Best of Forum III

Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 24 lut 2023 00:17

Jutro/pojutrze było przedwczoraj/wczoraj.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 24 lut 2023 00:53

To pozwolę sobie przemilczeć.
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6483
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 24 lut 2023 05:08

Po prostu nie dało się, dużo innych spraw+ duże zmęczenie i jest jak jest.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 24 lut 2023 05:23

I na co było grać Musiała? ;)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 24 lut 2023 07:59

Więcej niepotrzebnych zapowiedzi niż recenzji.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 24 lut 2023 08:08

Jak tak dalej pójdzie to nawet ja słowa nie dotrzymam z tą wrzutką w przyszłym tygodniu hehe
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 24 lut 2023 12:21

Szacun dla Mentosa jednak, że się nie bawi w obiecanki bez pokrycia i tłumaczenia, które śmiecą temat xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 25 lut 2023 00:41

Louie Austen - Hear My Song

Od samego początku pewne skojarzenie nie chce mi wylecieć z głowy. Cafe Fogg. Dziwny projekt, w którym wykręcono bezwstydnego psikusa panu Mietku (nie Sebie). Z dalekiej przeszłości wrócił do mnie remiks niejakich The Bumelants. Przerobili oni Bo to się zwykle tak zaczyna na lżejszą, dziwnie niespójną muzykę idealną pod picie kawy w centrum Warszawy w ciepłe wiosenne południe. Twór tak sztuczny i próbujący pogodzić rzeczy kompletnie do siebie nieprzystające. Mówię o tym, bo podobnie myślałem o Hear My Song. Byłem święcie przekonany, że to jakiś wokal wygrzebany z połowy XX wieku, że doklejono do niego dość neutralny podkład i heja. OTÓŻ NIE, to jest oryginał właściwy... Nie umiem wyjść z podziwu. Nie umiem wyjść poza takie "hmm, wow, ciekawe". Wrażenie sztuczności podbija osobliwy tekst, który sprawia, że utwór kończy się tak naprawdę w półtorej minuty. Wokalnie i aranżacyjnie zbyt podobne do wszystkiego. Może te elektropopy będą na tyle obskurne i bizarne, że wzbudzą we mnie coś więcej?

Red Box - Stay

Ten kawałek znacznie lepiej pasuje do RAMki niż powyższa propozycja. Uniwersalna ballada o zabarwieniu pop rockowym. Też trochę podoba do wszystkiego, ale w ten sposób objawia się jej uniwersalność. Spokojne gitarowe granie na drugim planie, pianinko, ciepłe smyki robiące za dodatkowy sercołamliwy gadżet. Tak naprawdę podoba mi się tylko delikatna klawiszowa końcóweczka. Łatwiej się płynie przez piosenki pokroju Stay niż Chenko, ale z drugiej strony brakuje jakichkolwiek wyróżniających się cech dystynktywnych. Pamiętam tylko resztkę ogólnego nastroju w utworze, banalny rym w refrenie? To wszystko. For America nie znam. Nie byłem nigdy aż tak oddanym miłośnikiem ejtisów, by gonić za każdym mniej lub bardziej docenionym zespołem w Polsce. Drugi kontakt z Pudełeczkiem, drugie pudło. Bez tak dokładnych wspomnień i obrazów ponad sam kawałek nie ma szans na zachwyt.

Marika - Bezsenność w Warszawie

Zaczynam od okładki, bo tak chamsko ucięta bohaterka płyty przyciąga uwagę. Ocenę pozostawiam szanownemu gremium. Generalnie kolorystyka tego projektu przypomina rzeczy, które w tamtym czasie szły na VIVIE, ale czy na ich antenie chodziło coś z jej repertuaru? Albo dziury w pamięci albo nic takiego nigdy się nie wydarzyło. Na pewno była MARINA i inna polska piosenkarka o podobnym pseudo. Produkcyjnie trochę przypomina rzeczy robione w FLu. Średnio poucinane sample na początku, dość śmieszne brzmiąca perka, trochę jak u Jacka Stachury na 2009. Bohaterka podskórnie nie wierzy w śniadanie. Ja nie kumam, o co tu chodziło. Deklamacja jeszcze jest znośna, ale co się dzieje pomiędzy częściami wokalnymi? Artystowski elektrodżezik, który nie wywołuje nic więcej ponad zniecierpliwienie. Perkusyjne drewno, a z drugiej strony wcurwiająco bezradne rozbiegi na fortepianie. Gdyby nie poważniejszy pomysł na tekst to można spokojnie na to patrzeć przez kampowe, parodystyczne okulary. Na takim tle nawet saksofon przestaje w pewnym momencie interesować. Wszystko zmierza do niezbyt zgrabnie podanej klamry. Chciałoby się powiedzieć pretensjonalne, ale trochę nie wiem, co tutaj stanowi właściwą treść. Cały pomysł do chrzanu.

Manfred Mann's Earth Band - Demolition Man

Nazwa zespołu odstrasza. Nie lubię określenia el-rock, ale Melki trafił doskonale. Czasami progresyfiarzom z lat 70' udało się trafiać w synthpopowe tony osadzone na rockowym tle i tutaj też się w miarę udało. Rytmicznie drewno rodem z debiutu Marillion, ale wiele więcej nie trzeba. Całość stoi na specyficznym, zawiadiackim wokalu, dobrze brzmiących syntezatorach właśnie i kontraście - motoryczne, bardziej wyważone zwrotki i ekspresyjne wybuchy przy frazie tytułowej. Jest naprawdę przyzwoicie. Wersje The Police i Stinga to już trochę inne utwory wręcz. Wszystkie trzy na swój sposób realizują wpisany w całość element rockerskiej rąbanki. Ta od MMEB wchodzi najłatwiej.

Twenty One Pilots - Heathens

Shodan rzuca czymś, co w tamtym czasie jak nic słuchały moje koleżanki z klasy w liceum. Interesujący wehikuł czasu z tego względu, że od nich kiedyś spodobał mi się jeden kawałek, ale nie jestem w stanie sobie przypomnieć, który to był konkretnie xD Suicide Squad nie widziałem. Musiałem się wtedy natknąć na ten numer. Pewnie się nie spodobał, mógłbym powiedzieć o nim zbyt efekciarski, nie w moim guście. Nie mam żadnego sentymentu. Mimo to jestem w stanie przyjąć to bez popity. Ciekawy wokal, melodyjny refren, sprawny zabieg z segmentami trochę rapowanymi. Wokale potraktowane efektami i te gwałtowne przejścia są komiczne, ale generalnie ujdzie w tłumie. Bez przekonania co do powrotów w przyszłości.

PS Ten kawałek, który kiedyś był fajny, to Holding On To You. Pamiętałem czarno-białą kolorystykę, garniturowe ciuszki. Wystarczyło. Wróciłem z ciekawości i dzisiaj dalej nie jest taki zły!

Sandra - Maria Magdalena

Najciekawsze historie związane z Sandrą sprzedałem przy okazji recenzji Paintings in Yellow. Marię Magdalenę lubię w każdym wydaniu. Od nieznośnie przyjemnego dla oczu teledysku przez sprawny aranż po wżerający się w mózg refren. Tutaj wszystko się udało. Brzmienie basu klawiszowe, ale nie tandetne. Charakterystyczne efekty, które prędzej można przypisać późniejszym propozycjom od Sex Shop Boys użyte wystarczająco często nie drażnią. Banger idealny pod nocne przejażdżki w jakimś Vice City czy innej przestrzeni przeładowanej ejtisowymi barwami i nastrojem, który przychodzi na myśl, gdy tylko wjeżdza hasło lata 80'. Melodie bardzo dobrze eksponują możliwości wokalne. Podoba mi się gościnny udział jakiegoś typka (sprawdziłem, to nie pan Cretu) w tym zakresie. Cud miód malina sebowa wrzucina!

Kolejka typu no tak średnio bym powiedział, nie ma co się rozwodzić xD
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 25 lut 2023 01:27

Jaki moment Murzyna się tu odmurzynił.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 25 lut 2023 05:20

Lecę po podpaski xd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 25 lut 2023 12:42

Pojebane, że nie piszę tych recek ostatni (welp, stan na 25 lutego 2023, godzinę 10:53).

Louie Austen - 'Hear My Song'

OK CROONER XDDDD
Ja mam jakiś taki dziwny problem z tymi wszystkimi wynalazkami z RAMów, Czwórek i miejsc im pokrewnym. Nie potrafię tej muzyki do końca zaakceptować, nie umiem jej w pełni polubić, cały czas mam wrażenie, że coś mi tam do końca nie pasuje, że to brzmienie jest do dupy i trochę niebezpiecznie trąci mi to muzakiem. NIE WIEM XD z czego w zasadzie to wynika, może to mój snobizm, może to Maybelline. Być może to po prostu muza(k) nie dla mnie, opis Musiała sugeruje, że grupa docelowa tej muzyki to jakieś pierdziele z Wyższej Klasy Średniej, do których nigdy nie dołącze i prędzej bym przeszedł przez ucho igielne w lewo niż chciał się z nimi zadawać.
No i tu przejdę do zaskakującego wniosku, bo mimo tego odpychającego vibe'u całkiem całkiem polubiłem ten kawałek. xD Nie zdzierżyłbym tego raczej w większych dawkach, pewnie nawet cały DŁUGOGRAJ to byłoby dla mnie za dużo, ale nie odmówię temu utworowi, że to kawał sympatycznego, bezpretensjonalnego electropopu. Daję OKEJKĘ i idę zwymiotować na stare prukwy w sali restauracyjnej hotelu Marriott.

Red Box - Stay

Chyba nawet nie muszę pisać skąd i z czego znam Red Box. xD W uprzedzeniu na wszelkiej maści szyderę, która nastąpi po tym "kontrowersyjnym" stwierdzeniu, napiszę tylko, że w sumie to mnie nie dziwi, że ten album był wysoko na liście Trójki te 12 lat temu i dodam przewrotnie hehe. Żarty i żarciki jednak odrzucam na bok, bo w sumie to jest całkiem przyjemny przedstawiciel munlupizmu, ten z gatunku tych, które opisuje się mianem RZETELNY i synonimami słowa spoko; nie jest mitem założycielskim gatunku, ale czyni go tym, za co go znamy i kochamy. Propsuję i cenię, notabene trochę dziwnie mi z tym, że póki co mam dość dużo przesłanek świadczących za tym, że Red Box to jeden z nielicznych udanych comebacków gwiazd poprzedniej epoki (i z tym, że ten comeback to też już poprzednia epoka).

Marika - Bezsenność w Warszawie

Chciałem zacząć od naprawdę czerstwego żartu nawiązującego do Wojciecha Szczęsnego, ale jednak coś mnie podkusiło, by zrobić chociaż MINIMALNY research i cieszę się, że teego nie zrobiłem. Wy powinniście jeszcze bardziej. Mimo, iż ten kawałek nie jest dedykowany mojej skromnej, opóźniającej ruch w tej zabawie osobie, chciałbym serdecznie podziękować koledze Czarnuchowi za jego wrzucenie tutaj. Znaczy się tekst zlałem, bo tego typu problemy mam (na ten moment) w nosie i generalnie to odpycha mnie ta "otoczka" obok tego kawałka, jakkolwiek to zabrzmi, bo okładka też rani i kłuje moje poczucie estetyki. Ale do chrzanu z tym (a chrzan mam w lodóweczce znakomity mmm), skoro reszta się po prostu broni. Coś jest w tym intrygującego, że póki co bronią się tu najbardziej te rzeczy stojące na pograniczu elektroniki i jazzu, a to ciekawe, bo ja raczej z tych, co twierdzą, że to nie do końca ich bajka. Kurczę, to jest naprawdę spoko, dzieje się tu dużo i dużo ciekawego, fajnie to jest wyprodukowane i będę zaskoczony i generalnie jestem ciekaw, jak ten utwór przetrwa u mnie próbę czasu. Póki co okejka, wersja instrumentalna dostałaby ode mnie znak jakości.

Wojciech Mann's Earth Band - Demolition Man

Ziemisty Bend Manfreda Manna to jeden z tych zespółów, które zawsze się gdzieś u mnie przewijały, ale których nie nadrabiałem z przyczyn różnorakich. Kurczę, odnoszę wrażenie, że przy co trzeciej wrzucie tu to piszę. xD W każym razie cieszę się, że chociaż w minimalnym stopniu mogłem nadrobić tę zaległość. I nie zmieniłem zdania po odsłuchu, a to już coś. Ja tam nadal jeszcze lubię tego dziaderskiego rocka z lat 70/80, a taki AOR czy coś to chyba nawet bardziej niż kiedyś (co też nie jest trudne). Przyjemna, sympatyczna i luzacka muzyka, mógłbym słuchać jej podczas przejażdzki swoim Landroverem po Route 66 czy coś, gdybym tylko nie nienawidził samochodów oraz Ameryki hehe.
Z ciekawości sobie sprawdziłem te okołopolicyjne wersje, oryginał Stinga jest całkiem uroczy, wersja The Police jakoś do końca nie może mi podpasować, gdzieś tam po drodze imo zaginęło TO COŚ, aczkolwiek w sumie też jest spox.

Bring Me The Horizon - Follow You

Wspomnienia kolegi Roberta są o tyle dla mnie ciekawe, że jednocześnie totalnie abstrakcyjne. Nie wiem ;), jak czytam wspomnienia ludzi z czasów szkolnych o swoich romansach oraz o bazgroleniu nazw zespołów na piórnikach itd. to trochę się czuję jakbym czytał o jakichś ludziach żyjących w zupełnie innych cywilizacjach w programie podrózniczym. Wiecie o co cho, jak to mawia młodzież - dla mnie totalnie UNREL, ja byłem zblazowanym pierdzielem zafascynowanym starymi rupieciami oraz piłką nożną, nie miałem czasu na takie rzeczy. W sumie nic się nie zmieniło. xD
Jakoś tak się zabawnie złożyło, że nigdy nie słuchałem BMTH. Nie odczuwałem wobec niczego - ani pogardy, ani szacunku, ani nie doznawałem, ani się nie triggerowałem. Po prostu wiedziałem i wiem, że taki zespół jest, że jest spoza mojej bańki, że gra muzykę, która ma bardzo małe szanse na zainteresowanie mnie i jakoś tak nie wgłębiałem się. Teraz, po nadrobieniu tego haniebnego błędu, nie uważam, bym się jakoś STRASZNIE GRUBO mylił - niewątpliwie jest to jedna z piosenek w dziejach, nawet nie jest najgorsza, rozumiem, że może być okres w czyimś życiu, w którym może komuś się spodobać. Ba, powiem więcej - rozumiem, że może się komuś podobać! Ale mimo, iż było lepiej, niż zakładałem - nie zakładam też powrotów. Znaku jakości tym razem nie będzie. Sorry, no bonus hehe

Twenty One Pilots - Heathens

U wuja jak maszyna losująca wylosowała nam znowu jakiś szlagier z radia RMF czy tam innej Zetki sprzed kilku lat. Pamiętam, jak kiedyś wracałem ze swoją dziewczyną z jej domu rodzinnego busikiem kursującym na trasie Złotoryja - jej wiocha - jakaś inna wiocha - Wrocław i nie mieliśmy słuchawek, więc siłą rzeczy byliśmy skazani na słuchanie Eski. Strasznie wtedy psioczyliśmy na większość tych hitów, a to narzekając na brzmienie, a to na chujowe refreny, a to vocodery, a trochę na to, a trochę na tamto. Ta anegdota nie będzie zmierzała do tego, że jednym z kawałków na które psioczyliśmy najmocniej był ten, ale jakoś kojarzy mi się z setlistą z tamtej podróży. Niby trochę za bardzo romantyzuję okres 2014-17 i ten kawałek brzmi totalnie jak coś z tamtej epoki, ale kurde no, nie mogę go słuchać. Będę mechać i tupać nuzią.

Kurczę, raczej średnia kolejeczka. Niby trochę częściej chwaliłem niż ganiłem, ale dwa ostatnie tracki mnie wymęczyły, a i do paru rzeczy, które mi się podobały mam parę zarzutów, ew. są tylko po prostu spoko i możliwym, że bardzo rzadko będę do nich wracał - zobaczymy, co przyniesie czas. W każdym razie zachwytów i uniesień nie było. Jestem w szoku, że muszę na kogoś tu jeszcze czekać, bo chciałem napisać, że DOBRA, JUŻ WAS NIE BLOKUJĘ
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 25 lut 2023 14:10

mintaj pisze:
25 lut 2023 12:42
Strasznie wtedy psioczyliśmy na większość tych hitów, a to narzekając na brzmienie, a to na chujowe refreny, a to vocodery, a trochę na to, a trochę na tamto.
Hesuuu, gdybym siedział za Wami w tym busie i słuchał takiego pierniczenia, to bym Was tak zroastował w myślach, że opony by popękały xD Jednocześnie, doszedłbym do wniosku, słusznie zresztą, że jeździcie na offa i macie konta na rymie.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 25 lut 2023 14:13

A to tylko częściowo prawda
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 25 lut 2023 16:18

Mentos to niby jeszcze młoda, a jednak stara pierdoła. ;)
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6483
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 25 lut 2023 17:14

Na wstępie napiszę, że więcej już żadnych deklaracji nie będzie, ciało samo się przeciw nim buntuje :lol: Przy okazji zauważyłem, że w tej kolejce dwa kawałki są kompletnie od czapy w stosunku do pozostałych: gdyby nie wrzutki moja i Mentosa, to ta runda byłaby bardzo spójna aurą. A tak... jest ciekawie.

Louie Austen - 'Hear My Song'

Myślę, że opowieść Deva o spotkaniu z Louie'em Austenem i jego kompanem w klubie, na koncercie i w barze to jest najlepszy moment tej kolejki! Aż zazdroszczę takich przygód, bo to pewnie nieczęsto się zdarza, a wspomnienia zostają na zawsze. Tym bardziej, że towarzyszy mu charakterystycznie barowy, "mokry" kawałek, pianino, bit, gitara i takie piosenki zawsze wypadają dobrze! "Celebrate love" to chyba najbardziej pozytywny przekaz, jaki się mógł pojawić. Gość ma fajny, luzacki sposób śpiewania, nucenia, przyjemnie się tego słucha i aż chce się tam być! Powtarzana fraza słowna i muzyczna dodaje piosence bujającego charakteru, lekko nawet transowego, brzmienie jak najbardziej neutralne, więc dobrze się słucha w różnych sytuacjach, a kontekst spada na dalszy plan.
To jest, jak pisał Hien, "organiczne", czuć tu ciągłość pewnej tradycji. Kawałek bardzo dobry, chwytliwy, nie zdziwię się, jeśli za jakiś czas sam będę go nucił ile wlezie. Piękna rzecz!

Red Box - Stay

Zespół znam w sumie tylko z Chenko i For America (i koncertu, który kiedyś słyszałem w radiu). Więc w sumie to świeża sprawa. Hien tradycyjnie wrzucił kawałek melancholijny, balladowy, w wolnym tempie. Leniwie, powoli się snuje, idzie przed siebie jak nie przymierzając człowiek długimi, parkowymi alejami w taki dzień jak dzisiejszy tylko bez opadów deszczu ze śniegiem. Wokalista ma przyjemną barwę głosu, śpiewa spokojnie bez jakichś wycieczek w tę czy inną stronę, piosenka rzeczywiście nabiera, jak to napisał Dragon, charakteru uniwersalnego. Trochę brakuje mi epitetów do opisywania tego typu piosenek, zwykle podobnych do siebie, na dobrym poziomie, melancholijnych, wolnych, wymagających skupienia uwagi jak przy krojeniu nożem, żeby wyłapać niuanse, jest ok. Choć muszę przyznać, że ja wolę serie podobnych kawałków przepleść czasem czymś żywszym :lol: W ogóle: udanie to brzmi jak na zespół wracający po tylu latach i jeszcze w takiej estetyce. Łatwo byłoby przegiąć, a panowie tego uniknęli i to też się podoba. Jest git.

Marika - Bezsenność w Warszawie

Nie podoba mi się okładka. Fryzura pani, poza, wyraz twarzy w połączeniu z tymi komputerowymi kształtami nie odpowiadają mojemu poczuciu estetyki. Pani śpiewa (czy deklamuje), jakby nie miała na to pomysłu, jak sugerują przedmówcy lub, gorzej, właśnie taki był pomysł. Tekst pretensjonalny i bez dystansu ("nie jest tak łatwo, jak napisali w instrukcjach") i jeszcze ten szept na końcu... Takich rzeczy się słucha jak ludzi głoszących "prawdę objawioną". Może i coś w tym jest, ale jest równocześnie tak toksyczne, że odstrasza na kilometr. Coś jak Bobby Fischer i jego spisku.
Wstęp taki trochę bez życia, jak małe fale na brzegu, taki dość typowy elektroniczny pop. A potem wchodzi ten kawiarniany saksofon, chórki/wokale jak z dream popu/shoegaze'u i... to zaczyna żyć. Przy słuchaniu tego przyszedł mi do głowy pomysł twórczy: wziąć na tapet muzykę, posłuchać i wypisywać wszystkie skojarzenia, jakie przyjdą do głowy, a potem zacząć to sklejać w mniejsze i większe całości.
Ale wracając do piosenki: rytm całkiem ok, ten saks nieco monotonny się robi, ale może być. Ta przerwa w środku daje nadzieję na dynamiczną zmianę (lub na koniec kawałka), ale to się dalej ciągnie. Trochę długo ten saks gra, mogłoby się zrobić bardziej minimalistycznie, klawiszowo, byłoby lepiej. I potem znowu ten głos. Ech... nie podoba mi się nadal po serii odsłuchów. Najgorsze, że to się wbija w mózg. W sumie jest zupełnie przyzwoicie, ale chyba wracać nie będę.

Bring Me The Horizon - Follow You

Mój pierwszy kontakt z tą nazwą. Kawałek deszczowy, kojarzy się z taką pogodą, jaką mamy za oknem, deszczowo-śnieżną, pochmurną, niezbyt ładną (chociaż wiosna już tuż, tuż). Coś jak Wild Opera no-man (tylko tam to bardziej noc niż deszcz). Melancholia przebija z gitarowych partii, wokal taki wybitnie współczesny, refren jakiś taki mało wyrazisty. Ekspresja dosyć mocna, ale ta rockowa otoczka sprawia, że jakoś to przepływa koło mnie, jakoś nigdy nie potrafiłem się przegryźć przez współczesnego rocka (czy to dlatego, że nie pasuje mi brzmienie? Ale zaraz, brzmienie starego rocka z lat 60. i 70. brzmi niemożliwie staro i często po prostu dziadowsko. No, tak, brzmi, ale pasuje do tamtej muzyki. Coś chyba bezpowrotnie zgasło ze zmianą brzmień na przełomie lat 70. i 80.)
Ale ja chyba nie o tym miałem. Ten spacerowy, deszczowy początek jest fajny, jest dobry, linia wokalu pasuje do muzyki, a potem coś się psuje z wybuchem refrenu. Trochę za dużo tego. Chyba nie rozumiem tej "emocjonalnej" otoczki, pamiętam to z gimnazjum, jak chłopaki rozmawiali na korytarzu o podobnych klimatach, mnie to wtedy nie interesowało, ja słuchałem wtedy po prostu muzyki pop (i dotąd dobrze te piosenki pamiętam). To się może długo przegryzać, ale może nie osiągnąć apogeum radości ze słuchania. Taki bardzo rockowy rock we współczesnym wydaniu.

Twenty One Pilots - Heathens

Mój pierwszy kontakt z tą nazwą. Znów mamy kawałek melancholijny, wrażenie potęguje sam początek, znów brzmi to jak deszczowy kawałek do spaceru po mieście, tylko tym razem ten deszcz chyba przeszedł. Wchodzi potem taki sobie, mało wyróżniający się bit i rapujący goście, którzy zbliżają się do refrenu nawet nie wiem, w którym miejscu. Ten tytuł wydaje mi się jakiś taki od czapy.
Przyznać muszę, że jak słucham piosenek w kolejności, to Heathens brzmi trochę jak kontynuacja Follow You, klimat bardzo podobny. Melancholijny, chłodny, wycofany wokal. Trochę to faktycznie radiowe, jak napisał Stripped. Trochę dziwnie się urywa, jakby pociągnąć tę końcówkę kilka sekund dłużej, to chyba byłoby lepiej.
W ogóle bardzo dziwnie to brzmi w połączeniu z ostatnią piosenką z playlisty, w której uwalnia się energia, życie i brzmi to tak, jakby w dwóch wcześniejszych tłamszona była moc, tłamszone były emocje (a może to na mnie taka czysta elektronika lepiej oddziałuje?)

Sandra - (I'll Never Be) Maria Magdalena

Powiem szczerze, że jak zobaczyłem tę wrzutkę, to potraktowałem ją jak mema. Naprawdę dziwnie wygląda wrzucanie tego typu piosenek przez zagorzałego fana King Crimson i Pink Floyd, którzy tego rodzaju muzyki po prostu nienawidzą (kiedyś wspomniałem o tej pani przy takim i więcej nie chciał się do mnie odzywać, wyraz twarzy właściwie mówił wszystko). Tym bardziej, że Mentos jakoś nie deklarował się jako wielki fan podobnych rzeczy.
Piosenka należy do tych znanych "od zawsze"; pamiętam, że na początku się wzdrygałem przy tym intrze, wyjątkowo krzykliwe i pretensjonalne. Ale potem się nieco przyzwyczaiłem. Za to ten motyw, który wchodzi jako następny, jest rewelacyjny, nawet w ostatnim tygodniu zauważyłem, że sobie to nucę :lol: Gdzieś koło 2006 się zainteresowałem mocniej jej przebojami, ale na dobre to mi weszły w roku 2021 (dopiero!), kiedy zacząłem ich słuchać z początku po to, żeby utrzymać napięcie przy oglądaniu streama szachowego. I zostały już na dobre. Piosenka, która wyniosła pana Cretu i panią Lauer do rangi największych gwiazd na świecie (21 pierwszych miejsc list przebojów; potem stała się pewnym ciężarem, bo jak dorównać, jak się zbliżyć do takiego hitu?). Mocny, elektroniczny bit, fajna linia melodyczna, świetny duet w refrenie, aż szkoda, że Mintaj nie wrzucił prawie sześciominutowej wersji z solówką gitarową na tle bitu, bo jest znakomita. Ma nerw, jest w tym taka charakterystyczna dla tych czasów nerwowość, czasem, jak to słyszę, to mi samo przechodzi np. w West End Girls czy inne przeboje Pet Shop Boys. Kilkakrotnie powtórzony refren, fajnie wypada ten miękki głos na tle mocnej, wyrazistej muzyki. Pani sama przy tym przyznała: "wyznam, że zawsze bardzo emocjonalnie podchodzę do śpiewania" i to bardzo słychać. Głos zresztą dawno się już stracił... Może nie jest to moja ulubiona piosenka Sandry, ale świetnie rozumiem, dlaczego ona jest z nich wszystkich największa. Aż sobie może potem Longplaya zapuszczę (debiut Niemko-Francuzki, z którego pochodzi MM, nazywa się po prostu The Long Play).
Pan śpiewający nazywa się Peter Ries (angielski pseudonim Steve Hall) i występował w zespole przez długi czas, śpiewał z Sandrą wiele jej przebojów (In The Heat Of The Night, Innocent Love), do dziś zdaje się współpracuje z nią. Ponoć to z nim właśnie Sandra chce dalej działać (po co, to już inna kwestia).


Bezapelacyjnym zwycięzcą kolejki Dev, memem kolejki Mintaj, Hien wrzucił kawałek, który będzie rósł. Pozostałe tworzą deszczowe, melancholijne tło jak za oknem, niedługo to tło się zmieni ;) ).
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 25 lut 2023 17:29

Melki to się ładnie wyrobił, takie pełniejsze te recenzje po przerwie. Fajnie, fajnie.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 25 lut 2023 17:34

Ja tu się staram, by być najbardziej nijaki, a tu Melczet nadal mnie ma za progheada, którym nie jestem od hoho i jeszcze trochę. xD
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 25 lut 2023 17:36

Once a proghead, forever a proghead.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 25 lut 2023 18:01

mintaj pisze:
25 lut 2023 17:34
Ja tu się staram, by być najbardziej nijaki, a tu Melczet nadal mnie ma za progheada, którym nie jestem od hoho i jeszcze trochę. xD
Ma wyrwę w bestce ale nadrobi i się nauczy.

Ale recki pięknie dojrzały po przerwie, hit kolejki za samo pióro!
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 27 lut 2023 14:33

Red Box - Stay

Pamiętam, jak pracując na działce rodziców pod Łodzią latem 2011 roku usłyszałem w wystawionym na ganek radio piosenkę Hurricane, która mnie trochę zamurowała. Strasznie mi się wkręciła od samego początku, potem byłem lekko zaskoczony, gdy usłyszałem, że wykonujący ją zespół to to Red Box, to samo od For America (wtedy znałem tylko ten jeden numer, i kojarzyłem jeszcze Saskatchewan, ale nic więcej, fazy na nich dostałem dopiero pod koniec lata 2014). Co za zmiana stylistyczna, i jakie to kurde dobre było. Wróciłem do domu i zaciągnąłem cały album, tj. Plenty, z którego ten numer pochodził. Kolejne zaskoczenie - ten ukazał się rok wcześniej i to po srogiej, 20-letniej przerwie. Nie znałem poprzednich dwóch w ogóle, ale czułem, że mam do czynienia z czymś zupełnie innym. Taki to też był dla mnie specyficzny czas, przez co niesamowita wprost melancholia tego wydawnictwa zdzieliła mnie w mózgu srogo. Stay dobrze pamiętam, teraz odświeżenie sobie tej piosenki było właściwie formalnością. Lubię ten utwór, Toulson-Clarke ma głos specyficzny, ale doskonale odnajduje się w tego typu balladach, akustyczne de facto granie to coś, co bardzo im pasuje. Szkoda, że kolejna płyta nie była aż tak dobra, i znów trzeba było na nią czekać niemal w nieskończoność. Koncert w Manu (który był w maju 2015, Hienowi się pokićkało) pamiętam doskonale, był fajnym występem, na koniec trzepnęliśmy sobie z Simonem (i nie tylko z nim) fotkę, pogadaliśmy chwilę, wszystko bardzo spoko. Tak, to jest dobra wrzutka, podoba mi się nadal, choć melancholię wybija poza skalę, pewno latem znów wrócę do całego Plenty. Na razie ciosów mi wystarczy.

Marika - Bezsenność w Warszawie

Gdzieś mi się wcześniej obiła o uszy ksywa wykonawczyni, ale gdzie? Nie ma huia, żebym sobie przypomniał. Odpalam, na pewno nie słyszałem tego wcześniej. Sam początek sugerował coś ramcore'owego, jak wszedł wokal pomyślałem, że to bardziej coś, co pasowałoby pod kompilacje Fabryki Trzciny (gdyby te się jeszcze ukazywały). Co mogę powiedzieć... brzmieniowo nie jest źle, nawet nawet mi się podoba, ale czemu całość jest tak przydługawa? Inna sprawa, że mógłby to być instrumental. Po trzech odsłuchach przestał mnie drażnić mówiony wokal (a nawet stwierdzam, że dobrze koresponduje z klimatem utworu), ale nie jest on też czymś, co by ten utwór wyróżniało. Mniej więcej w połowie numer się rozkręca, robi się kwaśno, sax a la Bill Pullman w Zagubionej Autostradzie (mocno prawie, ale już walić to), pianino w tle, dziwaczne zaśpiewy, jeszcze dziwaczniejsze dźwięki niewiadomego pochodzenia, no dzieje się, tru dat. Ale czemu to wszystko jest do cholery takie długie. W ogóle jak zobaczyłem, że to jest 2010 rok, to zrozumiałem, i stylistykę utworu, i tę tandetną okładkę, i w ogóle wszystko, stałem się panem wszechrzeczy. Szkoda tylko, że używając swoich nowych mocy nie mogę tego skrócić. Ktoś albo chciał bardzo zrobić showcase swoich umiejętności realizatorskich, albo miał za dużo czasu w studio, oto efekt. Ni ziębi ni grzeje. Chyba nie będę wracał.

Manfred Mann's Earth Band - Demolition Man

Hien napisał w swojej recce tego kawałka, że to jest Melki-core na pełnej, i ja się właściwie z tym zgadzam. Może pomijając fakt, że jest to też coś, co mógłby tutaj z powodzeniem wcisnąć również Miętus. Znam oryginał, ale nigdy nie robił na mnie wielkiego wrażenia (tbh są może 3 numery The Police, które lubię), a tutaj jest... inaczej. Mam wrażenie, że utwór ten dopiero dostał kopa, na jakiego zasługiwał (ale nie w dupę). Że jest lekko ejtisowo? No jest, i bardzo dobrze xD Lubię tego typu muzykę, współpraca synthów ze "standardowym instrumentarium" świetnie tutaj idzie, świetna perka, bardzo klimatyczny wokal, dęte coś tam z klawisza na sam koniec przypomina dobitnie, że to rok 1983. Wkręca się, wciąga, ma odpowiedni ładunek energetyczny, który jest może nieco nazbyt wypolerowany momentami, ale mnie się akurat takie zabiegi podobają. Melki po poprzedniej takiej sobie wrzucie rozbija bank, także, CHYBA BĘDĘ WRACAŁ.

Bring Me the Horizon - Follow You

Ciekawa rzecz, o zespole słyszałem to tu, to tam, nazwa się gdzieś przewijała, ktoś kiedyś słuchał, ktoś kiedyś kupił płytę, ktoś kiedyś był na koncercie. Ktoś może nawet się tym jarał, ale ja się nie zainteresowałem. Nie wiem, czy to dobrze, czy w tamtym czasie tamtego "flexowania się" przez kogoś tam kiedyś tam by mi to w ogóle podeszło, no ale... Kojarzy mi się z rzeczami, jakich słuchała moja pierwsza dziewczyna (obok Kultu ma się rozumieć). Kto wie, może mi coś puszczała, może słuchaliśmy czegoś w tym stylu w moim Trabancie, trudno w tej chwili powiedzieć, czas zaciera ślady. No ale mamy 2023 rok, słucham sobie i co mogę powiedzieć - podoba mi się xD Jest lekko emo, trochę teenage angstowe, trochę... trudno powiedzieć jakie, w sensie, brzmi to totalnie jak coś, czego słuchały (bo może już nie słuchają) wiecznie wkur*ione i ubrane na czarno licealistki z kosmicznym piercingiem i wymyślnymi chokerami. Takie, co to niby wszystkich nienawidzą (poza najbliższą grupą ziomeczków), piją za szopą tanie jabole i w ogóle czerpią całymi garściami z post-punkowej estetyki (ale głównie jeśli chodzi o formę, treść mają gdzieś), jednocześnie wieczorami piszą w swoich różowych pamiętnikach z Rainbow Dashem na okładce, jak to bardzo chciałyby mieć chłopaka. Ale też mimo tego wszystkiego, co napisałem wyżej, po prostu mi się ta piosenka brzmieniowo podoba. Że brzmi pretensjonalnie, a refren to już w ogóle wręcz wybija mi tym zęby, no trudno xD W ogóle ktoś zauważył, że gitary w refrenie brzmią jak pianino w Just Another Day Jona Secady? Cheesy, ale w dupie z tym. Jest super, kapitalna wrzuta, to będzie jeden z moich absolutnych faworytów.

Twenty-one Pilots - Heathens

Słucham któryś raz i utwierdzam się w dwóch stanowiskach. Pierwsze: tylko shodan mógł coś takiego wrzucić, to jest Wuja-core do kwadratu, a drugie: nie polubię się chyba z tym kawałkiem. Tzn. on nie jest bardzo zły, refren brzmi fajnie, ale to trochę za mało, żeby kupić moją uwagę. Jest coś w tym chyba, że shodan podkrada numery swoim dzieciom, albo przynajmniej sprawdza topki Spotify czy tam innego Tidala, żeby wiedzieć, czego zoomerzy słuchają xD Ja z jednej strony czuję się daleko od takiej muzyki, a z drugiej nie wiem, czy chcę się w ogóle do niej zbliżać. Nie zachwyciłbym się, gdybym to usłyszał w radio, Suicide Squad nie widziałem (i mnie po dziś dzień nie ciągnie), nie mam więc żadnych konkretnych odniesień. Ot, radiowe "coś", co bardziej widziałbym na zwykłej Esce, niż na Esce Rock. Tak, jeśli chodzi o refren, jestem na tak, ale cała reszta, not my type. Chociaż bicik też jest całkiem przyzwoity. Zostawiam może na lepsze czasy? Inaczej tego nie widzę, obawiam się. Jakoś muszę to przetrawić (tzn. nie muszę, może bardziej musi to przetrawić shodan, ale właściwie też nie musi xD). Ot, takie sobie granie bardzo contemporary w dźwiękach, zdecydowanie wolę tutaj...

...Sandrę z Marią Magdaleną

Jest całkiem "zabawnie", jak sobie przypomnę, że moja była (ta najświeższa) bardzo lubiła Sandrę, ba! nosiła jej imię, i to imię po niej dokładnie, gdyż stary był wielkim fanem ejtisów. Szczęśliwie przekazał to jej, w związku z czym słuchaliśmy stosunkowo podobnej muzyki, przeraża mnie to, z czym być może będę musiał się konfrontować w jakimś tam hipotetycznym kolejnym związku pod tym względem (zważywszy na fakt, że obracam się wśród coraz młodszych ludzi). Twenty-one Pilots jeszcze zniosę, ale jak ktoś spróbuje mi sprzedawać Bedoesa to przysięgam, że przewiercę sobie uszy. Ale co z Marią Magdaleną? Kurde, uwielbiam ten kawałek xD Jest fantastyczny, Sandra ma naprawdę fantastyczny głos (powiedzmy, że miała), refren jest soczysty (jeszcze z tym backvocalem, to chyba Cretu?), przejścia mocne, klawisze wprost krzyczą, to jest esencja takich lekko tandetnych, a na pewno bardzo zabawowych ejtisów. Zawsze, jak słyszę ten numer przypadkiem w radio w aucie czy gdziekolwiek indziej bądź (wink at Hien) to podkręcam gałkę z głośnością. Mientos wyłapuje łatwą okejkę i ode mnie. W ogóle śmieszna sprawa z tym Jeziorskiem, bo faktycznie robiliśmy wtedy srogie archeo z muzyką, mieliśmy chyba inne plany, a wyszło inaczej xD zresztą, jestem w 100% pewien, że puszczałem wtedy Hienałcze Austena, a dokładnie jeden kawałek o tytule As Long As I Have a Song, gdzie Austen w pewnym momencie sam do mikrofonu nadaje kraftwerkowskie "boing-boom-tschak". Puszczałem mu także dość niedorzeczny (ale wciąż super) cover Love Will Tear Us Apart JD w wykonaniu... Simple Minds, gdzie aranż zrobił Vince Clarke xD Świat jest mały. Podwójny dowcip, który Hien zrobił nieświadomie wtedy był właśnie związany z imieniem mojej ówczesnej partnerki, gdyż Hien... w ogóle nie wiedział, że mam dziewczynę (prawdę mówiąc poza nią samą nikt o tym nie wiedział, przez rok trzymałem ten związek w całkowitej tajemnicy nawet przed swoją rodziną). Większą bekę miał Hien, kiedy spytał, czy Sandra słucha Sandry. Well, tak było, nie zmyślam xD Widzę więc, że w każdej bestce i co drugiej wrzutce mam jakieś osobiste referencje, robi się coraz lepiej, a wiosna tylko trochę mniej zapowiada się na gównianą xD

Ale kolejka super. Prawie ze wszystkim jestem na tak. A te rzeczy, co jestem z nimi na tak, są super. Jaram się jak DPS w Kamieniu Pomorskim. Może nawet w końcu spłonę!
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl