Best of Forum II

Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 21 paź 2022 15:06

W ogóle o tym nie myślałem w ten sposób, ale się ogarnie.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 21 paź 2022 15:50

TBH trochę szok, że Ty nie Myślałeś xD Jeżeli nie wjedzie coś ze składanki Rock Christmas to się obrażę!
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 21 paź 2022 21:02

Wuja leci w... nie powiem co, bo się brzydko zrymuje.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 21 paź 2022 21:10

Wuja leci w członek.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 21 paź 2022 22:55

Shodan wsiąkł bo Taylor wydała nowy album

https://youtu.be/b1kbLwvqugk
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 21 paź 2022 22:57

Słyszałem, że polska prasa uznała za rozczarowanie
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 21 paź 2022 23:05

Już wuja ich naprostuje
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 22 paź 2022 00:01

No nic, Wuja robi jako bloker (po raz pierwszy w tej grze), a ja nie chcę być gołosłowny, czy faworyzować jednych kosztem drugich, więc oficjalnie kończymy tę kolejkę i zaczynamy następną. Ja ze swojej strony dam Shodanowi szansę do rana i jeszcze swojego kawałka nie wrzucę, ale jeśli ktoś ma ochotę, to już może.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 22 paź 2022 00:05

Trzeba użyć mocnych słów: dezercja
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 22 paź 2022 00:14

Spokojnie, siedzę, słucham i skrobię opisy. Przecież mówiłem, że byłem w podróży.
No chyba tak sumiennemu forumowiczowi wolno raz przyblokować z przyczyn niezależnych? :D
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 22 paź 2022 00:53

Raz można zrobić wyjątek ;) Ale za to spóźnienie musisz wszystkim posłodzić.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 22 paź 2022 01:47

Beyoncé - Me, Myself and I

Mam jedną płytę Beyonce. Kupiłem ją w Syrii w 2004r. W sumie nie słuchałem wtedy takiej muzyki. A kupiłem, bo podobał mi się jeden utwór z MTV. Trochę posłuchałem i zapomniałem. Ale płytka na półce leży, więc może trzeba sobie przypomnieć? Bo jak wiecie od pewnego czasu R&B zaczęło mnie interesować.
Utwór mi się podoba. Ma dobry, wyrazisty i tłuściutki bit, jakie lubię. Wokal perfekcyjny jak zawsze u Beyonce. Ładna melodia, ładny klimat. No po prostu podoba mi się bardzo. Im dłużej słucham, tym bardziej.
Mudżyn wie, że taką wrzutką R&B zawsze mnie kupi. Świetna nuta.

Anchoress - Long Year

Nazwę Anchoress kojarzyłem, ale nigdy jej nie słuchałem. Więc to u mnie totalny debiut. I ze wszech miar udany. Już te dzwoneczki we wstępie mnie roztopiły. Piękny, bajkowy wręcz wstęp. Potem wchodzi fajna gitara i fantastyczna wręcz perkusja. Jak ja to lubię.
Tempo utworu jest idealne. Melodia bardzo dobra. No wszystko tu brzmi super. Jest klimat jak cholera. Wokalnie też świetnie. Nie przeszkadza mi to przeciąganie końcówek absolutnie. I w sumie dziwi mnie, że Hienowi ten wokal się podoba, bo pani Davis stosuje tu sporo technik wokalnych identycznych jak tak nielubiana przez niego Sia. Nawet barwa głosu podobna.
A mi w to graj.

Harmonium - Vert

Muszę powiedzieć, że to rzeczywiście trochę przypomina Premiata Forneria Marconi, które tak bardzo mi się podobało. Tutaj może aż tak świetnie nie jest, ale na pewno bardzo dobrze.
Już fleciki na wstępie wprawiły mnie w super nastrój. Jest folkowo, jest bajkowo. Potem fajny basik i akustyczna gitarka. Wokale są w porządku. Język francuzki w muzyce bardzo lubię, więc i to mi pasuje.
Ładna melodia wokalu, to fakt. W drugiej części rzeczywiście zaczyna się jazzowanie. Trąbeczki, piszczałeczki i zaśpiewy niczym jakaś Dudziak. Ta druga część podoba mi się nieco mniej od pierwszej, bo fanem takiego grania akurat nie jestem. Ale krzywić się jednak też nie krzywiłem.
Potem w końcówce znowu mamy ładne flety.
Fajna i klimatyczna piosenka. Naprawdę przyjemnie się słuchało.

Faith No More - Evidence

Faith No More słuchałem w latach 90'. Miałem na bank album Angel Dust, którego już w ogóle nie pamiętam. Kojarzę tylko kilka singli ze stacji muzycznych. Ale twarz wokalisty pamiętam doskonale do dziś. Czy to nie jest w ogóle ten gość, co na koncertach sikał do buta i rzucał nim w publiczność?
Utworu Evidence akurat nie znałem. Ale jest bardzo dobry. Lubię takie brzmienie. Wyrazisty bas, prosta perkusja, fajne zagrywki gitarowe (chwilami nawet bardzo fajne), pianino, a nawet smyki. Wszystko to razem super się zgrywa. Po prostu bardzo dobrze się tego słucha. Wokal Pattona też bardzo dobry.
Podoba mi się.

Yello - Rubberbandman

Żebyście wiedzieli panowie, jak ja kiedyś nie lubiłem tego zespołu. A sporo go leciało swego czasu w stacjach TV. Ich muzyka wydawała mi się zbyt dziwna. I wokal też. Ale potem odmieniło mi się i poczułem do nich wręcz nieskrywaną sympatię. Nie żebym ich zaczął słuchać, ale jak leciało w TV, to chętnie przystawałem przed ekranem.
Tego utworu po nazwie nie skojarzyłem, ale jak wokalista zaczął śpiewać, to od razu poznałem. Świetna rzecz. Naprawdę świetna. Fantastyczny rytm, basik, te klawisze w tle. I pianino, które w zwrotkach kojarzy mi się z utworem PSB I Want A Dog. Świetne bębny. Te zagrywki klawiszowe po zwrotkach iście baśniowe. Głos wokalisty idealny do tej muzyki.
I te wszystkie dodatkowe dźwięki. Czego tu nie ma - świst bata, harmonijka ustna, jakieś rzężenia, te wszystkie efekty specjalne wytwarzane za pomocą ust, śmiechy, chórki, jakieś wypowiedzi, bekania. Jest tego wszystkiego mnóstwo i mogłoby to teoretycznie w tak krótkim utworze powodować jeden wielki chaos. A jednak nie powoduje. Wszystko jest tu tak pięknie i zgrabnie poukładane, że szok. Brzmi naprawdę wspaniale. Bardzo ciekawa muzyka. Po prostu urocza. Naprawdę nie chce się tego wyłączać.
No i te ich jajcarskie teledyski z wygłupami Borisa Blanka na czele.

Piękna kolejeczka panowie. Dawno tak dobrej nie było. Wszystkie utwory na wysokim poziomie.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 22 paź 2022 10:33

No i faktycznie Shodan wszystkim posłodził, aż się miło zrobiło. Do czasu aż ktoś znowu komuś zjedzie numer xD
Fajna to była kolejka, ładnie jesieniarujecie i mam nadzieję, że ten trend zostanie podtrzymany. Ja na pewno u siebie podtrzymam.
Jakiś czas temu zdecydowałem, że trochę przetasuję ten fragment 25-tki, bo miał być w tym miejscu Sinatra, ale stwierdziłem, że wszyscy jesteście przesyceni pierwszym zetknięciem się z tym głosem (i estetyką) i ta wrzutka tylko przez to straci. Ładnie jednak weszło coś bardziej na czasie.

The Twilight Sad – Reflection of the Televison


Wczoraj był koncert The Cure w Łodzi, który odbył się niemal dokładnie w 6 rocznicę koncertu The Cure w Łodzi. Niestety tym razem się nie wybrałem, a szkoda, bo mam miłe wspomnienia związane z tamtym występem sprzed lat. Mieli wtedy ten sam support, co teraz – The Twilight Sad. Rzadko, ale czasami zdarza się tak, że przychodzi się na koncert jednego zespołu, ale wychodzi jako fan drugiego. Tak było w tym przypadku. Niewiele o The Twilight Sad wiedziałem, ale kiedy wyszli na scenę i zaczęli tym kawałkiem, to prawie sturlałem się z trybun, na których siedziałem z ojcem, i niejakim Musiałem. Od tamtej pory jestem fanem tego zespołu, a premiera albumu „It Won/t Be Like This All the Time” to było prawdziwe święto. Wokalista James Graham ma doskonały, głęboki głos i ma dodatkowy atut. Jest Szkotem. Tzn cały zespół to Szkoci, ale nie wiem czy da się grać w rockowym zespole na instrumentach po szkocku, w sensie to się jakoś nie wyróżnia. Na wokalu natomiast tak i w przeciwieństwie do np. Shirley Manson, która mówi po szkocku, ale ukrywa akcent podczas śpiewu, to Graham wali te wszystkie twarde R, wygina język na prawo i lewo, przez co dodaje niesamowitej melodyjności swojemu wokalowi. Doskonale się tego słucha.
Muzycznie jest post-punkowo, joyowo, czasami wręcz gotycko, ale bez przekraczania bariery, za którą czai się cringe. Formalnie to absolutnie nie jest nic nowego w temacie, ale jednocześnie podejście do komponowania jest świeższe, melodyjność znacznie większa niż zazwyczaj bywa w post-punku, no i tak szkockość również wpływa na unikalny charakter TTS. Mam słabość do tego bandu, ale jak mam nie mieć skoro uważam, że są doskonali. No i jak mi pasowało odkrywanie ich muzyki tamtej jesieni 2016 r. Z koncertu The Cure wróciłem z zakupionym CD albumu „Forget the Night Ahead”, z którego ten kawałek pochodzi. I tak stałem z tą płytą, bo się ekipą rozdzieliliśmy i nie miałem klucza do mieszkania xD W międzyczasie, Dev ogarniał żarcie w Macu i ubzdurał sobie, że będę chciał McRoyala, bo to mój ulubiony. A ja tego wcześniej nawet nie jadłem. Tak wyglądał mój wieczór z The Cure, ciekawe jak wyglądał Mentosa.
Nie będę ukrywał, że bardzo chodziło za mną wrzucenie Wam „There’s a Girl in the Corner”, ale ostatecznie otrzeźwiałem, to musiało być „Reflection of the Television”. Wrzucam ten numer ze smutkiem, że nie mogłem być na koncercie tych dwóch zespołów. Nawet widziałem, że rzucili jeszcze pulę biletów na ostatnią chwilę, ale miałem już zobowiązania na ten weekend i cóż. Bojąc się, że wrzutka nie wejdzie na czas (i nie weszła), uprzedziłem Mentosa, żeby nie olał supportu.

https://www.youtube.com/watch?v=wg8kphT09qs

a tu wersja live, która zrobiła ze mnie fana

https://www.youtube.com/watch?v=kp5SOv2ZLvQ
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 22 paź 2022 14:53

No dobra Panowie, przyjemnie to już było, pojesieniowaliśmy troszeczkę w rytmie spadających kolorowych liści a teraz zrobi się chłodno i obskurnie. Sezon-jesienno zimowy to u mnie przeważnie pora na renesans hip hopu, nie wiem czemu, trochę jakby wywołany zostawał do tablicy wraz z pierwszą bluzą z kapturem noszoną w ciągu dnia i powoli coraz brzydszym krajobrazem za oknami. Rap, zwłaszcza ten nowojorski z lat 90. to u mnie w tych miesiącach stała pozycja do odsłuchu. Twarde bębny, bas przefiltrowany aby podbić niskie rejestry i do tego jakiś rzewny sampel to prosta receptura na soundtrack do moich jesienno-zimowych dni. Mam takich numerów na pęczki i mógłbym wybierać je losowo ale nie o to w tej zabawie chodzi, będę starał się ograniczać te rzeczy do naprawdę najważniejszych dla mnie.

Onyx - Last Dayz
(1995)

Była bragga Guru z Gang Starr, był Nas ze swoim storytellingiem, był też luźny vibe A Tribe Called Quest więc teraz sięgam głębiej. Wrzuta ta znów cofa mnie do czasów licealnych kiedy wypływałem na szerokie wody w poznawaniu tej muzyki dzięki nowemu pecetowi starszego brata stale uzupełnianemu o kolejne garście empetrójek od jego kumpli ale też i od mojego ziomka z liceum, jednego jedynego szczerego fana rapu jakiego znałem w tamtym czasie. Od niego miałem pierwsze albumy Gang Starr i wydaje mi się że właśnie również od niego miałem te kilka luźnych numerów Onyx.

W tamtym czasie hip hop najbardziej przyciągał mnie swoim mrocznym obliczem i tym że oddawał te różne negatywne emocje kłębiące się w mojej głowie. Po trochę szaroburym dzieciństwie wszedł okres nastoletni, gimnazjum było trochę burzliwe, potem jak wspominałem posypała mi się istotna dla mnie znajomość i do liceum szedłem może co prawda z nową, czystą kartą ale i niską samooceną. Szkoła do której szedłem też nie była wcale tą którą sobie wybrałem z uwagi na takie sobie wyniki egzaminów gimnazjalnych, nowi znajomi w klasie byli może ok ale każdy mieszkał daleko i raczej nie utrzymywaliśmy kontaktu poza szkołą, ogólnie wszystko było trochę nie tak jak miało być. W pewnym sensie znów zaczął się kolejny okres pewnej beznadziei w życiu więc muzyka na temat tego że wszystko wokół jest ch*jowe nabierała kolorytu.

Wśród licznych zamułkowych rapowych numerów których wtedy słuchałem było kilka najbardziej wyróżniających się, numerem jeden było chyba właśnie Last Dayz grupy Onyx, przedstawicieli nowojorskiego hardkorowego rapu. W swojej muzyce słynęli z krzykliwych wokali i agresywnych tekstów, ich stylówkę uzupełniały przeważnie czarne ubrania, głowy ogolone na łyso i gęby powykrzywiane w grymasach złości xD dzisiaj ich wygląd i styl może niektórych bawić ale gdy debiutowali w 1993 roku byli jedną z istotnych grup które walnie przyczyniły się do odrodzenia nowojorskiej sceny rapowej po chwilowym przeważeniu szali na rzecz kalifornijskiego gangsta rapu spod znaku Dr. Dre. Utwór Last Dayz pochodzi z ich drugiego albumu i jest chyba jednym z najbardziej hardkorowych rapowych numerów w ich dyskografii. Zarówno podkład jak i teksty należą do jednych z najmroczniejszych jakie słyszałem w tamtym czasie (albo i w ogóle), uzupełnione o charakterystyczne wściekłe i chropowate wokale chłopaków robiło to wrażenie na moim licealnym umyśle. Ogólnie wszystko w tym kawałku jest źle i ch*jowo, biali oferujący legalną pracę chcą ich tylko wydymać na kasę, chłopaki palą zioło i mają wyje*ane na cały świat, gotowi sprzedawać dragi czy pociągnąć za spust byle zdobyć kasę, drogie ciuchy i alkohole. Zdecydowanie najlepszym fragmentem kawałka jest dla mnie trzecia zwrotka nawinięta przez rapera o ksywie Sticky Fingaz gdzie nawija że rozważa samobójstwo ale powstrzymuje go myśl że w piekle pewnie nie sprzedają zielska. Mówi że musi okradać swoich ludzi (czarnych) żeby przeżyć a jeśli rap nie wypali będzie musiał sprzedawać narkotyki (ale nie przejmuje się tym bo jak sam mówi - ludzie i tak by je kupowali to czemu ma na nich nie zarobić?). Zwrotkę kończy parafrazując znane powiedzenie i stwierdzając że pewnie i tak zginie od kuli bo kulami wojuje. Całość oczywiście podana jest na bicie zgodnie ze wspomnianą przeze mnie już recepturą opartą o bas i twarde bębny a za rzewny sampel robi pojawiający się okazjonalnie damski wokal. Taki to numer jest ponury już - jest źle a będzie tylko gorzej. Nie oczekujcie wesołego klimatu ode mnie w najbliższych kolejkach, mroki jesieni mocno dadzą się we znaki, listopad już za rogiem prawie.

https://youtu.be/gmTBQ2wHAWo
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 22 paź 2022 15:04

Nie chciałem specjalnie podsumowywać w trakcie, czekałem na koniec. Po paru dniach cała kolejka lepiej ułożyła się w głowie. Z niemałym zaskoczeniem, ale najbardziej muszę docenić Yello, ten oryginalny klimat cały czas pamiętam tak samo dobrze. Reakcja mehopodobna dla Anchoress i Faith No More.

Bardzo się cieszę z takiego przyjęcia Harmonium, no ale tym razem byłem dziwnie pewien, że trafię xD Całą płytkę też szczerze polecam! Możliwe, że jeszcze trochę popływam w aurze panującej dookoła, gdyż ponieważ bo...

Talk Talk - I Don't Believe In You

Dziwnie rozciągnięta w czasie była moja przygoda z ich dyskografią. Być może potrzebne było szersze osłuchanie. Od zeszłego roku nie mam już żadnych wątpliwości, Talk Talk to zespół przez wielkie z. Zaczynając na liderze, a na doskonale poprowadzonej muzycznej drodze kończąc. Punktem wyjścia stylistyka synthpopowa, ale już na The Party's Over słychać ten specyficzny nastrój, oddech, rozważne tempo i spójny artystyczny program. Subtelna poetyka, oszczędne środki wyrazu - z czasem konstrukcja utworów ulegała coraz większemu rozluźnieniu. Doszły poszukiwania brzmieniowe. Ostatnie płyty to dziś kanon post-rocka, choć ten gatunek ewoluował w coś zupełnie innego. I Don't Believe In You pochodzi z krążka, który jest momentem granicznym. Tu jeszcze Hollis i spółka spoglądają w stronę popowych skojarzeń. Nie ma już miejsca na elektronikę, nie jest potrzebna, nie wystarcza. Na tle niespiesznego, gorzkiego Hollis śpiewa o zdradliwych aspektach relacji i uczuć. O obłudzie i rozliczeniach. Wszystko to podane w rozważny, wyważony sposób, a jednocześnie obdarzone jest poważnymi, głębokimi emocjami. Solówka w środku też na swój sposób przeszywająca całość, a mimo to wszystko dalej jest dobrze zbalansowane. O tej porze roku jeden z lepszych numerów do przypomnienia, może i najlepszy... choć emocjonalnie uderza w drugą stronę medalu w porównaniu do poprzednich wrzutek. Ich muzyka zyskała na znaczeniu przez to ostatnie półtora roku. Było burzliwie pod wieloma względami, a tak subtelnej gry w przekładanie emocji dawno nie doświadczyłem. Od The Colour of Spring zaczyna się to Talk Talk, które faktycznie dotyka głębszych emocji nie tylko poprzez jakieś trafne linijki czy efektowne melodie. Z ich muzyki bił nastrój i energia, której w pewnym momencie potrzebowałem.

Podstawowe doświadczenia to It's My Life i Such a Shame, szczególnie teledysk z charakterystyczną facjatą Marka, nie do zapomnienia. Od zawsze czuło się wokół tego zespołu aurę powagi, dziwnej tajemniczości. Szanowałem, ale przez długi czas nie byłem skory do przełamania oporów. Płytki Spirit of Talk Talk z litości i niechęci do coverów nigdy nie sprawdziłem. Co innego z wiadomym coverem od No Doubt i Gwen Stefani, ale ich interpretację poznałem długo przed oryginałem i ona broni się do dziś.

https://www.youtube.com/watch?v=o8canrG0YfY
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 22 paź 2022 16:50

Dałem lekki hint w poprzedniej wrzutce, może ktoś się nawet spodziewał, ale oto wlatuje jeden z moich gigantów.

Madonna - Frozen

https://www.youtube.com/watch?v=XS088Op ... el=Madonna

Zastanawiałem się dłuższą chwilę, jak w ogóle zacząć ten wpis. Chciałbym napisać, że kocham Madonnę, ale to nie do końca prawda. Może więc kocham jej muzykę? To również nie do końca prawda. A jednak ma ta postać w sobie coś wyjątkowo dla mnie czarującego (lub też przynajmniej miała), i ta czarowność przebijała się wielokrotnie w jej twórczości. Czy był to słodkopierdzący nowofalowy pop lat 80., czy bardziej wysublimowane granie przełomu lat 80. i 90. (okres, z którego jest bodaj najbardziej znana), czy też TO. Frozen z płyty Ray of Light to nie jest po prostu złoto, to jest pozakonkurencyjna platyna. Utwór ten poznałem... no, z poprzedniej wrzutki wiecie doskonale w jakich okolicznościach xD ale to mogło też być sporo wcześniej (w ogóle mam takie przebitki w głowie ze słuchania tego utworu - tzn. leciał on na jakiejś Zetce czy coś - a ja w tym czasie czytałem sobie Giganta, chyba nawet... pamiętam konkretny komiks. Może spróbuję go znaleźć?), gdyż wówczas w radio leciał równie często co Depeche Mode czy Monaco, co dziś może się wydawać wprost niewyobrażalne. No a jednak. Mając wtedy te 8-9 lat ch*j się znałem na muzyce (choć gust się powoli budował), ale potrafiłem przynajmniej powiedzieć, że coś jest (przynajmniej prawie) pozbawione paździerza. A ten kawałek JEST pozbawiony paździerza i mało rezolutny dzieciak z podstawówki (czyli ja w 98 roku) byłby w stanie to zauważyć. A nawet ja wiedziałem, kim jest Madonna. Związane to było choćby z tym, że mój ojciec posiadał kilka jej wydawnictw w swojej srogiej kolekcji winyli. I wydawnictwa te były oficjalnymi albumami właśnie z przełomu dekad, który w jakiś sposób ukształtował do końca jej karierę. Nie było więc końca katowaniu Like a Prayer czy Erotiki. Lubiłem jej image, lubiłem jej głos, i choć nigdy nie wciągnęło mnie w jej twórczość jakoś bardzo mocno, to nie jestem w stanie - i nie wiem nawet, dlaczego w ogóle miałbym próbować - odbierać jej blasku. W cokolwiek się obecnie nie zamieniła (w oczach wielu z pewnością), miała go w sobie kosmiczne pokłady.

Bo też imho trochę nie sposób nie zauważyć, że rozmieniła się Madonna na drobne. Raz, że w pewnej chwili zaczęła bardziej przypominać karykaturę samej siebie (stylizacje sceniczne bolały) a dwa, że stawiała się w dla mnie niemal całkowicie niewiarygodnej pozycji osoby rzekomo reprezentującej środowisko LGBT+ (choćby jej absurdalny "coming out"). Świadomie to odrzucam tho. Zostawiam w głowie obraz, który stworzyłem dekady temu i chcę się go z różnych powodów trzymać. Tych samych, dla których wciąż wierzę, że Simple Minds są w stanie nagrać coś świeżego brzmieniowo xD odpinając osobę od jej twórczości na tyle, na ile to możliwe, nie wierzę, że da się nie docenić Madonny. Jej wkład w muzykę pop jest niezaprzeczalny, była żeńskim odpowiednikiem Jacksona przez większość czasu trwania swojej kariery (i jego też). Jej obrazoburczość (bardzo na pokaz zresztą) nie przeszkadzała nawet moim mocno katolickim rodzicom, którzy zawsze marzyli, by ujrzeć ją na żywo. Ja na koncert majątku bym nie wydał co prawda, ale, kurde, lubię ją. Lubię ją ZWŁASZCZA za Ray of Light, które jest dla mnie albumem świetnym od początku do końca. Frozen to tylko wierzchołek góry (hehe) lodowej, ale no jaki! Numer, który jest niby popem, ale nie do końca, jest przecież srogo downtempo, przypomina trochę Portishead, trochę wcale, trochę jakieś alternatywne granie z serca Europy a la debiut Hooverphonic, trochę WIADOMO, że to Madonna... Każda jedna ścieżka fantastycznie buduje klimat tej broken ballad, ale nic, zupełnie nic by się nie udało, gdyby nie jej głos, będący tutaj kolejnym instrumentem, jednocześnie najważniejszym elementem orkiestry jak i tylko jej elementem, ale też taki, bez którego nic nie mogłoby się udać. Smyczki otwierające utwór nadają mu wręcz bondowski charakter, jest filmowo as fuck i to uczucie zostaje do samego końca. Delikatna, acz delikatnie agresywna i wyraźna elektronika w tle buduje uczucie srogiego niepokoju, które co jakiś czas podsumowane zostaje atakiem instrumentów perkusyjnych. Mruczenie wokalistki w trakcie refrenu jest już niemal ikoniczne. To jest dobra piosenka. Po prostu. Wsiadajcie ze mną do Trabanta.

PS. Wrzuciłem wersję z wideo dlatego, że z jakiegoś powodu ani na telefonie, ani na kompie nie wyskakuje mi na YT wersja z samym audio. Próbowałem nawet szukać po albumie, wchodzi mi wyłącznie sam singiel Ray of Light (wraz z wideo, a jakże), albo tona dziwacznych remiksów. Poddałem się z szukaniem, ale nie zrażajcie się, bowiem teledysk do Frozen sam w sobie jest miniaturowym arcydziełem (zrobił go Chris Cunningham, gość, który wyreżyserował choćby All Is Full of Love Bjork). Gdybyśmy mieli startować z bestką wideoklipową, Frozen otwierałoby ją po mojej stronie. Potraktujcie to więc jako wstęp do nieistniejącego (jeszcze) tematu.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 22 paź 2022 17:34

Ale że nie mogłeś znaleźć tego

https://youtu.be/JkPieADAVew

ani tego?

https://youtu.be/9JipeXR2WzM

Gdzie to są jedne z pierwszych linków które mi wyskoczyły na YT wpisując Madonna Frozen?

Ktoś tu wali ściemę zamiast napisać wprost PACZCIE na to bo to zajedwabiste i mam sentyment ;( :dont:
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 22 paź 2022 17:41

Musiał nawet już ściemy porządnej nie umie walić.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 22 paź 2022 17:49

stripped pisze:
22 paź 2022 17:34
Ale że nie mogłeś znaleźć tego

https://youtu.be/JkPieADAVew

ani tego?

https://youtu.be/9JipeXR2WzM

Gdzie to są jedne z pierwszych linków które mi wyskoczyły na YT wpisując Madonna Frozen?

Ktoś tu wali ściemę zamiast napisać wprost PACZCIE na to bo to zajedwabiste i mam sentyment ;( :dont:
Żadna z tych dwóch rzeczy mi nie wyskoczyła :F
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 23 paź 2022 21:08

Tim Bowness - Rainmark

Był już PT, był no-man, więc czas na Tima Bownessa w wydaniu solowym. O tym, że uwielbiam jego głos pisałem już wielokrotnie. To głównie jego głos spowodował kiedyś, że tak wsiąkłem w muzykę no-man. Nie znam jego wszystkich solowych albumów, bo zaledwie 3. I tylko jeden, z którego pochodzi ten utwór, mi się naprawdę podoba. Jest tam sporo naprawdę świetnych numerów, ale od samego początku faworyzowałem Rainmark.
Wiecie, że najbardziej na świecie uwielbiam słuchać klimatycznej muzyki w lesie. I przy okazji poznawania solowego albumu Tima miałem ku temu znakomitą okazję. Pamiętam, że ściągnąłem, za sprawą Hiena oczywiście, album Flowers at the Scene w czerwcu 2019r. I zaraz potem pojechałem na poligon. Staliśmy przez 4 piękne czerwcowe dni w rejonie wyjściowym w uroczym lesie. I przez te 4 dni ja na okrągło słuchałem tego albumu. Warunki ku temu były idealne. Wiadomo - las, słońce, ciepło. A ja siedziałem i słuchałem. Rainmark szczególnie dużo. Mogłem słuchać rano, w ciągu dnia, po południu, o zachodzie słońca. Bo czasu miałem do woli.
Rainmark to naprawdę piękna kompozycja. Wyjątkowo piękna. Właściwie to brzmi wypisz wymaluj jak no-man. Podoba mi się niezwykły klimat tego utworu. Wyrazisty bas, świetna perkusja, gustowne klawisze i fantastyczna trąbka od pierwszej sekundy. No i magiczny głos Tima. Tak magiczny, jak to tylko możliwe.
Zawsze gdy słucham Rainmark, to myślami jestem tam w lesie.

https://www.youtube.com/watch?v=eQUYgqIU1M8