Best of Forum IV
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Żeby nie było już jazd w związku z tempem, to się wypowiem w temacie. Ta kolejka w ogóle szła śmiesznie szybko, sam byłem w szoku. Zasada 24h powstała by uchronić grono przed zamulaniem Melkiego i czasami Deva i Mentosa, ale raczej w sytuacjach kiedy po tygodniu nie mieliśmy jeszcze kompletu. Murzyna reakcję rozumiem, w końcu jednak tempo kolejki odzwierciedla tempo wszystkich osób, a nie jakiegoś życzeniowego myślenia Jacka. Niemniej, jeśli faktycznie mam wybierać między Mentosem grającym, a Mentosem nie grającym przez brak czasu, to oczywiście i bezsprzecznie zależy mi na opcji nr 1. Bez sensu też żebyśmy się tutaj kłócili ze sobą o takie rzeczy. Proponuję więc system minimum 5 dni, max 7. Oczywiście, jeśli z jakiegoś powodu strescimy się w 4 dni to spoko, ale powiedzmy, że wcześniej nikt nie będzie ciupciany. Jednocześnie przypominam (po raz setny, nie wiem czemu), że wystarczy napisać tu posta "panowie, nie wyrobię się, potrzebuję więcej czasu" i wtedy czekamy tyle ile komuś trzeba. Mentos raz z tej opcji korzysta, a innym razem robi Malkolita, i udaje że go nie ma XD Nie ma się czego bać, mnie zależy tu na przyjaznej atmosferze, ale po prostu dobrze wiedzieć na czym w kolejce stoimy. Mam nadzieję, że ciśnienie wszystkim zeszło i możemy bawić się dalej z uśmiechami na ryjach.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
no jacha, to ino zabawa
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Totalnie chcę, żeby i mnie Mintaj spersonalizował opis ChatemGPT.
We Have Band - Love, What You Doing? (2010)
Było trochę klasyki, trochę mniejszej klasyki, a teraz powracam w rejony hipsterskiego grania. We Have Band to 3-osoby zespół, na który składa się małżeństwo Wegg-Prosserów: Thomas i Dede, oraz czarnoskóry Darren Bancroft. Trudno powiedzieć, kto za co odpowiada, bo każdy za wszystko po trochu. To taki band totalne DIY, aczkolwiek z tego co wiem, to każda z tych 3 osób miała na pewnym etapie życia coś wspólnego z muzyką (zdaje się, że poznali się pracując dla EMI). Każde z nich gra po trochu na wszystkim, każde z nich śpiewa w tym bandzie, no, MAJĄ ZESPÓŁ. A raczej mieli, albowiem od 2015 roku - tj. od momentu ukazania się ich ostatniego EP - nic o nich nie słychać, zniknęli, przepadli. Zdążyli zostawić za sobą 3 płyty długogrające (i to jedno wyżej wspomniane EP), z których pierwsze dwie poznałem latem 2012 roku.
Było to mój, jak już wszyscy tu chyba wiedzą, taki pseudo-hipsterski czas, kiedy raczej bardziej chciałem zostać hipster-pozerem niż prawdziwym hipsterem, no ale gdzieś trzeba było znaleźć punkt zaczepienia. Dla mnie takim niemal oczywistym była muzyka, więc po prostu eksplorowałem temat, który już przecież znałem - wrzutki od kumpeli, Miike Snow, wytwórnia Wierd, wytwórnia Captured Tracks (ci od Wild Nothing chociażby)... Zacząłem też baczniej przyglądać się podpowiedziom od last.fm, a także odpalać rzeczy proponowane mi przez algorytm YouTube (wtedy jeszcze nie aż tak przecież rozbudowany). I pewnego sierpniowego dnia YT zaproponowało mi klip do utworu Where Are Your People, jaki pochodził z ich drugiego krążka. A ten drugi ukazał się właśnie w 2012, więc myślę sobie, spoko rzecz, nowa, obczaję, ładnie buja. Zorientowałem się, że wydali tylko 2 krążki, więc zassałem i jeden i drugi. Ten drugi, świeższy, mnie rozczarował trochę. Ale ten pierwszy był super. Więc zacząłem go mocno słuchać, a jedna piosenka szczególnie przykuła moją uwagę...
I to właśnie to, co zapodaję. Utwór jest "upbeat", przypomina trochę Metronomy (a Metronomy bardzo lubię i wówczas już od roku masakrowałem w playerze), bas jako żywo przypomina grę Gabriela Stebbinga, fajna perka, wokal małżeński (ale w refenie włącza się też Darren, który robi tam przede wszystkim za pałkera), fajne klawisze (z naprawdę świetnie zagranym mostkiem), no miodzio. Takie granie dla fanów Offa, ale chyba nigdy tam nie byli. Tekst też mi wtedy bardzo pasował, wciąż przeżywałem pewne rozstanie rok wcześniej (w pewnym momencie w moich wrzutkach pojawi się coś jeszcze, co mu "zadedykuję"), a ten numer ma w sobie taki break-upowy angst. A to dopiero początek zalet!
https://www.youtube.com/watch?v=CT0EVYfr82g
We Have Band - Love, What You Doing? (2010)
Było trochę klasyki, trochę mniejszej klasyki, a teraz powracam w rejony hipsterskiego grania. We Have Band to 3-osoby zespół, na który składa się małżeństwo Wegg-Prosserów: Thomas i Dede, oraz czarnoskóry Darren Bancroft. Trudno powiedzieć, kto za co odpowiada, bo każdy za wszystko po trochu. To taki band totalne DIY, aczkolwiek z tego co wiem, to każda z tych 3 osób miała na pewnym etapie życia coś wspólnego z muzyką (zdaje się, że poznali się pracując dla EMI). Każde z nich gra po trochu na wszystkim, każde z nich śpiewa w tym bandzie, no, MAJĄ ZESPÓŁ. A raczej mieli, albowiem od 2015 roku - tj. od momentu ukazania się ich ostatniego EP - nic o nich nie słychać, zniknęli, przepadli. Zdążyli zostawić za sobą 3 płyty długogrające (i to jedno wyżej wspomniane EP), z których pierwsze dwie poznałem latem 2012 roku.
Było to mój, jak już wszyscy tu chyba wiedzą, taki pseudo-hipsterski czas, kiedy raczej bardziej chciałem zostać hipster-pozerem niż prawdziwym hipsterem, no ale gdzieś trzeba było znaleźć punkt zaczepienia. Dla mnie takim niemal oczywistym była muzyka, więc po prostu eksplorowałem temat, który już przecież znałem - wrzutki od kumpeli, Miike Snow, wytwórnia Wierd, wytwórnia Captured Tracks (ci od Wild Nothing chociażby)... Zacząłem też baczniej przyglądać się podpowiedziom od last.fm, a także odpalać rzeczy proponowane mi przez algorytm YouTube (wtedy jeszcze nie aż tak przecież rozbudowany). I pewnego sierpniowego dnia YT zaproponowało mi klip do utworu Where Are Your People, jaki pochodził z ich drugiego krążka. A ten drugi ukazał się właśnie w 2012, więc myślę sobie, spoko rzecz, nowa, obczaję, ładnie buja. Zorientowałem się, że wydali tylko 2 krążki, więc zassałem i jeden i drugi. Ten drugi, świeższy, mnie rozczarował trochę. Ale ten pierwszy był super. Więc zacząłem go mocno słuchać, a jedna piosenka szczególnie przykuła moją uwagę...
I to właśnie to, co zapodaję. Utwór jest "upbeat", przypomina trochę Metronomy (a Metronomy bardzo lubię i wówczas już od roku masakrowałem w playerze), bas jako żywo przypomina grę Gabriela Stebbinga, fajna perka, wokal małżeński (ale w refenie włącza się też Darren, który robi tam przede wszystkim za pałkera), fajne klawisze (z naprawdę świetnie zagranym mostkiem), no miodzio. Takie granie dla fanów Offa, ale chyba nigdy tam nie byli. Tekst też mi wtedy bardzo pasował, wciąż przeżywałem pewne rozstanie rok wcześniej (w pewnym momencie w moich wrzutkach pojawi się coś jeszcze, co mu "zadedykuję"), a ten numer ma w sobie taki break-upowy angst. A to dopiero początek zalet!
https://www.youtube.com/watch?v=CT0EVYfr82g
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Jak pisałem jakiś bat musi być, byle bez przesady. Czasami ja sam wrzucam już pierwszego dnia, innym razem nie mam czasu lub zwyczajnie energii. Ważne, żeby ta bestka nie zamieniła się w filmową, bo tam już jebié dramatem. I obawiam się, że zaraz zdechnie.
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Nie proponuję nic więcej, bo to co jest teraz działa znakomicie. Na nikogo nie czekamy za długo, a kolejki nie ciągną się w nieskończoność. Byle nie przesadzać z nadgorliwością, chodzi w tym wszystkim o komfortowy udział wszystkich i równe traktowanie każdego głosu. Przynajmniej ja tak do tego podchodzę. Bat akurat w kontekście muzycznych bestek to wyjątkowo niefortunne czy wręcz głupiutkie określenie.
Obywatel G.C. - Ani ja, ani ty (1988)
Ciechowskiego nigdy za wiele. Chyba tylko w opcji Grzegorza z Ciechowa nie przypadł mi do gustu - lekko kiczowaty znak czasów. Obywatela ojciec mi nie puszczał, choć Tak Tak znam, bo było grane na koncertach Republiki. Na pewno znajdowało się na jednej z koncertówek, która była w domu. Resztę twórczości solowej odkryłem wiele lat później. Najcieplej myślę o Obywatelu świata, z największym uznaniem podchodzę do drugiej solówki. Zastanawiałem się tak naprawdę nad trzema kawałkami, ale wygrały względy uczuciowe i sentymentalne, osobiste. Jest wiele skojarzeń albo po prostu dobrych piosenek. W ostatnim czasie wróciłem tutaj i pewne obrazy wskoczyły do głowy wręcz ze zdwojoną siłą. Nie chcę się specjalnie rozpisywać. Trudno o piękniejszą piosenkę o niespełnieniu, z którym czasem nie da się pogodzić. Przynajmniej ja tak to od zawsze rozumiem. Niby coś jest możliwe, ale na drodze stają przeciwności losu. Pytanie jak je przezwyciężyć... być może nie ma się nad czym głowić, tylko czerpać jak najwięcej z tego, co mamy w tej chwili? Zmysłowo podane w bardzo lakoniczny sposób. Potocka aż tak mnie nie drażni, gdy w refrenie GC zapodaje piękną wieczorową serenadę. Razem z płaczącą gitarą wychodzi piękny duet. Przychodzi mi do głowy droga do szkoły na drugim końcu Wałbrzycha, zachodzące słońce, ciepłe popołudnia. Wszystko to w połączeniu z muzyką i różnymi sytuacjami dookoła potrafiło dobić, a jednocześnie prowokować do snucia fantastycznych wizji. Zaraz start pierwszego poważniejszego etapu życia. Podejmowanie decyzji, za które już tylko ja sam będę w pełni odpowiedzialny. 2015/2016 rok, burza hormonów, burza myśli w mózgu. Specyficzne rozumienie świata, burzliwe doświadczenia bliższego stopnia. Nie za wiele wiedziałem o życiu, wszystko wydawało się jeszcze naiwne, słodkie, niewinnie czarujące. Ile to razy młody człowiek tonął w wizjach niemożliwych do spełnienia. Dziś wiem, że liczy się tylko to, co się wydarzyło, ale nie jest też tak, że zniknęły jakiekolwiek oczekiwania czy nadzieje. Przez większość czasu staram się iść przez życie pewnym krokiem, ale w zaciszu i samotności zdarzają się jeszcze pojedyncze daleko idące przemyślenia. Albo gryzę się w język, że szkoda gdy coś nie doszło do skutku. Kiedyś było parę osób, którym mógłbym podesłać ten kawałek, chcąc pośrednio przekazać coś więcej... jestem na tym etapie, że nie mam w sobie przekonania, czy ktoś jeszcze taki się znajdzie, przyjmując pesymistyczną interpretację, wszystko to na nic. Bywa różnie, nie umiem stąd odejść, ani tu być.
https://www.youtube.com/watch?v=o_l3SrxJC0g
Obywatel G.C. - Ani ja, ani ty (1988)
Ciechowskiego nigdy za wiele. Chyba tylko w opcji Grzegorza z Ciechowa nie przypadł mi do gustu - lekko kiczowaty znak czasów. Obywatela ojciec mi nie puszczał, choć Tak Tak znam, bo było grane na koncertach Republiki. Na pewno znajdowało się na jednej z koncertówek, która była w domu. Resztę twórczości solowej odkryłem wiele lat później. Najcieplej myślę o Obywatelu świata, z największym uznaniem podchodzę do drugiej solówki. Zastanawiałem się tak naprawdę nad trzema kawałkami, ale wygrały względy uczuciowe i sentymentalne, osobiste. Jest wiele skojarzeń albo po prostu dobrych piosenek. W ostatnim czasie wróciłem tutaj i pewne obrazy wskoczyły do głowy wręcz ze zdwojoną siłą. Nie chcę się specjalnie rozpisywać. Trudno o piękniejszą piosenkę o niespełnieniu, z którym czasem nie da się pogodzić. Przynajmniej ja tak to od zawsze rozumiem. Niby coś jest możliwe, ale na drodze stają przeciwności losu. Pytanie jak je przezwyciężyć... być może nie ma się nad czym głowić, tylko czerpać jak najwięcej z tego, co mamy w tej chwili? Zmysłowo podane w bardzo lakoniczny sposób. Potocka aż tak mnie nie drażni, gdy w refrenie GC zapodaje piękną wieczorową serenadę. Razem z płaczącą gitarą wychodzi piękny duet. Przychodzi mi do głowy droga do szkoły na drugim końcu Wałbrzycha, zachodzące słońce, ciepłe popołudnia. Wszystko to w połączeniu z muzyką i różnymi sytuacjami dookoła potrafiło dobić, a jednocześnie prowokować do snucia fantastycznych wizji. Zaraz start pierwszego poważniejszego etapu życia. Podejmowanie decyzji, za które już tylko ja sam będę w pełni odpowiedzialny. 2015/2016 rok, burza hormonów, burza myśli w mózgu. Specyficzne rozumienie świata, burzliwe doświadczenia bliższego stopnia. Nie za wiele wiedziałem o życiu, wszystko wydawało się jeszcze naiwne, słodkie, niewinnie czarujące. Ile to razy młody człowiek tonął w wizjach niemożliwych do spełnienia. Dziś wiem, że liczy się tylko to, co się wydarzyło, ale nie jest też tak, że zniknęły jakiekolwiek oczekiwania czy nadzieje. Przez większość czasu staram się iść przez życie pewnym krokiem, ale w zaciszu i samotności zdarzają się jeszcze pojedyncze daleko idące przemyślenia. Albo gryzę się w język, że szkoda gdy coś nie doszło do skutku. Kiedyś było parę osób, którym mógłbym podesłać ten kawałek, chcąc pośrednio przekazać coś więcej... jestem na tym etapie, że nie mam w sobie przekonania, czy ktoś jeszcze taki się znajdzie, przyjmując pesymistyczną interpretację, wszystko to na nic. Bywa różnie, nie umiem stąd odejść, ani tu być.
https://www.youtube.com/watch?v=o_l3SrxJC0g
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Devo – Girl U Want
Pewnego wieczora siedziałem sam w domu i oglądałem serial, gdy nagle pojawiło się w nim „Girl U Want”. Szybki strzał w uszy, krótka wycieczka na Wikipedię, a w międzyczasie już ściągający się album z slsk. O Devo wiedziałem wcześniej niewiele, znałem tę nazwę, ale z jakiegoś powodu myślałem, że to młodszy zespół. Miłość była od pierwszego wejrzenia. Interesująca, oryginalna muzyka oraz odpowiedni do niej image i zachowanie sceniczne, od razu mi się spodobały.
„Gril U Want” pozostało moim ulubionym kawałkiem, zresztą pasował wtedy idealnie, bo byłem na względnym początku nowego związku. Muzycznie, jest to dosyć surowy pop-rock, bardzo elegancko ozdobiony klawiszami (słowo ‘elektronika’ jakoś nie wydaje mi się tutaj, mimo wszystko, właściwe). Trochę Wikiepedii dla tych, którzy nie ogarniają Devo: zespół został założony w 1973 roku, więc to żadne świeżynki. Wśród wielu łat, które próbowano im nadać przez lata, przewijają się new wave, art-punk, post-punk, geek rock, electronic rock, art rock, itd. Z tych wszystkich, geek rock podoba mi się chyba najbardziej, to znaczy, najlepiej oddaje ducha Devo (co nie znaczy, że reszta nie ma zastosowania, ale to mocno ogólne określenia). Nadal są aktywni, właśnie są w trakcie pożegnalnej trasy, po której przejdą na koncertowa emeryturę. Szkoda, że zespół nie jest wystarczająco popularny w Polsce żeby można było ich tu zobaczyć na żywo. Mam żal do organizatorów Off Festiwalu, że wolą po kilka razy zapraszać tych samych wykonawców (z całym szacunkiem dla Slowdive, którzy i tak grają w styczniu koncerty w PL), zamiast sypnąć na przyjazd takiej legendy (bo nikt mi nie powie, że bywalcom OFFa, Devo jest nieznane), w momencie, w którym jest to absolutnie ostatnia szansa. No trudno. Podobnie jak Blondie, może to być jeden z tych lubianych przeze mnie bandów, których nie zobaczę na żywo.
W każdym razie, bierzcie trochę czadowego rockowego grania od bohaterów „Zemsty frajerów” i, ponownie, gibajcie się.
https://youtu.be/bdyOYe-j5J4
Pewnego wieczora siedziałem sam w domu i oglądałem serial, gdy nagle pojawiło się w nim „Girl U Want”. Szybki strzał w uszy, krótka wycieczka na Wikipedię, a w międzyczasie już ściągający się album z slsk. O Devo wiedziałem wcześniej niewiele, znałem tę nazwę, ale z jakiegoś powodu myślałem, że to młodszy zespół. Miłość była od pierwszego wejrzenia. Interesująca, oryginalna muzyka oraz odpowiedni do niej image i zachowanie sceniczne, od razu mi się spodobały.
„Gril U Want” pozostało moim ulubionym kawałkiem, zresztą pasował wtedy idealnie, bo byłem na względnym początku nowego związku. Muzycznie, jest to dosyć surowy pop-rock, bardzo elegancko ozdobiony klawiszami (słowo ‘elektronika’ jakoś nie wydaje mi się tutaj, mimo wszystko, właściwe). Trochę Wikiepedii dla tych, którzy nie ogarniają Devo: zespół został założony w 1973 roku, więc to żadne świeżynki. Wśród wielu łat, które próbowano im nadać przez lata, przewijają się new wave, art-punk, post-punk, geek rock, electronic rock, art rock, itd. Z tych wszystkich, geek rock podoba mi się chyba najbardziej, to znaczy, najlepiej oddaje ducha Devo (co nie znaczy, że reszta nie ma zastosowania, ale to mocno ogólne określenia). Nadal są aktywni, właśnie są w trakcie pożegnalnej trasy, po której przejdą na koncertowa emeryturę. Szkoda, że zespół nie jest wystarczająco popularny w Polsce żeby można było ich tu zobaczyć na żywo. Mam żal do organizatorów Off Festiwalu, że wolą po kilka razy zapraszać tych samych wykonawców (z całym szacunkiem dla Slowdive, którzy i tak grają w styczniu koncerty w PL), zamiast sypnąć na przyjazd takiej legendy (bo nikt mi nie powie, że bywalcom OFFa, Devo jest nieznane), w momencie, w którym jest to absolutnie ostatnia szansa. No trudno. Podobnie jak Blondie, może to być jeden z tych lubianych przeze mnie bandów, których nie zobaczę na żywo.
W każdym razie, bierzcie trochę czadowego rockowego grania od bohaterów „Zemsty frajerów” i, ponownie, gibajcie się.
https://youtu.be/bdyOYe-j5J4
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
London Grammar – Rooting For You
To się znowu wydarzyło. Ostatnie miesiące, a nawet lata są dla mnie wyjątkowe pod tym względem. Znowu dopadła mnie gigantyczna faza. Kolejna porównywalna do Voyager, Happier i paru innych rzeczy. I nie chodzi tu tylko o ten jeden utwór, ale w ogóle o zespół London Grammar. Znam ten band już dosyć długo, na pewno ładnych parę lat. Bardzo ceniłem sobie ich pierwszy album z 2013r. Słuchałem też ostatniego trzeciego z 2021r. Ale album nr 2 z 2017r. czyli Truth Is A Beautiful Thing poznałem dopiero niedawno. I na wejściu jak grom z jasnego nieba wstrząsnął mną pierwszy utwór z płyty i pierwszy singiel Rooting For You. London Grammar ma naprawdę sporo rewelacyjnych utworów, które mógłbym tu wrzucić. Pierwotnie planowałem od początku tej zabawy zaproponować inny utwór. I gdyby chodziło mi o prejz, to zebrałbym go pewnie dużo łatwiej wrzucając rzeczywiście coś innego. No ale to jest bestka, więc muszę postąpić zgodnie z moim sumieniem i dać to, co naprawdę najbardziej mną porusza. Mimo, że utwór pochodzi z albumu, który znam zdecydowanie najkrócej.
Rooting For You to przepiękna ballada w oszczędnej aranżacji. Zdecydowanie pierwsze skrzypce gra tutaj cudny głos wokalistki Hannah Reid. Reszta jest tylko pięknym i delikatnym uzupełnieniem. Dot Major gra na pianinie, Dan Rothman na gitarze, a w tle słychać jakieś klawisze. Nic nie wybija się ponad wokal. A Hannah fantastycznie panuje nad swoim głosem. Uwielbiam słuchać muzyki London Grammar w wersjach live. Naprawdę sporo czasu spędziłem na YT słuchając koncertówek i wykonań na żywo z różnych sesji. Również utworu Rooting For You. Dlatego dodatkowo wrzuciłem jeszcze link do pięknej wersji wykonywanej w jakiejś filharmonii. Pierwszą zwrotkę Hannah wykonuje acapella, a jej głos niesie się wspaniałym echem po cichej i pogrążonej w ciemnościach sali. W drugiej zwrotce towarzyszy jej orkiestra symfoniczna. Warto sprawdzić.
Znając wasze preferencje obawiam się, że ten utwór nie zrobi tu pewnie wielkiej furory. Niemniej dla mnie to jest rzecz epicka i ponieważ jestem człowiekiem wrażliwym, to każdy odsłuch wywołuje ciary, wyzwala niezwykłe emocje. A emocje w muzyce są bardzo ważne. Chociaż ten utwór ma właściwie wszystko: piękną melodię, piękny wokal, klasowe brzmienie i emocje właśnie.
Jedyne czego nie ma, to perkusji.
https://www.youtube.com/watch?v=VRR27dw8_Ac
Wersja z orkiestrą:
https://www.youtube.com/watch?v=jqhgXAG ... EU&index=2
To się znowu wydarzyło. Ostatnie miesiące, a nawet lata są dla mnie wyjątkowe pod tym względem. Znowu dopadła mnie gigantyczna faza. Kolejna porównywalna do Voyager, Happier i paru innych rzeczy. I nie chodzi tu tylko o ten jeden utwór, ale w ogóle o zespół London Grammar. Znam ten band już dosyć długo, na pewno ładnych parę lat. Bardzo ceniłem sobie ich pierwszy album z 2013r. Słuchałem też ostatniego trzeciego z 2021r. Ale album nr 2 z 2017r. czyli Truth Is A Beautiful Thing poznałem dopiero niedawno. I na wejściu jak grom z jasnego nieba wstrząsnął mną pierwszy utwór z płyty i pierwszy singiel Rooting For You. London Grammar ma naprawdę sporo rewelacyjnych utworów, które mógłbym tu wrzucić. Pierwotnie planowałem od początku tej zabawy zaproponować inny utwór. I gdyby chodziło mi o prejz, to zebrałbym go pewnie dużo łatwiej wrzucając rzeczywiście coś innego. No ale to jest bestka, więc muszę postąpić zgodnie z moim sumieniem i dać to, co naprawdę najbardziej mną porusza. Mimo, że utwór pochodzi z albumu, który znam zdecydowanie najkrócej.
Rooting For You to przepiękna ballada w oszczędnej aranżacji. Zdecydowanie pierwsze skrzypce gra tutaj cudny głos wokalistki Hannah Reid. Reszta jest tylko pięknym i delikatnym uzupełnieniem. Dot Major gra na pianinie, Dan Rothman na gitarze, a w tle słychać jakieś klawisze. Nic nie wybija się ponad wokal. A Hannah fantastycznie panuje nad swoim głosem. Uwielbiam słuchać muzyki London Grammar w wersjach live. Naprawdę sporo czasu spędziłem na YT słuchając koncertówek i wykonań na żywo z różnych sesji. Również utworu Rooting For You. Dlatego dodatkowo wrzuciłem jeszcze link do pięknej wersji wykonywanej w jakiejś filharmonii. Pierwszą zwrotkę Hannah wykonuje acapella, a jej głos niesie się wspaniałym echem po cichej i pogrążonej w ciemnościach sali. W drugiej zwrotce towarzyszy jej orkiestra symfoniczna. Warto sprawdzić.
Znając wasze preferencje obawiam się, że ten utwór nie zrobi tu pewnie wielkiej furory. Niemniej dla mnie to jest rzecz epicka i ponieważ jestem człowiekiem wrażliwym, to każdy odsłuch wywołuje ciary, wyzwala niezwykłe emocje. A emocje w muzyce są bardzo ważne. Chociaż ten utwór ma właściwie wszystko: piękną melodię, piękny wokal, klasowe brzmienie i emocje właśnie.
Jedyne czego nie ma, to perkusji.
https://www.youtube.com/watch?v=VRR27dw8_Ac
Wersja z orkiestrą:
https://www.youtube.com/watch?v=jqhgXAG ... EU&index=2
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Waco feat. Pezet, Dizkret - Przyjdź na chwilę
(2001)
Utrzymujemy się w damsko-męskiej tematyce w klimatach z blokowiska. Tego typu wrzutki u mnie często gęsto dotyczą różnych przedstawicielek płci pięknej (jak widać nawet na przykładzie poprzedniej wrzuty którą sprzedawałem różnym kobietom). Ten kawałek z kolei sprzedała mi moja kumpela a następnie po latach nabrał on innego wymiaru bo tekst zwyczajnie zaczął pasować do innej sytuacji, kolejnej nieudanej sercowej relacji.
Kawałek ten pochodzi z albumu producenckiego Waco, kolesia znanego ze współpracy m. in. z WWO czy Hemp Gru, wszechstronnie uzdolnionego muzyka, inżyniera dźwięku itede itepe. Zasadniczo o nim samym wiem dość niewiele, jego albumu nie słuchałem w całości chyba nawet ale ten numer z Pezetem i Dizkretem od zawsze bardzo mi się podobał. W kawałku tym mocno siedzi mi zwrotka Pezeta, a zwłaszcza kilka wersów które idealnie oddawały mój stan w głowie post-2014 kiedy próbowałem pozbierać się do kupy po sercowej porażce i leczyłem się Zauchą, Badachem a potem bardziej właśnie tym kawałkiem kiedy już rany się trochę zagoiły.
Brzmieniowo utrzymuje się tu ciepły vibe jak z poprzednich wrzutek, tu jednak szczypty melancholii dodaje saksofon oraz wokal samego Waco w refrenie który brzmi jakby śpiewał przez stary mikrofon w jakimś klubie jazzowym.
https://youtu.be/MQaNTC5MUuE?si=UsAdd3Mfk6zkX5jr
(2001)
Utrzymujemy się w damsko-męskiej tematyce w klimatach z blokowiska. Tego typu wrzutki u mnie często gęsto dotyczą różnych przedstawicielek płci pięknej (jak widać nawet na przykładzie poprzedniej wrzuty którą sprzedawałem różnym kobietom). Ten kawałek z kolei sprzedała mi moja kumpela a następnie po latach nabrał on innego wymiaru bo tekst zwyczajnie zaczął pasować do innej sytuacji, kolejnej nieudanej sercowej relacji.
Kawałek ten pochodzi z albumu producenckiego Waco, kolesia znanego ze współpracy m. in. z WWO czy Hemp Gru, wszechstronnie uzdolnionego muzyka, inżyniera dźwięku itede itepe. Zasadniczo o nim samym wiem dość niewiele, jego albumu nie słuchałem w całości chyba nawet ale ten numer z Pezetem i Dizkretem od zawsze bardzo mi się podobał. W kawałku tym mocno siedzi mi zwrotka Pezeta, a zwłaszcza kilka wersów które idealnie oddawały mój stan w głowie post-2014 kiedy próbowałem pozbierać się do kupy po sercowej porażce i leczyłem się Zauchą, Badachem a potem bardziej właśnie tym kawałkiem kiedy już rany się trochę zagoiły.
Brzmieniowo utrzymuje się tu ciepły vibe jak z poprzednich wrzutek, tu jednak szczypty melancholii dodaje saksofon oraz wokal samego Waco w refrenie który brzmi jakby śpiewał przez stary mikrofon w jakimś klubie jazzowym.
https://youtu.be/MQaNTC5MUuE?si=UsAdd3Mfk6zkX5jr
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Beastie Boys - Shake Your Rump
Nie znałem tego utworu, ale oczywiście mi się podoba. Lubię ten ich styl rapowania. Dobre głosy chopy mają do takiej muzyki. Utwór niby zbytnio nie ma melodii, ale jest całkiem przebojowy i może się podobać. Duża zasługa w tym warstwy dźwiękowej. Dobrze to brzmi. Rewelacyjnie pracuje przede wszystkim perkusja. Ale poza tym dzieje się sporo fajnych rzeczy. Ciekawe zagrywki klawiszowe, gitarowe, drapanie płyty, sample. Super outro. Rusza mnie to.
W ogóle to dziwnie trochę słuchać utwór od Mentosa jako pierwszego w kolejce.
We Have Band - Love, What You Doing?
Dev ma w tej turze naprawdę dobrą passę. Bo to kolejny bardzo dobry numer. Szczerze mówiąc nie brzmi to dla mnie na rok 2010. Raczej na coś sporo starszego. Rytm kojarzy mi się nawet z Blue Monday. Podobnie bujająca rzecz. Dobre wokale. Fajnie jak włącza się ta babka. Bas super, perka super. Zagrywki klawiszowe też. Wszystko na swoim miejscu. Podoba mnie się.
Obywatel G.C. - Ani ja, ani ty
Nie znam za wiele utworów ani Republiki, ani Obywatela tym bardziej. Ale właściwie każdy wrzucany tu utwór od Ciechowskiego mi się podoba. Ani ja, ani ty należy do piosenek raczej tych mniej melodyjnych, ale nie zmienia to faktu, że to dobra muzyka. Jak zawsze u Ciechowskiego uwagę zwraca dobre i ciekawe brzmienie. Wiem, że piszę to za każdym razem, ale to fakt. Za każdym razem zwraca to moją uwagę. Po prostu chce się tego człowiekowi słuchać. Ładnie dudni sobie bas, super gitary i trąbka. Fajne tempo. Jest dobrze.
Devo – Girl U Want
Hien zaleca się gibać i w sumie się gibam. Bardzo fajny utwór o rockowym zabarwieniu. Już okładka zwraca uwagę. Ziemniaki z głowami członków zespołu wyglądają czadowo (chłopaki mają identyczne klaty
). A ich zwariowane miny sugerują, z jaką nutą będziemy mieć do czynienia. A jest to nuta taka luzacka bym powiedział. Już gitarowy początek mnie zainteresował. Dobra zagrywka. Potem dołącza fajna gitara basowa. Wokal i brzmienie sugerowałyby mi nawet, że to coś starszego niż 1980r. Krótki refrenik wbija się do głowy. Człowiek mimowolnie podśpiewuje z nimi. Podoba mi się gitara w mostku (choć w innych momentach też ją słychać), niby ma taki zadziorny charakter, a jednak nie jest natarczywa. W ogóle gitary są tu świetne. Bardzo dobry numer.
Waco feat. Pezet, Dizkret - Przyjdź na chwilę
Murzyn się rozbujał z polskimi wrzutkami, co mnie osobiście nie cieszy. Ksywki wykonawców wydały mi się niezbyt zachęcające do posłuchania. Ale nie jest źle. Po raz kolejny się przekonuję, że nasi rodzimi magicy od dźwięków potrafią czasami robić dobre podkłady, wcale nie ustępujące mocno tym zza wody. Dobry mamy tu podkład. Pomysłowy. Fajnie brzmi ta trąbka. Wsamplowane różne odgłosy też dobre. Obecna jest nawet gitara. Są skrecze, są szumy i trzeszczenia, które bardzo w muzyce lubię. I nawet wokale jakoś mocno nie drażnią tym razem. Całkiem dobry utwór.
Bardzo udana kolejka panowie. Wszystko było bardzo spoko. A to nie zawsze się zdarza.
Nie znałem tego utworu, ale oczywiście mi się podoba. Lubię ten ich styl rapowania. Dobre głosy chopy mają do takiej muzyki. Utwór niby zbytnio nie ma melodii, ale jest całkiem przebojowy i może się podobać. Duża zasługa w tym warstwy dźwiękowej. Dobrze to brzmi. Rewelacyjnie pracuje przede wszystkim perkusja. Ale poza tym dzieje się sporo fajnych rzeczy. Ciekawe zagrywki klawiszowe, gitarowe, drapanie płyty, sample. Super outro. Rusza mnie to.
W ogóle to dziwnie trochę słuchać utwór od Mentosa jako pierwszego w kolejce.
We Have Band - Love, What You Doing?
Dev ma w tej turze naprawdę dobrą passę. Bo to kolejny bardzo dobry numer. Szczerze mówiąc nie brzmi to dla mnie na rok 2010. Raczej na coś sporo starszego. Rytm kojarzy mi się nawet z Blue Monday. Podobnie bujająca rzecz. Dobre wokale. Fajnie jak włącza się ta babka. Bas super, perka super. Zagrywki klawiszowe też. Wszystko na swoim miejscu. Podoba mnie się.
Obywatel G.C. - Ani ja, ani ty
Nie znam za wiele utworów ani Republiki, ani Obywatela tym bardziej. Ale właściwie każdy wrzucany tu utwór od Ciechowskiego mi się podoba. Ani ja, ani ty należy do piosenek raczej tych mniej melodyjnych, ale nie zmienia to faktu, że to dobra muzyka. Jak zawsze u Ciechowskiego uwagę zwraca dobre i ciekawe brzmienie. Wiem, że piszę to za każdym razem, ale to fakt. Za każdym razem zwraca to moją uwagę. Po prostu chce się tego człowiekowi słuchać. Ładnie dudni sobie bas, super gitary i trąbka. Fajne tempo. Jest dobrze.
Devo – Girl U Want
Hien zaleca się gibać i w sumie się gibam. Bardzo fajny utwór o rockowym zabarwieniu. Już okładka zwraca uwagę. Ziemniaki z głowami członków zespołu wyglądają czadowo (chłopaki mają identyczne klaty
Waco feat. Pezet, Dizkret - Przyjdź na chwilę
Murzyn się rozbujał z polskimi wrzutkami, co mnie osobiście nie cieszy. Ksywki wykonawców wydały mi się niezbyt zachęcające do posłuchania. Ale nie jest źle. Po raz kolejny się przekonuję, że nasi rodzimi magicy od dźwięków potrafią czasami robić dobre podkłady, wcale nie ustępujące mocno tym zza wody. Dobry mamy tu podkład. Pomysłowy. Fajnie brzmi ta trąbka. Wsamplowane różne odgłosy też dobre. Obecna jest nawet gitara. Są skrecze, są szumy i trzeszczenia, które bardzo w muzyce lubię. I nawet wokale jakoś mocno nie drażnią tym razem. Całkiem dobry utwór.
Bardzo udana kolejka panowie. Wszystko było bardzo spoko. A to nie zawsze się zdarza.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Beastie Boys - Shake Your Rump
Co to za zryw BB w bestce? Mam ich kawałek do wrzucenia, planowany raczej na przyszły rok, bo raczej nikt mi go nie podwędzi, ale sam już nie wiem (patrzcie niżej w recenzjach). W każdym razie , ja kocham tych gości i generalnie lubię rap rocka, chociaż nie słucham zbyt wielu zespołów z tego nurtu (ale te, których słucham pochodzą tylko z USA). Numer zapodany przez Sebę jest doskonały. To jest właśnie BB jakie bardziej lubię, może nie jest tak chwytliwe jak Jugodafajt, ale ma tę psychodeliczną, hip-hopową atmosferę i kontrolowany chaos. Inteligentnie skonstruowane, ciekawe w brzmieniu, z dobrymi, sprawdzonymi samplami. Naprawdę kocham tych gości. Czy mówiłem już, że kocham tych gości? Aż się łezka kręci, że dostali własną ulicę. Wrzutka doskonała, ALE, nie pachnie mi w ogóle Murzynem (i to nie jest jakiś pun o białym zespole hip-hopowym z 90sów). RIP MCA.
We Have Band - Love, What You Doing?
Początek brzmi jakby to Dev sam nagrał (nie, nie będzie tekstów o szufladzie), a potem wchodzi New Order. Dwa razy New Order pod rząd w bestce, czy to nie łamie czasem regulaminu? Nawet wokale pobrzmiewają Sumnerem. Z drugiej strony, pobrzmiewa mi to jeszcze czymś innym, zespołem, który nie długo będę wrzucał, więc nie będę spoilerował. Uczucia mam mieszane, ale nie powinienem tego pisać, bo takie stwierdzenie automatycznie odbiera się negatywnie. Po prostu jest tu trochę rzeczy, które mnie irytują (np. to tatatataaaa w tle, kilka instrumentalnych zabiegów, niektóre wokale), ale też drugie tyle rzeczy, które mi się podobają. Niby nic oryginalnego, ale i tak fajnie się tego słucha ostatecznie. Brzmi to jak numer wrzucony przez Mentosa z dopiskiem, że to w stylu Musiała. Jest tu wszystko co, pobieżnie znając Deva, ktoś mógłby umieścił w jakimś jego kanonie brzmień i okejkowej muzyki. Ogólnie daję sam okejkę, ale taką niezbyt energiczną.
Obywatel G.C. - Ani ja, ani ty
Dragon dołączył do elitarnego grona uczestników, którzy podebrali mi wrzutę. Ta boli chyba w takim stopniu jak „More Than This”, o ile nie bardziej, bardzo chciałem żeby to była wrzutka ode mnie. Była uszykowana na wiosnę, ale w ostatniej chwili coś ją wypchnęło, pomyślałem że odczeka sobie rok, bo przecież nikt mi tego nie podbierze. No i mam, po raz kolejny, nauczkę, że nie mogę w tym gronie zakładać, że nikt na stopro nie wrzuci deep cuta jednego z moich ulubionych wykonawców. Jestem zły, ale na siebie. Myślę, że w takim wypadku, wkleję tu po prostu moją wypolerowaną kilka miesięcy temu wrzutę. Ocena wiadomo, 15/10, więc trochę osobistych wynurzeń:
„Obywatel G.C. to było wyjątkowe zjawisko na polskiej scenie muzycznej, tak jak zresztą wyjątkowym zjawiskiem był Grzegorz Ciechowski. Pierwszy album, to była po prostu trzecia płyta Republiki nagrana bez Republiki, ale „Tak! Tak!” był od zarodka solowym Ciechowskim, przemyślanym pod kątem nadal świeżej wolności twórczej i możliwości, które powstały kiedy przy nagrywaniu debiutu, Małgorzata Potocka uruchomiła swoje liczne znajomości (co zaowocowało pojawieniem się na płycie takich znanych i szanowanych muzyków, jak Michał Urbaniak). Ta lekko supergrupowa mentalność przeniosła się też na kolejny album, ale o dziwo udało się uniknąć występów na siłę i pustego świecenia nazwiskami. To jest wspaniały album i de facto ostatni „zwyczajny” Obywatela G.C. (czyt. nie będący soundtrackiem). Kiedy Republika się reaktywowała, Ciechowski przez jakiś czas się wahał, ale ostatecznie, kiedy zobaczył, że zespół się klei, zrezygnował z działalności solo żeby poświęcić się w pełni Republice.
„Tak! Tak!” jest trochę snapshotem tamtych czasów i typowego polskiego brzmienia tamtych lat (pisaliśmy o tym chyba przy okazji wrzutki z Ojcem Mateuszem), ale nie uważam żeby to się źle zestarzało, zwłaszcza że to było takie brzmienie, którego poza naszym krajem nikt nie uzyskał.
Ciechowski z końca lat 80-tych, chyba najbardziej przypomina mi Davida Sylviana, i to co Brytyjczyk robił na „Dead Bees On a Cake”. Piszę dużo o płycie „Tak! Tak!”, ale wydaje mi się, że warto nadać pewien kontekst. Na albumie tym, znajduje się niepozorny utwór o tytule „Ani ja, ani ty”. I tu przeskakujemy w pierwszą połowę 2018 r., do mnie xD Ten czas był dosyć sporym wyzwaniem dla mnie, działo się bardzo dużo rzeczy, które pochłaniały moje siły psychiczne i czułem się wyczerpany. Był to też koniec krótkiego okresu, w którym paliłem (+/- rok). W poszukiwaniu szybkiego, ale jednocześnie mało ekstremalnego sposobu na troski, skierowałem się właśnie w stronę papierosów, z początku paląc rekreacyjnie, co szybko przerodziło się w zwykły nałóg.
Pamiętam wczesnowiosenne wieczory kiedy puszczałem sobie „Ani ja, ani ty” i wychodziłem na balkon (który był zastawiony rusztowaniami, bo właśnie remontowano elewację) żeby zapalić. Wtedy wydawało mi się, że to jest cool, że wyglądam jak jakiś, nie wiem, Świetlicki, czy coś, a w rzeczywistości wyglądałem jak kolejny smutny fagas jarający na balkonie, kiepujący do pustej doniczki (Musiał może jeszcze tę doniczkę pamiętać, bo obu nam zdarzał się z niej korzystać).
Nie tęsknie za papierosami, pomimo krótkiego stażu, nie było mi łatwo rzucić, ale kiedy w końcu się udało i po kilku tygodniach poczułem efekty, to nigdy nie rozważałem powrotu. Zapadła mi jednak dosyć silna myśl w pamięć, że ludzie palący, to ludzie którzy borykają się z czymś, z czym nie potrafią sobie dać rady. Ten numer Obywatela G.C. ma w sobie taki sentymentalny smutek w sobie. Nadal lubię do niego wracać, bo jest doskonały i trochę inny od tego, co znalazło się na „Tak! Tak!”. Przypomina mi też wyjazdy nad polskie morze, kiedy byłem mały, jeszcze na przełomie lat 80/90 i wczesnych 90. Kiedy słyszę ten utwór, widzę stare, wielkie pensjonaty, obszerne balkony ze starymi leżakami, hotel „Bryza” w Juracie, w którym barykadowali się polscy celebryci tamtych czasów, samotne stragany z kasetami, okienka z wędzonymi rybami, i wraca do mnie jakieś takie poczucie, że może w całej Polsce była bieda, to tam było na bogato. Zresztą cały ten album ma taki vibe, zwłaszcza „Nie Pytaj o Polskę”.
Od strony formalnej, trąbka w tym kawałku to Tomasz Stańko, a damski głos to Potocka. Kiedy ogarniałem ten tekst, nadal zastanawiałem się, którą wersję wrzucić, bo są trzy. Jest podstawowa z albumu, ale jest też piękna wersja koncertowa z płyty „Obywatel G.C. Live”, przy której to właśnie wersji najczęściej wychodziłem na fajkę. Ta wersja jest delikatniejsza, trochę bardziej, z braku innego słowa, ambientowa, i zawiera wspaniałe partie na saksofonie Michała Kulentego (dające kawałkowi lekki vibe ballad De Mono). Jest też wersja z soundtracku do filmu „Stan Strachu”, która stanowi jakby wypadkową obu poprzednich, ale kilka elementów ją wykluczyło, np. zastąpienie instrumentów dętych, czymś co brzmi jak jakaś kliszowa mandolina oraz wstawkami z filmu, który to zabieg rozumiem, ale ostatecznie psuje on kawałek. Finalnie zdecydowałem się na studyjny oryginał, głównie ze względu na wokal Ciechowskiego oraz interesujące elektroniczne momenty. Ta wersja urywa się wprawdzie dosyć drastycznie i jest krótka, no aleeee. Gdybym mógł zmontować własną wersję, to pewnie wziąłbym klawisze z wersji live, a trąbkę Stańki zastąpił saksofonem Kulentego, ale już nie będę tutaj mieszał, każda wersja jest tak naprawdę doskonała.”
I tyle. Mam nadzieje, że Dragon i ew. reszta, wyciągnie coś dla siebie z tego opisu, może rozwinie się jakaś dyskusja (wątpię). Ja mogę pisać o Ciechowskim całymi godzinami. Smokowi gratuluje wyśmienitego wyboru.
London Grammar – Rooting For You
Skąd Ty Wujek bierzesz te wszystkie zespoły? Pierwsze wrażenie było dziwne, kiedy laska śpiewa nisko to brzmi trochę komicznie, jakby małe dziecko udawało kibola. Nie podoba mi się to szczególnie, lekko mi przypomina zwyciężczynię ostatniej Ojrowizji, Loreen. Ale nie jest jakoś bardzo źle, żeby nie było, że już położyłem lachę na tym. Muzycznie przypomina mi to… Stevena Wilsona. Ta gitara, pianino i przede wszystkim akordy, bardzo mi się z nim kojarzą, zwłaszcza z kawałkiem „Always Recurring”. Bałem się, praktycznie przez całą długość „Rooting for You”, że zaraz wejdzie jakieś kliszowe przełamanie z ciężką perkusją, gitarami, itd., ale na szczęście nic takiego się nie stało, kawałek konsekwentnie płynie w tym samym klimacie. Mam tez skojarzenia z Birdy, ona też czasami lubi tak nisko zjechać głosem, ale nie aż tak i chyba jednak lepiej jej to wychodzi. Nie chcę jednak się pastwić nad takimi drobiazgami, bo mi się wrzuta Wuja podoba. Taki wręcz powiem munlupowy kawałek, oszczędny, minimalistyczny, balladowy, itd. Super jest ta gitara w tle, która pojawia się nieśmiało czasami, zagra coś małego, ale kompletnie genialnego i znika. Nikt się tu nie popisuje, no ok, może wokalistka trochę skalą, ale z drugiej strony nie można jej nękać za korzystanie z nieprzeciętnych umiejętności, skoro je ma (lol). Rzucę może głupim tekstem, ale nawet trochę żałuję, że tego Wujek nie wrzucił na lato. Z drugiej strony, to też pachnie jesienią, taki dosyć uniwersalny numer. Kurcze, Wujek, naprawdę fajna wrzuta, gratuluję! Z każdym przesłuchaniem bardziej mi się to podoba. Wersję z orkiestrą przesłuchałem, wokal robi większe wrażenie solo, chociaż momentami jest trochę przytłaczający. Mam wrażenie, że Hannah mogłaby samym głosem wybić szyby w domu. Spoko wersja, spoko wrzuta.
Waco feat. Pezet, Dizkret - Przyjdź na chwilę
Murzyn by nawet nie musiał pisać, że to kawałek z 2001 r., słychać w każdej sekundzie, od lat już nikt tak nie robi hip-hopu, ani nie rapuje w ten sposób, chyba że jacyś przedstawiciele starej szkoły, którzy nie potrafią ruszyć do przodu i powiem szczerze, że im się nie dziwię, bo to co teraz dzieje się w polskim hh, jest mocno w kratkę i myślę, że jestem i tak łagodny w ocenie.
Bałem się trochę tego kawałka, bo nie mam ochoty na polski, blokerski hip-hop, ALE, okazało się, że ochota ochotą, a dobry numer, dobrym numerem. Rap, jak rap, typowy wczesne 00sy, nie powalają, ale też nie rozczarowują, ot snapshot czasów. Muzycznie jest doskonale, świetny bit, świetne sample, fajny, lekko ponury, lekko melancholijny klimat. Znam zagraniczny kawałek, który bardzo fajnie z tym koresponduję, ale wstrzymam się, bo być może go kiedyś wrzucę (mam nadzieję, że będę pamiętał żeby nawiązać wtedy do Waco). Bardzo fajny jest ten śpiewany „refren”, tak niby wchodzi od czapy, ale robi robotę. Podoba mi się ta zmyła na końcu, że niby kończą, ale wchodzi jeszcze scratch solo. Rewelacja. Murzyn jednak jest jakimś tam guru w temacie, przynajmniej dla mnie, bo jednak serwuje naprawdę kapitalne kawałki, a każdy kto chociaż trochę spędził czasu słuchając polskiego hip-hopu na jakimś etapie wie, że to naprawdę czasami szukanie pereł w gównie. Tutaj zdecydowanie się udało.
No, Panowie, kolejka wyśmienita. Kilka naprawdę grubych reprezentantów tutaj, myślę że nawet kandydaci to topu 25tki!
Co to za zryw BB w bestce? Mam ich kawałek do wrzucenia, planowany raczej na przyszły rok, bo raczej nikt mi go nie podwędzi, ale sam już nie wiem (patrzcie niżej w recenzjach). W każdym razie , ja kocham tych gości i generalnie lubię rap rocka, chociaż nie słucham zbyt wielu zespołów z tego nurtu (ale te, których słucham pochodzą tylko z USA). Numer zapodany przez Sebę jest doskonały. To jest właśnie BB jakie bardziej lubię, może nie jest tak chwytliwe jak Jugodafajt, ale ma tę psychodeliczną, hip-hopową atmosferę i kontrolowany chaos. Inteligentnie skonstruowane, ciekawe w brzmieniu, z dobrymi, sprawdzonymi samplami. Naprawdę kocham tych gości. Czy mówiłem już, że kocham tych gości? Aż się łezka kręci, że dostali własną ulicę. Wrzutka doskonała, ALE, nie pachnie mi w ogóle Murzynem (i to nie jest jakiś pun o białym zespole hip-hopowym z 90sów). RIP MCA.
We Have Band - Love, What You Doing?
Początek brzmi jakby to Dev sam nagrał (nie, nie będzie tekstów o szufladzie), a potem wchodzi New Order. Dwa razy New Order pod rząd w bestce, czy to nie łamie czasem regulaminu? Nawet wokale pobrzmiewają Sumnerem. Z drugiej strony, pobrzmiewa mi to jeszcze czymś innym, zespołem, który nie długo będę wrzucał, więc nie będę spoilerował. Uczucia mam mieszane, ale nie powinienem tego pisać, bo takie stwierdzenie automatycznie odbiera się negatywnie. Po prostu jest tu trochę rzeczy, które mnie irytują (np. to tatatataaaa w tle, kilka instrumentalnych zabiegów, niektóre wokale), ale też drugie tyle rzeczy, które mi się podobają. Niby nic oryginalnego, ale i tak fajnie się tego słucha ostatecznie. Brzmi to jak numer wrzucony przez Mentosa z dopiskiem, że to w stylu Musiała. Jest tu wszystko co, pobieżnie znając Deva, ktoś mógłby umieścił w jakimś jego kanonie brzmień i okejkowej muzyki. Ogólnie daję sam okejkę, ale taką niezbyt energiczną.
Obywatel G.C. - Ani ja, ani ty
Dragon dołączył do elitarnego grona uczestników, którzy podebrali mi wrzutę. Ta boli chyba w takim stopniu jak „More Than This”, o ile nie bardziej, bardzo chciałem żeby to była wrzutka ode mnie. Była uszykowana na wiosnę, ale w ostatniej chwili coś ją wypchnęło, pomyślałem że odczeka sobie rok, bo przecież nikt mi tego nie podbierze. No i mam, po raz kolejny, nauczkę, że nie mogę w tym gronie zakładać, że nikt na stopro nie wrzuci deep cuta jednego z moich ulubionych wykonawców. Jestem zły, ale na siebie. Myślę, że w takim wypadku, wkleję tu po prostu moją wypolerowaną kilka miesięcy temu wrzutę. Ocena wiadomo, 15/10, więc trochę osobistych wynurzeń:
„Obywatel G.C. to było wyjątkowe zjawisko na polskiej scenie muzycznej, tak jak zresztą wyjątkowym zjawiskiem był Grzegorz Ciechowski. Pierwszy album, to była po prostu trzecia płyta Republiki nagrana bez Republiki, ale „Tak! Tak!” był od zarodka solowym Ciechowskim, przemyślanym pod kątem nadal świeżej wolności twórczej i możliwości, które powstały kiedy przy nagrywaniu debiutu, Małgorzata Potocka uruchomiła swoje liczne znajomości (co zaowocowało pojawieniem się na płycie takich znanych i szanowanych muzyków, jak Michał Urbaniak). Ta lekko supergrupowa mentalność przeniosła się też na kolejny album, ale o dziwo udało się uniknąć występów na siłę i pustego świecenia nazwiskami. To jest wspaniały album i de facto ostatni „zwyczajny” Obywatela G.C. (czyt. nie będący soundtrackiem). Kiedy Republika się reaktywowała, Ciechowski przez jakiś czas się wahał, ale ostatecznie, kiedy zobaczył, że zespół się klei, zrezygnował z działalności solo żeby poświęcić się w pełni Republice.
„Tak! Tak!” jest trochę snapshotem tamtych czasów i typowego polskiego brzmienia tamtych lat (pisaliśmy o tym chyba przy okazji wrzutki z Ojcem Mateuszem), ale nie uważam żeby to się źle zestarzało, zwłaszcza że to było takie brzmienie, którego poza naszym krajem nikt nie uzyskał.
Ciechowski z końca lat 80-tych, chyba najbardziej przypomina mi Davida Sylviana, i to co Brytyjczyk robił na „Dead Bees On a Cake”. Piszę dużo o płycie „Tak! Tak!”, ale wydaje mi się, że warto nadać pewien kontekst. Na albumie tym, znajduje się niepozorny utwór o tytule „Ani ja, ani ty”. I tu przeskakujemy w pierwszą połowę 2018 r., do mnie xD Ten czas był dosyć sporym wyzwaniem dla mnie, działo się bardzo dużo rzeczy, które pochłaniały moje siły psychiczne i czułem się wyczerpany. Był to też koniec krótkiego okresu, w którym paliłem (+/- rok). W poszukiwaniu szybkiego, ale jednocześnie mało ekstremalnego sposobu na troski, skierowałem się właśnie w stronę papierosów, z początku paląc rekreacyjnie, co szybko przerodziło się w zwykły nałóg.
Pamiętam wczesnowiosenne wieczory kiedy puszczałem sobie „Ani ja, ani ty” i wychodziłem na balkon (który był zastawiony rusztowaniami, bo właśnie remontowano elewację) żeby zapalić. Wtedy wydawało mi się, że to jest cool, że wyglądam jak jakiś, nie wiem, Świetlicki, czy coś, a w rzeczywistości wyglądałem jak kolejny smutny fagas jarający na balkonie, kiepujący do pustej doniczki (Musiał może jeszcze tę doniczkę pamiętać, bo obu nam zdarzał się z niej korzystać).
Nie tęsknie za papierosami, pomimo krótkiego stażu, nie było mi łatwo rzucić, ale kiedy w końcu się udało i po kilku tygodniach poczułem efekty, to nigdy nie rozważałem powrotu. Zapadła mi jednak dosyć silna myśl w pamięć, że ludzie palący, to ludzie którzy borykają się z czymś, z czym nie potrafią sobie dać rady. Ten numer Obywatela G.C. ma w sobie taki sentymentalny smutek w sobie. Nadal lubię do niego wracać, bo jest doskonały i trochę inny od tego, co znalazło się na „Tak! Tak!”. Przypomina mi też wyjazdy nad polskie morze, kiedy byłem mały, jeszcze na przełomie lat 80/90 i wczesnych 90. Kiedy słyszę ten utwór, widzę stare, wielkie pensjonaty, obszerne balkony ze starymi leżakami, hotel „Bryza” w Juracie, w którym barykadowali się polscy celebryci tamtych czasów, samotne stragany z kasetami, okienka z wędzonymi rybami, i wraca do mnie jakieś takie poczucie, że może w całej Polsce była bieda, to tam było na bogato. Zresztą cały ten album ma taki vibe, zwłaszcza „Nie Pytaj o Polskę”.
Od strony formalnej, trąbka w tym kawałku to Tomasz Stańko, a damski głos to Potocka. Kiedy ogarniałem ten tekst, nadal zastanawiałem się, którą wersję wrzucić, bo są trzy. Jest podstawowa z albumu, ale jest też piękna wersja koncertowa z płyty „Obywatel G.C. Live”, przy której to właśnie wersji najczęściej wychodziłem na fajkę. Ta wersja jest delikatniejsza, trochę bardziej, z braku innego słowa, ambientowa, i zawiera wspaniałe partie na saksofonie Michała Kulentego (dające kawałkowi lekki vibe ballad De Mono). Jest też wersja z soundtracku do filmu „Stan Strachu”, która stanowi jakby wypadkową obu poprzednich, ale kilka elementów ją wykluczyło, np. zastąpienie instrumentów dętych, czymś co brzmi jak jakaś kliszowa mandolina oraz wstawkami z filmu, który to zabieg rozumiem, ale ostatecznie psuje on kawałek. Finalnie zdecydowałem się na studyjny oryginał, głównie ze względu na wokal Ciechowskiego oraz interesujące elektroniczne momenty. Ta wersja urywa się wprawdzie dosyć drastycznie i jest krótka, no aleeee. Gdybym mógł zmontować własną wersję, to pewnie wziąłbym klawisze z wersji live, a trąbkę Stańki zastąpił saksofonem Kulentego, ale już nie będę tutaj mieszał, każda wersja jest tak naprawdę doskonała.”
I tyle. Mam nadzieje, że Dragon i ew. reszta, wyciągnie coś dla siebie z tego opisu, może rozwinie się jakaś dyskusja (wątpię). Ja mogę pisać o Ciechowskim całymi godzinami. Smokowi gratuluje wyśmienitego wyboru.
London Grammar – Rooting For You
Skąd Ty Wujek bierzesz te wszystkie zespoły? Pierwsze wrażenie było dziwne, kiedy laska śpiewa nisko to brzmi trochę komicznie, jakby małe dziecko udawało kibola. Nie podoba mi się to szczególnie, lekko mi przypomina zwyciężczynię ostatniej Ojrowizji, Loreen. Ale nie jest jakoś bardzo źle, żeby nie było, że już położyłem lachę na tym. Muzycznie przypomina mi to… Stevena Wilsona. Ta gitara, pianino i przede wszystkim akordy, bardzo mi się z nim kojarzą, zwłaszcza z kawałkiem „Always Recurring”. Bałem się, praktycznie przez całą długość „Rooting for You”, że zaraz wejdzie jakieś kliszowe przełamanie z ciężką perkusją, gitarami, itd., ale na szczęście nic takiego się nie stało, kawałek konsekwentnie płynie w tym samym klimacie. Mam tez skojarzenia z Birdy, ona też czasami lubi tak nisko zjechać głosem, ale nie aż tak i chyba jednak lepiej jej to wychodzi. Nie chcę jednak się pastwić nad takimi drobiazgami, bo mi się wrzuta Wuja podoba. Taki wręcz powiem munlupowy kawałek, oszczędny, minimalistyczny, balladowy, itd. Super jest ta gitara w tle, która pojawia się nieśmiało czasami, zagra coś małego, ale kompletnie genialnego i znika. Nikt się tu nie popisuje, no ok, może wokalistka trochę skalą, ale z drugiej strony nie można jej nękać za korzystanie z nieprzeciętnych umiejętności, skoro je ma (lol). Rzucę może głupim tekstem, ale nawet trochę żałuję, że tego Wujek nie wrzucił na lato. Z drugiej strony, to też pachnie jesienią, taki dosyć uniwersalny numer. Kurcze, Wujek, naprawdę fajna wrzuta, gratuluję! Z każdym przesłuchaniem bardziej mi się to podoba. Wersję z orkiestrą przesłuchałem, wokal robi większe wrażenie solo, chociaż momentami jest trochę przytłaczający. Mam wrażenie, że Hannah mogłaby samym głosem wybić szyby w domu. Spoko wersja, spoko wrzuta.
Waco feat. Pezet, Dizkret - Przyjdź na chwilę
Murzyn by nawet nie musiał pisać, że to kawałek z 2001 r., słychać w każdej sekundzie, od lat już nikt tak nie robi hip-hopu, ani nie rapuje w ten sposób, chyba że jacyś przedstawiciele starej szkoły, którzy nie potrafią ruszyć do przodu i powiem szczerze, że im się nie dziwię, bo to co teraz dzieje się w polskim hh, jest mocno w kratkę i myślę, że jestem i tak łagodny w ocenie.
Bałem się trochę tego kawałka, bo nie mam ochoty na polski, blokerski hip-hop, ALE, okazało się, że ochota ochotą, a dobry numer, dobrym numerem. Rap, jak rap, typowy wczesne 00sy, nie powalają, ale też nie rozczarowują, ot snapshot czasów. Muzycznie jest doskonale, świetny bit, świetne sample, fajny, lekko ponury, lekko melancholijny klimat. Znam zagraniczny kawałek, który bardzo fajnie z tym koresponduję, ale wstrzymam się, bo być może go kiedyś wrzucę (mam nadzieję, że będę pamiętał żeby nawiązać wtedy do Waco). Bardzo fajny jest ten śpiewany „refren”, tak niby wchodzi od czapy, ale robi robotę. Podoba mi się ta zmyła na końcu, że niby kończą, ale wchodzi jeszcze scratch solo. Rewelacja. Murzyn jednak jest jakimś tam guru w temacie, przynajmniej dla mnie, bo jednak serwuje naprawdę kapitalne kawałki, a każdy kto chociaż trochę spędził czasu słuchając polskiego hip-hopu na jakimś etapie wie, że to naprawdę czasami szukanie pereł w gównie. Tutaj zdecydowanie się udało.
No, Panowie, kolejka wyśmienita. Kilka naprawdę grubych reprezentantów tutaj, myślę że nawet kandydaci to topu 25tki!
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Zazwyczaj z YT. Czasami całkowicie losowo coś sprawdzam i się trafia coś dobrego. Tak było i w przypadku LG.
Chłopie a gdzie Ty widzisz jesień, jak za oknem lato w pełni? Nawet kalendarzowo jeszcze lato.Hien pisze:13 wrz 2023 10:51trochę żałuję, że tego Wujek nie wrzucił na lato. Z drugiej strony, to też pachnie jesienią
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
W ogóle nie widzę lata za oknem Wujek, drzewa równo sypią liśćmi, atmosfera kompletnie inne. Temperatura, to nie jest od razu lato.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
To chyba zależy od regionu kraju. U mnie drzewa właściwie pełne zielonych liści, trawa rośnie bujnie, niebo od wielu dni bezchmurne, żar się leje z nieba, że od siedzenia się człowiek poci. Wentylatory pracują u mnie nawet wieczorami. Jedyna oznaka końca lata, to zdecydowanie mniej Warszawiaków, choć na weekendy wciąż ściągają.
No i jesienią powinny być grzyby, a tu od suszy nawet trujaków nie ma.
No i jesienią powinny być grzyby, a tu od suszy nawet trujaków nie ma.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No tak, zależy jak się na to spojrzy, u mnie tez jest tak, że po powrocie z urlopu, lato się dla mnie kończy, a że było to już półtora miesiąca temu, to głową już jestem jesienny. Zresztą, z jakiegoś powodu, nadal ciągnie się za mną przekonanie naznaczone szkołą, że wrzesień oznacza jesień. no, nie ważne.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Zabawnie heh, powiadają na lato, powiadają na jesień a tymczasem London Grammar w pierwszej linijce
xdLet winter break
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No ale Wuja nam już na wiosnę wrzucał christmas album, więc zero zaskoczenia.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
To że w tekście jest słowo winter nie znaczy, że to zimowy utwór. W ogóle mi to nie pachnie zimą.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Tak samo to, że Melua śpiewała kolędy, nie znaczyło, że nagrała świąteczny album xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn