Best of Forum II
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Re: Best of Forum II
Machinedrum – Come1
Słuchając utworów z tej kolejki w ciemno nie miałbym raczej wątpliwości, żeby wskazać autora tej propozycji. To takie typowe murzyńskie rytmy (nie w dosłownym tego słowa znaczeniu). I one zazwyczaj charakteryzują się po prostu rzetelnością. Nie da się tego zeszrotować, bo nie ma powodu. Nie zakochuję się w tego typu utworach, bo to trochę nie mój ulubiony styl, ale jednak słucha się tego zupełnie dobrze. Po zakończeniu słuchania szybko wyparowuje z głowy, ale słucha się dobrze. Nie tęskni się za tym, ale jak leci, to słucha się dobrze. Myślę, że wiecie o co mi chodzi. Najbardziej podoba mi się perkusja. Dobra robota.
Young The Giant – Superposition
A to jest z kolei taka rzecz, którą się dobrze słucha, ale jednocześnie zostaje mi w głowie. Choć powiem szczerze, że na początku mi się nie podobało. No ale potrzebowałem chwili, żeby się uleżało. Hien czasami przy czyichś wrzutkach potrafi marudzić na brzmienie. Ten utwór jest kolejnym przykładem dlaczego. Zwyczajnie utwory Hiena charakteryzują się naprawdę dobrym brzmieniem. Utwór może być czasami nawet trochę gorszy, ale zazwyczaj dobrze brzmi. Hien raczej nie toleruje bylejakości w tym elemencie. No ja jestem dużo bardziej wyrozumiały i potrafię naprawdę wybaczyć wiele, jeżeli nuta mi pasuje. Ale w propozycjach Hiena dostrzegam to nienaganne brzmienie.
Fajny i ładnie zaaranżowany utwór. Pięknie pracuje perkusja i przyjemnie brzdęka gitara. Czy może jakaś mandolina raczej? Melodia naprawdę przyjemna, podobnie jak i wokal. Wszystko tu gra jak należy. Stoję sobie w oknie patrząc z piętra na zaśnieżony krajobraz i fajnie mi to się zgrywa z tym w sumie pogodnym utworem.
Billy Joel - We Didn't Start the Fire
No ja podobnie jak Dragon nie lubię tego utworu. Nie lubię teraz i nie lubiłem w czasach, kiedy powstał. W latach 80' powstawało sporo tego typu przebojów. Zyskiwały one sporą popularność, ale ja rzadko kupowałem tę muzykę. Teraz po czasie jeszcze gorzej je odbieram. Nie lubię oceniać muzyki przez pryzmat zestarzenia, gorszego jakościowo brzmienia czy coś podobnego. Więc i tu nie patrzę w ten sposób. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby utwór miał jakiś klimat, vibe czy cokolwiek, co potrafi mnie zainteresować. Tutaj niestety nic takiego nie ma. Sama przynależność do eitisów oczywiście też nie ma nic do rzeczy. Bo i wtedy powstało sporo dobrej muzyki. Ale i sporo tandetnej. Temu utworowi dla mnie niestety bliżej do tej drugiej grupy. Tak wiem, że wtedy tak się grało, ale jak mówiłem ja rzadko to kupowałem. I nie mam z tym utworem tak fajnych wspomnień jak Hien niestety.
Karel Goldbaum - Let Me Die
No i Dragon atakuje utworem, w którym pierwszoplanową rolę odgrywa znienawidzony przez wszystkich akordeon. Nie chce mi się szukać, co Dragon pisał o akordeonie przy okazji Papa Dance, choć mam silne przeświadczenie, że narzekali wszyscy bez wyjątku. A tu proszę. Nawet Hien chwali (tak pamiętam: “każdy z nas jest małym hipokrytą”).
Dla mnie akordeon też robi ten utwór. Na początku utworu było trochę niemrawo, więc nieco przewracałem oczami, ale jak weszły te akordeonowe akordy, to już byłem happy. Bo ja uwielbiam takie granie. Utwór ma dla mnie charakter taki mocno francuski, bo tam u nich tego akordeonu sporo się zawsze przewijało. Fajny klimat. Podoba mi się. Nie wiem, czy ta reszta brzmienia jest dobra, czy nie. Nie znam się. Akordeon jest kapitalny. Dobrze się zgrywa z tym wszystkim, co słychać w tle. I dobrze się tego słucha. Mimo prawie 12 minut przelatuje migusiem. A to walenie po puszkach w końcówce kojarzy mi się normalnie z Shout DM.
Rush – Subdivisions
No cóż, tu podobnie jak w przypadku deva bardziej będę marudził niż chwalił. Wczesne lata 80’ co znowu słychać. Wiem, że nie można krytykować czegoś za brzmienie, które było charakterystyczne dla okresu, w którym powstało. Ale mnie to brzmienie zwyczajnie nie odpowiada. Właśnie klawisze w stylu “Jump” bardzo szybko ostudziły mój zapał do tej wrzutki. Melodia niczego nie jest tu w stanie zrekompensować. Bo jest bardzo przeciętna. Fajnie pogrywa perkusja, ale już gitarowe wywijasy powodują u mnie kręcenie nosem. Oj coś ja te lata 80’ coraz gorzej wspominam widzę.
Kolejka taka znowu średnia ogólnie. Fajne bardzo Young The Giant. Propozycje Dragona i Murzyna też dobre. Za to eitison podziękuję.
Słuchając utworów z tej kolejki w ciemno nie miałbym raczej wątpliwości, żeby wskazać autora tej propozycji. To takie typowe murzyńskie rytmy (nie w dosłownym tego słowa znaczeniu). I one zazwyczaj charakteryzują się po prostu rzetelnością. Nie da się tego zeszrotować, bo nie ma powodu. Nie zakochuję się w tego typu utworach, bo to trochę nie mój ulubiony styl, ale jednak słucha się tego zupełnie dobrze. Po zakończeniu słuchania szybko wyparowuje z głowy, ale słucha się dobrze. Nie tęskni się za tym, ale jak leci, to słucha się dobrze. Myślę, że wiecie o co mi chodzi. Najbardziej podoba mi się perkusja. Dobra robota.
Young The Giant – Superposition
A to jest z kolei taka rzecz, którą się dobrze słucha, ale jednocześnie zostaje mi w głowie. Choć powiem szczerze, że na początku mi się nie podobało. No ale potrzebowałem chwili, żeby się uleżało. Hien czasami przy czyichś wrzutkach potrafi marudzić na brzmienie. Ten utwór jest kolejnym przykładem dlaczego. Zwyczajnie utwory Hiena charakteryzują się naprawdę dobrym brzmieniem. Utwór może być czasami nawet trochę gorszy, ale zazwyczaj dobrze brzmi. Hien raczej nie toleruje bylejakości w tym elemencie. No ja jestem dużo bardziej wyrozumiały i potrafię naprawdę wybaczyć wiele, jeżeli nuta mi pasuje. Ale w propozycjach Hiena dostrzegam to nienaganne brzmienie.
Fajny i ładnie zaaranżowany utwór. Pięknie pracuje perkusja i przyjemnie brzdęka gitara. Czy może jakaś mandolina raczej? Melodia naprawdę przyjemna, podobnie jak i wokal. Wszystko tu gra jak należy. Stoję sobie w oknie patrząc z piętra na zaśnieżony krajobraz i fajnie mi to się zgrywa z tym w sumie pogodnym utworem.
Billy Joel - We Didn't Start the Fire
No ja podobnie jak Dragon nie lubię tego utworu. Nie lubię teraz i nie lubiłem w czasach, kiedy powstał. W latach 80' powstawało sporo tego typu przebojów. Zyskiwały one sporą popularność, ale ja rzadko kupowałem tę muzykę. Teraz po czasie jeszcze gorzej je odbieram. Nie lubię oceniać muzyki przez pryzmat zestarzenia, gorszego jakościowo brzmienia czy coś podobnego. Więc i tu nie patrzę w ten sposób. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby utwór miał jakiś klimat, vibe czy cokolwiek, co potrafi mnie zainteresować. Tutaj niestety nic takiego nie ma. Sama przynależność do eitisów oczywiście też nie ma nic do rzeczy. Bo i wtedy powstało sporo dobrej muzyki. Ale i sporo tandetnej. Temu utworowi dla mnie niestety bliżej do tej drugiej grupy. Tak wiem, że wtedy tak się grało, ale jak mówiłem ja rzadko to kupowałem. I nie mam z tym utworem tak fajnych wspomnień jak Hien niestety.
Karel Goldbaum - Let Me Die
No i Dragon atakuje utworem, w którym pierwszoplanową rolę odgrywa znienawidzony przez wszystkich akordeon. Nie chce mi się szukać, co Dragon pisał o akordeonie przy okazji Papa Dance, choć mam silne przeświadczenie, że narzekali wszyscy bez wyjątku. A tu proszę. Nawet Hien chwali (tak pamiętam: “każdy z nas jest małym hipokrytą”).
Dla mnie akordeon też robi ten utwór. Na początku utworu było trochę niemrawo, więc nieco przewracałem oczami, ale jak weszły te akordeonowe akordy, to już byłem happy. Bo ja uwielbiam takie granie. Utwór ma dla mnie charakter taki mocno francuski, bo tam u nich tego akordeonu sporo się zawsze przewijało. Fajny klimat. Podoba mi się. Nie wiem, czy ta reszta brzmienia jest dobra, czy nie. Nie znam się. Akordeon jest kapitalny. Dobrze się zgrywa z tym wszystkim, co słychać w tle. I dobrze się tego słucha. Mimo prawie 12 minut przelatuje migusiem. A to walenie po puszkach w końcówce kojarzy mi się normalnie z Shout DM.
Rush – Subdivisions
No cóż, tu podobnie jak w przypadku deva bardziej będę marudził niż chwalił. Wczesne lata 80’ co znowu słychać. Wiem, że nie można krytykować czegoś za brzmienie, które było charakterystyczne dla okresu, w którym powstało. Ale mnie to brzmienie zwyczajnie nie odpowiada. Właśnie klawisze w stylu “Jump” bardzo szybko ostudziły mój zapał do tej wrzutki. Melodia niczego nie jest tu w stanie zrekompensować. Bo jest bardzo przeciętna. Fajnie pogrywa perkusja, ale już gitarowe wywijasy powodują u mnie kręcenie nosem. Oj coś ja te lata 80’ coraz gorzej wspominam widzę.
Kolejka taka znowu średnia ogólnie. Fajne bardzo Young The Giant. Propozycje Dragona i Murzyna też dobre. Za to eitison podziękuję.
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Whoa, czy ty czasem nie wspominałeś o tym, że lubisz te płytę?Niemniej, gdyby Mentos dał coś z „Power Windows”, to by się skończyło u mnie hejtem
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Young The Giant - Superposition
Hien zmienia vibe na lżejszy pozostając jednak w tym takim gitarowym lirycznym. A wrzutki Hiena z tej kategorii cechuje przeważnie jedna rzecz, to są PIOSENKI. Bardzo dobre kompozycje, klasyczne pop rockowe instrumentarium, fajne melodie. Ten kawałek brzmi dla mnie jak coś z nowszych dokonań Coldplay idącego w lekkie indie popowe brzmienie. Świetny kawałek choć vibe daje mi iście wiosenny, raczej kwiecień/maj ale aura wokół nie przeszkadza bo dni bywają słoneczne a to już daje energię do życia spójną z energią tego numeru. Złoto kolejki ode mnie.
Billy Joel - We Didn't Start The Fire
No ten numer widzę dzieli na dwa obozy i ja bez zastanowienia wpasowuję się raczej do hejterów tego kawałka. No jeden z tych bardziej nielubianych od zawsze ejtisowych przebojów u mnie. Posłuchałem kilka razy mimo wszystko by dać mu szansę i co mogę rzec - o ile refren jeszcze jest jako taki pomimo tych klawiszy tak ta zwrotkowa wyliczanka zawsze mnie odrzucała i nie trawię jej nadal, może to przez tempo tego numeru brzmi to tak dla mnie jak sratatatata z karabinu xd ogólnie klimat tego numeru pachnie mi krindżowym amerykańskim rockiem z lat 80., czy to jest właśnie dad rock? Byłem na NIE i MUSIAŁEM pozostać na NIE, sorry.
Karel Goldbaum - Let Me Die
Prosiłem o zaskoczenia no to mam, Dragon zaskoczył, tylko jakim kosztem. Mamy tym razem jutubera bawiącego się w muzykę i to dragoncore ale jakiego dotąd nie słyszeliśmy. Techniawka uzupełniona o żydowski akordeon, zaskakujące połączenie to fakt, jednak zawartość drewna w bicie porażająca. Nie bez żartu mogę powiedzieć że Dragon sam lepsze numery robił (a wciąż mam do nadrobienia drugą część jego nagrywek, pardon za wieczny niedoczas). Jeśli numer który zapodałem jest średniakiem to nie wiem co powiedzieć o tej wrzutce i taktownie spuszczę na nią zasłonę milczenia.
Miley Cyrus - Jolene
Muszę się do czegoś przyznać - ja tam Miley akurat lubię. Lubię jej wokal i ogólnie wydaje mi się że jest spoko osobą. Dziwne różne rzeczy w swej karierze przerabiała, shodan poczęstował czymś starszym i bardziej bezpiecznym, i w typie shodana bo niby country ale z tym popowym przebojowym potencjałem. A country lubię swoją drogą, no powiedzmy parę numerów. Jolene od zawsze znałem po tytule i wiedziałem że to hit Dolly Parton, więc tą wrzutką i jej shodan zrobił przysługę bo i oryginału posłuchałem przy okazji. Ale mimo to wolę chyba nawet wersję Miley i jej żabę w głosie niż Dolly z tym owczym vibrato. Dobra, lekka i przyjemna wrzutka, srebro daję.
Rush - Subdivisions
No i mamy mentosa ze swoim specyficznym rockowym brzmieniem, dla mnie takie numery stanowią ewentualny mentos-core. Ni to prog ni cholera wie co, ja tu nowej fali nie czuję, może instrumentarium ale vibe inny. Synthy mnie wyprowadzają z równowagi bo w tej melodii najpierw lecą te lekkie w stylu Jump i za chwilę zmieniają się w takie bardziej mroczne, prawie gotyckie, mi jakoś kojarzące się chyba z wrzucanym tu... Swans (też IMO mentos-core). Rytmika numeru jest dziwna, jak to w progu bywa a Murzyn progu zbytnio nie kuma i nie kupuje. Odbiłem się bez jakichkolwiek emocji. Brązu w tej kolejce nie przyznam nikomu.
Hien zmienia vibe na lżejszy pozostając jednak w tym takim gitarowym lirycznym. A wrzutki Hiena z tej kategorii cechuje przeważnie jedna rzecz, to są PIOSENKI. Bardzo dobre kompozycje, klasyczne pop rockowe instrumentarium, fajne melodie. Ten kawałek brzmi dla mnie jak coś z nowszych dokonań Coldplay idącego w lekkie indie popowe brzmienie. Świetny kawałek choć vibe daje mi iście wiosenny, raczej kwiecień/maj ale aura wokół nie przeszkadza bo dni bywają słoneczne a to już daje energię do życia spójną z energią tego numeru. Złoto kolejki ode mnie.
Billy Joel - We Didn't Start The Fire
No ten numer widzę dzieli na dwa obozy i ja bez zastanowienia wpasowuję się raczej do hejterów tego kawałka. No jeden z tych bardziej nielubianych od zawsze ejtisowych przebojów u mnie. Posłuchałem kilka razy mimo wszystko by dać mu szansę i co mogę rzec - o ile refren jeszcze jest jako taki pomimo tych klawiszy tak ta zwrotkowa wyliczanka zawsze mnie odrzucała i nie trawię jej nadal, może to przez tempo tego numeru brzmi to tak dla mnie jak sratatatata z karabinu xd ogólnie klimat tego numeru pachnie mi krindżowym amerykańskim rockiem z lat 80., czy to jest właśnie dad rock? Byłem na NIE i MUSIAŁEM pozostać na NIE, sorry.
Karel Goldbaum - Let Me Die
Prosiłem o zaskoczenia no to mam, Dragon zaskoczył, tylko jakim kosztem. Mamy tym razem jutubera bawiącego się w muzykę i to dragoncore ale jakiego dotąd nie słyszeliśmy. Techniawka uzupełniona o żydowski akordeon, zaskakujące połączenie to fakt, jednak zawartość drewna w bicie porażająca. Nie bez żartu mogę powiedzieć że Dragon sam lepsze numery robił (a wciąż mam do nadrobienia drugą część jego nagrywek, pardon za wieczny niedoczas). Jeśli numer który zapodałem jest średniakiem to nie wiem co powiedzieć o tej wrzutce i taktownie spuszczę na nią zasłonę milczenia.
Miley Cyrus - Jolene
Muszę się do czegoś przyznać - ja tam Miley akurat lubię. Lubię jej wokal i ogólnie wydaje mi się że jest spoko osobą. Dziwne różne rzeczy w swej karierze przerabiała, shodan poczęstował czymś starszym i bardziej bezpiecznym, i w typie shodana bo niby country ale z tym popowym przebojowym potencjałem. A country lubię swoją drogą, no powiedzmy parę numerów. Jolene od zawsze znałem po tytule i wiedziałem że to hit Dolly Parton, więc tą wrzutką i jej shodan zrobił przysługę bo i oryginału posłuchałem przy okazji. Ale mimo to wolę chyba nawet wersję Miley i jej żabę w głosie niż Dolly z tym owczym vibrato. Dobra, lekka i przyjemna wrzutka, srebro daję.
Rush - Subdivisions
No i mamy mentosa ze swoim specyficznym rockowym brzmieniem, dla mnie takie numery stanowią ewentualny mentos-core. Ni to prog ni cholera wie co, ja tu nowej fali nie czuję, może instrumentarium ale vibe inny. Synthy mnie wyprowadzają z równowagi bo w tej melodii najpierw lecą te lekkie w stylu Jump i za chwilę zmieniają się w takie bardziej mroczne, prawie gotyckie, mi jakoś kojarzące się chyba z wrzucanym tu... Swans (też IMO mentos-core). Rytmika numeru jest dziwna, jak to w progu bywa a Murzyn progu zbytnio nie kuma i nie kupuje. Odbiłem się bez jakichkolwiek emocji. Brązu w tej kolejce nie przyznam nikomu.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Shodan lepiej czuje groove od Mudżyna, zanotowane
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
A to zależy jeszcze, o co Ci chodzi dokładnie. Jeśli o produkcję, to nie zawsze jest to dla mnie jakiś mus, żeby kawałek brzmiał jak milion dolarów, zależy od utworu. W końcu tamten długi niezal od Mentosa mi się podobał, a brzmiał jak nagrywany telewizorem Okil.shodan pisze:20 lis 2022 15:10Zwyczajnie utwory Hiena charakteryzują się naprawdę dobrym brzmieniem. Utwór może być czasami nawet trochę gorszy, ale zazwyczaj dobrze brzmi. Hien raczej nie toleruje bylejakości w tym elemencie.
Charango, było w opisieshodan pisze:20 lis 2022 15:10Pięknie pracuje perkusja i przyjemnie brzdęka gitara. Czy może jakaś mandolina raczej?
No, nie przeczę. Akurat teraz będą u mnie głównie numery, które są u mnie zakodowane jesiennie ze względu na wspomnienia, a nie aurę. Dopiero świąteczny kawałek, będzie naprawdę sezonowy.
Nie wiem Stary skąd Ty to wziąłeś xD sprawdziłem nawet moje wszystkie posty na forum, na temat tej płyty (można je policzyć na palcach jednej ręki) i we wszystkich ją szkaluję. Z drugiej strony nie słuchałem jej chyba od 10 lat, może cud się stanie i nagle uznam, że nie jest zła?mintaj pisze:20 lis 2022 20:43Whoa, czy ty czasem nie wspominałeś o tym, że lubisz te płytę?Niemniej, gdyby Mentos dał coś z „Power Windows”, to by się skończyło u mnie hejtem
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Musisz jednak przyznać, że akordeon w tych dwóch sytuacjach służy zupełnie czemu innemushodan pisze:20 lis 2022 15:10Nie chce mi się szukać, co Dragon pisał o akordeonie przy okazji Papa Dance, choć mam silne przeświadczenie, że narzekali wszyscy bez wyjątku. A tu proszę. Nawet Hien chwali (tak pamiętam: “każdy z nas jest małym hipokrytą”).
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Machinedrum - Come1
Kurde, totalnie tego nie kojarzę z GTA, ale jednocześnie kojarzę, że nazwę skądś kojarzę. Szybkie sprawdzanko na RYMie i mamy to - słuchałem płyty z której pochodzi ten kawałek w sierpniu 2016 roku. xd Totalnie tego nie pamiętam szczerze powiedziawszy, ale pamięć ulotna jest jak coś, co jest ulotne i takie tam. Szczerze mówiąc, niemożebnie irytuje mnie ten wstęp, to pianino jest strasznie irytujące i generalnie pasuje mi tam jak pięśc do nosa. Ale jak to mawiał pewien polityk, nieważne jak mężczyzna zaczyna czy jakoś tak - jak już utwór się zaczyna rozwijać, to w sumie jest jakby mniej namolne i generalnie to wszystko zaczyna się robić jakieś takie przyjemne, wkręca się i generalnie jest po prostu przyjemne. To jest po prostu muzyka, którą określam terminem DOBRA MUZYKA, bo jest dobra. Daję okejkę.
Young the Giant - Superposition
O MUNLUP WRZUCA SWOJE SMĘTY HEHE Nie no, jak na kolegę Jakuba faktycznie wrzuta relatywnie mało smętny smęt, rzekłbym nawet że to taka wrzuta pogodna i pozytywna. Generalnie fajnie że wokalista jest z Indii, bo mogę to bez problemów zaszufladkować jako indie bum da tss. Nie wiem kurczę, niby spoko się nawet tego słuchało, niby rozumiem pozytywne opinie i zachwyty reszty forumowiczów, ale czegoś mi tu brak, abym mógł się zachwycić tak jak wy. Doceniam i szanuję po prostu, może jestem zbyt smutnym człowiekiem, bym mógł się tym zachwycić? I dunno.
Billy Joel - We Didn't Start the Fire
Niby ja słucham tylko klasyków. xD No ja akurat jestem zdecydowanie członkiem teamu, który bardzo lubi tę piosenkę, być może nawet też bym ją rozważył w tej topce, ale toćsamo jak kolega Kuba nie w tej, ani nie w następnej edycji raczej. Kurde, zara wyjdzie, że mu opinie podpierdalam, no ale serio pamiętam jak te 10 lat temu miałem fazę na ten utwór i w ogóle uważam, że jest świetny. Ja to chyba nie wspominałem, że między innymi lubię w tych ejtisach to, że często wbrew pozorom ta muzyka była dość zaangażowana w kwestie że tak to ujmę politycznie, no i w sumie tutaj to dostajemy na ryj wyliczanką wydarzeń historycznych. Może to nie jest jakiś głęboki komentarz społeczny czy ki siusiak, ale co z tego, skoro to DZIAŁA jako utwór i sprawia, że jest jednak mimo wszystko bardziej epicki (durna kalka językowa, ale nic lepszego mi do glowy nie przychodzi xd) niż gdyby był o czymś innym. Daję lajka.
Karel Goldbaum - Let me die
Karel Goldbaum to jest jedno z tych nazwisk, które gdzieś tam wieki temu słyszałem, ale jakoś tak szczerze mówiąc ledwo pamiętam, że ktoś taki kiedyś był, jakoś tak się złożyło, że nie interesowałem się jego internetową twórczością i siłą rzeczy też nie słuchałem muzycznych projektów typa. W sumie to dobrze, bo mogę to ocenić bez kontekstu internetowej kreacji tego typa. Wrażenia mam takie raczej... zaskakujaco semineutralne. Czapy mi nie urwało, ale to moze przez to, ze czapek raczej nie noszę. Też mi się podoba najbardziej fragment akordeonowy, ja też nie jestem jakimś arcyfanem tego instrumentu, ale czasem odpowiednio użyty, to nawet i jako jego "przeciwnik" potrafi go docenić i nie trzeba od razu wyzywać od hipokrytów. Potem jest różnie, raz lepiej, raz gorzej. Tutaj dla odmiany nie zgodzę się z kolegą munlupem, bo jak słucham sobie tego trzeci raz, to ta końcówka ciągnię się jak guma do żucia i chcę to skipnąć w cholerę, bo mnie to gówno męczy. xD Nie wiem, raczej zmarnowany potencjał i raczej jestem na nie.
Miley Cyrus - Jolene
Wuja znowu podpierdala muzykę swoim córkom hehhe. ;]] Nie wiem, nigdy jakoś Miley nie sluchałem, moja siostra kiedyś oglądała Hanne Montanę w telewizji, ale to też było dawno i pewnie teraz się do tego nie przyznaje. Szczerze mówiąc nawet nie wiem co tu napisać. Staram się podchodzić do muzyki bez uprzedzeń, ale jednak nie umiem się polubić z tym amerykanskim popem typu Taylor czy ta inna Miley - jak po mnie spływa to dobrze, ale generalnie reaguje nań tak samo jak Musiał (ew. Munlup na wzmianki o Warszawie). No cóż, skoro ten konkretny wykon po mnie spłynął, to możemy założyć, że jest dobrze? Dziękuje z góry.
No taka kolejeczka o. Czepiam się jak rzep ogona, ale jakoś tak nie mogę się niczym zachwycić. xD Wrzutę musiała znam od lat i szanuję, wrzute murzyna też znam od lat, ale o tym nie pamiętam, aczkolwiek - dla odmiany - też szanuję. Hienowa może urosnąć, ta smoka miała potencjał, ta wuja miała.. coś tam miała. No bywało lepiej.
Kurde, totalnie tego nie kojarzę z GTA, ale jednocześnie kojarzę, że nazwę skądś kojarzę. Szybkie sprawdzanko na RYMie i mamy to - słuchałem płyty z której pochodzi ten kawałek w sierpniu 2016 roku. xd Totalnie tego nie pamiętam szczerze powiedziawszy, ale pamięć ulotna jest jak coś, co jest ulotne i takie tam. Szczerze mówiąc, niemożebnie irytuje mnie ten wstęp, to pianino jest strasznie irytujące i generalnie pasuje mi tam jak pięśc do nosa. Ale jak to mawiał pewien polityk, nieważne jak mężczyzna zaczyna czy jakoś tak - jak już utwór się zaczyna rozwijać, to w sumie jest jakby mniej namolne i generalnie to wszystko zaczyna się robić jakieś takie przyjemne, wkręca się i generalnie jest po prostu przyjemne. To jest po prostu muzyka, którą określam terminem DOBRA MUZYKA, bo jest dobra. Daję okejkę.
Young the Giant - Superposition
O MUNLUP WRZUCA SWOJE SMĘTY HEHE Nie no, jak na kolegę Jakuba faktycznie wrzuta relatywnie mało smętny smęt, rzekłbym nawet że to taka wrzuta pogodna i pozytywna. Generalnie fajnie że wokalista jest z Indii, bo mogę to bez problemów zaszufladkować jako indie bum da tss. Nie wiem kurczę, niby spoko się nawet tego słuchało, niby rozumiem pozytywne opinie i zachwyty reszty forumowiczów, ale czegoś mi tu brak, abym mógł się zachwycić tak jak wy. Doceniam i szanuję po prostu, może jestem zbyt smutnym człowiekiem, bym mógł się tym zachwycić? I dunno.
Billy Joel - We Didn't Start the Fire
Niby ja słucham tylko klasyków. xD No ja akurat jestem zdecydowanie członkiem teamu, który bardzo lubi tę piosenkę, być może nawet też bym ją rozważył w tej topce, ale toćsamo jak kolega Kuba nie w tej, ani nie w następnej edycji raczej. Kurde, zara wyjdzie, że mu opinie podpierdalam, no ale serio pamiętam jak te 10 lat temu miałem fazę na ten utwór i w ogóle uważam, że jest świetny. Ja to chyba nie wspominałem, że między innymi lubię w tych ejtisach to, że często wbrew pozorom ta muzyka była dość zaangażowana w kwestie że tak to ujmę politycznie, no i w sumie tutaj to dostajemy na ryj wyliczanką wydarzeń historycznych. Może to nie jest jakiś głęboki komentarz społeczny czy ki siusiak, ale co z tego, skoro to DZIAŁA jako utwór i sprawia, że jest jednak mimo wszystko bardziej epicki (durna kalka językowa, ale nic lepszego mi do glowy nie przychodzi xd) niż gdyby był o czymś innym. Daję lajka.
Karel Goldbaum - Let me die
Karel Goldbaum to jest jedno z tych nazwisk, które gdzieś tam wieki temu słyszałem, ale jakoś tak szczerze mówiąc ledwo pamiętam, że ktoś taki kiedyś był, jakoś tak się złożyło, że nie interesowałem się jego internetową twórczością i siłą rzeczy też nie słuchałem muzycznych projektów typa. W sumie to dobrze, bo mogę to ocenić bez kontekstu internetowej kreacji tego typa. Wrażenia mam takie raczej... zaskakujaco semineutralne. Czapy mi nie urwało, ale to moze przez to, ze czapek raczej nie noszę. Też mi się podoba najbardziej fragment akordeonowy, ja też nie jestem jakimś arcyfanem tego instrumentu, ale czasem odpowiednio użyty, to nawet i jako jego "przeciwnik" potrafi go docenić i nie trzeba od razu wyzywać od hipokrytów. Potem jest różnie, raz lepiej, raz gorzej. Tutaj dla odmiany nie zgodzę się z kolegą munlupem, bo jak słucham sobie tego trzeci raz, to ta końcówka ciągnię się jak guma do żucia i chcę to skipnąć w cholerę, bo mnie to gówno męczy. xD Nie wiem, raczej zmarnowany potencjał i raczej jestem na nie.
Miley Cyrus - Jolene
Wuja znowu podpierdala muzykę swoim córkom hehhe. ;]] Nie wiem, nigdy jakoś Miley nie sluchałem, moja siostra kiedyś oglądała Hanne Montanę w telewizji, ale to też było dawno i pewnie teraz się do tego nie przyznaje. Szczerze mówiąc nawet nie wiem co tu napisać. Staram się podchodzić do muzyki bez uprzedzeń, ale jednak nie umiem się polubić z tym amerykanskim popem typu Taylor czy ta inna Miley - jak po mnie spływa to dobrze, ale generalnie reaguje nań tak samo jak Musiał (ew. Munlup na wzmianki o Warszawie). No cóż, skoro ten konkretny wykon po mnie spłynął, to możemy założyć, że jest dobrze? Dziękuje z góry.
No taka kolejeczka o. Czepiam się jak rzep ogona, ale jakoś tak nie mogę się niczym zachwycić. xD Wrzutę musiała znam od lat i szanuję, wrzute murzyna też znam od lat, ale o tym nie pamiętam, aczkolwiek - dla odmiany - też szanuję. Hienowa może urosnąć, ta smoka miała potencjał, ta wuja miała.. coś tam miała. No bywało lepiej.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
No dobra, teraz też sprawdziłem i widzę, że coś mi się pomerdało. xD Ależ niefortunne qui pro quoMunlup pisze:Nie wiem Stary skąd Ty to wziąłeś xD sprawdziłem nawet moje wszystkie posty na forum, na temat tej płyty (można je policzyć na palcach jednej ręki) i we wszystkich ją szkaluję. Z drugiej strony nie słuchałem jej chyba od 10 lat, może cud się stanie i nagle uznam, że nie jest zła?
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Ja też nie z wyjątkiem Jolene. Za to z córką kiedyś wszystkie odcinki Montany zaliczyłem.
I podobało mi się.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
To co, mamy komplet? Szokerz. Ja to tylko podsumuję, że spodziewałem się trochę złorzeczenia na mój numer, ale o tym nie pisałem (bo nie jestem Musiał, czy jakiś inny Murzyn) żeby nikomu reakcji nie sugerować. No i wychodzi na to, że po raz kolejny zaskakujecie i jednak macie jakiś rigcz. Serce roście.
No chyba, że wszyscy kłamali żeby mi nie psuć osobistej wrzuty, ale to też bardzo szanuję!
BTW coraz poważniej rozważam zmianę nicka na Munlup.
No chyba, że wszyscy kłamali żeby mi nie psuć osobistej wrzuty, ale to też bardzo szanuję!
A wręcz świńskie qui qui qui.mintaj pisze:20 lis 2022 21:53No dobra, teraz też sprawdziłem i widzę, że coś mi się pomerdało. xD Ależ niefortunne qui pro quoMunlup pisze:Nie wiem Stary skąd Ty to wziąłeś xD sprawdziłem nawet moje wszystkie posty na forum, na temat tej płyty (można je policzyć na palcach jednej ręki) i we wszystkich ją szkaluję. Z drugiej strony nie słuchałem jej chyba od 10 lat, może cud się stanie i nagle uznam, że nie jest zła?
BTW coraz poważniej rozważam zmianę nicka na Munlup.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Fajnie, że szybko poszło. Trochę dziwi mnie tak grzeczne podejście w waszych opisach, ale to miło. Techno jak techno, drewno jak drewno, tutaj liczy się vibe, bit tylko delikatnie to podbija, wprawia w ruch creepy potańcówkę. Losu Basic Channel nie podzieli, świata nie podbije, ale jeśli trafia do paru osób więcej, to dobrze.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Otwieram następną kolejkę, żeby mieć wrzucone przed spaniem.
Arcade Fire – Put Your Money On Me
Kontynuacja poprzedniej wrzutki i to bezpośrednia, bo o ile ode mnie wyszło „Superposition”, to w zamian dostałem to. Mimo, że płyta „Everything Now” wyszła rok wcześniej, to ja jej na tym etapie jeszcze nie słuchałem. Jarałem się „Reflektorem” i resztą, itd., kiedy w zasadzie każdy się tym jarał, ale potem jakoś mi to przygasło. „ Put Your Money On Me” oczarowało mnie od razu tym typowym miksem indie/alternatywy/abby, itd., a tu jeszcze z wkręcającą się basową sekwencją na syntezatorze i disco rytmem. Ja mam problem z tym, żeby określić co mi się najbardziej w muzyce Arcade Fire podoba, bo to zawsze był taki kocioł brzmień. I myślę, że wielu fanów tego zespołu zgodzi się, że można godzinami, dniami, miesiącami, czy wręcz latami debatować nad tym, co jest tak wyjątkowego w tym zespole, ale łatwiej uznać po prostu, że cokolwiek to jest, robi robotę i tylko to się liczy. Win i Regine egzystują tu w przepięknej symbiozie wokalnej (jak zawsze, ale każda okazja jest dobra, żeby na to zwrócić uwagę). Oczywiście warstwa liryczna trafiła we mnie jak Robin Hood w jabłko, a muzyka jednocześnie poruszyła i bujała. Dla mnie cały ten album, czyli „Everything Now”, to cudowna sprawa, i mam głęboko w dupie, że fani mają ten album tam gdzie, ja mam ich opinię. Schlebię sobie (a co) i powiem, że to nie tylko działanie sentymentów i legitnie dobra jest ta płyta, tak jak doskonały jest ten kawałek, który wrzucam. I szkoda mi strasznie, że nie byłem na koncercie we wrześniu.
https://www.youtube.com/watch?v=dHC6I7v-1Pc
Arcade Fire – Put Your Money On Me
Kontynuacja poprzedniej wrzutki i to bezpośrednia, bo o ile ode mnie wyszło „Superposition”, to w zamian dostałem to. Mimo, że płyta „Everything Now” wyszła rok wcześniej, to ja jej na tym etapie jeszcze nie słuchałem. Jarałem się „Reflektorem” i resztą, itd., kiedy w zasadzie każdy się tym jarał, ale potem jakoś mi to przygasło. „ Put Your Money On Me” oczarowało mnie od razu tym typowym miksem indie/alternatywy/abby, itd., a tu jeszcze z wkręcającą się basową sekwencją na syntezatorze i disco rytmem. Ja mam problem z tym, żeby określić co mi się najbardziej w muzyce Arcade Fire podoba, bo to zawsze był taki kocioł brzmień. I myślę, że wielu fanów tego zespołu zgodzi się, że można godzinami, dniami, miesiącami, czy wręcz latami debatować nad tym, co jest tak wyjątkowego w tym zespole, ale łatwiej uznać po prostu, że cokolwiek to jest, robi robotę i tylko to się liczy. Win i Regine egzystują tu w przepięknej symbiozie wokalnej (jak zawsze, ale każda okazja jest dobra, żeby na to zwrócić uwagę). Oczywiście warstwa liryczna trafiła we mnie jak Robin Hood w jabłko, a muzyka jednocześnie poruszyła i bujała. Dla mnie cały ten album, czyli „Everything Now”, to cudowna sprawa, i mam głęboko w dupie, że fani mają ten album tam gdzie, ja mam ich opinię. Schlebię sobie (a co) i powiem, że to nie tylko działanie sentymentów i legitnie dobra jest ta płyta, tak jak doskonały jest ten kawałek, który wrzucam. I szkoda mi strasznie, że nie byłem na koncercie we wrześniu.
https://www.youtube.com/watch?v=dHC6I7v-1Pc
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
To ja tylko dodam, ze fajnie, ze w sumie Rush sie przyjelo - muza, którą mogłem odkryć tylko na pewnym etapie życia, ale nie zestarzala juz az tak zle, by sie nie zalapac do tej bestki i w ogóle. Liczylem na troche wiecej zlorzeczenia ze strony Dragona, ciut-ciutke (ale doslownie kapecke) mniej ze strony czarnego brata rapera Reno, ze munlup doceni to bylem pewien. Kurde, staram sie troche zdjac z siebie GĘBE wrzucacza evergreenów i hiciorów, ale cos mi jeszcze nie idzie, to trzeba bedzie chyba Enjoy'a wrzucic hehe
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Niwea - Miły, Młody Człowiek
(2010)
Ten numer to jedna z takich pozycji obowiązkowych w mojej bestce życia. Niweę, a właściwie ten numer głównie poznałem dzięki mojemu ziomusiowi od tych różnych elektronicznych offowych klimatów. Duet Niwea tworzą Wojciech Bąkowski (tu idealnie pasuje słowo używane przez shodana - gadacz, nie raper bo Bąku gada te swoje teksty dość beznamiętnie i raczej nigdy by ich rapem nie nazwał) oraz Dawid Szczęsny (produkcja muzyczna). Swoją drogą dopiero po jakimś czasie wyczaiłem/załapałem że jest to właśnie tenże Dawid Szczęsny którego dwa lata wcześniej słyszałem na albumie Lilu bo robił bit do utworu Poetyka (nie martwcie się, o samej Lilu nie dam Wam prędko zapomnieć, pojawi się w tej bestce KILKUKROTNIE).
Utwór Miły, Młody Człowiek był singlem promującym debiutancki album Niwea pt. 01. Od strony produkcji mamy tym razem bardziej elektroniczne, ciepłe basowe analogowe brzmienie (trudno mi stwierdzić czy synth czy gitara basowa, czy może jej sample - przypomina mi to pocięte na sample finalne plumknięcia basu w A Forest kjurów). Podkład pokryty jest warstwą delikatnych skwierczeń/trzasków, bit który pojawia się chwilami jest raczej prosty, nieco drewniany, nie sugerujący ani korzeni hip hopowych ani klubowych zbytnio. Głowną robotę robi bas i stopa która w refrenie nadaje lekkiego rozpędu kawałkowi, który w zwrotkach znów jakby zwalnia, trochę przypomina mi to efekt jak z tego obrazka -iluzji optycznej nt. niekończących się schodów. Tekstowo kawałek jest napisany jak monolog starszej kobiety i matki zarazem. Zdaje się że owa kobieta posiada córkę do której przychodzą różnej maści absztyfikanci, jednym z nich jest wspomniany tytułowy "miły, młody człowiek" a więc kandydat milej upatrywany jako potencjalna partia dla córki, która chyba ma jednak inne preferencje. Tak wynikać by mogło z relacji kobiety bo ów miły człowiek przychodzi ale córki nie zastaje w domu, ta zaś spędza czas w towarzystwie chłopców z wygolonymi głowami, opuszczonymi spodniami, a dodatku noszącymi na ubraniach pewien specyficzny zapach mocno interesujący domowego zwierzaka xD
W całej gadce Bąkowskiego wyczytuję całkiem piękny folklor podany potocznym językiem, sam jestem w stanie nawet zwizualizować sobie ową kobietę która mogłaby te słowa wypowiadać chociażby... na mój temat, bo do bad boyów nigdy nie należałem, a znałem takie dziewczyny co jednak wolały łobuzów więc Miły, Młody Człowiek to taki trochę mój anthem
ja ten numer uwielbiam, vibe kumam i kupuję bo prosty chłopak z blokowiska w małym mieście jestem i jeszcze podobne klimaty przerobimy na pewno przy okazji pewnych rodzimych wykonawców.
https://youtu.be/zweKvVU3hms
(2010)
Ten numer to jedna z takich pozycji obowiązkowych w mojej bestce życia. Niweę, a właściwie ten numer głównie poznałem dzięki mojemu ziomusiowi od tych różnych elektronicznych offowych klimatów. Duet Niwea tworzą Wojciech Bąkowski (tu idealnie pasuje słowo używane przez shodana - gadacz, nie raper bo Bąku gada te swoje teksty dość beznamiętnie i raczej nigdy by ich rapem nie nazwał) oraz Dawid Szczęsny (produkcja muzyczna). Swoją drogą dopiero po jakimś czasie wyczaiłem/załapałem że jest to właśnie tenże Dawid Szczęsny którego dwa lata wcześniej słyszałem na albumie Lilu bo robił bit do utworu Poetyka (nie martwcie się, o samej Lilu nie dam Wam prędko zapomnieć, pojawi się w tej bestce KILKUKROTNIE).
Utwór Miły, Młody Człowiek był singlem promującym debiutancki album Niwea pt. 01. Od strony produkcji mamy tym razem bardziej elektroniczne, ciepłe basowe analogowe brzmienie (trudno mi stwierdzić czy synth czy gitara basowa, czy może jej sample - przypomina mi to pocięte na sample finalne plumknięcia basu w A Forest kjurów). Podkład pokryty jest warstwą delikatnych skwierczeń/trzasków, bit który pojawia się chwilami jest raczej prosty, nieco drewniany, nie sugerujący ani korzeni hip hopowych ani klubowych zbytnio. Głowną robotę robi bas i stopa która w refrenie nadaje lekkiego rozpędu kawałkowi, który w zwrotkach znów jakby zwalnia, trochę przypomina mi to efekt jak z tego obrazka -iluzji optycznej nt. niekończących się schodów. Tekstowo kawałek jest napisany jak monolog starszej kobiety i matki zarazem. Zdaje się że owa kobieta posiada córkę do której przychodzą różnej maści absztyfikanci, jednym z nich jest wspomniany tytułowy "miły, młody człowiek" a więc kandydat milej upatrywany jako potencjalna partia dla córki, która chyba ma jednak inne preferencje. Tak wynikać by mogło z relacji kobiety bo ów miły człowiek przychodzi ale córki nie zastaje w domu, ta zaś spędza czas w towarzystwie chłopców z wygolonymi głowami, opuszczonymi spodniami, a dodatku noszącymi na ubraniach pewien specyficzny zapach mocno interesujący domowego zwierzaka xD
W całej gadce Bąkowskiego wyczytuję całkiem piękny folklor podany potocznym językiem, sam jestem w stanie nawet zwizualizować sobie ową kobietę która mogłaby te słowa wypowiadać chociażby... na mój temat, bo do bad boyów nigdy nie należałem, a znałem takie dziewczyny co jednak wolały łobuzów więc Miły, Młody Człowiek to taki trochę mój anthem
https://youtu.be/zweKvVU3hms
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Polaryzacja, jaką wywołał Billy Joel Armstrong jest dla mnie... zaskakująca. Ale to w sumie lepiej, niż gdyby kawałek po wszystkich spłynął xD Także propsy.
Editors - Walk the Fleet Road (2009)
To jest taka piosenka, co ja jej właściwie nie powinienem opisywać, bo ją się po prostu czuje. Odpalasz i czujesz, wchodzisz w odpowiedni mindset, dopada Cię odpowiedni vibe, ale jeśli się to nie stanie (dajmy na to, do trzeciego odsłuchu), to jest bardzo możliwe, że już się nie wydarzy. Nic nie możesz z tym zrobić zapewne, no ale trudno. Mnie ten numer mindset zrobił w chwili, w której usłyszałem go po raz pierwszy. A było to we sierpniu 2010 roku. Płyta, z której ten numer pochodzi, a więc In This Light and on This Evening ukazała się rok wcześniej. Pamiętam hype na nią w Esce Rock, której słuchałem wtedy namiętnie ze swoją ówczesną panną - co kilkanaście minut grano Papillona, który już wtedy mi się podobał, ale długo nie wiedziałem, kto go wykonuje. Przedstawił mi to... Bartini, parę miesięcy później. Ściągnąłem wszystkie ich dotychczasowe krążki (3 z wyżej wymienionym) i zacząłem wsiąkać. Spodobało mi się od pierwszych uderzeń w struny, zarówno ich REM-meets-Joy Division debiut, The Back Room, nickelbackowaty follow-up An End Has a Start, no i oczywiście In This Light, wyprodukowane przez Flooda. Album ten wyrzucił ich gitarową łódź na brzeg elektroniki, ale takiej naprawdę dobrze i ciekawie zrealizowanej. Choć płytę w całości "połknąłem" już latem 2010, doceniłem jej smak w pełni późną jesienią. Czułem wtedy, że mój związek się powoli rozpada (stało się to ostatecznie dopiero wiosną roku następnego), odnajdywałem spokój ducha odbywając ekstremalnie długie, samotne spacery po Łodzi (głównie Chojny i Dąbrowa). Jednak mimo tego, iż płytę tę kojarzę głównie z łażeniem ulicą Paderewskiego od Ronda Titowa aż do Gojawiczyńskiej, ten jeden utwór to dla mnie zupełnie inna lokalizacja - północna część Radogoszcza Zachodu, gdzie stare, poniemieckie domki zbudowane pod koniec II WŚ dla uciekinierów z bombardowanej Rzeszy domykają potężne blokowisko graniczące z Lasem Okręglik. Klimat, jaki to miejsce ma w październiku i listopadzie jest niepodrabialny. Niska, stara zabudowa, niektóre alejki wyłożone jeszcze brukiem albo z nawierzchnią szutrową, na którą wylewają się różne chęchy, pomarańczowe światło lamp sodowych i to bijące z pojedynczych okien, dym walący z kominów generujący specyficzny smog, cisza i spokój. Niemal co roku odbywam ten spacer, właśnie z tym numerem odbijającym mi się od bębenków w uszach. Powolny chód, jedna ręka w kieszeni, w drugiej szlug, wielkie podsumowanie jesiennej nostalgii. Kiedyś zresztą odbyłem ten spacer z kol. Hienem (oczywiście puściłem Editorsów), i sam powiedział, że poczuł ten specyficzny klimat "końca". Nie będzie zaskoczeniem, kiedy powiem, że numer ten zamyka In This Light, stanowiąc doskonałą wprost konkluzję dość przytłaczającego w swoim charakterze i klimacie wydawnictwa. Zbliżamy się do końca listopada, nie mogłem wrzucić nic innego. Smith i spółka nie wspięli się już dla mnie na podobne wyżyny mieszania pewnego mroku z ograniczoną do minimum pretensjonalnością (prawie im się to udało na In Dream 6 lat później tho), zarówno Violence jak i ich najświeższy krążek z tego roku już w taki sposób nie porywają. Takie numery miały swój moment i swoją szansę, wykorzystały ją doskonale. A ja wykorzystałem je. Być może dziś wieczorem zrobię ten sam spacer w tym samym miejscu. Choć moją Fleet Road jest ulica Trawiasta (polecam rzucić okiem na GSV jak to wygląda, choć nie docenisz tego miejsca, droga Osobo Słuchająca, nie będąc tam późnym wieczorem późną jesienią). Przejdźcie się ze mną, nasze serca wybuchną.
https://www.youtube.com/watch?v=cIcDDMrqKKc
Editors - Walk the Fleet Road (2009)
To jest taka piosenka, co ja jej właściwie nie powinienem opisywać, bo ją się po prostu czuje. Odpalasz i czujesz, wchodzisz w odpowiedni mindset, dopada Cię odpowiedni vibe, ale jeśli się to nie stanie (dajmy na to, do trzeciego odsłuchu), to jest bardzo możliwe, że już się nie wydarzy. Nic nie możesz z tym zrobić zapewne, no ale trudno. Mnie ten numer mindset zrobił w chwili, w której usłyszałem go po raz pierwszy. A było to we sierpniu 2010 roku. Płyta, z której ten numer pochodzi, a więc In This Light and on This Evening ukazała się rok wcześniej. Pamiętam hype na nią w Esce Rock, której słuchałem wtedy namiętnie ze swoją ówczesną panną - co kilkanaście minut grano Papillona, który już wtedy mi się podobał, ale długo nie wiedziałem, kto go wykonuje. Przedstawił mi to... Bartini, parę miesięcy później. Ściągnąłem wszystkie ich dotychczasowe krążki (3 z wyżej wymienionym) i zacząłem wsiąkać. Spodobało mi się od pierwszych uderzeń w struny, zarówno ich REM-meets-Joy Division debiut, The Back Room, nickelbackowaty follow-up An End Has a Start, no i oczywiście In This Light, wyprodukowane przez Flooda. Album ten wyrzucił ich gitarową łódź na brzeg elektroniki, ale takiej naprawdę dobrze i ciekawie zrealizowanej. Choć płytę w całości "połknąłem" już latem 2010, doceniłem jej smak w pełni późną jesienią. Czułem wtedy, że mój związek się powoli rozpada (stało się to ostatecznie dopiero wiosną roku następnego), odnajdywałem spokój ducha odbywając ekstremalnie długie, samotne spacery po Łodzi (głównie Chojny i Dąbrowa). Jednak mimo tego, iż płytę tę kojarzę głównie z łażeniem ulicą Paderewskiego od Ronda Titowa aż do Gojawiczyńskiej, ten jeden utwór to dla mnie zupełnie inna lokalizacja - północna część Radogoszcza Zachodu, gdzie stare, poniemieckie domki zbudowane pod koniec II WŚ dla uciekinierów z bombardowanej Rzeszy domykają potężne blokowisko graniczące z Lasem Okręglik. Klimat, jaki to miejsce ma w październiku i listopadzie jest niepodrabialny. Niska, stara zabudowa, niektóre alejki wyłożone jeszcze brukiem albo z nawierzchnią szutrową, na którą wylewają się różne chęchy, pomarańczowe światło lamp sodowych i to bijące z pojedynczych okien, dym walący z kominów generujący specyficzny smog, cisza i spokój. Niemal co roku odbywam ten spacer, właśnie z tym numerem odbijającym mi się od bębenków w uszach. Powolny chód, jedna ręka w kieszeni, w drugiej szlug, wielkie podsumowanie jesiennej nostalgii. Kiedyś zresztą odbyłem ten spacer z kol. Hienem (oczywiście puściłem Editorsów), i sam powiedział, że poczuł ten specyficzny klimat "końca". Nie będzie zaskoczeniem, kiedy powiem, że numer ten zamyka In This Light, stanowiąc doskonałą wprost konkluzję dość przytłaczającego w swoim charakterze i klimacie wydawnictwa. Zbliżamy się do końca listopada, nie mogłem wrzucić nic innego. Smith i spółka nie wspięli się już dla mnie na podobne wyżyny mieszania pewnego mroku z ograniczoną do minimum pretensjonalnością (prawie im się to udało na In Dream 6 lat później tho), zarówno Violence jak i ich najświeższy krążek z tego roku już w taki sposób nie porywają. Takie numery miały swój moment i swoją szansę, wykorzystały ją doskonale. A ja wykorzystałem je. Być może dziś wieczorem zrobię ten sam spacer w tym samym miejscu. Choć moją Fleet Road jest ulica Trawiasta (polecam rzucić okiem na GSV jak to wygląda, choć nie docenisz tego miejsca, droga Osobo Słuchająca, nie będąc tam późnym wieczorem późną jesienią). Przejdźcie się ze mną, nasze serca wybuchną.
https://www.youtube.com/watch?v=cIcDDMrqKKc
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Psychic TV - Terminus (1982)
Nie wiem, czy też tak macie. Różni są wykonawcy, wytwarzają wokół siebie specyficzne aury. Z Genesis miałem na początku wiele problemów i oporów. Zanim na dobre przeżarł mnie wirus teatromana pewne projekty i osobowości budziły we mnie niepokój. Szczególnie, gdy proponowały tak przełomowe rzeczy. Poruszały tematy niewygodne. Przekraczały granice, których człowiek dzisiaj już nie ustanowi w takim kształcie jak wtedy. W różnych formach sztuki awangardowe projekty mają zupełnie inny termin przydatności do spożycia, społecznej żywotności. W przypadku Psychic TV czy Throbbing Gristle jestem o to dziwnie spokojny. Nie da się tego zepchnąć do kategorii czegoś po prostu edgy. Wiele płyt niespecjalnie też chce się zestarzeć. Czuć ducha czasu, ale pewne pomysły realizowane są do dziś. Industrialowa estetyka, tematyka tekstów. Wtedy szalenie obrazoburcze; niezgodne z prawem były ciągoty w stronę bezpośrednich prowokacji, rozliczenia z historią bez oglądania się na innych. Specyficzne podejście do wiary, ciągoty okultystyczne. Rozmyślania nad płcią, pragnienie zespolenia dwóch ludzi w jedno. Płynna tożsamość, nieuchwytna, poza systemem i językiem. Dawniej nie byłem na to kompletnie gotowy. Słuchało się bezpiecznej, czysto rozrywkowej muzyki. Kto by tam kojarzył i skąd?
Ten wstęp to tak specjalnie, ale bez zmyślania. Wobec tego, co do tej pory napisałem, Terminus jest dość lekkostrawny... choć tylko pozornie. Inscenizacja gorzkiego obrazu świata, w którym pewne poważne decyzje zostały podjęte. Nie ma obłudy. Nie ma złudzeń. Są pragnienia, które nie zostaną spełnione. Gorycz, ale też świadomość i pogodzenie ze sobą, z rzeczywistością. Zdarzają się do dziś momenty, kiedy opowiadanie Genesis budzi we mnie ciarki. Choćby ostatnia linijka w pierwszej części mówionej. He was grinning before he jumped Z chirurgiczną precyzją klimat odpowiednio gęstnieje, w połowie eksplodują zgrzyty, a potem jest już specyficzna błogość i koniec. Na początku odbywa się mały rytuał, dzwony potęgują napięcie. Środek to czarna ekspresja, jest wyraźna gitara i szereg przetworzonych dźwięków. Finał zbudowany na świetnym akustyku. Bardzo poetycki, liryczny utwór. Narracja daje radę. To jest ten przypadek, gdzie będę ostro grymasił, kiedy ktoś kompletnie to pominie. Z drugiej strony warstwa instrumentalna jest naprawdę sugestywna, od deski do deski nie trzeba wszystkiego śledzić.
Terminus miał się pojawić w pierwszej edycji, ale nie byłem do końca przekonany. Teraz przygotowałem odpowiednio neutralny grunt, więc na spokojnie wracam do tego, co w istotny sposób podbijało moje teatralne, transgresyjne zainteresowania. Na całą płytę przyszła pora później, tu jej (Force the Hand of Chance) raczej nie wrzucę. Wideo też sobie daruję.
https://www.youtube.com/watch?v=XohQLD_vdCk
Nie wiem, czy też tak macie. Różni są wykonawcy, wytwarzają wokół siebie specyficzne aury. Z Genesis miałem na początku wiele problemów i oporów. Zanim na dobre przeżarł mnie wirus teatromana pewne projekty i osobowości budziły we mnie niepokój. Szczególnie, gdy proponowały tak przełomowe rzeczy. Poruszały tematy niewygodne. Przekraczały granice, których człowiek dzisiaj już nie ustanowi w takim kształcie jak wtedy. W różnych formach sztuki awangardowe projekty mają zupełnie inny termin przydatności do spożycia, społecznej żywotności. W przypadku Psychic TV czy Throbbing Gristle jestem o to dziwnie spokojny. Nie da się tego zepchnąć do kategorii czegoś po prostu edgy. Wiele płyt niespecjalnie też chce się zestarzeć. Czuć ducha czasu, ale pewne pomysły realizowane są do dziś. Industrialowa estetyka, tematyka tekstów. Wtedy szalenie obrazoburcze; niezgodne z prawem były ciągoty w stronę bezpośrednich prowokacji, rozliczenia z historią bez oglądania się na innych. Specyficzne podejście do wiary, ciągoty okultystyczne. Rozmyślania nad płcią, pragnienie zespolenia dwóch ludzi w jedno. Płynna tożsamość, nieuchwytna, poza systemem i językiem. Dawniej nie byłem na to kompletnie gotowy. Słuchało się bezpiecznej, czysto rozrywkowej muzyki. Kto by tam kojarzył i skąd?
Ten wstęp to tak specjalnie, ale bez zmyślania. Wobec tego, co do tej pory napisałem, Terminus jest dość lekkostrawny... choć tylko pozornie. Inscenizacja gorzkiego obrazu świata, w którym pewne poważne decyzje zostały podjęte. Nie ma obłudy. Nie ma złudzeń. Są pragnienia, które nie zostaną spełnione. Gorycz, ale też świadomość i pogodzenie ze sobą, z rzeczywistością. Zdarzają się do dziś momenty, kiedy opowiadanie Genesis budzi we mnie ciarki. Choćby ostatnia linijka w pierwszej części mówionej. He was grinning before he jumped Z chirurgiczną precyzją klimat odpowiednio gęstnieje, w połowie eksplodują zgrzyty, a potem jest już specyficzna błogość i koniec. Na początku odbywa się mały rytuał, dzwony potęgują napięcie. Środek to czarna ekspresja, jest wyraźna gitara i szereg przetworzonych dźwięków. Finał zbudowany na świetnym akustyku. Bardzo poetycki, liryczny utwór. Narracja daje radę. To jest ten przypadek, gdzie będę ostro grymasił, kiedy ktoś kompletnie to pominie. Z drugiej strony warstwa instrumentalna jest naprawdę sugestywna, od deski do deski nie trzeba wszystkiego śledzić.
Terminus miał się pojawić w pierwszej edycji, ale nie byłem do końca przekonany. Teraz przygotowałem odpowiednio neutralny grunt, więc na spokojnie wracam do tego, co w istotny sposób podbijało moje teatralne, transgresyjne zainteresowania. Na całą płytę przyszła pora później, tu jej (Force the Hand of Chance) raczej nie wrzucę. Wideo też sobie daruję.
https://www.youtube.com/watch?v=XohQLD_vdCk
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
shodan, znowu blokujesz biednego mentosa, nieładnie 
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Dzisiaj ponadrabiam.
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Edyta Górniak – Szyby
No panowie czas na polską divę. O Edycie Górniak można mówić wiele. Ma tyle samo zwolenników co przeciwników. Ja wiem, że z wiekiem nieco zdziwaczała, gada czasami bzdury, jakieś historie s-f i w ogóle. Ale głosu i talentu jej odmówić nie sposób. Jej kariera nie potoczyła się tak, jak mogła. Sama nie potrafiła komponować, była zdana na łaskę innych ludzi. A ci wg mnie niespecjalnie jej pomogli. Choć początek być imponujący. Pamiętam jej pierwszą płytę „Dotyk” z 1995r. Mam ją na cd zresztą do dziś. I tam były naprawdę dobre kompozycje. M.in. utwór „To nie ja”, którym ugrała 2 miejsce na Eurowizji. Bardzo lubię słuchać młodziutkiej Edyty z tamtych czasów. Akurat zaczynałem pracę w Orzyszu, kiedy utwór „Dotyk” królował na listach przebojów i w stacjach muzycznych. Uwielbiam ten utwór do dziś i nawet się zastanawiałem, czy go nie wstawić. Ale Szyby równie mocno do mnie przemawiają. To utwór, który Edyta śpiewała jeszcze będąc w Metrze. Fantastyczna kompozycja w skromnej i poruszającej aranżacji. Płynie sobie spokojnie przez większą część utworu. Dopiero w końcówce Górniak wchodzi na obroty, dając świadectwo swoim nieprzeciętnym możliwościom. Zawsze gdy tego słucham, to mam ciary. Niezmiennie od 27 lat. I zawsze przypominają mi się moje początki w nowym miejscu, czyli w Orzyszu. Gdy miałem dopiero 22 lata. Gdy dopiero zaczynałem dorosłe życie. Feelsy związane z tym utworem są po prostu gigantyczne.
Potem Edyta miała jeszcze parę niezłych momentów, jak choćby kolejny album „Edyta Górniak”, ale generalnie jej karierę, zważywszy na możliwości, uważam jednak za nieco zmarnowaną. A szkoda.
https://www.youtube.com/watch?v=PrNeIhTa_So
ps. Mając już wklepany ten tekst i palec zawieszony nad przyciskiem "wyślij" wciąż miałem wątpliwości. Czy nie zmienić jednak na "Dotyk". Oba utwory tyle samo dla mnie znaczą.
No panowie czas na polską divę. O Edycie Górniak można mówić wiele. Ma tyle samo zwolenników co przeciwników. Ja wiem, że z wiekiem nieco zdziwaczała, gada czasami bzdury, jakieś historie s-f i w ogóle. Ale głosu i talentu jej odmówić nie sposób. Jej kariera nie potoczyła się tak, jak mogła. Sama nie potrafiła komponować, była zdana na łaskę innych ludzi. A ci wg mnie niespecjalnie jej pomogli. Choć początek być imponujący. Pamiętam jej pierwszą płytę „Dotyk” z 1995r. Mam ją na cd zresztą do dziś. I tam były naprawdę dobre kompozycje. M.in. utwór „To nie ja”, którym ugrała 2 miejsce na Eurowizji. Bardzo lubię słuchać młodziutkiej Edyty z tamtych czasów. Akurat zaczynałem pracę w Orzyszu, kiedy utwór „Dotyk” królował na listach przebojów i w stacjach muzycznych. Uwielbiam ten utwór do dziś i nawet się zastanawiałem, czy go nie wstawić. Ale Szyby równie mocno do mnie przemawiają. To utwór, który Edyta śpiewała jeszcze będąc w Metrze. Fantastyczna kompozycja w skromnej i poruszającej aranżacji. Płynie sobie spokojnie przez większą część utworu. Dopiero w końcówce Górniak wchodzi na obroty, dając świadectwo swoim nieprzeciętnym możliwościom. Zawsze gdy tego słucham, to mam ciary. Niezmiennie od 27 lat. I zawsze przypominają mi się moje początki w nowym miejscu, czyli w Orzyszu. Gdy miałem dopiero 22 lata. Gdy dopiero zaczynałem dorosłe życie. Feelsy związane z tym utworem są po prostu gigantyczne.
Potem Edyta miała jeszcze parę niezłych momentów, jak choćby kolejny album „Edyta Górniak”, ale generalnie jej karierę, zważywszy na możliwości, uważam jednak za nieco zmarnowaną. A szkoda.
https://www.youtube.com/watch?v=PrNeIhTa_So
ps. Mając już wklepany ten tekst i palec zawieszony nad przyciskiem "wyślij" wciąż miałem wątpliwości. Czy nie zmienić jednak na "Dotyk". Oba utwory tyle samo dla mnie znaczą.
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Gang of Four - Damaged Goods
Ponownie tkwimy w roku 2012. Welp, przynajmniej w mikrokosmosie moich wrzut, bo ten no, chyba mamy inny rok, inna sytuację na świecie i w ogóle, ale to detal. Ja tu onegdaj pisałem, że generalnie w swoim czasie postaram się wrzucić jakieś post-punki, bo tego typu muzy to w swoim czasie słuchałem dużo i generalnie do polecenia też mam niemało, a tak się złożyło, że w sumie moje pierwsze odkrycia przypadają jeszcze na ów rok.
W owym czasie znałem też takiego jednego brodatego nerda z Krakowa - istniała duża dysproporacja między poglądami jakie głosil, a gustem jaki miał i w sumie na temat tych pierwszych nie będę się pochylał, bo z tego co wiem, to teraz ten typ sam by wykpił swoje ówczesne pierniczenie, ale jednak mógłbym go nazwać jakimś tam drogowskazem po meandrach muzycznych rubieży czy jakoś podobnie. xD Gdzieś mniej-więcej w tamtym tez czasie typo powoli zaczynał "obrażać" się na rocka progresywnego, wychodząc z założenia, że szybko zjadł swój ogon, przeskoczył rekina i takie tam - dyskusja wałowana wielokrotnie, nie chce mi się tego ciągnąć, po czym stwierdził, że w sumie to post-punk to jest to, bo to taki duchowy następca tego gatunku, który wyeliminował większość wad swojego "poprzednika", ale jednocześnie zachowywał wszystko to, co z niego najlepsze, czyli kombinował, mieszał, był nonkomformistyczny, przy czym unikał popadania w samouwielbienie i pretensjonalność. Ja tam nadal będę twierdzić, że coś w tym u licha jest, bo czemu nie!
Za taką nieformalną datę mojego początku bycia post-punkowcem uznaje 9 grudnia 2012 (gdybym nakręcił film o sobie, to Joanna Szczepkowska by oznajmiła ten fakt w jednej ze scen). To była zwykła, leniwa, zimowa niedziela, dzień bez historii - pamiętam, że było dość zimno, ja w życiu nie robiłem nic, bo studia rzuciłem, a pracy nie miałem i byłem ze starymi w kościółku, ale dla odmiany pojechaliśmy do jakiegoś innego niż zazwyczaj. Dlaczego? Ni mom pojęcia. xD W sumie nie wiem po co o tym piszę, bo generalnie to chciałem wam tylko jakoś tak zobrazować fakt, że to był bardzo przyjemny czas, w którym żyłem bez większych trosk i zmartwień, ale jednocześnie bez większych radości i czasem sobie myślę, że takie życie to jest w sumie najlepsze życie, jakim można żyć, bo po prostu pamiętam, że ten okres mojego życia był spoko, oraz ten dzień też generalnie był spoko. Wieczorkiem wypiłem sobie herbatkę, zjadłem ciasteczka, przesłuchałem dwie ściągniete z internetu tego dnia płyty (oprócz Entertaiment ww. zespołu jeszcze Children of God Swansów lol) i generalnie czułem się w PYTĘ, no i w sumie tak po prostu z takim stanem kojarzy mi się ta płyta.
A to generalnie fajny post-punk je, taki wiecie, mocno lewakujący i funkujący, ten zespół miał bardzo unikalne brzmienie i w ogóle jak się wam nie spodoba, to tromby jerychońśkie z was. ;] Bierzcie i sluchajcie tego, a nie.
https://www.youtube.com/watch?v=byCqOvRMOvo
Ponownie tkwimy w roku 2012. Welp, przynajmniej w mikrokosmosie moich wrzut, bo ten no, chyba mamy inny rok, inna sytuację na świecie i w ogóle, ale to detal. Ja tu onegdaj pisałem, że generalnie w swoim czasie postaram się wrzucić jakieś post-punki, bo tego typu muzy to w swoim czasie słuchałem dużo i generalnie do polecenia też mam niemało, a tak się złożyło, że w sumie moje pierwsze odkrycia przypadają jeszcze na ów rok.
W owym czasie znałem też takiego jednego brodatego nerda z Krakowa - istniała duża dysproporacja między poglądami jakie głosil, a gustem jaki miał i w sumie na temat tych pierwszych nie będę się pochylał, bo z tego co wiem, to teraz ten typ sam by wykpił swoje ówczesne pierniczenie, ale jednak mógłbym go nazwać jakimś tam drogowskazem po meandrach muzycznych rubieży czy jakoś podobnie. xD Gdzieś mniej-więcej w tamtym tez czasie typo powoli zaczynał "obrażać" się na rocka progresywnego, wychodząc z założenia, że szybko zjadł swój ogon, przeskoczył rekina i takie tam - dyskusja wałowana wielokrotnie, nie chce mi się tego ciągnąć, po czym stwierdził, że w sumie to post-punk to jest to, bo to taki duchowy następca tego gatunku, który wyeliminował większość wad swojego "poprzednika", ale jednocześnie zachowywał wszystko to, co z niego najlepsze, czyli kombinował, mieszał, był nonkomformistyczny, przy czym unikał popadania w samouwielbienie i pretensjonalność. Ja tam nadal będę twierdzić, że coś w tym u licha jest, bo czemu nie!
Za taką nieformalną datę mojego początku bycia post-punkowcem uznaje 9 grudnia 2012 (gdybym nakręcił film o sobie, to Joanna Szczepkowska by oznajmiła ten fakt w jednej ze scen). To była zwykła, leniwa, zimowa niedziela, dzień bez historii - pamiętam, że było dość zimno, ja w życiu nie robiłem nic, bo studia rzuciłem, a pracy nie miałem i byłem ze starymi w kościółku, ale dla odmiany pojechaliśmy do jakiegoś innego niż zazwyczaj. Dlaczego? Ni mom pojęcia. xD W sumie nie wiem po co o tym piszę, bo generalnie to chciałem wam tylko jakoś tak zobrazować fakt, że to był bardzo przyjemny czas, w którym żyłem bez większych trosk i zmartwień, ale jednocześnie bez większych radości i czasem sobie myślę, że takie życie to jest w sumie najlepsze życie, jakim można żyć, bo po prostu pamiętam, że ten okres mojego życia był spoko, oraz ten dzień też generalnie był spoko. Wieczorkiem wypiłem sobie herbatkę, zjadłem ciasteczka, przesłuchałem dwie ściągniete z internetu tego dnia płyty (oprócz Entertaiment ww. zespołu jeszcze Children of God Swansów lol) i generalnie czułem się w PYTĘ, no i w sumie tak po prostu z takim stanem kojarzy mi się ta płyta.
A to generalnie fajny post-punk je, taki wiecie, mocno lewakujący i funkujący, ten zespół miał bardzo unikalne brzmienie i w ogóle jak się wam nie spodoba, to tromby jerychońśkie z was. ;] Bierzcie i sluchajcie tego, a nie.
https://www.youtube.com/watch?v=byCqOvRMOvo
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA