Best of Forum III

Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Re: Best of Forum III

Post 23 maja 2023 13:06

Moev - Should Have Been Mine

Z tego co pamiętam to album Moev wrzucany przez deva kiedyś oceniłem całkiem dobrze. Było parę dobrych utworów. Od tamtego czasu już albumu nie słuchałem, bo pamiętam, że nie mogłem go znaleźć nigdzie w formie mp3 do ściągnięcia. Ale jestem prawie pewny, że znalazłbym na tym albumie jednak parę lepszych piosenek od obecnie proponowanej. Nie jest może źle, do utworu po paru odsłuchach nieco przywykłem i jest całkiem przyzwoicie. Ale nie na tyle jednak, żeby za dwie kolejki o nim pamiętać. Szczególnie ten refren jest taki jakiś nijaki. W ogóle na początku nie załapałem nawet, że to śpiewa kobieta. Utożsamiałem ten zespół z męskim wokalem i jakoś mi się ubzdurało, że to facet śpiewa takim wysokim głosikiem. W każdym razie ta wokalistka w tym utworze nie ma zbytnio pola do popisu. Jeżeli posiada dobry głos, to nie jest go tutaj w stanie zaprezentować.

DJ Nigga Fox - Sub Zero

Kolejny utwór Dragona z beczki „muzyka klubowa”. I mimo, że pewnie znajdą się wyjątki, to ja generalnie muzyki klubowej nie lubię. Bo muzyka klubowa jak sama nazwa mówi nadaje się do klubu, żeby najarani czymś młodzi ludzie mieli do czego podrygiwać. Ja w domu takiego czegoś słuchać na pewno nie mam ochoty. Bo owszem mimo, że doceniam pracę perkusji oraz słyszę parę dobrych brzmień, szczególnie na samym początku, to ta gonitwa nie daje mi jako całość nic. Brak klimatu i wiejąca zewsząd nuda powoduje, że jestem zmuszony wrzucić ten utwór, bez żalu zresztą, do niszczarki.

Good Charlotte – Waldorfworldwide

Hien zazwyczaj święcący u mnie muzyczne tryumfy w ostatnich kolejkach świadomie zszedł w rewiry muzyczne, z którymi od zawsze było mi bardzo nie po drodze. Nie lubię jakiejkolwiek odmiany punka. A zespół Good Charlotte od razu źle mi się skojarzył. No ale z drugiej strony nie jest tu aż tak źle, jak by się mogło wydawać. A to z powodu moich skojarzeń. Wiele razy pisałem, że jestem zafascynowany amerykańskimi klimatami. A ten utwór na kilometr śmierdzi Ameryką. W wielu amerykańskich komediowych serialach dla młodzieży dominował taki pop punk. I mimo, że jako muzyka sama w sobie mi się to nie podoba i nie przedstawia dla mnie żadnej wartości, to miło się kojarzy. Z amerykańskimi szkołami, przedmieściami, miasteczkami, młodymi i barwnymi ludźmi. Słucham więc utworu z gatunku mnie nie interesującego, mając jednocześnie uśmiech na ustach i fajne skojarzenia. Taki paradoks. Gdybym mieszkał na opisanym przez Hiena amerykańskim przedmieściu (a zawsze o tym marzyłem), to być może bym nawet z radości uległ tamtejszej garażowo-muzycznej modzie i słuchał pop punka? :roll:

Timi Yuro - I Didn't Know What Time It Was

Murzyn wraca do pradawnych czasów w stylu, przynajmniej dla takiego laika jak ja, dosyć podobnym do Sinatry. Nie siedzę na co dzień w takich klimatach, co nie znaczy, że ich nie lubię czy nie cenię. To bardzo przyjemna piosenka w uroczej aranżacji. Przywodzi na myśl bardzo miłe skojarzenia jakichś starych amerykańskich zajebistych filmów. Chwilami nawet dzięki smykom jakieś baśniowe produkcje Disneya. Timi ma rzeczywiście potężny głos i niezwykle przyjemnie się jej słucha. Po całym dniu można by sobie usiąść wieczorem na tarasie w fotelu i naprawdę niesamowicie fajnie się wyluzować przy takiej nucie.

Enrike Solinis - Makam-I Hüseyni Sakil-I Aga Riza (Mss. D. Cantemir 89)

Postawiłbym wszystkie pieniądze na to, że to muzyka z kraju arabskiego. Najpewniej z jakiegoś Maroka czy Iranu. A tu zdziwko, bo to z Hiszpanii. Ale wiem, że dużo bardziej wolę takie egzotyczne rzeczy od Melkiego, niż zdarte radiowe przeboje. Jestem bardzo na tak, bo to jest naprawdę dobre i klimatyczne. Lubię takie orientalne brzmienie gitary. Bębny też robią robotę. I w kontekście tego utworu i jego pochodzenia i tak nie umiem myśleć o Hiszpanii, tylko w głowie mam kraje arabskie. Jakichś lokalnych muzyków grających na malowniczej i kolorowej uliczce w pobliżu jeszcze bardziej kolorowego bazaru.
Dragon wspomniał przy okazji o Twierdzy. Mnie jeszcze bardziej skojarzyło się z Age of Empires.
Super wrzutka, która ma jednak jedną wadę - przenigdy nie spamiętam jej tytułu. :D

Shellac - Prayer to god

No proszę, to znowu nasz stary, dobry znajomy z Big Black. Doskonale pamiętam, jaką drogę przebyłem przy okazji Big Black – od totalnej niechęci do wręcz sympatii. Jako, że miałem już przeprawę z albumem w podobnej konwencji tutaj właściwie z marszu miałem z górki. Polubiłem tego kolesia i jego wokal. I tutaj też mi się podoba. Bardzo dobry utwór. Świetne, agresywne brzmienie gitary. Świetna perkusja, gitara basowa i świetny Albini na wokalu. Szczególnie te późniejsze partie, w których się wydziera, są super. Ta powtarzana w kółko fraza to jest coś, co bardzo lubię w muzyce.
Ja też myślę, że prawdopodobnie odkryliśmy mentosowy core.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 23 maja 2023 13:17

Ja myślę Wuja, że Ty, robiąc grilla na typowym amerykańskim przedmieściu, słuchałbyś Springsteena. Swoją droga zaskakuje mnie, że to zawsze było Twoje marzenie. Tak chwalisz sobie życie w ciszy i spokoju, koło lasu, itd, a tu nagle stwierdzasz, że marzy Ci się życie w zalanym betonem, amerykańskim przedmieściu z domkami kopiuj/wklej i sąsiadami przychodzącymi z ciastem lub muffinkami domowej roboty. Jednocześnie, jako wojskowy, miałbyś tam chyba przerąbane.

BTW, mnie się też wrzuta Melkiego skojarzyła z kilkoma soundtracakami z gier, więc jak widać najlepiej się zaznajamiać z tego typu muzyką, grając na kompie.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 23 maja 2023 13:56

Może myślimy Hien o różnych przedmieściach. Jak oglądałeś film np. Denis rozrabiaka, to powinieneś wiedzieć, o jakie miejsca mi chodzi. Nie ma tam za bardzo betonu. Tylko piękne i spokojne domki zatopione wśród zieleni, bez płotów, bram i ogrodzeń. :)
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 23 maja 2023 14:11

Wiem o co Ci chodzi i tam są ogródki z posadzonymi drzewami, ew. drzewa przy ulicy, ale reszta to kompletna betoniarnia.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 24 maja 2023 08:46

M³ ruszać dupy
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 25 maja 2023 10:49

DJ N-word-Fox

Czasami kiedy Robertinho wrzuca swoje wrzutki zastanawiam się, gdzie dokładnie i w jakich okolicznościach je poznał. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie choćby jednego lokalu znajdującego się poza dużym miastem, w którym granoby akurat taką muzykę, choćby przez odwiedzającą je klientelę. Sam nie jestem wielkim bywalcem klubów, kiedyś tam miałem fazę, potem mi przeszło, teraz nie ma z kim chodzić poza tym wszędzie drogo, ale niejednokrotnie idąc jakąś Smolną czy Jasną widywałem to specyficzne towarzystwo przed wejściami do przybytków o tych samych nazwach. Nie sposób pomylić ich z nikim, zawsze dzieją się tam dziwne rzeczy, ktoś dostaje jakiegoś ataku, ktoś ciągnie kreski w bramie, jacyś ludzie się całują, inni się obmacują, niektórzy półnago tańczą na DJkach, inni bezskutecznie usiłują dopchać się do baru. Może jestem już skażony Warszawą (choć w Łodzi i raz we Wrocu udało mi się zaobserwować podobne sceny), ale za cholerę nie umiem sobie wyobrazić czegoś podobnego w Wałbrzychu xD Chyba, że jakieś techno/rejwo/huiwieco organizują w biedaszybach? Co do muzyki, no, Dragon-core na pełnej. Fajne to jest, podoba mi się w opór, naprawdę. Jest takie... trochę czilowe a trochę niepokojące i właśnie kojarzy mi się z późnymi godzinami w jednym z w/w lokali, gdzie zostają już tylko najostrzejsi starzy wyjadacze i ludzie po prostu przyćpani na tyle, że nie kojarzą jaka w ogóle pora dnia jest. Wyjątkowo podchodzi mi fakt, że to jest trochę taka muzyka bez muzyki, w sensie, przede wszystkim bit z przeszkadzajkami, jakieś elektrosmugi w tle, widzę siebie właśnie w zadymionym i ciemnym lokalu, dużo ludzi, wszyscy ostro zmelażowani, ja zaraz też będę, ale raz na jakiś czas człowiekowi nie zaszkodzi. Daję okejkę.

Good Szarlotka - WaldorfWorldwide

To na pewno nie jest piosenka poświęcona Jerzemu Waldorffowi? Bardzo dawno temu byłem na takim obozie językowym we wsi (czy nawet siole, to było tak miniaturowe dla mnie na tamten moment) o nazwie Ostrzyce, to gdzieś niedaleko Kartuz było nad jeziorem o CHYBA tej samej nazwie. Był to... lipiec 2004 oidp. Byłem w samym szczycie swojego wzmożenia depeszowego, choć znałem raptem pełne 2 krążki, Ultrę i Violatora, miałem też pierwsze single (kompilację that is). Cały ten obóz to była potworna dzieciarnia, tzn. ja miałem wtedy 15 lat, ale cała reszta ludzi to było tak 8-9-max 10 lat. Poza jednym typem z Gdyni, który nazywał się Damian (miał 16), jednym typem z Warszawy, który nazywał się Piotrek (miał 14) i dwiema laskami - imienia jednej nie pamiętam ni cholery, zaś druga nazywała się Ania Adamczyk (do dziś pamiętam), była z Gdańska, miała fajny głos i lubiła właśnie Good Charlotte. Przywlokła ze sobą na ten spęd discmana i puszczała mi jakieś ich numery. Ten wrzucony przez Kubę generalnie kojarzę skądś, ale za cholerę nie mogę sobie przypomnieć. W każdym razie - to już prawie 20 lat, a mnie Good Charlotte kojarzy się wyłącznie z tą laską xD Gdzieś mam wciąż zapisany jej numer GG, ale wątpliwe, by dalej go używała (utrzymywaliśmy kontakt stosunkowo długo, bo aż w okolice 2010 roku). Co mogę powiedzieć... W gimbazie to nie, ale w liceum miałem parę osób, które uwielbiało taki pop-punk, ubierało się na podobną stylówkę, włosy etc., słuchali tego, Franza Ferdinanda, Fall Out Boy, Panic! at the Disco i takie tam. No ja się nigdy nie wkręciłem, wówczas uważałem taką muzykę z prostacką (dosłownie) i dla "cool kids", no a ja nigdy nie byłem jednym z nich, więc jeszcze musiałem to koturnowo podkreślać swoim edżyzmem i słuchaniem Modern Talking (ale już za samo DM toczono ze mne bekę). Teraz się trochę uśmiecham pod nosem słuchając tego kawałka, ani mnie on ziębi ani grzeje jeśli o brzmienie chodzi, jest produktem epoki, której nigdy w pełni nie byłem częścią. Nie jest to zły kawałek w sumie, ale nie odpaliłbym tego teraz z własnej woli tym bardziej, trochę zbyt to młodzieżowe dla mnie chyba. No i po prostu dawno temu mnie ominęło. Nie czuję się z tym źle.

Timi Yuro - I Didn't Know What Time It Was

Coś onirycznego mocno w tym kawałku, przedmówcy mają skojarzenia z Disneyem, a ja w ogóle (no dobra, może TROSZKĘ, bo te smyki robią robotę czy się tego chce czy nie), za to mooocno wjeżdża vibe jakichś starych amerykańskich filmów okołoromansowych. Ale też znów, słyszę w tym numerze jakiś niepokój w tle, i to mi podrzuca raczej zakończenie bądź jedną z ważniejszych scen w czarnobiałej produkcji ze zgrzybiałym typem w długim płaszczu i zakochaną w nim bez pamięci filigranową pin-up girl. Obowiązkowo pada. Może idą spacerem z jakiegoś lokalu do mieszkania jednego z nich, w każdym razie obowiązkowo jest też noc albo przynajmniej późny wieczór. Generalnie jeśli o setting chodzi, to takie Mafia vibes, nawet Mafia II. Dobry utwór, nie spodziewałbym się po Murzynie tbh (ale ja się niewielu rzeczy spodziewam), klimatyczny do bólu, wchodzi na feelsy, robi się jakoś tęsknie, trudno powiedzieć nawet za czym, ale no tak. Że ktoś taki jak Timi Yuro w ogóle istnieje to nie miałem pojęcia, widocznie mało wiem, za to z czystą przyjemnością poznałem. Dawno nie słyszałem czegoś w tym stylu, takim "staroholywoodzkim", że tak to ujmę. Bardzo, bardzo dobra wrzutka. Nie napiszę więcej, bo to się bardziej czuje niż analizuje, no ale myślę, że wszystko jest jasne. Niech takim pozostanie.

Steven Wilson - Raider II

Nie mam absolutnie nic przeciwko ambientom ciągnącym się pół godziny i więcej, jednym z moich ulubionych kawałków jest pewien remiks numeru Banco de Gai w wykonaniu Banco de Gai, który trwa niemal równo trzy kwadranse, lubię długie i powtarzalne pasaże, lubię elektronikę graną w tym stylu, nawet parę progowych propozycji z bestki mi tutaj siadło, no ale damn it, NIE TO. Niestety, z Wilsonem mam problem. Wiem, że Porcupine Tree (Forumowicze) może wciągać i kilka razy mnie wciągnęło (choćby przy okazji albumowej rok temu, to już rok jakoś trololo), no-man to generalnie złoto, ale Wilson solo... czasem zrobi coś takiego, co chwyta mnie z miejsca (np. jego ostatni album, takie Personal Shopper jest absolutnie przegenialne), a czasem, kiedy robi rzeczy typowo okołoprogowe to mnie... nic nie poradzę, przepraszam, po prostu nudzi. Nie chcę powiedzieć, że Raider jest słaby, bo kunszt czuć, czuć warsztat, to wszystko jest zrobione z pomysłem, nie z dupy, trzyma poziom od strony technicznej, ma kilka świetnych momentów (wszystko pomiędzy 8 a 10 minutą czy też para-ambient właśnie po 12:40, no i dość klimatyczne outro), ale to jest też zwyczajnie zbyt długie jak na mój gust. I choć wiele takich rzeczy potrafi mi się podobać, to tutaj jestem nieco wymęczony. Sytuację ratuje fakt, że i ten utwór jest dla mnie nieco filmowy, choć oczywiście o kinie innego gatunku mówimy xD Z powodzeniem mógłby to być element soundtracku do jakiejś gry wyścigowej, nim zaczęto tam wpychać głównie czarnych wykonawców. Ewolucje w powietrzu, skoki przez rampy, ostre wchodzenie w zakręty, nawet tytuł by częściowo pasował. Może to kwestia okoliczności odsłuchu, siedzę na niewygodnym krześle i chętnie bym się poruszał. Nie tym razem Wuja, może jak pojadę w okolice Orzysza to to kupię.

Enrike Solinis - Ten o wykręconym tytule

Nie dziwię się przedmówcom (przedsłuchaczom?), że mają skojarzenia z muzyką bliskowschodnią. Jednocześnie dla mnie jak najbardziej jest do uwierzenia, że to kawałek ze słonecznej Hiszpanii, albowiem przecież spory jej obecny obszar był aż do rekonkwisty pod kontrolą arabską, jedno drugiego nie wyklucza :D Wyraźnie wyczuwam muzyczne połączenie jednego z drugim, gdzieś w tle przebija się jakiś medieval-core, wyjątkowo trafiona wrzutka ze strony Melczeta, lubię, jak ten czasem dowali czymś przełamującym. Albo są to - w jego wykonaniu - hity z radio i to takich generikowych stacji z generikowych czasów, albo jakiś totalny obskjur zasłyszany w sklepie z dywanami wciśniętym pomiędzy wąskie uliczki Alicante czy czego tam. Mam też lekko skojarzenia z... pierwszym Gothikiem, albo w ogóle jakąś grą RPG albo coś w tym stylu, tylko akcja faktycznie powinna się toczyć w pustynnym albo przynajmniej śródziemnomorskim entourage. Świetnie to wszystko brzmi, będę sobie odpalał kilkakrotnie na pewno, z więlką chęcią, ale też zmieniłbym pod to otoczenie, zamglona wiosennie północna część Muranowa nie wygląda teraz za dobrze pod słuchanie takich rzeczy. Jest wielkie ok!

Mintaj - Mintaj-core

Wraca Mintaj, wraca Albini, właściwie wraca Mintaj z Albinim. FUCKIN KILL IM!!! I co mogę powiedzieć. Dobre to xD Naprawdę mi się podoba, takie, bym powiedział... Small Black? Przystępniejsze, nieco lżejsze, bez zadęcia (i odrobinę bez zacięcia, ale to na plus), wciąż jednak przeszyte agresją, nieco kwaśne, Albini może i się uspokoił, ale i tak czuć, że chce komuś srogo przypier*olić, kij w ręku, kto następny? Powtarzane przez większość kawałka FUCKIN KILL IM podsumowane złożonym nieco z rezygnacją KILL IM ALREADY robi fajny klimat, diguję ten kawałek totalnie. Właściwie nic więcej nie mam do powiedzenia - to jest dobra wrzuta i tyle na ten temat.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 25 maja 2023 12:07

Ale Franz Ferdinand to nie jest pop punk xddd
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 25 maja 2023 12:19

No ja wiem, ale po prostu wtedy ci wszyscy ludzie zestawiali te zespoły obok siebie, dosłownie, w sensie ja nie słuchałem żadnego z nich więc dopiero po latach ogarnąłem, że to bullshit, no ale tak to przedstawiała banda nastolatków, co ja mogę.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 26 maja 2023 00:48

Moev - Should Have Been Mine

Moev pamiętam z którejś bestki albumowej. Pamiętam, że ten album istniał, pamiętam, że go przesłuchałem i w sumie niewiele więcej poza nim pamiętam, bo nie wyrażałem się o nim w superlatywach. Mając to w pamięci (czyli niewiele heh) nie spodziewałem się zupełnie niczego. Mogę zaryzykować stwierdzeniem, że moje oczekiwania zostały spełnione z nawiązką. Tak, Musiał ma sto procent racji w stwierdzeniu, że to mocno "szablonowy" banger, może faktycznie sztuczna inteligencja byłaby w stanie stworzyć coś podobnego gdzieś i kiedyś, brzmienie faktycznie trąci jakimiś amatorskimi zabawami debiutantów, ale... działa. Nie umiem tego racjonalnie wyjaśnić, ale dobrze mi się tego słucha, podoba mi się to i jest coś w tym kawałku, co każe mi o nim ciepło myśleć. Nie sądzę, by trafił na moje playlisty w przyszłości, ale złego słowa nie powiem. Daję nieśmiałego propsa.

DJ Nigga Fox - Sub-Zero

Nie dość, że CZARNUCH, to jeszcze postać z Mortala. Z nazwy - core Jacy i Munlupa, ale muzycznie to już jest pełen Dragon na pełnej. Jak jeździłem na OFF Festiwal te lata temu, to zazwyczaj z powodów oszczędnościowo-logistycznych zawsze wybierałem sobie po prostu jeden dzień który zaliczałem w całości - od pierwszych koncertów jakichś hipsterskich indie wypierdów o 15, przez headlinery, po techniawy grające na scenie leśnej w środku nocy, na których prawdopodobnie bywałem jedyną trzeźwą osobą. xD W zasadzie to nie wiem czemu skojarzyło mi się to akurat z tym, skoro tzw. MUZYKI ELEKTRONICZNEJ słuchałem później nawet częściej, w różnych okolicznościach I W OGÓLE. Może to ma coś wspólnego z faktem, że mój mózg zakodował, że na tym zlocie hipsterskiego bydła słyszałem coś zbliżonego i/lub podobnego, może przez duże ilości egzotycznej muzyki tamże, może to Maybelline. Buja to całkiem fajnie i generalnie wiadomo, jakie są najlepsze warunki do kontemplowania tego typu brzmienia, ale imo i słuchane w piwnicy pod kocykiem daje radę.

Good Charlotte – Waldorfworldwide

W USA każdy ma garaż, bo w tym pieprzonym kraju Trzeciego Świata transport publiczny jest tak rozpierdolony, że podróżowanie w inny sposób nie ma racji bytu. Jako osoba mocno sympatyzująca z ideą komunikacji publicznej jest to dla mnie kolejny kamyk do ogródka tego pieprzonego wynaturzenia, które jest praktycznie żywym dowodem na to jak przepierdolony jest kapitalizm i z obecnej perspektywy za cholerę nie rozumiem tego romantyzowania wizji dorastania w ichniejszych przedmieściach, wykreowanej na podstawie filmów i popkultury. A dorastałem w Polsce lat dwutysięcznych, więc wcale nie w jakimś raju na ziemi. xD Miałem kolegę, na wesele którego niedługo jadę, który generalnie swego czasu mocno siedział w tych wszystkich pop-punkach typu ten zespół, Blink 182 czy jeszcze jakieś inne ustrojstwa. Jakoś nie udało mu się w tego typu granie mnie wkręcić, to wszystko brzmi dla mnie praktycznie tak samo, w ten sam sposób mnie dręczy, drażni i irytuje, próby przekonywania mnie do tego typu muzyki brzmią nwm jakbym nie przepadał jakimś cudem za pomidorami i ktoś dał mi miskę pomidorów, mówiąc, żebym sobie spróbował każdego, bo każdy inny smakuje, a ja złych próbowałem, a różne są i muszę spróbować. Pasuję, sorry.

Timi Yuro - I Didn't Know What Time It Was

No i Murzyn mnie wziął. Kopem z buta, ciosem ręką, przedmiotem twardym, łańcuszkiem, linką, pasem od spodni, czymkolwiek. Ten stary soul, który przyswajałem do tej pory w swoim życiu w ilościach wręcz mikroskopijnych, często ma dla mnie w sobie to COŚ. Może i bywa rzewny, ale jest w tym coś takiego mocno naturalnego, w tym pokrytym patyną brzmieniu, w tych mocarnych wokalach, co do mnie trafia i kupuję to. No i to jest sztandarowy przykład czegoś takiego, przedstawiciela gatunku rzeczy, których w muzyce szukam i w ogóle to jest rzecz arcymocarna. Może przez to, że też relatuję z tym, o czym opowiada murzyn, bo też przechodziłem podobne jazdy, ale to może temat na jakąś wrzutę albo temat, który pociągnę, gdy nadejdzie ku temu jakaś inna okazja. No złoto w czystej postaci.

Steven Wilson - Raider II

Jeny, dostaliśmy kobyłą na ryj i to od kogoś, kto akurat z tego typu rzeczy nigdy nie słynie. Pamiętam tę płytę, pamiętam jej premierę, chyba nawet słuchałem Grace w opałach gdy wychodziło jesienią 2011 (jakoś mi się przez chwilę wydawało, że to był wczesny 2012, ale mniejsza o to). Wiadomix, że najprościej byłoby napisać coś pokroju mamo, mamy Lizarda w domu i pójść na CSa hehe, ale to byłoby nawet dla mnie pójście na zbyt duży banał.
Znaczy no oczywistym jest, że to rzecz mocno ulokowana w przeszłości, mocno inspirowana klasyką proga i w ogóle, no ale kto liczyłby już w 2011 na stuprocentowo świeżą i nowatorską SUITĘ PROGRESYWNĄ? No to logicznie i fizycznie jest zupełnie niemożliwe, więc elo i pozdro. A w swoim gatunku Raider II to nie ma w sobie zbyt wielu równych, bo tbh nie znam praktycznie żadnej innej "współczesnej" suity, nad którą chciałoby mi się pochylić. Stefanowi się udało stworzyć coś całkiem ciekawego, pełnego fajnych motywów, konceptów i pomysłów - może nie do końca kupuję ten na warstwę tekstową (bo dopiero teraz się o tym dowiedziałem), bo rzygam true crime'm, ale poza tym jest wszystko spoko. To jest dla mnie taki trochę odpowiednik Ligi Europy w świecie rocka progresywnego - nie postawię tego w panteonie największych sław i arcydzieł, ale nadal bardzo dobra rzecz na wysokim poziomie. I tego się będę trzymał, jest to rzecz mocarna, w tym zalewie dłużyzn, ambientów, naprzemiennych napierdalań i cholera wie jeszcze czego naprawdę jestem w stanie dla siebie odnaleźć dużo, nawet więcej niż mi się wydawało przed powrotem. Okejka, a co mi tam.

Enrike Solinis - Makam-I Hüseyni Sakil-I Aga Riza (Mss. D. Cantemir 89

Albo to ja, albo dawno nie dostawaliśmy Melczeta wrzucającego śródziemnomorskie plumkanie, przy okazji rozpamiętującego rozliczne ekscesy na imprezach w śląskich Domach Kultury. Ale ten stary nasz druh wrócił, nie było za to innego druha, bo coś tam. Jak sobie tak jednak myślę, że ja kuźwa NIE WIEM (dawno nie było w sumie, co?) jestem w jakiś sposób konserwatywny, bo dla mnie ten kawałek jest zbyt egzotyczny, bym mógł go słuchać tak o dla własnej przyjemności, że jestem zbyt europo-amerykocentryczny pod względem gustu i niczego, poza profesjonalnymi produkcjami nagrywanymi w profesjonalnych studiach nie potrafię traktować lepiej niż ciekawostki. Z drugiej strony, mam jakieś mocne skojarzenia, wręcz jakbym ten kawałek ten słyszał, ale to nie są jakieś szczególnie dobre skojarzenia, zalatuje mi to jakimś soundtrackiem z filmu/dokumentu z akcją na Bliskim Wschodzie, ale takim jakimś nieszczególnie porywającym. Znaczy soundtrack, ale produkcja też. Może po prostu faktycznie trzeba tego słuchać w odpowiednich warunkach, może a nuż siadłaby mi bardziej cała płyta, a nie wyrwany z niej randomowy kawałek? Wnioski zostawiam wam do samodzielnego wyciągnięcia.

Kolejka typu nie takiego złego, powrót do Raidera oraz smutna pani Murzyna dały mi zaskakująco dużo radości, Moev w sumie też, ale jednak trochę na zasadzie niskich oczekiwań. xD DJ Murzyn do przyswojenia w innych okolicznosciach, Enrike w sumie też, Charlotcie podziękuję.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 26 maja 2023 07:57

Melki, czas do wieczora, pora kończyć te idiotyczne długą kolejkę
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 26 maja 2023 17:55

Nokurde, bo mnie już rączki świerzbią
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6483
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 26 maja 2023 18:50

Moev - You Should Have Been Mine

Podobnie jak Stripped po kilku sekundach pomyślałem, że włączyła się reklama ;(. Potem wszedł wokal kojarzący mi się z paroma paniami nie pierwszej młodości, które już się tu pojawiały (ten głos; skojarzenie zwłaszcza z panią Harry i jej nowszymi piosenkami). Bit, muzyka w sam raz pod imprezę klubową, coś, co mogłoby zagłuszać wszystkie inne dźwięki. Brzmi to mocno średnio, ale chyba pewnej granicy nie przekracza, obrazek faktycznie w stylu wygaszacza ekranu i faktycznie spoko. Wokal dobry, pasuje do tej muzyki. Jest ok.

DJ Nigga Fox - Sub Zero

Kilkakrotnie się za to zabierałem, bo po pierwszym-pierwszych odsłuchach nie potrafiłem w miarę precyzyjnie wyrazić myśli na temat tego utworu. Przyznam, że nie kojarzy mi się to z żadną częścią świata konkretnie. Brzmi, jakby się włączył chwilę po innym kawałku typowo imprezowym. Nazwa wykonawcy też piękna. Słychać wyraźnie instrumenty perkusyjne, odgłosy jakby z głębi budynku/lasu/skądinąd, w każdym razie z tła, a wszystko ewidentnie służy podskakiwaniu/kiwaniu głową do tego. Potem wchodzi elektroniczny dźwięk, wokal, kawałek jest jeszcze bardziej pod imprezę niż dotąd, faktycznie lepiej byłoby tego słuchać jako części całości, samo z siebie to tak trochę wybrakowane, jak kawałek The Orb czy Banco czy innych Ozrików wyjęty z kontekstu, ale poza tym jest dobrze. Jest dobrze, ale nie do końca, trochę mi się ten kawałek rozmywa. Bawimy się, bawimy, po czym to się urywa. To jest w ogóle śmieszne, ale tak jak nie chodzę zbyt często do klubów, tak muzykę klubową i taneczną jestem w stanie pochłaniać w duuużych ilościach. Ot, kolejny paradoks tej bestki.

Good Charlotte - Waldorf Worldwide

Tu mamy hałaśliwe gitary elektryczne (czyli coś niekoniecznie dla mnie) i energiczne, radosne wokale. Dominujący motyw od razu kojarzy mi się z amerykańskim luzem, amerykańskimi serialami i ogólnie pojętą młodzieżowością. Kolorowi ludzie, kolorowe imprezy, dużo się dzieje, atrakcje miasta stają przed nowoprzybyłym człowiekiem otworem. Fajnie to brzmi, ta radość jest aż zaraźliwa, nawet jeśli z taką muzyką niezbyt mi po drodze (pamiętam, że byłem na szeregu punkowych koncertów czy to w klubach, czy to na jakichś Igrach i to nie były moje klimaty; takie garażowe brzmienie na żywo to zupełnie nie dla mnie, nie pobudza emocjonalnie). Gdybym sam miał coś realizować (a wtedy nie umiałem się za to zabrać, a dziś dalej nie umiem ;(), to byłaby to raczej muzyka keyboardowa. Podoba mi się ten uśmiech zawarty w końcowych linijkach tekstu. Czyli... jest ok i idziemy dalej ;).

Timi Yuro - I Didn't Know What Time It Was

Klimat zupełnie się zmienia. Zacznę od dygresji: fajnie, że przed taką muzyką leci reklama gry, w której goście dają sobie plaskacze, to pasuje jak wół do karety ;(. Mam na półce jakąś płytę typu The Best of Jazz, tam są klasyki jazzu wokalnego (rzadko tego słucham, generalnie) i tam właśnie pojawiają się dość podobne piosenki. Czyli coś, czego mogę sobie posłuchać w jakimś filmie, klubie czy lokalu, ale rzadko włączam sam z siebie (kupiłem to ładnych parę lat temu i poza jedną fazą naprawdę rzadko po te albumy sięgałem). Pani ma ładny głos, spore możliwości wokalne i przyjemnie się tego słucha. Tytuł nawet w tym klimacie. Historia opowiedziana przez Murzyna od razu przypomina mi moją wrzutkę z Don't Be Aggressive. Ale wracając do meritum: przyjemne te smyczki, opowieść płynie wraz ze śpiewem pani Yuro, świetnie nadawałaby się do jakiegoś filmu melodramatycznego (czy nawet dramatycznego) czy w ogóle historii dwojga ludzi. Fajne to jest, wycisza. Przynajmniej zewnętrznie, ale to też ważne. Dobra piosenka. Płynie sobie i płynie, jeszcze lepsze byłoby to w większych ilościach i z kimś u boku. Tak, jak Dev pisze, to się bardziej czuje niż analizuje.

Steven Wilson - Raider II

Odświeżyłem sobie Lizarda przy okazji odsłuchu Raidera II (crimsonowskiego Lizarda, nie polski zespół z Bielska-Białej, który słyszałem swego czasu jako support Iana Andersona ;(). Dawno już nie słuchałem solowego Wilsona. Pamiętam, że jak się zabierałem za jego twórczość, to pierwsze płyty Jeżozwierza budziły we mnie wielkie zainteresowanie (tak do Recordings), no-man szybko mi przypadł do gustu i, dość przypałowo, zaliczyłem pierwszy koncert duetu w Polsce ;(, natomiast solówki dosyć szybko i zgrabnie ominąłem. Raider zaczyna się niczym kompozycja filmowa, w której niespiesznie rozwija się napięcie, potem pojawia się głos Stefana. I do tego momentu jest spoko, choć to zwalnianie tempa wydaje się mocno teatralne, aż przesadzone.
A potem wchodzi ten wokal jak z jakiejś gry typu "Gniew Bogów", tak patetyczny, podniosły, że aż nie działa ;(. I typowo rockowe brzmienia (tu "typowe" w sensie negatywnym, mam wrażenie, że wiele już razy coś podobnego słyszałem) i jakiś mroczny głos z tła, flet, który mi nie pasuje nijak, niby wszystko jest poprawnie, niby powinno porywać, ale jednak tego nie robi. Kawałek nabiera jakiegoś takiego leśnego klimatu, jakby znad jakiegoś uroczyska, ledwie go w sumie liże, ale jest git, fragment od około 4:50 to najlepszy moment jak dotąd, ma swój urok. Po siódmej minucie znów śpiew Stefana wychodzi na pierwszy plan, znów te okropne zaśpiewy, znów gitara elektryczna na pierwszym planie, straszna jest ta rąbanka. Około 9:35 uspokaja się, nie wiem, nie czuję za bardzo przejść między segmentami. Ale fajne są te spokojniejsze fragmenty, nawet z tymi bębnami w tle. Ale, na miłość boską, znów wchodzi ta rąbanka, to solo na gitarze, WYWALIĆ TĘ GITARĘ!!! Potem mamy znów klimat filmowy, jakby spotkanie ludzi po dużej burzy. Fajne to takie, niespieszne, filmowe, jak powolne nawiązywanie więzi na nowo. Z tego spotkania wyłania się coś nowego: ładna melodia na instrumencie dętym, spokojne, choć mało wyróżniające się tło na bębnach, pojawia się znów wokalista, temat z wyrazistą sekcją zmierza do kulminacji, średnie te brzmienia. Od 19:00 dziwna rzecz wchodzi. Dużo piszę, bo dużo się dzieje, ale czy to dobrze? Dziwna ta końcówka.
Co mam powiedzieć? Że kawałek to mocno niejednoznaczny, ma momenty piękne (instrumenty dęte, nawiązania filmowe, spokojne pasaże), a ma takie, że człowiek chowa twarz w dłoniach (napieprzanie na gitarze, tragedia). Jasne, kontrasty, zwłaszcza dodające dynamiki, są czymś pożądanym, ale nie w takiej prostackiej formie! Nie mam poczucia spójności tych segmentów. Jakby kawałek był krótszy, fragmenty filmowo-dęte, nabrałby bardziej folkowego charakteru, byłby chyba jednak strawniejszy. W sumie nie jest taki zły, ale, cytując klasyka: sorry, Shodan, no bonus ;(.

Shellac - Prayer To God

Oho, mamy typowego miętusowego agresora. To jest kawałek w stylu Useless - posępny, gorzki, naładowany po brzegi energią, gość idzie powoli do przodu, jest tak zły, że nikt nie chce mu na drodze stanąć, bo ma w łapie kija, a jednocześnie widać, że gość ma powód, żeby być złym, czuć, że zapewne to on ma rację. Wstęp przypomniał mi Midnight Oil i Blue Sky Mine (z klipem), podobnie się zaczyna. Pamiętam dobrze stan, który opisuje Mentos, też coś takiego przeżyłem i długo nie potrafiłem się uspokoić, generalnie po akcji z tymi ludźmi dziewczyna była już spalona, choć w pewnym sensie nie docierało to do mnie wprost. Co tu mówić, można posłuchać, byle nie za często i za dużo, znów nie moje brzmienie, właściwie to się nie rozwija, tylko cały czas ładuje własną złością i... to działa. Może nie tak, jak Big Black, ale też jest mocne.

Dziwna kolejka: nie było numeru, który byłby od początku do końca zły, ale też większość zostawiła pewne niedopowiedzenie. Najbliższa spełnienia chyba Timi Yuro, ale to minimalnie. Natomiast rozczarował Raider II - za to pozytywem odświeżenie Lizarda (to też nie to).
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 26 maja 2023 19:24

Polski Lizard z Bielska jest ok. Może to jest takie KC "w domu", ale "Szmaragdowy Jaszczur" był w latach 90 jednak czymś. Widziałem ich dwa razy na żywo, drugi z tych koncertów wydali na CD. Było solidnie i klimatycznie.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 26 maja 2023 19:42

Chyba zbyt bezpiecznie tymi balladami gram...

trzeba pomyśleć nad inną balladą:p
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6483
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 26 maja 2023 19:42

Bydliński jest dobrym wokalistą. Twórcą też, te kawałki nie są takie złe, jak na początku myślałem, całkiem dobrze się ich słucha. A trochę ich wydał. Chociaż wpisy w necie to lider ma dziwne (takie mocno hermetyczne, bym powiedział).
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 26 maja 2023 19:58

Ja staram się nie słuchać waszych wrzutek z jutuba, bo przez reklamy idzie dostać pierredolca. Po sytuacji, w której w połowie bonusa do ((speak)) wskoczyła reklama unikam jak mogę.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 26 maja 2023 20:03

Kilka razy nadziałem się na to, że w linku co innego, a w mp3 co innego, więc zawsze sprawdzam.
Malkolit pisze:
26 maja 2023 19:42
Bydliński jest dobrym wokalistą. Twórcą też, te kawałki nie są takie złe, jak na początku myślałem, całkiem dobrze się ich słucha. A trochę ich wydał. Chociaż wpisy w necie to lider ma dziwne (takie mocno hermetyczne, bym powiedział).
No facet często bredzi, więc go nie czytam.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 26 maja 2023 22:46

Chyba koniec kolejki, więc z lekka podsumuję. W sumie zgodnie z oczekiwaniami oprócz Melkiego. No że on się nie poznał na Wilsonie, to jest dla mnie szok! W świetle tych okoliczności jakim cudem rok temu zaproponował The Sky Moves Sideways? :o
Mehacze byli i tak z góry znani. Nic nowego (ziewanie).
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 26 maja 2023 23:01

Ale TSMS to jednak coś kompletnie innego niż Raider xD Trochę noc i dzień. Jak na taką kobyłę i to kompleksową, to i tak poszło Ci dobrze Wuja. Zauważ, że prejzowali ci co znali od dawna, więc to może będzie grower u innych. I tak beka, że ostatecznie mój punk nie zebrał większych jobów niż Wiven Stilson.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 26 maja 2023 23:42

Nie wiem o czym piszecie, ale jak cos to ja sie wypisuje z tej zabawy , i jakiejkolwiek innej na tym forum, na czas nieokreslony. Cheers mordeczki
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA