Best of Forum II

Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 15 wrz 2022 17:21

mentos się domagał, Czez zawstydził mentosa. Czekamy na Maciusia :D
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 15 wrz 2022 18:59

gurwa, jak zawsze ostatni xd
Ja tylko słowem o poprzedniej kolejce: trochę szkoda, że z tą Alamedą nie pykło, to, że shodan poczuł wręcz WSTRĘT do tego kawałka mnie zaskoczyło, ale bywa i tak. Może porwałem się z motyką na słońce, może coś tam, ale fakt, że praktycznie każdy z was zjechał tę blackową końcówkę, którą uznałem za najlepszy moment kawałka, sprawił, że zacząłem się zastanawiać czy coś nie tak jest ze mną czy z wami. XD Nim uzyskam odpowiedź na to pytanie, czas na....

The Avalanches - Frontier Psychiatrist

Ten zespół to dowód na to, że Australia jest krajem pokręconym jak fabryka nakrętek albo program Owsiaka ze starej telewizji. Ale ciężko, by nie była, skoro mowa o kraju w którym pełno dzikich, włochatych pająków tudzież kangurów i w ogóle mieszkają na jakiejś drugiej półkuli. xD W każdym razie, gdzieś w latach 90. w tymże pokręconym kraju pojawił się taki kolektyw muzyków, co się zwał The Avalanches i swego czasu tenże kolektyw nagrał album niemalże w całości złożony z sampli z jakichś totalnie losowych winylu - od takich z muzyką gwiazd popu po takie z jakimiś pokręconymi jinglami czy muzyką dla dzieci. Ot, postmodernizm na maxa (bez cukru). No i tak się okazało, zarówno na szczęście i nieszczęście (tzw. legal issues), że ta muzyka okazała się być na tyle chwytliwa, przystępna i po prostu DOBRA, że płyta ta zaczęła się sprzedawać lepiej niż dobrze i w ogóle, ale to już inna historia, i też w ogóle.
Generalnie to prawdę powiedziawszy, mógłbym wybrać tu z niej cokolwiek, bo całość jest w przysłowiową pytę, ale niechaj zarekomenduję wam jeden z singli o nazwie Frontier Psychiatrist. Dlaczego? Po pierwsze - bo mogę, po drugie - bo reprezentuje sobą wszystko co najlepsze w tej płycie: spoko vibe, humor, klimat, losowość, eklektyzm i w ogóle wszystko co sprawiedliwe, słuszne i zbawienne. Tym razem się nie rozpisałem, nawet nie zapodam wam jakiejś okołożyciowej historyjki, bo prawdę powiedziawszy słuchałem tej płyty bardzo często w okresie, gdy tego życia zbytnio nie miałem XD. W sumie to trochę spieprzyłem też sprawe z tym, że nie wrzuciłem jej gdzieś na wiosnę, ale pal to sześć. Bierzcie i słuchajcie tego po prostu, bo co ja wam będę pisał lol.

https://www.youtube.com/watch?v=VSdsjxopGVQ
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 15 wrz 2022 19:12

"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 16 wrz 2022 10:59

Wrzucam co by mieć weekend wolny od zadań domowych potem.

Ultravox! - Slip Away

W pierwszej chwili myślałem że średnio mi podejdzie ten numer, zabrzmiał mi jak ejtisowy numer brzmiący latami 60. Później wszystko się ułożyło i wylądowałem bez wątpienia w drugiej połowie lat 70. Te wokale brzmią vintage, podoba mi się co robi basik, syntezatory też spoko. Od połowy gdy wchodzi rozstrojone pianinko mam skojarzenia z fortepianem Vangelisa od Hiena. Gitary się odzywają, pojawiają się mocniejsze akcenty i grand finale. Wspaniała kompozycja, świetne brzmienie, mam trochę vibe jak u Bowiego tamtej ery ale skoro tu i tam Brian Eno to wszystko się zgadza. Smakowite, daję złoto bez zastanowienia!

Death Cab for Cutie - Meet Me on the Equinoxe

O rany, tu też wszystko zgadza mi się już na wejściu, gitarowa zagrywka spoko, chwytliwy refren "everything ends", a jak wchodzi perkusja i bas to już jestesmy w ogóle w domu. Strasznie dobre i mega cieszę się że drugi numer z soundtracku Twilight (co prawda kolejnej części) jaki się pojawia na spokojnie dorównuje mojej wrzucie Blue Foundation. Ogólnie nie wiem co jest z nimi ale strasznie te numery są takie... przytulne, lol, robią mi strefę komfortu, robią mi jesień ale wygodnie leżę na sofie pod kocem albo po prostu może siedzę w kinie słuchając tego (choć nigdy nie widziałem tych filmów w kinie) i jest mi zajebiście dobrze. Doskonale skrojony filmowo alt rock i co tu zrobić w tej sytuacji, dev z Hienem idą łeb w łeb i dogrywki nie pomagają, zatem powtarza się sytuacja z olimpiady w Tokyo i panowie dzielą się złotem, znaczy każdemu daję po złocie bo nie mogę inaczej.

Fancy - Bolero

Oj... tu miałem spore obawy przed odsłuchem, gdyby wuja wrzucił Flames of Love z góry skazałby się na mój srogi hejt bo to jeden z tych numerów co wujki na weselach lubią obtańcować a ja go nie trawię. Ale nie, shodan wybrał inny przebój Fancy i chwała mu za to. Bolero nie znam ale to kawał dobrej dyskotekowej muzy. Lata 80. na pełnej, basowy synth świetnie chodzi jak to w rasowym euro disco tamtej ery (miałem pisac że italo disco ale Fancy jest z Niemiec), lead synth ładnie uzupełnia, naprawdę świetna esencjonalna produkcja. Ten gadający Fancy brzmi mi całkiem jakbym słuchał Neila Tennanta w PSB, jest cudnie. Gdyby towarzystwo w kolejce było słabsze lub nie fakt że to lżejsza taneczna propozycja byłaby wygrana, ale jest srebro bez dwóch zdań, jedna z najlepszych wrzut shodana w drugiej transzy.

Rage Against The Machine - Fistful of Steel

Dragon wrzuca numerem z albumu-klasyka, na dodatek nie singlem, może trochę szkoda a z drugiej strony na tym albumie nie ma złych utworów i wszystkie są na wysokim poziomie, więc obojętnie, będzie to papierek lakmusowy dla takiego grania na tym forum. Album na pewno kiedyś pojawi się w drugim temacie myślę bo zasługuje na większy odsłuch. Akurat Fistful of Steel może nie pamiętam jakoś mocno, jednak te zagrywki na basie i gitarach szybko wchodzą do głowy i każda z nich to złoto tak naprawdę. Nie będę numeru rozkładał na części, jest zajebisty i tyle. W kontekście kolejki jednakże z uwagi na to że go znam otrzymuje brąz choć w niczym na pewno nie ustępuje Fancy, tamten numer jednak jest obecnie większym odkryciem dla mnie.

Covenant - Dead Stars

Czez rzuca muzą z depeszowych zlotów chyba tym razem, tak mi pachnie ten numer. Opis mnie zachęcił, zespół istniejący od lat 80., muzycznie okolice Front 242 niby... ale odsłuchując boleśnie zderzyłem się z rzeczywistością. Dla mnie brzmi jak kiepski klon Kraftwerk idący bardziej w euro dance. Bit strasznie drewniany i nieustępliwy, synthy tanie, łupanina ogólnie, Dragon ciekawsze rzeczy w FL Studio robi (swoją drogą muszę w końcu się zebrać za resztę "dyskografii"). Nie przepadam, podziękuję.

