Best of Forum III

Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 19 sty 2023 07:37

"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 19 sty 2023 10:37

Thom Yorke - Truth Ray

O Panie, jak szanuję tę wrzutkę. Nie tylko utwór, ale w ogóle dobór albumu. Ostatnio doznałem szoku, bo gdzieś w komentarzach pod jakimś piczforkowym artykułem o solowym Jorku, zobaczyłem dużo hejtu dla TMB i nie mogłem w to uwierzyć. Dla mnie, to jest najlepsze jego solo, a „ANIMA” to w dużej mierze niewypał i próba wynalezienia koła na nowo. Co ma „Tommorow’s Modern Boxes” to spójność na całej jego długości, to jest niemal jeden numer. Z tego względu nie zdecydowałem bym się wrzucać coś z tego albumu, podobnie jak mam problem z wyborem detalicznego Jarra. Słuchałem już „Truth Ray” tyle razy, że łapię się na słuchaniu automatycznym, z pamięci. Musiałem się trochę skupić żeby chociaż spróbować podejść do tego na świeżo. Jest coś szczerego w tej minimalistycznej elektronice Yorka, coś co pasuje idealnie do jego głosu i treści, którymi się dzieli. Tutaj znowu pojawia się odkurzacz (widzę, że Dragon ma fetysz), ale nawet Freddie Mercury by tak ładnie nim nie zakręcił, jak Tomasz. Zgadzam się, że outro robi doskonałą robotę. Kiedy wydaje się, że tutaj już się nic nie wydarzy, tu się coś wydarza i jest piękne. Dobra, nie będę przedłużał, jestem tak zbiasowany, jak tylko człowiek może być zbiasowany względem muzyki. Thom Yorke forever!

Husky - Chaos, Chaos In My Head

Murzyn wybrał jedyny numer śpiewany po angielsku i IMO był to strzał w stopę, bo ten węgierski inglisz wokalistki jest niesamowicie irytujący. Zdecydowanie wolałbym żeby śpiewała tu po polsku, bo tak to mam wrażenie jakby ktoś mi zaraz próbował tureckie zegarki wciskać. Wywaliłem ten żal na wstępie, bo w pozostałym zakresie nie mam za bardzo do czego się przyczepić. Trochę szokam, że to jest z 2002 r. Tzn. tak naprawdę nie wiem dlaczego, ale jakoś tak, heh, mam wrażenie że to powinno być bardziej znane u nas, bo u nas jeszcze chyba trip żył i to było, tak zakładam, bardziej na fali nurtów bieżących, niż jako retro. DJ Patrisia (trochę cringe ta ksywa) ma taki sobie ten wokal, strasznie miauczy, brzmi trochę jak po kilku browarkach, ale nie będę się wyzłośliwiał, bo mogło być dużo gorzej (kawałek mogła śpiewać np. Bjork, czy coś). Muzyka jest super, bardzo bogata, a jednocześnie tak rozmyta, że sprawia wrażenie impresjonistycznej plamy, a nie jakiegoś zbiorowiska instrumentów (Recoil mogłoby tak brzmieć, gdyby Anal nie miał kija w dupie <sic>). Vibe fenomenalny. Z dużą chęcią sprawdzę cały album, z którego pochodzi ten utwór. Murzyn rzuca takimi „nazwiskami” jak Novika, Smolik, Reni… człowiek od razu nostalgizuje, bo mieliśmy w tamtym czasie pewien mikroklimat muzyczny i naprawdę ciekawych wykonawców mainstreamowej muzyki elektronicznej.

Craft Spells - After the Moment

Dev nazywający swoje byłe „pannami”, czekam aż wjadą „loszki” i „dupy”. Wiocha aside, to jest dokładnie taki utwór jaki kojarzy mi się z tym czego Musiał słuchał po nabraniu w płuca warszawskiego powietrza (albo smakowych Djarumów). Też miałem krótką fazę na taką muzykę, jakoś na początku 2018 r., ale dojdę do tego momentu w dalszej części bestki, dużo dalszej. Co tu powiedzieć o tym, no typowy hispsterski numer sprzed 10 lat. Jakieś naleciałości ejtisów, słychać The Smiths w gitarze, słychać jakieś ślady okołodreamowe (ala Wild Nothing). Taki Ariel Pink, ale bez nadużywania narkotyków. W tamtym czasie mnie mocno irytowała taka muzyka, bo siedziałem w czymś zupełnie innym, ale obecnie potrafię docenić. Jest to po prostu fajne i ma vibe.
No i jest to przeszłość, a wydaje się jakby to było wczoraj kiedy takie rzeczy wylewały się ze wszystkich hipsta źródeł. To jest kolejny utwór wrzucany przez Deva, który po prostu trąci warszawką, jakimś szlajaniem się po lokalach w gronie znajomych, itd. W związku z „Panną” miałem w tamtym czasie mieszane uczucia, to był taki warszawski, niereformowalny huragan, który mnie przerażał. Ale czas leci, ludzie się zmieniają, no dość, że z tamtą ex Musiała się bardzo lubimy obecnie, i ten kawałek nawet mi pasuje do niej. W ogóle doceńcie, bo Musiał rzadko ma dobre wspomnienia z muzyką związaną z kobietami, z którymi był w związku. Obecność kawałka w bestce jednak o czymś świadczy.

Led Zeppelin - Achilles Last Stand

Let Zeppelin. Jeśli chodzi o stare zespoły, to było to chyba moje najwcześniejsze odkrycie po Queen (chociaż w latach 90-tych, Queen wcale nie wydawało się stare tbh). Zacząłem się nimi interesować pod koniec lat 90-tych, słuchają namiętnie zakupionych przez ojca kaset „Remasters” (to było takie best of), ale więcej okoliczności moich początków z LZ zachowam na inny moment. To jest ciekawy zespół. Z jednej strony, muzycznie jest to taki hipisowski, wieśniacki wóz Drzymały, pełny wycia, rzępolenia i tłuczenia bez ładu i składu. Z drugiej, to wszystko jest po prostu tak zajebiste i razem tworzy tak zajebistą całość, że nie idzie tego nie docenić. Czasami spotykają się właściwi ludzie i po prostu dzieją się takie rzeczy, jak Led Zeppelin. Szanuję, że Plant nie chce więcej nagrywać pod tym szyldem, to jest absolutnie nie do powtórzenia, a syn Bohnama może grać na koncertach, ale to tyle. „Achilles Last Stand” to klimatyczna pogoń muzyczna. Zespół jak rusza, to się nie zatrzymuje, muzyka sama sobą tworzy narrację. Wokal Planta ok, ale Page jak wchodzi z solówką, to nagle człowiek zapomina o tym całym niechlujstwie, itd. JB na perkusji jest jak wichura. Tu się ciągle coś zmienia. Niby utwór monotonny, jednostajny, ale widać ewidentnie podział na jakieś rozdziały, jednocześnie bez jakichś progresywnych zabaw w klejenie kompletnie nie związanych ze sobą segmentów. Tutaj wszystko jest jak pociąg, któremu pękły hamulce. Walka na „wyjące” solówki pod koniec jest doskonała. Mam wrażenie, że niektóre riffy podjebał niejaki Albrecht Dicken z Joy Division w kawałku „Leaders of Men”, no ale to taka uwaga na boku. Świetny kawałek.

Savage - Fugitive

Taki trochę auto-diss wyszedł w wykonaniu Wuja, bo zasugerował, że on już tylko w takim tempie jest w stanie tańczyć. Dla mnie to chyba jednak za wolne żeby w ogóle wstawać z fotela (bo to tez nie jest materiał na przytulańca), co ciekawe właśnie dla mnie ten numer działa bardziej jako italo do słuchania w domu, a nie podkład pod imprezę. Dzieje się tu sporo ciekawych rzeczy muzycznie, piosenka jest fajna (to mógłby śpiewać Boy George lol), fajny, lekko ponury vibe. Może zabrzmi to dziwnie, ale mógłby to samplować Noon 20 lat temu, albo Problem mogliby wykorzystać to na jakimś mikstejpie. Kompletnie nieimprezowy kawałek (chyba, że w domu starców), ale tym bardziej jestem miło zaskoczony, że można sobie Savage posłuchać w domu, jak normalnej muzyki, na słuchaweczkach i czerpać z tego radość. Bardzo klimatyczna wrzuta, daję pełną okejkę. Acz, trochę nie kumam tego tekstu o żonie, mam nadzieję, że Wuja na śpiocha to tylko tańce xD

Jak tam zerkam, to raczej wszystko weszło fajnie, nie było na co mehać. Dobra kolejka, WOOHOOO!
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 19 sty 2023 10:54

Hien pisze:
19 sty 2023 10:37

Husky - Chaos, Chaos In My Head

Murzyn wybrał jedyny numer śpiewany po angielsku i IMO był to strzał w stopę, bo ten węgierski inglisz wokalistki jest niesamowicie irytujący.
Po czasie i odsłuchu albumu po dłuższej przerwie przypomniałem sobie że wcale nie, to nie jedyny numer z płyty śpiewany po angielsku. Wokal Patrycji jest specyficzny, tu też można kochać lub nienawidzić chyba, co do kawałków po polsku to jeśli przyjdzie posłuchać Wam tego to sami ocenicie i może skumacie ocb. Po trochu od Waszych opinii może zależeć czy to wjedzie prędzej czy później, niby nie myślałem o tym w kontekście drugiej 10. płyt ale nigdy nie wiadomo, skoro wrzucałem już rzeczy planowane na 3-4 dychę.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 19 sty 2023 10:55

Ja ani nie kocham, ani nienawidzę, ot po prostu ok wokal. Ale słyszałem jeden kawałek, mało wiem o tej kobiecie.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 19 sty 2023 10:57

Hien pisze:
19 sty 2023 10:37
Acz, trochę nie kumam tego tekstu o żonie
No tak rzeczywiście trochę bezsens wyszedł. Chodzi mi o to, że jak słyszę takie rytmy, to od razu mam ochotę wstać i zaciągnąć żonę do tańca. Nie tylko w takim tempie jestem w stanie tańczyć, ale zdecydowanie takie tempo preferuję.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 19 sty 2023 10:58

Sorry ale widzę oczyma wyobraźni jak ciągniesz na pół śpiącą żonę na nogi i nieprzytomną bujasz w rytm muzyki z Twoich słuchawek a ona "Artur, k*rwa, znowu...?"
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 19 sty 2023 11:07

a Wuja na to zmieszany "Ty byś lepiej w szafie posprzątała"
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 19 sty 2023 13:12

Thom Yorke - Truth Ray

Nie wiem jak Thom Yorke to robi, ale za co się nie weźmie, to zamienia w złoto. Trochę już jego muzyki poznałem poprzez Radiohead, The Smile jak i solo. I niezmiennie jestem oczarowany. A solowe projekty to już w ogóle mają w sobie jakiś niesamowity urok. Unmade go miał i Truth Ray też go ma. Niezwykle nastrojowy utwór. Pięknie zaaranżowany. Ta oszczędna elektronika robi niesamowite wrażenie. A gdy Yorke zaczyna śpiewać tym swoim falsetem, to ja jak zwykle wymiękam. Magiczny klimat nam tu zapodał kolega Robert. Rozpływam się po prostu. I już wiem, czego będę słuchał przy następnej leśnej wycieczce - całego albumu Tomorrow's Modern Boxes.

Husky - Chaos, Chaos In My Head

Po pięknym początku kolejki w wykonaniu Dragona nadal jest ciekawie i bardzo dobrze. Nie znałem tego bandu i kolejny raz jestem zaskoczony, że u nas nad Wisłą jak chcą, to potrafią robić dobrą muzykę. Naprawdę bardzo ładna kompozycja o super brzmieniu. Gdybym nie wiedział z opisu skąd jest Husky, to bym nigdy nie pomyślał, że z Polski. Lubię taki nieśpieszny trip-hop. W warstwie dźwiękowej dzieje się sporo ciekawych rzeczy. Rzeczywiście jest bogato. Już klimatyczny początek zapowiada coś fajnego. Perkusja wchodząca z późniejszej fazie utworu. Potem to spowolnienie i wyciszenie w środku też robi robotę. Lubię tak zbudowane utwory. Kontrabas, trąbka, skrecze – wszystko to tworzy niepowtarzalny klimat. Utwór sobie płynie, a mnie się tego po prostu wybornie słucha. Jedynym słabszym elementem może być wokal. Nie, żeby dziewczyna miała zły głos. Tylko czasami trochę skrzeczy. Ale to tam szczegół.

David Sylvian – A Fire in the Forest

Od razu poznałem ten głos, choć nie pamiętałem już, z jakiego utworu. Szybki reaserch doprowadził mnie do Nine Horses – The Librarian z czwartej kolejki drugiej tury. To był całkiem dobry utwór, chociaż A Fire in the Forest podoba mi się bardziej. Senny klimat utworu jest bardzo przyjemny. Łagodna i oszczędna elektronika bardzo mi pasuje. Te trzaski i piski w tle są efektowne. No i przede wszystkim to bardzo ładna kompozycja. Mam nieodparte wrażenie, że to spokojnie mógłby być utwór No-man. David jest nawet podobnego typu wokalistą co Tim Bowness. Śpiewa w bardzo podobnym stylu.

Craft Spells - After the Moment

Dev lekko wybija nas z tego sennego klimatu stworzonego przez poprzedników proponując nieco żwawsze rytmy. Zdziwiłem się gdy zobaczyłem, że to utwór z 2011 roku, bo myślałem, że to coś z 80’. Utwór właściwie taki bardzo w stylu deva. Tym razem podoba mi się. Linia basowa robi tu zdecydowanie całą robotę. Nadaje utworowi fajnego rytmu. Bardzo dobra gitara w refrenie. Bardzo lubię, jak refren jest w końcówce w taki sposób wielokrotnie hipnotycznie powtarzany.
Krótko mówiąc fajny utwór. Jestem na tak.

Led Zeppelin - Achilles Last Stand

No jak zobaczyłem Led Zeppelin, to minę miałem nietęgą. Przez całe dekady przecież nienawidziłem takich zespołów gardząc nimi przepotężnie. Ale w sumie nie jest wcale tak źle. Nie wiem, czy trochę otworzyłem się już na takie brzmienia, ale jestem w stanie posłuchać tego utworu bez ochoty uduszenia kogoś jednocześnie. Oczywiście fanem takiego grania nadal nie jestem, ale potrafię docenić i posłuchać. Chyba już przy okazji takich wykonawców jak King Crimson czy Pink Floyd pokazaliście mi, że nie taki diabeł straszny, za jakiego go miałem. Ten utwór z całej kolejki najmniej trafia do mojego serca, ale nie zamierzam marudzić, bo jest całkiem spoko jak na moje wcześniejsze uprzedzenia do tego zespołu.

Podsumowując naprawdę udana kolejka. Było sporo świetnej muzyki. A złoto zgarnął jak zwykle niezawodny Thom Yorke. Tym bardziej fajnie, że kilka innych utworów ustąpiło mu naprawdę bardzo nieznacznie.
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 19 sty 2023 20:11

(chociaż w latach 90-tych, Queen wcale nie wydawało się stare tbh)
No w sumie to logiczne, wszak śmierć Merkurego było dość głośnym wydarzeniem w mediach na początku tamtej dekady, a sam zespół wydał dwa albumy w tamtym okresie, podczas gdy LZ rozpadli się jakoś pod koniec lat 70. xD
Nie wiem, może to kwestia zmiany banieczki swoją drogą, ale odnoszę wrażenie, że nawet w czasach, gdy zaczynałem interesować się muzyką Queen było jakąś taką większą i popularniejszą marką? Jakoś tak częściej w radio ich grali, częściej słyszałem teksty o tym, że to wielki zespół był i w ogóle jeszcze nawet coś tam działali z tym wokalistą Free. Ale z drugiej strony relatywnie niedawno wyszedł ten film i w ogóle, więc NIE WIEM
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 19 sty 2023 21:28

Thom Yorke - Truth Ray

W pierwszej chwili był szczery zachwyt tym kawałkiem, potem z biegiem odsłuchów trochę osiadł i zobojętniał. Wciąż jest to jednak całkiem dobry numer, fajne pady, dobry minimalistyczny bit, typowy, apatyczny, mamrocząco-miauczący Yorke na wokalu. Spoko, choć nie ma w sobie ładunku emocjonalnego Unmade czy ładnej melodii Open The Floodgates.

David Sylvian - A Fire In The Forest

Tu miałem trochę podobnie jak w przypadku Yorke'a bo też najpierw był zachwyt, potem było po prostu ok, ale chyba ciut lepiej mi Sylvian siedzi tym razem. Znowu cyfrowa elektronika, w ogóle we trzech tą połowę kolejki w takim klimacie utrzymaliśmy trochę. Tylko tu ta cyfra delikatnie glitchuje momentami, będę miał wrzutkę w takim klimacie chyba też. Słysząc wokal Sylviana z automatu teraz widzę przed oczami śnieg który tak mi odczarował jego wrzutkę z poprzedniej bestki, teraz śniegu nie ma, trochę szkoda. Dobra wrzuta mimo wszystko.

Craft Spells - After The Moment

No kolega Adrian faktycznie wrzucił nam tu kawałek wiosny w środku zimy. Numer lekki, przyjemny, całość brzmi jak z generatora takich indie popowych/chillwave numerów z fajną energią i dla zakochanych heh. Okładka też totalnie jakby AI dorabiało do muzy, kliszowo. W muzyce plastikowo, pastelowo, raczej nieangażująco. Wrzucone wiosną miałoby pewnie handicap w postaci odpowiedniej aury do słuchania takich rzeczy, teraz tego nie ma ale i też nie ma powodów do narzekań, lekka okejka.

Led Zeppelin - Achilles Last Stand

Trochę klasycznego rocka liznąłem w życiu głównie rzecz jasna dzięki TYM GROM ale Stairway To Heaven i parę innych też się słyszało a nawet coś te numerkowe albumy sprawdzałem swego czasu. Ba, nawet próbowałem samplować LZ ale z miernym skutkiem, może ów samplowany przez mnie numer kiedyś tu wrzucę. Późniejszego ich wcielenia nie znam, tego numeru nie kojarzę i prawdę mówiąc... nie czuję bym wiele stracił. Przy jego żwawym tempie ten czas trwania to dla mnie pomyłka, po 3-4 minutach mam raczej dość, nic ciekawego w nim nie usłyszałem, no to nie było takie fajne jak Świnki Trzy ale tamto to w końcu byli Floydzi ale no Schody to to też nie są i generalnie wynudziłem się. Wybacz Mietku, starego Murzyna nowych sztuczek nie nauczysz. Chyba pięta Achillesowa tej kolejki.

Savage - Fugitive

Zapomnialem że wujas poza duchologicznymi hitami i śpiewającymi paniami ma jeszcze italo disco w zanadrzu i w sumie to chwała mu za to. W pierwszym odruchu trochę mehałem na ten numer, zasadniczo tak jak munlup napiszę że to nie jest dla mnie numer na dyskę, co prawda też mogę się pobujać chętnie przy takim mid-tempo tyle że ten numer ma trochę mroczne brzmienie. Bardziej widzę siebie przy tym bujającego się spacerując nocą po mieście tudzież ten numer wrzucony w odtwarzacz podczas przemierzania Vice City w grze. Numeru nie znałem a w sumie jest całkiem spoko (drugi celny strzał wujka po Fancy!), miałem wuja zganić jedynie za wrzucenie tej 12-calowej wersji że niby za długa, mówię posłucham zwykłej wersji i zdziwko - bo tam tempo w o l n i e j s z e. Więc mimo wszystko z minusa zrobił się plus dla wujka za czujność, szybko wróciłem do zapodanej przez niego wersji. Nie ma co, daję okejkę.


Słowem podsumowania którego zwykle nie robię ostatnio dopowiem tyle - nie wskazuję i nie zamierzam wskazywać w tej bestce zwycięzców, po cichutku ich sobie wybieram jednak co kolejka a tym razem klops - mam paru kandydatów, więc wracam do słuchania by go sobie wyłonić a kogo zaszczyt kopnie się dowiecie za pół roku jakoś. Na ten moment wiem że nie będzie to mentos, który niestety co sięga po gitary to u mnie nie trafia za często.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 19 sty 2023 22:39

stripped pisze:
19 sty 2023 21:28
zasadniczo tak jak munlup napiszę że to nie jest dla mnie numer na dyskę
No wybacz, ale nie wiem, co puszczają na dyskach, bo ja na dyski nie chodzę już co najmniej od jakichś dwóch dekad. :D
Natomiast na innych różnych imprezach, na których bywam czasem z żoną typu sylwester, wesele czy bal z jakiejś okazji, to grajkowie przez 90% czasu mordują niestety disco-polo.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 19 sty 2023 22:44

Miałem na myśli numer do tańca po prostu, trochę nie ten klimat pomimo tempa itd. Wciąż jednak dobry kawałek który ja widzę w innych okolicznościach.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 20 sty 2023 00:05

Ja się w pełni zgadzam z Murzynem, to jest za wolny kawałek. Nadaje się chyba tylko jak ktoś już jest naprawdę bardzo mocno wypity, bo inaczej bym wyglądał jak postacie ze starych kreskówek, które się tak śmiesznie gibały w miejscu zamiast stać normalnie. To jest italo, do szklanki łychy przy kominku, ale takim z niebieskim ogniem.
mintaj pisze:
19 sty 2023 20:11
(chociaż w latach 90-tych, Queen wcale nie wydawało się stare tbh)
Nie wiem, może to kwestia zmiany banieczki swoją drogą, ale odnoszę wrażenie, że nawet w czasach, gdy zaczynałem interesować się muzyką Queen było jakąś taką większą i popularniejszą marką? Jakoś tak częściej w radio ich grali, częściej słyszałem teksty o tym, że to wielki zespół był i w ogóle jeszcze nawet coś tam działali z tym wokalistą Free.
No, ale Stary, co się dziwisz. Queen mają sporo hitów, które grają chętnie wszystkie stacje radiowe, a nie tylko Antyradio i Trójka. Ale ja nie potrafię oduczyć się traktowania ich jako zespołu, który przestał istnieć. Ja wiem, że była płyta i trasa z Rodżersem, i to w sumie obie dosyć dobre, a potem te niekończące się turnusy z Mieszkiem II Lambertem, ale dla mnie Queen się skończyło z Mercurym, a już na pewno po odejściu Deacona. I może stąd to takie wrzucenie ich i LZ do jednego wora starych bandów, bo w sumie oba były stare, tylko Bohnamowi zmarło się wcześniej. Ale taka prawda, że tak do lat 2000, to starsze zespoły leciały jak ojciec z winyla włączył, ale sam z siebie to włączałem niewiele i Queen byli pierwsi, zaraz obok Pana Kleksa i Króla Lwa. Mogę się nawet poszczycić tym, że ich lubiłem zanim Freddie zmarł, ale dobra, bo się zaraz wysypię ze wszystkich wspomnień, zanim w ogóle zdążę coś Queen wrzucić.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 20 sty 2023 00:50

Husky Chaos Chaos In My Head

To niezły Mudżyn, że po pięciu dniach pęka xD Nie każe czekać w zniecierpliwieniu... Poza Iskrzy Iskrzy od jesieni nie poznałem nic więcej, ale tak to bywa w przypadku naprawdę potężnych odkryć. Niektóre kawałki są po prostu nie do zdarcia i ten taki jest. Może dlatego Chaos Chaos za pierwszym razem był naprawdę zaskakujący. Gęsta, wielkomiejska energia wychodzi drzwiami i oknami. Kontrabas i ten specyficzny synthoklawisz robią tutaj bardzo dużo przestrzeni. Bicior ze skreczami sprawiają wrażenie elegancko odrobionych lekcji z najlepszych momentów Massive Attack i Portishead. Szkoda, że ten wokal jest miejscami co najwyżej neutralny, przede wszystkim w tym specyficznym refrenie-nierefrenie. Możliwe, że gdyby istniała wersja z wokalem tylko w refrenie właśnie, to podzieliłaby los Iskrzy Iskrzy. Instrumental z duszą i wyobraźnią wymyślony, piękna rzecz. Na razie nie jestem skory do sięgnięcia po całą płytę, zresztą prędzej wybrałbym Zgadnij, ale będę miał ich na uwadze.

PS viewtopic.php?p=134804&sid=1d8f2ab08898 ... 04#p134804

David Sylvian A Fire in the Forest

Z Sylvianem to może być za niedługo jak z Thomem. Najróżniejsze nurty, ale jego wokal jest na tyle uniwersalny, że trudno wyobrazić sobie aranż, który mógłby nie pasować. Z drugiej strony to zawsze specyficznie kameralna muzyka. Już Japan nie jest jakoś wybitnie ekspresyjne i energetyczne, ale im dalej w las, tym więcej wyciszenia i spokoju. Jednocześnie bardziej abstrakcyjne i subtelne, minimalistyczne. Przynajmniej tak to odbieram, dostając tego typu wybór z jego twórczości w ramach bestki. Jednego jestem pewien po odsłuchu A Fire in the Forest - szkoda czasu na dalsze ociąganie się, ta płyta Nine Horses musi dostać swoje pięć minut. Po przeczytaniu relacji Hiena miałem mózg na ścianie przed odsłuchem. Fennesz tutaj? Sylvian ma naprawdę otwarte uszy. Muzyka Fennesza to taki brudny, zgrzytliwy ambient, który przypomina trochę łamigłówki w stylu Autechre. Bardzo zwodnicze tło dla naprawdę ciepłej, bogatej, emocjonalnej muzyki. Tak też jest w tym przypadku. Kompletnie niespieszny numer. Ballada o pościelowym charakterze, która łączy energię popołudniowej drzemki, ogniska i eksperymentów wrażliwych nerdów za laptopami. Mocna rzecz swoim charakterem w formie strzępów, tego, co zostaje z papieru wrzuconego do niszczarki. Elegancka wrzuta znów!

Craft Spells After tha Moment

Nie wiem, ten bicior nie jest za bardzo z przodu? Kawałek mógłby znakomicie siąść w 2018 roku z tych samych powodów co wrzucane przeze mnie MA i Yorke, bo wtedy słuchałem też trochę dreamu zbliżonego do formy podanej tutaj. Sporo czasu jednak minęło i ja już rzadko kiedy osiągam takie stany, a do tego aranżacyjnie trochę podobne do wszystkiego, więc zamieniam się w wyrozumiałego słuchacza, który rozumie, ale niekoniecznie to czuje. Z takim ryzykiem wiążą się wrzuty bardzo osobiste, związane z konkretnymi osobami, wiadomo. Nie jest źle, po prostu mam takie "no dobra, to jest naprawdę w porządku, ale sam z siebie raczej nie odpalę". Nie dziwię się takiemu shodanowi, że miał intensywne skojarzenia z ejtisami, bo pewnie każdy z nas nawet po bestce jest w stanie wskazać te zespoły, które mogły być wyraźną, oczywistą inspiracją. Przynajmniej tyle dobrego, że ten kawałek robił Dejwowi tyle dobrego.

Led Zeppelin Achilles Last Stand

Ani ze mnie wielki fan Zeppelinów, ani też totalnie niedzielny słuchacz. Ewidentnie nie mam za to duszy rockersa, bo po 2-3 płytach przestałem szukać w ich muzyce czegoś więcej. Wystarcza mi większość czwórki, Whole Lotta Love, może jeszcze jakieś 2-3 kawałki. To wszystko. Achilles jest już z tego późniejszego okresu, którego kompletnie nie ruszyłem, więc kolejna ciekawa nowinka w teoretycznie dobrze znanym świecie. Dalej jest dość energetycznie, choć całość specyficznie rozłożona. Czuć w tym wszystkim dziwną wyjebkę. Są momenty, w których można oczekiwać innych rozwiązań, a mimo to nieustannie panowie wracają do tej konkretnej partii perkusyjnej, są kolejne zwrotki, taka bazowa zagrywka gitarowa, która towarzyszy nam od samego początku... Dziwna sprawa. Te zaśpiewy Planta w drugiej części niby charakterne, ale też czuć w nich jakieś niedopracowanie lol Zespół się odnajduje w tym uporządkowanym chaosie, a dla mnie pod koniec robi się już lekko nużąco. Ostatnia minuta ratuje z opresji, bo mogło to zmieniać niepokojąco, gdyż nigdzie. Najgorsze byłoby wyciszenie tego, co idzie chwilę wcześniej, a tak dostajemy atmosferyczną gitarkę i jest cacy. Z nieba do piekła, żeby potem znowu do góry, a następnie w dół, jednakże po chwili kolejny raz wznosimy się...

Savage Fugitive ('12)

Shodan mówi o coverze Strangelove. Nie znam, ale dziwnie boję się sprawdzać. Savage jest naprawdę dobry w swoim autorskim repertuarze. Dwa lata temu chwaliłem się na forum odkryciem, które tak do końca wcale nim nie było. Mamunia lubi ejtisowe i najtisowe klasyki, które dzisiaj wydają się trochę zapomniane. Sam miałem dobre wspomnienia z Only You czy Don't Cry Tonight, więc wreszcie nadejszła wiekopomna chwiła i sprawdziłem całą płytę. A Love Again z marszu przebił te popularniejsze kawałki. Fugitive niezbyt się wyróżniał, ale to po prostu zasługa solidnego poziomu płyty. Szanuję to, że nie ma tam zbyt długiego babrania się w tym samym sosie. Pół godzinki, a i tak jest solidna odkrywka rzeczy, które da się lubić. Do tego kawałka akurat bym nie tańczył, to prędzej dobra rzecz do wprowadzenia się w takie lekkie pląsy na siedząco. Klimatycznie nieźle trafione, bo intro na albumówce ma w sobie mroźną, zimową energię. Tutaj shodan podrzuca dwunastkę i jest trochę inaczej. Wcale nie gorzej! Dłużej wybrzmiewa to, co akurat na to faktycznie zasługuje. Całość trochę bardziej zpitchowana do góry, ja na Spotify najczęściej słucham niższych wersji i teraz już nie wiem, która jest odpowiednia xD Do niższych jestem już dość mocno przyzwyczajony, ale to dostatecznie dobry kawałek, by nie zgrzytać zbytnio zębami z tego powodu... niby jest ociupinkę gorzej, ale z drugiej strony bardzo ładny klawisz w tle się odsłania w czwartej minucie.

W tej serii chyba najmniej szumu zrobili The Zeppelins i Kraft Spells, mimo stękania na wokal chyba najbardziej pasuje mi Husky.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 20 sty 2023 00:51

stripped pisze:
19 sty 2023 21:28
Spoko, choć nie ma w sobie ładunku emocjonalnego Unmade czy ładnej melodii Open The Floodgates.
No bo to inne numery są :)
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 20 sty 2023 01:20

Dragon pisze:
20 sty 2023 00:50
A Love Again z marszu przebił te popularniejsze kawałki.
O tak, to świetny numer.
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 23 sty 2023 21:23

Thom Yorke - Truth Ray

Słucham sobie tego numeru od kilku dni, i mnie dopadł promień prawdy: Yorke jes geniuszem (nie, żebym wcześniej tego nie wiedział). To, co się tutaj dzieje muzycznie to jest absolutne złoto, minimalizm w elektronice, ale taki nie do przesady, ten zawodzący głos jednego z niewielu ludzi, których mogę słuchać kiedy srogo zawodzą (bo potrafią to robić), generalnie jest genialnie i cudownie wchodzi do nauki. Nie chcę tu pisać, że Yorke generalnie wielkim poetą był (jest), ale nie wiem, co innego napisać można xD To jest po prostu świetne, Dragon zna się na rzeczy.

Husky - Chaos, Chaos in My Head

Śmieszna sprawa, bo ja Husky znam, kiedyś dawno temu zassałem z jakiegoś Chomika czy coś ich album o tytule Zgadnij dla swojej ówczesnej dziewuchy (to było bardzo dawno temu), gdyż znajdował się tam numer pt. Niue, który jej się bardzo podobał, a który znaliśmy z jednej z części RAM cafe xD Także nie jest mi to wykonawca obcy, choć szczerze powiedziawszy albumu tego słuchałem tylko raz i to w jakimś 2010 roku, także niewiele pamiętam. Kawałek zapodany przez Golasa jest, kurde, fajny. Muzycznie naprawdę dużo się dzieje i w przyjemne strony to wszystko zmierza. Szkoda jedynie, że faktycznie Hefczyńska w ten angielski średnio tutaj potrafi, i kiedy kolejny raz słyszałem SHE WAS MADLY IN LOOOVE z tym jeszcze wrednym nosowym zaśpiewem, to mi coś aż w gardle stawało. Albo po polsku albo w ogóle bez niej. Poza tym jaram się całą resztą, fajnie usłyszeć coś takiego wyciągniętego z głębin polskiej sceny "alternatywnej", bowiem kto jeszcze o takich wykonawcach w ogóle pamięta? Dobra rzecz, daję okejkę.

David Sylvian - A Fire in the Forest

Jakby tak strawestować tytuł pewnej kompilacji Joriego Hulkkonena, NOW THAT'S WHAT I CALL MUSIC (nie, żeby poprzednie numery nią nie były). Blemish znam dzięki kol. Hienowi, który wrzucił mi ją parę ładnych lat temu w ramach naszej własnej wymiany albumowej, i z miejsca się zakochałem karwasz twarz. Minimalizm, oszczędność w środkach wyrazu, przepięknie zestarzały się głos Sylviana, ambientowe pejzaże w tle, fantastyczne to jest. Cóż, cały album jest dla mnie fantastyczny, i choć ten numer nie jest moim ulubionym z tegoż, to wjeżdża na pełnej aż głowa mała. Jest wyjątkowo spokojnie w pewnym niepokoju, i choć najlepiej wchodzi to jesienią, to w tę niedookreśloną aurę na zewnątrz nie da się chyba rzucić inną muzyką w tym momencie. Znów, nie jestem w stanie się teraz rozpisywać (moja kreatywność idzie w nudne eseje, których nikt nigdy nie przeczyta po ich ocenie), ale też ile się można rozpisywać o czymś, co trzeba po prostu czuć? No ja to czuję, jest dobrze człowiek (czy jakoś tak). Sylvian to the rescue.

Led Zeppelin - Achilles Last Stand

Ociębaton, jak ja nie lubiłem kiedyś takiej muzyki. Tzn. nadal jakoś wybitnie nie przepadam, moi rodzice tak bardzo chcieli zaszczepić mi miłość do niej jeszcze w najntisach, że skutecznie mi ją obrzydzili xD Naprawdę, muszę mieć wybitnie dobry humor, by odpalić coś takiego z własnej woli (i jeszcze się tym zachwycić). Oto w sukurs przychodzi bestka, i wyjątkowo - choć dopiero za jakimś czwartym odsłuchem - siadło. Znowu, do takiego rocka mam stosunek podobny, co do hip hopu, tzn. czasem mi się coś spodoba i słuchać będę, ale bardziej z polecenia albo jakimś wybitnym przypadkiem (bo żeby tak samemu; choć akurat z hip hopem miałem bardzo krótki "romans" dawno temu), także to będzie chyba pomieszanie jednego z drugim. I, co jeszcze ciekawe, nie dłużył mi się ten numer ani jakoś szczególnie nie nudził, choć to przecież w dużej mierze 10 minut tego samego (w sporym uproszczeniu). Still, NAWET mi się podoba. Breaki na perkusji wyszły super, solówki też nie trąciły typową dla tego rodzaju muzy pretensjonalnością, starzeję się chyba. JEST SPOKO, JEST RZETELNIE.

Savage - Fugitive

Oto gość, co to ja myślałem, że wydał w życiu tylko jeden album, a każdy numer na nim jest kalką poprzedniego. Niewiele się pomyliłem, gdyż faktycznie, Savage wydał w tamtym czasie tylko jeden album (drugi ukazał się w... 2020 roku xD Zresztą, był nagrany w Polsce, gdzie Savage MIESZKA od jakiegoś czasu, trochę beka), i jakby, jak sobie poskakałem po utworach zeń na YT, to niemal każdy brzmi tak samo na pierwszy rzut ucha. A więc welcome to italo disco xD Fugitive się nieco wyłamuje z tego schematu zwłaszcza, że - zgadzam się tutaj z przedmówcami - ma w sobie taki lekko mroczny klimat, który czyni z niego coś, co mogłoby być równie dobrze dziełem późnego Steve'a Strange'a (już nieżyjącego niestety). Vibe tego utworu jest jednocześnie na zawsze dla mnie spięty z tanimi potańcówkami tamtych czasów, jakie mogę odtwarzać sobie w głowie na podstawie gdzieś tam widzianych ich obrazów w postaci tanich nagrań z jeszcze tańszych taśm VHS. Klimat, ale taki aż trochę za bardzo. Plus jakoś nie mogę sobie wyobrazić tańczenia do tego samodzielnie, w sensie nie wiem, jak ja miałbym do tego tańczyć xD Lekko oniryczny klimat muzyki czyni uwagę Wuja nieco... mroczną. Cała reszta nie będzie moim all time fav z tamtej dekady, ale źle nie jest. Tyle na ten temat.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 23 sty 2023 21:37

Dev z infem, że Savage mieszka w Polsce i nagrywał tu comeback, rozbił bank.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 24 sty 2023 23:17

Thom Yorke - Truth Ray

Zaraz będzie że mentos znowu hehe nie wie, ale co ja poradzę, że tyle razy tu wlatywały rzeczy okołoradioheadowe, że ciężko mi się tu znowu nie powtórzyć - że ten zespół doceniłem z czasem, że Thom Yorke to jednak wielki poeta był i w ogóle klasyczne mintajowe pierdololo, które pisałem setki razy. W każdym układzie - po prostu bardzo sympatyczna piosenka i dobra rzecz. Lokuję ją na półce z podpisem "Lubię i szanuję bardzo, chociaż raczej bym tego do swojej topki nie wrzucił". Daję okejkę.

Husky - Chaos, Chaos In My Mind

Jako rasowy Wrocławianin z 5-letnim stażem praktycznie w ogóle nie znam niezależnej sceny tego miasta, nie mówiąc już o tej z czasów, kiedy o mieszkaniu w tym mieście mogłem najwyżej przypuszczać. Już po okładce (ten font!) widać, że cofamy się do tyłu do początku lat zerowych i jest to podróż całkiem przyjemna. Trip-hop naprawdę ciężko sknocić, tutaj się tego na pewno nie udało tego dokonać. Faktycznie jest przyjemny klimat, ładna produkcja, trochę mi się to kojarzy z Portishead w paru miejscach, ale ma swój specyficzny vibe - nie wiem właśnie czy jest wieczorny, ale mocno tkwi w tamtych czasach, ale przy tym nie brzmi archaicznie, co zdecydowanie jest plusem! No i fajnie, że laska umie śpiewać w języku angielskim, gdyby nie mudżin to bym nawet nie domyślił się, że to jakaś polska produkcja. Okejka i znaczek jakości.

David Sylvian – A Fire in the Forest

Czasem trochę tęsknie za beztroskimi czasami studenciarstwa, nawet mając świadomość, że to jest po prostu taki okres życia, który po prostu nie może trwać wiecznie i który w sumie w gruncie rzeczy nie jest taki fajny, bo chyba faktycznie ciężko o studia, na których nie brakowałoby jakichś absurdów albo rzeczy które po prostu są w ich programie, ale nikt nie wie po co i na co. xD Aż się łezka w oku zakręciła, sam pamiętam jak na ostatnim roku swojej przygody z licencjatem z kulturoznawstwa wróciłem na parę tygodni na łono tego forum, bo tak mi się nie chciało uczyć do czegoś tam.
No dobra, wspominki wspominkami, a tu trza coś napisać o kawałku i koniecznie nadmienić, że kiedyś przez pomyłkę zamiast płyty Sylviana ściągnąłem płytę progresywnego zespołu Sylvan, która była raczej taka se. Dobra, to już odchaczone, więc powiem, że to jest bardzo urocza kompozycja. Spoko jest to drone'owe brzmienie, wokal naturalnie kojarzy mi się z Bownessem i generalnie gdyby ktoś mi to podrzucił w ciemno, to byłbym pewnie w pierwszej kolejności pomyślał, że to coś, co mógłby polubić Munlup. xD Znowu leci okejka, ależ panowie są w formie w tej kolejce!

Craft Spells - After the Moment

Ta kolejka stoi pod znakiem sentymentalnych podróży. Musiał kolejny raz wrzuca coś tak charakterystycznego dla swojej epoki, że nawet nie muszę sprawdzać w necie daty wydania, bo na pierwszy rzut ucha słychać kiedy ta rzecz została nagrana i wyprodukowana. Takich albumów, które brzmiały jak New Order podlane toną cukru-pudru powstało wówczas na pęczki i to jest kolejny z nich. Domyślam się też, że cała płyta w takim klimacie mogłaby doprowadzić mnie do bólu zębów, brzucha i cholera wie czego jeszcze, ale rozumiem wybór tej wrzuty, bo też mam parę takich płyt, które generalnie mnie nudzą, ale są tam jakieś pojedyńcze strzały, które mnie biorą, acz chyba takich rzeczy w tej zabawie raczej nie zapodowałem. Nooo mam lekki sentyment do tej epoki, chociaż była w gruncie rzeczy taka se (chociaż z obecnej perspektywy i tak w opór beztroska xd), rozumiem skojarzenia z pierwszymi miłościami i romansami. Rzecz jak najbardziej fajna o.

Savage - Fugitive

Kurde, po tych odsłuchach słyszę jak bardzo z dupy była moja wrzuta w tej kolejce. xD Odnoszę wrażenie, że Wujas chyba walczy z łatką sympatyka śpiewających panien i bawi się w tutejszego Marka Sierockiego, dzięki czemu eksplorujemy przeróżne zakamarki muzyki dyskotekowej sprzed kilku dekad. W sumie to śmiesznie się to łączy z faktem, że ostatnimi czasy bardzo ciepło się wyraża o Radiohead, ale nie wiem co ma wynikać z tych faktów.
I mniejsza z tym. Savage znam tylko z jednego hitu, wiadomo którego, do którego powstał teledysk, który bardzo mnie w swoim czasie bawił. Fugitive jest zaskakująco spoko, to chyba też nie jest rzecz, która będzie na szczycie mojej prywatnej listy przebojów, ale jest po prostu porządną i dobrą piosenką. W sumie jestem sobie wyobrazić scenariusz, w którym 30 lat temu będąc małolatem wychodzę pokryjomu na jakąś posiadówkę i wzdycham do tajemniczej blondynki pijąc średniej jakości PIWO i ten kawałek leci sobie w tle, a ja się dobrze bawię, chociaż wiem, że mam takie same szanse u tej blondynki jak na to, że zostanę ministrem finansów. Kolejna okejka.

No i co ja pocznę, że wszystko mi się tu podobało? Bywa i tak. Mocarna kolejka, nie zawiedliście mnie.
Tradycyjnie będąc ostatnim tylko odniosę się do waszych recek i powiem tylko tyle, że doceniam próby zrozumienia i ugryzienia Zepellinów - spodziewałem się w sumie mniej więcej wypowiedzi jakie zastałem, aczkolwiek gdybym miał strzelać, to bym obstawiał, że raczej tym głosem krytyki będzie bardziej musiał niż murzyn. xD Ale bywa i tak, jebał to szpak czy jakoś tak.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 24 sty 2023 23:30

mintaj pisze:
24 sty 2023 23:17
W sumie to śmiesznie się to łączy z faktem, że ostatnimi czasy bardzo ciepło się wyraża o Radiohead, ale nie wiem co ma wynikać z tych faktów.
Ma wyniknąć tyle, że sympatia do italo disco nie koliduje z sympatią do np. Radiohead.