Best of Forum III

Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 04 lut 2023 10:18

Terry Riley - Poppy Nogood and the Phantom Band

Tak się czasami żartobliwie zastanawiam, co by było gdybyśmy się umówili i zrobili kolejkę gdzie każdy wrzucałby core kogoś innego, nie wiem, losowalibyśmy się jak na Mikołajki i potem szukali w ulubionych utworach czegoś, co by przypominało kojec innego uczestnika zabawy. Takie mam skojarzenia jak słucham tej wrzuty Murzyna, bo to brzmi jakby to zapodał Dragon. Kobylasty ambient, instrumentalny, no nawet trochę się to GTA zgadza. Mnie się ten kawałek kojarzy z „Drugged I” Bass Communion (czyli Stevena Wilsona), tam też z kakofonii przetworzonych trąbek wyłania się nagle piękny, anielski ambient. Godne pochwały jest to co Jacek prezentuje, fenomenalny numer. Generuje to, o czym pisałem przy okazji Massacre, dużo fajnych rzeczy w głowie, a jednocześnie taki spokój, zatrzymanie w czasie. A to jest coś czego ostatnio jest mi trzeba w dużej ilości. Nawet ta kanonada arabskich trąbek w drugiej połowie nie wytrąca mnie z tego zen stanu, wręcz przeciwnie, na tym etapie jestem już w takiej fazie zaangażowania, że wchodzą doskonale. Brawo, Panie Murzyński.

Piano Magic - The Blue Hour

Nie będę za dużo pisał o mojej historii z Piano Magic, bo zachowam to na i tak długo odkładaną wrzutkę (jakoś jesienią). Album „Ovations”, to ja tu mocno promowałem na forum w 2009 r., ale oczywiście wszyscy mieli to w dupie, z Musiałem na czele. Jedyny sposób żeby być pewnym, że ktoś posłuchał, to ta bestka lub wpakowanie się komuś do auta z muzyką. Ta druga opcja zadziałała przy okazji Deva, a teraz Dev zastosuje pierwszą. Uwielbiam ten kawałek, zresztą bym go nie puszczał Musiałowi gdyby było inaczej. PM zawsze dodawali mnóstwo melodyjności do tych smutnych, zwisających jak gil z nosa, gotycko-rockowych klimatów i odczarowywali dla mnie takie brzmienia (przy czym w ich wypadku to tylko faza, bo na każdym albumie brzmieli trochę inaczej).
Co robi przede wszystkim w tym utworze to gitara, na której gra Franck Alba, jeden z moich ulubionych gitarzystów w ogóle i wielka inspiracja dla mnie odkąd pierwszy raz go usłyszałem i odkąd kupiłem pierwszą gitarę elektryczną. To co gra w tle i brzmi jak jakieś ambientowe pady, to Glen Johnson, też na gitarze. W zasadzie każdy członek PM błyszczy w tym kawałku. Współczuję Dewotjonalowi przykrych wspomnień, a z drugiej strony takie też czasami trzeba opatrzyć muzyką, a jeśli pasowała i dawała jakieś wsparcie, no to job well done.

Ametsub - Faint Dazzlings

I znowu rok 2009 r. Tu już nie mogę powiedzieć, że się Smoku powtarza. Przypomina mi to lekko moją wrzutę Fenneszowo/Sylvianową, ale tylko na początku kiedy te glitche są na absolutnie pierwszym planie. Potem wchodzi skromny bit, jakieś soundscape’y, wietrzny ambient w tle.
Już na tym etapie jestem kupiony. To pocięte pianino budzi we mnie od razu skojarzenia z „The Ereaser”, ale taki luźne. Ja nie siedzę głęboko w scenie glitch, więc też i punkty odniesienia u mnie nie są liczne i oryginalne. Słyszę ten trójpodział, o którym pisze Dragon, tu mam skojarzenie ze „Truenorth” no-man, tylko oczywiście w mniej oczywistym wydaniu, bo w „Faint Dazzlings” można to przegapić jeśli się słucha na pół gwizdka. Nie będę przedłużał, jestem oczarowany i ściągam cały album.

Dildo - Here with me


Dziwną sytuację miałem przed chwilą, bo już miałem pisać, że Wuja powtarza to, co Musiał dopiero dał w klipach, ale nie mogłem znaleźć i nagle się okazało, że to było „White Flag”. Dlaczego mi się te kawałki ze sobą pojebały? Nie pytajcie, tzn nie pytajcie bo i tak powiem xD
Mam wrażenie, że tamten klip by dobrze pasował do obu kawałków lol. Wrzucanie Dido, to u mnie są zawsze łatwe punkty, bo te hity budzą we mnie miłe skojarzenia i wspomnienia z lat 00, kiedy miałem naście lat i miotały mną hormony i tego typu rozterki. Pisałem już, że zawsze lubiłem Dido i szanowałem ją, mimo że nie kupowałem/ściągałem jej płyt i nie słuchałem zbyt żarliwie. Nie wyłączałem nigdy jak leciało w radiu, tv, itd. Jeszcze teraz przypomina mi się, że ten numer użyto w filmie „Love Actually” w scenie, w której Andrew Lincoln przeżywa wielką sercową rozterkę, więc heh, nie mam złych wspomnień w związku z „Here With Me”, co najwyżej w związku ze zmierzającym do nikąd związkiem (hehe), w którym tkwiłem w połowie zerosów, i z którego nie potrafiłem się wyplątać, pomimo bycia po pas w toksynach. Ale nie zepsuło to dla mnie Dido, więc to też o czymś świadczy.

Frank Zappa - Peaches en Regalia

12 lat temu wrzuciłem do działu „zdjęcia” przeróbkę okładki „Sheik Yerbouti” z moim ryjem i ręcznikiem na głowie, na szczęście hosting się zesrał i już tego nie możecie zobaczyć (fotę na dysku nadal mam hehe). Ale Mentos nawet skomentował te fotę, więc zataczamy Panie i Panowie pełne koło xD To był czas mojej największej fascynacji Zappą (tudzież Cappą, jak mawiał mój ziom z Żaka, który zasadniczo wkręcił mnie w Zappe jeszcze w 2008 r.). O tym, że był to człowiek wybitny, wybitnie inteligentny, wybitnie utalentowany, a jednocześnie postrzelony i totalnie nieprzystosowany do świata, to wiadomo i nie będę się nad tym rozpisywał. Frank kojarzy mi się z kilkoma rzeczami. Po pierwsze, jego dyskografia jest tak opasła, że zajmuje mi na dysku grube gigasy. Obok Elvisa i Bucketheada, nie znam kogoś kto by za życia natłukł tyle albumów.
Po drugie, teksty i wokal. I tutaj w sumie mam wrażenie, że Mentos najbardziej marnuje sobie slot z Zappą wrzucając instrumentalny numer, bo kpiarskie, jackassowe, a jednocześnie błyskotliwe teksty i sposób w jakie je dostarczał, to był absolutny highlight zappyzmu. Z drugiej strony, można tu docenić kunszt, ucho, pomysłowość czysto muzyczną, więc nie będę się czepiał. Przyjemny kolaż jazzu, rocka, elementów włosko-brzmiących, i czegoś co można nazwać po prostu tym zappyzmem. Zawsze będę chwalił to co ten facet nagrał i stworzył. Może nie mam już takiej fazy na Zappę, jak kiedyś, ale to nie znaczy, że ogłuchłem. W ogóle, ten kawałek przypomina mi momentami intro z "Alfa", więc fajnie.

Mam tylko jedną uwagę. Nie rozumiem, czemu Mentos dał wersję z chujowego randomowego kanału YT, z chujową jakością, kiedy zaraz potem mi się odpaliła wersja z oficjalnego kanału Zappy, w świetnej jakości? To jakiś auto-diss jest? Humor ala Zappa, którego nie załapałem?


Bardzo bezbolesna kolejka, każdy wrzucił coś fajnego. Stylistycznie rozjechaliśmy się chyba na wszystkie możliwe, skrajnie przeciwne sobie strony, ale wyszło dobrze, bo nikt ostatecznie nie odstaje i może zabłysnąć po swojemu.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 04 lut 2023 10:59

Skromna uwaga - wrzutkę shodana podmieniłem na wejściu od razu bo zapodał 240p a Zappę podmieniłem teraz po uwadze kolegi Hiena, bo numer interesujący i chętniej w lepszej jakości posłucham.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 04 lut 2023 13:02

The Czars - Drug

Hien powraca w wydaniu hien-core'owym którym wygrywał u mnie kolejne kolejki jesienią. Naprawdę przyjemna ballada z ładną melodią fortepianu i specyficznym brzmieniem gitary, trochę barokowo to trąci ale dobrze jest. Wokal Granta faktycznie bardzo dobry, ładna barwa głosu. Kiedy zaczynał utwór tym YOU ARE chciałem dośpiewać SO BEAUTIFUL śladami starego przeboju ale gdy weszło "drug to me" tym niskim wokalem od razu było lepiej i siadło z miejsca. Dobra wrzuta, aczkolwiek może nieco się odczuliłem już na tych śpiewających panów od Hiena.

Piano Magic - The Blue Hour

Po notce Hiena myślałem że Piano Magic może będzie w podobnym klimacie co The Czars ale tu z miejsca wychodzą na wierzch Musiałowe gotyckie ciągoty, taki klimat robi ta muza z tym basem i posępny wokal. Słucham tego i tak trochę czuję w tym takie Joy Division na kiju, w refrenach mniej, tam czuć bardziej ten współczesny duch. Mimo wszystko trochę za bardzo jest to dla mnie kalką ejtisowego gothic rocka i brzmi ciut passe, nie wnosi nic dostatecznie świeżego.

Ametsub - Faint Dazzlings

Dragon drugi raz w tej 25. już sięga po glitchujące elektroniczne klimaty, te zgrzyty i skrzypienia faktycznie mogą pasować do mroźnej śnieżnej pogody więc w sumie - nie dziwią mnie takie wybory o tej porze roku (a pogoda nawet sprzyja teraz). Najlepszym elementem tego utworu jest jednak fortepian czy pianino, ciepłym brzmieniem przełamują tą skrząca się elektronikę. Nie ma tu wokali więc nic muzy nie przysłania tak jak Thom Yorke w tamtej wrzutce niedawnej, słucha mi się tego równie dobrze a może i nawet lepiej.

Dido - Here With Me

No tu żeś mnie wujas srogo rozczarował, nie dość że czekaliśmy aż do 5. kolejki na śpiewającą panią jakaś i co? Taki kolega z Ciebie żeś mi numer do bestki zakosił ;( myślałem w swoim czasie rzucić tym kawałkiem bo Dido choć znam niewiele to kilka jej numerów ostro zawsze będę prejzował a Here With Me to mój faworyt z jej debiutanckiej płyty (którą nawet mam na półce, kupiłem chcąc uzupełnić sobie płytotekę o jakiś taki właśnie neutralny radiowy pop). Na szczęście nie byłaby to z mej strony żadna osobista wrzutka a jedynie jakaś rekomendacja za kilkadziesiąt kolejek najprędzej więc krzywda się nie stała. Uwielbiam ten buczący bas i te ciepłe klawisze, esencja ówczesnej muzyki z łatką "electronica" pięknie chilluje, ale to jest też dobry, smutnawy pop song po prostu. Bardzo miły powrót, Dido poza konkurencją i wiadomo że w topce powrotów na pewno u mnie będzie. Na Dido jeszcze w swojej bestce miejsce na pewno znajdę ale to nic pilnego.

Frank Zappa - Peaches en Regalia

W Papę Zappę nigdy się nie wgryzałem szczerze mówiąc i kojarzę tylko jeden jego numer którym mnie raczyła swego czasu moja kumpela, podchodzę więc do wrzuty z czystą głową raczej. No ok, spodziewałem się trochę cyrkowiska z lat 70. i ono tu funkcjonuje na pełnej, trochę taki muzyczny odpowiednik Monty Pythona. Jest na bogato, jest gęsto. We wstępie podoba mi się ten perkusyjny groove, nie wiem jak to się nazywa bo kiedyś myślałem że to jest drum roll a nie jest, w każdym razie chodzi o to kończące perkusyjny "loop" łubudubu tratatata tam xD potem cyrk na całego, dęciaki, fleciki, cuda wianki na kiju dylu dylu na badylu. I klawisze. I znowu dęciaki. Fajny instrumental, obstawiam w ciemno że zamykał stronę winyla jako zapychacz a w gruncie rzeczy dobra muza. Zresztą to jak nagle się urywa jakoś mi pasuje do końca strony/płyty swoją drogą. Fajne, specyficzne, słuchałem najwięcej z całej kolejki bo trudno mi było ubrać to w słowa trochę. Może dojrzeje.

Zgrabna kolejeczka Panowie i ponownie nie wiem komu przyznam z czasem laur konsumenta. Jest tu kilka różnych typów na wygraną plus Dido którą już znałem i zawsze lubiłem.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 05 lut 2023 23:04

Terry Riley - Poppy Nogood and the Phantom Band

Że stripped i taki długi utwór, to się nie spodziewałem. I w sumie mam z nim trochę zagwozdkę, bo sam nie wiem, na ile mi się podoba. Przede wszystkim jest za długi. Wiem, że zawsze mówiłem, iż jak utwór się podoba, to długość nie ma znaczenia. Ale widocznie jeszcze za mało mi się podoba. Ta kawalkada trąbek jest nawet klimatyczna. W pierwszej części przywodzi mi na myśl scenki z jakiejś meksykańskiej folklorystycznej imprezy. W tle cały czas brzmi pojedynczy klawiszowy akord, który mi nawet pasuje. W części drugiej mamy też trąbki, ale inaczej brzmiące. No i barwa klawisza też inna, taka organowa, choć to wciąż pojedynczy niekończący się akord. Fajne są jeszcze te efekty niby przeskoków na płycie. W sumie niewiele się ponadto tutaj dzieje. Myślę, że wszystko zależy od okoliczności słuchania tego utworu. Zależy co się chce osiągnąć. Hien szuka wyciszenia i wtedy to może dobrze funkcjonować. Pamiętam, jak w Kosowie wspinałem się na szczyt takiej góry, żeby sobie tam wieczorem samotnie posiedzieć i posłuchać muzyki. Myślę, że w takich okolicznościach też by ta muzyka się mogła sprawdzić W domu raczej tego nie puszczę chcąc po prostu sobie posłuchać muzyki. W ogóle zauważyłem, że rzadko włączam jakieś bardzo długie utwory, choćbym je nawet bardzo lubił. O ile nie są częścią albumu, który akurat słucham.

The Czars – Drug

Johna Granta znałem dotychczas tylko z gościnnego występu na albumie Sundfor w utworze Mountainers. I bardzo mi się jego niski, głęboki głos podoba. Utwór też mi się bezsprzecznie podoba. Ballada oparta na pianinie, z bardzo ładną melodią i świetnym wokalem nie może być przecież zła. Te klawisze w tle (czy to może gitara, sam nie wiem) rzeczywiście brzmią chwilami bardzo barokowo. I ja lubię takie brzmienia. Ładna piosenka naprawdę, klimatyczna i przyjemna. W stylu Hiena po prostu.

Piano Magic - The Blue Hour

Od pierwszych sekund bardzo ten klimat mi się z czymś kojarzył. Z czymś z tych naszych bestek. I wiedziałem, że to było coś od Hiena. Pomyślałem, podumałem i wiem. To mi mocno przypomina Lanterns on the Lake – When It All Comes True. Bardzo podobny klimat, tempo, gitarowe brzmienia, perkusja. Tamto mi się podobało i utwór Piano Magic też jest dobry. Ładne te gitary, bardzo przyjemne brzmienie. Dobry bas i perkusja uzupełniają wszystko elegancko. Te gitary tak dominują, że nawet nie potrafię wyłapać, czy tam są jakieś klawisze w ogóle. Ale dominują w taki kulturalny i nienachalny sposób. Tak jak lubię. Bardzo dobra wrzutka.

Ametsub - Faint Dazzlings

Lubię bardzo glitche w muzyce. I one już u Dragona nie pierwszy raz występują. Początek obiecujący bardzo. Te różna trzaski, skrzypnięcia, kliknięcia i inne efekty robią wspaniałą robotę. Po minucie wchodzi rewelacyjny bit. Jakie to ma dobre brzmienie! W tle fantastyczne klawiszowe brzmienia kreślące przed słuchaczem muzyczne pejzarze. Jakieś klimatyczne szumy. Jeszcze dochodzi do tego pianino. Słuchając tego utworu mam wrażenie, jakbym pędził jakimś wahadłowcem przez kosmiczne galaktyki.
Od razu ściągnąłem cały album i słuchałem dzisiaj w lesie. Jest dobry chociaż szczerze muszę przyznać, że żaden inny utwór jednak poziomem do Faint Dazzlings w pełni nie dojeżdża.

Frank Zappa - Peaches en Regalia

Nazwisko Zappa oczywiście mi znane, ale nigdy go nie słyszałem. Przynajmniej świadomie. Wiedziałem jedynie, ze gość pogrywał już dosyć dawno temu. Jak zacząłem słuchać Grochu z kapustą , to byłem zdziwiony, że to utwór instrumentalny. Zawsze mimmo wszystko mi się zdawało, że Zappa śpiewał. Wszedłem na Wikipedię, no i okazało się, że rzeczywiście śpiewał. Jak zobaczyłem jego dyskografię, to lekko zwątpiłem w siebie. Ile tego jest!. Potem posłuchałem jeszcze na YT trzech pierwszych z brzegu utworów z wokalem, które o dziwo całkiem mi się podobały. Frank miał naprawdę niezły wokal. Rzeczywiście troche szkoda, że Mentos dał ten instrumental, bo tamte wokalne utwory były dużo ciekawsze. Tutaj nie jest źle. Sporo się dzieje mimo iż to krótki utwór. Ale klimat mnię nie pociąga. Za bardzo przypomina mi lata 70-te, smutne czasy komunizmu. Bo właśnie z tamtym okresem mi się kojarzy. I zdaje się z tamtego okresu utwór pochodzi.

Bardzo dobra kolejka. Myślę, że najbardziej podjarał mnie utwór Faint Dazzlings. Fantastycne brzmienie.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 06 lut 2023 01:14

shodan pisze:
05 lut 2023 23:04
Jak zacząłem słuchać Grochu z kapustą , to byłem zdziwiony, że to utwór instrumentalny.
Widzę nie tylko ja się zakręciłem nad tym co mentos napisał w opisie ;(
Peaches en Regalia to nie groch z kapustą ;)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 06 lut 2023 17:43

Terry Really Poppy Nogood and the Phantom Band

Zanim usiadłem przed laptopem to myślałem, że Rainbow in Curved Air jest jedną z tych płyt, które kojarzę przez mgłę i na pewno nigdzie nie znajdę śladów wcześniejszych odsłuchów. Gówno prawda! Wszędzie tam, gdzie zawsze szukam jakichś informacji, znalazły się pojedyncze kontakty i ocenka. Nic dziwnego, że tego nie pamiętałem, skoro działo się jesienią 2020 roku. Utwór tytułowy pamiętam znacznie lepiej. Zawiera w sobie specyficzne brzmienie klawiszy, bardziej syntetyczne, elektroniczne, ale do pewnego stopnia przypominające algorytmiczne organowe pochody z fug JSBacha. To coś, czego nie da się zapomnieć i z niczym pomylić, nawet po przesłuchaniu całych tygodni podobnej muzyki. Strony B nie potrafiłem sobie przypomnieć. Nie miała szczęścia być na Ishkurze chociażby. Było to więc nasze kolejne spotkanie, ale z czystą głową. Wcale nie jestem zdziwiony, że prędzej kojarzy się ze mną xD Minimalizm pełną gębą, zaskakująco przestrzenny jak na późne sikstisy. Bardzo przyjemne na czas zmęczenia i wyczerpania, ale nie na całej długości. Dialog pojedynczych akordów klawiszowych wygrywanych właściwie bez końca i lamentów na saksofonie. Pod względem technicznym to musiała być naprawdę szeroko zakrojona akcja. Pogłos nie jest aż tak oczywisty, to prędzej przypomina kompozycyjną wycinankę. Lepiej przedstawić jakieś wyobrażenie. Specyficzny krajobraz, który przywodzi na myśl bezkres pustyni. Sahara? Ten saksofon przywołuje oczywiste, bliskowschodnie skojarzenia. Najbardziej podoba mi się początek, taki kosmiczny rzewny lament Beduina przy zachodzącym słońcu. Pośrodku niczego. Kiedy te partie saksofonu zaczynają w drugiej części nachodzić na siebie, to nastrój chwili się urywa, robi się transowo. Dla mnie wcale nie lekko. Prędzej dość duszno i neurotycznie. Wykręcone wywijasy doskonale uzupełniane są... momentami wyciszenia, gdy kolejny nie zdąży w pełni wybrzmieć, a z przodu znowu pojawiają się stojące akordy klawiszowe. Całość o jakieś 2-3 minuty za długa, choć zakończenie z subtelnymi zniekształceniami wspomnianych kosmicznych dźwięków bardzo dobre, przypomina to, co moi niemieccy ulubieńcy robią na Alpha Centauri czy Irrlicht. Chamskiego urwania nie szanuję.

Uwielbiam ten zabieg językowy, kiedy ktoś pisze o zaledwie dwóch/trzech kawałkach, a potem okazuje się, że trwają kilkadziesiąt minut xD Wtedy to zaledwie jest strasznie względne

The Czars Drug

Coś jest na rzeczy z tym pionierstwem czy wyprzedzeniem swoich czasów. Gdyby wyszło znacznie później niż w 2001 roku, to przeszłoby z jeszcze mniejszym echem. Hmm... kolejne zaskoczenie to umiejscowienie na płycie. Jeśli Drug naprawdę rozpoczyna całość to grubo. Balladka skonstruowana w taki sposób, że instynktownie zakładałem jej obecność gdzieś w środku pomiędzy dwoma bardziej żwawymi (choćby poprzez obecność perki) numerami. Domyślam się, że płyta z której pochodzi to nie jest przestrzeń dla pozytywnych hitów o romansach bez przeszkód, ale taki początek nie jest zbyt zachęcający. Jeśli w tekście jest jakiś humor i dystans, to tak zerojedynkowy aranż mocno go maskuje. Może też nie mam nastroju na takie zmyślne twisty, jeśli tu są. Gdybym ich poznał szybciej niż dziesiątki innych, podobnie grających zespołów, to pewnie dałbym tu więcej serduszka. Ostatecznie jest inaczej. Nie mam powodów, poza faktami historycznymi, żeby móc ich jakkolwiek wyróżnić. Wrzutka przepełniona tym, co jest charakterystyczne dla wielu innych propozycji Hiena. To może nie być ten moment dla nich.

Piano Magic The Blue Hour

Z deszczu pod rynnę. Klon Curtisa śpiewa w numerze spokojnie pasującym do repertuaru The Twilight Sad czy innych, bardziej klasycznych zespołów. Doomerski klimat trochę się rozchodzi przez to, że końcówka jest za długa. Podobał mi się fragment (i znowu), nie wiem, refrenu? Po prostu innej zwrotki? Mam na myśli momenty z "take the last kiss from my lips", tutaj robiło się poważnie. Większe wow byłoby, gdyby całość trwała z trzy minuty. W zbyt wielu elementach są podobni do kogo innego, wokal też manieryczny, po prostu nieciekawy. W połowie między stylizacją "trup w szafie" a post-punkowym depresyjnym, motorycznym dudnieniem. Nie słucham Dead Can Dance, to się nie wypowiem. W tym momencie też tylko ok/10, bo jest to wykonane bez zarzutu, tylko pomysł nie ten tego.

Dido Here With Me

Kolejny otwieracz płyty! Radiowy majstersztyk, który od razu rozbudza tony wspomnień i sentymentów. Załapałem się jeszcze na czasy większej popularności Dido. Zetki grywały ten kawałek na tyle często, że po latach pamiętam go za dobrze. Sam z siebie wróciłem do niektórych nowszych singli i Thank You. Z Here With Me nie zdążyłem, shodan mnie uprzedził. Zaskakująco drewniany rytm w pierwszym refrenie, ale potem satysfakcjonująco się rozwija i pasuje do tego, jak ten kawałek pamiętałem i za co go lubiłem. Dido nie jest tak łzawa na wokalu, ale oddaje dość szeroką skalę emocji. Aranż zawiera masę charakterystycznych dźwięków i patentów z tamtych lat. Drugoplanowa elektronika trochę jak u Madonny na Ray of Light. Cieplutkie pianinko. Dodatkowe efekty pojawiające się czasami w tle. Jestem w domku i jest mi bardzo przytulnie. Wolę Thank You, ale propozycja shodana też pierwsza klasa!

Frank Zappa Peaches en Regalia


Hot Rats znam równie dobrze co A Rainbow in Curved Air. Poznałem rok wcześniej niż płytkę Terrego, bo miałem moment wysokiego natchnienia. Chciałem wgryźć się w dyskografię tego Wielkiego Ekscentryka i Człowieka Kultury ugułem. Skończyło się na umiarkowanym polubieniu tej płyty i poznaniu jednej propozycji od Mothers of Invention. Trochę mnie to zmęczyło, a z czasem dalsze odkrywanie jego muzyki nie było do szczęścia potrzebne. Jeśli ktoś chce coś mi zaproponować, chętnie sprawdzę. Chyba, że ktoś chce uprzedzić niecne zamiary i się zdemaskuje w bestce płytowej xD Wbrew opiniom powyższego koleżeństwa recenzeństwa cieszę się z takiego wyboru sebowego. Nie zmęczy za bardzo swoją artystowskością, a do tego jest szalenie pozytywne i po prostu catchy. Dziwnym trafem instrumentale znowu prędzej mi pasują niż kawałki z wokalem... Eklektyczna bomba optymizmu i barowego dżemiku, który tylko pozornie plumka sobie w tle. Trochę jak muzyczna prezentacja możliwości brzmieniowych i technicznych, zapowiedź dla czegoś większego, mocniejszego. Motyw na saksofonie (czy klarnecie też?) aż prosi (prosił?) się o wykorzystanie w jakimś telewizyjnym show czy sitcomie. Pigułka pełna wszystkiego, człowiek jest nasycony i nie narzeka. Miło było wrócić.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 06 lut 2023 18:19

Dragon pisze:
06 lut 2023 17:43
Balladka skonstruowana w taki sposób, że instynktownie zakładałem jej obecność gdzieś w środku pomiędzy dwoma bardziej żwawymi (choćby poprzez obecność perki) numerami. Domyślam się, że płyta z której pochodzi to nie jest przestrzeń dla pozytywnych hitów o romansach bez przeszkód, ale taki początek nie jest zbyt zachęcający.
Mógłbym niby coś więcej napisać o zawartości tego albumu, ale to będzie strata czasu, bo i tak tego nie będziesz słuchał xD Tak więc podziękuję za szczerą opinię i do zobaczenia w innym świecie (muzycznym).
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 06 lut 2023 18:36

Na pewno przeczytam, imo to już coś xD
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 08 lut 2023 08:33

Ziomy nie spać, styka tej prokrastynacji już chyba
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 10 lut 2023 08:24

Nie no Panowie, bez jaj. Przecież w ten sposób, jeszcze jak Melki wróci, to te kolejki będą szły po dwa tygodnie. Zresztą już tej niewiele brakuje.
Jutro lecimy z następną kolejką.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 10 lut 2023 14:32

Gdyby to były jeszcze same prawie półgodzinne ambienty, to bym próbował zrozumieć xD
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 10 lut 2023 15:01

Na takie ambienty, to ja bym chętnie osobne best zrobił.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 11 lut 2023 10:59

Terry Really - Poppy Nogood and the Phantom Band

Murzyn wrzucił wrzutę, której się po nim nie spodziewałem tbh. Chociaż może powinienem? Gość ma naprawdę eklektyczny gust muzyczny, a ten numer jest nieco eklektyczny sam w sobie. Ni to jakiś mocno obskjurowy pseudo-jazz, ni to ambient, a takie przyjemnie wszechogarniające, choć nasycone niepokojem. Nie wiem, może to efekt tych mocno rzężących trąbek, może to mój nastrój ostatnio, ale siadło pięknie. Jest nieco chaotycznie, przez co do Eno bym może tego nie przyrównał (chociaż podobne trąboskrzeczenie zostało użyte w otwieraczu genialnej płyty, jaką nagrał z Hydem rok po premierze Edgeland tego ostatniego), ale robi mi robotę, dobrze włazi pod naukę socjologii. Więcej teraz nie napiszę, bo bardziej tę muzykę czuję, niż ją rozumiem, no ale wiecie o co chodzi. Chyba najczęściej odpalany przeze mnie numer kolejki swoją drogą xD

The Czars - Drug

Hien ewidentnie się na mnie odgrywa ostatnio, najwyraźniej mu ostro zalazłem za skórę (bo to raz). Znów dostaję po mordzie w sposób niespodziewany, i właściwie mam do powiedzenia tylko jedno - ten numer jest piękny, do tego stopnia, że słuchając go wczoraj wieczorem po raz niemal trzeci niemal się poryczałem xD W sensie tak mnie dźgnął emocjonalnie, że to głowa mała. Ja The Czars nie znam, tyle tylko, że znam nazwę, no bo Hien, ale też nie przypominam sobie, żeby próbował mi ich sprzedawać. Może mam pomroczność jasną? Grant fantastycznie ciągnie swym głosem (momentami zalatuje mi trochę Laneganem, ale istnieje takie prawdopodobieństwo, że sobie to wmawiam), gitary i pianino tworzą taki nienachalny klimat dobrze skomponowanego love songu, jak jeszcze dołożę do tego gapienie się na tę fantastyczną okładkę ich bestki, to dostałem takiego "o, tak będzie wyglądał mój koniec marca/początek kwietnia tego roku". Kapitalny utwór, będzie słuchany często i gęsto, choć - lol - i ja po pierwszym YOU ARE czekałem instynktownie na SO BEAUTIFUL xD Nie ma ucieczki. Ale z drugiej strony, po co uciekać?

Ametsub - Faint Dazzlings

Dragon z Dragoncorem, w ogóle ta kolejka jest bardzo core'owa. Nawet ja wpadłem w ten schemat, no ale dobra, Golas się nieco wyłamał. W każdym razie, do adremu (Ametsubu). Fajne to jest. Taka wypełniona przeszkadzajkami delikatna elektronika, lubię takie rzeczy od czasu do czasu. Bardzo kojarzą mi się z wczesnym Matthew Dearem (swoją drogą, typ, który zaliczył takie slide'y stylistyczne, że głowa mała), albo z niektórymi... innymi wrzutami od Dragona tudzież Golasa, do których z przyjemnością obecnie wracam (Jan Jelinek for instance). To już w ogóle jest doskonałe do czytania, czilowania, spacerowania, zaintrygowała mnie okładka na tyle, że oczywiście wbiłem sobie w Soulseeka i zaciągam. Jak w przyszły weekend pojadę do lasu, chyba zrobię sobie sesję a la Murzyn. Pewnie wejdzie jeszcze lepiej. Laur konsumenta.

Dido - Here With Me

Wuja-core na pełnej, bezapelacyjny zwycięzca, można się rozejść. A tak serio, uwielbiam ten numer. Lubię Dido, o czym już wiecie ofc przy okazji wrzutki klipowej, i choć chyba poza Life for Rent nie przesłuchałem żadnej jej płyty, to po prostu te kawałki się zna, a tego nie znać to się chyba w ogóle nie da. Jak w przypadku The Czars, jestem pod wielkim wpływem takich vibe'ów obecnie, z powodów, które zachowam dla siebie. Ale rozgniata mocno, uderza w feelsy, jeszcze potęguje nostalgię, bo to kurde był 2003 rok? 20 lat temu? Przecież ja to pamiętam, chodziłem do gimbazjum, słuchałem Eski z radia wbudowanego w mojego drugiego walkmana, nosiłem gówniane ciuchy z bazaru i nie myłem włosów, co jest, dlaczego jestem stary ;( Muzyka, wokal, tekst dalej rozkładają na łopatki. Znów nie ma ucieczki. Nie uciekam, przypominam sobie wczorajsze popołudnie. Myślę o przyszłym tygodniu. Chyba zasysam No Angel xD

Frank Zeppelin - Peaches en Regalia

Nie wiem, czy kiedykolwiek słuchałem (świadomie) czegokolwiek od Zappy, to jest dla mnie taki "gigant", że ja znam nazwisko, wiem, że jest ważny, ale nie wiem nic więcej i latami mi to nie przeszkadzało. Słucham teraz i mam takie... "no, fajne, ale co dalej?". Sobie jest to jest, nie wkręciło mi się ale i nie przeszkadzało, taka muzyka-mem bez mema, nie wiem, NIE WIEM, nie potrafię się wypowiedzieć. Jakby leciało w tle na jakiejś imprezie, to pewnie uznałbym to za fajny background, ale chyba nic więcej. Może nie jestem stworzony dla takiej muzyki, może musi się uleżeć... Mentosowe mocno, potrafię sobie wyobrazić, jak całe życie słucha tylko tego jednego numeru i wkręca całej reszcie, że kiedyś był fanem DM. Chociaż kiedyś ja myślałem, że całe życie będę słuchał tylko DM xD Na razie meham, zobaczymy, co będzie potem.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 11 lut 2023 12:38

No, w końcu ktoś zwrócił uwagę na tę okładkę xD Nie, że to bestka okładek, no ale prostytutka, ona jest fenomenalna.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 11 lut 2023 12:47

Pardon, faktycznie jest git majonez. Zmrok to moja ulubiona pora na spacery, lubię ten uczuć kiedy wychodzę z domu gdy jest widno a wracam po zmroku, to pół h/godzina kiedy zachodzi słonko. Mam nawet takie jedno wspomnienie zwiazane z pewną płytą (a może i dwoma?)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 11 lut 2023 21:22

No elo

Terry Riley - Poppy Nogood and the Phantom Band

W ostatnich paru kolejkach często pisałem, że wrzucacie naprawdę fajne, dobre i ciekawe rzeczy, ale - racji braku możliwości uczepienia się czegokolwiek - zwracałem uwagę na to, że to były też jednocześnie rzeczy takie, gdzie po pięciu sekundach w ciemno, obudzony o 3 w nocy, na kacu i naćpany, w kinie i w Lublinie, byłbym w stanie stwierdzić, kto z was to wrzucił. Tutaj murzyneiro zaszalał, bo wrzucił coś totalnie w guście i stylu Roberta. Nie słuchałem tej kobyły od wiek wieków, totalnie nie pamiętałem jej z GTA 4 - ale to chyba przez to, że relatywnie rzadko słuchałem The Journey (btw z tego co widzę wyrąbali ten utwór w 2018 w związku z ograniczeniami licencyjnymi :<), na bank ją poznałem podczas okołoprogresywnych wojaży sprzed dekady, gdy zapędziłem się do tej słynnej sceny Cantenbury.
Jak sobie tak tego słucham, to zdecydowanie najbardziej adekwatnym określeniem do tej muzyki jest ŚLICZNY. Tak. Śliczny muzyka. No jest w tej muzie coś jednocześnie dziwnego i psychodelicznego, ale nie w jakiś pokręcony, zryty sposób, tylko właśnie błogi, sielankowy oraz po prostu przyjemny, taki klimat bezchmurneego nieba, wiosennej łąki, ptaszków na drzewach oraz totalnej czilery. Wcale nie piszę tego tylko dlatego, że mam bat murzyna nad swoją głową - cudne to jest i zajebiste. Duży znak jakości.

The Czars - Drug

Munlup znowu munlupuje, tym razem postuje jedną z tych rzeczy, która zawsze mi się z nim kojarzyła, chociaż nigdy jej nie słuchałem - ten The Czars zawsze przykuwał moją uwagę, gdy wbijałem na profil KUBY, ale ofc przez te 13 lat ani przez chwilę nie przeszło mi przez łeb, by sprawdzić co to za ustrojstwo. xD Pewnie cholernie zabawnym fakte byłby potencjalny fakt usłyszenia opisywanego tutaj kawałka na wspominanym przez OPa OFFie 2013, ale szybki research i jednak się okazało, że nie (swoją drogą zapomniałem, że to było jedno z dwóch moich okołospotkań z wrzucającym obok słynnego "spotkania" na dworcu w Krakowie w 2015 xD). Jak już napisałem na początku, znowu dostajemy wrzutę będącą kwintensencją opa w opie i jak to zazwyczaj bywa w opisywanym przypadku: nie zawodzi. Proste, klimatyczne, szczere, ten klawikord faktycznie robi tu dużo roboty. Znowu nudna okejka.

Piano Magic - The Blue Hour

Munlup znowu mu... a nie, czej. W sumie mógłbym przekleić ten fragment z lastem Kuby, bo to kolejna rzecz będąca kwintensencją hien-core'u, której nie słuchałem. Chociaż może i było inaczej? Nawet jeśli, to sam fakt, że ledwo pamiętam to, czy tak było wiele mówi o czymś tam. Opis Musiała brzmi dość dramatycznie, powiedzmy, że mógłbym się z nim utożsamiać, bo też miałem beznadziejny 2022 rok, ale pod innymi aspektami i też podobnie chujowe doświadczenie związane z zerwaniem z laską (ale też się z nią dogadałem, co mówi trochę o tym, trochę o tamtym). Ja to w ogóle całe życie myślałem, że to Piano Magic to siakieś jakieś nudne indie pitolenie czy coś w ten deseń, a tu się okazało, że dostaliśmy dość fajny post-punk. Może ciut podobny do DCD, może mało oryginalny, ale czy każda dobra muza musi być oryginalna? NO CHYBA NIE! Doceniam, u mnie do bestki nie trafi raczej, bo chyba trzeba mieć odpowiedni bagaż emocjonalny i być spod Zgierza, by wrzucić ten kawałek do podsumowania wszechczasów, ale lokuję to w swojej szufladce z podpisem "kolejna spoko piosenka poznana przez tę zabawę".

Ametsub - Faint Dazzlings

Fajnie, że nazwa tego zespołu to anagram od słowa bustema - nie wiem co to znaczy, uznajmy, że to diastema Steve'a Buscemiego. Tutaj dragon wrzuca coś w niby swoim stylu, ale jednocześnie nie do końca - z reguły dostajemy albo wymyślny, powykręcany IDM, albo jakiś spokojny ambient. Tutaj w zasadzie dostajemy jedno i drugie na raz. xD Ta kompozycja pozornie sprawia wrażenie strasznie chaotycznej, niespójnej, nieuporządkowanej, ale wystarczy tylko trochę przyłożyć ucha i w tej nibykakofonii COŚ jest i to jest bardzo fajne i ten dysonans poznawczy w sumie też właściwie jest fajny. Generalnie to jak se to piszę to myślę, że słowa są ciut przereklamowaną formą pisania o muzyce, bo wystarczy właściwie spojrzeć na tę okładkę i ona odda lepiej zawartość muzyczną tego albumu niż 1000 moich słów. Więc bierzcie i patrzcie, a Robert może wypiąć dumnie pierś do kolejnego znaku jakości.

Dido - Here With Me

Fajnie, że te playlisty jakoś tak się układają, że U MNIE ostatni zawsze jest shodan i zawsze praktycznie wyskakuje z jakimś łagodnym popowym hitem, tak w sam raz na deser po tych waszych ambientowych kobyłach, rapsach i cholera wie jakich cudach na kiju. Dido to jedna z tych gwiazd, które niby uchodzą za One Hit Wonder na bzdurnych listach i podsumowaniach. A może tak nie jest? Nie wiem, dawno jej nie widziałem.
Też mam flashbacki sprzed dwóch dekad i przez 6,9 minuty głowiłem się nad tym skąd do cholery to kojarzę. Radio? Raczej nie właśnie, bardziej jakiś film tudzież serial. Chwila researchu i wszystko jasne jak tabaka na słońcu - to kawałek wykorzystany z serialu Roswell.
Nie wiem po co wam ta wiedza czy coś, możecie z nią zrobić to co uznacie za stosowne. W każdym razie vibe teenage dramy rodem z USA jest tu bardzo intensywnie wyczuwalny. Średnio mnie kręcą takie klimaty, bo są mi totalnie obce, bo tak naprawdę nigdy nie byłem nastolatkiem - urodziłem się jako zgorzkniały starzec z mentalnością dziesięciolatka, nie mówiąc już o tym, że w mojej szkole nie było drużyny futbolowej. Chyba właśnie przez to, że ten klimat i świat są mi totalnie obce wydają się być totalnie fascynujące i podczas słuchania tego kawałka zacząłem się zastanawiać kto z tego forum byłby kim w takiej teenage dramie - obstawiłbym, że Munlup byłby tym sarkastycznym typem rzucającym ripostami, murzyn kapitanem szkolnej drużyny futbolowej, shodan dyrektorem szkoły, a Robert kapitanem drużyny czirliderek. Musiała by nie było, bo byłby wtedy w Zgierzu.
Za sam fakt wywołania u mnie takiej rozkminy - plusik, a i sama piosenka niezgorsza, fajnie było sobie o niej przypomnieć, bo nie wiem w której dekadzie ostatnim razem ją słyszałem. xD

Kurde, nikogo nie zjechałem, wszystko pochwaliłem, nawet parę osób tutaj wyrwało się ze swoich tradycyjnych szufladek. Ciekawa, eklektyczna kolejka, nie tylko odblokowała mi parę wspomnień, ale i sprawiła, że - częściowo - odrobiłem pewne zaległości. ESSA jak to mawia młodzież!
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 11 lut 2023 23:31

mintaj pisze:
11 lut 2023 21:22
zacząłem się zastanawiać kto z tego forum byłby kim w takiej teenage dramie - obstawiłbym, że Munlup byłby tym sarkastycznym typem rzucającym ripostami, murzyn kapitanem szkolnej drużyny futbolowej, shodan dyrektorem szkoły, a Robert kapitanem drużyny czirliderek. Musiała by nie było, bo byłby wtedy w Zgierzu.
Któryś raz mogę powiedzieć, że jest tylko jeden powód żeby czekać na Mentosa i są to obserwacje takie jak w/w. Wykupiłbym osobny streaming, gdyby taki serial na nim leciał. Zakładam, że nazywałby się "Heartbreak Devotees" i miałby świetny soundtrack, m.in. Dido. Swoją drogą, śmiesznie jak te nasze opowieści się nieświadomie łączą, bo Wuja wrzucił Dido i wszyscy się tutaj rozpływamy nad tym, ale jednocześnie Mentos wspomina Offa 2013, a ja przypominam sobie, że jak wychodziłem z koncertu Granta, to na dużej scenie obok akurat występował Molesta i grał jakąś jazzową wersję "Armagedonu", kawałka którego nałogowo słuchałem na początku gimnazjum, na zmianę z całym "Marshall Mathers" Eminema, na którym jest "Stan" samplujący Dido, no i rozumiecie. Świat to wieś, mały i pełen plotek.

Szybkie podsumowanko odbioru Czars, w sumie wiedziałem do pewnego stopnia kto tu mehnie, a kto potraktuje sprawę poważnie. Dev się popłakał słuchając, a jako, że my tu wywołujemy nomeny omeny, to czy dziwi mnie, że ostatni album The Czars nazywa się "Sorry I Made You Cry"? Nie dziwi mnie to w ogóle.

Otwieram następną kolejkę. Melki zadeklarował udział, więc ja tę deklarację traktuję poważnie i z niekłamaną radością witam Tomka (uuuuu) ponownie w grze. Ale żeby nie było zbyt słodko, jak będziesz zamulał Melki z wrzutami i recenzjami, to wjedzie zły munlup i się skończy słodyczowanie. No, w każdym razie:

The Rosebuds – Give Me a Reason

Tak się składa, że nadrabiam w lutym kawałki, które kojarzą mi się ze styczniami. W tym wypadku był styczeń 2020 r., na chwilę przed rozlaniem się covidu na tak zwaną resztę świata. Ta piosenka kojarzy mi się z tym, jak siedziałem sam w domu i tęskniłem za dziewczyną, która akurat była na sympozjum w Zakopanym. Było już późno, a ja nadrabiałem sobie na Netfliksie serial „You”, który zacząłem oglądać półtora roku wcześniej, ale nie skończyłem. Stwierdziłem, że zacznę oglądać od początku, bo gówno pamiętałem, no więc oglądałem i w jednej scenie pojawił się ten utwór. Od razu jakoś to załapało, czasami tak jest, że się coś słyszy i od razu wiesz, że cały numer ci się spodoba i koniec. To jest prosty, ciepły kawałek, który w mojej głowie, dobrze oddaje stan zakochania. Ma w sobie to uduchowienie, radość, poczucie, że wszystko można i nic jest w stanie cię zatrzymać. Jak człowiek jest zakochany, to budzi się z taką melodią w głowie, robi wszystko w jej rytm, beztrosko zasypia nią usypiany (lub nie, kiedy zarywa noc na pisanie smsów, itd.). „Give Me a Reason” to jest to uczucie zaklęte w muzyce i pewnie dlatego od razu mnie tak chwyciło, zwłaszcza w tamtej sytuacji. Kiedy słyszę ten kawałek, to dostaję napadu endorfin i, no kurde, jak się takie utwory ma, to się człowiek ich trzyma i je same trzyma blisko serca. Bonusowo, dodam, że nieświadomie nawiązałem do tego kawałka robiąc coś swojego, Devowi dam tylko hint – live kaczki xD
No, tak czy inaczej, cytując wiadomo kogo, bierzcie itd.

https://www.youtube.com/watch?v=cXv8JZIJYlY
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 12 lut 2023 01:12

Panowie sprawiają wrażenie coraz mocniej zainfekowanych dragoncorem, to akurat dobrze.

Paktofonika - Priorytety (2000)

Niedaleko mojej podstawówki mieszka dalsza rodzina od strony ojca. Nie byłem w tym mieszkaniu całe lata. Kontakt osłabł. W okolicach 2010 roku było trochę inaczej, było nas parę więcej na świecie. Pamiętam, że nie lubiłem tam przychodzić, bo rzadko kiedy ktoś na nas (ja z bratem) zwracał uwagę. Starszyzna skoncentrowana na rozmowach często zakrapianych w jednym pokoju, my w drugim. Do głowy wraca wiele obrazów. Przypominam sobie nawet to uczucie, które często tam mi towarzyszyło. Lubiłem specyficzną izolację, ale tylko do pewnego momentu. Jeśli wszystko trwało za długo - zaczynałem się bać. Ciotka z wujkiem mieli syna, który był od nas parę lat starszy. Na zawsze zostanie wujkiem M., którego ostatni raz widziałem na pogrzebie jednego z członków naszej rodziny. Poświęcał nam najwięcej czasu, choć wtedy był w wieku licealnym. Z moim charakterem nie potrafiłbym się zająć młodymi dżentelmenami tak jak on. Oglądał filmy, grał w gry, trochę rozmawiał. Tak naprawdę pozytywna energia tego miejsca wiązała się tylko z nim. Jego pokój był dość wąski, tak jak zresztą wszystkie w mieszkaniu i zapewne bloku, bo to klasyczna wielka płyta, tyle że w Wałbrzychu. Nocnych powrotów do domu nie pamiętam, zdarzało się tam spać. Moje ulubione wspominki to np. zapamiętane kadry z kablówki. Edusat, lokalny kanał informacyjny, Zagubieni na Jedynce, Ludwiczek na Jetix Play. Poza tym sporo graliśmy w komputer, czyli przepalaliśmy całe godziny na grach przeglądarkowych. Latem po zasłonięciu rolet było tam zaskakująco ciepło i przyjemnie. Wieczorami pomieszczenie ogarniało światło z włączonego monitora. Tak tłukliśmy w różne wyścigówki, proste fabularne zabawy. Pokazał nam też pokera, co do dziś budzi moje wątpliwości względem legalności, ale z drugiej strony już jako jedenastolatek byłem dobrze obcykany w tę grę i lubię ją do dzisiaj. Któregoś dnia w trakcie naszych rozgrywek leciała jakaś playlista na Winampie. Na niej były Priorytety. Był dzień, gdy leciały z godzinę bez przerwy. Lata mijają, ale pierwsze doświadczenia nie do zapomnienia.

https://www.youtube.com/watch?v=txKKQqAMQUA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 12 lut 2023 10:38

devotional pisze:
11 lut 2023 10:59
Jak w przyszły weekend pojadę do lasu, chyba zrobię sobie sesję a la Murzyn. Pewnie wejdzie jeszcze lepiej.
Że kto? Chyba mnie z wujasem pomyliłeś ;(
mintaj pisze:
11 lut 2023 21:22
Nie słuchałem tej kobyły od wiek wieków, totalnie nie pamiętałem jej z GTA 4 - ale to chyba przez to, że relatywnie rzadko słuchałem The Journey
No nic dziwnego że nie pamiętałeś, jakbyś uważnie czytał opis wrzuty pewnie wiedziałbyś że ten numer nie był w żadnej części GTA ;)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 12 lut 2023 10:42

mintaj pisze:
11 lut 2023 21:22
No elo

Terry Riley - Poppy Nogood and the Phantom Band

W ostatnich paru kolejkach często pisałem, że wrzucacie naprawdę fajne, dobre i ciekawe rzeczy, ale - racji braku możliwości uczepienia się czegokolwiek - zwracałem uwagę na to, że to były też jednocześnie rzeczy takie, gdzie po pięciu sekundach w ciemno, obudzony o 3 w nocy, na kacu i naćpany, w kinie i w Lublinie, byłbym w stanie stwierdzić, kto z was to wrzucił. Tutaj murzyneiro zaszalał, bo wrzucił coś totalnie w guście i stylu Roberta.
Chyba powinniśmy się obrazić, Robert wrzuca syntezatorową szkołę berlińską a ja minimalistów na organach i dęciakach :P
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup