Best of Forum
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Republika - Strażnik Snu
Tak jak pisałem przy okazji "Gadających Głów", wolę Republikę po reaktywacji na początku lat 90. Od marszowej i chaotycznej, wolę tę bardziej muzyczną, a od Ciecha walczącego z ustrojem, wolę Ciecha zboka piszącego o tym jak fantazjuje o żonie. Ale też właśnie kontekst czasowy ma znaczenie, bo w latach 90 to był już zupełnie inny Grzegorz. Tamten, który pisał "Moją Krew", był żonaty i dzieciaty, ale w jego życiu brakowało romantyzmu. No i się zaczęło. Najpierw głośny na całą Polskę romans z Małgorzatą Potocką i późniejszy z nią związek, który Ciechowskiego jako artystę i autora zmienił (co było głównie słychać na płytach Obywatela GC), a potem wynikający ze zmęczenia imprezową naturą tej relacji, kolejny romans, tym razem z młodszą opiekunką do dzieci, który to romans zakończył się małżeństwem i chyba najbardziej stabilnym uczuciowo okresem w życiu Grzegorza. Większość płyt Republiki z lat 90 opiera się lirycznie na historii tego ostatniego związku, ale też ciągnie z niego inspiracje muzycznie. Album "Masakra" był inspirowany, między innymi, "Ultrą" i "Achtung Baby" . Te same wpływy słychać też na wydanym parę lat wcześniej "Paparazzi" De Mono. Eksperymentowanie z brzmieniem było cool, a zespół lubił na tym etapie kombinować. Wyszła z tego jedna z najlepszych, o ile obiektywnie nie najlepsza płyta Republiki. Na "Strażnika Snu" załapałem fazę w 2017 roku, kiedy pod wpływem emisji akustycznego koncertu Republiki w tv i lektury książki/wywiadu Potockiej o Ciechowskim, nastąpił u mnie duży revival zainteresowania zespołem. Lubię myśleć, że 20 lat tworzenia muzyki, burzliwych związków i życia samego w sobie, skumulowało się w "Masakrze" i takich utworach jak "Strażnik Snu". Zresztą to nie tylko Ciechu, bo te riffy przyniósł do studia Krzywański, który jeszcze się pojawi w bestksch. Wszystko tu się składa na doskonały kawałek, śpiew i mini rap w mostku (czy pre-chorusie, pamiętacie te dyskusję?) Grzegorza, perkusja gładko przechodząca z loopów w akustykę, melodyjne gitary. I ten spokojny, liryczno-romamtyczny Ciechowski, który po wielu perturbacjach znalazł to czego szukał. Rzutem na taśmę, ale znalazł.
https://youtu.be/ZZ9EkmvL__I
Tak jak pisałem przy okazji "Gadających Głów", wolę Republikę po reaktywacji na początku lat 90. Od marszowej i chaotycznej, wolę tę bardziej muzyczną, a od Ciecha walczącego z ustrojem, wolę Ciecha zboka piszącego o tym jak fantazjuje o żonie. Ale też właśnie kontekst czasowy ma znaczenie, bo w latach 90 to był już zupełnie inny Grzegorz. Tamten, który pisał "Moją Krew", był żonaty i dzieciaty, ale w jego życiu brakowało romantyzmu. No i się zaczęło. Najpierw głośny na całą Polskę romans z Małgorzatą Potocką i późniejszy z nią związek, który Ciechowskiego jako artystę i autora zmienił (co było głównie słychać na płytach Obywatela GC), a potem wynikający ze zmęczenia imprezową naturą tej relacji, kolejny romans, tym razem z młodszą opiekunką do dzieci, który to romans zakończył się małżeństwem i chyba najbardziej stabilnym uczuciowo okresem w życiu Grzegorza. Większość płyt Republiki z lat 90 opiera się lirycznie na historii tego ostatniego związku, ale też ciągnie z niego inspiracje muzycznie. Album "Masakra" był inspirowany, między innymi, "Ultrą" i "Achtung Baby" . Te same wpływy słychać też na wydanym parę lat wcześniej "Paparazzi" De Mono. Eksperymentowanie z brzmieniem było cool, a zespół lubił na tym etapie kombinować. Wyszła z tego jedna z najlepszych, o ile obiektywnie nie najlepsza płyta Republiki. Na "Strażnika Snu" załapałem fazę w 2017 roku, kiedy pod wpływem emisji akustycznego koncertu Republiki w tv i lektury książki/wywiadu Potockiej o Ciechowskim, nastąpił u mnie duży revival zainteresowania zespołem. Lubię myśleć, że 20 lat tworzenia muzyki, burzliwych związków i życia samego w sobie, skumulowało się w "Masakrze" i takich utworach jak "Strażnik Snu". Zresztą to nie tylko Ciechu, bo te riffy przyniósł do studia Krzywański, który jeszcze się pojawi w bestksch. Wszystko tu się składa na doskonały kawałek, śpiew i mini rap w mostku (czy pre-chorusie, pamiętacie te dyskusję?) Grzegorza, perkusja gładko przechodząca z loopów w akustykę, melodyjne gitary. I ten spokojny, liryczno-romamtyczny Ciechowski, który po wielu perturbacjach znalazł to czego szukał. Rzutem na taśmę, ale znalazł.
https://youtu.be/ZZ9EkmvL__I
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Bomfunk MC’s - Freestyler
Tym razem zabieram Was do mroźnej Finlandii za sprawą najlepiej sprzedającego się singla w Europie w 2000 roku.
Oglądałem kiedyś teleekspres i Sierocki w swoim zwyczajowym wejściu muzycznym puścił fragment Freestyler. Te parę sekund wystarczyło, żebym dał się złapać na całego. Świetny, taneczny, breakbeatowy numer. Teledysk też jest fantastyczny i dodaje utworowi dodatkowej wartości. Tutaj go oczywiście nie zapodaję, ale myślę, że utwór jest na tyle znany, że każdy to i tak już widział.
Mam gdzieś całą płytę na CD, z której pochodzi utwór. Dawno jej nie słuchałem, ale pamiętam, że jest całkiem niezła. Jest tam jeszcze parę fajnych utworów.
https://www.youtube.com/watch?v=JhMar_ADi_A
Tym razem zabieram Was do mroźnej Finlandii za sprawą najlepiej sprzedającego się singla w Europie w 2000 roku.
Oglądałem kiedyś teleekspres i Sierocki w swoim zwyczajowym wejściu muzycznym puścił fragment Freestyler. Te parę sekund wystarczyło, żebym dał się złapać na całego. Świetny, taneczny, breakbeatowy numer. Teledysk też jest fantastyczny i dodaje utworowi dodatkowej wartości. Tutaj go oczywiście nie zapodaję, ale myślę, że utwór jest na tyle znany, że każdy to i tak już widział.
Mam gdzieś całą płytę na CD, z której pochodzi utwór. Dawno jej nie słuchałem, ale pamiętam, że jest całkiem niezła. Jest tam jeszcze parę fajnych utworów.
https://www.youtube.com/watch?v=JhMar_ADi_A
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Coś z linkiem poknociłeś bo nie chodzi
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Renaissance - Trip to the Fair
Dużo szukałem progresyfu w gimnazjum, ale w pewnym momencie już byłem zmęczony gitarowymi popisami. Zachodziłem w głowę czemu przy tak bogatych często instrumentalnie projektach proporcje rozłożone są zazwyczaj tak samo. Nie pamiętam już dokładnie, jak wpadłem na zespół Annie Haslam, ale tego typu dźwiękowe zabawy były nowością. Pierwszy dojrzały zwrot w stronę bajkowości, po prostu przyjemnych, lekkich brzmień, oniryzmu pełną gębą. Tutaj dominuje klawiszologia i bas, ale nie odczuwa się wybrakowania, wszystko jest na swoim miejscu dobrze zbalansowane, więcej nie trzeba. Na początku nawiązuję do progrocka, ale czy to w zasadzie jest progresywny rock... To już niech sobie Państwo odpowiedzą na to istotne i fundamentalne pytanie... but nobody was there.
Oczywiście to kolejny zespół, w którego dyskografii zbyt głęboko się nie zapuściłem. Cała płyta, Scheherezade and Other Stories, to jest materiał na granicy bycia w mojej top 25, do pięćdziesiątki ostatnio łapie się coraz pewniej, więc zostawiam sobie znowu furtkę do dopowiedzeń. Bardzo blisko było wrzucenia The Vultures Fly High, ale to od Trip to the Fair się zaczyna i się zaczęło.
https://youtu.be/PtR-9aXdslQ
Dużo szukałem progresyfu w gimnazjum, ale w pewnym momencie już byłem zmęczony gitarowymi popisami. Zachodziłem w głowę czemu przy tak bogatych często instrumentalnie projektach proporcje rozłożone są zazwyczaj tak samo. Nie pamiętam już dokładnie, jak wpadłem na zespół Annie Haslam, ale tego typu dźwiękowe zabawy były nowością. Pierwszy dojrzały zwrot w stronę bajkowości, po prostu przyjemnych, lekkich brzmień, oniryzmu pełną gębą. Tutaj dominuje klawiszologia i bas, ale nie odczuwa się wybrakowania, wszystko jest na swoim miejscu dobrze zbalansowane, więcej nie trzeba. Na początku nawiązuję do progrocka, ale czy to w zasadzie jest progresywny rock... To już niech sobie Państwo odpowiedzą na to istotne i fundamentalne pytanie... but nobody was there.
Oczywiście to kolejny zespół, w którego dyskografii zbyt głęboko się nie zapuściłem. Cała płyta, Scheherezade and Other Stories, to jest materiał na granicy bycia w mojej top 25, do pięćdziesiątki ostatnio łapie się coraz pewniej, więc zostawiam sobie znowu furtkę do dopowiedzeń. Bardzo blisko było wrzucenia The Vultures Fly High, ale to od Trip to the Fair się zaczyna i się zaczęło.
https://youtu.be/PtR-9aXdslQ
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Rzeczywiście coś źle wkleiłem. Jak będę w domu to poprawię.
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Fairport Convention - Come All Ye
https://www.youtube.com/watch?v=MPuAOF3 ... PIVFFeNj8E
Folk elektryczny czy też folk-rock w wydaniu brytyjskim - to jest coś, z czym się zapoznałem pierwszy raz bodaj sześć lat temu, kiedy poznawałem podobnych wykonawców - z których Fairport Convention jest jednym z najbardziej znanych. Piosenki będące przetworzeniem na język muzyki okołorockowej dawnych pieśni i nowe kompozycje. Come All Ye zalicza się do tych drugich. Śpiewa obdarzona wybitnym głosem Alexandra (Sandy) Denny, już, niestety, świętej pamięci (zmarła młodo, generalnie prowadziła bardzo niezdrowy tryb życia i to dlatego). Występowała m.in. z Robertem Plantem (choć nie ukrywam, że to jest ten rodzaj muzyki, której bardzo nie lubię; wiecie, "on Wielkim Artystą jest" itp. patos). W kolejnych zwrotkach piosenki Denny wymienia z nazwy instrumenty i wtedy poszczególni muzycy wychodzą na pierwszy plan. Bardzo ładnie to wyszło. A sama piosenka zachęca do wejścia w świat Fairportów na ich najsłynniejszej płycie Liege And Lief (nie mylić ze Standardem Liege
). Dla mnie odkrycie tego zespołu (a potem i Pentangli, i Steeleye Span) było bardzo ważne, bo pokazało szerokie spektrum rozwoju muzyki na przełomie lat 60. i 70. (L&L to rocznik 1969). Że nie musi być ani nadęta ani bez sensu się popisywać tym, kto jest bardziej "męski" (dziecinada kompletna). Może być melodyjna, opowiadać historie (na tej płycie np. Matty Groves czy Reynardine, u Steeleye Span np. Lowlands of Holland, w sumie nie wiem, czy i tego nie wrzucić) i przywoływać tego ducha, który od razu kojarzy mi się z brytyjskimi serialami dziejącymi się na prowincji (z mamą kiedyś oglądałem namiętnie Morderstwa w Midsomer i skojarzenie jest oczywiste; te wszystkie ludowe, lokalne święta współorganizowane przez żonę policjanta pasują do takiej muzyki - albo odwrotnie, to muzyka pasuje do nich). Chyba czas ruszyć na poszukiwania czegoś nowego w podobnym klimacie. Ale zaczęło się od Fairportów.
https://www.youtube.com/watch?v=MPuAOF3 ... PIVFFeNj8E
Folk elektryczny czy też folk-rock w wydaniu brytyjskim - to jest coś, z czym się zapoznałem pierwszy raz bodaj sześć lat temu, kiedy poznawałem podobnych wykonawców - z których Fairport Convention jest jednym z najbardziej znanych. Piosenki będące przetworzeniem na język muzyki okołorockowej dawnych pieśni i nowe kompozycje. Come All Ye zalicza się do tych drugich. Śpiewa obdarzona wybitnym głosem Alexandra (Sandy) Denny, już, niestety, świętej pamięci (zmarła młodo, generalnie prowadziła bardzo niezdrowy tryb życia i to dlatego). Występowała m.in. z Robertem Plantem (choć nie ukrywam, że to jest ten rodzaj muzyki, której bardzo nie lubię; wiecie, "on Wielkim Artystą jest" itp. patos). W kolejnych zwrotkach piosenki Denny wymienia z nazwy instrumenty i wtedy poszczególni muzycy wychodzą na pierwszy plan. Bardzo ładnie to wyszło. A sama piosenka zachęca do wejścia w świat Fairportów na ich najsłynniejszej płycie Liege And Lief (nie mylić ze Standardem Liege
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Uuu, Dragon wrzucił cudo! Tak, to jest prog pełną gębą, zdecydowanie! Prog generalnie nie jest gitarocentryczny, w wielu zespołach gitarzyści nie są na pierwszym planie lub stoją na równi z innymi. Próbowałem kiedyś posłuchać późniejszych płyt Renesansu i, cóż, niekoniecznie to moja bajka.
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Ale tempo łoo
Sparks - This Town Ain't Big Enough For Both Of Us
Sparksy to jedno z moich nowszych muzycznych odkryć, bo w sumie dopiero od tamtego roku wiem o tym zespole więcej niż to, że istnieje. xD Doszedłem do tego zdumiewającego odkrycia w dość pokrętny sposób, mianowicie przez kinematografię. We Wrocławiu co roku odbywa się festiwal filmowy Nowe Horyzonty, w jego ramach wyświetlono bardzo zabawny i bardzo uroczy dokument Edgara Wrighta poświęcony twórczości tego zespołu, i który też zainspirował mnie do powrotu do twórczości braci Mael. Było zdecydowanie warto, ich płyty są pełne świetnie napisanych piosenek, bezpretesjonalnego humoru oraz maksymalnie COOL. Poza tym są po prostu normalnymi ludźmi, a im dłużej żyję, tym bardziej to doceniam.
Jak zwykle wybrałem piosenkę, która jest totalnie kwintesencją wszystkiego co najlepsze w tym zespole. Lepiej żebyście docenili, bo jak nie to zacznę was katować rockiem progresywnym...
https://www.youtube.com/watch?v=BI9gOtRMogY
Sparks - This Town Ain't Big Enough For Both Of Us
Sparksy to jedno z moich nowszych muzycznych odkryć, bo w sumie dopiero od tamtego roku wiem o tym zespole więcej niż to, że istnieje. xD Doszedłem do tego zdumiewającego odkrycia w dość pokrętny sposób, mianowicie przez kinematografię. We Wrocławiu co roku odbywa się festiwal filmowy Nowe Horyzonty, w jego ramach wyświetlono bardzo zabawny i bardzo uroczy dokument Edgara Wrighta poświęcony twórczości tego zespołu, i który też zainspirował mnie do powrotu do twórczości braci Mael. Było zdecydowanie warto, ich płyty są pełne świetnie napisanych piosenek, bezpretesjonalnego humoru oraz maksymalnie COOL. Poza tym są po prostu normalnymi ludźmi, a im dłużej żyję, tym bardziej to doceniam.
Jak zwykle wybrałem piosenkę, która jest totalnie kwintesencją wszystkiego co najlepsze w tym zespole. Lepiej żebyście docenili, bo jak nie to zacznę was katować rockiem progresywnym...
https://www.youtube.com/watch?v=BI9gOtRMogY
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Oh well, another spoiler by Melki xD
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
To ja pewnie krócej i to dzięki temu forum bo ten kawałek się tu już przewijał ziom tylko nie zaglądałeś do naszej listy przebojów wtedy chyba xDmintaj pisze:04 maja 2022 17:17Sparksy to jedno z moich nowszych muzycznych odkryć, bo w sumie dopiero od tamtego roku wiem o tym zespole więcej niż to, że istnieje.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Chyba nawet ja to wrzucałem.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Owszem a ja nawet wtedy sprawdziłem. Reszta możliwe że też i zaskoczki nie będzie :p
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Teraz trochę czarnej muzyki ode mnie.
Warren G & Sissel Kyrkjebo - Prince Igor (rok wydania 1997, rok pierwszego odsłuchu 1997)
https://www.youtube.com/watch?v=qNPguBobQPY
Ten kawałek to jest moja definicja duchologii. Pamiętam go z radia jak latał często w towarzystwie Time to Say Goodbye (albo z jakichś powodów tak go zapamiętałem) w roku, w którym ukazało się m.in. wrzucane już tutaj wcześniej przeze mnie Alone Bee Geesów. Ja jakoś w 1998 dopiero złapałem ogar z muzyką, tzn. zacząłem łapać co leci w radio i to skutecznie zapamiętywać (niech żyje Święta Trójca<TM> Rubberbandman, Frozen i Ameno). Ten 97 jakoś mi uciekł, ale z tamtego czasu 2 numery z 3 zidentyfikowałem. Pierwsze było What Do You Want From Me jeszcze w 2005 no i właśnie rzeczone Alone. Ale ten numer... szukałem go przez lata. I nie mogłem znaleźć. Wiedziałem, że jest rap i że jest śpiewaczka operowa i w sumie tyle, znałem melodię, ale nie tekst, nawet jednego zdania czy słowa. W pewnym momencie myślałem, że wmówiłem sobie istnienie tego kawałka. Aż przed 4-5 laty, u kolegi Hiena w mieszkaniu siedząc, ten włączył TV i jakąś stację muzyczną. I ten kawałek się właśnie KOŃCZYŁ, przez co zwiał pasek z wykonawcą i tytułem (dokładnie taką samą historię miałem w 2003 z ETS naszego Ukochanego Zespołu). Ale akurat był program w którym leciały klipy jednego tylko wykonawcy i był to DJ Jazzy Jeff w kolabach z Willem Smithem. Założyłem, że to numer właśnie tego typa i tak następne 2 tygodnie spędziłem na YT słuchając WSZYSTKIEGO co nagrał xD oczywiście no luck. Już zwątpiłem, że znajdę ten numer (zwłaszcza że co kilka lat jakoś próbowałem go szukać w necie, bezskutecznie). Ale udało mi się trochę przypadkiem znaleźć na Piczforku artykuł wspominający płytę, z którego ten pochodzi. Album został wyprodukowany przez... dwóch Niemców, braci, którzy wpadli na pomysł połączenia amerykańskiego rapu z europejską operą. Singlem promującym był właśnie Warren G, który do prostego bitu z wsamplowaną muzyką będącą motywem Tańców połowieckich z opery Kniaź Igor Aleksandra Borodina. Arię z tejże śpiewa Norweżka Sissel Kyrkjebo i to było moje pierwsze błędne założenie - próbowałem (szukając tego numeru) przypomnieć sobie choćby fragment tekstu z tegoż "refrenu", który najbardziej po latach zapadł mi w pamięć. Ale nie mogłem sobie nic przypomnieć, i nie dziwota, bo ten fragment śpiewany jest po rosyjsku xD. Utwór ofc znalazłem, dlatego tutaj trafił. Lubię do niego wracać bo przypomina mi dzieciństwo, wieczory spędzone w przyciemnionej jadalni gdzie mama sprawdzała mi lekcje przed kolejnym dniem szkoły. Lata 90. na pełnej, i w brzmieniu i w sercu. Poza tym ten kawałek jest... po prostu fajny. Ma coś w sobie i to połączenie opery i rapsów przez braci Volkerów naprawdę wyszło w tym jednym przypadku przynajmniej (nie słuchałem reszty płyty ale mam to w jakichś planach). Wprowadza mnie w miły nostalgiczny stan i przypomina czasy, kiedy na Zetce jeszcze leciało coś, czego dało się słuchać.
Warren G & Sissel Kyrkjebo - Prince Igor (rok wydania 1997, rok pierwszego odsłuchu 1997)
https://www.youtube.com/watch?v=qNPguBobQPY
Ten kawałek to jest moja definicja duchologii. Pamiętam go z radia jak latał często w towarzystwie Time to Say Goodbye (albo z jakichś powodów tak go zapamiętałem) w roku, w którym ukazało się m.in. wrzucane już tutaj wcześniej przeze mnie Alone Bee Geesów. Ja jakoś w 1998 dopiero złapałem ogar z muzyką, tzn. zacząłem łapać co leci w radio i to skutecznie zapamiętywać (niech żyje Święta Trójca<TM> Rubberbandman, Frozen i Ameno). Ten 97 jakoś mi uciekł, ale z tamtego czasu 2 numery z 3 zidentyfikowałem. Pierwsze było What Do You Want From Me jeszcze w 2005 no i właśnie rzeczone Alone. Ale ten numer... szukałem go przez lata. I nie mogłem znaleźć. Wiedziałem, że jest rap i że jest śpiewaczka operowa i w sumie tyle, znałem melodię, ale nie tekst, nawet jednego zdania czy słowa. W pewnym momencie myślałem, że wmówiłem sobie istnienie tego kawałka. Aż przed 4-5 laty, u kolegi Hiena w mieszkaniu siedząc, ten włączył TV i jakąś stację muzyczną. I ten kawałek się właśnie KOŃCZYŁ, przez co zwiał pasek z wykonawcą i tytułem (dokładnie taką samą historię miałem w 2003 z ETS naszego Ukochanego Zespołu). Ale akurat był program w którym leciały klipy jednego tylko wykonawcy i był to DJ Jazzy Jeff w kolabach z Willem Smithem. Założyłem, że to numer właśnie tego typa i tak następne 2 tygodnie spędziłem na YT słuchając WSZYSTKIEGO co nagrał xD oczywiście no luck. Już zwątpiłem, że znajdę ten numer (zwłaszcza że co kilka lat jakoś próbowałem go szukać w necie, bezskutecznie). Ale udało mi się trochę przypadkiem znaleźć na Piczforku artykuł wspominający płytę, z którego ten pochodzi. Album został wyprodukowany przez... dwóch Niemców, braci, którzy wpadli na pomysł połączenia amerykańskiego rapu z europejską operą. Singlem promującym był właśnie Warren G, który do prostego bitu z wsamplowaną muzyką będącą motywem Tańców połowieckich z opery Kniaź Igor Aleksandra Borodina. Arię z tejże śpiewa Norweżka Sissel Kyrkjebo i to było moje pierwsze błędne założenie - próbowałem (szukając tego numeru) przypomnieć sobie choćby fragment tekstu z tegoż "refrenu", który najbardziej po latach zapadł mi w pamięć. Ale nie mogłem sobie nic przypomnieć, i nie dziwota, bo ten fragment śpiewany jest po rosyjsku xD. Utwór ofc znalazłem, dlatego tutaj trafił. Lubię do niego wracać bo przypomina mi dzieciństwo, wieczory spędzone w przyciemnionej jadalni gdzie mama sprawdzała mi lekcje przed kolejnym dniem szkoły. Lata 90. na pełnej, i w brzmieniu i w sercu. Poza tym ten kawałek jest... po prostu fajny. Ma coś w sobie i to połączenie opery i rapsów przez braci Volkerów naprawdę wyszło w tym jednym przypadku przynajmniej (nie słuchałem reszty płyty ale mam to w jakichś planach). Wprowadza mnie w miły nostalgiczny stan i przypomina czasy, kiedy na Zetce jeszcze leciało coś, czego dało się słuchać.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Dawaj Mudżyn playlistę z utworami, bo to skakanie po stronach mnie osłabia. 
Poza tym zaraz się Hien wkur.wi, że znowu jest teledysk.
Poza tym zaraz się Hien wkur.wi, że znowu jest teledysk.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Beka z Deva bo jakby zapytał to bym mu powiedział co to był za numer xddddd
Utwory kolejki:
https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... TowX0m1hWY
Utwory po 16 kolejce:
https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... DSpe0mCviP
Utwory kolejki:
https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... TowX0m1hWY
Utwory po 16 kolejce:
https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... DSpe0mCviP
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ano Dev mi robi umyślnie na złość, ale taki to człowiek jest.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Wszystko jest na Spotify, mój słabiutki internet wytrzyma. 
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Psychedelic Furs All of This and Nothing
Sam pamiętam wspominane przez Murzyna formaty na VH1. Może już nie miały takich samych nazw parę lat później, ale na początku drugiej dekady XXI wieku to jeszcze był brand oznaczający muzyczną jakość.
Na VH1 na ten utwór nie wpadłem, podobnie jak na Love My Way, ale to chyba zna każdy, tylko nie umie do końca powiedzieć, kto to wykonuje właściwie. Wspominany numer zaliczył znakomity revival po wylądowaniu w Call Me By Your Name. All of This and Nothing też przydałoby się dobre użycie w innym utworze artystycznym. Intro to jeszcze nie to, ale ta energia we właściwej piosence i outrze, lekkość, a jednocześnie dobrze wszyty, niepretensjonalny wyrzut. Zero zbędnych dźwięków, zero fałszywych momentów na wokalu. A jak zmyślnie zapakowany jest tutaj saksofon! Tylko co tam robił Gary Numan? Jakbym nieuważnie słuchał to bym uznał, że to coś z jego repertuaru. New wave i cała dobroć ejtisowej muzyki na pograniczu pop rocka w pigułce. Oj dobrutka jest to rzecz.
Republika Strażnik snu
Doskonałe są sytuacje, kiedy ktoś wrzuca coś z płyty tak dobrze mi znanej i akurat wybiera jedną z najrzadziej słuchanych piosenek xD Tak jak właśnie jest u mnie z Masakrą i Strażnikiem snu. Chyba tylko tytułowy utwór traktowałem do tej pory gorzej (i w jego przypadku trudniej o zmiany).
Hien tak opisał lirykę Ciechowskiego, że w sumie to ja też wolę jego zboczuszkową odsłonę. Znaczy w tym momencie, w którym to piszę, bo i tak generalnie jest dostatecznie dużo miejsca w mojej głowie i sercu dla większości repertuaru Repki i Obatela GC. Słuchając Masakry wiem na 100%, że i Mezzanine było dobrze przesłuchane przez Grzegorza. W Przeczekajmy noc pracuje chociażby rytm rozpoczynający Angel. Tak eksperymentalne brzmieniowo granie Republiki jak na Masakrze to moja ulubiona odsłona tego zespołu z lat 90'. Na Republice marzeń bywały lepsze teksty, ale muzycznie nie było nawet w połowie tak ciekawie.
Co tu dużo mówić, wystarczyło parę razy się wsłuchać żeby wreszcie i ten numer docenić, zrozumieć. Do topki Masakry będzie daleko, bo 2/3 płyty mam wręcz wryte w głowie, ale tutaj nic nie odstaje. Bujający rytm, specyficzna poetyka tekstu, która po raz kolejny trafnie uderza w określoną wrażliwość, w Polsce wtedy to musiał być generalnie na poziomie produkcji poziom galaktyczny. Najbardziej i tak trafiają do mnie te małe wyjce w chórkach, Ciechowski albo trafia do mnie tematycznie albo urokiem wykonania.
Bomfunk MCs Freestyler
Nie wiedziałem przez shodanowe ekscesy linkowe czy dobrze robię wybierając wersję albumową. Na szczęście nie pomyliłem się, ale sam klip i krótszą wersję znam dość dobrze, dostatecznie wiele razy trafiałem na ten teledysk na przestrzeni lat. Odbierając Fristajlera po latach na chłodno jestem pozytywnie zaskoczony jak dużo tutaj przenika wątków dnb. Nie jestem jednak w stanie do końca pozbyć się wrażenia przytłoczenia, ten motyw refrenowy słyszałem stanowczo zbyt wiele razy, żeby rzeczywiście silić się na chłodny, zdystansowy odbiór. Ten skądinąd przywoity breakbeatowy kawałek popkultura zarżnęła i wypluła, a ja jestem nim do dziś zmęczony. Może po 10 latach totalnej izolacji od tych obrazów i dźwięków umiałbym patrzeć na ten numer faktycznie z innej strony. Instrumentalnie to jest naprawdę solidny przedstawiciel swojego gatunku.
PS Ziomek z teledysku to jest ybana legenda.
Fairport Convention Come All Ye
Za sprawą Melkiego zaistniała mała obsuwa w dostarczaniu swoich wrażeń, dzięki wspomince o współpracy z Plantem zaliczyłem bardzo udany powrót do LZ 4. Wokalistka tego zespołu dołożyła przecież swoją cegiełkę do jednego z moich ulubionych utworów Zeppelinów, czyli The Battle of Evermore. Dzięki temu byłem naprawdę pozytywnie nastawiony do proponowanego Come All Ye. Sam numer ostatecznie nawet za którymś tam razem wydaje mi się za długi i gdyby nie charyzma wokalistki to nie byłoby nic więcej do przesłuchania. Dzięki niej do tej dość skostniałej dziś formy i estetyki przenika odrobina życia czy po prostu kolorytu. Nie żebym się zaraz zachwycał, ale przez wokalistkę umiem to docenić!
A teraz wracam do When the Levee Breaks.
Sparks This Town Ain't Big Enough For Both Of Us
Zabieram się za ten numer podobnie jak Mentos za całe Sparks - nie wiem więcej nic ponad to, że ten zespół istnieje i że tak się nazywa xD Powiedzmy, że w tym przypadku to taka progresywna i humorystyczna Abba przed Abbą. Rockerski humorek, który jest w bardzo zwarty sposób skomponowany, nie ma zbędnych przestojów. Najbardziej podobał mi się fragment ze środka, liczyłem na jakieś rozwinięcie, ale powrót do tego, co było, nie był zły. Nie jestem powalony na deski, ale na pewno trzeba bliżej przyjrzeć się wytworom Sparks... wreszcie? Może i wreszcie. Tutaj znajomość szerszego planu tylko pomoże, jestem o tym przekonany.
Warren G & Sissel Kyrkjebo Prince Igor
Rozumiem jak to może na Dejwa działać w aspekcie duchologicznym. Kiedyś uważałem podobnie w związku z muzyką Enigmy czy Ery. Takie teoretycznie mocno wywrotowe, zaskakujące połączenia powinny rezonować, robić wrażenie i one często w pierwszym kontakcie uderzają konkretnie. Dziś doświadczam w związku z takimi rzeczami zderzenia z rzeczywistością. Często dobre intencje, słuszne zestawienia, ciekawe pomysły, ale ostatecznie wychodzi niesatysfakcjonujący kicz. Linijki o dickach przy tej partii operowej nieoperowej budzą mój uśmiech na twarzy. Trzeba oddać, że nie jest to najgorzej wykonane, ale jakoś tak dziwnie new age'owo się robi w tle momentami. Najbardziej ambiwalentne odczucia.
Kolejka dobra, naprawdę było czego słuchać!
Sam pamiętam wspominane przez Murzyna formaty na VH1. Może już nie miały takich samych nazw parę lat później, ale na początku drugiej dekady XXI wieku to jeszcze był brand oznaczający muzyczną jakość.
Na VH1 na ten utwór nie wpadłem, podobnie jak na Love My Way, ale to chyba zna każdy, tylko nie umie do końca powiedzieć, kto to wykonuje właściwie. Wspominany numer zaliczył znakomity revival po wylądowaniu w Call Me By Your Name. All of This and Nothing też przydałoby się dobre użycie w innym utworze artystycznym. Intro to jeszcze nie to, ale ta energia we właściwej piosence i outrze, lekkość, a jednocześnie dobrze wszyty, niepretensjonalny wyrzut. Zero zbędnych dźwięków, zero fałszywych momentów na wokalu. A jak zmyślnie zapakowany jest tutaj saksofon! Tylko co tam robił Gary Numan? Jakbym nieuważnie słuchał to bym uznał, że to coś z jego repertuaru. New wave i cała dobroć ejtisowej muzyki na pograniczu pop rocka w pigułce. Oj dobrutka jest to rzecz.
Republika Strażnik snu
Doskonałe są sytuacje, kiedy ktoś wrzuca coś z płyty tak dobrze mi znanej i akurat wybiera jedną z najrzadziej słuchanych piosenek xD Tak jak właśnie jest u mnie z Masakrą i Strażnikiem snu. Chyba tylko tytułowy utwór traktowałem do tej pory gorzej (i w jego przypadku trudniej o zmiany).
Hien tak opisał lirykę Ciechowskiego, że w sumie to ja też wolę jego zboczuszkową odsłonę. Znaczy w tym momencie, w którym to piszę, bo i tak generalnie jest dostatecznie dużo miejsca w mojej głowie i sercu dla większości repertuaru Repki i Obatela GC. Słuchając Masakry wiem na 100%, że i Mezzanine było dobrze przesłuchane przez Grzegorza. W Przeczekajmy noc pracuje chociażby rytm rozpoczynający Angel. Tak eksperymentalne brzmieniowo granie Republiki jak na Masakrze to moja ulubiona odsłona tego zespołu z lat 90'. Na Republice marzeń bywały lepsze teksty, ale muzycznie nie było nawet w połowie tak ciekawie.
