzejszym graniem bez powodzenia. Bębny w refrenie robią z tego utworu flaki z olejem.
Jacek Wójcicki Ballada o trzech trubadurach
A wie pan, że przychodził tutaj nawet pan Jacek Wójcicki? Ooo... Przemiły człowiek... Komedyjka muzyczna. Piosenka aktorska. Pierwsze skojarzenie z Młynarskim, bo miałem parę dni w życiu, które spędziłem na sprawdzeniu jego twórczości w skromnym stopniu. Zakodowało się w głowie na dłużej, bo to faktycznie tekst Młynarskiego Wojciecha. Lepsza taka poezja śpiewana niż megalomańska, opakowana rozbudowanymi aranżami, muzycznymi interpretacjami, których tekst nie utrzyma. Tutaj jest lekka historia zawieszona w czasie, więc problemu nie ma. Wójcicki ma specyficzny głos, jest dość plastyczny i manieryczny, słychać bardzo wyraźnie moment wcielania się w konkretną postać. Na żywo z wizją byłoby to wszystko pełniejsze. Po taką muzyczną rozrywkę warto sięgnąć, ale bez egzaltacji i wywyższania, bo to jej nie służy. Chętnie sprawdziłbym cały zestaw. Odpowiadając na retoryczne pytanko Melkiego powiem tak - pewnie, że się da, ale po co hodować sfrustrowane pokolenia zmuszane do czegoś, co nie wyrasta z nich samych, nie mówi ich językiem i trochę szuka innego słuchacza po prostu?
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
XTC - Easter Theatre
Po zachwycie nad Nonsuch któremu obecnie daję odpocząć Hien dorzuca inny numer na dokładkę i choć oczy by jadły to żołądek już nie zmieści. Składniki są ok, wszystko się zgadza, ładne smyki, gitara i trąbka i nawet niedaleko to leży od Nonsuch ale gdzieś mi te melodie nie podchodzą w tym numerze, refren mnie męczy. Mówię pas, może jak poleży to się przegryzie i podejdzie mi w innym czasie.
Pixies - Bone Machine
Pixies kojarzę jedynie z nazwy i nie znam się aż na tyle że byłem pewien że to jakaś 2000sowa kapela i w sumie jakby ktoś mi powiedział że to numer z początku milenium to bym uwierzył w to bardziej niż że to rok '88. Dziwny, specyficzny to numer, ogólnie brzmi nieco obskurnie, garażowo, nieco bardziej jak live niż studyjnie ale poza graniem niewiele z niego wyłowiłem. Mam wrażenie że jest tu jedynie piłowanie gitar przerywane refrenem. Nie siedzi mi to jakoś szczególnie, sorry.
Łona i Webber - Wyślij sobie pocztówkę
No co by tu powiedzieć, Łona jest spoko ogólnie i raperem jest umiejętnym, nie można mu tego odmówić. Ale jest też raperem mocno specyficznym, on zajebiście posługuje się słowem i gimnastykuje się językiem a utwory jego przeważnie są mocno konkretne, są o czymś i Łona opowiada pewne sytuacje bardzo szczegółowo, dlatego jego muzykę bardziej doceniam niż słucham. Swego czasu pod koniec 2016 roku gdy zacząłem się (ponownie) spotykać z moją obecnie-już-żoną lubiliśmy jego utwór "Nie mam pojęcia" o singlach którzy jeszcze nie mają dzieci i świat rodzicielstwa jest im kompletnie obcy (ale jak widać numer ten z biegiem czasu stracił u nas na znaczeniu hue hue), niemniej umiejętności i humor Łony cenię a kawałek polecam przy okazji:
https://youtu.be/68laVhpHHa0
Łona możliwe że jeszcze wjedzie w mojej bestce za dłuższy czas.
Alessandro Cortini - Verde
Tego Pana nie kojarzę ale przynajmniej Dragon wrzucił coś z pogranicza ambientu/minimalu co posiada przystępną dla mnie nie za długą formę. Utwór się ładnie delikatnie nabudowuje aż gaśnie, nie za długo trwa więc ten spektakl mnie nie męczy. Myślę że wygrana kolejki u mnie, jest nieźle a pewnie jeszcze obudzę się kiedyś z tym w głowie i będę zastanawiał co to, więc lepiej sobie to wkleję do mojej ambientowej listy.
