Best of Forum
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Czytam czytam, ale tego nie pamiętam.
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Poczytałem o Arce i już wszystko wiem. I w sumie dobrze myślałem.
Melki, dev, dawajcie. To tylko wrzutka, żadne wielkie przedsięwzięcie.
Melki, dev, dawajcie. To tylko wrzutka, żadne wielkie przedsięwzięcie.
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Czerwone Gitary - Anna Maria
https://www.youtube.com/watch?v=Ynj0n8WpZ7Q
Jeden z moich pierwszych kontaktów z muzyką rozrywkową (polską, rzecz jasna, bo moja mama prezentowała głównie polskich wykonawców - najczęściej z lat jej młodości): mieliśmy w domu całą kolekcję kaset z gatunku Klasyka polskiej piosenki i odtwarzaliśmy je na starych, wtedy jeszcze działających magnetofonach (początek tego musiał mieć miejsce jeszcze w latach 90., nie pamiętam, kiedy po raz ostatni sięgnąłem po te kasety, w pewnym momencie odkryłem Youtube'a i jakoś zbiegło się to z zakończeniem żywota leciwego, zasłużonego magnetofonu - jednego, drugi poszedł w odstawkę, ale coś tam jeszcze odtwarza). Nie znałem wtedy żadnych niemal piosenek zagranicznych wykonawców (poza, rzecz jasna, tymi granymi w radiu). Na tych kasetach na pewno nie było niczego rockowego - długo słabo znałem tę estetykę (mamie była obca), był bigbit, był Bolter, były Czerwone Gitary, Stan Borys...
Generalnie na pewno nie było tam muzyki agresywnej, raczej wesoła, taneczna lub melancholijna (bo Krajewski). Dziś już się tak nie śpiewa, to na pewno duża strata, jeśli chodzi o tamtą epokę, coś bezpowrotnie odeszło w przeszłość. Podobnie jak miękkość instrumentów, akompaniamentu.
Myślę też, że dziś inaczej podchodzę do tamtej muzyki, pewne rzeczy wchodzą mi łatwiej (po prostu mniej więcej wiem, czego się spodziewać po tej konwencji), a to, że piosenki mają 50-60 lat, sprawia tylko, że traktuję to mniej więcej jak jakieś pisma sprzed wielu lat, świadectwa swoich czasów.
Sądzę też, że mój stosunek do wymienionej tu piosenki też się zmienił. Nadal podchodzę do niej jak do utworu bardzo wzniosłego (może ponadprzeciętnie), delikatnego, bardzo czystego, aczkolwiek widzę, że od lat 60. bardzo się oddaliłem (kiedyś to było 30 lat, dziś 60) i potrzebuję zupełnie innego niż zwykle nastroju, żeby spokojnie Anny Marii, Anny czy innej Brzyduli i rudzielca słuchać (szczególnie, jak się słucha śpiewającej pani). Czerwone Gitary miały u nas specjalne miejsce, te kasety grały bardzo często i chyba się dotąd nie zdarły.
Piękna rzecz. O Czerwonych Gitarach tu na pewno musiało być.
https://www.youtube.com/watch?v=Ynj0n8WpZ7Q
Jeden z moich pierwszych kontaktów z muzyką rozrywkową (polską, rzecz jasna, bo moja mama prezentowała głównie polskich wykonawców - najczęściej z lat jej młodości): mieliśmy w domu całą kolekcję kaset z gatunku Klasyka polskiej piosenki i odtwarzaliśmy je na starych, wtedy jeszcze działających magnetofonach (początek tego musiał mieć miejsce jeszcze w latach 90., nie pamiętam, kiedy po raz ostatni sięgnąłem po te kasety, w pewnym momencie odkryłem Youtube'a i jakoś zbiegło się to z zakończeniem żywota leciwego, zasłużonego magnetofonu - jednego, drugi poszedł w odstawkę, ale coś tam jeszcze odtwarza). Nie znałem wtedy żadnych niemal piosenek zagranicznych wykonawców (poza, rzecz jasna, tymi granymi w radiu). Na tych kasetach na pewno nie było niczego rockowego - długo słabo znałem tę estetykę (mamie była obca), był bigbit, był Bolter, były Czerwone Gitary, Stan Borys...
Generalnie na pewno nie było tam muzyki agresywnej, raczej wesoła, taneczna lub melancholijna (bo Krajewski). Dziś już się tak nie śpiewa, to na pewno duża strata, jeśli chodzi o tamtą epokę, coś bezpowrotnie odeszło w przeszłość. Podobnie jak miękkość instrumentów, akompaniamentu.
Myślę też, że dziś inaczej podchodzę do tamtej muzyki, pewne rzeczy wchodzą mi łatwiej (po prostu mniej więcej wiem, czego się spodziewać po tej konwencji), a to, że piosenki mają 50-60 lat, sprawia tylko, że traktuję to mniej więcej jak jakieś pisma sprzed wielu lat, świadectwa swoich czasów.
Sądzę też, że mój stosunek do wymienionej tu piosenki też się zmienił. Nadal podchodzę do niej jak do utworu bardzo wzniosłego (może ponadprzeciętnie), delikatnego, bardzo czystego, aczkolwiek widzę, że od lat 60. bardzo się oddaliłem (kiedyś to było 30 lat, dziś 60) i potrzebuję zupełnie innego niż zwykle nastroju, żeby spokojnie Anny Marii, Anny czy innej Brzyduli i rudzielca słuchać (szczególnie, jak się słucha śpiewającej pani). Czerwone Gitary miały u nas specjalne miejsce, te kasety grały bardzo często i chyba się dotąd nie zdarły.
Piękna rzecz. O Czerwonych Gitarach tu na pewno musiało być.
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Pilate - Barely Listening (rok wydania 2006, rok pierwszego odsłuchu 2007)
https://youtu.be/WDO1DkSm_Nc
Dawno, dawno temu był czas, kiedy wreszcie - poza ejtisami - zacząłem słuchać trochę innej muzyki. Głównie przez wrzutki znajomych (jeśli chodzi o ścisłość - jednego znajomego właściwie), ale też jakieś własne odkrycia, pod wpływem Vivy, radia, etc. Czasem czegoś, co leciało w centrum handlowym lol (tak kilka lat później ogarnąłem, że PSB wciąż żyją i nagrywają i to naprawdę fajne rzeczy). Było to mocno kontrastujące z moimi ejtisami nawet, jeśli te powoli wkraczały w dość obskurne rejony (vide Wall of Vdoopoo). Do dziś mam taki wielki folder z masą luźnych empetrójek, z których większość pochodzi właśnie z tamtych czasów - lubię sobie odpalić from time to time i pokazuje to, jaki mógłbym mieć gust gdyby nie moja wieczna orientacja w stronę słodko-mrocznych syntezatorów i włosów z dupy. Wyżej wymieniony znajomy wysłał mi ten kawałek jakoś późnym latem 2007. Nie mogłem sobie przypomnieć, skąd on o nim wiedział (bo całym zespołem się nigdy nie interesował), a przy okazji riserczu wszedłem na Wiki o tym poczytać, no i okazało się, że numer był użyty w grze NHL 07 z której to właśnie gry go znał xD on potrzebował czegoś naprawdę dobrego, żeby go zainteresowało (to ten sam typ co od Nicka Cave'a), więc cokolwiek wrzucił kupowałem trochę w ciemno. Poznałem tak parę dobrych rzeczy, jak np. Soft Machine czy Meat Puppets, ale też parę totalnie randomowych stuffów, co to niedługo potem mogły się znaleźć na OSTach do Zmierzchów (tam była masa takich kawałków w cały świat, o czym już wspominał wcześniej Golas przy okazji Blue Foundation). Takim randomem było Pilate (z jakiegoś powodu na SS tagowane jako Pilates, może autokorekta xD) z tym właśnie numerem. A co to za numer?
Właściwie na pierwszy rzut ucha nic szczególnego, taki "alternatywno rockowo-popowy" kawałek jakich nagrano masę i wszystkie trochę do siebie podobne i wszystkie oczywiście do bólu radio friendly, i nawet na Esce szło by je usłyszeć, gdyby ktoś chciał je tutaj puszczać. A jednak bardzo mi się wkręcał z każdym kolejnym odsłuchem, choć trudno nazwać go odkrywczym. Muzyka przypomina trochę Death Cab for Cutie, co nie jest może specjalnie zachęcające, zaś tekst w odrobinę pretensjonalny sposób traktuje o pożegnaniu z wiarą. Przy tym wszystkim tempo utworu i ogólne jego brzmienie jakoś całość ładnie wrzucają na lepszy poziom, zaś pół-mamrotany refren w towarzystwie nieco aż piszczącej gitary strasznie świdruje mi przez głowę (prawdę mówiąc to od refrenu się u mnie zaczęło, w sensie właśnie on mnie tu najbardziej kupił). Często wracałem do tego kawałka ale w bardzo losowych momentach, czyli dokładnie wtedy, kiedy przypominałem sobie o jego istnieniu. Jest dla mnie, subiektywnie, przy masie tego typu papki naprawdę strawny, nawet jeśli już wtedy był to odgrzewany kotlet. Wiem, że znów ktoś może powiedzieć, że nie do końca licuje to z powagą bestki (taka argumentacja znaczy), ale dla mnie ten kawałek miał wówczas kolosalne znaczenie, gdyż zaczął mnie otwierać (wraz z Killersami) na tego typu muzę, co doprowadziło do pewnych przełamań stylistycznych w moim guście (ich owocem były choćby Archive i Interpol). Plus jak słyszę ten refren zawsze zaczynam automatycznie śpiewać, lubię go. Ten track jest super, podobnie jak PotF jest super, a Wy się nie znacie profani xD Nie no, żartuję, CHOCIAŻ...
https://youtu.be/WDO1DkSm_Nc
Dawno, dawno temu był czas, kiedy wreszcie - poza ejtisami - zacząłem słuchać trochę innej muzyki. Głównie przez wrzutki znajomych (jeśli chodzi o ścisłość - jednego znajomego właściwie), ale też jakieś własne odkrycia, pod wpływem Vivy, radia, etc. Czasem czegoś, co leciało w centrum handlowym lol (tak kilka lat później ogarnąłem, że PSB wciąż żyją i nagrywają i to naprawdę fajne rzeczy). Było to mocno kontrastujące z moimi ejtisami nawet, jeśli te powoli wkraczały w dość obskurne rejony (vide Wall of Vdoopoo). Do dziś mam taki wielki folder z masą luźnych empetrójek, z których większość pochodzi właśnie z tamtych czasów - lubię sobie odpalić from time to time i pokazuje to, jaki mógłbym mieć gust gdyby nie moja wieczna orientacja w stronę słodko-mrocznych syntezatorów i włosów z dupy. Wyżej wymieniony znajomy wysłał mi ten kawałek jakoś późnym latem 2007. Nie mogłem sobie przypomnieć, skąd on o nim wiedział (bo całym zespołem się nigdy nie interesował), a przy okazji riserczu wszedłem na Wiki o tym poczytać, no i okazało się, że numer był użyty w grze NHL 07 z której to właśnie gry go znał xD on potrzebował czegoś naprawdę dobrego, żeby go zainteresowało (to ten sam typ co od Nicka Cave'a), więc cokolwiek wrzucił kupowałem trochę w ciemno. Poznałem tak parę dobrych rzeczy, jak np. Soft Machine czy Meat Puppets, ale też parę totalnie randomowych stuffów, co to niedługo potem mogły się znaleźć na OSTach do Zmierzchów (tam była masa takich kawałków w cały świat, o czym już wspominał wcześniej Golas przy okazji Blue Foundation). Takim randomem było Pilate (z jakiegoś powodu na SS tagowane jako Pilates, może autokorekta xD) z tym właśnie numerem. A co to za numer?
Właściwie na pierwszy rzut ucha nic szczególnego, taki "alternatywno rockowo-popowy" kawałek jakich nagrano masę i wszystkie trochę do siebie podobne i wszystkie oczywiście do bólu radio friendly, i nawet na Esce szło by je usłyszeć, gdyby ktoś chciał je tutaj puszczać. A jednak bardzo mi się wkręcał z każdym kolejnym odsłuchem, choć trudno nazwać go odkrywczym. Muzyka przypomina trochę Death Cab for Cutie, co nie jest może specjalnie zachęcające, zaś tekst w odrobinę pretensjonalny sposób traktuje o pożegnaniu z wiarą. Przy tym wszystkim tempo utworu i ogólne jego brzmienie jakoś całość ładnie wrzucają na lepszy poziom, zaś pół-mamrotany refren w towarzystwie nieco aż piszczącej gitary strasznie świdruje mi przez głowę (prawdę mówiąc to od refrenu się u mnie zaczęło, w sensie właśnie on mnie tu najbardziej kupił). Często wracałem do tego kawałka ale w bardzo losowych momentach, czyli dokładnie wtedy, kiedy przypominałem sobie o jego istnieniu. Jest dla mnie, subiektywnie, przy masie tego typu papki naprawdę strawny, nawet jeśli już wtedy był to odgrzewany kotlet. Wiem, że znów ktoś może powiedzieć, że nie do końca licuje to z powagą bestki (taka argumentacja znaczy), ale dla mnie ten kawałek miał wówczas kolosalne znaczenie, gdyż zaczął mnie otwierać (wraz z Killersami) na tego typu muzę, co doprowadziło do pewnych przełamań stylistycznych w moim guście (ich owocem były choćby Archive i Interpol). Plus jak słyszę ten refren zawsze zaczynam automatycznie śpiewać, lubię go. Ten track jest super, podobnie jak PotF jest super, a Wy się nie znacie profani xD Nie no, żartuję, CHOCIAŻ...
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Niezły bigos....
Kolejka 21:
https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... TowX0m1hWY
Total:
https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... DSpe0mCviP
Kolejka 21:
https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... TowX0m1hWY
Total:
https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... DSpe0mCviP
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Ta totalna plejka na YouTubie bardzo przydatna, już wcześniej ją sobie zapisałem i teraz widzę tylko powiększającą się liczbę utworów, to będzie idealna ściągawka na podsumowanie
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Ta playlista to moja ulubiona playlista zawierająca Czerwone Gitary i Swans jednocześnie
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Jacka Wójcickiego z Klausem też do tej pory nigdzie nie widziałem razem
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Może na planie Listy Schindlera była osoba o takim imieniu
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Slowdive - When The Sun Hits
Mała anegdota kontekstowa. W 2017 r., dwóch moich kolegów, z którymi mamy fajną konfe na msngerze, dowiedziało się, że ja nie znam Slowdive. Rozpoczęła się akcja zapoznawcza, a jako że wyszło to przy okazji premiery nowej płyty, to zrobiliśmy jej synchro. O ja pierniczę, jaka to była wpadka. W ogóle mi się ten album nie spodobał, odbiłem się jak piłka od rakiety Świątek. Koledzy szybko zorientowali się, że dali dupy jako nauczyciele i szybko zorganizowali wspólne słuchanie „Souvlaki” i to był moment „no, prostytutka!” oraz pukania się w czoło, dlaczego wcześniej tego nie posłuchaliśmy. Ja nie jestem jakimś wielkim fanem Slowdive, ale szanuję bardzo te starsze albumy, brzmienie, itd. Nie wiem jak reszta, ale jestem w stanie sobie wyobrazić jaką moc musiało mieć „When the Sun Hits” na żywo, ciary były kiedy sobie to wyobraziłem. Ten kawałek jest jak pędząca fala, która zbiera wszystko po drodze, zresztą jak to shoegaze. Ten młodszy, mały Mentos musiał ostro popłynąć i w sumie się nie dziwię, tez bym popłynął. Obecne szugejzowe granie wydaje mi się jakieś takie pretensjonalne, co jest dziwne, bo to przecież bardzo prosta muzyka. Może chodzi o pozerstwo? Slowdive to OGsi i to słychać. Wszystko tu jest super.
50 Cent - P.I.M.P. (Snoop Dogg Remix)
Wujek się nie cacka. Jezu, jak ten steel pan mnie wkurza, nie da się tego opisać. Te Hawajskie klimaty kompletnie mi tu nie pasują. Poza tym bit jest bardzo spoko. Rap, typowe 00s, 50 Cent na pełnej. To jest właśnie hip-hop przed którym uciekałem, z czasów kiedy to robiłem xD Dziś potrafię tego słuchać i się tym cieszyć. To jest numer, który wkręca się z każdym przesłuchaniem coraz bardziej, podoba mi się nawijka, podobają mi się featy (Snoop <3) i ogólna aura jaką robi ten kawałek. Przenosi mnie to w przeszłość do początków liceum. To jest niesamowita jak muzyka, której się nie lubiło, potrafi po latach przywoływać dobre wspomnienia. Szanuję tę wrzutkę, oklaskuję tę wrzutkę.
Kiddy Smile - Teardrops In The Box
Niby house i powinna noga chodzić, powinno się baunsować i w ogóle kręcić dupą jak patron tego forum. Tymczasem pod tym kątem, numer Murzyna mnie rozczarowuje totalnie. Ten rytm jest taki mdły, a bas płaski, że w ogóle nie mam ochoty się przy tym ruszać. Dopiero potem jak wchodzi arp i hat, to zaczyna się robić interesująco pod tym kątem, ale to szybko znika. I ten cowbell xD Najciekawsze rzeczy dzieją się w tle tego kawałka. Fajne, phasujące pady, wspomniane arpy, dzieje się. To jest numer, który włącza się w aucie, spuszcza szyby i jedzie wieczorem przez centrum z wychyloną głową. Tutaj to by zadziałało fenomenalnie. A ja sobie siedzę przy kompie i brakuje mi tego nocnego klimatu. Z drugiej strony, Murzyna utwór robi przyzwoitą rolę żeby sobie taką atmosferę przywołać kiedy nie ma innych możliwości do tego, więc za to propsy. Spoko kawałek.
Arca Noego – Despacito
No, wrócił Dragon, którego kawałki są spoko. Mało tego, Dragon ma tutaj jakieś faktycznie konkretne wspomnienia, trochę nawet korespondują z tymi mentosowymi, więc ładnie to się w tej kolejce zazębia. Domyślam się, że to na żywo musiało robić konkretne wrażenie, co też otwierało drzwi temu żeby takie wrażenie udało się odtworzyć w domu. Ja takiego ułatwienia nie mam, trochę szkoda, a z drugiej strony, czy to nie jest jakiś mały cziting? Mogę najwyżej pozazdrościć, bo zakładam, że wtedy kawałek spodobałby mi się bardziej, a tak po prostu mi się podoba. Ja się nie znam na scenie queer tzn. dla mnie muzyka to muzyka i tak ją oceniam, bo nie mam w tym wypadku innych narzędzi. Wiadomo, że kontekst tworzy nowe znaczenie i odbiór takich wykonawców, więc muszę na ten moment zaakceptować własne okaleczenie poznawcze (jezu, zaczynam brzmieć jak jakiś, nie wiem, Dragon) i po prostu brać to jako fajny i klimatyczny, elektroniczny numer xD
Czerwone Gitary – Anna Maria
Znam ten kawałek, chyba wszyscy znają słynne „ślepe dzieci” śpiewające chóry. Zwrotki są bardzo dobre (to jest polski "What Becomes of a Broken Hearted"), ale ten refren… kiedy słyszę ten refren to mam ochotę pozabijać te ślepe dzieci, a potem same Czerwone Gitary. Niesamowicie mnie irytuje to „AAAANNAAAAAA MAAAARJAAAAAA”. Szkoda, bo poza tym to jest dosyć fajne, nawet na tle tego co się działo w Polskiej muzyce (a działo się dużo duuuużooo lepiej niż AAAANNAAAA MAAARJAAAA). Czerwone Gitary mogą klękać przez Skaldami (bo te zwrotki nimi pobrzmiewają), chociaż nie można im odmówić uroku i wielu bardzo dobrych utworów. Tutaj tak pół na pół.
Pilate - Barely Listening
Ale co jest złego i niezachęcającego w Death Cab for Cutie? Trochę się bulwersuję, bo będę miał DCfC w drugiej 25 i nie życzę sobie hejtu zawczasu. Faktycznie, brzmi to podobnie, zwłaszcza ten trochę anemiczny wokal, przez co budzi też u mnie skojarzenia z The Notwist (też u mnie będą), chociaż pod koniec facet wyje jak połączenie Bono, Thoma Yorke’a i gościa z Muse. Więc ogólnie na papierze bardzo spoko. W praktyce w sumie też xD Tzn pod kątem brzmienia, bo piosenka jest do przegryzienia. Musiał piszę, że „radio friendly”, oczywiście pejoratywnie, ale sam już nie wiem czy to jest aż takie radiowe. Mało tu chwytliwych rzeczy, refren zapominalny, wychodziły zdecydowanie bardziej „friendly” rzeczy w tym stylu, ale nadal spoko mi się tego słucha. To jest taki numer, że wydaje się, że wiem kogo słucham, mimo że słucham zupełnie nowego wykonawcy. Taka składanka bandów, których słuchałem/słucham. Lubię takie wrzutki u Deva, bo przynajmniej mogę się jakoś po ludzku do tego odnieść jak człowiek, który doświadczył tamtych czasów. Ejtisów to większą część przenieistniałem.
Mała anegdota kontekstowa. W 2017 r., dwóch moich kolegów, z którymi mamy fajną konfe na msngerze, dowiedziało się, że ja nie znam Slowdive. Rozpoczęła się akcja zapoznawcza, a jako że wyszło to przy okazji premiery nowej płyty, to zrobiliśmy jej synchro. O ja pierniczę, jaka to była wpadka. W ogóle mi się ten album nie spodobał, odbiłem się jak piłka od rakiety Świątek. Koledzy szybko zorientowali się, że dali dupy jako nauczyciele i szybko zorganizowali wspólne słuchanie „Souvlaki” i to był moment „no, prostytutka!” oraz pukania się w czoło, dlaczego wcześniej tego nie posłuchaliśmy. Ja nie jestem jakimś wielkim fanem Slowdive, ale szanuję bardzo te starsze albumy, brzmienie, itd. Nie wiem jak reszta, ale jestem w stanie sobie wyobrazić jaką moc musiało mieć „When the Sun Hits” na żywo, ciary były kiedy sobie to wyobraziłem. Ten kawałek jest jak pędząca fala, która zbiera wszystko po drodze, zresztą jak to shoegaze. Ten młodszy, mały Mentos musiał ostro popłynąć i w sumie się nie dziwię, tez bym popłynął. Obecne szugejzowe granie wydaje mi się jakieś takie pretensjonalne, co jest dziwne, bo to przecież bardzo prosta muzyka. Może chodzi o pozerstwo? Slowdive to OGsi i to słychać. Wszystko tu jest super.
50 Cent - P.I.M.P. (Snoop Dogg Remix)
Wujek się nie cacka. Jezu, jak ten steel pan mnie wkurza, nie da się tego opisać. Te Hawajskie klimaty kompletnie mi tu nie pasują. Poza tym bit jest bardzo spoko. Rap, typowe 00s, 50 Cent na pełnej. To jest właśnie hip-hop przed którym uciekałem, z czasów kiedy to robiłem xD Dziś potrafię tego słuchać i się tym cieszyć. To jest numer, który wkręca się z każdym przesłuchaniem coraz bardziej, podoba mi się nawijka, podobają mi się featy (Snoop <3) i ogólna aura jaką robi ten kawałek. Przenosi mnie to w przeszłość do początków liceum. To jest niesamowita jak muzyka, której się nie lubiło, potrafi po latach przywoływać dobre wspomnienia. Szanuję tę wrzutkę, oklaskuję tę wrzutkę.
Kiddy Smile - Teardrops In The Box
Niby house i powinna noga chodzić, powinno się baunsować i w ogóle kręcić dupą jak patron tego forum. Tymczasem pod tym kątem, numer Murzyna mnie rozczarowuje totalnie. Ten rytm jest taki mdły, a bas płaski, że w ogóle nie mam ochoty się przy tym ruszać. Dopiero potem jak wchodzi arp i hat, to zaczyna się robić interesująco pod tym kątem, ale to szybko znika. I ten cowbell xD Najciekawsze rzeczy dzieją się w tle tego kawałka. Fajne, phasujące pady, wspomniane arpy, dzieje się. To jest numer, który włącza się w aucie, spuszcza szyby i jedzie wieczorem przez centrum z wychyloną głową. Tutaj to by zadziałało fenomenalnie. A ja sobie siedzę przy kompie i brakuje mi tego nocnego klimatu. Z drugiej strony, Murzyna utwór robi przyzwoitą rolę żeby sobie taką atmosferę przywołać kiedy nie ma innych możliwości do tego, więc za to propsy. Spoko kawałek.
Arca Noego – Despacito
No, wrócił Dragon, którego kawałki są spoko. Mało tego, Dragon ma tutaj jakieś faktycznie konkretne wspomnienia, trochę nawet korespondują z tymi mentosowymi, więc ładnie to się w tej kolejce zazębia. Domyślam się, że to na żywo musiało robić konkretne wrażenie, co też otwierało drzwi temu żeby takie wrażenie udało się odtworzyć w domu. Ja takiego ułatwienia nie mam, trochę szkoda, a z drugiej strony, czy to nie jest jakiś mały cziting? Mogę najwyżej pozazdrościć, bo zakładam, że wtedy kawałek spodobałby mi się bardziej, a tak po prostu mi się podoba. Ja się nie znam na scenie queer tzn. dla mnie muzyka to muzyka i tak ją oceniam, bo nie mam w tym wypadku innych narzędzi. Wiadomo, że kontekst tworzy nowe znaczenie i odbiór takich wykonawców, więc muszę na ten moment zaakceptować własne okaleczenie poznawcze (jezu, zaczynam brzmieć jak jakiś, nie wiem, Dragon) i po prostu brać to jako fajny i klimatyczny, elektroniczny numer xD
Czerwone Gitary – Anna Maria
Znam ten kawałek, chyba wszyscy znają słynne „ślepe dzieci” śpiewające chóry. Zwrotki są bardzo dobre (to jest polski "What Becomes of a Broken Hearted"), ale ten refren… kiedy słyszę ten refren to mam ochotę pozabijać te ślepe dzieci, a potem same Czerwone Gitary. Niesamowicie mnie irytuje to „AAAANNAAAAAA MAAAARJAAAAAA”. Szkoda, bo poza tym to jest dosyć fajne, nawet na tle tego co się działo w Polskiej muzyce (a działo się dużo duuuużooo lepiej niż AAAANNAAAA MAAARJAAAA). Czerwone Gitary mogą klękać przez Skaldami (bo te zwrotki nimi pobrzmiewają), chociaż nie można im odmówić uroku i wielu bardzo dobrych utworów. Tutaj tak pół na pół.
Pilate - Barely Listening
Ale co jest złego i niezachęcającego w Death Cab for Cutie? Trochę się bulwersuję, bo będę miał DCfC w drugiej 25 i nie życzę sobie hejtu zawczasu. Faktycznie, brzmi to podobnie, zwłaszcza ten trochę anemiczny wokal, przez co budzi też u mnie skojarzenia z The Notwist (też u mnie będą), chociaż pod koniec facet wyje jak połączenie Bono, Thoma Yorke’a i gościa z Muse. Więc ogólnie na papierze bardzo spoko. W praktyce w sumie też xD Tzn pod kątem brzmienia, bo piosenka jest do przegryzienia. Musiał piszę, że „radio friendly”, oczywiście pejoratywnie, ale sam już nie wiem czy to jest aż takie radiowe. Mało tu chwytliwych rzeczy, refren zapominalny, wychodziły zdecydowanie bardziej „friendly” rzeczy w tym stylu, ale nadal spoko mi się tego słucha. To jest taki numer, że wydaje się, że wiem kogo słucham, mimo że słucham zupełnie nowego wykonawcy. Taka składanka bandów, których słuchałem/słucham. Lubię takie wrzutki u Deva, bo przynajmniej mogę się jakoś po ludzku do tego odnieść jak człowiek, który doświadczył tamtych czasów. Ejtisów to większą część przenieistniałem.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ps. kolejkę wygrywa Mentos, ale ogólnie całość bardzo fajna.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Tych kolorków jeszcze nie było
Brett Anderson - Pretty Widows
Suede, Blur... tam się nie zbliżyłem. Hien na szczęście pisze, że tutaj idziemy w inne klimaty. W tym przypadku taka tabula rasa jest jak najbardziej ok. Nie wiem, jest spora szansa, że za którymś razem zaskoczy tak jak parę innych propozycji Hiena, a które ocierają się o ten vibe. To zupełnie inna zwiewność niż u wielu artystów podrzucanych przez shodana. Taki jesienny zachód słońca, no właśnie refleksje ostatniego dnia jakiegoś wypadu daleko poza dom, te skojarzenia mi pasują. Bez uciekania się do aranżacyjnych fajerwerków można stworzyć bardzo plastyczną, przyjemną rzecz. Bardziej podobał się ten ekspresyjny koniec niż leniwe wprowadzenie, ale to po prostu do siebie przystaje, trudno byłoby to zrobić inaczej.
Slowdive - When the Sun Hits
Miałem epizod w liceum, gdzie na smutki parę razy sięgałem po Souvlaki i Loveless. Od tamtej pory wracam do pojedynczych utworów raz na pół roku i rzadziej, ale wiem w którym momencie ta muzyka zyskuje dobrego, oczyszczającego charakteru. Zestawiam te płytki ze sobą, bo to są dwa bieguny flegmatycznego, gitarowego grania. Jestem ciekawy jak to brzmi na żywo na żywo, nawet nie poprzez wrzutki na YT, bo w tym przypadku energia miejsca i vibe idący od zespołu są bardzo ważne. Zapowiada się kolejka z numerami osadzonymi w bardzo konkretnych, gęstych nastrojach, których tak szybko nie da się odtworzyć w głowie. Dobra rzecz, nawet "na czysto" jest bardzo sugestywnie. Do mojego ulubionego Sing trochę brakuje (rytm nie jest aż tak hipnotyczny, żeńskie wokale lepiej działają na mnie w takim klimacie), ale na tamtej płycie nie ma wyraźnych dołów. Możliwe, że to pierwszy powrót do When the Sun Hits od trzech lat. Z uznaniem.
50 Cent - P.I.M.P.F. (Alan Wilder Remix)
Strasznie zgrzytałem zębami przy pierwszym odsłuchu parę dni temu. O matko, aż bolała mnie głowa i szykowało się podobne zmęczenie przeforsowaniem tego numeru przez popkulturę jak przy okazji Freestylera. Później już było łatwiej. Szkoda tylko, że ten numer jest tak strasznie nudny, bo nawet nie wzbudza żadnej irytacji. Tylko nuda. Melodyjny, niespecjalnie techniczny hh. On w 00s sprawdzał się idealnie i tam wolę go zostawić. Ze Snoopem to można było lepiej trafić, Drop It Like It's Hot to jest złoto. Do P.I.M.P. sentymentu nie mam, gdy miałem 8-9-10 lat to często i inne numery 50 Centa hulały w telewizji. Miarą mojego uwielbienia dla danego artysty było wtedy pobieranie MP3'ek w lepszej jakości niż zgrywki robione kalkulatorem. Może przez chwilę tak miałem z Candy Shop, bo od tego nie dało rady uciec. Dzisiaj dobrze się czuję, że tego praktycznie nigdzie nie słyszę.
Kiddy Smile - Teardrops in the Box
O, wreszcie jakaś wrzutka profilowana wręcz pode mnie. Zakładam binokle, szykuję kajecik, będą drobiazgowe uwagi, nic mi nie ucieknie... choć w tym przypadku wystarczy sukienka, mocny makijaż na twarz, szpilki i jakaś akcja z włosami, albo walnę sobie pomarańczowy albo golę się na łyso.
Mogę paplać za Mudżynem, ale co tam. Nawet niespecjalnie siedzący w housie muszą wyczuć, że tutaj inspiracje sięgają daleko wstecz. Ejtisami daje na kilometr. Między Move Your Body a Can You Feel It. Tempo niebardzo gwałtowne, fajniej byłoby, gdyby te synthy wygrywały dłuższe frazy. Wokal nie jakiś szałowy, ale najważniejsze, że nie przeszkadza, bo tutaj tło gra główną rolę. Tekst to tylko pretekst do gibania tyłkiem. Ja bym zostawił jakiś minutowy mostek bez wokali i byłoby idealnie, bo jak za bardzo się powtarza to robi się zbyt monotonnie. Mi do odsłuchów klubowych czy domowych starczy, do wieczornego przeszkadzania ludziom na ulicy jest zupełnie inny repertuar.
Idealnym uzupełnieniem tej wrzutki będzie moja odpowiedź - bardziej pruderyjna, bezpośrednia, ale pod względem house'owych ciągot dobrze pasująca.
https://www.youtube.com/watch?v=ziM8_Sbxpp0
Czerwone Gitary - Anna Maria
Właśnie za takim repertuarem wzdychają moi dziadkowie i taki najchętniej słyszałbym w Złotych Przebojach. Te parę lat temu częściej tam grano polską muzykę lat 60'. Być może stąd mam w głowie jakieś dalekie echa tego utworu, bo nie miałem w trakcie odsłuchów wrażenia, że słucham tego pierwszy raz. Jest dość drewniany schemat i dewocyjny wręcz refren, ma taką kościelną energię, zwrotki wręcz przeciwnie, są tak zwyczajnie, świecko (xD) melancholijne. Tak lepiej niż kolejny raz dostać jakimś Rudym rydzem.
Ostatnio nawet z Czerwonymi Gitarami miałem małą zagwozdkę. Któregoś dnia jak mnie nie wzięło na nucenie Historii jednej znajomości, tylko nie pamiętałem jeszcze wtedy jak się ten numer nazywał. W głowie grał mi jakoś mniej sandałowo niż w oryginale. Po sprawdzeniu już nie byłem tak zadowolony, tam kryje się naprawdę dobra muzyka, która zasługuje na delikatne odświeżenie.
Pilates - Barely Listening
Daje jakimś Radiohead skrzyżowanym z U2. Kojarzy się tak zarówno aranż, jak i wokal. Mnie to tam tak naprawdę wszystko jedno co ktoś wrzuca do swoich bestek, każdy powód jest dobry. Nie wiem, czy wokół naszej zabawy jest jakaś aura powagi, poza tym, że podchodzimy poważnie do tego, co słuchamy i przepuszczamy to przez własne doświadczenia i preferencje. Tak jak Poeci to muzyka idealna pod jakąś grę, w której akcja przebiega wartko. Ewentualnie słyszałbym to w dawnym MTV Rocks, oni lubili takie ułożone, nieeksperymentalne, a jednocześnie nie do końca radiowe granie. W porządku, ale sam z siebie nawet bym nie szukał. Czy będę wracał... jak do Radiohead za często nie wracam ostatnio, o U2 nawet nie wspominam, a co dopiero w przypadku Pilot Speeda.
Wyrównana kolejka, nie umiem wskazać wyraźnego zwycięzcy. Gdyby mnie ktoś zmusił do zliczania punktów to pewnie wtedy coś bym wybrał. Pewny jestem tego, że 50 Cent najniżej.
Brett Anderson - Pretty Widows
Suede, Blur... tam się nie zbliżyłem. Hien na szczęście pisze, że tutaj idziemy w inne klimaty. W tym przypadku taka tabula rasa jest jak najbardziej ok. Nie wiem, jest spora szansa, że za którymś razem zaskoczy tak jak parę innych propozycji Hiena, a które ocierają się o ten vibe. To zupełnie inna zwiewność niż u wielu artystów podrzucanych przez shodana. Taki jesienny zachód słońca, no właśnie refleksje ostatniego dnia jakiegoś wypadu daleko poza dom, te skojarzenia mi pasują. Bez uciekania się do aranżacyjnych fajerwerków można stworzyć bardzo plastyczną, przyjemną rzecz. Bardziej podobał się ten ekspresyjny koniec niż leniwe wprowadzenie, ale to po prostu do siebie przystaje, trudno byłoby to zrobić inaczej.
Slowdive - When the Sun Hits
Miałem epizod w liceum, gdzie na smutki parę razy sięgałem po Souvlaki i Loveless. Od tamtej pory wracam do pojedynczych utworów raz na pół roku i rzadziej, ale wiem w którym momencie ta muzyka zyskuje dobrego, oczyszczającego charakteru. Zestawiam te płytki ze sobą, bo to są dwa bieguny flegmatycznego, gitarowego grania. Jestem ciekawy jak to brzmi na żywo na żywo, nawet nie poprzez wrzutki na YT, bo w tym przypadku energia miejsca i vibe idący od zespołu są bardzo ważne. Zapowiada się kolejka z numerami osadzonymi w bardzo konkretnych, gęstych nastrojach, których tak szybko nie da się odtworzyć w głowie. Dobra rzecz, nawet "na czysto" jest bardzo sugestywnie. Do mojego ulubionego Sing trochę brakuje (rytm nie jest aż tak hipnotyczny, żeńskie wokale lepiej działają na mnie w takim klimacie), ale na tamtej płycie nie ma wyraźnych dołów. Możliwe, że to pierwszy powrót do When the Sun Hits od trzech lat. Z uznaniem.
50 Cent - P.I.M.P.F. (Alan Wilder Remix)
Strasznie zgrzytałem zębami przy pierwszym odsłuchu parę dni temu. O matko, aż bolała mnie głowa i szykowało się podobne zmęczenie przeforsowaniem tego numeru przez popkulturę jak przy okazji Freestylera. Później już było łatwiej. Szkoda tylko, że ten numer jest tak strasznie nudny, bo nawet nie wzbudza żadnej irytacji. Tylko nuda. Melodyjny, niespecjalnie techniczny hh. On w 00s sprawdzał się idealnie i tam wolę go zostawić. Ze Snoopem to można było lepiej trafić, Drop It Like It's Hot to jest złoto. Do P.I.M.P. sentymentu nie mam, gdy miałem 8-9-10 lat to często i inne numery 50 Centa hulały w telewizji. Miarą mojego uwielbienia dla danego artysty było wtedy pobieranie MP3'ek w lepszej jakości niż zgrywki robione kalkulatorem. Może przez chwilę tak miałem z Candy Shop, bo od tego nie dało rady uciec. Dzisiaj dobrze się czuję, że tego praktycznie nigdzie nie słyszę.
Kiddy Smile - Teardrops in the Box
O, wreszcie jakaś wrzutka profilowana wręcz pode mnie. Zakładam binokle, szykuję kajecik, będą drobiazgowe uwagi, nic mi nie ucieknie... choć w tym przypadku wystarczy sukienka, mocny makijaż na twarz, szpilki i jakaś akcja z włosami, albo walnę sobie pomarańczowy albo golę się na łyso.
Mogę paplać za Mudżynem, ale co tam. Nawet niespecjalnie siedzący w housie muszą wyczuć, że tutaj inspiracje sięgają daleko wstecz. Ejtisami daje na kilometr. Między Move Your Body a Can You Feel It. Tempo niebardzo gwałtowne, fajniej byłoby, gdyby te synthy wygrywały dłuższe frazy. Wokal nie jakiś szałowy, ale najważniejsze, że nie przeszkadza, bo tutaj tło gra główną rolę. Tekst to tylko pretekst do gibania tyłkiem. Ja bym zostawił jakiś minutowy mostek bez wokali i byłoby idealnie, bo jak za bardzo się powtarza to robi się zbyt monotonnie. Mi do odsłuchów klubowych czy domowych starczy, do wieczornego przeszkadzania ludziom na ulicy jest zupełnie inny repertuar.
Idealnym uzupełnieniem tej wrzutki będzie moja odpowiedź - bardziej pruderyjna, bezpośrednia, ale pod względem house'owych ciągot dobrze pasująca.
https://www.youtube.com/watch?v=ziM8_Sbxpp0
Czerwone Gitary - Anna Maria
Właśnie za takim repertuarem wzdychają moi dziadkowie i taki najchętniej słyszałbym w Złotych Przebojach. Te parę lat temu częściej tam grano polską muzykę lat 60'. Być może stąd mam w głowie jakieś dalekie echa tego utworu, bo nie miałem w trakcie odsłuchów wrażenia, że słucham tego pierwszy raz. Jest dość drewniany schemat i dewocyjny wręcz refren, ma taką kościelną energię, zwrotki wręcz przeciwnie, są tak zwyczajnie, świecko (xD) melancholijne. Tak lepiej niż kolejny raz dostać jakimś Rudym rydzem.
Ostatnio nawet z Czerwonymi Gitarami miałem małą zagwozdkę. Któregoś dnia jak mnie nie wzięło na nucenie Historii jednej znajomości, tylko nie pamiętałem jeszcze wtedy jak się ten numer nazywał. W głowie grał mi jakoś mniej sandałowo niż w oryginale. Po sprawdzeniu już nie byłem tak zadowolony, tam kryje się naprawdę dobra muzyka, która zasługuje na delikatne odświeżenie.
Pilates - Barely Listening
Daje jakimś Radiohead skrzyżowanym z U2. Kojarzy się tak zarówno aranż, jak i wokal. Mnie to tam tak naprawdę wszystko jedno co ktoś wrzuca do swoich bestek, każdy powód jest dobry. Nie wiem, czy wokół naszej zabawy jest jakaś aura powagi, poza tym, że podchodzimy poważnie do tego, co słuchamy i przepuszczamy to przez własne doświadczenia i preferencje. Tak jak Poeci to muzyka idealna pod jakąś grę, w której akcja przebiega wartko. Ewentualnie słyszałbym to w dawnym MTV Rocks, oni lubili takie ułożone, nieeksperymentalne, a jednocześnie nie do końca radiowe granie. W porządku, ale sam z siebie nawet bym nie szukał. Czy będę wracał... jak do Radiohead za często nie wracam ostatnio, o U2 nawet nie wspominam, a co dopiero w przypadku Pilot Speeda.
Wyrównana kolejka, nie umiem wskazać wyraźnego zwycięzcy. Gdyby mnie ktoś zmusił do zliczania punktów to pewnie wtedy coś bym wybrał. Pewny jestem tego, że 50 Cent najniżej.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Mała trivia, podsumowanie ilości czasu jaką każdy z nas zaprezentował w ramach tej gry, podczas 21 kolejek.
Czez - 35 m 31 s (8 utworów)
Malkolit - 1h 21 m 40 s (18 utworów)
Devotional - 1h 35 m 42 s (21 utworów)
Dragon - 2h 45m 34 s (21 utworów)
Hien - 1h 41m 43 s (21 utworów)
Mintaj - 1h 35m 54s (21 utworów)
Shodan - 1h 50m 49s (21 utworów)
Stripped - 1h 34m 55s (21 utworów)
Czez - 35 m 31 s (8 utworów)
Malkolit - 1h 21 m 40 s (18 utworów)
Devotional - 1h 35 m 42 s (21 utworów)
Dragon - 2h 45m 34 s (21 utworów)
Hien - 1h 41m 43 s (21 utworów)
Mintaj - 1h 35m 54s (21 utworów)
Shodan - 1h 50m 49s (21 utworów)
Stripped - 1h 34m 55s (21 utworów)
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Król tej konkurencji jest tylko jeden
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Dev by rzucił coś 2 minuty dłuższego i miałbym pewność, ze on i Melczet nas trollują w tej zabawie
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Dragon takie rzeczy jednym numerem robimintaj pisze:14 cze 2022 22:19Dev by rzucił coś 2 minuty dłuższego i miałbym pewność, ze on i Melczet nas trollują w tej zabawie
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Czemu ja? Rzuciłbym 3 utwory więcej i byłaby dość podobna długość, co u innych...mintaj pisze:14 cze 2022 22:19Dev by rzucił coś 2 minuty dłuższego i miałbym pewność, ze on i Melczet nas trollują w tej zabawie
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Hien pisze:14 cze 2022 22:06
Malkolit - 1h 21 m 40 s (18 utworów)
Devotional - 1h 35(+2=37) m 42 s (21 utworów)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Idź mi pan z tym, idź pan
!