The Avalanches - Frontier Psychiatrist

Tu na papierze wszystko się powinno zgadzać i Murzyn powinien to kupić, wszak muzykę opartą na bitach i samplach zwykle lubię. Na przełomie wieków było trochę tych różnych wykonawców takiej beat music/trip hopu/instrumentalnego hip hopu i różnej innej plądrofoniki, sam coś pewnie zapodam z nurtu. Ten numer jednakże mnie kompletnie do siebie nie przekonuje, bardzo tłoczny kolaż z sampli, trochę chaotyczny, niby ma jakiś określony przebieg i układ ale brzmi jednak nieco losowo. Taka zupa do której kucharz wrzucił kalafiora i cukierki toffee bo jedno i drugie lubi ale wyszła kupa a nie zupa. Najlepiej brzmi ta meksykańska końcoweczka. Dziwię się że nie próbowałeś tego wrzucić z klipem, wtedy ciut lepiej podchodzi moim zdaniem.


To była naprawdę niezła kolejka muszę przyznać. Słuchając wrzutek deva i Hiena czułem wręcz ukłucie zazdrości że wrzucili tak świetne PIOSENKI, takie KOMPOZYCJE, mam wrażenie że ja za dużo wajbuję swoimi wrzutkami jedynie a te dwie powyższe wrzutki wiem że zostaną ze mną na dłużej z pewnością. Shodan dał radę ze swoim Bolero, zaskoczył pozytywnie tam gdzie się nie spodziewałem nic ciekawego odkryć. Dragon rzetelnie, przyjemna odmiana i kontynuacja klimatu... z kolejki otwarcia pierwszej bestki i tamtego Soundgarden. Tym razem u mnie w ogonie Czez z mentosem pod rękę.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 16 wrz 2022 11:59

Nas - Undying Love

Kurde, muszę przyznać, że jeśli chodzi o Nasa, to zdaje się wszystko co mogłem napisać na jego temat już wrzuciłem do tematu płytowego bardzo dawno temu. Wtedy siadło i odgrażałem się, że sięgnę po coś innego BYĆ MOŻE. Oczywiście muszę skoncentrować się na tej ostatniej części, gdyż faktycznie BYĆ MOŻE się spełniło w negatywną stronę, i oto odsłuch mam dzięki - nomen omen - Murzynowi. I cholera, ten utwór również siadł, i to mocno. Jest mroczny i ciężki, opowiada failed love story w taki typowo rapowy sposób, by nie powiedzieć po prostu czarny. Wszystko, co mogło pójść źle, oczywiście poszło, poza produkcją, tekstem, jego recytacją, bitem etc. Świetny kawałek, ściąga mnie w jakiś sposób do czasów spędzonych w małym pokoju mieszkania dziadków przed TV z MTV, kiedy jeszcze nadawali muzę (i to fajną), a rap przewijał się tam bardzo często. No i pasuje do tej pory roku, choć kiedy za oknem słońce niełatwo mi wpaść w pełną immersję. To zaciągnę rolety lol. Teraz naprawdę mogę napisać, że sięgnę po Nasa później trochę więcej, i tym razem zrobię to sam xD Kawałek z jednej strony poważny, z drugiej mam wrażenie sam celowo i zamierzenie podkłada sobie nogę tym komentarzem na samym końcu, który konkretnie rozłożył mnie na łopatki xD Daję wielkie ok, srebro wjechało całkowicie zasadnie <3

Death Cab for Cutie - Meet Me on the Equinox

Jak ja dawno nie słyszałem tego numeru <3 poznałem go właśnie przez Sagę Zmierzch i soundtracki do niej. W tamtych, dawnych już bardzo czasach, moja ówczesna partnerka do spółki z moją mamą oglądały wszystkie filmy jak tylko leciało. Ja im towarzyszyłem bardziej z poczucia obowiązku niż funu (nie byłem w stanie traktować tych absurdalnych historii poważnie), ale muzyka zawsze była na konkretnie wysokim poziomie, jak Pan Jakub napisał. Partnerce podobały się pojedyncze numery a ja zasysałem jej całe płyty (patrz historia z wrzutki Muse), i nie inaczej było z DCfC. Niestety, w tamtym czasie odsłuchiwanie ich numerów nie przyniosło mi jakiegoś zachwytu, raczej mehnięcie (co - znów dzięki koledze Jakubowi - niedawno zacząłem naprawiać), poza wyżej wymienionym. Gitarowy opening zwiastujący jakąś miarowość całego kawałka, potem wchodzi wokal, druga gitara na ładnym przełamaniu melodii, no i mocno zapadający mi w pamięć refren. Zaczęło się generalnie od tego, że chodziłem sobie po mieszkaniu i nuciłem ten numer pod nosem cedząc właśnie "eeeeverything, eeeeeeeeverything eeeends" i nie mogłem przestać. Niechęć wobec takich wykonawców wynikała u mnie z dość kiepsko motywowanej przekory, gdyż "TEGO SIĘ SŁUCHAŁO" u mnie w liceum, a ja nie mogłem iść z prądem przecież przy swoich upodobaniach muzycznych. Zmiany po 2008 uchyliły furtkę dla takich rzeczy, ale nie na tyle mocno, by wleciało tak dużo, jak by się w sumie przydało. Ówczesna, bardzo wyśrubowana selekcja skrzywdziła ten numer, więc dziś, po tak wielu latach bardzo przyjemnie jest poczuć strzał nostalgii z kierunku niemal niespodziewanego. Mam vibe... 2012 xD to jest coś, czego mógłbym słuchać w leśniczówce pod Bełchatowem, kiedy dokładnie 10 lat temu świętowałem tam swoje urodziny z grupą znajomych pijąc niewyobrażalne ilości alkoholu i paląc fajki skręcone z tytoniu o zapachu (i niestety również smaku) pina colady, co skończyło się długotrwałą i bolesną wycieczką do Rygi. Ale wspominam bardzo miło <3 Wild Nothing, STandART, DCfC, nadchodźcie wszystkie. Złoto!

Fancy - Bolero

Shodan zapodaje proszę państwa, niczym reżyser, który najpierw kręci potencjalnie (i nie tylko) trudne w odbiorze, pełne odniesień do dzieł wysokiej kultury produkcje wręcz abstrakcyjne, inspirowane przynajmniej Jarmuschem - które jednak okazują się komercyjnym sukcesem (Sundfor, Birdy) - a potem, pod wpływem ni to nacisków publiki, ni to sugestii ze strony własnego artystycznego otoczenia, ni to kaprysu kręci typowego blockbustera a la Papryk Vege i... ten blockbuster zdobywa serca i widzów i krytyki i jest nominowany do Oskara i generuje kosmiczne owacje w Wenecji i w ogóle xD Albo ja po prostu przepadam za kinem akcji pt. te pościgi, te wybuchy. Bolero znam, i bardzo lubię. Fancy leciał z różnych kaset u mnie w rodzinie w latach 90. jeszcze, potem rzadziej z płyt w latach "zerowych", a potem ze stacji radiowych typu Nostalgia, Pogoda (to chyba jedno i to samo?), Parada etc. Dla ludzi takich jak moi rodzice to ich młodość na potańcówkach, dla mnie odkrycie, którego nikt inny nie dzielił xD słuchałem w 2005 z lekkim zawstydzeniem (niczym Bee Geesów), no bo będą się śmiali i co powiedzą etc. (no bo wtedy słuchano Bloc Party, Killersów i tak dalej, a ja przybyłem spod ziemi), słuchałem w 2018 z otwartą przyłbicą jarając się, że moja dziewczyna w tamtym czasie sama lubiła ejtisy. Jest 2022 i znów słucham i jest super. Jeśli kiedyś będę brał ślub, na moim weselu będzie właśnie taka muza do tańczenia (plus OST ze Skyrima do obiadu, kmwtw). Fancy faktycznie jest trochę zabawnym typem (nic nie będzie jednak zabawniejsze od tego, jak w 2005 olałem Falco bo gdzieś przeczytałem, że gra italo disco słabsze od Manfreda Segietha więc WHY BOTHER), najlepsze jest to, że masowy sukces odniósł będąc tuż przed czterdziestką, jako że jest niemal w wieku mojej babci xD i ciągle występuje, choć od lat 90. wszędzie lata z playbackiem. Ale pewne rzeczy się pewnym ludziom wybacza. Fancy to instytucja od produkowania chwytliwej, tanecznej synth-muzy i jako taką go szanuję. Brąz, gdyż znałem. I będę puszczał nadal :D

Dragon - Fistful of Steel

RAtM to zespół, jaki sprzedawano mi wielokrotnie, a ja nigdy nie chciałem kupować/nie miałem ochoty kupować/nie miałem pieniędzy/miałem to w dupie (niepotrzebne skreślić). Podchodziłem kilkakrotnie, oczywiście zaczynając od wspomnianego przez Roberta Killing in the Name, no i nic. Nie kliknęło. Zastanawiam się często, jak to jest, że na masę ludzi tego typu muzyka oddziałuje srogo, a ja przechodzę wobec niej skrajnie obojętny, ba! często jej słuchanie mnie po prostu męczy. Dragon pisze o rewelacyjnym rytmie, ja czuję nierewelacyjne byle co (zespołu Byle Kto), potem bas, który po prostu nuży, całość nie zyskałaby na wyrazistości nawet, gdyby solo na pianinie dołożył sam Sir Elton John. Świetna gitara jest tak daleka od świetnej, jak się tylko da, wokal brzmi dla mnie płasko i nieciekawie. Niestety, mam ewidentną alergię na taką muzykę, albo też mój czas na właściwie rozpoznanie tejże jeszcze nie nadszedł. Nie wykluczam, że to się kiedyś zmieni (jak to powiedział Prezydent-Elektryk, tylko krowa nie zmienia poglądów), wszak muzycznie do masy rzeczy musiałem dojrzeć, smak przychodzi z wiekiem. Ale to jeszcze nie ten czas, jedyne, co mam ochotę robić na mieście słuchając tego kawałka to wsiąść w pociąg i wyjechać w p*zdu. Sorry Dragon :(

Covenant - Dead Stars

Czez wraca i jak niemal zawsze, ani drzwiami, ani oknem, tylko spada przez sufit prostu na stół, przy którym siedzieliśmy sobie grzecznie tocząc dyskusję o muzyce w naszym wspaniałym forumowym gronie. Stół pęka z impetem, jedna noga przebija komuś krtań, komuś drzazga w oko, mnie cios krokwią w łeb przenosi z powrotem do 2005 roku (co za zbieg okoliczności z tym Ultravoxem). Na tym to forum, pod wpływem takich użytkowników (wszyscy już f.ś.p. niestety) jak Iwonka, Erw, Lucek czy gilles (ale też trochę Bartini), obok ejtisów zacząłem poznawać scenę EBM. VNV Nation, De/Vision, SIDT, Front 242, i oczywiście Covenant też tam wpadł. Nie były to całe płyty, nie były to nawet bestki żadnego rodzaju, ale te parę(naście) numerów na jakiś czas mnie wciągnęło. Właściwie nawet nie wiem, co się stało, że nie poszedłem dalej tym tropem (a Nitzer Ebb czy DAF poznawałem dopiero w 2010 i 2011). Dead Stars znam, a jakże, bo było tutaj kiedyś wrzucane xD i również było na mojej ówczesnej (dość ograniczonej) playliście, obok Slip Away. I był to wrzesień, także wrażenia nostalgiczne mam w tej chwili konkretne. Jest pulsujący bit, nieco tani podkład, plastikowy bas, wokal wypowiadany niczym komendy do rozstrzelania, czego chcieć więcej? Daleko mi co prawda do założenia skór i wycieczki do Bolkowa na Castle Party (zdecydowanie wolałbym Lust Supper), ale prawdę mówiąc to gdyby nie mój wiek w tamtym czasie pewnie bym pojechał xD spodziewając się tłuczenia taką właśnie muzyką po łbie od wieczora do białego rana, aż stałbym się jednym z krindżem. Miałem okazję być wcześniej w tym roku na jednej czy dwóch imprezach tematycznych w warszawskim klubie Voodoo, gdzie często leci taka muzyka. Obserwowanie ludzi poubieranych tak industrialowo, że oczy pękały tańczących tak źle, że chciało się płakać w rytm takiej muzy utwierdziło mnie w przekonaniu, że zwrot w stronę Briana Eno był dobrym wyborem. Ale też nostalgii pokonać w sobie nie mogę. Akurat kończę 33 lata, przez chwilę mogę mieć znów 16. Czezu - srebro ex aequo z Golasem!

The Avalanches - Frontier Psychiatrist

Numer, którego nigdy nie słyszałem zespołu, o którym nie wiedziałem, że w ogóle istnieje. Kolaż wszystkiego ze wszystkim przypominający niektóre nieco psychodeliczne grupy wydające pod szyldem Ghost Box (jednocześnie nie grające czegokolwiek w stylu The Advisory Circle), jak np. The Soundcarriers. Plus masa sampli, które fajnie tworzą klimat całości. To mógłby być jakiś przerywnik na wielkim koncept albumie Jakiegoś Ważnego Wykonawcy z Dawnych Lat. Albo nagranie bootlegowe wyciągnięte ze starej i mocno zakurzonej taśmy szpulowej. Bądź też soundtrack do jakiegoś bardzo alternatywnego (a może wcale) dzieła filmowego (wiem, że powtarzam motywy w tych reckach lol, nic nie poradzę). THAT BOY NEEDS THERAPY bezpośrednio mnie atakuje ;( czuję się nieco, jakbym słuchał połączenia rapu z psychodelą, co mógłby wyprodukować i wydać niemal każdy. Ale z jakiegoś powodu zrobili to właśnie ci goście. Moja recenzja jest miałka i płaska, pozbawiona wyrazu, i taki też jest póki co mój stosunek do tej kawałka. Wydaje mi się, że z każdym kolejnym odsłuchem będzie zyskiwał na wartości, ale póki co jeszcze jest zestawem losowo połączonych ze sobą rzeczy. Czyli jest dokładnie tym, czym jest. I z jakiegoś powodu bardzo mi pasuje do postaci Miętusa. Bilet ulgowy 3,70. Kabel HDMI. Częstoskurcz i papier w formacie A4. Losowość. Recenzja. Kilogram galaretki owocowej.

Tym oto akcentem na jakiś czas żegnam się z bestkami ze względu na pewne ekstrmalnie ważne sprawy zawodowe. Wrócę do Was szybciej niż myślicie ^^
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 16 wrz 2022 13:52

W sumie zazdro, że u Deva w liceum słuchało się DCfC, bo u mnie prostytutka Mezo. Z drugiej strony, ja sam w liceum słuchałem raczej innej muzy, więc podejrzewam, że też bym olał ten band.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 16 wrz 2022 14:52

Nas - Undying Love

Moje serduszko nie bije w takim rytmie, językowo pewnie nie wszystko wyłapię. Wsłuchałem się uważnie i to dość ciekawa opowieść, przy której ostatecznie ten "refren" jest zbyt pościelowy, biło z niego wrażenie sztuczności, a na pewno trudno było utrzymać się w wytworzonym świecie na te cztery minuty. Bit niby okej, ale kiedy słucham bez uważnego podążania za tekstem to robi się monotonnie. Jest sporo sugestywnego samplingu, ale kiedy pierwszy raz usłyszałem tu syrenę, to od razu chciałem wrócić do One Mic. I wróciłem. Numer jest filmowy, ale trudno o moje szczere uwielbienie dla rapowego, lekko aranżowanego opowiadania - szczególnie nie po polsku, bo w tym przypadku to może nawet i ja coś rzucę? Nie wiem, czy udało się Mudżynowi mnie przekonać do Nasa, ale po skromnej przygodzie z jego muzyką przynajmniej jest jeden znakomity strzał i parę solidnych kawałków, o których pamiętam. Undying Love niespecjalnie ciągnie do poznania kolejnej płyty.

Ultravox& - Slip Away

Czy to ptak czy to samolot? Czy to upupiony post punk czy nowa fala? W przypadku tego utworu zdejmuję strój belfra i jakoś nie chcę mi się nad tym zastanawiać. Mnie to śmierdzi progresyfem ze względu na kompozycję. Television jest dostojne i bardzo klimatyczne, tam bawimy się w skórzane fotele i książki pachnące piernikami. Tutaj cztery minuty trwają z sześć tygodni. Idzie wyróżnić trzy części. Za pierwszym razem słuchałem jednym uchem. Po trzech minutach nie wiedziałem co się dzieje i czy ja przypadkiem nie słucham już czegoś następnego z płyty? Progresywne skojarzenie przynosi szczególnie końcówka. Smętne gitary, klawisz jak organy Hammonda, potem elegancki przebieg po klawiaturze jakiegoś syntha, ale ja się nie nabieram. Dźwięk na samym końcu jak pierwsze sekundy Oxygene. Jeśli doszukuję się czegoś takiego w sytuacji, kiedy co innego powinno mnie tak poruszyć... huyston, mamy problem. Tak to jest z wrzutami deva, raz znakomity strzał, raz jakaś pomyłka, taki stan zawieszenia lubię akurat xD Czekam na powrót!

Death Cab for Cutie - Meet Me on the Equinox

Nie lubię Zmierzchu i to nawet dobrą muzykę potrafi popsuć. Poza Supermassive Black Hole, bo ta scena jest jedyną, która mi się podoba. Jest też 15 Step, ale to już napisy końcowe xD Tego numeru nie jestem w stanie sobie z niczym skojarzyć. Teoretycznie to ułatwienie, ale... Hien próbuje podejść i wziąć naszą uwagę poprzez numer utrzymany w podobnym stylu do wielu wcześniejszych, a znacznie lepszych wrzutek. Myślę sobie o Living Proof, One of Us, z drugiej strony ostatnio było Wild Nothing od deva... gdyby nie perka nie byłoby czego słuchać! Wszystko dziwnie wyciszone, niesatysfakcjonująco. W drugiej minucie idzie mostek, na przód wychodzi wreszcie gitara, segment "That everything, everything ends" ma wszystko to, co lubię - zwiewne tło, z którego bije tona melancholii i przyjemny wokal. Tylko reszta zbyt manieryczna i nijaka. Może w ostatnich dniach lepiej udzieli mi się coś wyraźnie poprowadzonego w konkretny nastrój...

Noo, One of Us to jest to. Cały czas. Tak z Meet Me nie będzie, niestety.

The Syntetic - Człowiek Widmo

Ciekawi mnie kultura wydawnictw niszowych, tych robionych chałupniczo w czasach przed wielkim boomem internetowym w Polsce. Były parodie od fanatyków Bałtyku Gdynia. Była masa niezidentyfikowanych pranków telefonicznych. Wcześniej wydawano sprośne kasety z muzyczną i liryczną pornografią wręcz. Wśród całego tego kwiatu jest również Darek Pakuła, po prostu Człowiek Widmo, a wrzucenie go przez shodana to dla mnie ogromne zas... o gurwa, żywcem powycinano z Bolero instrumentalny początek i środek xD Dobrze, że nikt nie zarejestrował mojej miny po odpaleniu Bolero po raz pierwszy. Być może wcześniej słyszałem, ale przez ten słynny kolaż zostało to gwałtownie wytarte z pamięci. Co innego z Flames of Love, to nawet w telewizjach muzycznych widziałem kilka razy. Ostatecznie wolałbym właśnie ten bardziej znany kawałek. Jak już przespałem się z tym syntetic skojarzeniem to... i tak nie mogę do końca poważnie traktować tej piosenki. Jest niemożliwie cheesy, gość nawet nie udaje poważnego śpiewaka. Refren jest przyjemny, w ogóle syntezatory brzmią w porządku, ale mają niesamowite zadanie do wykonania tutaj. Szeptano-mówione zwrotki są niebezpiecznie blisko nieświadomej parodii, z teledyskiem to już szczególnie. Brzmi to jak roast, ale mam do tego wszystkiego sympatię. Zapewne ktoś w najtisach zrobił z tego disco polo z polskim tekstem. Gdyby ten numer powstał w 1999 roku, to wrzuciłby go dev.

Covenant - Dead Stars

Czez zrobił nam wielowarstwowy background dla tej wrzuty. Jest temat dla Covenant, są dobre wspomnienia związane z koncertem. Inspiracja Kraftwerk to jest bardzo poważny argument. Po pół minuty wiedziałem już wszystko. Cytat z Showroom Dummies to bardzo taniutki i oczywisty zabieg, założyłbym się, że większość słuchaczy Covenant dobrze wie, co to, kto to i skąd. Sama muza do Kraftwerku nie dojeżdża. Bliżej mi do opinii slicka, elektro-łupanina z zaskakująco niemrawym refrenem. W trzeciej minucie na podobnym tle idzie mostek z dodatkowym "basowym" dźwiękiem i takie minimal EBM mi się podoba. Raczej jestem na nie, już lepiej byłoby zrobić z tego konkretny, zimnokrwisty trance. Za grzeczne tempo na takie umc umc. Ładnie narysowany superbohater, tylko bicepsy ma sflaczałe. And One robi taką muzykę ciekawiej.

Rzeczywiście gość dość podobny do Winsa.

The Avalanches - Frontier Psychiatrist

To jest mój moment na hienowy moment. Jak to było, czekaj... miętus nie robi przysługi całej płycie, że wrzuca z tak eklektycznej, specyficznie zorganizowanej całości pewien fragment. Za pierwszym razem nie wiedziałem zupełnie jak się za to zabrać, a robienie pełnego researchu byłoby nieuczciwe w porównaniu do reszty, gdzie przecież do Bolero nie czytam niezbędnej dla lepszego odbioru literatury przedmiotu. Z tego względu nie wrzucę nic np. od Negativland, a lubię parę ich płyt. Z sałatki sampli wychodzi dość spokojny numer z humorystycznym akcentem. Doceniam zaangażowanie, proces twórczy, ale nie jestem tym przytłoczony z wrażenia. Łatwiej doceniam/odbieram takie rzeczy biorąc pod uwagę całość, znając koncept. Po tych paru odsłuchach przynajmniej wiem, co gdzie i w jakim celu w tym kawałku jest zastosowane. Domyślam się też, że gwałtowne urwanie to efekt połączenia z następnym kawałkiem, mniej lub bardziej płynnego, ale jednak. Wrzutka o statusie niejednoznacznym.

Pierwsza kolejka, w której nie mam żadnego faworyta. Na to też musiałem być przygotowany.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 16 wrz 2022 15:05

Kurde, wspominanie o War on Drugs i Nawigatorach przy DCfC... Co ma ten piernik do tych wiatraków, NIE WIEM.
Dragon pisze:
16 wrz 2022 14:52
To jest mój moment na hienowy moment. Jak to było, czekaj... miętus nie robi przysługi całej płycie, że wrzuca z tak eklektycznej, specyficznie zorganizowanej całości pewien fragment.
Kisne. Zacząłem pisać wczoraj recenzje, ale ogarnąłem tylko numery Czeza i Mentosa. I przy Mentosie dokładnie to napisałem xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 16 wrz 2022 15:11

Tamte wrzuty były gęściutkie od klimatu i fajne, a ta nie xD

Każdy już ma swoje charakterystyczne linijki tutaj, pożyczyłem sobie, bo pasuje!
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 16 wrz 2022 16:06

Nas - Undying Love

Stary dobry Nas nie zawodzi oczywiście. Mam album I Am na dysku i parę razy przesłuchałem, więc siłą rzeczy utwór też nie jest dla mnie zupełną nowością. Ale na tyle jeszcze mało jednak znam tę płytę, że po samym tytule jeszcze nie rozpoznałem.
Fajna ta akustyczna gitara przygrywająca przez cały utwór. Nas widzę sporo używa tego instumentu w swojej muzyce. Strasznie podoba mi się perkusja. Podkłady są bardzo dobre, talerze, te wszystkie dźwięki otoczenia w tle. Brzmi to wszystko zajebiaszczo. No i świetny głos Nasa. To jest prawdziwy raper. Rewelacyjna jest też sama końcówka utworu. Krótko mówiąc rewelacyjna wrzutka jak na forumowego Murzyna przystało.

Ultravox - Slip Away


Kurka wodna, gdzie się nie obrócisz, tam Foxx. Jeszcze się zdziwię, jak się kiedyś dowiem, że devotional to tak naprawdę podszywający się Foxx.
Zespół znam tylko z nazwy, ale nigdy świadomie nie słuchałem. Jak przeczytałem, że to utwór z 77 roku, to mimowolnie włączyły się mechanizmy obronne (tak, to wciąż się dzieje, chociaż z tym walczę). Ale w sumie niepotrzebnie, bo utwór jest całkiem dobry. Niezła melodia, fajnie zaaranżowana. Perkusja fajnie nadaje rytm przy wtórze wyraźnego basu. Gustowna gitara i ciekawe zagrywki klawiszowe w prawym kanale. Foxx na wokalu też wypada co najmniej dobrze. W okolicach 3 minuty zmienia się nieco klimat i wchodzą solówki ostrzejszej gitary, co jest ciut mniej atrakcyjne dla mnie, ale za to mamy w tej drugiej połowie utworu świetnie i nisko pogrywające pianino.
Podsumowując jest naprawdę dobrze. Dev podtrzymuje wysoki poziom kolejki narzucony przez golasa.

Death Cab for Cutie – Meet Me on the Equinox

A Hien oczywiście ten poziom kontynuuje.
Nie jestem wielkim fanem sagi zmierzch, chociaż z żoną dla towarzystwa oczywiście ze 2-3 razy oglądałem. Bo ona i córka Zmierzch bardzo lubią. Ale muzyki kompletnie nie pamiętam. W ogóle często tak mam, że po prostu wraz z zakończeniem oglądania filmu zapominam co tam było grane. No chyba, że jestem fanem czegoś i często oglądam.
Utwór jest bardzo dobry. Ma ciekawą i zapadającą w pamięć linię melodyczną. Ładnie od początku cykają talerze, dobrze tłucze perkusja, która wchodzi po kilkudziesięciu sekundach. Gitara też oczywiście ładnie brzmi. Wszystko tu ładnie brzmi. Hien bardzo często zapodaje rzeczy, które odznaczają się brzmieniem na wysokim poziomie. Widać, że przykłada dużą wagę do tego elementu.
To taka muzyka z klasą po prostu.

Rage Against the Machine - Fistful of Steel

Jak stripped w kontekście wrzutki Dragona wspomniał o kontynuacji klimatu z pierwszej kolejki (Soundgarden), to byłem mocno zaniepokojony. Coraz większą też niechęć od pewnego czasu odczuwam do gitarowego łojenia. Czyli w teorii wszystko jeszcze przed rozpoczęciem odsłuchu mówiło mi, że to muzyka nie dla mnie. Tymczasem utwór po prostu mi się podoba. I to bardzo.
Dev pisze, że ma alergię na taką muzykę. Ja w sumie też, ale są wyjątki, które jakoś do mnie potrafiły dotrzeć swoim brzmieniem, jak choćby Beasty Boys, Dog eat dog czy parę innych, których nazw nawet już nie pamiętam. W żaden z tych zespołów się jakoś na całego i na dłużej nie wkręciłem, ale z doskoku posłuchać tego czy owego lubiłem. I to jest w sumie coś w podobnym, typowo amerykańskim stylu. Rapująco-krzyczący wokal, ostre brudne gitary, świetny bas, świetna perkusja – wszystko jest bardzo dobre. I ten gitarowy chyba dźwięk, który brzmi jak przeciągły krzyk, jest zajebi.sty. Świetny energetyczny numer. Czasami dla odmiany lubię i takich rzeczy posłuchać.
Przy okazji przypomniał mi się pewien zespół grający w sumie w podobnym stylu, którego nie słuchałem od dawna i który trochę zapomniałem, a w latach 90’ strasznie się nim jarałem. Może nawet coś kiedyś od nich wrzucę.

Covenant - Dead Stars

A teraz coś, co mnie jako fana DM powinno chyba jarać. Ale z jakichś przyczyn tak nie jest. Nigdy nie lubiłem za bardzo tych wszystkich zespołów podrabiających inne zespoły, jak choćby DM. Jedynym chyba wyjątkiem był Camouflage, który potrafił mnie w czasach technikum zainteresować. Ewentualnie jakieś pojedyncze jeszcze utwory np. And One. Covenant nigdy nie słyszałem dotychczas. I jakoś mnie utwór nie porwał przesadnie. Znaczy się nie jest to złe. Teoretycznie to kawałek fajnego elektronicznego łupania i nawet spoko się słucha, ale na dłuższą metę raczej nie dla mnie. Już nie teraz. Jeszcze z te 2-3 dekady wstecz, to pewnie bym podchwycił, ale obecnie inne rzeczy mi jednak w głowie.

The Avalanches - Frontier Psychiatrist

No i Mentos takie rzeczy to ja chętnie posłucham, a nie jakieś tam Almeidy. ;)
Ciekawa rzecz prosto z Australii. Ciekawa, bo jak pisze Mentos poskładana z różnych innych rzeczy. Ale poskładana bardzo zręcznie, pomysłowo. Ten zlepek sampli spięty bardzo fajnie przyjemną melodyjką o dziwo tworzy całkiem dobry numer. I nawet całkiem klimatyczny. No podoba mi się i już. A nawet bardzo podoba. Końcówka w meksykańskim stylu przeurocza.
Tak że tutaj po ostatnim niewypale duże brawa dla kolegi Mentosa.

Podsumowując bardzo dobra kolejka. I bardzo wyrównana. Naprawdę ciężko by mi było przydzielać poszczególne lokaty. Czterech graczy tworzy bardzo zwarty peleton, do którego jedynie Czez ma stratę jakieś pół koła.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 16 wrz 2022 20:12

Nas - Undying Love

Murzyn wraca ze swoim dyżurnym Murzynem. Co mnie od razu uderzyło to świetny bit i klimat jakby Nick Drake grał pod raperów. Wyjątkowo fajne zestawienie. Nasa jako rapera już poznałem dzięki wrzutce albumowej, lubię jego styl, lubię jego rap. W zasadzie jedyne momenty w tym kawałku podczas których się skrzywiłem to sample strzałów i syren policyjnych, prostytutka, ja wiem, że to był 1999 rok, a tych sampli do dziś się używa vide Kendrick, ale ja pierdoIe ile można…
Tekst jak to tekst, nic nowego i specjalnego, ale Nas ładnie operuje rymami i storytellingiem, więc i tak to kupuję. Dobrze wyprodukowany i fajny hip-hop, z rodzaju który lubię. Świetny numer.

Ultravox - Slip Away

Numer przypomina mi trochę crossover Duran Duran z Blondie, zresztą to się nawet pokrywa czasowo. Jeszcze bym do tego dorzucił We Built This City xD Kurde, tak bardzo bym nie chciał na to mehać, ale kawałek nudzi mnie od pierwszych sekund. Nie wiem czemu, z Blondie bym to kupił. Może po prostu Foxx jest tak nudnym wokalistą? Może kompozycja mnie nie potrafi utrzymać przy sobie? Wszystko tu jest niby ok, ale mnie się te 4 minuty tak koszmarnie dłużą, że mam autentycznie wyrzuty sumienia. Czuję się jakbym rozsypał dzieciom zamek z piasku. Jeszcze w pewnym momencie gitara brzmi jak żywcem wyjęta z jednego z moich ulubionych kawałków The Cure - "Fire in Cairo". Nie rozumiem czemu mnie to nie rusza. Pod koniec coś tam ciekawego się zaczyna dziać instrumentalnie (te zagrywki ala "Stairway to Heaven"), jakby wszedł zupełnie inny kawałek. I to jest super, ale część piosenkowa... Ehh, posłużę się wyświechtanym już NIE WIEM, i pozwolę sobie nie dać żadnej oceny temu kawałkowi. Może z czasem się wyklaruje moja opinia na jego temat. Muzyka to prostytutka.

Fancy - Bolero


Uuuu, klasyczne ejtisy. Takie encyklopedyczne. Nie wiem czemu, ale te melodie z klawisza mi się kojarzą z Jarrem. Wszystko tu tak bardzo kipi ejtisami. Nie znam tego numeru, ale znam oczywiście „Flames of Love”. Facet ma tragiczny wokal, bardzo ciężko mi się go słucha. U mnie z takimi kawałkami jest bardzo wybiórczo. Potrafi sobie z wielką przyjemnością słuchać „Tarzan Boya”, ale tutaj nie potrafię odnaleźć dla siebie praktycznie nic. „Flames of Love” jest lepsze, bo przynajmniej wpada w ucho i ma bardzo charakterystyczną, zapamiętywalną melodię. „Bolero” przelatuje i nic po nim nie pamiętam, poza jakimś typowy ejtisowym, randomowym syntezatorowaniem. Nie mówię, że to jest słabe, ale jednocześnie w ogóle mnie nie rusza. Sentymentalnego punktu zaczepienia tez nie mam, bo do tej pory to nawet nie wiedziałem, kto wykonuje „Flames of Love”, a teraz wiem i w sumie jest to taka wiedza, z którą i tak nie mam co zrobić xD Ejtisy to jest u mnie loteria, potrafią niesamowicie się wkręcić, a czasami totalnie odrzucić. Tutaj w sumie jest połowicznie, więc sytuacja jak z Ultravox od Deva. Głupio mi Panowie, ale potrafię tylko rozłożyć ręce. Ale może się pozmienia, tak jak to było z „Ciało i talent”. KTO WIE.

Rage Against the Machine - Fistful of Steel

Lubię RAtM, to zawsze był zespół, który znajdował się z boku względem wszystkiego. Muzyka politycznie napięta, spuszczająca ciśnienie przy użyciu środków, które do tej pory nie znajdywały takiego zastosowania w takim natężeniu. Mówię oczywiście o rapie Zaka de la Rochy. Dobre riffy, konkretny liryzm i dostarczonko Zaka, świetna produkcja i zajebiste pomysły na nietypowe ubarwienie tego wszystkiego (ta posiekana gitara w połowie kawałka i astmatyczne szuranie po strunach). To był jeden z najciekawszych zespołów lat 90. Mam ich jeden numer do wrzucenia, ale to dopiero porą letnią, więc w przyszłym roku. Z tamtego okresu też bym pewnie wybrał coś innego np. „Darkness of Greed”, ale to taka uwaga na boku. „Fistful of Steel” też jest super.

Covenant - Dead Stars

Covenant, to jeden z tych zespołów środka icebergu elektroniki rozrywkowej. Dla jednych to jest podstawa, dla drugich totalny obskjur. Każdy kto w życiu bywał na imprezach okołodepeszowych, nie mógł nie usłyszeć tego zespołu. Zazwyczaj grany był właśnie „Dead Stars” w zestawie z „Call The Ships to Port” i „We Stand Alone”, lub czymś starszym. Praktycznie na każdej imprezie electro, na której byłem, słyszałem Covenanta. Ok. 2004 r. zacząłem wchłaniać te zespoły jak odkurzacz, wszystko to w kręgu fanów DM istniało jako księstwa przyległe ulubionego zespołu: Camouflage, Mesh, Apoptygma Berzerk, Covenant, And One, Nitzer Ebb, De/Vision, Psyche, VNV Nation, itd., itd., głównie to grono leciało z moich głośników między 2004, a 2006 rokiem.
Niektórych z tych zespołów lubię sobie do dziś posłuchać (głównie Apoptygmę, Iris i Camouflage, sezonowo Mesha i And One).
Straciłem zainteresowanie Covenantem jakiś czas po ich albumie „Skyshaper” (dobrym albumie), po którym odszedł z zespołu Clas Nachmanson. Wcześniej lubiłem sobie ich posłuchać, zwłaszcza świetnej płyty „Europa”, na której są takie kawałki jak „Go Film” i „Riot”. Jakoś to się rozpłynęło u mnie razem z maniakalnym słuchaniem tego typu elektroniki.
Ceniłem ten zespół za dwie rzeczy, po pierwsze za nietuzinkowe podejście do komponowania w elektronice i składania utworów z ciekawych patentów, a po drugie za fenomenalny wokal Eskila, który moim zdaniem marnuje się śpiewając całe życie w takim zespole. „Dead Stars” nie pokazuje do końca głębi głosu tego faceta, a szkoda, bo to jest wokalista naprawdę nieprzeciętny. Eskil zawsze wydawał mi się wyższą sferą wśród tych wszystkich bandów electropopowych (zwrotu używam jako skrótu myślowego), zawsze dobrze ubrany, rzucał ze sceny bogatym słownictwem i kipiał swagiem. To ich wyróżniało w tłumie.
„Dead Stars” to kawałek, który przypomina mi o czasach w moim życiu, które najchętniej wyrzuciłbym do kosza, ale nadal uważam, że to jest dobry utwór. Last.fm podpowiada mi, że ostatnio tego słuchałem w 2019 r., po chyba dekadzie, więc jak widać miałem jakiś moment słabości i chęci na ryzykowne wspominki. W każdym razie, daję dużą okejkę.

BTW, miałem już mówić, że na miejscu Eskila bym się obraził za to porównanie do Vinsa, ale nie miałem pojęcia, że on kompletnie wyłysiał. Wygląda jak Hitman xD

The Avalanches - Frontier Psychiatrist

O. Tę nazwę zespołu widziałem wielokrotnie i słyszałem również wielokrotnie, ale nigdy nic mnie nie popchnęło do przesłuchania ani jednego kawałka, więc bestka po raz kolejny spełnia rolę szkoły, a Mentos rolę nauczyciela klaszczącego w czoło kiedy kolejny uczeń czegoś nie wie.
Kurde no, opis Mentosa bardzo mnie zaintrygował i muszę przyznać, że jest on ciekawszy od samego utworu. Z jednej strony są tu fajne i dobre bity, fajny miks sampli (to musi być teraz większy koszmar copyrightowy niż „Spalaj Się” Kazika) i w ogóle ciekawe podejście do tworzenia muzyki. Z drugiej, nie robi to już takiego wrażenia jak kiedyś. W ogóle widzę, że to z płyty wydanej w 2000 r., trochę się z tym brzmieniem spóźnili, a jednocześnie nie załapali się na falę zrobioną przez Fatboy Slima, który miał bliźniacze podejście do sampligu. Bardzo mi to przypomina to, co Geoff Barrow robił jeszcze w czasach kiedy Portishead był jego ksywą sceniczną, a nie nazwą zespołu, zresztą potem tego typu rzeczy tworzył w locie jako wstępy do koncertów Portishead już w 1995 roku. Nie chce brzmieć jak zdarta, zajechana, obsrana i wywalona na śmietnik płyta, ale Mentos znowu zmarnował okazję żeby fajny band pokazać w trochę bardziej sprzyjających okolicznościach, czyt. w formie całego albumu (zwłaszcza, że sam stwierdził, iż cała płyta jest spoko). Jednocześnie, przejął po Melkim wrzucanie kawałków, nad którymi się grubo waham. Może mnie to z początku nie porwało, ale wyczuwam tu gruby potencjał i jestem świadomy, że może trochę mnie ten band wziął z zaskoczenia. To nie jest opcja typu „band jest chujowy i nie będzie w czym rzeźbić”, ale „band jest intrygujący, ale i wymagający”. Trochę na wyrost daję okejkę.

No i co. Dragon wygrywa z dużym luzem, potem Murzyn z Murzynem za świetny, klimatyczny hip-hop, potem Czezu z Covenantem i Mentos, który tak trochę na słowo honoru dostaje props. No i potem Shodan i Dev, wobec których mam wyrzuty sumienia, bo tak ładnie mi napisali o Death Cab for Cutie, a ja nie mogę się zrewanżować tym samym. Jeszcze Musiał ma dziś urodziny xD Ja wiem, że to bestka i nie wymieniamy się uprzejmościami, ale jednak. Te kawałki nie są chujowe, ale kompletnie niczego przy nich nie czuję, jakby to był muzak. Fajny muzak, ale muzak. Jednocześnie, cały czas jest szansa, że mi się to spodoba w odpowiednich okolicznościach. Jedynce co mogę zrobić, to obiecać, że będę wracał do tych numerów.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 16 wrz 2022 20:39

Hien pisze:
16 wrz 2022 20:12
ale te melodie z klawisza mi się kojarzą z Jarrem.
W SUMIE... brzmi to jak zaginiona niewykorzystana melodyjka z Rendez-Vous.
I ten gitarowy chyba dźwięk, który brzmi jak przeciągły krzyk, jest zajebi.sty
Jeśli shodan ma na myśli ten sam dźwięk co ja (czyli to co idzie w zwrotkach), to akurat mi się kojarzy z syreną policyjną. Na krzyk był nie wpadł, też nieźle
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 16 wrz 2022 21:51

Hien spoko, nie musisz mieć wyrzutów sumienia, bo muzyka to muzyka. Raz się spodoba, raz nie. Nie ma co okłamywać nas jak i samego siebie. Ja prejzuję Twoje utwory nie z sympatii czy kurtuazji, tylko dlatego, że naprawdę mi się w zdecydowanej większości podobają.
Choć szczerze mówiąc trochę zdziwiła mnie jedna opinia:
Hien pisze:
16 wrz 2022 20:12
„Flames of Love” jest lepsze, bo przynajmniej wpada w ucho i ma bardzo charakterystyczną, zapamiętywalną melodię.
W życiu bym się nie zgodził. FoL jest super, bardzo lubię, ale Bolero jest dużo wg mnie przystępniejsze. :roll: Może to kwestia znajomości/nieznajomości utworu.
W ogóle znów się strasznie dziwiłem, że tak wielu z Was nie zna Bolero. Choć z drugiej strony wciąż zapominam, że Wy oprócz Czeza to jednak zupełnie inne pokolenie. :)
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 19 wrz 2022 14:49

Zagadka za sto punktów, kto w tym temacie znowu leci w siusiaka?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 19 wrz 2022 14:56

Ten co wraca i ten co na niego czeka
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 19 wrz 2022 20:03

Dobra, koniec tego opierdalania

Nas - Undying Love

Żodyn z nas, ŻODYN, się nie spodziewał, że murzyn znowu przymurzyni. I żodyn z nas nie przewidział, że znowu na poziomie. Kurdebalans, to jest po prostu... no dobre no. xD Nie wiem, zazwyczaj się tu silę na jakieś ekstraordynarne żarty czy nawiązania, ale to jest po prostu dobra muzyka. Fajny bit, jest klimacik, podoba mi się nawijka, w sumie storytelling też na fajnym poziomie i po prostu to jest rzecz ze wszech miar RZETELNA. Ma ten vibe osławionych filmów dla facecików, a ja takowym jestem i takowe lubię, więc propsuję i kupuję, wszystko mnie tu przekonuje, włącznie z samplami strzałów (nie czuję w tym przypału). NAS trafia na kupkę wstydu, ja tylko jeszcze dodam, że kocham okładkę albumu, z któreego pochodzi ten track, bo jest cudownie paskudna. xD

Ultravox - Slip Away

Na tej mojej mitycznej liście zespołów, które powinienem lubić, ale których nie słucham, bo nie Ultravox z pewnością byłby wysoko (ona nie istnieje). Nie wiem, z kilka dobrych razych podchodziłem do Vienny i nie wiem, nie kupuję tego albumu. Ale, cholera, chyba zaczyna się dobra passa kolegi Adriana M., bo znowu wrzucił coś, co jest w przysłowiową pytę. Musiał, to jest zajebiste, to jest po prostu rasowy post-punk i przypomniałeś mi dlaczego był w moim życiu moment, w którym uważałem, że to jest muzyka, której szukam i potrzebuje. Jezu, tu się tyle dzieje, mieszają się różne style, gatunki, dzikie węże, a przy tym to jednocześnie jest przy tym takie dobre, jak coś co jest dobre. Props i odkrycie kolejki.

BTW ja całe życie myślałem (i nadal tak uważam!), że new wave to nic innego jak upupowiony post-punk i generalnie to raczej nie używałem tych terminów naprzemiennie xD

Death Cab for Cutie - Meet Me on the Equinox

Yyyhh, Zmierzch. Nie wiem, to jest dla mnie ten fenomen, którego nie kumam, choć chyba powinienem, bo w 2008 byłem smutną nastolatką i takie tam. Zespół znam - z nazwy, bo nigdy nie słuchałem, i oczywiście nie lubię, za sam fakt bycia indie rockowym zespołem z lat zerowych. Ale to co tutaj kolega Munlup zapodał jest takie o.... w miarę. Nie wiem, chciałem pierwotnie zjechać za wrzucanie Nickelbacka, ale tutaj coś jest. Może faktycznie dałem sobie wkręcić ten jesienny vibe, a generalnie to ja jestem jesieniara w siusiak i wszystko co jesienne ma u mnie boosta, włącznie z zespołem Złota Jesień oraz jesienią życia. Takie PRZYJEMNE o, mógłbym to grać w zespole garażowym z kolegami z Łodzi i wyrywać potem toksyczne blondynki na bycie muzykiem. Props.

Fancy - Bolero

Shodan robi przerwę od wrzucania śpiewających forte.... eee pań i zapodaje nam hit z programu Wideoteka dorosłego człowieka czy coś. xD Nie wiem, lubię ejtisy, a jeśli są kiczowate i zalatują klimatem dyskoteki w Proszowicach 1988 to jeszcze bardziej je lubię. Zawsze najmilej się wspomina czasy i miejsca, w których nas nie było heh. Nie jest to może najgenialniejsza rzecz z muzyki tego nurtu, ba, to nawet nie jest najlepsza rzecz w historii muzyki, ale słucha się tego całkiem miło. Ot, taki tam soundtrack do prywatki, albo bujania się po wiochach z bratem w jego Golfie 2 (acz on preferował coś innego w tej kwestii i - uwaga spoiler - MOŻE kiedyś to wrzucę. Jak nie zapomnę xd), ale nie każda muzyka może być genialna czy jakoś tak. Sam z siebie to nawet ja nie będę do tego jakoś szczególnie często wracał, ale spoko w sumie.

RATM - Fistful of Steel

RATM to jest ten zespół którego nie da się nie lubić, lubi ich każdy: metal i punk, ojciec i córka, inżynier i bezrobotny, ksiądz oraz grzechotnik. Po prostu ta muzyka ma takiego kopa, taką energię i w ogóle musiała ostro ryć czosnki gdy wychodziła, że chyba trzeba być ze Zgierza, by tego nie lubić. A że przy okazji chłopaki są lewakami, to już w ogóle mają u mnie plusa. No i generalnie to nie wiem - Dragon zaskoczył (generalnie to częściowo kolejka zaskoczeń, bo o ile pierwsza trójka bez niespodzianek, tak jednak Shodan i BOB wyszli trochę z roli, nie mówiąc już o Czezie, który zaskoczył jak zima drogowców swoim powrotem), jak najbardziej plus. Słownik synonimy.pl jako synonim słowa super podaje takie określenia: 2. kapitalnie, ekstra, prima, bombowo, superowo, byczo, odjazdowo, odlotowo, bajerancko, obłędnie, fajnie, fajowo, fajowsko, fajno, klawo, szałowo, wystrzałowo, wdechowo, morowo, rewelacyjnie, perfekcyjnie, genialnie, bezbłędnie, dobrze, świetnie, doskonale, wspaniale, fest, tip-top, OK, okay, okej, w dechę, w deseczkę. Możecie sobie wybrać jakie chcecie, wszystkie mi tu pasują.

Covenant - Dead Stars

O, to pewnie to puszczają w klubie Liverpool w ostatnią sobotę każdego miesiąca. xD Tak samo jak w przypadku shodana, te wszystkie okołodepeszowskie zespoły typu wzmiankowanego, Camouflage, jakieś Nitzer Ebby, And One'y-dupony zawsze po mnie spływały, pewnie nawet we wczesnych latach 90 nie byłbym depeszem i matka nie musiałaby mi zdzierać z pokoju plakatów z Gahanem ani wyrzucać wydrukowanych egzemplarzy dekalogu depeszowca. Nie wiem generalnie, to chyba nie jest muzyka do słuchania se tak o w zaciszu domu, to pasuje tylko i wyłącznie na imprezę, nawet nie że depeszowców, tylko jakąś z muzyką elektroniczną, tam by siadło jak złoto pewnie, bo w innych okolicznościach to jednak trochę mnie to nuży po prostu. Nie daję zadnego minusa, smutnej buzi, ani nawet kolorku, po prostu totalnie nie mam nastroju na tego typu rzeczy. Sorry, taki mamy klimat.

Generalnie to fajna kolejeczka, wszystko mi się spodobało mniej lub bardziej, dużo różnych klimatów, dużo łakoci i witamin, ktoś nawet zaskoczył, ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś. Gdyby przyszedł do mnie ktoś z pistoletem i kazał na szybko dawać kolorki xD, to chyba dałbym zielo smokowi za wyjście spoza swojego emploi, chociaż w sumie większym odkryciem była dla mnie wruzta musiała, a czerwo czezowi, ale to tylko dlatego, że ten ktoś by tym pistoletem machał jak głupi i musiałbym coś wybrać. Wszyscy wrzuciliście ładne rzeczy i chałwa wam za to. siusiak prostytutka!
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 20 wrz 2022 08:05

Czezu, jak Ci idzie słuchanie?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 20 wrz 2022 21:11

Widzę, że Melki zainfekował innych olewaniem wszystkich tematów, w których czekają niewygodne pytania (co oczywiście nie dotyczy ligi i innych zabaw). W związku z tym chyba ruszymy jutro z kolejną kolejką, co?

Czez oczywiście będzie miał czas na wrzucenie recenzji kiedy my będziemy wrzucać numery.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 20 wrz 2022 21:19

Jasne, nie mamy co czekać raczej bo gdyby było inaczej ktoś pewnie dałby znać.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Czez
Posty: 9728
Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
Ulubiony utwór: Cala masa
Lokalizacja: Glasgow

Post 20 wrz 2022 21:58

Hien pisze:
20 wrz 2022 21:11
Widzę, że Melki zainfekował innych olewaniem wszystkich tematów, w których czekają niewygodne pytania (co oczywiście nie dotyczy ligi i innych zabaw). W związku z tym chyba ruszymy jutro z kolejną kolejką, co?

Czez oczywiście będzie miał czas na wrzucenie recenzji kiedy my będziemy wrzucać numery.
Trzy recki juz mam napisane. Jutro pewnie bedzie reszta i wrzuce.
Enjoy The Silence