Best of Forum II

Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 18 lip 2022 11:26

No to w drogę, chyba otwieram.

A Tribe Called Quest - Electric Relaxation

O zespole słyszałem, ale szczerze... nie do końca wiedziałem, jaką oni właściwie muzykę wykonują. Był moment, że myślałem, iż jest to kolektyw jazzowy xD a to PO PROSTU hip hop (co za rozczarowanie... żartuję rzecz jasna). Co mogę powiedzieć... Takie rzeczy, które świetnie pasują do niektórych stacji radiowych z dowolnego GTA i tam, kiedy nie znajdę nic dostatecznie zadowalającego na innych stacjach a wpadnę na to, nawet chętnie posłucham, ale sam bym raczej nie szukał. Opisana przez Golasa tematyka numeru mnie w jakiś sposób zaciekawiła, zwłaszcza, że tekst zaczynał się obiecująco. Potem zrobił się minimalnie ale jednak zauważalnie... prosty? Nieco tandetny chwilami (mimo naprawdę dobrego operowania rymami), przez co przestał do mnie trafiać. Za to znów koncentruję swoją uwagę bardziej na bicie, a ten jest po raz kolejny - jak w murzynowych wrzutkach - luźny, chillowy, niespieszny. Same plusy i tylko dla samego bitu mógłbym tutaj wracać. Zresztą, zwłaszcza na początku numeru świetnie to wchodzi łącząc się z (w moich uszach) spokojnym wyrzucaniem kolejnych wersów przez Q-Tipa. Jest ok, ale trochę za mało, żeby wejść u mnie na podium. Not this time.

Bee Gees - You Win Again

Czezuczesku wraca w wielkim stylu i daje mi wielkiego crita right in the feels. To jeden z tych numerów, które grają na mojej nostalgicznej nucie oraz jeden z tych kawałków Bee Gees, które uwielbiam szczerze. Na marginesie dodam - jako follow up do tego, co pisałem przy okazji wrzutki Alone parę miesięcy temu - że swego czasu był to JEDYNY numer braci Gibb, którego się nie wstydziłem słuchać, że tak to ujmę xD na szczęście okres błędów i wypaczeń już za mną, także przestałem się tym przejmować. YWA to utwór, który mógłbym w jakiś sposób umieścić tuż obok własnej wrzutki, czyli Starship, jeśli miałbym tworzyć zestawienie nostalgia-driven miłości muzycznych opartych o swoją przeszłość. Numer ten latał w radio bardzo często w latach 90., moja mama miała też jakąś piracką bestkę BG której często słuchała, bowiem za braćmi Gibb cokolwiek przepadała. No i na tej bestce był ten kawałek i podobał mi się właściwie od samego początku. Wyjątkowo mało tutaj falsetowania (back in the day mnie to trochę odstraszało od nich), za to jest genialny background w postaci tych przywodzących na myśl wręcz industrial bębnów, odpowiednia dawka słodko-pierdzących klawiszy i wszystkie przeszkadzajki perkusyjne. Fajny, mocny refren i nawet Robin nie wku*wia. Strasznie lubię tę piosenkę, nie ukrywam, że jestem tu dość zbiasowany, ale Czezowi na wejście należy się za tę wrzutkę złoto, i właśnie je otrzymuje. Biorę w ciemno! Dodam jeszcze, że za dzieciaka myślałem, że tym mocnym głosem Maurice śpiewa zawsze, a od falsetów ma braci. Po pełniejszej inwestygacji byłem lekko zaskoczony xD

Pieter Nooten & Michael Brook - After the Call

W przeciwieństwie do Dragona ja akurat przepadam za oryginałem, zaś tej wersji nie znałem. Być może bywam tandetny w swoich upodobaniach muzycznych (ejtisy te sprawy), i taki "mhok" do mnie swego czasu bardzo przemawiał (prawdę mówiąc trochę wciąż tak jest), przez co patrzę na smoczą wrzutkę z nieco innej perspektywy. Ale ta jest... dobra. Naprawdę mi się podoba, aż musiałem sobie posłuchać obydwu wersji raz po razie, żeby stworzyć w głowie właściwe porównanie. Faktycznie doszukałbym się tutaj i Eno i Sylviana, "mhok" nadal jest ale o zupełnie innym charakterze. To nieco akustyczno-"klasyczne" tło bardzo ładnie podkreśla ten kawałek, i jeszcze Hien pisze, że warto poznać całą płytę... chyba tak zrobię. Właściwie aż nie wiem, co więcej mogę napisać. Numer ten tworzy taką intymną atmosferę, w sam raz na chłodny letni wieczór albo jesień (chyba nawet bardziej to drugie, aż mi puchnie lista rzeczy, które muszę jesienią przesłuchać w tym roku lol), i w tym jest dość oczywisty dla odczuć czy wynikających z nich opisów. Więc na tym poprzestanę i dam Dragonowi brąz. Zasłużony w pełni ^^

The War on Drugs - Living Proof

Całkowicie rozumiem setting, w jakim Hien umieścił swoją wrzutę. Mam w odniesieniu do morza niemal identyczne feelsy, będąc jego wielkim miłośnikiem (generalnie każdego, ale do Bałtyku mam wyjątkowy sentyment z tysiąca różnych powodów). Może to więc osobiste spostrzeżenia, ale jak słyszę słowa klucze "nostalgia", "osobisty numer", "odpowiednie przeżycia" etc., to od razu trafiam w to umiejscowienie w czasie i przestrzeni. Chociaż siedzę teraz w swoim smutnym pokoju swojego smutnego warszawskiego mieszkania, to przez chwilę znajdowałem się nad morzem, może na Mierzei Helskiej, może w Darłówku, może w Międzyzdrojach i patrzyłem się w wodę z samego bladego poranka, kiedy większość ludzi jeszcze leży i odsypia poprzedni, pełny za drogich gofrów i rozwodnionego piwa wieczór, nim chwycą parasole i parawany i ruszą wykrawać swoje kawałki plaży. Utwór znów mnie wciska w ten mój nieszczęsny "koniec lata", który z reguły był przepełniony jakąś tęsknotą i rzewnością za tym, co przecież dopiero co się wydarzyło, a jednocześnie minęło bezpowrotnie (jakby kolejnego lata miało nie być). Podsumowanie wyjazdów, znajomości, czasem jakichś mniej lub bardziej przelotnych romansów, wycieczek rowerowych i nocy spędzonych na chlaniu z przyjaciółmi. Nadchodząca jesień, przecież wciąż ciepła też zawsze niosła ze sobą różne ciekawe rzeczy, zawsze miała coś in store, a jakoś wtedy nie miało to dla mnie znaczenia. Jest koniec sierpnia, stoimy z Hienem na peronie stacji Łódź Olechów Wschód, za chwilę pojedziemy na Poręby, wypalimy cygaretkę, napijemy się bezalka i podsumujemy wakacje. I poleci ten kawałek. Dźgnął mnie jakoś, choć nie mam do niego personalnego stosunku, nawet w twórczość zespołu się bardzo nie zagłębiałem. A jednak wygrywa drugie miejsce, i to tylko dlatego, że na pierwszym są jednak Gibbowie. Gibbowie na Olechowie, to byłoby dopiero coś!

Sia - You're Never Fully Dressed Without a Smile

Z Sią mam problem. Jest kilka jej numerów, które wyjątkowo lubię, przynajmniej dwa wręcz kocham (My Love to platyna absolutna), ale to, czego miałem okazję słuchać po 2013 roku... niestety, nie kupuję tego w żadnym stopniu i wymiarze. Pamiętam katowanie Chandelier przez wszystkie wówczas stacje radiowe aż do porzygu, zresztą w lokalach i na różnych imprezach też leciało głównie to (jakby nie było innych tracków z tamtego albumu). Sam album przesłuchałem - trochę od niechcenia - gdyż moja ówczesna partnerka się nią jarała i poprosiła mnie o zassanie całości. Zrobiłem to, posłuchałem i... to by było na tyle. Chandelier mnie wyjątkowo wnerwia. Ten potworny zaśpiew w refrenie z wyciągnięciem tytułu niemal niczym... żyrandol na łańcuchach przyprawia mnie do dziś o ból porównywalny z tym, jaki bym czuł, gdyby ten żyrandol spadł mi na łeb. W shodanowej wrzutce jest... lepiej, ale nie idealnie, to ciągle nie jest moja bajka. Słyszę jej głos i - aby nie utracić reszty szacunku - muszę sobie puścić jej stare numery, które lubię. Ten się do nich nie zaliczy. Ani This Is Acting ani 1000 Forms of Fear nie trafiły w mój gust i już weń nie trafią. Sprawiają jedynie, iż... nadużywam w tej mikrorecenzji wielokropka. Także shodan... not this time. Ale jakbyś wrzucił coś starszego, inaczej byśmy rozmawiali xD Może Sia wleci w albumach, byle nie te 2 wymienione przeze mnie plox!

London Boys - I'm Gonna Give My Heart

O w mordę, Mentos zapodał coś, co nie tylko Dragon ale i ja sam bym przypisał do siebie, gdybym to... znał xD o London Boys słyszałem (był czas, że myliłem ich z London Beat, wręcz przez chwilę myślałem, że to to samo xD), ale żeby czegoś posłuchać, to już nie. Wrzutka o potencjale serowo-rzygowym podobnym do mojej, ale z zupełnie innego kalibru. Bo takie rzeczy są mocno oczywiste i nie udają muzyki, którą nie są, czego o Starship się powiedzieć nie dało xD Faktycznie chce mi się gibać zamiast pieprzyć, stężenie ejtisowego kiczu wywala tutaj całkowicie poza skalę, zastosowane brzmienia, tanie riffy, miarowe bębny z automatu, mam ochotę przywdziać seledynową marynarkę i zdobywać parkiet na jakiejś imprezie tematycznej w Lunaparku. Z tym, że mam też nieodparte wrażenie, iż mamy tutaj do czynienia z pewnym obskjurem jednak i raczej bym tego na żadnej takiej imprezie nie uświadczył. Właściwie backstory dla tego kawałka jest lepsze od niego samego, a i sam numer mnie jakoś wygrywa. Nie jest to na tyle dużo, by znalazł się w oficjalnej klasyfikacji na tę rundę, ale powiedzmy, że dam mu Laur Konsumenta 1988 za Bycie Ejtisowym Pseudobangerem Do Którego Wszyscy Będą Tańczyć Jak Tylko Odpowiednio Dużo Wypiją. Dokleję do swojej playlisty z epoki i zobaczymy, czy ja będę w stanie do tego pląsać na trzeźwo. Ave!
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 18 lip 2022 11:29

A Tribe Called Quest - Electric Relaxation

ATCQ poznałem z jakiejś gry, a potem dowiedziałem się, że no-man samplowali z nich „Colours”. Generalnie, poznając amerykański hip-hop z przełomu lat 80 i 90, zdałem sobie sprawę, że to jest naprawdę dużo lepsze niż to, co się działo później i ten utwór jest tego doskonałym przykładem. Fantastyczne bity i sample, dobry i zrozumiały rap (bez bełkotu), wszystko to tworzy bardzo hipnotyczną atmosferę. Kiedy Murzyn wrzuca czarny hip-hop, to bez słuchania można się przygotować na muzykę wysokiego poziomu. Tak jak Dragon jest tu profesorem od elektroniki, tak Jacek (ostro sobie już pozwalam na tym forum) jest tu bezdyskusyjnie guru w kwestii rapu. Ja od siebie powiem tylko tyle – ze względu na takie utwory, słucham hip-hopu. Murzyn zaczyna drugą bestkę w doskonałym stylu.

Starship - We Built This City


Z takimi utworami (głównie z lat 80-tych) jest tak, że coś mi musi je odczarować/zaczarować żeby kliknęły. W morzu tego typu przaśnych rzeczy, potrzebny jest pierwiastek osobisty, bo inaczej nie idzie tego polubić. Kiedy Musiał próbował mi sprzedać Starship wiele lat temu, to go wyśmiałem, powiedziałem, że to jest gówno i żeby z tym spierdalał xD Ale potem gdzieś to w jakiejś sytuacji usłyszałem, zaczęło mi się miło kojarzyć i ani się obejrzałem, a sam prosiłem Deva przy jakiejś okazji żeby to włączył. Przy okazji bestki, mogłem się w końcu czegoś dowiedzieć więcej o zespole i powiem szczerze, że nie spodziewałem się aż tak fascynującej i bekowej historii xD To jest jeden z tych zajebistych scenariuszy (który w sumie rzadko się zdarza), że jakiś legendarny zespół kompletnie się rozkłada, a z jakiegoś pozostałego po nim mikro gówna, nagle rodzi się wielki hit. To tak jakby sesyjny gitarzysta Thomasa Andersa, założył zespół Talking i nagrał międzynarodowy hit. W każdym razie, ŁI BILT DYS SITI YN ROOOKEEENDRROOOOOL.

Bee Gees - You Win Again

Czez wraca i pierwszą wrzutką podkreślił to, co pisałem o nim w podsumowaniu poprzedniej 25tki, że jego propozycje zawsze były zaskakujące w swojej typowości/nietypowości. Po udanym występie za sprawą Deva, Bee Gees wracają. Dosłownie, bo czytam sobie o tej piosence, i wychodzi na to, że było to come back Bee Gees po latach nieobecności, coś o co ja zawsze podejrzewałem „Alone” i album „Still Waters”, a potem się okazało, że wcale nie xD Perkusja wchodzi tu niczym w „Mamie” Genesis, a potem robi się coś, co w moich uszach brzmi jak typowe Bee Gees. Ja się nie znam jakoś szczególnie na Bee Gees, wiele razy obiecywałem sobie, że posłucham więcej ich albumów, ale one czekają i czekają, i chyba potrzebowałbym takiego maratonu telewizyjnego jak u Czeza, albo może te wrzutki w końcu mnie trochę ośmielą. Bo jednak większość tego z znam Bee Gees, jest naprawdę bardzo dobra. I ten kawałek też jest dobry. Może trochę za bardzo pachnie dekadą, w której powstał, ale piosenka sama w sobie jest super.

Pieter Nooten and Michael Brook - After the Call

Poznałem ten album jakoś w 2006 r., kiedy pod wpływem Clan of Xymox, zaintrygowała mnie powstać Pietera Nootena. W tamtym czasie poszukiwałem takich brzmień w jakich on się specjalizował, więc oczywiście, pierwszą rzeczą na jaką wpadłem było „Sleep with the Fishes”.
To było dla mnie wielkie odkrycie i przyćmiło to, co Pieter robił w Xymox. Mam nawet oryginalne cd, które sobie wtedy kupiłem na fali tego zachwytu i jeżeli nikt tego przede mną nie zrobi, to na jakimś etapie wrzucę tę płytę do bestki albumów (ale to nie będzie szybko, widząc jak to idzie w tamtym temacie, to pewnie już będę miał dorosłe dzieci). Zgadzam się z Dragonem, że to jest prawilna wersja tego utworu. Nagranie z „Medusy” Xymoxów nie jest złe (to porównanie do industrialu, trochę zalatuje Shodana porównaniem Męskiego grania do italo disco), a wykonanie z sesji u Peela jest nawet bardzo dobre (tego kawałka chyba po prostu nie da się zepsuć), ale ostatecznie wszystkie drogi i tak prowadzą do tego, co stworzyli Nooten z Brookiem, może ze względu na ponadczasowość brzmienia. W ogóle początek tego kawałka bardzo przywołuje mi w głowie Heroes 3, jakiś Rampart, itd. Generalnie Romero.

Sia - You're Never Fully Dressed Without a Smile

Powiem szczerze, i to nie jest dosrywka do samego wrzucania klipu, że teledysk jest maksymalnie kiczowaty i żałuję, że nie posłuchałem najpierw bez oglądania go, bo kawałek traci. Ja rozumiem zamysł i jest on sympatyczny, ale wyszła z tego straszna, nieoryginalna tandeta. Przejedzmy do utworu. Się pierwszy raz usłyszałem na płycie Zero 7, ale nie zwróciłem na to uwagi do czasu kiedy na Sie zrobił się hype. Ja jej wokalu nigdy nie mogłem do końca polubić. Nie wiem jak to określić, ale jest taki ordynarny. Brakuje mu lekkości i jakiejś, jakkolwiek głupio to zabrzmi, kobiecości? Sia jest strasznie bełkotliwa, sepleniąca, wypluwa słowa z taką irytującą niechlujnością, jakby miała wadę wymowy. Kurde, naprawdę nie chce się wyżywać na wrzutce wujka zaraz w pierwszej kolejce, ale nie mogę powiedzieć, że mi jakoś wchodzi ten kawałek. Nie mam jakiegoś wielkiego hejtu na Się, poza w/w uwagami, ale sama piosenka też mi nie robi, a jeżeli taki kawałek nie robi mi kiedy jestem w 100% zanurzony w wakacyjnej aurze, to już jednak dużo mówi. Nie wiem, wydaje mi się, że gdyby to ktoś inny śpiewał, to by to może weszło. Zresztą, są kawałki Sii (jak to się prostytutka odmienia), w których jej wokal mnie tak nie odrzuca. Tymczasem tutaj mnie potwornie wszystko męczy. Szkoda, jestem swoją reakcją chyba bardziej zawiedziony, niż utworem, bo na papierze powinno kliknąć, ale brutalne realia masakrują dla mnie te wrzutkę. Jezu, jaki ja się czuję winny, jakbym zbił pasem te dzieciaki z teledysku.

London Boys - I'm Gonna Give My Heart

Dwie uwagi. Po pierwsze, transfer Lewandowskiego to jest dramat, gardzę Barcą jak tylko można gardzić zespołem piłkarskim i generalnie pewna część ciała w pewną część ciała Lewemu za to.
Po drugie, moja konfa to raczej urodziła się z chęci prejzowania późnego Talk Talk, Davida Sylviana, no-man, Radiohead, Franka Oceana i starego jazzu, ale rok temu np. robiliśmy synchro Norbiego, więc jest fajnie. Kłócimy się regularnie, ale kto tego nie robi?
O wrzutce nie wiem co napisać xD Modern Talking 100%, z którymi mam w sumie miłe wspomnienia. Rozpatruję tych LB (po raz kolejny) głównie pod kątem jakiegoś fun songu, który pełni funkcję inside joke’u w konkretnym gronie osób (takie zadanie pełniło na moich studiach licencjackich, z kilkoma ziomkami, „Bo ja tańczyć chcę”). Wyobrażam sobie jak obalacie kilka piwek i kręcicie dupami, jak ktoś puszcza „I'm Gonna Give My Heart„ z telefonu. Fajny klimacik, puszczanie sobie oka, itd. Czuję to. Poza tym, numer brzmi jak encyklopedyczny przykład jakichś kompletnie zapominalnych ejtisów. Nie jestem Dev, żebym się spuszczał nad byle czym co brzmi jak typowe lata 80-te. Natomiast, gdybym był pijany i nagle by to poleciało, to bym sobie pomyślał „ooo, to ten numer co Mentos do niego tańczy” i pewnie sam bym zaczął tańczyć i nagle bym się dobrze bawił. Tak więc wiecie, muzyka to jest dziwna rzecz.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 18 lip 2022 13:17

A Tribe Called Quest - Electric Relaxation

Mam coś w rodzaju mandela effect, bo byłem przekonany, że ATCQ byli w którymś radiu w GTA San Andreas. Zrobiłem research i nie znalazłem. Electric Relaxation nie powinno się tam znaleźć, bo jest starsze niż akcja gry, ale daje tej wrzutce stempel jakości Playback FM. Bardzo dobrze, lekko przepływa przez uszy. Buja w taki sposób, którego np. w muzyce Gang Starr trudno znaleźć. Nie ma tutaj żadnego kwadratowego elementu w bicie. Wszystko opiera się na basie i dość spokojnej, ale płynnej nawijce. Przyjemnostka, jedna z lepszych mudżynowych wrzutek rapowych, a co.

Starship - We Built This City

Dev wraca na właściwe tory, z marszu. Tak jak Melki odkopał moje wspomnienia z Sandrą, tak w tym przypadku wracamy do jednego z moich ulubionych hiciorów, w jakich zasłuchiwałem się pod koniec podstawówki/na początku gimnazjum. Przypominam sobie swój pierwszy pełnoprawny telefon, czyli Nokię XpressMusic ze świecącymi się na niebiesko po boku znakami play i pause. Zaraz potem pobieranie empetrójek z jakiejś bardziej fikuśnej wariacji Wrzuty (jeszcze przed Ulub), bo na Chomika nie było mnie stać, żeby tam sensownie funkcjonować. Wokół tego taka pozytywna, szczeniacka energia i typowe, płytkie zainteresowanie hitami z 80-90'. Po tamtym czasie nigdy nie wracałem do We Built This City, więc ten odsłuch przypomina jakieś zderzenie pokoleniowe starego Roberta z nowym. Stara miłość nie rdzewieje. ZESRAŁEM się na widok meltdownu związanego z tym utworem na RYMie, ale wiadomo, bardzo trudno przysnobować powołując się na znajomość takiego kawałka. Jeśli krytyka w czasie premiery tej piosenki miała podobnie, to jeszcze gorzej xD Wiadomo, że to nie jest jakiś wybitnie skomplikowany utwór, ale jest chwytliwy, czerpie z ejtisów to, co trzeba. Może faktycznie końcówka jest za długa i jest jakąś parodią Bee Gees, ale cóż... Jest naprawdę godnie.

Bee Gees - You Win Again

Alone było słabiutkie, You Win Again jest dobrutkie. Na początku jeszcze miałem w głowie mgłę, ale po wejściu refrenu też coś pamiętałem, więc nie jest to mój pierwszy raz z tą wrzutką. Na pewno bez małego researchu nie byłbym w stanie powiedzieć, że to jeszcze ejtisy, bo pamiętam Alone jako rzecz z bardzo podobną produkcją xD A tutaj 1987 rok, elegancko. Perkusja jedyny mankament, walenie w deskę klozetową typu nieciekawe. Za to refren właśnie mała piękność za sprawą wokali. Czez też wraca w przyzwoitej formie.

The War on Drugs - Living Proof

Świeżynka, jakich trudno się spodziewać po bestce, ale historia Hiena wszystko wyjaśnia. W tym utworze drzemią dwa wilki, ale nie w ramach zerojedynkowej, wyrazistej opozycji. Pierwsza połowa z lekka dziaderska, już myślałem, że to będzie zwykła balladka, ale to Hien. Tutaj szary plumkenik bez zwrotu akcji nie przejdzie, a za taki twist uważam drugą część, która wchodzi razem z nadejściem perkusji w pełnej krasie. Już ta pierwsza ma w sobie ciekawe dodatki w tle, ale obawiałem się powrotu do samej gitarki, a tutaj idzie coś znacznie lepszego potem. Ta energia znajduje swoje rozwinięcie i rozwiązanie. Ze mnie taki rockers jak z koziej titutit, sporo czasu spędziłem z Is This The Life We Really Want Watersa - uważam to za bardzo pozytywne skojarzenie. Dziaderstwo niedziaderskie, bo myślę, że na każdego przychodzi kiedyś pora i takie rzeczy potrafią być naprawdę pomocne, działające do wewnątrz tak z pełną mocą. Rozumiem skojarzenia morskie, choć nie udzielają mi się tak bardzo. Hien startuje w drugim sezonie dość nieśpiesznie.

Sia - You're Never Fully Dressed Without a Smile

Coś tam komuś w Sii nie pasuje, ale ja nigdy się w jej twórczość nie wgłębiłem, więc nigdy mnie jakieś głosy krytyczne nie obeszły. Sam tytuł nic mi nie mówił, ale usłyszałem refren czy pewne fragmenty ze zwrotek i, o dziwo, to kolejna wrzutka gdzieś głębiej zakopana w pamięci. W tym przypadku niestety nie mam dobrych wspominek, wokal mnie irytował już w czasie, w którym numer wychodził i hulał w telewizjach muzycznych. Rzecz z gatunku "jak poleci jeszcze jedna rzecz w tym stylu to zmieniam stację". Z teledyskiem nie mam problemu, choć on spokojnie mógłby iść z czymś zupełnie innym w tle. Do strawienia jest ta energia, ale kupuję to raczej przez teledysk. Kiedy słucham samej piosenki no to już tak kolorowo nie jest. Coś mnie w tym refrenie drażni. Najbardziej ta chrypa nie chrypa. Nic też w aranżu się nie wyróżnia, a jak na wokalu jest nieciekawie i tło też nie dojeżdża, to werdykt staje się oczywisty.

London Boys - I'm Gonna Give My Heart

Nie ma przypadków, są tylko znaki. To brzmi jak dobry materiał do przeróbek dokonywanych przez discopolowych wykonawców parę lat później, a o których ostatnio czytałem przyjemny artykuł. Lubię tę estetykę, ale tutaj jest zbyt tanio. Te zwrotki zaczynają się jak takie przedszkolne piosenki, nie wiem czemu, ale też mi się z harcerstwem kojarzy xD OCZYWIŚCIE w oderwaniu od typowego disco aranżu. Na dłuższą, aż ośmiominutową wersję nie mam aż takiej psychy, bo to już naprawdę jak słuchanie Top One w wydaniu dwunastocalowym, ale nie Fred Kruger czy Wróć Yesterday tylko tych bardziej tandetnych rzeczy. Jestem przekonany, że Stars.TV to puszcza bez żadnego problemu. Wspominane przeze mnie już jakiś czas temu jeleniogórskie Muzyczne Radio pewnie też. Paradoksalnie najbardziej znośny jest aranż. Ktoś po prostu za bardzo uwierzył w potencjał tych wokalnych harmonii i samych wokalistów.

Konfy muzyczne? To nie jest dla mnie obcy temat. Narodziny Me(ga)lomanów to był ten moment, w którym jeszcze wchodziłem na takie rzeczy, ciekawiły mnie. Parę znajomości zrodzonych w takich okolicznościach przetrwało do dziś. Mam różne doświadczenia internetowe, jest wśród nich nawet i coś w rodzaju lokalnego centrum dowodzenia baitowania, tyle że na znacznie mniejszą skalę. Dzisiaj takie spędy dalej mnie nie przerażają. Gorzej z młodzieżowymi komunami dla korwinoidów, tego bym się bał.

Solidna kolejeczka na dzień dobry. Nie umiem wskazać najlepszego, sentymentalnie powiedziałbym, że Starship wygrywa, ale trzeba oddać honor wrzutce Mudżyna i Czeza, dlatego nie ma konkretnego zwycięzcy. W walce o ostatnie miejsce trzeba być sprawiedliwym - remis Sii i London Boys.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 18 lip 2022 13:17

Kolejka 1. (26.)

Starship - We Built This City

Fajnie że dev wrzucił ten numer bo wydawało mi się że go znam, okazało się inaczej. Tak naprawdę kojarzyłem jedynie refren, pierwszy raz kiedy zetknąłem się z tym numerem był częścią składanki ale zdaje się że nie oficjalnej a raczej będącej zbiorem mp3 utworów samplowanych przez grupę Diplomats/Dipset (której to fanem był wówczas mój brat). Poznałem wówczas inny fajny nawet numer którego chwytliwy refren też samplowali (może kiedyś wjedzie tu) a co do sampla ze Starship to użyto go tu:

https://youtu.be/AcyAvKAD638

W każdym bądź razie kojarzyłem refren tego numeru i jakoś żyłem dziwnym przekonaniem że to ejtisowe Starship to chyba było jakieś glam/hair metalowe, ogólnie coś jak Van Halen z Jump czy inne Aerosmith, tak mi się ten refren kojarzył i zdziwiłem się kiedyś teraz odpalałem ten kawałek (zapewne siła sugestii tego tekstu, bo jak słusznie zauważył dev produkcja poszła w inną stronę jednak). W każdym bądź razie to są takie esencjonalne ejtisy i aż się zastanawiałem czy nie słyszałem tego numeru w Stranger Things a jeśli nie to tak brzmi jako taki właśnie wzorcowy ejtisowy przebój który momentalnie przenosi słuchacza w czasie. Jest plastik fantastik, zajebisty był to powrót dla mnie i odczarowanie mi tego przez lata omijanego kawałka. Powrót króla, wejście smoka, idealny start drugiej bestki.

Bee Gees - You Win Again

No dobra, trochę cofam to co przed chwilą napisałem, może i było wejście smoka ale powrót króla prawdziwy to mamy tutaj bo witamy ponownie Czeza na pokładzie i wierzę że będzie to gamechanger. Czez wpada z bardzo fajną historyjką nt. pochłonięcia przez braci Gibb i jara mnie ten background bo to najpiękniejsze chwile kiedy łapie się taką fazę na jakąś muzykę. Numeru You Win Again kompletnie nie znałem (tak jak ogólnie Bee Geesów po latach 70.), fajnie było więc poszerzyć znajomość o kolejny numer, który trochę ni ziębi ni grzeje ale w sumie jest spoko. Jest lekki, jak to mawiam niezobowiązujący i przynajmniej nie bije się z We Built This City o miejsce w świetle reflektorów, pozostaje w cieniu ale utrzymuje przyjemny klimat i ma fajny refren. Tak czy siak jestem wdzięczny bo dopiero Czez przypomniał mi że przecież będę miał też BG do wrzucenia w swoim czasie (jakoś w lutym może) i bawi mnie fakt że dev wrzucił ich numer z roku 1997, Czez z roku 1987 a u mnie będą Ci klasyczni z 1977 roku. Tak czy siak jedna z najfajniejszych wrzutek Czeza bo wykonawcę znam i lubię a numeru nie znałem, win-win jak to mówią.

Pieter Nooten & Michael Brook - After The Call

Dragon miał skojarzenia z Demon Days słuchając Honeyroot (Goodbye) a ja tu momentalnie mam skojarzenia z Don't Get Lost In Heaven z tej samej płyty goryli, tak niebiańsko zaczyna się ten kawałek. Bardzo zmienia tym samym klimat w tej kolejce i może przez to trudniej mi to ugryźć. Bardziej chyba odnoszę wrażenie że kolejny raz otrzymuję wycinek czegoś fajnego i że jak dużo muzyki Dragona to są rzeczy lepiej sprawdzające się w albumie niż wyrwane z kontekstu. Naprawdę podoba mi się stworzony tu klimat, podobają mi się smyczki, gitara, syntezator, fortepian, to wszystko gra jak należy tylko czuję że to jest taki świat do którego nie można tak wejść sobie na chwilę i wyjść z niego. I bardzo podoba mi się ta okładka, jest smaczna i zachęca by sprawdzić całość, więc może jednak to do tego zmierza (czekamy na ruch profesora Roberta teraz). Jest dobrze, mimo wszystko doceniam selekcję bo ten numer jak na taką muzę w miarę się broni solo i myślę że to jedna z najlepszych wrzutek Dragona, jeśli los da i przyjdzie do tego wrócić po więcej nie będę zgrzytał zębami myślę.

The War On Drugs - Living Proof

Hien to tradycjonalista. Ma te swoje tradycje wracania do różnej muzyki rokrocznie o danej porze i chyba z The War On Drugs będzie tak samo, na razie wiem że znów jest na urlopie i ich słucha, w tym tego singla jak mniemam który po raz pierwszy słuchał przed rokiem na urlopie. I ja to SZANUJĘ, ja zbytnio takich tradycji nie mam raczej. Jak najbardziej rozumiem kontekst w jakim ten numer go chwycił i dlaczego Hien miał feelsy, ja niestety ich nie mam, i ogólnie średnio mi ta muza podchodzi w tej chwili. Ogólnie ten numer jest dla mnie smutny i zwyczajnie nie mam ochoty na słuchanie smuteczków obecnie, bardziej czekam na te letniaczki których sam Hien się domaga. The War On Drugs kontynuuje póki co ten trend melancholijnych panów z pierwszej bestki. Bardziej wtedy jednak zażarła mnie wrzutka z Yakuzy, także sorry Batory, nie tym razem.

P.S. nie wiem czy to ma znaczenie ale nie byłem nigdy w życiu nad morzem jeszcze, nadrobię w tym roku dopiero. I mi też numer jak Musiałowi kojarzy się bardziej z końcem lata a wtedy właśnie zamierzam tam wpaść więc kto wie.

Sia - You're Never Fully Dressed Without a Smile

Kurczę, tak się ucieszyłem że shodan nie wrzucił Chandelier a potem szybko okazało się że wrzucił przecież TEN DRUGI jej kawałek którego totalnie niecierpię... ;( Wobec tego numeru to już nawet Chandelier bym propsował pewnie, ten kawałek to jest takie Happy w jej wykonaniu, ale o ile Happy mnie kiedyś nawet chwyciło mocno tak ten numer o nie. A klip - ryzyk fizyk jednak wrzuciłeś - tylko ten hejt potęguje. Nie lubię takich przesłodzonych hurrawesołych numerów mocno, chyba że przydarzy się coś co sprawi że patrzę na nie inaczej (identycznie hejtowałem Timberlake'a w Can't Stop The Feeling a polubiłem bo brat częstował tym mojego bratanka i nabrałem innego spojrzenia jakoś, nauczyłem się cieszyć tym kawałkiem). Potrzebowałbym jakiejś osobistej sytuacji z tym numerem związanej by się przekonać chyba. Dla mnie to jest muzyka radiowa w 101% na jaką moje uszy z automatu się zamykają. Mamy inne podejście do takiej muzyki, u mnie niestety skucha tym razem.

London Boys - I'm Gonna Give My Heart

Mentos rzucił jakimś obskjurem i o ile jest wiele takich kiczowatych obskjurów które jednak MAJĄ COŚ W SOBIE, są oryginalne, interesujące, unikatowe, ten nie podpada pod żadną z powyższych kategorii. Tak jak napisał Hien jest to numer który funkcjonuje jako inside joke i na tym jego pole do popisu się kończy, na liście ejtisowych hitów ten byłby raptem zapychaczem. Mentos rzucił swoje Dosko że tak powiem, może jakbym miał więcej procentów we krwi coś by mi się odkleiło we łbie i by chwycił ale na trzeźwo jest jak ten świat - o czym mówił kiedyś Boguś - nie do przyjęcia. Ale spoko, ja też i swoje Dosko z czasem podrzucę bo to też jakiś fragment życia zawsze.

Ocena kolejki:
50/50

Faworyt kolejki: Pieter Nooten, po napisaniu recenzji były jeszcze wielokrotne powroty do tego numeru, chwycił i siedział w głowie, dojrzewał.

Nie, dziękuję: Sia (sorry shodan, może faktycznie jak pisał Musiał wcześniejsza Sia byłaby lepsza)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 19 lip 2022 19:11

A Tribe Called Quest - Electric Relaxation

Murzyn zaczyna zabawę jak przystało na Murzyna – od czarnego rapu. Choć po nazwie myślałem, że to będzie coś innego. Bo na pewno tej nazwy w ogóle nawet nie kojarzyłem.
No i co tu mamy? Porcję bardzo dobrego hip-hopu zza Wielkiej Wody. Dobry bujający bit, dobra nawijka (nie znoszę tego słowa, ale nie umiem znaleźć lepszego określenia), świetna linia basowa (czyżby to był kontrabas, czy gitara?) i perka. Jednak Amerykańce potrafią robić dobry rap. I taki rap to ja zawsze chętnie kupię. Bo zwyczajnie dobrze się tego słucha.

Starship - We Built This City

Nazwa zespołu brzmi bardzo fajnie i obiecująco. Ale pod nią kryją się niestety znowu te ejtisy i to w takim wydaniu, jakiego po prostu nie lubię. Pamiętam, że jeszcze parę lat temu zachwalałem muzykę lat 80’. Pieprzyłem farmazony, że kiedyś to robili super muzykę, a teraz tylko same dziadostwo. Mocno się moje podejście od tego czasu zmieniło. Okazało się, że gówno wiedziałem o muzyce i na szczęście w którymś momencie ruszyłem wreszcie do przodu. Im jestem starszy, tym większą niechęć odczuwam do sporej części muzyki z lat 80-90’. Nie do wszystkiego, bo i wtedy powstało sporo dobrej muzyki, co pokazują nawet nasze bestki. Ale obok tej dobrej muzyki było też całe mnóstwo badziewia. Nie chcę przez to powiedzieć, że Starship to zaraz jakieś badziewie, ale do zachwytów mi tak daleko, że żaden gwiezdny statek nie byłby w stanie do nich dolecieć za mojego życia. Niestety utworów tego typu co We Built This City nigdy właściwie, w przeciwieństwie do naszego kolegi deva, nie lubiłem. No po prostu nie lubiłem i już. Nie drażni mnie ten utwór, nie irytuje, ale zwyczajnie nudzi i pozostawia zupełnie niewzruszonym.

Bee Gees - You win again

Ten utwór w przeciwieństwie do dwóch poprzednich znam znakomicie. To jeden z największych przebojów Bee Gees. A jest to zespół, który mi nigdy nie wadził. Zawsze jak słyszę gdzieś ich utwór, to słucham nawet z zadowoleniem. Jednocześnie nigdy też nie odczuwałem żadnej potrzeby zagłębienia się w muzykę tego zespołu. Po prostu to nie do końca to, co mnie w muzyce interesuje. Z przypadku posłuchać lubię, z wyboru absolutnie nie.
You win again to spoko numer, złego słowa nie powiem. Jednocześnie mogę się bez niego obejść. To taka specyficzna dla mnie kategoria muzyki – lubię, szanuję, ale nie słucham. Widzę, że Czez lubi posłuchać takich starych klasycznych przebojów. Choć nie ukrywam, że liczę w dalszych kolejkach na ciekawsze wrzutki. A już na pewno na takie, których nie znam.

Pieter Nooten and Michael Brook - After the Call

No no, ciekawie Dragon rozpoczął tę drugą 25-kę. Nie znam kompletnie tych wykonawców, ale powiem szczerze, że utwór mi się podoba. Kreuje naprawdę bardzo fajny klimat, owiany taką mgiełką tajemniczości. Nieśpieszne tempo, fajnie brzmiące klasyczne instrumenty, interesująca linia melodyczna. I do tego rzeczywiście super okładka. Prosta, a bardzo fajna.
Utwór na pewno mocno zachęca do tego, żeby sięgnąć po całą płytę. A Dragon po raz kolejny nie zawodzi.

The War on Drugs – Living Proof

Hien to ma chyba szósty zmysł. Bo jakimś cudem wyczaił, że Living Proof jest na mojej liście best utworów i postanowił mnie uprzedzić już w pierwszej kolejce, zanim nie będzie za późno. :D No ale w sumie sprawiedliwości stało się zadość, bo parę miesięcy temu to ja podebrałem ten utwór Hienowi, gdy zamieścił do niego link w innym temacie. Więc można powiedzieć, że to rzeczywiście jego piosenka.
No co ja w tej sytuacji mogę powiedzieć? Że utwór jest po prostu niesamowicie piękny. Dokładnie taki, jak lubię, dlatego urzekł mnie już od pierwszego odsłuchu. To delikatne brzmienie akustycznej gitary i pianina po prostu rozkłada mnie na łopatki. Hien pisze, że utwór kojarzy mu się z morzem. Mnie po obejrzeniu teledysku kojarzy się za to z amerykańskimi bezdrożami, łąkami, ranczami i wiatrem. I ja zwyczajnie uwielbiam takie klimaty (dosyć podobne są we Freelove).
No i widzicie – chętnie odegrałbym się na Hienie za zeszrotowanie Sii, ale jak to zrobić przy tak znakomitej wrzutce jak Living Proof? ;)
Bezapelacyjnie wygrana kolejki.

London Boys - I'm Gonna Give My Heart

No to Mentos obudził we mnie stare wspomnienia. Zespół London Boys oczywiście znam od szkolnych lat. Kiedyś ich nawet trochę słuchałem i lubiłem, bo miałem na kasecie odegraną od kolegów jakąś płytę lub coś w stylu The best of. Choć akurat tego utworu nie kojarzę. Albo zwyczajnie nie pamiętam. Teraz w sumie nie wiem, co o tej wrzutce napisać. Już od dawna taka muzyka mnie nie interesuje i jej nie słucham. To był styl muzyczny bardzo charakterystyczny dla lat 80’ i ten styl jest już od dawna mocno nieaktualny. Są ludzie, którzy mimo upływających lat muzycznie wciąż nadal tkwią w latach swojej młodości. Ja do nich na pewno nie należę. Ale mam sporo takich kolegów. Rok temu po wielu latach odwiedził mnie mój kuzyn, z którym za młodu wspólnie słuchaliśmy muzyki. No i gdy zeszliśmy na tematy muzyczne, to okazało się, że jemu nazwy rzucanych przeze mnie wykonawców kompletnie nic nie mówią, bo on wciąż tkwi muzycznie w latach 80 i 90’.
Tak więc obecnie nie jestem w stanie jarać się takim zespołem jak LB, choć nie zamierzam też krytykować. Jakieś wspomnienia we mnie ta wrzutka obudziła. Odezwała się sentymentalna strona mojej duszy. Jednocześnie nie są to na tyle silne odczucia , żebym miał ochotę powrócić do słuchania LB. Ale usłyszeć to znowu po 30-tu paru latach było jednak całkiem miło.

Tak więc podsumowując - złoto dla Hiena, o srebro wciąż bije się Dragon z Murzynem.
Zaczęliśmy nową 25-kę, ale w sumie wszystko jest po staremu. Mudżyn wrzuca czarny rap, Hien wrzuca nastrojowo śpiewającego faceta i znów wygrywa. Dev szaleje z kolejnymi ejtisami, Czez powraca z kolejnym znanym klasykiem, a Mentos jak to Mentos - nigdy nie wiadomo, z czym wyskoczy. I tylko Dragon tak trochę nietypowo jednak. Choć tylko trochę.
Aha i jeszcze jedna rzecz po staremu - niezadowolony stripped. W pierwszej turze narzekający na zbyt smutne i sentymentalne bzdety, teraz narzekający na piosenki...zbyt wesołe i pogodne. I weź mu dogódź. ;)
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 19 lip 2022 19:34

Ja? Tylko na połowę utworów narzekałem, więc jak nie ja :D a że akurat Twój numer, wierz mi że miałem podobnie jak Hien wyrzuty sumienia jakbym te dzieci pasem pobił :(
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 19 lip 2022 20:13

Sie można lubić lub nie, ale zdziwił mnie raczej sam powód krytyki dot. zbytniej wesołości utworu. :roll:
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 19 lip 2022 21:08

Nie chodzi o jego wesołość lub nie tylko formę w jaką to ubrano. Nie wiem jak Ci to opisać, dla mnie ten numer jest trochę jak taki natarczywy klaun chodzący za Tobą i próbujący nieustannie Cię rozbawić, jest zbyt dosłowny i jednowymiarowy, ja lubię wesołe kawałki, pewnie jakieś nawet się u mnie przewiną, nawet się nad tym zastanowię i poszukam może pod tym kątem specjalnie czegoś. Nie jestem fanem wokalu Sii, nie kojarzę żadnego jej numeru który by mi się podobał ale może to wina tego że to co słyszałem było katowane do porzygu często.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 19 lip 2022 21:24

Jak dla mnie bez teledysku jest jeszcze do przełknięcia, serio
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 19 lip 2022 21:34

Spoko. Wrzucając Sie liczyłem się ze słowami krytyki, bo jej głos i maniery wokalne są bardzo specyficzne, a nawet rzekłbym kontrowersyjne. Choć uważam, że akurat w tym utworze wcale zbytnio nie wydziwia. Trochę bardziej mnie zdziwiła chyba jednak krytyka teledysku. Wrzucając go myślałem, że to będzie raczej atut. Mnie te scenki dzieci czyniących miłe gesty wobec przypadkowych dorosłych zwyczajnie rozczulają.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 19 lip 2022 21:39

No niestety, nie wszyscy myślimy podobnie jak widać, nawet ja będący młodym dadem pozostałem niewzruszony 🤷

Bez niego faktycznie nie jest to tak wkurzające, niemniej pozostaje dla mnie w kategorii totalnie radiowej pulpy nie prezentującej nic interesującego muzycznie.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 19 lip 2022 21:48

Ja jestem bardzo wrażliwy na takie naiwne amerykańskie historie. Dlatego co rusz się wzruszam przy byle okazji oglądając filmy. :/
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 19 lip 2022 22:46

Sorry, że Ci podebrałem piosenkę Shodan, ale mimo że miałem do wyboru wiele pięknych utworów TWoD, to to musiało być to ze względu na pierwiastek osobisty. I w ogóle, że zespół z pewnym stażem, potrafi zaskoczyć takimi nowymi rzeczami, to jest świetna sprawa.

Jeśli chodzi o klip do Siji, to uprzedzałem daaawno temu, że teledyski są obusieczną bronią i lepiej sobie darować. W tym wypadku, wszystko to chyba jest trochę zbyt oczywiste i przypomina reklamę ala kulki z Heartbeats. Niemniej, mnie się po prostu tej dziewczyny źle słucha, głowa mnie boli od jej śpiewu. To jest wokalny odpowiednik brickwallu.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 19 lip 2022 23:58

Nie no rozumiem jak najbardziej. Zły wokal potrafi zepsuć najlepszą muzykę. I myślę, że sam ten temat w obecnej kolejce albumowej niestety podejmę. :|
A co do teledysku - chyba zbyt dosłownie go odbieracie. Tak wielu ludzi nie znosi np. Kevina z różnych powodów. Ja go uwielbiam i uwielbiał będę. Ten film jest mega nierealny, nieprawdziwy, sztuczny, nazbyt oczywisty, bajkowy. A ja go uwielbiam i już. To samo tyczy się Księcia w NY. I wielu innych produkcji. Ten teledysk jest od tych filmów dużo bardziej autentyczny. Nie rozumiem więc tej niechęci. Ja wiem, ze takie akcje jak w teledysku bez wsparcia muzyki raczej nie mają wielkiej racji bytu. Ale po to są clipy, żeby przy pomocy muzyki takie akcje kreować. Muzyka w tak wielu przypadkach ma decydujące znaczenie.
No ale każdy odbiera to inaczej. Nie odbierajcie tego jako czepianie się. Po prostu to dyskusja mająca na celu zrozumienie pewnych rzeczy, wymianę poglądów. Fajnie, jakby każdy chciał o swoich wrzutkach trochę podyskutować, bo o to tu też chyba chodzi.
Co do TWoD - szkoda, że reszta utworów z ich najnowszej płyty jest zaledwie tłem dla wspaniałego Living Proof. Ten utwór promuje płytę, która z ich pierwszym singlem nie ma kompletnie nic wspólnego. :|
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 20 lip 2022 00:39

shodan pisze:
19 lip 2022 23:58
chyba zbyt dosłownie go odbieracie. Tak wielu ludzi nie znosi np. Kevina z różnych powodów. Ja go uwielbiam i uwielbiał będę. Ten film jest mega nierealny, nieprawdziwy, sztuczny, nazbyt oczywisty, bajkowy. A ja go uwielbiam i już. To samo tyczy się Księcia w NY. I wielu innych produkcji. Ten teledysk jest od tych filmów dużo bardziej autentyczny. Nie rozumiem więc tej niechęci.
A co ma piernik do wiatraka? Kevin to jest świetny film, na którego jakość składa się pełno elementów. Klip Sii to po prostu biegające dzieciaki każące się uśmiechać ludziom. Ktokolwiek to wymyślił, to się łagodnie mówiąc nie wysilił.

Swoją drogą, między innymi dlatego prosiłem żeby nie wrzucać teledysków, bo teraz gadamy o tym durnym klipie, a nie muzyce. Kolejny raz sugeruję założenie osobnej bestki dla nich.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 20 lip 2022 01:14

Hien pisze:
20 lip 2022 00:39
Klip Sii to po prostu biegające dzieciaki każące się uśmiechać ludziom.
A to nie wystarczy? Piękna inicjatywa. Jesteście tak mało wrażliwi i sztywni panocki. Pewnie w tych Waszych wielkich miastach nie macie czasu nawet na uśmiech. ;(
Hien pisze:
20 lip 2022 00:39
bo teraz gadamy o tym durnym klipie, a nie muzyce
Lepiej gadać o durnym clipie niż wcale. Większość nie chce gadać nawet o tym.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 20 lip 2022 01:16

Ja chętnie jeszcze coś dorzucę. Film to jest film, szczególnie w konwencji pewnej bajki, jakiejś familijnej, przerysowanej komedii. Teledysk do tego numeru kojarzy mi się z reklamami lub eksperymentami społecznymi na zasadzie np. "ja powiem coś miłego napotkanej osobie i nagram jej reakcję". Mnie taki optymizm w pigułce nie rusza, zawsze do pewnego stopnia jest dla mnie czymś sztucznym. W tym przypadku tylko podkręca ten słodki klimacik samej piosenki.

Uodporniłem się na takie rzeczy xd
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 20 lip 2022 07:44

Ja nie wiem Shodan jak mam Ci to wytłumaczyć, bo to nie jest temat o klipach i średnio byłem przygotowany na taką dyskusję, ale już nawet mniejsza o to, co się dzieje w tym klipie. Po prostu bije z niego jakas bylejakość, robota na odpierdoı, brak fajnego pomysłu. Mnie też często takie motywy łapią za serce, ale tutaj wyczuwam zwykły marketingowy wysryw, niemal jakby po zakończeniu tego ujęcia, te dzieci automatycznie przestawały się śmiać, bo chwilę wcześniej były bite lub molestowane na planie xD Niemal jak pozowane foty szczęśliwych ludzi z najbiedniejszych afrykańskich wiosek. Wiadomo, że to bullshit i trudno się na to patrzy. A wymuszanie uśmiechu w tym wypadku śmiesznie koreluje z tanimi trikami, które mają spowodować, że słaby kawałek Siji będzie się ludziom podobał.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 20 lip 2022 07:53

No to jest trochę takie właśnie jak filmiki z YT na których ktoś kupuje Happy Meala bezdomnemu a w gruncie rzeczy chodzi o to żeby się wyświetlenia zgadzały xd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 20 lip 2022 08:16

Ok temat teledysku do utworu Sii mamy myślę wyczerpany. Nigdy już nie wrzucę żadnego teledysku, bo widzę, że zawsze to cholerka jednak działa na moją niekorzyść, choć na początku zakładam, że będzie odwrotnie. Jakoś nie mam wyczucia. :|
W ogóle co za czasy, żeby dev MUSIAŁ czekać na innych. :/
Ja jutro znowu wyjeżdżam na tydzień do rodzinnych Chojnic na Pomorzu, ale będę tu zaglądał. Zresztą zanim się Czez wykuruje, a Mentos z Melkim ogarną, to pewnie zdążę 20 razy wrócić.