Best of Forum II
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Trochę mnie dziwi Shodan, że nie chciało Ci się nawet przesłuchać wszystkich płyt Tima (których jest raptem 7), skoro jeden z utworów życia Ci się od niego trafił.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Jeszcze wszystko przede mną.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Może sobie czeka tam jakiś lepszy kawałek i spaliłeś sobie Tima xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Może. Nie da się znać wszystkiego.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Jednego wykonawcy jak najbardziej 
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Ciekawe który numer TC wrzuci
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Boys Don't Cry
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Mentos to chyba MINT Car 
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Zaorane xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Albo La Ment(os)
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
The Drowning Man(tos)
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Prędzej w góre rzucę siurem niż zapodam wam The Cure hehe. Wiem, że obiecywałem wam nadrobienie zaległości w niedzielę, ale najwyraźniej nie doszacowałem Łodzi jako miasta xD
U.S. Girls - Rosebud
W ramach naprawdę niepotrzebnej ciekawostki nadmienię tylko, że chciałem tutaj najsampierw wrzucić coś zupełnie innego, ale wyszedłem z załozenia, że to coś (nie The Cure!) zachowam sobie na inną kolejkę. Dlaczego? A bo tak po pierwsze, a po drugie - z wieloma rzeczami, które kocham mam kłopot. Zbyt wielu ulubionych mych artystów, wykonawców etc. poznałem w bardzo podobnych, mało interesujących okolicznościach - nadmiar wolnego czasu w życiu i ściąganie gigabajtów muzy z soulseeka czy tam innych warezów i nie mam związanej z nimi żadnej ciekawej historii.
Dupa Dziewczyny i kawałek Rosebud (zajebista nazwa dla firmy budowlanej BTW) poznałem gdzieś mniej więcej w okolicach jego premiery, czyli późną wiosną 2018. Byłem wtedy jeszcze relatywnie młody, miałem dziewczynę i psa, z którymi wynajmowałem kawalerkę we Wrocławiu, relatywnie stabilną pracę no i generalnie myślałem, że jakoś to będzie, a Nawałka da radę na Mundialu u kacapów. Jak się skończył Mundial to pewnie wiecie, jak się skończyło u mnie - domyślacie. XD Generalnie to syf zaczął się gdzieś w okolicach kwietnia, kiedy to doszło do paru zmian w mojej pracy i po zaledwie kilku miesiącach musiałem praktycznie z dnia na dzień zmienić zespół, stanowisko i w ogóle kurde prawie wszystko (ależ rym). Jak sobie to tak piszę, to w sumie dopiero teraz dociera do mnie, że to wyglądało trochę jak w tym memie z kostką domina, gdzie przewrócenie małej kostki jest w stanie doprowadzić do wywalenie się takiego wielkiego sukinsyna, bo zara potem posypał mi się związek no i zaczął się taki średnio fajny okres w moim życiu, który tak szczerze to trwał z dobry rok?
Nieważne, bo zapędziłem się w dygresjach. xD Sama historia poznania tej piosenki w sumie też nie jest interesująca, bo po prostu moja laska tego sobie słuchała, a ja się spytałem co to, sprawdziłem i okazało się, że fajne lol. Ale gdy w tamtym czasie złapała mnie taka ogromna, potężna deprecha, taka tego typu, że przez większość czasu czułem sie jakby mój mózg był wypchany watą i zalany ropą naftową, to właśnie tylko ta piosenka, katowana na repeacie, była w stanie na chwilę sprawić, że czułem się znośnie i można powiedzieć, że jakoś tam próbowała odczarować ten stan chujozy. W sumie może z tych przyczyn do niej nie wracam za bardzo, a może nie z tych, NIEWIEM. Po prostu weźcie i tego posłuchajcie xD
https://www.youtube.com/watch?v=8cFnewlPpzI
PS nawet poznaliście się na FNM, chyle copke, acz skojarzenia z O.N.A. są dla mnie jednak... dyskusyjne xd
U.S. Girls - Rosebud
W ramach naprawdę niepotrzebnej ciekawostki nadmienię tylko, że chciałem tutaj najsampierw wrzucić coś zupełnie innego, ale wyszedłem z załozenia, że to coś (nie The Cure!) zachowam sobie na inną kolejkę. Dlaczego? A bo tak po pierwsze, a po drugie - z wieloma rzeczami, które kocham mam kłopot. Zbyt wielu ulubionych mych artystów, wykonawców etc. poznałem w bardzo podobnych, mało interesujących okolicznościach - nadmiar wolnego czasu w życiu i ściąganie gigabajtów muzy z soulseeka czy tam innych warezów i nie mam związanej z nimi żadnej ciekawej historii.
Dupa Dziewczyny i kawałek Rosebud (zajebista nazwa dla firmy budowlanej BTW) poznałem gdzieś mniej więcej w okolicach jego premiery, czyli późną wiosną 2018. Byłem wtedy jeszcze relatywnie młody, miałem dziewczynę i psa, z którymi wynajmowałem kawalerkę we Wrocławiu, relatywnie stabilną pracę no i generalnie myślałem, że jakoś to będzie, a Nawałka da radę na Mundialu u kacapów. Jak się skończył Mundial to pewnie wiecie, jak się skończyło u mnie - domyślacie. XD Generalnie to syf zaczął się gdzieś w okolicach kwietnia, kiedy to doszło do paru zmian w mojej pracy i po zaledwie kilku miesiącach musiałem praktycznie z dnia na dzień zmienić zespół, stanowisko i w ogóle kurde prawie wszystko (ależ rym). Jak sobie to tak piszę, to w sumie dopiero teraz dociera do mnie, że to wyglądało trochę jak w tym memie z kostką domina, gdzie przewrócenie małej kostki jest w stanie doprowadzić do wywalenie się takiego wielkiego sukinsyna, bo zara potem posypał mi się związek no i zaczął się taki średnio fajny okres w moim życiu, który tak szczerze to trwał z dobry rok?
Nieważne, bo zapędziłem się w dygresjach. xD Sama historia poznania tej piosenki w sumie też nie jest interesująca, bo po prostu moja laska tego sobie słuchała, a ja się spytałem co to, sprawdziłem i okazało się, że fajne lol. Ale gdy w tamtym czasie złapała mnie taka ogromna, potężna deprecha, taka tego typu, że przez większość czasu czułem sie jakby mój mózg był wypchany watą i zalany ropą naftową, to właśnie tylko ta piosenka, katowana na repeacie, była w stanie na chwilę sprawić, że czułem się znośnie i można powiedzieć, że jakoś tam próbowała odczarować ten stan chujozy. W sumie może z tych przyczyn do niej nie wracam za bardzo, a może nie z tych, NIEWIEM. Po prostu weźcie i tego posłuchajcie xD
https://www.youtube.com/watch?v=8cFnewlPpzI
PS nawet poznaliście się na FNM, chyle copke, acz skojarzenia z O.N.A. są dla mnie jednak... dyskusyjne xd
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
The Twilight Sad - Reflection of the Television
No i Hien skręcił w rockowe klimaty, a konkretniej w post-punk, tylko taki współczesny. Bas dudni, perkusja sztywno naparza jakby wycięta z albumu Pornography kjurów. Gitary ostre, rzęrzące, jest angstowo. W ogóle przez nazwę kapeli wbił mi się w głowę trochę z kolei Zmierzchowy klimat, pasowałby mi ten numer do filmu, ma duży ładunek emocjonalny. Fajny, dobry, współczesny post-punk bez jakiejś ekwilibrystyki, tu są feelsy proszę państwa, ja te feelsy chwytam i propsuję.
Talk Talk - I Don't Believe In You
Czułem że tok tok się w końcu pojawi w tym zestawieniu ale jakoś nie przypuszczałem że Smoku będzie pierwszy do wrzucania ich numeru. W sumie nie znam ich twórczości poza 3 numerami może, byłem ciekaw czy numer z albumu The Colour of Spring sprawdzi się jesienią. Mark Hollis ma bardzo charakterystyczny wokal zawierający w sobie taki naturalny lament, łatwo jednak można z tym przesadzić (wiem że w którymś ich numerze mnie drażnił). Instrumentarium to przyjemny melanż akustycznej gitary, perkusji i klawiszy z grubsza, solo na elektrycznej wisienką na torcie, elegancki pop rock, taki wypolerowany ale nieprzesłodzony. Daje radę jesienią, melancholijna kolejka się utrzymuje. Również propsuję ten kawałek.
Madonna - Frozen
W pierwszej chwili trochę przewróciłem oczy na tego giganta, chyba nie zdecydowałbym się kroić Ray of Light na kawałki bo za dobra jest ta płyta, no ale ok, jest to hicior nad hiciory i można reszty nie kojarzyć ale na Frozen chyba każdy się w życiu natknął bo radia do dzisiaj grywają. Mi ten numer kojarzy się z jesienią 2001 roku jakoś kiedy pamiętam go z radia obok Kylie i możliwe że Freelove depeszy. Chyba ten numer to jeden z czołowych przykładów przebicia się do mainstreamu brzmień spod łatki "electronica" która była melanżem współczesności z doświadczeniami ery rave i ejtisowego synthpopu. Fantastyczna aranżacja łącząca breakbeat, nuty orientalne, elektronikę i smyczki, Madonna chyba w szczytowej formie. Ten numer broni się do dzisiaj bezproblemowo, nie mogę nie zapropsować. W następnej kolejce Enigma?
Tim Bowness - Rainmark
Uuuu, co tu mam napisać. Mój stosunek do Tima już określałem przy okazji albumu no-man. Nie przepadam za tym wokalem dość mocno. Instrumentalnie jest tu przynajmniej żywiej i ciekawiej niż tam. Mając takie zestawienie w kolejce nawet myślę sobie teraz że Talk Talk mogło być jakąś inspiracją dla Tima. Nie jest wcale tak źle jak się spodziewałem, przyjemny to numer, jeśli wokal mi się przegryzie może zaskoczyć a nauczony doświadczeniem z porkowym Normal nie mówię nie, poczekamy na rozwój wydarzeń. Elektryczna gitara bardzo spoko, dęciak fajny vibe nadaje kojarzący mi się z wiosennymi przygodami z XTC. Daję okejkę na kredyt zaufania.
U.S. Girls - Rosebud
Mentos, król oczywistych wrzutek rzutem na taśmę sięga po 4AD i przynajmniej daje coś nieznanego mi przynajmniej. Hien śmieszkował do mnie że jak ktoś chce łatwe prejzy niech wrzuca arenbi, ten numer to może nie jest arenbi ale też WAJBUJE i robi to zajefajnie. Trochę jak w tamtej mojej bijons jest dość ciepłe brzmienie i fajny motyw gitarowy ale całość jest żywsza i uzupełnia ją bardziej synthowy aranż i smyczki. Ten kawałek jest raczej lekki i wiosenny i tym przełamaniem klimatu kolejki kupił mnie z miejsca. Najfajniejsza wrzutka mentosa od tamtego numeru z Cyberpunka chyba
Naprawdę fajną kolejkę zapodaliście panowie, bliską perfekcji! Do wszystkiego będę wracał. Dobry, wyrównany poziom, sprawiedliwie nie wskazuję na nikogo palcem w żadną stronę.
No i Hien skręcił w rockowe klimaty, a konkretniej w post-punk, tylko taki współczesny. Bas dudni, perkusja sztywno naparza jakby wycięta z albumu Pornography kjurów. Gitary ostre, rzęrzące, jest angstowo. W ogóle przez nazwę kapeli wbił mi się w głowę trochę z kolei Zmierzchowy klimat, pasowałby mi ten numer do filmu, ma duży ładunek emocjonalny. Fajny, dobry, współczesny post-punk bez jakiejś ekwilibrystyki, tu są feelsy proszę państwa, ja te feelsy chwytam i propsuję.
Talk Talk - I Don't Believe In You
Czułem że tok tok się w końcu pojawi w tym zestawieniu ale jakoś nie przypuszczałem że Smoku będzie pierwszy do wrzucania ich numeru. W sumie nie znam ich twórczości poza 3 numerami może, byłem ciekaw czy numer z albumu The Colour of Spring sprawdzi się jesienią. Mark Hollis ma bardzo charakterystyczny wokal zawierający w sobie taki naturalny lament, łatwo jednak można z tym przesadzić (wiem że w którymś ich numerze mnie drażnił). Instrumentarium to przyjemny melanż akustycznej gitary, perkusji i klawiszy z grubsza, solo na elektrycznej wisienką na torcie, elegancki pop rock, taki wypolerowany ale nieprzesłodzony. Daje radę jesienią, melancholijna kolejka się utrzymuje. Również propsuję ten kawałek.
Madonna - Frozen
W pierwszej chwili trochę przewróciłem oczy na tego giganta, chyba nie zdecydowałbym się kroić Ray of Light na kawałki bo za dobra jest ta płyta, no ale ok, jest to hicior nad hiciory i można reszty nie kojarzyć ale na Frozen chyba każdy się w życiu natknął bo radia do dzisiaj grywają. Mi ten numer kojarzy się z jesienią 2001 roku jakoś kiedy pamiętam go z radia obok Kylie i możliwe że Freelove depeszy. Chyba ten numer to jeden z czołowych przykładów przebicia się do mainstreamu brzmień spod łatki "electronica" która była melanżem współczesności z doświadczeniami ery rave i ejtisowego synthpopu. Fantastyczna aranżacja łącząca breakbeat, nuty orientalne, elektronikę i smyczki, Madonna chyba w szczytowej formie. Ten numer broni się do dzisiaj bezproblemowo, nie mogę nie zapropsować. W następnej kolejce Enigma?
Tim Bowness - Rainmark
Uuuu, co tu mam napisać. Mój stosunek do Tima już określałem przy okazji albumu no-man. Nie przepadam za tym wokalem dość mocno. Instrumentalnie jest tu przynajmniej żywiej i ciekawiej niż tam. Mając takie zestawienie w kolejce nawet myślę sobie teraz że Talk Talk mogło być jakąś inspiracją dla Tima. Nie jest wcale tak źle jak się spodziewałem, przyjemny to numer, jeśli wokal mi się przegryzie może zaskoczyć a nauczony doświadczeniem z porkowym Normal nie mówię nie, poczekamy na rozwój wydarzeń. Elektryczna gitara bardzo spoko, dęciak fajny vibe nadaje kojarzący mi się z wiosennymi przygodami z XTC. Daję okejkę na kredyt zaufania.
U.S. Girls - Rosebud
Mentos, król oczywistych wrzutek rzutem na taśmę sięga po 4AD i przynajmniej daje coś nieznanego mi przynajmniej. Hien śmieszkował do mnie że jak ktoś chce łatwe prejzy niech wrzuca arenbi, ten numer to może nie jest arenbi ale też WAJBUJE i robi to zajefajnie. Trochę jak w tamtej mojej bijons jest dość ciepłe brzmienie i fajny motyw gitarowy ale całość jest żywsza i uzupełnia ją bardziej synthowy aranż i smyczki. Ten kawałek jest raczej lekki i wiosenny i tym przełamaniem klimatu kolejki kupił mnie z miejsca. Najfajniejsza wrzutka mentosa od tamtego numeru z Cyberpunka chyba
Naprawdę fajną kolejkę zapodaliście panowie, bliską perfekcji! Do wszystkiego będę wracał. Dobry, wyrównany poziom, sprawiedliwie nie wskazuję na nikogo palcem w żadną stronę.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
stripped come on, ja dałem radę nawet z wokalem Fishmans.
Poza tym jesteś szalony wrzucając już recki. Ja nawet nie zacząłem słuchać. Ale tak to już jest, że na urlopie zawsze nie ma czasu.
Poza tym jesteś szalony wrzucając już recki. Ja nawet nie zacząłem słuchać. Ale tak to już jest, że na urlopie zawsze nie ma czasu.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Ja wszystko obadałem kilkakrotnie, czekałem tylko by mi się mentos w uchu ułożył, pierwotnie się bardziej zachwycałem tym numerem nawet.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Onyx - Last Dayz
Murzyn zaczyna już lekko przynudzać murzynami. Kawałek jest spoko, ale głównie pod kątem bitu. Bardzo rzetelnie, pomysłowo, fajnie dobrane i połączone sample, świetny break, doskonały klimat. Nic nowego, ale jest to po prostu bardzo fajne. Rap jest średni, zwłaszcza ten warkliwy.
To już jest coś dla koneserów. „Fabularnie” znowu biedne murzyny, znowu zioło, znowu problemy ulicy, z którymi ja się kompletnie nie identyfikuje, bo urodziłem się jako biały astmatyk z dużego miasta, któremu nic nie brakowało (oprócz zdrowia). Który skład lepiej nawija o takich rzeczach? Którego ból jest lepszy niż innych? Nie wiem, nie szczególnie mam ochotę w to wnikać. Fiksacja czarnych raperów na punkcie tego typu tematyki, to jest coś co rozumiem, ale jak wspomniałem, po kilku utworach poruszających te same rozterki, czuję się na to zobojętniony (albo zobojętniały). Tym samym, kawałek istnieje u mnie głównie bitem, no i ten bit bardzo podbija (badums) ostateczny odbiór z mojej strony. Jest jakaś wersja instrumentalna?
Talk Talk - I Don't Believe In You
Znam ten utwór bardzo dobrze, uwielbiam go. Zresztą cały ten album jest mi baaardzo bliski.
Tym samym, mam oczywiście problem z ułożeniem jakiegoś sensownego szeregu zdań na jego temat. To jest ten Talk Talk środka, już bez kiczowatych syntezatorów, już z ładnym zestawem organicznych instrumentów, już z utworami, które sugerują kolejne dwie płyty, ale jeszcze w tym przystępnym wydaniu melancholii, znanym z takich kawałków jak np. „Renee”.
Wszystko tu pięknie płynie. To minimal solo w środku kawałka, to już zapowiedź umyślnej prostoty „Laughing Stock” (one-note solo!), i idealnie się tutaj wpasowuje. Hollis, jak to Hollis, momentami naprawdę trudno zrozumieć co ona tam śpiewa, ale taka jego natura była i oczywiście ma to swój urok. Nie chce mi się za dużo pisać o tym kawałku, bo mogę się tak zachwycać w nieskończoność. Uwielbiam takie Talk Talk.
Madonna - Frozen
Pamiętam kiedy ten singiel wyszedł, grano go wszędzie. Madonna zawsze była pełna talentów, a jednym z nich był talent do wypełniania talentami innych osób, obszarów w których sama ich nie miała. Np. dobierając sobie odpowiednich partnerów do pisania, nagrywania i produkowania materiału. „Ray of Light” to jest doskonały album, ze świetnymi singlami. Teraz się wydaje, że „Frozen” było taki artystycznym zrywem dla Madonny, ale to nie prawda, bo takich rzeczy się wtedy faktycznie słuchało. „Frozen” to był wielki przebój, w niewymuszony sposób współczesny, pomysłowy, po prostu bardzo dobry. O takich kamieniach milowych artystów, nie można napisać zbyt wiele, ale też nie trzeba pisać wiele. Ja Madonnę uwielbiam i „Frozen” bardzo cenię. Może już trochę zajechany hit, ale nie zestarzał się w ogóle.
Tim Bowness - Rainmark
Wuja zapodał utwór jednego z moich ulubionych wokalistów (z mojego ulubionego zespołu) i to z płyty, którą również uważam za jedną z najlepszych solowych albumów Tima. Sporo tam wybitnych utworów i generalnie bardzo osobiście traktuję tę płytę. „Rainmark” akurat to taki kawałek ze środkowej półki dla mnie. Na pewno nie jest to coś, co bym komuś zaprezentował próbując pokazać jaka ta płyta jest fajna. Nie wracam do niego szczególnie często, ale też nie mogę powiedzieć, ze to słaba piosenka. Powiem nawet, że jest lepsza niż ją pamiętałem, Shodan mógł strzelić o wiele gorszym kawałkiem. Nie mogę się jednak zgodzić, że to brzmi jak no-man. W ogóle nie brzmi. Dla fanów Tima, to nic nowego, typowy solowy Tim. Miły kolaż trąbek, pianina, akustycznych zajawek, minimalistycznych, tanich syntezatorków. To ładnie koresponduje z „I Don’t Believe in You” (Tim jest fanem, Murzyn dobrze kombinuje), przy czym utwór Tima, wyjątkowo w jego przypadku, znacznie jaśniejszy i pełen nadziei. Jest tu trochę takiej uroczej, dziaderskiej tandety (to solo), ale Tim minął już chorągiewkę z napisem „50”, więc należy mu to wybaczyć i pozwolić dadowi, być dadem. Lepszy szczery dad, niż muzyczne odmładzanie się na siłę i wbrew sobie.
U.S. Girls - Rosebud
Po prostu biorę to i słucham z przyjemnością. Coś mi to przypomina, ale nie będę się silił na to żeby sobie przypomnieć, bo znowu ucieknę w porównania, a mieliście mnie za to bić.
prostytutka no, nie wiem co napisać, to jest taka przyjemna, klimatyczna piosenka. Wokalistka przypomina trochę (tak, już się zaczyna) Kate Bush kiedy śpiewa tak wysoko wysoko, to jest miłe skojarzenie i takie nieszkodliwe, bo Kate by nigdy takiego czegoś nie nagrała, a szkoda. Lubię taki chill-pop, bo to tworzy vibe, a przecież wiadomo, że vibe jest najważniejszy. Można nie mieć kompozycji, można nie mieć warsztatu, można nie mieć kasy na bilet MPK, ale kiedy ma się vibe… kiedy ma się vibe, to ma się wszystko. A „Rosebud” ma w sumie też całą resztę, fajną kompozycję, warsztat i zakładam się o foliówkę po kanapce, że kasę na bilet MPK również.
Kurde Panowie, fajna kolejeczka w dupeczkę. Nagrodę za nieznany utwór otrzymuje Mentos, nagrodę za znany utwór Dragon. Wuja z Timem, to takich dwóch wujków, fajnie kiedy wpadną na herbatę i czasami zrobią inbe o nic, ale ostatecznie to rodzina xD Madonna zawsze na propsie, ale na chłodno (badums). Zbyt wiele razy ta muzyka przeszła przez moje uszy. No i Murzyn tak wleciał z tymi murzynami, jak fani The Cure na bar micwę. Fajny bit, ale reszta… no ja jestem takim, jak to Murzyn ładnie w opisie zarymował „białym oferującym legalną pracę, który chce ich tylko wydymać na kasę”.
Murzyn zaczyna już lekko przynudzać murzynami. Kawałek jest spoko, ale głównie pod kątem bitu. Bardzo rzetelnie, pomysłowo, fajnie dobrane i połączone sample, świetny break, doskonały klimat. Nic nowego, ale jest to po prostu bardzo fajne. Rap jest średni, zwłaszcza ten warkliwy.
To już jest coś dla koneserów. „Fabularnie” znowu biedne murzyny, znowu zioło, znowu problemy ulicy, z którymi ja się kompletnie nie identyfikuje, bo urodziłem się jako biały astmatyk z dużego miasta, któremu nic nie brakowało (oprócz zdrowia). Który skład lepiej nawija o takich rzeczach? Którego ból jest lepszy niż innych? Nie wiem, nie szczególnie mam ochotę w to wnikać. Fiksacja czarnych raperów na punkcie tego typu tematyki, to jest coś co rozumiem, ale jak wspomniałem, po kilku utworach poruszających te same rozterki, czuję się na to zobojętniony (albo zobojętniały). Tym samym, kawałek istnieje u mnie głównie bitem, no i ten bit bardzo podbija (badums) ostateczny odbiór z mojej strony. Jest jakaś wersja instrumentalna?
Talk Talk - I Don't Believe In You
Znam ten utwór bardzo dobrze, uwielbiam go. Zresztą cały ten album jest mi baaardzo bliski.
Tym samym, mam oczywiście problem z ułożeniem jakiegoś sensownego szeregu zdań na jego temat. To jest ten Talk Talk środka, już bez kiczowatych syntezatorów, już z ładnym zestawem organicznych instrumentów, już z utworami, które sugerują kolejne dwie płyty, ale jeszcze w tym przystępnym wydaniu melancholii, znanym z takich kawałków jak np. „Renee”.
Wszystko tu pięknie płynie. To minimal solo w środku kawałka, to już zapowiedź umyślnej prostoty „Laughing Stock” (one-note solo!), i idealnie się tutaj wpasowuje. Hollis, jak to Hollis, momentami naprawdę trudno zrozumieć co ona tam śpiewa, ale taka jego natura była i oczywiście ma to swój urok. Nie chce mi się za dużo pisać o tym kawałku, bo mogę się tak zachwycać w nieskończoność. Uwielbiam takie Talk Talk.
Madonna - Frozen
Pamiętam kiedy ten singiel wyszedł, grano go wszędzie. Madonna zawsze była pełna talentów, a jednym z nich był talent do wypełniania talentami innych osób, obszarów w których sama ich nie miała. Np. dobierając sobie odpowiednich partnerów do pisania, nagrywania i produkowania materiału. „Ray of Light” to jest doskonały album, ze świetnymi singlami. Teraz się wydaje, że „Frozen” było taki artystycznym zrywem dla Madonny, ale to nie prawda, bo takich rzeczy się wtedy faktycznie słuchało. „Frozen” to był wielki przebój, w niewymuszony sposób współczesny, pomysłowy, po prostu bardzo dobry. O takich kamieniach milowych artystów, nie można napisać zbyt wiele, ale też nie trzeba pisać wiele. Ja Madonnę uwielbiam i „Frozen” bardzo cenię. Może już trochę zajechany hit, ale nie zestarzał się w ogóle.
Tim Bowness - Rainmark
Wuja zapodał utwór jednego z moich ulubionych wokalistów (z mojego ulubionego zespołu) i to z płyty, którą również uważam za jedną z najlepszych solowych albumów Tima. Sporo tam wybitnych utworów i generalnie bardzo osobiście traktuję tę płytę. „Rainmark” akurat to taki kawałek ze środkowej półki dla mnie. Na pewno nie jest to coś, co bym komuś zaprezentował próbując pokazać jaka ta płyta jest fajna. Nie wracam do niego szczególnie często, ale też nie mogę powiedzieć, ze to słaba piosenka. Powiem nawet, że jest lepsza niż ją pamiętałem, Shodan mógł strzelić o wiele gorszym kawałkiem. Nie mogę się jednak zgodzić, że to brzmi jak no-man. W ogóle nie brzmi. Dla fanów Tima, to nic nowego, typowy solowy Tim. Miły kolaż trąbek, pianina, akustycznych zajawek, minimalistycznych, tanich syntezatorków. To ładnie koresponduje z „I Don’t Believe in You” (Tim jest fanem, Murzyn dobrze kombinuje), przy czym utwór Tima, wyjątkowo w jego przypadku, znacznie jaśniejszy i pełen nadziei. Jest tu trochę takiej uroczej, dziaderskiej tandety (to solo), ale Tim minął już chorągiewkę z napisem „50”, więc należy mu to wybaczyć i pozwolić dadowi, być dadem. Lepszy szczery dad, niż muzyczne odmładzanie się na siłę i wbrew sobie.
U.S. Girls - Rosebud
Po prostu biorę to i słucham z przyjemnością. Coś mi to przypomina, ale nie będę się silił na to żeby sobie przypomnieć, bo znowu ucieknę w porównania, a mieliście mnie za to bić.
prostytutka no, nie wiem co napisać, to jest taka przyjemna, klimatyczna piosenka. Wokalistka przypomina trochę (tak, już się zaczyna) Kate Bush kiedy śpiewa tak wysoko wysoko, to jest miłe skojarzenie i takie nieszkodliwe, bo Kate by nigdy takiego czegoś nie nagrała, a szkoda. Lubię taki chill-pop, bo to tworzy vibe, a przecież wiadomo, że vibe jest najważniejszy. Można nie mieć kompozycji, można nie mieć warsztatu, można nie mieć kasy na bilet MPK, ale kiedy ma się vibe… kiedy ma się vibe, to ma się wszystko. A „Rosebud” ma w sumie też całą resztę, fajną kompozycję, warsztat i zakładam się o foliówkę po kanapce, że kasę na bilet MPK również.
Kurde Panowie, fajna kolejeczka w dupeczkę. Nagrodę za nieznany utwór otrzymuje Mentos, nagrodę za znany utwór Dragon. Wuja z Timem, to takich dwóch wujków, fajnie kiedy wpadną na herbatę i czasami zrobią inbe o nic, ale ostatecznie to rodzina xD Madonna zawsze na propsie, ale na chłodno (badums). Zbyt wiele razy ta muzyka przeszła przez moje uszy. No i Murzyn tak wleciał z tymi murzynami, jak fani The Cure na bar micwę. Fajny bit, ale reszta… no ja jestem takim, jak to Murzyn ładnie w opisie zarymował „białym oferującym legalną pracę, który chce ich tylko wydymać na kasę”.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
The Twilight Sad – Reflection of the Televison
The Twilight Sad? ZNAM. Dość przypadkowo trafiłem na ich ostatnią płytkę z 2019 roku i do tej pory dobrze pamiętam kilka numerów. Możliwe, że ktoś rzucił na muzbawce/megalomanach, a ja podłapałem ze względu na estetyczną okładkę. Dzięki temu mniej więcej wiedziałem, co dostanę i niewiele się pomyliłem. Podoba mi się energia, jest dość doomersko, jest bliżej My Bloody Valentine niż Joy Division za sprawą tych gitarowych bulgotów pod koniec. Na gorszych słuchawkach (o dziwo) brzmiało gorzej, ale na lepszym sprzęcie (na szczęście) ta ścianka nie zasłania reszty, dzięki temu ostatecznie bardzo spoko. Może w swoim czasie już na etapie naprawdę luźnych rekomendacji rzucę coś od nich. Warto, warto drążyć.
Lajwik przyjemny, jeszcze więcej mulących łeb szumów gitarowych z przodu.
Onyx - Last Dayz
Onyx? KIEDYŚ na forum SAT Kuriera dowiedziałem się, że była niemiecka telewizja muzyczna o tej nazwie. Ze śpiewającymi panami o ciemniejszej karnacji tego hasła akurat bym nie powiązał za ChRL. Bit bardzo dobry, znaczy przynajmniej w relacji drumsy-bas. Żeńskie wokale trochę jakby przypadkowo, ale jeszcze w porządku. Najgorzej, że na front wychodzą gangsta dziady. Nie wiem, czy chcą brzmieć groźnie czy po prostu oddać klimat blokowisk, z których pochodzą, ale brzmią niewyróżniająco, po odsłuchach przypomniałem sobie Skillz z myślą, że było lepsze... Jak chcą być groźni, to bicior jest zbyt chilloutowy. Jak chcą być groźni, to niech nie pracują na niskich rejestrach, bo brzmią źle, właśnie jak trole, gnomy, nie wiem co tam Chylińska kiedyś jeszcze powiedziała o Krawczyku. Chciałbym usłyszeć ten bicior w jakimś trip hopowym albo bardziej jazzowym projekcie, zasługuje na więcej! Panowie spierniczyli robotę.
Madonna - Frozen
Madonna? Ray of Light moja ULUBIONA płyta, choć jest naprawdę dużo utworów z różnych epok w jej karierze, które darzę wielką i szczerą sympatią. Dev mówi o Erotice na przykład... numer tytułowy albo Bye Bye Baby, co to są za złote przeboje! Aż tak się nie rozpędzam, bo może przyjść taki dzień, że coś rzucę, a wtedy będzie więcej miejsca i lepsza okoliczność do rozpisywania się. Tutaj skupiam się na Frozen i Ray of Light no i mam problem, bo z tej płyty właśnie sam bym coś rzucił. Zaciągnięcie do pracy Orbita w najtisach to jak łatwy sposób na zebranie laurów, ale jego wkład w wiele projektów sprawił, że zyskały one wieczną młodość i świeżość. Frozen znam przynajmniej od podstawówki, te 15 lat temu jeszcze hulało z godną podziwu regularnością wszędzie. Z kasety raczej nie pamiętam, prędzej radio. Do tego pamiętny teledysk, to był kolejny udany zwrot w stylistyce Madonny. Na Girl Gone Wild mogła zakończyć i jej pomnikowego statusu nic nie byłoby w stanie podważyć.
Zaczyna się z pompą i patosem, ale potem wskakują kwaśne dźwięki, elektronika i gęsto utkana pętla niosą te smyki z zaskakującą lekkością. Do tego wokal, momentami wręcz przypomina to jakieś rytualne zaśpiewy. Nad całą Ray of Light wisi coś z Dalekiego Wschodu, konkretnie klimat hinduski. Polacy tyle lat próbowali coś takiego małpować i rzadko kiedy wychodziła połowa efektu. Właśnie w tym zestawieniu tkwi źródło sukcesu. Świetny kawałek. Teraz idę posłuchać paru innych bangerów z tej płyty.
Tim Bowness - Rainmark
Tim Bowness? TA, słyszałem już za sprawą no-manowych wrzutek shodanowych. Zrobiłem odwrót i sprawdziłem sobie, co ja tam wtedy pisałem. Omijałem temat wokalu. Teraz też te wcześniejsze recki wydają się skandalicznie krótkie xD No cóż, trzeba było trochę czasu, żeby złapać odpowiedni rytm i dryg. Co mogę powiedzieć o samym utworze... elektronika użyta trochę tak jak na najnowszej płycie ABBY, czyli niby zmyślnie ukryta, ale jednak jest jej za dużo, żeby tego nie wyłapać. Poza tym taka prostolinijna sielanka muzyczna. Idzie harfowe, idą trąbki, rozanielony krajobraz do granic możliwości i percepcji recepcji. Za pierwszym razem numer wisiał już u mnie nad przepaścią. Potem nadeszło zrozumienie i wczucie w konwencję, ale mojego serca tutaj nie podaruję. Jeszcze to parapapapa na koniec. Za dużo cukru, w tej herbacie jest go tak wiele, że na dnie kubka utworzyła się mała biała piramidka. Ta gitara tutaj mogła namieszać, ale chyba była zbyt niestosowna i szybko poszła do kąta.
U.S. Girls - Rosebud
U.S. Girls? HEHE, no oczywiście, że znam. Zaraz zacznę wierzyć w jakąś faktyczną prawidłowość, że co Mentos pisze o swoich kobietach, to na pewno będę kojarzył. In a Poem Unlimited jest o rok starsze od ostatniej płyty The Twilight Sad. To porównanie jest istotne, bo te płyty poznałem w podobnie przypadkowy sposób. Tym razem pamiętam lepiej. RYM działał na mnie jak okno na świat różnej muzyki i na początku 2018 roku ich płyta była wysoko w notowaniach rocznych. Nic dziwnego, że poznałem ją bliżej na wiosnę, jej premiera była w lutym, więc siłą rzeczy musiała być wysoko, a nie wertowałem tych rankingów strona po stronie. Co było wyżej miało większą szansę. Abstrahując od uznania ze strony wielbicieli gwiazdek i autorów żenujących pseudo recenzji... trzeba przyznać, że to kawałek dobrego grania. Najbardziej lubię pierwsze dwa i ostatni kawałek. Hipnotyczny, lekko odlotowy pop z charyzmatyczną wokalistką. O Rosebud szybko zapomniałem. Zupełnie niesłusznie. Dzisiaj byłbym przyjemnie zaskoczony trafiając na ten kawałek w RAMie. Przez tę gitarę i syntezatorowe akordy pierdzące ma taką radiową energię. Ja bym to puszczał wczesnymi popołudniami w kawiarniach i lounge klubach. Numer się nie narzuca, bardzo subtelnie przepływa przez uszy. O to w tym przypadku chodziło.
Czterdziesta kolejka kobietą jest. Madonna i amerykańskie kobitki na czele.
The Twilight Sad? ZNAM. Dość przypadkowo trafiłem na ich ostatnią płytkę z 2019 roku i do tej pory dobrze pamiętam kilka numerów. Możliwe, że ktoś rzucił na muzbawce/megalomanach, a ja podłapałem ze względu na estetyczną okładkę. Dzięki temu mniej więcej wiedziałem, co dostanę i niewiele się pomyliłem. Podoba mi się energia, jest dość doomersko, jest bliżej My Bloody Valentine niż Joy Division za sprawą tych gitarowych bulgotów pod koniec. Na gorszych słuchawkach (o dziwo) brzmiało gorzej, ale na lepszym sprzęcie (na szczęście) ta ścianka nie zasłania reszty, dzięki temu ostatecznie bardzo spoko. Może w swoim czasie już na etapie naprawdę luźnych rekomendacji rzucę coś od nich. Warto, warto drążyć.
Lajwik przyjemny, jeszcze więcej mulących łeb szumów gitarowych z przodu.
Onyx - Last Dayz
Onyx? KIEDYŚ na forum SAT Kuriera dowiedziałem się, że była niemiecka telewizja muzyczna o tej nazwie. Ze śpiewającymi panami o ciemniejszej karnacji tego hasła akurat bym nie powiązał za ChRL. Bit bardzo dobry, znaczy przynajmniej w relacji drumsy-bas. Żeńskie wokale trochę jakby przypadkowo, ale jeszcze w porządku. Najgorzej, że na front wychodzą gangsta dziady. Nie wiem, czy chcą brzmieć groźnie czy po prostu oddać klimat blokowisk, z których pochodzą, ale brzmią niewyróżniająco, po odsłuchach przypomniałem sobie Skillz z myślą, że było lepsze... Jak chcą być groźni, to bicior jest zbyt chilloutowy. Jak chcą być groźni, to niech nie pracują na niskich rejestrach, bo brzmią źle, właśnie jak trole, gnomy, nie wiem co tam Chylińska kiedyś jeszcze powiedziała o Krawczyku. Chciałbym usłyszeć ten bicior w jakimś trip hopowym albo bardziej jazzowym projekcie, zasługuje na więcej! Panowie spierniczyli robotę.
Madonna - Frozen
Madonna? Ray of Light moja ULUBIONA płyta, choć jest naprawdę dużo utworów z różnych epok w jej karierze, które darzę wielką i szczerą sympatią. Dev mówi o Erotice na przykład... numer tytułowy albo Bye Bye Baby, co to są za złote przeboje! Aż tak się nie rozpędzam, bo może przyjść taki dzień, że coś rzucę, a wtedy będzie więcej miejsca i lepsza okoliczność do rozpisywania się. Tutaj skupiam się na Frozen i Ray of Light no i mam problem, bo z tej płyty właśnie sam bym coś rzucił. Zaciągnięcie do pracy Orbita w najtisach to jak łatwy sposób na zebranie laurów, ale jego wkład w wiele projektów sprawił, że zyskały one wieczną młodość i świeżość. Frozen znam przynajmniej od podstawówki, te 15 lat temu jeszcze hulało z godną podziwu regularnością wszędzie. Z kasety raczej nie pamiętam, prędzej radio. Do tego pamiętny teledysk, to był kolejny udany zwrot w stylistyce Madonny. Na Girl Gone Wild mogła zakończyć i jej pomnikowego statusu nic nie byłoby w stanie podważyć.
Zaczyna się z pompą i patosem, ale potem wskakują kwaśne dźwięki, elektronika i gęsto utkana pętla niosą te smyki z zaskakującą lekkością. Do tego wokal, momentami wręcz przypomina to jakieś rytualne zaśpiewy. Nad całą Ray of Light wisi coś z Dalekiego Wschodu, konkretnie klimat hinduski. Polacy tyle lat próbowali coś takiego małpować i rzadko kiedy wychodziła połowa efektu. Właśnie w tym zestawieniu tkwi źródło sukcesu. Świetny kawałek. Teraz idę posłuchać paru innych bangerów z tej płyty.
Tim Bowness - Rainmark
Tim Bowness? TA, słyszałem już za sprawą no-manowych wrzutek shodanowych. Zrobiłem odwrót i sprawdziłem sobie, co ja tam wtedy pisałem. Omijałem temat wokalu. Teraz też te wcześniejsze recki wydają się skandalicznie krótkie xD No cóż, trzeba było trochę czasu, żeby złapać odpowiedni rytm i dryg. Co mogę powiedzieć o samym utworze... elektronika użyta trochę tak jak na najnowszej płycie ABBY, czyli niby zmyślnie ukryta, ale jednak jest jej za dużo, żeby tego nie wyłapać. Poza tym taka prostolinijna sielanka muzyczna. Idzie harfowe, idą trąbki, rozanielony krajobraz do granic możliwości i percepcji recepcji. Za pierwszym razem numer wisiał już u mnie nad przepaścią. Potem nadeszło zrozumienie i wczucie w konwencję, ale mojego serca tutaj nie podaruję. Jeszcze to parapapapa na koniec. Za dużo cukru, w tej herbacie jest go tak wiele, że na dnie kubka utworzyła się mała biała piramidka. Ta gitara tutaj mogła namieszać, ale chyba była zbyt niestosowna i szybko poszła do kąta.
U.S. Girls - Rosebud
U.S. Girls? HEHE, no oczywiście, że znam. Zaraz zacznę wierzyć w jakąś faktyczną prawidłowość, że co Mentos pisze o swoich kobietach, to na pewno będę kojarzył. In a Poem Unlimited jest o rok starsze od ostatniej płyty The Twilight Sad. To porównanie jest istotne, bo te płyty poznałem w podobnie przypadkowy sposób. Tym razem pamiętam lepiej. RYM działał na mnie jak okno na świat różnej muzyki i na początku 2018 roku ich płyta była wysoko w notowaniach rocznych. Nic dziwnego, że poznałem ją bliżej na wiosnę, jej premiera była w lutym, więc siłą rzeczy musiała być wysoko, a nie wertowałem tych rankingów strona po stronie. Co było wyżej miało większą szansę. Abstrahując od uznania ze strony wielbicieli gwiazdek i autorów żenujących pseudo recenzji... trzeba przyznać, że to kawałek dobrego grania. Najbardziej lubię pierwsze dwa i ostatni kawałek. Hipnotyczny, lekko odlotowy pop z charyzmatyczną wokalistką. O Rosebud szybko zapomniałem. Zupełnie niesłusznie. Dzisiaj byłbym przyjemnie zaskoczony trafiając na ten kawałek w RAMie. Przez tę gitarę i syntezatorowe akordy pierdzące ma taką radiową energię. Ja bym to puszczał wczesnymi popołudniami w kawiarniach i lounge klubach. Numer się nie narzuca, bardzo subtelnie przepływa przez uszy. O to w tym przypadku chodziło.
Czterdziesta kolejka kobietą jest. Madonna i amerykańskie kobitki na czele.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Wujek, pobudka
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn