Best of Forum II

Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 14 lis 2022 00:35

Wartości muzycznej może wielkiej nie ma
Lubię takie bezwartościowe rzeczy :evil: znowu trochę nie wiem co tutaj jest do szukania, ale na razie same miłe zaskoczenia! Vibe w głowach pracuje
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 14 lis 2022 01:04

Shodan tak pisze jakby na co dzień Mozarta słuchał xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 14 lis 2022 08:56

No właśnie Dragon, vibe. 3 min wciąż tych samych prostych zagrywek nie jest żadnym muzycznym wyczynem. Ale działa vibe. I o to chodzi. Co tu się dąsać?
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 14 lis 2022 09:02

Ja np zawsze uważam, że dobrze uchwycony minimalizm zawsze będzie miał większa wartość w muzyce. Łatwo otumanić ludzi przepychem, pozorną kompleksowością i wirtuozerią, trudniej zrobić coś naprawdę prostego, co zadziała. Muzyka to nie sport, tu nie chodzi o "wyczyny".
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 14 lis 2022 09:18

No dokładnie. Moje wyrażenie nie miało wcale na celu umniejszania czegoś temu utworowi. Zwykła uwaga, że mimo prostoty podoba mi się. Może powinienem użyć raczej sformułowania "wartości artystycznej" zamiast "muzycznej". Czasami człowiek nie mogąc dobrać w danym momencie odpowiedniego słowa wyrazi się nie do końca tak, jakby chciał.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 14 lis 2022 10:09

"Wartości artystycznej" zabrzmiałoby równie arogancko, bo trochę nie wiem na jakiej podstawie tę wartość ważysz. Jeśli tylko ze względu na prostotę, to jednak słabo. Myślę, że osobiste preferencje nie mają wpływu na "wartość artystyczną", czy "muzyczną". Są takie utwory Wuja, długie, wirtuozersko zagrane, skomplikowane, które byś z miejsca wywalił do kosza i uznał ich wartość muzyczną za zerową, uwierz mi xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 14 lis 2022 12:32

shodan pisze:
14 lis 2022 08:56
nie jest żadnym muzycznym wyczynem
Mogę tylko za Hienem rzucić, że to bardzo niefortunne określenia. Wartość muzyczna nie jest wtedy, gdy jest dużo i skomplikowanie

I wcale nie ma identycznych zagrywek, w środku jest mała ewolucja tego podstawowego motywu ;)
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 14 lis 2022 13:13

Ja tylko dodam, że recenzje do dziś, do północy i lecimy dalej, tak dla kolegi Mentosa, który chyba dla zasady zawsze czeka na ostatni dzień żeby wkurzyć resztę.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 14 lis 2022 20:26

W ogóle, czytając o Planie B, przypomniało mi się o Łąki Łan, bo to dobry zespół i zajrzałem co tam u nich, a tu się okazało, że wywalili Paprodziada, bo okazał się covidowym szurem i pro-ruskiem w kwestii wojny na Ukrainie. Co za typ…
Popierdolone w sumie, że to zawsze idzie ze sobą w parze

Chylińska - Zima

Hah, późny rok 2009 wywołuje u mnie masę rozlicznych wspomnień. Byłem wtedy głupawym, bodaj szesnastoletnim szczylem, chodziłem do licbazy, szansę na wyrwanie kogokolwiek miałem takie same jak Polska na złoto na tegorocznym mundialu, ale co mnie to obchodziło? Miałem apru znajomych, miałem wolny czas i mało problemów, oraz wkraczałem nieśmiałymi krokami w świat POPKULTURY, bo zaczynałem interesować się takimi rzeczami jak muza, film etc. Co prawda znałem wtedy Depeche Mode i jakieś randomowe hity pobrane z jakichś wrzut, ale kto by sie tam przejmował pierdołami. Jakoś też pamiętam, że w tamtym czasie w mojej bańce było zaskakująco głośno o tej "rewolucji" wizerunkowej Chylińskiej, bawi mnie to, że generalnie to pamiętam, że oburz na to był taki, jakby nwm zabiła kogo albo jakiesik rzeczy, jak nie większy. W sumie to nigdy tej płyty nie spytałem, w tamtym czasie po klubach się nie szlajałem, więc pytanie - jak oceniam zimę na chłodno (hehe)? Ano trochę MROZI. xD Nie wiem, wstęp zapowiada coś nawet fajnego, potem niby jest jakiś czas fajnie, ale generalnie całość jest mocno generyczna, nijaka i po prostu przeciętna. No może mógłbym się pod to pobujać w jakimś klubie w Bełchatowie po 3 Tatrach, ale sam z siebie to raczej nie wrócę.

Mansun - Mansun’s Only Love Song

NARESZCIE mam pretekst do ogarnięcia tego zespołu. Tak, wiem, mogłem to zrobić wcześniej - moze nie w listopadzie 2016, bo wtedy byłem zajęty jeżdzeniem do Wrocławia i z powrotem (piękne czasy mojegeo życia, chyba jakoś wtedy zaliczyłem koncert Pr0bl3mu, na którym musieliśmy czekać na Oskara 3 godziny xD) i w sumie to nawet nie miałem kontaktu z MUNLUPEM (tutaj kolejna męczaca dygresja - jakiś czas temu znalazłem kilkanaście swoich postów z 2017 roku i byłem w totalnym szoku, bo zupełnie nie pamiętałem, abym w tamtym roku się tu udzielał xd). Ale lepiej późno, niż gołąb na dachu. Łata progresywnego brit-popu pozornie absurdalna, ale jak tak słucham to faktycznie nic lepszego mi nie przychodzi do łba. xD To faktycznie brmzi jakby Wilson nagrał niby dla jajec, ale na poważnie coś britpopowego, a w większym szoku jestem z racji tego, że ten britpop jest bardzo dobry. Szapoba, rzecz fajoska i tyle w tym temacie póki co, chyba trzeba będzie się wkręcić i podpieprzyć kolejną, po Fishmans, zajawkę Munlupowi.

Katy B - All My Lovin'

Byłem pewien po jednym odsłuchu (jednej nutce hehe), że Katy B to coś, co mogło dominować na listach przebojów gdzieś w późnych zerosach. Zrobiłem research i się okazało, że to jednak miało miejsce trochę później. Gdy ten singiel wychodził, to ja siedziałem w piwnicy i słuchałem Coila oraz GY!BE, więc jakoś mi umknął, nie wiem co o nim bym wtedy napisał, ale w dupie to mam. xD Kurde, nie wiem co tu konkretnego napisać. Fajny popik w sumie. Taki o, myślę, że lepiej by mi się pod to kręciło dupsztalem w klubie niż pod Chylińską, ba, nawet odnajduję przyjemność ze zwykłego słuchania! Przyjemne, zobaczymy z czasem.

bine☃ - Get 2 U

Znowu notka nadaje kontekst czasowo-przestrzenny, ale przecież o to w tym chodzi jakby, co nie. xD W sumie to smiesznie się złożyło, bo ja w tamtym czasie byłem wkręcony w społeczność związana z tzw. hmmm... kulturą internetową, jeśli kolega Robert kojarzy fanpej z brzydkim słowem oraz cyferką trzy w nazwie, to to ja byłem. Z perspektywy czasu też uważam, że to środowisko było raczej toksyczne i w ogóle, acz parę znajomości się zachowało, a poza tym to znalazłem parę miesięcy później dziewczynę, a to sprawiło, że jednak szybko wyrosłem z zadawania się z jakimiś edgelordami memiarzami. No, ale to temat na zdecydowanie notkę towarzyszącą jakiemuś utworowi, który kojarzyłby mi się z tamtym czasem. W sumie fajne to, też mi się skojarzyło z vaporem, ale jednocześnie nie ma tutaj AŻ TAK nachalnej retromanii co zazwyczaj, mimo zachowania klimatu. W miarę spoko sprawa, może nie wyrwało mnie to z kapci, myślę, że lepiej by mi się tego słuchało jako fragmentu jakiejś płyty typu SPOKO, na której zapewne ten kawałek nie wyróżniałby się ani in minus, ani in plus. I to nie jest zarzut, bo oprócz rzeczy wybitnych i chujowych są potrzebne też rzeczy solidne, bo to na nich stoi ten świat czy coś. xD

Chris Botti feat. Bridget Benenate - Ever Since We Met

Kisnę trochę z poznawania jazzu od Soft Machine oraz Cinematic Orchestra. xD Generalnie faktycznie moje skojarzenia dryfują wokół tego co pisze Musiał. RAM Cafe, aspirująca klasa średnia w średniej wielkości mieście, radio Chill Zet, dom z anturażem, który przestał być modny w późnym 2009 roku, soundtrack do (lekko zapomnianej) komedii romantycznej ze Żmudą-Trzebiatowską (którą w obecnych czasach można obejrzeć najwyżej na Polsat Film w sobotę po 23), ew. napisy końcowe jakiegoś serialu na TVN z 00sów(też ze Żmudą-Trzebiatowską), WIĘCEJ radia Chill Zet, bus dowożący mnie do szkoły średniej. Czy to są jakieś rzeczy, które wywołują u mnie szczególnie ciepłe skojarzenia? Raczej nie. Czy są to rzeczy, które mimo wszystko wywołują u mnie sentyment do czasów, gdy byłem serio młody? Tak. Czy to jest jakiś szczególnie dobry kawałek? Nie wiem. Czy bredzę? Być może. Nie no, nawet spoko, ale w większych dawkach by mnie ten MUZAK rozpuścił, ale powiedzmy, że doceniam.

No i taka kolejeczka o. Fajnie, ze Kuba sprzedał Mansuna, bo fajne toto jest, wrzuty dragona i shodana rzetelne, do pana Chrisa z koleżanka oraz pani Agnieszki oddzwonimy.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 14 lis 2022 21:01

Zabawne jest to, że o życiu i przeżyciach Mentosa można się więcej dowiedzieć z jego recenzji innych wrzut, niż z jego własnych wrzut xd
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 14 lis 2022 22:17

nie no, pisałem o tym koncercie Pr0bl3mu już, a w sumie to nic innego się u mnie nie wydarzyło
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 14 lis 2022 22:29

Hien pisze:
14 lis 2022 21:01
Zabawne jest to, że o życiu i przeżyciach Mentosa można się więcej dowiedzieć z jego recenzji innych wrzut, niż z jego własnych wrzut xd
Też zauważyłem. Zawsze opisuje, co robił w czasie, gdy dany utwór ujrzał światło dzienne. :D
No ale spoko, wcale nie szkodzi. Ja nie mam takiej pamięci do przeszłości.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 14 lis 2022 23:41

mintaj pisze:
14 lis 2022 20:26
musieliśmy czekać na Oskara 3 godziny xD
Wystarczyło puścić Księżycowy krok i zachęcić kogoś do głośnego gadania w tle ;---)
kolega Robert kojarzy fanpej z brzydkim słowem oraz cyferką trzy w nazwie, to to ja byłem
A pamiętasz dokładnie tytuł? Było tego tak dużo... nawet z cyferkami się trochę przewinęło
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 14 lis 2022 23:52

Mentos czekał na Oskara 3 godziny, ale to nic w porównaniu z tym ile my czekamy na niego tutaj. Proponuję aby od teraz, po pojawieniu się przedostatniej recenzji, Seba miał 24 godziny na wrzucenie swojej. Może skończy się blokowanie. BTW mi się podobają te osobisty fragmenty w opisach numerów innych, oby tak dalej.

Szybkie podsumowanie kolejki z mojej strony i lecimy dalej: szok, że Mansun zebrał tak zwany "universal acclaim" (no ok, Wuja trochę pozrzędził chwaląc, ale nadal chwalił), nie pamiętam kiedy ostatni raz mi się udał taki trik. Bałem się, że się za bardzo spuszczam w opisie, ale wychodzi na to, że wielkość tego kawałka to nie jest jakiś tylko mój core, ale to jest ogólnowojskowo dobre i tyle. Fajnie.

Thom Yorke - Unmade

Jak to jest, że Munlup znowu wrzuca Radiohead i to jest ok… nie no, dobra, tym razem nie do końca Radiohead. Wiele solowych rzeczy Yorka mógłbym tutaj umieścić, ale żadna nie jest dla mnie tak istotna jak „Unmade” i to ze śmiesznych powodów.
Kto słuchał chociaż jednej solowej płyty Thoma, ten wie, że to bardziej kideje na sterydach, niż okkomputery, czy inrejnbołsy. Chłodna, minimalistyczna, czasem umyślnie tania elektronika króluje na tych albumach i uważam je za doskonałe (swego czasu się przekonacie, czy chcecie, czy nie). Jest jednak album nr 4 (chronologicznie 3), który jest kompletnie inny. To soundtrack do remake’u „Suspirii”.
Oryginał tego filmu będziecie oglądać, a potem opisywać w bestce filmów. Remake to dzieło kompletnie inne, a jednocześnie na swój sposób niesamowicie dobre, pod pewnymi względami nawet lepsze. Gdybym musiał wskazać najlepszy remake jaki widziałem, to niewykluczone, że właśnie „Suspirię 2018” bym wskazał. Obejrzałem go dopiero w ubiegłym roku, bo się mocno wahałem, ale warto było się przemóc. Z soundtrackiem też nie od początku mi się układało. Jako fanatyk Yorka, rzuciłem się na dwa pierwsze single („Suspirium” i „Unmade”) jak wilk, ale po przesłuchaniu całego albumu, stwierdziłem, że poza tymi dwoma numerami, nie ma tam nic ciekawego. To nie prawda i reszta dojrzała z czasem, zwłaszcza bardziej krautrockowe fragmenty. „Unmade” natomiast było z początku po prostu najlepszym fragmentem całości. Odkryłem w nim coś więcej po dosyć niespodziewanej i emocjonalnej reakcji innej osoby nań. Pewnego dnia, zjawiłem się w radiu na nagranie audycji, ale nie byłem sam. Oprócz realizatorki, Ali, był jeszcze zaproszony przeze mnie gość. Musiał xD
Nie będę na razie zdradzał okoliczności oraz powodu, przez które zaprosiłem go do wspólnego prowadzenia tego odcinka (bo będzie odpowiednia wrzuta z tym związana), ale tak, istnieje cała godzinna audycja prowadzona przeze mnie i Deva xD Na samym końcu playlisty, trochę w sumie z dupy, wrzuciłem „Unmade”. Kiedy numer leciał, ja byłem jeszcze w studiu i sprzątałem po sobie, a Musiał siedział z Alą w reżyserce, przy konsolecie. Kiedy wyszedłem, zauważyłem że Dev jest jakiś niemrawy. Dopiero jak wyszliśmy i usiedliśmy w aucie, Musiał zaczął jęczeć jak go dojebałem psychicznie tym „Unmade”, jakie to było smutne i w ogóle. To był taki portal dla weltschmerzu, który nas wtedy ogarniał (z różnych powodów). Ja dopiero wtedy zacząłem myśleć o tym, że faktycznie to nie jest zbyt wesoły kawałek xD I że faktycznie, w odpowiednich warunkach, to jest dosyć ekstremalne przeżycie. Dla mnie takie nie było, ale od tego momentu zacząłem inaczej tego słuchać. Po latach, to dla mnie taki snapshot tamtego okresu, kiedy obaj z Devem byliśmy w jakichś takich chujowych życiowych limbo i niby zaczynało to wszystko się układać lepiej, to nadal tkwiliśmy jeszcze w tym mindsecie, że wszystko jest gówniane. Jak słucham tego kawałka, to sobie przypominam te ostatnie momenty gównianości i potem nagły zryw pozytywnych wydarzeń.
To było mega doomerstwo, ale co z tego. Może łatwo mi teraz, z obecnej perspektywy, słuchać „Unmade” z przyjemnością, ale tak jest (już nawet pomijam to, w jak grubej i ciężkiej scenie ten numer jest użyty w filmie). Dev zresztą też już potrafi. Wy tego nie odbierzecie w ten sposób, ale to nie jest istotne. To jest bardzo ważny fragment mojego best of życia, bo jest ilustracją ważnego momentu w życiu.

https://www.youtube.com/watch?v=27c3JaZq4_c

Tym utworem zamykam też jesienną część tej 25-tki u mnie. Może nie tyle jesienną, co jesienno-brzmiącą. Od następnej wrzuty, aż do końca roku (czyli końca drugiej bestki) będą raczej pozytywne, lub żywsze kawałki z mojej strony, bo i wejdziemy w pozytywniejszy i żywszy czas mojego życia.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 14 lis 2022 23:55

Dragon pisze:
14 lis 2022 23:41
kolega Robert kojarzy fanpej z brzydkim słowem oraz cyferką trzy w nazwie, to to ja byłem
A pamiętasz dokładnie tytuł? Było tego tak dużo... nawet z cyferkami się trochę przewinęło
Hujowe żeczy [wykryto błąd ortograficzny] 3
ok, tego filtra to sie nie spodziewałem xd
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 15 lis 2022 00:07

Aaa to na pewno parę memów widziałem, ale nie śledziłem wszystkiego
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 15 lis 2022 00:33

Odniosę się do kwestii blokowania kolejki przeze mnie.
Znaczy w sumie to nie będę przepraszać (lol i sic), tylko wrzucę swój kawałek teraz, bo tak i elo

Pet Shop Boys - Why Don't We Live Together

Dobra, ja się tu bawiłem w jakieś cuda wianki na kiju, a to jest jakieś nieporozumienie, acobym tutaj nie wrzucał jeszcze Polskich Składów Budowlanych, a to tak jednak na dłuższą metę chyba nie może wyglądać, że ich tu nie ma. Zespół o którym napisano dużo, prawie wszystko, ja nie będę pisać im kolejnej laurki, bo chłopaki sprawiają wrażenie takich, których czytanie bulszitu męczy, a ja bym pewnie wypierdział coś egzaltowanego. xD
Znam ich od... kurka wódka, chyba zawsze, bo w sumie to jest ten zespół, co się go zna od zawsze, bo ta muza gdzieś się zawsze przewijała w radio etc. Moje świadome poznawanie muzy to był przełom lat zerowych - z perspektywy czasu inna epoka, okres przejściowy, bo już istniał YouTube, jakieś pierwsze streamingi i radia online też, ale nie było jeszcze Spotify, nośniki fizyczne jeszcze służyły za coś innego niż podstawka pod kawę i w ogóle kradzenie mp3 było jakby ciut powszechniejszą praktyką. No i w tych dzikich czasach poznałem se Depeche Mode, trafiłem na to forum, blablabla, no ale siłą rzeczy jak się poznaje jakiś zespół, to chce sie więcej podobnego. No i jakoś tak padło, że pośród masy rekomendacji przeróżnych dostałem PSB.
I ja nie pamiętam już kto i gdzie mi to podrzucił, ale jestem tej osobie wdzięczny jak mało komu! Człowiek się przetrzebywał przez jakieś Joy Divisiony, And(r)one'y, VNV Nationy i inny Kamuflaże, które nie były TYM, czeego szukałem i chyba dopiero PSB zaskoczyło. Mam do dziś w pamięci jak latem '10 roku pojechałem odwiedzić mamę w szpitalu, a następnie wsiadłem w busik do Krakowia i pojechałem do Empiku na krakowskim Rynku (już nie istnieje od dawna) i zanabyłem tam składankę pt. Discography: The Complete Singles Collection. To jest jedna z tych historii, o których się pamięta, nawet jeśli wydają się być pozornie nieistotne, nieciekawe ani nie odgrywać znaczacej roli w moim życiu.
No w każdej razie - składanka siadła jak trzeba, słuchałem jej często-gęsto, ale potem trochę, że tak to ujmę, nasze drogi z panami Love i Tennant się rozminęły. Wiecie, jak się słucha proga, a potem post-punku, tot nie wypada słuchać jakiegoś popiku dla pedałów, bo to jednak siara, można najwyżej podchodzić z estymą, ale weź prostytutka, jeszcze się zeskrobluje i potem się tłumacz ludziom. ;]]] Gdzieś tak w 2014/15, jak już człowiekowi przeszedł taki pierwszy poważny meltdown w życiu i uświadomił sobie, że w sumie przejmowanie się opiniami innych albo staranie sie być COOL jest, delikatnie rzecz ujmując, żałosne, podszedłem do ich klasycznych płytek. No i kurde pykło to od razu, całą wiosnę '15 katowałem Actually i Please, będąc pod wrażeniem wszystkiego. Ja mam wrażenie, że to zdanie sto razy napisałem, ale naprawdę te płyty to rzadki casus, kiedy to całe DŁUGOGRAJE nie tylko składają się ze świetnych piosenek, ale każda z nich w sumie ma potencjał na bycie hiciorem.
Zmierzam w stronę słodzenia, pisania tych swoich komunałów o szczerości, bezpretensjonalności etc. ALE NO prostytutka ta muzyka naprawdę taka jest. xD
Dlaczego ten konkretny kawałek? No cóż, nie chcę was zamęczać czymś oklepanym, ale też nie chce szukać czegoś obskurnego. Ot, taki deep cut z jednej z moich ulubionych płyt winien byc w sam raz. Kawałek ładny, słychać tu ten słynny KUNSZT, bo są fajne hooki, fajne przejścia, fajne zagrywki i dużo fajnych rzeczy, Tennant ładnie śpiewa tekst, który mógłby napisać Morissey, gdyby nie był dupkiem i w ogóle są fajne chórki i wszystko jest tu fajne. Bierzcie i słuchajcie tego, bo tak.

https://www.youtube.com/watch?v=Peg3CUYttOg
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 15 lis 2022 08:45

Żeś Hien dowalił xD ale podpisuję się od razu pod wszystkim, co powiedział. Reckę jednak też wrzucę, spokojnie ;(

Monaco - Junk

https://www.youtube.com/watch?v=crixAfP7hDY

Co to Monaco? Takie księstwo w Europie... i jednocześnie jeden z najfajniejszych duetów muzycznych najntisów. Złożony przynajmniej w połowie z geniusza, którym jest ofc Peter Hook, basista Joy Division i później New Order. A także Revenge, no i Monaco właśnie, gdzie również śpiewał. Drugą połową jest David Potts, który gra na elektryku i też śpiewa (głos ma zresztą w jakiś sposób podobny do Sumnera). Monaco powstało w 1995, wydali dwie płyty - Music for Pleasure w 1997 i po prostu Monaco w 2000, po czym mieli jakiś koszmarny występ na jednym z brytyjskich festiwali muzycznych i się rozpadli (zresztą mniej więcej w tym samym czasie zeszło się New Order). Koniec współpracy muzycznej obu typów jednak nie nastąpił, Potts gra na wiośle w grupie The Light Hooka, która jeździ po świecie i gra hiciory NO i JD (ładnie wykorzystuje fakt, że brzmi jak Sumner lol). The Light zresztą czasem zagra też coś od Monaco, ale z rzadka, niestety, zresztą, nawet, jak akurat coś grają, to jest to z reguły ich największy hicior (i przypadkowy hit roku 1997 w całej Europie), czyli What Do You Want From Me. Od tego numeru zresztą zaczęło się moje zainteresowanie grupą.

Pierwszy raz usłyszałem WDYWFM jakoś w... 1997, kiedy puszczała go co druga stacja radiowa w Polsce. Piękny basik (ta, na pewno wiedziałem już wtedy, co to za instrument...), szybkość, energia, podwójny wokal (śpiewają razem Hook i Potts), to sławetne SZALALALLALLALALAAA, złoto. Nie miałem ofkorz pojęcia, kto to wykonuje, ani jak się nazywa numer, ani nic. Ale w sukurs przyszło MTV Classic, które co jakiś czas puszczało klip (ten fajniejszy, z kasynem). Zobaczyłem gości na ekranie, zobaczyłem nazwę zespołu, już czaiłem tytuł, nawet album był podany. Więc usiadłem do BearShare i zassałem ten hicior. Nie schodził mi ze słuchawek całą jesień (jak wiele innych rzeczy wtedy), ale przecież wrzuciłem tu coś innego, nie? No właśnie. Któregoś dnia, kiedy pod koniec listopada 2005 moja dobra ziomalka (ta od Godspeed You! Blablabla) pokazała mi klienta Soulseek, zacząłem masowo zasysać muzykę albumami (wcześniej tylko pojedyncze numery). Jednym z pierwszych krążków było właśnie Music for Pleasure. Wtedy byłem dziwny, nie odpalałem płyty od początku po ściągnięciu czegoś, wybierałem numery losowo (np. po tytule, który mi się podobał xD), i tak debiut Monaco poznałem w całości dopiero jakoś w styczniu 2006 (katując go na zmianę z Pretty Hate Machine). Losowo wybrałem Junk, jeszcze patrzę, prawie 10 minut, może być ciekawie... i jest.

Jest dance, jest disco, jest masa klawiszy, tanie chórki, presety, loopy, etc., jest oczywiście SŁYNNY WIŚNIOWY BAS, jest HOOKY SEXY MAN, jest, no... wszystko, czego można chcieć. Numer zdobył moje serce od razu, uwielbiam go do dziś, słucham często, ostatnio ze 4 razy z rzędu w ubiegłą sobotę podczas średnio przemyślanej wycieczki rowerowej. Utwór jest takim rozliczeniowym anty-love songiem, którego backgroundem jest rozpadające się wówczas (albo niewiele wcześniej) małżeństwo Hooka. Ten zawodzi w refrenie, że "everybody needs to love", wtóruje mu Potts ze swoim elektrykiem, za nimi ściana dźwięku, która zbiera wszystko to, co najlepsze i jednocześnie najgorsze w zachodniej muzyce klubowo-popowej tamtych czasów. Czy jest to pastisz? Być może. Zabieg celowy? Właściwie w przypadku Hooka jedno nie wyklucza drugiego. Jak już pisałem, dużo się dzieje i jest to bardzo fajne, w ogóle nie czuć tych 10 prawie minut. Numer zaczyna się genialnym, narastającym pół-arpeggio, które potem też całość zamyka. W środku jest nadzienie w 5-ciu smakach i Hook, który dopiero na starość zaczął brzmieć (Dreams Never End jest... straszne xD). Kocham, uwielbiam, pamiętam, czuwam. Smacznego!
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 15 lis 2022 09:00

Katy B - Crying For No Reason
(2013)

Skoro już wuja wywołał wilka z lasu to polecę z moją propozycją, na dobrą sprawę dobrze się składa bo od premiery tego singla mija za chwilę 9 lat. Pierwotnie miałem trochę inne plany na Katy ale po namyśle wrzucam teraz ten singielek a za jakiś czas myślę że i cały ten album wjedzie bo muzyka Katy z tego okresu ma dla mnie wartość sentymentalną.

Jesienią roku 2013 zaliczałem jeden z największych dołków psychicznych w moim życiu, przyczyniły się do tego dwa czynniki. Pierwszym było długie pozostawanie na bezrobociu co chyba zawsze dobija i sprawia że człowiek traci dobre mniemanie o własnej osobie, drugim życiowa pustka wypełniona głównie przyjacielską relacja z dziewczyną która mi się przecież podobała i do której coś swego czasu czułem a która nie odwzajemniała moich głębszych uczuć (tu odnoszę się do moich poprzednich wrzutek Ayers/Coldplay/RHCP). Wszystko ogólnie nie nastrajało mnie pozytywnie, koniec końców w obawie o własne zdrowie psychiczne udałem się w końcu do specjalisty chcąc jakoś wyrwać się z tego negatywnego zapętlenia. W międzyczasie naczytałem się jeszcze różnych interesujących książek i jakoś w tym wszystkim wymyśliłem że nie ma innej drogi, trzeba wyrwać się z tego toksycznego friendzone i ostatecznie zerwać tę znajomość. Jak umyśliłem tak uczyniłem, albo przynajmniej próbowałem wtedy, ja w każdym razie robiłem co mogłem by kontakt zerwać i dać mojej psychice odpocząć, moja znajoma tego nie rozumiała i szukała byle pretekstu by kontakt nawiązywać.

W tym całym dziwnym okresie mojego życia Katy B rozpoczęła promocję swojej drugiej płyty Little Red która, jak wynikało z pierwszego singla zapowiadała skręt ku bardziej popowym brzmieniom. Crying For No Reason to podobno jest gatunkowo niejaki breakstep, ale jak dla mnie to była wtedy po prostu fajna electropopowa ballada z tekstem który do mnie przemawiał, Jest fajne pianinko, potem bicik, iskrzące się synthy, Katy śpiewa z wczutką, dla mnie bardzo zgrabny kawałek, jeden z highlightów jej kariery i miło wspominam ten czas gdy oglądałem na MTV Dance kolejne wydania UK Singles Chart patrząc jak wspina się na liście przebojów. Utwór opowiada o tej sytuacji w której dusimy w sobie długo jakieś uczucia aż w końcu one w nas eksplodują w najmniej oczekiwanym momencie i człowiek zdaje się wybuchać płaczem bez widocznego w tamtym momencie powodu. Trafiło to do mnie bo doskonale znałem już to uczucie i właśnie w sytuacji gdy próbowałem zerwać z dnia na dzień trwającą wiele lat znajomość, niby przeciąć pępowinę miewałem ciężkie chwile kiedy ściskało mnie za gardło i byłem w stanie się rozkleić nawet w nieadekwatnej do tego sytuacji. Swoją drogą nie docierało do mnie wtedy że to co robię jest trochę jakbym przekazaniem dalej pewnych wzorców które sam otrzymałem (robiłem wtedy komuś to samo co wcześniej inni robili mi odcinając się ode mnie z dnia na dzień). Pewnie byłem trochę drama queen, trochę przesadzałem w tym wszystkim ale z drugiej strony tak mi na tamten czas podpowiadał instynkt. Jeśli czegoś nauczyła mnie tamta sytuacja i tamten okres w życiu to tego by we wszystkim starać się znaleźć umiar, złoty środek i zachować zdrowy rozsądek. No i zapowiem od razu że rzecz jasna pomimo gorszych chwil nie był to wcale koniec tamtej znajomości ale o tym co było dalej dopowiem już przy okazji albumu.

https://youtu.be/1PV4A6N396M

P.S. o czym całkiem zapomniałem - współautorem utworu jest Guy Chambers, wieloletni współpracownik Robbiego Williamsa, wspólnie napisali takie przeboje jak "Rock DJ", "Feel", "Millennium", "Let Me Entertain You" czy "Angels".
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 15 lis 2022 09:14

Kurde, ale Shodan z Dragonem blokują, ile można czekać xddddd
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn