Best of Forum III

Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 18 lip 2023 12:07

Nie przypominam sobie żebym oceniał cały płyty na podstawie numerów. Jak chcesz Wujek, ja mam tylko szacunek do tych gości, że będąc znienawidzonymi przez pół świata, porzuconymi przez wytwórnie i management, w obcym kraju, byli w stanie nagrac album i przyzwoicie na nim zaśpiewać. Twierdzenie, że niczego nie udowodnili jest jednak skrajnie aroganckie. Nie sądzę, żebym wygłaszał aż tak ogólne opinie, na podstawie tak niewielkiej wiedzy.

Zresztą ja nie bronię wrzuty, bo nie mam problemu, że Ci się kawałek nie podoba i uważasz, że jest słaby. Walczę z szerzeniem głupich i bezstawnych teorii, przedstawianych jako jakiś fakty.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 18 lip 2023 12:19

Ja też nie oceniam płyty. Wypowiadam się tylko w stosunku do tego utworu, a Ty mnie łapiesz za słówka. Chłopy zasmakowali przez chwilę popularności, dali plamy i próbowali potem ambitnie ratować swoją karierę. Ale ludzie tego nie kupili i tyle. To nie ja, ale słuchacze 30 lat temu ich skreślili.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 18 lip 2023 12:24

Ale Wuja, co mieli kupić? Czytałeś w ogóle co pisałem? Tej płyty wyszło 2000 egzemplarzy, DWA TYSIĄCE. Wytwórnia padła praktycznie w czasie wydania płyty, bo tani management Roba i Faba, nie dopilnował dla nich lepszego dealu. A był tani, bo po skandalu Milli Vanilli, oni byli spłukani i zrujnowani. Udowodnili wszystko co mogli udowodnić, więcej w takich warunkach się nie dalo. Teraz, po latach, ludzie odkrywają ten album i go chwalą. Nie będę się z Tobą kłócił Wuja, chcesz kopać leżącego, po 30 latach, to kop, ale uważam, że to co piszesz jest niesprawiedliwe.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 18 lip 2023 15:01

Uważam, że nie każdy musi podejść do tematu MV z taką wyrozumiałością i drobiazgowością. Kwestia wydawnicza to szczegół przy tym wrażeniu oszukania, które wyraźnie przemawia przez shodana. Z drugiej strony unikałbym słów typu udowodnili/nie udowodnili, można to powiedzieć inaczej bez lekko nadętego wrażenia. Udowodnili przez sam fakt wydania, zaśpiewania, koncertowania. Potem zostaje już to, czy ich muzyka komuś pasuje czy nie.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 18 lip 2023 15:08

Dragon pisze:
18 lip 2023 15:01
Udowodnili przez sam fakt wydania, zaśpiewania, koncertowania. Potem zostaje już to, czy ich muzyka komuś pasuje czy nie.
O to chodzi.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 19 lip 2023 01:14

Rob & Fab - Do I

Pierwszą próbę wprowadzenia nas w uniwersum Milli Vanilli zapamiętałem z przyjemnego popowego kawałka, który był spoko letniaczkiem i do którego nie wracam w zasadzie tylko dlatego, że kojarzy mi się z latem 2022, a to był jednak dość przejebany okres. Mimo iż nie słucham, to jednak mam dużo sympatii do tego projektu, bo ciężko jednak nie sympatyzować z kimś, kto po latach okazał się być niesłusznie i niesprawiedliwie szkalowany w mediach, mimo iż miał rację - skopiuję sobie to zdanie, by użyć je przy recenzji jakiegokolwiek kawałka Sinead O'Connor. Ten kawałek próbuję sobie skojarzyć z latem 2020, które w sumie wspominam dość pozytywnie i wcale nie jako to, które spędziłem całkowicie w domu - byłem nawet wtedy z wizytą u kolegi z Pabianic i było blisko obczajenia radia ŻAK od środka, ale rozmyśliliśmy się, bo coś tam.
Kawałek mi się podoba, bo brzmi jak ten typowy pop z okresu "zawieszenia" epok między 80sami a 90sami - że wiecie, niby brzmi jak wyprodukowany i nagrany w tamtej pierwszej epoce, ale słychać już że idzie nowe i jest nawet obligatoryjna rapowa wstawka (odnoszę wrażenie, że przymus jej wrzucania był zapisany w jakiejś ustawie). Dużo tu hooków, fajne są te wstawki typu jakieś odgłosy przez radio w tle pod koniec, no i nie mogę nie wspomnieć o wokalach - lekcje nie poszły w las czy jakoś tak. Skojarzenia z Jacksonem faktycznie słychać, trochę mi się to też kojarzy z jedną płytą Kylie Minogue ze wczesnych 90sów, o której kiedyś tu będzie. Lub nie.
W alternatywnym wszechświecie ten kawałek pewnie byłby jakimś wielkim i oczywistym przebojem, który znajdowałby się na co trzeciej składance BEST OF 90S, w tym odkrywam go przez forum Depeche Mode. Może to i smutne, na pocieszenie daję chłopakom okejkę.

Common - Nuthin' To Do

Pisanie w 2023 o tym, że ktoś był mentorem dla Kanye Westa to... no nie wiem co, uznajmy, że deadnaming czy coś.ffffffffffffffdfffffffffffffffffffcffg - sorry czyściłem klawiaturę podczas odsłuchu. Mam problem z tym kawałkiem, ten stary problem, którego właściwie to dawno w tej zabawie nie miałem - słyszę, że wszystko tu jest takie jak trzeba, że wszystko gra i całość ma znak jakości Q by Murzyn oraz w ogóle, ale jednocześnie nie do końca bierze. Słyszę, że to jest fajne, fajny jest ten saksofon i w sumie nawet przyjemnie to vibe'uje, ale jednocześnie przelatuje obok mnie, a podchodziłem do tego raz, drugi i trzeci i nie sądzę, by kolejne odsłuchy cokolwiek w tej materii zmieniły. Ale za długo partycypuję w tej zabawie, by nie wiedzieć, że tego typu tracki mają to do siebie, że po czasie lubią wracać i zaskoczyć, a nawet i dokopać. Może jakby łódzkie tridente wbiło do Wrocławia i puściło ten kawałek z JBLa, to bym pisał coś zupełnie innego? Diabli wiedzą. Na razie jestem neutralny, ale z taką pewną nieśmiałością.

Shpongle - Divine Moments of Truth

Popularne SZPONGLE kojarzą mi się z typem ludzi, z którymi miałem styczność kilka dobrych lat temu, ale już nie mam i dobrze mi z tym. Jest coś, co mnie niemożebnie irytuje w psytrance'iarzach, to nawet nie to, że ja ich jakoś wyjątkowo nie lubię, ale to jest typ ludzi, z którymi w najlepszym razie nie jestem w stanie znaleźć wspólnego języka, a w najgorszym razie mocno mnie wkurza odklejeniem i swoim pierdoleniem o transcedencji, odkrywaniu ja i innym przećpanym bulszitem. Nie cierpię też tej estetyki i wszystkiego co się z nią wiąże, włącznie z ludźmi. No i ludzie - mogłem o tym zapomnieć, więc wspomnę, by nie było.
Zgadnijcie więc jaka będzie moja opinia na temat tego kawałka w kontekście powyższego rantu? Czy napiszę coś pokroju, że umiem wyjąć głowę z dupy i pochwalić, a może na odwrót - zjadę ten kawałek jak burą sukę? Odpowiedź brzmi ŻADNE Z TYCH. To nie jest obiektywnie nic szczególnie przejebanego, dałoby się z tego wyciąć parę spoko fragmentów i kupuję np. wjazd tej perki gdzieś w ósmej minucie i jednak ten motyw przewijający się przez kawałek jest chwytliwy. Ale jest tu też mnóstwo wkurzających i imo niepotrzebnych wtrętów typu te przetworzone wokale wymieniające nazwy substancji psychoaktywnych czy te irytujące odgłosy na początku, które sprawiają, że nie mogę się w to wkręcić. A chciałem, by nie było. Może mam za silne uprzedzenia, może coś tam, ale jednak tego w całości kupić nie jestem w stanie. Sorry smoku, nie tym razem.

Rednex - Wish You Were Here

Trochę zabawnym odnajduje fakt, że to niby ja tu jestem ten ironiczny czy coś, a jak co do czego to Melczet w bestce swojego życia zapodaje nam to Stachurskiego, to Rednex. Ja pisałem już na grupce, że to jest ten zespół, który zna się z jednego hitu sprzed lat i człowiek ze zdumieniem odkrywa, że nadal jest aktywny, chociaż z tego co pamiętam w tym przypadku tylko koncertowo.
Jako człowiek znający do tej pory tylko jeden utwór Rednex mam dysonans, bo byłem pewien, że ten zespół nagrywał właściwie wyłącznie jakiś rustykalny eurodance, a dostałem mocno przesłodzoną balladkę z toną lukru. To mi pasuje do jakiejś surrealistycznej, ale nieśmiesznej komedii romantycznej, w której o główną bohaterkę rywalizują jakiś wielkomiejski krawaciarz ze stereotypowym redneckiem i są tam sceny, w których ten drugi odwala jakieś dziwne akcje typu przyjeżdza na randkę traktorem albo słoma mu wypada podczas jedzenia zupy i generalnie jest jakiś taki nieobyty, ale mimo tego poczciwy i sympatyczny. No i ja sobie wyobrażam tę piosenkę w scenie końcówej, w której okazuje się, że korposzczur trafia za kratki (był zamieszany w defraudację mienia publicznego), a główna bohaterka wybiera tego wieśniaka, po czym żyją długo i szczęśliwie czy coś. Czy to dobrze? Nie wiem, średnia 5,6 na filmwebie i to tylko dlatego, że często na Polsacie leciało i ludzie mają sentyment.
Słowo o okładce, bo w sumie ta kolejka to pod tym względem jakaś makabreska - o ile klaty ziomków z Milli Vanilli można zrzucić na karb tego, że były takie czasy, tak naprawdę pomysłu z zupą z ryjami z muzyków zespołów, do którejś ktoś sika nie kupuję. I w ogóle podjebali tytuł płyty Chojnackiemu lol.

DAAB - Ogrodu Serce

Nie wiedziałem, że ten kawałek figuruje pod dwoma różnymi tytułami. Teraz wiem. Nie siedzę w reagge, w polskim zwłaszcza, kolega Musiał aż odblokował jedną z szufladek dawno zablokowanych w mojej bani wzmianką o niejakim Bednarku. Chryste, kiedyś to jednak nie było czasów. Generalnie to ten... to jest taki typowy kawałek z POLSKIEGO TOPU WSZECHCZASÓW, ja generalnie tę muzykę dzielę na dwie kategorie: spoko i niespoko, w tej spoko są rzeczy typu Republiki, Lady Pank czy wczesnego Kultu, w tej drugiej jakieś Happysady, IRY i inne Dżemy, ale w sumie nigdy nie potrafiłem ulokować ani sklasyfikować tego kawałka, po prostu sobie był i nie wywoływał u mnie żadnych emocji. Teraz sobie słucham tego tak NA PORZĄDNIE i szczerze przyznam, że to całkiem przyjemny kawałek. Ja chyba mam słabość do polskiej muzyki z lat 80, odnoszę wrażenie, że ta scena to była jedna z nielicznych rzeczy, która trzymała w tym kraju poziom, jest ten psychodeliczny klimat i jest całkiem przyjemny, leniwy groove - taki o, na niedzielne popołudnie. Pewnie będę wracał, bo całość się wkręca, a z jakichś przyczyn nie zdołała mi się osłuchać. Okejka leci.

LSD – Genius

W przeciwieństwie do niektórych zgromadzonych tutaj nie mam awersji do SII, nawet mam do niej coś pokroju sympatii i muszę aż sprawdzić, czy jeden z jej hiciorów się tu nie przewinął, bo w sumie to mógłbym go tu wrzucić i nawet miałbym jakąś historię do tej wrzuty! Bardziej przestraszyłem się nadmiaru grzybów w tym barszczu, bo takie kolaboracje to się zawsze kończą jak w PSG tj. po prostu to nie działa. xD Za pierwszymi razoma szczerze mówiąc też mnie to nie wzięło, ale postanowiłem dać kolejne, bo coś mi powiedziało, że to jednak coś więcej niż potencjalny viral sklecony pod tiktoki czy coś i chyba jakby powoli to u mnie zaskakuje. Są tu hooki i momenty, które irytują, ten wokal z Alvina i Wiewiórek to jedno wielkie WTF, ale cholera - nie odmówię przebojowości, fragmenty w których pada tytułowa fraza są niemożebnie chwytliwe, a Sia robi tu całkiem niezłą robotę. Summa summarum - ty no fajne no. A biorę, chociaż też z TAKĄ PEWNĄ NIEŚMIAŁOŚCIĄ.

No cóż, kolejka pół na pół. Powiedzmy, że trzy spoko kawałki i trzy które ni cholery mi nie wchodzą. Rob i Fab pewnie zagoszczą u mnie tego lata parę razy na głośnikach, LSD i DAAB zapewne też. Common może zaskoczy, gdy usłyszę w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie, Shpongle też - np. wtedy gdy zostanę ćpunem i dołącze do grona psajtrenciarzy. Rednex najprawdopodobniej docenię wtedy, gdy zrobię sobie trepanację czaszki czy coś. Generalnie raczej MEH, ale mogłem się spodziewać po ilości komplementów, jakimi was obłaskawiłem poprzednim razem.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 19 lip 2023 07:38

Melki, dawaj do pieca i lećmy dalej.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 20 lip 2023 07:23

Ok, doba przeszła, lecimy z następną kolejką
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 20 lip 2023 09:51

DELETE
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6483
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 20 lip 2023 10:07

Rob & Fab - Do I

Na wstępie napiszę coś, co wydaje mi się najważniejsze: panowie pokazali, że potrafią! Historia Milli Vanilli jest mocna i generalnie każe postawić wiele pytań. Na przykład takie: na ile dla nas ważne jest to, co widzimy i słyszymy, na ile ważne są dla nas swego rodzaju iluzje, no, i - czy traktujemy to jak iluzje czy jak rzeczywistość (napisał facet, który wrzucał piosenki Sandry znanej z różnych podobnych zabiegów, która jednak śpiewała tym głosem, który ma i bez wspomagania). Jak byśmy to sami widzieli? Ciekawa kwestia: co naprawdę kończy/niszczy czyjąś karierę, co trzeba odwalić, żeby w pewne miejsca nie mieć już wstępu, a co jeszcze jest do wybaczenia. I ile w tym przypadku. Ile symbolu, a ile ktoś naprawdę zalazł komuś za skórę. No i nie zapominajmy, że w latach 90. Farian znów tworzył masę pamiętnych hitów.

Przechodząc do samej piosenki: mamy tu specyficzne brzmienie disco, które kojarzy się i z latami 80., i z 90. Wokale przyjemne, prawie jakby wjechał George Michael lub Michael Jackson. Ścieżka umiarkowanie chwytliwa (tzn. są bardziej), ale nogi zrywają się podrygiwania same, a kawałek ma bardzo pozytywny wydźwięk. Fajne są te bity w tle, brzmi dobrze, sama linia wokalu ok, zwrotki podobają mi się chyba bardziej od refrenu, dziwna wstawka koło 2:40-2:45 (po co to wyszło na pierwszy plan? Nie wiadomo). Rzecz naprawdę dobra, ten mostek jest fajny, letni vibe, coś na imprezę, ale i na wesoły, udany, słoneczny dzień. Wkradają się nawet jakieś ciemniejsze barwy, można je potraktować jako ozdobniki. Zgrabny kawałek i bardzo pozytywne odkrycie. Jestem ciekaw, czy się wkręcę.

Common - Nuthin' To Do

To chyba najtrudniejszy kawałek w tej rundzie, długo nie umiałem znaleźć do niego klucza. Głos bardzo spokojny, dużo mniej się wysuwa na pierwszy plan niż Notoriousa, fajne są te dęciaki od początku niemal towarzyszące raperowi. Bit mocny, w rytm kroków, marszu. Spokojny kawałek, utrzymany w średnim tempie, dosyć jednostajna ta opowieść, muszę przyznać. Refren jest spoko, fajny efekt na tym drugim wokalu. Przyzwoity utwór, nie taki, żebym narzekał, ale po kolejnym odsłuchu wiem już, czemu wcześniej zlatywał dosyć bezwiednie. Ot, taka solidna średnia. Nie wybija się, ale i nie drażni.

Shpongle - Divine Moments of Truth

A tu mamy najbardziej specyficzny kawałek kolejki. Zmieniające się klimaty, motywy przywołują na myśl Ozric Tentacles czy inne Banco di Gaia. Boskie momenty prawdy: czy są odpowiednio składnie zmontowane w jedną całość. Na początku słychać głosy prawie jak z OT czy nawet Gonga, potem pojawiają się zaśpiewy z zaświatów, wchodzą zaśpiewy plemienne, delikatne rytmy, wszystko utrzymane w zwartej formie, cymbałki jakieś, no słychać w tym pewien minimalizm, mało efektów, dużo efektu. Dzieje się, rzecz do spacerowania po mieście i to kiedy człowiek ma w sobie sporo energii. Potem, po 5 minucie wchodzi takie ozrikowe granie, które może się ciągnąć w nieskończoność, człowiek zwykle nawet nie zauważa, jak długo to gra. Ten typ muzyki, gdzie zapamiętywalność ma średnie znaczenie, liczy się vibe, wejście w trans, klimaty orientu, plemienne, elektroniczne tło, rytmy, głosy, wszystko w jednym wielkim tyglu na wysokim poziomie. Zgadzam się, że Dragon dawno czegoś tak dobrego nie wrzucał.

DAAB - Ogrodu Serce

Kiedyś chyba czytałem o tym, że ten utwór funkcjonuje w przestrzeni publicznej pod różnymi tytułami i właśnie mi Dev o tym przypomniał. Nie jestem fanem reggae, ani polskiego (Bednarka zupełnie nie kojarzę, tj. nie skojarzyłbym piosenki z wokalistą), ani zagranicznego, a i twórczości Daabu nie znam poza tym, dobrze mi znanym od wielu lat, kawałkiem. Kiedy patrzę na tekst (a patrzę, bo brzmi dosyć dziwnie), to wydaje mi się nie do końca poprawny. Taki niby poetycki, a jednak trochę powykręcany tam i ówdzie. Niby nic, ale trochę zgrzyta. Sam utwór ma miękkie, przyjemne brzmienie, wokalista przyjemną barwę głosu, jest chwytliwy, szybko i łatwo zapada w pamięć. Wstęp rzeczywiście psychodeliczny, rozbujana rytmika sprawia, że spokojnie można to zapętlić i puszczać może nie w nieskończoność, ale bardzo długo. I jak się tego słucha to można sobie wyobrażać ogród - taki na kształt np. Wojsławic czy innych arboretów, czy nawet Rusałki, zawsze Ogrodu serce kojarzyło mi się z dużą przestrzenią. I tak sobie to płynie i płynie, a urlop się zbliża wielkimi krokami i ten utwór sobie zabiorę. Bardzo dobra wrzutka.

International Harvester - Sommarlåten

Nazwy wcześniej nie znałem, ale po pierwszym odsłuchu poszedłem za ciosem i posłuchałem całej płyty, z której się to wywodzi. Tytuły w różnych językach. Charakter tej muzyki skojarzył mi się 1) z krautrockiem, 2) z muzyką świata, 3) z folkiem, 4) z mocną psychodelią, 5) rockiem z lat 60. Nie ma wokalu, ale gdyby weszły jakieś chóralne zaśpiewy, to bym się zupełnie nie zdziwił. Podobnie jak tym, że zespół nie zrobił większej kariery, bo z taką muzyką wydaje się, że po prostu nie mógł, brzmi to bardzo niszowo, coś rodem z małego klubu dla fanów takiej muzyki, mocno psychodelicznie (mamrotanie w I Mourn You z ich płyty . I... bardzo mi się podoba, dobrze się tego słucha, ma w sobie pierwiastek transowy, ma ciekawe, wyraziste brzmienie, a i vibe, jak pisał Hien, taki letnio-jesienny. Dziwne to jest, ale intrygujące i ja to kupuję. Dobra, ciekawa propozycja ze świata, do którego bardzo rzadko się zagląda.

LSD – Genius

Zaczyna się od dialogu, który zdecydowanie nie przypomina dialogów z Life After Death (zwłaszcza sposobem wprowadzenia), brzmi dosyć głupawo. Klimaty lżejsze, te wokale trochę dziwnie się ze sobą komponują: żeński jest chyba zbyt piskliwy, to coś około 2:35-2:40 to kuriozum, męski głos też jakiś wybitny nie jest, całość oparta na elektronice, wybuchającym refrenie i spokojnej zwrotce i "podskakującym" bicie leży dość daleko od tego, co mi się podoba. Sia zaczynająca śpiewać zwrotki niepokojąco krąży dookoła tego rnb, za którym nie przepadam, ale im wyższym głosem śpiewa, tym gorzej. To się może przegryźć, jest na tyle efekciarskie, że można to potraktować jako groźbę wobec otoczenia, którego nie ma, że będzie lecieć. Ale nie musi.


Dobra kolejka. Znany, dobry Daab, świetni psychodelicy ze Szwecji, świetne Shpongle, dobrzy Rob & Fab, Common trzyma poziom, LSD może się przegryźć.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 20 lip 2023 10:09

Dobra, wrzucam jeszcze raz po Melkim, żeby nie było śmietnika.

Jako pierwsza wjedzie wrzuta od Devotionala, który jest w górach i zgodnie z rigczem nie posiada połączenia z internetem, zatem poprosił mnie żeby zapodał kawałek za niego, co też z radością czynię.
devotional pisze:Azbest - Johnny (2012)

Tak jest Proszę Państwa, uderzam w klimaty, które pewnie powinny być w jakimś zakresie zakazane. UDOSTĘPNIAM W DUŻEJ MIERZE WŁASNY NUMER W BESTCE. Ale wiedziałem, że się to stanie od samego początku tej zabawy. Nie wiedziałem tylko (jakoś do grudnia ubiegłego roku), co dokładnie wrzucę (tzn. wiedziałem, że będzie to Azbest, ale nie wiedziałem, na co się dokładnie zdecyduję), niemniej jednak, oto jest. Dlaczego ja, chciałoby się spytać? Albowiem jest to, kurde, bestka życia, a ten numer uważam za jeden z ważniejszych w swoim życiu i to nie tylko dlatego, że walnie przyczyniłem się do jego powstania. Po prostu czasem jest tak, że się usłyszy jakąś piosenkę i wie się, że to TA piosenka, że ona będzie katowana następnych kilka tygodni albo i miesięcy na empetrójce, Spotify, YT, czymkolwiek innym, stanie się naturalnym soundtrackiem do wielu rzeczy, i tych bardzo istotnych i tych zupełnie nie. Czasem jest tak, że samemu się taką piosenkę nagra, i to też zupełnie przypadkiem. A z Johnnym to było tak, że pewnego zimnego i smutnego październikowego popołudnia A.D. 2009 siedziałem przed kompem i kombinowałem z brzmieniami w jednym z ajmakowych programów do muzy. Spodobało mi się jedno konkretne i zacząłem na nim wygrywać dość prosty motyw, który jednak był dynamiczny i nawet agresywny. Dodałem do niego po chwili bas (że niby z wiosła a tak naprawdę to z klawisza, nie dysponowałem wtedy odpowiednim okablowaniem), potem nagraną na szybko perkę, jakiś klawisz i wyszło coś, co generalnie brzmiało jak kupa, ale miało potencjał. Wtedy, jesienią 2009 to ja miałem dużo rzeczy na głowie, a Bartini, ówczesne drugie pół Azbestu miało na głowie wszystko, tylko nie Azbest, więc numer trafił do szuflady. Aż Bartini uraczył mnie swą obecnością w Zgierzu jakoś na przełomie stycznia i lutego roku już 2010 i postanowiłem sprzedać mu ten kawałek (wtedy jeszcze nie miał tytułu, jakieś guano typu Pulsating Bass blablabla). Bartini się zajarał, ale zgodził się ze mną, że trzeba go zwolnić trochę i zmienić brzmienie, bo jest zbyt syntetyczne, a ten główny motyw jest fajny. Bartini przywlókł ze sobą swój najnowszy nabytek, syntezator Korg DW-800 (chyba tak się nazywał, z jakiegoś powodu pamiętam to już wyłącznie przez mgłę), który całkiem nieźle udawał niektóre analogowe brzmienia. Zaczęliśmy kombinować, kręcić gałkami, ale nic fajnego nie mogło się urodzić. Aż któryś z nas po prostu oparł się o klawisze ustawień i z głośnika wydobył się TEN BAS. Tak, dokładnie ten, który opisaliśmy numerem 82 i który stał się jednym z azbestowych landmarków na długi czas. To dosłownie było trochę tak, że nagle albo ja, albo Bartini krzyknął "O k*rwa, jak to się stało? Znaczy, serio, musimy to szybko zapisać, nim pójdzie sobie w pizdu i nie będziemy potrafili tego odtworzyć". Zacząłem wygrywać ten pierwotny motyw przy pomocy tegoż właśnie brzmienia, Bartini skleił bit w Hydrogenie, ja mu nałożyłem efekt, nagrałem współpracujący pad, dodałem "cyfrową gitarę" ze srogim pogłosem i tak narodziło się Kłamstwo Lustracyjne. Potrzebowało ono ponad roku (prawie dwóch tbh) i dołączenia Kuby do zespołu jesienią 2011, aby nabrało odpowiedniego kształtu i stało się Johnnym - numerem, który po prostu "był Azbestem", tym najlepszym, zimnofalowym i - choć wiele rzeczy było w nim syntetycznych, np. ta perka - to najbardziej autentycznym. Długo w ogniu wykuwała się stal, numer przechodził ewolucje do finalnego miksu (wersja, którą zapodaję, faktycznie powstała w 2013 roku), w czym największy udział i największe zasługi ma Hien - to właśnie wtedy, kiedy usłyszałem jego gitarę do Johnnego wiedziałem, że poprosiłem właściwego człowieka o dołączenie do grupy i aktywne włączenie się do prac nad materiałem. Posłuchajcie jej, jest wprost genialna, absolutnie każde uderzenie w struny jest doskonałe i wydaje kapitalne brzmienia, które doskonale uzupełniają obydwa klawisze w tle, no i TEN BAS. Bas, który na pierwszych "live próbach" próbowałem grać na, well, basie, ale szybko żeśmy z tego zrezygnowali, albowiem okazało się, że Brzmienie Numer 82 jest bezkonkurencyjne. Kiedyś, choć jeszcze nie tak dawno temu powiedziałbym, że tzw. Nowy Azbest definiowało brzmienie Burzy Nad Miastem, ale jednak nie. Jedna dziś się z tym nie zgadzam, Johnny wygrywa bezwzględnie, w każdej kategorii. I nawet z nieco pijackim sposobem śpiewania Bartiniego, ze wszystkimi jego fałszami i niedającymi się zamaskować nawet cyfrowo niedoskonałościami. Z dystansu czasowego patrzę na to trochę inaczej. Owszem, ZAWSZE jest to bezczelne i męczące poczucie, że MOGŁO BYĆ LEPIEJ, ale z drugiej strony, zawsze może tak być i ze wszystkim. Nie zawsze oznacza to, że efekt będzie dokładnie taki, jaki chce się osiągnąć. A tutaj mamy też showcase, nasz najlepszy czas, owocna wiosna 2012, demo, debiutancki koncert, absolutnie wszystko się zgadzało nawet, jeśli atmosfera była wtedy tak gęsta, że można ją było kroić nożem, crunch wprowadził mocno kłótliwą atmosferę, zaś założyciel "legendarnego zespołu" pokazał się wtedy mocno jako osoba, na której nie można do końca polegać. No, ale był fun, był klimat, którego nie da się już odtworzyć choćby dlatego, że żaden z nas nie ma już tych dwudziestu kilku lat, jesteśmy w innym miejscu w życiu, nie jesteśmy czasem pijani (albo jesteśmy już tylko czasem), ale, jakby, hui z tym. Johnny to kawał pięknych wspomnień, które wciąż mogę dzielić - i dzielę - z przynajmniej jedną osobą, która siedzi z nami na tymże forum. Z osobą, która sama ten utwór, zespół, współtworzyła. I też ma nostalgiczne feelsy. Pewnie przy jakiejś okazji już Johnnego słuchaliście, no, to posłuchacie ponownie, 12 lat później. Enjoy mofos!

https://www.youtube.com/watch?v=8Mk_G1h_YWY
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 20 lip 2023 10:15

No i jak się ewentualnie nie spodoba, to weź tu człowieku miej serce i skrytykuj! ;)
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 20 lip 2023 10:18

Szybkie podsumowanie: o ile nie miałem wątpliwości, czy wrzucać Roba i Faba, to miałem wątpliwości jaka będzie tutaj reakcja. Szokiem, mimo wszystko, jest dla mnie to, że w prawie każdy wypowiedział się bardzo pozytywnie (nawet Dev, który przecież słynnie hejtował zeszłoroczne Milli Vanilli). Tylko Wuja się wyłamał i przyhejtował dwójkę sympatycznych MURZYNÓW, ale nie widać zawsze ktoś musi być przeciw w ich wypadku. Koniec końców, jestem miło zaskoczony, że ten (niesinglowy) utwór Roba i Faba zebrał laury konsumenta, a teraz propozycja z innej beczki.

Star Parks – Landlady

Wraca lato, wraca i seria utworów, które poznałem dzięki filmowi „I Used to Go Here” (po Matthew Feasley’u i Grapetooth). Star Parks, to amerykański band z Austin w Teksasie, tyle z Wikipedii (której nie mają). W w/w filmie, zespół pojawia się z przynajmniej trzema utworami. Kiedy wróciłem z urlopu w 2021 r., od razu zassałem sobie ten album. Co mnie oczarowało u nich, to wychodzący na pierwszy plan wibrafon oraz ogólna lekkość piosenek, czego „Landlady” jest najlepszym przykładem. Nie będę przesadnie dużo pisał, ale ten kawałek przenosi mnie duchem w te urlopowe realia, które przypominają bardzo dobry sen, po którym człowiek budzi się jak naćpany (bo de facto jest, w sensie kiedy śni) i nie potrafi dojść do siebie przez jakiś czas. Utwór jest tak zaaranżowany, że przypomina trochę muzę ze snu, nie chce mi się tego opisywać, ale na pewno to słyszycie i wiecie o co mi chodzi. Miks jest dosyć psychodeliczny, te chórki jakby z jakiegoś starego kawałka z lat 50-tych, wspomniany wibrafon i te trąbki. Wszystko to płynie w taki błogi, odrealniony sposób. Pod aranżacją prosta, ale chwytająca za serce piosenka. Mam nadzieję, że zarażę was trochę tym wakacyjnym hajem. gdziekolwiek jesteście.

https://youtu.be/SnINBWda-XE
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 20 lip 2023 10:18

shodan pisze:
20 lip 2023 10:15
No i jak się ewentualnie nie spodoba, to weź tu człowieku miej serce i skrytykuj! ;)
A co ja mam napisać? XD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6483
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 20 lip 2023 10:27

Sorry, Hien, pisałem z przerwami od wczesnej godziny.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 20 lip 2023 10:39

Spoko Melki, następnym razem poprostu daj znać.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 20 lip 2023 10:53

Kończąc kwestię Roba i Faba - to nie jest tak, że ja ich hejtuję. Prawdą jest to, że zmehałem utwór, który mi się wybitnie nie spodobał. Do gości nienawiści nie czuję, bo nigdy nie byłem tak wielkim fanem Milli Vanilli, żebym miał się tym oszustwem poczuć osobiście dotknięty. Wielkiej sympatii do nich też nie czuję, bo powodów ku temu mi nie dali póki co. Okazało się, że Milli Vanilli to jednak nie oni, a utworem Do I tym bardziej mnie nie przekonali. Może wypowiedziałem się w ich kierunku zbyt mało dyplomatycznie i wyszło, jakbym był ich zaciekłym wrogiem. A oni po prostu są mi zwyczajnie obojętni. Ale jak kiedyś bym trafił na jakiś dobry utwór od nich, to na pewno nie miałbym oporów, żeby to przyznać.
Odbiór LSD wcale nie tak zły, jaki mógłby być znając Wasz stosunek do Sii. Stripped bardzo celnie określił za to Labrintha, że gość ma "suchość" w głosie. Sam nie mogłem znaleźć odpowiedniego określenia.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 20 lip 2023 11:52

The Isley Brothers - Summer Breeze
(1973)

Aaaaaaa ciul z tym, miałem robić jakieś last minute roszady w tych wrzutkach ale już tyle czasu się zapowiadałem z pewnymi rzeczami choćby Hienowi że ok, niech będzie, mogę raz dotrzymać słowa xD

To będzie wrzutka bardziej z gatunku tych które bronią się muzyką samą w sobie, bez mocniejszych skojarzeń. Dochodzimy tym samym przy okazji do jednej z największych skarbnic czarnej muzyki w moim życiu czyli kompa mojego brata gdzie obok licznych albumów i kawałków rapowych znajdował się też folder o nazwie "soul, disco, funk" w którym trzymał wiele fajnych czarnych perełek które wykorzystywał do cięcia na sample i tworzenia bitów. Jednym z tych fajnych odkryć w tym folderze był utwór braci Isley o tytule Summer Breeze (będący tak naprawdę coverem utworu soft rockowego duetu Seals & Crofts).

Numer ten zaczyna się charakterystycznym, dźwięcznym gitarowym arpeggio które zawsze wprowadzało mnie w taki błogi nastrój, później mamy wstawkę gitary elektrycznej Erniego Isleya i dopiero utwór na dobre się zaczyna z kolejnymi akordami fortepianu, wokalami itd. W tym miejscu chciałbym obudzić moje wspomnienia związane z tym numerem ale pamięć już trochę zawodzi i nie jestem pewien już jak było naprawdę - albo ja zawsze odpalałem i słuchałem tego instrumentalnego wstępu tego numeru i trochę zlewałem numer kiedy już robi się bardziej "piosenkowo" ALBO - bardziej prawdopodobne - mój brat miał niekompletny plik mp3 ściągnięty p2p który urywał się gdzieś w połowie i przez wiele lat tak naprawdę nie znałem całości tego numeru. Nie wiem też nawet kiedy wobec tego poznałem go w całości i dane było mi usłyszeć EPICKĄ koncówkę gdzie swoimi umiejętnościami popisuje się właśnie wspomniany Ernie Isley wygrywając solówki i dając świadectwo swojej inspiracji najlepszymi gitarzystami tamtej epoki - Jimim Hendrixem i Carlosem Santaną.

Było już Summer Madness, teraz dobijam i kolanem upycham Summer Breeze i kończę stylowo tą trzecią 25. best of forum. Łapcie, wajbujcie, letniakujcie.

Słowem wyjaśnienia na koniec - serwuję Wam oczywiście normalną, pełną wersję albumową znaną jako Summer Breeze, Pts 1 & 2 - tytuł taki wynika z faktu że wówczas gdy taki utwór wydawano na 7" singlu dzielono go na Part 1 (część bardziej piosenkową) i Part 2 (zawierającą instrumentalne outro).

https://youtu.be/w3o6ECdCZ7Q
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 20 lip 2023 13:00

The Weeknd - In Your Eyes

Kontynuuję serię lekkich, letnich przebojów. A mało co nadaje się dla mnie na tę porę roku tak jak In Your Eyes kanadyjskiego wykonawcy znanego jako The Weeknd. Utwór utrzymany w niezwykle tanecznym rytmie disco z lat 80' o umiarkowanym tempie. To jeden z tych utworów, przy których ciężko utrzymać ciało na wodzy. Bo nogi rwą do pląsów, a ciało giba się na wszystkie strony. Wyróżniającą rzeczą jest tutaj fenomenalny saksofon, na którym podobno grał Polak Wojciech Góral. Eitisowy rodowód za to zdradza nie tylko rytm, ale i charakterystyczne dla tamtej epoki klawisze na początku utworu. Super pogrywa syntezator, pięknie chodzi bas. Brzmienie to mocna strona utworu. Ale i linia melodyczna jest naprawdę rzadkiej urody. Abel Makkonen Tesfaye ukrywający się pod pseudonimem The Weeknd ma też wg mnie bardzo dobry i ciekawy wokal.
In Your Eyes to niezwykle melodyjny i chwytliwy numer o bardzo przyjemnym brzmieniu. Skoro już mojej żonie, która jest raczej odporna na muzykę, przy In Your Eyes świecą się oczy, to znaczy, że to chwyta.

https://www.youtube.com/watch?v=E3QiD99jPAg
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 21 lip 2023 02:22

Lana Del Rey - Shades of Cool (2014)

Najlepszy bis powinien być spontaniczny, ale nie przypadkowy. Obmyśliłem go tak, by zależał od czwartkowego powodzenia dnia. Coś nie wyszło, więc wybieram wariant negatywny, choć paradoksalnie w uwzględnianym duecie uważam go za znacznie lepszy. Lecimy więc z mocnym uderzeniem na zakończenie trzeciego sezonu.

Mocne uderzenie, które nie jest mocne w najbardziej oczywisty sposób. Musi być po mojemu. Rozmarzone, rozlazłe, atmosferyczne, melancholijne, emocjonalne. Do Lany przekonywałem się jakiś czas. Pierwsze kontakty to końcówka podstawówki. Summertime Sadness i znacznie lepsze Blue Jeans. Gdy siedzę w nocy w mieszkaniu i piszę te słowa, mimowolnie wracam myślami do moich ulubionych rejonów w okolicach bloku dziadków. Wspomniane kawałki łączą się naturalnie ze schyłkiem okresu czystej naiwności, bycia małym kujonem zwanym w rodzinie "profesorem". Młody człowiek nie ogarnia jeszcze większości procesów zachodzących dookoła niego, ale już ma tak wiele do powiedzenia na dziesiątki, setki zagadnień. Są miejsca, w których najbardziej prozaiczne rzeczy odbiera się trochę inaczej. Ledwo ciepła dzisiaj huśtawka za blokiem na Andersa, trochę wyżej trzepak obok wydeptanej ścieżki z garaży w stronę klatki schodowej. Jeszcze wrócę do rytmów z tamtego miejsca, tamtego czasu. Gimnazjum było wyraźną kontrą wobec dotychczas poznawanych rzeczy, a od liceum z pokorą i wyrozumiałością wracam, rozumiem. Znowu to czuję, choć trochę inaczej. Wtedy czyste przeżycia związane z muzyką.

Na początku w ten sposób. Do połowy liceum cisza. Od wiadomego przebudzenia otworzyłem oczy również na tego typu nowinki. Nie pamiętam już jak trafiłem na Venice Bitch, ale tak wróciłem na poważnie do jej muzyki. VB nie mogłem jednak rzucić, byłoby zbyt mechanicznym wyborem. Ultraviolence, z której pochodzi Shades of Cool, towarzyszyła w wielu różnych sytuacjach. Choćby taki zjazd z jakiegoś spotkania typu pizza & drink, hmm? Leci w miniaturowym aucie w stylu Forda Ka. Nie kojarzyłem jej płyt, poza najbardziej oczywistymi singlami wszystko było dla mnie nowe, więc uruchomił się coraz rzadziej spotykany bakcyl czystej chęci poznawania i zachwytu. Krok po kroku odkrywałem kolejne perełki za pośrednictwem osób trzecich. Fucked My Way Up To The Top, potem Money Power Glory, Sad Girl, itede, itepe. Na Norman Freeking Rockwell fazę złapałem pod wpływem wspomnianego monstrum i dwóch ciekawszych singli. Potem już było różnie, ale stopniowo odkrywałem kolejne karty w dyskografii. Sporo też przesłuchałem z kopalni niewydanych tworów, za którą stoją anonimy na SoundCloudzie.

Shades of Cool musi tu być. Nie tylko dlatego, że stanowi ładną klamrę przed kolejną krótką przerwą. To po prostu doskonała zamaszysta ballada z bondowskim sznytem. Idealna w momentach przestoju, rozmarzenia, poczucia przegięcia, które jest jednak zbyt satysfakcjonujące, by nie przestało wciąż kusić. Niby wiadomo z internetowego humorku, że odpowiednia osoba potrafi zmienić tę drugą, ale nie zawsze i Lana też o tym tu śpiewa. Niektórzy są jednak zbyt fascynujący, żeby nie przestać próbować (kocham Warszawę). Przynajmniej do momentu, w którym popada się w absurd, przemoc, toksyczną fiksację. To już mi nie grozi, dlatego takie numery sprawiają gorzką, ale ogromną satysfakcję. Szczególnie mocno pamiętam dwa quasi wykony z ważnymi osobami, dziwnym trafem oba w środku nocy, gdy rozmowa stoi w miejscu dawno za punktem kulminacyjnym. W takich chwilach wystarczy być obok. I tak jest dobrze. *pstryknięcie palcami; osoby dramatu schylają głowy, na scenie gaśnie światło*

Dla ludzi bez serca: https://www.youtube.com/watch?v=SoU3EMy4OGg

Dla ludzi z sercem (teledysk): https://www.youtube.com/watch?v=rJABBmAMXnY

PS Oczywiście, że we wstępnej wersji rozpiski nie było nic od Lany. Z tego powodu wyrażam publiczną samokrytykę.