Best of Forum II
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Jutro pewnie wrzucę swoje wrażenia, ale patrzę na plejkę kolejki... nawet przy takich wrzutach to ja podsyłam najdłuższą 
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Obczaiłem wczoraj jeszcze klip do Evidence i trochę mi to pomogło jakoś umiejscowić ten kawałek. Teraz go słyszę dużo bardziej jakby lounge'owo, ale jest to funky pod spodem. Nie wiem ten duet basu i chłodnych synthów mi się tak chyba z tym alt-metalem i 90s skojarzył.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Tam są synthy?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Czyli nie tylko ja słuchałem niedokładnie :p nie no są, od początku jadą z basem klimacik, w sumie zapomnialem napisać że takie połączenie brzmień będzie u mnie w bestce ale za szmat czasu
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ja już trochę z automatu słucham tego Evidence, muszę się przysłuchać.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Aż dla pewności sprawdziłem creditsy, ogólnie piszą że klawiszowiec był mało aktywny podczas nagrań tego albumu ale w Evidence jest zdaje się.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Bijąs - Me, Myself & I
Kurdebele, Bijons. Trochę nie trawię, trochę podziwiam, trochę gardzę, trochę uwielbiam. Kobieta-produkt, ale w przeciwieństwie do takiej Lany Del Rey nie tylko z wysokiej półki, ale też przystępny cenowo i jakościowo naprawdę świetny. Trochę tak, jakby LV sprzedawał swoje torebki za, dajmy na to, 500 zł a nie 5000 zł (czy też 50 000 zł, bo i takie modele są), ale te nie straciłyby ani trochę na wykonaniu i materiałach. Ona już jest trochę legendą, na scenie chyba od zawsze (w tej chwili mam znajomych, którzy urodzili się grubo po jej debiucie, co zapewne czyni ze mnie dziada), i zawsze RZETELNA i po prostu... dobra. Lubię taką soulowo-rydmendblusową muzykę (choć w rozsądnych dawkach), leniwe popołudnie w słoneczny październikowy weekend, leżę sobie na swoim pół-rozkładanym fotelu, jarmużowy koktajl w jednym ręku, szlug w drugim (nie może być zbyt zdrowo) i cziluję. Hien użył określenia, że to wręcz arystokratyczna muzyka i ja mogę się pod tym podpisać. To po prostu brzmi bardzo classy, choć wciąż mamy do czynienia z po prostu pewnej formy popem. Nie ma w tym nic złego, same dobre rzeczy, słuchaweczki albo kolumienki, mam wszystko gdzieś. Fajnie się słuchało, daję wielki plus i brąz.
The Anchoress - Long Year
Tutaj wchodzę w jeszcze bardziej mellow nastrój, ładna kontynuacja motywu po wrzutce Mudżinowej. Robi się aż rozwlekle, aż sflaczale trochę, jednocześnie troszkę rzewnie, ale to przecież nic złego? Niektóre zagrywki w tym numerze wręcz powodują u mnie mrużenie oczu, ale nie jestem znużony. Anchoress znam, Hienałcze wrzucił mi jej album (chyba jedyny jak dotąd przez nią wydany) jesienią 2019 i nawet pamiętam, w jakich okolicznościach go odsłuchiwałem (była tam przyczepa kempingowa na parkingu). Bardzo mi się spodobała, choć momentami miałem wrażenie, że muzycznie jest minimalnie przekombinowana. Tutaj... też to czuć, ale nie aż tak mocno, więc plusik. To jest trochę jak wrzutki shodana, ale podlane sosem z Jakuba (źle to zabrzmiało zapewne...). Mnie się podoba, lubię, do płyty wracam, teatralność Davis mi aż tak bardzo nie przeszkadza, może nie będę tego odpalał bardzo często, ale będę, po prostu. Tak na marginesie - poza tym, że grała razem z Simple Minds, które imć shodan wrzucił niżej w tej kolejce, na swoim debiucie ma ich cover w postaci numeru Rivers of Ice. Numer ten jest przedostatnim na... płycie Real Life, z której pochodzi wrzutka shodana xD Ładna klamra.
Simple Minds - Let There Be Love
Shodan wyłapuje złoto. Po prostu. Uderza w moje nostalgiczne struny, to raz, a dwa, po prostu kocham Simple Minds i nikt mi tego nie zabierze (nie, żeby ktoś w ogóle próbował lol). Znam ten numer od lat, Real Life było w ogóle trzecim ich albumem, na którym położyłem łapy jesienią 2004, więc aż mi się na łzy zebrało, 18 lat... ciężko uwierzyć. Ciekawa sprawa - Real Life jest albumem, który nie ma dobrej opinii wśród fanów (krytyka też nie była jakoś ekstremalnie przychylna), a moim zdaniem całkowicie niesłusznie. Jest bardziej hmm "contemporary" podejściem do kierunku wyznaczonego jeszcze na stadionowym Once Upon a Time czy monumentalnym Street Fighting Years (z tego krążka pochodzi Belfast Child, ich drugi największy hit po Don't You), z tym, że ten kierunek wielu się nie podobał. Już Sparkle in the Rain odebrało im część fandomu (płyta przed Once Upon a Time), bo zrezygnowali z wysublimowanej nowej fali o sznycie noworomantycznym na rzecz, cóż, rockowego napieprzania w gary i gitary. Zmiana była zresztą dość nagła, jeszcze dema do SitR brzmiały trochę jak numery z New Gold Dream, a sama płyta zaprezentowała Kerra, Burchilla i resztę z zupełnie innej strony. Skąd ten shift? Kerr poznał Bono i zapragnął uczynić z SM drugie U2, więc porównania użyte przez przedmówców są jak najbardziej na miejscu xD mam wręcz wrażenie, że Kerr na każdym kolejnym wydawnictwie od Once Upon a Time brzmiał coraz bardziej jak Hewson w analogicznych okresach. Dołóżmy do tego fakt, iż Real Life produkował gigant stadionowego rocka, a więc Stephen Lipson, LTBL to jest produkt swojej epoki. Ale mam to gdzieś, kocham ten numer, tak, jak bardzo przepadam za Real Life w całości. Shodan wrzucił wersję singlową z kompilacji Themes, albumowa jest minimalnie inna i nieco lepsza w mojej opinii, ale narzekać nie będę. Simple Minds to Simple Minds, grają ten kawałek na niemal każdej trasie, grali go na obydwu koncertach, na jakich widziałem ich w Polsce i oczywiście darłem ryja do tych fantastycznych chórków na koniec. Mam nadzieję jeszcze ich zobaczyć na żywo i dalej to śpiewać.
Harmonium - Vert
Hmmm... HMMMMM... nie wiem xD najpierw było nudno, potem zrobiło się ciekawie, potem było po prostu... fajnie. Ciekawa wrzutka, coś, czego właściwie można się po Dragonie spodziewać, taki trochę rock, trochę prog rock wręcz, trochę folk? Trochę nie wiem co, ale się wkręca. Na samym początku utworu mam ciężkie vibe'y grupy America, potem mam wrażenie, że gdzieś wchodzi Jethro Tull, a gdzieś, no właśnie... Melki xD jego duch trochę się tutaj unosi. Nie przeszkadza mi to. Jestem w stanie ładnie powiązać ten numer z jesienią, acz mniej deszczową, i jestem w lesie na grzybach lol. Wpadam na jakąś wiejską imprezę w przysiółku pośrodku puszczy, ktoś polewa mi bimbru, ktoś tańczy w stroju ludowym, ktoś zarzyna świniaka, ja jem tylko kartofle. Prog, jazz, folk, country(side), take your pick. Jest bardzo fajnie, będzie ok i playlista, ale... trochę za mało na podium.
Faith No More - Evidence
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz słyszałem Faith No More. Miętus wywołuje więc wspomnienia, które właściwie wpychają mnie w ramiona porównań z poprzedniej kolejki - siedzę w tym wyłożonym boazerią mieszkaniu przy wielostanowiskowej wieży, wrzucam na obrotowy talerz pożyczony od ziomka krążek i zaczynam się zanurzać w dźwiękach, które przecież brzmią jak coś, co słyszałem już tysiąc razy (albo i jeszcze więcej), a jakoś się cudownie wkręcają. Odpalałem ten utwór chyba z 6 albo 7 razy odsłuchując całą kolejkę. To jest takie zupełnie nic odkrywczego, te twangujące gitary, totalnie generikowe bębny, lekko plastikowe pianino w tle, NO I SMYCZKI W REFRENIE. Do tego basik, wokal Pattona, który... faktycznie przypomina mój styl xD lata 90. w pigułce (obok takich dziwactw jak Yello), które wciągają nieziemsko, przeżuwają, wypluwają, płyta się kręci, zaraz zgram ją na kasetę, wsadzę w walkmana od Panasonica (ciągle go mam...) i pójdę pospacerować po Radogoszczu, często będę przewijał do tej nuty. Miętus - srebro w pełni zasłużone.
Kurdebele, Bijons. Trochę nie trawię, trochę podziwiam, trochę gardzę, trochę uwielbiam. Kobieta-produkt, ale w przeciwieństwie do takiej Lany Del Rey nie tylko z wysokiej półki, ale też przystępny cenowo i jakościowo naprawdę świetny. Trochę tak, jakby LV sprzedawał swoje torebki za, dajmy na to, 500 zł a nie 5000 zł (czy też 50 000 zł, bo i takie modele są), ale te nie straciłyby ani trochę na wykonaniu i materiałach. Ona już jest trochę legendą, na scenie chyba od zawsze (w tej chwili mam znajomych, którzy urodzili się grubo po jej debiucie, co zapewne czyni ze mnie dziada), i zawsze RZETELNA i po prostu... dobra. Lubię taką soulowo-rydmendblusową muzykę (choć w rozsądnych dawkach), leniwe popołudnie w słoneczny październikowy weekend, leżę sobie na swoim pół-rozkładanym fotelu, jarmużowy koktajl w jednym ręku, szlug w drugim (nie może być zbyt zdrowo) i cziluję. Hien użył określenia, że to wręcz arystokratyczna muzyka i ja mogę się pod tym podpisać. To po prostu brzmi bardzo classy, choć wciąż mamy do czynienia z po prostu pewnej formy popem. Nie ma w tym nic złego, same dobre rzeczy, słuchaweczki albo kolumienki, mam wszystko gdzieś. Fajnie się słuchało, daję wielki plus i brąz.
The Anchoress - Long Year
Tutaj wchodzę w jeszcze bardziej mellow nastrój, ładna kontynuacja motywu po wrzutce Mudżinowej. Robi się aż rozwlekle, aż sflaczale trochę, jednocześnie troszkę rzewnie, ale to przecież nic złego? Niektóre zagrywki w tym numerze wręcz powodują u mnie mrużenie oczu, ale nie jestem znużony. Anchoress znam, Hienałcze wrzucił mi jej album (chyba jedyny jak dotąd przez nią wydany) jesienią 2019 i nawet pamiętam, w jakich okolicznościach go odsłuchiwałem (była tam przyczepa kempingowa na parkingu). Bardzo mi się spodobała, choć momentami miałem wrażenie, że muzycznie jest minimalnie przekombinowana. Tutaj... też to czuć, ale nie aż tak mocno, więc plusik. To jest trochę jak wrzutki shodana, ale podlane sosem z Jakuba (źle to zabrzmiało zapewne...). Mnie się podoba, lubię, do płyty wracam, teatralność Davis mi aż tak bardzo nie przeszkadza, może nie będę tego odpalał bardzo często, ale będę, po prostu. Tak na marginesie - poza tym, że grała razem z Simple Minds, które imć shodan wrzucił niżej w tej kolejce, na swoim debiucie ma ich cover w postaci numeru Rivers of Ice. Numer ten jest przedostatnim na... płycie Real Life, z której pochodzi wrzutka shodana xD Ładna klamra.
Simple Minds - Let There Be Love
Shodan wyłapuje złoto. Po prostu. Uderza w moje nostalgiczne struny, to raz, a dwa, po prostu kocham Simple Minds i nikt mi tego nie zabierze (nie, żeby ktoś w ogóle próbował lol). Znam ten numer od lat, Real Life było w ogóle trzecim ich albumem, na którym położyłem łapy jesienią 2004, więc aż mi się na łzy zebrało, 18 lat... ciężko uwierzyć. Ciekawa sprawa - Real Life jest albumem, który nie ma dobrej opinii wśród fanów (krytyka też nie była jakoś ekstremalnie przychylna), a moim zdaniem całkowicie niesłusznie. Jest bardziej hmm "contemporary" podejściem do kierunku wyznaczonego jeszcze na stadionowym Once Upon a Time czy monumentalnym Street Fighting Years (z tego krążka pochodzi Belfast Child, ich drugi największy hit po Don't You), z tym, że ten kierunek wielu się nie podobał. Już Sparkle in the Rain odebrało im część fandomu (płyta przed Once Upon a Time), bo zrezygnowali z wysublimowanej nowej fali o sznycie noworomantycznym na rzecz, cóż, rockowego napieprzania w gary i gitary. Zmiana była zresztą dość nagła, jeszcze dema do SitR brzmiały trochę jak numery z New Gold Dream, a sama płyta zaprezentowała Kerra, Burchilla i resztę z zupełnie innej strony. Skąd ten shift? Kerr poznał Bono i zapragnął uczynić z SM drugie U2, więc porównania użyte przez przedmówców są jak najbardziej na miejscu xD mam wręcz wrażenie, że Kerr na każdym kolejnym wydawnictwie od Once Upon a Time brzmiał coraz bardziej jak Hewson w analogicznych okresach. Dołóżmy do tego fakt, iż Real Life produkował gigant stadionowego rocka, a więc Stephen Lipson, LTBL to jest produkt swojej epoki. Ale mam to gdzieś, kocham ten numer, tak, jak bardzo przepadam za Real Life w całości. Shodan wrzucił wersję singlową z kompilacji Themes, albumowa jest minimalnie inna i nieco lepsza w mojej opinii, ale narzekać nie będę. Simple Minds to Simple Minds, grają ten kawałek na niemal każdej trasie, grali go na obydwu koncertach, na jakich widziałem ich w Polsce i oczywiście darłem ryja do tych fantastycznych chórków na koniec. Mam nadzieję jeszcze ich zobaczyć na żywo i dalej to śpiewać.
Harmonium - Vert
Hmmm... HMMMMM... nie wiem xD najpierw było nudno, potem zrobiło się ciekawie, potem było po prostu... fajnie. Ciekawa wrzutka, coś, czego właściwie można się po Dragonie spodziewać, taki trochę rock, trochę prog rock wręcz, trochę folk? Trochę nie wiem co, ale się wkręca. Na samym początku utworu mam ciężkie vibe'y grupy America, potem mam wrażenie, że gdzieś wchodzi Jethro Tull, a gdzieś, no właśnie... Melki xD jego duch trochę się tutaj unosi. Nie przeszkadza mi to. Jestem w stanie ładnie powiązać ten numer z jesienią, acz mniej deszczową, i jestem w lesie na grzybach lol. Wpadam na jakąś wiejską imprezę w przysiółku pośrodku puszczy, ktoś polewa mi bimbru, ktoś tańczy w stroju ludowym, ktoś zarzyna świniaka, ja jem tylko kartofle. Prog, jazz, folk, country(side), take your pick. Jest bardzo fajnie, będzie ok i playlista, ale... trochę za mało na podium.
Faith No More - Evidence
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz słyszałem Faith No More. Miętus wywołuje więc wspomnienia, które właściwie wpychają mnie w ramiona porównań z poprzedniej kolejki - siedzę w tym wyłożonym boazerią mieszkaniu przy wielostanowiskowej wieży, wrzucam na obrotowy talerz pożyczony od ziomka krążek i zaczynam się zanurzać w dźwiękach, które przecież brzmią jak coś, co słyszałem już tysiąc razy (albo i jeszcze więcej), a jakoś się cudownie wkręcają. Odpalałem ten utwór chyba z 6 albo 7 razy odsłuchując całą kolejkę. To jest takie zupełnie nic odkrywczego, te twangujące gitary, totalnie generikowe bębny, lekko plastikowe pianino w tle, NO I SMYCZKI W REFRENIE. Do tego basik, wokal Pattona, który... faktycznie przypomina mój styl xD lata 90. w pigułce (obok takich dziwactw jak Yello), które wciągają nieziemsko, przeżuwają, wypluwają, płyta się kręci, zaraz zgram ją na kasetę, wsadzę w walkmana od Panasonica (ciągle go mam...) i pójdę pospacerować po Radogoszczu, często będę przewijał do tej nuty. Miętus - srebro w pełni zasłużone.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
teraz tylko muszę przypomnieć sobie nad którymi wrzutkami shodana się Hien tak spuszczał
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Zadziwia mnie jak łatwo tu wszystkich uśpić, może pora się z tym wybrać do lekarza? xD Zwłaszcza Dev mnie dziwi, Dev który wrzucał The Advisory Circle.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Pewnie dobrze mu się przy tym śpi jak wraca styrany z roboty a album wrzucił żeby ktoś mu w końcu powiedział co jest na tej płycie bo zawsze przysypia xd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Kto powiedział, że nie zasypiam przy TAC? xDHien pisze:19 paź 2022 13:30Zadziwia mnie jak łatwo tu wszystkich uśpić, może pora się z tym wybrać do lekarza? xD Zwłaszcza Dev mnie dziwi, Dev który wrzucał The Advisory Circle.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Nie było pytania!
Dawanie kosza randomom z neta to język zwycięstwa ~Drenda.pl
Dawanie kosza randomom z neta to język zwycięstwa ~Drenda.pl
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Don't do this to me come on

Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Beyoncé - Me, Myself and I
Solidny początek kolejki. Nie kojarzę tego numeru z jakichś wcześniejszych doświadczeń. Dzisiaj na spokojnie widzę siebie odpoczywającego po wizycie w teatrze grubo po 22.00 we Wrocławiu, leci Radio RAM, między polskim popem, bardziej radio friendly hh i ciemniejszymi brzmieniami ten kawałek pasowałby znakomicie. Aranżacyjnie bez zarzutu, nie jest to najbardziej wyszukany schemat na świecie, ale za to jest zrealizowany naprawdę solidnie. Bijąse ma wyrazistsze strzały, tu najmniej ciekawy jest wokal. Wszystko siedzi na przyjemnym basie i niespiesznym bicie. Wolę z marszu wybrać Break My Soul czy Crazy 4 Love, wstydu nie ma.
The Anchoress – Long Year
Nie wiem, o co chodzi. Początek kojarzył mi się z Bonnie Tyler (cudne dzwoneczki jak pianinko z Total Eclipse of the Heart), a potem wchodzi wokal, gitara i przed oczami mam jakiś Zmierzch na kiju. Nie będę ukrywał, że bardzo mnie ten numer obszedł, ale totalnie czuję sytuację i czas, które Hien opisuje. Doomerstwo z klasą i bez totalnego pogrążania się w izolacji. Świadome nadejścia lepszego czasu, ale jednocześnie z czającym się niedopowiedzeniem, nierozpracowanym do końca wkurwem, wyrzutem, emocjami. Bez wielkich rewolucji w środku, to już nie moment na gwałtowność. Ciężka klimatycznie rzecz, ale subtelnie podana, w pewnym sensie stojąca w miejscu, co podbija filmowość, ale bez negatywnych skojarzeń. Muzyka czystego vibe'u i rejestracji konkretnej chwili w życiu. Gdybym to poznał pod koniec gimnazjum, to huczałoby z regularnością godną największych hitów.
Simple Minds – Let There Be Love
Zmiana klimatu i czasoprzestrzeni, wkraczamy w rejony pościelowych najtisów i soundtracków do filmów/ugułem programów telewizyjnych. Spokojne ambientowe tło dla równie niespiesznego contemporary grania. Coś było wtedy na rzeczy z szeptanym śpiewaniem, gorzej wokaliście idzie z wchodzeniem wyżej, ale nie było odruchów wymiotnych. Chodzi mi głowie trochę U2. Sprawdzają się te klawiszowe krzyżówki z gitarą. Brzmienie pianinka też niepodrabialne, słyszysz coś takiego i już wiesz, z jakiego czasu pochodzi dany numer. Miało być czymś więcej przez te fragmenty z zaśpiewami, ale ostatecznie nie jest niczym więcej ponad przyjazny muzak. W tym momencie lepiej wchodzi niż Long Year.
Faith No More - Evidence
Ten numer brzmi jak trochę lepsze O.N.A., co uważam za zaletę. Bez choćby niewielkiej świadomości, czym jest FNM, pod odsłuchu Evidence pomyślałbym, że to jakiś trzecioligowy rockerski band na pograniczu popu i alternatywy. Kolejny raz szkieletem jest bas, syntezatory brzmią tanio, ten patos nie przekonuje, nie za bardzo potrzebny. Mocą tego numeru byłoby wykonywanie go od deski do deski bez dawania większych szans publice, bo o katastrofę szybko. Przyjemny refren z tymi lekko wykręconymi gitarami. Za pierwszym razem z całej stawki stawiałbym go najniżej, teraz uważam, że tu tkwi największy potencjał na growera.
Yello - Rubberbandman
Ładnie uszyliście tę kolejkę. Z bezpiecznych pozycji na końcu lądujemy w totalnej dupie. Co najlepsze - nie ma w tym nic złego. Podoba mi się niejednoznaczny status tego numeru. Ani to pastisz, ani to modelowy synthpop. Jednocześnie ma w sobie dobry groove, specyficzną tajemnicę, może jakiś duchologiczny mrok. To przede wszystkim zasługa chórów w tle w pewnym momencie. Po Zoolook wiadomo, że wokalna sałatka nie jest stosowana tylko z efekciarskich pobudek. Precyzyjny obskjur. Kojarzy mi się z dzieciństwem, tak mniej więcej wyobrażam sobie muzycznie okres wydania. Najlepiej poznaję takie rzeczy w zestawie z różnymi utworami, to powinno lecieć z lekko naruszonej zębem czasu kasety po jakiejś Enigmie (Sadeness jak nic). Płytą mógłbym się znudzić, pojedyncza wrzutka działa bardzo dobrze. Robi myśleć, specyficznie tajemnicze, technika prowadzi ten numer w niepokojące tony. Szkoda, że oni z Żarem zrobili tak nijaki bohomaz.
Solidny początek kolejki. Nie kojarzę tego numeru z jakichś wcześniejszych doświadczeń. Dzisiaj na spokojnie widzę siebie odpoczywającego po wizycie w teatrze grubo po 22.00 we Wrocławiu, leci Radio RAM, między polskim popem, bardziej radio friendly hh i ciemniejszymi brzmieniami ten kawałek pasowałby znakomicie. Aranżacyjnie bez zarzutu, nie jest to najbardziej wyszukany schemat na świecie, ale za to jest zrealizowany naprawdę solidnie. Bijąse ma wyrazistsze strzały, tu najmniej ciekawy jest wokal. Wszystko siedzi na przyjemnym basie i niespiesznym bicie. Wolę z marszu wybrać Break My Soul czy Crazy 4 Love, wstydu nie ma.
The Anchoress – Long Year
Nie wiem, o co chodzi. Początek kojarzył mi się z Bonnie Tyler (cudne dzwoneczki jak pianinko z Total Eclipse of the Heart), a potem wchodzi wokal, gitara i przed oczami mam jakiś Zmierzch na kiju. Nie będę ukrywał, że bardzo mnie ten numer obszedł, ale totalnie czuję sytuację i czas, które Hien opisuje. Doomerstwo z klasą i bez totalnego pogrążania się w izolacji. Świadome nadejścia lepszego czasu, ale jednocześnie z czającym się niedopowiedzeniem, nierozpracowanym do końca wkurwem, wyrzutem, emocjami. Bez wielkich rewolucji w środku, to już nie moment na gwałtowność. Ciężka klimatycznie rzecz, ale subtelnie podana, w pewnym sensie stojąca w miejscu, co podbija filmowość, ale bez negatywnych skojarzeń. Muzyka czystego vibe'u i rejestracji konkretnej chwili w życiu. Gdybym to poznał pod koniec gimnazjum, to huczałoby z regularnością godną największych hitów.
Simple Minds – Let There Be Love
Zmiana klimatu i czasoprzestrzeni, wkraczamy w rejony pościelowych najtisów i soundtracków do filmów/ugułem programów telewizyjnych. Spokojne ambientowe tło dla równie niespiesznego contemporary grania. Coś było wtedy na rzeczy z szeptanym śpiewaniem, gorzej wokaliście idzie z wchodzeniem wyżej, ale nie było odruchów wymiotnych. Chodzi mi głowie trochę U2. Sprawdzają się te klawiszowe krzyżówki z gitarą. Brzmienie pianinka też niepodrabialne, słyszysz coś takiego i już wiesz, z jakiego czasu pochodzi dany numer. Miało być czymś więcej przez te fragmenty z zaśpiewami, ale ostatecznie nie jest niczym więcej ponad przyjazny muzak. W tym momencie lepiej wchodzi niż Long Year.
Faith No More - Evidence
Ten numer brzmi jak trochę lepsze O.N.A., co uważam za zaletę. Bez choćby niewielkiej świadomości, czym jest FNM, pod odsłuchu Evidence pomyślałbym, że to jakiś trzecioligowy rockerski band na pograniczu popu i alternatywy. Kolejny raz szkieletem jest bas, syntezatory brzmią tanio, ten patos nie przekonuje, nie za bardzo potrzebny. Mocą tego numeru byłoby wykonywanie go od deski do deski bez dawania większych szans publice, bo o katastrofę szybko. Przyjemny refren z tymi lekko wykręconymi gitarami. Za pierwszym razem z całej stawki stawiałbym go najniżej, teraz uważam, że tu tkwi największy potencjał na growera.
Yello - Rubberbandman
Ładnie uszyliście tę kolejkę. Z bezpiecznych pozycji na końcu lądujemy w totalnej dupie. Co najlepsze - nie ma w tym nic złego. Podoba mi się niejednoznaczny status tego numeru. Ani to pastisz, ani to modelowy synthpop. Jednocześnie ma w sobie dobry groove, specyficzną tajemnicę, może jakiś duchologiczny mrok. To przede wszystkim zasługa chórów w tle w pewnym momencie. Po Zoolook wiadomo, że wokalna sałatka nie jest stosowana tylko z efekciarskich pobudek. Precyzyjny obskjur. Kojarzy mi się z dzieciństwem, tak mniej więcej wyobrażam sobie muzycznie okres wydania. Najlepiej poznaję takie rzeczy w zestawie z różnymi utworami, to powinno lecieć z lekko naruszonej zębem czasu kasety po jakiejś Enigmie (Sadeness jak nic). Płytą mógłbym się znudzić, pojedyncza wrzutka działa bardzo dobrze. Robi myśleć, specyficznie tajemnicze, technika prowadzi ten numer w niepokojące tony. Szkoda, że oni z Żarem zrobili tak nijaki bohomaz.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Przypominam, że recenzje wrzucamy do jutra wieczorem i od soboty lecimy z następną kolejką
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
No dobra, to się kurde sprężam. Do końca tygodnia wypierdzę reckę ELO i może nawet coś napiszę o filmie z udziałem Toma Hanksa! Zapomniałem szczerze mówiąc was zjechać, że nie poznaliście na The Knife w większości, ale trudno, musimy z tym żyć wszyscy.
Beyonce - Me, Myself & I
Może i jestem relatywnie starym pierdołą, ale jakoś tak ledwo, ledwo załapałem się na obecność R'n'B w telewizjach muzycznych na początku XXI wieku. Być może jest to skorelowane z faktem, że do jakiegoś 2006 nie miałem dostępu do żadnej telewizji muzycznej, ale nie zastanawiałem się nigdy nad tym... No nie no, tak serio to jest po prostu fajne no. Moja ex katowała mnie taką czarną muzyką, bo też za dzieciaka słuchała takich rzeczy dzięki VIVOM i innym takim, ja jestem jeszcze na etapie doceniania, ale doceniam to bardzo i kto wie, co mi się przestawi jeszcze w głowie w toku tej zabawy. Nic konkretniejszego nie napiszę, bo nie wiem co - może najwyżej to, że gdyby spróbować przetłumaczyć tytuł tego kawałka wyszłoby Jaja i ja, co odnajduję trochę zabawnym. Współczuję też sytuacji z kolegą, też miewałem sytuacje, kiedy dobre znajomości kończyły się dosłownie z dnia na dzień, to jest czasem niesamowite, jak ktoś, kto jest ci przez jakiś czas całkiem bliski po paru latach jest dla ciebie praktycznie NPCem (np. wspomniana tutaj moja ex). Dobra, zaczynam tu strasznie pierniczyć, więc przechodzę do....
Anchoress - Long Year
Zabawnie się złożyło, że związek co to o nim pisałem tam wyżej zakończył się u mnie właśnie w 2018. Moje życie generalnie w tamtym czasie było zapierdalaniem po galerze mniejszej i większej chujozy, rozczarowań oraz frustracji, acz jesień '18 to i tak małe miki w porównamniu z tym, co się odkurwiało w roku następnym, zwłaszcza jego pierwszym półroczu. xD Ale mniejsza z tym, bo ja chyba miałem o muzyce pisać - a ta jest zajebista. Jakiekolwiek porównania do KB totalnie z tyłka wzięte, ale najwyraźniej recenzenci są chyba zobligowani do takowych w przypadku każdej kobiety, która umie śpiewać, jest inteligentna i ma krztynę charyzmy. xD Już prędzej tu słyszę vibe'y debiutu Tori Amos, gdybym miał się bawić w takie porównania. Słyszę tu taki klimat stanu, kiedy to niby jeszcze jest chujowo, ale istnieje dużo przesłanek stojących za tym, że w sumie to wkrótce będzie lepiej, jakąś taką fajną energię i generalnie to chyba se ogarnę cosik wincyj, bo spoko to jest kurde no.
SIMPle Minds - Let there be love
Lubię całkiem Simple Minds, szczególnie tę jedną płytę z numerkami w tytule - często-gęsto jej słuchalem gdzieś w 2015 i dobrze mi się kojarzy. Inne rzeczy też słuchałem i też mi się podobały, bo to spoko zespół, a ja też jestem prostym umysłem. Kurdeee, mam to dziwne uczucie odblokowania jakichś od dawna zablokowanych szufladek w mózgu, bo mam wrażenie, że to nibygwizdane intro znam dobrze od lat, wydaje mi się, że mogłem je słyszeć w jakimś filmie/serialu/programie, ni cholery nie pamiętam gdzie. xD No ale dalej też jest fajny ejtis, nie żeby jakiś tam wybitny czy genialny, ot, po prostu sympatyczny - w sam raz do soundtracku do GTA czy coś. Daję okejkę, bo co mam nie dawać?
Harmonium - Vert
Melczeta Pamięci Sympatyczny Rapsod czy coś. Nie będę pewnie jakoś szczególnie błyskotliwy twierdząc, że to faktycznie coś, co mógłby wrzucić i coś, na co mógłby trafić siedząc na tym innym forum z prawakami, na którym też się swego czasu minęliśmy. xD Gdzieś tam w latach swojego progresowania ten zespół mi musiał umknąć, bo go po prostu nie pamiętam, chociaż nazwę kojarzę. Generalnie to przez chwilę się cykałem, bo folk to raczej nie jest moja bajka, z progiem niby się pogodziłem, ale różnie to bywa, no i ten duch losowości melczeta, który sprawiał, że albo się od czegoś odbijałem, albo kupowałem... Ale tu jest spoko! To jest faktycznie ładne, subtelne, zmysłowe, klimatyczne, nic tylko sobie usiąść w lesie i pokontemplować czy coś. Kolejna okejka.
Yello - Rubberbandman
Na początku myślałem, że to Yazoo i zacząłem się zastanawiać czemu Clarke'owi tak odbiło po odejściu z DM... Po pierwszym odsłuchu mnie odrzuciło, potraktowałem to jako kiepski żart muzyczny, a ja generalnie nie jestem jakimś wielkim fanem muzyki niepoważnej, bardzo rzadko muzyka i jajcury dla mnie idą w parze. Po drugim - zaskoczyło. Może za dużo tu takich "nieprzyjemnych" dźwięków, może te świsty pod koniec są irytujące, bo brzmią jakby ktoś wkleił sample randomowo, ale w sumie... to jest jednocześnie chwytliwa, bujająca piosenka i jednocześnie faktycznie JAKAŚ - pokręcona, dziwaczna, ale oryginalna. No nie mam serca dissować tej muzyki, jakbym miał kupę siana to pewnie bym też nagrywał coś podobnego I guess.
Gdybym Adrian Musiał kogoś wyróżnić, to bym wyróżnił musiała, gdybym miał kogoś zganić - nie ganiłbym. Fajna, eklektyczna kolejeczka. Idę spać.
Beyonce - Me, Myself & I
Może i jestem relatywnie starym pierdołą, ale jakoś tak ledwo, ledwo załapałem się na obecność R'n'B w telewizjach muzycznych na początku XXI wieku. Być może jest to skorelowane z faktem, że do jakiegoś 2006 nie miałem dostępu do żadnej telewizji muzycznej, ale nie zastanawiałem się nigdy nad tym... No nie no, tak serio to jest po prostu fajne no. Moja ex katowała mnie taką czarną muzyką, bo też za dzieciaka słuchała takich rzeczy dzięki VIVOM i innym takim, ja jestem jeszcze na etapie doceniania, ale doceniam to bardzo i kto wie, co mi się przestawi jeszcze w głowie w toku tej zabawy. Nic konkretniejszego nie napiszę, bo nie wiem co - może najwyżej to, że gdyby spróbować przetłumaczyć tytuł tego kawałka wyszłoby Jaja i ja, co odnajduję trochę zabawnym. Współczuję też sytuacji z kolegą, też miewałem sytuacje, kiedy dobre znajomości kończyły się dosłownie z dnia na dzień, to jest czasem niesamowite, jak ktoś, kto jest ci przez jakiś czas całkiem bliski po paru latach jest dla ciebie praktycznie NPCem (np. wspomniana tutaj moja ex). Dobra, zaczynam tu strasznie pierniczyć, więc przechodzę do....
Anchoress - Long Year
Zabawnie się złożyło, że związek co to o nim pisałem tam wyżej zakończył się u mnie właśnie w 2018. Moje życie generalnie w tamtym czasie było zapierdalaniem po galerze mniejszej i większej chujozy, rozczarowań oraz frustracji, acz jesień '18 to i tak małe miki w porównamniu z tym, co się odkurwiało w roku następnym, zwłaszcza jego pierwszym półroczu. xD Ale mniejsza z tym, bo ja chyba miałem o muzyce pisać - a ta jest zajebista. Jakiekolwiek porównania do KB totalnie z tyłka wzięte, ale najwyraźniej recenzenci są chyba zobligowani do takowych w przypadku każdej kobiety, która umie śpiewać, jest inteligentna i ma krztynę charyzmy. xD Już prędzej tu słyszę vibe'y debiutu Tori Amos, gdybym miał się bawić w takie porównania. Słyszę tu taki klimat stanu, kiedy to niby jeszcze jest chujowo, ale istnieje dużo przesłanek stojących za tym, że w sumie to wkrótce będzie lepiej, jakąś taką fajną energię i generalnie to chyba se ogarnę cosik wincyj, bo spoko to jest kurde no.
SIMPle Minds - Let there be love
Lubię całkiem Simple Minds, szczególnie tę jedną płytę z numerkami w tytule - często-gęsto jej słuchalem gdzieś w 2015 i dobrze mi się kojarzy. Inne rzeczy też słuchałem i też mi się podobały, bo to spoko zespół, a ja też jestem prostym umysłem. Kurdeee, mam to dziwne uczucie odblokowania jakichś od dawna zablokowanych szufladek w mózgu, bo mam wrażenie, że to nibygwizdane intro znam dobrze od lat, wydaje mi się, że mogłem je słyszeć w jakimś filmie/serialu/programie, ni cholery nie pamiętam gdzie. xD No ale dalej też jest fajny ejtis, nie żeby jakiś tam wybitny czy genialny, ot, po prostu sympatyczny - w sam raz do soundtracku do GTA czy coś. Daję okejkę, bo co mam nie dawać?
Harmonium - Vert
Melczeta Pamięci Sympatyczny Rapsod czy coś. Nie będę pewnie jakoś szczególnie błyskotliwy twierdząc, że to faktycznie coś, co mógłby wrzucić i coś, na co mógłby trafić siedząc na tym innym forum z prawakami, na którym też się swego czasu minęliśmy. xD Gdzieś tam w latach swojego progresowania ten zespół mi musiał umknąć, bo go po prostu nie pamiętam, chociaż nazwę kojarzę. Generalnie to przez chwilę się cykałem, bo folk to raczej nie jest moja bajka, z progiem niby się pogodziłem, ale różnie to bywa, no i ten duch losowości melczeta, który sprawiał, że albo się od czegoś odbijałem, albo kupowałem... Ale tu jest spoko! To jest faktycznie ładne, subtelne, zmysłowe, klimatyczne, nic tylko sobie usiąść w lesie i pokontemplować czy coś. Kolejna okejka.
Yello - Rubberbandman
Na początku myślałem, że to Yazoo i zacząłem się zastanawiać czemu Clarke'owi tak odbiło po odejściu z DM... Po pierwszym odsłuchu mnie odrzuciło, potraktowałem to jako kiepski żart muzyczny, a ja generalnie nie jestem jakimś wielkim fanem muzyki niepoważnej, bardzo rzadko muzyka i jajcury dla mnie idą w parze. Po drugim - zaskoczyło. Może za dużo tu takich "nieprzyjemnych" dźwięków, może te świsty pod koniec są irytujące, bo brzmią jakby ktoś wkleił sample randomowo, ale w sumie... to jest jednocześnie chwytliwa, bujająca piosenka i jednocześnie faktycznie JAKAŚ - pokręcona, dziwaczna, ale oryginalna. No nie mam serca dissować tej muzyki, jakbym miał kupę siana to pewnie bym też nagrywał coś podobnego I guess.
Gdybym Adrian Musiał kogoś wyróżnić, to bym wyróżnił musiała, gdybym miał kogoś zganić - nie ganiłbym. Fajna, eklektyczna kolejeczka. Idę spać.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No, prostytutka, w końcu ktoś to wyczuł. Dlatego mi to tak siedziało, bo to taki cieplutki mrok, w którym człowiek się czuje komfortowo, a nie syfiaście.mintaj pisze:20 paź 2022 22:25Słyszę tu taki klimat stanu, kiedy to niby jeszcze jest chujowo, ale istnieje dużo przesłanek stojących za tym, że w sumie to wkrótce będzie lepiej, jakąś taką fajną energię
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Tak się zapytam odpowiednio wcześniej - planujecie jakieś świąteczne wrzutki w grudniu? My z Muzynem coś tam mamy, może by się dało zmontować świąteczną kolejkę. Nie chodzi tylko o kawałki świąteczne, ale taki które się z tym czasem kojarzą (a to może być wszystko).
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Nie mam na liście, ale myślę nad jednym kawałkiem w takim klimacie, mogę się dołączyć