Rihanna - Russian Roulette
Aj shodan, mam wrażenie że masz zdolność do wrzucania słabych numerów fajnych wykonawców. Za Rihanną z tamtej ery średnio chyba przepadam, jedynym singlem jaki kojarzę i nawet lubiłem wtedy z Rated R jest oczywiście Rude Boy. Tak jak obiecywałeś mnie zalać melancholią tak zrobiłeś
Nie przepadam za tym numerem, nudzi mnie ta ballada, nie budzi żadnych emocji we mnie, radiowy produkt tylko ja nie mieszczę się w targecie.
Jacek Wójcicki - Ballada o trzech trubadurach
Piosenka kabaretowa, bo tak to odbieram, specyficzny gatunek, w sumie trudno się tu przyczepić bo ma swoją funkcję i ją spełnia. Tekst Młynarskiego spoko, trochę drażni mnie wokal Wójcickiego w tych wysokich rejestrach. Można czasem posłuchać, choć nie wiem czy akurat tego wykonawcę bym wybrał. Ciekawostka - znam tą okładkę. Okładka tej płyty CD walała się albo nadal wala gdzieś wśród płyt mojego brata, nie miałem nigdy pojęcia co to jest i co tam robi, patrząc na Discogs i widząc że to rok 1992 mam pewne podejrzenia. Bardzo możliwe że była to jedna z wygranych w radiowych konkursach tamtej epoki w lokalnym radiu, sporo takich płyt u nas było odkąd pamiętam. Nieco gorzej że nie kojarzę czy płyta jest, kojarzę jedynie papierową okładkę luzem chyba.
Po zachwycie nad Nonsuch któremu obecnie daję odpocząć Hien dorzuca inny numer na dokładkę i choć oczy by jadły to żołądek już nie zmieści. Składniki są ok, wszystko się zgadza, ładne smyki, gitara i trąbka i nawet niedaleko to leży od Nonsuch ale gdzieś mi te melodie nie podchodzą w tym numerze, refren mnie męczy. Mówię pas, może jak poleży to się przegryzie i podejdzie mi w innym czasie.
Pixies - Bone Machine
Pixies kojarzę jedynie z nazwy i nie znam się aż na tyle że byłem pewien że to jakaś 2000sowa kapela i w sumie jakby ktoś mi powiedział że to numer z początku milenium to bym uwierzył w to bardziej niż że to rok '88. Dziwny, specyficzny to numer, ogólnie brzmi nieco obskurnie, garażowo, nieco bardziej jak live niż studyjnie ale poza graniem niewiele z niego wyłowiłem. Mam wrażenie że jest tu jedynie piłowanie gitar przerywane refrenem. Nie siedzi mi to jakoś szczególnie, sorry.
Łona i Webber - Wyślij sobie pocztówkę
No co by tu powiedzieć, Łona jest spoko ogólnie i raperem jest umiejętnym, nie można mu tego odmówić. Ale jest też raperem mocno specyficznym, on zajebiście posługuje się słowem i gimnastykuje się językiem a utwory jego przeważnie są mocno konkretne, są o czymś i Łona opowiada pewne sytuacje bardzo szczegółowo, dlatego jego muzykę bardziej doceniam niż słucham. Swego czasu pod koniec 2016 roku gdy zacząłem się (ponownie) spotykać z moją obecnie-już-żoną lubiliśmy jego utwór "Nie mam pojęcia" o singlach którzy jeszcze nie mają dzieci i świat rodzicielstwa jest im kompletnie obcy (ale jak widać numer ten z biegiem czasu stracił u nas na znaczeniu hue hue), niemniej umiejętności i humor Łony cenię a kawałek polecam przy okazji:
https://youtu.be/68laVhpHHa0
Łona możliwe że jeszcze wjedzie w mojej bestce za dłuższy czas.
Alessandro Cortini - Verde
Tego Pana nie kojarzę ale przynajmniej Dragon wrzucił coś z pogranicza ambientu/minimalu co posiada przystępną dla mnie nie za długą formę. Utwór się ładnie delikatnie nabudowuje aż gaśnie, nie za długo trwa więc ten spektakl mnie nie męczy. Myślę że wygrana kolejki u mnie, jest nieźle a pewnie jeszcze obudzę się kiedyś z tym w głowie i będę zastanawiał co to, więc lepiej sobie to wkleję do mojej ambientowej listy.
Rihanna - Russian Roulette
Aj shodan, mam wrażenie że masz zdolność do wrzucania słabych numerów fajnych wykonawców. Za Rihanną z tamtej ery średnio chyba przepadam, jedynym singlem jaki kojarzę i nawet lubiłem wtedy z Rated R jest oczywiście Rude Boy. Tak jak obiecywałeś mnie zalać melancholią tak zrobiłeś
Jacek Wójcicki - Ballada o trzech trubadurach
Piosenka kabaretowa, bo tak to odbieram, specyficzny gatunek, w sumie trudno się tu przyczepić bo ma swoją funkcję i ją spełnia. Tekst Młynarskiego spoko, trochę drażni mnie wokal Wójcickiego w tych wysokich rejestrach. Można czasem posłuchać, choć nie wiem czy akurat tego wykonawcę bym wybrał. Ciekawostka - znam tą okładkę. Okładka tej płyty CD walała się albo nadal wala gdzieś wśród płyt mojego brata, nie miałem nigdy pojęcia co to jest i co tam robi, patrząc na Discogs i widząc że to rok 1992 mam pewne podejrzenia. Bardzo możliwe że była to jedna z wygranych w radiowych konkursach tamtej epoki w lokalnym radiu, sporo takich płyt u nas było odkąd pamiętam. Nieco gorzej że nie kojarzę czy płyta jest, kojarzę jedynie papierową okładkę luzem chyba.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Jay-Z - Dead Presidents
Ja Jaya-Z znam tylko podobnie jak Dragon z jego kolaboracji z innymi wykonawcami. Z Umbrellą Rihanny na czele.
Dead Presidents to jest to taki typowy amerykański rap, który mi w żadnym wypadku nie przeszkadza. Może lecieć sobie w tle cały dzień i nie powiem złego słowa. Pamiętam, że jak byłem na misji w Kosowie, to Amerykańcy zawsze wywlekali swoje sztangi i hantle na zewnętrzny i ćwiczyli przy takiej muzyce. Jay-Z ma jak na czarnoskórego rapera przystało bardzo dobry głos. Nie wiem o czym gada, ale nie przeszkadza mi to zupełnie. Jednak nie sądzę, żeby ten utwór akurat wybijał się jakoś ponad przeciętną. Liczyłem, że jak stripped zapodaje takiego gościa jak Jay-Z w bestce, to będzie to coś wystrzałowego. Tymczasem to taki nie wyróżniający się niczym szczególnym, rzetelny amerykański hip-hop. Choć i tak lepszy od prawie wszystkiego, co wydali nasi rodzimi raperzy.
XTC - Easter Theatre
Dobrze, że Hien wcześniej dał do posłuchania płytę XTC, bo dzięki temu trochę się z muzyką tego zespołu zaznajomiłem i teraz było mi łatwiej. Choć muszę przyznać, że Easter Theatre wydaje mi się być lepsze, niż cokolwiek z płyty Nonsuch. Utwór spodobał mi się natychmiastowo, a im więcej razy słucham, tym jest lepiej. Już te smyczkowe intro jest fajne. W drugiej zwrotce jara mnie bardzo ta zagrywka na trąbce, która pojawia się jeszcze w późniejszej części utworu. Fajny marszowy rytm, fajny refren, fajny głos. Tak, już ta tyle osłuchałem się z wokalami XTC, że mogę powiedzieć, że mi się podobają.
Kolejna super wrzutka od Hiena. I kolejna jego wygrana u mnie.
Pixies - Bone Machine
Nigdy jakoś nie byłem fanem amerykańskiego rocka. Szczególnie zespołów z takim punkowym zacięciem. A Pixies zawsze tak mi się kojarzyli. Dlatego podchodziłem do Bone Machine jak do jeża. I pierwsze dwa odsłuchy tylko potwierdzały moje obawy. Ale kolejne odsłuchy nieco złagodziły moją opinię. Przywykłem do melodii. Wyłapałem nawet parę plusików, jak np. perkusyjne intro czy fajny fragment refrenu z włączającym się damskim wokalem. Generalnie nie krytykuję, bo jestem w stanie sobie wyobrazić, że jak ktoś lubi takie klimaty, to może mu się to podobać. Dla mnie słowo podobać, to zdecydowanie za dużo w przypadku tego utworu, nie mam ochoty poznawać ich reszty twórczości, ale niechęci też nie czuję. A na początku była ona wielka jak Pałac Kultury w W-wie.
Łona/Webber - Wyślij Sobie Pocztówkę
Tym razem i Dev zdecydował się na polski rap. W ogóle to współczuję koledze, że tak źle odbiera swoje byłe miasto. Choć jeszcze bardziej współczuję mu obecnego miejsca zamieszkania. Mówię to ja, miłośnik spokoju i zabitych dechami dziur.
Utwór jak na polski h-h nie jest zły. Fajny żywy rytm, nietypowe instrumentarium jak na h-h. Pogrywa sobie gitarka, rytmiczna perkusja, pojedyncze uderzenia w klawisze jak lubię. Tylko wokal jak na polski rap przystało do bani.
No i jak się słucha tego tekstu w towarzystwie teledysku, to rzeczywiście odechciewa się żyć w polskich miastach. Choć to oczywiście wizja mocno przesadzona.
Alessandro Cortini – Verde
Dragon znów atakuje instrumentalem. I już wielki plus na samym wstępie – utwór nie trwa 30 minut!
Dragon pisze, że to minimalistyczna elektronika i rzeczywiście ten utwór taki jest. Mamy główny motyw, wokół którego dzieje się cała reszta. Utwór ma nadbudowującą strukturę i w miarę narastania dźwięków narasta też niepokój słuchacza. Podobają mi się też te charakterystyczne szumy.
Może i Dragon wrzucał już ciekawsze propozycje, ale ta też jest całkiem ok.
Jacek Wójcicki - Ballada o trzech trubadurach
Są takie nurty muzyczne, na które od zawsze miałem alergię. Niektóre z tych alergii przezwyciężyłem, a nawet potrafiłem je polubić. Ale parę pozostało do dziś. I jedną z nich jest na pewno poezja śpiewana, tudzież muzyka kabaretowa jak określił ten utwór stripped. Od zawsze nie znoszę tego rodzaju muzyki. Mam kuzyna, który był fanem poezji śpiewanej i gdy do niego przychodziłem to puszczał mi to w nieskończoność tylko pogłębiając moją niechęć. I o ile apelowałem niedawno, żeby muzyce, która daje jakąś nadzieję dawać kolejne szanse, o tyle w przypadku poezji śpiewanej u mnie to się nie ma prawa udać. I tysiąc przesłuchań nie pomoże. A nawet bardziej zaszkodzi. Są miłośnicy takiego śpiewania, więc ten rodzaj muzyki spełnia swoją funkcję jak napisał Mudżyn. No ale, sorry Melki, to akurat naprawdę nie jest moja bajka. Już wolę Rudego rydza. A nawet polski rap.
Ja Jaya-Z znam tylko podobnie jak Dragon z jego kolaboracji z innymi wykonawcami. Z Umbrellą Rihanny na czele.
Dead Presidents to jest to taki typowy amerykański rap, który mi w żadnym wypadku nie przeszkadza. Może lecieć sobie w tle cały dzień i nie powiem złego słowa. Pamiętam, że jak byłem na misji w Kosowie, to Amerykańcy zawsze wywlekali swoje sztangi i hantle na zewnętrzny i ćwiczyli przy takiej muzyce. Jay-Z ma jak na czarnoskórego rapera przystało bardzo dobry głos. Nie wiem o czym gada, ale nie przeszkadza mi to zupełnie. Jednak nie sądzę, żeby ten utwór akurat wybijał się jakoś ponad przeciętną. Liczyłem, że jak stripped zapodaje takiego gościa jak Jay-Z w bestce, to będzie to coś wystrzałowego. Tymczasem to taki nie wyróżniający się niczym szczególnym, rzetelny amerykański hip-hop. Choć i tak lepszy od prawie wszystkiego, co wydali nasi rodzimi raperzy.
XTC - Easter Theatre
Dobrze, że Hien wcześniej dał do posłuchania płytę XTC, bo dzięki temu trochę się z muzyką tego zespołu zaznajomiłem i teraz było mi łatwiej. Choć muszę przyznać, że Easter Theatre wydaje mi się być lepsze, niż cokolwiek z płyty Nonsuch. Utwór spodobał mi się natychmiastowo, a im więcej razy słucham, tym jest lepiej. Już te smyczkowe intro jest fajne. W drugiej zwrotce jara mnie bardzo ta zagrywka na trąbce, która pojawia się jeszcze w późniejszej części utworu. Fajny marszowy rytm, fajny refren, fajny głos. Tak, już ta tyle osłuchałem się z wokalami XTC, że mogę powiedzieć, że mi się podobają.
Kolejna super wrzutka od Hiena. I kolejna jego wygrana u mnie.
Pixies - Bone Machine
Nigdy jakoś nie byłem fanem amerykańskiego rocka. Szczególnie zespołów z takim punkowym zacięciem. A Pixies zawsze tak mi się kojarzyli. Dlatego podchodziłem do Bone Machine jak do jeża. I pierwsze dwa odsłuchy tylko potwierdzały moje obawy. Ale kolejne odsłuchy nieco złagodziły moją opinię. Przywykłem do melodii. Wyłapałem nawet parę plusików, jak np. perkusyjne intro czy fajny fragment refrenu z włączającym się damskim wokalem. Generalnie nie krytykuję, bo jestem w stanie sobie wyobrazić, że jak ktoś lubi takie klimaty, to może mu się to podobać. Dla mnie słowo podobać, to zdecydowanie za dużo w przypadku tego utworu, nie mam ochoty poznawać ich reszty twórczości, ale niechęci też nie czuję. A na początku była ona wielka jak Pałac Kultury w W-wie.
Łona/Webber - Wyślij Sobie Pocztówkę
Tym razem i Dev zdecydował się na polski rap. W ogóle to współczuję koledze, że tak źle odbiera swoje byłe miasto. Choć jeszcze bardziej współczuję mu obecnego miejsca zamieszkania. Mówię to ja, miłośnik spokoju i zabitych dechami dziur.
Utwór jak na polski h-h nie jest zły. Fajny żywy rytm, nietypowe instrumentarium jak na h-h. Pogrywa sobie gitarka, rytmiczna perkusja, pojedyncze uderzenia w klawisze jak lubię. Tylko wokal jak na polski rap przystało do bani.
No i jak się słucha tego tekstu w towarzystwie teledysku, to rzeczywiście odechciewa się żyć w polskich miastach. Choć to oczywiście wizja mocno przesadzona.
Alessandro Cortini – Verde
Dragon znów atakuje instrumentalem. I już wielki plus na samym wstępie – utwór nie trwa 30 minut!
Dragon pisze, że to minimalistyczna elektronika i rzeczywiście ten utwór taki jest. Mamy główny motyw, wokół którego dzieje się cała reszta. Utwór ma nadbudowującą strukturę i w miarę narastania dźwięków narasta też niepokój słuchacza. Podobają mi się też te charakterystyczne szumy.
Może i Dragon wrzucał już ciekawsze propozycje, ale ta też jest całkiem ok.
Jacek Wójcicki - Ballada o trzech trubadurach
Są takie nurty muzyczne, na które od zawsze miałem alergię. Niektóre z tych alergii przezwyciężyłem, a nawet potrafiłem je polubić. Ale parę pozostało do dziś. I jedną z nich jest na pewno poezja śpiewana, tudzież muzyka kabaretowa jak określił ten utwór stripped. Od zawsze nie znoszę tego rodzaju muzyki. Mam kuzyna, który był fanem poezji śpiewanej i gdy do niego przychodziłem to puszczał mi to w nieskończoność tylko pogłębiając moją niechęć. I o ile apelowałem niedawno, żeby muzyce, która daje jakąś nadzieję dawać kolejne szanse, o tyle w przypadku poezji śpiewanej u mnie to się nie ma prawa udać. I tysiąc przesłuchań nie pomoże. A nawet bardziej zaszkodzi. Są miłośnicy takiego śpiewania, więc ten rodzaj muzyki spełnia swoją funkcję jak napisał Mudżyn. No ale, sorry Melki, to akurat naprawdę nie jest moja bajka. Już wolę Rudego rydza. A nawet polski rap.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
U Dragona widzę nie da się bez "Tata, a RYM powiedział" xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Jakim cudem mudżin będąc fanem Nirvany nie zna Pixies xd
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Mnie nieco bawi a trochę ciekawi jak właśnie słucham o oczekiwaniach niektórych że Murzyn to zapoda jakiś wystrzałowy hip hop, tylko zastanawiam się co to w ogóle znaczy w przypadku tego gatunku
wiadomo że raczej nie popisy wokalne, no może jakiś wystrzałowy bit no i jakiś super przekaz tudzież zabawę językiem czy szermierkę słowną? Jeśli ktoś np liczy na wodospad słów w stylu Eminema to może się przeliczyć, chociaż... nie, paradoksalnie i coś takiego u mnie wjedzie w swoim czasie. Lubię rapsy za przekaz, jasne, choć Dead Presidents nie za to cenię akurat, tu bardziej sklejka bitu i flow mi pasuje, vibe jest też. W polskich rapsach głównie emocje się liczą u mnie ale to jeszcze przed nami trochę.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Bo bardziej słucham muzyki niż się nią interesuję najwyraźniej
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Panowie, jeden temat chce zapodać do dyskusji. Bo tak gadałem z Myrzynem i on daje dużo numerów z klipami, to samo zresztą Dev. A IMO powinniśmy skupiać się na muzyce only. Klip potrafi wpłynąć na muzykę w ogóle, ale też pozytywnie lub negatywnie. I to jest trochę niesprawiedliwe, bo muzyka powinna bronić się sama, bez wspomagania lub balastu. Dla mnie teledyski to wręcz materiał na kompletnie osobną bestke, bo odbiór jest kompletnie inny. Tym samym wnoszę ze swojej strony o to, by wrzucać tylko muzykę bez klipów. Co uważacie?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Jak dla mnie to kwestia podejścia. Dla mnie bez większej różnicy, klip to z założenia dodatek, więc to zależy od tego, jak reszta ocenia i czy faktycznie przy odbiorze numeru trzeba koniecznie wziąć pod uwagę klip. Po moich wpisach zazwyczaj widać, że to sprawa na 1-2 linijki.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ja uważam jednak, że niezależnie od tego jak się traktuje klipy, uwaga rozchodzi się na dwa zmysły i wtedy nie można się w 100% skupić na muzyce. U jednych to będzie bardziej, u innych mniej, ale jednak powinny nas wszystkich dotyczyć te same zasady. Ja już kilka razy zauważyłem, że klip zniechęcił mnie do kawałka, lub odwrócił moja uwagę od muzyki. Teledysk to jest inne medium niż muzyka sama w sobie i powinno podlegać osobnej ocenie, w towarzystwie innych klipów.
W przypadku np Jaya Z, nigasy w klipie zagadały całą końcówkę i nie sądzę żeby robiło to przysługę temu numerowi.
W przypadku np Jaya Z, nigasy w klipie zagadały całą końcówkę i nie sądzę żeby robiło to przysługę temu numerowi.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Faktem jest, że dobry clip potrafi podbić wartość dobrego utworu jeszcze bardziej. Przeciętnemu utworowi z kolei nic i tak nie pomoże. Ale dla mnie nie ma problemu żeby wrzucać muzykę bez obrazu.
Niezły pomysł.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Ok, niech będzie, choć ta scenka to był dla mnie dodatkowy smaczek akurat ale bez dopowiedzenia kontekstu może nie mieć sensu faktycznie.Hien pisze:20 kwie 2022 13:27W przypadku np Jaya Z, nigasy w klipie zagadały całą końcówkę i nie sądzę żeby robiło to przysługę temu numerowi.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Nie będę się upierał, jeśli faktycznie to nie do przeskoczenia, to w porządku. W tym przypadku w roli adwokata dla innych, bo ja do tej pory za dużo tych klipów nie wrzucałem 
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Bo jakie mogły być klipy dla półgodzinnych utworów? 
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Zdziwiłbyś się Shodan. Półgodzinny utwór, to szansa na cały film, większe dzieło, nawet fabularnie.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Całych dwóch na czternaście (chyba), no rzeczywiście nie do przejścia.
Hien ma rację, zresztą do ambientu to można spokojnie i same pejzaże, krajobrazy puścić, zawsze to szansa na małe Koyaanisquatsi