Best of Forum (Albumy) vol. 2

Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10307
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 19 gru 2023 15:53

W całej swojej naiwności liczę, że przyspieszymy xD
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13789
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 19 gru 2023 16:13

Hien pisze:
19 gru 2023 15:05
Koniec stycznia to obstawiam, że będzie dwójka lol
Też uważam że pewnie będzie dwójka czyli guano hehe
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24627
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 19 gru 2023 16:17

Murzyn jak dzisiaj humorem błyszczy xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7379
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 20 gru 2023 20:24

Arianna Savall - Peiwoh

Primo, nie pamiętam jej z bestki utworowej poza tym, że była, nic więcej. Nie przypominałem sobie specjalnie ani jej kawałka, ani mojej jego recki, żeby nie być zbiasowanym, bo to było tak dawno temu, że władze PiSu najpewniej były przekonane, iż wygrają kolejne wybory, Zełenski, że kontrofensywa ukraińska się uda, a ja, że Polska zostanie jednak uwzględniona w planach koncertowych Simple Minds na najbliższe lata. Cóż, czy zrobiłem dobrze, nie wiem, ale ale ale... Zmęczył mnie ten album. Na sam dzień dobry powiem - to jest NAJSŁABSZE ogniwo tej kolejki. Nie oznacza to jednakowoż, że jest on bardzo zły, tylko Melki miał z nim - zapewne przypadkiem - fatalny timing. To raz, dwa, wokal Savall jest w dużej mierze absolutnym dla mnie koszmarem. Mam - poza francuskim i rumuńskim - alergię na wszelkie języki romańskie i stojącą za nimi ekspresję (niczym nie gardzę tak bardzo, jak wszelką hiszpańską muzyką, najlepiej po hiszpańsku w mojej opinii śpiewa... Żydówka, Yasmin Levy, polecam i pozdrawiam), tutaj mi się to mocno przebijało i bolało. I znowu - ONA NIE MA TAK ZŁEGO GŁOSU, ale te jęki, no nie, po prostu nie i tyle. Warstwa muzyczna z kolei częściowy wygryw. Dlaczego częściowy? Ano dlatego, że o tej porze roku to ja słucham post punku, trochę ejtisów, trochę Depeche Mode i trochę Simple Minds, trochę OSTu ze Skyrima, trochę eskowych klasyków sprzed dwóch dekad, no ale nie tego, co pasuje mi albo do środkowej jesieni, albo końca lata, albo wczesnej wiosny. Muzycznie that is, albowiem ten wokal, znowu, sporo mi psuje, sporo radochy kradnie, i w ogóle odbiera smak życia (jak do niedawna Rachoń, ciekawe swoją drogą, czy wróci do Republiki). Muzyka jednak zasługuje na ładną laurkę - połączenie pianina, harfy, wioli, skrzypiec i paru innych tego typu bardzo na mnie działa w bardzo określonych okolicznościach. Czy te takie są? Jakby nie do końca, ale też nie będę wciskał bulszitu, że w ogóle się nie zachwyciłem. Aczkolwiek Arianna mogłaby częściej trzymać gębę na kłódkę.

Co do samych utworów... cóż, nie będę ich rozkładał na czynniki pierwsze. Dlaczego? Z dwóch powodów - primo, nie mam ochoty xD tzn. serio, powtarzałbym się strasznie, albowiem jakby Savall bezceremonialnie wyłączyć mikrofon (zwłaszcza przy Liebes Lied, jak ona masakruje ten niemiecki to uszy puchną), to całość ma dla mnie charakter pięknego instrumentalnego koncertu, na który mógłbym po raz pierwszy od dawna pójść do jakiegoś kościoła, koniecznie w stare albo gotyckie albo wprost romańskie mury, wtedy najlepiej ta jesień chyba. W ogóle śmiesznie, bo momentami muzyka brzmi bardzo... zimowo i okołoświątecznie, ale potem patrzę na okładkę i wszystko mi się psuje w głowie xD Tak czy inaczej, prószący śnieg za zamkniętymi, drewnianymi drzwiami, z naw bocznych sączy się delikatne światło świec, pod apsydą nad postaciami muzyków wysoko umieszczone lampiony, wiecie, taki magiczny klimat. Zwłaszcza, jak wleciało She Moved Through the Fair, ale z tym numerem mam "osobiste porachunki", że tak to ujmę, albowiem jest to piosenka, na której Simple Minds oparli swój największy hicior obok Don't You, czyli Belfast Child (i zrobili to doskonale). No tak, tutaj się wszystko trochę łamie, bo następne Suite Celta daje mi vibe późnowiosenny, las i w ogóle jakieś ognisko a la Braveheart, aż mi się Clannad przypomniał. Na szczęście chwilkę później wracamy do tego przytulnego salonu, w kominku skwierczy drewno, jego aromat wypełnia pomieszczenie, można usiąść w wygodnym, obitym welurem fotelu, napić się ciepłej, jesienno-zimowej herbaty, włożyć ciepłe kapcie (albo zdjąć), poczytać książkę, popatrzeć przez okno na pobliskie drzewa... Nie no, dobra, muzycznie jest naprawdę spoko, ale nie na teraz i nie z tym wokalem, nie polubimy się. Chociaż, CHOCIAŻ, jest jeden wyjątek - Anima Nostra, tutaj naprawdę jej wyszło i to z tym "wyciem" w pakiecie, powrót do kościelnego klimatu (zresztą w obydwu odsłonach). Zdecydowanie jednak wolę, jak plumka w harfę. Niektóre utwory to absolutne złoto, najbardziej wyróżnię Canción De La Muerte Pequeña (cholerny hiszpański) i Naonunai, które kojarzy mi się... z muzyką w tle do pierwszego Tropico lol. Najwyraźniej takie skojarzenie mi wystarczy, ażeby się czymś zachwycić. Byle jak, bo byle jak, ale wciąż. Kurde, Melczet, naprawdę fatalny timing. Tak poza tym... Wrócę wiosną to się wypowiem.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13789
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 20 gru 2023 20:29

nie wiem czy bardziej ŁAŁ czy AŁA ale miło że dotarłeś ;)

Malkolit proszony na metę o słów parę mowy końcowej i uruchomimy ostatnią płytę tej ciągnącej się zdecydowanie zbyt długo kolejki jesiennej.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24627
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 20 gru 2023 20:48

Dzisiejszy dzień sponsoruje słowo PRIMO.

Secudno, "Attack of the Grey Lantern" oficjalnie płytą świąteczną, forum* zadecydowało.

*Musiał
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6483
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 21 gru 2023 06:12

Podsumuję wieczorem, kiedy wrócę do domu.
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6483
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 21 gru 2023 21:22

Wróciłem, czas na podsumowanie recenzji Peiwoh.

Jak przypuszczałem, opinie są zróżnicowane. Ciekawi mnie, skąd bierze się u niektórych osób (Dev) niechęć do języków południowych (z Włoch, Hiszpanii itp.) w piosence. Któryś już raz to widzę i zawsze mnie to zastanawia.
Podoba mi się dogłębna analiza Hiena, to w ogóle ciekawe, że ktoś spróbował i mu się spodobało. Jeśli chodzi o kolędy, to Arianna ma fajny album świąteczny w dyskografii pt. In The Bleak Midwinter (pod szyldem Capella Antiqua Bambergensis, ale to ci, znani nam już ludzie). Ja nie odbieram Modlitwy czy Pieśni o małej śmierci (outro genialne, tak! i ta długość - na żywo to bardzo klimatycznie, zgrabnie płynęło) jako bardzo smutnych, raczej jako poważne, budzące pewną zadumę, w końcu i tematyka poważna). Z kolei Corazon: Muere o canta to taka perła, którą odkryłem po wielu odsłuchach i dziś jest jednym z utworów, do których najczęściej wracam.
Generalnie z podobną muzyką mam problem taki, że ona działa na mnie przez pryzmat tych koncertów, na których byłem, nie wiem, czy bez tego kontekstu zainteresowałbym się nią, raczej nie.
Shodan, w operze śpiewa skrzypek grający na płycie, Petter Udland Johansen. Wiem, że nie ma tu raczej pań, ale panie zazwyczaj są zachwycone jego możliwościami, pan jest wybitny w swoim fachu. I, podobnie jak Hien, pochwalę Twoje podejście.
Stripped, rozumiem, szanuję takie podejście.
Dragon, jak chcesz, mogę podrzucić książeczkę ;) Też lubię robić przerwy przy słuchaniu tej płyty, zwykle gdzieś między Aurorą a Animą Nostrą. Cieszy mnie odbiór, próba zmierzenia się z nagraniami.
Mentos pisze w stylu porcysowym, jedno, co mnie bawi, to to, że sam lubi podrzucać baaardzo nieraz patetycznych wykonawców, a tu kręci nosem. No, ale jest Patos i patos. Pani generalnie ma taki miękki, lekko słodki głos (wiem, bo rozmawiałem z nią), taka jej uroda.
Dev, rozumiem, nie Twoje klimaty, ale fajnie, że spróbowałeś.

Aż mnie naszło na odsłuch. Najbardziej to na odsłuch In The Bleak Midwinter, potem przyjdzie czas na Mansuna.
Czas na Mansuna.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24627
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 21 gru 2023 21:25

AMEN

Sprawdzę sobie to 'In The Bleak Midwinter', może się okazać, że wjedzie idealnie.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6858
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 21 gru 2023 21:36

Człowiek słucha, stara się, SZLIFUJE WARSZTAT, by na końcu dostać na ryj tekstem, że pisze w stylu porcysowym. Ehhh
DEPESZWIZJA 118: edycja instrumentalna (bez ambientu)
PACZKA
3/6
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18317
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 22 gru 2023 09:33

Stripped puszczaj Mansun.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13789
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 22 gru 2023 09:37

Zapomniałem już, lol.

Lecimy z Attack of the Grey Lantern grupy Mansun
Hien pisze:
21 wrz 2023 10:06
Mansun – Attack of the Grey Lantern

Teaser został dobrze przyjęty w ubiegłym roku, ale nawet gdyby został zmieszany z błotem przez wszystkich, to ten album by się tutaj pojawił. Można powiedzieć, że fanatykiem zespołu stałem się overnight (jeśli za night przyjmiemy jakieś dwa tygodnie). To może się wydawać niektórym zaskakujące, ale to było odkrycie znacznie większe niż Fishmans. Bardzo rzadko, ale zdarza się, że człowiek słyszy zespół i czuje się jak wtedy, kiedy pierwszy raz zobaczył swoja dziewczynę/żonę, itd., po prostu wiesz, że to jest ten zespół, że to jest to brzmienie, że jest po prostu to mityczne TO.

Wspominałem już o tym przy wrzucie Jedynej Piosenki Miłosnej Mansun, ale streszczę – poznałem ten zespół późną jesienią 2016 r., na fali zachwytu nad kawałkiem Paula Drapera pt. „No Ideas”. Słuchałem tego albumu w nocy, leżąc już w łóżku i nie mogłem zasnąć, bo każdy kolejny kawałek mnie kompletnie zachwycał. Trudno będzie mi pisać o tym albumie, więc ograniczę się do minimum. Czym w ogóle jest „Attack of the Grey Lantern”? Paul nazwał go albumem konceptualnym w połowie. Powód był prozaiczny, w pewnym momencie skończyły się pomysły żeby zrobić z tego spójną opowieść, więc ostatecznie jest to bardzo impresjonistyczna historia, która czasami zakręca w kierunku jakichś konkretnych i związanych sobą wydarzeń. W skrócie – album jest/miał być o typowej angielskiej wiosce gdzie każdy z każdym się do siebie uśmiecha, a potem obrabia dupe, każdy kombinuje i ukrywa jakieś grube sekrety za drzwiami swojego domu. Jeżeli kiedykolwiek oglądaliście jakikolwiek typowo brytyjski serial kryminalny ala Morderstwa w Midsomer, czy adaptację Agathy Christie, to wiecie mniej więcej o co chodzi.

W piosenkach pojawiają się dziwne postacie, ale trudno to połączyć ze sobą z powodów wymienionych wyżej. Jedyny wątek, który faktycznie ma kontynuację i de facto zostaje pociągnięty do końca, to historia rozbierającego się Wikarego i jego córki Mavis, która okazuje się… no właśnie, nie będę zdradzał przecież. Musicie posłuchać płyty.

Podobnie jak w przypadku Sylviana, nie będe opisywał drobiazgowo utworów, bo zesram się tęczą, ale muzycznie, będziecie porywani do różnych światów. Są tu bondowskie zapożyczenia i klimaty, np. w „The Chad Who Loved Me” i „She Makes My Nose Bleed”, jest rock’n’roll w „Stripper Vicar”, epicki flirt z orkiestrą w balladowym finale „Dark Mavis”, jest psychodelia w „Mansun’s Only Love Song”, czy „Disgusting” oraz elektronika w „Taxloss”. Wszystkie chwyty były dozwolone, żaden instrument nie był wykluczony ze studia, ale co najważniejsze, wszystko to nie przyćmiło w żadnym stopniu charakterystycznego brzmienia zespołu. Jest w tej muzyce coś takiego, co brzmi jak Mansun, na czym by nie grali.

„Attack of the Grey Lantern” poprzez połączenie abstrakcyjnej narracji z dosyć kwaśną muzyką, ma nieco bajkowy charakter, jakby to był współczesny „Dziadek do Orzechów” czy coś. Niby zwykli ludzie śpiewający o zwykłych ludziach, ale unosi się nad tym narkotyczna atmosfera.

Pozostaje mi życzyć Wam dobrego odsłuchu i mam nadzieję, że płyty zaklika chociaż w połowie tak, jak to było u mnie.

https://www.youtube.com/watch?v=R1DwkPl ... _HNwAodn2s

W dzisiejszych czasach trudno ukryć takie rzeczy i obecność hidden tracków praktycznie straciła sens, ale szacun, że w playliście nie wydzielono dodatkowego kawałka, tylko zostawiono go w tracku z „Dark Mavis”. Ukryty utwór nazywa się „An Open Letter to Lyrical Trainspotter”.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24627
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 22 gru 2023 10:14

A co, bez zwolnienia blokady maszyna recenzyjna nie ruszy? XD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13789
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 22 gru 2023 10:20

Liczę że Wujas tam teraz ciężko siedzi i skrobie heh
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18317
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 22 gru 2023 10:29

Hien pisze:
22 gru 2023 10:14
A co, bez zwolnienia blokady maszyna recenzyjna nie ruszy? XD
Już dostawałem opiernicz, że się wyrywałem do przodu. A poza tym porządek musi być.
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18317
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 22 gru 2023 10:41

Mansun – Attack of the Grey Lantern

Od dawna wiedziałem, że Mansun to jeden z ulubionych zespołów Hiena. Widać to po scrobblach na lascie. Tak więc wiedziałem, że ten zespół prędzej czy później się tu pojawi. Nie było potrzeby sprawdzać samemu. Zresztą wiecie jak to jest – bez przymusu często człowiek nie poświęci nowej muzyce odpowiedniej uwagi i nic z tego nie wychodzi. Są rzeczy, które chwycą od razu. Ale są i takie, które potrzebują więcej czasu, uwagi i dobrej woli. Format bestki niejako wymusza konieczność kilkukrotnego posłuchania (przynajmniej w założeniach). I nie raz przy odrobinie dobrej woli następował u mnie poważny zwrot. A jak było z Mansun?
Pierwszy odsłuch zawsze traktuję czysto testowo. Żeby w ogóle wysądować z czym mam do czynienia. Attack of the Grey Lantern przesłuchałem pierwszy raz już jakiś czas temu. Fajnie podszedł mi początek albumu, czyli pierwsze 3 utwory, z czego Mansun’s Only Love Song znałem już z bestki utworowej. I już wtedy dobrze się o nim wypowiadałem. Reszta albumu przeleciała bez większego echa. No ale to był pierwszy odsłuch, więc i tak nie było źle. Do albumu powróciłem już w trakcie przerabiania Peiwoh. I powiem od razu, że się z nim polubiłem. Sporo razy posłuchałem tak w ogóle. Te pierwsze kilka, żeby się osłuchać, a potem już po prostu dla przyjemności. A co mi dawało tę przyjemność? Niezwykła lekkość brzmienia i przebojowość. Album trwa godzinę, ale zawsze miałem wrażenie, że mniej. Po prostu przelatują te utwory naprawdę niepostrzeżenie. Zero znudzenia czy znużenia. Co się jeden dobry utwór kończy, to zaraz następuje kolejny nie gorszy. Hien pisał o różnych muzycznych światach. I z jednej strony rzeczywiście tak jest. Ale co ciekawe to wszystko brzmi niesamowicie spójnie. Być może to jest właśnie to wypracowane przez zespół własne brzmienie.
Kolejną zaletą albumu są bardzo dobre kompozycje. 3-4 odsłuchy wystarczyły, żeby to załapać i potem móc samemu nucić kolejne melodie z zespołem. I te melodie ubrane są w ładne muzyczne szaty. Podoba mi się brzmienie tej płyty. Jest jak pisałem niezwykle lekkie, przyjemne i klasowe. Podobają mi się niezwykle łączenia pomiędzy utworami. I nie są to pojedyncze przypadki. Album właściwie na całej długości płynnie przelewa się z utworu na utwór. Lubię to bardzo.
Na początku nie byłem przekonany do tego wysokiego wokalu Drapera, ale i to się przegryzło i przemieniło w uznanie. Czasami potrzeba po prostu chwili, żeby się z czymś oswoić. Ten wokal w sumie bardzo dobrze pasuje do tej muzyki. W niektórych utworach Draper bardzo przypomina mi Jasa Manna z Babylon Zoo. Zarówno barwą głosu jak i sposobem śpiewania.
Album świetnie się otwiera. Bardzo dobry ten symfoniczny początek, który rzeczywiście ma iście filmowy klimat. Potem ładna gitara wchodzi. Bardzo dobra kompozycja.
Mansun’s Only Love Song już kiedyś chwaliłem. To również dobra kompozycja z bardzo efektownym początkiem i równie znakomitą końcówką. Bardzo dobre przejście do następnego utworu.
Taxloss to mój faworyt z płyty i to od pierwszego odsłuchu. Świetna melodia. Draper na wokalu wypada tu naprawdę uroczo. Świetne połączenia gitar z elektroniką. Brzmienie jest naprawdę imponujące. Po drugiej zwrotce fajne spowolnienie, po którym następuje niesamowicie rytmiczny i efektowny fragment. I te zaśpiewy „Uuuuuuuuuuu” na koniec. Jara mnie ten numer niesamowicie. Trwa 7 minut, a ja mam wrażenie, że jest o połowę krótszy. Znowu mamy płynne łączenie z kolejnym na liście You Who Do You Hate. Fajne dzwony na początku. Potem gitara i wokal, który przywodzi mi na myśl Porcupine Tree. Ładna ballada z trochę mocniejszym refrenem. W końcówce znowu dzwony i przejście do Wide Open Space. Kolejny niesamowicie dobry i przebojowy utwór. Świetna kompozycja. Draper na wokalu naprawdę super. Ładnie robi te góry. Gitary brzmią rewelacyjnie. Ten utwór na Sportify ma zdecydowanie najwięcej odtworzeni i się w sumie nie dziwię, bo to banger wysokiej klasy.
Stripper Vicar to utwór w starym rockowym stylu. Imponują mi zwrotki, z kolei w refrenach pobrzmiewa fajna nieco ostrzejsza gitara. Świetna praca automatu perkusyjnego w końcówce. Znów imponujące połączenie z Disgusting. Znowu bardzo dobra, łatwo zapadająca w pamięć linia melodyczna. Fajna gitarowa zagrywka w zwrotkach.
O She Makes My Nose Bleed mogę powtórzyć tylko wszystko to, co o wcześniejszych utworach – dobra kompozycja, dobre przebojowe brzmienie. Draper śpiewa tu niżej niż zazwyczaj i też wypada dobrze.
Naked Twister wchodzi tak niepostrzeżenie, że bez należytej uwagi nawet ciężko to zauważyć. Człowiek ma wrażenie, jakby wciąż jeszcze słyszał poprzedni utwór. Znów dobra nuta z ładnymi gitarami.
Egg Shaped Fred lubię coraz i coraz bardziej. Te „nananana-nanana-nana” jest tak uzależniające, że potem człowiek chodzi i to ciągle nuci. Gitary brzmią imponująco. Draper w najlepszym wydaniu.
No i w końcu dochodzimy do ostatniego etapu w postaci fajnej ballady Dark Mavis plus An Open Letter to Lyrical Trainspotter. Symfoniczna aranżacja bardzo mi odpowiada. Robi się znowu bardzo filmowo. Melodia pięknie płynie. Znowu namy „nananananana-uuuuu”. Lubię te zaśpiewy bardzo. A końcówka utworu z wyhamowującymi smykami wręcz genialna. Na samym końcu jeszcze ta sama zagrywka, która otwierała płytę. Ideale zakończenie albumu. Jest jeszcze całkiem dobry hidden track, choć nie wiem czy potrzebnie, bo właściwe i jedyne słuszne zakończenie już było.
Hien pisał, że od początku czuł, iż Mansun to jest to, to jest to brzmienie. I ja go rozumiem, bo ja też podziwiam brzmienie Attack of the Grey Lantern. Brzmienie bardzo dobre, efektowne, bardzo spójne, mające w sobie niezwykłą lekkość. Podobno to w połowie album koncepcyjny. Dla mnie nawet więcej niż w połowie. Przynajmniej pod względem muzycznym. To jedna bardzo spójna brzmieniowo całość, piękne połączenie 11 utworów bez jednej przerwy. Tekstów niestety nie poznałem. Chciałem je nawet poczytać, ale na popularnych stronach typu „Tekstowo” nie ma tłumaczeń.
Kompozycje są na wysokim, a właściwie bardzo wysokim poziomie. Nie ma nawet chwili przestoju. Album jest cholernie przebojowy i przyjemny w odsłuchu. Przez niego się właściwie przepływa. Tak że jestem zdecydowanie na tak. Jestem kupiony i myślę, że powroty będą regularne.
Mam wrażenie, że zdecydowanie nadużywałem w tym tekście słowa bardzo. No ale ten album jest naprawdę "bardzo". :D
Jeszcze na koniec – zauważyłem, że album został wydany przez Parlophone. To ta sama wytwórnia, która wydawała albumy Pet Shop Boys.
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6483
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 22 gru 2023 15:38

Ciekawi mnie, kiedy znów trafi się taka historia, że nowy album nowego wykonawcy już po pierwszym odsłuchu bardzo przypadnie mi do gustu. Bo to się prawie nie zdarza i to nawet, jeśli chodzi o rzeczy później bardzo przeze mnie lubiane. Prawie zawsze ten pierwszy odsłuch służy tylko ogólnemu poglądowi na materiał. A tym razem przyszło mi się mierzyć z jednym z ulubieńców Hiena, o którym kilkakrotnie już pisał - brytyjskim zespole Mansun.

Aha, jest jeszcze jeden problem: zajmuję się twórczością własną, a czas nagli. Dlatego też zabieram się za już nieźle osłuchaną płytę, żeby nie wisiała (zupełnie abstrahując od jej zawartości). Od początku miałem zresztą taki plan: kończymy Peiwoh, w piątek wjeżdża Mansun. Ale to dobrze, bo bardzo dobrze mi wchodzi.

Mansun – Attack of the Grey Lantern

Szybko daje się zauważyć, że jest to muzyka bardzo podobna do wielu innych hienowych wrzutek, taki hien-core, który po pewnym czasie mocno wchodzi do głowy. Niby to łagodny, niby to drapieżny (w wokalu!), wiele części instrumentalnych, zmiany nastroju, spójne brzmienie, doskonale się słucha jako jednej, spójnej całości. Kojarzy się z latami 90. za sprawą pewnego podobieństwa do np. Porcupine Tree i The Sky Moves Sideways (np. początek Taxloss i druga faza TSMS), ale i innych tego typu wrzutek, elektronicznych transów. Nie brakuje chwytliwych melodii, linii wokalnych, całość bardzo lekka, niewymuszona, czuć radość tych gości z grania, każdy kawałek ma w sobie odpowiednią energię. Ba, album jest tak spójny, że aż nie zauważyłem, kiedy się skończył i przeszedł w coś podobnego, a to też jakiś wyczyn!

Zacznę może jednak od początku. The Chad Who Loved Me zaczyna się jak te wszystkie intra o tytule Intro, zaczyna się długim, instrumentalnym wstępem, są skrzypki, delikatny bit, gitara, po czym wchodzi wokal: dość wysoki, nieco drapieżny, potraktowany efektem, przypomina mi nieco - jak i Shodanowi - gościa z Babylon Zoo. Widzisz, Mentos, pisałeś, że się tak starasz i starasz - i tu Twoje starania docenię, ta wrzutka cały czas mi towarzyszy, bo jest pierwszorzędna. Wokal trochę taki shoegaze'owy, zamulony, dużo gitar, rytm raczej twardy, z początku trudno wyróżnić utwory, bo brzmią jak jedność. Płynny, melodyjny utwór, niełatwo wyróżnić strofy, podkład wydaje się trochę robić swoje, a wokalista swoje, ale ładnie się to spaja, dobrze się zaczyna, jak długi jam. Utwór płynnie przechodzi w Mansun's Only Love Song (piękny tytuł!), która to brzmi jak kontynuacja nr 1. Zaczyna się bardzo spokojnie, od delikatnego bitu, po czym wchodzą te środkoworockowe gitary i wysoki wokal. Piosenka ma zaraźliwy refren, dzięki czemu od razu zapada w pamięć. Widzę, że część tytułu się z tego wzięła. Goście wyją pierwszorzędnie, ale ma to swój urok, mnie się podoba, brzmi trochę tak tęskno. Płynnie przechodzi w Taxloss, który brzmi z początku niemal jak z TSMS Phase Two, po czym pojawiają się efektowne wokale (nieco przypomina mi to Break The Man od TFF, podobne wrażenia), jakby to grupa kumpli śpiewała, ten lekkorockowy podkład dobrze wchodzi, a w ogóle: te trzy utwory trwają 18 minut, a zupełnie tego nie czuć, tak lekko płyną.

Swoją drogą, ten tekst "We'll think you are stupid" od razu przypomniał mi wczorajszą zabawę z botami na discordzie ;(. Człowiekowi puściły hamulce i chciał się zabawić ;(.

Luźny, lekki, w dechę kawałek z fajną końcówką. Powoli się uspokaja. Ale te chórki są mocne! You Who Do You Hate zaczyna się oszczędną, gitarową rozrywką, aż mi się przypomniał na początku późniejszy od dwa lata Stupid Dream. Piosenka znacznie spokojniejsza od poprzednich, pełnych energii, po czym wybucha refren (przy chyba szóstym odsłuchu zacząłem odróżniać jedną od drugiej, aż tak mi się to łączyło w jedność). Nie ma to zresztą większego znaczenia, kawał dobrej, radosnej (a może raczej: energicznej) muzyki. Nie ma może przejścia w Wide Open Space, ale Przestrzeń zaczyna się tam, gdzie poprzedni kawałek się skończył. Jest praca sekcji, jest gitara, fajne brzmienie, przebojowy refren, przyjemnie się tego słucha. Delikatniejsze śpiewy w zwrotkach sprawiają, że energiczny refren mocniej wybrzmiewa. Przyjemna, melodyjna solówka.

Stripper Vicar zaczyna się energicznie, po czym wchodzą charakterystyczne już wokale. Ale to jest dobra rzecz! Czuję, że będą powroty (i do płyty, i do poszczególnych piosenek). Disgusting jest przy poprzedniku jak Wide Open Space przy You Who Do You Hate. Piosenki zaczynają brzmieć dość podobnie, ale są lekkie, melodyjne, wokale przyjemne, pomysły udane, tempo nieco spadło, kilka kolejnych piosenek właściwie brzmi jak jeden długi ciąg (co zupełnie nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, pomaga w skupieniu). Nie chce mi się rozpisywać o środku płyty, to dalej dobre granie, wyraziste melodyjnie, wyraziste wokalnie, rytm mi się podoba, brzmienie, niektórzy nie potrafią zrobić kilku kawałków tak, żeby to brzmiało spójnie i sensownie lub brzmi to jak zbiór dziwnych rzeczy w jednym worze, a ci zrobili całą płytę. She Makes My Nose Bleed kontynuuje ten gitarowy, lekko muląco-psychodeliczny, przyjemny nastrój. Przejście w Naked Sister właściwie niezauważalne (to częsta tu przypadłość). W końcówce ostro piłują. Kawałki 1-3 jak jedna całość, 5-9 (a może nawet 4-9) jak druga, coś pięknego. A potem bardzo chwytliwy Egg Shaped Fred: nananananananana! Oj, będzie się wracać.

Na finał spokojniejsze nieco (z początku) Dark Mavis. Chwytliwy refren, gitara sobie przygrywa, przyjemny wokal, może sobie trwać i trwać. Po piątej minucie następuje piękny moment, wyciszenie ze smyczkami, nananananananana! Rewelacja. I Open Letter. Jest dobrze.

Bardzo dobra płyta o świetnym brzmieniu, wokalach, zgrabnych melodiach i z masą świetnych piosenek, do których będzie się wracać i wracać. Gratki, Hien!

Shodan, jak chcesz tekstów, to wpisz w google tytuł+lyrics, tłumaczenie też łatwo znaleźć lub pokombinować, co jest przetłumaczone łopatologicznie przez translator (bo wiesz, jak się generalnie po polsku nie mówi) ;).
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18317
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 22 gru 2023 19:27

Malkolit pisze:
22 gru 2023 15:38
Ciekawi mnie, kiedy znów trafi się taka historia, że nowy album nowego wykonawcy już po pierwszym odsłuchu bardzo przypadnie mi do gustu. Bo to się prawie nie zdarza i to nawet, jeśli chodzi o rzeczy później bardzo przeze mnie lubiane
Ja próbuję sięgnąć pamięcią, kiedy mi się coś takiego ostatnio wydarzyło i nie mogę sobie przypomnieć. Choć pewnie takie historie się zdarzyły. Często jest nawet tak, że na nowy album swojego ulubieńca się dłuższy czas boczę, lub przynajmniej przyjmuję dosyć powściągliwie. A potem po paru miesiącach to do mnie dopiero dociera.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24627
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 23 gru 2023 15:30

Mnie się to również nie zdarza często, co tym bardziej robi wrażenie kiedy się czegoś takiego doświadcza.

Generalnie, zgadzam się z Wami, że wokal Drapera zalatuje trochę śpiewem Jasa Manna, zresztą "Spaceman" wyszedł jakoś kiedy Mansun się tworzyli, więc na pewno Babylon Zoo przetarło szlak dla tego typu muzyki.

Wuja, gdybyś chciał posłuchać tej płyty z bardziej aktualnym, niższym wokalem Paula Drapera, to polecam tę oficjalną koncertówkę

https://open.spotify.com/album/5vq49BfLlCDxHlgqMSvuyl

z trasy z 2017 r., w ramach której Paul wykonywał całe "Attack of the Grey Lantern" na żywo.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18317
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 23 gru 2023 15:37

Na pewno o posłucham.