Best of Forum II

Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 06 lis 2022 16:52

DAWAJ MENTOS
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 06 lis 2022 18:30

Miles Davis - Freddie Freeloader

Dawno w sumie nie próbowałem was zaskoczyć, a w sumie to tak się złożyło, że nie wrzucałem tutaj praktycznie w ogóle jazzu (generalnie to przewinęło się go tu tyle, co kot napłakał), a w sumie to miałem taki okres w swoim żywocie, że uważałem ten gatunek za jedną z najwyższych form muzyki i - co ciekawsze - nawet go słuchałem. Ofc nigdy nie zostałem brodatym, autystycznym znawcą mocy, który znałby na pamięć nagrania szaberfafernastogodzinnych sesji nagraniowych Coltrane'a z lat 70, ale parę klasyków znam, dużo z nich lubię, cenię i szanuję i generalnie chyle copke przed tymi wielkimi nazwiskami, bo to akurat w tym przypadku sobie na szacun zasługują, nawet jeśli Miłosz generalnie trudnym człowiekiem był, a niektórzy nawet twierdzą, że popierdolonym.
Ale mniejsza z tym. Ja, w czasach gdy siliłem się na bycie sophisticated i słuchałem murzynów na trąbkach siedząc w szlafroku przed komputerem oraz trzymając w ręku szklaneczkę whiskey, słuchałem zazwyczaj Davisa z okresu, gdzie poszedł w fusion. To jest świetna muzyka, pewnie będę nią spamował na grupce, ale na razie coś może bardziej... hmmm konserwatywnego i modalnego. Znowu wrzuciłem przedstawiciela płyty z gatunku tych, których nazwy niektórzy wypisują WIELKIMI LITERAMI, bo Kind of Blue to ma w świecie jazzu rangę Dark Side of Moon czy innej Czarodziejskiej Góry. Tu wszystko jest WIELKIE, nawet skład to jakiś jazzowy odpowiednik Galacticos (matko, ale wymyślam porównania xd) i dream-team, z Coltrane'm i Billem Evansem na czele.
Jestem totalnie świadom, że część z was to bardziej zraziłem, niż zachęciłem do zapoznania się z tym materiałem, ale muszę z tym żyć, zresztą i tak to przesłuchacie. ;]]] Ale i tak zdania nie zmienię w temacie tego, iż Kind of blue o jest wybitna płyta, która kojarzy mi się z bardzo beztroskim okresem w życiu, w którym bardzo dobrze się czułem i do której wracam, by po prostu posłuchać sobie czegoś dobrego. Bo generalnie to często w życiu chodzi o to, by se posłuchać czegoś dobrego, mógłbym wrzucić cokolwiek z niej, ale Ferdka lubię minimalnie bardziej niż resztę. Nie wiem nawet za co, po prostu tak mam.
Dobra, kończę waszmościowie. Bierzcie i słuchajcie tego wszyscy, nawet jak nie polubicie, to i tak warto się z tym zapoznać.

https://www.youtube.com/watch?v=ESHfzQqahr8
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 06 lis 2022 18:57

Zabawne bo mam Kind of Blue na płycie którą dostałem na trzydziestkę czyli 5 lat temu i jeszcze jej rzetelnie nawet raz nie przesłuchałem xD

Kolejka 17. (42.):

https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... TowX0m1hWY
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 lis 2022 02:25

King Krule - Out Getting Ribs

Jak tu pisać o tym kawałku, jednocześnie nie zdradzając zbyt wiele żeby nie zepsuć sobie przyszłej wrzuty. Nie ma złotego środka. Był czas, kiedy King Krule był u mnie baaardzo wysoko, tzn nadal jest wysoko, ale w 2017 r. ja się jego muzyką zachłysnąłem w niesamowitym stopniu. Chciałem napisać, że „Out Getting Ribs” był jednym z kawałków Krula, do których smutałem najbardziej, ale do wszystkich jego rzeczy smutałem. Byłem tak emocjonalnie zaangażowany w jego piosenki, że dosłownie każdemu próbowałem sprzedać jego muzykę i byłem w szoku kiedy ludzie na to mehali, bo dla mnie to było coś, co przemawiało do samej głębi duszy. Będę jeszcze kiedyś poruszał ten wątek, bo z zewnątrz to wygląda naprawdę cringowo kiedy ktoś coś aż tak przeżywa i dopiero z perspektywy człowiek to widzi. Nie słuchałem „Out Getting Ribs” od długiego czasu i nawet trochę się obawiałem. I nie będę ukrywał, odrobinę się rozsypałem na moment kiedy kawałek leciał, bo mnie zalały wspomnienia i feelsy. Ale szybko pozbierałem co się rozleciało i złożyłem się jak byłem. To jest czysty Krul, sama gitara i wokal. Wokal specyficzny, bo jednocześnie agresywny, szorstki, ale przez swą autentyczność, piękny i na swój sposób kojący. Nie wiem jak to wytłumaczyć inaczej. On miał chyba naście lat kiedy to napisał i nagrał pierwszą wersję z klipem, jeszcze jako Zoo Kid (i chyba tamtą wersję lubię nawet bardziej, chociaż bardzo niewiele się różni). Kiedy byłem na koncercie KK w 2018 r. (gdzie spotkałem mojego dobrego ziomka z Overhype’a), zagrali oczywiście „OGR” na koniec, ale koncertowe wersje (z końcowym full-band wybuchem) nie przekonują mnie tak jak studyjna. Ten kawałek zawsze będzie mi się kojarzył z takim dosyć dziwnym momentem mojego życia i jest taką przypominajką, że trzeba dbać o najbliższych ludzi, o przyjaźnie, związki, itd., bo łatwo można przegapić moment kiedy bezpowrotnie się je psuje. Murzyn, nie podbierając mi numeru, wrzucił chyba najbardziej feelsowy dla mnie utwór jak do tej pory ktokolwiek w bestce. Aha, na koniec dodam, że jest to zajebisty kawałek, bo nie wiem czy to oczywiste xD

Roxette - Listen to Your Heart

Cieszę się, że Wuja miał w końcu okazję rzucić jakąś historię z życia, mam wrażenie, że coraz rzadziej u niego się takie pojawiają. 88 r., ja miałem wtedy 2 lata xD w sumie połowy uczestników tej bestki nie było chyba na świecie. Ale wyobrażam sobie jak nastoletni Shodan siedzi, słyszy to i łapie za długopis (ja się też załapałem na te czasy, bez Shazzama, itd.), a potem kombinuje jak zdobyć kasetę. Już sam taki obrazek powoduje, że lepiej się słucha piosenki. Z Roxette jest tak, że ja się chciałem w nich wkręcić. Nie tak, że zastanawiam się czemu się nie wkręciłem, chociaż to oczywiste, bo nie próbowałem, bo ja próbowałem, chciałem się wkręcić, zależało mi na tym. Niestety, jako całość, Roxette nigdy mnie nie porwał. Mam jeden ich ulubiony utwór, który może kiedyś wrzucę (ale to będzie hohoho daleko) i lubię jeszcze parę rzeczy, ale są też kawałki ich, które mnie niesamowicie wkurzają. Na szczęście „Listen To Your Heart” nie jest jednym z nich. Nie wiem czy kiedykolwiek to z własnej woli włączyłem, ale teraz jak słucham, to to jest naprawdę fajna piosenka i bardzo zasłużony hit, bo ma wszystko to, co hit powinien mieć. I w sumie mnie nawet trochę smuci, że mi się przez te 30 lat jak znam Roxette, nie udało w nich wkręcić xD Tak czasami bywa, ale nie da się na siłę, może kiedyś przyjdzie naturalnie taki moment. RIP Marie.

SOPHIE - Ponyboy


Z tego typu wrzutami Dragona mam problem taki, że nie wiem jak mam się do tego odnieść. Smoku dużo miejsca poświęca przekazowi, istotności Sophie na scenie queer, itd., i zakładam, że to stanowi sporą część appealu dla niego. Dla mnie nie. Ja się skupiam na muzyce, bo o scenie queer wiem tyle co nic, traktuję to jako trivie, bo to nigdy nie będzie dla mnie etykieta powodująca zainteresowanie konkretnymi wykonawcami. Nie dlatego, że mam problem z queer, bo nie mam, ale ja generalnie nie kieruję się etykietami niemuzycznymi. Z tego np. powodu, cała polityczno-społeczno-angstowa otoczka punku stanowi dla mnie tylko jakiś tam dodatek, środek wpływający na charakter, ale nic co by sprawiało, że mniej/bardziej muzyka mi się podoba (oczywiście są granice i nazi-punka to chyba nawet dla jaj bym nie chciał słuchać). Inna sprawa, że przed tą bestką, to w ogóle byłem w temacie zielony i nie ogarniam jeszcze muzycznych wspólnych mianowników tego typu wykonawców (chociaż Arca jest jakimś tam blueprintem dla mnie). „Ponyboy”, pod wieloma względami, jest czymś bardzo podobnym do poprzedniej Dragona propozycji. Srogie, industrialne napierdalanie w tle, monotonia, śladowe ilości utworu w utworze, teatralność. Dla koneserów pewnie skrajnie różne kawałki, dla mnie trochę powtórka z rozrywki, przynajmniej na powierzchni. Ja się staram łatwo nie poddawać, więc swoje z tym utworem przerobiłem. Niestety dla mnie to niesamowicie wlekące się 3 minuty losowych dźwięków. Skarcono nas jeszcze klipem, w którym najfajniejsze jest to, że jest w takiej nietypowej panoramie na YT xD Nie chcę brzmieć jak Wuj Truj (nie Wuj Shodan), ale słucham i słucham, słyszę te metaliczne kolaże, te dźwięki jakby ktoś pachą pierdział (to jest ten bubblegum bass?), losowo rozlosowane wokalizy, jakieś walenie batem, obowiązkowe niskie wokale w tle, generalnie gruby melanż. Ale ja nic nie wąchałem, nic nie piłem, siedzę tu trzeźwy jak krowa i nie potrafię w tym odnaleźć nic interesującego. Słuchałem w środku nocy, jak Smoku wrzucił, słuchałem rano, słuchałem pod wieczór, słucham znowu w środku nocy. Nie wiem ™, może po prostu Dragon zaserwował dwa zbyt podobne do siebie kawałki pod rząd i moje uszy nie wyrabiają. Już z Shygirl miałem problemy, ale leży w czyśćcu i czeka. Teraz muszę tam wrzucić kolejny. Cytując poetę – ze szczerymi chęciami próbuję, ale i szczerze muszę na ten moment mehnąć.

hellogoodbye - Here (In Your Arms)

Lubię dobre melodie i kiedy piosenka ma dobre melodie, nawet jeśli opakowana jest w jakiś tandetny aranż, to ja mam to w dupie i słucham tego z przyjemnością. No, ale… MUSIAŁ CZEMU TY TEGO NIE DAŁEŚ NA WAKACJE? Ja nie wiem co się z Wami dzieje, sami sobie sracie do gniazda czasami tymi wrzutkami xD Ale by mi to siadło na urlopie pięknie, słuchałbym jak porabany. W American Pie to raczej królował pop punk, ale spoko, bo też lubię xD Ale tak po prawdzie, to mi to teraz też siedzi. Chyba potrzebowałem takie muzy po dosyć ciężkim, stresującym i mrocznym (ale nie w taki sposób jak lubię) tygodniu. I tyle w sumie, o dobry popie się nie pisze rozprawek, tego się słucha. Rzucam ja w Ciebie złoto Musiałku.

Miles Davis - Freddie Freeloader

Śmiesznie, że przy co drugiej wrzucie mogę znowu nawiązać do moich dwóch ziomków z Overhype’a. Jeden z nich jest fanatolem jazzu 60’s (który wychodzi też poza tę dekadę, ale taki już skrót myślowy stosujemy od lat, utarło się). Chłop słyszał wszystko, jego last to od kilku lat wielka ściana jazzu. Teoretycznie, z „Kind of Blue” powinien być już na etapie ala „ja to ‘One” U2 nie słucham, tylko ich dema z 79”, ale nie prawda. Tyle lukru ile on wylał w temacie tej płyty, to nikt. I tak to jest z prawdziwymi klasykami, że one mogę być zajechane (nawet tylko popkulturowo), a i tak nikt złego słowa nie powie, bo to by było bez sensu. Przecież na tym albumie gra Bill Evans. Pamiętam jak na studiach chodziłem na fakultet z jazzu (tak, prostytutka, chodziłem na fakultet z jazzu, takie miałem zajebiste studia) i wykładowca, Gandalf (ś.p. Marek Bielacki, możecie sobie zgooglować i zrozumiecie czemu Gandalf), zajebisty człowiek, opowiadał jak to ludzie przysypiali na koncercie Davisa w Polsce bo już tak nudził xD Ja ten koncert widziałem na kompie i faktycznie, idzie się zwinąć w kłębek kilka razy. Ale to było potem, a nie w okolicach „Kind of Blue”. „Freddie” to jest super numer, ja taki jazz bardzo lubię i wprawdzie jeszcze nie dotarłem do tej części mojego best życia gdzie taki jazz się znajduję, to prędzej czy później tam dotrzemy. No, w każdym razie, mnie łatwo kupić jazzem.
Moja mama próbowała mi zaszczepić ciągoty do jazzu latami, ja się odbijałem bo wolałem słuchać jakiegoś Depeche Mode. Parę lat temu nawet ją na swój sposób przeprosiłem za to, że byłem taki oporny, ale co, młody byłem. Często lubiłem sobie zapuszczać takie płyty, jak już miałem dosyć niektórych ludzi. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, tak to było. Wracałem do domu i myślałem sobie „a ja sobie teraz zapuszczę jazzik, na którym wy się pawiany siusiaka znacie” xD Nie chodziło o jakieś muzyczne rozciąganie siusiaka, tylko o to, że to był mój comfort zone. I nadal jest. Szkoda, że Mentos tego nie dał w poprzedniej kolejce, bo by pięknie to wjechało, ale co tam, w listopadzie przecież też wjeżdża. Idealna muzyka na jesień.

Fajna, acz bardzo pojebana stylistycznie kolejka, Panowie. Otwarta i zamknięta na jazzująco, w środku jakieś smęt-cory, queer-mashupy, ejtis-bajmy i eska-popy. Karuzela po pijaku, jak nic.
Na dosyć płaskim podium znajdują się Murzyn, Mentos i Dev. Złego słowa nie mogę tu powiedzieć, wręcz zrywam się do braw. Wuja zapodał solidnego klasyka, którego bardzo szanuje i lubię. Dragon zaczyna wpadać w swoją pętle „śpiewających pań”, tylko pań z siusiakami. Uprzejmie proszę o zmianę klimatu chociaż na jedną kolejkę, bo taki natłok ciężkich rzeczy nie pomaga.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 07 lis 2022 15:18

King Krule - Out Getting Ribs

Kinga Krulego najprędzej kojarzę z jego udziału na płycie Mount Kimbie. Synthowa przestrzeń, punkowa energia, tam ten specyficzny wokal sprawdza się znakomicie. Brytolski w opór, brzmi jak ziomek z The Clash. Gdyby wziął na warsztat London Calling to nikt by się nie zorientował.

Dla pewności zajrzałem do RYMa i wychodzi na to, że dwa lata temu dość uważnie słuchałem jego ostatniej płyty. Musiała się podobać, bo ocena wyraźnie pozytywna. Szkoda, że dzisiaj nic nie pamiętam xD ale sobie odświeżyłem i coś tam zaczęło świecić w głowie znowu. Wrzutka mudżyńska pochodzi z pierwszego krążka i trochę to słychać. Jeszcze bez większych eksperymentów, vibe też bardziej przezroczysty. Na pewno też brzmi jak polski niezal wychodzący parę lat później, ale to tak na marginesie. Specyficznie blokerski romantyk. Momentami się podoba. Jeszcze jak krzyczy to git. Gorzej z przeciągniętymi zaśpiewami. Nie moja wrażliwość. Dlatego lepiej niż neutralnie, ale bez serduszka i obecności na plejce do zapamiętania i wracania.

Paul Draper - No Ideas

Dziwne to Porcupine Tree. Ma energię radiową, tyle tylko, że radia sprzed 15 lat. Obiektywne źródła podają, że Wilson jest tam odpowiedzialny za całą masę rzeczy. Nawet melotron tam przygrywa. Wszystko to służy kawałkowi przeciągniętemu, niepotrzebnie rozwleczonemu. Wokal odrobinkę przypomina Hollisa, nie wiem czemu. Progresywny pop rock xD Po tej linijce z "no ideas" najmocniej wjeżdża PT rodem ze Stupid Dream. Trzy minutki by wystarczyły, po co tak długo męczyć bułę, aż tak przebojowego pomysłu tutaj nie ma.

Roxette - Listen to Your Heart

Pamiętałem ten kawałek... mniej ejtisowo. Coś jak mandela effect, chyba że jest jakaś wersja, w której perkusja aż tak nie dudni i pianinko brzmi lepiej. Sprawdzam wersję singlową (z klipem) i jest odrobinę lżej, ale dalej nie tak, jak to pamiętam (?). Po tylu latach zaznajomienia to drobnostka, ale jak się mamy poważnie odnosić, to bardzo proszę. Na płycie outro pewnie całkiem nieźle siada. Dla mnie zawsze było zbędne, kiedy słucham utworu osobno. Poza tym szczera okejka. Solidna melodia, która za sprawą takiego wokalu wzbija się na wyżyny przebojowości. Szacunek dla zespołu, który za każdym razem mnie zaskakuje. Nie myślę zbyt często o Roxette, ale teraz przewijam jutuba, widzę pierwsze wyniki... natrzaskali sporo hitów, które do dziś bardzo dobrze kojarzę. Nawet tego ich pierwszego singla z 2011 roku pamiętam, był regularnie grany w tamtym czasie. Pozazdrościć wujasowi doświadczenia Roxette na świeżo. Za pierwszym razem ten numer zawsze jakoś pozytywnie razi specyficznym patosem, pompą. Historię wokalistki i informacje o śmierci pamiętam, bo nawet do mojej bańki informacyjnej te wieści dotarły. Bardzo przykra sprawa.

hellogoodbye - Here (In Your Arms)

Kolejny obskjur devowy. Kolejna sytuacja w ostatnim czasie, kiedy efekty na wokalu psują robotę. Przynajmniej w zwrotkach, bo refren ma już zupełnie inną dynamikę. Zwrotki brzmią jak podkład do filmiku promującego salon masażu czy innego obiektu zajmującego się medycyną estetyczną. Refren ma już poważniejszą energię, na którą moje wewnętrzności zwracają należytą uwagę. Całość odbieram więc dość ambiwalentnie. W 2007 roku jeszcze nie słuchałem zbyt świadomie, w wałbrzyskich okolicach wrocławska Eska zaczynała mieć problemy i w odbiorniku zbierała zakłócenia. Nie przypominam sobie tego kawałka za ChRL. Po serii mocnych uderzeń specyficzny średniaczek.

Miles Davis - Freddie Freeloader

Mentos ma ten dar trafiania. Ja to nawet Majlsa Dejwisa kojarzę od wielu lat. Poznałem go przed całą ławeczką queerów, przed odrodzeniem miłości wobec muzyki klubowej. Między Tangerine Dream i ich kopistami chciałem popróbować trochę żezu. Jako, że Mentos trochę racji ma z tym statusem Kind of Blue, to nic dziwnego, że spróbowałem właśnie tego. Bez żadnego osłuchania się z gatunkiem polegałem na różnych rankingach, dyskusjach i etykietkach, wiadomo. Do dziś nie do końca wiem, czy ja tak naprawdę jazz lubię, czy go rozumiem, co w nim najbardziej do mnie trafia. Mam za sobą dość wybiórczy, przypadkowy przegląd różnych rzeczy i dla wielu płyt poświęciłem tych kilkadziesiąt godzin. Kind of Blue to jedna z nich, choć dawno do niej nie wracałem. Z ręką na sercu dodam, że był moment w moim życiu, kiedy regularnie tłukłem Tutu! Tej to już w ogóle tak dawno nie słyszałem...

Najmocniejsze wrażenie robi opener. Drugi, czyli ten mentosowy, trochę zbliża się do muzaka, ale to nic złego. Rozsiada się na słuchawkach. Solówki ustawione w szeregu. W ten sposób całość płynie zupełnie niespiesznie. Przyjemnie, choć po przesłuchaniu wielu tygodni różnych ambientowych tworów Kind of Blue jest daleko w kolejce do przesłuchania na już. Za pośrednictwem naszej sympatycznej zabawy ma jednak szansę dostać... ekhm... szansę, a ja po raz kolejny doceniam tę muzykę. Wiem, że pewnie za szybko do niej nie wrócę, ale darzę ją sporym uznaniem. Zaskakująco oszczędny główny motyw robi robotę, gdy wraca na koniec. Zupełnie niepozorna klamra, która działa.

Po pierwszych odsłuchach bałem się, że nic ciekawego nie wypocę. Wczoraj byłem jakoś dziwnie cięty na wszystko poza Davisem xD Dzisiaj dalej na stolcu zwycięzcy sadzam pewnego trębacza, ale za nim reszta nie jest aż tak daleko. Roxette trafia w nuty sentymentalne, King Krule przyjemnie kojarzy się z innymi numerami, ma przebłyski, ale jest budzi wątpliwości. Draper niby też tak ma, ale dodatkowo trochę nudzi. Ostatnie byłoby siemkanarazie.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 lis 2022 20:39

Chyba oficjalnie możemy uznać, że Dragon is new Murzyn.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 07 lis 2022 20:59

King Krule - Out Getting Ribs

Pamiętam, jak Hien miał kiedyś faze na tego Krula. Nawet włączyłem ze 2-3 losowe utwory na YT i wyłączyłem z niesmakiem. Wydawało mi się, że gość jęczy jak na kiblu. No ale to były takie półminutowe odsłuchiki z góry skazane na porażkę. Teraz przystąpiłem do słuchania na poważnie. I powiem, że jest nieźle. Skromna aranżacja podoba mi się. Bardzo ładna gitara pogrywa od 0:37, choć pod koniec niepotrzebny ten gitarowy wybuch. Melodia taka niby nie jakaś wystrzałowa, ale bardzo przyzwoita. Po paru odsłuchach pozostaje w głowie. A wokal? Gość ma całkiem dobry niski głos, choć ma maniery wokalne, które mi nieco wadzą. Może śpiewa momentami zbyt agresywnie, nazbyt drze japę (na pewno dużo bardziej niż Gahan na SGR Tour). I tak dziwnie przeciąga i memla te końcówki wyrazów. Ciekawe jak jest w innych utworach. Hien chyba planuje wrzucić jego album, więc będzie szersze pole do oceny. Póki co jest ok. Im więcej słucham, tym bardziej się podoba.

Paul Draper – No Ideas

Nie znałem tego pana zupełnie. Ładny spokojny początek na pianinku. Pierwsze dźwięki to wręcz jak z Alienów. Po minucie wchodzą już inne instrumenty na bogato. I aranż brzmi bogato. Podoba mi się brzmienie. Pięknie pulsuje bas. Momentami przygrywa bardzo ładna gitara. Melodia też przyjemna i dosyć przebojowa. Nawet jest i kobitka na gościnnych występach. Przez cały czas ten utwór kojarzy mi się z czymś innym, ale nie mogę skojarzyć z czym. Maczał tu palce Wilson, więc może w tym tkwi sedno i słyszę echa jego muzyki? Wokal Drapera bardzo spoko.
Bardzo ładny, przebojowy i dobrze brzmiący utwór.

SOPHIE – Ponyboy

Dragon znowu rzuca czymś hałaśliwym. I strasznie chaotycznym. Sam autor wrzutki ma takie ulubione powiedzenie, że jakiś utwór stoi w miejscu. I Ponyboy od początku do końca stoi w miejscu jak widły w gnoju. Dlatego też pewnie mnie, podobnie jak Hienowi, te 3 minuty się mocno dłużą. Niby dzieje się dużo, ale to pozory, bo to wciąż to samo i w dodatku bardzo chaotyczne. Cały czas atakują nas bardzo agresywne dźwięki przy akompaniamencie fest basu i całej ławicy innych przeszkadzajek. Melodii tu praktycznie nie ma. Wokalu nie ma oprócz mamrotania i jakiegoś zawodzenia. Powiem szczerze, że najlepiej wspominam pierwszy odsłuch. Wtedy jeszcze myślałem, że to do przełknięcia. Ale każdy następny odsłuch niestety coraz bardziej mnie od tego utworu odstraszał. No nie dla mnie takie muzykowanie. Poprzednia wrzuta Dragona była bardzo fajna. Ale tutaj nie bardzo mogę coś przyjemniejszego napisać.

hellogoodbye - Here (In Your Arms)

Chyba dobra passa deva po 4 znakomitych kolejkach nieco przyblakła. Nie znaczy to, że jest źle. Ten utwór ma dla mnie dwie odsłony. Gorszą, czyli refreny i lepszą, czyli prawie cała reszta. Zwrotki są całkiem ok. Nic wielkiego, ale można nawet przyjemnie posłuchać. Taki lekki, przyjemny i odstresowujący przebój. Bicik daje radę, gitarki miło przygrywają, wokalista nie przeszkadza zbytnio. A potem przychodzi refren i robi się mniej przyjemnie. A wszystko za sprawą tych bezsensownie zniekształconych wokali. Nienawidzę takich zabiegów. Przynajmniej nie w taki sposób. Muzycznie refreny są rzeczywiście fajnie dynamiczne i byłyby spoko, gdyby mnie ten przetworzony wokal tak nie drażnił. Szkoda, bo byłoby dobrze, a tak jest tylko średnio.

Miles Davis - Freddie Freeloader

No sorry Mentos, ale ja nie umiem się odnieść do takiej muzyki i cokolwiek o niej napisać. Ostatnio nawet lubię lekko jazzujące utwory, ale tutaj to jest pełen hardkore. Jazz pełną gębą. A ja się na tej muzyce kompletnie nie znam. Dlatego nie zamierzam mówić, że to jest złe czy coś. To jest po prostu muzyka, której nie rozumiem. I jednak nie lubię. Jako gatunku muzycznego. Moglibyście mi puścić najlepszy utwór jazz i najgorszy, a ja bym pewnie nie usłyszał różnicy. Mogę jedynie powiedzieć, że to sprawdza się jako taka muzyka tła. Gdybym sobie siedział gdzieś w jakiejś knajpie i by to leciało w tle, to nie widziałbym problemu. W Orzyszu jest taki lekarz, u którego w gabinecie i poczekalni zawsze z głośników leci jazz. Cicho i nieinwazyjnie, ale robi fajny klimat, nawet dla kogoś, kto nie słucha jazzu. Moja żona twierdzi tak samo, że jest tam po prostu klimatycznie. No ale jakbym miał słuchać tego dobrowolnie w domu, to nie ma szans.
Sorry, że nic o tym utworze nie jestem w stanie napisać, ale to tak, jakby np. jakiemuś Murzynowi przypiąć narty i kazać skakać z mamuciej skoczni. I tu i tu jest to z góry skazane na niepowodzenie.

Kolejka taka ogólnie średnia. Najlepszy Draper. Krule to może być jakiś grower w przyszłości, kto wie. Na tę chwilę umiarkowana okejka. Utwór deva niezły, choć popsuty przez kombinacje z wokalem. Dragon za bardzo już tym razem wydziwił. Zaś jazzu nie kapuję ni w ząb.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 07 lis 2022 21:14

Paul Draper - No Ideas

Chciałem z początku delikatnie mehnąć nie tyle na ten utwór co na fakt natężenia hien-core'u w ostatnich kolejkach i lekkiego może już znużenia tym vibem z mojej strony ALE okazuje się że no nie mogę, bo patrząc na poziom tej kolejki Hien przynajmniej nie zawiódł. Najpierw myślałem że to będzie u mnie numer na poziomie The Smile ale jednak dojrzewał o wiele szybciej i bardziej. To naprawdę dobry utwór, a cała jego potencjalna "ultrowość" w moim odbiorze sprowadza się do jednego syntha w refrenie który to jest ni kwasowy ni funky i robi mi jakoś vibe zgodny z It's No Good. Zarzut co do numeru mam jeden, paradoksalnie taki że w gruncie rzeczy brakło pomysłu na lepszy refren xD gościnny kobiecy wokal w sumie był tu zbędny ale nie przeszkadzał mi też tak jak w numerze Anchoress.

Roxette - Listen To Your Heart

Pochwaliłem wuja niedawno za wrzutki z młodości to teraz mam za swoje, dostałem w papę Roxette. Numer w sumie klasyk, hicior ich chyba największy lub prawie, rzecz w tym że nigdy za nim akurat nie przepadałem (znajdą się może ze dwa numery ich którym mógłbym dać okejkę). Powrót nie był jakoś może bolesny, jak na tamtą epokę wszystko się zgadza, po prostu nie kręci mnie ten vibe a może ten konkretny numer (też jakąś ckliwą balladę z epoki pewnie wrzucę). Wersja singlowa byłaby pewniej ciut lżejsza, po 3,5 min. miałem nieco dość.

Sophie - Ponyboy

Tak jak ja niedawno utknąłem w bluzach z kapturem tak Smoku zafiksował się na punkcie queer wrzutek na moment. I w sumie chyba im to nie sprzyja bo serio też mam lekkie deja vu po Shygirl, tym razem w lekkim połączeniu z Arcą może. Basowe napieprzanie, metaliczne zgrzyty, strzały z pejcza, lekki chaos, bardziej sound niż kompozycja itepe itede. Odnoszę wrażenie że Dragon serwuje ciekawych wykonawców w nieciekawy sposób, nie wiem czemu ta bangerowatość miałaby jakoś zainteresować, Arca lepiej sprzedała swój queer w bardziej wrażliwym wydaniu a nawet jak zapędzała się w te ostre rejony to z lepszym wyczuciem. Sorry Dragonita, not this time.

Hellogoodbye - Here (In Your Arms)

Nieco już przywykłem że Musiał od czasu do czasu musi rzucić jakimś guanem z radia tudzież hitowych składanek, z Eriką i Daddy DJ jakoś uszło ale tu jest o jeden most za daleko nawet dla mnie. Zwrotki jeszcze może jako tako ale refren dyskwalifikuje ten numer na całym froncie, w szoku jestem że munlup postawił ten szajs na podium z Krulem, druga 25. przynosi chyba więcej zaskoczeń od pierwszej xD NO KURŁA NIE, bez jaj ale NIE.

Miles Davis - Freddie Freeloader

Na 30. urodziny moja wtedy jeszcze dziewczyna chcąc wkręcić mnie w jazz podarowała mi 3 jazzowe albumy które kupiła po konsultacji ze znajomym - muzykiem. Były to A Love Supreme od Coltrane'a, Astigmatic Komedy oraz Kind od Blue właśnie Milesa Davisa. Ten trzeci wydawało mi się że będzie najorzystępniejszy a ostatecznie chyba najbardziej się od niego odbiłem albo go olałem nieco. To końcówka lat 50. ale mocno chyba kojarzy się z 60. i z tą dekadą kojarzę modal jazz za którym jakoś nie przepadam. Jest album jeden Milesa z lat 50. który lubię, może wrzucę jakiś numer z niego kiedyś. Kind of Blue to troszkę jednak przynudzanie jest dla mnie, ale szanuję, Miles wielkim artystą był a ja nie wszystko muszę rozumieć i lubić. Niemniej odbiłem się kiedyś, odbijam się nadal i teraz.


I taka to Panowie kolejeczka widzicie, sporo nietrafionych w moje gusta tym razem, Roxette i Milesa szanuję ale za inne rzeczy, Sophie może trzeba będzie samemu zgłębić albo albumem nas gospodarz uraczy i wjedzie lepiej, guano kolejki dał Musiał bo dać musiał i w tej sytuacji Paul Draper ogrywa przeciwników jak dzieci we mgle - piosenką na którą nawet nie miał pomysłu xD
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 lis 2022 21:27

stripped pisze:
07 lis 2022 21:14
Paul Draper ogrywa przeciwników jak dzieci we mgle - piosenką na którą nawet nie miał pomysłu xD
To jest chyba najfajniejsze podsumowanie tego kawałka, jakie widziałem xD
shodan pisze:
07 lis 2022 20:59
ale tutaj to jest pełen hardkore. Jazz pełną gębą.
Oj Wuja, jak dla Ciebie Kind of blue to hardkor, to módl się żeby nikt tu jakiegoś free jazzu nie wrzucił.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 07 lis 2022 21:44

Ja i tak nie zauważę różnicy. Uwierz mi. Ten gatunek muzyczny jest dla mnie równie przejrzysty jak zasady gry w krykieta. :D
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 07 lis 2022 21:50

No to obadaj sobie materiał spod tego linka: https://www.youtube.com/watch?v=hxTZ2qA4brE i potem raz jeszcze Davisa xd
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 07 lis 2022 21:52

Mentos to naprawdę jak dla Murzyna wybór między skocznią dużą, a mamucią. Czyli żadna. I tak się zabije.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 lis 2022 21:56

Shodan, ale Ty nie chodź tak na łatwiznę, bo jak my zaczynamy pisać o monotonni wrzutek z Paniami, to się dziwisz i rzucasz krzesłami.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 07 lis 2022 22:01

Ale panie wykonują jednak szeroko pojętą muzykę popularną. A jazz to nie to samo. Nie porównuj nawet.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 lis 2022 22:13

Muzyka to muzyka, niektórzy potrafią się zgubić w popie, a z jazzem nie mają problemu. Trzeba próbować zrozumieć te muzykę.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 07 lis 2022 22:22

Hien nie o to chodzi. Prawdziwy jazzman może nie mieć pojęcia o muzyce pop. A w jazzie czuje się jak Dragon w queerach.
Ja wiem, czego nie chcę na tę chwilę.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 lis 2022 22:40

Ale to bestka Panie żołnierzu, może i nie chcesz, ale dostajesz i bierz na klatę.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 07 lis 2022 22:44

Wziąłem, uczciwie posłuchałem i dupa.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 lis 2022 22:46

Jeszcze Cię wytrenujemy. I tak największą sensacją jest murzyn mehający na jazz.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 07 lis 2022 22:49

Są gatunki muzyczne, że nie przejdzie. Tym bardziej, że prawdziwych jazzmanów tu nie ma. Co najwyżej jacyś sezonowi.