Post
20 lut 2023 11:47
Podsumowanie czas zacząć. Ta pierwsza dycha trwała ponad rok, więc wieczność. Jako, że każdy z nas w tych podsumowaniach podchodzi do sprawy w trochę inny sposób, to też ja zrobiłem to po swojemu. Montowałem 10 ulubionych nieznanych albumów z całości i tak się ułożyło śmiesznie, że od każdego wyszły po 2, poza Czezem i Melkim, ale Czez dostarczył tylko albumy, które znałem (wrzucił Depeche Mode, kaman), a Melki w zasadzie też lol… Tym samym oto co najbardziej zostało mi w głowie po roku:
Murzyn:
Phillip Glass – Koyaanisquantsi
Fever Ray – Fever Ray
U Murzyna mógłbym długo wymieniać, bo przecież jeszcze na wstępnej liście miałem Gang Starr, miałem Nasa, itd. Dużo dobrej czarnej muzyki, ale może dlatego postanowiłem wyróżnić dwie płyty, których się po Murzynie mało kto spodziewał. Glass to była taka rzecz, która mnie zwłąszcza zaskoczyła. I wprawdzie, kiedy zna się już background z GTA, to wyłania się typowy Murzyński, ale mimo wszystko. Płyta z początku mnie tak zadziwiła, że nie potrafiłem powiedzieć, czy mi się to podoba, czy nie, ale wyczuwałem w tym znajomy, przyjazny klimat. Kilka przesłuchań rozwiało wątpliwości, album jest świetny i do dziś, nikt inny w bestkach nie zapodał czegokolwiek w takim stylu. Fever Ray to było dosyć grube zaskoczenie, bo The Knife nie lubiłem, nie lubię i raczej nie polubię, a tu proszę. Doskonały album, bardzo mi podszedł. Jeżeli na coś mógłbym ponarzekać, to to, że Murzyn nie zaprezentował nic z czarnych, soulowych klimatów, którymi włada i rządzi w bestce utworowej, ale wychodzi na to, że on całych płyt w tym stylu nie zna, tylko utwory z GTA xD
Wuja
Katie Melua – In Winter
Birdy – Young at Heart
Shodan dostarczył z kategorii „śpiewające panie” i dostarczył dużo dobrego. Oba te albumy mają w sobie coś unikalnego, zarówno jeśli chodzi o wokale, jak i muzykę. „In Winter” to jest magiczne przeżycie i mimo że narzekałem na Wuja wrzucającego to wiosną, to ostatecznie muszę stwierdzić, że nie zepsuło mi to tego albumu. Birdy ma na swoim albumie rzeczy mniej mnie interesujące (choć nadal bardzo dobre), ale jest też taki fragment płyty, który powala na ziemię i przez to, reszta również zyskuje. Tym samym, to się jako całość prezentuje kapitalnie. Trochę poza konkursem, muszę wyróżnić też Stinga.
Wuja zapodał trochę albumów, które znałem, trochę których nie znałem, jego wrzutki dzieliły się na śpiewające panie i kategorię „inne”, w której mieściło się dużo powrotów do przeszłości świata Wujaska. Ja sobie cenię korki Shodana ze śpiewających pań, bo inaczej by tu było jak kot napłakał takich albumów. Może czasami postękamy, że jest tego dużo, ale w rzeczywistości się cieszymy.
Musiał
Poets of the Fall – Signs of Life
Wild Nothing – Nocturne
Co tu dużo mówić, Dev rozbił u mnie bank klonem Nickelback, czego sam bym nie obstawiał. Co śmieszne, ja już ten album słyszałem wcześniej, ale teraz dopiero naprawdę uderzyła mnie jego zajebistość. Jako jedyna osoba, która poznała się na tej płycie, czuję się wyróżniony i generalnie mający trochę więcej rigczu niż reszta. Wild Nothing natomiast to trochę taka nagroda pocieszenia, tzn. dużo Dev dawał w tej zabawie płyt, które już znałem, więc wybór był dosyć ciasny (Poeci przeszli wyjątkowo), ale „Nocturne” wyróżniam, bo generalnie nie lubię tego zespołu, ale mimo że nie wszystko mi się na tym albumie podoba, to jednak go cenię i byłem zaskoczony tym, jak niektóre kawałki mi się wkręciły.
Musiał był w tej zabawie najczarniejszym koniem i nigdy nie wiadomo było w jakim stylu będzie następny zaproponowany przez niego album. Dev nigdy się nie bał co powiedzą inni, nie wrzucał pod publikę, co u niego niezmiernie szanuję od samego początku wszystkich bestek. Chłop prezentuje nam siebie, a nie próbuje wejść w dupę, i o to chodziło mi w tej zabawie od początku. W efekcie zebrał dużo batów, ale zawsze może sobie powiedzieć, że jego najbardziej kontrowersyjna płyta i tak zebrała lepsze opinie na forum DM niż Alan Wilder xD
Smoku
Massacre – Killing Time
Arca – Arca
Szczerze, jeśli gdzieś mam wyrzuty, że obciąłem jakiś album, to u Smoka, bo w ostatniej chwili wypadł DJ Spooky, którego album jest równie dobry, jak te dwa w/w. No, ale musiałem ostatecznie wyróżnić te płyty, bo o ile DJ Spooky był albumem przeznaczonym dla mnie by design, tak Massacre było dziką kartą, która wygenerowała dosyć srogą, nieoczekiwaną fazę, a Arca zaczynała z poziomu umiarkowanego meh, po gorący prejz. Kompletnie różne od siebie albumy, pokazujące w zasadzie esencję Dragona, który lubi ekstrema w muzyce, a głównie w przekazie. W końcu człowiek teatru. Pozostałe propozycje Smoka również uważam za udane (mniej lub bardziej), nawet mogę uznać przygody odkurzacza w Gas Pop.
Dragon nawrzucał trochę klasyki elektroniki i ambientu takich zespołów co to dziw, że nikt nie zna bo kultowe, itd. Ja się dużo z tych wrzutek nauczyłem, sporo kultowych rzeczy nadrobiłem, kilka albumów znałem. Może nie było tak „niebezpiecznie” jak u Deva, ale ciekawie na pewno.
Mentos
Sparks – no. 1 in Heaven
Robert Wyatt – Rock Bottom
Mentos wygrywa u mnie dziaderstwem, zresztą wrzucał głównie dziaderstwo i chyba jedynym albumem z XXI w. jaki wrzucił była Grimes. Jeszcze potrwa zanim Seba wyjdzie z okresu dorastania i przekonania, że tylko stare zespoły i stara muzyka są ok. Póki co będziemy dostawać w ryj Dark Side of the Moon, czy innym „Heroes” xD No, ale pozwoliłem sobie wyróżnić dwie niepozorne propozycje kolegi Mema. Po pierwsze – album, który w końcu przekonał mnie do Sparks, i o którym bardzo ciepło myślę. Po drugie, Wyatt za którego się zabierałem i zabierałem latami i w końcu mogłem zweryfikować moje oczekiwania z dupy, z rzeczywistością. W recenzji napisałem, że nie wiem, czy będę wracał do tego albumu i faktycznie, nie wracam do niego często, ale kiedy patrze na listę tych płyt Mentosa (których nie znałem), to właśnie Robert W. budzi we mnie najcieplejsze skojarzenia. Widać jest to muza, która musi się przegryźć w lodówce i tyle.
Sam Seba w zasadzie został już przeze mnie opisany na początku tego wywodu. „Captain Obvious” tej zabawy, typy wybiera z topu Trójki, ale na szczęście takie płyty, że faktycznie można o nich pisać bez szyderstw. Prejz dla Papa Dance zdemaskował go jako wannabe Dejnarowicza, co by w sumie tłumaczyło dlaczego czasami zachowuje się jak totalny buc. No, ale to tylko pozerstwo, więc można Mentosa nadal lubić. No i czyta się go dobrze, a to jednak jest CUŚ!
A teraz kilka słów o płytach, które znałem dobrze wcześniej i jakiś ogólne final remarksy (ja chyba jestem reinkarnacją jakiegoś angola):
Murzyn
Jacek zapodał 4 płyty, które znałem na pamięć: „Muzykę Poważną” Pezeta/Noonsa, „17 Secs” The Cure, „Electric Kafej” Krautuerku oraz „Wish U Were Here” Pinków Floydów. Wszystkie płyty klasyczne, wszystkie kultowe, a jednak nie tak oczywiste, bo z u każdego z w/w wykonawców znalazłoby się coś bardziej Trójkowego. W zasadzie poza Pezetnoonem, cała reszta była dla mnie większym/mniejszym zaskoczeniem, najbardziej chyba Kraftwerk reklamowane jako absolutny top płyt życia Murzyńskiego. Szanuję i wyróżniam, a co.
Wuja
Wuja jako jedyny póki co zapodał no-man, co z góry stawia go uprzywilejowanej pozycji. Zapodanie mojej ulubionej płyty New Order też stawia Shodana w dobrym świetle. „folklore” niby słyszałem wcześniej, ale to nie było jakieś ostre słuchanie. Po za tym wszystkim (i „Liquid), Wuja dostarczał mi same nowości i to się ceni. Zobaczymy co będzie w drugiej dziesiątce.
Musiał
Ze znanych mi rzeczy, Dev nie wrzucał dużo. Stan Ridgway, John Xoff, Moev, Simple Minds, no dobra, w zasadzie wychodzi mniej więcej tyle, co reszta xD Do wrzucenia tej płyty Moev trochę go podpuszczałem i teraz mam wyrzuty, ale z drugiej strony, sam nadal uważam, że to jest dobry album. Pozostałe płyty również, zwłaszcza Simple Red Minds i Ridgway. Gdyby mi Musiał tych płyt wcześniej nie wrzucił w naszej proto-best, to nie wiem, chyba całe podsumowanie by się tyczyło jego wrzutek.
Smoku
Z płyt, które naprawdę bardzo dobrze znam, Dragon wrzucił tylko dwie: Jarra i Recoil. Boards of Canada znałem, ale nawet o tym nie pamiętałem. Tym samym nie za bardzo mam tu o czym pisać xD O ile Recoil na dzień dobry, malowało taki bekowy wizerunek Smoka, jak Soundgarden w utworach, to potem już było dosyć typowo smokowo i to było fajne, dużo nowości, kwaśnych rzeczy, a słuchanie „Oxy 2” to była czysta przyjemność, no ale ja jestem jarreheadem.
Mentos
Mnetos dał dużo fajnych klasyków mi znanych: Kate Bush, Bowiego, Pink Floyd, King Crimson, czy Kult. Grube nazwy/nazwiska, w kilku przypadkach dosyć oczywiste „violatory”, ale patrząc z szerszej perspektywy, byli ludzie, którzy tych żelaznych klasyków nigdy nie słuchali (zwłaszcza mam na myśli Wuja), więc to nie poszło jakoś całkowicie w powietrze. Mnie się tych wszystkich płyt fajnie słuchało, do tego odświeżające było to, że musiałem usiąść i coś faktycznie napisać o "The Dark Side of the Moon", dzięki czemu musiałem się wysilić i w efekcie spojrzeć na ten album z trochę innej strony. Czy w ogóle zacząć się nad nim zastanawiać, a przecież przy takich gigantach, to się wyłącza myślenie nie jakimś etapie i słucha z automatu. Tym samym, jest metoda w chowaniu się za jakimiś żelaznymi klasykami, a że maluje to obraz Seby jako zatwardziałego trójkowicza jęczącego na cokolwiek nowego (zwłaszcza nową telewizję), to inne sprawa.
Melki
Melki, w swoim krótkim czasie aktywności w temacie, wrzucił trzy płyty, dwie bardzo dobrze mi znane i jedną nowość, która jednak nie miała na tyle silnej pozycji, żebym ją uwzględnił w typach powyżej (Sandra). Ale z tych albumów, które znałem, to Malkolit trafiał bardzo ładnie. Blondie, ok, może sam bym tej płyty nigdy nie wybrał, ani wręcz nikomu nie polecił w pierwszym rzucie, ale jednocześnie zdałem sobie sprawę, że to lepsza płyta niż pamiętałem i generalnie Blondie rządzi. Porcupine Tree reprezentowane było jedną z moich ulubionych płyt tego zespołu, więc komentarz jest zbędny. Naprawdę, liczę na Melkiego w drugiej 10-tce, że będzie wrzucał równie fajne rzeczy, i że nie odpadnie po dwóch kolejkach.
Czez
Czezzy wytrzymał jeszcze mniej, bo dwie kolejki, a w ramach tych kolejek zapodał VIOLATORA oraz "Computer World". Nie wypłodzę tu zbyt dużo tekstu, oba albumy znam na pamięć. O ile DM sobie darowałem, to powrót do Kraftwerk był przyjemny, no ale tak to jest jak ktoś zapodaje jedną z ulubionych, jeśli nie ulubioną płytę zespołu. Ciekawe, co jeszcze było na tej liście Czesława.
I tyle. Tak to powychodziło u mnie, ale generalnie, zapodaliście bardzo dużo doskonałych płyt, więc ten mój top traktujcie raczej symbolicznie.Ze swojej jeszcze strony powiem, że traktowałem to best of w trochę inny sposób niż np. best utworów, a przynajmniej jego pierwsze 25. To co zapodałem przez ten ostatni rok, to nie jest jakieś moje żelazne top10 albumów. Nie mam takiego. Próbowałem zrobić, ale nie potrafiłem za bardzo tego uporządkować, zhierarchizować, itd. Albumy to są bardziej skomplikowane organizmy i trudniej postawić je na wadze z innymi, ze względu na pierdyliard różnych powodów. Niemniej, to wszystko co prezentuję, to jest mój top, po prostu ten top jest bardzo duży xD Również z uwagi na charakter tej bestki, czyli to, że kolejka trwa średnio półtora miesiąca, nie chcę się mrozić jakąś żelazną listą, tylko zostawiam sobie otwartą furtkę. Tzn, listę mam, mam nawet porobione już opisy do płyt, które na jakimś etapie chciałbym wrzucić, ale nie narzucam sobie żadnych terminów, czy kolejności. No, w każdym razie, dzięki Panowie za fajną zabawę, obyśmy się mogli jeszcze długo tak bawić.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn