Best of Forum III
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Eis - Teraz albo nigdy
Murzyn zaczyna białymi Murzynami ten epizod. Jak to zobaczyłem, to oczywiście przewracałem oczami. Gatunek zwany “polski rap” działa na mnie niezbyt dobrze. Ale w sumie nie jest wcale tak źle. Widzę, że polscy hip-hopowcy, przynajmniej ci najlepsi, jedną rzecz potrafią robić dobrze, a mianowicie podkłady. Bo warstwa dźwiękowa jest naprawdę dobra. Jakby nie było polskiej nawijki, to bym nawet uwierzył, że to bity zza wody. No najsłabszym elementem jak zwykle są głosy naszych rodzimych raperów. Nie chcę się już tam po raz kolejny powtarzać na ten temat, bo to w sumie nie ich wina, że nie brzmią jak wrzucany już tutaj Notorius czy Nas. Inny kraj, inne możliwości. Inna rzecz to tekst. Nie żeby mnie drażnił czy coś, ale chyba jak jest po angielsku i go nie rozumiem, to jest mi z tym w przypadku h-h jakoś lepiej.
Podsumowując – nie jest źle. Jest nawet całkiem spoko. Nie wstydziłbym się tego słuchać przy ludziach. Murzyn nauczył mnie lubić czarny rap i nawet w pewnym stopniu sprawił, że na naszych rodzimych raperów troche inaczej patrzę. Przynajmniej tych, co to naprawdę mają coś ciekawego do powiedzenia. Fanem polskiego h-h raczej nie zostanę, ale chociaż nie zawsze zgrzytam zębami jak kiedyś.
Polaris - 光と影
No panowie to się nazywa dopiero inauguracja nowego rozdania! Z miejsca, od pierwszego odsłuchu ten numer trafia do mojego topu tej zabawy. Jest to rzeczywiście coś bardzo w stylu Fishmans. Japończycy naprawdę mają jakiś niezwykły dar do tworzenia wyjątkowo brzmiącej muzyki. Niby używają tych samych instrumentów i gadżetów muzycznych co inni, a jednak są niepowtarzalni. Fantastyczna kompozycja fantastycznie zagrana. Bardzo rytmiczny i wkręcający się w mózg utwór. Już ta gitara od początku zwiastuje coś dobrego. Potem wchodzi zajebisty bas, z którego byli znani również Rybacy. Harmonijka ustna, jakieś super dźwięki w tle, rytmiczna perkusja. I przede wszystkim przepiękna melodia. Z równie fantastycznym wokalem. Polubiłem naprawdę wokalistę Fishmans, ale wokalista Polaris jest wg mnie jeszcze lepszy. Piękny ten utwór. Słucham go i oczami wyobraźni widzę miasto Maritropa. Hien powinien wiedzieć o czym mówię.
Aa no i co my słyszymy od 6-tej minuty? Czyżby akordeon? No proszę i po co to było się tak wyżywać na tym instrumencie przy okazji Papa Dance?
Utwór trwa ponad 10 minut, a ja mam wrażenie, że jest bardzo krótki. Bezapelacyjny zwycięzca kolejki. Prawdziwy gigant.
Ashra – Sunrain
Dragon zaczyna nową turę w swoim sztandarowym stylu. Na początku zapowiadało się, że będę mehał na potęgę. Utwór wydawał mi isę strasznie mdły i nudny. Ale kilka kolejnych odsłuchów przynajmniej w pewnym stopniu złagodziły moją opinię. Na początku słyszałem tą zapętloną zagrywkę klawiszową i niewiele więcej. Stopniowo zaczęły docierać do mnie inne dźwięki. Nawet dzięki Hienowi odnalazłem automat perkusyjny, którego wcześniej nie tyle że nie słyszałem, co zwyczajnie moja świadomość go nie wyłapała. Fajne również te klawisze w tle i basik. Z jednej strony utwór niby monotony, bo główny motyw z pierwszymi odsłuchami nazbyt mocno dominuje przykrywając skutecznie resztę. Ale cierpliwość popłaca i odkrywa stopniowo przed słuchaczem kolejne warstwy dźwięków.
Podsumowując – utwór nie jest najlepszą rzeczą, którą zaproponował Dragon. Nie ma tego klimatu paru innych czołowych ambientowych propozycji. Ale jest naprawdę spoko. Nawet nie musiałem się wysilać, żeby wychodzić z tym w teren. A myślę, że tam w odpowiednich warunkach mógłby dopiero pokazać swoją prawdziwą wartość.
Alphaville – First Monday In The Year 3000
Nie znałem tego utworu, chociaż zespół Alphaville kiedyś troche słuchałem. Było to dawno, gdzieś w okolicach 2003-2004, bo pamiętam do dziś, jak zasłuchiwałem się do oporu w jeden album, a w szczególności w jeden utwór kucharząc sobie na stołówce wojskowej na posterunku w Syrii.
Tego utworu tam nie było, ale jest całkiem spoko. To taka ckliwa balladka. Co prawda w ckliwych klimatach to wolę swoje śpiewające panie lub ewentualnie Gora, ale tu też jest spoko. Nie znokautowało mnie to może jakoś, nie ma tu może nic szczególnego, żebym miał się tym jarać. Ale marudzić też nie ma powodu, bo jest jednak ładne. Po prostu spoko.
Pink Floyd – Pigs (Three Different Ones)
Mintaj podobnie jak Hien zaczyna tę turę z wysokiego C. Nie znałem tego utworu, ale chwyciło mnię od pierwszego przesłuchu. Kiedyś bym pewnie wyłączył w połowie albo i szybciej, ale zdołaliście mnie już tak oswoić z tym brzmieniem z lat wcześniejszych niż 80-te, że teraz nie stanowi to już dla mnie takiego problem jak kiedyś. Super intro ma ten utwór. Piękna ta gitara co wchodzi wkrótce. Utwór stopniowo się rozwija, narasta aż wchodzi wokal I już w ogóle jest super, Bardzo melodyjny ten utwór. I to jest taka charakterna melodia, co to od razu wpada w ucho, ale w odróżnieniu od wielu innych nie ma zamiaru się znudzić czy osłuchać. Gitara wciąż bryluje. Perka cudnie wybija rytm. No jest super, bo bujam się w rytm utworu jak jakiś pier.dolony rezus czy jakoś tak. No i to chrumkanie! Że niby utwór zaczyna się dopiero od piątej minuty? Toż to niedorzeczność!
Coś mi się zdaje, że to najlepszy utwór PF, który do tej pory poznałem. Dwa albumy już dzięki Wam znam i chyba trzeba będzie wreszcie pomyśleć o sięgnięciu po coś jeszcze.
Szkoda tylko, że Waters jest teraz takim patafianem.
Podsumowując naprawdę świetna inauguracja. Polaris i Pink Floyd to utwory z najwyższej półki. Ale reszta też całkiem spoko. Wszystko mi się podobało. Widzę, że każdy ma jeszcze sporo asów w rękawie.
Murzyn zaczyna białymi Murzynami ten epizod. Jak to zobaczyłem, to oczywiście przewracałem oczami. Gatunek zwany “polski rap” działa na mnie niezbyt dobrze. Ale w sumie nie jest wcale tak źle. Widzę, że polscy hip-hopowcy, przynajmniej ci najlepsi, jedną rzecz potrafią robić dobrze, a mianowicie podkłady. Bo warstwa dźwiękowa jest naprawdę dobra. Jakby nie było polskiej nawijki, to bym nawet uwierzył, że to bity zza wody. No najsłabszym elementem jak zwykle są głosy naszych rodzimych raperów. Nie chcę się już tam po raz kolejny powtarzać na ten temat, bo to w sumie nie ich wina, że nie brzmią jak wrzucany już tutaj Notorius czy Nas. Inny kraj, inne możliwości. Inna rzecz to tekst. Nie żeby mnie drażnił czy coś, ale chyba jak jest po angielsku i go nie rozumiem, to jest mi z tym w przypadku h-h jakoś lepiej.
Podsumowując – nie jest źle. Jest nawet całkiem spoko. Nie wstydziłbym się tego słuchać przy ludziach. Murzyn nauczył mnie lubić czarny rap i nawet w pewnym stopniu sprawił, że na naszych rodzimych raperów troche inaczej patrzę. Przynajmniej tych, co to naprawdę mają coś ciekawego do powiedzenia. Fanem polskiego h-h raczej nie zostanę, ale chociaż nie zawsze zgrzytam zębami jak kiedyś.
Polaris - 光と影
No panowie to się nazywa dopiero inauguracja nowego rozdania! Z miejsca, od pierwszego odsłuchu ten numer trafia do mojego topu tej zabawy. Jest to rzeczywiście coś bardzo w stylu Fishmans. Japończycy naprawdę mają jakiś niezwykły dar do tworzenia wyjątkowo brzmiącej muzyki. Niby używają tych samych instrumentów i gadżetów muzycznych co inni, a jednak są niepowtarzalni. Fantastyczna kompozycja fantastycznie zagrana. Bardzo rytmiczny i wkręcający się w mózg utwór. Już ta gitara od początku zwiastuje coś dobrego. Potem wchodzi zajebisty bas, z którego byli znani również Rybacy. Harmonijka ustna, jakieś super dźwięki w tle, rytmiczna perkusja. I przede wszystkim przepiękna melodia. Z równie fantastycznym wokalem. Polubiłem naprawdę wokalistę Fishmans, ale wokalista Polaris jest wg mnie jeszcze lepszy. Piękny ten utwór. Słucham go i oczami wyobraźni widzę miasto Maritropa. Hien powinien wiedzieć o czym mówię.
Aa no i co my słyszymy od 6-tej minuty? Czyżby akordeon? No proszę i po co to było się tak wyżywać na tym instrumencie przy okazji Papa Dance?
Utwór trwa ponad 10 minut, a ja mam wrażenie, że jest bardzo krótki. Bezapelacyjny zwycięzca kolejki. Prawdziwy gigant.
Ashra – Sunrain
Dragon zaczyna nową turę w swoim sztandarowym stylu. Na początku zapowiadało się, że będę mehał na potęgę. Utwór wydawał mi isę strasznie mdły i nudny. Ale kilka kolejnych odsłuchów przynajmniej w pewnym stopniu złagodziły moją opinię. Na początku słyszałem tą zapętloną zagrywkę klawiszową i niewiele więcej. Stopniowo zaczęły docierać do mnie inne dźwięki. Nawet dzięki Hienowi odnalazłem automat perkusyjny, którego wcześniej nie tyle że nie słyszałem, co zwyczajnie moja świadomość go nie wyłapała. Fajne również te klawisze w tle i basik. Z jednej strony utwór niby monotony, bo główny motyw z pierwszymi odsłuchami nazbyt mocno dominuje przykrywając skutecznie resztę. Ale cierpliwość popłaca i odkrywa stopniowo przed słuchaczem kolejne warstwy dźwięków.
Podsumowując – utwór nie jest najlepszą rzeczą, którą zaproponował Dragon. Nie ma tego klimatu paru innych czołowych ambientowych propozycji. Ale jest naprawdę spoko. Nawet nie musiałem się wysilać, żeby wychodzić z tym w teren. A myślę, że tam w odpowiednich warunkach mógłby dopiero pokazać swoją prawdziwą wartość.
Alphaville – First Monday In The Year 3000
Nie znałem tego utworu, chociaż zespół Alphaville kiedyś troche słuchałem. Było to dawno, gdzieś w okolicach 2003-2004, bo pamiętam do dziś, jak zasłuchiwałem się do oporu w jeden album, a w szczególności w jeden utwór kucharząc sobie na stołówce wojskowej na posterunku w Syrii.
Tego utworu tam nie było, ale jest całkiem spoko. To taka ckliwa balladka. Co prawda w ckliwych klimatach to wolę swoje śpiewające panie lub ewentualnie Gora, ale tu też jest spoko. Nie znokautowało mnie to może jakoś, nie ma tu może nic szczególnego, żebym miał się tym jarać. Ale marudzić też nie ma powodu, bo jest jednak ładne. Po prostu spoko.
Pink Floyd – Pigs (Three Different Ones)
Mintaj podobnie jak Hien zaczyna tę turę z wysokiego C. Nie znałem tego utworu, ale chwyciło mnię od pierwszego przesłuchu. Kiedyś bym pewnie wyłączył w połowie albo i szybciej, ale zdołaliście mnie już tak oswoić z tym brzmieniem z lat wcześniejszych niż 80-te, że teraz nie stanowi to już dla mnie takiego problem jak kiedyś. Super intro ma ten utwór. Piękna ta gitara co wchodzi wkrótce. Utwór stopniowo się rozwija, narasta aż wchodzi wokal I już w ogóle jest super, Bardzo melodyjny ten utwór. I to jest taka charakterna melodia, co to od razu wpada w ucho, ale w odróżnieniu od wielu innych nie ma zamiaru się znudzić czy osłuchać. Gitara wciąż bryluje. Perka cudnie wybija rytm. No jest super, bo bujam się w rytm utworu jak jakiś pier.dolony rezus czy jakoś tak. No i to chrumkanie! Że niby utwór zaczyna się dopiero od piątej minuty? Toż to niedorzeczność!
Coś mi się zdaje, że to najlepszy utwór PF, który do tej pory poznałem. Dwa albumy już dzięki Wam znam i chyba trzeba będzie wreszcie pomyśleć o sięgnięciu po coś jeszcze.
Szkoda tylko, że Waters jest teraz takim patafianem.
Podsumowując naprawdę świetna inauguracja. Polaris i Pink Floyd to utwory z najwyższej półki. Ale reszta też całkiem spoko. Wszystko mi się podobało. Widzę, że każdy ma jeszcze sporo asów w rękawie.
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Eis Teraz albo nigdy
Po pierwszej wrzutce z Eisem sprawdziłem całą płytę i oczywiście zwróciłem uwagę na bit Noona. Nie ukrywam, że Astra i Rap Suk in Syn siadają bardziej, ale w tym przypadku trudno nie docenić tła. Nawijka przepływa przez uszy kompletnie bezszelestnie, więcej urban energii ze sznytem artystycznym wzbudza sam instrumental. Opowiastka trochę bylejaka i o niczym. Techniczne spoko, ale lubię czasem zwrócić uwagę na to, co się mówi i kiedy to mi podpasuje. Refren nie jest jakoś wybitny, ale wykonany i wpasowany bardzo sprawnie. Mój ulubiony fragment to mała wariacja na bicie w outro. Minimal electro jak zapowiedź tego, co Noon zaproponuje na drugiej płycie z Pezetem. Atmosferyczne, zimowe, lekko emo, a jednocześnie z drobnym dystansem. Naprawdę Eis mógłby nawinąć cokolwiek i efekt byłby podobny. Może dlatego nie jest tak częstym gościem na całej płycie? Ze starszym bohaterem całości na Astrze bit i rapowanie doskonale sie uzupełniają, jest tam coś więcej, a przecież to wciąż prostolinijny przekaz, choć bez łopaty. Tutaj czegoś brakuje, ale jako wstęp do kolejnych rozdziałów opowieści... Może być.
Polaris 光と影
Wrzutka z rodziny fiszmansów. Wokalista trochę podobnie śpiewa jak Shinji. Nie jest jednak tak ekspresyjny, nie wchodzi na rejestry piszcząco-miauczące. Jest bardziej delikatny. Kompozycja trochę przypomina rzeczy z tej płyty, którą mieliśmy przyjemność poznać w ramach selekcji albumowej. Soczysty basik to nie jedyne wyraźne mrugnięcie okiem w stronę Fishmans. Kashiwabara jest naprawdę dobry. Umie wyczuć nastrój. Cały numer przesycony energią takiego Night Cruisin' czy kawałkom towarzyszącym Walking in the Rhythm. Dubowy szkielet i plastyczna, popowa nakładka. Gitarki grające dźwięki, które jednoznacznie kojarzą się z zachodem słońca. Jest coś ulotnego w tym brzmieniu. Pewnie się powtarzam, ale to trudne zadanie zakodować w muzyce energię jakiegoś pojedynczego wydarzenia, nastroju tej chwili, która nie daje spokoju. Która każe o sobie nieustannie myśleć. Dość neurotyczne. Przyjemny kawałek, bardziej oszczędny i nie tak przesycony emocjami jak rzeczy Fishmans. Początkowo końcówka wydawała się za długa. Za pierwszym razem nuciłem sobie pod nią inne rzeczy z repertuaru wspomnianego zespołu xD Potem już dostatecznie dobrze ułożyła się w głowie. Czy sprawdzę całą płytę? Nie powiem, że nie. Na pewno dostanie szansę.
Alphaville First Monday in the Year 3000
Gdybym się dłużej zastanowił, to pewnie nie zdziwiłbym się, słysząc Alphaville w repertuarze typu cheesy przestarzałe ckliwe balladki. Zupełnie nie dziwi mnie osoba podsyłająca nam ten króciutki twór kultury. Na temat zespołu dodam, że oczywiście hity są dobrze znane przez moją mamę. Sam słuchałem całą Forever Young jakiś czas temu i miałem średnie odczucia, ale numer tytułowy broni się bez zarzutu. Myślę, że jeszcze kiedyś sprawdzę ten ich krążek wyprodukowany przez Klausa Schulze. Na tym raczej moja przygoda z ich muzyką się skończy. Zaskakują słowa Hiena związane z późniejszym ichniejszym koncertem. Jeśli tam była świeżość, to naprawdę czapki z głów, że potrafili odejść od rzeczy, które słyszymy tutaj. Jak sprawny by nie był wokal, tak całość jest po prostu słabiutka. Dla fanów zespołu to pewnie mała perełka, ale dla mnie to brzmi jak odrzut. TD miało podobne brzmienie parę lat wcześniej i to też nie były dobre płyty. Bez odruchów wymiotnych, ale na pewno bez zachwytów. Gdyby jeszcze szedł tam sam klawisz klawesyno-gitarowo-synthowy to jeszcze jeszcze... a tak to doopa biskoopa.
Jon Secada Just Another Day
Nostalgia prosto w serduszko i to w stylu Dobrych Wrzut Deva! You od Ten Sharp wzbudza we mnie podobne odczucia. OCZYWIŚCIE, że spora w tym zasługa mojej mamy. Po latach myślę sobie, że na poważnie powinienem przeprosić resztę bohaterów dzieciństwa od pojedynczych bangerów. Dochodzą również nowe odkrycia pokroju Shakespear's Sister, ale na kawałkach takich jak Just Another Day się wychowywałem. Na pewno był na mojej pierwszej Nokii XpressMusic w latach 2007-2011. Lekko soulowy bicior, satysfakcjonująco płaczliwe pianinko, dobry wokal. Recepta na poruszenie dziesięcioletniego Roberta gotowa. Czy przypadkiem kiedyś nie wspomniałem o mojej słabości na muzyczny melodramat? W tym przypadku dochodzą właściwości godne wehikułu czasu. Głowa odświeża obrazy dawno nieodtwarzane pod kopułą. Jest jeszcze parę tego typu numerów, które możecie wrzucić, coś mi podpowiada, że to jest możliwe xD Bardzo dobry start shoddy'ego.
Pink Floyd Pigs
Animals poznałem dawno temu i już to dawno temu odczułem coś w rodzaju lekkiego rozczarowania. Urok poprzednich płyt uleciał na rzecz jakiegoś topora i rozszerzającej się rodżerowej dominacji. Ocenka na RYMie podpowiada, że najbardziej pasują mi Pieski, ale po tych odsłuchach Świnek nie jestem chętny do weryfikacji tamtego wrażenia. To nie jest tak, że coś tutaj jest źle wykonane czy są jakieś techniczne niedoróbki. Floydzi przechodzą na autopilota. Wynaturzenia Watersa biorą górę nad aspekt czysto muzyczny. Pierwsze oznaki tego okropnego schematyzmu i wtórności. Drażniąca maniera na wokalu, która sprawia, że brzmi jak dziad stary zapierdziany. Wieczna gonitwa za odtworzeniem doskonałej spójności z Wish You Were Here. Zatrzymanie w rozwoju. Na Is This The Life We Really Want on dalej komponuje to w podobny sposób, ale mam wobec tej płyty więcej pozytywnych odczuć. Bogaty krajobraz dźwiękowy zaczyna schodzić na bok. Na pierwszy plan wchodzi nudne gitarzenie. Dźwiganie utworu na cowbellu jednocześnie ciekawe i wieśniackie. Odtwarzanie świńskich pomruków w różny sposób mnie nie bierze, nuda jak w polskim filmie. Długi monotonny pasaż klawiszowy musiał być aż tak oczywisty? Tutaj nie ma kosmosu, prędzej tartak. Chyba tylko ostatnie dwie minuty do mnie trafiają, gdy wreszcie wkrada się życie do tego gabinetu figur woskowych. Ostrzejsze gitarowe granie, bo atmosfery tutaj nie ma. Znaczy jest ta z poprzednich płyt i to w gorszym wydaniu, a gdy chcę do niej wrócić, to po prostu sięgam po starsze krążki. Pomimo tylu gorzkich słów jest i tak o niebo lepiej niż na 85% The Wall... Plusik za spójność i nadchodzące na samym końcu owieczki.
Na podium kolejność taka: Secada, Polaris, Eis
Po pierwszej wrzutce z Eisem sprawdziłem całą płytę i oczywiście zwróciłem uwagę na bit Noona. Nie ukrywam, że Astra i Rap Suk in Syn siadają bardziej, ale w tym przypadku trudno nie docenić tła. Nawijka przepływa przez uszy kompletnie bezszelestnie, więcej urban energii ze sznytem artystycznym wzbudza sam instrumental. Opowiastka trochę bylejaka i o niczym. Techniczne spoko, ale lubię czasem zwrócić uwagę na to, co się mówi i kiedy to mi podpasuje. Refren nie jest jakoś wybitny, ale wykonany i wpasowany bardzo sprawnie. Mój ulubiony fragment to mała wariacja na bicie w outro. Minimal electro jak zapowiedź tego, co Noon zaproponuje na drugiej płycie z Pezetem. Atmosferyczne, zimowe, lekko emo, a jednocześnie z drobnym dystansem. Naprawdę Eis mógłby nawinąć cokolwiek i efekt byłby podobny. Może dlatego nie jest tak częstym gościem na całej płycie? Ze starszym bohaterem całości na Astrze bit i rapowanie doskonale sie uzupełniają, jest tam coś więcej, a przecież to wciąż prostolinijny przekaz, choć bez łopaty. Tutaj czegoś brakuje, ale jako wstęp do kolejnych rozdziałów opowieści... Może być.
Polaris 光と影
Wrzutka z rodziny fiszmansów. Wokalista trochę podobnie śpiewa jak Shinji. Nie jest jednak tak ekspresyjny, nie wchodzi na rejestry piszcząco-miauczące. Jest bardziej delikatny. Kompozycja trochę przypomina rzeczy z tej płyty, którą mieliśmy przyjemność poznać w ramach selekcji albumowej. Soczysty basik to nie jedyne wyraźne mrugnięcie okiem w stronę Fishmans. Kashiwabara jest naprawdę dobry. Umie wyczuć nastrój. Cały numer przesycony energią takiego Night Cruisin' czy kawałkom towarzyszącym Walking in the Rhythm. Dubowy szkielet i plastyczna, popowa nakładka. Gitarki grające dźwięki, które jednoznacznie kojarzą się z zachodem słońca. Jest coś ulotnego w tym brzmieniu. Pewnie się powtarzam, ale to trudne zadanie zakodować w muzyce energię jakiegoś pojedynczego wydarzenia, nastroju tej chwili, która nie daje spokoju. Która każe o sobie nieustannie myśleć. Dość neurotyczne. Przyjemny kawałek, bardziej oszczędny i nie tak przesycony emocjami jak rzeczy Fishmans. Początkowo końcówka wydawała się za długa. Za pierwszym razem nuciłem sobie pod nią inne rzeczy z repertuaru wspomnianego zespołu xD Potem już dostatecznie dobrze ułożyła się w głowie. Czy sprawdzę całą płytę? Nie powiem, że nie. Na pewno dostanie szansę.
Alphaville First Monday in the Year 3000
Gdybym się dłużej zastanowił, to pewnie nie zdziwiłbym się, słysząc Alphaville w repertuarze typu cheesy przestarzałe ckliwe balladki. Zupełnie nie dziwi mnie osoba podsyłająca nam ten króciutki twór kultury. Na temat zespołu dodam, że oczywiście hity są dobrze znane przez moją mamę. Sam słuchałem całą Forever Young jakiś czas temu i miałem średnie odczucia, ale numer tytułowy broni się bez zarzutu. Myślę, że jeszcze kiedyś sprawdzę ten ich krążek wyprodukowany przez Klausa Schulze. Na tym raczej moja przygoda z ich muzyką się skończy. Zaskakują słowa Hiena związane z późniejszym ichniejszym koncertem. Jeśli tam była świeżość, to naprawdę czapki z głów, że potrafili odejść od rzeczy, które słyszymy tutaj. Jak sprawny by nie był wokal, tak całość jest po prostu słabiutka. Dla fanów zespołu to pewnie mała perełka, ale dla mnie to brzmi jak odrzut. TD miało podobne brzmienie parę lat wcześniej i to też nie były dobre płyty. Bez odruchów wymiotnych, ale na pewno bez zachwytów. Gdyby jeszcze szedł tam sam klawisz klawesyno-gitarowo-synthowy to jeszcze jeszcze... a tak to doopa biskoopa.
Jon Secada Just Another Day
Nostalgia prosto w serduszko i to w stylu Dobrych Wrzut Deva! You od Ten Sharp wzbudza we mnie podobne odczucia. OCZYWIŚCIE, że spora w tym zasługa mojej mamy. Po latach myślę sobie, że na poważnie powinienem przeprosić resztę bohaterów dzieciństwa od pojedynczych bangerów. Dochodzą również nowe odkrycia pokroju Shakespear's Sister, ale na kawałkach takich jak Just Another Day się wychowywałem. Na pewno był na mojej pierwszej Nokii XpressMusic w latach 2007-2011. Lekko soulowy bicior, satysfakcjonująco płaczliwe pianinko, dobry wokal. Recepta na poruszenie dziesięcioletniego Roberta gotowa. Czy przypadkiem kiedyś nie wspomniałem o mojej słabości na muzyczny melodramat? W tym przypadku dochodzą właściwości godne wehikułu czasu. Głowa odświeża obrazy dawno nieodtwarzane pod kopułą. Jest jeszcze parę tego typu numerów, które możecie wrzucić, coś mi podpowiada, że to jest możliwe xD Bardzo dobry start shoddy'ego.
Pink Floyd Pigs
Animals poznałem dawno temu i już to dawno temu odczułem coś w rodzaju lekkiego rozczarowania. Urok poprzednich płyt uleciał na rzecz jakiegoś topora i rozszerzającej się rodżerowej dominacji. Ocenka na RYMie podpowiada, że najbardziej pasują mi Pieski, ale po tych odsłuchach Świnek nie jestem chętny do weryfikacji tamtego wrażenia. To nie jest tak, że coś tutaj jest źle wykonane czy są jakieś techniczne niedoróbki. Floydzi przechodzą na autopilota. Wynaturzenia Watersa biorą górę nad aspekt czysto muzyczny. Pierwsze oznaki tego okropnego schematyzmu i wtórności. Drażniąca maniera na wokalu, która sprawia, że brzmi jak dziad stary zapierdziany. Wieczna gonitwa za odtworzeniem doskonałej spójności z Wish You Were Here. Zatrzymanie w rozwoju. Na Is This The Life We Really Want on dalej komponuje to w podobny sposób, ale mam wobec tej płyty więcej pozytywnych odczuć. Bogaty krajobraz dźwiękowy zaczyna schodzić na bok. Na pierwszy plan wchodzi nudne gitarzenie. Dźwiganie utworu na cowbellu jednocześnie ciekawe i wieśniackie. Odtwarzanie świńskich pomruków w różny sposób mnie nie bierze, nuda jak w polskim filmie. Długi monotonny pasaż klawiszowy musiał być aż tak oczywisty? Tutaj nie ma kosmosu, prędzej tartak. Chyba tylko ostatnie dwie minuty do mnie trafiają, gdy wreszcie wkrada się życie do tego gabinetu figur woskowych. Ostrzejsze gitarowe granie, bo atmosfery tutaj nie ma. Znaczy jest ta z poprzednich płyt i to w gorszym wydaniu, a gdy chcę do niej wrócić, to po prostu sięgam po starsze krążki. Pomimo tylu gorzkich słów jest i tak o niebo lepiej niż na 85% The Wall... Plusik za spójność i nadchodzące na samym końcu owieczki.
Na podium kolejność taka: Secada, Polaris, Eis
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Grube rzeczy w internecie widziałem przez te 23 lata, ale nie tak grube.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Przykładowe The Last Refugee czy Smell the Roses są naprawdę lepsze. Może tej solówce poświęciłem trochę więcej czasu niż Animals, ale nie ma w tym odrobiny ironii, naprawdę
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Argumentacja, jakakolwiek, nie zmniejszy mojego zdziwienia
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Żeby nie było, słuchałem tej solówki i nawet mi się podobała, bo brzmiała jak kopiowanie Animals i w ogóle Nigel Godrich (musial mieć bekę jak miksował ten album, a w tle miał pierniczenie o koncercie Radiohead w Izraelu), ale kaman xd
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Na solówach Watersa nie ma grama dobrej muzyki
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
odpowiedź memiczna to dowód na słuszność mojej opinii ^^
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Dragon Ty lepiej nie pij bo po alkoholu znęcasz się nad zwierzętami xD
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
(hymn Wojska Polskiego odtwarzany w tle)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Jeśli takie spustoszenie wywołuje jedno piwo to faktycznie możesz mieć racjęstripped pisze:07 sty 2023 01:20Dragon Ty lepiej nie pij bo po alkoholu znęcasz się nad zwierzętami xD
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Is This The Life... to lepsza kopia Animals, które z kolei jest znacznie gorszą i oszczędniejszą kopią Dark Side/WYWH xDDragon pisze:07 sty 2023 00:58Przykładowe The Last Refugee czy Smell the Roses są naprawdę lepsze. Może tej solówce poświęciłem trochę więcej czasu niż Animals, ale nie ma w tym odrobiny ironii, naprawdę
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
jak skisłem
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
A jest w ogóle jakiś hymn WP?
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Rota
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Rota(ry)
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Pewnie Halo
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn