Jak mnie sprawdza.
Nadrabiam zaległości znaczy piszę recki. Nasłuchałem się już wczoraj wieczorem, bo przed podróżą samochodem picie berbeluchy jest już raczej niewskazane.
Marengo - Puente de Esperanza
Utwór ma jak dla mnie swoje plusy, ale i minusy. Choć tych pierwszych jest więcej. Na tyle więcej, że piosenka podoba mi się. Ma bardzo dobre brzmienie, fajnie chodzi bas i bębny plus wszystkie inne przeszkadzajki. Dobry rytm, dobra melodia. Pierwsza głos daje w utworze kobitka, więc już się cieszyłem. Niestety zaraz potem wchodzi jednak męski wokal. Ale nie mówię, że mi się nie podoba. Jest spoko, a w duecie z partnerką jest jeszcze lepiej.
Wspomniałem na początku o minusach. A te są dwa.
Pierwsze to język. Jakoś nie lubię latynoskich zaśpiewów. Nie przeszkadza mi francuski, włoski czy nawet japoński, ale śpiewających Latynosów zazwyczaj nie znoszę. No ale utwór jest na tyle sympatyczny, że pal licho i to.
Drugim minusem jest to, że stripped nieco spóźnił się z tą wrzutką i nie miałem możliwości posłuchać jej w takich okolicznościach jak Hien. No ale w sumie widok z mojego balkonu (piękne korony brzóz i obłoczki na błękitnym popołudniowym niebie) też stworzył niezły klimat.
Podsumowując utwór fajny, przyjemny, choć jednocześnie nie zniewalający. Jak Hien znowu sprawi nam na koniec prezent w postaci plików flac, to będę miał Marengo na dysku. Jak nie, to sam szukał nie będę.
Milli Vanilli – Girl You Know It’s True
Hien pisał, że stripped był cwany robiąc wrzutkę. Ja powiem, że to Hien jest cwany, bo wrzuca znowu utwór, którego nie da się zrąbać. Przynajmniej mnie. Bo MV to zespół, który znam od ponad trzech dekad i który w latach mojej młodości był bardzo popularny w moich szkolnych kręgach. Gdy to leci, to od razu znowu myślami jestem w czasach technikum i słyszę, jak puszczają to na przerwach w radiowęźle. Od razu widzę twarz mojego kolegi z klasy, który był wielkim fanem MV. Sam miałem ich kasetę, którą ostro słuchałem. I lubię Girl You Know It’s True do dziś. Na tyle, że sam brałem to pod uwagę. Ostatecznie utwór w tej 25-ce się nie znalazł, ale całkiem możliwe, że w następnej już by się ukazał w moich propozycjach.
Girl You Know It’s True ma świetną linię melodyczną, fajnie brzmi i zawsze jarały mnie wokale. Gdy się dowiedziałem o całej aferze dotyczącej wiadomo czego, to jakoś wcale nie byłem zaszokowany, bo nigdy ci kolesie typu Rob i Fab nie pasowali mi do tych wokali. Nawet się ucieszyłem, że jednak to wcale oni nie śpiewali, bo prawdę mówiąc wkurzali mnie samą swoją powierzchownością. A najbardziej te ich pląsy w teledyskach. No u Michaela Jacksona to oni raczej się tańczyć nie uczyli. A w tych rajtuzkach i marynarkach, z których zapomnieli wyjąć wieszaków wyglądali po prostu komicznie.
No ale odbiegam od tematu, bo my tu oceniamy nie wygląd, a samą muzykę, a ta jest jak najbardziej bardzo dobra. Nawet po tylu latach.
Blur - Song 2
Ten utwór, podobnie jak wrzutka Golasa też ma plusy i minusy, tylko w odwrotnych proporcjach.
Plusy są dwa. Pierwszy to tylko dwie minuty długości utworu. A drugi to skojarzenia z moją ulubioną sportową grą komputerową, czyli Fifą. Reszta to już niestety tylko minusy. Nigdy nie lubiłem takiego typu muzyki, wokalistów drących mordę w ten sposób i tak brzmiących gitar. Po prostu nie lubię takiego grania. Nuda do kwadratu niestety.
Dolly Parton and Kenny Rogers - Islands In The Stream
Czez spędził z nami w tej zabawie niewiele czasu, bo łącznie zaledwie 10 kolejek, ale już dosyć dobrze chyba byłbym w stanie określić jego preferencje muzyczne.
Nie znałem tego utworu, ale muszę przyznać, że im więcej go słucham, tym bardziej mi się podoba.
Wcale nie zdziwił mnie fakt, że to kompozycja Bee Geesów, bo to bardzo w ich stylu. I cieszy mnie, że oni sami tego nie zaśpiewali, tylko oddali dla Dolly i Kennye’go, bo ten duet brzmi tu po prostu wyśmienicie. Zalatuje to troszkę takim country. Nie wiem może dlatego, że śpiewa tu Parton. Ale oczyma wyobraźni widzę mimowolnie znowu jakieś ranczo i kombojów.

I w sumie coraz bardziej lubię country.
Po prostu bardzo ładna i przyjemna melodia z wkręcającym się w mózg refrenem. Dobrze zaaranżowana i świetnie zaśpiewana. Dobra robota Czezu.
Andy Stott - How It Was
Ajaj Dragon znowu zaczyna tą 25-kę, podobnie jak pierwszą, w nie najlepszym stylu. Pierwsza wrzutka była jeszcze niezła, choć chyba i tak poniżej jego średniej, ale tutaj jest rzekłbym fatalnie. Tylko sam początek da się posłuchać. Jak potem weszły te syntezatorowe zagrywki, to myślałem, że laptop mi się spier*olił. Albo słuchawki. Takiego dziwacznego i irytującego elektronicznego brzmienia to jeszcze chyba nie słyszałem. Musiałem wręcz zmniejszyć siłę głosu o połowę, bo myślałem, że mi mózg eksploduje. Ta przebasowana i przesterowana ściana dźwięków to naprawdę za dużo jak na moje uszy. Że o potwornej monotonii nie wspomnę. Ale były już tutaj utwory niby monotonne, a jednak dobrze brzmiące. O How It Was nie da się tego niestety powiedzieć. I trwa to na dodatek całe 6 minut. Kolejne odsłuchy tylko pogłębiały moją niechęć.
Niedawno w podsumowaniu pierwszej tury zabawy pisałem, że na początku bałem się dragonowych propozycji. I miałem na myśli właśnie takie cuda jak How It Was. Na szczęście taka elektroniczna kakofonia przydarzyła się Dragonowi pierwszy raz.
Mówię Ci kolego Dragonie zawróć z tej drogi. Nie idź tą drogą, bo zaprowadzi Cię ona na manowce.
Rihanna - Man Down
Na początku muszę powiedzieć, że nie lubię reggae. Co innego, gdy jakiś artysta którego lubię, wykonujący na co dzień zupełnie inny typ muzyki zrobi sobie jakiś skok w bok w takim stylu. I na dodatek zrobi to tak dobrze jak Rihanna.
Lubię Rihannę choć zaznaczam, że jakimś wielkim jej fanem też znów nie jestem. Bo znam w całości tylko jedną jej płytę plus parę innych utworów i tyle. Man Down nie znałem i gdy przeczytałem zapowiedź, że to reggae, to czułem zaniepokojenie. Ale to uczucie rozmyło się prawie natychmiast, jak usłyszałem jej fantastyczny wokal, który od zawsze uwielbiam. To „Rampapapam” kupiło mnie natychmiast. Przy okazji mojej wrzutki Rihanny większość narzekała na to, że ona śpiewa nijako. Nie zgadzam się z tym. Dla mnie to jeden z najbardziej charakternych wokali żeńskich.
Utwór jest świetny, aranż świetny, ale największą robotę i tak robi Rihanna. Z inną wokalistką ten utwór nie byłby aż tak dobry.
Super zaskoczenie od Deva. Właśnie takich utworów chciałbym więcej z jego strony. I w tym przypadku nie będę czekał na paczuszkę od Hiena. Sam lecę ściągnąć ten utwór.
Podsumowując kolejka bardziej na plus. Początkowo myślałem, że znowu wygra Hien, potem chciałem przyznać złoto Czezowi, bo jednak jego propozycji nie znałem w przeciwieństwie do Milli Vanilli. W końcu jednak wygrywa dev i reggae od Rihanny.
Za tą trójką stripped.
Niestety na minus tym razem Mintaj i szczególnie Dragon.
Rampapapam rampapapam.