Z tego co pamiętam to album Moev wrzucany przez deva kiedyś oceniłem całkiem dobrze. Było parę dobrych utworów. Od tamtego czasu już albumu nie słuchałem, bo pamiętam, że nie mogłem go znaleźć nigdzie w formie mp3 do ściągnięcia. Ale jestem prawie pewny, że znalazłbym na tym albumie jednak parę lepszych piosenek od obecnie proponowanej. Nie jest może źle, do utworu po paru odsłuchach nieco przywykłem i jest całkiem przyzwoicie. Ale nie na tyle jednak, żeby za dwie kolejki o nim pamiętać. Szczególnie ten refren jest taki jakiś nijaki. W ogóle na początku nie załapałem nawet, że to śpiewa kobieta. Utożsamiałem ten zespół z męskim wokalem i jakoś mi się ubzdurało, że to facet śpiewa takim wysokim głosikiem. W każdym razie ta wokalistka w tym utworze nie ma zbytnio pola do popisu. Jeżeli posiada dobry głos, to nie jest go tutaj w stanie zaprezentować.
DJ Nigga Fox - Sub Zero
Kolejny utwór Dragona z beczki „muzyka klubowa”. I mimo, że pewnie znajdą się wyjątki, to ja generalnie muzyki klubowej nie lubię. Bo muzyka klubowa jak sama nazwa mówi nadaje się do klubu, żeby najarani czymś młodzi ludzie mieli do czego podrygiwać. Ja w domu takiego czegoś słuchać na pewno nie mam ochoty. Bo owszem mimo, że doceniam pracę perkusji oraz słyszę parę dobrych brzmień, szczególnie na samym początku, to ta gonitwa nie daje mi jako całość nic. Brak klimatu i wiejąca zewsząd nuda powoduje, że jestem zmuszony wrzucić ten utwór, bez żalu zresztą, do niszczarki.
Good Charlotte – Waldorfworldwide
Hien zazwyczaj święcący u mnie muzyczne tryumfy w ostatnich kolejkach świadomie zszedł w rewiry muzyczne, z którymi od zawsze było mi bardzo nie po drodze. Nie lubię jakiejkolwiek odmiany punka. A zespół Good Charlotte od razu źle mi się skojarzył. No ale z drugiej strony nie jest tu aż tak źle, jak by się mogło wydawać. A to z powodu moich skojarzeń. Wiele razy pisałem, że jestem zafascynowany amerykańskimi klimatami. A ten utwór na kilometr śmierdzi Ameryką. W wielu amerykańskich komediowych serialach dla młodzieży dominował taki pop punk. I mimo, że jako muzyka sama w sobie mi się to nie podoba i nie przedstawia dla mnie żadnej wartości, to miło się kojarzy. Z amerykańskimi szkołami, przedmieściami, miasteczkami, młodymi i barwnymi ludźmi. Słucham więc utworu z gatunku mnie nie interesującego, mając jednocześnie uśmiech na ustach i fajne skojarzenia. Taki paradoks. Gdybym mieszkał na opisanym przez Hiena amerykańskim przedmieściu (a zawsze o tym marzyłem), to być może bym nawet z radości uległ tamtejszej garażowo-muzycznej modzie i słuchał pop punka?
Timi Yuro - I Didn't Know What Time It Was
Murzyn wraca do pradawnych czasów w stylu, przynajmniej dla takiego laika jak ja, dosyć podobnym do Sinatry. Nie siedzę na co dzień w takich klimatach, co nie znaczy, że ich nie lubię czy nie cenię. To bardzo przyjemna piosenka w uroczej aranżacji. Przywodzi na myśl bardzo miłe skojarzenia jakichś starych amerykańskich zajebistych filmów. Chwilami nawet dzięki smykom jakieś baśniowe produkcje Disneya. Timi ma rzeczywiście potężny głos i niezwykle przyjemnie się jej słucha. Po całym dniu można by sobie usiąść wieczorem na tarasie w fotelu i naprawdę niesamowicie fajnie się wyluzować przy takiej nucie.
Enrike Solinis - Makam-I Hüseyni Sakil-I Aga Riza (Mss. D. Cantemir 89)
Postawiłbym wszystkie pieniądze na to, że to muzyka z kraju arabskiego. Najpewniej z jakiegoś Maroka czy Iranu. A tu zdziwko, bo to z Hiszpanii. Ale wiem, że dużo bardziej wolę takie egzotyczne rzeczy od Melkiego, niż zdarte radiowe przeboje. Jestem bardzo na tak, bo to jest naprawdę dobre i klimatyczne. Lubię takie orientalne brzmienie gitary. Bębny też robią robotę. I w kontekście tego utworu i jego pochodzenia i tak nie umiem myśleć o Hiszpanii, tylko w głowie mam kraje arabskie. Jakichś lokalnych muzyków grających na malowniczej i kolorowej uliczce w pobliżu jeszcze bardziej kolorowego bazaru.
Dragon wspomniał przy okazji o Twierdzy. Mnie jeszcze bardziej skojarzyło się z Age of Empires.
Super wrzutka, która ma jednak jedną wadę - przenigdy nie spamiętam jej tytułu.
Shellac - Prayer to god
No proszę, to znowu nasz stary, dobry znajomy z Big Black. Doskonale pamiętam, jaką drogę przebyłem przy okazji Big Black – od totalnej niechęci do wręcz sympatii. Jako, że miałem już przeprawę z albumem w podobnej konwencji tutaj właściwie z marszu miałem z górki. Polubiłem tego kolesia i jego wokal. I tutaj też mi się podoba. Bardzo dobry utwór. Świetne, agresywne brzmienie gitary. Świetna perkusja, gitara basowa i świetny Albini na wokalu. Szczególnie te późniejsze partie, w których się wydziera, są super. Ta powtarzana w kółko fraza to jest coś, co bardzo lubię w muzyce.
Ja też myślę, że prawdopodobnie odkryliśmy mentosowy core.