Best of Forum (Edycja albumowa)

Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Re: Best of Forum (Edycja albumowa)

Post 05 lis 2022 11:04

Murzyn wziął i zapomniał. Startujemy omawianie folklore od Taylor Swift.
shodan pisze:
29 wrz 2022 10:47
Pewnie Cię stripped nie zaskoczę znowu. A chciałbym, bo chętnie dla odmiany po Birdy, Sundfor i Keys wrzuciłbym coś innego, ale już się od Was nauczyłem, że wybory determinuje pora raku. Więc najwyżej ponarzekacie, że kolejna z rzędu pani.

Taylor Swift – folklore


Ten album musiał się znaleźć w tym zestawieniu. Czekałem tylko na odpowiednią porę, bo nie chciałem popełnić błędu jak z In Winter Melui, kiedy to album wybitnie zimowy zapodałem… wiosną.
Album folklor co prawda ukazał się w lipcu, ale dla mnie to taka typowo jesienna płyta. Sam ją zresztą poznałem jesienią i do tej pory roku mi najbardziej pasuje.
Folklore to ósmy studyjny album TS. Jego wydanie ogłosiła zaledwie na 16 godzin przed premierą, co było dla wszystkich ogromnym zaskoczeniem.
Pamiętam, że 2 lata temu z kawałkiem przeszukując playlisty na YT w poszukiwaniu nowych wrażeń bardzo się irytowałem, że wszędzie pełno było Swift. Znałem jej ze 3-4 hity i chociaż te utwory mi się nawet podobały, to myślałem, że to taka młodzieżowa gwiazdka nie dla mnie. Ale w końcu uległem presji i włączyłem jakiś utwór mówiąc sam do siebie „no dobra, zobaczmy ile ta tak mocno promowana amerykańska gwiazda jest warta”. No i los chciał, że pierwszy utwór mi się z miejsca spodobał. Potem poszedł drugi, trzeci, czwarty i uznałem, że to jest całkiem spoko. Ściągnąłem 2-3 albumy. A że akurat robiłem remont salonu, to przy robocie te albumy ostro eksploatowałem. I naprawdę ta muzyka mi podeszła. Po zapoznaniu się dokładnie z popowymi i przebojowymi albumami Red, Reputation i Lover ściągnąłem i przesłuchałem folklore. I po pierwszym odsłuchu pomyślałem sobie „e to już nie to”. Bo ta muzyka była totalnie odmienna od tego, co nagrała wcześniej. I była totalnie w moim ulubionym stylu, tylko że ja w tamtym momencie jeszcze o tym nie wiedziałem. Ale już po dwóch kolejnych odsłuchach byłem pewien, że ten album to dla mnie strzał w dziesiątkę. Wszystko się zgadzało: wokalistka z bardzo przyjemnym głosem, klimatyczne i nastrojowe utwory, właściwie głównie żywe instrumenty z ogromną ilością mojego ukochanego pianina i piękne kompozycje.
Album ma 16 utworów, co dla niektórych może być za dużo. Szczególnie dla tych, którym muzyka nie podejdzie. No ale tyle jest i ja osobiście nic bym nie usunął, bo dla mnie nie ma tu słabszego utworu. Muzyka pasuje mi w 100%, więc długość działa tylko na korzyść.
Swift wirtualnie współpracowała z producentami Aaronem Dessnerem z The Nacional i Jackiem Antonoffem . Nagrała swoje wokale w domowym studiu, które zbudowała w swojej rezydencji w Los Angeles , podczas gdy Dessner i Antonoff pracowali odpowiednio w Los Angeles i Nowym Jorku.
Tak naprawdę sądzę, że stylistycznie ta muzyka nie jest może jakoś znacząco inna od jej niektórych dokonań. Miewała już utwory w podobnych klimatach. Tu sprawa rozbija się raczej o aranże. Zamiast mocnych bitów czy popowych aranżacji mamy stonowane akustyczne klimaty. Folklor jest muzycznie surowy i oszczędny. Album powstał jak pisałem w zaciszu domowym. Być może gdyby nie Covid-19 i powszechna izolacja, to taka intymna i klimatyczna płyta nigdy by nie powstała. Taylor zamiast nagrywać folklore jeździłaby z tourne po świecie promując album Lover. Na szczęście dla takich jak ja pandemia pokrzyżowała jej szyki.
Folklor to również zmiana na płaszczyźnie wokalnej. Nie ma tu wokalnych popisów czy fajerwerków. Jest wokalny minimalizm. Taylor śpiewa często używając dolnych rejestrów, co mnie bardzo się podoba. Jest ładnie i zmysłowo po prostu.
Już sama genialna okładka zachęca takich słuchaczy jak ja do posłuchania muzyki. Co może być dla takiego miłośnika przyrody jak ja większą zachętą, niż wokalistka na tle pięknego lasu? Oj sam wiele godzin przespacerowałem po leśnych ostępach z folklore w słuchawkach. To idealne warunki do słuchania tej muzyki.
A muzycznie na folklor jest niezwykle nastrojowo. Taylor i jej maleńka dwuosobowa grupka współpracowników udowadnia, że czasami mniej znaczy więcej.
Moje ulubione momenty na płycie to: przecudny wręcz August (mój ulubiony utwór TS, którego nie dałem właśnie w bestce utworowej ze względu na tę bestkę), singlowe Cardigan, My tears ricochet, Invisible string, Epiphany oraz niesamowity i przeszywający Exile zaśpiewany w duecie z Bon Iver. Ale inne utwory naprawdę nie odstają. To bardzo równa płyta dla kogoś, kto lubi takie klimaty.
Nie ukrywam, że folklore to zdecydowanie mój ulubiony album w dotychczasowym zestawieniu. Na bezludną wyspę na pewno bym go zabrał o ile miałbym chociaż 3 sloty.
Mam świadomość, że jej styl nie każdemu może przypaść do gustu. Dla niektórych będzie też pewnie przydługo. Ale mam nadzieję, że każdy chociaż cokolwiek z tego wyłowi dla siebie.

https://www.youtube.com/watch?v=nn_0zPA ... bH&index=8

Podstawowy album to 16 utworów.
Mam nadzieję, że tempo tej kolejki nie będzie tak wolne, żebyście musieli słuchać tego zimą. :/
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 07 lis 2022 22:25

No dawać, biorę wszystko na klatę. :D
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 07 lis 2022 22:38

Ty Hien zarzucasz innym a sam słuchasz za pięć dwunasta. :D
Nieprofesjonalne podejście do tematu. :dont: Tak się nie uda chyba.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 lis 2022 22:44

Ja folklore już słyszałem dwa lata albo rok temu, teraz sobie przypominam, mam w sumie te same przemyślenia co wtedy. Jutro będzie recenzja.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 07 lis 2022 23:24

Bezpiecznie rzucę, że najpóźniej się melduję tutaj w czwartek
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 08 lis 2022 12:05

Taylor Swift – folklore

Oto ona, królowa wśród śpiewających pań Shodana. Wuja wyskakuje z płyt, które uważa za asy w swojej kolekcji, a że ma ponad 11k scrobbli Taylor Swift, to raczej wie co mówi. No i, żeby nie trzymać tu nikogo za jaja niepewności, od razu powiem, że to jest spoko płyta, ale nie bez problemów.

Na wstępie muszę wyrzucić z siebie, co mi się najbardziej nie podoba na tej płycie, a mianowicie jest to produkcja. Te piosenki są tak koszmarnie skompresowane, że czasami wręcz głowa mnie boli. Ta muzyka nie ma absolutnie żadnego oddechu, wszystko jest kompletnie sprasowane ze sobą, pianino, perkusja, wokal, itd, rozpiętość dynamiki jest praktycznie zerowa. Zwłaszcza robi to krzywdę wokalowi, bo żadne niuanse nie wchodzą w grę, głos jest płaski i dopasowany na kompie do reszty instrumentów, nie można liczyć na jakieś emocje (cichszy – głośniejszy wokal, z szeptu do krzyku), wszystko brzmi sztucznie (i zdecydowanie za dużo harmonii, to tylko pogłębia efekt płaskości). Typowa masówka, w ramach której odebrano duszę tej muzyce i to mnie jako słuchacza boli, bo o ile na „1989”, czy „Reputation” się tego tak nie odczuwa (ze względu na naturę muzyki), to na płycie z balladami efekt jest druzgocący (najgorzej to wypada w otwarciu albumu, czyli „The 1”). Ktokolwiek odpowiadał za mastering, nie czuł Taylor Swift i jej piosenek. A szkoda, bo to jest bardzo dobry album. Wystarczy posłuchać bootlegów z koncertów TS, żeby usłyszeć jak to powinno brzmieć. Zresztą, wrócę do tej kwestii na końcu.

Taylor ma talent do pisania ładnych piosenek, w ładnych aranżacjach, acz odnoszę również wrażenie, że ma pomysł na parę utworów, który próbuje rozciągnąć na kilkanaście. Ja rozumiem, że to była płyta pisana na YOLO, w trakcie pandemii, ale jednak. Nie wiem przez jaki pryzmat ludzie na to patrzą, bo generalnie „folklore” zdobył na świecie olbrzymie uznanie i to z miejsc, których się nie spodziewałem. Pamiętam kiedy Steven Wilson wrzucił na YT cover „The Last Great American Dynasty” i wtedy dotarło do mnie, że jak to ładnie mówią zagranicą, gówno stało się realne. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że o ile to jest ważny album w karierze Swift, to ogólnie lepsze albumy w tym stylu wychodziły, a dostawały niższe oceny. No, ale mniejsze o tym co sądzą inni, bo tu się liczy to, co ja sądzę.

Piosenki są bardzo ładne. Trochę czasu wymaga żeby przestały się ze sobą zlewać ze względu na aranżacje (dopiero za którymś razem zacząłem naprawdę rozróżniać te utwory), ale propsuję utrzymanie minimalizmu i spójności na tej płycie. Czasami pojawiają się interesujące dopełnienia, np. w „My Tears Ricochet”, które „rośnie” przez cały czas trwania utworu i takie zabiegi tu i tam na „folklore” potrafią na chwilę przełamać monotonię tego albumu, a robi się monotonny i to niestety dosyć szybko. Ludzie chwalą na tej płycie teksty i ogólnie spoko, ale fragmenty (o czym pisałem z Murzynem i pewnie on też do tego nawiąże) gdzie Swift rzuca fakami, to jest straszny cringe, bo te bluzgi wydają się być strasznie przypadkowe i takie, żeby jakaś nastolatka zrobiła „ojej”, słuchając, a nie bo faktycznie ten bluzg ma jakieś strategiczne dla utworu znaczenie. No, ale to taki drobiazg.

Czasami robi się odrobinę zbyt disneyowsko (np. wspomniane „My Tears Ricochet”, …) no i płyta jest za długa. Panuje tu niestety podejście „jak mogę za jedną opłatą pocztową więcej zamówić, to zamówię tyle ile się zmieści do paczki”. Albumy tego typu powinny być krótkie, najlepiej 30+ minut, max 40. Można sobie nawet wydać dwa naraz, ale niech to będą osobne zamknięte dzieła. W innym wypadku, człowiek zwyczajnie zaczyna się męczyć. To jest 16 BALLAD. Inb4 playlisty 16 ballad byś słuchał, a albumu 16 ballad już nie. TO NIE JEST TO SAMO XD Sporo z tych kawałków brzmi do siebie bardzo podobnie, to są bardzo amerykańskie ballady i przebijają się tutaj echa np. akustycznych albumów Springsteena. W zbyt dużych ilościach, ucho robi się niecierpliwie i zaczyna mehać na piosenki, na które by nie mehnął jeszcze pół godziny wcześniej. Brakuje mi trochę zróżnicowania w nastroju tych kawałków, tzn OK ja wiem, że to wszystko są ballady, ale wszystkie mają podobną, folkowo-optymistyczną aurę. Vibe jest fajny, ale kompozycje się ze sobą zlewają regularnie, płynąc w tych samych (tak się wydaje) czterech akordach. Niektóre kawałki naprawdę można było zostawić na jakieś wydanie deluxe i nie forsować dłużyzny (paradoksalnie, jeden z moich ulubionych kawałków - „The Lakes” - jest bonusem…).

Cardigan”, „August”, „The Last Great American Dynasty”, „This Is Me Trying”, „Mad Woman”, „Peace” (to rytmiczne pikanie w tle kojarzy mi się z doskonałym kawałkiem „Midnight” Coldplay, a gitara z „Albatrosem” Fleetwood Mac), „Hoax” i „The Lakes” to moje najulubieńsze fragmenty. „Exile” też miło pobrzmiewa klimatami Mumford & Sons, których bardzo lubię (Bon Iver zresztą też) i „Mirrorball” też jest spoko. To jest taka esencja, z której można złożyć wybitne EP (o ile nie krótki album), do którego bym wracał częściej. Przykro mi kiedy architektura albumu psuje trochę odbiór spoko muzyki, bo naprawdę wolę kiedy np. Leighton Meester wydaje 30-minutowy album w zbliżonych klimatach, zamiast godzinnego kolosa, który w połowie zaczyna męczyć i powoduje, że niezłe kawałki wydają się znacznie gorsze niż w rzeczywistości są. Kiedy odpalam sobie pojedyncze utwory z tego albumu, to jest naprawdę lepiej. I nie o to chodzi, że Wuja tutaj „nie zrobił wykonawcy przysługi wrzucając album, bo to i tamto”. Wykonawca sam sobie nie zrobił przysługi i to, stety niestety, też podlega naszej ocenie. Układanie albumu to sztuka sama w sobie, a ja tu tego nie czuję. Mam wrażenie, że po prostu Taylor walnęła wszystko co miała, do folderu „folklor <3” i tak to wyszło. I nie ma tu tego eksperymentalnego uroku, co u Radiohead kiedy ułożyli tracklistę „A Moon Shaped Pool” alfabetycznie i okazało się, że flow jest fenomenalny. No, ale już starczy o tym, za dużo miejsca poświęcam już tej kwestii. Po prostu ta płyta mogła być lepsza i to nawet z tym samym materiałem (ale np., rozłożonym na dwie płyty, chociaż nie wszystko na „folklore” jest na równym poziomie). Będę wracał do utworów z tego albumu bo ma sporo naprawdę dobrych. Czy będę wracał częściej do całego albumu? NIE WIEM™ BTW, czytając na Wikipedii o tej płycie, dowiedziałem się o istnieniu cottagecore i mnie to rozwaliło xD

Na zakończenie jedna uwaga. Będąc przytłoczonym chujową produkcją płyty, moje oko padło na coś, co nazywa się „folklore: the long pond studio sessions”. I to był strzał w dziesiątkę, bo to sesja live z całym albumem (plus bonus) zagranym w studiu. Tu już nikt nie tłamsił tego pod radio i co. Brzmi to milion razy lepiej. Może nie perfekcyjnie, ale wrażenia moje był miażdżąco lepsze. Do tego, Taylor śpiewa naturalnie, solo, ale nie sama ze sobą w ilości x 10 (zwłaszcza w „Mirrorball”). Polecam tę wersję, brzmi doskonale i to chyba będzie moje go-to „folklore”. I pomimo napastliwego charakteru tego tekstu, ja naprawdę uważam, że Taylor jest spoko i generalnie to jedna z przyjemniejszych wrzutek Shodana. Może za bardzo rozkładam na części ten album, ale czuję po prostu, że traci u mnie z głupich powodów, których można było uniknąć. Może po 11 tysiącach odsłuchań, nie no żartuję, może po kilku następnych odsłuchach całości, na przestrzeni dłuższego czasu niż ten tydzień, to wrażenie ustąpi i będę mógł skorzystać z tematu Murzyna o powrotach i zakomunikować Porcupine Tree Szanownym Kolegom, że „folklore” się uklepało. Oby tak było!
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 08 lis 2022 13:07

Hien pisze:
08 lis 2022 12:05
Oto ona, królowa wśród śpiewających pań Shodana.
To fakt. Odebrała ten tytuł Susanne Sundfor. :)
Fajna i wyczerpująca analiza. Pisałem na początku, że to moja najważniejsza wrzutka z dotychczasowych, choć jednocześnie bardzo obawiałem się Waszego odbioru. Bo Hien ma rację. Album jest bardzo długi i monotonny. Zdaję sobie z tego sprawę. Ale Taylor już tak ma. Jej większość albumów taka jest. Dla mnie jako fana nie ma problemu. folklore mogłoby trwać i 2h, ale dla innych to może być problem. Ja sam nie lubię, gdy Wasze albumy są za długie, jak choćby Gang Starr. W dodatku to są same ballady, więc siłą rzeczy dla nowicjusza nie będącego fanem to musi być monotonne.
Co do produkcji to zdaje się takie było założenie twórców. Płyta nagrywana właściwie w domu. Mam też folklor w wersji the long pond studio sessions i to jest bardzo dobre. Choć nie wszystko mi się bardziej live podoba. Mam mniejszą wiedzę muzyczną od Hiena i może mniej wyczulone ucho, że mi ta produkcja nie przeszkadza. Czasami jak piszecie o jakichś niuansach techniczno-brzmieniowych, to ja nawet nie wiem, o co chodzi. Sami w większości muzykujecie, więc macie o tych sprawach inne pojęcie niż ja. Może to i dobrze nie znać się tak bardzo. ;)
W każdym razie z odbioru Hiena jestem naprawdę zadowolony. Mnie samemu zajęło chwilę, zanim naprawdę zakochałem się w folklore.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 08 lis 2022 13:19

Ja się wcale nie znam Shodan, nie jestem Jari żeby tu wciskać taki kit. Można rzucać jakimiś hasłami i niuansami, ale to wszystko sprowadza się do uniwersalnej rzeczy - czy się dobrze słucha, czy nie. Staram się żeby jakaś techniczna wiedza nie sugerowała mi wrażeń z odsłuchu, ale tutaj po prostu było to dla mnie słyszalne. Akurat nagrywanie w domu to nie ma nic do rzeczy, może właśnie gdyby Taylor wzięła gitarę, czy usiadła do klawisza, włączyła jeden mikrofon i to nagrała, to wyszłoby lepiej, naturalniej, bardziej z sercem. Można gdybać. Ale jeśli włączysz sobie np Birdy, to zauważysz, że tamta muzyka oddycha, a tutaj dźwięki dosłownie walczą ze sobą o wyjście na pierwszy plan, co powoduje bardzo klaustrofobiczną atmosferę. No, ale dosyć już tej analizy.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 08 lis 2022 14:14

Nigdy na to brzmienie folklore nie zwróciłem uwagi. Teraz jak sobie posłuchałem tych samych utworów w wersji albumowej i live bezpośrednio po sobie, to słyszę, że brzmią trochę inaczej. Ale raczej mam na takie rzeczy chyba mniej wyczulone ucho. Jak muzyka mi się podoba, to jestem w stanie chyba dużo wybaczyć.
Czytam sobie taki blog Audiofanatyk, gdzie gość recenzuje sprzęt muzyczny, głównie słuchawki. No i opisuje takie rzeczy, że często nie mam pojęcia o co chodzi i jak on to wszystko wyłapuje. To tak jak różnica między patrzeniem się na zdjęcie rentgenowskie przez lekarza i przypadkowego pacjenta. Pacjent nie widzi nic oprócz jakichś jaśniejszych i ciemniejszych plam. Dobry lekarz z tych samych plam odczyta wszystko w parę chwil.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 08 lis 2022 14:34

No i to jest najważniejsze, że Tobie to nie przeszkadza.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 10 lis 2022 01:12

5 dni i tylko jedna recenzja, pozdro panowie xd
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 10 lis 2022 01:15

Pozdrawiam z mojego braku czasu na dwie-trzy godziny z płytą przy pracy, zajęciach i innych duperelach. Jutro wjeżdża recka płyty i teledysków
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 10 lis 2022 09:14

Ja też najwcześniej jutro wieczorem Swift i wideoklipy :(
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 10 lis 2022 09:19

Zaczyna się xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 10 lis 2022 09:40

Ja najwcześniej jutro Tejlor xd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 10 lis 2022 20:53

Taylor Swift - folklore

Wreszcie nasłuchałem się tyle razy, że mogę napisać coś konstruktywnego. Odnoszę wrażenie, że ta recenzja to spodziewana pisanina, tyle że z opóźnionym zapłonem. Dla odpowiedniego nastawienia przed ostatnim razem poleciał mój ulubiony I Knew You Were Trouble.

Jako całość folklore jest: męczące, jednostajne, zbyt gładko wyprodukowane. Gubi moją uwagę. Po bliższym wsłuchaniu się idzie odnaleźć różne inspiracje, ale cóż... to próba popisania się umiejętnością gotowania bez korzystania z przypaw. Pod ręką tylko sól i piasek, którego w głosie TS nie brakuje. Dzisiaj rzetelnie zacząłem wyławiać co smaczniejsze kąski i parę momentów chwały znalazłem. Wyróżniam trzy kawałki. Już wcześniej docenione American Dynasty to taka ballada na sterydach. Ma interesująco poprowadzoną perkę, melodia się aż tak nie narzuca, to bardziej jak opowiadanie, tyle że bez zbędnego patosu, natłoku wrażeń. Cardigan ma najbardziej uroczy pseudo refren (zawsze w drugich częściach zwrotek TS śpiewa co innego, ale mniej więcej pod podobną melodię), dźwiga ten płytki muzyczny krajobraz. Jest też Epiphany, który zaczyna się soczystym dronem, co wcale nie tak od razu wychwyciłem. Śmieszna sprawa, za którymś razem słuchałem płyty w blokach po cztery utwory i akurat Epiphany otwierało ostatni. Przez chwilę zastanawiałem się czy włączyłem odpowiednią rzecz... zaskakująco oderwane od reszty, ale potem wjeżdżają wokale i wracamy na ziemię, choć tego typu ballady tutaj tak często się nie pojawiają. Dlatego na plus.

Już wstęp jest byle jaki, liryki w wielu przypadkach cierpią na straszne przegadanie, te fucki to też osobliwa potrzeba duszy. Mój faworyt nie ma szczęścia, zaraz po nim wskakuje najgorszy plumken, który za sprawą śpiewającego ziomka każe zwracać uwagę na totalnie oklepaną metaforę z filmem... Nie dość, że pomału płyta w tym momencie zaczynała mieć sens to jeszcze te teksty były w porządku. Potem dostajemy serię różnych rzeczy, od strasznych zapychaczy do numerów z dobrymi refrenami, gdzie reszta jest przegadana (my tears ricochet, august, this is me trying). Mirrorball brzmi jak natchniona odpowiedź i nawiązanie do Cocteau Twins i My Bloody Valentine. Ma taką dreamową atmosferę, choć wyczuwa się ją w bardzo bezpiecznej przestrzeni. Invisible String też działa na zasadzie ciekawego rytmu, odpowiednio podanej melodii... szkoda, że potem rozwija się w niezbyt przyjemny sposób.

Numerów na pewno jest za dużo. Zakończenie kompletnie nijakie, Peace tak niepozornie przechodzi w Hoax, że właściwie idzie przegapić moment zakończenia. Poza oczywistą sytuacją, w której muzyka przestaje grać. Na zdrowie wyszłoby wycięcie połowy. Dlatego Heartstrings jest tak dobre, a folklore tak szybko nuży i prowokuje do znalezienia sobie dodatkowego zajęcia. Young Heart wydawało się bardziej zróżnicowane, choć klimatycznie dość podobne. Za dużo się tutaj dzieje, bym chciał to puścić na spacerze. Nie jestem też pewien, czy faktycznie wokal TS się nadaje do godzinnego materiału podanego w ten sposób. Nie ma tutaj jednoznacznie zwiewnych lub konkretnych piosenek, wszystko jest nieznośne kompromisowe, wypośrodkowane. Na 30 minut byłoby super.

Boje się, że i tak będę wracał tylko do The Last Great American Dynasty. Na pewno w najbliższym czasie tym się skończy.
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 10 lis 2022 22:13

Dragon pisze:
10 lis 2022 20:53
Mój faworyt nie ma szczęścia, zaraz po nim wskakuje najgorszy plumken, który za sprawą śpiewającego ziomka każe zwracać uwagę na totalnie oklepaną metaforę z filmem...
O tu akurat lekkie zdziwko. Nie spodziewał bym się. :roll:
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 10 lis 2022 22:18

A czemu tak? xd
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 11 lis 2022 09:34

No że akurat exile najgorszy.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 11 lis 2022 10:24

Taylor Swift - folklore

Po całkiem udanej zachęcie jaką po czasie okazał się utwór "tolerate it" byłem nawet ciekaw tego jak TS wypadnie na dłuższym dystansie i czy ma jeszcze jakieś takie zgrabne utwory w zanadrzu. Liczyłem na wrzutkę z Evermore, otrzymałem Folklore, no zobaczmy jak to wypadło w praniu...

Album zaczyna się od dość chwytliwego utworu The 1. Prosta zapętlona melodia, lekki vibe, jedno co z miejsca uwiera mnie w ucho to Taylor używająca wulgaryzmu i za każdym razem kiedy z jej ust pada na tej płycie jakieś "shit", "fuck" itp. brzmi to dla mnie potwornie żenująco i kompletnie gryzie się z jej wizerunkiem grzecznej blondynki z dobrego domu jaki miałem w głowie. Nie znaczy to że nią nie jest, dla mnie korzystanie z tego słownictwa wygląda jakby po prostu usilnie próbowała być COOL i zaimponować starszym chłopcom w liceum czy coś xD jednym słowem - ZBĘDNE. Szkoda bo numer nawet spoko. Z uwagi na długość tej płyty pozwolę sobie nie robić takiej recenzji kawałek po kawałku tylko skupić na tym co się wyróżniało. Cardigan z grubsza powiela dla mnie schemat pierwszego utworu i trzyma podobny poziom. Następnie mamy dwa utwory za którymi nie przepadałem od początku ale się przegryzły czyli Last Great American Dynasty i Exile. Pierwszy jednak obłaskawił mnie żywszym rytmem a drugi, pomimo że powiela wyświechtany schemat balladowego duetu i kojarzy mi się z Gagą i Cooperem nie jest tak dobry aż jak tamten duet, ale to wciąż ŁADNY utwór. Później wchodzi na albumie chyba mój ulubiony duet czyli My Tears Ricochet oraz Mirrorball. Delikatna produkcja, przyjemne wokale zwłaszcza jakoś. Następny numer który jakoś przykuwa uwagę to bardziej przebojowy August ze fajną lekką gitarą, ale co do gitary to jeszcze fajniejsza, bardzo dźwięczna jest ta w Invisible String, z miejsca czyni utwór przyjemnym w odsłuchu, nie wiem czy to nie mój faworyt na tą chwilę. Naprawdę niewiele trzeba czasem, prosta melodia, fajne brzmienie gitary i jest już ok, czasem mniej znaczy więcej tak jak tutaj. Po drodze do końca plyty mijamy jeszcze najbardziej nieznośną na albumie Betty, nie trawię tego numeru od początku, jakoś mnie to mierzi nie wiem czemu że Tejlor ma trzy dychy na karku i tak ckliwie rozpamiętuje jakieś utracone licealne przyjaźnie a może w sumie coś więcej, bo to chyba była jakaś nieudana romantyczna wycieczka ze strony tytułowej Betty i chyba tylko to jako jakieś shock value tu miało podnieść walory tego numeru opartego o fatalny pseudo country aranż. Czym prędzej zapominam o tym albo chociaż próbuję i uwagę zwracam ku zamykającemu album Hoax. Znów prosta chwytliwa melodia, tym razem fortepianu i wokal tu grają pierwsze skrzypce nie przeszkadzając sobie nawzajem, gitara i smyczki uzupełniają to nienachalnie i mi ten klimat pasuje. Bonusowe The Lakes jest ok i tyle, nieco przebojowe czy tam chwytliwe ale nie kręci mnie, wolę kończyć płytę na Hoax.

Ten album nie ma jakoś może złej muzy w sobie, jego wady leżą dla mnie gdzie indziej. Jak wspominali moi poprzednicy ta płyta jest zdecydowanie za długa i przy jej sporej spójności brzmień szybko męczy słuchacza. Jeżeli ktoś męczył się tak samo brnąc przez moje Gang Starr to kajam się, biję w pierś i obiecuję poprawę bo to była ciężka droga naprawdę. Im dłuższy jest album tym więcej należałoby robić odsłuchów tak naprawdę, ja po trzech czuję przesyt. To w sumie czwarta taka ciepła, mocno akustyczna płyta ze strony shodana po Katie Melua, Susanne Sundfør i Birdy i jak dla mnie wypada chyba najsłabiej, lub na równi z Birdy. Nie czuję bym znalazł tu też coś na miarę lubianego przeze mnie Tolerate It, pozwoliłem sobie nawet rzucić uchem w międzyczasie na album Evermore i się tym bardziej zawiodłem na shodanie bo tamten album wydaje mi się lepszy, z miejsca praktycznie polubiłem kilka utworów jak np. Willow czy Champagne Problems, nie czuję by utwory tej klasy były na płycie Folklore. Jest to chyba najbardziej wymęczona recenzja w historii tej bestki z mojej strony, odczuwam wypalenie rasowymi śpiewającymi paniami by wuja shodan, nie znalazłem tu raczej muzy dla siebie bo tekstowo mnie te kawałki nie ruszały, ogólnie jakichś feelsów nie miałem, wszystko jest takie wymierzone, ładnie wykonane ale nie poczułem żadnych emocji. Najcenniejsze co wynoszę z tej wrzutki to lekcja jak NIE serwować muzyki którą się lubi. Bardziej widzę jak ważna jest długość i jej relacja do różnorodności stylów czy brzmień na płycie, spójne wrzutki lepiej działają na krótszych dystansach i Folklore zyskałoby skrócone do 10-12 utworów. Nie wykluczam takiego spójnego acz krotkiego albumu w najbliższym czasie z mojej strony.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup