Best of Forum II

Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 27 wrz 2022 20:58

Jeszcze trup tej kolejki nie ostygł a ja pyk, otwieram.

ESG - UFO
(1981)

Jak zwykle zmieniam plany ale wydaje mi się że najsensowniej będzie wrzucić ten numer właśnie w tym miejscu po wrzutce Killing Joke. Grupa ESG (skrót od Emerald, Sapphire & Gold) powstała w 1978 roku w południowym Bronxie w Nowym Jorku i jest dość istotnym wykonawcą muzyki będącej mieszanką post-punku, funk rocka i tzw. nurtu "no wave" czyli awangardowego ruchu powstałego w kontrze do bardziej komercyjnego new wave, eksperymentującego w muzyce z atonalnością, szumem/hałasem (noise) czy różnymi dysonansami, flirtującego z nie-rockowymi gatunkami jak free jazz czy disco (wybaczcie ten drewniany encyklopedyczny wstęp, próbuję sam tłumaczyć angielską Wiki). Grupa ta była mocno inspirująca dla kultury hip hopowej a wrzucony przeze mnie utwór UFO jest jednym z najczęściej samplowanych utworów w historii tego gatunku. Jest też jednym z interesujących przypadków utworów które nabierają rumieńców kiedy... odpali się je na gramofonie ze źle dobraną prędkością. Historia muzyki zna wiele takich przypadków, głównie przy utworach instrumentalnych które przyspieszone lub spowolnione poprzez przestawienie prędkości na odtwarzaczu (z szybkiego 45 obrotów na minutę do wolniejszego tempa 33 obrotów - lub odwrotnie) zyskały całkiem interesujące brzmienie i w tej formie stawały się nieraz bardziej popularne.

UFO znałem najpierw w formie sampla w utworach hip hopowych, najbardziej w pamięci zapadło mi to charakterystyczne brzmienie jakby... ni to wycie ni skrzypienie, które pojawia się we wstępie. Najpierw w piosence słychać niby syrenę wymieszaną z czymś niczym skrzypienie huśtawki a potem pojawia się właśnie ten specyficzny skrzypiąco-wyjący dźwięk (synth?) i dopiero ostatni wjeżdża groove, przekozacki mariaż perki i basu (ten groove chyba najczęściej był samplowany). Jako ciekawostkę (dopiero doczytałem) dorzucam fakt że numer wyprodukował Martin Hannett z Factory Records (produkował płyty Joy Division, New Order i innych). Nie wiem kiedy dokładnie poznałem oryginał UFO, w każdym razie poznałem go od duupy strony bo słuchałem długo tej słynnej spowolnionej wersji. Po iluś latach dużo później dopiero dowiedziałem się że to taki przypadek i numer jest tak naprawdę w ciul szybszy i nawet trudno było mi się z nim oswoić w takiej formie, aczkolwiek nabiera wtedy takiego punkowego sznytu. Do bestki wrzucam go w tempie oryginalnym, a kiedy już zrecenzujecie to bonusowo dorzucam Wam popularną spowolnioną wersję którą pokochali breakdancerzy i hip hopowcy z całego świata. W formie sampla na pewno też ten numer jeszcze usłyszycie w tej bestce.

https://youtu.be/E55xlwhTpRs

Wersja 33 obroty:

https://youtu.be/h9ikatomf6g
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Czez
Posty: 9728
Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
Ulubiony utwór: Cala masa
Lokalizacja: Glasgow

Post 27 wrz 2022 22:57

Front 242 - U Men

To byl poczatek lat 90. Mozliwe, ze 92, moze 93 rok, kiedy po raz pierwszy na zlocie depeszow uslyszalem Front 242. Poczatkowo bardzo sie dziwilem, jak to? Na zlocie nie DM?
Jednak bylem bardzo ciekawy, co to jest ten Front 242. No i kupilem kasete. To bylo Geography, co wowczas absolutnie nic mi nie mowilo. No i spodobalo sie od pierwszego uslyszenia. Katowalem te kasete niemilosiernie. I do dzis dnia ten album jest ze mna regularnie. W tym okresie kroloeal u mnie DM, Kraftwerk i wlasnie Front. Natomiast U Men byl dla mnie taka perla w koronie. Jak sie okazuje nie tylko ja mam takie zdanie. A czas pokazal, ze U Men ( i Headhunters ) staly sie najbardziej rozpoznawalnymi utworami zespolu. W zasadzie moglbym skonczyc opis w tym miejscu, ale jest ciag dalszy. Otoz w lipcu tego roku wreszcie udalo mi sie byc na koncercie Frontu. Alez byl czad. Oczywiscie U Men tez bylo. Cieszylem sie jak dziecko. Gesia skorka i te sprawy... Marzenia sie spelniaja. A niemal miesiac pozniej spelnilo sie kolejne, bo tez pierwszy raz bylem na koncercie Kraftwerk. Wogole caly ten rok jest dla mnie wyjatkowy pod wzgledem koncertowym, ale to juz opowiesc na inna bajke.

https://youtu.be/jYjrWY8FOTc
Enjoy The Silence
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 28 wrz 2022 00:55

King Crimson - Easy Money

Z King Crimson sprawa już zawsze będzie skomplikowana. Kiedy braliśmy na TAPET Discipline pisałem o dużym wpływie The Frippers w gimnazjum. Gdyby już wtedy pewna sympatyczna aplikacja monitorowała skrupulatnie to, czego słucham, zapewne KC byłoby znacznie wyżej niż jest obecnie w statystykach. Wymowną tego oznaką jest to, że przynajmniej godzinę zajęło mi wybranie odpowiedniego kawałka pod bestkę singlową. Nie brałem pod uwagę pewnej płyty, która jeszcze pojawi się w albumówce. Odpada również Starless and Bible Black - do tej najrzadziej wracałem - i THRAK, bo tę odbieram dziś za muzyczne dziaderstwo w wielu miejscach podane w dawce śmiertelnej, kompletnie nie do strawienia. Każda inna ma w sobie coś, co wyraźnie trafiło w moje serducho.

Znowu swobodnie mogę sięgnąć po coś ze swojej półki, bo Larks Tongues In Aspic kupiłem jeszcze podczas epizodu z długimi włosami (na bank to był Media Markt w Galerii Dominikańskiej). Na samym początku poznałem debiut, potem In The Wake of Poseidon, z grubsza gorszą podróbkę poprzedniczki. Z dziwnych powodów potem wybór padł na to. 1973 rok - King Crimson po kolejnej rewolucji w składzie. Zrobiło się kameralnie, a jednocześnie bardziej eksperymentalnie, jest wiele miejsc improwizowanych (albo przynajmniej sprawiają takie wrażenie). Wybieram ten kawałek, w którym czuć największą wyjebkę na wszystko. Jedynym mankamentem może być miks, gitara jest specyficznie przytłumiona. Bez tego zadziałoby się tutaj totalne spustoszenie. Wstęp z grubej rury, potem dość konwencjonalne zwrotki opowiadane przy skromnym akompaniamencie. Ten segment sprawia wrażenie przykrywki dla wciągającej, konsekwentnie narastającej części instrumentalnej. Hipnotyzuje perka i bas, gdzieś za drzwiami znajduje się melotron, potem na scenie swój moment dostaje gitara. Wracamy na moment do konwencjonalnego formatu, choć ta ostatnia zwrotka jest już mocno naznaczona klimatycznie tym, co się działo wcześniej, nie ma sztywnego powrotu do początku. Szyderczy śmiech. Just making easy money.

W grze były jeszcze Book of Saturday i Exiles, ale nie mam teraz melancholijnego, bardziej poetyckiego nastroju, więc proponuję coś na kształt rozpierduchy. Z klasą, ale jednak.

https://www.youtube.com/watch?v=LxaM5ex1isc
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 28 wrz 2022 08:30

Sister Machine Gun – Burn

Po raz pierwszy usłyszałem Sister Machine Gun w 1996 r. i to właśnie z tym kawałkiem, na soundtracku z Mortal Kombat. Wtedy też, mimo że nie byłem tego do końca świadomy, załapałem pierwszy kontakt z amerykańską sceną rocka industrialnego, jeszcze na długo zanim usłyszałem Nine Inch Nails. Na tym OSTcie było pełno grup związanych z legendarnym labelem TVT, który miał u siebie nie tylko wykonawców rockowych, ale tez elektronicznych. Wtedy w latach 90-tych, poznawało się w Polsce muzykę z radia/MTV, albo z soundtracków filmowych. Te drugie były w tamtej dekadzie zajebiste. MK 1 i 2, Seven, Trainspotting, Johnny Mnemonic, Strange Days, Godzilla, Batman Forever/& Robin, itd., to były klasyczne składanki w tamtym czasie. Nawet jeżeli filmy wtapiały, to nadal wychwalano dobór numerów na towarzyszących albumach. Ostatnim przedstawicielem tej złotej ery był ost z Matrixa, a przypomnieniem tych pięknych czasów, seria płyt ze Zmierzchu. Te czasy już nie wrócą.

W każdym razie, tym się wtedy żywiłem, bo zwyczajnie więcej sensu miało kupowanie tych soudtracków, czy w ogóle składanek, niż albumów wykonawców. Ja wtedy nie słuchałem jeszcze żadnego zespołu od a do z, więc jak mogłem sobie pozwolić na jakąś kasetę, to brałem zazwyczaj jakiś ost. Dzięki temu poznałem wiele doskonałych zespołów, byłem w miarę na bieżąco i miałem ładny przekrój przez muzykę, która często nie docierała do naszego kraju. Piszę o tym, bo dopiero w połowie lat 00, kiedy w domu pojawiła się stałka (2004 r.), zacząłem śmielej nadrabiać zespoły, które wcześniej znałem jedynie z pojedynczych utworów (chociaż kasetę z debiutem Gravity Kills kupiłem już w 2003 r.). Do Sister Machine Gun dotarłem dopiero na początku lat 10-tych, kiedy coraz bardziej zacząłem wsiąkać w amerykański industrial, zwłaszcza scenę chicagowską. Okazało się, że wszystkie te grupy, które zaczynały inspirowane sukcesem NIN, czy Killing Joke, rozwijały się potem w przeróżnych kierunkach. Nie będę tu robił szkółki historii industrialu z USA, ale SMG jako jedyni poszli bardziej w stronę jazzu, jednocześnie nie rezygnując z elektronicznych podkładów i ciężkich gitar. Odkrywanie ich albumów, zwłaszcza „Metropolis” i „Revolution”, to było coś. Wrzucam tu jednak tytułowy kawałek z wcześniejszego albumu pt. „Burn”.

To nie był ani reprezentatywny utwór dla tej płyty, ani dla zespołu w ogóle. To nie jest ciężki numer, nie jest nawet za bardzo industrialowy. To był dziwoląg na płycie i tylko ze względu na obecność na soundtracku z Mortala, stał się absolutnym klasykiem w dyskografii.
Jest tu elektronika, są przesterowane (ale jednocześnie lekkie) gitary, są tu nawet mikroskopijne ślady jazzowania, które zostaną rozwinięte na późniejszych albumach. Trudno to zaklasyfikować i nawet dobrze. To jest po prostu muzyka i nie ma co sugerować się naklejkami.

Chris Randall, który w SMG pełnił rolę Trenta, został swego czasu okrzyknięty prze damską część fanów, najseksowniejszym głosem w industrialu i trzeba przyznać, że „Burn” stanowi tego dobry przykład. To jest strasznie klimatyczny kawałek. Załapałem na niego olbrzymia fazę w 2014 r., jakoś tak jak teraz, pod koniec września (last pokazuje mi 30 września jako początek). Mimo tego, że znałem ten numer od prawie 20 lat, mroczne jesienne wieczory zaczarowały mi go na nowo.

Pamiętam, że często mijałem się wtedy w drzwiach do klatki z tajemniczą laską, która mieszkała w bloku chyba na czas studiów, i wnioskując po wielkiej teczce, robiła to na ASP, szkole do której startowałem, ale się na szczęście nie dostałem. Jako zajęty, nic nie świrowałem, ale jednak byłem zaintrygowany tą dziewczyną. Po jakimś czasie przestałem ją widywać, po prostu zniknęła, ale „Burn” już zawsze będzie mi się kojarzyć z nią i długimi spacerami w deszczowe popołudnia/wieczory, z mglistym, granatowym od chmur niebem w tle i błyszczącymi latarniami. Uderzam wajbem, ale taką mamy porę roku.

https://www.youtube.com/watch?v=yWSkz3Y2ri8
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 28 wrz 2022 09:37

Selah Sue - Right Where I Want You

Selah Sue to belgijska wokalistka, o której świat usłyszał dekadę temu dzięki hitowi This World wykorzystanemu w reklamie Kinder Bueno.
Jej muzyka jest określana w różny sposób. Najczęściej chyba jako R&B lub po prostu pop. Natknąłem się na nią kilka lat temu zupełnie przypadkowo słuchając randomowych rzeczy z YT. Ściągnąłem jej debiutancki album, trochę posłuchałem i na jakiś czas zapomniałem o niej. Ale gdzieś tak około rok temu włączyłem sobie jakiś jej utwór i jako, że siedzę ostatnio w takich klimatach, znowu poczułem zapotrzebowanie na jej muzykę. Tym bardziej, że w międzyczasie dorobiła się kolejnej płyty. A w tym roku wyszedł jej trzeci studyjny, bardzo udany według mnie album.
Selah Sue ma zaje.bisty „czarny” wokal. Potrafi też bez problemu rapować, co słychać w niejednym utworze. Right Where I Want You pochodzi z 2015r. z albumu Reason. To numer utrzymany w umiarkowanym tempie, który ma ciekawą melodię, dobry bit i wyrazisty bas. Jest też krótka, aczkolwiek fajna wstawka trąbki po pierwszej zwrotce. Selah świetnie się prezentuje na wokalu. Myślę, że to jest 3,5 minuty bardzo dobrego brzmienia.

https://www.youtube.com/watch?v=OJ7q72CABXw
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 28 wrz 2022 11:00

Pozostając w depresyjno-jesiennych klimatach...

The Cure - More Than This

https://www.youtube.com/watch?v=54yFy7b ... Cure-Topic

The Cure znam od niemal zawsze, tylko nie wiedziałem, że to The Cure. Potem był rok 2005, Disintegration, Faith, pojedyncze hiciory, potem Kiss Me Kiss Me Kiss Me, fascynacja Seventeen Seconds i Pornography w lutym i marcu 2007, Bloodflowers latem tego samego roku, faza na The Top wiosną 2008, niekończąca się przygoda, świetne teksty Smitha, rozszarpująca muzyka, to wszystko pięknie podsumowane koncertem w listopadzie 2016, na którym zagrali wszystko, co chciałem (i mogłem) usłyszeć. Było w pytę. More Than This to numer, który poznałem w lipcu 2007. Z jakiegoś powodu był on umieszczony jako bonus track ("bonus track") na jakiejś dziwacznej wersji Bloodflowers, jaką zassałem z Soulseeka w tamtm czasie. Nie znałem wówczas Discogs, nie mogłem zweryfikować wersji albumu, przez co latami tak ten kawałek miałem otagowany. Później się dowiedziałem, że wylądował na kompilacji Join the Dots, ktoś mi powiedział, że był na oście do Archiwum X, ale nigdy tego serialu nie widziałem, więc wypowiedzieć się nie mogłem. Numer ten, choć trąci klasycznym The Cure, swoją produkcją strasznie zajeżdża też latami 90., co mi się akurat bardzo podoba. Takie gothic pop The Cure xD Nieco depresyjny (a jakże) tekst, który zdaje się opowiadać o nierealizowalnej miłości, klawisze płynące melancholijnie do bębnów wyciągniętych niby z dowolnego utworu Portishead. Smith zawodzi, ale nie na tyle, by męczył, znajduje idealny balans pomiędzy lekko emo-płaczliwym podejściem a swoim starym sobą. Jest tutaj dokładnie taka dawka smutku, jaka nie powoduje przesytu, a wprowadza w delikatnie depresyjny nastrój.

Zabawnym jest, że nie mam generalnie żadnych konkretnych, dających się odnieść do jednej osoby skojarzeń z tym kawałkiem. Może trochę, ale naprawdę odrobinę. Nawet teraz nie potrafię go do nikogo przypisać (a vibe aż się prosi o takie rozwiązania). Dla mnie jest to trochę taki uniwersalny i muzyczny abstrakt, doskonały do odbywania długich spacerów jesienną porą po jakichś zapomnianych i porzuconych miejscach. To jest swoiste B do A, którym w bestce albumowej było Edgeland Hyde'a, ale jest jesień, a nie wiosna, jest trochę trupio i umierająco, już pierwsze nuty More Than This generują wspomnienia, które w przypadku braku namacalnego obiektu tychże stworzą je jak ostatnio popularne aplikacje AI-generated images. Tęsknota za czymś, czego w ogóle mogło nie być, rozpacz wobec utraty, czego się w ogóle nie miało. Może ma się teraz i jest super, więc uzasadnień brak, ale jakoś to, kurde, działa. Smith potrafi taki efekt stworzyć, zresztą, utwór ten został wydany oficjalnie w 1998 roku i stanowi doskonały wręcz wstęp do Bloodflowers, które jest z kolei uważane za podsumowanie ciężko-depresyjnego wyboru dzieł Lekarstwa zapoczątkowanego przez Seventeen Seconds 20 lat wcześniej. Nie ma gdzie uciec, ale nie ma też po co, bo Smith i depra i tak Was dopadną. Zanurzcie się i poczujcie ciężar egzystencji. Albo, trawestując Camusa, wyobraźcie sobie, że Smith był szczęśliwy pisząc ten kawałek. Mnie się go przyjemnie słucha, bez względu na okoliczności xD
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 28 wrz 2022 11:17

siusiak Ci w dupe Musiał, podjebałeś mi kawałek i to taki ważny :(
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 28 wrz 2022 11:19

Ale numer, fajnie będzie usłyszeć nieznany mi dotąd kawałek kjurów i robi mi to smaka by też rzucić jakimś kjurowym obskjurem!

P.S.

Aha, to był ten numer Hienałke z X Files co mi obiecywał, ale sobie zaspoileruję nim usłyszę go w serialu który akurat przerabiam :grins:
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 28 wrz 2022 11:24

To nie ten numer Murzyn. MTT jest z filmu, a ja Ci pisałem o kawałku z serialu. Tego mi (chyba ) nikt nie jest w stanie spalić, ale kto wie xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 28 wrz 2022 16:34

ło ale tempo heh

John Cale - Paris 1919

Za oknem zimno i pizga, szaro i chujowo, więc czas na coś ładnego. John Cale to osoba, której myślę, że nie trzeba przedstawiać, toteż wam ją przedstawię. To walijski muzyk, producent muzyczny oraz przede wszystkim - współzałożyciel kultowego w pewnych kręgach zespołu o nazwie The Velvet Underground. Ten zespół też się pewnie pojawi u mnie w którymś temacie, ale nie uprzedzajmy faktów, jak to mawiają. Na jego twórczość natknąłem się gdzieś w okolicach wiosny 2015 podczas płytowej wymiany z ówczesnym kolegą Filipem. To był generalnie taki typowy znajomy, z którym rozmawiasz regularnie przez jakiś tam okres w swoim życiu, a potem przestajesz, bo po prostu wasze drogi się rozmijają i elo - możliwe, że nawet bym o tej relacji nie pamiętał, gdyby nie to, że ten kolo miał poczucie humoru, przy którym moje żarty to był Monty Python, a poza tym to jeden z nielicznych znajomych, z którymi kontaktowałem się niemal wyłącznie przez komunikator na Steamie. Nie pamiętam już dlaczego, po prostu tak było i już. xD No generalnie to poznałem przez ziomka dużo spox muzyki, dużo jakichś post-rocków, math-rocków i nawet jakieś hiencore'y, ale to nie jest dziwne, bo typ był fanem Porcupine Tree, chyba nawet przez jakiś czas udzielał się na tym słynnym cfelowie czy jak się to forum nazywało (nie pamętam już, bo napisałem tam z 10 postów w 2014 roku, po czym się stamtąd zmyłem... to forum w ogóle jeszcze istnieje? xd).
Wracając do meritum - ten kawałek "fachowo" określa się ART POPEM, czy tam BAROQUE POPEM - no jest faktycznie bogato zaaranżowany, może nawet bym go nazwał Sztuką przez wielkie RZ, gdyby mi się chciało tak go okreslać, ja tam po prostu go uważam za bardzo ładny. Mam z nim same dobre wspomnienia, bo kojarzy mi się właśnie z bardzo dobrym okresem żywota mego, w którym zamulałem na kierunku bez przyszłości, grałem w stare gierki na złomie gorszym niż mój obecny zegarek, ale generalnie to w moim życiu nie było jakichś większych trosk i po latach marazmu zaczęło sie robić serio fajnie. I wiem, że na tle obecnej pizgawy trochę śmieszno wrzucać coś, co dość mocno kojarzy (przynajmniej mi) się z wiosną, ale czasem warto sobie coś afirmować, by nie zwariować czy coś. xd Bierzta i słuchajta tego, hej!

https://www.youtube.com/watch?v=q5YHqWqhFkU
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 28 wrz 2022 17:10

"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 28 wrz 2022 17:49

ESG - UFO

Kawałek brzmi jak z osta do jakiegoś serialu detektywistycznego w stylu noir z lat 60-tych (dosłownie widzę scenkę z czegoś w stylu „Randall and Hopkirk Deceased” jak główni bohaterowi biegną za kimś ciemną ulicą, itd). To są klimaty, które ja bardzo lubię, a jeśli jeszcze to jest zagrane w formie post-punka, to już w ogóle. Basiwo bardzo atmosferyczne i hipnotyczne. Murzyn często zapodaje bardzo ciekawych kontekst do niepozornych kawałków. Jako, że gramofon był u nas w domu od zawsze, zabawy ze zmianą bpm przerabiałem regularnie. W tym wypadku, dostajemy w zarodku historię tego jak powstał breakbeatowy hip-hop. Fajny i klimatyczny numer, ciekawa trivia w tle, wystarczająco żeby Munlupa uhahać.

Front 242 - U Men

Font poznałem, podobnie jak Covenanta i inne, koło 2004/2005 roku. Od początku miałem z tym zespołem love/hate relationship. Czasami wydawało mi się, że oni, jak i cały EBM, to byle co, innym razem znajdywałem jednak coś, co mi się podobało. Jedno jest pewne, to nigdy nie była grupa, której byłem fanem, i której dyskografię chciałbym zgłębiać bardziej. Zdecydowanie bliżej mi było do Nitzer Ebb, z którym też bywało mi nie po drodze, ale ostatecznie skończyło się sipką. Jeśli chodzi o Front, najwięcej czasu spędziłem chyba z live albumem „Live Target”, na którym spore wrażenie zrobiło na mnie „Never Stop”. Mógłbym wymieniać kawałki F242, które szanuję, ale nie o tym mówimy, tylko o „U Men”. Ten numer nigdy mnie nie porwał i w zasadzie stanowi demo tego, co mnie zawsze od Frontu odpychało. To jest nudny kawałek. Trochę elektronicznego pitu pitu, monotonne darcie ryja. Na początku lat 90-tych, to pewnie było spore odkrycie dla fanów DM, no ale ja się nie załapałem, bo miałem mało lat (i dobrze) xD W każdym razie, trochę szkoda, bo przy jakimś innym numerze (nawet tak wytartym jak „Tragedy (For You)”) mógłbym napisać coś milszego. Niestety nie w tym wypadku.

King Crimson - Easy Money

Ło Panie, jeśli Larksy to nie jest dziaderstwo, to nie wiem co jest. To jest dziadowanie, które przeszło zapachem starego swetra najstarszego uczestnika Sanatorium Miłości. Ale mnie to nie przeszkadza. Jak się otworzy okno i trochę przewietrzy, to idzie tego słuchać. Izi Many.
Są takie fragmenty tego kawałka, które się nawet całkiem ładnie zachowały w formalinie, zwłaszcza instrumentalny środek. I generalnie, gdyby to był instrumentalny kawałek, to by mi chyba siadł bardziej. Nie słuchałem tego od dawna, a jak słuchałem to była jakaś w miarę bieżąca live wersja, która nie jest taka fajna. Nawet mi ta wrzutka ładnie leży koło Murzynowej, Panowie się umawiali? W każdym razie, Dragon nie poszedł na taką łatwiznę co Mentos i nie będę szydził tekstami ala „miałeś chamie złoty róg”, ale i tak jest to dla mnie, jeśli chodzi o King Crimson, wrzutka tylko rzetelna. Bo ja jednak w tym bandzie cenię te resztki emocji (które podejrzewam Smok nazwie dziaderstwem) bardziej niż wykalkulowanie. W ogóle widzę, że u Dragona już weszła faza gry „reko” bardziej niż „bestki życia”, skoro tyle numerów do wyboru było.

Selah Sue - Right Where I Want You

Ostatnio się zastanawiałem, czy już wszystkie śpiewające panie, które widziałem, że Shodan słuchał, już poszły i doszedłem do wniosku, że chyba tak. Okazało się, że zapomniałem o Selah Sue. Teraz dopiero Wuja się wystrzelał ze śpiewających pań i zaczną się problemy. Na razie jednak się tym nie martwmy. Znowu zostanę zjechany, ale nie wiem kompletnie co napisać o tej piosence.
Jest fajna i ma fajny, lekko jesienny (a może nawet mocno jesienny) klimat. Nie brzmi szczególnie oryginalnie i po utworze nic już nie pamiętam, ale mimo wszystko uważam, że jest to piosenka spoko. Podobają mi się te wszystkie efekty i (już to tak nazwę z braku innego słowa) eksperymenty. W zasadzie jedyne co mnie momentami irytuje, to nadmiary harmonii i taki wypacykowany w produkcji wokal, zrobiony pod producencki preset, który w efekcie odbiera unikalność tej dziewczyny. Zlewa mi się to pod tym względem w głowie z Arianą, Taylor i kilkoma innymi wrzutkami Wuja. Poza tym jest elo. Bez szału, ale elo, z opcją przegryzki.

The Cure - More Than This

Bałem się, że do tego dojdzie. Musiał podjebał mi bardzo ważny utwór, którym sam go katowałem jeszcze kilka lat temu. Mówiłem mu nawet w tym roku, że planuję go wrzucić i proszę, trzeba było trzymać mordę na kłódkę przy PIRAMIDALNYM ZŁODZIEJU. Bylem spokojny, że takiego obskjura w dyskografii The Cure, to mi nikt nie będzie w stanie podwędzić and here we are… Dużo istotnych wspomnień związanych z tym kawałkiem i jakoś nie czuję się komfortowo pisać o nich przy recenzji, więc pozostaną tajemnicą (do pewnego stopnia). Taki mam wkurw, że nawet nie chce mi w ogóle o tym numerze pisać xD Miałem w głowie ścianę tekstu na jego temat, a teraz nie potrafię nic napisać. No trudno. Wiadomo, że daję okejkę, bo to jest moje absolutne i ścisłe top The Cure, ale jednocześnie jest to order smutku pod hasłem „TOP10 ANIME BETRAYALS”.

John Cale - Paris 1919

Chciałem napisać, że Mentos w końcu czymś zaskoczył, ale w sumie u kogoś lubiącego Kate Bush, nie można wykluczać tego typu ciągot, a wręcz należy ich oczekiwać. Po serii polskich niezalów i biedapunków, Sebastian (ululululu) wrzuca jakąś normalną piosenkę, szok jest tak duży, że zrobiłem trzy fikołki w tył i jeden w bok. A potem robiłem je dalej, bo numer sprzyja takim pląsom. Jak na coś z Paryżem w tytule, utwór jest mega brytolski, wręcz bym to umieścił między „Everyone is a Bit of a Cunt Sometimes” i „Always Look on a Bright Side of Life”. Mało tego, ta muzyka przypomina mi trochę (a nawet bardzo) „Easter Theater” XTC, a za to już się należą poważne gratulacje, męski uścisk ręki, trójpoziomowy tort, patera z rafaello, półnaga pani z dyplomem i czek na 200 zł. Nie wiem, rozczulają mnie takie brytyjskie na maksa klimaty. Słucham tego i widzę tych strażników w śmiesznych czapach, Big Bena, Jasia Fasolę, budki telefoniczne, Poundland, browary mierzone w pintach, Petera Bowlesa, kiełbaskę z fasolą i jajkami sadzonymi, naliczany z przesyłek VAT i Hiacyntę Bukiet. Nie potrafię temu nie ulec, podoba mi się to, lubię to. Urocza piosenka, z uroczą aranżacją. Od MUNlupa dla MENtosa, poważne gratulacje, męski uścisk ręki, trójpoziomowy tort, patera z rafaello, półnaga pani z dyplomem i czek na 200 zł (bez pokrycia).

No i co Porcupine Tree Panowie koledzy, nie jest to zła kolejka. Z nowości: Murzyn i Mentos władają tutaj na poziomie niezwykle wysokim i pięknym. Dragona wrzutkę szanuję, ale to taki wybór za little money. Shodan zaskoczył niczym woda w morzu, utworem który jest sequelem dotychczasowych wrzutek z paniami, a Czez walnął totalnie mehowym kawałkiem zespołu, który ma w repertuarze niemehowe rzeczy. W kwestii Musiała, mam ochotę spuścić dwie rzeczy: zasłonę milczenia i wpierdoI. No, ale utwór jest wybitny, to oczywiste.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 28 wrz 2022 20:48

ESG – UFO

Mudżyn znowu daje radę. Kolejny dobry numer w tej turze. Niby wydawać by się mogło, że stripped zapodaje nie moje klimaty, ale one mi się jednak podobają. Fajny jest ten początek z syreną i huśtawką (już tak to zawsze sobie będę przez golasa wyobrażał). Potem wchodzi ta skrzypiąco-wyjąco-niepokojąca zagrywka, która towarzyszy nam aż do końca. Bas z perkusją robią znakomitą robotę. Właściwie one robią tutaj całą robotę, co mnie cieszy, bo te dwa elementy zawsze były dla mnie niezwykle ważne w muzyce. Utwór krótki, ale treściwy. Podobać mnie się. :)

Front 242 - U Men


Jak już pisałem przy okazji Covenant zespoły z kręgu EBM nigdy mnie jakoś nie zainteresowały. W ogóle zresztą nie znam zespołu Front 242 (jedynie z nazwy). Nie wiem, może na początku lat 90’ bym to kupił szybciej, ale teraz jest już stanowczo za późno. To brzmienie jest już mocno nieaktualne dla mnie. I również myślę, że ten utwór jest po prostu nieco nudny. Może potrzebuję na niego jednak więcej czasu, żeby się wgryźć.
Hien pisze, że Front ma lepsze utwory i ja jestem mu w stanie uwierzyć. To co tu słyszę mocno kojarzy mi się z brzmieniem i stylem And One, chociaż ich też znam ledwie 3 utwory na krzyż.
Widzę, że Czez lubi taki styl i takie klimaty. No i spoko. Jeździ sobie po koncertach i zlotach, to odbiera to też inaczej. Mnie w zaciszu domowym średnio to smakuje póki co.

King Crimson - Easy Money


Dragon pisze, że THRAK jest dziaderski. Hien pisze, że Easy Money jest dziaderski. Ja z kolei cały King Crimson odbieram jako zespół dziaderski. Zawsze jak słyszę tego typu wokale, to kojarzy mi się to z prastarymi czasami. I kiedyś mi to naprawdę przeszkadzało. Takie wokale, takie brzmienie. Ale myślę, że dzięki temu forum wyrosłem z tego. Teraz mi ta dziaderskość nie przeszkadza. Pamiętam, że kiedyś zachęcony przez Hiena próbowałem zaprzyjaźnić się z płytą THRAK. Nie udało się, ale było to parę lat temu. Potem zaczęły się bestki i wjechała Dyscyplina. I o dziwo załapałem tę nutę. Mintaj zapodał 21st Century Schizoid Man i też zatrybiło. I nie ukrywam, że Łatwa Forsa też jest bardzo ok. Myślę więc, że i do THRAK zrobię drugie podejście, skoro żre.
Wciąż jestem zdania, że takie rzeczy jak KC czy Pink Floyd to nie jest dla mnie muzyka pierwszego wyboru, ale doceniam ją, bo to naprawdę dobra muzyka. W Easy Money mnie też najbardziej podoba się środkowa instrumentalna część. Znowu muszę pochwalić fajny bas i szczególnie perkusję. Lubię takie granie naprawdę. I zagrywki gitarowe niczego sobie. Utwór trwa prawie 8 minut, ale w ogóle nie męczy. Słucham z przyjemnością. Będę się musiał kiedyś troszkę bardziej wgryźć chyba w ich dyskografię.

Sister Machine Gun – Burn

No i nie wiem, co ja mam napisać o tej piosence. Jest fajna choć niezbyt oryginalna. Chwilę po przesłuchaniu niewiele pamiętam. Ale podoba mi się.
Trochę żartobliwie papuguję Hiena, ale chcę mu pokazać, że tak lakonicznie można pisać prawie o każdej muzyce. Nie każda muzyka jest odkrywcza i oryginalna. Powiem wręcz, że mało która jest. I nie jest to kryterium, które może obniżać ocenę. Rzeczy nie odkrywcze mogą być tak samo przyjemne i satysfakcjonujące, jak te odkrywcze. Nie dziwne też, że nic w głowie nie zostaje po przesłuchaniu. Bo co ma zostać, gdy się wrzuca recki „chwilę” po ukazaniu się wrzutek. Na to potrzeba czasu. Ja przesłuchałem Burn 4 czy 5 razy, a wciąż nic nie pamiętam. Poza tym, że to naprawdę dobry utwór. Bo Hien nie zawodzi i wrzuca dobre rzeczy. Bardzo rytmiczny numer. Super pracuje perkusja, co już na wstępie jest mocno na plus. Wyraźny bas, dobra melodia, klawisze, gitara, wokal. No wszystko tu fajnie współgra. Przyjemny utwór, choć na kolana też przesadnie nie rzuca.
Ciekawe tylko, kiedy się wreszcie Hienowi skończą śpiewający faceci?

The Cure - More Than This

Dev podstępnie pod.jebał Hienowi utwór, za co już na wstępie dostaje żółtą kartkę. A niby taki kolega, ziomal. :P
The Cure jakiego się szczerze mówiąc nie spodziewałem. Nigdy chyba nie słyszałem ich w takim wydaniu. Teoretycznie powinienem być wniebowzięty. Bo jest balladka, jest nastrojowo. I jest rzeczywiście dobrze. Chociaż ciarek też nie powiem, żebym miał. No po prostu dobry utwór. Dobry i tyle. Może z czasem się to zmienić w coś głębszego. Czemu nie. Ale The Cure z albumu zapodanego przez strippeda jednak bardziej mi podeszło od początku. Tak jakoś bardziej mi oni pasują do trochę żywszej nuty. Od ballad są dużo lepsi specjaliści.

John Cale - Paris 1919

No proszę, Mentos też jak chce to potrafi. Bardzo ładna piosenka. Szczególnie w porównaniu do kilku ostatnich wrzutek. Te dźwięki imitujące instrumenty smyczkowe czy dęte robią naprawdę fajny klimat. Taki lekko baśniowy wręcz, co bardzo lubię. Kompozycja sama w sobie też niczego sobie. Jest bardzo przyjemnie, klimatycznie. Naprawdę jest dobrze. Takiego poziomu oczekiwałbym od mintaja częściej. Ale wiem, że to nie koncert życzeń.

Generalnie dobra kolejka. Kilka wrzutek na bardzo zbliżonym poziomie (stripped, Drago, Hien, mintaj), choć każda w innych klimatach. Oczko niżej The Cure, a jeszcze odrobinkę za devem Czez. Ale na pewno słabej muzyki tu nie było.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 28 wrz 2022 21:08

No, ale Wuju złoty
shodan pisze:
28 wrz 2022 20:48
Nie każda muzyka jest odkrywcza i oryginalna. Powiem wręcz, że mało która jest. I nie jest to kryterium, które może obniżać ocenę.
tymczasem
Hien pisze:
28 wrz 2022 17:49
Nie brzmi szczególnie oryginalnie i po utworze nic już nie pamiętam, ale mimo wszystko uważam, że jest to piosenka spoko.
Ja nie obniżyłem żadnej oceny z tego imienia, ja to wręcz zignorowałem xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 28 wrz 2022 21:23

Ale nie cytuj mnie, skoro napisałem, że ja tylko Ciebie celowo papuguję w pierwszym zdaniu.
Dla mnie odkrywczość nie jest i nigdy nie była żadną miarą wartości. Może nawet jestem za cienki, żeby tą odkrywczość odkryć.
Ja wiem Hienku złoty, że Ty moje wrzutki w 95% oceniasz pozytywnie, a jednocześnie nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jednak nieco tendencyjnie, może nawet lekceważąco, jak tylko na wokalu jest kobieta. Oj dyskutowaliśmy już o tym sporo, użyłem chyba wszelkich argumentów, więc nie ma co drążyć tematu. Nawet Cię trochę rozumiem. Każdy ma jakiś tam ulubiony styl, czy też core jak to nazywamy (może oprócz Mentosa :D ). I każdemu się wydaje, że tak nie jest (może z wyjątkiem Dragona), bo sam tego nie dostrzega. Zbyt dobrze zna swoją muzykę, żeby widzieć ewentualne podobieństwo stylistyczne. A ludzie z boku to jednak widzą. Ale każda wokalistka nie może być z góry wrzucana do jednego wora. No nie może. Sue sequelem Swift? Miej litość.
Swoją drogą jak się łudzisz, że śpiewające babki mi się skończyły, to jesteś w sporym błędzie. :8
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 28 wrz 2022 21:24

E, shodan, z tego co pamiętam to chyba propsowałeś Discipline w bestce albumowej i nie przypominam sobie, byś pisał wtedy cokolwiek o dziaderstwie 🤔
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 28 wrz 2022 21:27

Ale dziaderstwo to dla mnie żadna wada, przecież pisałem. Podobnie jak żadną wadą nie jest wtórność czy nie odkrywczość.
Discipline to świetna płyta, podtrzymuję.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 28 wrz 2022 21:28

Weźcie wszyscy pochwalcie utwór Shodana, oszczędzicie sobie kłopotów xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 28 wrz 2022 21:36

Swoją drogą, nie wiem co myśleć o tym, że jestem tu jedyną osobą bez własnego trademarku xd Chyba tylko Melczet za swoich czasów był bardziej losowy
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 28 wrz 2022 21:36

Swoje recki wrzucę jutro, te wrzuty wypada przynajmniej dwa razy odsłuchać