Co tu dużo mówić, wystarczyło parę razy się wsłuchać żeby wreszcie i ten numer docenić, zrozumieć. Do topki Masakry będzie daleko, bo 2/3 płyty mam wręcz wryte w głowie, ale tutaj nic nie odstaje. Bujający rytm, specyficzna poetyka tekstu, która po raz kolejny trafnie uderza w określoną wrażliwość, w Polsce wtedy to musiał być generalnie na poziomie produkcji poziom galaktyczny. Najbardziej i tak trafiają do mnie te małe wyjce w chórkach, Ciechowski albo trafia do mnie tematycznie albo urokiem wykonania.
Bomfunk MCs Freestyler
Nie wiedziałem przez shodanowe ekscesy linkowe czy dobrze robię wybierając wersję albumową. Na szczęście nie pomyliłem się, ale sam klip i krótszą wersję znam dość dobrze, dostatecznie wiele razy trafiałem na ten teledysk na przestrzeni lat. Odbierając Fristajlera po latach na chłodno jestem pozytywnie zaskoczony jak dużo tutaj przenika wątków dnb. Nie jestem jednak w stanie do końca pozbyć się wrażenia przytłoczenia, ten motyw refrenowy słyszałem stanowczo zbyt wiele razy, żeby rzeczywiście silić się na chłodny, zdystansowy odbiór. Ten skądinąd przywoity breakbeatowy kawałek popkultura zarżnęła i wypluła, a ja jestem nim do dziś zmęczony. Może po 10 latach totalnej izolacji od tych obrazów i dźwięków umiałbym patrzeć na ten numer faktycznie z innej strony. Instrumentalnie to jest naprawdę solidny przedstawiciel swojego gatunku.
PS Ziomek z teledysku to jest ybana legenda.
Fairport Convention Come All Ye
Za sprawą Melkiego zaistniała mała obsuwa w dostarczaniu swoich wrażeń, dzięki wspomince o współpracy z Plantem zaliczyłem bardzo udany powrót do LZ 4. Wokalistka tego zespołu dołożyła przecież swoją cegiełkę do jednego z moich ulubionych utworów Zeppelinów, czyli The Battle of Evermore. Dzięki temu byłem naprawdę pozytywnie nastawiony do proponowanego Come All Ye. Sam numer ostatecznie nawet za którymś tam razem wydaje mi się za długi i gdyby nie charyzma wokalistki to nie byłoby nic więcej do przesłuchania. Dzięki niej do tej dość skostniałej dziś formy i estetyki przenika odrobina życia czy po prostu kolorytu. Nie żebym się zaraz zachwycał, ale przez wokalistkę umiem to docenić!
A teraz wracam do When the Levee Breaks.
Sparks This Town Ain't Big Enough For Both Of Us
Zabieram się za ten numer podobnie jak Mentos za całe Sparks - nie wiem więcej nic ponad to, że ten zespół istnieje i że tak się nazywa xD Powiedzmy, że w tym przypadku to taka progresywna i humorystyczna Abba przed Abbą. Rockerski humorek, który jest w bardzo zwarty sposób skomponowany, nie ma zbędnych przestojów. Najbardziej podobał mi się fragment ze środka, liczyłem na jakieś rozwinięcie, ale powrót do tego, co było, nie był zły. Nie jestem powalony na deski, ale na pewno trzeba bliżej przyjrzeć się wytworom Sparks... wreszcie? Może i wreszcie. Tutaj znajomość szerszego planu tylko pomoże, jestem o tym przekonany.
Warren G & Sissel Kyrkjebo Prince Igor
Rozumiem jak to może na Dejwa działać w aspekcie duchologicznym. Kiedyś uważałem podobnie w związku z muzyką Enigmy czy Ery. Takie teoretycznie mocno wywrotowe, zaskakujące połączenia powinny rezonować, robić wrażenie i one często w pierwszym kontakcie uderzają konkretnie. Dziś doświadczam w związku z takimi rzeczami zderzenia z rzeczywistością. Często dobre intencje, słuszne zestawienia, ciekawe pomysły, ale ostatecznie wychodzi niesatysfakcjonujący kicz. Linijki o dickach przy tej partii operowej nieoperowej budzą mój uśmiech na twarzy. Trzeba oddać, że nie jest to najgorzej wykonane, ale jakoś tak dziwnie new age'owo się robi w tle momentami. Najbardziej ambiwalentne odczucia.
Kolejka dobra, naprawdę było czego słuchać!
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
The Psychedelic Furs - All Of This And Nothing
Nazwę zespołu słyszałem/widziałem setki razy, ale nigdy się nie zainteresowałem jakoś bardziej. Mimo, że nie wiedziałem o nich nic, to i tak mnie odstraszali, czasami tak jest i nie za bardzo da się to wyjaśnić. Jak teraz słucham tego kawałka, to wiem, że raczej bym się w nich nie wkręcił, ani teraz, ani 10 lat temu, ani w przyszłości. To nie znaczy, że kawałek jest zły, bo jest bardzo spoko, ale trudno mi sobie wyobrazić wchłanianie takiej muzyki (cokolwiek to znaczy) w większej ilości. Nigdy nie mów nigdy jednak. Fajne gitary.
Renaissance - Trip to the Fair
Prog rock o elfach. Będę używał skrótu myślowego prog, bo jednak chyba najbliżej temu do bycia progiem. Jestem w stanie sobie wyobrazić sytuację w 2009-2010 roku kiedy słucham tego i się jaram, ściągam cały album. W sumie podobnych rzeczy zdarzało mi się słuchać, nawet bardziej przerysowanych niż to. Ale to było 13 lat temu. Teraz słucham tego i wylatuje mi drugim uchem, brzmi jak milion innych tego typu zespołów i pewnie jestem niesprawiedliwy, bo w 75 był to pewnie szczyt oryginalności, no ale tbh co mi z tego w 2022 roku xD Żeby nie było tak negatywnie, DOCENIAM poziom instrumentalistów, który objawia się fajnym vibem, a nie robieniem z muzyki sportu wyczynowego. Zdecydowanie najlepszy jest ten jazzujący środek, gdyby cały kawałek taki był, to podejrzewam, że i cieplej bym się odnosił. Niestety jest tu też pełno fragmentów brzmiących jak muzyka z lunaparku, a tego nigdy w progu nie lubiłem. Wokal jest fajny, ale momentami pretensjonalny. Z drugiej strony, ta pretensjonalność jest jak najbardziej w konwencji. Miotam się trochę, próbując usprawiedliwić przed samym sobą pewne zabiegi, bo przecież prog, bo przecież lata 70, bo przecież wtedy to i tamto i w ogóle sraty taty. Ale prawda jest taka, że ciężko mi tego słuchać i ponowne próby traktuję raczej jak powtarzanie do egzaminu. Ja się chyba za bardzo już nasłuchałem takich rzeczy i po prawdzie rzygam tym. Dragon to sobie może zinterpretować jak chce.
Bomfunk MC’s - Freestyler
Shodan wrzuca kawałek, który kojarzy się z moimi latami nastoletnimi, co jest crossoverem nieoczekiwanym, i na który jak najbardziej zasłużyliśmy. Lato 2000 r., na kompie Tony Hawk Pro Skater 2, deseczka w parku mocno eksploatowana. W zasadzie te i następne wakacje to była kwintesencja 00sów, bo potem Linkin Park, Shaggy, Gorillaz w głośnikach. Ale powiem szczerze, jeśli miałbym wybrać jeden kawałek, który rozpoczął muzycznie tę dekadę i ją określił, to był Freestyler. Parę lat temu słuchałem kompilacji sygnowanej nazwiskiem Sierockiego „best of 90s”, 4 CD muzy z lat 90. I tam na końcu był Freestyler, co mnie trochę oburzyło, bo jak to? Okazało się, że kawałek miał oryginalną premierę pod koniec października 99 roku, a ogólnoeuropejską już w 2000. Uważam, że to głupie niedopatrzenie, umieszczenie tego na best of 90s, bo to nie ma z 90sami wiele wspólnego poza jakimiś elementami d’n’b i Sierocki powinien o tym wiedzieć, ale już wuj z tym xD W każdym razie, jest to legendarny kawałek i piękne wspomnienia. Jednak z najlepszych wrzutek Shodana. ŁAKAMAKAFĄ.
Fairport Convention - Come All Ye
O Fairport Convention dowiedziałem się czytając biografię Nicka Drake’a, który zagrał parę koncertów na ich trasie jako support (i to były chyba najliczniejsze w publice koncerty Drake’a).
Słuchając tego utworu, odnoszę wrażenie, że Nick był milion lat świetlnych do przodu względem zespołu, który przyszło mu otwierać na żywo. Tim Bowness (hehe) i Steven Wilson są wielkimi fanami Sandy Denny, zresztą wymieniali ją zawsze jako przykład tego najwyższego jakościowo singer-songwritingu. Ja jestem obecnie na takim etapie, że mnie takie rzępolenie nieco mierzi, a jeśli już mam na nie ochotę to właśnie na wspomniane przez Dragona Led Zeppelin (w sumie nie wiem skąd się to skojarzenie bierze, ale od początku o nich myślałem). Gdyby Melki się wstrzelił z tą wrzutką na Wielkanoc, to podejrzewam, że byłoby trochę lepiej. I w ogóle podobna sytuacja co u Dragona, bo w 2009 r. bym się może i nawet zachwycał tym numerem, a teraz? Teraz przyjmuję do wiadomości zachwyty Bownessa, Wilsona i Malkolita, ale sam jednocześnie zachwycić się tym nie umiem. Człowiek zmiennym jest, może jak będę miał nawrót fazy na rzeczy, których słuchałem masowo te naście lat temu (i kiedy będę w końcu w odpowiednim dla niej wieku) to wrócę tutaj i powiem „ej, ale Melki to fajny numer wtedy wrzucił”. Ale tbh też idę sobie teraz Led Zeppelin posłuchać.
Sparks - This Town Ain't Big Enough For Both Of Us
Mentos ma talent do wrzucania rzeczy dziaderskich, które jednocześnie wydają się bardzo przyjemnie aktualne, czy po prostu zdziadziały z gracją. Ja się do Sparks zabieram z niesamowitym wręcz trudem. Z jednej strony ciągnie tego wilka, do tego lasu, a z drugiej strony cały czas mam wrażenie, że ten las jest otoczony drutem kolczastym, i nie potrafię się do niego wbić jak normalny człowiek (wilk). Brakuje mi tej ostatecznej motywacji żeby się kompletnie w ten zespół zagłębić. I ten wrzucony przez Mentiego utwór mi tej motywacji niestety nie daje, mimo że jest to kawałek bardzo spoko. Może słuchanie Kate Bush oswoiło mnie z taką stylistyką i takim rodzajem śpiewu, więc mam już fajną wazelinę w zestawie. I tbh żałuję, że Mentos nie wrzucił całego albumu, bo wtedy byłoby chyba jednak łatwiej się z tym oswoić. W tym wypadku musiałbym dużo więcej czasu z tym numerem posiedzieć.
Warren G & Sissel Kyrkjebo - Prince Igor
Łooo kiedyś to w Zetce byłooo, a teraz to wuuuj nie maaa, jezu jakie pyerdolenie xD Księcia Igora nie znałem, ale znałem, kojarzę oczywiście tego sampla i przez to te rapsy też. Czy mi się to wtedy podobało? Średnio. Czy mi się teraz podoba? Szczerze mówiąc, wisi mi kompletnie. To jest taki rap serwowany dla mas w najtisach, czy miękko i przyjemnie, ale ostatecznie nie zostawia po sobie zbyt wiele poza nostalgią. I ja jakaś tam nostalgię czuję, ale tbh jeśli miałbym wybrać to większą nostalgią darzę numery Willa Smitha z tamtego czasu. WELCOME TO MIAMI BIENVENIDOS A MIAMI
Nazwę zespołu słyszałem/widziałem setki razy, ale nigdy się nie zainteresowałem jakoś bardziej. Mimo, że nie wiedziałem o nich nic, to i tak mnie odstraszali, czasami tak jest i nie za bardzo da się to wyjaśnić. Jak teraz słucham tego kawałka, to wiem, że raczej bym się w nich nie wkręcił, ani teraz, ani 10 lat temu, ani w przyszłości. To nie znaczy, że kawałek jest zły, bo jest bardzo spoko, ale trudno mi sobie wyobrazić wchłanianie takiej muzyki (cokolwiek to znaczy) w większej ilości. Nigdy nie mów nigdy jednak. Fajne gitary.
Renaissance - Trip to the Fair
Prog rock o elfach. Będę używał skrótu myślowego prog, bo jednak chyba najbliżej temu do bycia progiem. Jestem w stanie sobie wyobrazić sytuację w 2009-2010 roku kiedy słucham tego i się jaram, ściągam cały album. W sumie podobnych rzeczy zdarzało mi się słuchać, nawet bardziej przerysowanych niż to. Ale to było 13 lat temu. Teraz słucham tego i wylatuje mi drugim uchem, brzmi jak milion innych tego typu zespołów i pewnie jestem niesprawiedliwy, bo w 75 był to pewnie szczyt oryginalności, no ale tbh co mi z tego w 2022 roku xD Żeby nie było tak negatywnie, DOCENIAM poziom instrumentalistów, który objawia się fajnym vibem, a nie robieniem z muzyki sportu wyczynowego. Zdecydowanie najlepszy jest ten jazzujący środek, gdyby cały kawałek taki był, to podejrzewam, że i cieplej bym się odnosił. Niestety jest tu też pełno fragmentów brzmiących jak muzyka z lunaparku, a tego nigdy w progu nie lubiłem. Wokal jest fajny, ale momentami pretensjonalny. Z drugiej strony, ta pretensjonalność jest jak najbardziej w konwencji. Miotam się trochę, próbując usprawiedliwić przed samym sobą pewne zabiegi, bo przecież prog, bo przecież lata 70, bo przecież wtedy to i tamto i w ogóle sraty taty. Ale prawda jest taka, że ciężko mi tego słuchać i ponowne próby traktuję raczej jak powtarzanie do egzaminu. Ja się chyba za bardzo już nasłuchałem takich rzeczy i po prawdzie rzygam tym. Dragon to sobie może zinterpretować jak chce.
Bomfunk MC’s - Freestyler
Shodan wrzuca kawałek, który kojarzy się z moimi latami nastoletnimi, co jest crossoverem nieoczekiwanym, i na który jak najbardziej zasłużyliśmy. Lato 2000 r., na kompie Tony Hawk Pro Skater 2, deseczka w parku mocno eksploatowana. W zasadzie te i następne wakacje to była kwintesencja 00sów, bo potem Linkin Park, Shaggy, Gorillaz w głośnikach. Ale powiem szczerze, jeśli miałbym wybrać jeden kawałek, który rozpoczął muzycznie tę dekadę i ją określił, to był Freestyler. Parę lat temu słuchałem kompilacji sygnowanej nazwiskiem Sierockiego „best of 90s”, 4 CD muzy z lat 90. I tam na końcu był Freestyler, co mnie trochę oburzyło, bo jak to? Okazało się, że kawałek miał oryginalną premierę pod koniec października 99 roku, a ogólnoeuropejską już w 2000. Uważam, że to głupie niedopatrzenie, umieszczenie tego na best of 90s, bo to nie ma z 90sami wiele wspólnego poza jakimiś elementami d’n’b i Sierocki powinien o tym wiedzieć, ale już wuj z tym xD W każdym razie, jest to legendarny kawałek i piękne wspomnienia. Jednak z najlepszych wrzutek Shodana. ŁAKAMAKAFĄ.
Fairport Convention - Come All Ye
O Fairport Convention dowiedziałem się czytając biografię Nicka Drake’a, który zagrał parę koncertów na ich trasie jako support (i to były chyba najliczniejsze w publice koncerty Drake’a).
Słuchając tego utworu, odnoszę wrażenie, że Nick był milion lat świetlnych do przodu względem zespołu, który przyszło mu otwierać na żywo. Tim Bowness (hehe) i Steven Wilson są wielkimi fanami Sandy Denny, zresztą wymieniali ją zawsze jako przykład tego najwyższego jakościowo singer-songwritingu. Ja jestem obecnie na takim etapie, że mnie takie rzępolenie nieco mierzi, a jeśli już mam na nie ochotę to właśnie na wspomniane przez Dragona Led Zeppelin (w sumie nie wiem skąd się to skojarzenie bierze, ale od początku o nich myślałem). Gdyby Melki się wstrzelił z tą wrzutką na Wielkanoc, to podejrzewam, że byłoby trochę lepiej. I w ogóle podobna sytuacja co u Dragona, bo w 2009 r. bym się może i nawet zachwycał tym numerem, a teraz? Teraz przyjmuję do wiadomości zachwyty Bownessa, Wilsona i Malkolita, ale sam jednocześnie zachwycić się tym nie umiem. Człowiek zmiennym jest, może jak będę miał nawrót fazy na rzeczy, których słuchałem masowo te naście lat temu (i kiedy będę w końcu w odpowiednim dla niej wieku) to wrócę tutaj i powiem „ej, ale Melki to fajny numer wtedy wrzucił”. Ale tbh też idę sobie teraz Led Zeppelin posłuchać.
Sparks - This Town Ain't Big Enough For Both Of Us
Mentos ma talent do wrzucania rzeczy dziaderskich, które jednocześnie wydają się bardzo przyjemnie aktualne, czy po prostu zdziadziały z gracją. Ja się do Sparks zabieram z niesamowitym wręcz trudem. Z jednej strony ciągnie tego wilka, do tego lasu, a z drugiej strony cały czas mam wrażenie, że ten las jest otoczony drutem kolczastym, i nie potrafię się do niego wbić jak normalny człowiek (wilk). Brakuje mi tej ostatecznej motywacji żeby się kompletnie w ten zespół zagłębić. I ten wrzucony przez Mentiego utwór mi tej motywacji niestety nie daje, mimo że jest to kawałek bardzo spoko. Może słuchanie Kate Bush oswoiło mnie z taką stylistyką i takim rodzajem śpiewu, więc mam już fajną wazelinę w zestawie. I tbh żałuję, że Mentos nie wrzucił całego albumu, bo wtedy byłoby chyba jednak łatwiej się z tym oswoić. W tym wypadku musiałbym dużo więcej czasu z tym numerem posiedzieć.
Warren G & Sissel Kyrkjebo - Prince Igor
Łooo kiedyś to w Zetce byłooo, a teraz to wuuuj nie maaa, jezu jakie pyerdolenie xD Księcia Igora nie znałem, ale znałem, kojarzę oczywiście tego sampla i przez to te rapsy też. Czy mi się to wtedy podobało? Średnio. Czy mi się teraz podoba? Szczerze mówiąc, wisi mi kompletnie. To jest taki rap serwowany dla mas w najtisach, czy miękko i przyjemnie, ale ostatecznie nie zostawia po sobie zbyt wiele poza nostalgią. I ja jakaś tam nostalgię czuję, ale tbh jeśli miałbym wybrać to większą nostalgią darzę numery Willa Smitha z tamtego czasu. WELCOME TO MIAMI BIENVENIDOS A MIAMI
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Fairport Convention - Come All Ye
W pierwszej chwili słuchając utworów kolejki miałem spory problem bo propozycje Dragona, Melkiego i Mentosa obok siebie ułożyły mi się w jeden stos starego rocka walącego kapciem. Z biegiem kolejnych odsłuchów zacząłem nieco odsiewać ziarno od plew i rozróżniać style i konwencje. Kumam skojarzenie z Morderstwami w Midsomer, moja mama też to oglądała co nie zmienia faktu że mnie taki klimat nie kręci. Ogólnie pomimo kilku odsłuchów na przestrzeni dni ten numer pozostał dla mnie jakimś folkowym rzępoleniem na gitarkach i skrzypeczkach podstarzałych pijanych brytoli (tak to sobie wyobraziłem) które ciągnęło się niemiłosiernie bez końca. Niestety u mnie rozczarowanie kolejki.
Republika - Strażnik snu
Lubię takie zaskoczenia, jakieś deep cuty znanych kapel do których dobrnąłbym może końcu za sto lat przez moje lenistwo. Nigdy nie słuchałem Masakry, ba, nie znam żadnej płyty Republiki tak naprawdę, kojarzę z nowszych nagrań jedynie Mamonę, Moją Andżelikę i Odchodząc który przy dobrych wiatrach mógłbym nawet wrzucić do bestki ale zostawię pole dla innych chyba. Ładny to song nawet, początkowo poleciała mi ta muza nie w tą dziurę i jakimś cudem przez te perkusję i okolicznościowe ram pam pam pam pam pobrzmiewało mi to łatką polskiego reggae (tak bardzo chciałbym zostać kumplem Twym, nananana), ogólnie już wizualizowałem sobie najebaną polską publikę bujającą się przy tym na miejskim festynie ale z biegiem odsłuchów to skojarzenie odeszło w niepamięć. Ten numer to za mało bym faktycznie poczuł inspiracje wspomniane przez Hiena ale może i tej płyty się doczekam, a jak nie to w końcu sam sięgnę po skończeniu zabawy? Kawałek fajny, ładny, ok i tyle. Lajkuję.
Reneissance - Trip To The Fair
Tenże numer ze wspomnianych trzech wcześniej najmniej walił starym kapciem bo jest najmniej rockowy w sumie, coś tu proga jest ale płynnie za chwilę przechodzi w jazz nawet i w tym faktycznie najfajnieszym fragmencie to jakbym wręcz słyszał Brubecka. Poza tym wstęp instrumentalny też fajny, budowanie klimatu, tekst taki psycho lekko, ot opowiastka specyficzna, przy odrobinie cierpliwości zyskiwała z czasem. Grower kolejki, choć mimo wszystko nic do czego bym wrócił chyba, może to zasługiwało na cały album?
Sparks - This Town Ain't Big Enough For Both Of Us
Kawałek kojarzę z wrzutki shodana w liście przebojów swego czasu i wtedy przypadł mi do gustu nawet i zapisałem go sobie na playliście na youtube. No takie to teatralne, art rockowe jak wrzucany przez Mela numer Jethro Tull, choć tamten lepszy wg mnie. Tu szczerze mówiąc przy obecnych odsłuchach numer tylko tracił o dziwo. Do tego stopnia że rozważałem wy*ebanie go z tamtej playlisty nawet. Gitarowo AC/DC się robi chwilami i nawet fajnie ale efekt psują te westernowe wystrzały, jeśli miało być zabawnie to wyszło cokolwiek śmiesznie jedynie. Ten śpiew jak Hien wspomniał nie rusza już jak się zna Kate Bush ALE tak sobie myślę z drugiej strony że Sparks było pierwsze, więc w kontekście historycznym nabiera to znaczenia i pozwala docenić mi ten numer. Chyba tu też przydałby się album może?
Bomfunk MC's - Freestyler
Halo halo, ale jak to tak, ja wiem że tu breakbeat i drum & bass muzycznie ale jednak shodan MĘCZY NAS RAPEM? Bo coby nie powiedzieć to jednak rap tu funkcjonuje, a ten numer jest fajnym zobrazowaniem mariażu hip hopu z muzyką klubową choć oczywiście w takim mega lekkim radiowym wydaniu. Jest to też zajebista pocztówka dźwiękowa z początku obecnego millenium, Hien pisał o THPS2 (nie wiem czy ten numer tam był czy takie skojarzenie tylko), mi równie dobrze pasuje tu cioranie w Fifę 2000 u kuzyna. Mam też jeden fajny flashback jak kiedyś (nie powiem który to rok dokładnie) idąc przez park spotkałem grupkę ziomków z boomboxem i ten numer leciał głośno, ale czy to byli skejci czy może b-boye to już nie wiem na pewno a nie chcę koloryzować, już i tak ta scenka była dość przerysowana. Swego czasu nawet sprawdziłem kiedyś zawartość singla i mogę śmiało polecić jeden fajny remiks tego kawałka w stylistyce liquid funk (zdaje się, to taka odmiana d&b):
https://youtu.be/TXkUEaKat04
Starczy tych wywodów, nawet jeśli numer znam to jest to niekwestionowany zwycięzca kolejki i zajebiste zaskoczenie ze strony shodana.
The Rapsody feat. Warren G & Sissel - Prince Igor
Dev daje mi tylko kolejny argument do tego by jego recenzjami hip hopu się nie przejmować w najmniejszym stopniu. Dla mnie ten numer to kolejny taki rap dla ludzi którzy nie słuchają rapu. Znam oczywiście i jak najbardziej rozumiem że to też pocztówka z przeszłości, to se ne vrati ale z drugiej strony może i dobrze. Szczerze to połączenie skrajnie odmiennych elementów może na papierze było ciekawe ale wyszło ch*jowo. Tak naprawdę te elementy tego numeru tylko szkodzą sobie nawzajem, na dobrą sprawę mogły by być z tego może nawet dwa spoko kawałki a wyszedł jeden kaszaniasty. Warren jak to Warren, coś tam se rapuje ale w sumie jest słabszym ogniwem tutaj, słuchacze rapu chyba do tego nie wracają po latach mi się zdaje a gdyby miał jakiś odpowiedni dla siebie bit to byłby to jakiś średni jego wałek co najwyżej. Śpiew Sissel i ta melodia to jest ten earworm do którego ludzie wracają jeśli już i z tą melodią to mógłby nawet być jakiś spoko numer artystki pokroju Enya czy Celine Dion. Ale zestawienie tego razem kiedy mamy MONEY OVER POWER, BIATCH BIATCH i wchodzi śpiew operowy... spuśćmy zasłonę milczenia. Kolejne rozczarowanie kolejki. Jako ciekawostkę dodam co dopiero doczytałem że utwór pochodzi z albumu The Rapsody Overture: Hip Hop Meets Classic, tu cytuję - "był to konceptualny album łączący w sobie hip-hop z muzyką klasyczną, przy udziale amerykańskich raperów i europejskich śpiewaków operowych". Na trackliście jest LL Cool J a nawet Redman, ale beka, rzucę uchem z ciekawości.
Kolejeczka ogólnie średnia bym rzekł, zwycięzcę niestety znam, niczym nowym się nie zachwyciłem jakoś mocniej a dwa numery szrotuję.
W pierwszej chwili słuchając utworów kolejki miałem spory problem bo propozycje Dragona, Melkiego i Mentosa obok siebie ułożyły mi się w jeden stos starego rocka walącego kapciem. Z biegiem kolejnych odsłuchów zacząłem nieco odsiewać ziarno od plew i rozróżniać style i konwencje. Kumam skojarzenie z Morderstwami w Midsomer, moja mama też to oglądała co nie zmienia faktu że mnie taki klimat nie kręci. Ogólnie pomimo kilku odsłuchów na przestrzeni dni ten numer pozostał dla mnie jakimś folkowym rzępoleniem na gitarkach i skrzypeczkach podstarzałych pijanych brytoli (tak to sobie wyobraziłem) które ciągnęło się niemiłosiernie bez końca. Niestety u mnie rozczarowanie kolejki.
Republika - Strażnik snu
Lubię takie zaskoczenia, jakieś deep cuty znanych kapel do których dobrnąłbym może końcu za sto lat przez moje lenistwo. Nigdy nie słuchałem Masakry, ba, nie znam żadnej płyty Republiki tak naprawdę, kojarzę z nowszych nagrań jedynie Mamonę, Moją Andżelikę i Odchodząc który przy dobrych wiatrach mógłbym nawet wrzucić do bestki ale zostawię pole dla innych chyba. Ładny to song nawet, początkowo poleciała mi ta muza nie w tą dziurę i jakimś cudem przez te perkusję i okolicznościowe ram pam pam pam pam pobrzmiewało mi to łatką polskiego reggae (tak bardzo chciałbym zostać kumplem Twym, nananana), ogólnie już wizualizowałem sobie najebaną polską publikę bujającą się przy tym na miejskim festynie ale z biegiem odsłuchów to skojarzenie odeszło w niepamięć. Ten numer to za mało bym faktycznie poczuł inspiracje wspomniane przez Hiena ale może i tej płyty się doczekam, a jak nie to w końcu sam sięgnę po skończeniu zabawy? Kawałek fajny, ładny, ok i tyle. Lajkuję.
Reneissance - Trip To The Fair
Tenże numer ze wspomnianych trzech wcześniej najmniej walił starym kapciem bo jest najmniej rockowy w sumie, coś tu proga jest ale płynnie za chwilę przechodzi w jazz nawet i w tym faktycznie najfajnieszym fragmencie to jakbym wręcz słyszał Brubecka. Poza tym wstęp instrumentalny też fajny, budowanie klimatu, tekst taki psycho lekko, ot opowiastka specyficzna, przy odrobinie cierpliwości zyskiwała z czasem. Grower kolejki, choć mimo wszystko nic do czego bym wrócił chyba, może to zasługiwało na cały album?
Sparks - This Town Ain't Big Enough For Both Of Us
Kawałek kojarzę z wrzutki shodana w liście przebojów swego czasu i wtedy przypadł mi do gustu nawet i zapisałem go sobie na playliście na youtube. No takie to teatralne, art rockowe jak wrzucany przez Mela numer Jethro Tull, choć tamten lepszy wg mnie. Tu szczerze mówiąc przy obecnych odsłuchach numer tylko tracił o dziwo. Do tego stopnia że rozważałem wy*ebanie go z tamtej playlisty nawet. Gitarowo AC/DC się robi chwilami i nawet fajnie ale efekt psują te westernowe wystrzały, jeśli miało być zabawnie to wyszło cokolwiek śmiesznie jedynie. Ten śpiew jak Hien wspomniał nie rusza już jak się zna Kate Bush ALE tak sobie myślę z drugiej strony że Sparks było pierwsze, więc w kontekście historycznym nabiera to znaczenia i pozwala docenić mi ten numer. Chyba tu też przydałby się album może?
Bomfunk MC's - Freestyler
Halo halo, ale jak to tak, ja wiem że tu breakbeat i drum & bass muzycznie ale jednak shodan MĘCZY NAS RAPEM? Bo coby nie powiedzieć to jednak rap tu funkcjonuje, a ten numer jest fajnym zobrazowaniem mariażu hip hopu z muzyką klubową choć oczywiście w takim mega lekkim radiowym wydaniu. Jest to też zajebista pocztówka dźwiękowa z początku obecnego millenium, Hien pisał o THPS2 (nie wiem czy ten numer tam był czy takie skojarzenie tylko), mi równie dobrze pasuje tu cioranie w Fifę 2000 u kuzyna. Mam też jeden fajny flashback jak kiedyś (nie powiem który to rok dokładnie) idąc przez park spotkałem grupkę ziomków z boomboxem i ten numer leciał głośno, ale czy to byli skejci czy może b-boye to już nie wiem na pewno a nie chcę koloryzować, już i tak ta scenka była dość przerysowana. Swego czasu nawet sprawdziłem kiedyś zawartość singla i mogę śmiało polecić jeden fajny remiks tego kawałka w stylistyce liquid funk (zdaje się, to taka odmiana d&b):
https://youtu.be/TXkUEaKat04
Starczy tych wywodów, nawet jeśli numer znam to jest to niekwestionowany zwycięzca kolejki i zajebiste zaskoczenie ze strony shodana.
The Rapsody feat. Warren G & Sissel - Prince Igor
Dev daje mi tylko kolejny argument do tego by jego recenzjami hip hopu się nie przejmować w najmniejszym stopniu. Dla mnie ten numer to kolejny taki rap dla ludzi którzy nie słuchają rapu. Znam oczywiście i jak najbardziej rozumiem że to też pocztówka z przeszłości, to se ne vrati ale z drugiej strony może i dobrze. Szczerze to połączenie skrajnie odmiennych elementów może na papierze było ciekawe ale wyszło ch*jowo. Tak naprawdę te elementy tego numeru tylko szkodzą sobie nawzajem, na dobrą sprawę mogły by być z tego może nawet dwa spoko kawałki a wyszedł jeden kaszaniasty. Warren jak to Warren, coś tam se rapuje ale w sumie jest słabszym ogniwem tutaj, słuchacze rapu chyba do tego nie wracają po latach mi się zdaje a gdyby miał jakiś odpowiedni dla siebie bit to byłby to jakiś średni jego wałek co najwyżej. Śpiew Sissel i ta melodia to jest ten earworm do którego ludzie wracają jeśli już i z tą melodią to mógłby nawet być jakiś spoko numer artystki pokroju Enya czy Celine Dion. Ale zestawienie tego razem kiedy mamy MONEY OVER POWER, BIATCH BIATCH i wchodzi śpiew operowy... spuśćmy zasłonę milczenia. Kolejne rozczarowanie kolejki. Jako ciekawostkę dodam co dopiero doczytałem że utwór pochodzi z albumu The Rapsody Overture: Hip Hop Meets Classic, tu cytuję - "był to konceptualny album łączący w sobie hip-hop z muzyką klasyczną, przy udziale amerykańskich raperów i europejskich śpiewaków operowych". Na trackliście jest LL Cool J a nawet Redman, ale beka, rzucę uchem z ciekawości.
Kolejeczka ogólnie średnia bym rzekł, zwycięzcę niestety znam, niczym nowym się nie zachwyciłem jakoś mocniej a dwa numery szrotuję.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup