Best of Forum III
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Dobra, sami tego chcieliście (chociaż DOCENIAM, iż tak ładnie pisaliście o ReaLiTi)
Neutral Milk Hotel - In the Aeroplane over the sea
No ciekawe, że ktoś tam rzucił kawałek yyy zespołu zzz, no ale szczerze mówiąc, to naprawdę NIE WIEM XDDD wrzucam zespół gdzie w zasadzie wszystko jest super, fajne brzmieni, i w ogóle wszystko mi leży, ale nie potrafię powiedzieć co,xDD ileś tam lat temu bym się tym bardziej pojarałem, jak byłem jeszcze studentem i napieprzałem do tamtej nieszczęsnej pracy, albo nawet i wcześniej no ale. Skończyły mi się już też zwroty, określenia, itd na takie wrzuty, więc po prostu napiszę, że zapodaję taki o numer, taki do posłuchania i chyle copkę
Dobra, zrobiło się za bardzo ironicznie, bekowo i krindżowo, nawet na mój gust. Ale chyba to świetna okoliczność, by zaprezentować najbardziej kontrowersyjną wrzutkę, jaką kiedykolwiek prezentowałem w tej zabawie. Nie znam tbh bardziej polaryzującej płyty niż ta, z której pochodzi ten kawałek - znam ludzi, którzy szczerze jej nienawidzą, znam takich którzy kochają, praktycznie nikt o niej nie wypowiada się w neutralnym tonie. To nawet na swój sposób ciekawe, bo są takie pozornie niepozorne rzeczy na tym świecie, co do których w życiu by się nie podejrzawało, że mogłyby wywoływać jakiekolwiek emocje, a okazuje się, że polaryzują do tego stopnia, że aż niektórzy swoją opinię na ten temat traktują jako element swojej osobowości (ananas na pizzy). Samemu zdarza mi się łapać na tym, że się daję w takie pierdolety wciągnąć i to chyba są akurat te sytuacje, kiedy jednak czegoś w życiu żałuję.
W każdym razie nie ukrywam, że jestem cholernie ciekaw forumowej braci opinii na temat tego kawałka - to jest ten przykład kawałka, który za pierwszym razem wywołał we mnie masę emocji między WTF a CO TO ZA GÓWNO, potem zacząłem akceptować, a później się w nim dosłownie zakochałem i katowałem go na okrągło - nawet gdy byłem studentem (trochę rzadziej gdy napieprzałem do tamtej nieszczęsnej pracy). W sumie to jest to kolejny przykład mojej hipokryzji okołomuzycznej, bo też miewałem okres, gdy uważałem, że to jednak przehajpowane gówno, ale jakiś czas temu wróciłem i uznałem, że siusiak jednak ciągle to kupuję i elo. xD
Skońćzyły mi się zwroty, określenia etc., więc bierzcie i słuchajcie tego - albo uznacie, że mnie powaliło do reszty, albo już po prostu dawno to stwierdziliście.
https://www.youtube.com/watch?v=1FeD16vu_qQ
Neutral Milk Hotel - In the Aeroplane over the sea
No ciekawe, że ktoś tam rzucił kawałek yyy zespołu zzz, no ale szczerze mówiąc, to naprawdę NIE WIEM XDDD wrzucam zespół gdzie w zasadzie wszystko jest super, fajne brzmieni, i w ogóle wszystko mi leży, ale nie potrafię powiedzieć co,xDD ileś tam lat temu bym się tym bardziej pojarałem, jak byłem jeszcze studentem i napieprzałem do tamtej nieszczęsnej pracy, albo nawet i wcześniej no ale. Skończyły mi się już też zwroty, określenia, itd na takie wrzuty, więc po prostu napiszę, że zapodaję taki o numer, taki do posłuchania i chyle copkę
Dobra, zrobiło się za bardzo ironicznie, bekowo i krindżowo, nawet na mój gust. Ale chyba to świetna okoliczność, by zaprezentować najbardziej kontrowersyjną wrzutkę, jaką kiedykolwiek prezentowałem w tej zabawie. Nie znam tbh bardziej polaryzującej płyty niż ta, z której pochodzi ten kawałek - znam ludzi, którzy szczerze jej nienawidzą, znam takich którzy kochają, praktycznie nikt o niej nie wypowiada się w neutralnym tonie. To nawet na swój sposób ciekawe, bo są takie pozornie niepozorne rzeczy na tym świecie, co do których w życiu by się nie podejrzawało, że mogłyby wywoływać jakiekolwiek emocje, a okazuje się, że polaryzują do tego stopnia, że aż niektórzy swoją opinię na ten temat traktują jako element swojej osobowości (ananas na pizzy). Samemu zdarza mi się łapać na tym, że się daję w takie pierdolety wciągnąć i to chyba są akurat te sytuacje, kiedy jednak czegoś w życiu żałuję.
W każdym razie nie ukrywam, że jestem cholernie ciekaw forumowej braci opinii na temat tego kawałka - to jest ten przykład kawałka, który za pierwszym razem wywołał we mnie masę emocji między WTF a CO TO ZA GÓWNO, potem zacząłem akceptować, a później się w nim dosłownie zakochałem i katowałem go na okrągło - nawet gdy byłem studentem (trochę rzadziej gdy napieprzałem do tamtej nieszczęsnej pracy). W sumie to jest to kolejny przykład mojej hipokryzji okołomuzycznej, bo też miewałem okres, gdy uważałem, że to jednak przehajpowane gówno, ale jakiś czas temu wróciłem i uznałem, że siusiak jednak ciągle to kupuję i elo. xD
Skońćzyły mi się zwroty, określenia etc., więc bierzcie i słuchajcie tego - albo uznacie, że mnie powaliło do reszty, albo już po prostu dawno to stwierdziliście.
https://www.youtube.com/watch?v=1FeD16vu_qQ
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Gil Scott-Heron & Brian Jackson - The Bottle
Ostatnio uzupełniałem numery na MEGA (tak, to istnieje i cały czas można sobie zasysać wspólne kawałki) i tak sobie całościowo popatrzyłem na te bestki w 3 sezonie (że tak to ujmę) i skrzywiłem się patrząc na listę Murzyna. Czegoś mi tu brakowało. W końcu dotarło do mnie czego – Jacek w tej 25-tce nie wrzucił jeszcze żadnego czarnego soulu, którym zbierał u mnie zawsze łatwe prejzy. Poskarżyłem mu się i ciesze się, że to zrobiłem, bo oto wjechało „The Bottle”. Jak na takiego miłośnika tego typu klimatów, mam potworne tyły, ale od tego też jest przecież ta bestka. W tym kawałku jest wszystko co lubię: wspaniały, czarny wokal Gila i zajebiste partie klawiszowe w jego wykonaniu (już same te rzeczy mogłyby pociągnąć kawałek), doskonały bas (który kojarzy mi się z utworem, który wrzucę za parę miesięcy), flet, który kojarzy mi się z płytami Nicka Drake’a (i jednym numerem no-man) i fajna, nienachalna perkusja, która nie zagłusza sobą reszty, ale robi to, co w tym numerze powinna w pierwszej kolejności, spaja ten przepiękny groove. Nie oszukujmy się, byłem kupiony od pierwszych sekund. Murzyn tę wrzutkę traktuje jako zimową, ale ja to sobie już teraz na jakaś wakacyjną plejkę zapisuję. Chwalmy dzień, w którym Jacek stał się fanem GTA.
UB40 - (I Can't Help) Falling In Love With You
UB40 to dobry przykład zespołu, którym nigdy się nie zainteresowałem, a z którym mam związane same miłe wspomnienia i to dokładnie z tych czasów, o których pisze Wuja, tylko o ile on w 1993 r. już zamawiał ten kawałek dla żony na imprezach, to ja miałem 7 lat xD Ale mam bardzo wyraźne wspomnienie, jak siedzę pojarany niedawnym seansem „Parku Jurajskiego”, szykuję się na drugi, na który namówiłem rodziców (łącznie obejrzałem to wtedy 3 razy na dużym ekranie), a w tv leci „Can’t Help Falling in Love” w wersji UB40. Pamiętam też z wtedy „Red Red Wine” i byłem w szoku, jak teraz sprawdziłem, że ten cover pochodzi z 1983 r., głowę bym dał, że to wyszło też w latach 90-tych. W każdym razie, to są bardzo sielskie wspomnienia, z bezproblemowych, dziecięcych czasów. Jeśli chodzi o sam kawałek, bardziej na sucho, to jest to specyficzny cover. Brakuje tutaj tego napięcia emocjonalnego, które chwytało za serce w wersji Elvisa, czy nawet U2. UB40 zrobili z tego typowo wakacyjny hit, ale to działa. Czasami odnoszę wrażenie, że naprawdę wszystko idzie przełożyć na reggae (lub pseudo-reggae, piszę to zanim puryści się dojebią), ale jakimś kosztem. Ten numer oraz kilka hitów Inner Circle (plus oczywiście „Sunshine Reggae”), to rzeczy z tego kojca, które zawsze będą mi się miło kojarzyły z tamtymi latami. Fajna wrzutka Wuja, dla mnie mega sentymentalna.
Death Grips - Culture Shock
Beka, bo jak Dragon wrzucił JPEGmafię, to pomyślałem sobie, że gdyby chciał być cpt obvsem tej gry, to bankowo następne musi polecieć Death Grips. Cytując Jeffa Goldbluma - Boy, do I hate being right all the time. No, ale jednak Death Grips to już jest jakaś wyższa półka tego śmiesznego zjawiska jakim jest experimental rap. Ciekawy jestem, czy gdyby TDHoH powstali teraz, to brzmieliby w ten sposób. Chyba jednak nie, biorąc pod uwagę, że Franti nie miał ciągot do komplikowania rzeczy w ten sposób, no ale to takie dywagacje z dupy. Death Grips, to jest kolejny band, który liznąłem w jakiś sposób, nie odbiłem się, ale też nie pojarałem. Numer wrzucony przez Dragona jest spoko, potrafię sobie wyobrazić, że wracam do tego bandu raz na jakiś czas i słucham go z przyjemnością. Kiedy DG wryli się na scenę, to było coś. Ludzie często największy przewrót w hh przypisują Kendrickowi, ale (pomijając, że podwaliny tego wyłożył Kanye) Death Grips to więksi ekstremiści. Fajny rap, pomysłowe tło, bez emocji, ale ze szczerym prejzem. Tymczasem Dragon zrzucił maskę profesora i o samym kawałku napisał bardzo niewiele, przekładając ciężar na osobiste historie. You’ve come a long way, baby.
ABBA - Super Trouper
Zupa z trupa, tak się mówiło za moich czasów w podstawówce. Melki wraca do rodzinnego skarbca muzycznego. Mój stosunek do ABBY jest raczej pozytywny, chociaż moja znajomość ich muzyki nie wychodzi bardzo daleko poza hity (ale trochę wychodzi). Co ciekawe, akurat z „Super Trouper” wiążą się dosyć wyraźne wspomnienia, ale związane z innym wykonaniem. Niektórzy mogą jeszcze pamiętać A-Teens, którzy jakoś na przełomie wieków, zdołali przywrócić stare przeboje ABBY na listy przebojów. Jednym z pierwszych był „Super Trouper”. Głowa podsuwa mi fałszywe wspomnienia, że w Polsce A-Teens byli hitem więcej niż jeden sezon wakacyjny, ale to raczej nie jest prawda. Wikipedia mówi, że to był rok 1999 (byłem przekonany, że wcześniej) i covery ABBY w wykonaniu tych dzieciaków, leciały dosłownie non-stop, na zmianę z „The Riddle” w wersji D’Agostino i „Stand by Me” 4 the Cause (w tamtych latach chyba same covery się przebijały). Oczywiście kawałki były w nowoczesnych wersjach, ale tbh, po latach wszystko mi się to zlewa ze sobą i mam wrażenie, jakbym słuchał wtedy zwykłej ABBY. Bo A-Teens to też było takie kopiuj-wklej, też Szwedzi, dwóch typów, dwie laski, podobne głosy, itd. Nie różni się to AŻ TAK dużo od zeszłorocznych koncertów ABBY z hologramami i wokalami z taśmy. W każdym razie, śmiesznie pisać o wykonaniu innego bandu, kiedy Melki wrzuca oryginał, ale mnie się to naprawdę zlewa ze sobą, i jak teraz posłuchałem wersji ABBY, to mam wrażenie jakbym te prawie ćwierć wieku temu, właśnie tej wersji słuchał xD Zresztą słuchałem i tak wielokrotnie. Kawałek jest spoko, jak w zasadzie wszystkie hity ABBY. To nie jest coś, co włączam z własnej woli, kiedyś może częściej, ale obecnie styczność z tym zespołem mam głównie poprzez włączone gdzieś radio, albo jak to wykonują w „Jaka to melodia?”. Co innego ostatni album ABBY z 2021 r., który faktycznie sam z siebie przesłuchałem w całości parę razy. Cały ten come back był przedziwny, kompletnie nieoczekiwany, i jeśli chodzi o zespoły tej rangi, całkowicie bezprecedensowy, jeśli wziąć pod uwagę równe 40 lat przerwy między płytami i generalnie aktywnością. To był balon, który napełnił się do niesamowitych rozmiarów w ciągu zaledwie 2-3 lat, kiedy ujawniono, że ABBA pracuje nad nowym albumem, wcześniej nikt nawet nie brał tego pod uwagę, więc nie było czego pompować. To nie był wprawdzie mój balon, ale nie da się ukryć, że byłem bardzo zainteresowany tym, z czym ta grupa może jeszcze wyjść do ludzi. Wyszli z absolutną klasyką siebie, nie chcę pisać, że sami siebie coverowali, bo to by było nieuczciwe i dosyć prostackie, ale w skrócie – starali się być na „Voyage” najlepszą wersją siebie i w jakimś stopniu to się na pewno udało. „I Still Have Faith in You” to piękny kawałek, i byłoby nawet spoko gdyby tylko tę jedną piosenkę wydali, na pożegnanie. Słychać, że album nagrali dla siebie i w zasadzie samo to już jest wystarczającym pretekstem, niezależnie od tego jak ta płyta brzmi, itd. No dobra, offtop, ale nie wiem, czy byłaby okazja to napisać, więc niech jest. Daję Melkiemu sentymentalną okejkę, na podobnej zasadzie, jak dałem okejkę Wujkowi za UB40. Porządny przebój, fajne wspomnienia.
Coe Jocker - Don't Let Me Be Misunderstood
Jedyne co by mogło być od tego lepsze, to gdyby Musiał wrzucił swój cover coveru Cockera. Ale tak naprawdę wyszłoby na to samo lol. W każdym razie, jestem z lekka zaskoczony, że akurat ten kawałek Dev wrzuca, ale z drugiej strony, chłop jest koneserem greatest coverów w wykonaniu tego piosenkarza, więc co ja wiem. Tak, wydaje się jakby Cocker nigdy w życiu nie miał solowych hitów innych niż cudze piosenki, ale co też zadziwiające, wiele z tych piosenek jest teraz znanych przede wszystkim w jego wersjach. Jak facet już coś brał na warsztat, to oryginalni twórcy i wykonawcy mogli się zacząć żegnać z kawałkiem. Aż mam ochotę rzucić jakimś żartem z „Coś” o asymilacji piosenek, ale już sobie dam spokój, bo i tak wszyscy z tym filmem zalegają lol. W ogóle, to nie idzie nie kisnąć z tego pokazu sladjów, który Musiał wrzucił. Może to nie jest teledysk, ale tak januszowego tworu jutubowego nie wdziałem od lat. Pamiętam ten utwór z lat 90-tych, może nie tak mocno i z takim zaangażowaniem jak Porcupine Tree kolega incel Musiał, ale pamiętam. Dużo bardziej wbił mi się z tamtych czasów do głowy inny cover Cockera (cocker Covera), nie będę go palił w razie jakby mnie za ileśtam 25-tek naszło. Ale ten też jest spoko. Jak już się lubi głos Covera, to można słuchać na kilogramy tych jego cockerów i to wchodzi. Może nie za często to robię, ale i tak mam miłe wspomnienia związane z tym gościem i szanuję jego nagrania.
Neutral Milk Hotel - In the Aeroplane over the sea
To jest niby najbardziej kontrowersyjna mentosowska wrzuta ever? Co xDDDD OP sam już zapomniał, że wrzucał „Późne kurestwo”? XD Nawet, jak na NMH, to jest kompletny soft i zwykła piosenka. Jeżeli to jest max kontrowersji w wykonaniu Seby, to chyba nigdy nic naprawdę chorego tu nie wleci (sorry, Swans już było). W każdym razie, wrzuta jest dobra i wywołuje u mnie, UWAGA, neutralną reakcję. Piosenka jest fajna, aranżacja mi się podoba, produkcja w miły sposób szorstka oraz ‘wdobrymguścieeksperymentalna’ i generalnie wszystko tu jest na plus, ale jednocześnie nie jest to rzecz, która robi z munlupów hardcowowych fanów. Nie ogarniam tej opinii na temat Neutral Milk Hotel, tzn. uważani są za pojebów i ja się z tym generalnie zgadzam, że nimi są, ale ta muzyka nie jest nawet w połowie tak nieprzystępna, jak ludzie lubią mówić. Do czego to się offowe towarzystwo nie posunie żeby zrobić z siebie odbiorców trudnej muzyki, kiedy w rzeczywistości najtrudniejszym albumem jakiego słuchali jest „The Moon & Antarctica”. No, ale nie ważne już. To jest jedna z fajniejszych wrzut Seby, taka w jego stylu, mógłbym wręcz rzecz, że Mentos-core, ale to by było jednak kłamstwo. Niech już będzie, że chylę tę copke.
Fajna kolejka to była z naciskiem na odbiór przepuszczony przez sentymenty (może nie w przypadku Death Grips i NMH), ale przecież nie ma w tym niczego złego. Miło to wszystko gra w tym przedświątecznym okresie, naprawdę Panowie daliście radę.
Czy będę BARDZO szalony jeśli wyrażę nadzieję, że wyrobimy się z recenzjami PRZED świętami, żeby W ŚWIĘTA wjechać z następną kolejką? Tak? Nie? NIE WIEM?
Ostatnio uzupełniałem numery na MEGA (tak, to istnieje i cały czas można sobie zasysać wspólne kawałki) i tak sobie całościowo popatrzyłem na te bestki w 3 sezonie (że tak to ujmę) i skrzywiłem się patrząc na listę Murzyna. Czegoś mi tu brakowało. W końcu dotarło do mnie czego – Jacek w tej 25-tce nie wrzucił jeszcze żadnego czarnego soulu, którym zbierał u mnie zawsze łatwe prejzy. Poskarżyłem mu się i ciesze się, że to zrobiłem, bo oto wjechało „The Bottle”. Jak na takiego miłośnika tego typu klimatów, mam potworne tyły, ale od tego też jest przecież ta bestka. W tym kawałku jest wszystko co lubię: wspaniały, czarny wokal Gila i zajebiste partie klawiszowe w jego wykonaniu (już same te rzeczy mogłyby pociągnąć kawałek), doskonały bas (który kojarzy mi się z utworem, który wrzucę za parę miesięcy), flet, który kojarzy mi się z płytami Nicka Drake’a (i jednym numerem no-man) i fajna, nienachalna perkusja, która nie zagłusza sobą reszty, ale robi to, co w tym numerze powinna w pierwszej kolejności, spaja ten przepiękny groove. Nie oszukujmy się, byłem kupiony od pierwszych sekund. Murzyn tę wrzutkę traktuje jako zimową, ale ja to sobie już teraz na jakaś wakacyjną plejkę zapisuję. Chwalmy dzień, w którym Jacek stał się fanem GTA.
UB40 - (I Can't Help) Falling In Love With You
UB40 to dobry przykład zespołu, którym nigdy się nie zainteresowałem, a z którym mam związane same miłe wspomnienia i to dokładnie z tych czasów, o których pisze Wuja, tylko o ile on w 1993 r. już zamawiał ten kawałek dla żony na imprezach, to ja miałem 7 lat xD Ale mam bardzo wyraźne wspomnienie, jak siedzę pojarany niedawnym seansem „Parku Jurajskiego”, szykuję się na drugi, na który namówiłem rodziców (łącznie obejrzałem to wtedy 3 razy na dużym ekranie), a w tv leci „Can’t Help Falling in Love” w wersji UB40. Pamiętam też z wtedy „Red Red Wine” i byłem w szoku, jak teraz sprawdziłem, że ten cover pochodzi z 1983 r., głowę bym dał, że to wyszło też w latach 90-tych. W każdym razie, to są bardzo sielskie wspomnienia, z bezproblemowych, dziecięcych czasów. Jeśli chodzi o sam kawałek, bardziej na sucho, to jest to specyficzny cover. Brakuje tutaj tego napięcia emocjonalnego, które chwytało za serce w wersji Elvisa, czy nawet U2. UB40 zrobili z tego typowo wakacyjny hit, ale to działa. Czasami odnoszę wrażenie, że naprawdę wszystko idzie przełożyć na reggae (lub pseudo-reggae, piszę to zanim puryści się dojebią), ale jakimś kosztem. Ten numer oraz kilka hitów Inner Circle (plus oczywiście „Sunshine Reggae”), to rzeczy z tego kojca, które zawsze będą mi się miło kojarzyły z tamtymi latami. Fajna wrzutka Wuja, dla mnie mega sentymentalna.
Death Grips - Culture Shock
Beka, bo jak Dragon wrzucił JPEGmafię, to pomyślałem sobie, że gdyby chciał być cpt obvsem tej gry, to bankowo następne musi polecieć Death Grips. Cytując Jeffa Goldbluma - Boy, do I hate being right all the time. No, ale jednak Death Grips to już jest jakaś wyższa półka tego śmiesznego zjawiska jakim jest experimental rap. Ciekawy jestem, czy gdyby TDHoH powstali teraz, to brzmieliby w ten sposób. Chyba jednak nie, biorąc pod uwagę, że Franti nie miał ciągot do komplikowania rzeczy w ten sposób, no ale to takie dywagacje z dupy. Death Grips, to jest kolejny band, który liznąłem w jakiś sposób, nie odbiłem się, ale też nie pojarałem. Numer wrzucony przez Dragona jest spoko, potrafię sobie wyobrazić, że wracam do tego bandu raz na jakiś czas i słucham go z przyjemnością. Kiedy DG wryli się na scenę, to było coś. Ludzie często największy przewrót w hh przypisują Kendrickowi, ale (pomijając, że podwaliny tego wyłożył Kanye) Death Grips to więksi ekstremiści. Fajny rap, pomysłowe tło, bez emocji, ale ze szczerym prejzem. Tymczasem Dragon zrzucił maskę profesora i o samym kawałku napisał bardzo niewiele, przekładając ciężar na osobiste historie. You’ve come a long way, baby.
ABBA - Super Trouper
Zupa z trupa, tak się mówiło za moich czasów w podstawówce. Melki wraca do rodzinnego skarbca muzycznego. Mój stosunek do ABBY jest raczej pozytywny, chociaż moja znajomość ich muzyki nie wychodzi bardzo daleko poza hity (ale trochę wychodzi). Co ciekawe, akurat z „Super Trouper” wiążą się dosyć wyraźne wspomnienia, ale związane z innym wykonaniem. Niektórzy mogą jeszcze pamiętać A-Teens, którzy jakoś na przełomie wieków, zdołali przywrócić stare przeboje ABBY na listy przebojów. Jednym z pierwszych był „Super Trouper”. Głowa podsuwa mi fałszywe wspomnienia, że w Polsce A-Teens byli hitem więcej niż jeden sezon wakacyjny, ale to raczej nie jest prawda. Wikipedia mówi, że to był rok 1999 (byłem przekonany, że wcześniej) i covery ABBY w wykonaniu tych dzieciaków, leciały dosłownie non-stop, na zmianę z „The Riddle” w wersji D’Agostino i „Stand by Me” 4 the Cause (w tamtych latach chyba same covery się przebijały). Oczywiście kawałki były w nowoczesnych wersjach, ale tbh, po latach wszystko mi się to zlewa ze sobą i mam wrażenie, jakbym słuchał wtedy zwykłej ABBY. Bo A-Teens to też było takie kopiuj-wklej, też Szwedzi, dwóch typów, dwie laski, podobne głosy, itd. Nie różni się to AŻ TAK dużo od zeszłorocznych koncertów ABBY z hologramami i wokalami z taśmy. W każdym razie, śmiesznie pisać o wykonaniu innego bandu, kiedy Melki wrzuca oryginał, ale mnie się to naprawdę zlewa ze sobą, i jak teraz posłuchałem wersji ABBY, to mam wrażenie jakbym te prawie ćwierć wieku temu, właśnie tej wersji słuchał xD Zresztą słuchałem i tak wielokrotnie. Kawałek jest spoko, jak w zasadzie wszystkie hity ABBY. To nie jest coś, co włączam z własnej woli, kiedyś może częściej, ale obecnie styczność z tym zespołem mam głównie poprzez włączone gdzieś radio, albo jak to wykonują w „Jaka to melodia?”. Co innego ostatni album ABBY z 2021 r., który faktycznie sam z siebie przesłuchałem w całości parę razy. Cały ten come back był przedziwny, kompletnie nieoczekiwany, i jeśli chodzi o zespoły tej rangi, całkowicie bezprecedensowy, jeśli wziąć pod uwagę równe 40 lat przerwy między płytami i generalnie aktywnością. To był balon, który napełnił się do niesamowitych rozmiarów w ciągu zaledwie 2-3 lat, kiedy ujawniono, że ABBA pracuje nad nowym albumem, wcześniej nikt nawet nie brał tego pod uwagę, więc nie było czego pompować. To nie był wprawdzie mój balon, ale nie da się ukryć, że byłem bardzo zainteresowany tym, z czym ta grupa może jeszcze wyjść do ludzi. Wyszli z absolutną klasyką siebie, nie chcę pisać, że sami siebie coverowali, bo to by było nieuczciwe i dosyć prostackie, ale w skrócie – starali się być na „Voyage” najlepszą wersją siebie i w jakimś stopniu to się na pewno udało. „I Still Have Faith in You” to piękny kawałek, i byłoby nawet spoko gdyby tylko tę jedną piosenkę wydali, na pożegnanie. Słychać, że album nagrali dla siebie i w zasadzie samo to już jest wystarczającym pretekstem, niezależnie od tego jak ta płyta brzmi, itd. No dobra, offtop, ale nie wiem, czy byłaby okazja to napisać, więc niech jest. Daję Melkiemu sentymentalną okejkę, na podobnej zasadzie, jak dałem okejkę Wujkowi za UB40. Porządny przebój, fajne wspomnienia.
Coe Jocker - Don't Let Me Be Misunderstood
Jedyne co by mogło być od tego lepsze, to gdyby Musiał wrzucił swój cover coveru Cockera. Ale tak naprawdę wyszłoby na to samo lol. W każdym razie, jestem z lekka zaskoczony, że akurat ten kawałek Dev wrzuca, ale z drugiej strony, chłop jest koneserem greatest coverów w wykonaniu tego piosenkarza, więc co ja wiem. Tak, wydaje się jakby Cocker nigdy w życiu nie miał solowych hitów innych niż cudze piosenki, ale co też zadziwiające, wiele z tych piosenek jest teraz znanych przede wszystkim w jego wersjach. Jak facet już coś brał na warsztat, to oryginalni twórcy i wykonawcy mogli się zacząć żegnać z kawałkiem. Aż mam ochotę rzucić jakimś żartem z „Coś” o asymilacji piosenek, ale już sobie dam spokój, bo i tak wszyscy z tym filmem zalegają lol. W ogóle, to nie idzie nie kisnąć z tego pokazu sladjów, który Musiał wrzucił. Może to nie jest teledysk, ale tak januszowego tworu jutubowego nie wdziałem od lat. Pamiętam ten utwór z lat 90-tych, może nie tak mocno i z takim zaangażowaniem jak Porcupine Tree kolega incel Musiał, ale pamiętam. Dużo bardziej wbił mi się z tamtych czasów do głowy inny cover Cockera (cocker Covera), nie będę go palił w razie jakby mnie za ileśtam 25-tek naszło. Ale ten też jest spoko. Jak już się lubi głos Covera, to można słuchać na kilogramy tych jego cockerów i to wchodzi. Może nie za często to robię, ale i tak mam miłe wspomnienia związane z tym gościem i szanuję jego nagrania.
Neutral Milk Hotel - In the Aeroplane over the sea
To jest niby najbardziej kontrowersyjna mentosowska wrzuta ever? Co xDDDD OP sam już zapomniał, że wrzucał „Późne kurestwo”? XD Nawet, jak na NMH, to jest kompletny soft i zwykła piosenka. Jeżeli to jest max kontrowersji w wykonaniu Seby, to chyba nigdy nic naprawdę chorego tu nie wleci (sorry, Swans już było). W każdym razie, wrzuta jest dobra i wywołuje u mnie, UWAGA, neutralną reakcję. Piosenka jest fajna, aranżacja mi się podoba, produkcja w miły sposób szorstka oraz ‘wdobrymguścieeksperymentalna’ i generalnie wszystko tu jest na plus, ale jednocześnie nie jest to rzecz, która robi z munlupów hardcowowych fanów. Nie ogarniam tej opinii na temat Neutral Milk Hotel, tzn. uważani są za pojebów i ja się z tym generalnie zgadzam, że nimi są, ale ta muzyka nie jest nawet w połowie tak nieprzystępna, jak ludzie lubią mówić. Do czego to się offowe towarzystwo nie posunie żeby zrobić z siebie odbiorców trudnej muzyki, kiedy w rzeczywistości najtrudniejszym albumem jakiego słuchali jest „The Moon & Antarctica”. No, ale nie ważne już. To jest jedna z fajniejszych wrzut Seby, taka w jego stylu, mógłbym wręcz rzecz, że Mentos-core, ale to by było jednak kłamstwo. Niech już będzie, że chylę tę copke.
Fajna kolejka to była z naciskiem na odbiór przepuszczony przez sentymenty (może nie w przypadku Death Grips i NMH), ale przecież nie ma w tym niczego złego. Miło to wszystko gra w tym przedświątecznym okresie, naprawdę Panowie daliście radę.
Czy będę BARDZO szalony jeśli wyrażę nadzieję, że wyrobimy się z recenzjami PRZED świętami, żeby W ŚWIĘTA wjechać z następną kolejką? Tak? Nie? NIE WIEM?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
No panie bez przesady, aż tak stary nie jestem. Poznałem żonę dopiero w 1996r! A utwór UB40 zamawiałem dla niej dopiero gdzieś parę lat temu.Hien pisze:05 kwie 2023 15:32mam związane same miłe wspomnienia i to dokładnie z tych czasów, o których pisze Wuja, tylko o ile on w 1993 r. już zamawiał ten kawałek dla żony na imprezach, to ja miałem 7 lat xD
Ja tam UB 40 tak w ogóle nie słucham, ale ze 3-4 utwory bardzo lubię.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
UB40 - Can't Help Falling In Love
Wujas w tej 25. jest jak na jakimś srogim rollercoasterze z lat 90., raz trafia w sedno (U2, Babylon Zoo), raz totalnie chybi (Janson, Kowalska), tym razem niestety znów mu wózek spadł na dół bo mało czego tak nie trawię jak głosu wokalisty UB40. Liczyłem że ponowne zmierzenie się z tym coverem przyniesie może jakieś olśnienie i przez chwilę była na to nadzieja, bo gdy wjeżdża początkowy breakbeat mam feelsy jakbym słuchał debiutu Massive Attack, niestety już po chwili czar pryska za sprawą obskurnych MIDI trąbek i wjeżdża tani umpa umpa reggae bicik. Niby digital reggae na pełnej ale no w połączeniu z klasykiem Elvisa wychodzi z tego niestrawny bigos. Podkład rodem z karaoke i wokal za którym nie przepadam, to nie mogło się udać a początek dawał złudne nadzieje...
Joe Cocker - Don't Let Me Be Misunderstood
Początkowo nawet ucieszyłem się na tę myśl że przyjdzie mi słuchać jakiejś odświeżonej wersji z lat 90., sam mam wszak miłe dla mnie wspomnienie z odświeżoną wersją utworu Bajmu który wrzucałem do bestki. Potem odpaliłem i pomyślałem sobie, nie nie nie, to jest jakaś kaszana, to jest wielki utwór a tu tak byle jak potraktowany... No więc wróciłem i odpaliłem sobie ten kawałek w oryginale. Potem odpaliłem znaną mi wersję Santa Esmeralda wykorzystaną w Kill Billu. Potem jeszcze Ninę Simone, i dopiero wróciłem do tej wersji Cockera '96. I wtedy dopiero coś kliknęło. Bo ta wersja ma ten luz i lekkość której tamtym bardziej monumentalnym wersjom brak. No i nie jest to o tyle funky co zwyczajnie reggae, klawisze wszystko ładnie zdradzają, i jak to że reggae cover z lat 90. mi leży? Ano bo w przeciwieństwie do UB40 jest to zagrane "organic" jak i tytuł płyty wskazuje. To chyba faktycznie był hicik, możliwe że nawet widywałem klip do tej wersji na VH1 po latach, ale dla mnie to jest jak przyjemny obskjur z lat 90., może z uwagi na moje grube braki w znajomości muzyki z tamtej epoki. W każdym razie - dla TAKICH wrzutek warto brać udział w tej zabawie.
Tribe - Easter Dinner
Na wstępie mały wtręt - ciekawe ile munlup ma jeszcze takich wielkanocnych numerów z Easter w tytule? Hehe.
A teraz do rzeczy bo słucham, słucham i nie bardzo wiem co napisać o tym numerze. Fajne w sumie jest to że kolega Kuba potrafi wyciągnąć numer jakiejś kapeli co to zrobiła grę wideo w którą grało 10 osób hehe wiadomo że wiecej ale wiecie ocb. Dla tego typu obskjurów też warto tu brać udział ale nie wszystko to jakieś perły. To jest ot najntisowy rock z babką na wokalu i okraszony klawiszem przez co brzmi nieco specyficznie. Może problemem jest dla mnie to że nie mam za bardzo do czego odnieść tego numeru (kolega mój stwierdził że to brzmi jak Blondie, trochę tak i trochę nie), jest unikatowy na swój sposób i jednocześnie trochę nijaki? Pierwsze co przychodziło mi do głowy po odsłuchu to żeby zaraz potem puścić sobie Peacock Palace od mentosa, dla mnie ten sam typ zapomnianego rocka lat 90. z kobiecym wokalem. Takie lekkie, nawet przyjemne a jednocześnie mocno przeciętne. Jedno co wiem - strasznie kijowo się urywa na końcu i to tylko pogłębia mój mindfuck bo nim zdążę ułożyć myśli wybrzmiewa ostatnia nuta i po mentosowemu NIE WIEM. Trochę fajne bo obskjurowe i pod tym kątem cenię, jako taką ciekawostkę ale poza tym muzycznie przelatuje miałko przez uszy. Miał Kuba w bestce fajniejsze perełki obskjurowe typu Egyptian Nursery czy Ben Folds Five. Wybacz kolego wiem że tego nie znosisz ale ode mnie naprawdę dzisiaj KCIUK W BOK.
Death Grips - Culture Shock
W pierwszej chwili jak słuchałem to pomyślałem że no taka faktycznie kontynuacja poprzedniej wrzutki od JPEGMAFIA no ale trochę tak a trochę nie (popularne określenie w tej kolejce u mnie). Słucham, słucham i znów mam mindfuck bo jedyne co pamiętam z tego numeru to ten zglitchowany bit i powtarzana fraza KU KU KULCIOR SZAK KULCIOR SZAK. Może bit za głośno jest zmiksowany względem wokali i zwrotki przelatują przez uszy w ogóle nie zaczepiwszy się nawet na moment i nic nie wyłapuję i nic nie wynoszę z tego numeru. Rzuciłem uchem na Twoje boobz, no czuć tu jakieś echa tej muzyki faktycznie. Niemniej skoro z tego rapu nic nie wynoszę lirycznie a muzyka robi mi tylko mindfuck to jest to dla mnie też zwyczajnie ciekawostka i to trochę mało, zwlaszcza że sam opis numeru był o wiele ciekawszy tym razem. JPEGmafia była dużo bardziej tradycyjna w budowie w swym kawałku i łatwo łykałem, tu nie hejtuję ale odbijam się i idę dalej. Myślę że tak nieraz bywa w tej bestce że numery związane z bardziej osobistym tłem bez niego nie są w stanie przekazać pewnych feelsów, wspominałeś o jakiejś angstowości ale jednak numer dałeś faktycznie bardziej ułożony, może trochę szkoda? Nie wiem, nie moja bestka, podobnie jak kolega Hien doceniam tu bardziej rozwój w samym podejściu do naszej zabawy, cytując klasyka powiem że "Czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko"
ABBA - Super Trouper
Tu przyznaje przewróciłem oczyma na sam widok tej wrzutki, ABBY raczej nie słucham, co najwyżej szanuję i to raczej muzyka mojej mamy niż moja. Ich muzyka przeważnie dzieliła się na numery bardziej popowe i te bardziej dyskotekowe, ja z reguły zawszę wolałem ich bardziej disco odsłonę. Super Trouper należy dla mnie bardziej do tej popowej odsłony i nie przepadałem nigdy za tym numerem prawdę mówiąc ale osłuchując go teraz byłem w stanie coś fajnego z niego wyciągnąć. Po pierwsze fajnie się wkomponował na liście i był trochę balsamem na uszy po słuchaniu Death Grips, coś prostego, lekkiego i zrozumiałego dla głowy. Leciutki popik z dzwoneczkami w tle, w refrenie spodobało mi się brzmienie syntezatora którego w ogóle nie kojarzyłem. Powiedzmy że przez te kilka odsłuchów oswoiłem ten numer w moich uszach i będzie od teraz tolerowany ale dzieci z tego nie będzie.
Neutral Milk Hotel - In The Aeroplane Over The Sea
Na wstępie mały wtręt (już macie deja vu?) - SKĄDŚ KOJARZĘ TĘ OKŁADKĘ. Ktoś ze znajomych musiał kiedyś wrzucać coś z tej płyty chyba na fejsika.
Co do numeru samego w sobie to faktycznie brzmi jednak jak jakiś mentos-core, bo choć Seba stara się rurznymi klimatami nas raczyć to jednak czuć że gitarowe granie w różnych formach jest mu najbliższe. Piosenka w sumie całkiem ładną melodię posiada, ma to klimat jakichś piosenek dawnych w stylu Beatlesów czy chu. wie kogo. Fajnie delikatnie buja człowiekiem ten numer, to jest takie gitarowe wiosenne granie jakiego chyba oczekiwałem od kolegi munlupa, może Wy się wymieniliście wrzutami w tej kolejce? A co to tak dętego pogrywa, czy to nie jest poznawany przed rokiem na płycie Nonsuch flugelhorn? Strzelam, udaję znawcę nagle. No i co tak tam jęczy przez długi czas, na pile ktoś gra? Ciekawe to wszystko jest, fajne i ładne w sumie. Bardzo KONWENCJONALNA wrzuta jak na naszego Sebę. Daję okejkę, myślałem że NIE WIEM ale nie, jednak wiem, dość łatwo ten numer wchodził i szybko, musiał tylko dogonić resztę bo wjechał ostatni w kolejkę.
Także tego no, kolejka to rozmaita była i trudna początkowo dość a w sumie i nadal do końca pewnych rzeczy nie wiem ale wiem że tłuczenie tej muzy dalej obecnie nic nie da. Nic mnie nie porwało, trochę afirmacja rzetelności ostra tym razem weszła.
Wujas w tej 25. jest jak na jakimś srogim rollercoasterze z lat 90., raz trafia w sedno (U2, Babylon Zoo), raz totalnie chybi (Janson, Kowalska), tym razem niestety znów mu wózek spadł na dół bo mało czego tak nie trawię jak głosu wokalisty UB40. Liczyłem że ponowne zmierzenie się z tym coverem przyniesie może jakieś olśnienie i przez chwilę była na to nadzieja, bo gdy wjeżdża początkowy breakbeat mam feelsy jakbym słuchał debiutu Massive Attack, niestety już po chwili czar pryska za sprawą obskurnych MIDI trąbek i wjeżdża tani umpa umpa reggae bicik. Niby digital reggae na pełnej ale no w połączeniu z klasykiem Elvisa wychodzi z tego niestrawny bigos. Podkład rodem z karaoke i wokal za którym nie przepadam, to nie mogło się udać a początek dawał złudne nadzieje...
Joe Cocker - Don't Let Me Be Misunderstood
Początkowo nawet ucieszyłem się na tę myśl że przyjdzie mi słuchać jakiejś odświeżonej wersji z lat 90., sam mam wszak miłe dla mnie wspomnienie z odświeżoną wersją utworu Bajmu który wrzucałem do bestki. Potem odpaliłem i pomyślałem sobie, nie nie nie, to jest jakaś kaszana, to jest wielki utwór a tu tak byle jak potraktowany... No więc wróciłem i odpaliłem sobie ten kawałek w oryginale. Potem odpaliłem znaną mi wersję Santa Esmeralda wykorzystaną w Kill Billu. Potem jeszcze Ninę Simone, i dopiero wróciłem do tej wersji Cockera '96. I wtedy dopiero coś kliknęło. Bo ta wersja ma ten luz i lekkość której tamtym bardziej monumentalnym wersjom brak. No i nie jest to o tyle funky co zwyczajnie reggae, klawisze wszystko ładnie zdradzają, i jak to że reggae cover z lat 90. mi leży? Ano bo w przeciwieństwie do UB40 jest to zagrane "organic" jak i tytuł płyty wskazuje. To chyba faktycznie był hicik, możliwe że nawet widywałem klip do tej wersji na VH1 po latach, ale dla mnie to jest jak przyjemny obskjur z lat 90., może z uwagi na moje grube braki w znajomości muzyki z tamtej epoki. W każdym razie - dla TAKICH wrzutek warto brać udział w tej zabawie.
Tribe - Easter Dinner
Na wstępie mały wtręt - ciekawe ile munlup ma jeszcze takich wielkanocnych numerów z Easter w tytule? Hehe.
A teraz do rzeczy bo słucham, słucham i nie bardzo wiem co napisać o tym numerze. Fajne w sumie jest to że kolega Kuba potrafi wyciągnąć numer jakiejś kapeli co to zrobiła grę wideo w którą grało 10 osób hehe wiadomo że wiecej ale wiecie ocb. Dla tego typu obskjurów też warto tu brać udział ale nie wszystko to jakieś perły. To jest ot najntisowy rock z babką na wokalu i okraszony klawiszem przez co brzmi nieco specyficznie. Może problemem jest dla mnie to że nie mam za bardzo do czego odnieść tego numeru (kolega mój stwierdził że to brzmi jak Blondie, trochę tak i trochę nie), jest unikatowy na swój sposób i jednocześnie trochę nijaki? Pierwsze co przychodziło mi do głowy po odsłuchu to żeby zaraz potem puścić sobie Peacock Palace od mentosa, dla mnie ten sam typ zapomnianego rocka lat 90. z kobiecym wokalem. Takie lekkie, nawet przyjemne a jednocześnie mocno przeciętne. Jedno co wiem - strasznie kijowo się urywa na końcu i to tylko pogłębia mój mindfuck bo nim zdążę ułożyć myśli wybrzmiewa ostatnia nuta i po mentosowemu NIE WIEM. Trochę fajne bo obskjurowe i pod tym kątem cenię, jako taką ciekawostkę ale poza tym muzycznie przelatuje miałko przez uszy. Miał Kuba w bestce fajniejsze perełki obskjurowe typu Egyptian Nursery czy Ben Folds Five. Wybacz kolego wiem że tego nie znosisz ale ode mnie naprawdę dzisiaj KCIUK W BOK.
Death Grips - Culture Shock
W pierwszej chwili jak słuchałem to pomyślałem że no taka faktycznie kontynuacja poprzedniej wrzutki od JPEGMAFIA no ale trochę tak a trochę nie (popularne określenie w tej kolejce u mnie). Słucham, słucham i znów mam mindfuck bo jedyne co pamiętam z tego numeru to ten zglitchowany bit i powtarzana fraza KU KU KULCIOR SZAK KULCIOR SZAK. Może bit za głośno jest zmiksowany względem wokali i zwrotki przelatują przez uszy w ogóle nie zaczepiwszy się nawet na moment i nic nie wyłapuję i nic nie wynoszę z tego numeru. Rzuciłem uchem na Twoje boobz, no czuć tu jakieś echa tej muzyki faktycznie. Niemniej skoro z tego rapu nic nie wynoszę lirycznie a muzyka robi mi tylko mindfuck to jest to dla mnie też zwyczajnie ciekawostka i to trochę mało, zwlaszcza że sam opis numeru był o wiele ciekawszy tym razem. JPEGmafia była dużo bardziej tradycyjna w budowie w swym kawałku i łatwo łykałem, tu nie hejtuję ale odbijam się i idę dalej. Myślę że tak nieraz bywa w tej bestce że numery związane z bardziej osobistym tłem bez niego nie są w stanie przekazać pewnych feelsów, wspominałeś o jakiejś angstowości ale jednak numer dałeś faktycznie bardziej ułożony, może trochę szkoda? Nie wiem, nie moja bestka, podobnie jak kolega Hien doceniam tu bardziej rozwój w samym podejściu do naszej zabawy, cytując klasyka powiem że "Czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko"
ABBA - Super Trouper
Tu przyznaje przewróciłem oczyma na sam widok tej wrzutki, ABBY raczej nie słucham, co najwyżej szanuję i to raczej muzyka mojej mamy niż moja. Ich muzyka przeważnie dzieliła się na numery bardziej popowe i te bardziej dyskotekowe, ja z reguły zawszę wolałem ich bardziej disco odsłonę. Super Trouper należy dla mnie bardziej do tej popowej odsłony i nie przepadałem nigdy za tym numerem prawdę mówiąc ale osłuchując go teraz byłem w stanie coś fajnego z niego wyciągnąć. Po pierwsze fajnie się wkomponował na liście i był trochę balsamem na uszy po słuchaniu Death Grips, coś prostego, lekkiego i zrozumiałego dla głowy. Leciutki popik z dzwoneczkami w tle, w refrenie spodobało mi się brzmienie syntezatora którego w ogóle nie kojarzyłem. Powiedzmy że przez te kilka odsłuchów oswoiłem ten numer w moich uszach i będzie od teraz tolerowany ale dzieci z tego nie będzie.
Neutral Milk Hotel - In The Aeroplane Over The Sea
Na wstępie mały wtręt (już macie deja vu?) - SKĄDŚ KOJARZĘ TĘ OKŁADKĘ. Ktoś ze znajomych musiał kiedyś wrzucać coś z tej płyty chyba na fejsika.
Co do numeru samego w sobie to faktycznie brzmi jednak jak jakiś mentos-core, bo choć Seba stara się rurznymi klimatami nas raczyć to jednak czuć że gitarowe granie w różnych formach jest mu najbliższe. Piosenka w sumie całkiem ładną melodię posiada, ma to klimat jakichś piosenek dawnych w stylu Beatlesów czy chu. wie kogo. Fajnie delikatnie buja człowiekiem ten numer, to jest takie gitarowe wiosenne granie jakiego chyba oczekiwałem od kolegi munlupa, może Wy się wymieniliście wrzutami w tej kolejce? A co to tak dętego pogrywa, czy to nie jest poznawany przed rokiem na płycie Nonsuch flugelhorn? Strzelam, udaję znawcę nagle. No i co tak tam jęczy przez długi czas, na pile ktoś gra? Ciekawe to wszystko jest, fajne i ładne w sumie. Bardzo KONWENCJONALNA wrzuta jak na naszego Sebę. Daję okejkę, myślałem że NIE WIEM ale nie, jednak wiem, dość łatwo ten numer wchodził i szybko, musiał tylko dogonić resztę bo wjechał ostatni w kolejkę.
Także tego no, kolejka to rozmaita była i trudna początkowo dość a w sumie i nadal do końca pewnych rzeczy nie wiem ale wiem że tłuczenie tej muzy dalej obecnie nic nie da. Nic mnie nie porwało, trochę afirmacja rzetelności ostra tym razem weszła.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
I słychać echo naszych bestek. Czuję się lepiej, jak jest ładna pogoda, lepiej się czuję, kiedy świeci słońce... przez ostatnie trzy dni cały czas leci mi to w głowie. Mam nadzieję, że jeszcze dziś wjedzie 12. kolejka, na to się w każdym razie zanosi.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Z góry dzięki, Melki
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Gil Scott-Heron & Brian Jackson The Bottle
Cóż byśmy uczynili, gdyby nie GTA? Potężna skarbnica muzyki kolejny raz dostarcza interesującą treść. Ciemne rytmy. Nie wybija się to specjalnie ponad podstawowe wyobrażenia nt. soulu czy dżezu w tej formie. Flecik jako jedyny wyróżnik jest sobie i nie przeszkadza, ale i nie grzeje zbytnio. Przy okazji nocnych posiedzeń przy Radiu RAM w opuszczonym już przeze mnie mieszkaniu na Komandorskiej pewnie siadłoby trochę lepiej. Jest groove, ale dość drewniany. Klawisze, wokal, perka bez większego wyrazu. Tekstowo zwracam uwagę za radą Jacka, ale nie mam większej potrzeby poszukiwania tej tematyki w tej stylistyce. Niby ważne, ale po lekturze opisu trochę temat przebrnięty bez wyraźniejszego zagłębienia. Nie wywodzę się z rejonu i środowiska pełnego abstynentów, w takim opakowaniu jest to coś obcego dla mnie. Niezgodność elementów składających się na całość. Bardziej jak ciekawostka niż coś, co mógłbym regularnie słuchać. Po wrzutce z Husky nie mogę znaleźć punktu zaczepienia...
Tribe Easter Dinner
Brzmi to jak coś, co w mojej wyobraźni mogłoby spokojnie hulać po rockowych rozgłośniach i programach muzycznych w tym kraju. Dzisiaj nie brzmi tak źle, żeby nie móc do tego wracać. Ciekawy refren to trochę za mało, biorąc pod uwagę nieangażującą całą resztę. Nie jestem gitarowy chłopiec, ale te klawisze trochę organowe, trochę efekt na meczu bejsbolowym dezorientują. Jednocześnie pasują i urozmaicają, a z drugiej strony budzą uśmiech na twarzy. Krótki kawałek, który z pewnością lepiej siada osłuchanym w takiej muzie latami. Jeśli to nie są obskjury mające faktycznie jakiś wybitny wyróżnik, to albo zaskoczą po dłuuuższym czasie albo też lądują na półce rzeczy poznanych, zaakceptowanych i z pełną świadomością pomijanych. Specyficzny rytm w refrenie to za mało, bo wokal też bez tego OGNIA i charyzmy.
UB40 Can't Help Falling In Love
To chyba nie jest mandela effect, ale ludzie odpowiedzialni za repertuar w polskich radiostacjach darzą ten kawałek sporą sympatią. Kojarzę go przede wszystkim z wielogodzinnych posiadówek domowych przy odbiornikach. Oczywiście nie siedzę po prostu przy wieży tylko zajmuję się resorakami, nie wiem, notuję sobie rzeczy, coś w ten deseń. Reggae w pościelowej formie, które nie odrzuca charakterystycznym wzorcem aranżu. Nałożony na klasyka cenionego przez słuchaczy za pierwszym razem może przejść przez uszy kompletnie niewychwycony. Nie umiem się do tego ustosunkować inaczej jak do powietrza. Numer był obecny w moim dzieciństwie, tam pewnie go zostawię, to specyficznie wrażenie ciągnęło się przy okazji każdego poczynionego odsłuchu. W wykonaniu innych artystów nigdy mojego serduszka nie roztopił.
ABBA Super Trouper
Nie lubię filmów muzycznych i musicali. Jako człowiek od sztuk performatywnych dla bycia lepiej obeznanym jestem w stanie oglądać, ale albo nie trafiłem na coś wybitnie napisanego pode mnie albo jestem pozbawiony tego promila wrażliwości odpowiedzialnego ze poruszenie związane ze sztuką tego formatu. Lubię ABBĘ w wymiarze czysto muzycznym, a cała dodatkowa warstwa wizualna robi z tego jakąś niewyobrażalnie przesadzoną maskaradę i konwencję, na którą reaguję alergicznie. Super Duper jest dobrym kawałkiem, może nie najmocniejszą kartą w rękach zespołu, ale trudno im zarzucić jakiegoś wybitnie nieudanego singla. Zapodany tutaj groove siada mi znacznie lepiej niż we wrzutce komentowanej parę pięter wyżej. Rozczulające są te lekko kiczowate syntezatorki w refrenie. Wiedzieli kiedy zawinąć się ze sceny. Wiedzieli kiedy wrócić na chwilę, żeby zrobić odpowiednio długo roztoczony dym na nowo. Linijki zapadające w pamięć, oczywiście nie słyszę tego kawałka pierwszy raz dzięki uprzejmości Melkiego. Wiele frajdy dało mi poznanie kompilacji ABBA Gold, praktycznie banger za bangerem. Zainteresowali mnie studyjnym powrotem w 2021 roku, zresztą pisałem o tym tutaj na forum. Rozmawiałem z paroma znajomymi na ten temat, w niektórych piosenkach zespół naprawdę dał radę. Jakiś czas tłukłem Don't Shut Me Down, bo to jest nowa stara dobra ABBA... a Super Trouper to po prostu stara stara dobra ABBA, o której wiele pisać nie trzeba.
Joe Cocker Dont Let Me Be Misunderstood
Oj, jak ja uwielbiałem w późnej podstawówie jego Summer in the City. Na potrzeby bestki pogłówkowałem i przypominałem sobie, że przez parę dni w tamtym czasie zainteresowałem się jego twórczością na poważnie. Utkwił mi w głowie pojedynczy kadr z jednego z ostatnich koncertów. Kojarzę niebieskie światła, sporo błysków lamp, może telefonów, mocno dotkniętą upływającym czasem twarz i solidny głos. Nie wiem, co on tam śpiewał, zostały resztki wspomnienia w samym obrazku, szkielecie sytuacji. No i pamięć o Summer in the City tłuczonym na Nokii XpressMusic oczywiście. Kojarzę również kilka innych jego udanych strzałów, takich jak You Can Leave Your Hat On czy Unchain My Heart. Lata świetlne nie wracałem do tych nagrań. Traktuję je trochę mniej jak powietrze, porównując do UB40 chociazby. Łączyło mnie z nimi coś więcej. Nie miałem jednak oczekiwań względem wrzuty deva, bo tego numeru kompletnie nie kojarzyłem. Nie wiem czemu, ale gdyby nie Cocker to brzmi mi to jak Pudelsi z Wolności słowa czy coś lol Nigdy bym nie przyłożył takich rytmów do Kokersa, nigdy w życiu. Bardzo ciekawe połączenie, bo ostatecznie ten charakterystyczny głos tutaj się sprawdza. Przyjemny groove, dobrze brzmiące klawisze, przepalony wokal przy tak płynącym aranżu zaskakująco pasuje. Do tego chórki nie brzmią jak jakieś Alibabki wyciągnięte z szafy na rzeczy przeżarte przez mole. Dobrutkie, przyjęło się po czasie.
NMH In the Aeroplane Over the Sea
Tak z czysto technicznych względów to Seba nie zajumał mi wrzuty, bo NMH nie uwzględniłem ani w utworach, ani w albumach, ale... ten numer pojawiłby się na cały czas rozrastającej się ławce rezerwowych. Prędzej wrzuciłbym całą płytę, a jak już coś wybrać z niej, to właśnie track tytułowy. Trafili do mnie pośrednio w pakiecie z Death Grips, My Bloody Valentine. Nie kupuję tak dużego hajpu na ten krążek w PEWNYCH kręgach niszowych, ale jestem w stanie docenić kreatywność i sprawność niektórych rozwiązań. Nie da się ukryć, że jeśli Seba chce nas zaskakiwać lub wprowadzać elementy kontrowersji, to zazwyczaj mówi to o kawałkach, które w ogóle tak nie działają xD Wręcz prędzej czy później takich propozycji można by się spodziewać, to pewnie o czymś świadczy czy coś. Dzisiaj już nie mam potrzeby powrotów do całej Aeroplane, ale Last mi podpowiada, że pod koniec liceum było grillowane... a wtedy scrobble liczyły się tylko przy okazji odsłuchów na laptopie, przynajmniej drugie tyle (bez śladów na Laście) natłukłem w drodze z/do szkoły lub przy okazji innych podróży. Jak na mentosową propozycję przystało - ma w sobie coś teatralnego, konceptualnego, a pod hehe opakowaniem jest gęsto od rzeczy i zabiegów rurznych. Pozorna sielanka i lekkość przełamana tym specyficznym, ostrym, surowym brzmieniem wietrznym od zawsze robi na mnie wrażenie. Subtelnymi środkami wjeżdża tutaj mocna psychodela, rozstrojenie zmysłów, niepokojący dysonans. Może dlatego nie mam psychy odpalić całości, bo to jednak jak wejście do tej samej rzeki, na pewno nie teraz. W którymś momencie te cztery lata temu coś w głowie kliknęło i od tamtej pory mam do tej muzyki spory szacunek, ale nie mam potrzeby wracać do wszystkiego. Taka pojedyncza muzyczna pocztówka z tamtych lat wystarcza w zupełności, choć i tak musiałem jeszcze najlepiej zapamiętany fragment oblecieć (następne dwa numery).
Do połowy solidnie się męczyłem, a potem zaskakująco znajomo i przyjemnie, ciekawie wyszło. Smacznych jajek i mokrego dyngusa śmigusa!
Cóż byśmy uczynili, gdyby nie GTA? Potężna skarbnica muzyki kolejny raz dostarcza interesującą treść. Ciemne rytmy. Nie wybija się to specjalnie ponad podstawowe wyobrażenia nt. soulu czy dżezu w tej formie. Flecik jako jedyny wyróżnik jest sobie i nie przeszkadza, ale i nie grzeje zbytnio. Przy okazji nocnych posiedzeń przy Radiu RAM w opuszczonym już przeze mnie mieszkaniu na Komandorskiej pewnie siadłoby trochę lepiej. Jest groove, ale dość drewniany. Klawisze, wokal, perka bez większego wyrazu. Tekstowo zwracam uwagę za radą Jacka, ale nie mam większej potrzeby poszukiwania tej tematyki w tej stylistyce. Niby ważne, ale po lekturze opisu trochę temat przebrnięty bez wyraźniejszego zagłębienia. Nie wywodzę się z rejonu i środowiska pełnego abstynentów, w takim opakowaniu jest to coś obcego dla mnie. Niezgodność elementów składających się na całość. Bardziej jak ciekawostka niż coś, co mógłbym regularnie słuchać. Po wrzutce z Husky nie mogę znaleźć punktu zaczepienia...
Tribe Easter Dinner
Brzmi to jak coś, co w mojej wyobraźni mogłoby spokojnie hulać po rockowych rozgłośniach i programach muzycznych w tym kraju. Dzisiaj nie brzmi tak źle, żeby nie móc do tego wracać. Ciekawy refren to trochę za mało, biorąc pod uwagę nieangażującą całą resztę. Nie jestem gitarowy chłopiec, ale te klawisze trochę organowe, trochę efekt na meczu bejsbolowym dezorientują. Jednocześnie pasują i urozmaicają, a z drugiej strony budzą uśmiech na twarzy. Krótki kawałek, który z pewnością lepiej siada osłuchanym w takiej muzie latami. Jeśli to nie są obskjury mające faktycznie jakiś wybitny wyróżnik, to albo zaskoczą po dłuuuższym czasie albo też lądują na półce rzeczy poznanych, zaakceptowanych i z pełną świadomością pomijanych. Specyficzny rytm w refrenie to za mało, bo wokal też bez tego OGNIA i charyzmy.
UB40 Can't Help Falling In Love
To chyba nie jest mandela effect, ale ludzie odpowiedzialni za repertuar w polskich radiostacjach darzą ten kawałek sporą sympatią. Kojarzę go przede wszystkim z wielogodzinnych posiadówek domowych przy odbiornikach. Oczywiście nie siedzę po prostu przy wieży tylko zajmuję się resorakami, nie wiem, notuję sobie rzeczy, coś w ten deseń. Reggae w pościelowej formie, które nie odrzuca charakterystycznym wzorcem aranżu. Nałożony na klasyka cenionego przez słuchaczy za pierwszym razem może przejść przez uszy kompletnie niewychwycony. Nie umiem się do tego ustosunkować inaczej jak do powietrza. Numer był obecny w moim dzieciństwie, tam pewnie go zostawię, to specyficznie wrażenie ciągnęło się przy okazji każdego poczynionego odsłuchu. W wykonaniu innych artystów nigdy mojego serduszka nie roztopił.
ABBA Super Trouper
Nie lubię filmów muzycznych i musicali. Jako człowiek od sztuk performatywnych dla bycia lepiej obeznanym jestem w stanie oglądać, ale albo nie trafiłem na coś wybitnie napisanego pode mnie albo jestem pozbawiony tego promila wrażliwości odpowiedzialnego ze poruszenie związane ze sztuką tego formatu. Lubię ABBĘ w wymiarze czysto muzycznym, a cała dodatkowa warstwa wizualna robi z tego jakąś niewyobrażalnie przesadzoną maskaradę i konwencję, na którą reaguję alergicznie. Super Duper jest dobrym kawałkiem, może nie najmocniejszą kartą w rękach zespołu, ale trudno im zarzucić jakiegoś wybitnie nieudanego singla. Zapodany tutaj groove siada mi znacznie lepiej niż we wrzutce komentowanej parę pięter wyżej. Rozczulające są te lekko kiczowate syntezatorki w refrenie. Wiedzieli kiedy zawinąć się ze sceny. Wiedzieli kiedy wrócić na chwilę, żeby zrobić odpowiednio długo roztoczony dym na nowo. Linijki zapadające w pamięć, oczywiście nie słyszę tego kawałka pierwszy raz dzięki uprzejmości Melkiego. Wiele frajdy dało mi poznanie kompilacji ABBA Gold, praktycznie banger za bangerem. Zainteresowali mnie studyjnym powrotem w 2021 roku, zresztą pisałem o tym tutaj na forum. Rozmawiałem z paroma znajomymi na ten temat, w niektórych piosenkach zespół naprawdę dał radę. Jakiś czas tłukłem Don't Shut Me Down, bo to jest nowa stara dobra ABBA... a Super Trouper to po prostu stara stara dobra ABBA, o której wiele pisać nie trzeba.
Joe Cocker Dont Let Me Be Misunderstood
Oj, jak ja uwielbiałem w późnej podstawówie jego Summer in the City. Na potrzeby bestki pogłówkowałem i przypominałem sobie, że przez parę dni w tamtym czasie zainteresowałem się jego twórczością na poważnie. Utkwił mi w głowie pojedynczy kadr z jednego z ostatnich koncertów. Kojarzę niebieskie światła, sporo błysków lamp, może telefonów, mocno dotkniętą upływającym czasem twarz i solidny głos. Nie wiem, co on tam śpiewał, zostały resztki wspomnienia w samym obrazku, szkielecie sytuacji. No i pamięć o Summer in the City tłuczonym na Nokii XpressMusic oczywiście. Kojarzę również kilka innych jego udanych strzałów, takich jak You Can Leave Your Hat On czy Unchain My Heart. Lata świetlne nie wracałem do tych nagrań. Traktuję je trochę mniej jak powietrze, porównując do UB40 chociazby. Łączyło mnie z nimi coś więcej. Nie miałem jednak oczekiwań względem wrzuty deva, bo tego numeru kompletnie nie kojarzyłem. Nie wiem czemu, ale gdyby nie Cocker to brzmi mi to jak Pudelsi z Wolności słowa czy coś lol Nigdy bym nie przyłożył takich rytmów do Kokersa, nigdy w życiu. Bardzo ciekawe połączenie, bo ostatecznie ten charakterystyczny głos tutaj się sprawdza. Przyjemny groove, dobrze brzmiące klawisze, przepalony wokal przy tak płynącym aranżu zaskakująco pasuje. Do tego chórki nie brzmią jak jakieś Alibabki wyciągnięte z szafy na rzeczy przeżarte przez mole. Dobrutkie, przyjęło się po czasie.
NMH In the Aeroplane Over the Sea
Tak z czysto technicznych względów to Seba nie zajumał mi wrzuty, bo NMH nie uwzględniłem ani w utworach, ani w albumach, ale... ten numer pojawiłby się na cały czas rozrastającej się ławce rezerwowych. Prędzej wrzuciłbym całą płytę, a jak już coś wybrać z niej, to właśnie track tytułowy. Trafili do mnie pośrednio w pakiecie z Death Grips, My Bloody Valentine. Nie kupuję tak dużego hajpu na ten krążek w PEWNYCH kręgach niszowych, ale jestem w stanie docenić kreatywność i sprawność niektórych rozwiązań. Nie da się ukryć, że jeśli Seba chce nas zaskakiwać lub wprowadzać elementy kontrowersji, to zazwyczaj mówi to o kawałkach, które w ogóle tak nie działają xD Wręcz prędzej czy później takich propozycji można by się spodziewać, to pewnie o czymś świadczy czy coś. Dzisiaj już nie mam potrzeby powrotów do całej Aeroplane, ale Last mi podpowiada, że pod koniec liceum było grillowane... a wtedy scrobble liczyły się tylko przy okazji odsłuchów na laptopie, przynajmniej drugie tyle (bez śladów na Laście) natłukłem w drodze z/do szkoły lub przy okazji innych podróży. Jak na mentosową propozycję przystało - ma w sobie coś teatralnego, konceptualnego, a pod hehe opakowaniem jest gęsto od rzeczy i zabiegów rurznych. Pozorna sielanka i lekkość przełamana tym specyficznym, ostrym, surowym brzmieniem wietrznym od zawsze robi na mnie wrażenie. Subtelnymi środkami wjeżdża tutaj mocna psychodela, rozstrojenie zmysłów, niepokojący dysonans. Może dlatego nie mam psychy odpalić całości, bo to jednak jak wejście do tej samej rzeki, na pewno nie teraz. W którymś momencie te cztery lata temu coś w głowie kliknęło i od tamtej pory mam do tej muzyki spory szacunek, ale nie mam potrzeby wracać do wszystkiego. Taka pojedyncza muzyczna pocztówka z tamtych lat wystarcza w zupełności, choć i tak musiałem jeszcze najlepiej zapamiętany fragment oblecieć (następne dwa numery).
Do połowy solidnie się męczyłem, a potem zaskakująco znajomo i przyjemnie, ciekawie wyszło. Smacznych jajek i mokrego dyngusa śmigusa!
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Gil Scott-Heron & Brian Jackson - The Bottle
Zaczynamy od razu na imprezowo. W sumie to śmieszne, że prawie nigdy nie słucham z własnej woli takiej muzyki, ale, jeśli już leci, to niemal zawsze mi się podoba, wkręcam się, bujam, po prostu dobrze, lekko, świeżo to brzmi, wokalista ma przyjemny głos, który nie wychodzi wyżej niż potrzeba. Fajny, lekki bicik, fajnie brzmiące perkusjonalia, wprowadzający lekko bajkowy nastrój flet, TEN GŁOS, jest dobrze, w tym się można zatracić. To by mogło i latem prowadzić do zabawy, i zimą rozgrzewać. Tekst nawet nie wiem, czy współgra z wykonaniem, nie znam za dobrze konwencji, ale kojarzy mi się to z Jethro Tull, Anderson potrafił niejedną piosenkę wyśpiewać, że człowiek się zastanawiał, czy on wykpiwa poważne tematy, czy uwzniośla prostaczków, czy przedstawia perwersję jako coś śmiesznego itd. A tu mamy zabawę, przy której spokojnie można by się czegoś napić z tekstem o skutkach alkoholizmu. Ja to kupuję, bardzo mi się kawałek podoba i proszę o więcej! Ale ten bit jest dobry!
Tribe - Easter Dinner
Kontynuacja poprzedniej wrzutki, właściwie jedno przechodzi płynnie w drugie, co tutaj nie jest bynajmniej oczywistością, często bywa wręcz przeciwnie. Fajny jest ten bit na początku, od razu kojarzy się z klimatem starych filmów. Klawisze/organy budują fajny klimat, a potem wchodzi ten cudny fragment: "You haven't said anything at all you could be
Just a photo on the wall you can see
You can't cut, I cannot bleed
Relieved to see my dreams recede"
i ja jestem zupełnie kupiony, nawet jeśli kolejny wers zaburza ten klimat. Mamy więc miks momentów z marszu wchodzących i takich "przeszkadzających". I faktycznie, jak to kolega Mudżyna mówił, przywodzi to na myśl Blondie, coś w tym jest, zwłaszcza tam, gdzie słychać wielogłosy. Mocna rzecz, duet z początku wygrywa tę kolejkę zdecydowanie. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jest świetnie, a mogłoby być genialnie, może jakaś instrumentalna sekcja, może dłuższe zakończenie? Nieważne, dla tego jednego fragmentu choćby będzie się wracać. Pięknie jest!
UB40 - Can't Help Falling In Love
Aż się zdziwiłem, ile to ma lat! W sumie to kojarzy mi się ten kawałek ze starym przebojem, do którego chyba nigdy nie sięgnąłem z własnej woli (do Red, Red Wine tak). Tempo utworu skojarzyło mi się z robotą, którą ostatnio wykonywałem i musiałem pracować baaaardzo wolno z uwagi na ciągle padający sprzęt, nie było to miłe, wręcz ciśnienie rosło. Mam poczucie, że choć jestem raczej flegmatyczny i lubię w sumie wolne tempo (życia! nie to, co ostatnio!), to jednak w muzyce wolę żwawsze rytmy niż reggae. Nie przepadam za tym gatunkiem. Hien ma rację, przy sentymencie to mogłoby dobrze zadziałać, u mnie jednak takich odczuć nie ma. Posłuchałem paru innych wersji, w sumie ta Elvisa podobała mi się najbardziej, a ta Haley Reinhart wyjątkowo dłużyła się. To chyba nie są moje klimaty. Ale może coś o samym utworze. Dobra, w kolejnym odsłuchu nie zapadło mi nic zbytnio w pamięć. Kawałek w tej wersji jest po prostu letni. Może sobie lecieć w tle, w radiu, nie będę protestował. Jestem dziwnie przekonany, że jeśli sam to puszczę, to będę musiał być w jakimś mocno porytym humorze.
Death Grips - Culture Shock
To zdecydowanie najmniej świąteczna propozycja w zestawie i radykalna zmiana klimatu po poprzednich utworach. Faktycznie tym agresywnym elektrobitem przypomina wrzutkę z JPEGMafia, tyle że rzeczywiście, jest bardziej uporządkowane. Wstęp kompletnie od czapy, fajne są takie wejścia, gdybym sam miał coś tworzyć, to właśnie coś takiego od czapy chętnie bym zrobił
. Wokale o brzmieniu komputerowym, brzmi jakby to roboty śpiewały/rapowały i całkiem dobrze to wychodzi, choć momentami brzmi to aż zbyt mechanicznie i powtarzalnie, wprowadza jakiś taki dziwny vibe, jakby trans, generalnie mam poczucie, że tego się słucha dla klimatu, dla ogólnych wrażeń, bo przyznam, że nie za wiele pamiętam po wysłuchaniu, ale to się nie liczy, liczy się aura
. Tytuł nieźle pasuje do zawartości, choć chyba wrzucał już kolega bardziej radykalne treści
. To ciągłe powtarzanie wcale nie odbiera mu pewnego uroku. Rozumiem, że to mogło się nieźle wgryźć w mózg. Ciekawostka, ale do zaciekawienia.
Długo piszę o tej wrzutce, ale ciągle po drodze coś mi przychodzi do głowy, ciągle do czegoś wracam, piękne to jest! Wreszcie jest na to czas!
Joe Cocker - Don't Let Me Be Misunderstood
He, pierwszy raz usłyszałem to na jakiejś składance - aha, sprawdziłem to sobie i to była płyta The Animals - House of the Rising Sun (swoją drogą, skąd to się wzięło? Jakoś nie pamiętam, żeby w rodzinnym domu ktoś słuchał podobnych klimatów. Może zawieruszyło się, jak wiele innych rzeczy, w garażu?) Cockera zawsze kojarzyłem z kilku przebojów granych w radiu, takich jak Summer in the City, Tonight czy inne Unchain My Heart, ale jakoś nie wkręciłem się w niego (jak w Midnight Oil
). Ale głos mi się podobał i jakoś smutno się zrobiło, że faceta już nie ma.
Aha, z uwagi na te pierwsze odsłuchy kawałek kojarzy mi się cały czas z tą wersją Animalsów. Aż musiałem sobie ją przypomnieć przy tej okazji. Przesłuchałem sobie też wersję Santa Esmeraldy - bardzo rozrywkowa, w klimacie sporej letniej imprezy. Joe z pewnością trzyma się wolniejszego tempa, może nawet przez to jest bardziej intrygujący, mniej surowy. Dobrze się tego słucha, taka bardzo luzacka wersja, z puszczeniem oka do słuchacza, przyjemnie się Cockera słucha (jak zwykle zresztą, gość miał talent, żeby to, co wychodziło od niego - przynajmniej to, co znam - miało pewną niezaprzeczalną klasę). I nieźle buja. Jak reggae. Delikatnie, przyjemnie, z klasą i wbija się mocno do głowy, ten głos! Zdecydowanie było warto posłuchać pana Cockera po długiej przerwie.
Neutral Milk Hotel - In the Aeroplane Over the Sea
Po pierwszych dźwiękach myślałem, że wjedzie Muniek z Kingiem, taki folklor lokalny (może lepiej nie
). W sumie rzeczywiście ma to coś od wrzutek Hiena, jakby tu wjechało w którymś momencie PT i Wilson na wokalu, to też bym się nie zdziwił. Dobra, ale co jest, a nie co mogłoby być? Mamy sobie gitarowe granie z całkiem niezłym wokalistą, mamy wejście dosyć bezbarwnych instrumentów dętych, z upływem czasu gość z mikrofonem coraz bardziej podnosi głos i to chyba niepotrzebnie, całość utrzymana w takim letnim klimacie. Nawet ta linia wokalna płynie sobie mało zapamiętywalnie. Brzmi dosyć szorstko, ale chyba mieliśmy już tutaj trudniejsze rzeczy do przetrawienia, nie?
Nie za bardzo rozumiem, co w tym jest takiego bardzo kontrowersyjnego, w sumie to mi bardziej zgrzyta niż to coś, co słychać w tle. A bardziej polaryzujące ludzi klimaty to są, wystarczy poczytać o jakimś przeboju, który jedni kochają, a drudzy wręcz przeciwnie
. W sumie to jest to dla mnie ok, nie na każdą okazję, bo ten drący się gość i ta gitara wymagają jakiegoś wewnętrznego spokoju i chęci poznawania trochę obcych mi klimatów, ale jest ok.
I finito. Mamy to! Mam bigos! Mamy święta! Wszystkiego dobrego, Panowie!
Zaczynamy od razu na imprezowo. W sumie to śmieszne, że prawie nigdy nie słucham z własnej woli takiej muzyki, ale, jeśli już leci, to niemal zawsze mi się podoba, wkręcam się, bujam, po prostu dobrze, lekko, świeżo to brzmi, wokalista ma przyjemny głos, który nie wychodzi wyżej niż potrzeba. Fajny, lekki bicik, fajnie brzmiące perkusjonalia, wprowadzający lekko bajkowy nastrój flet, TEN GŁOS, jest dobrze, w tym się można zatracić. To by mogło i latem prowadzić do zabawy, i zimą rozgrzewać. Tekst nawet nie wiem, czy współgra z wykonaniem, nie znam za dobrze konwencji, ale kojarzy mi się to z Jethro Tull, Anderson potrafił niejedną piosenkę wyśpiewać, że człowiek się zastanawiał, czy on wykpiwa poważne tematy, czy uwzniośla prostaczków, czy przedstawia perwersję jako coś śmiesznego itd. A tu mamy zabawę, przy której spokojnie można by się czegoś napić z tekstem o skutkach alkoholizmu. Ja to kupuję, bardzo mi się kawałek podoba i proszę o więcej! Ale ten bit jest dobry!
Tribe - Easter Dinner
Kontynuacja poprzedniej wrzutki, właściwie jedno przechodzi płynnie w drugie, co tutaj nie jest bynajmniej oczywistością, często bywa wręcz przeciwnie. Fajny jest ten bit na początku, od razu kojarzy się z klimatem starych filmów. Klawisze/organy budują fajny klimat, a potem wchodzi ten cudny fragment: "You haven't said anything at all you could be
Just a photo on the wall you can see
You can't cut, I cannot bleed
Relieved to see my dreams recede"
i ja jestem zupełnie kupiony, nawet jeśli kolejny wers zaburza ten klimat. Mamy więc miks momentów z marszu wchodzących i takich "przeszkadzających". I faktycznie, jak to kolega Mudżyna mówił, przywodzi to na myśl Blondie, coś w tym jest, zwłaszcza tam, gdzie słychać wielogłosy. Mocna rzecz, duet z początku wygrywa tę kolejkę zdecydowanie. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jest świetnie, a mogłoby być genialnie, może jakaś instrumentalna sekcja, może dłuższe zakończenie? Nieważne, dla tego jednego fragmentu choćby będzie się wracać. Pięknie jest!
UB40 - Can't Help Falling In Love
Aż się zdziwiłem, ile to ma lat! W sumie to kojarzy mi się ten kawałek ze starym przebojem, do którego chyba nigdy nie sięgnąłem z własnej woli (do Red, Red Wine tak). Tempo utworu skojarzyło mi się z robotą, którą ostatnio wykonywałem i musiałem pracować baaaardzo wolno z uwagi na ciągle padający sprzęt, nie było to miłe, wręcz ciśnienie rosło. Mam poczucie, że choć jestem raczej flegmatyczny i lubię w sumie wolne tempo (życia! nie to, co ostatnio!), to jednak w muzyce wolę żwawsze rytmy niż reggae. Nie przepadam za tym gatunkiem. Hien ma rację, przy sentymencie to mogłoby dobrze zadziałać, u mnie jednak takich odczuć nie ma. Posłuchałem paru innych wersji, w sumie ta Elvisa podobała mi się najbardziej, a ta Haley Reinhart wyjątkowo dłużyła się. To chyba nie są moje klimaty. Ale może coś o samym utworze. Dobra, w kolejnym odsłuchu nie zapadło mi nic zbytnio w pamięć. Kawałek w tej wersji jest po prostu letni. Może sobie lecieć w tle, w radiu, nie będę protestował. Jestem dziwnie przekonany, że jeśli sam to puszczę, to będę musiał być w jakimś mocno porytym humorze.
Death Grips - Culture Shock
To zdecydowanie najmniej świąteczna propozycja w zestawie i radykalna zmiana klimatu po poprzednich utworach. Faktycznie tym agresywnym elektrobitem przypomina wrzutkę z JPEGMafia, tyle że rzeczywiście, jest bardziej uporządkowane. Wstęp kompletnie od czapy, fajne są takie wejścia, gdybym sam miał coś tworzyć, to właśnie coś takiego od czapy chętnie bym zrobił
Długo piszę o tej wrzutce, ale ciągle po drodze coś mi przychodzi do głowy, ciągle do czegoś wracam, piękne to jest! Wreszcie jest na to czas!
Joe Cocker - Don't Let Me Be Misunderstood
He, pierwszy raz usłyszałem to na jakiejś składance - aha, sprawdziłem to sobie i to była płyta The Animals - House of the Rising Sun (swoją drogą, skąd to się wzięło? Jakoś nie pamiętam, żeby w rodzinnym domu ktoś słuchał podobnych klimatów. Może zawieruszyło się, jak wiele innych rzeczy, w garażu?) Cockera zawsze kojarzyłem z kilku przebojów granych w radiu, takich jak Summer in the City, Tonight czy inne Unchain My Heart, ale jakoś nie wkręciłem się w niego (jak w Midnight Oil
Aha, z uwagi na te pierwsze odsłuchy kawałek kojarzy mi się cały czas z tą wersją Animalsów. Aż musiałem sobie ją przypomnieć przy tej okazji. Przesłuchałem sobie też wersję Santa Esmeraldy - bardzo rozrywkowa, w klimacie sporej letniej imprezy. Joe z pewnością trzyma się wolniejszego tempa, może nawet przez to jest bardziej intrygujący, mniej surowy. Dobrze się tego słucha, taka bardzo luzacka wersja, z puszczeniem oka do słuchacza, przyjemnie się Cockera słucha (jak zwykle zresztą, gość miał talent, żeby to, co wychodziło od niego - przynajmniej to, co znam - miało pewną niezaprzeczalną klasę). I nieźle buja. Jak reggae. Delikatnie, przyjemnie, z klasą i wbija się mocno do głowy, ten głos! Zdecydowanie było warto posłuchać pana Cockera po długiej przerwie.
Neutral Milk Hotel - In the Aeroplane Over the Sea
Po pierwszych dźwiękach myślałem, że wjedzie Muniek z Kingiem, taki folklor lokalny (może lepiej nie
I finito. Mamy to! Mam bigos! Mamy święta! Wszystkiego dobrego, Panowie!
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Nie wiem co byśmy uczynili i nie wiem co dostarcza gra bo na pewno nie moją wrzutkę, no ale tak to bywa kiedy recki szybciej się pisze niż czyta i słucha wrzuty xdDragon pisze:09 kwie 2023 01:11Gil Scott-Heron & Brian Jackson The Bottle
Cóż byśmy uczynili, gdyby nie GTA? Potężna skarbnica muzyki kolejny raz dostarcza interesującą treść.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Mi to brzmi na taką luźną uwagę, pytanie retoryczne bez napinki, a nie coś więcej 
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Niczego więcej tam faktycznie nie ma
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
cytata z GTA
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Gil Scott-Heron & Brian Jackson - The Bottle
Jak już Munlup udowodnił, skończyły mi się wszelkie określenia na większość "czarnych" brzmień zapodowanych przez kolegę w tej bestce, bo generalnie to kiedyś studiowałem i miałem chujową pracę i wiecie no iksde. No i mamy tu tradycyjnie rzetelne "murzyńskie" granie z fajnym groovem i fajnie jes. Trochę dziwnie się czuję z faktem, że mam wrażenie, że w tym samym momencie do studia wbił Ian Anderson i nagrał solówkę na flecie do nowego albumu Jethro Tull i trochę dziwnie też z faktem, że kolo nawija o alkoholiźmie, ale to jest MIMO WSZYSTKO trochę temat tabu - to gówno faktycznie otumania, ryje beret i w dłuższej perspektywie ogłupia nie gorzej niż większość nielegalnych i gorzej postrzeganych w społeczeństwie narkotyków, ale może to nie jest czas i miejsce na takie tyrady. A nawet jeśli jest - dobrze wiem, gdzie wzięlibyście moją. W sumie to uświadomiłem sobie, że gdybym chciał komuś wyjaśnić co to jest postmodernizm, to mógłbym użyć opisu tego kawałka i miałoby to sens. Być może coś z tego wynika - na ten moment mogę tylko nadmienić, że to spoko kawałek, ale ciężko mi stwierdzić, czy będę jakoś wyjątkowo często doń wracał.
Tribe – Easter Dinner
O, to jest kolejny przedstawiciel tego nurtu kawałków typu co to mnie się wydaje, że je znam dobrze i od lat, chociaz tak naprawdę nie mogę znać, bo raczej bym to jednak wiedział. xD Nie chce tu używać zwrotów typu kawałek stworzony przez AI poproszone o zrobienie maksymalnie 90sowego rockowego kawałka, bo brzmią trochę pejoratywnie, ale... no trochę tak to brzmi. I aż czuję się trochę głupi, bo nawet za bardzo nie umiem sprecyzować z jakim konkretnym zespołem czy tam utworem mi się ten kawałek kojarzy - mógłbym wymieniać, rozkładać na czynniki i w ogóle, ale to trochę jałowa i niepotrzebna nikomu robota. Niepotrzebna, bo po prostu to jest fajny potencjalny przebój, który pewnie w przypadku jakiegokolwiek wsparcia ze strony większej niż mała wytwórnia mógłby stać się wielkim hitem, a przepadł cholera wie gdzie. Na szczęście od czego fora o Depeche Mode w 2023 roku.
UB40 - Can't Help Falling In Love
Wuja w tej kolejce coś często idzie we wspominki lat 90, co w sumie rozumiem i szanuję, bo wiadomo, że kiedyś to było, a nie to co teraz. Gdybym chciał być złośliwy to bym napisał, że pewnie w tej edycji będzie do końca już wrzucać składankę best of 90s, ale nie jestem i nie napiszę, a zresztą nawet jeśli by to zrobił - coż w tym złego? Punktów za nostalgię u mnie nie będzie, bo nie mam żadnych szczególnych wspomnień z tym kawałkiem, ale jednocześnie jestem w stanie totalnie zrozumieć sentyment, bo jest tak mocno osadzony w 90sach i - zakładam - tak intensywnie musiał być wtedy katowany, że nie da się o nim nie myśleć bez kontekstu epoki. Był taki okres, w którym lubiłem puszczać sobie składanki z hitami 80/90sów niczym stary pierdziel jakiś i pewnie ten utwór też się w nich przewinął. I w takim kontekście jest spoko, w innym raczej nie chce mi się do tego wracać, ale w sumie też nie powiem, by powrót w ramach tej bestki wywołał we mnie katusze i bul.
Death Grips - Culture Shock
W końcu ktoś musiał tu wrzucić Death Grips. Ten zespół ma szczególne miejsce w moim serduszku, bo dobrą dekadę temu też przewijał się prawię wszędzie, sam pamiętam jak pod wpływem tego hajpu puściłem sobie tę plytę z kontrowersyjną okładką - miałem nieliche problemy ze znalezieniem tam CZEGOŚ, nie byłem gotowy na taką dawkę bodźców i agresywnych dźwięków i mocno mnie odrzuciło. Zrobiłem wtedy więc to, co robiłem z rzeczami których nie kumam - gardziłem i szkalowałem, utożsamiając ten zespół m. in. z ludźmi pokroju kolegi Dragona (w sumie miałem rację lol?). W sumie to łezka mi się kręci w oku jak sobie przypomnę szkalowanie Death Gripsów i Swansów te lata temu - do dziś uważam, że np. ten filmos: https://www.youtube.com/watch?v=FnVMGthuDeE to jedna z mniej złych rzeczy, jakie zrobiłem w swoim życiu.
Ale mniejsza z tym, bo w sumie to tak się złożyło, że przez lata DG miałem gdzieś i nawet nie zadałem sobie trudu, by podejść ponownie po latach czy sprawdzić ten pierwszy mixtape, którego fragment tutaj dostaliśmy. I kurczę, podoba mi się, głównie dlatego, że nie brzmi jak większość ich rzeczy które poznałem - faktycznie jest tu coś, co można nazwać względnym porządkiem, ja generalnie to jestem leniwy już i nie chcę szukać w zgiełku, jazgocie i chaosie czegoś dla siebie, tylko po prostu słuchać muzyki i tutaj to dostaję. Fajne to, serio.
ABBA - Super Trouper
W sumie nigdy nie robiłem żadnych rankingów najbardziej przereklamowanych zespołów, ale gdybym go robił ABBA na pewno zajęłaby wysoką pozycję. Najpewniej pierwszą, gdyby to był ranking w kolejności alfabetycznej HEHE. Ja wszędzie słyszę, że to arcygeniusze songwritingu i ja się nawet z tym zgadzam, że te piosenki są dobre, tylko kuźwa nie biorą mnie praktycznie w ogóle i już. Tak to jest już z tą muzyką, że ciężko ją jakoś racjonalnie opisać, bo jak sobie tego słucham, to ja naprawdę słyszę, że wszystko jest tu na miejscu - to jest dobrze napisana, zagrana, zaaranżowana i wyprodukowana piosenka ze spoko zwrotkami, superchwytliwym refrenem, mostkami i w ogóle powinno się to postawić w Sevres jako wzorzec popu. A tymczasem mnie ten super duper (hehe) piosenka męczy, wkurza refren, fajne harmonie wokalne nie ratują i zastanawiam się o co tu chodzi. Może to kwestia jakichś nieprzyjemnych doświadczeń, które tkwią we mnie tak głeboko, że to wyparłem, może to coś tam, ale nie umiem wam tego racjonalnie wyjaśnić IKSDE.
Jasiek Chujarz - Don't Let Me Be Misunderstood
Podoba mi się losowość twistów, w jakie zmierzają ostatnimi czasy wrzuty Musiała - tak jak wuja ze śpiewających pań nawrócił się na składanki best of 90s, tak ADRIAN spamuje nas dadrockiem. W sumie ze spoko efektem do tej pory, ale nie ukrywam, że ja jestem mentalnie starym dziadem odkąd pamiętam. JAŚKA CHUJARZA znam tyle co znam, czyli prawie wcale - miał spoko hicior w San Andreas i spoko był ten jego cover Beatelsów, którego fenomenu nie kumam. To są spoko rzeczy, które znam, ale nic poza tym o nich nie napiszę. SZANUJĘ ZA WOKAL, w sensie kawał głosu jak najbardziej kumam, że ta chrypka może być czynnikiem sprawiającym, że większość ludzi zna jego hity w jego wersjach, bo to obiektywnie wokal który może mi się podobać. Na pewno ta wersja podoba mi się bardziej niż miasto Zgierz i miasto Łódź też, ale to nie jest jakoś szczególnie wysoko postawiona poprzeczka w moim przypadku.
To jest spoko muzyka i wszystko mi tu gra, ale jednocześnie wiem też, że to nie jest muzyka, której mógłbym szczególnie często słuchać. I tu też nie ma jakiegoś głębszego dna, ot po prostu tak czasem jest. Z ciekawości porównałem sobie to też z wersją Niny Simeone i jednak kurde, sory, ale jednak oryginał wygrywa w przedbiegach - jest prostszy, przez co subtelniejszy i zdecydowanie mocniej do mnie przemawia niż te reagge ornamenty. Inna liga, ale nie znaczy to, że Cocker gra w polskiej Ekstraklasie - powiedzmy, że róznica jak między Ligą Mistrzów a Ligą Europejską.
Taka se ta kolejka jak myślę, Dragon mi przypomniał o Death Gripsach, Munlup podrzucił spoko OBSKJURA i to są najplussiejsze z jej plusów. W sumie to też nie ma tu niczego, co by mnie wkurzyło ani chciałbym zroastować jakoś mocno, więc nie będę was szczuł psem za nią, ale mogło być lepiej. Łe, święta, święta i po świętach generalnie.
Jak już Munlup udowodnił, skończyły mi się wszelkie określenia na większość "czarnych" brzmień zapodowanych przez kolegę w tej bestce, bo generalnie to kiedyś studiowałem i miałem chujową pracę i wiecie no iksde. No i mamy tu tradycyjnie rzetelne "murzyńskie" granie z fajnym groovem i fajnie jes. Trochę dziwnie się czuję z faktem, że mam wrażenie, że w tym samym momencie do studia wbił Ian Anderson i nagrał solówkę na flecie do nowego albumu Jethro Tull i trochę dziwnie też z faktem, że kolo nawija o alkoholiźmie, ale to jest MIMO WSZYSTKO trochę temat tabu - to gówno faktycznie otumania, ryje beret i w dłuższej perspektywie ogłupia nie gorzej niż większość nielegalnych i gorzej postrzeganych w społeczeństwie narkotyków, ale może to nie jest czas i miejsce na takie tyrady. A nawet jeśli jest - dobrze wiem, gdzie wzięlibyście moją. W sumie to uświadomiłem sobie, że gdybym chciał komuś wyjaśnić co to jest postmodernizm, to mógłbym użyć opisu tego kawałka i miałoby to sens. Być może coś z tego wynika - na ten moment mogę tylko nadmienić, że to spoko kawałek, ale ciężko mi stwierdzić, czy będę jakoś wyjątkowo często doń wracał.
Tribe – Easter Dinner
O, to jest kolejny przedstawiciel tego nurtu kawałków typu co to mnie się wydaje, że je znam dobrze i od lat, chociaz tak naprawdę nie mogę znać, bo raczej bym to jednak wiedział. xD Nie chce tu używać zwrotów typu kawałek stworzony przez AI poproszone o zrobienie maksymalnie 90sowego rockowego kawałka, bo brzmią trochę pejoratywnie, ale... no trochę tak to brzmi. I aż czuję się trochę głupi, bo nawet za bardzo nie umiem sprecyzować z jakim konkretnym zespołem czy tam utworem mi się ten kawałek kojarzy - mógłbym wymieniać, rozkładać na czynniki i w ogóle, ale to trochę jałowa i niepotrzebna nikomu robota. Niepotrzebna, bo po prostu to jest fajny potencjalny przebój, który pewnie w przypadku jakiegokolwiek wsparcia ze strony większej niż mała wytwórnia mógłby stać się wielkim hitem, a przepadł cholera wie gdzie. Na szczęście od czego fora o Depeche Mode w 2023 roku.
UB40 - Can't Help Falling In Love
Wuja w tej kolejce coś często idzie we wspominki lat 90, co w sumie rozumiem i szanuję, bo wiadomo, że kiedyś to było, a nie to co teraz. Gdybym chciał być złośliwy to bym napisał, że pewnie w tej edycji będzie do końca już wrzucać składankę best of 90s, ale nie jestem i nie napiszę, a zresztą nawet jeśli by to zrobił - coż w tym złego? Punktów za nostalgię u mnie nie będzie, bo nie mam żadnych szczególnych wspomnień z tym kawałkiem, ale jednocześnie jestem w stanie totalnie zrozumieć sentyment, bo jest tak mocno osadzony w 90sach i - zakładam - tak intensywnie musiał być wtedy katowany, że nie da się o nim nie myśleć bez kontekstu epoki. Był taki okres, w którym lubiłem puszczać sobie składanki z hitami 80/90sów niczym stary pierdziel jakiś i pewnie ten utwór też się w nich przewinął. I w takim kontekście jest spoko, w innym raczej nie chce mi się do tego wracać, ale w sumie też nie powiem, by powrót w ramach tej bestki wywołał we mnie katusze i bul.
Death Grips - Culture Shock
W końcu ktoś musiał tu wrzucić Death Grips. Ten zespół ma szczególne miejsce w moim serduszku, bo dobrą dekadę temu też przewijał się prawię wszędzie, sam pamiętam jak pod wpływem tego hajpu puściłem sobie tę plytę z kontrowersyjną okładką - miałem nieliche problemy ze znalezieniem tam CZEGOŚ, nie byłem gotowy na taką dawkę bodźców i agresywnych dźwięków i mocno mnie odrzuciło. Zrobiłem wtedy więc to, co robiłem z rzeczami których nie kumam - gardziłem i szkalowałem, utożsamiając ten zespół m. in. z ludźmi pokroju kolegi Dragona (w sumie miałem rację lol?). W sumie to łezka mi się kręci w oku jak sobie przypomnę szkalowanie Death Gripsów i Swansów te lata temu - do dziś uważam, że np. ten filmos: https://www.youtube.com/watch?v=FnVMGthuDeE to jedna z mniej złych rzeczy, jakie zrobiłem w swoim życiu.
Ale mniejsza z tym, bo w sumie to tak się złożyło, że przez lata DG miałem gdzieś i nawet nie zadałem sobie trudu, by podejść ponownie po latach czy sprawdzić ten pierwszy mixtape, którego fragment tutaj dostaliśmy. I kurczę, podoba mi się, głównie dlatego, że nie brzmi jak większość ich rzeczy które poznałem - faktycznie jest tu coś, co można nazwać względnym porządkiem, ja generalnie to jestem leniwy już i nie chcę szukać w zgiełku, jazgocie i chaosie czegoś dla siebie, tylko po prostu słuchać muzyki i tutaj to dostaję. Fajne to, serio.
ABBA - Super Trouper
W sumie nigdy nie robiłem żadnych rankingów najbardziej przereklamowanych zespołów, ale gdybym go robił ABBA na pewno zajęłaby wysoką pozycję. Najpewniej pierwszą, gdyby to był ranking w kolejności alfabetycznej HEHE. Ja wszędzie słyszę, że to arcygeniusze songwritingu i ja się nawet z tym zgadzam, że te piosenki są dobre, tylko kuźwa nie biorą mnie praktycznie w ogóle i już. Tak to jest już z tą muzyką, że ciężko ją jakoś racjonalnie opisać, bo jak sobie tego słucham, to ja naprawdę słyszę, że wszystko jest tu na miejscu - to jest dobrze napisana, zagrana, zaaranżowana i wyprodukowana piosenka ze spoko zwrotkami, superchwytliwym refrenem, mostkami i w ogóle powinno się to postawić w Sevres jako wzorzec popu. A tymczasem mnie ten super duper (hehe) piosenka męczy, wkurza refren, fajne harmonie wokalne nie ratują i zastanawiam się o co tu chodzi. Może to kwestia jakichś nieprzyjemnych doświadczeń, które tkwią we mnie tak głeboko, że to wyparłem, może to coś tam, ale nie umiem wam tego racjonalnie wyjaśnić IKSDE.
Jasiek Chujarz - Don't Let Me Be Misunderstood
Podoba mi się losowość twistów, w jakie zmierzają ostatnimi czasy wrzuty Musiała - tak jak wuja ze śpiewających pań nawrócił się na składanki best of 90s, tak ADRIAN spamuje nas dadrockiem. W sumie ze spoko efektem do tej pory, ale nie ukrywam, że ja jestem mentalnie starym dziadem odkąd pamiętam. JAŚKA CHUJARZA znam tyle co znam, czyli prawie wcale - miał spoko hicior w San Andreas i spoko był ten jego cover Beatelsów, którego fenomenu nie kumam. To są spoko rzeczy, które znam, ale nic poza tym o nich nie napiszę. SZANUJĘ ZA WOKAL, w sensie kawał głosu jak najbardziej kumam, że ta chrypka może być czynnikiem sprawiającym, że większość ludzi zna jego hity w jego wersjach, bo to obiektywnie wokal który może mi się podobać. Na pewno ta wersja podoba mi się bardziej niż miasto Zgierz i miasto Łódź też, ale to nie jest jakoś szczególnie wysoko postawiona poprzeczka w moim przypadku.
To jest spoko muzyka i wszystko mi tu gra, ale jednocześnie wiem też, że to nie jest muzyka, której mógłbym szczególnie często słuchać. I tu też nie ma jakiegoś głębszego dna, ot po prostu tak czasem jest. Z ciekawości porównałem sobie to też z wersją Niny Simeone i jednak kurde, sory, ale jednak oryginał wygrywa w przedbiegach - jest prostszy, przez co subtelniejszy i zdecydowanie mocniej do mnie przemawia niż te reagge ornamenty. Inna liga, ale nie znaczy to, że Cocker gra w polskiej Ekstraklasie - powiedzmy, że róznica jak między Ligą Mistrzów a Ligą Europejską.
Taka se ta kolejka jak myślę, Dragon mi przypomniał o Death Gripsach, Munlup podrzucił spoko OBSKJURA i to są najplussiejsze z jej plusów. W sumie to też nie ma tu niczego, co by mnie wkurzyło ani chciałbym zroastować jakoś mocno, więc nie będę was szczuł psem za nią, ale mogło być lepiej. Łe, święta, święta i po świętach generalnie.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Józek chyba, nie Jasiek.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Mentos, mógłbyś chociaż udawać, że Cię to interesuje

-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Dobra, 11 dni mija od rozpoczęcia kolejki, myślę że starczy. Jutro lecimy z następną.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Ja wrzucę jutro, bo dopiero wracam znad morza.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
A prosiłem Wuja, ogarnąć przed świętami. No sorry, ale prawie dwa tygodnie, to już jest żart.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn