Best of Forum II
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Re: Best of Forum II
Alice Merton – Speak Your Mind
Alice Merton to niemiecko-kanadyjsko-irlandzka piosenkarka, kompozytorka i autorka tekstów piosenek. Natknąłem się na nią całkiem przypadkowo ze 3 lata temu na YT w momencie, kiedy już nieco znużony muzyczną monotonią zacząłem szukać nowej muzyki. I co ciekawe pierwszą rzeczą jaką posłuchałem nie był jakiś teledysk, tylko występ live na jakimś festiwalu. Koncert mi się nawet dosyć spodobał, ale utwór Speak Your Mind od razu najbardziej przykuł moją uwagę.
Alice wydała swój pierwszy album „Mint” w 2019r., a popularność w Europie zyskała dzięki przebojowi No Roots. Speak Your Mind nie był nawet singlem, ale wg mnie jest najlepszym utworem z Mint. Ma naprawdę ciekawą linię melodyczną i świetny aranż. Szczególnie robotę robi zagrywka gitarowa w refrenie. Ładnie chodzi też bas. Głos Alice jest dosyć charakterystyczny. W sumie niepodobny do żadnej innej znanej mi wokalistki. Na pewno nie powiem na tym etapie, że jestem jakimś wielkim fanem Alice Merton, ale Speak Your Mind naprawdę wyjątkowo lubię.
W czerwcu tego roku ukazał się jej drugi album, ale jeszcze go nie słuchałem. Trzeba będzie nadrobić.
https://www.youtube.com/watch?v=eElqIYrPGWU
Ale ten Dragon to naprawdę blokuje.
Alice Merton to niemiecko-kanadyjsko-irlandzka piosenkarka, kompozytorka i autorka tekstów piosenek. Natknąłem się na nią całkiem przypadkowo ze 3 lata temu na YT w momencie, kiedy już nieco znużony muzyczną monotonią zacząłem szukać nowej muzyki. I co ciekawe pierwszą rzeczą jaką posłuchałem nie był jakiś teledysk, tylko występ live na jakimś festiwalu. Koncert mi się nawet dosyć spodobał, ale utwór Speak Your Mind od razu najbardziej przykuł moją uwagę.
Alice wydała swój pierwszy album „Mint” w 2019r., a popularność w Europie zyskała dzięki przebojowi No Roots. Speak Your Mind nie był nawet singlem, ale wg mnie jest najlepszym utworem z Mint. Ma naprawdę ciekawą linię melodyczną i świetny aranż. Szczególnie robotę robi zagrywka gitarowa w refrenie. Ładnie chodzi też bas. Głos Alice jest dosyć charakterystyczny. W sumie niepodobny do żadnej innej znanej mi wokalistki. Na pewno nie powiem na tym etapie, że jestem jakimś wielkim fanem Alice Merton, ale Speak Your Mind naprawdę wyjątkowo lubię.
W czerwcu tego roku ukazał się jej drugi album, ale jeszcze go nie słuchałem. Trzeba będzie nadrobić.
https://www.youtube.com/watch?v=eElqIYrPGWU
Ale ten Dragon to naprawdę blokuje.
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Subaeris - Blue Tokyo
...a pod smutki grywałem tak. Głębokie poszukiwania okołovaporowe trwały w najlepsze. Emocjonalnie ogromna sinusoida. Od pełnego dystansu przez pozorną nieobecność i spokój do gwałtownych niepokojów w środku. RYM trochę mnie oszukuje, musiałem znać te nagrania wcześniej niż w styczniu 2018 roku. Wtedy nie byłem gorliwym wklepywaczem gwiazdek. Kiedy łapałem dostatecznie mocną wczutkę, to niewiele rzeczy potrafiło mnie wyciągnąć z pewnego przygnębienia. Numery pokroju Blue Tokyo to przygnębienie doskonale podbijały, rozpływałem się wtedy w myślach, wspomnieniach. Rozpamiętywałem nieudane szczeniackie zauroczenia. Byłem bardzo wyczulony na każde słowo. Potrafiłem długo rozmyślać nad tym, co powiedziałem, a co znaczyło powiedziane w moją stronę. Czasy z Subaeris to już raczej po tych najważniejszych wydarzeniach gimnazjalnych, ale nie bez znaczenia. Czułem się średnio w swojej skórze. Wtedy na dobre nadeszła pora wieczornych spacerów daleko poza dom. Przychodziłem do domu ze szkoły, wykonywałem parę prozaicznych czynności. Spacer z psem, obiad, spowiedź z wydarzeń szkolnych. Natłok myśli w głowie nie dawał spokoju. Wiele razy wracałem z tamtych wypadów ostatnimi autobusami. Do dziś się zastanawiam, ile tego było i co mnie trzymało w opiece, że nigdy nic mi się nie stało, bo było to dość nieodpowiedzialne.
Wracam do tej muzyki z pamięcią o tamtym czasie, ale bez wspominkowego ciężaru. Opisem trochę podbijam wrażenia i skojarzenia, choć pomimo tego to sentymentalna, lekko niepokojąca, tajemnicza muzyka. Tylko trochę przyprawiona trapową rytmiką. Subaeris, czyli artysta szerzej znany jako HKE (Hong Kong Express), połowa duetu 2814. Ten szyld powinniście już kojarzyć. Nie brakuje więc orientalnych skojarzeń. Szczególnie w ten sposób odbieram te szeptanki. Z ducha wielkomiejskie, trochę cyberpunkowe. Przypomniałem sobie po latach, jak dobre to było. Dla pełni efektu dodam, że Blue Tokyo pochodzi z płyty (czy też raczej kasety) New Tokyo Blue Mood 2. Zostawiam was z tym kawałkiem, a ja wracam do poprzedniej "części" tego cyklu.
https://www.youtube.com/watch?v=tDUqDZ1xH7s
...a pod smutki grywałem tak. Głębokie poszukiwania okołovaporowe trwały w najlepsze. Emocjonalnie ogromna sinusoida. Od pełnego dystansu przez pozorną nieobecność i spokój do gwałtownych niepokojów w środku. RYM trochę mnie oszukuje, musiałem znać te nagrania wcześniej niż w styczniu 2018 roku. Wtedy nie byłem gorliwym wklepywaczem gwiazdek. Kiedy łapałem dostatecznie mocną wczutkę, to niewiele rzeczy potrafiło mnie wyciągnąć z pewnego przygnębienia. Numery pokroju Blue Tokyo to przygnębienie doskonale podbijały, rozpływałem się wtedy w myślach, wspomnieniach. Rozpamiętywałem nieudane szczeniackie zauroczenia. Byłem bardzo wyczulony na każde słowo. Potrafiłem długo rozmyślać nad tym, co powiedziałem, a co znaczyło powiedziane w moją stronę. Czasy z Subaeris to już raczej po tych najważniejszych wydarzeniach gimnazjalnych, ale nie bez znaczenia. Czułem się średnio w swojej skórze. Wtedy na dobre nadeszła pora wieczornych spacerów daleko poza dom. Przychodziłem do domu ze szkoły, wykonywałem parę prozaicznych czynności. Spacer z psem, obiad, spowiedź z wydarzeń szkolnych. Natłok myśli w głowie nie dawał spokoju. Wiele razy wracałem z tamtych wypadów ostatnimi autobusami. Do dziś się zastanawiam, ile tego było i co mnie trzymało w opiece, że nigdy nic mi się nie stało, bo było to dość nieodpowiedzialne.
Wracam do tej muzyki z pamięcią o tamtym czasie, ale bez wspominkowego ciężaru. Opisem trochę podbijam wrażenia i skojarzenia, choć pomimo tego to sentymentalna, lekko niepokojąca, tajemnicza muzyka. Tylko trochę przyprawiona trapową rytmiką. Subaeris, czyli artysta szerzej znany jako HKE (Hong Kong Express), połowa duetu 2814. Ten szyld powinniście już kojarzyć. Nie brakuje więc orientalnych skojarzeń. Szczególnie w ten sposób odbieram te szeptanki. Z ducha wielkomiejskie, trochę cyberpunkowe. Przypomniałem sobie po latach, jak dobre to było. Dla pełni efektu dodam, że Blue Tokyo pochodzi z płyty (czy też raczej kasety) New Tokyo Blue Mood 2. Zostawiam was z tym kawałkiem, a ja wracam do poprzedniej "części" tego cyklu.
https://www.youtube.com/watch?v=tDUqDZ1xH7s
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Słucham sobie od rana tych Waszych wrzutek, jest spoko. Może późnym wieczorem zrecenzujem.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Ja utknąłem na Unmade, leci już chyba 24 raz xDDD
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Lol, to chyba jakiś syndrom sztokholmski xD Szkoda, że nie wrzuciłeś teraz wiesz czego, to by była taka piękna klamra.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
A co mi tam, startuję. Co do klamry, nawet nie mam TEGO w bestce xD poza tym zgodzisz się, że moja wrzuta też TROCHĘ pasuje.
Thom Yorke - Unmade
Właściwie mógłbym po prostu napisać, że zgadzam się z opisem Hienałcze i koniec. Plus, Yorke wielkim poetą był (jest). Ten kawałek jest ciężki, gorzki, rozpieprzający, o jeszcze w jakiś sposób okrutnie dla mnie depresyjnym tekście, usłyszałem go właśnie wtedy, za szybą reżyserki w najgorszym dla siebie momencie życia wówczas xD byłem rozpięty pomiędzy nową relacją, która trwała już prawie rok a demonami starej, która z inicjatywy drugiej strony chciała się bardzo odtworzyć (a ja się zastanawiałem, czy w to nie iść). To właśnie wówczas, zmęczony koniecznością dokonywania wyborów i podejmowania decyzji zdecydowałem się na dwumiesięczną bezdomność a potem zamieszkałem sam. Także mnie się układać na serio zaczęło dopiero latem 2019 (tak naprawdę układać, choć też nie do końca...), ale trwało to w sumie tylko niecałe 3 lata... dziś jestem w pozycji może zbliżonej o tyle, że wszystko się jakoś sypie, od początku roku. Kawałek ów ma doskonały grunt i doceniam go też przez to na innych poziomach. Ta produkcja jest wyśmienita. Pianino, pady w tle, chór, Yorke niemal płaczący do mikrofonu, no to jest wprost fantastyczny kawałek. Dlatego też tak się dziś na nim zafiksowałem, już nawet bez smuteczków. Ale rytuał, parking za akademikiem z siedzibą Radia Żak, szlug i listopad będzie dokonany (był latem, było już ciemno co prawda, ale to nie to samo). Hien mógłby w opisie walnąć po prostu KUPA a i tak dostałby złoto. Ciężko mi aż uwierzyć, że od tamtego wieczoru minęły aż 4 lata...
Pet Shop Boys - Why Don't We Live Together
Miętus wyłapuje łatwe srebro. Lubię PSB, w jakich okolicznościach ich poznawałem i dlaczego ich lubię pisałem już wcześniej. Wracam do jesieni 2005, która była mocniej zaznaczona Suburbią z tej samej płyty, ale ten utwór pamiętam bardzo dobrze. Kojarzy mi się też - i stanowi fajny link - z Come Live With Me Heaven 17, który to numer jest bardzo fajny, choć bije z niego groomingiem xD nie ma tutaj nic, czego bym wcześniej nie znał, żadnych zagrywek czy rozwiązań, jest to typowe i bezpieczne PSB z początku swojej działalności. Naprawdę nie wiem, co mogę więcej napisać xD po prostu mi się podoba. Jest fajnie, jest dobrze, czuje dobrze człowiek. Trochę tak, jakby ktoś mi w knajpie ojca podał po raz 15-ty sznycla po wiedeńsku, ale ja wciąż uwielbiam, więc nie kręcę nosem tylko zabieram się do pałaszowania.
Katy B - Crying for No Reason
O, tu się robi ciekawie. Bo bardzo mi się ten numer spodobał. Siadł od pierwszego odsłuchu. Bardziej przypomina mi Marina & the Diamonds niż to, co słyszałem ostatnio, ale wciąż jest super (nie, żeby Marina była bardzo zła, bo akurat nie jest xD). Zaczyna się balladowo, potem wchodzi bicik (bardzo fajny zresztą), wokalnie się rozkręca, to znów chyba kwestia feelingu i settingu. To, co dla mnie całość trooooszkę rujnuje, to te pianinowe przygrywki na sam koniec, które kojarzą mi się z niektórymi z moich własnych eJayowych produkcji xD Przy drugim odsłuchu odpaliłem sobie tekst i nie znajduję w nim niemal jednego fragmentu krindżu, gdzie tego typu wykonawcy czy wykonawczynie z tego typu muzyką mi się zawsze z krindżem w warstwie lirycznej kojarzyły. Jestem (jeszcze) ograniczony, ale wkrótce nie będę. Jak się do tego dołoży osobistą historię Murzyna i połączy kropki to naprawdę wychodzi dość mocny obraz, z którym empatyzuję (znów, sam teraz trochę leżę i coś podnieść się nie mogę). Drugie miejsce ex aequo z Mętosem.
Alice Merton - Mint
Shodan i śpiewające panie, odc. 2137. Mam mieszane uczucia. Muzycznie jest minimalistycznie i fajnie, ale wokal, który jest czymś pomiędzy rapem a r'n'b mi nie pasuje kompletnie do głosu Alice. Albo inny wokal, albo inna postać, trudno powiedzieć. Głos trochę za bardzo dominuje nad całością, zakrywając muzykę, która bardzo fajnie się snuje w tle, ale właśnie - za bardzo w tle. Na szczęście na koniec wybija się perka, a ta brzmi wręcz obłędnie dla mnie (dopiero wtedy jej zakrzyk w refrenie nabiera smaku). Jak potem wchodzą gitary i rozkręcają się parapety, całość zaczyna wchodzić bardziej w moje rejony. Ale potem odpalam ten numer znów i znów i wręcz mam ochotę przewijać na koniec xD Tylko, że końcówka to trochę zbyt mało, za same bębny ocenę wystawić ciężko. Więc tym razem Wuja pod progiem, ale spodobał mi się kierunek. Kto wie, gdzie dojdziemy następnym razem.
Subaeris - Blue Tokyo
Smoku atakuje trochę klasycznym Smokiem, a raczej - spodziewaj się, że to Smoku, bo jest tutaj srogi wspólny mianownik. Na początku pomyślałem, że będzie dobry ambient. Potem, kiedy weszły specyficzne bębny nasunęły mi się skojarzenia z Nedry (nawiasem mówiąc, fajne trio, dubstep ale nie do końca). Zresztą, nawiązując do informacji z nawiasu, tu jest podobnie. Trąci gdzieś jakimś mild dubstepem (wiem, że jest na to osobny podgatunek, ale za chu*a nie przypomnę sobie teraz nazwy), ale jednocześnie jest czilowe. Taki przerywnik na oddech na srogiej elektroimprezie, gdzie właściwie cały czas jest ciemno a na barze do każdego piwa dorzucają piguły gratis. Powiem, że podoba mi się ten klimat. Próbuje być lekki, ale jednak jest dość ociężały, jak powietrze po letniej burzy, które wcale nie zrobiło się bardziej rześkie, jedynie bardziej wilgotne. Dodać do tego okładkę, efekty na sam koniec i nawet tytuł (rzucający gdzieś tam skojarzenia z deszczem) i mamy komplet. Cały ten vibe jest mocno potęgowany przez aż nadmiernie moim zdaniem wyeksponowany sidechain na "stopie", ale przy jednym-dwóch przesłuchaniach aż tak bardzo to nie przeszkadza. Łamię trochę zasadę i mimo dwóch srebr daję brąz.
Thom Yorke - Unmade
Właściwie mógłbym po prostu napisać, że zgadzam się z opisem Hienałcze i koniec. Plus, Yorke wielkim poetą był (jest). Ten kawałek jest ciężki, gorzki, rozpieprzający, o jeszcze w jakiś sposób okrutnie dla mnie depresyjnym tekście, usłyszałem go właśnie wtedy, za szybą reżyserki w najgorszym dla siebie momencie życia wówczas xD byłem rozpięty pomiędzy nową relacją, która trwała już prawie rok a demonami starej, która z inicjatywy drugiej strony chciała się bardzo odtworzyć (a ja się zastanawiałem, czy w to nie iść). To właśnie wówczas, zmęczony koniecznością dokonywania wyborów i podejmowania decyzji zdecydowałem się na dwumiesięczną bezdomność a potem zamieszkałem sam. Także mnie się układać na serio zaczęło dopiero latem 2019 (tak naprawdę układać, choć też nie do końca...), ale trwało to w sumie tylko niecałe 3 lata... dziś jestem w pozycji może zbliżonej o tyle, że wszystko się jakoś sypie, od początku roku. Kawałek ów ma doskonały grunt i doceniam go też przez to na innych poziomach. Ta produkcja jest wyśmienita. Pianino, pady w tle, chór, Yorke niemal płaczący do mikrofonu, no to jest wprost fantastyczny kawałek. Dlatego też tak się dziś na nim zafiksowałem, już nawet bez smuteczków. Ale rytuał, parking za akademikiem z siedzibą Radia Żak, szlug i listopad będzie dokonany (był latem, było już ciemno co prawda, ale to nie to samo). Hien mógłby w opisie walnąć po prostu KUPA a i tak dostałby złoto. Ciężko mi aż uwierzyć, że od tamtego wieczoru minęły aż 4 lata...
Pet Shop Boys - Why Don't We Live Together
Miętus wyłapuje łatwe srebro. Lubię PSB, w jakich okolicznościach ich poznawałem i dlaczego ich lubię pisałem już wcześniej. Wracam do jesieni 2005, która była mocniej zaznaczona Suburbią z tej samej płyty, ale ten utwór pamiętam bardzo dobrze. Kojarzy mi się też - i stanowi fajny link - z Come Live With Me Heaven 17, który to numer jest bardzo fajny, choć bije z niego groomingiem xD nie ma tutaj nic, czego bym wcześniej nie znał, żadnych zagrywek czy rozwiązań, jest to typowe i bezpieczne PSB z początku swojej działalności. Naprawdę nie wiem, co mogę więcej napisać xD po prostu mi się podoba. Jest fajnie, jest dobrze, czuje dobrze człowiek. Trochę tak, jakby ktoś mi w knajpie ojca podał po raz 15-ty sznycla po wiedeńsku, ale ja wciąż uwielbiam, więc nie kręcę nosem tylko zabieram się do pałaszowania.
Katy B - Crying for No Reason
O, tu się robi ciekawie. Bo bardzo mi się ten numer spodobał. Siadł od pierwszego odsłuchu. Bardziej przypomina mi Marina & the Diamonds niż to, co słyszałem ostatnio, ale wciąż jest super (nie, żeby Marina była bardzo zła, bo akurat nie jest xD). Zaczyna się balladowo, potem wchodzi bicik (bardzo fajny zresztą), wokalnie się rozkręca, to znów chyba kwestia feelingu i settingu. To, co dla mnie całość trooooszkę rujnuje, to te pianinowe przygrywki na sam koniec, które kojarzą mi się z niektórymi z moich własnych eJayowych produkcji xD Przy drugim odsłuchu odpaliłem sobie tekst i nie znajduję w nim niemal jednego fragmentu krindżu, gdzie tego typu wykonawcy czy wykonawczynie z tego typu muzyką mi się zawsze z krindżem w warstwie lirycznej kojarzyły. Jestem (jeszcze) ograniczony, ale wkrótce nie będę. Jak się do tego dołoży osobistą historię Murzyna i połączy kropki to naprawdę wychodzi dość mocny obraz, z którym empatyzuję (znów, sam teraz trochę leżę i coś podnieść się nie mogę). Drugie miejsce ex aequo z Mętosem.
Alice Merton - Mint
Shodan i śpiewające panie, odc. 2137. Mam mieszane uczucia. Muzycznie jest minimalistycznie i fajnie, ale wokal, który jest czymś pomiędzy rapem a r'n'b mi nie pasuje kompletnie do głosu Alice. Albo inny wokal, albo inna postać, trudno powiedzieć. Głos trochę za bardzo dominuje nad całością, zakrywając muzykę, która bardzo fajnie się snuje w tle, ale właśnie - za bardzo w tle. Na szczęście na koniec wybija się perka, a ta brzmi wręcz obłędnie dla mnie (dopiero wtedy jej zakrzyk w refrenie nabiera smaku). Jak potem wchodzą gitary i rozkręcają się parapety, całość zaczyna wchodzić bardziej w moje rejony. Ale potem odpalam ten numer znów i znów i wręcz mam ochotę przewijać na koniec xD Tylko, że końcówka to trochę zbyt mało, za same bębny ocenę wystawić ciężko. Więc tym razem Wuja pod progiem, ale spodobał mi się kierunek. Kto wie, gdzie dojdziemy następnym razem.
Subaeris - Blue Tokyo
Smoku atakuje trochę klasycznym Smokiem, a raczej - spodziewaj się, że to Smoku, bo jest tutaj srogi wspólny mianownik. Na początku pomyślałem, że będzie dobry ambient. Potem, kiedy weszły specyficzne bębny nasunęły mi się skojarzenia z Nedry (nawiasem mówiąc, fajne trio, dubstep ale nie do końca). Zresztą, nawiązując do informacji z nawiasu, tu jest podobnie. Trąci gdzieś jakimś mild dubstepem (wiem, że jest na to osobny podgatunek, ale za chu*a nie przypomnę sobie teraz nazwy), ale jednocześnie jest czilowe. Taki przerywnik na oddech na srogiej elektroimprezie, gdzie właściwie cały czas jest ciemno a na barze do każdego piwa dorzucają piguły gratis. Powiem, że podoba mi się ten klimat. Próbuje być lekki, ale jednak jest dość ociężały, jak powietrze po letniej burzy, które wcale nie zrobiło się bardziej rześkie, jedynie bardziej wilgotne. Dodać do tego okładkę, efekty na sam koniec i nawet tytuł (rzucający gdzieś tam skojarzenia z deszczem) i mamy komplet. Cały ten vibe jest mocno potęgowany przez aż nadmiernie moim zdaniem wyeksponowany sidechain na "stopie", ale przy jednym-dwóch przesłuchaniach aż tak bardzo to nie przeszkadza. Łamię trochę zasadę i mimo dwóch srebr daję brąz.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Kto podmienił musiała
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Nie wiem, ale zapłacę mu żeby jeszcze podmienił Mentosa
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
TERAZ TO JA MAM KILL FRENZY
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
To mnie akurat ciupcia
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Pet Shop Boys - Why Don't We Live Together
Dobry kawałek Sex Shop Boys z chyba ich najlepszej płyty. Kończą mi się catchphrase’y dotyczące PSB, bo obok Radiohead, to jest najbardziej ochoczo wrzucany band w tych bestkach, co też o czymś świadczy. Ja jestem dużo w stanie im wybaczyć, tzn mogę wychodzić często na hipokrytę, bo innemu zespołowi wypomnę jakieś tanie, chujowe ejtisowe zabiegi, a Tennanta i Lowe’a za to samo pochwalę, ale umówmy się – jedną z życiowych prawd jest to, że wszyscy mamy w sobie małego hipokrytę (nie zaprzeczajcie) i jeżeli on już jest, to trzeba się z własną hipokryzją zaprzyjaźnić i uważać żebym mimo wszystko, miała jakiś sens. A że PSB umieli zamieniać wodę w wino, w gąszczu zespołów, które zamieniały wino w wodę, to jest fakt. I to autentyczny.
Tak sobie gawędzę po faji, ale utwór jest po prostu dobry i słychać, że całe legiony z tego czerpały w późniejszych latach. Pet Shop Boys Forever!
Monaco - Junk
Znam Monaco bardzo pobieżnie. Kompletnie nie pamiętam tego żeby „What Do U Want From Me?” leciało w co drugiej stacji radiowej. Tego kawałka, co go Musiał wrzucił, w ogóle nie znałem, ale od momentu pierwszych dźwięków wiedziałem, że mi się będzie podobało. To jest tak uber 90sowe. To jest perfekcyjny soundtrack do jakiegoś racera z tamtej dekady, wręcz bym sobie może nawet dał łeb uciąć (ale nie dam), że w jakimś go słyszałem. Tak naprawdę gdyby nie bas Hooka, to by mogło być WSZYSTKO z lat 90. Morał jest taki, że ja sobie muszę przypomnieć to Monaco, bo to jest za dobre żeby tak leżało. To brzmi jak New Order gdyby się nie posrali ze sobą podczas nagrywania Republic, a bardziej poszli w kontynuację tego co zaczęli na Technique. Potts ma rzeczywiście podobny głos do Sumnera, ale w przeciwieństwie do niego, umie śpiewać xD Powiem tak, ja rozumiem dlaczego ten band się nie wybił tak jak New Order, po prostu to brzmi zbyt podobnie, a jednocześnie odtwórczo, ale mnie to nie przeszkadza. Szkoda, że oni nie grają więcej tych numerów na koncertach The Light, no ale w sumie teraz kiedy grają mini set NO przed odegraniem w całości obu albumów JD, to tak by średnio to „Junk” pasowało. Ale u mnie pasuje idealnie.
Katy B - Crying For No Reason
Na wstępie już muszę napisać, że faktycznie, tez się dziwię, że mając z „Little Red” do dyspozycji takie utwory jak w/w, Shodan wybrał coś innego. To jest dużo dużo lepsze, tzn to dużo dużo bardziej mnie kręci i do mnie przemawia. Notka na boku, w 2013 r. też byłem przez jakiś czas bez pracy i o ile nie zwaliły mi się wtedy na głowę żadne problemy sercowe, to wiem, że już bez tego potrafi być ciężko. Może nie płakałem bez powodu, ale to nie znaczy, że nie mi się nie chciało i że, LOL, nie było powodów xD W każdym razie, mniej więcej wyobrażam sobie w jakiej sytuacji był Murzyn. Psychiatrzy i psychologowie, to teraz wyjściowy zestaw do funkcjonowania, jak internista, dentysta, itd. Jeśli chodzi o sam utwór, to IMO idealnie balansuje między komercyjnym popem, a czymś bardziej wwiercającym w środek. Tego mi brakowało w „All My Lovin”. „Crygin For No Reasons” jest trochę jak niektóre kawałki Madonny. Jest ta podniosłość, jest energia, epickość jak kto woli, a jednocześnie atmosfera jest taka, z braku innego słowa napiszę, że życiowa? Brzmi to idiotycznie, ale kaman, filozofowie przez wieki nie potrafili dobrze opisać życia, to co ja się będę gnoił. Świetny kawałek.
Alice Merton – Speak Your Mind
Ciekawe czy tu też Wuja wybrał słabszy kawałek z płyty xD Mogę się domyślać tylko, bo nie chce mi się sprawdzać tego albumu. Ale znam „No Roots”, bo każdy to chyba słyszał i jest ciekawsze. Nie o to chodzi, że wrzuta jest słaba, jest przyzwoita. Chociaż czy ja tego gdzieś już nie słyszałem? Nie chce mi się teraz prowadzić takiego dochodzenia, ale myślę, że większość z Was gdzieś to już słyszała w damskim wykonaniu. Ten pół rap, który się pojawia czasami, nie do końca mi odpowiada, bo ani to tradycyjny śpiew, ani rap, tylko coś, co brzmi jakby ktoś miał za dużo tekstu i próbował się na siłę zmieścić z linijkami. Myślę, że tak koło 2013/2014 r by mi to weszło lepiej, bo to pobrzmiewa takim MOCNO ugrzecznionym Queens of the Stone Age z tamtego okresu, ale różnica jest taka, że oni mieli na tamtej płycie prawdopodobnie najlepsze kawałki w swojej karierze, a „Speak Your Mind” jest takie, że jest i niewiele więcej.
BTW Merton to mi się w ogóle kojarzy z kimś zupełnie innym, mianowicie z gościem, który wyskakiwał losowo na live chatach i grał na pianinie improwizowane piosenki, z tekstem tyczącym się osoby po drugiej stronie. Swego czasu myślano nawet, że to trolling… Bena Foldsa xD
Tu możecie obczaić tę historię
https://www.youtube.com/watch?v=xC_IdPF6OFM
Subaeris - Blue Tokyo
To jest Dragon, o którym śpiewa się piosenki przy ognisku, ten który wygrał u mnie pierwszą 25tkę bestki. Słuchając tej kolejki, pomyślałem sobie, że gorzej nie mogłem trafić z tym „Unmade”, bo to taka depresyjna ballada bez bitu, a tu wszyscy albo jakieś mocno rytmiczne, elektroniczne kawałki, albo nowoczesny damski pop. I o ile oczywiście „Blue Tokyo” nie ma nic wspólnego ze smutnym Yorkiem, to Dragon przywraca klimat na koniec kolejki w bardziej refleksyjne rejony, co tworzy fajną klamrę. Ten trapowy bit w ogóle mi tu nie przeszkadza, w sensie nie zajeżdża taką trapową tandetą, którą często trapowe bity zajeżdżają. Tutaj zdecydowanie więcej się z tą perkusją dzieje, nie jest to takie niechlujne, takie żeby było, ale jest częścią całego utworu i zmienia się razem z nim. A reszta? Długo się zastanawiałem z czym mi się ten klimat kojarzy i nagle dotarło do mnie, że z „I Want To Be Machine” Azbestu, który to kawałek w 90% jest autorstwa niejakiego Adriana Musiała. Przez lata baliśmy się tego tknąć, bojąc się, że zepsujemy. To jest ten deszczowy, nocny, dziwny klimat, który Devowi udało się osiągnąć, i który z fenomenalnym stylu osiąga tutaj Subaeris. Rzadko się zdarza, że wykorzystując taką ilość brzmień, artyście udaje się pozostawić takie ilości przestrzeni. To jest taki utwór. Wrzuta na medal.
No, powiem Wam, że kolejeczka zajebista. Odrobinę odstaje wrzuta Shodana, ale może się jeszcze przegryzie lub trafi na lepszy setting.
Dobry kawałek Sex Shop Boys z chyba ich najlepszej płyty. Kończą mi się catchphrase’y dotyczące PSB, bo obok Radiohead, to jest najbardziej ochoczo wrzucany band w tych bestkach, co też o czymś świadczy. Ja jestem dużo w stanie im wybaczyć, tzn mogę wychodzić często na hipokrytę, bo innemu zespołowi wypomnę jakieś tanie, chujowe ejtisowe zabiegi, a Tennanta i Lowe’a za to samo pochwalę, ale umówmy się – jedną z życiowych prawd jest to, że wszyscy mamy w sobie małego hipokrytę (nie zaprzeczajcie) i jeżeli on już jest, to trzeba się z własną hipokryzją zaprzyjaźnić i uważać żebym mimo wszystko, miała jakiś sens. A że PSB umieli zamieniać wodę w wino, w gąszczu zespołów, które zamieniały wino w wodę, to jest fakt. I to autentyczny.
Tak sobie gawędzę po faji, ale utwór jest po prostu dobry i słychać, że całe legiony z tego czerpały w późniejszych latach. Pet Shop Boys Forever!
Monaco - Junk
Znam Monaco bardzo pobieżnie. Kompletnie nie pamiętam tego żeby „What Do U Want From Me?” leciało w co drugiej stacji radiowej. Tego kawałka, co go Musiał wrzucił, w ogóle nie znałem, ale od momentu pierwszych dźwięków wiedziałem, że mi się będzie podobało. To jest tak uber 90sowe. To jest perfekcyjny soundtrack do jakiegoś racera z tamtej dekady, wręcz bym sobie może nawet dał łeb uciąć (ale nie dam), że w jakimś go słyszałem. Tak naprawdę gdyby nie bas Hooka, to by mogło być WSZYSTKO z lat 90. Morał jest taki, że ja sobie muszę przypomnieć to Monaco, bo to jest za dobre żeby tak leżało. To brzmi jak New Order gdyby się nie posrali ze sobą podczas nagrywania Republic, a bardziej poszli w kontynuację tego co zaczęli na Technique. Potts ma rzeczywiście podobny głos do Sumnera, ale w przeciwieństwie do niego, umie śpiewać xD Powiem tak, ja rozumiem dlaczego ten band się nie wybił tak jak New Order, po prostu to brzmi zbyt podobnie, a jednocześnie odtwórczo, ale mnie to nie przeszkadza. Szkoda, że oni nie grają więcej tych numerów na koncertach The Light, no ale w sumie teraz kiedy grają mini set NO przed odegraniem w całości obu albumów JD, to tak by średnio to „Junk” pasowało. Ale u mnie pasuje idealnie.
Katy B - Crying For No Reason
Na wstępie już muszę napisać, że faktycznie, tez się dziwię, że mając z „Little Red” do dyspozycji takie utwory jak w/w, Shodan wybrał coś innego. To jest dużo dużo lepsze, tzn to dużo dużo bardziej mnie kręci i do mnie przemawia. Notka na boku, w 2013 r. też byłem przez jakiś czas bez pracy i o ile nie zwaliły mi się wtedy na głowę żadne problemy sercowe, to wiem, że już bez tego potrafi być ciężko. Może nie płakałem bez powodu, ale to nie znaczy, że nie mi się nie chciało i że, LOL, nie było powodów xD W każdym razie, mniej więcej wyobrażam sobie w jakiej sytuacji był Murzyn. Psychiatrzy i psychologowie, to teraz wyjściowy zestaw do funkcjonowania, jak internista, dentysta, itd. Jeśli chodzi o sam utwór, to IMO idealnie balansuje między komercyjnym popem, a czymś bardziej wwiercającym w środek. Tego mi brakowało w „All My Lovin”. „Crygin For No Reasons” jest trochę jak niektóre kawałki Madonny. Jest ta podniosłość, jest energia, epickość jak kto woli, a jednocześnie atmosfera jest taka, z braku innego słowa napiszę, że życiowa? Brzmi to idiotycznie, ale kaman, filozofowie przez wieki nie potrafili dobrze opisać życia, to co ja się będę gnoił. Świetny kawałek.
Alice Merton – Speak Your Mind
Ciekawe czy tu też Wuja wybrał słabszy kawałek z płyty xD Mogę się domyślać tylko, bo nie chce mi się sprawdzać tego albumu. Ale znam „No Roots”, bo każdy to chyba słyszał i jest ciekawsze. Nie o to chodzi, że wrzuta jest słaba, jest przyzwoita. Chociaż czy ja tego gdzieś już nie słyszałem? Nie chce mi się teraz prowadzić takiego dochodzenia, ale myślę, że większość z Was gdzieś to już słyszała w damskim wykonaniu. Ten pół rap, który się pojawia czasami, nie do końca mi odpowiada, bo ani to tradycyjny śpiew, ani rap, tylko coś, co brzmi jakby ktoś miał za dużo tekstu i próbował się na siłę zmieścić z linijkami. Myślę, że tak koło 2013/2014 r by mi to weszło lepiej, bo to pobrzmiewa takim MOCNO ugrzecznionym Queens of the Stone Age z tamtego okresu, ale różnica jest taka, że oni mieli na tamtej płycie prawdopodobnie najlepsze kawałki w swojej karierze, a „Speak Your Mind” jest takie, że jest i niewiele więcej.
BTW Merton to mi się w ogóle kojarzy z kimś zupełnie innym, mianowicie z gościem, który wyskakiwał losowo na live chatach i grał na pianinie improwizowane piosenki, z tekstem tyczącym się osoby po drugiej stronie. Swego czasu myślano nawet, że to trolling… Bena Foldsa xD
Tu możecie obczaić tę historię
https://www.youtube.com/watch?v=xC_IdPF6OFM
Subaeris - Blue Tokyo
To jest Dragon, o którym śpiewa się piosenki przy ognisku, ten który wygrał u mnie pierwszą 25tkę bestki. Słuchając tej kolejki, pomyślałem sobie, że gorzej nie mogłem trafić z tym „Unmade”, bo to taka depresyjna ballada bez bitu, a tu wszyscy albo jakieś mocno rytmiczne, elektroniczne kawałki, albo nowoczesny damski pop. I o ile oczywiście „Blue Tokyo” nie ma nic wspólnego ze smutnym Yorkiem, to Dragon przywraca klimat na koniec kolejki w bardziej refleksyjne rejony, co tworzy fajną klamrę. Ten trapowy bit w ogóle mi tu nie przeszkadza, w sensie nie zajeżdża taką trapową tandetą, którą często trapowe bity zajeżdżają. Tutaj zdecydowanie więcej się z tą perkusją dzieje, nie jest to takie niechlujne, takie żeby było, ale jest częścią całego utworu i zmienia się razem z nim. A reszta? Długo się zastanawiałem z czym mi się ten klimat kojarzy i nagle dotarło do mnie, że z „I Want To Be Machine” Azbestu, który to kawałek w 90% jest autorstwa niejakiego Adriana Musiała. Przez lata baliśmy się tego tknąć, bojąc się, że zepsujemy. To jest ten deszczowy, nocny, dziwny klimat, który Devowi udało się osiągnąć, i który z fenomenalnym stylu osiąga tutaj Subaeris. Rzadko się zdarza, że wykorzystując taką ilość brzmień, artyście udaje się pozostawić takie ilości przestrzeni. To jest taki utwór. Wrzuta na medal.
No, powiem Wam, że kolejeczka zajebista. Odrobinę odstaje wrzuta Shodana, ale może się jeszcze przegryzie lub trafi na lepszy setting.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Thom Yorke - Unmade
No ileż razy można wrzucać to Radiohead? No ile? Już do porzygu Hien nas tym częstuje i kurde trzeba mu to przyznać - niezmiennie z dobrym rezultatem! A nawet zmiennie bo to najlepsza radiogłowa-nieradiogłowa wrzuta z tego cyklu. Ja jednakże nie łapię jakiejś depry przy tym, nie uważam nawet by ten utwór był wprost smutny, on jest taki nie wiem, melancholijny może, emocjonalny, jakby refleksyjny i idealnie wpasowujący się w mój nastrój obecnie. Yorke ładnie śpiewa, fortepian i chórki robią klimat, outro jest świetne. Ten utwór jest po prostu piękny, najpiękniejsza emo wrzutka od czasu Bark Psychosis heh czyli początku zabawy. Platyna.
PSB - Why Don't We Live Together
Za takie wrzutki to ja jestem niezwykle wdzięczny zawsze z kolei, takie - czytaj: znany wykonawca, bogata dyskografia i fajny nieznany mi kawałek. Jeśli jakiś wykonawca najwięcej zyska u mnie na tej bestce to może być właśnie ta grupa i przyjdzie może czas bym nadrobił ich dyskografię i oddał hołdy póki żyją. Numer jest bardzo spoko, fajny ejtisowy i przebojowy, mieć takie płyty pełne hitów jak PSB to jednak jest sztuka. Chyle copkę im i mentosowi za fajną polecajkę.
Monaco - Junk
Dev się pięknie wbił w kolejkę po PSB bo to brzmi jak coś co wyobrażam sobie mogli by nagrać w latach 90. Ogólnie mamy tu najntisowy numer z silnym zakorzenieniem w ejtisach i to słychać. Czuć te pierwsze rave'y w tym i potem gitara jak dochodzi to w ogóle ejtisy się budzą. Fajne rozwinięcie klimatu kolejki ale numer ma dla mnie jednak wadę - jest za długi. Za każdym razem jak go słucham to po 4-5 minutach zerkam już na zegarek, a kawałek nie jest aż tak dobry by mnie bujał te 9 min., jak na tyle to ciut przynudza pod koniec. Radiowego editu nie znalazłem a myślałem że może był z tego singiel, szkoda. Umiarkowana okejka.
Alice Merton - Speak Your Mind
No i co ja mam tu napisać coby wujka zbytnio nie urazić? A walić to, no nie spodobał mi się ten kawałek po prostu. Nie urzeka mnie jej wokal, kiedy śpiewa MIIIND takim suchym ledwie głosem to już w ogóle mnie to drażni. Muzycznie mocno generic. Ogólnie wieje nudą tu strasznie, emocji zero, żadnych ciekawych rozwiązań w muzyce też. Pop do radia jakiego wiele. Żeby nie było tak ostro jedną rzecz dopowiem i pochwalę czyli starania shodana docenię bo też stara się pokazać nam coś swojego a nie oklepane przeboje, naraża się na krytykę ale to jego best of i ma takie prawo. Poza tym tak jak wystrzelałem się już z przymiotników do ejtisów tak z tym radiowym popem kobiecym shodana mam ten sam problem już nieco.
Subaeris - Blue Tokyo
Dragon w tej kolejce poszedł nieco utartym szlakiem bo ta wrzutka przywodzi mi na myśl bit z minionej kolejki a trochę ten vapor z emotkami w nazwie i neonowym miastem w okładce wrzucanym dawniej. Zasadniczo brzmi to spoko ale jednocześnie nie robi mi tego czegoś co tamte wrzutki. Brzmienie przyjemne ale ciut bardziej generic i bez zaskoczeń tym razem, nie wiem, ten bit trochę nudzi. Ogólne wrażenie pozytywne ale też jakby nic nowego więc trochę tym samym Dragon traci momentum z poprzedniej kolejki.
Kolejka w sumie dość dobra, mocno w porządku z tym że Hien wyprzedził resztę o lata świetlne wrzucając znowu to samo a jednak w opór lepsze o kilka leveli tym razem a pozostali trochę zadławili się własnymi ogonami serwując sporo ogranych tematów. Ogólnie refleksję mam czy nie zaczyna nam się betonować ta bestka trochę za bardzo i myślę co sam moglbym zrobić by odświeżyć klimat nastepnej kolejki a z drugiej strony mam tyle oklepanych rzeczy do wrzucenia które ciągle odwlekam, heh.
No i co by tu na koniec - Hien mistrzem jesieni, ale wiadomo - liczy się kto wygra sezon xd
No ileż razy można wrzucać to Radiohead? No ile? Już do porzygu Hien nas tym częstuje i kurde trzeba mu to przyznać - niezmiennie z dobrym rezultatem! A nawet zmiennie bo to najlepsza radiogłowa-nieradiogłowa wrzuta z tego cyklu. Ja jednakże nie łapię jakiejś depry przy tym, nie uważam nawet by ten utwór był wprost smutny, on jest taki nie wiem, melancholijny może, emocjonalny, jakby refleksyjny i idealnie wpasowujący się w mój nastrój obecnie. Yorke ładnie śpiewa, fortepian i chórki robią klimat, outro jest świetne. Ten utwór jest po prostu piękny, najpiękniejsza emo wrzutka od czasu Bark Psychosis heh czyli początku zabawy. Platyna.
PSB - Why Don't We Live Together
Za takie wrzutki to ja jestem niezwykle wdzięczny zawsze z kolei, takie - czytaj: znany wykonawca, bogata dyskografia i fajny nieznany mi kawałek. Jeśli jakiś wykonawca najwięcej zyska u mnie na tej bestce to może być właśnie ta grupa i przyjdzie może czas bym nadrobił ich dyskografię i oddał hołdy póki żyją. Numer jest bardzo spoko, fajny ejtisowy i przebojowy, mieć takie płyty pełne hitów jak PSB to jednak jest sztuka. Chyle copkę im i mentosowi za fajną polecajkę.
Monaco - Junk
Dev się pięknie wbił w kolejkę po PSB bo to brzmi jak coś co wyobrażam sobie mogli by nagrać w latach 90. Ogólnie mamy tu najntisowy numer z silnym zakorzenieniem w ejtisach i to słychać. Czuć te pierwsze rave'y w tym i potem gitara jak dochodzi to w ogóle ejtisy się budzą. Fajne rozwinięcie klimatu kolejki ale numer ma dla mnie jednak wadę - jest za długi. Za każdym razem jak go słucham to po 4-5 minutach zerkam już na zegarek, a kawałek nie jest aż tak dobry by mnie bujał te 9 min., jak na tyle to ciut przynudza pod koniec. Radiowego editu nie znalazłem a myślałem że może był z tego singiel, szkoda. Umiarkowana okejka.
Alice Merton - Speak Your Mind
No i co ja mam tu napisać coby wujka zbytnio nie urazić? A walić to, no nie spodobał mi się ten kawałek po prostu. Nie urzeka mnie jej wokal, kiedy śpiewa MIIIND takim suchym ledwie głosem to już w ogóle mnie to drażni. Muzycznie mocno generic. Ogólnie wieje nudą tu strasznie, emocji zero, żadnych ciekawych rozwiązań w muzyce też. Pop do radia jakiego wiele. Żeby nie było tak ostro jedną rzecz dopowiem i pochwalę czyli starania shodana docenię bo też stara się pokazać nam coś swojego a nie oklepane przeboje, naraża się na krytykę ale to jego best of i ma takie prawo. Poza tym tak jak wystrzelałem się już z przymiotników do ejtisów tak z tym radiowym popem kobiecym shodana mam ten sam problem już nieco.
Subaeris - Blue Tokyo
Dragon w tej kolejce poszedł nieco utartym szlakiem bo ta wrzutka przywodzi mi na myśl bit z minionej kolejki a trochę ten vapor z emotkami w nazwie i neonowym miastem w okładce wrzucanym dawniej. Zasadniczo brzmi to spoko ale jednocześnie nie robi mi tego czegoś co tamte wrzutki. Brzmienie przyjemne ale ciut bardziej generic i bez zaskoczeń tym razem, nie wiem, ten bit trochę nudzi. Ogólne wrażenie pozytywne ale też jakby nic nowego więc trochę tym samym Dragon traci momentum z poprzedniej kolejki.
Kolejka w sumie dość dobra, mocno w porządku z tym że Hien wyprzedził resztę o lata świetlne wrzucając znowu to samo a jednak w opór lepsze o kilka leveli tym razem a pozostali trochę zadławili się własnymi ogonami serwując sporo ogranych tematów. Ogólnie refleksję mam czy nie zaczyna nam się betonować ta bestka trochę za bardzo i myślę co sam moglbym zrobić by odświeżyć klimat nastepnej kolejki a z drugiej strony mam tyle oklepanych rzeczy do wrzucenia które ciągle odwlekam, heh.
No i co by tu na koniec - Hien mistrzem jesieni, ale wiadomo - liczy się kto wygra sezon xd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Murzyn wrócił na właściwe tory, generic meh
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
nie spac sluchac recenzowac
Thom Yorke Unmade
Pomimo tego, że to najmniej elektroniczna rzecz w wykonaniu Thoma ze wszystkich do tej pory poznanych, muszę jej przyznać bliski stopień pokrewieństwa z A Moon Shaped Pool. Chłodna elektronika jednak szybko gaśnie, ale na końcu znowu ma czym zyskać uznanie wytrawnych graczy. Za pierwszym razem byłem pod większym wrażeniem. Zastanawiałem się, jak ten numer nie wyszedł obok Glass Eyes czy wreszcie studyjnego True Love Waits? Tło wydawało się bardziej znaczące. Jest gęsto od poruszenia i emocji. Dostać tego typu sercołamliwym pociskiem w radiu to już wyższy poziom braku litości. Yorke nie śpiewa na początku z typową dla siebie manierą. Dopiero po jakimś czasie wszystko jest jasne. Lubię bardziej pomieszane aranże w światku rejdiohedowym. Klawisze i chóry za bardzo z przodu, choć z drugiej strony całość zyskuje aspekt kameralny. Powinienem wreszcie tę Suspirię sprawdzić. Trochę w tym przypadku głupio bez filmu, ale co tam. Hien zachęca krautrockami!
Nwm czy ta elektronika u Thoma jest tania
PSB Why Dont' We Live Together
Coś jest z nimi na rzeczy. Wyjątkowo dużo szans już dostali w ramach naszej zabawy. Propozycje padają przed majestat zgromadzenia i cieszą się mniejszym lub większym powodzeniem. No i co z tego, że akurat ta jest najsłabsza? W pewnym momencie standardem było korzystanie z takiego brzmienia trochę gitara, trochę tani basowy syntezator-sekwencer. Przejadło mi się, przestaję je lubić. Refren baardzo niemrawy, coś tam nie poszło najlepiej, mocno pod górkę pomysł. Początkowo zastanawiałem się, czego cover lub daleką inspirację to może stanowić... Na Introspective dotarli do dojrzałej formy tego, co tu jest jeszcze w powijakach i głębokich poszukiwaniach. Średnio przebojowe, choć klawirki ładnie pracują i niektóre brzmienia są naprawdę w porządku. Zwrotki szybko wylatują z głowy. Spory mankament dla Reprezentatywnego Przeboju tm
Monaco Junk
Nie wiem. What Do You Want From Me kompletnie nie kojarzę. Hit, który zapewne w swoim czasie mógł trafiać do większej grupy ludzi specyficznym połączeniem przaśności i artyzmu. Jest jak The Cure plus New Order, a za nimi zamaszyste tanie synthy i pianinko. Romantyczny bigos, który w Polsce wiele zespołów małpowało i małpuje. W którymś momencie nadszedł definitywnie termin przydatności do spożycia, przynajmniej w takim opakowaniu... no ale dobra, ja tu pierdantus o jednym, a trzeba 0.03 PLN o Junk. Wbrew rockerskim opisom i skojarzeniom to ma klubową duszę! Jeśli istnieje krótsza wersja to słusznie, bo ta przypomina remiks dwunastocalowy. Transowy rytm, klubowe, wręcz rejwowe akordy syntezatorowe, a potem gitara! Po trzech minutach wjeżdżają wokale. Nie przeszkadzają, melodia dobrze dopasowana do energii reszty. Przyjemnie płynie, a nie spowalnia. Trochę śmieszny jest ten wokalny FIILET przewijający się przez jakiś czas, ale poza tym... Dev znowu trafia zaskakująco dobrze siadającym obskjurem. Junk powinno lądować na transowych kompilacjach obok rzeczy Svena Vatha. Na takie wrzutki czekam, sporo było Kinder Niespodzianek do tej pory, a tu zawsze jest szansa dostać czymś z zupełnie zaskakującej strony.
Katy B Crying for No Reason
Nie przekonacie mnie do niej. Za dobry snooker, drugie pudło. Tutaj też przeciętny rytm, ale przede wszystkim niezamierzenie wątpliwe zawieszenie między pompą i żywiołowością. Melodramat podbity średnim biciorem, cyfrową symfonią, a dobity przegadanymi wokalami. Z czasem druga część kawałka jeszcze ujdzie, ale początek... więcej sympatii znajdę dla naszych lokalnych "rodzących się gwiazd" z tej parafii. Trzecioligowa rzecz, dla której miejsce odnajduję w tych mniej popularnych radiostacjach z popularną muzyką. Za wiele chęci, za mało możliwości, a i pomysł pozostawia sporo do życzenia. Jak to Lights On zadziałało... jest tam brzmienie, charakterystyczne linijki, które wracają do życia po latach. Tutaj sukcesu nie będzie jak w przypadku All My Luvin. Chyba, że przemawia przeze mnie sentyment, choć to nie to do końca...
Alice Merton Speak Your Mind
Przypatruję się z coraz większą sympatią zmaganiom shodana z proponowaniem nam kolejnych piosenkarek. Trochę nie wierzę w to, że sam głos czyni cuda. Z jednej strony ballady mocno zakorzenione w klimacie, który udziela się dookoła. Stąd zainteresowanie i sympatia. Z drugiej mocne kawałki, gdzie wykonujące nie dają sobie w kaszę dmuchać. Wierzę natomiast w pełni świadome wybory, że to są kąski naprawdę warte naszej uwagi. Jeśli nie to, to może faktycznie repertuar danej damy nie dla nas. Nie wiem, czy głos jest faktycznie taki oryginalny, ale na pewno charakterny. Numer z lekkim sznytem arenbi, Lorde czy Billie Eilish spokojnie by się obroniły. Alice też wychodzi z tego zadania bez szwanku. Nie jestem wrogiem dobrego popu. Wystarczy przekonujący przekaz. Prościutki aranż, w którym trudno odnaleźć wyróżniki dające łatwo odróżnić ten od setek innych w tej stylistyce, ale z takim wokalem wychodzi przyjemny drobiazg. Jestem na tak.
Przyjemna kolejka, bardzo estetycznie wyszła ta klamra nastrojowa Yorke-Subaeris. W innym miejscu niż od razu po Unmade czy na samym końcu byłoby gorzej! Puchar Doskonałego Mleka wygrywa Monako. Potem wrażliwy Yorke, brąz dla reprezentantki Shodanistanu. PSB i KB raczej na nie, sorry panowie
Thom Yorke Unmade
Pomimo tego, że to najmniej elektroniczna rzecz w wykonaniu Thoma ze wszystkich do tej pory poznanych, muszę jej przyznać bliski stopień pokrewieństwa z A Moon Shaped Pool. Chłodna elektronika jednak szybko gaśnie, ale na końcu znowu ma czym zyskać uznanie wytrawnych graczy. Za pierwszym razem byłem pod większym wrażeniem. Zastanawiałem się, jak ten numer nie wyszedł obok Glass Eyes czy wreszcie studyjnego True Love Waits? Tło wydawało się bardziej znaczące. Jest gęsto od poruszenia i emocji. Dostać tego typu sercołamliwym pociskiem w radiu to już wyższy poziom braku litości. Yorke nie śpiewa na początku z typową dla siebie manierą. Dopiero po jakimś czasie wszystko jest jasne. Lubię bardziej pomieszane aranże w światku rejdiohedowym. Klawisze i chóry za bardzo z przodu, choć z drugiej strony całość zyskuje aspekt kameralny. Powinienem wreszcie tę Suspirię sprawdzić. Trochę w tym przypadku głupio bez filmu, ale co tam. Hien zachęca krautrockami!
Nwm czy ta elektronika u Thoma jest tania
PSB Why Dont' We Live Together
Coś jest z nimi na rzeczy. Wyjątkowo dużo szans już dostali w ramach naszej zabawy. Propozycje padają przed majestat zgromadzenia i cieszą się mniejszym lub większym powodzeniem. No i co z tego, że akurat ta jest najsłabsza? W pewnym momencie standardem było korzystanie z takiego brzmienia trochę gitara, trochę tani basowy syntezator-sekwencer. Przejadło mi się, przestaję je lubić. Refren baardzo niemrawy, coś tam nie poszło najlepiej, mocno pod górkę pomysł. Początkowo zastanawiałem się, czego cover lub daleką inspirację to może stanowić... Na Introspective dotarli do dojrzałej formy tego, co tu jest jeszcze w powijakach i głębokich poszukiwaniach. Średnio przebojowe, choć klawirki ładnie pracują i niektóre brzmienia są naprawdę w porządku. Zwrotki szybko wylatują z głowy. Spory mankament dla Reprezentatywnego Przeboju tm
Monaco Junk
Nie wiem. What Do You Want From Me kompletnie nie kojarzę. Hit, który zapewne w swoim czasie mógł trafiać do większej grupy ludzi specyficznym połączeniem przaśności i artyzmu. Jest jak The Cure plus New Order, a za nimi zamaszyste tanie synthy i pianinko. Romantyczny bigos, który w Polsce wiele zespołów małpowało i małpuje. W którymś momencie nadszedł definitywnie termin przydatności do spożycia, przynajmniej w takim opakowaniu... no ale dobra, ja tu pierdantus o jednym, a trzeba 0.03 PLN o Junk. Wbrew rockerskim opisom i skojarzeniom to ma klubową duszę! Jeśli istnieje krótsza wersja to słusznie, bo ta przypomina remiks dwunastocalowy. Transowy rytm, klubowe, wręcz rejwowe akordy syntezatorowe, a potem gitara! Po trzech minutach wjeżdżają wokale. Nie przeszkadzają, melodia dobrze dopasowana do energii reszty. Przyjemnie płynie, a nie spowalnia. Trochę śmieszny jest ten wokalny FIILET przewijający się przez jakiś czas, ale poza tym... Dev znowu trafia zaskakująco dobrze siadającym obskjurem. Junk powinno lądować na transowych kompilacjach obok rzeczy Svena Vatha. Na takie wrzutki czekam, sporo było Kinder Niespodzianek do tej pory, a tu zawsze jest szansa dostać czymś z zupełnie zaskakującej strony.
Katy B Crying for No Reason
Nie przekonacie mnie do niej. Za dobry snooker, drugie pudło. Tutaj też przeciętny rytm, ale przede wszystkim niezamierzenie wątpliwe zawieszenie między pompą i żywiołowością. Melodramat podbity średnim biciorem, cyfrową symfonią, a dobity przegadanymi wokalami. Z czasem druga część kawałka jeszcze ujdzie, ale początek... więcej sympatii znajdę dla naszych lokalnych "rodzących się gwiazd" z tej parafii. Trzecioligowa rzecz, dla której miejsce odnajduję w tych mniej popularnych radiostacjach z popularną muzyką. Za wiele chęci, za mało możliwości, a i pomysł pozostawia sporo do życzenia. Jak to Lights On zadziałało... jest tam brzmienie, charakterystyczne linijki, które wracają do życia po latach. Tutaj sukcesu nie będzie jak w przypadku All My Luvin. Chyba, że przemawia przeze mnie sentyment, choć to nie to do końca...
Alice Merton Speak Your Mind
Przypatruję się z coraz większą sympatią zmaganiom shodana z proponowaniem nam kolejnych piosenkarek. Trochę nie wierzę w to, że sam głos czyni cuda. Z jednej strony ballady mocno zakorzenione w klimacie, który udziela się dookoła. Stąd zainteresowanie i sympatia. Z drugiej mocne kawałki, gdzie wykonujące nie dają sobie w kaszę dmuchać. Wierzę natomiast w pełni świadome wybory, że to są kąski naprawdę warte naszej uwagi. Jeśli nie to, to może faktycznie repertuar danej damy nie dla nas. Nie wiem, czy głos jest faktycznie taki oryginalny, ale na pewno charakterny. Numer z lekkim sznytem arenbi, Lorde czy Billie Eilish spokojnie by się obroniły. Alice też wychodzi z tego zadania bez szwanku. Nie jestem wrogiem dobrego popu. Wystarczy przekonujący przekaz. Prościutki aranż, w którym trudno odnaleźć wyróżniki dające łatwo odróżnić ten od setek innych w tej stylistyce, ale z takim wokalem wychodzi przyjemny drobiazg. Jestem na tak.
Przyjemna kolejka, bardzo estetycznie wyszła ta klamra nastrojowa Yorke-Subaeris. W innym miejscu niż od razu po Unmade czy na samym końcu byłoby gorzej! Puchar Doskonałego Mleka wygrywa Monako. Potem wrażliwy Yorke, brąz dla reprezentantki Shodanistanu. PSB i KB raczej na nie, sorry panowie
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Thom Yorke – Unmade
Muszę przyznać, że podchodzi mi dobrze muzyczna działalność pana Yorke’a. Czy to w ramach Radiohead, The Smile czy też solo. Chociaż Unnmade to na razie jedyny utwór solo Thoma, który poznałem. Ale jest na miarę moich oczekiwań. Ładne balladki oparte na pianinkowym brzmieniu zawsze mnie ruszają. Głos Thoma też bardzo lubię. No ale najlepszą robotę robią tutaj chórki. Hien w jednym utworze z folklor trochę marudził na zbyt dużo disneyowskiego klimatu. Jak tam było disneyowsko, to tutaj jest to za sprawą chórków do kwadratu (to właśnie ta hipokryzja hienowa pewnie
). Ale mnie to pasuje, bo naprawdę uwielbiam takie baśniowe klimaty.
Krótko mówiąc bardzo ładny utwór. Czy smutny? Pewnie wszystko zależy, w jakim jesteśmy nastroju lub momencie życia. Jak coś w życiu nie idzie, to pewnie i za sprawą Unmade zły nastrój jeszcze bardziej może nas zdołować. U mnie w życiu od wielu lat jest wszystko w najlepszym porządku, więc i ten utwór mnie nie dołuje. Wręcz przeciwnie, działa na mnie niezwykle kojąco i przyjemnie.
Pet Shop Boys - Why Don't We Live Together
No mentos rzucił świetnym numerem jednego z moich ulubionych zespołów. I to z czasów ich złotej ery. Please to była pierwsza płyta PSB, ale wcale tego nie słychać. Już wtedy byli w pełni świadomi co robią i robili to świetnie. Uwielbiam tę płytę od a do z i uwielbiam ten utwór. Brawa dla mentosa, że nie poszedł na łatwiznę rzucając jakimś wielkim hitem, które już na tym albumie były. Zapodał utwór pewnie zupełnie nieznany dla kogoś, kto znawcą PSB nie jest. Ja się do nich nie zaliczam i znam Why Don't We Live Together doskonale. Świetna kompozycja w świetnym aranżu. Dynamiczny utwór ze świetnym Neilem na wokalu.
O moich relacjach z PSB już wielokrotnie pisałem, więc nie będę się powtarzał. Odniosę się tylko do historyjki mentosa związanej z zakupem albumu Discoghaphy. Niby mało znaczące wydarzenie dla życia, ot kupno płyty, nic wielkiego, ale jednak może to być coś, co pamiętamy do końca życia i co jest pięknym wspomnieniem. Sam mam takie wspomnienie związane z tym samym wydawnictwem. W 4 klasie technikum pojechaliśmy na wycieczkę szkolną do Krakowa. Jechaliśmy pociągiem całą noc i nieźle tłoczyliśmy mandarynę. Razem z wychowawcą i nauczycielem historii zresztą. Spędziliśmy w Krakowie chyba 3 dni. No i na ulicy Floriańskiej był sklep muzyczny, którego od dawna już nie ma. Tam oczywiście jako kompletnie nawiedzony fan PSB od razu podszedłem do regału z literką P i wypatrzyłem kasetę HSV Discography: The Complete Singles Collection. Dla mnie kupno tej kasety było jak wygranie w totolotka. Przypominam, że to był 92 rok. Posiadanie wszystkich teledysków PSB na kasecie, z których wielu nawet nigdy nie widziałem na oczy, było nieopisanym przeżyciem. I do dziś jak wspominam tę wycieczkę, sklep muzyczny, kupno kasety (którą mam do dziś), to jest mi błogo na duszy.
Mentos dzięki za ponowne przywołanie tych wspomnień i za tę doskonałą wrzutkę.
Monaco – Junk
Tę kolejkę załączyłem sobie w pracy, bez uprzedniego czytania opisów. Tzn. zacząłem je czytać właśnie podczas pierwszego odsłuchiwania. Jak zaczęło się Junk, to jeszcze nie doszedłem do opisu deva. Ale gdy usłyszałem gitarę basową od razu zapaliła mi się lampka. New Order? Sprawdziłęm jeszcze raz nazwę wykonawcy. No nie, to nie NO. Potem wszedł wokal. Nosz kurdę to przecież Sumner! Zgłupiałem. Potem przeczytałem opis deva i wszystko stało się jasne. Nie mogłem nadal uwierzyć, że na wokalu to nie Sumner. Naprawdę barwa głosu niespotykanie podobna.
Utwór też oczywiście bardzo w stylu New Order, który lubię, więc i ten utwór oczywiście mi się podoba. Rytmiczny, żywiołowy, przebojowy. Gitara Hooka też zawsze brzmi świetnie i charakterystycznie.
W jednej kwestii zgadzam się z Murzynem – utwór trochę jednak za długi. Nie było chyba powodu, żeby go przeciągać aż do ponad 9 minut. No ale w każdym razie dobra propozycja.
Katy B - Crying For No Reason
Kolejny utwór, który mi się podoba oczywiście, bo przecież to Katy B. Rozpatrując tę wokalistkę brałem pod uwagę 3 utwory, m.in. ten, który ja wrzuciłem oraz Crying For No Reason. Ale pomyślałem, iż Crying For No Reason może być bardziej znany z racji bycia singlem. Dałem więc szansę mniej znanej balladce, która jak się okazało w ogóle się nie przyjęła. Nawet u samego fana Katy. Dla mnie oba utwory są równie dobre. Może i w All My Lovin' jest rzeczywiście za dużo tego środka, może Crying For No Reason ma trochę lepiej zrealizowane pod tym względem brzmienie. Ale to nie jest dla mnie decydujące kryterium. Ja opieram się zawsze na wrażeniu, jaki wywołuje na mnie piosenka. Jeżeli mi pasuje, to jestem w stanie wybaczyć nawet jakieś wokalne, brzmieniowe czy też produkcyjne niedoskonałości. No ale każdy ma inną wrażliwość, inne oczekiwania.
Nie oglądam się też na to, czy zabiegi zastosowane w danym utworze idą w parze z modą czy nie.
Pani Katy B daje radę oczywiście tym utworem. Dynamiczny przebój z bardzo ładną melodią i wokalem. Podoba mi się to, że utwór zaczyna się spokojnie i dopiero z czasem się rozkręca. Takie zabiegi są zawsze u mnie mile widziane.
No i na koniec jeszcze jedna uwaga – musiałbym być chyba pryszczaty ja jedno ucho, żeby nie być w stanie wyłowić tego głosu z tłumu innych wokalistek.
Subaeris - Blue Tokyo
Dragon to przebiegły gość. Dwa razy już tutaj ludzie propsowali jego utwory za klimaty kojarzące się z deszczowym Tokio, więc postanowił teraz dać utwór wręcz z tytułem z Tokio.
O i ja naprawdę dużo bardziej wolę takie fajne ambientowe brzmienia od tych niektórych queerowych wynalazków. Bo to jest naprawdę przyjemna muzyka. Może nie jakaś przebojowa, bardzo zapamiętywalna, nie jakaś wyróżniająca się, przynajmniej dla mnie, z ławicy innych tego typu instrumentalnych utworów. Ale mająca fajny relaksujący klimat. Przyjemnie i dostojnie sobie to płynie. I na dodatek bardzo dobrze brzmi.
Może sobie kiedyś złożę z tych dragonowych najlepszych instrumentali jakiś ambientowo-vaporovy album?
Bardzo dobra i wyrównana kolejka. I dosyć różnorodna jednak.
Muszę przyznać, że podchodzi mi dobrze muzyczna działalność pana Yorke’a. Czy to w ramach Radiohead, The Smile czy też solo. Chociaż Unnmade to na razie jedyny utwór solo Thoma, który poznałem. Ale jest na miarę moich oczekiwań. Ładne balladki oparte na pianinkowym brzmieniu zawsze mnie ruszają. Głos Thoma też bardzo lubię. No ale najlepszą robotę robią tutaj chórki. Hien w jednym utworze z folklor trochę marudził na zbyt dużo disneyowskiego klimatu. Jak tam było disneyowsko, to tutaj jest to za sprawą chórków do kwadratu (to właśnie ta hipokryzja hienowa pewnie
Krótko mówiąc bardzo ładny utwór. Czy smutny? Pewnie wszystko zależy, w jakim jesteśmy nastroju lub momencie życia. Jak coś w życiu nie idzie, to pewnie i za sprawą Unmade zły nastrój jeszcze bardziej może nas zdołować. U mnie w życiu od wielu lat jest wszystko w najlepszym porządku, więc i ten utwór mnie nie dołuje. Wręcz przeciwnie, działa na mnie niezwykle kojąco i przyjemnie.
Pet Shop Boys - Why Don't We Live Together
No mentos rzucił świetnym numerem jednego z moich ulubionych zespołów. I to z czasów ich złotej ery. Please to była pierwsza płyta PSB, ale wcale tego nie słychać. Już wtedy byli w pełni świadomi co robią i robili to świetnie. Uwielbiam tę płytę od a do z i uwielbiam ten utwór. Brawa dla mentosa, że nie poszedł na łatwiznę rzucając jakimś wielkim hitem, które już na tym albumie były. Zapodał utwór pewnie zupełnie nieznany dla kogoś, kto znawcą PSB nie jest. Ja się do nich nie zaliczam i znam Why Don't We Live Together doskonale. Świetna kompozycja w świetnym aranżu. Dynamiczny utwór ze świetnym Neilem na wokalu.
O moich relacjach z PSB już wielokrotnie pisałem, więc nie będę się powtarzał. Odniosę się tylko do historyjki mentosa związanej z zakupem albumu Discoghaphy. Niby mało znaczące wydarzenie dla życia, ot kupno płyty, nic wielkiego, ale jednak może to być coś, co pamiętamy do końca życia i co jest pięknym wspomnieniem. Sam mam takie wspomnienie związane z tym samym wydawnictwem. W 4 klasie technikum pojechaliśmy na wycieczkę szkolną do Krakowa. Jechaliśmy pociągiem całą noc i nieźle tłoczyliśmy mandarynę. Razem z wychowawcą i nauczycielem historii zresztą. Spędziliśmy w Krakowie chyba 3 dni. No i na ulicy Floriańskiej był sklep muzyczny, którego od dawna już nie ma. Tam oczywiście jako kompletnie nawiedzony fan PSB od razu podszedłem do regału z literką P i wypatrzyłem kasetę HSV Discography: The Complete Singles Collection. Dla mnie kupno tej kasety było jak wygranie w totolotka. Przypominam, że to był 92 rok. Posiadanie wszystkich teledysków PSB na kasecie, z których wielu nawet nigdy nie widziałem na oczy, było nieopisanym przeżyciem. I do dziś jak wspominam tę wycieczkę, sklep muzyczny, kupno kasety (którą mam do dziś), to jest mi błogo na duszy.
Mentos dzięki za ponowne przywołanie tych wspomnień i za tę doskonałą wrzutkę.
Monaco – Junk
Tę kolejkę załączyłem sobie w pracy, bez uprzedniego czytania opisów. Tzn. zacząłem je czytać właśnie podczas pierwszego odsłuchiwania. Jak zaczęło się Junk, to jeszcze nie doszedłem do opisu deva. Ale gdy usłyszałem gitarę basową od razu zapaliła mi się lampka. New Order? Sprawdziłęm jeszcze raz nazwę wykonawcy. No nie, to nie NO. Potem wszedł wokal. Nosz kurdę to przecież Sumner! Zgłupiałem. Potem przeczytałem opis deva i wszystko stało się jasne. Nie mogłem nadal uwierzyć, że na wokalu to nie Sumner. Naprawdę barwa głosu niespotykanie podobna.
Utwór też oczywiście bardzo w stylu New Order, który lubię, więc i ten utwór oczywiście mi się podoba. Rytmiczny, żywiołowy, przebojowy. Gitara Hooka też zawsze brzmi świetnie i charakterystycznie.
W jednej kwestii zgadzam się z Murzynem – utwór trochę jednak za długi. Nie było chyba powodu, żeby go przeciągać aż do ponad 9 minut. No ale w każdym razie dobra propozycja.
Katy B - Crying For No Reason
Kolejny utwór, który mi się podoba oczywiście, bo przecież to Katy B. Rozpatrując tę wokalistkę brałem pod uwagę 3 utwory, m.in. ten, który ja wrzuciłem oraz Crying For No Reason. Ale pomyślałem, iż Crying For No Reason może być bardziej znany z racji bycia singlem. Dałem więc szansę mniej znanej balladce, która jak się okazało w ogóle się nie przyjęła. Nawet u samego fana Katy. Dla mnie oba utwory są równie dobre. Może i w All My Lovin' jest rzeczywiście za dużo tego środka, może Crying For No Reason ma trochę lepiej zrealizowane pod tym względem brzmienie. Ale to nie jest dla mnie decydujące kryterium. Ja opieram się zawsze na wrażeniu, jaki wywołuje na mnie piosenka. Jeżeli mi pasuje, to jestem w stanie wybaczyć nawet jakieś wokalne, brzmieniowe czy też produkcyjne niedoskonałości. No ale każdy ma inną wrażliwość, inne oczekiwania.
Nie oglądam się też na to, czy zabiegi zastosowane w danym utworze idą w parze z modą czy nie.
Pani Katy B daje radę oczywiście tym utworem. Dynamiczny przebój z bardzo ładną melodią i wokalem. Podoba mi się to, że utwór zaczyna się spokojnie i dopiero z czasem się rozkręca. Takie zabiegi są zawsze u mnie mile widziane.
No i na koniec jeszcze jedna uwaga – musiałbym być chyba pryszczaty ja jedno ucho, żeby nie być w stanie wyłowić tego głosu z tłumu innych wokalistek.
Subaeris - Blue Tokyo
Dragon to przebiegły gość. Dwa razy już tutaj ludzie propsowali jego utwory za klimaty kojarzące się z deszczowym Tokio, więc postanowił teraz dać utwór wręcz z tytułem z Tokio.
O i ja naprawdę dużo bardziej wolę takie fajne ambientowe brzmienia od tych niektórych queerowych wynalazków. Bo to jest naprawdę przyjemna muzyka. Może nie jakaś przebojowa, bardzo zapamiętywalna, nie jakaś wyróżniająca się, przynajmniej dla mnie, z ławicy innych tego typu instrumentalnych utworów. Ale mająca fajny relaksujący klimat. Przyjemnie i dostojnie sobie to płynie. I na dodatek bardzo dobrze brzmi.
Może sobie kiedyś złożę z tych dragonowych najlepszych instrumentali jakiś ambientowo-vaporovy album?
Bardzo dobra i wyrównana kolejka. I dosyć różnorodna jednak.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
To co, rozumiem że Mentos w ciągu doby od teraz wlatuje z dobrodziejstwem?
Chciałem jakoś skomentować pocisk Wuja z disneyem w Unmade, ale nie będę igrał z materiałem łatwopalnym xd Ważne, że podeszło.
Chciałem jakoś skomentować pocisk Wuja z disneyem w Unmade, ale nie będę igrał z materiałem łatwopalnym xd Ważne, że podeszło.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
W sumie spoko się dowiedzieć że na floriańskiej był kiedyś sklep muzyczny.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
I to fest duży.
W ogóle nawet w niektórych utworach Radiohead ja to słyszę.
No dla mnie to takie podobne klimaty. I bardzo dobrze. Może Ty jakoś inaczej to odbierasz.Hien pisze:16 lis 2022 10:13Chciałem jakoś skomentować pocisk Wuja z disneyem w Unmade, ale nie będę igrał z materiałem łatwopalnym xd Ważne, że podeszło.
W ogóle nawet w niektórych utworach Radiohead ja to słyszę.