Best of Forum II
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Czez edytował posta widzę. Lily Was Here, spox.
Kolejeczka 5. (30.):
https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... TowX0m1hWY
Kolejeczka 5. (30.):
https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... TowX0m1hWY
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Warszafski Deszcz - Kilkaset Słów Prawdy
Mam dziwne uczucie, że zawsze przy wrzutkach rodzimego rapu piszę to samo. Choć może jednak się moje podejście troszkę zmieniło, bo potrafię już chociaż docenić samą produkcję. Utwór ma bardzo dobre brzmienie. Podkłady są jak najbardziej spoko. Połowa utworu spokojna, druga połowa z wyraźnym bitem. Tekst też ok, chociaż jak dla mnie za dużo wulgaryzmów. Jakoś przekleństwa w naszym rodzimym języku mi raczej przeszkadzają. Jakieś tam nieliczne to nie ma sprawy, ale jak się ich nadużywa, to już jest niesmaczne.
Największy jak zwykle minus to sami raperzy z tymi swoimi śmiesznymi głosikami. Do tego raczej nigdy nie przywyknę.
Podsumowując krótko – brzmienie i klimat oceniam pozytywnie, rapowanie niestety znów do bani.
Lanterns on the Lake – When It All Comes True
Tak jest, to jest zdecydowanie utwór z gatunku Hien-core. Coraz więcej nam takich serwuje i mnie to pasuje, bo ja również cenię sobie takie spokojne i klimatyczne piosenki. A jak jeszcze na wokalu jest kobieta, to już naprawdę nic więcej nie trzeba. Pamiętam, że jak byłem młody, to uważałem, że dobrą muzykę mogą śpiewać tylko faceci. No bo wiecie, prawie wszystko czego najchętniej słuchałem miało męski wokal (DM, PSB, U2, Sting itd.). Potem się to znacząco zmieniło i uwielbiam żeńskie głosy. Stałem się wręcz koneserem damskich wokali, co nie raz już tu udowodniłem.
Pani Hazel ma rzeczywiście bardzo przyjemny głos, choć niekoniecznie podoba mi się zastosowana przez Hiene metoda niejako umniejszania umiejętności wokalnych innych pań przy okazji. Wystarczy posłuchać Sii live żeby zobaczyć, iż ona nie musi niczego w studiu polerować. Przy całej sympatii dla Hazel ten utwór jednak, przy całej swojej fajności, też nie zmusił jej do jakichś karkołomnych wokalnych wyczynów. Bo utwór jest dosyć łatwy do zaśpiewania. I nie jest to oczywiście żaden zarzut, bo nie o takie wyczyny przecież w muzyce chodzi. Ale to tylko taka mała uwaga techniczna przy okazji.
Ta „podwodna” gitara rzeczywiście bardzo ładna. Pięknie brzmi i właściwie robi cały klimat tutaj. Aranż utworu idealny, taki jak lubię. Sama linia melodyczna może nie jest jakaś wyjątkowo charakterystyczna, bo mimo wielu przesłuchań wciąż nie potrafię jej za bardzo zanucić, ale to też wcale nie jest jakaś wada. Bo klimat jest naprawdę super. Można się przy tym utworze rozmarzyć, zanurzyć w błogostanie. Słuchanie tego podczas wpatrywania się w morze to chyba rzeczywiście idealne warunki. Mogę to sobie bez problemu wyobrazić (na pewno bardziej, niż ten mieszczuch stripped słuchanie muzyki w mazurskim lesie
).
Bardzo ciekawy jestem całej płyty i kto wie, czy nie sprawdzę tego prędzej niż Hien wrzuci w temacie albumowym.
Daddy DJ - Over You
Wciąż nie mogę się nadziwić umiejętności deva do lania wody. Wywala gigantyczną ścianę tekstu, w której opis samej wrzutki zajmuje może ze 20%. Nie mogę się też nadziwić jego doskonałej pamięci. Pamięta tak wiele szczegółów ze swojego życia sprzed 20 lat, pamięta, jaki był rok 2003, w co grał, co oglądał, gdzie jeździł. Pewnie nawet pamięta, co jadł na śniadanie w np. drugą niedzielę lutego tego roku
. Każdy ma w życiu takie momenty, że zapamiętuje pewne rzeczy i wydarzenia doskonale i to nie zawsze jakieś szczególne. Ale dev zasypuje takimi szczegółami właściwie przy okazji każdej wrzutki, za co go szczerze podziwiam.
Co do samego utworu – były czasy, kiedy nawet takiej muzyki słuchałem. I była to druga połowa lat 90’ i początek tego stulecia. Miałem sporo kaset, a później płyt z taką muzyką. Te wszystkie disco zespoły, które cieszyły się wtedy dużą popularnością. Teraz słysząc taką muzykę sam sobie się dziwię, że mnie to interesowało. Over you to nie jest utwór może zły, drażniący czy coś w tym stylu. Jest spoko bicik, spoko brzmienie. Nóżka nawet chodzi jak pisał dev, ale nie potrafię już jednak słuchać tego typu muzyki. Mój gust muzyczny wyewoluował już jednak w zupełnie innym kierunku. Jakby to poleciało gdzieś na jakiejś imprezie, to byłoby super. Ale włączyć z własnej woli do posłuchania nie włączę. Tym bardziej, że nie przepadam za takim zniekształconym wokalem.
Krótko mówiąc muzyka choć nie najgorsza, to jednak taką muzyką dev mnie nie kupi na pewno.
Global Communication - 9:25
No i mamy jak na razie najlepszy instrumental od Dragona w tej drugiej rundzie. Dużo bardziej mnie to zaciekawiło niż wcześniej wrzucony 2814, że o Stottcie nie wspomnę. Te ludzkie szepty na początku brzmią fajnie i wprowadzają fajną atmosferę. Przez kolejne 3 minuty jest wciąż bardzo minimalistycznie i nastrojowo. Wręcz tajemniczo. Lubię, jak utwory tak powoli się rozwijają i dopiero z czasem wchodzą na wyższe obroty. Bo tak się dzieje, jak wchodzi wreszcie bas i perkusja. I brzmią bardzo dobrze. W tle słychać sporo różnych dźwięków, które już w przeszłości gdzieś słyszałem. Ale nie przeszkadza mi to ani trochę.
Te niespełna 10 minut muzyki to był bardzo miło spędzony czas. Może ta muzyka doskonale służyć zarówno jako tło jak i do uważniejszego posłuchania. Można się przy tym naprawdę nieźle zrelaksować.
Nie będę ściemniał, że jakoś bardzo często słucham takich rzeczy, ale od czasu do czasu jak najbardziej z przyjemnością.
George Michael - Too Funky
Mentos po ostatnich batach jakie zebrał postanowił sięgnąć po coś bezpieczniejszego, a co dosyć dobrze sprawdziło się w ostatniej kolejce, czyli George’a Michaela. No i pewnie wyjdzie na tym lepiej, bo to bardzo dobry utwór, który znam doskonale. Chyba to nawet jeszcze lepszy utwór niż Fastlove. Fajny funkowy klimat z bardzo dobrze brzmiącymi klawiszami.
Pamiętam jeszcze, że utwór miał dobry teledysk z najlepszymi w tamtym czasie modelkami ze świata mody. Aż go sobie po latach odświeżyłem. No i jak zawsze wokal George’a robi świetną robotę.
W ogóle to jeden z tych utworów, którego od lat nie słuchałem, ale którego nie sposób nie docenić.
Candy Dulfer and David Stewart - Lilly Was Here
Kolejny klasyk od Czeza. I tu podobna sprawa jak z Georgem Michaelem. Utwór doskonale mi znany, choć też nie słyszałem go od lat. Bardzo lubię saksofon w muzyce. Tutaj w duecie z gitarą Stewarta brzmi świetnie. Sama kompozycja też jest spoko. To utwór z rodzaju tych, których nawet nie mam na dysku, ale szanuję i zawsze chętnie posłucham.
Kolejka na pewno lepsza niż poprzednia. Wygrywa tym razem Hien. Potem dosyć wyrównany peletonik w składzie: Dragon, Mentos i Czez.
Trochę z tyłu stripped i dev, bo jednak te gatunki muzyczne u mnie wciąż kuleją. Choć wcale tak źle też znowu nie było.
Mam dziwne uczucie, że zawsze przy wrzutkach rodzimego rapu piszę to samo. Choć może jednak się moje podejście troszkę zmieniło, bo potrafię już chociaż docenić samą produkcję. Utwór ma bardzo dobre brzmienie. Podkłady są jak najbardziej spoko. Połowa utworu spokojna, druga połowa z wyraźnym bitem. Tekst też ok, chociaż jak dla mnie za dużo wulgaryzmów. Jakoś przekleństwa w naszym rodzimym języku mi raczej przeszkadzają. Jakieś tam nieliczne to nie ma sprawy, ale jak się ich nadużywa, to już jest niesmaczne.
Największy jak zwykle minus to sami raperzy z tymi swoimi śmiesznymi głosikami. Do tego raczej nigdy nie przywyknę.
Podsumowując krótko – brzmienie i klimat oceniam pozytywnie, rapowanie niestety znów do bani.
Lanterns on the Lake – When It All Comes True
Tak jest, to jest zdecydowanie utwór z gatunku Hien-core. Coraz więcej nam takich serwuje i mnie to pasuje, bo ja również cenię sobie takie spokojne i klimatyczne piosenki. A jak jeszcze na wokalu jest kobieta, to już naprawdę nic więcej nie trzeba. Pamiętam, że jak byłem młody, to uważałem, że dobrą muzykę mogą śpiewać tylko faceci. No bo wiecie, prawie wszystko czego najchętniej słuchałem miało męski wokal (DM, PSB, U2, Sting itd.). Potem się to znacząco zmieniło i uwielbiam żeńskie głosy. Stałem się wręcz koneserem damskich wokali, co nie raz już tu udowodniłem.
Pani Hazel ma rzeczywiście bardzo przyjemny głos, choć niekoniecznie podoba mi się zastosowana przez Hiene metoda niejako umniejszania umiejętności wokalnych innych pań przy okazji. Wystarczy posłuchać Sii live żeby zobaczyć, iż ona nie musi niczego w studiu polerować. Przy całej sympatii dla Hazel ten utwór jednak, przy całej swojej fajności, też nie zmusił jej do jakichś karkołomnych wokalnych wyczynów. Bo utwór jest dosyć łatwy do zaśpiewania. I nie jest to oczywiście żaden zarzut, bo nie o takie wyczyny przecież w muzyce chodzi. Ale to tylko taka mała uwaga techniczna przy okazji.
Ta „podwodna” gitara rzeczywiście bardzo ładna. Pięknie brzmi i właściwie robi cały klimat tutaj. Aranż utworu idealny, taki jak lubię. Sama linia melodyczna może nie jest jakaś wyjątkowo charakterystyczna, bo mimo wielu przesłuchań wciąż nie potrafię jej za bardzo zanucić, ale to też wcale nie jest jakaś wada. Bo klimat jest naprawdę super. Można się przy tym utworze rozmarzyć, zanurzyć w błogostanie. Słuchanie tego podczas wpatrywania się w morze to chyba rzeczywiście idealne warunki. Mogę to sobie bez problemu wyobrazić (na pewno bardziej, niż ten mieszczuch stripped słuchanie muzyki w mazurskim lesie
Bardzo ciekawy jestem całej płyty i kto wie, czy nie sprawdzę tego prędzej niż Hien wrzuci w temacie albumowym.
Daddy DJ - Over You
Wciąż nie mogę się nadziwić umiejętności deva do lania wody. Wywala gigantyczną ścianę tekstu, w której opis samej wrzutki zajmuje może ze 20%. Nie mogę się też nadziwić jego doskonałej pamięci. Pamięta tak wiele szczegółów ze swojego życia sprzed 20 lat, pamięta, jaki był rok 2003, w co grał, co oglądał, gdzie jeździł. Pewnie nawet pamięta, co jadł na śniadanie w np. drugą niedzielę lutego tego roku
Co do samego utworu – były czasy, kiedy nawet takiej muzyki słuchałem. I była to druga połowa lat 90’ i początek tego stulecia. Miałem sporo kaset, a później płyt z taką muzyką. Te wszystkie disco zespoły, które cieszyły się wtedy dużą popularnością. Teraz słysząc taką muzykę sam sobie się dziwię, że mnie to interesowało. Over you to nie jest utwór może zły, drażniący czy coś w tym stylu. Jest spoko bicik, spoko brzmienie. Nóżka nawet chodzi jak pisał dev, ale nie potrafię już jednak słuchać tego typu muzyki. Mój gust muzyczny wyewoluował już jednak w zupełnie innym kierunku. Jakby to poleciało gdzieś na jakiejś imprezie, to byłoby super. Ale włączyć z własnej woli do posłuchania nie włączę. Tym bardziej, że nie przepadam za takim zniekształconym wokalem.
Krótko mówiąc muzyka choć nie najgorsza, to jednak taką muzyką dev mnie nie kupi na pewno.
Global Communication - 9:25
No i mamy jak na razie najlepszy instrumental od Dragona w tej drugiej rundzie. Dużo bardziej mnie to zaciekawiło niż wcześniej wrzucony 2814, że o Stottcie nie wspomnę. Te ludzkie szepty na początku brzmią fajnie i wprowadzają fajną atmosferę. Przez kolejne 3 minuty jest wciąż bardzo minimalistycznie i nastrojowo. Wręcz tajemniczo. Lubię, jak utwory tak powoli się rozwijają i dopiero z czasem wchodzą na wyższe obroty. Bo tak się dzieje, jak wchodzi wreszcie bas i perkusja. I brzmią bardzo dobrze. W tle słychać sporo różnych dźwięków, które już w przeszłości gdzieś słyszałem. Ale nie przeszkadza mi to ani trochę.
Te niespełna 10 minut muzyki to był bardzo miło spędzony czas. Może ta muzyka doskonale służyć zarówno jako tło jak i do uważniejszego posłuchania. Można się przy tym naprawdę nieźle zrelaksować.
Nie będę ściemniał, że jakoś bardzo często słucham takich rzeczy, ale od czasu do czasu jak najbardziej z przyjemnością.
George Michael - Too Funky
Mentos po ostatnich batach jakie zebrał postanowił sięgnąć po coś bezpieczniejszego, a co dosyć dobrze sprawdziło się w ostatniej kolejce, czyli George’a Michaela. No i pewnie wyjdzie na tym lepiej, bo to bardzo dobry utwór, który znam doskonale. Chyba to nawet jeszcze lepszy utwór niż Fastlove. Fajny funkowy klimat z bardzo dobrze brzmiącymi klawiszami.
Pamiętam jeszcze, że utwór miał dobry teledysk z najlepszymi w tamtym czasie modelkami ze świata mody. Aż go sobie po latach odświeżyłem. No i jak zawsze wokal George’a robi świetną robotę.
W ogóle to jeden z tych utworów, którego od lat nie słuchałem, ale którego nie sposób nie docenić.
Candy Dulfer and David Stewart - Lilly Was Here
Kolejny klasyk od Czeza. I tu podobna sprawa jak z Georgem Michaelem. Utwór doskonale mi znany, choć też nie słyszałem go od lat. Bardzo lubię saksofon w muzyce. Tutaj w duecie z gitarą Stewarta brzmi świetnie. Sama kompozycja też jest spoko. To utwór z rodzaju tych, których nawet nie mam na dysku, ale szanuję i zawsze chętnie posłucham.
Kolejka na pewno lepsza niż poprzednia. Wygrywa tym razem Hien. Potem dosyć wyrównany peletonik w składzie: Dragon, Mentos i Czez.
Trochę z tyłu stripped i dev, bo jednak te gatunki muzyczne u mnie wciąż kuleją. Choć wcale tak źle też znowu nie było.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Lanterns On The Lake - When It All Comes True
Za oknem lato smaży okrutnie znowu a Hien raczy nas taką sentymentalną nutką, zwykle sięgałbym po takie brzmienia bardziej na wrzesień/jesień zapewne ale to skojarzenie z morzem też daje radę. Jest to niby indie rock ale to taki bardziej indie pop może nawet? W każdym razie łatka może być mylna bo bliżej temu do mojej wrzutki Blue Foundation niźli Killersom czy Bravery. Ja takie rzeczy czasem lubię i ten numer nie jest zły, najbardziej podobają mi się tu wokal oraz smyczki, pasowałoby to filmowo gdzieś pewnie i ja obok mojego BF też jeszcze taką wrzutkę będę miał, Hien mi uświadomił że w sumie na jesieni warto by się tym podzielić. Nie ma szału ale to potencjał na grower a nie na przebój. Ogólne wrażenie pozytywne.
Daddy DJ - Over You
Tu po raz kolejny trochę pisarski dryg Musiała jest handicapem dla wrzutki. Muzyka sama w sobie jest raczej z gatunku tych na jakie większość życia reagowałem alergicznie, ALE z biegiem lat nauczyłem się patrzeć na nie z dystansem. Absolutnie nie dziwi mnie że w opisie poszła wzmianka o kolesiu z Eiffel 65 bo to ta sama kategoria późnego eurodance'u. Ogólnie URZEKŁA MNIE TWOJA HISTORIA, sam ostatnio dopadłem w domu mojej mamy pudło z jej kompaktami/składankami w gorączkowym poszukiwaniu pewnych numerów, które po odsłuchu stwierdziłem jednakże nie były warte zachodu xD składanki Radio Deejay szukałem i faktycznie ciężko ale nie poddaję się, wrócę do tego. Sympatyczna wrzutka w stylu Eriki, pewnie w pewnych okolicznościach (typu ta planowana forumowa najebka u shodana) bujałbym się xD chodzi po głowie, nie spędza snu z oczu, jest spoko a nawet wolę chyba kiedy wychodzisz poza lata 80. i takie grzybki wyciągasz
Global Communication - 9:25
Tu troszeczkę rozczaro ale nie kawałkiem może ile faktem że wrzucasz 9:25 jednocześnie dwukrotnie wspominając o 5:23 które OCZYWIŚCIE poznałem w GTA 4 a nawet zapewne wrzuciłbym w końcu jako przedstawiciela moich wrzutek ambientowych/downtempo ale wobec powyższego uznaję to trochę za wrzutkę spaloną a nawet sam podrzucam link do rzeczonego numeru (który osobiście preferuję bardziej od Love On A Real Train):
https://youtu.be/q-O0r-jLtx4
Co do Twojej wrzutki powiem tak - przesłuchiwałem swego czasu ten album podjarany owym 5:23 ALE poza nim jednakże nic nie przykuwało mojej uwagi równie mocno a że ambientu na dłuższe dystanse nie preferuję jakoś tak reszta spadła w niebyt i zapomniałem o niej. Powrót nie był najgorszy, to wciąż jest kawał pierwszorzędnego downtempo, czy sięgnę znowu po album? NIE WIEM, nie mówię nie, potrzebne są tylko odpowiednie okoliczności (czytaj: usypiając młodego będę wracał hehe). Pewnie wrzucając tamten lubiany przeze mnie numer byłaby to pewna wygrana kolejki, tu jednak brakuje mi tego czegoś.
Eurythmics - Love Is A Stranger
O, shodan zarzucił numerem fajnej grupy i to numerem którego nie znam, więc już plusik. Myślałem że będę pisał reckę w stylu "trzeba było wrzucić ten i ten numer" ale jest całkiem spoko, podoba mi się rytmicznie chodząca stopa co z miejsca umiejscawia mi ten numer na parkiecie, choć byłoby to takie lajtowe disco, niemniej polajkowałem z miejsca i będę pamiętał i wracał i ogólnie coraz przychylniej myślę o Eurythmics, chyba pora by może jakaś składankę chociaż dopaść. Swoją drogą chodził mi ich pewien kawałek po głowie ostatnio zasłyszany w radio, może tu wjedzie później dużo, Annie Lennox też planuję solo.
George Michael - Too Funky
O, Dżordżu kontratakuje jakby chciał się upomnieć o laury za minioną kolejkę. Miłe zaskoczenie że wrzuca go mentos i zarzucił numerem który... coś kojarzę ale nie pamiętałem w ogóle, więc FAJNO. Propsuję oczywiście już za samo FUNKY w tytule a tak serio to numer ten też galantym hicikiem jest. Przyjemny, koktajlowy pop na imprezę w jakimś penthousie dla bogaczy z modelkami i gwiazdami Holiłuud, ale i czarnuch z Betonowa pobuja biodrami smażąc się na ośce w bloku przy zmywaniu garów
Candy Dulfer & Dave Stewart - Lily Was Here
Jeden z tych zapomnianych instrumentalnych przebojów które wszyscy znamy i mało kto wie kto je wykonuje. Klasyka końca lat 80., numer ze ścieżki dźwiękowej filmu o tym samym tytule którego ostatecznie nigdy nie było mi dane obejrzeć. Niemniej kojarzy mi się trochę z dzieciństwem i to podejrzewam był w naszym kraju klasyk na Trójce i nie tylko (teraz pewnie bardziej Złote Przeboje). Piękny, kliszowy ejtisowy saks w dialogu z akustyczną gitarą, prostota i geniusz w jednym. Uwielbiam od zawsze, kolejny singiel do upolowania.
Ocena kolejki: Dobra i wyrównana, jedna z najlepszych w ogóle.
Faworyt kolejki: Tyle różnych klimatów i dobrych numerów że byłoby nie fair wyróżniać jeden ponad pozostałe.
Nie, dziękuję: nic podobnego, proszę o więcej
Za oknem lato smaży okrutnie znowu a Hien raczy nas taką sentymentalną nutką, zwykle sięgałbym po takie brzmienia bardziej na wrzesień/jesień zapewne ale to skojarzenie z morzem też daje radę. Jest to niby indie rock ale to taki bardziej indie pop może nawet? W każdym razie łatka może być mylna bo bliżej temu do mojej wrzutki Blue Foundation niźli Killersom czy Bravery. Ja takie rzeczy czasem lubię i ten numer nie jest zły, najbardziej podobają mi się tu wokal oraz smyczki, pasowałoby to filmowo gdzieś pewnie i ja obok mojego BF też jeszcze taką wrzutkę będę miał, Hien mi uświadomił że w sumie na jesieni warto by się tym podzielić. Nie ma szału ale to potencjał na grower a nie na przebój. Ogólne wrażenie pozytywne.
Daddy DJ - Over You
Tu po raz kolejny trochę pisarski dryg Musiała jest handicapem dla wrzutki. Muzyka sama w sobie jest raczej z gatunku tych na jakie większość życia reagowałem alergicznie, ALE z biegiem lat nauczyłem się patrzeć na nie z dystansem. Absolutnie nie dziwi mnie że w opisie poszła wzmianka o kolesiu z Eiffel 65 bo to ta sama kategoria późnego eurodance'u. Ogólnie URZEKŁA MNIE TWOJA HISTORIA, sam ostatnio dopadłem w domu mojej mamy pudło z jej kompaktami/składankami w gorączkowym poszukiwaniu pewnych numerów, które po odsłuchu stwierdziłem jednakże nie były warte zachodu xD składanki Radio Deejay szukałem i faktycznie ciężko ale nie poddaję się, wrócę do tego. Sympatyczna wrzutka w stylu Eriki, pewnie w pewnych okolicznościach (typu ta planowana forumowa najebka u shodana) bujałbym się xD chodzi po głowie, nie spędza snu z oczu, jest spoko a nawet wolę chyba kiedy wychodzisz poza lata 80. i takie grzybki wyciągasz
Global Communication - 9:25
Tu troszeczkę rozczaro ale nie kawałkiem może ile faktem że wrzucasz 9:25 jednocześnie dwukrotnie wspominając o 5:23 które OCZYWIŚCIE poznałem w GTA 4 a nawet zapewne wrzuciłbym w końcu jako przedstawiciela moich wrzutek ambientowych/downtempo ale wobec powyższego uznaję to trochę za wrzutkę spaloną a nawet sam podrzucam link do rzeczonego numeru (który osobiście preferuję bardziej od Love On A Real Train):
https://youtu.be/q-O0r-jLtx4
Co do Twojej wrzutki powiem tak - przesłuchiwałem swego czasu ten album podjarany owym 5:23 ALE poza nim jednakże nic nie przykuwało mojej uwagi równie mocno a że ambientu na dłuższe dystanse nie preferuję jakoś tak reszta spadła w niebyt i zapomniałem o niej. Powrót nie był najgorszy, to wciąż jest kawał pierwszorzędnego downtempo, czy sięgnę znowu po album? NIE WIEM, nie mówię nie, potrzebne są tylko odpowiednie okoliczności (czytaj: usypiając młodego będę wracał hehe). Pewnie wrzucając tamten lubiany przeze mnie numer byłaby to pewna wygrana kolejki, tu jednak brakuje mi tego czegoś.
Eurythmics - Love Is A Stranger
O, shodan zarzucił numerem fajnej grupy i to numerem którego nie znam, więc już plusik. Myślałem że będę pisał reckę w stylu "trzeba było wrzucić ten i ten numer" ale jest całkiem spoko, podoba mi się rytmicznie chodząca stopa co z miejsca umiejscawia mi ten numer na parkiecie, choć byłoby to takie lajtowe disco, niemniej polajkowałem z miejsca i będę pamiętał i wracał i ogólnie coraz przychylniej myślę o Eurythmics, chyba pora by może jakaś składankę chociaż dopaść. Swoją drogą chodził mi ich pewien kawałek po głowie ostatnio zasłyszany w radio, może tu wjedzie później dużo, Annie Lennox też planuję solo.
George Michael - Too Funky
O, Dżordżu kontratakuje jakby chciał się upomnieć o laury za minioną kolejkę. Miłe zaskoczenie że wrzuca go mentos i zarzucił numerem który... coś kojarzę ale nie pamiętałem w ogóle, więc FAJNO. Propsuję oczywiście już za samo FUNKY w tytule a tak serio to numer ten też galantym hicikiem jest. Przyjemny, koktajlowy pop na imprezę w jakimś penthousie dla bogaczy z modelkami i gwiazdami Holiłuud, ale i czarnuch z Betonowa pobuja biodrami smażąc się na ośce w bloku przy zmywaniu garów
Candy Dulfer & Dave Stewart - Lily Was Here
Jeden z tych zapomnianych instrumentalnych przebojów które wszyscy znamy i mało kto wie kto je wykonuje. Klasyka końca lat 80., numer ze ścieżki dźwiękowej filmu o tym samym tytule którego ostatecznie nigdy nie było mi dane obejrzeć. Niemniej kojarzy mi się trochę z dzieciństwem i to podejrzewam był w naszym kraju klasyk na Trójce i nie tylko (teraz pewnie bardziej Złote Przeboje). Piękny, kliszowy ejtisowy saks w dialogu z akustyczną gitarą, prostota i geniusz w jednym. Uwielbiam od zawsze, kolejny singiel do upolowania.
Ocena kolejki: Dobra i wyrównana, jedna z najlepszych w ogóle.
Faworyt kolejki: Tyle różnych klimatów i dobrych numerów że byłoby nie fair wyróżniać jeden ponad pozostałe.
Nie, dziękuję: nic podobnego, proszę o więcej
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Warszafski Deszcz - Kilkaset Słów Prawdy
Warszafski Deszcz kojarzy mi się z tym, jak poszedłem do gimnazjum,w którym nie słuchanie hip-hopu, wiązało się z ostrym szykanowaniem z każdej strony. Siłą rzeczy, musiałem zacząć zaznajamiać się z polskim rapem, żeby jakoś przetrwać (po roku, po tym jak kilka razy dostałem ostry wpierdoI za jakieś bzdety, zmieniłem szkołę). Powinienem mieć koszmarne wspomnienia związane z tą muzyką, ale szczerze mówiąc, poznałem wtedy bardzo dużo fajnego h-h. Warszafski z tamtego czasu, kojarzy mi się oczywiście z featem u Wzgórza w „Ja mam to co ty”, które jakoś wtedy wyszło. O ile nie dziwie się, że Niemen się wtedy wkurzył (nie dał zgody na loopy), to powiem szczerze, że częściej wracam do numeru WY3, niż do oryginału.
Ta wrzutka Muzyna, hmm. Ja już kiedyś pisałem, że nie potrafię poważnie traktować takich typowo łzawo-blokerskich numerów, gdzie raperzy przeżywają jak to dla nich ważna jest ulica, a nie jakieś tam inne gówna, i lamentują gdzie te składy, gdzie te rymy... Oni poważnie, a mnie to bawi, nic nie poradzę. Tede nawija jakby akurat miał grypę, jego rap jest anemiczny i nie robi wrażenia. Nie wiem, może to jest taki kontekst tego kawałka, że mają siedzieć struci xD
Widzę, że to z czasów nielegali i w sumie podkład jak na 1998 r. w Polsce uważam za bardzo dobry, pomysłowy. Nie znałem wcześniej tego kawałka. Nie jestem znawcą polskiego rapu, ale coś tam znam i ten kawałek raczej znajduje się w zbiorze kawałków, do których już wracać nie będę. Taki kciuk w bok, bym powiedział.
Daddy DJ - Over You
Wczesna jesień 2018 r., będzie mi się kojarzyć z wieloma rzeczami, a DADDY DJ, będzie jedną z nich. Różnie się wtedy u mnie działo i Dev, jako dobry kolega, często wpadał i jeździliśmy sobie autem po całym województwie. Musiał mi sprzedał w tamtym czasie trzy kawałki, nie będę wspomniał o reszcie, bo mimo że były to numery przypałowe, to Dev będzie pewnie chciał je wrzucić na jakimś etapie. Trzecim było „Over Me”. To jest prosty kawałek, który brzmi bardzo na swoje czasy, czyli coś co mogło powstać obok „Blue” Eiffel 65 i Crazy Froga. Podchodzę do tego w podobny sposób, jak do PSY (swoją drogą beka z Deva, że zjeżdża PSY, a potem wrzuca coś niemal identycznego), czyli jest to memiczny numer, ale przez to ciekawy. Ta elektronika kojarzy mi się momentami mocno z tym, co Kraftwerk robili na „The Mix” i generalnie propsuję takie nuty, o ile przedstawi mi się je w odpowiednim momencie. Devowi się udało, bo w tamtym czasie potrzebowałem muzy, która jakoś mnie odmóżdży. Powiem nawet, że zbiegiem okoliczności, od momentu poznania „Over You”, wszystko zaczęło mi się znowu w życiu układać xD W każdym razie, nie mogę nie pochwalić tej wrzutki ze względu na osobiste konotacje.
Global Communication - 9:25
Ciekawy kawałek, bardzo mi przypomina to co robił Ulrich Schnauss na swoich płytach z przełomu wieków. W sumie traktowałem to brzmienie jako taki jego znak rozpoznawczy, a słyszę, że już wcześniej podobne rzeczy się pojawiały. Z lekkim niepokojem, ale i ciekawością brnąłem przez pierwszy 3 minuty z hakiem, ale kiedy wszedł bit, to poczułem się już jak w domu. Kojarzy mi się to trochę z bardziej lajtowym Psykosonic, czy jeszcze bardziej lajtowym Orbitalem. Fajne są te pojedyncze, „spadające” dźwięki co jakiś czas i przestrzenne sekwensery, natomiast zaskoczyło mnie jaki fajny chill (połączony z czymś co nazwę elektronicznym funkiem) wchodzi mniej więcej w połowie kawałka. Jak wraca bit, to już jest czysty Schnauss, ale oczywiście na odwrót, bo to GC byli pierwsi (a czy pierwsi w ogóle, to wątpię). Nie wiem, może powinienem być bardziej surowy dla takich wrzutek, bo teoretycznie Dragon nawrzucał już mnóstwo podobnych rzeczy, ale mam słabość do takiej muzyki.
Eurythmics - Love is a stranger
Bardzo lubię Annie Lennox, ta babka jest wspaniała, pod każdym względem. Jeśli chodzi o Eurythmics, to są ok, ale ogólnie za bardzo ejtisowi żebym ich stawiał ponad solową AL (może poza tą płytą z lat 90, której całej nie słuchałem). Ja generalnie nie znam jakoś dobrze tego zespołu, znam hity i jakieś tam pojedyncze obskjury. Wrzutki Shodana nie słyszałem, to nadrabiam. No i jest to fajne, Z początku, odbiłem się od tandetności instrumentarium i tych jęków (jak się domyślam) Davida Stewarta, które brzmią jakby ten numer produkował jakiś Timbaland „w domu” xD Ale ostatecznie nie mogę złego słowa powiedzieć, bo Annie Lennox… Ona potrafi udźwignąć nawet najsłabsze rzeczy i zrobić z nich coś wybitnego. Dobry pop, którego nie zabił rocznik w rodowodzie, ale głównie dzięki wokalowi, który jest najwyższym możliwym poziomie i nie mówię tylko o czystym śpiewie, ale pomysłach, co z tym głosem można zrobić.
George Michael - Too Funky
No i co. Mentos zauważył, że Dżordżem można jednogłośnie wygrywać kolejki i myślał, że to przejdzie więcej niż raz. No i miał rację. Ja już rozdaje ordery za wrzucanie Michaela trochę automatycznie, jak za dobre ambienty, ale co, mam napisać dla zasady, ze chujowe? XD Facet, podobnie jak Annie Lenox, wiele słabych rzeczy byłby w stanie unieść samym głosem, ale tu muzyka też jest dobra. Może kawałek nie jest tak dobry, jak poprzednia propozycja Dragona, ale też jest zajebisty. YEAHYEAH. Najwyższy czas zabrać się za wszystko to GM’a, czego jeszcze nie znam. Ale jeśli ktoś w następnej kolejce znowu go wrzuci, to się już wkurwię.
Candy Dulfer and David Stewart - Lilly Was Here
Powtórzę się i powtórzę po innych, ale Czez ma talent do wyciągania nieoczywistych hitów. Była chyba na temat tego kawałka dyskusja w ubiegłym lub nawet w tym roku na forum, ktoś to z czymś pomylił, jak Dev Simply Minds, czy coś? Murzyn? No, nie ważne. Utwór szarpie mnie za nostalgiczne sznurki i chociaż to nie jest coś, czego z własnej woli będę słuchał, to raz na jakiś czas miło sobie na to „wpaść”. Rozwala mnie jak czasami takie instrumentale nagle stają się hitami. Będę miał niejako odpowiedź na ten numer, jakoś w grudniu.
Warszafski Deszcz kojarzy mi się z tym, jak poszedłem do gimnazjum,w którym nie słuchanie hip-hopu, wiązało się z ostrym szykanowaniem z każdej strony. Siłą rzeczy, musiałem zacząć zaznajamiać się z polskim rapem, żeby jakoś przetrwać (po roku, po tym jak kilka razy dostałem ostry wpierdoI za jakieś bzdety, zmieniłem szkołę). Powinienem mieć koszmarne wspomnienia związane z tą muzyką, ale szczerze mówiąc, poznałem wtedy bardzo dużo fajnego h-h. Warszafski z tamtego czasu, kojarzy mi się oczywiście z featem u Wzgórza w „Ja mam to co ty”, które jakoś wtedy wyszło. O ile nie dziwie się, że Niemen się wtedy wkurzył (nie dał zgody na loopy), to powiem szczerze, że częściej wracam do numeru WY3, niż do oryginału.
Ta wrzutka Muzyna, hmm. Ja już kiedyś pisałem, że nie potrafię poważnie traktować takich typowo łzawo-blokerskich numerów, gdzie raperzy przeżywają jak to dla nich ważna jest ulica, a nie jakieś tam inne gówna, i lamentują gdzie te składy, gdzie te rymy... Oni poważnie, a mnie to bawi, nic nie poradzę. Tede nawija jakby akurat miał grypę, jego rap jest anemiczny i nie robi wrażenia. Nie wiem, może to jest taki kontekst tego kawałka, że mają siedzieć struci xD
Widzę, że to z czasów nielegali i w sumie podkład jak na 1998 r. w Polsce uważam za bardzo dobry, pomysłowy. Nie znałem wcześniej tego kawałka. Nie jestem znawcą polskiego rapu, ale coś tam znam i ten kawałek raczej znajduje się w zbiorze kawałków, do których już wracać nie będę. Taki kciuk w bok, bym powiedział.
Daddy DJ - Over You
Wczesna jesień 2018 r., będzie mi się kojarzyć z wieloma rzeczami, a DADDY DJ, będzie jedną z nich. Różnie się wtedy u mnie działo i Dev, jako dobry kolega, często wpadał i jeździliśmy sobie autem po całym województwie. Musiał mi sprzedał w tamtym czasie trzy kawałki, nie będę wspomniał o reszcie, bo mimo że były to numery przypałowe, to Dev będzie pewnie chciał je wrzucić na jakimś etapie. Trzecim było „Over Me”. To jest prosty kawałek, który brzmi bardzo na swoje czasy, czyli coś co mogło powstać obok „Blue” Eiffel 65 i Crazy Froga. Podchodzę do tego w podobny sposób, jak do PSY (swoją drogą beka z Deva, że zjeżdża PSY, a potem wrzuca coś niemal identycznego), czyli jest to memiczny numer, ale przez to ciekawy. Ta elektronika kojarzy mi się momentami mocno z tym, co Kraftwerk robili na „The Mix” i generalnie propsuję takie nuty, o ile przedstawi mi się je w odpowiednim momencie. Devowi się udało, bo w tamtym czasie potrzebowałem muzy, która jakoś mnie odmóżdży. Powiem nawet, że zbiegiem okoliczności, od momentu poznania „Over You”, wszystko zaczęło mi się znowu w życiu układać xD W każdym razie, nie mogę nie pochwalić tej wrzutki ze względu na osobiste konotacje.
Global Communication - 9:25
Ciekawy kawałek, bardzo mi przypomina to co robił Ulrich Schnauss na swoich płytach z przełomu wieków. W sumie traktowałem to brzmienie jako taki jego znak rozpoznawczy, a słyszę, że już wcześniej podobne rzeczy się pojawiały. Z lekkim niepokojem, ale i ciekawością brnąłem przez pierwszy 3 minuty z hakiem, ale kiedy wszedł bit, to poczułem się już jak w domu. Kojarzy mi się to trochę z bardziej lajtowym Psykosonic, czy jeszcze bardziej lajtowym Orbitalem. Fajne są te pojedyncze, „spadające” dźwięki co jakiś czas i przestrzenne sekwensery, natomiast zaskoczyło mnie jaki fajny chill (połączony z czymś co nazwę elektronicznym funkiem) wchodzi mniej więcej w połowie kawałka. Jak wraca bit, to już jest czysty Schnauss, ale oczywiście na odwrót, bo to GC byli pierwsi (a czy pierwsi w ogóle, to wątpię). Nie wiem, może powinienem być bardziej surowy dla takich wrzutek, bo teoretycznie Dragon nawrzucał już mnóstwo podobnych rzeczy, ale mam słabość do takiej muzyki.
Eurythmics - Love is a stranger
Bardzo lubię Annie Lennox, ta babka jest wspaniała, pod każdym względem. Jeśli chodzi o Eurythmics, to są ok, ale ogólnie za bardzo ejtisowi żebym ich stawiał ponad solową AL (może poza tą płytą z lat 90, której całej nie słuchałem). Ja generalnie nie znam jakoś dobrze tego zespołu, znam hity i jakieś tam pojedyncze obskjury. Wrzutki Shodana nie słyszałem, to nadrabiam. No i jest to fajne, Z początku, odbiłem się od tandetności instrumentarium i tych jęków (jak się domyślam) Davida Stewarta, które brzmią jakby ten numer produkował jakiś Timbaland „w domu” xD Ale ostatecznie nie mogę złego słowa powiedzieć, bo Annie Lennox… Ona potrafi udźwignąć nawet najsłabsze rzeczy i zrobić z nich coś wybitnego. Dobry pop, którego nie zabił rocznik w rodowodzie, ale głównie dzięki wokalowi, który jest najwyższym możliwym poziomie i nie mówię tylko o czystym śpiewie, ale pomysłach, co z tym głosem można zrobić.
George Michael - Too Funky
No i co. Mentos zauważył, że Dżordżem można jednogłośnie wygrywać kolejki i myślał, że to przejdzie więcej niż raz. No i miał rację. Ja już rozdaje ordery za wrzucanie Michaela trochę automatycznie, jak za dobre ambienty, ale co, mam napisać dla zasady, ze chujowe? XD Facet, podobnie jak Annie Lenox, wiele słabych rzeczy byłby w stanie unieść samym głosem, ale tu muzyka też jest dobra. Może kawałek nie jest tak dobry, jak poprzednia propozycja Dragona, ale też jest zajebisty. YEAHYEAH. Najwyższy czas zabrać się za wszystko to GM’a, czego jeszcze nie znam. Ale jeśli ktoś w następnej kolejce znowu go wrzuci, to się już wkurwię.
Candy Dulfer and David Stewart - Lilly Was Here
Powtórzę się i powtórzę po innych, ale Czez ma talent do wyciągania nieoczywistych hitów. Była chyba na temat tego kawałka dyskusja w ubiegłym lub nawet w tym roku na forum, ktoś to z czymś pomylił, jak Dev Simply Minds, czy coś? Murzyn? No, nie ważne. Utwór szarpie mnie za nostalgiczne sznurki i chociaż to nie jest coś, czego z własnej woli będę słuchał, to raz na jakiś czas miło sobie na to „wpaść”. Rozwala mnie jak czasami takie instrumentale nagle stają się hitami. Będę miał niejako odpowiedź na ten numer, jakoś w grudniu.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Na pewno nie ja bo akurat mam pamięć do wykonawców tego utworu, swego czasu będąc na studiach wracaliśmy samochodem z uczelni i bawiliśmy się w Jaka to melodia, wjechał ten numer, powiedziałem że Candy Dulfer i Dave Stewart "Lily Was Here" i wyszedłem na aliena który powinien grać w teleturniejachHien pisze:16 sie 2022 19:29Była chyba na temat tego kawałka dyskusja w ubiegłym lub nawet w tym roku na forum, ktoś to z czymś pomylił, jak Dev Simply Minds, czy coś? Murzyn?
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Czez
- Posty: 9728
- Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
- Ulubiony utwór: Cala masa
- Lokalizacja: Glasgow
Mowisz Stripped, ze na pewno nie bylo tego tematu?
viewtopic.php?f=35&t=6888&hilit=Candy+d ... be0f2ccef4
viewtopic.php?f=35&t=6888&hilit=Candy+d ... be0f2ccef4
Enjoy The Silence
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
O właśnie. TO. Dzięki, Czez. Wiedziałem, że temat kawałka był i Murzyn się wypowiadał.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Czez
- Posty: 9728
- Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
- Ulubiony utwór: Cala masa
- Lokalizacja: Glasgow
Chociaz raz moglem sie do czegos przydac 
Enjoy The Silence
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Mówiłem jedynie że ja znam i kojarzę dobrze, tematu nie pamiętam.Czez pisze:16 sie 2022 20:20Mowisz Stripped, ze na pewno nie bylo tego tematu?
viewtopic.php?f=35&t=6888&hilit=Candy+d ... be0f2ccef4
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Na szczęście za sprawą naszej zabawy to się zmieniashodan pisze:16 sie 2022 18:58Nie będę ściemniał, że jakoś bardzo często słucham takich rzeczy, ale od czasu do czasu jak najbardziej z przyjemnością.
Jak dla mnie 5:23 tak jak inspiracja (Love on) doskonale pasuje do obrazu, ale już sama w sobie jest za słabo działająca na wyobraźnię. Dobrze podany chillout, solidnie brzmiący, ale nie było tak rozbudowanej opowieści jak w 9:25.stripped pisze:16 sie 2022 19:10Tu troszeczkę rozczaro ale nie kawałkiem może ile faktem że wrzucasz 9:25 jednocześnie dwukrotnie wspominając o 5:23 które OCZYWIŚCIE poznałem w GTA 4 a nawet zapewne wrzuciłbym w końcu jako przedstawiciela moich wrzutek ambientowych/downtempo ale wobec powyższego uznaję to trochę za wrzutkę spaloną a nawet sam podrzucam link do rzeczonego numeru (który osobiście preferuję bardziej od Love On A Real Train):
O takie drobne rozróżnienia mi chodzi. Niby to samo, ale nigdy nic identycznego.
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Warszafski Deszcz - Kilkaset Słów Prawdy
Ociępanie, to zajechano klasykiem. Ja co prawda, będąc te 3 lata młodszy od Hiena, nie zostałem uderzony "poważną" pojarką hip hopem przez "poważnych ludzi", bowiem największa popularność WWO czy WY3 czy też WFD właśnie (po drodze Kaliber 44 i Paktofonika rzecz jasna) przypadła w "moich kręgach" na koniec szkoły podstawowej. Z nieskrywanym uśmiecham wspominam, jak dzieciaki ode mnie z klasy (mówimy o 12-latkach do huia wafla) chodzą po korytarzach szkolnych ze słuchawkami od walkmanów na uszach i próbują powtarzać teksty Sokoła albo Fokusa, z reguły pełne bluzgów. O Tedem czy Liroyu nie wspomnę, ten ostatni traktowany był raczej w kategoriach beki (acz zdarzyła się sytuacja, że rodzice zostali wezwani do szkoły, bo jakiś gówniarz darł mordę "je*ać mi się chce"; to dość zabawne, jak się pomyśli o tym, jakiego "rapu" słucha dzisiejsza dzieciarnia, i bynajmniej nie mam na myśli potworów w rodzaju Bedoesa albo inne tego typu byle co), no ale SŁUCHAŁO SIĘ. Sam się na to przez moment załapałem, kiedy to moja siostra cioteczna opuściła krainę techno i przeszła do rapu. Ja byłem wtedy, że tak to ujmę, całkowicie pozbawiony identyfikacji wizualnej, więc ona postanowiła przerobić mnie na skejta. Miałem nikłe doświadczenie z hip hopem, gdyż moi rodzice - przerażeni tą subkulturą - prowadzili mi skrupulatną kontrolę słuchanej przeze mnie muzyki xD w efekcie z paroma kasetami musiałem się pożegnać... siostra się nie poddała i postanowiła mi sprezentować skejty w słynnym i kultowym, acz już nieistniejącym (chyba?) Buraku w Mieście Łodzi. Stary jak je znalazł wyrzucił do śmieci, a ja dostałem szlaban na komputer na miesiąc (miałem wtedy już 14 lat iksde). Rok później poznałem Depeche Mode... rodzice odetchnęli. W KAŻDYM RAZIE. Podoba mi się wrzuta Golasa, przywołuje wspomnienia, ale takie naprawdę stare (sprzed Daddy DJ, siedziałem co prawda bardziej w popie i elektronice, no ale gdzieś tego i owego ze sceny rapowej posłuchać zdążyłem), jak właśnie ukradkiem słuchało się z kumplami debiutu Liroya albo Masz i Pomyśl (to był dobry album dammit), czy też Pezeta, przy okazji którego (wrzutki) już miałem okazję powiedzieć to i owo nt. swojej przygody z tym gatunkiem muzyki. Bluzgi mi jakoś specjalnie nie przeszkadzają, flow płynie bez rewelacji może, ale jest przez to taki hmm, surowy, i dzięki temu numer zyskuje dla mnie na klimacie tamtych dawnych czasów, raczkującej sceny hh w Polsce. Bit - ZAJE*ISTY. Naprawdę, dobór podkładów jest (był) kapitalny, od strony muzycznej numer ukradł mnie od razu (podobnie jak Sobolewski ukradł sample od Kool & the Gang), odpalałem go z 7 razy dla samego tła. Kawałek generuje nostalgię, ale taką już naprawdę punktową i wykopaliskową - za czasami, kiedy - w innych (wyjątkowych) okolicznościach mógłbym stać się przynajmniej skejtem, i kto wie, co wtedy by się działo... Na marginesie, mam bekę, że ten numer ma podtytuł "I co, Musiał?", więc czuję się personally attacked xD to pewnie za te obsuwy w tematach albumowych
Lanterns on the Lake - When It All Comes True
Primo, jestem przekonany, że Hien już mi puszczał ten numer, znam go, i to jest niemożliwe, bym znał go inaczej, niż przez Kubę. Secundo, ewidentnie kolejny koleś chce mi dać w mordę za obsuwę albumową (i parę innych rzeczy pewnie też), bowiem jak już zacząłem powoli wychodzić z dołka wygenerowanego przez Birdy, zostałem teraz wepchnięty do krateru pełnego gówna. Ten numer jest piękny, cudowny, jest tak nieziemsko klimatyczny, że mam teraz ochotę wyjść z biura i wypier*olić do jakiegoś lasu. Albo lepiej, pojechać nad morze, wleźć na Klif Orłowski w Gdyni i zatopić się w nostalgii mocno świeżej, bo związanej z końcówką sierpnia ubiegłego roku. I oczywiście wpakować się emocjonalną downward spiral. To jest archetyp muzyki końca lata bym rzekł, doskonała nuta do spacerowania uliczkami jakichś bardziej izolowanych dzielnic lub osiedli nawet większego miasta, byle w godzinach porannych i pod koniec września (ale musi być słońce). Mamy wtedy delikatną mgłę nad gruntem, promienie słoneczne odbijające się srogo od pozamykanych szczelnie okien (bo już zimno), liście we wszystkich odcieniach jesiennego Pantone, i ten okrutnie charakterystyczny zapach, który czuć tylko przez chwilę, ale już wówczas wiadomo, że to koniec. Perkusja przywodzi mi trochę na myśl Piano Magic (konkretny album, który też znam dzięki Hienowi), smyczki, pianino i elektryk w tle dają mojej głowie dziwny miks The Cure z Talk Talk (choć to może być spowodowane tym, iż te dwie grupy też kojarzą mi się głównie z jesienią), wokal Hazel Wilde spina wszystko w piękną symfonię. Gdybym poznał ten numer w, dajmy na to, 2005 roku (już pomijając fakt, że musiałby wtedy... istnieć), to podejrzewam, że sam bym go dziś wrzucał Wam do bestki. Przyjdzie wrzesień, pójdę wcześnie rano na Sadybę, albo Saską Kępę, albo do Parku Skaryszewskiego i będę cisnął właśnie ten kawałek i rozpływał się w melancholii, która z okrutną wprost siłą wymusza łzy w oczach, choć właściwie nie do końca wiadomo, dlaczego. Słuchałem tego kawałka dokładnie 13 razy, nie przechodząc dalej w kolejce (przez jakiś czas ofc), bo zwyczajnie nie mogłem się oderwać. Zwycięzca, trzy razy tak, trzy razy złoto, jak żegnać się z latem, to na pełnej.
Global Communication - 9:39
Pomimo posiadania swego czasu drygu do wynajdowania dziwnych rzeczy, nigdy na GC nie wpadłem (no, chyba, że na Obywatela). Także byłem nieco zaskoczony, gdy okazało się (tzn. dotarłem do takich informacj), że jest to w gruncie rzeczy duet dość znany, jeśli chodzi o scenę ambientową. Znałem oczywiście ten ich numer, który trafił na The Journey (była to moja ulubiona stacja w GTAIV obok Liberty Rock) i lubiłem go, choć nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek sprawdził wykonawcę. Z czym mamy tu do czynienia? Z nieco bardziej lajtową odmianą Dragon-core'u, ale to właściwie nic złego, bo jak dotąd Dragon mnie właściwie nie zawiódł (moooże poza paroma drobnostkami). Także mimo tego, iż kompletnie ztrashował Moev wybaczam mu xD bowiem zarzutka GC jest naprawdę fajna. Utwór faktycznie ciągnie trochę Orbitalem, słychać jakieś echa Boards of Canada (Schnaussa niestety nie znam aż tak dobrze, by się odnieść), mam też delikatne skojarzenia z Camouflage z okolic Spice Crackers, ale również z jakimś new age. Całość się rozciąga, trudno zresztą, by było inaczej przy tej długości kawałka, ale nie jest to coś, co by w jakikolwiek sposób przeszkadzało. Jest czilowo i ekstremalnie wręcz spokojnie, choć z samego początku spodziewałem się czegoś niepokojącego - może przez te ponakładane na siebie szepty, które z jednej strony przypominały mi Recoil, z drugiej Einsturzende Neubauten lol. Ostatecznie otrzymałem kawałek space trance bez trance. No, prawie sam się weń wprowadziłem, więc chyba nie było tak źle? Brąz należy się jak Dragonowi jak mnie podwyżka.
Eurythmics - Love Is a Stranger
Trochę beka, iż Hien wspomina, że nie znał tego numeru. O tyle, że swego czasu (dawno temu, ale Hien był wtedy "świadomszy" muzycznie ode mnie) często latał po stacjach radiowych. W ogóle słuchając radia w najntisach (takiego generikowego, typu ówczesna Zetka) można było odnieść wrażenie, że Eurythmics to dość popularna grupa w Polsce. Może tak było, nigdy tego nie weryfikowałem, ale głos Lennox przebijał się przez fale ultrakrótkie wyjątkowo często (równie często zresztą solo). Eurythmics przez to stało się taką grupą, której nie słyszałem chyba zupełnie nic poza singlami (i to tymi najbardziej hitowymi), ale też bardzo ją lubię, bo Lennox ma świetny głos, Stewart miał fajne pomysły kompozycyjno-realizatorskie, no generalnie nie ma się do czego przypieprzyć. Ten konkretny utwór ma w sobie dla mnie idealny ejtisowy vibe, jest i fajny brzmieniowo, i synthpopowy i nieco eksperymentatorski zarazem, jest lekki - w sam raz na radio, Lennox czaruje swoim głosem, który pasuje zarówno do wytwornej kochanki jak i przerażającej wiedźmy. Innymi słowy, autor na swoim miejscu. Lubię, przepadam, cenię - i właściwie nie wiem, co więcej mógłbym powiedzieć. Ów Timbaland, jak to określił kol. Hien, w ogóle mi nie przeszkadza, ale oczywiście ja jestem tutaj tendencyjny. Po prostu lubię ejtisy i takie rozwiązania produkcyjne xD W sumie z dwóch numerów tej kolejki, gdzie Stewart maczał palce, ten jest zdecydowanie lepszy i daję mu srebro. Shodan nie zawodzi, keep up the good work!
Jerzy Michał - Too Funky
O ile rozumiem siłę personalnego odbioru jakiegoś kawałka (sam jestem tym przeokrutnie zaczadzony), to czasem jest tak, że numer nawet w jakimś tylko stopniu obiektywnie dobry (ale jednak dobry) do człowieka nie trafia, bo nie jest w stanie się identyfikować z tym konkretnym settingiem, dla którego stanowi idealny soundtrack. I niestety jest to taka sytuacja. Poprzednia wrzutka Jerzomichałowa (Wołodyjowska) była w mojej opinii dużo lepsza. Ten kawałek nie jest zły, ale kompletnie go nie przyjmuję, może też dlatego, że na otrzymywanie koszy (choć z reguły całych kontenerów śmieci) mam własną, spersonalizowaną do bólu i mocno smuteczkową playlistę xD Fastlove zresztą bardziej pasowało moim klimatom, tutaj jest zbyt... wesoło? Chyba too funky po prostu xD nie uważam jednocześnie, by był to zły kawałek, po prostu w tej chwili go nie czuję. Może gdybym - jak to napisał Golas - budził się teraz po srogim melanżu w penthousie na Złotej 44 (swoją drogą, kiedyś z kol. Hienem dostaliśmy totalnie randomowe zaproszenie na taką imprezę, ale to były bardzo krindżowe okoliczności xD) w otoczeniu PRZYNAJMNIEJ jakichś instagramowych influencerek i ktoś zapuściłby ten numer, to by wszedł just right, ale siedzę w pracy, za chwilę zaczynam kolejny dzień szkoleń, no nie wchodzi w ogóle. Wyłamuję się trochę z ogólnego chóru zachwytów, choć podobnie jak Hien uważam, że Michael masę rzeczy jest w stanie uratować swoim genialnym wprost głosem. Tym razem Too Funky jest - jak już napisałem wyżej - too funky for me. Ale zapodam mały teaser, u mnie też będzie GM, ale sporo później xD
Candy Dulfer i Pół Eurythmics - Lily Was Here
Na początek powiem, że zawsze doznaję małego szoku odkrywając przy randomowych okazjach (takich jak ta), że to jest Candy DuLFer, a nie Candy DuFLer, a tak przez lata ją tytułowałem wymieniając ten utwór xD to jest taki klasyk, że właściwie aż nie wiem, co powiedzieć. Czez generalnie w swoich wrzutkach operuje na bardzo bezpiecznym polu, jednocześnie czasem przełamując wszystko srogą dawką absurdu - vide Polka Dziadek - jednak bardzo stara się tym absurdem przynajmniej sprawiać wrażenie pewnej stabilności, że tak to ujmę. Gdybym miał to do czegoś porównać, to jest trochę tak, jakbym codziennie serwował na obiad klasyczne polskie dania, ale któregoś dnia po prostu z dupy dodałbym do tłuczonych ziemniaków LSD, albo wsypał do mizerii emkę zamiast soli. Tutaj jednak schaboszczak z kapustą zasmażaną i kartoflami posypanymi koperkiem. Z daleka zapachu nie da się nie rozpoznać, ale im bliżej jesteśmy tym bardziej czuć mało dobroczynny wpływ mikrofalówki. Po prostu nie tylko się przejadło, ale też właściwie trzeba w kółko odgrzewać, bo na świeżość już się liczyć nie da. Numer ten znam na wylot, choć nigdy go nie ściągnąłem ani nawet nie odpaliłem na YT z własnej woli. To jest po prostu krajowe multiwersum FM, bo jak akurat nie ma czego puścić w ramówce puszcza się to. Rodzice w latach 2002-2008 kupowali dwupłytowe składanki Radia ZET (wspominałem już o tym zresztą), i na chyba co drugiej z nich była ta nuta xD potrafi polecieć nawet na Voksie. Nie jest to złe dzieło, też lubię bardzo brzmienie seksofonu, perkusja zahacza oczywiście o klapę od kibla, ale też - SPOILER ALERT - mnie to tam nigdy nie przeszkadzało (dlatego tak lubię Moev lol), tylko że... jest taki fanpej na Twarzoksiążce, zowie się To samo zdjęcie Bogusława Lindy codziennie. No to właśnie po raz tysięczny widzę to zdjęcie, i o ile istnienie takich fanpejów mogę potraktować bekowo (bo też w tych celach one powstały), to tutaj już trochę rzygam tym schabowym. Idę na zupę z tragicznych wspomnień i pieczone złamane serca, domykając kolejkę jeszcze jednym odtworzeniem When It All Comes True.
Ociępanie, to zajechano klasykiem. Ja co prawda, będąc te 3 lata młodszy od Hiena, nie zostałem uderzony "poważną" pojarką hip hopem przez "poważnych ludzi", bowiem największa popularność WWO czy WY3 czy też WFD właśnie (po drodze Kaliber 44 i Paktofonika rzecz jasna) przypadła w "moich kręgach" na koniec szkoły podstawowej. Z nieskrywanym uśmiecham wspominam, jak dzieciaki ode mnie z klasy (mówimy o 12-latkach do huia wafla) chodzą po korytarzach szkolnych ze słuchawkami od walkmanów na uszach i próbują powtarzać teksty Sokoła albo Fokusa, z reguły pełne bluzgów. O Tedem czy Liroyu nie wspomnę, ten ostatni traktowany był raczej w kategoriach beki (acz zdarzyła się sytuacja, że rodzice zostali wezwani do szkoły, bo jakiś gówniarz darł mordę "je*ać mi się chce"; to dość zabawne, jak się pomyśli o tym, jakiego "rapu" słucha dzisiejsza dzieciarnia, i bynajmniej nie mam na myśli potworów w rodzaju Bedoesa albo inne tego typu byle co), no ale SŁUCHAŁO SIĘ. Sam się na to przez moment załapałem, kiedy to moja siostra cioteczna opuściła krainę techno i przeszła do rapu. Ja byłem wtedy, że tak to ujmę, całkowicie pozbawiony identyfikacji wizualnej, więc ona postanowiła przerobić mnie na skejta. Miałem nikłe doświadczenie z hip hopem, gdyż moi rodzice - przerażeni tą subkulturą - prowadzili mi skrupulatną kontrolę słuchanej przeze mnie muzyki xD w efekcie z paroma kasetami musiałem się pożegnać... siostra się nie poddała i postanowiła mi sprezentować skejty w słynnym i kultowym, acz już nieistniejącym (chyba?) Buraku w Mieście Łodzi. Stary jak je znalazł wyrzucił do śmieci, a ja dostałem szlaban na komputer na miesiąc (miałem wtedy już 14 lat iksde). Rok później poznałem Depeche Mode... rodzice odetchnęli. W KAŻDYM RAZIE. Podoba mi się wrzuta Golasa, przywołuje wspomnienia, ale takie naprawdę stare (sprzed Daddy DJ, siedziałem co prawda bardziej w popie i elektronice, no ale gdzieś tego i owego ze sceny rapowej posłuchać zdążyłem), jak właśnie ukradkiem słuchało się z kumplami debiutu Liroya albo Masz i Pomyśl (to był dobry album dammit), czy też Pezeta, przy okazji którego (wrzutki) już miałem okazję powiedzieć to i owo nt. swojej przygody z tym gatunkiem muzyki. Bluzgi mi jakoś specjalnie nie przeszkadzają, flow płynie bez rewelacji może, ale jest przez to taki hmm, surowy, i dzięki temu numer zyskuje dla mnie na klimacie tamtych dawnych czasów, raczkującej sceny hh w Polsce. Bit - ZAJE*ISTY. Naprawdę, dobór podkładów jest (był) kapitalny, od strony muzycznej numer ukradł mnie od razu (podobnie jak Sobolewski ukradł sample od Kool & the Gang), odpalałem go z 7 razy dla samego tła. Kawałek generuje nostalgię, ale taką już naprawdę punktową i wykopaliskową - za czasami, kiedy - w innych (wyjątkowych) okolicznościach mógłbym stać się przynajmniej skejtem, i kto wie, co wtedy by się działo... Na marginesie, mam bekę, że ten numer ma podtytuł "I co, Musiał?", więc czuję się personally attacked xD to pewnie za te obsuwy w tematach albumowych
Lanterns on the Lake - When It All Comes True
Primo, jestem przekonany, że Hien już mi puszczał ten numer, znam go, i to jest niemożliwe, bym znał go inaczej, niż przez Kubę. Secundo, ewidentnie kolejny koleś chce mi dać w mordę za obsuwę albumową (i parę innych rzeczy pewnie też), bowiem jak już zacząłem powoli wychodzić z dołka wygenerowanego przez Birdy, zostałem teraz wepchnięty do krateru pełnego gówna. Ten numer jest piękny, cudowny, jest tak nieziemsko klimatyczny, że mam teraz ochotę wyjść z biura i wypier*olić do jakiegoś lasu. Albo lepiej, pojechać nad morze, wleźć na Klif Orłowski w Gdyni i zatopić się w nostalgii mocno świeżej, bo związanej z końcówką sierpnia ubiegłego roku. I oczywiście wpakować się emocjonalną downward spiral. To jest archetyp muzyki końca lata bym rzekł, doskonała nuta do spacerowania uliczkami jakichś bardziej izolowanych dzielnic lub osiedli nawet większego miasta, byle w godzinach porannych i pod koniec września (ale musi być słońce). Mamy wtedy delikatną mgłę nad gruntem, promienie słoneczne odbijające się srogo od pozamykanych szczelnie okien (bo już zimno), liście we wszystkich odcieniach jesiennego Pantone, i ten okrutnie charakterystyczny zapach, który czuć tylko przez chwilę, ale już wówczas wiadomo, że to koniec. Perkusja przywodzi mi trochę na myśl Piano Magic (konkretny album, który też znam dzięki Hienowi), smyczki, pianino i elektryk w tle dają mojej głowie dziwny miks The Cure z Talk Talk (choć to może być spowodowane tym, iż te dwie grupy też kojarzą mi się głównie z jesienią), wokal Hazel Wilde spina wszystko w piękną symfonię. Gdybym poznał ten numer w, dajmy na to, 2005 roku (już pomijając fakt, że musiałby wtedy... istnieć), to podejrzewam, że sam bym go dziś wrzucał Wam do bestki. Przyjdzie wrzesień, pójdę wcześnie rano na Sadybę, albo Saską Kępę, albo do Parku Skaryszewskiego i będę cisnął właśnie ten kawałek i rozpływał się w melancholii, która z okrutną wprost siłą wymusza łzy w oczach, choć właściwie nie do końca wiadomo, dlaczego. Słuchałem tego kawałka dokładnie 13 razy, nie przechodząc dalej w kolejce (przez jakiś czas ofc), bo zwyczajnie nie mogłem się oderwać. Zwycięzca, trzy razy tak, trzy razy złoto, jak żegnać się z latem, to na pełnej.
Global Communication - 9:39
Pomimo posiadania swego czasu drygu do wynajdowania dziwnych rzeczy, nigdy na GC nie wpadłem (no, chyba, że na Obywatela). Także byłem nieco zaskoczony, gdy okazało się (tzn. dotarłem do takich informacj), że jest to w gruncie rzeczy duet dość znany, jeśli chodzi o scenę ambientową. Znałem oczywiście ten ich numer, który trafił na The Journey (była to moja ulubiona stacja w GTAIV obok Liberty Rock) i lubiłem go, choć nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek sprawdził wykonawcę. Z czym mamy tu do czynienia? Z nieco bardziej lajtową odmianą Dragon-core'u, ale to właściwie nic złego, bo jak dotąd Dragon mnie właściwie nie zawiódł (moooże poza paroma drobnostkami). Także mimo tego, iż kompletnie ztrashował Moev wybaczam mu xD bowiem zarzutka GC jest naprawdę fajna. Utwór faktycznie ciągnie trochę Orbitalem, słychać jakieś echa Boards of Canada (Schnaussa niestety nie znam aż tak dobrze, by się odnieść), mam też delikatne skojarzenia z Camouflage z okolic Spice Crackers, ale również z jakimś new age. Całość się rozciąga, trudno zresztą, by było inaczej przy tej długości kawałka, ale nie jest to coś, co by w jakikolwiek sposób przeszkadzało. Jest czilowo i ekstremalnie wręcz spokojnie, choć z samego początku spodziewałem się czegoś niepokojącego - może przez te ponakładane na siebie szepty, które z jednej strony przypominały mi Recoil, z drugiej Einsturzende Neubauten lol. Ostatecznie otrzymałem kawałek space trance bez trance. No, prawie sam się weń wprowadziłem, więc chyba nie było tak źle? Brąz należy się jak Dragonowi jak mnie podwyżka.
Eurythmics - Love Is a Stranger
Trochę beka, iż Hien wspomina, że nie znał tego numeru. O tyle, że swego czasu (dawno temu, ale Hien był wtedy "świadomszy" muzycznie ode mnie) często latał po stacjach radiowych. W ogóle słuchając radia w najntisach (takiego generikowego, typu ówczesna Zetka) można było odnieść wrażenie, że Eurythmics to dość popularna grupa w Polsce. Może tak było, nigdy tego nie weryfikowałem, ale głos Lennox przebijał się przez fale ultrakrótkie wyjątkowo często (równie często zresztą solo). Eurythmics przez to stało się taką grupą, której nie słyszałem chyba zupełnie nic poza singlami (i to tymi najbardziej hitowymi), ale też bardzo ją lubię, bo Lennox ma świetny głos, Stewart miał fajne pomysły kompozycyjno-realizatorskie, no generalnie nie ma się do czego przypieprzyć. Ten konkretny utwór ma w sobie dla mnie idealny ejtisowy vibe, jest i fajny brzmieniowo, i synthpopowy i nieco eksperymentatorski zarazem, jest lekki - w sam raz na radio, Lennox czaruje swoim głosem, który pasuje zarówno do wytwornej kochanki jak i przerażającej wiedźmy. Innymi słowy, autor na swoim miejscu. Lubię, przepadam, cenię - i właściwie nie wiem, co więcej mógłbym powiedzieć. Ów Timbaland, jak to określił kol. Hien, w ogóle mi nie przeszkadza, ale oczywiście ja jestem tutaj tendencyjny. Po prostu lubię ejtisy i takie rozwiązania produkcyjne xD W sumie z dwóch numerów tej kolejki, gdzie Stewart maczał palce, ten jest zdecydowanie lepszy i daję mu srebro. Shodan nie zawodzi, keep up the good work!
Jerzy Michał - Too Funky
O ile rozumiem siłę personalnego odbioru jakiegoś kawałka (sam jestem tym przeokrutnie zaczadzony), to czasem jest tak, że numer nawet w jakimś tylko stopniu obiektywnie dobry (ale jednak dobry) do człowieka nie trafia, bo nie jest w stanie się identyfikować z tym konkretnym settingiem, dla którego stanowi idealny soundtrack. I niestety jest to taka sytuacja. Poprzednia wrzutka Jerzomichałowa (Wołodyjowska) była w mojej opinii dużo lepsza. Ten kawałek nie jest zły, ale kompletnie go nie przyjmuję, może też dlatego, że na otrzymywanie koszy (choć z reguły całych kontenerów śmieci) mam własną, spersonalizowaną do bólu i mocno smuteczkową playlistę xD Fastlove zresztą bardziej pasowało moim klimatom, tutaj jest zbyt... wesoło? Chyba too funky po prostu xD nie uważam jednocześnie, by był to zły kawałek, po prostu w tej chwili go nie czuję. Może gdybym - jak to napisał Golas - budził się teraz po srogim melanżu w penthousie na Złotej 44 (swoją drogą, kiedyś z kol. Hienem dostaliśmy totalnie randomowe zaproszenie na taką imprezę, ale to były bardzo krindżowe okoliczności xD) w otoczeniu PRZYNAJMNIEJ jakichś instagramowych influencerek i ktoś zapuściłby ten numer, to by wszedł just right, ale siedzę w pracy, za chwilę zaczynam kolejny dzień szkoleń, no nie wchodzi w ogóle. Wyłamuję się trochę z ogólnego chóru zachwytów, choć podobnie jak Hien uważam, że Michael masę rzeczy jest w stanie uratować swoim genialnym wprost głosem. Tym razem Too Funky jest - jak już napisałem wyżej - too funky for me. Ale zapodam mały teaser, u mnie też będzie GM, ale sporo później xD
Candy Dulfer i Pół Eurythmics - Lily Was Here
Na początek powiem, że zawsze doznaję małego szoku odkrywając przy randomowych okazjach (takich jak ta), że to jest Candy DuLFer, a nie Candy DuFLer, a tak przez lata ją tytułowałem wymieniając ten utwór xD to jest taki klasyk, że właściwie aż nie wiem, co powiedzieć. Czez generalnie w swoich wrzutkach operuje na bardzo bezpiecznym polu, jednocześnie czasem przełamując wszystko srogą dawką absurdu - vide Polka Dziadek - jednak bardzo stara się tym absurdem przynajmniej sprawiać wrażenie pewnej stabilności, że tak to ujmę. Gdybym miał to do czegoś porównać, to jest trochę tak, jakbym codziennie serwował na obiad klasyczne polskie dania, ale któregoś dnia po prostu z dupy dodałbym do tłuczonych ziemniaków LSD, albo wsypał do mizerii emkę zamiast soli. Tutaj jednak schaboszczak z kapustą zasmażaną i kartoflami posypanymi koperkiem. Z daleka zapachu nie da się nie rozpoznać, ale im bliżej jesteśmy tym bardziej czuć mało dobroczynny wpływ mikrofalówki. Po prostu nie tylko się przejadło, ale też właściwie trzeba w kółko odgrzewać, bo na świeżość już się liczyć nie da. Numer ten znam na wylot, choć nigdy go nie ściągnąłem ani nawet nie odpaliłem na YT z własnej woli. To jest po prostu krajowe multiwersum FM, bo jak akurat nie ma czego puścić w ramówce puszcza się to. Rodzice w latach 2002-2008 kupowali dwupłytowe składanki Radia ZET (wspominałem już o tym zresztą), i na chyba co drugiej z nich była ta nuta xD potrafi polecieć nawet na Voksie. Nie jest to złe dzieło, też lubię bardzo brzmienie seksofonu, perkusja zahacza oczywiście o klapę od kibla, ale też - SPOILER ALERT - mnie to tam nigdy nie przeszkadzało (dlatego tak lubię Moev lol), tylko że... jest taki fanpej na Twarzoksiążce, zowie się To samo zdjęcie Bogusława Lindy codziennie. No to właśnie po raz tysięczny widzę to zdjęcie, i o ile istnienie takich fanpejów mogę potraktować bekowo (bo też w tych celach one powstały), to tutaj już trochę rzygam tym schabowym. Idę na zupę z tragicznych wspomnień i pieczone złamane serca, domykając kolejkę jeszcze jednym odtworzeniem When It All Comes True.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Brzmi jak opis piekłabudził się teraz po srogim melanżu w penthousie na Złotej 44 (swoją drogą, kiedyś z kol. Hienem dostaliśmy totalnie randomowe zaproszenie na taką imprezę, ale to były bardzo krindżowe okoliczności xD) w otoczeniu PRZYNAJMNIEJ jakichś instagramowych influencerek
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Zastanawiam się, czy będę miał numer, w ramach którego będę mógł nawiązać do tego o czym pisze Dev i chyba będę miał.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Ja do tej chwili myślałem, że to Dufler.mintaj pisze:17 sie 2022 09:27zawsze doznaję małego szoku odkrywając przy randomowych okazjach (takich jak ta), że to jest Candy DuLFer, a nie Candy DuFLer
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Dlaczego cytujesz mintaja, kiedy to mój cytat 
A propos, mintaj, piekło piekłem, ale zawsze funky (w klubie ze szklanki)
A propos, mintaj, piekło piekłem, ale zawsze funky (w klubie ze szklanki)
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Nigdy nie zapomnę swojego przepotężnego szoku po tym jak się dowiedziałem, że popularni Miedziowi to drużyna z Lubina, a nie Lublina
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ja nie wiem co się odpierdaIa na tym forum
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Kiedyś myślałem, że nikt jak Young Leosia nie uświadamia mi, że jestem już zgrzedziałym millenialsem, dopóki nie pojawiłem się na imprezie na której ktoś puścił nightcoreOlga Drenda pisze:A propos, mintaj, piekło piekłem, ale zawsze funky (w klubie ze szklanki)
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA