Best of Forum

Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 27 cze 2022 16:04

New Order - Blue Monday
(1983)

No i dochodzimy do sedna Panowie. To jest dla mnie kluczowy numer muszę przyznać i dla mnie chyba najlepszy (niekoniecznie ulubiony) kawałek jaki znam, ma - jak to mawiacie - wszystko czego szukam w muzyce.

Blue Monday poznałem najpierw w formie singla Blue Monday '88 i długi czas był dla mnie po prostu jednym z fajnych ejtisowych przebojów. Trudno powiedzieć kiedy przyszła zmiana w tym temacie bo nie wiem co było pierwsze czy najpierw katowanie tego numeru przez mojego znajomka w jego mieszkaniu czy tenże numer który on doskonale znał przyniosłem mu po prostu wraz z resztą pewnej zajebistej kompilacji która dołożyła mocno swą cegiełkę w moim odkrywaniu muzyki klubowej i świata remiksów i dłuższych wersji z 12-calowych winyli. A, zapomniałbym że jeszcze po drodze numer ten przecież gościł w GTA Vice City Stories więc możliwe że już wcześniej powoli wchodził mi do bani. W każdym z tych przypadków jednak trzeba zaznaczyć że mowa o oryginalnej wersji z 1983 roku, która jest jest dłuższa a późniejsze wersje skracane przeważnie do radiowego formatu.

Czym jest Blue Monday? Dla mnie czymś kultowym, świętym Graalem muzyki klubowej, kluczowym ogniwem w ewolucji tej muzyki pomiędzy erą disco a początkiem muzyki house i dla mnie dopiero w postaci tego 12-calowego bangera nabiera sensu. Najpierw wchodzi ta charakterystyczna stopa, potem ten nie do rytmu ułożony synth, kolejne warstwy wraz z gitarą a w końcu wokale, dość bezuczuciowe, trochę smutne, takie typowe nowofalowe śpiewanie. Dla laika po prostu synthpop, dla mnie magia na parkiecie a nawet nie miałem okazji sprawdzić nie licząc tych popijawek u ziomka ;( Po prostu wciągający, narkotyczny groove. Tu zakończę bo chyba wystarczająco tonę w egzaltacji. Większość z Was jeśli nie wszyscy pewnie go znają ale i tak - bierzcie i jedzcie z tego wszyscy... itd. Dla mnie ten numer jest wszystkim i tyle.

https://youtu.be/c1GxjzHm5us
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 27 cze 2022 16:36

Pierwszy raz ktoś mi tu coś podjebal xd
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6483
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 27 cze 2022 16:39

!bigos ;(
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 27 cze 2022 16:43

No po murzynie to bym prędzej się spodziewał, że ukradnie mi rower HEHE
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 27 cze 2022 17:14

mintaj pisze:
27 cze 2022 16:36
Pierwszy raz ktoś mi tu coś podjebal xd
A mnie drugi raz. :|
No ale sam sobie jestem winny. Było się tyle nie ociągać.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 27 cze 2022 17:18

Przy tak oryginalnych typach to się musicie spieszyć xD żeby Wam kto Enjoy The Silence nie ukradł xd
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 27 cze 2022 17:31

No wiadomo, ze jak słuchać muzyki, to tylko twórcy jakichś dżingli dla niszowych stacji TV albo typa o którym wiadomo tylko tyle, ze napisał w czasach szkolnych opowiadanie ;pp
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 27 cze 2022 17:33

No i zero płaczów wtedy i nieprzespanych nocy
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 27 cze 2022 19:07

