Best of Forum
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Czyli za chwilę xD
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
To podsumowanie ode mnie: czułem, że docenicie Republikę, bo jednak jest jakaś magia w tym zespole, że nie idzie hejtować. Wiedziałem, że Dragon i Dev docenią na stopro, ale wielkim szokiem był dla mnie Shodan, który zamiast spodziewanego "fajne, ale ta gitara zbyt po polsku grana", stwierdził, że mu się podoba xD Niby nie wrzucamy tych numerów dla poklasku, ale zawsze fajnie kiedy komuś się spodoba.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
No dokładnie. Jak się spodziewałem wszyscy tu doskonale znali Fristajla. Nikt mnie nie zbrukał, a u Mudżyna chyba nawet wygrałem. Tak że dobrze jest.
Na mnie najlepsze wrażenie zrobił Renaissance. Nie tylko, że kompletnie dla mnie egzotyczne, to jeszcze takie dobre.
Na mnie najlepsze wrażenie zrobił Renaissance. Nie tylko, że kompletnie dla mnie egzotyczne, to jeszcze takie dobre.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
U mnie też Fristajla wygrywa.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
No to już w ogóle grubo. 
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
U mnie Mentos wygrał. Mocarny kawałek.
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Jutro nie będę miał zbyt wiele czasu na dopisywanie opisu, także ten... otwieram kolejną kolejkę.
Susumu Yokota - Kinoko
Yokota to jeden z tych mniej znanych elektroników na pograniczu ambientu, techno, szeroko pojętego IDM. Tak funkcjonuje w mojej głowie od 2017 roku, bo właśnie wtedy zacząłem wkręcać się w jego muzykę. Nie pamiętam już jak dotarłem do jego twórczości, NA PEWNO nie było w tym zasługi RYMu, to prędzej znowu poszukiwania na własną rękę czegoś po prostu bardziej egzotycznego, na europejskim gruncie niespotykanego w takiej formie. Jest jedna płyta, którą darzę ogromnym szacunkiem, to dla mnie taka jedna z pierwszych wskazówek do dalszego poszukiwania w muzyce balansującej na granicy kreowania atmosfery i prowokowania do oddawania się pląsom w klubie, no bo to nie tylko sprowadza się do techno. Ona czeka na swoją kolej w zabawie albumowej, a pod best of pojedyncze rzeczy proponuję coś z drugiej w moim osobistym rankingu płyty Japończyka.
Trochę czasu minęło zanim zacząłem szukać czegoś więcej, ale te parę lat temu to było dla mnie bardzo typowe zachowanie w odbiorze muzyki. O ile dzisiaj to wszystko się pomału porządkuje i jednocześnie mam swoje ulubione typy, ale też szukam kolejnych dobrych rzeczy, tak dawniej ograniczałem się znacznie mocniej. Potem było dość intensywne poszukiwanie, ale wcześniej całymi dniami (oczywiście nie pod rząd, ale pewnie statystycznie w miesiącu czy dwóch tak by wyszło) wsłuchiwałem się w konkretne tytuły.
Acid Mt. Fuji, z której pochodzi Kinoko, było dla mnie zaskoczeniem. 1994 rok, a w Japonii objawia się gość, który doskonale odnajduje się w takich gatunkowych przestrzeniach granicznych. Do tej pory Yokota był dla mnie bardziej melodyjny i nastrojowy, a tutaj ten rytmiczny odcisk też jest wyraźnie słyszalny i to na całej długości. To pierwsza z propozycji, które zapowiadałem - techno, które jest zbyt nastrojowe, żeby zapakować je do seta, ale też zbyt rytmiczny ambient, który nie nadaje się do umieszczenia w sennych kompilacjach typu "muzyka do nauki/czytania/spania". Jest minimalistycznie, ale gdzieś te dźwięki z natury, z otoczenia wyraźnie wzbogacają całość. To chyba bardzo dobra próbka z całej, trwającej trochę ponad 70 minut płyty. Dla takich rzeczy jeszcze bardziej chciało (i do dziś w sumie chce) mi się szukać, odkrywać i poznawać. Takiej muzyki już nikt nie zrobi, a pewnie do 12 maja 2022 roku mało kto zrobił.
https://www.youtube.com/watch?v=mGV3jrGzhig
Susumu Yokota - Kinoko
Yokota to jeden z tych mniej znanych elektroników na pograniczu ambientu, techno, szeroko pojętego IDM. Tak funkcjonuje w mojej głowie od 2017 roku, bo właśnie wtedy zacząłem wkręcać się w jego muzykę. Nie pamiętam już jak dotarłem do jego twórczości, NA PEWNO nie było w tym zasługi RYMu, to prędzej znowu poszukiwania na własną rękę czegoś po prostu bardziej egzotycznego, na europejskim gruncie niespotykanego w takiej formie. Jest jedna płyta, którą darzę ogromnym szacunkiem, to dla mnie taka jedna z pierwszych wskazówek do dalszego poszukiwania w muzyce balansującej na granicy kreowania atmosfery i prowokowania do oddawania się pląsom w klubie, no bo to nie tylko sprowadza się do techno. Ona czeka na swoją kolej w zabawie albumowej, a pod best of pojedyncze rzeczy proponuję coś z drugiej w moim osobistym rankingu płyty Japończyka.
Trochę czasu minęło zanim zacząłem szukać czegoś więcej, ale te parę lat temu to było dla mnie bardzo typowe zachowanie w odbiorze muzyki. O ile dzisiaj to wszystko się pomału porządkuje i jednocześnie mam swoje ulubione typy, ale też szukam kolejnych dobrych rzeczy, tak dawniej ograniczałem się znacznie mocniej. Potem było dość intensywne poszukiwanie, ale wcześniej całymi dniami (oczywiście nie pod rząd, ale pewnie statystycznie w miesiącu czy dwóch tak by wyszło) wsłuchiwałem się w konkretne tytuły.
Acid Mt. Fuji, z której pochodzi Kinoko, było dla mnie zaskoczeniem. 1994 rok, a w Japonii objawia się gość, który doskonale odnajduje się w takich gatunkowych przestrzeniach granicznych. Do tej pory Yokota był dla mnie bardziej melodyjny i nastrojowy, a tutaj ten rytmiczny odcisk też jest wyraźnie słyszalny i to na całej długości. To pierwsza z propozycji, które zapowiadałem - techno, które jest zbyt nastrojowe, żeby zapakować je do seta, ale też zbyt rytmiczny ambient, który nie nadaje się do umieszczenia w sennych kompilacjach typu "muzyka do nauki/czytania/spania". Jest minimalistycznie, ale gdzieś te dźwięki z natury, z otoczenia wyraźnie wzbogacają całość. To chyba bardzo dobra próbka z całej, trwającej trochę ponad 70 minut płyty. Dla takich rzeczy jeszcze bardziej chciało (i do dziś w sumie chce) mi się szukać, odkrywać i poznawać. Takiej muzyki już nikt nie zrobi, a pewnie do 12 maja 2022 roku mało kto zrobił.
https://www.youtube.com/watch?v=mGV3jrGzhig
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Gang Starr - Skills
(2002)
Póki co nie zamieszczałem tu na razie totalnie pierwszego kawałka który sprawił że zainteresowałem się hip hopem mocniej (możliwe że wjedzie tu w następnej 25), ale w każdym razie po nim był wspomniany już przeze mnie Nas z płytą Stillmatic a potem w 2002 roku singiel Skills duetu Gang Starr, który praktycznie z miejsca został moim ulubionym kawałkiem hip hopowym i utrzymywał ten tron przez kilka lat. Wideoklip do tego numeru wjechał pewnego razu podczas hip hopowej audycji w Viva Polska którą mój brat bacznie śledził zawsze i jaranko było dla mnie zarówno produkcją DJ Premiera (którego bity usłyszycie tu jeszcze nie raz) jak i obrazkami w klipie nawiązującymi do korzeni hip hopowej kultury. Był to też pierwszy numer Gang Starr jaki poznałem zdaje się i początek pięknej przygody z tą grupą.
Gang Starr składa się z DJa i producenta - wspomnianego DJ Premiera, oraz rapera o ksywce Guru (to ten z mojego obecnego avatara). Jest to chyba najsłynniejszy w historii rapu duet MC-producent i wielka inspiracja choćby dla znanego Wam już polskiego duo Pezet-Noon. Sam Pezet w niedawnym wywiadzie z okazji dwudziestolecia premiery Muzyki Klasycznej (jego pierwszego solo albumu z Noonem) przyznał że Gang Starr imponował mu dlatego, że z jednej strony teksty Guru zawierały jakiś niegłupi, świadomy przekaz a z drugiej strony styl ich muzyki jednak pozostawał nadal nierozerwalnie związany z ulicą, z życiem w mieście i jego ciemnymi stronami. Nie będę tu przytaczał dłuższego bio tej grupy, dodam jedynie ciekawostkę że pomimo faktu, iż Premier pochodził z Texasu a Guru z Bostonu obaj zawiązali grupę w Nowym Jorku pod koniec lat 80. i paradoksalnie do dziś są uznawani za jeden z symboli nowojorskiej sceny hip hopowej, a produkcje DJa Premiera za esencję brzmienia nowojorskiego rapu (produkował bity dla największych legend - od Nasa, przez Jaya-Z aż z biegiem lat po ludzi spoza rapowej sceny jak choćby Christina Aguilera).
Skills jak już mówiłem zachwyciło mnie swoim bitem, jest to w sumie esencja brzmienia Premiera - twarde bębny, dobry bas i jakieś ozdobniki (w tym wypadku coś jakby dzwoneczki). Do tego mamy Guru ze swoim opanowanym głosem i bragga rapem nt. swoich umiejętności który wchodzi ze swoimi wersami i mówiąc młodzieżowo "wyjaśnia frajerów" dając do zrozumienia że wciąż należy się z nim liczyć (singiel Skills zapowiadał album The Ownerz, pierwszy po 5 latach przerwy od 1998 roku, trochę się pozmieniało w rapie przez ten czas).
Jeszcze dwa słowa nt. klipu w którym widzimy Premiera przy gramofonach ze stertą hip hopowych winyli wokół, mamy też grafficiarzy malujących na ścianie oraz mamy b-boyów i to nie byle jakich, bo po napisach na kurtkach widać że to legendy breakdance'owej sceny - Rock Steady Crew. Jakby nie spojrzeć klip dodaje tu smaku całości, pojawiają się w końcu wszystkie 4 elementy kultury hip hopowej - rap, DJ-ing, breakdance i graffiti, bardzo mnie to wkręciło wtedy na początku mojej świadomej drogi z rapem i załapałem wtedy ten "truskulowy" bakcyl i choć nadal lubiłem ówczesny radiowy hip hop Snoop Dogga czy 50 Centa z pistoletami, dupami i błyszczącą biżuterią to sam starałem się zgłębiać jednak inne gałęzie tej muzyki. W 2003 roku zacząłem liceum i tam spotkałem raz jeden w życiu ziomka który lubił i interesował się hip hopem tak jak ja, z jego pomocą wkrótce potem zacząłem poznawać dyskografię Gang Starr nieco głębiej ale to historia na inny temat już
Audio:
https://youtu.be/S1y3UVmmFMo
Klip (jak już zrecenzujecie i będziecie ciekawi):
https://youtu.be/8KgtGs1ny0k
(2002)
Póki co nie zamieszczałem tu na razie totalnie pierwszego kawałka który sprawił że zainteresowałem się hip hopem mocniej (możliwe że wjedzie tu w następnej 25), ale w każdym razie po nim był wspomniany już przeze mnie Nas z płytą Stillmatic a potem w 2002 roku singiel Skills duetu Gang Starr, który praktycznie z miejsca został moim ulubionym kawałkiem hip hopowym i utrzymywał ten tron przez kilka lat. Wideoklip do tego numeru wjechał pewnego razu podczas hip hopowej audycji w Viva Polska którą mój brat bacznie śledził zawsze i jaranko było dla mnie zarówno produkcją DJ Premiera (którego bity usłyszycie tu jeszcze nie raz) jak i obrazkami w klipie nawiązującymi do korzeni hip hopowej kultury. Był to też pierwszy numer Gang Starr jaki poznałem zdaje się i początek pięknej przygody z tą grupą.
Gang Starr składa się z DJa i producenta - wspomnianego DJ Premiera, oraz rapera o ksywce Guru (to ten z mojego obecnego avatara). Jest to chyba najsłynniejszy w historii rapu duet MC-producent i wielka inspiracja choćby dla znanego Wam już polskiego duo Pezet-Noon. Sam Pezet w niedawnym wywiadzie z okazji dwudziestolecia premiery Muzyki Klasycznej (jego pierwszego solo albumu z Noonem) przyznał że Gang Starr imponował mu dlatego, że z jednej strony teksty Guru zawierały jakiś niegłupi, świadomy przekaz a z drugiej strony styl ich muzyki jednak pozostawał nadal nierozerwalnie związany z ulicą, z życiem w mieście i jego ciemnymi stronami. Nie będę tu przytaczał dłuższego bio tej grupy, dodam jedynie ciekawostkę że pomimo faktu, iż Premier pochodził z Texasu a Guru z Bostonu obaj zawiązali grupę w Nowym Jorku pod koniec lat 80. i paradoksalnie do dziś są uznawani za jeden z symboli nowojorskiej sceny hip hopowej, a produkcje DJa Premiera za esencję brzmienia nowojorskiego rapu (produkował bity dla największych legend - od Nasa, przez Jaya-Z aż z biegiem lat po ludzi spoza rapowej sceny jak choćby Christina Aguilera).
Skills jak już mówiłem zachwyciło mnie swoim bitem, jest to w sumie esencja brzmienia Premiera - twarde bębny, dobry bas i jakieś ozdobniki (w tym wypadku coś jakby dzwoneczki). Do tego mamy Guru ze swoim opanowanym głosem i bragga rapem nt. swoich umiejętności który wchodzi ze swoimi wersami i mówiąc młodzieżowo "wyjaśnia frajerów" dając do zrozumienia że wciąż należy się z nim liczyć (singiel Skills zapowiadał album The Ownerz, pierwszy po 5 latach przerwy od 1998 roku, trochę się pozmieniało w rapie przez ten czas).
Jeszcze dwa słowa nt. klipu w którym widzimy Premiera przy gramofonach ze stertą hip hopowych winyli wokół, mamy też grafficiarzy malujących na ścianie oraz mamy b-boyów i to nie byle jakich, bo po napisach na kurtkach widać że to legendy breakdance'owej sceny - Rock Steady Crew. Jakby nie spojrzeć klip dodaje tu smaku całości, pojawiają się w końcu wszystkie 4 elementy kultury hip hopowej - rap, DJ-ing, breakdance i graffiti, bardzo mnie to wkręciło wtedy na początku mojej świadomej drogi z rapem i załapałem wtedy ten "truskulowy" bakcyl i choć nadal lubiłem ówczesny radiowy hip hop Snoop Dogga czy 50 Centa z pistoletami, dupami i błyszczącą biżuterią to sam starałem się zgłębiać jednak inne gałęzie tej muzyki. W 2003 roku zacząłem liceum i tam spotkałem raz jeden w życiu ziomka który lubił i interesował się hip hopem tak jak ja, z jego pomocą wkrótce potem zacząłem poznawać dyskografię Gang Starr nieco głębiej ale to historia na inny temat już
Audio:
https://youtu.be/S1y3UVmmFMo
Klip (jak już zrecenzujecie i będziecie ciekawi):
https://youtu.be/8KgtGs1ny0k
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Elvis Presley – I’ll Remember You
Król jaki jest każdy widzi. Ludzie zazwyczaj dzielą się na tych, którzy go kochają i na tych, którzy mają go w dupie. Ja znajduje się w tej pierwszej kategorii. Do Elvisa zabierałem się od małego, dosłownie mam wrażenie jakby zajęło mi to to wiele, wiele lat. Jego dyskografia jest olbrzymia (zaraz obok Franka Zappy i Bucketheada), do tej pory nie przesłuchałem wszystkiego, tak dużo tego jest. Facet ma coś w sobie, jego głos jest jedyny w swoim rodzaju, a do tego miał szczęście śpiewać wiele pięknych piosenek. „I’ll Remember You” to utwór, który traktuję bardzo nostalgicznie w takim smutnym, słodko-gorzkim nostalgii ujęciu. Kojarzy mi się z tym, że nie mamy kompletnie kontroli nad tym co się dzieje w naszym życiu, nie ważne jak się staramy żeby wszystko spiąć do kupy. Zawsze kiedy ten utwór słyszę, bierze mnie na rozrachunki. To jest prosta piosenka, w której Elvis śpiewa o tęsknocie, więc wiece. Nostalgia rośnie. Hawajska aranżacja to nie jest coś, co mnie zazwyczaj ciągnie do utworów, ale tu tworzy taką uroczą, staroświecką atmosferę, że nie potrafię się temu oprzeć. Elvis, jak to Elvis. Ma głos jak dzwon, zresztą jest on dla mnie uosobieniem sentymentalnego wokalisty. Tu nie ma co się rozbijać tego wykonania na części, to jest po prostu piosenka. Elvis nie napisał „I’ll Remember You”, ani nie napisano tego kawałka dla niego, ale w tamtym czasie nie miało to za bardzo znaczenia (i w sumie dziś też nie ma, chociaż Damon Albarn by się pewnie kłócił). Wielu wokalistów wykonywało wtedy standardy i inne cudze utwory, to była norma. Ważny był dobór tych utworów i wykonanie. I to zasadniczo wszystko co mam do napisania o tej piosence. Dla mnie to jest ważny kawałek, ale tak już jest u mnie z Elvisem.
https://www.youtube.com/watch?v=g-pc62kCnO0
Król jaki jest każdy widzi. Ludzie zazwyczaj dzielą się na tych, którzy go kochają i na tych, którzy mają go w dupie. Ja znajduje się w tej pierwszej kategorii. Do Elvisa zabierałem się od małego, dosłownie mam wrażenie jakby zajęło mi to to wiele, wiele lat. Jego dyskografia jest olbrzymia (zaraz obok Franka Zappy i Bucketheada), do tej pory nie przesłuchałem wszystkiego, tak dużo tego jest. Facet ma coś w sobie, jego głos jest jedyny w swoim rodzaju, a do tego miał szczęście śpiewać wiele pięknych piosenek. „I’ll Remember You” to utwór, który traktuję bardzo nostalgicznie w takim smutnym, słodko-gorzkim nostalgii ujęciu. Kojarzy mi się z tym, że nie mamy kompletnie kontroli nad tym co się dzieje w naszym życiu, nie ważne jak się staramy żeby wszystko spiąć do kupy. Zawsze kiedy ten utwór słyszę, bierze mnie na rozrachunki. To jest prosta piosenka, w której Elvis śpiewa o tęsknocie, więc wiece. Nostalgia rośnie. Hawajska aranżacja to nie jest coś, co mnie zazwyczaj ciągnie do utworów, ale tu tworzy taką uroczą, staroświecką atmosferę, że nie potrafię się temu oprzeć. Elvis, jak to Elvis. Ma głos jak dzwon, zresztą jest on dla mnie uosobieniem sentymentalnego wokalisty. Tu nie ma co się rozbijać tego wykonania na części, to jest po prostu piosenka. Elvis nie napisał „I’ll Remember You”, ani nie napisano tego kawałka dla niego, ale w tamtym czasie nie miało to za bardzo znaczenia (i w sumie dziś też nie ma, chociaż Damon Albarn by się pewnie kłócił). Wielu wokalistów wykonywało wtedy standardy i inne cudze utwory, to była norma. Ważny był dobór tych utworów i wykonanie. I to zasadniczo wszystko co mam do napisania o tej piosence. Dla mnie to jest ważny kawałek, ale tak już jest u mnie z Elvisem.
https://www.youtube.com/watch?v=g-pc62kCnO0
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Taylor Swift - tolerate it
Jako, że Hien wprawił nas za sprawą Elvisa w stan rozmarzenia, to ja postaram się nie burzyć tego klimatu.
Taylor jak wiecie zacząłem słuchać całkiem przypadkowo w sierpniu 2020r. To właśnie w tym roku wydała dwie nastrojowe płyty w ciągu zaledwie 5 miesięcy. Nie mogę powiedzieć, że tolerate it z płyty evermore jest jakimś najlepszym utworem Taylor, bo podobnie pięknych piosenek ma dużo więcej. Ale na pewno jest to jeden z najchętniej przeze mnie słuchanych i najbardziej uwielbianych utworów. I o ile w przeszłości linki do niektórych tych utworów już na forum wrzucałem (czy ktoś słuchał, to już inna sprawa), to tolerate it na pewno nie. To bardzo nastrojowa ballada z bardzo oszczędnym brzmieniem, jak cała płyta zresztą. Główny prym wiedzie najpiękniejszy instrument na świecie, czyli pianino, wspierane delikatnie przez bas, jakieś smyki i coś tam jeszcze ledwie słyszalnego. No i piękny głos Swift, który ja osobiście uwielbiam i którego nie pomyliłbym z żadnym innym. Myślę, że tekst też jest jak najbardziej na plus. Generalnie zazwyczaj nie wnikam za bardzo w teksty utworów, ale te od Taylor zwyczajnie mi się podobają. I na pewno wbrew pewnym pomówieniom ona pisze je sama.
tolerate it za każdym razem wywołuje u mnie ciary. Za każdym razem przenosi mnie w inny świat. I o to właśnie chodzi w muzyce.
Myślę, że to mój ulubiony utwór ze wszystkich 17 dotychczasowych kolejek.
https://www.youtube.com/watch?v=_Crn-zgnErk
Jako, że Hien wprawił nas za sprawą Elvisa w stan rozmarzenia, to ja postaram się nie burzyć tego klimatu.
Taylor jak wiecie zacząłem słuchać całkiem przypadkowo w sierpniu 2020r. To właśnie w tym roku wydała dwie nastrojowe płyty w ciągu zaledwie 5 miesięcy. Nie mogę powiedzieć, że tolerate it z płyty evermore jest jakimś najlepszym utworem Taylor, bo podobnie pięknych piosenek ma dużo więcej. Ale na pewno jest to jeden z najchętniej przeze mnie słuchanych i najbardziej uwielbianych utworów. I o ile w przeszłości linki do niektórych tych utworów już na forum wrzucałem (czy ktoś słuchał, to już inna sprawa), to tolerate it na pewno nie. To bardzo nastrojowa ballada z bardzo oszczędnym brzmieniem, jak cała płyta zresztą. Główny prym wiedzie najpiękniejszy instrument na świecie, czyli pianino, wspierane delikatnie przez bas, jakieś smyki i coś tam jeszcze ledwie słyszalnego. No i piękny głos Swift, który ja osobiście uwielbiam i którego nie pomyliłbym z żadnym innym. Myślę, że tekst też jest jak najbardziej na plus. Generalnie zazwyczaj nie wnikam za bardzo w teksty utworów, ale te od Taylor zwyczajnie mi się podobają. I na pewno wbrew pewnym pomówieniom ona pisze je sama.
tolerate it za każdym razem wywołuje u mnie ciary. Za każdym razem przenosi mnie w inny świat. I o to właśnie chodzi w muzyce.
Myślę, że to mój ulubiony utwór ze wszystkich 17 dotychczasowych kolejek.
https://www.youtube.com/watch?v=_Crn-zgnErk
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
King Crimson - 21st Century Schizoid Man
Nie wierzę w zjawiska nadprzyrodzone i inne takie pierdy, ale są czasem takie zjawiska na tym świecie, że aż chce się do nich dopisać jakąś symbolikę tudzież inne ukryte znaczenie. Jednym z nich jest jedno konkretne wydanie Teraz Rocka, ściślej 5/2010. To był jeszcze schyłek tego okresu, w którym prasa drukowana miała jeszcze jakieś znaczenie, a ja byłem nastoletnim, pryszczatym debilem, który znał tylko Depeche Mode i dowiedział się od kogoś niewątpliwie mądrego, że generalnie to najlepiej jest słuchać ROCKA I METALU. xD W kazdym razie ten numer tego periodyku utkwił w mej pamięci z dwóch powodów: ważniejszym jest niewątpliwie to, że w dziale z listami opublikowano list mojego serdecznego kolegi z Torunia, którego poznałem dopiero 9 lat później, a drugim to, że jeden z artykułów poświęcono analizie wrzucanego przeze mnie kawałka.
Zaintrygowany postanowiłem sprawdzić co to za rzecz do ciężkiej cholery jest i pobrałem czym prędzej słynną płytę z MORDĄ na okładce. Usłyszałem zajeżdzający pociąg, po czym ten słynny riff.... i wyrwało mnie z krzesła, spadłem z kapci, zamroczyło mnie. Nie słyszałem niczego takiego wcześniej! W sumie nie miałem jak, bo znałem ze trzy zespoły na krzyż, ale to szczegół. xD W każdym razie o ile na całość nie byłem gotowy, tak ten kawałek mnie zmiótł i słuchałem go na zapętleniu przez jakieś dwie godziny. Czułem się prakycznie przewalcowany przez ten POTĘŻNY riff, świdrujący saksofon i atonalną kakofonię w solówce. I jeszcze ten Greg Lake (sic!) wykrzykujący jakieś losowe frazy oraz tytuł kawałka, brzmiący tak jakby desperacko chciał wydostać się spod tego jazgotu.
Reasumując, jestem generalnie wdzięczny temu zbiegowi okoliczności, który sprawił, że sięgnąłem wówczas po to wyśmiewane pismo, bo gdybym nie poznał w owym czasie King Crimson to kto wie, gdzie ja bym muzycznie zawędrował i co by ze mną było. Może teraz siedziałbym na kresce i cisnął bekę z tego forum? A może bym został fanem polskiego rocka progresywnego? Nie wiem i boję się nad tym zastanawiać. Jak coś to tylko "ostrzegam" ludzi pamiętających Discipline i nieznających tego zespołu, że ta wrzuta stylistycznie jest z zupełnie innej bajki
https://www.youtube.com/watch?v=7OvW8Z7kiws
Nie wierzę w zjawiska nadprzyrodzone i inne takie pierdy, ale są czasem takie zjawiska na tym świecie, że aż chce się do nich dopisać jakąś symbolikę tudzież inne ukryte znaczenie. Jednym z nich jest jedno konkretne wydanie Teraz Rocka, ściślej 5/2010. To był jeszcze schyłek tego okresu, w którym prasa drukowana miała jeszcze jakieś znaczenie, a ja byłem nastoletnim, pryszczatym debilem, który znał tylko Depeche Mode i dowiedział się od kogoś niewątpliwie mądrego, że generalnie to najlepiej jest słuchać ROCKA I METALU. xD W kazdym razie ten numer tego periodyku utkwił w mej pamięci z dwóch powodów: ważniejszym jest niewątpliwie to, że w dziale z listami opublikowano list mojego serdecznego kolegi z Torunia, którego poznałem dopiero 9 lat później, a drugim to, że jeden z artykułów poświęcono analizie wrzucanego przeze mnie kawałka.
Zaintrygowany postanowiłem sprawdzić co to za rzecz do ciężkiej cholery jest i pobrałem czym prędzej słynną płytę z MORDĄ na okładce. Usłyszałem zajeżdzający pociąg, po czym ten słynny riff.... i wyrwało mnie z krzesła, spadłem z kapci, zamroczyło mnie. Nie słyszałem niczego takiego wcześniej! W sumie nie miałem jak, bo znałem ze trzy zespoły na krzyż, ale to szczegół. xD W każdym razie o ile na całość nie byłem gotowy, tak ten kawałek mnie zmiótł i słuchałem go na zapętleniu przez jakieś dwie godziny. Czułem się prakycznie przewalcowany przez ten POTĘŻNY riff, świdrujący saksofon i atonalną kakofonię w solówce. I jeszcze ten Greg Lake (sic!) wykrzykujący jakieś losowe frazy oraz tytuł kawałka, brzmiący tak jakby desperacko chciał wydostać się spod tego jazgotu.
Reasumując, jestem generalnie wdzięczny temu zbiegowi okoliczności, który sprawił, że sięgnąłem wówczas po to wyśmiewane pismo, bo gdybym nie poznał w owym czasie King Crimson to kto wie, gdzie ja bym muzycznie zawędrował i co by ze mną było. Może teraz siedziałbym na kresce i cisnął bekę z tego forum? A może bym został fanem polskiego rocka progresywnego? Nie wiem i boję się nad tym zastanawiać. Jak coś to tylko "ostrzegam" ludzi pamiętających Discipline i nieznających tego zespołu, że ta wrzuta stylistycznie jest z zupełnie innej bajki
https://www.youtube.com/watch?v=7OvW8Z7kiws
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Elektryczne Gitary - Przewróciło się
https://www.youtube.com/watch?v=nzlDYKR5otM
Z zespołem Kuby Sienkiewicza miałem kontakt w zasadzie od małego. Przeboje takie jak Jestem z miasta, Włosy, Człowiek z liściem, Kiler, Co ty tutaj robisz itd. od razu mi się spodobały ze względu na jajcarski charakter całości. Ci ludzie po prostu bawią się swoimi instrumentami, głosami i doskonale bawią przy tym ludzi. Pamiętam słynną już, nieco zajechaną kasetę magnetofonową Sława - poza koszmarną Kingą były tam same wspaniałe kawałki - Dziki, tytułowa Sława, Przewróciło się. Oprócz tego śpiewany po angielsku z polskim akcentem Leasing i kuriozalne Bij, zabij na samym końcu (to brzmi jak polowanie na świnie i radość z tego, że udało się ubić
). Liczba odsłuchów tej kasety (i innych piosenek) musiała być nieprawdopodobna. Chwytliwe melodie, dobre brzmienie, wokal, same plusy. A, jeszcze jedno: niesamowity (znaczy się: prześmiewczy) klimat udało się wytworzyć także dzięki współpracy z saksofonistą Aleksandrem Koreckim.
Generalnie niesamowite, że zespół z bardzo poważnym człowiekiem za sterami (w końcu neurolog) potrafi tak poważnie grać rzeczy, które generalnie od razu budzą uśmiech. Jest w tym sporo sensownych treści (Na krzywy ryj) i widać, że to świetna zabawa dla nich.
Dlaczego Przewróciło się? Bo to kwintesencja tego wszystkiego, co napisałem wcześniej: poczucia humoru, które skłania do refleksji (choć jak patrzę na mój - znowu - brudny balkon to mam wątpliwości co do tych refleksji), dobrej melodii, instrumentalistów, których się świetnie słucha i mimo wszystko dosyć gorzkiego absurdu. Sienkiewicz śpiewa tak beztrosko o tym, że może coś wybuchnąć, że samo to tworzy mieszankę wybuchową. Generalnie wszystkie te elementy składają się na piękną całość. W zasadzie wszystkich tych starych kaset mógłbym słuchać i słuchać, tam były same dobre rzeczy.
https://www.youtube.com/watch?v=nzlDYKR5otM
Z zespołem Kuby Sienkiewicza miałem kontakt w zasadzie od małego. Przeboje takie jak Jestem z miasta, Włosy, Człowiek z liściem, Kiler, Co ty tutaj robisz itd. od razu mi się spodobały ze względu na jajcarski charakter całości. Ci ludzie po prostu bawią się swoimi instrumentami, głosami i doskonale bawią przy tym ludzi. Pamiętam słynną już, nieco zajechaną kasetę magnetofonową Sława - poza koszmarną Kingą były tam same wspaniałe kawałki - Dziki, tytułowa Sława, Przewróciło się. Oprócz tego śpiewany po angielsku z polskim akcentem Leasing i kuriozalne Bij, zabij na samym końcu (to brzmi jak polowanie na świnie i radość z tego, że udało się ubić
Generalnie niesamowite, że zespół z bardzo poważnym człowiekiem za sterami (w końcu neurolog) potrafi tak poważnie grać rzeczy, które generalnie od razu budzą uśmiech. Jest w tym sporo sensownych treści (Na krzywy ryj) i widać, że to świetna zabawa dla nich.
Dlaczego Przewróciło się? Bo to kwintesencja tego wszystkiego, co napisałem wcześniej: poczucia humoru, które skłania do refleksji (choć jak patrzę na mój - znowu - brudny balkon to mam wątpliwości co do tych refleksji), dobrej melodii, instrumentalistów, których się świetnie słucha i mimo wszystko dosyć gorzkiego absurdu. Sienkiewicz śpiewa tak beztrosko o tym, że może coś wybuchnąć, że samo to tworzy mieszankę wybuchową. Generalnie wszystkie te elementy składają się na piękną całość. W zasadzie wszystkich tych starych kaset mógłbym słuchać i słuchać, tam były same dobre rzeczy.
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
To tradycyjnie czekamy na dejva. No ale nie ma co się dziwić - w stolicy to się pewnie dzieje. Nie to co na prowincji u nas. 
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Życie w stolicy niszczy człowieka.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
To nie stolica, to Stolichnaya tak działa 
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Tym razem duchologiczny miks jazzu z Turkmenistanu i niemieckiego trance'u jak u Mo-Do.
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Tak w oczekiwaniu na deva ja tylko odkurzę kącik statystyka, który w sumie miałem wrzucić po 15 kolejce, ale zapomniałem xD
Na ten moment to wygląda tak:
1. hien - 69 pkt (hehe)
2. dragon - 65 pkt
3. murzyn - 64 pkt
4. shodan - 52 pkt
5. dev - 50 pkt
6. melczet - 42 pkt
7. czez - 25 pkt
Mamy więc peleton w postaci hiena, smoka i czarnucha (tu aż się prosi o jakiś rasistowski żart), dalej shodan z devem idą praktycznie łeb w łeb, a za nimi melczet, który pewnikiem byłby wyżej, gdyby nie ta absencja. Czez wypierdzielił się na pierwszym okrążeniu i nadal leży w rowie xD
Pierwsze miejsce nie dziwi, hieniałke wrzuca generalnie samo dobro, łakocie i witaminy, a poza tym trochę ma farta, bo nawet jak wrzuci coś średniego to często i tak punktuje, bo trafia na jakieś średnie kolejki. Smok na drugim trochę mnie zaskoczył, niby często śmichu-chichu z tych jego kobył, ale cholera no dobre są. Murzyn też wrzuca bardzo fajne rzeczy, ale jednak zaliczył parę wtop i dlatego jest dopiero trzeci. Shodan ma tendencję do wybierania słabszych kawałków dobrych artystów, a dev jest strasznie nierówny i szczerze mówiąc - myślałem, że będzie znacznie wyżej. Wrzuty melczeta są dość intrygujące i - jak widać - nie zawsze trafiają w moją estetykę, ale fajnie sobie czasem zapodać coś z innego świata.
Generalnie to i tak każdy z was wrzucił tu dużo fajności, więc się tym jakoś nie sugerujcie za bardzo xd
Na ten moment to wygląda tak:
1. hien - 69 pkt (hehe)
2. dragon - 65 pkt
3. murzyn - 64 pkt
4. shodan - 52 pkt
5. dev - 50 pkt
6. melczet - 42 pkt
7. czez - 25 pkt
Mamy więc peleton w postaci hiena, smoka i czarnucha (tu aż się prosi o jakiś rasistowski żart), dalej shodan z devem idą praktycznie łeb w łeb, a za nimi melczet, który pewnikiem byłby wyżej, gdyby nie ta absencja. Czez wypierdzielił się na pierwszym okrążeniu i nadal leży w rowie xD
Pierwsze miejsce nie dziwi, hieniałke wrzuca generalnie samo dobro, łakocie i witaminy, a poza tym trochę ma farta, bo nawet jak wrzuci coś średniego to często i tak punktuje, bo trafia na jakieś średnie kolejki. Smok na drugim trochę mnie zaskoczył, niby często śmichu-chichu z tych jego kobył, ale cholera no dobre są. Murzyn też wrzuca bardzo fajne rzeczy, ale jednak zaliczył parę wtop i dlatego jest dopiero trzeci. Shodan ma tendencję do wybierania słabszych kawałków dobrych artystów, a dev jest strasznie nierówny i szczerze mówiąc - myślałem, że będzie znacznie wyżej. Wrzuty melczeta są dość intrygujące i - jak widać - nie zawsze trafiają w moją estetykę, ale fajnie sobie czasem zapodać coś z innego świata.
Generalnie to i tak każdy z was wrzucił tu dużo fajności, więc się tym jakoś nie sugerujcie za bardzo xd
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Od prawie 2 tygodni nie piję alkoholu
Wrzutka numer N, White Door - Behind the White Door (rok wydania 1983, rok pierwszego odsłuchu 2005)
https://www.youtube.com/watch?v=JbLu4kRFL84
To jest przede wszystkim kawałek, który poznałem dzięki... temu forum. Najpierw numer a potem całą płytę wrzucił na wspominaną przeze mnie wcześniej forumową skrzynkę pocztową do wymiany muzy f.ś.p. LucekDM i strasznie zachwalał. A że ja wtedy "kupowałem" jak leci wszystko, co było synthpopem, no to nie mogłem sobie odmówić po takiej reklamie. I teraz ciekawe - o ile czasem wracam do całego albumu (zarzucony przeze mnie utwór pochodzi z - do nie dawna tak myślałem - jedynej płyty grupy, ale wydali coś nowego w... 2020 roku xD to się nazywa tempo) - to ten kawałek jest na nim najlepszy. Ma fajne brzmienie, aranżację, niby taki typowy garażowo-radio-friendly synthpop wczesnych lat 80., a ma w sobie jakąś magię (trochę jak Moev, ale Moev było zdecydowanie mroczniejsze na samym początku i jednak no, inne). Owszem, w jakiś sposób ZNÓW podchodzę do tego kawałka w sposób nostalgiczny, ale jednak nie tylko. Muzyka z ejtisów ma swój charakterystyczny sznyt, który myślę tutaj jest odczuwany aż za bardzo, ale to wciąż nie ujma. Producentem był nieznany mi wcześniej Andy Richards, który później miał na swoim koncie prace dla m.in. Alphaville, Sex Shop Boys i Coreya Harta, ale również T'Pau. Zespół, jak wcześniej wspomniałem, wyszedł znikąd i wydał tylko tę jedną płytę, po czym przepadł. Ich backgroundem była prog rockowa grupa Grace (wszystkich 3 typów z White Door tam grało), z tym, że jako Grace też wydali najpierw tylko jeden album (w 1981) a potem zaczęli nagrywać ponownie dopiero w latach 90. Muszę przyznać, że Grace niczego nie odpalałem, może czas to zmienić. I tak wchodzę sobie wczoraj na Discogs celem weryfikacji pewnych informacji i nagle JEB, wydali płytę w pierwszym roku pandemii i kompletnie umknęło to mojej uwadze xD może dlatego, że ten zespół (jako White Door) to kompletny obscure, pierwsze wznowienie albumu po premierze winylowej zrobili dopiero archeolodzy z Cherry Pop wrzucając na remaster jeszcze kilka zupełnie zapomnianych numerów ich autorstwa. Z całością warto zapoznać się przynajmniej raz, ale ten konkretny kawałek jest naprawdę dobry, wkręca mi się niesamowicie za każdym razem jak go słyszę. Lubię do niego wracać i zdecydowanie - jeśli chodzi o lata 80., kiedyś ekstremalnie ważne dla mnie w muzyce - to spokojnie mieści się w mojej topce. Zachęcam do (nie)trzaskania drzwiami ^^
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl