O ile jeszcze o Belli czy Siksie można tak mówić (choć w sumie po co, ale dobra), tak w tym przypadku to po prostu viral jak każdy inny. Wspomniane nie wykręciły jeszcze setek tysięcy czy milionów wyświetleń przy swoich klipach. Ja opisuję swój kontekst jak każdy inny. Wasza brocha czy to zawsze musi być najlepsza metoda interpretacji. Ostatecznie każdy słucha sam i próbuje się zderzyć, ot co.
Best of Forum III
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ale widzisz chyba, że jesteśmy z różnych światów i ja nie mam absolutnie niczego, żeby jakoś się do tego odnieść, backgroundu, który byłby jakąś podpałką pod cień sympatii do tego. W podobnym tonie sam się wypowiadałeś, że nie grałeś w THPS. To jednak coś zmienia w odbiorze i tyle. Ja nikomu "metody interpretacji" nie mam zamiaru narzucać, a sam posiłkuję się tym co mam, ale spoko, następnym razem będzie krótka recenzja.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
No widzę, dlatego jeszcze dla jasności odpowiadam, o to właśnie chodzi. Nie ma podkładki, numer sam w sobie nie daje się przegryźć no to spoko, trudno się mówi
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Owiny Sigoma Band Nyiduonge Drums
Niby koresponduje z Nygusem Foksem, ale nie do końca. Kręcimy się wśród kolejnych afrykańskich rytmów. Mniej robótki laptopowo-hardware'owej, więcej elementów akustycznych. Albo dla mnie brzmi po prostu bardziej organicznie. Prędzej nadaje się jak materiał do występu zespołu niż solowego DJ seta. Ten typ wykonawcy, który może zaskoczyć w trakcie jednego z festiwalowych dni. Początek wieczoru, jeszcze publika niedogrzana, a tu już zaczynają wjeżdżać faktycznie hipnotyczne i wciągające dźwięki. Na Tauronie pięć lat temu ten pamiętny wieczór otwierała jazzowa kapela z Japonii. Parę ich numerów potem sprawdziłem. Może nie była to wielka miłość, ale przynajmniej zwrócili moją uwagę. Tu zapowiada się podobnie. Mniej narkotycznie i elektronicznie niż kolejkę wcześniej, taki lekko rozwodniony hałsik do niespiesznych pląsów, ale cool jest groove.
Mark Lanegan Band No Bells on Sunday
Zapowiada się dobrze, bo brzmi jak coś, co musi mi podpasować w sposób oczywisty. Niespieszne downtempo z elektronicznym tłem, czasami idzie jeszcze coś przypominającego mellotron. Jestem w domu? Trochę przypomina muzyczkę pod zakończenia programu sprzed jakichś dwudziestu lat. Numer jest lekko przeciągnięty, klimatu nie ma zbyt gęstego, ale coś na kształt melancholii i rozdrapanych ran się rodzi. Wokal całkiem przyjemny, lekka chrypa robi robotę. Mógłbym powiedzieć, że od początku do końca stoi w miejscu (bo to prawda), ale ze względu na wywoływane emocje nie jest to specjalnie uprzykrzające. Choć trudno nie usłyszeć, że sam aranż jest dość schematycznie poprowadzony, za dużo to się tam nie dzieje. Wystarcza dla pozytywnego (sic!) efektu.
JunkBunny Band Sedona
W tej kolejce powstał jakiś zalążek wspólnej narracji, bo po momencie słabszym idzie oczyszczenie i przebłyski wschodzącego słońca. Słuchane po sobie na Spotify brzmią jak całkiem sensownie ułożone w internetowym radio, podoba mi się to wrażenie. Za pierwszym razem wkurzało mnie to tytułowe "Sedona" śpiewane parę razy, ale takie uroki poznawania na świeżo, że potrafi zirytować nawet najdrobniejszy szczegół. Później już się ładnie uleżało w głowie. Do NFS Most Wanted wciśnięto mocniejsze gitarowe granie, ale ten refren pasuje mi do wyścigów w słonecznej scenerii, gdy pokonuje się na trasie dość ostry zakręt przy prędkości powyżej 200 km/h. Fajniutka jest ta solówka w środku, zamiast technicznej rąbanki sensowna, cieplutka partia. Z serii bardziej bezpośrednich gitarowych numerów ten podoba mi się najbardziej.
Golec uOrkiestra Band Wanna
Golce reprezentują to wszystko, czego nie lubię w polskiej muzyce, a może i kulturze ugułem. Infantylne, głupiutkie historyjki. Częsty zaciąg góralszczyzny. Obecność na większości kościółkowych eventów w telewizji i nie tylko. Ściernisko przemielone do postaci mema może chwilę mnie śmieszyło, ale częściej przywodzi na myśl jakieś pijackie obrazy. Jedyne rzeczy, które jeszcze budzą we mnie coś w miarę pozytywnego to kawałeczek tekstu Lornetki (bo został użyty w jakimś śmiesznym skeczu i nieopatrznie czasem go używam - to o Bernadetkach) i całe Górą ty (sam zestaw Avengers odpowiadających za ten kawałek do dzisiaj mnie zdumiewa). Takie Pędzą Konie czy Crazy Is My Life to już do końca życia będą naznaczone negatywnie, o ile jeszcze ten drugi idzie śpiewać pod solidnym wpływem, tak pierwszy jak w pigułce skupia to, co po prostu budzi moją niechęć. O, są jeszcze Słodycze, o których Melki pisze... z nimi to samo. Jak słyse to kwice. Utwory niechciane, których podśpiewywanie (szczególnie poza biesiadnym kontekstem) mnie drażni. Może być gorzej, ale na szczęście nie każdy ma u mnie jak Enej. Wanna jest jednym z kolejnych takich folkowo zdobionych utworów obliczonych na wzbudzanie prostych, pozytywnych wrażeń za sprawą niezbyt skomplikowanej opowieści o rzeczach trywialnych. Mocna rzecz o niczym, na drugim biegunie postawiłbym Ich Troje z przerysowanym sznytem ni to musical, ni to rewia. Słuchałem parę razy i dalej nie pamiętam, o czym to jest. Wixapolarze, synthłejwiarze róbcie z tym, co chcecie, macie moje błogosławieństwo.
Kult Band Generał Ferreira
Zaczyna się jak jakiś Cabaret Voltaire na kiju, ale potem nie mamy żadnych wątpliwości. Wyprodukowano w Polsce. W 1991 roku naprawdę trzeba było dalej pisać takie teksty? Trochę o polityce, trochę kompletnie bez sensu, a do tego z rymami częstochowskimi dla możliwości jakiegokolwiek odróżnienia od reszty. Średnio się tego słucha wiedząc, czym Kazik jest w anno domini 2023 roku, wiadomo. Na pierwszej solówce czy wcześniej i później lepiej wychodziły te małe narracje. Do zespołu trudno się przyczepić, nie ma specjalnego zejścia poniżej pewnego poziomu. Dziwnie z puszki brzmi perkusja, szczególnie w zakończeniu, ale ja lubię Sie ściemnia Maanamu, a tam elektroniczne dudnienia pracują aż miło, więc w tej dziwności jest jakaś metoda. Nie, dalej nie mam ochoty głębiej grzebać w dyskografii Kultu. Klawisze trochę toną tutaj. Solidny neutral.
Niby koresponduje z Nygusem Foksem, ale nie do końca. Kręcimy się wśród kolejnych afrykańskich rytmów. Mniej robótki laptopowo-hardware'owej, więcej elementów akustycznych. Albo dla mnie brzmi po prostu bardziej organicznie. Prędzej nadaje się jak materiał do występu zespołu niż solowego DJ seta. Ten typ wykonawcy, który może zaskoczyć w trakcie jednego z festiwalowych dni. Początek wieczoru, jeszcze publika niedogrzana, a tu już zaczynają wjeżdżać faktycznie hipnotyczne i wciągające dźwięki. Na Tauronie pięć lat temu ten pamiętny wieczór otwierała jazzowa kapela z Japonii. Parę ich numerów potem sprawdziłem. Może nie była to wielka miłość, ale przynajmniej zwrócili moją uwagę. Tu zapowiada się podobnie. Mniej narkotycznie i elektronicznie niż kolejkę wcześniej, taki lekko rozwodniony hałsik do niespiesznych pląsów, ale cool jest groove.
Mark Lanegan Band No Bells on Sunday
Zapowiada się dobrze, bo brzmi jak coś, co musi mi podpasować w sposób oczywisty. Niespieszne downtempo z elektronicznym tłem, czasami idzie jeszcze coś przypominającego mellotron. Jestem w domu? Trochę przypomina muzyczkę pod zakończenia programu sprzed jakichś dwudziestu lat. Numer jest lekko przeciągnięty, klimatu nie ma zbyt gęstego, ale coś na kształt melancholii i rozdrapanych ran się rodzi. Wokal całkiem przyjemny, lekka chrypa robi robotę. Mógłbym powiedzieć, że od początku do końca stoi w miejscu (bo to prawda), ale ze względu na wywoływane emocje nie jest to specjalnie uprzykrzające. Choć trudno nie usłyszeć, że sam aranż jest dość schematycznie poprowadzony, za dużo to się tam nie dzieje. Wystarcza dla pozytywnego (sic!) efektu.
JunkBunny Band Sedona
W tej kolejce powstał jakiś zalążek wspólnej narracji, bo po momencie słabszym idzie oczyszczenie i przebłyski wschodzącego słońca. Słuchane po sobie na Spotify brzmią jak całkiem sensownie ułożone w internetowym radio, podoba mi się to wrażenie. Za pierwszym razem wkurzało mnie to tytułowe "Sedona" śpiewane parę razy, ale takie uroki poznawania na świeżo, że potrafi zirytować nawet najdrobniejszy szczegół. Później już się ładnie uleżało w głowie. Do NFS Most Wanted wciśnięto mocniejsze gitarowe granie, ale ten refren pasuje mi do wyścigów w słonecznej scenerii, gdy pokonuje się na trasie dość ostry zakręt przy prędkości powyżej 200 km/h. Fajniutka jest ta solówka w środku, zamiast technicznej rąbanki sensowna, cieplutka partia. Z serii bardziej bezpośrednich gitarowych numerów ten podoba mi się najbardziej.
Golec uOrkiestra Band Wanna
Golce reprezentują to wszystko, czego nie lubię w polskiej muzyce, a może i kulturze ugułem. Infantylne, głupiutkie historyjki. Częsty zaciąg góralszczyzny. Obecność na większości kościółkowych eventów w telewizji i nie tylko. Ściernisko przemielone do postaci mema może chwilę mnie śmieszyło, ale częściej przywodzi na myśl jakieś pijackie obrazy. Jedyne rzeczy, które jeszcze budzą we mnie coś w miarę pozytywnego to kawałeczek tekstu Lornetki (bo został użyty w jakimś śmiesznym skeczu i nieopatrznie czasem go używam - to o Bernadetkach) i całe Górą ty (sam zestaw Avengers odpowiadających za ten kawałek do dzisiaj mnie zdumiewa). Takie Pędzą Konie czy Crazy Is My Life to już do końca życia będą naznaczone negatywnie, o ile jeszcze ten drugi idzie śpiewać pod solidnym wpływem, tak pierwszy jak w pigułce skupia to, co po prostu budzi moją niechęć. O, są jeszcze Słodycze, o których Melki pisze... z nimi to samo. Jak słyse to kwice. Utwory niechciane, których podśpiewywanie (szczególnie poza biesiadnym kontekstem) mnie drażni. Może być gorzej, ale na szczęście nie każdy ma u mnie jak Enej. Wanna jest jednym z kolejnych takich folkowo zdobionych utworów obliczonych na wzbudzanie prostych, pozytywnych wrażeń za sprawą niezbyt skomplikowanej opowieści o rzeczach trywialnych. Mocna rzecz o niczym, na drugim biegunie postawiłbym Ich Troje z przerysowanym sznytem ni to musical, ni to rewia. Słuchałem parę razy i dalej nie pamiętam, o czym to jest. Wixapolarze, synthłejwiarze róbcie z tym, co chcecie, macie moje błogosławieństwo.
Kult Band Generał Ferreira
Zaczyna się jak jakiś Cabaret Voltaire na kiju, ale potem nie mamy żadnych wątpliwości. Wyprodukowano w Polsce. W 1991 roku naprawdę trzeba było dalej pisać takie teksty? Trochę o polityce, trochę kompletnie bez sensu, a do tego z rymami częstochowskimi dla możliwości jakiegokolwiek odróżnienia od reszty. Średnio się tego słucha wiedząc, czym Kazik jest w anno domini 2023 roku, wiadomo. Na pierwszej solówce czy wcześniej i później lepiej wychodziły te małe narracje. Do zespołu trudno się przyczepić, nie ma specjalnego zejścia poniżej pewnego poziomu. Dziwnie z puszki brzmi perkusja, szczególnie w zakończeniu, ale ja lubię Sie ściemnia Maanamu, a tam elektroniczne dudnienia pracują aż miło, więc w tej dziwności jest jakaś metoda. Nie, dalej nie mam ochoty głębiej grzebać w dyskografii Kultu. Klawisze trochę toną tutaj. Solidny neutral.
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Jutro lub pojutrze wjadę z bestkami. Po prostu już wiem, że dziś nie dam rady.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Spoko, myślę że dziś Cię zmieni Wuja xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Ja tylko dodam chłopcy że z następna kolejką wracam
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Takie Malkolit 2022 100000% speed
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Naszitpostowane to można wracać (shitpostować gdzie indziej też)
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Po co czekać, recenzuj ominiętą
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Lady Madlen – Kokos
O cię w mordę, naprawdę nie sądziłem, że w tym temacie doczekam się kiedyś disco polo!
Dragon zaraz gotów pomyśleć, że ostatnio się tylko czepiam jego wrzutek, ale co ja poradzę, że mi te rzeczy się zwyczajnie nie podobają. A szczególnie nie lubię disco polo. I zanim się Dragon obruszy to tylko powiem, że dla mnie to właśnie tak brzmi. Jedyna różnica to taka, że disco polowcy raczej nie klną. Typowa disco przytupajka, przy której można by się na parkiecie powyginać po paru kieliszkach. Do słuchania się jednak dla mnie nie nadaje. Nawet akordeon nie robi na mnie wrażenia. A laska na wokalu rzeczywiście jakaś taka trochę irytująca. Tak że niestety, ale muszę dać kciuka w dół w nadziei, że Dragon powróci wkrótce z lepszą muzyką jakiej jeszcze pewnie sporo ma w muzycznym plecaku.
Owiny Sigoma Band - Nyiduonge Drums
Ja mam podobne zdanie jak Hien, iż oprócz bębnów nie ma za bardzo w tym utworze afrykańskich motywów. Poza tym sam utwór mi się za bardzo nie widzi. Zajeżdża mi jakimiś klubowymi klimatami, których jak wiecie nie lubię. Rytm fajny, te elementy perkusyjne też, ale niewiele więcej znajduję tu dla siebie. A mówione wstawki plus to natarczywe naparzanie w jeden klawisz niemiło kojarzą mi się z jakimiś manieczkami. A na to to ja mam prawdziwą alergię.
Mark Lanegan Band - No Bells on Sunday
Jak bym słuchał tych propozycji w ciemno, to bym postawił wszystkie pieniądze, iż to utwór od Hiena. Bardzo ładna ballada zagrana w nieśpiesznym tempie. Ładna linia melodyczna, przyjemny aranż. No zwyczajnie lubię takie klimaty. Najbardziej lubię takie piosenki słuchać w ciepłe letnie popołudnia lub wieczory siedząc sobie na balkonie lub na tarasie, wpatrując się w zieleń i schodzące z nieba słońce. Można się wtedy naprawdę wyluzować i wręcz odpłynąć.
Wokal też bardzo dobry. Pamiętam, że już słyszałem Marka w jakiejś wrzutce Hiena. Chyba w ramach zespołu Queens of the Stone Age i wtedy marudziłem. No ale tamta muzyka mi się po prostu nie podobała.
JunkBunny – Sedona
Hien proponuje kolejny numer z THPS i tutaj jest dla mnie już dużo lepiej niż było w przypadku Goldfinger. Bardzo amerykańskie klimaty. Może nie jestem fanem takiej nuty generalnie, szczególnie takiego wokalu. Ale jedna rzecz mi się jednak podoba dosyć mocno, a mianowicie gitary. Chodzą tutaj naprawdę rewelacyjnie i robią cały numer. Szczególnie te fragmenty bez wokalu. Rzadko chwalę ostre gitarowe harce, ale jak są dobre, to potrafię docenić. Tutaj ich brzmienie jest naprawdę dobre, dosyć agresywne, ale bez przesady. Nie ma napieprzania w struny dla zasady.
Golec uOrkiestra – Wanna
Przyznam się szczerze, że mój stosunek do braci Golców był zawsze taki po prostu neutralny. Dużo ich było w telewizji na różnych eventach i mnie ani nie interesowali, ani też nie wadzili. Ich muzykę określiłbym jako biesiadny folk. Ja folk to nawet lubię z tym, że nie polski. A jak słyszę góralską muzykę, to bym w afekcie wręcz pogryzł wszystkich w koło. Dlatego jak usłyszałem te góralskie skrzypce na początku, to aż mnie skręciło. Sam utwór nie dla mnie, chociaż obrażać się na niego też nie mam zamiaru. Taki naiwny utworek o żabkach, momentami może nawet troszkę uroczy. Ale na poważnie to nie mógłbym, tego słuchać. Tym bardziej ze względu na te elementy góralskie właśnie.
Tak się złożyło, że w dzieciństwie rodzice na 4 lata przeprowadzili się do Skarżysko-Kamiennej pod Kielcami. Tam byli też górale i pamiętam, że kiedyś jakimś cudem znaleźliśmy się na jakimś koncerciku lokalnych muzykantów. Mimo, że miałem zaledwie 4 lub 5 lat, to do teraz pamiętam ten koszmar. Bo inaczej tej muzyki nie da się nazwać. To było nawet gorsze od muzyki tych górali z Zakopanego i okolic. Tak więc jak widać od najmłodszych lat miałem alergię na ten rodzaj muzyki.
A co do Golców jeszcze, to trochę straciłem dla nich tej neutralnej sympatii po tej sprawie wyciągania przez nich łapek po państwowe pieniądze jako rodzaj odszkodowania za poniesione straty finansowe na początku pandemii.
O cię w mordę, naprawdę nie sądziłem, że w tym temacie doczekam się kiedyś disco polo!
Owiny Sigoma Band - Nyiduonge Drums
Ja mam podobne zdanie jak Hien, iż oprócz bębnów nie ma za bardzo w tym utworze afrykańskich motywów. Poza tym sam utwór mi się za bardzo nie widzi. Zajeżdża mi jakimiś klubowymi klimatami, których jak wiecie nie lubię. Rytm fajny, te elementy perkusyjne też, ale niewiele więcej znajduję tu dla siebie. A mówione wstawki plus to natarczywe naparzanie w jeden klawisz niemiło kojarzą mi się z jakimiś manieczkami. A na to to ja mam prawdziwą alergię.
Mark Lanegan Band - No Bells on Sunday
Jak bym słuchał tych propozycji w ciemno, to bym postawił wszystkie pieniądze, iż to utwór od Hiena. Bardzo ładna ballada zagrana w nieśpiesznym tempie. Ładna linia melodyczna, przyjemny aranż. No zwyczajnie lubię takie klimaty. Najbardziej lubię takie piosenki słuchać w ciepłe letnie popołudnia lub wieczory siedząc sobie na balkonie lub na tarasie, wpatrując się w zieleń i schodzące z nieba słońce. Można się wtedy naprawdę wyluzować i wręcz odpłynąć.
Wokal też bardzo dobry. Pamiętam, że już słyszałem Marka w jakiejś wrzutce Hiena. Chyba w ramach zespołu Queens of the Stone Age i wtedy marudziłem. No ale tamta muzyka mi się po prostu nie podobała.
JunkBunny – Sedona
Hien proponuje kolejny numer z THPS i tutaj jest dla mnie już dużo lepiej niż było w przypadku Goldfinger. Bardzo amerykańskie klimaty. Może nie jestem fanem takiej nuty generalnie, szczególnie takiego wokalu. Ale jedna rzecz mi się jednak podoba dosyć mocno, a mianowicie gitary. Chodzą tutaj naprawdę rewelacyjnie i robią cały numer. Szczególnie te fragmenty bez wokalu. Rzadko chwalę ostre gitarowe harce, ale jak są dobre, to potrafię docenić. Tutaj ich brzmienie jest naprawdę dobre, dosyć agresywne, ale bez przesady. Nie ma napieprzania w struny dla zasady.
Golec uOrkiestra – Wanna
Przyznam się szczerze, że mój stosunek do braci Golców był zawsze taki po prostu neutralny. Dużo ich było w telewizji na różnych eventach i mnie ani nie interesowali, ani też nie wadzili. Ich muzykę określiłbym jako biesiadny folk. Ja folk to nawet lubię z tym, że nie polski. A jak słyszę góralską muzykę, to bym w afekcie wręcz pogryzł wszystkich w koło. Dlatego jak usłyszałem te góralskie skrzypce na początku, to aż mnie skręciło. Sam utwór nie dla mnie, chociaż obrażać się na niego też nie mam zamiaru. Taki naiwny utworek o żabkach, momentami może nawet troszkę uroczy. Ale na poważnie to nie mógłbym, tego słuchać. Tym bardziej ze względu na te elementy góralskie właśnie.
Tak się złożyło, że w dzieciństwie rodzice na 4 lata przeprowadzili się do Skarżysko-Kamiennej pod Kielcami. Tam byli też górale i pamiętam, że kiedyś jakimś cudem znaleźliśmy się na jakimś koncerciku lokalnych muzykantów. Mimo, że miałem zaledwie 4 lub 5 lat, to do teraz pamiętam ten koszmar. Bo inaczej tej muzyki nie da się nazwać. To było nawet gorsze od muzyki tych górali z Zakopanego i okolic. Tak więc jak widać od najmłodszych lat miałem alergię na ten rodzaj muzyki.
A co do Golców jeszcze, to trochę straciłem dla nich tej neutralnej sympatii po tej sprawie wyciągania przez nich łapek po państwowe pieniądze jako rodzaj odszkodowania za poniesione straty finansowe na początku pandemii.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Kurde, Wuja, chyba nawet dla kogoś kompletnie nie siedzącego w disco polo, nazywanie "Kokosa" disco polo, to jest przedziwna rzecz. Wiele miałbym nazw na to, ale nie disco polo xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
shodan nie ten kierunek na roast wrzutki, można było lepiej
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Melki, Musiał, jutro lecimy, z wami czy bez was.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Szykuje się, szykuje
.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Supcio, supcio
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Lady Madlen – Kokos
Mmmm... bigos! Ta melodia zdecydowanie kojarzy się podobnie jak bigos, czyli z czymś swojskim. Bit kojarzy się z jakąś muzyką ludową, bardziej niż z disco polo. Swoją drogą, jeśli Shodan nie słyszałeś klnących discopolowców, to się ciesz, bo ja poznałem takowego (a może takowych) i zdecydowanie nie polecam (tam lecą same wulgaryzmy i nic więcej). Tekst to dosyć kuriozalna i odstręczająca mieszanka polsko-angielska, nie potrafię czegoś takiego słuchać na serio. Hasło "mam kokos" może się śnić jako koszmar po nocach. Rozumiem, że to takie dziwne poczucie humoru, tylko inne od mojego, tak? Czegokolwiek by nie przedstawić w ten sposób, nie jestem w stanie traktować tego poważnie. Aż mi się kojarzy ze środowiskami artystowskimi, z którymi miałem do czynienia (ale taki Gin to jest całkiem sensowny człowiek). Nie wiem, co rozumiesz Dragon jako "bezkompromisowość", to jedno z najbardziej ohydnych słów w popkulturze, taki wytrych do wielu rzeczy, które nie są muzyką z radia/dla szerokiej publiczności. I to, jak sądzę, nie tylko głupotka, to może być groźne, tworzyć aurę jakiejś potrzeby "wtajemniczenia" czy czegoś takiego. Dla mnie to jest kompletnie przegięte i niestrawne.
Owiny Sigoma Band - Nyiduonge Drums
Zaczyna się świetnie, od bębnów od razu kojarzących się z jakimś ludowym graniem krajów daleko na południe od nas. Potem pojawia się ciekawy głos wokalisty. Gorzej, kiedy wchodzi elektronika i bit, kawałek nabiera swoistej "typowości". Nie, żeby było coś w tym złego, ale spodziewałem się innej estetyki po pierwszych dźwiękach. Przy pierwszym odsłuchu na końcu zapomniałem, jaki był początek. Wchodzi elektroniczne pikanie, syntezatorowa melodia, okrzyki rodem z dużych, wolnych przestrzeni, ciekawie się robi, choć ten bit trochę przytrzymuje kawałek w miejscu, a mógłby się on bardziej rozszaleć. I przez to trochę zostaje takim kawałkiem tła, a trochę żywym. I chyba wolałbym, żeby był bardziej żywy. Tym niemniej przywołuje na myśl różnych Louie Austenów i podobnych panów, choć to trochę inna estetyka, różnych takich nastrojowych muzyków, przy których utworach można spokojnie, leniwie snuć myśli. Podoba mi się.
Mark Lanegan Band - No Bells on Sunday
I wchodzi kawałek bardzo nastrojowy. Chciałoby się zacytować klasyka: bez sensacji, ale sensacja jest, bo to nie Hien wrzucił, tylko Devotional. Bardzo spokojną nutą się zaczyna, lekkie granie, wchodzi głos Marka Lanegana (szkoda, że już go nie ma; ale tryb życia miał fest niezdrowy), niespiesznie snuje swoją opowieść. Tekst melancholijny, smutny, ale sama piosenka spokojna. W sumie szkoda, że muzykę gościa poznaję dopiero wtedy, kiedy jego już nie ma, to jest jednak coś innego. Na zasadzie: więcej wiem, więcej się zastanawiam. Snuje się ten kawałek, maluje melancholijny krajobraz, szaroniebieskie kolory, droga, pola, podróż, żeby człowiek zapomniał o tym, co go spotkało. Piękna sprawa, chyba najlepsza wrzutka tej kolejki.
JunkBunny – Sedona
A teraz mamy kawał gitarowego jazgotu, który dla mnie brzmi, niestety, dość stereotypowo. Kawałek energiczny, żywiołowy, wydaje się dość radosny (choć odróżniam to raczej po wokalu niż po tych galopadach). Cóż, to nie są moje brzmienia. Potwierdza to tylko moje przypuszczenia, że wolę, kiedy podobne granie podlane jest elektroniką. Początek jeszcze jest akustyczny, potem jednak przygrzewają chłopaki na elektrykach. Rzeczywiście jest w tym sporo pozytywnego vibe'u, czuć słońce, ciepło, wielkie miasto, na ulicach którego właśnie coś się dzieje. Wokalista żywiołowy, barwa głosu w sumie taka sobie, ale ta energia spokojnie to wynagradza, a refren rzeczywiście ma w sobie moc. Aż widać te wyścigi ulicami miasta rodem z gry, widać tych gości spotykających się potem w barze z napojami, jest git. Nie moja estetyka, ale kupuję, potrafię zrozumieć, czemu to się podoba.
Kult - Generał Ferreira
Na finał kolejna wrzutka Kazika o tematyce społeczno-politycznej. Nie znałem chyba wcześniej tego kawałka, a w każdym razie nie pamiętam go. Tajemniczy, anglojęzyczny wstęp, po którym wchodzi dosyć drewniany bit. Młodego głosu Kazika słucha się zupełnie inaczej niż późniejszego (rzecz niby oczywista, ale warto to podkreślić). Tekst dosyć mętny, niezbyt bezpośredni, jakoś średnio go kupuję. Słychać, że kawałek ma bazę inną niż rockowa, bo nie jest tak toporny jak typowy polski stary rock. Kazik zresztą generalnie wyróżnia się pod tym względem na plus. Gitary nawet nie takie ostre, tylko z dobrym smakiem, keyboardy ozdabiają ten kawałek. I Hien ma rację, to jest o takiej Polsce, która w pewnym sensie już minęła, jak ktoś nie pamięta, to będzie mu trudno to sobie wyobrazić i trudno będzie mu wytłumaczyć. Jest w tym coś swojskiego, coś przyciągającego uwagę. Oni to umieli. Ależ to ma vibe, jak ten kawałek płynie, od jednej frazy do drugiej (i wokalnie, i instrumentalnie), od słowa do słowa. Może nie na każdą okazję, ale z zainteresowaniem.
Trochę bez wyrazu ta kolejka (najwięcej go miała Lady Madlen, ale to same brzydkie wyrazy). Zdecydowanie na plus Mark Lanegan, także na plus Kult i Owiny Segoma Band, JunkBunny ok, ale z pewnym dystansem, Madlen na dystans.
Mmmm... bigos! Ta melodia zdecydowanie kojarzy się podobnie jak bigos, czyli z czymś swojskim. Bit kojarzy się z jakąś muzyką ludową, bardziej niż z disco polo. Swoją drogą, jeśli Shodan nie słyszałeś klnących discopolowców, to się ciesz, bo ja poznałem takowego (a może takowych) i zdecydowanie nie polecam (tam lecą same wulgaryzmy i nic więcej). Tekst to dosyć kuriozalna i odstręczająca mieszanka polsko-angielska, nie potrafię czegoś takiego słuchać na serio. Hasło "mam kokos" może się śnić jako koszmar po nocach. Rozumiem, że to takie dziwne poczucie humoru, tylko inne od mojego, tak? Czegokolwiek by nie przedstawić w ten sposób, nie jestem w stanie traktować tego poważnie. Aż mi się kojarzy ze środowiskami artystowskimi, z którymi miałem do czynienia (ale taki Gin to jest całkiem sensowny człowiek). Nie wiem, co rozumiesz Dragon jako "bezkompromisowość", to jedno z najbardziej ohydnych słów w popkulturze, taki wytrych do wielu rzeczy, które nie są muzyką z radia/dla szerokiej publiczności. I to, jak sądzę, nie tylko głupotka, to może być groźne, tworzyć aurę jakiejś potrzeby "wtajemniczenia" czy czegoś takiego. Dla mnie to jest kompletnie przegięte i niestrawne.
Owiny Sigoma Band - Nyiduonge Drums
Zaczyna się świetnie, od bębnów od razu kojarzących się z jakimś ludowym graniem krajów daleko na południe od nas. Potem pojawia się ciekawy głos wokalisty. Gorzej, kiedy wchodzi elektronika i bit, kawałek nabiera swoistej "typowości". Nie, żeby było coś w tym złego, ale spodziewałem się innej estetyki po pierwszych dźwiękach. Przy pierwszym odsłuchu na końcu zapomniałem, jaki był początek. Wchodzi elektroniczne pikanie, syntezatorowa melodia, okrzyki rodem z dużych, wolnych przestrzeni, ciekawie się robi, choć ten bit trochę przytrzymuje kawałek w miejscu, a mógłby się on bardziej rozszaleć. I przez to trochę zostaje takim kawałkiem tła, a trochę żywym. I chyba wolałbym, żeby był bardziej żywy. Tym niemniej przywołuje na myśl różnych Louie Austenów i podobnych panów, choć to trochę inna estetyka, różnych takich nastrojowych muzyków, przy których utworach można spokojnie, leniwie snuć myśli. Podoba mi się.
Mark Lanegan Band - No Bells on Sunday
I wchodzi kawałek bardzo nastrojowy. Chciałoby się zacytować klasyka: bez sensacji, ale sensacja jest, bo to nie Hien wrzucił, tylko Devotional. Bardzo spokojną nutą się zaczyna, lekkie granie, wchodzi głos Marka Lanegana (szkoda, że już go nie ma; ale tryb życia miał fest niezdrowy), niespiesznie snuje swoją opowieść. Tekst melancholijny, smutny, ale sama piosenka spokojna. W sumie szkoda, że muzykę gościa poznaję dopiero wtedy, kiedy jego już nie ma, to jest jednak coś innego. Na zasadzie: więcej wiem, więcej się zastanawiam. Snuje się ten kawałek, maluje melancholijny krajobraz, szaroniebieskie kolory, droga, pola, podróż, żeby człowiek zapomniał o tym, co go spotkało. Piękna sprawa, chyba najlepsza wrzutka tej kolejki.
JunkBunny – Sedona
A teraz mamy kawał gitarowego jazgotu, który dla mnie brzmi, niestety, dość stereotypowo. Kawałek energiczny, żywiołowy, wydaje się dość radosny (choć odróżniam to raczej po wokalu niż po tych galopadach). Cóż, to nie są moje brzmienia. Potwierdza to tylko moje przypuszczenia, że wolę, kiedy podobne granie podlane jest elektroniką. Początek jeszcze jest akustyczny, potem jednak przygrzewają chłopaki na elektrykach. Rzeczywiście jest w tym sporo pozytywnego vibe'u, czuć słońce, ciepło, wielkie miasto, na ulicach którego właśnie coś się dzieje. Wokalista żywiołowy, barwa głosu w sumie taka sobie, ale ta energia spokojnie to wynagradza, a refren rzeczywiście ma w sobie moc. Aż widać te wyścigi ulicami miasta rodem z gry, widać tych gości spotykających się potem w barze z napojami, jest git. Nie moja estetyka, ale kupuję, potrafię zrozumieć, czemu to się podoba.
Kult - Generał Ferreira
Na finał kolejna wrzutka Kazika o tematyce społeczno-politycznej. Nie znałem chyba wcześniej tego kawałka, a w każdym razie nie pamiętam go. Tajemniczy, anglojęzyczny wstęp, po którym wchodzi dosyć drewniany bit. Młodego głosu Kazika słucha się zupełnie inaczej niż późniejszego (rzecz niby oczywista, ale warto to podkreślić). Tekst dosyć mętny, niezbyt bezpośredni, jakoś średnio go kupuję. Słychać, że kawałek ma bazę inną niż rockowa, bo nie jest tak toporny jak typowy polski stary rock. Kazik zresztą generalnie wyróżnia się pod tym względem na plus. Gitary nawet nie takie ostre, tylko z dobrym smakiem, keyboardy ozdabiają ten kawałek. I Hien ma rację, to jest o takiej Polsce, która w pewnym sensie już minęła, jak ktoś nie pamięta, to będzie mu trudno to sobie wyobrazić i trudno będzie mu wytłumaczyć. Jest w tym coś swojskiego, coś przyciągającego uwagę. Oni to umieli. Ależ to ma vibe, jak ten kawałek płynie, od jednej frazy do drugiej (i wokalnie, i instrumentalnie), od słowa do słowa. Może nie na każdą okazję, ale z zainteresowaniem.
Trochę bez wyrazu ta kolejka (najwięcej go miała Lady Madlen, ale to same brzydkie wyrazy). Zdecydowanie na plus Mark Lanegan, także na plus Kult i Owiny Segoma Band, JunkBunny ok, ale z pewnym dystansem, Madlen na dystans.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Dzięki Melki <3 Tym razem Dev startuje w naszym lokalnym Le Mans. W razie braku dotarcia na metę, jutro o 14:30 rozpoczynamy nową kolejkę.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
que pasa amigo
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Pkew Pkew Pkew – Mid 20’s Skateboarder
Zapraszam na ostatni w tym roku odcinek ‘punkuj z Munlupem’ (chociaż kto wie). Pkew Pkew Pkew to kanadyjski zespół punkowy, który poznałem, podobnie jak JunkBunny, przez remake THPS z 2020 r. Czym zwrócili moją uwagę, to tym, że ich punk brzmiał inaczej i przesłuchanie ich płyt utwierdziło mnie tylko w przekonaniu, że to jest wyjątkowo ciekawy zespół na tle reszty. Zamiast collegowych klimatów, są piosenki o piciu piwa i rzyganiu po krzakach, zamiast perfekcyjnych harmonii, z których słyną pop punkowe grupy, są gang wokale. Jednocześnie, jeśli spojrzeć na tych czterech gości, to nie wyglądają jak punkowe obszczymury, ale raczej jacyś hipsterzy (wyprasowane koszule, czyste buty, wyprane spodnie, sympatyczna aparycja) i to dobijający do 30tki. Poza śpiewaniem o piciu, poruszają też tematy takie jak hejt na młodzież z bogatych domów, przygody znajomych, drobne obserwacje społeczne (nobody shakes hands anymore, it’s all hugging) oraz dorzucają trochę autorefleksji, że spędzanie czasu na chlaniu browarów i obijanie się, to jednak idiotyzm. Bardzo ciekawie rozwijają się muzycznie z płyty na płytę, ale ja proponuję wczesny utwór, od którego się u mnie (i podejrzewam, od większości ludzi) zaczęło - „Mid 20’s Skateboarder”. Dwie minuty czystego funu, bardzo melodyjnego funu. Piosenka o zesranym deskorolkarzu amatorze, który potrzebuje się napić, żeby zszedł z niego strach. Też tam byłem, zresztą, gdyby teraz miał coś poważniejszego zrobić na desce, to chyba tez bym musiał coś łyknąć.
To nie tylko numer do słuchania w skateparku, ale też do jazdy samochodem przy otwartym dachu (albo chociaż oknie), windsurfowaniu, chillowaniu nad wodą, czy coś, obowiązkowo w palącym słońcu, z lekkim wietrzykiem rozwiewającym włosy (ale bez też spoko). Jeżeli szukacie czegoś głębokiego na ciepły czerwcowy wieczór, to nalejcie sobie wódy, bo tu się bawimy na płytko.
https://www.youtube.com/watch?v=kEVt8QOZ73Y
btw, marzy mi się iść na ich koncert, który by dokładnie tak wyglądał
https://www.youtube.com/watch?v=JUp5_r890lg
Zapraszam na ostatni w tym roku odcinek ‘punkuj z Munlupem’ (chociaż kto wie). Pkew Pkew Pkew to kanadyjski zespół punkowy, który poznałem, podobnie jak JunkBunny, przez remake THPS z 2020 r. Czym zwrócili moją uwagę, to tym, że ich punk brzmiał inaczej i przesłuchanie ich płyt utwierdziło mnie tylko w przekonaniu, że to jest wyjątkowo ciekawy zespół na tle reszty. Zamiast collegowych klimatów, są piosenki o piciu piwa i rzyganiu po krzakach, zamiast perfekcyjnych harmonii, z których słyną pop punkowe grupy, są gang wokale. Jednocześnie, jeśli spojrzeć na tych czterech gości, to nie wyglądają jak punkowe obszczymury, ale raczej jacyś hipsterzy (wyprasowane koszule, czyste buty, wyprane spodnie, sympatyczna aparycja) i to dobijający do 30tki. Poza śpiewaniem o piciu, poruszają też tematy takie jak hejt na młodzież z bogatych domów, przygody znajomych, drobne obserwacje społeczne (nobody shakes hands anymore, it’s all hugging) oraz dorzucają trochę autorefleksji, że spędzanie czasu na chlaniu browarów i obijanie się, to jednak idiotyzm. Bardzo ciekawie rozwijają się muzycznie z płyty na płytę, ale ja proponuję wczesny utwór, od którego się u mnie (i podejrzewam, od większości ludzi) zaczęło - „Mid 20’s Skateboarder”. Dwie minuty czystego funu, bardzo melodyjnego funu. Piosenka o zesranym deskorolkarzu amatorze, który potrzebuje się napić, żeby zszedł z niego strach. Też tam byłem, zresztą, gdyby teraz miał coś poważniejszego zrobić na desce, to chyba tez bym musiał coś łyknąć.
To nie tylko numer do słuchania w skateparku, ale też do jazdy samochodem przy otwartym dachu (albo chociaż oknie), windsurfowaniu, chillowaniu nad wodą, czy coś, obowiązkowo w palącym słońcu, z lekkim wietrzykiem rozwiewającym włosy (ale bez też spoko). Jeżeli szukacie czegoś głębokiego na ciepły czerwcowy wieczór, to nalejcie sobie wódy, bo tu się bawimy na płytko.
https://www.youtube.com/watch?v=kEVt8QOZ73Y
btw, marzy mi się iść na ich koncert, który by dokładnie tak wyglądał
https://www.youtube.com/watch?v=JUp5_r890lg
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn