Best of Forum V
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Neil Young - Don't Let It Bring You Down
Naspuszczałem się nad Neilem w swojej wrzucie, to tutaj tylko dorzucę, że oczywiście wrzuta Mentosa doskonała. Luźny vibe starych czasów, klasyczna aranżacja, szczery wokal Younga, jest super. Jest w tym dobry miks nostalgii i czegoś nieokreślonego, co jednak sugeruje spotkanie z przyszłością, a przynajmniej zachęca do jej poznania. Dobry kawałek na jakieś życiowe zmiany. Seba nie daje kontekstu historycznego, no ale wszystko przed nim.
BTW, zapomniałem o tym wspomnieć, ale Neil Young, na starość wyrwał i ożenił się z Darryl Hannah. Ten facet jest studnią zajebistości.
Darkside - Golden Arrow
Interesting. Co chwila miałem napisać, że coś mi to przypomina i wtedy coś się zmieniało. Najpierw jakieś minimal dirt cośtam, potem jakieś Resident Evil, potem nagle weszły gitary z bitem. Wszystko w sumie było bardzo super, dopóki nie wszedł wokal. Zdecydowanie najgorszy element numeru, zdecydowanie zbędny. Poza tym kawał naprawdę dobrej muzy. To intro z organami bardzo klimatyczne, w sumie miałem nadzieję, że całość pozostanie w takim klimacie przez całe 11 minut, ale ok, nie będę narzekał. Kawałek ma trochę vibe Pink Floyd i to nie tylko przez te organy. To basowe arpeggio na końcu kojarzy mi się z pewnym numerem, ale nie napisze jakim, bo myślę o jego inkluzji w bestce. W każdym razie, bardzo spoko wrzuta. Nie idealna, ale dobra.
Kasia Stankiewicz - Marzec
Kawałek dzieli się na dwie części. Pierwsza to cringowe, mówione zwrotki. Wokalnie totalnie meh, a wręcz spazmatyczne drgawki, muzycznie tez nic szczególnego. Po tym, nagle wchodzi druga część, która jest refrenem i tu już wszystko super, muzycznie kawałek nabiera rumieńców, wokale piękne i świetna atmosfera. Niby drobne zmiany, a nagle zmienia się wszystko. Dawno już nie słyszałem kawałka, który sam w sobie byłby tak polaryzujący. Mostek niestety cringowy, jak zwrotki, więc ostatecznie muszę Kasi S. wręczyć medal za zmarnowanie okazji na dobry utwór.
30% to jednak za mało, nie będę przecież słuchał zloopowanego refrenu. Ale dodatkowy order za ‘cokolwiek’.
Olivia Rodrigo – Logical
Wujas oficjalnie zainicjował duble. Czy było warto? A to Wujka sprawa, czy było. Pierwsza rzecz jaka rzuciła mi się w uszy, to to, że wokal Oliwi Roderigo, to nic specjalnego. Nie ma w nim nic złego, jest dobry, ale jak wchodzimy na jakieś głębsze preferencje i podział za setki różnych damskich wokali, to znalazło by się przynajmniej sto, które uznałbym za lepsze. Niestety, dla mnie to jest generyczna (teraz przynajmniej Wuj wie co to znaczy) ballada, która bez jakiegoś osobistego kontekstu, kompletnie nie chwyta za serce. Shodan doznał uniesienia porównywalnego z pierwszym zakochaniem, a ja siedzę sobie, słucham tego, wylatuje mi ten numer drugim uchem jak woda pękniętą tamą. Trudno mi z niego coś zapamiętać, mam wrażenie, że to jakiś plagiat. Walczyłem i walczyłem, ale za każdym razem dostaję w ryj piosenką, w której ktoś ewidentnie daje wszystkie emocje na talerzu, a ja tego w ogóle nie czuję. A to już niepokojące. Brakuje mi kontekstu po prostu. Gdybym był w jakimś ciekawym życiowym momencie lub w jakimś miejscu ampującym doznania (np. nad morzem), to by mogło wskoczyć w ten wąski slot uczuć, ale niestety to nie ten moment, to nie te okoliczności. Nie umiem się tym zachwycić, nie widzę buzi w tym tęczu.
Coldplay - Speed of Sound
Moja dziewczyna miała ten numer długo ustawiony jako dzwonek telefonu, to intro wryło mi się w mózg pozytywnymi skojarzeniami. A to tylko dodatek do już istniejących. X&Y to jest mocno niedoceniony album Coldplay. Single były fenomenalne, „Talk” było u mnie słuchane setki razy w 2005 r., zresztą drugie tyle od tamtej pory. „Speed of Sound” zwłaszcza mnie pochłonął zajebisty mostkiem. Chris Martin to jest gość, potrafi pisać naprawdę doskonałe pionki. Oprawa może tutaj lekko mdło-rockowa, ale to były takie czasy, wszystko tak brzmiało (drugi album The Bravery trochę na tym ucierpiał). Poza tym wszystko tu jest bardzo spoko, dobre zagrywki gitarowe Bucklanda, no i wokal Chrisa, trochę taki ‘kochaj albo nienawidź’, ale ja mam to szczęście, że kocham. Jezu, poczułem się stary. Speed of life po prostu, coraz szybsze z każdym rokiem.
Kolejka bardzo taka se. Wygrał znane mi rzeczy Mentosa i Musiała. Dragon na tle reszty wypada nawet lepiej, niż to wynika z moich odczuć, natomiast damskie ballady wypadły blado tym razem.
Naspuszczałem się nad Neilem w swojej wrzucie, to tutaj tylko dorzucę, że oczywiście wrzuta Mentosa doskonała. Luźny vibe starych czasów, klasyczna aranżacja, szczery wokal Younga, jest super. Jest w tym dobry miks nostalgii i czegoś nieokreślonego, co jednak sugeruje spotkanie z przyszłością, a przynajmniej zachęca do jej poznania. Dobry kawałek na jakieś życiowe zmiany. Seba nie daje kontekstu historycznego, no ale wszystko przed nim.
BTW, zapomniałem o tym wspomnieć, ale Neil Young, na starość wyrwał i ożenił się z Darryl Hannah. Ten facet jest studnią zajebistości.
Darkside - Golden Arrow
Interesting. Co chwila miałem napisać, że coś mi to przypomina i wtedy coś się zmieniało. Najpierw jakieś minimal dirt cośtam, potem jakieś Resident Evil, potem nagle weszły gitary z bitem. Wszystko w sumie było bardzo super, dopóki nie wszedł wokal. Zdecydowanie najgorszy element numeru, zdecydowanie zbędny. Poza tym kawał naprawdę dobrej muzy. To intro z organami bardzo klimatyczne, w sumie miałem nadzieję, że całość pozostanie w takim klimacie przez całe 11 minut, ale ok, nie będę narzekał. Kawałek ma trochę vibe Pink Floyd i to nie tylko przez te organy. To basowe arpeggio na końcu kojarzy mi się z pewnym numerem, ale nie napisze jakim, bo myślę o jego inkluzji w bestce. W każdym razie, bardzo spoko wrzuta. Nie idealna, ale dobra.
Kasia Stankiewicz - Marzec
Kawałek dzieli się na dwie części. Pierwsza to cringowe, mówione zwrotki. Wokalnie totalnie meh, a wręcz spazmatyczne drgawki, muzycznie tez nic szczególnego. Po tym, nagle wchodzi druga część, która jest refrenem i tu już wszystko super, muzycznie kawałek nabiera rumieńców, wokale piękne i świetna atmosfera. Niby drobne zmiany, a nagle zmienia się wszystko. Dawno już nie słyszałem kawałka, który sam w sobie byłby tak polaryzujący. Mostek niestety cringowy, jak zwrotki, więc ostatecznie muszę Kasi S. wręczyć medal za zmarnowanie okazji na dobry utwór.
30% to jednak za mało, nie będę przecież słuchał zloopowanego refrenu. Ale dodatkowy order za ‘cokolwiek’.
Olivia Rodrigo – Logical
Wujas oficjalnie zainicjował duble. Czy było warto? A to Wujka sprawa, czy było. Pierwsza rzecz jaka rzuciła mi się w uszy, to to, że wokal Oliwi Roderigo, to nic specjalnego. Nie ma w nim nic złego, jest dobry, ale jak wchodzimy na jakieś głębsze preferencje i podział za setki różnych damskich wokali, to znalazło by się przynajmniej sto, które uznałbym za lepsze. Niestety, dla mnie to jest generyczna (teraz przynajmniej Wuj wie co to znaczy) ballada, która bez jakiegoś osobistego kontekstu, kompletnie nie chwyta za serce. Shodan doznał uniesienia porównywalnego z pierwszym zakochaniem, a ja siedzę sobie, słucham tego, wylatuje mi ten numer drugim uchem jak woda pękniętą tamą. Trudno mi z niego coś zapamiętać, mam wrażenie, że to jakiś plagiat. Walczyłem i walczyłem, ale za każdym razem dostaję w ryj piosenką, w której ktoś ewidentnie daje wszystkie emocje na talerzu, a ja tego w ogóle nie czuję. A to już niepokojące. Brakuje mi kontekstu po prostu. Gdybym był w jakimś ciekawym życiowym momencie lub w jakimś miejscu ampującym doznania (np. nad morzem), to by mogło wskoczyć w ten wąski slot uczuć, ale niestety to nie ten moment, to nie te okoliczności. Nie umiem się tym zachwycić, nie widzę buzi w tym tęczu.
Coldplay - Speed of Sound
Moja dziewczyna miała ten numer długo ustawiony jako dzwonek telefonu, to intro wryło mi się w mózg pozytywnymi skojarzeniami. A to tylko dodatek do już istniejących. X&Y to jest mocno niedoceniony album Coldplay. Single były fenomenalne, „Talk” było u mnie słuchane setki razy w 2005 r., zresztą drugie tyle od tamtej pory. „Speed of Sound” zwłaszcza mnie pochłonął zajebisty mostkiem. Chris Martin to jest gość, potrafi pisać naprawdę doskonałe pionki. Oprawa może tutaj lekko mdło-rockowa, ale to były takie czasy, wszystko tak brzmiało (drugi album The Bravery trochę na tym ucierpiał). Poza tym wszystko tu jest bardzo spoko, dobre zagrywki gitarowe Bucklanda, no i wokal Chrisa, trochę taki ‘kochaj albo nienawidź’, ale ja mam to szczęście, że kocham. Jezu, poczułem się stary. Speed of life po prostu, coraz szybsze z każdym rokiem.
Kolejka bardzo taka se. Wygrał znane mi rzeczy Mentosa i Musiała. Dragon na tle reszty wypada nawet lepiej, niż to wynika z moich odczuć, natomiast damskie ballady wypadły blado tym razem.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Don't Let It Bring You Down
Neil Young po raz pierwszy. Zacznę z wysokiego C - fenomenalna piosenka. Nie wiem, jak dobrze określić ten gatunek, Discogs podpowiada country rock, niech więc będzie. Jest ekstremalnie wprost amerykańsko w brzmieniu, i dokładnie na czas ukazania się krążka (1970). Ciekawe, że wczesny Bowie jest dla mnie średnio strawny, glam rockowe początki Roxy Music też muszą trafić na właściwy moment, a tutaj... no jestem zaczarowany. Jedna istotna rzecz, Neil Young ma dość specyficzny głos, taki i nosowy i trochę zbyt skrzecząco-jęczący, ale mnie to wyjątkowo pasuje. W sensie, to jest ten rodzaj "złego" śpiewania, który po prostu brzmi dobrze. Gitara, pianino, basik, bębny, czuje dobrze człowiek. Jeśli to ma być - jak napisał Kuba - numer na "początek" i zmiany, niech tak będzie.
I'm the Ocean
Neil Young po raz drugi. Jednocześnie słychać zmiany i nie słychać ich w ogóle, mam oczywiście na myśli wokal Younga. Specyficzny "skrzek" nie zaginął, ładnie dojrzał, zrobiło się też zdecydowanie mocniej brzmieniowo (no ale kurde, 25 lat różnicy między jednym a drugim). Od razu mówię - również złoty strzał, tandem Youngów w tej kolejce to wielki wygryw dla mnie, tego typu gitarowe granie ze Stanów bardzo lubię (a "stanowe" też jest ono bardzo). W ogóle nie wspomniałem wyżej, ale jest to chyba moje pierwsze spotkanie z "prawdziwym" Youngiem, gdyż znam jeden jego utwór w postaci coveru wykonanego przez... Simple Minds. Na swoim coverowym albumie z 2001 roku zatytułowanym Neon Lights (zgadnijcie, co tam może być hehe) umieścili swoją wersję The Needle & The Damage Done i jak teraz pomyślę... chyba nigdy nie puściłem sobie oryginału. Zaraz to nadrobię, a tymczasem... Złoto, po raz drugi!
Golden Arrow
Dragon wraca w znane sobie i dla siebie bezpiecznie rejony non-music w kompozycji (to mimo wszystko wciąż właściwe słowo), która brzmi jak coś pomiędzy Jaarem (którego kilka numerów znam), a Moon Wiring Club, zaś za produkcję odpowiadał Karl Hyde. Moje pierwsze skojarzenie przy którymś z przemykającym w tle dźwięków było z... Johnem Foxxem, zaś jeśli chodzi o ścisłość - z jedną z części instalacji muzycznej o nazwie A Secret Life, którą nagrał i wypuścił wraz z dwoma Steve'ami - D'Agostino i Jansenem (TYM Jansenem). A że A Secret Life bardzo mi się podoba, tutaj nie było ani trochę inaczej. Co prawda to cudowne ambientowe podejście zostało lekko złamane pojawiającym się z powietrza bitem perkusyjnym, ale tylko lekko, zwyczajnie zrobiło się bardziej a la Jaar. Dokładając do tego te lekko dziwaczne wokalizy... Jak do biciku dochodzą inne przeszkadzajki z tej samej parafii, robi się tylko lepiej. Plus gitarka. