Post
25 lip 2022 23:39
Marengo - Puente de Esperanza
Murzyn jest cwany, bo wiedział kiedy to wrzucać, ale w sumie sam robię to samo, wrzucam pod obecne klimaty. Nie wiem jak bym na to zareagował w innych okolicznościach, tzn. na pewno pozytywnie, ale nie aż tak jak teraz kiedy sobie tego słucham po wieczorku spędzonym nad zatoką.
Wchodzi jak złoto. W ogóle ten kawałek, może nie cały, ale początek ma taki vibe polskich piosenek z lat 80-tych (jakieś „Zmysły Precz” mi chodzą po głowie, czy numery z drugiej płyty Obywatela GC). To jest taki bardzo powolny chill, taki po całym dniu kiedy zachodzi słońce i z człowieka schodzi wszystko. Nadmorska miejscowość, morze, jakiś alkohol w łapie i czyste wajbowanie w lekko jazzującym rytmie. Nie chce wkoorwiać Murzyna i znowu pisać mało, ale jego wrzutki mają po prostu coś takiego, czego nie da się za bardzo wyrazić słowami, bardziej obrazkami. A ja tu teraz żyje sobie w tym urlopowym mikrokosmosie, który też ma swoją ograniczoną czytelność i się kiwam do tego, czując w pełni ten klimat. To jest taka muzyka, że bez wspomagającego kontekstu, łatwo na to mehnąć, np. jak człowiek siedzi po robocie zmachany w jakimś mieście i jakieś tropikalne espanolowanie go tylko wkurwya. No, mnie nie wkurwya xD
Papa Dance – Ciało i talent
Sorry Shodan, ale musisz znać prawdę. W top3 najbardziej znienawidzonych przeze mnie instrumentów jest akordeon xD Kojarzy mi się z jakimś cygańskim pitoleniem, generalnie jak widzę np. jakiegoś ulicznego grajka z akordeonem, to mam ochotę go skopać, zniszczyć mu ten akordeon i jeszcze zabrać mu zebrane pieniądze. Widuję tutaj takiego jednego typa co gra piosenki na zamówienie, na akordeonie, i za każdym razem w myślach palę mu to gówno. Tak więc numer od razu walnął mi w mordę. Sama piosenka, to też jest raczej średni poziom jak na Papa Dance. Ani to nie jest ten lekko komiczny, ale melodyjny pop, ani tez jakieś poważne granie, tylko takie weselne, straight outta wiocha. Kojarzy mi się z jakimiś etno zespołami, które jadą na tych samych, ukradzionych dziadkowi ze śpiewnika, motywach. Najgorsze jest to, że gdyby to było jeszcze jakieś bardziej typowe Papa Dance, w jakiejś fajnej elektronicznej aranżacji, to byłbym nawet w stanie tego słuchać z jakimś uznaniem, i nawet momentami się takie rzeczy przebijają, ale ostatecznie i tak giną pod tym koszmarnym akordeonem. Szkoda i głupio mi zjeżdżać takie sentymentalne wrzutki z młodości, bo z czasem takie wehikuły ceni się coraz bardziej, ale nie mam szczęścia do Waszych propozycji Papa Dance w tych tematach. Im więcej tego słucham, tym bardziej stwierdzam, że to by był naprawdę spoko kawałek, taki nawet 7/10. Refren chodzi za mną od wczoraj. Ale przez ten akordeon to jest /10. Może to się przegryzie z czasem.
Blur - Song 2
Mentos walczy o order Pana oczywistego i kiedy wrzuca już jakieś utwory fajnych zespołów, których nie założyli jego koledzy, lub które nie latały tylko na muzbawkach, to to są niemal zawsze Enjoye. Jako fan Blur, powinienem taką postawę zjebać, ale odpuszczę, bo za bardzo lubię „Song 2” i pewnie będę miał więcej ciekawych rzeczy do napisania o nim, niż OP. Ostatnio nawet oglądałem (ponownie) filmik, w którym Graham Coxon słucha razem z jakimś typem wyizolowanych ścieżek do tego kawałka i opowiada. To było nagrywane na jakimś małym i tanim wzmacniaczu, praktycznie na setkę, tylko intro na perkusji było zloopowane. Damon Albarn nagrał wokal jako próbny take, od niechcenia, ale każdy następny już nie miał tego czegoś, było za dużo myślenia, za mało emocji, i użyli tego pierwszego (tbh mam z tym do czynienia regularnie, kiedy Dev nagrywa swoje wokale). Ten kawałek jest jak demo, ale które nigdy nie mogłoby zabrzmieć lepiej, bo jakiekolwiek picowanie go, analizowanie, itd., totalnie by zniszczyło ten garażowy klimat. Lubię wcześniejsze Blur, ale często wydaje mi się, że nagrywali potwornie dużo mdłej muzyki (jakieś orkiestracje, wypolerowane gitary, itd) i nie dziwię się, że to w końcu eksplodowało w postaci nagranego na YOLO „Song 2”. Potem IMO było już tylko lepiej i którąś z kolejnych dwóch płyt pewnie w końcu wrzucę do albumówki, w utworach też coś Blur ode mnie będzie, ale na pewno nie „Song prostytutka 2” xD Żeby nie rozmydlać tematu, uwielbiam to, że S2 jest uosobieniem fajnie zrealizowanej prostoty. Oni mieli farta z tym kawałkiem, bo tu wszystko się udało, począwszy od tego WOOHOOO, które ciągnie cały kawałek, po riff Coxona, mini solo na basie Alexa i ten wstęp Rowntree’yego. Dwie minuty perfekcji.
Dolly Parton and Kenny Rogers - Islands In The Stream
Czezzy i tak zjebie wszystkie nasze numery, że są chujowe xD Ale nie za bardzo potrafię się na nim zemścić, bo wrzuca spoko rzeczy. Ja Dolly Parton generalnie nie włączam sam z siebie, ale w jakiś tam sposób szanuję i ogólnie szanuję tego typu duety kiedy są udane. Fajnie się te wokale łączą ze sobą. Czez był w szoku, że to napisali Bee Gees, a ja od początku pomyślałem, że przecież to brzmi 100% jak Bee Gees. Może znowu urlop przeze mnie przemawia, ale słuchało mi się tego spoko. Fun fact, po wpisaniu tego kawałka w google, wyskakuje w pierwszej kolejności pytanie „Did Kenny Rogers ever sleep with Dolly Parton?”. Jak chcecie wiedzieć, to sobie sami zgooglujcie.
Andy Stott - How It Was
Dragon wrzuca numer na fali koncertów i fajnie, ale w sumie poza jakimś live kontekstem to nie czuje tej muzy. Niby poprzednią 25tkę, Smok wygrał u mnie na kawałki, ale kiedyś musiał jebnąć jak łysy o kant stołu, i to jest ten moment. Wyobrażam sobie, że to mogło robić wrażenie na koncercie, przy dobrym, potężnym nagłośnieniu, ale taka muza często nie sprawdza się przy słuchaniu w domu. Słucham tego i słucham i myślę sobie „ależ ten typ przynudza”. Nie mam problemu z powtarzalnością w muzyce, nie mam problemu z distortem, z brakiem melodii w ambiencie, więc to nie w tym rzecz. Ten kawałek po prostu nie ma w sobie niczego ciekawego i jestem trochę zaskoczony, że Dragon akurat taki utwór wybrał (chyba, że to faktycznie najlepsze co ma Stott do zaoferowania, to w takim razie pozdro xD). Gdybym słuchał tego na żywo, to może bym bardziej docenił, ale niestety Dragon, nie byłem na Tauronie, a to co słyszę z linka, to dla mnie meh content.
Rihanna - Man Down
Ciekawa sprawa, bo nie pamiętam żeby Dev kiedykolwiek puszczał to w aucie podczas jakiegoś smuteczko-nostalgo-tripa. Całą opowieść znam ze szczegółami lepiej niż bym chciał, zresztą pewnego listopadowego wieczora namawiałem Deva żeby nie wsiadał w pewien pociąg do pewnego miasta, gdzie mieszkała pewna laska xD Oczywiście po zapewnieniu mnie, że tego nie zrobi, Musiał następnego dnia to zrobił, ale to inna opowieść, na inną porę roku i inne wrzutki muzyczne (i z mojej strony i z Deva). Jakiś czas później, namawiałem go żeby szedł na ten koncert Rihanny, nawet sam, bo to jednak fajna okazja żeby taki show zobaczyć i, jakby na to nie patrzeć, samą Rihannę w czasach bezdyskusyjnej świetności. To trochę jak zobaczyć Radiohead na trasie OK Computer, albo U2 na Zoo TV. Ja lubię Rihanne i lubię ten kawałek. O ile Shodana propozycja mi nie weszła, tak Deva wchodzi, zwłaszcza że jestem na wakacjach, a ten kawałek się nadaje. Ale prawda jest taka, że go zawsze lubiłem. I w sumie teraz go lubię jeszcze bardziej, bo pamiętam tamte czasy, pamiętam tamtego Deva i lol jak to zleciało.
Kolejka jest spoko. Murzyn wygrywa wrzutką skrojoną pod wakacje, ale żeby nie było, nie oceniam jedynie przez pryzmat urlopu. To jest po prostu świetny kawałek. Równie dobrze wypadł Dev i Mentos (pół dnia mi chodziło po głowie WOOHOOO, a nawet nie włączyłem piosenki). Czez ok, Shodan trochę łamie serce, bo wrzucił w sumie fajną piosenkę, ale w oprawie śmierdzącej jak cygance z tobołka. Dragon niestety tym razem zarzucił kawał nieciekawej i nieoryginalnej elektroniki.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn