Best of Forum (Edycja albumowa)
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Mi się wydawało, że pisałem bez kiedyśtobylizmu, bo serio nie tęsknię jakoś wyjątkowo za takimi brzmieniami. Dla nas to wtedy była zajechana taśma i tyle.
Chyba, że nie rozumiem o co Dragonowi chodzi.
Chyba, że nie rozumiem o co Dragonowi chodzi.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Trochę walicie głupa, panowie. O takim kiedyśtobylizmie to sam wspominam w opisie, głupio byłoby teraz odwracać kota ogonem. Piłem do tego xD
Z innej strony, to że ten album jest w bestce życia Dragona (ok, chłopak jest młody, ale jednak) każe mi się zastanowić, jak będą wyglądały i czego będą słuchały pokolenia wychowane przez ludzi, którzy mają vaporwave w top wszech czasów
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No to będę dalej walił głupa, bo nie wie ocb.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Najczęściej czytam takie teksty jak ten cytowany w kontekście tego, że młodzi ludzie słuchają jakiegoś strasznego gówna, a nie czegoś porządnego, dlatego tak mi się skojarzyło.
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
No ja tu nie widzę narzekania na współczesną młodzież, jeśli o to ci chodzi. Acz nie siedzę w umyśle moonloopa xd
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Na szczęście Hien ma coś konstruktywnego do powiedzenia, dlatego to tylko taki śmieszny wtręt, a nie poważny zarzut.
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Esprit 空想 - virtua.zip
No cóż, już na wstępie muszę uprzedzić, że tym razem nie mam nic pozytywnego do zakomunikowania Dragonowi. Właściwie wszystko już ładnie opisał Hien w swojej recenzji. Ja dodam do tego, że płyta wybitnie mi się nie podoba. Czegoś tak nudnego i bezbarwnego w naszych bestkach nie było. Oczywiście z mojego punktu widzenia. I nie mówię tu tego, żeby Dragonowi dokopać. Przecież jego wcześniejsze propozycje oceniałem pozytywnie, a nawet bardzo pozytywnie. No ale tego całego vaporwave, to ja zwyczajnie nie czaję. Może jestem na to za stary. Nigdy zresztą nie miałem chyba do czynienia z tym gatunkiem muzycznym, więc o żadnych uprzedzeniach też nie może być mowy. Ale widzę, że nie mam czego żałować. Dla mnie ta płyta to zbiór jakichś dziecinnie prostych, losowych melodyjek zmontowanych na kolanie tanim kosztem, nie powodujących u mnie jakiegokolwiek zainteresowania. Żeby chociaż mnie to drażniło czy wkurzało. Ale nie, pozostawia mnie kompletnie obojętnym. Utwory mimo, że są w większości bardzo krótkie i tak powodowały, że zerkałem z niecierpliwością na licznik czasu. Nie wspomnę nawet o tym, że zazwyczaj urywają się tak nagle i nieciekawie, że aż strach. Cały czas podczas odsłuchów zastanawiałem się, po co ktokolwiek nagrywa takie rzeczy. Przecież to nawet jak na robienie tła jest zbyt nudne. No ale skoro ktoś tego jednak słucha, a nawet jak Dragon umieszcza w bestce życia, to znaczy, że ma to jakiś sens.
Szczerze mówiąc srogo mnie Dragon zadziwił tą wrzutką. Wiem, że lubi muzykę instrumentalną i nie raz zarzucał nas bardzo dobrą i ciekawą tego typu muzyką. No ale tutaj niestety muszę grzecznie podziękować, ale nie skorzystam. Były już w tej zabawie płyty, które mi się nie podobały. Ale tak bezbarwnie i nijako, to jest pierwszy raz.
Sorry Dragon, wiem, że to niezbyt miłe słowa, ale tak to po prostu odbieram, więc nie będę sztucznie słodził czy ubarwiał.
No cóż, już na wstępie muszę uprzedzić, że tym razem nie mam nic pozytywnego do zakomunikowania Dragonowi. Właściwie wszystko już ładnie opisał Hien w swojej recenzji. Ja dodam do tego, że płyta wybitnie mi się nie podoba. Czegoś tak nudnego i bezbarwnego w naszych bestkach nie było. Oczywiście z mojego punktu widzenia. I nie mówię tu tego, żeby Dragonowi dokopać. Przecież jego wcześniejsze propozycje oceniałem pozytywnie, a nawet bardzo pozytywnie. No ale tego całego vaporwave, to ja zwyczajnie nie czaję. Może jestem na to za stary. Nigdy zresztą nie miałem chyba do czynienia z tym gatunkiem muzycznym, więc o żadnych uprzedzeniach też nie może być mowy. Ale widzę, że nie mam czego żałować. Dla mnie ta płyta to zbiór jakichś dziecinnie prostych, losowych melodyjek zmontowanych na kolanie tanim kosztem, nie powodujących u mnie jakiegokolwiek zainteresowania. Żeby chociaż mnie to drażniło czy wkurzało. Ale nie, pozostawia mnie kompletnie obojętnym. Utwory mimo, że są w większości bardzo krótkie i tak powodowały, że zerkałem z niecierpliwością na licznik czasu. Nie wspomnę nawet o tym, że zazwyczaj urywają się tak nagle i nieciekawie, że aż strach. Cały czas podczas odsłuchów zastanawiałem się, po co ktokolwiek nagrywa takie rzeczy. Przecież to nawet jak na robienie tła jest zbyt nudne. No ale skoro ktoś tego jednak słucha, a nawet jak Dragon umieszcza w bestce życia, to znaczy, że ma to jakiś sens.
Szczerze mówiąc srogo mnie Dragon zadziwił tą wrzutką. Wiem, że lubi muzykę instrumentalną i nie raz zarzucał nas bardzo dobrą i ciekawą tego typu muzyką. No ale tutaj niestety muszę grzecznie podziękować, ale nie skorzystam. Były już w tej zabawie płyty, które mi się nie podobały. Ale tak bezbarwnie i nijako, to jest pierwszy raz.
Sorry Dragon, wiem, że to niezbyt miłe słowa, ale tak to po prostu odbieram, więc nie będę sztucznie słodził czy ubarwiał.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Nic takiego nie sugerowałem, podchodzę do tego czysto teoretycznie. Akurat jestem dosyć samoświadomy jeśli chodzi o moment, w którym tracę jakiś kontakt z zeitgeistem i nie moją rolą jest mówić młodszym czego mają słychać, a czego nie.Dragon pisze:30 maja 2022 13:55Najczęściej czytam takie teksty jak ten cytowany w kontekście tego, że młodzi ludzie słuchają jakiegoś strasznego gówna, a nie czegoś porządnego, dlatego tak mi się skojarzyło.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Sprawdziłem sobie z ciekawości ile ten Clanton ma lat i okazuje się, że jak najbardziej ma prawo pamiętać takie, rzeczy (rocznik 88), więc odpada opcja, że virtua to głuchy telefon ze zjawiskiem, które zna się tylko z ripow na yt. W innym wypadku, to by było jak odkopywanie dinozaurów i rekonstrukcja ich wyglądu (wiele lat zajęło ludziom dojście do tego, że niektóre miały pióra), a prędzej czy później tak będzie, bo nie chce mi się wierzyć, że tylko roczniki poniżej 1990, bawią się w vapor xd
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
WRACAM W CHWALE.
The Disposable Heroes of Hiphoprisy - Hipocrisy Is the Greatest Luxury
Oto album, który jest rapem (jednocześnie nim nie będąc), a jest genialny. Jaram się niesamowicie, raz, że mam srogie 90s vibes, to jeszcze słyszę w tym Bomb the Bass, słyszę w tym Dee-Lite nawet, niektóre rozwiązania przypominają mi Foxxa (Nation12), tu i ówdzie Killing Joke xD na pierwszy rzut ucha rozpoznałbym to wyłącznie jako hip hop, bo się średnio znam (o czym już wiecie z wątku o ogólnej bestce), ale szybko dotarły do mnie różne dziwne rozwiązania brzmieniowe w tle. O tym zespole usłyszałem teraz pierwszy raz w życiu, być może wpadłbym na nich przez U2 (zapewne tak by było), gdybym słuchał U2, ale w tym konflikcie zawsze stałem po stronie Simple Minds, więc niestety. W każdym razie - ten album to totalny kolaż wszystkiego, i przez to pokazuje, jak świetne rzeczy można wyczyniać z muzyką w ogóle. Przy niektórych numerach (otwieracz, Television, tytułowy, Everyday Life Has Become a Health Risk) słyszę wręcz My Life in the Bush of Ghosts duetu Eno/Byrne. Z kolei podkład w przerywniku INS Greencard brzmi jak spowolnione wejście do Hirnlego Einstuerzende Neubauten. Chorusoflanger na większości breakbeatów (jest mocno zauważalny) daje wrażenie takiego obłożenia dźwiękiem ze wszystkich stron, jakbym słuchał tej muzy w jakiejś hali fabrycznej. Można dostać lekkiego poczucia bycia na kwasie nie będąc na kwasie. Franti naprawdę świetnie daje radę nawet, jeśli nie jest to klasyczny rap (tak, jakby ja wiedział, czym jest klasyczny rap lol). Jego melorecytacje momentami takim trochę przygaszonym i zmęczonym głosem strasznie robią robotę. W Socio-Genetic Experiment w ogóle zalatuje mi strasznie reggae (uwzględniając dobór sampli i bitów, spowolnione tempo, i nagle JEB w pewnym momencie utworu), także nie ma tutaj zamknięcia się na jakiś konkretny zestaw rozwiązań. Jest w pytę. Najlepszy dla mnie na albumie jest otwieracz, Television, The Winter of the Long Hot Summer, tytułowy rzecz jasna, wyżej wspomniany S-GE, FENOMENALNE Music and Politics, gdzie mam jakąś pokręconą kombinację jazzu i lounge, a Franti momentami brzmi niczym Louie Austen xD propsuję też California Uber Alles i zamknięcie, choć nie walnęło mnie po głowie tak mocno jak Satanic Reverses (Hien wspomniał, że ten utwór ma nieco komiczny tekst, a dla mnie cały w odbiorze taki jest nieco. I... nadal jest ekstra. Zaskoczenie miesiąca, zapisuję ten album na liście i zasysam chyba z SS, bo będę musiał się jeszcze raz wsłuchać w warstwę tekstową. Nieco lepiej mi było się wsłuchiwać to, co tam Franti męczy pod nosem bez czytania (co rzadko mi się zdarza w hip hopie nie po polsku z jakiegoś powodu), ale mam wrażenie, że ucieka mi sporo smaczków (jeszcze dodam, że tekstowo najbardziej mi się podoba Financial Leprosy). Kapitalna płyta, Hien jak zawsze wyciągnie jakiegoś odjazdowego królika z kapelusza, i królik okazuje się być zającem (Poziomką ofc). Wchodzi wysoko na liście w kolejce ^^
I przy okazji:
ESPRIT 空想 - virtua.zip
Do vaporwave'u mam bardzo mieszany stosunek, ale jednak idzie trochę na plus. Primo, lubię elektronikę, secundo, lubię wszelkiego rodzaju przeszkadzajki, distorty, detuny i tym podobne, tertio, lubię słuchać muzyki tła, zwłaszcza czegoś, co przypomina źle nastrojone radio, przeskakiwanie kanałów i innych gówien (to taka moja prywatna duchologia). Coś tam w tle nawala przy pomocy sampli/zagrywek/riffów wyciągniętych z czegoś w rodzaju ejtisowej library music i jest fajnie. Jednocześnie zgadzam się, że to jest trochę muzyka-mem. Oryginalności w niej od dawna za grosz, ale właściwie to mam w to wyje*ane, bo wrażenia słuchowe są spoko. Vapor też mi się nieodzownie kojarzy z latem, albo późną wiosną przynajmniej, wakacjami. Niektóre zabiegi na albumie przypominały mi mocno Moon Wiring Club (wrzucę do jednej z bestek), a więc jest niby fajnie, letnio właśnie i lekko jednocześnie, a jednak zasiewa się wokół niepokój. Podobne odczucia miałem słuchając niektórych albumów Boards of Canada. Takie rzeczy zdecydowanie wpasowują się w moje fale, wyobrażam sobie przydymiony od zielska pokój w którym jest ni to różowo, ni zielono, ni niebiesko, zachodzące słońce wpada przez częściowo połamane żaluzje, przy drzwiach do klopa ktoś zgonuje, na rozkładanym fotelu obitym tanim skajem przysypia półnaga, wytatuowana laska upieprzona keczupem od wczorajszych frytek, a ja usilnie próbuję znaleźć drugiego buta gdyż właśnie się zorientowałem, że trzeba do roboty (minus żaluzje coś podobnego mi się kiedyś przydarzyło, tyle że zamiast typowych vaporów leciał Zeppy Zep, naciąganie, ale podobny klimat). Momentami słuchając takich rzeczy mam wrażenie, iż mam do czynienia z muzyką z jakichś nigdy nie ukończonych gier wideo na automaty albo przynajmniej Windę 95. To jest dla mnie mechanizm napędowy nostalgii wtórnej, gdzie tak naprawdę "tęsknię" za pewnymi wyobrażeniami dot. pewnych rzeczy i zjawisk, nawet, jeśli nigdy nie miały one miejsca w moim życiu. Jednocześnie z jakichś powodów uskuteczniam tego typu zabiegi odkąd pamiętam, więc nie mam z tym żadnego problemu. Ani z płytą od Dragona. Ja daję okejkę, to był fajny seans, aż idę sobie lolka skręcić.
The Disposable Heroes of Hiphoprisy - Hipocrisy Is the Greatest Luxury
Oto album, który jest rapem (jednocześnie nim nie będąc), a jest genialny. Jaram się niesamowicie, raz, że mam srogie 90s vibes, to jeszcze słyszę w tym Bomb the Bass, słyszę w tym Dee-Lite nawet, niektóre rozwiązania przypominają mi Foxxa (Nation12), tu i ówdzie Killing Joke xD na pierwszy rzut ucha rozpoznałbym to wyłącznie jako hip hop, bo się średnio znam (o czym już wiecie z wątku o ogólnej bestce), ale szybko dotarły do mnie różne dziwne rozwiązania brzmieniowe w tle. O tym zespole usłyszałem teraz pierwszy raz w życiu, być może wpadłbym na nich przez U2 (zapewne tak by było), gdybym słuchał U2, ale w tym konflikcie zawsze stałem po stronie Simple Minds, więc niestety. W każdym razie - ten album to totalny kolaż wszystkiego, i przez to pokazuje, jak świetne rzeczy można wyczyniać z muzyką w ogóle. Przy niektórych numerach (otwieracz, Television, tytułowy, Everyday Life Has Become a Health Risk) słyszę wręcz My Life in the Bush of Ghosts duetu Eno/Byrne. Z kolei podkład w przerywniku INS Greencard brzmi jak spowolnione wejście do Hirnlego Einstuerzende Neubauten. Chorusoflanger na większości breakbeatów (jest mocno zauważalny) daje wrażenie takiego obłożenia dźwiękiem ze wszystkich stron, jakbym słuchał tej muzy w jakiejś hali fabrycznej. Można dostać lekkiego poczucia bycia na kwasie nie będąc na kwasie. Franti naprawdę świetnie daje radę nawet, jeśli nie jest to klasyczny rap (tak, jakby ja wiedział, czym jest klasyczny rap lol). Jego melorecytacje momentami takim trochę przygaszonym i zmęczonym głosem strasznie robią robotę. W Socio-Genetic Experiment w ogóle zalatuje mi strasznie reggae (uwzględniając dobór sampli i bitów, spowolnione tempo, i nagle JEB w pewnym momencie utworu), także nie ma tutaj zamknięcia się na jakiś konkretny zestaw rozwiązań. Jest w pytę. Najlepszy dla mnie na albumie jest otwieracz, Television, The Winter of the Long Hot Summer, tytułowy rzecz jasna, wyżej wspomniany S-GE, FENOMENALNE Music and Politics, gdzie mam jakąś pokręconą kombinację jazzu i lounge, a Franti momentami brzmi niczym Louie Austen xD propsuję też California Uber Alles i zamknięcie, choć nie walnęło mnie po głowie tak mocno jak Satanic Reverses (Hien wspomniał, że ten utwór ma nieco komiczny tekst, a dla mnie cały w odbiorze taki jest nieco. I... nadal jest ekstra. Zaskoczenie miesiąca, zapisuję ten album na liście i zasysam chyba z SS, bo będę musiał się jeszcze raz wsłuchać w warstwę tekstową. Nieco lepiej mi było się wsłuchiwać to, co tam Franti męczy pod nosem bez czytania (co rzadko mi się zdarza w hip hopie nie po polsku z jakiegoś powodu), ale mam wrażenie, że ucieka mi sporo smaczków (jeszcze dodam, że tekstowo najbardziej mi się podoba Financial Leprosy). Kapitalna płyta, Hien jak zawsze wyciągnie jakiegoś odjazdowego królika z kapelusza, i królik okazuje się być zającem (Poziomką ofc). Wchodzi wysoko na liście w kolejce ^^
I przy okazji:
ESPRIT 空想 - virtua.zip
Do vaporwave'u mam bardzo mieszany stosunek, ale jednak idzie trochę na plus. Primo, lubię elektronikę, secundo, lubię wszelkiego rodzaju przeszkadzajki, distorty, detuny i tym podobne, tertio, lubię słuchać muzyki tła, zwłaszcza czegoś, co przypomina źle nastrojone radio, przeskakiwanie kanałów i innych gówien (to taka moja prywatna duchologia). Coś tam w tle nawala przy pomocy sampli/zagrywek/riffów wyciągniętych z czegoś w rodzaju ejtisowej library music i jest fajnie. Jednocześnie zgadzam się, że to jest trochę muzyka-mem. Oryginalności w niej od dawna za grosz, ale właściwie to mam w to wyje*ane, bo wrażenia słuchowe są spoko. Vapor też mi się nieodzownie kojarzy z latem, albo późną wiosną przynajmniej, wakacjami. Niektóre zabiegi na albumie przypominały mi mocno Moon Wiring Club (wrzucę do jednej z bestek), a więc jest niby fajnie, letnio właśnie i lekko jednocześnie, a jednak zasiewa się wokół niepokój. Podobne odczucia miałem słuchając niektórych albumów Boards of Canada. Takie rzeczy zdecydowanie wpasowują się w moje fale, wyobrażam sobie przydymiony od zielska pokój w którym jest ni to różowo, ni zielono, ni niebiesko, zachodzące słońce wpada przez częściowo połamane żaluzje, przy drzwiach do klopa ktoś zgonuje, na rozkładanym fotelu obitym tanim skajem przysypia półnaga, wytatuowana laska upieprzona keczupem od wczorajszych frytek, a ja usilnie próbuję znaleźć drugiego buta gdyż właśnie się zorientowałem, że trzeba do roboty (minus żaluzje coś podobnego mi się kiedyś przydarzyło, tyle że zamiast typowych vaporów leciał Zeppy Zep, naciąganie, ale podobny klimat). Momentami słuchając takich rzeczy mam wrażenie, iż mam do czynienia z muzyką z jakichś nigdy nie ukończonych gier wideo na automaty albo przynajmniej Windę 95. To jest dla mnie mechanizm napędowy nostalgii wtórnej, gdzie tak naprawdę "tęsknię" za pewnymi wyobrażeniami dot. pewnych rzeczy i zjawisk, nawet, jeśli nigdy nie miały one miejsca w moim życiu. Jednocześnie z jakichś powodów uskuteczniam tego typu zabiegi odkąd pamiętam, więc nie mam z tym żadnego problemu. Ani z płytą od Dragona. Ja daję okejkę, to był fajny seans, aż idę sobie lolka skręcić.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
POWRÓT KRÓLA 
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
No i wszystko się wyjaśniło.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Dev nie wyrósł z brania strony w "sporach" zespołów, dobrze wiedzieć xd
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Melki i mintaj, czekamy (no dobra, tak naprawdę najbardziej to czeka Dragon i czekam ja bo chciałbym już żebyście słuchali mojej płyty xD ). Ale liczę że do końca tygodnia temat virtua.zip zakończymy 
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Esprit 空想 - virtua.zip
Hmmm... tytuły ścieżek są co najmniej zastanawiające... jakby ktoś sobie robił jaja. Muzyka nierozłącznie kojarzy mi się z dźwiękami wydawanymi przez komputer i inne tym podobne urządzenia. Słucha się tego jak odgłosów z reklamy, dżingli czy jakichś innych dźwięków tła, ale jakoś nie bardzo potrafię o tym mówić jak o muzyce. Wcale niełatwo się tego słucha, to jest trudno zapamiętywalne, nim wzbudzi skojarzenia, to już zdąży się skończyć. I w gruncie rzeczy to jest dość zamulające, to nie jak Vangelis, że pomaga coś zilustrować, to jest raczej jak plamy, jak lanie wosku, po którym sam musisz zinterpretować, co to właściwie wyszło i co znaczy. I jakoś mi się to średnio podoba, wolę, jak autor podejmuje rozmowę zamiast rzucić: "macie, słuchajcie". Tam się generalnie niewiele dzieje, dla mnie to się nie nadaje na tło, bo za bardzo przypomina różne dziwne odgłosy urządzeń, które każą sprawdzić, czy się coś nie stało. Coś z kompletnie innej bajki niż moja. O poszczególnych ścieżkach trudno mi cokolwiek powiedzieć, to jak dźwięki z Windowsa itd., po co się w to wsłuchiwać na serio? Nie rozumiem. Nigdy nie słuchałem vaporwave'u i chyba nie zacznę. Nie słyszałem też o ideach za tym stojących i nie brzmią one zachęcająco. Żadnej nostalgii we mnie nie budzi. Coś takiego w bestce życia? Bardzo odważne
.
Hmmm... tytuły ścieżek są co najmniej zastanawiające... jakby ktoś sobie robił jaja. Muzyka nierozłącznie kojarzy mi się z dźwiękami wydawanymi przez komputer i inne tym podobne urządzenia. Słucha się tego jak odgłosów z reklamy, dżingli czy jakichś innych dźwięków tła, ale jakoś nie bardzo potrafię o tym mówić jak o muzyce. Wcale niełatwo się tego słucha, to jest trudno zapamiętywalne, nim wzbudzi skojarzenia, to już zdąży się skończyć. I w gruncie rzeczy to jest dość zamulające, to nie jak Vangelis, że pomaga coś zilustrować, to jest raczej jak plamy, jak lanie wosku, po którym sam musisz zinterpretować, co to właściwie wyszło i co znaczy. I jakoś mi się to średnio podoba, wolę, jak autor podejmuje rozmowę zamiast rzucić: "macie, słuchajcie". Tam się generalnie niewiele dzieje, dla mnie to się nie nadaje na tło, bo za bardzo przypomina różne dziwne odgłosy urządzeń, które każą sprawdzić, czy się coś nie stało. Coś z kompletnie innej bajki niż moja. O poszczególnych ścieżkach trudno mi cokolwiek powiedzieć, to jak dźwięki z Windowsa itd., po co się w to wsłuchiwać na serio? Nie rozumiem. Nigdy nie słuchałem vaporwave'u i chyba nie zacznę. Nie słyszałem też o ideach za tym stojących i nie brzmią one zachęcająco. Żadnej nostalgii we mnie nie budzi. Coś takiego w bestce życia? Bardzo odważne
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Esprit 想空 - virtua.zip
Nie jestem fanem vaporwave'u. Niby rozumiem jaki zamysł za tym stoi, niby powinienem kupić koncept dekonstrukcji zjawisk typu Windows 95, PSX czy nwm VHS, bo akurat jako przedstawiciel rocznika 92 moje dzieciństwo przypadalo na czasy, gdy ww. rzeczy przechodziły do lamusa. Zrzucam winę na internet, bo swego czasu ta estetyka była popularna i stała się memem, który przeforsowano i zarżnięto. Fakt, że popkultura od pewnego czasu żyje przeszłością też nie pomaga. xd Dawno, dawno temu przesluchałem ten słynny album Macintosh Plus, który to też stał się memem i matko boska jakie to było chujowe - beznadziejnie nudny muzak oraz po prostu spowolniony przebój Diany Ross z lat 80 na który ktoś nałożył parę efektów. xd No cóż, kultura internetowa raczej nie odnajduje się w formach dłuższych niż śmieszne obrazki czy krótkie filmiki, bo - niestety - często ma niewiele do zaoferowania, vapor był (jest?) dla mnie tego dobrym przykładem, bo jednak umówmy się, że zniekształcone stare jingle/piosenki mają niską wartość muzyczną.
Mimo to byłem ciekaw wrzuty Dragona, bo co jak co, ale badziewia nie wrzuca, a ten Windows 95 który to kiedyś zapodał był całkiem spoko. Nie dostałem banalnej rzezi na estetyce starych gierek i Windowsów, co mnie cieszy. Dostałem porcję muzycznej DUCHOLOGII. Sorry Musiał i reszta, ale to określenie pasuje tu idealnie - te sample przywołują mnóstwo mglistych, rozmytych skojarzeń z dawnej i mniej dawnej przeszłości, cały czas mam wrażenie, że obcuję z czymś, z czym miałem do czynienia, ale pamiętam to słabo, że nie jestem w stanie sobie przypomnieć z czym. Trochę słyszę tu klasyczny dragon-core, trochę Boards of Canada (czyli w sumie to samo hahaha), ale to wszystko jest mocno zanurzone w sosie dźwięków ze starych konsol, randomowych piosenek słyszanych na koloniach czy jingli z programów telewizyjnych.
Doceniam to, że płyta jest dośc krótka, bo odnoszę dziwne wrażenie, że gdyby trwała nieco tylko dłużej, to by mogła mnie zmęczyć. Ale ciężko mi to zweryfikować. xd W kwestii tzw. formalnej jestem akurat fanem tego, że składa się z krótkich, postrzępionych i pourywanych dźwięków. Na początku chciałem napisać, że to soundtrack do filmu, który nie istnieje, ale jednak uznałem, że to w ch00y banalne. xD Ten koncept idealnie mi pasuje do albumu mocno ulokowanego w hauntologii (czy tam duchologii, ale wątpie by ktokolwiek odpowiedzialny za tym projektem znał się z Drendą (tak jak ja), zwłaszcza, że w 2014 była raczej postacią anonimową xd), w mglistych, zakurzonych i chaotycznych wspomnieniach. Szczerze mówiąc ten bonus trochę mi tu nie pasuje, jest trochę za długi i sprawia wrażenie jakiegoś takiego meh, może to właśnie przez to, że brzmi dość normalnie xd
Ale ogólnie bardzo spoko. Miło czasem odnaleźć coś fajnego w nurcie, w którym by się spoko rzeczy nie szukało. Daję okejke i możemy lecieć dalej, bo już murzyn z pejczem mnie tu pogania - za moich czasów było na odwrót....
Nie jestem fanem vaporwave'u. Niby rozumiem jaki zamysł za tym stoi, niby powinienem kupić koncept dekonstrukcji zjawisk typu Windows 95, PSX czy nwm VHS, bo akurat jako przedstawiciel rocznika 92 moje dzieciństwo przypadalo na czasy, gdy ww. rzeczy przechodziły do lamusa. Zrzucam winę na internet, bo swego czasu ta estetyka była popularna i stała się memem, który przeforsowano i zarżnięto. Fakt, że popkultura od pewnego czasu żyje przeszłością też nie pomaga. xd Dawno, dawno temu przesluchałem ten słynny album Macintosh Plus, który to też stał się memem i matko boska jakie to było chujowe - beznadziejnie nudny muzak oraz po prostu spowolniony przebój Diany Ross z lat 80 na który ktoś nałożył parę efektów. xd No cóż, kultura internetowa raczej nie odnajduje się w formach dłuższych niż śmieszne obrazki czy krótkie filmiki, bo - niestety - często ma niewiele do zaoferowania, vapor był (jest?) dla mnie tego dobrym przykładem, bo jednak umówmy się, że zniekształcone stare jingle/piosenki mają niską wartość muzyczną.
Mimo to byłem ciekaw wrzuty Dragona, bo co jak co, ale badziewia nie wrzuca, a ten Windows 95 który to kiedyś zapodał był całkiem spoko. Nie dostałem banalnej rzezi na estetyce starych gierek i Windowsów, co mnie cieszy. Dostałem porcję muzycznej DUCHOLOGII. Sorry Musiał i reszta, ale to określenie pasuje tu idealnie - te sample przywołują mnóstwo mglistych, rozmytych skojarzeń z dawnej i mniej dawnej przeszłości, cały czas mam wrażenie, że obcuję z czymś, z czym miałem do czynienia, ale pamiętam to słabo, że nie jestem w stanie sobie przypomnieć z czym. Trochę słyszę tu klasyczny dragon-core, trochę Boards of Canada (czyli w sumie to samo hahaha), ale to wszystko jest mocno zanurzone w sosie dźwięków ze starych konsol, randomowych piosenek słyszanych na koloniach czy jingli z programów telewizyjnych.
Doceniam to, że płyta jest dośc krótka, bo odnoszę dziwne wrażenie, że gdyby trwała nieco tylko dłużej, to by mogła mnie zmęczyć. Ale ciężko mi to zweryfikować. xd W kwestii tzw. formalnej jestem akurat fanem tego, że składa się z krótkich, postrzępionych i pourywanych dźwięków. Na początku chciałem napisać, że to soundtrack do filmu, który nie istnieje, ale jednak uznałem, że to w ch00y banalne. xD Ten koncept idealnie mi pasuje do albumu mocno ulokowanego w hauntologii (czy tam duchologii, ale wątpie by ktokolwiek odpowiedzialny za tym projektem znał się z Drendą (tak jak ja), zwłaszcza, że w 2014 była raczej postacią anonimową xd), w mglistych, zakurzonych i chaotycznych wspomnieniach. Szczerze mówiąc ten bonus trochę mi tu nie pasuje, jest trochę za długi i sprawia wrażenie jakiegoś takiego meh, może to właśnie przez to, że brzmi dość normalnie xd
Ale ogólnie bardzo spoko. Miło czasem odnaleźć coś fajnego w nurcie, w którym by się spoko rzeczy nie szukało. Daję okejke i możemy lecieć dalej, bo już murzyn z pejczem mnie tu pogania - za moich czasów było na odwrót....
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Hehehe dobre sobie, młodszy jesteś ale za Twoich czasów xd
Smoku prosimy o podsumowanie jak coś.
Smoku prosimy o podsumowanie jak coś.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Dobra, w takim razie dorzucam podsumowanie. Bardzo dobrze, że trochę tych refleksji na uboczu było. Dla paru osób to rzeczywiście mogło być zderzenie ze sztuką w formacie raczej nieprzyswajalnym. O koncepcie już nawet nie wspomnę. O warstwie memicznej też, bo pod tym względem można przebijać się przez masę internetowych śmieci, a to sedno gdzieś się rozmywa. Dobry vaporek nie powinien być dla mnie bardzo pretensjonalny, a Macintosh Plus i inne tego typu rzeczy są niebezpiecznie blisko przesadzenia, chyba że ktoś czuje, że bliskie mu są klimaty poszukiwania jakichś ejtisowych kawałków podanych w spowolnionej formie z nałożonymi efektami.
Jest szansa, że będzie i druga płyta vaporowa, ale ogrywająca ten temat znacznie szerzej, będzie znacznie więcej kontekstów, w tym co mogę wrzucić raczej nie będzie chodzić tylko o sentymentalizm i czysty, jednowymiarowy vibe. Ambienty w takim stylu też się tworzy, ale w wielu przypadkach tam zostaje już tylko sam klimat, samplingu nie ma żadnego. Tutaj było dużo imitacji przez filtry i jakieś pojedyncze wokalizy, ale ten materiał powstawał współcześnie, tych parę lat temu. Na Bandcampie Clantona/Esprit jest o tym wzmianka.
Dragon-core... fajne, to mi się podoba xD A BoC to już chyba nawet nie muszę zapowiadać, na 100% będą i tu i tu
Jest szansa, że będzie i druga płyta vaporowa, ale ogrywająca ten temat znacznie szerzej, będzie znacznie więcej kontekstów, w tym co mogę wrzucić raczej nie będzie chodzić tylko o sentymentalizm i czysty, jednowymiarowy vibe. Ambienty w takim stylu też się tworzy, ale w wielu przypadkach tam zostaje już tylko sam klimat, samplingu nie ma żadnego. Tutaj było dużo imitacji przez filtry i jakieś pojedyncze wokalizy, ale ten materiał powstawał współcześnie, tych parę lat temu. Na Bandcampie Clantona/Esprit jest o tym wzmianka.
Dragon-core... fajne, to mi się podoba xD A BoC to już chyba nawet nie muszę zapowiadać, na 100% będą i tu i tu