Colin Vearncombe - Water on Snow (rok wydania 2000, rok pierwszego odsłuchu 2010)

https://youtu.be/cGKjAigcM-8

Colin. Black. Black, czyli Colin. Black, czyli zespół, w którym Colin był wokalistą. Bowiem zanim Black zaczął być utożsamiany z Colinem, składał się z 4 osób i - jak to kiedyś powiedział Hien - brzmiał jak The Smiths na kilka lat przed tym, jak powstało The Smiths. Powstali w 1980 roku, kiedy Vearncombe już był po 20-ych urodzinach, wydali parę singli i z każdym kolejnym rokiem było obok niego coraz mniej ludzi, aż Black stał się... Blackiem sam. Pierwszy sukces przyszedł niespodziewanie w 1984 roku, kiedy udało się im (właściwie już tylko jemu) wydać singiel Hey Presto na tyle szeroko, że trafił do stacji radiowych innych niż podrzędna alternatywa, udało się zebrać fundusze na wideoklip (teraz nigdzie nie idzie go znaleźć), który miał odpowiedni airplay, no generalnie zaczęło iść w dobrym kierunku. Wytwórnia zebrała kilka singli wydanych w tym czasie, zmontowała kompilację i czekała na album. A potem nagle zrezygnowała z Blacka, który w tym samym czasie rozwiódł się z pierwszą żoną, miał poważny wypadek samochodowy (niestety była to kronika zapowiedzianej śmierci) i wylądował na ulicy. Zmęczony niemal całkowitym brakiem sukcesów w życiu napisał ironiczną piosenkę o tym, jak to mu się cudownie żyje, kiedy dookoła wszystko się ciupcia. Jak ją nazwał? A "Cudowne Życie" właśnie - Wonderful Life. Utwór, który wydała niszowa wytwórnia Ugly Man okazał się być... kompletną klapą. Dopiero, kiedy jego dawny gitarzysta został jego producentem, a cały - wciąż przygotowywany - krążek na warsztat wzięli spece z A&M zrobiono singlowi reedycję rok później i ów okazał się być masowym hitem WSZĘDZIE. Od Ameryki Południowej po Japonię. Pierwszy album Blacka rozszedł się w milionach egzemplarzy a on sam ruszył w gigantyczną trasę koncertową, która go okrutnie zmęczyła i mocno rozczarowała, bo jak sam potem powtarzał w wywiadach, "o takiej sławie nigdy nawet nie marzył i szybko zaczął mieć jej dość". Wytwórnia po jednym hicie oczekiwała kolejnego, ale następne single nie były aż tak mocne w odbiorze słuchaczy (a dla mnie były nawet lepsze od przeoranego na tysiąc sposobów WL). Szybko ruszyły prace nad kolejną płytą, która - choć bardzo dobra - nie miała takiego potencjału komercyjnego jak debiut. Trzeci krążek zaliczył już srogie spadki i A&M się wkur*iło, że Black nie chce (ewidentnie) nagrać kolejnego Wonderful Life. Ten miał jednak już gdzieś takie rzeczy, bowiem same tantiemy za WL grane wszędzie pod każdą postacią uczyniły z niego milionera. Uwolnił się z sideł wytwórni i założył własną, o jakże wyszukanej nazwie Nero Schwarz i wydał jeszcze jeden - absolutnie genialny - album jako Black (Are We Having Fun Yet? 1993 rok, polecam!!!), po czym zawiesił działalność. Postanowił ją wznowić 5 lat później, ale tak bardzo chciał uciec od łatki, która wciąż była do niego przylepiona niczym guano do białej podeszwy zdecydował się kolejne wydawnictwa wypuszczać pod własnym nazwiskiem. Pierwsze było The Accused w 1999 (też warto poznać ten krążek), a potem Water on Snow w 2000. I z tegoż albumu wrzucam tu tytułowy kawałek. Na marginesie dodam, że Black robił się wówczas coraz mniej pop/rockowy a coraz bardziej akustyczny. Kulminacją było wydanie w 2002 podwójnego albumu Smoke Up Close, na którym znalazło się 30 (!) utworów tylko z Colinem, jego gitarą i okazjonalnie harmonijką w tle. Black powrócił w roku 2005 świetnym krążkiem Between Two Churches, zaznaczył się w 2009 swojego rodzaju follow-upem do albumu utworu tej kolejki o tytule Water on Stone a potem wyszło kolejne złoto - całkowicie zcrowdfundowane Blind Faith w kwietniu 2015. I to był niestety koniec. Black miał jeszcze masę pomysłów, pisał piosenki, kilka zdążył zagrać na żywo. Kampania na Blind Faith przekroczyła najśmielsze oczekiwania - koszty produkcji płyty zwróciły się kilkukrotnie, Black ruszył w trasę, zapełnił znów sale koncertowe, single z albumu trafiły po wielu latach na listy BBC Radio One, to był powrót w chwale. Wreszcie poza cieniem WL, choć do samego końca Vearncombe żartował, że gdyby nie zagrał tego kawałka na koncercie to tłum by go zlinczował. I pod ten koniec postanowił się wycwanić, wykonując WL a cappella. Właśnie, pod koniec... 10-go stycznia 2016 David Bowie umarł. Tego samego dnia wieczorem SUV Blacka wypadł z drogi między irlandzkim Cork a nieodległym lotniskiem i przypier*olił w drzewo. Colin przeżył, ale miał okrutne obrażenia wewnętrzne, które zmusiły lekarzy do wprowadzenia go w stan śpiączki farmakologicznej. Śpiączki, z której nie udało się go już wybudzić. 26-go stycznia na prośbę jego żony i 3-ki synów odłączono aparaturę.

Water on Snow poznałem w roku 2010, jakoś... zimą, kiedy do moich rąk w końcu wpadło Between Two Churches. Wonderful Life znałem i lubiłem, ale nie ciągnęło mnie do całych albumów, nawet nie bardzo chciałem ich znać (miałem tak jeszcze z paroma innymi wykonawcami w życiu, że kilka kawałków to spoko, ale cała płyta... jakoś nie i hui). Aż w starym numerze dodatku Europa do słynnego Dziennika znalazłem... recenzję Between Two Churches. Musiałem ją przeczytać wtedy, kilka lat wstecz, ale z jakiegoś powodu tego nie zarejestrowałem, choć już wiedziałem, z kim mam do czynienia. Stwierdziłem, a co mi tam, zassałem no i od tamtej pory szukałem wszystkiego. Stałem się wielkim fanem. Całej twórczości, od samego początku aż po ostatnie live'y (choć wtedy najświeższe było Water on Stone). Tak się złożyło, że Water on Snow (całego albumu) słuchałem pod koniec zimy 2010 i klimatem bardzo mi ta muzyka przypasowała. Potrzebowałem jednak jeszcze 2 lat, by docenić ją w całości. I tym się z Wami tutaj dzielę. Pięknym, choć momentami rzewnym utworem o końcu miłości, który otwiera swoim lodowatym wręcz głosem żona Colina. Jest lato, ja tego dziś słucham, zamykam oczy i siedzę w drewnianym domku gdzieś na dalekiej północy, jest przynajmniej marzec. Wcześniej wspomniany klimat jest tutaj bardziej niż odczuwalny. Jest zimno i smutno, ciężko i przytłaczająco (ciekawe, że reszta płyty wcale nie ma takiego wydźwięku, np. piosenki Famous czy Cool), jest zupełnie nie na lipiec, ale jednocześnie wiedziałem, że ten kawałek tu trafi. Uwielbiam go, nawet jeśli momentami brzmi nieco cheesy. Ciężki był wybór jeśli chodzi o Colina, na szczęście sam niejako pozwalał na traktowanie "siebie solo" i Blacka jako dwóch różnych bytów. I ja tak później podejdę do sprawy w naszych bestkach. A tymczasem się delektujcie. Ten numer najbardziej kojarzy mi się z początkiem roku 2012, Hien wie, co mam na myśli, nie był to łatwy czas. Za to niemal cały rok 2012 upłynął mi z Blackiem (oczywiście nie tylko z nim, ale był ważną jego częścią). Mógłby mieć piękny finał - w połowie października 2012 Black grał w warszawskiej Stodole, a ja nie ogarnąłem biletu. To był jego ostatni występ w Polsce. Wielka szkoda. Posłuchajcie wspaniałego autora, świetnego tekściarza i gitarzysty, który zdecydowanie zbyt mało doceniony został w swoim czasie. Na szczęście jego muzyka wciąż czeka na odkrycie, wystarczy sięgnąć (albo napisać do mnie ^^).
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 27 cze 2022 19:26

Dev wali same sztosy na koniec.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 27 cze 2022 19:48

Recoil - Luscious Apparatus

No to dajemy jeszcze grubszą amunicję. Przynajmniej z mojego punktu widzenia.
Recoil ma sporo bardzo dobrych utworów, ale dla mnie Luscious Apparatus mimo wszystko zawsze wybijał się przed peleton. Przez wiele lat nie mogłem załapać tej muzyki, ale jak już przyszła faza na styl Wildera, to na całego. Doceniłem wreszcie kurzący się przez wiele lat na półce album Liquid, następnie Unsound Methods, z którego pochodzi powyższy utwór, no i wreszcie dosyć lekceważony przez lata SOFAD.
Luscious Apparatus od wielu lat jest moim dzwonkiem w telefonie. Bo uważam, że to jeden z absolutnie najlepszych utworów, jakie mi było dane usłyszeć w życiu. Już początek utworu brzmi niesamowicie klimatycznie i złowieszczo. Moja córka, zawsze gdy dzwonił mój telefon, to mówiła, że ta muzyka jest straszna. Utwór ma oczywiście jak na Wildera przystało bardzo niestandardową budowę. Nieśpieszne tempo robi robotę. Syntezatory brzmią obłędnie, podobnie jak gitara basowa i rewelacyjna perkusja. Tekst w utworze recytuje niejaka Maggie Estep i robi to naprawdę wspaniale. Ma idealną wręcz barwę głosu. I na koniec to instrumentalne efektowne outro!
Ten utwór ma tyle smaczków, takie bogactwo dźwięków, że szok. Trzeba się tylko uważnie wsłuchać. Klimat utworu jest niesamowicie ciężki, wręcz przytłaczający. Ale ja takie właśnie lubię.
Luscious Apparatus trwa aż minut, a ja zawsze mam wrażenie, że jest o połowę krótszy.

https://www.youtube.com/watch?v=8ZNTKFjADlU
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 27 cze 2022 19:53

Hien w następnej kolejce wrzuca Judas, nie ma bata
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 27 cze 2022 19:54

Zaskakując samego siebie hehe. Póki co ciekawe czym nie zaskoczy mentos.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 27 cze 2022 19:59

Dragon pisze:
27 cze 2022 19:53
Hien w następnej kolejce wrzuca Judas, nie ma bata
Dałem już hinta z Enjoy The Silence.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 27 cze 2022 20:32

shodan pisze:
27 cze 2022 17:14
mintaj pisze:
27 cze 2022 16:36
Pierwszy raz ktoś mi tu coś podjebal xd
A mnie drugi raz. :|
No ale sam sobie jestem winny. Było się tyle nie ociągać.
I czego jęki, widać nie było to dla Was tak ważne jak dla mnie, zatem pozostaje Wam się jedynie cieszyć z dodatkowego wolnego slotu w bestce ;)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 27 cze 2022 20:39

Kylie Minogue - Can't Get You Out Of My Head

No i lecimy dalej, czas na przedostatni rozdział. W poprzednim odcinku pisałem o swoim turbozdrowym stylu życia z przełomiu lat 2015/16. Jako że tak na dłuższą metę się nie da i musiałem z czegoś zrezygnować to postanowiłem pierdolnąć tą robotą, która ani nie rokowała, ani mnie nie satysfakcjonowała, no i płacili tam GROSZE i skupić się na byciu studenciakiem. Zrobiłem to w średnio dyplomatyczny sposób, ale mniejsza o to. xD W zamian za to zyskalem z znacznie więcej wolnego czasu, ale przypłaciłem to lekkim meltdownem - miewałem lepsze deale w życiu, ale miewalem też gorsze. Swoją drogą, to można byłoby uznać za całkiem zabawne, że miałem go w roku, który uchodził za jeden z lepszych w moim żywocie dotychczasowym, ale może to właśnie paradoksalnie przez to jakoś znacznie lepiej wspominam to, co działo się później.

PRZERWA NA DYGRESJĘ

W ramach dramatycznej pauzy tylko napiszę, że przez pomyłkę cofnąłem kartę, ale po przywróceniu okna z forum treść mojego posta stoi jak stała - jak wy to kurde robicie, że wam to ginie xD

KONIEC PRZERWY NA DYGRESJĘ

No w każdym razie było tak se i nawet był taki okres, w którym po prostu przez jakieś 2 tygodnie praktycznie nie ruszałem się z chaty, olewając w zasadzie WSZYSTKO. Nie chce mi się specjalnie do tego wracać ani rozczulać nad sobą, grałem wtedy w gierki na kompie, który odkupiłem od brata (to była jakaś stacja robocza, która kosztowała mnie parę stówek, a była przy tym zaskakująco wydajna w gierkach) oraz eksplorowałem serwis YOUTUBE - głównie pod kątem losowych pierdutów, ale także i muzyki.
W sumie nie pamiętam jak trafiłem na ten utwór - może to był algorytm, ale coś mi świta, że lansował ją jeden z wówczas dość aktywnych fanpejów okołomuzycznych o nazwie TRZY SZÓSTKI (swoją drogą, to co się działo w tamtym roku na grupce tego peja to przechodzi ludzkie pojęcie xddd) i jakoś chyba pod tym wpływem mogłem przesłuchać Fever. Wtedy chyba jeszcze nie byłem gotowy na tę płytę, zmęczyła mnie, ale ten kawałek mi siadł, bo nawet będąc elitystą ciężko, kurka wódka, nie docenić tego kawałka konkretnego popu. W sumie więc no pomógł mi przetrwać ten zrąbany czas i dlatego mam do niego jakiś taki szczególnie osobisty stosunek.
O samej piosence nie chce mi się pisać, poza tym, że jest po prostu świetnie napisana, zaaranżowana i wyprodukowana, bo kurde każdy, kto żył 20 lat temu musiał ją słyszeć w jakimś 30 ton. xd Swoją drogą, to poniekąd możecie uznać za odpowiedź na posta Czarnucha, bo istnieje remix tej piosenki z Blue Monday właśnie i też jest bardzo spoko, ale to tak w ramach ciekawostki.
Nie chce mi się wymyślać zakończenia, wkurzają mnie te cholerne upały

https://www.youtube.com/watch?v=MB578q9zjrM
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 27 cze 2022 21:22

"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6483
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 27 cze 2022 21:47

Akurat elityści to generalnie omijają szerokim łukiem każdy pop, jeśli nie ma doklejonej łatki "ambitny" (przynajmniej oficjalnie) ;(.

Jezu, jakie to śmieszne, że zacząłem słuchać Wilsona, bo chłopaki reklamowali długie, rozbudowane kawałki (i o to rozbudowanie, nie o żadne ambicje chodziło ;( ).
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 27 cze 2022 22:39

Zapowiadam wrzutki jutro pod wieczór, na razie priorytetem czytanie pod egzamin przed południem
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 28 cze 2022 10:08

Boards of Canada - Kid For Today

Bałem się co dalej zaserwuje Dragon, wszak zapowiadał do końca polecieć dragoncorem, ale nim zdążyłem jakiekolwiek złe słowo umyślić sobie w głowie na temat kolejnej jego wrzutki musiałem się poddać - ten numer chroniony jest znakiem jakości Warp. Zabawna sytuacja, miałem drobny dysonans bo najpierw odsłuchiwałem go niejako w biegu ze smartfona, wiadomo że nie pierdzigłośniczku to zupełnie inna jakość ale czasem pozwalam sobie tak wczesne odsłuchy zrobić z braku czasu, byle wyłapać melodie i ogólny klimat kawałka. Po pierwszych takich odsłuchach wpadłem w zachwyt - leniwa zapętlona elektronika to jedna z moich sprawdzonych receptur na upalne letnie dni, Dragon tym razem wstrzelił się idealnie. Ten numer brzmiał jak wrzucony dawniej Jelinek, tyle że jednak był lepszy. Po odpaleniu numeru na słuchawkach coś mi nie pasowało, kawałek brzmiał inaczej, okazało się że z głośnika smartfona prawie w ogóle nie słyszałem wcześniej stopy, a nawet jeśli to brzmiała płasko i lekko, bardziej jak werbel czy jakaś perskusyjna przeszkadzajka. Powoli się oswajam z brzmieniem tego numeru w pełnej krasie, mimo wszystko to moja ulubiona wrzutka od Dragona do tej pory, i znowu Warp po wrzucanym wcześniej Squarepusherze (Warp i Ninja Tune to chyba łatwe sprawdzone sposoby by mnie udobruchać). Co do BoC to ja właściwie nie znam ich twórczości, to będzie miły wstęp, rozumiem że album wjedzie później.

Travis - Boxes

Nie wiedząc czemu obawiałem się tej wrzutki, to już z miejsca zapowiadało się jak taki Hien-core (jedna z takich pop rockowych kapel których nazwy kojarzę ale w życiu nie odważyłbym się sprawdzić i do tego melancholijny pan na wokalu). Jest lepiej niż się spodziewałem. Instrumentarium tak naprawdę z miejsca zabrzmiało mi jak jakiś numer z Edgeland od Karla Hyde'a i na pewno ten numer jeszcze lepiej wchodziłby we wiosenny dzień zroszony lekko deszczem. Hien prosił by zwrócić uwagę na tekst i ten rzeczywiście jest niezły, podobają mi się te metaforyczne pudła na różnych etapach życia. Ogólnie jest to całkiem przyjemny numer, nie ma może zachwytu z mojej strony jak w minionej kolejce ale jest naprawdę ok, jedna z lepszych wrzutek Hiena, może będzie grower.

Kylie Minogue - Can't Get You Out Of My Head

Mentos co prawda numeru mi nie ukradł ale już po raz drugi w tej bestce trafia niebezpiecznie blisko moich planowanych wrzutek. Jak już kiedyś wspominałem moje świadome samodzielne poznawanie muzyki rozpoczęło się na dobre jakoś w 2001 roku, wszystko o ile się nie mylę za sprawą faktu że po paru latach przerwy znów mieliśmy kablówkę, a może i była tylko nie sięgałem po stacje muzyczne? Nie, musiało jej nie być jakiś czas bankowo, spędzałem czas za dzieciaka przed starą MTV więc na pewno robiłbym to później gdybym miał możliwość. Rok 2001 to już przede wszystkim VIVA Polska w czasach swej świetności (tęsknię nadal), przed utworem Can't Get You Out Of My Head który promował album Fever nie dało się uciec, do dziś to jeden z największych przebojów tamtej dekady i chyba największy hit Kylie. Choć początkowo moje zainteresowania krążyły wokół rapu to chłonąłem wszystko co wtedy serwowała muzyczna telewizja, ten przebój był bardzo spoko i zwrócił moją uwagę, jeszcze bardziej uwagę mojego 14-letniego umysłu przykuwała zmysłowa Kylie, jej uwodzicielskie spojrzenie i czerwone usta. Zwróciłem na nią uwagę wtedy i byłem ciekaw dalszych kroków. Ten singiel jest po prostu świetny, prosty chwytliwy refren, dźwięczny bujający klawisz i dla mnie wtedy przykuwająca oko wokalistka, połknąłem haczyk i to był początek długiej przygody ale resztę opowiem innym razem. Propsuję choć znam i zastanawiam się czym jeszcze w tej bestce mentos NIE zaskoczy xD.

Gong - The Isle of Everywhere

Melki pociągnął temat i rzucił tym razem nie lada kolosem. Gong kojarzę chyba z jednego numeru raptem i ogólnie kojarzą mi się z brzmieniem jazz-funk/jazz fusion. Rzecz w tym że tak naprawdę to prog rockowcy, ale ważniejsze jest co innego bo nawet gdyby rzucić terminem jazz-funk to i tu jeden band czy utwór drugiemu nie będzie równy, ja niby lubię takie brzmienia ale jest jedno ALE. W tej kwestii ja preferuję bardziej jazz-FUNK z naciskiem na to drugie, a więc funkowe numery okraszone jakimś jazzowym instrumentem, ten tutaj natomiast to bardziej jazzowy utwór z funky basem. Kolega z pracy śmieje się ze mnie że jak bas dobrze chodzi to ja numer kupuję ale to nie takie proste. Tu bas jest taką jedyną stałą w miarę ale utwór to improwizowana podróż, przywodzi mi na myśl raczej free jazz za którym nie przepadam lub po prostu prog jakiś właśnie. Mamy tu "wyżywanie" się na dęciaku, mamy rżnięcie solo na gitarze elektrycznej a najbardziej bawi mnie ta punkowa perkusja na końcu, no i znów utwór się urywa, znaczy pewnie przechodzi w następny na płycie ale nie dane nam to usłyszeć (swoją drogą wiedziałem kiedy się ustawić w kolejce, Melki zrobił mi trochę rozbieg do mojego numeru). Nie porwał mnie ten numer a bardziej zmęczył, tym razem Melki najsłabiej w kolejce.

Colin Vearncombe - Water On Snow

Dev poszedł pod prąd tym razem całkowicie, wrzucając taki numer podczas gorącego lata. Ale ten numer ma moc robienia klimatu i błyskawicznie wizualizuję sobie środek mroźnej zimowej nocy. Kawałek fajnie się zaczyna acapella damskim wokalem, ale kiedy wchodzą gitary byłem przekonany że będę słuchał Nothing Else Matters xD jest melancholijnie, jest dramatyczny refren, są tu emocje, jest jakiś ten numer przynajmniej. Później po refrenie już tak nie porywa, ale ogólnie trzyma niezły poziom cały czas. Nie mój klimat może ale doceniam bo dobra wrzutka, może dojrzewać.

Recoil - Luscious Apparatus

Unsound Methods słuchałem chyba z 10 lat temu jedynie jakoś, oczywiście zasugerowany jakimiś podobieństwami brzmienia do SOFAD i pamiętam że miałem swój ulubiony jeden numer do którego wróciłem potem ze dwa razy może xD już wiem, to było Missing Piece, wydaje mi się że ten slide guitar to już był używany u DM kiedyś ale nie chce mi się szukać czy to prawda. W każdym razie Recoil od tamtej pory olałem, teraz wracam i słyszę że to po prostu to "dojrzałe" Recoil z brzmieniem którym Alan już jechał chyba do końca kariery (subHuman brzmi podobnie). Jest tu to co odróżnia go od typowych wykonawców trip hopu - zamiłowanie do takich pokręconych filmowych klimatów i dziwnych historyjek, mocno zaakcentował te elementy w swej twórczości. Kawałek jest spoko, mamy gęste duszne lata 90, mamy opowiadaną damskim wokalem dziwną historię która utrzymała mnie w skupieniu i zaciekawieniu do końca, podobał mi się też miejscami słyszany syntezator. Z jednej strony nie zmarnowałem czasu a z drugiej nie wiem czy będę chciał do tego wracać, propsuję jednakże i zaznaczę że shodan dobrze wybrał bo to numer który świetnie się sprawdza solo.


Podsumowując kolejka jest całkiem niezła, zwycięzców mam dwóch w dwóch kategoriach, najlepszy powrót to oczywiście Kylie do której mam słabość a najlepsze odkrycie to Boards of Canada, do playlisty leniwej elektroniki mogę to wpiąć śmiało, dostajecie obaj piąteczki ode mnie. Potem w szkolnej skali czwórkowicze to Hien, dev i shodan, no i na końcu Melkiemu tróję daję bo choć muzycznie nie ma się co czepiać to jest to granie za jakim nie przepadam zwyczajnie.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup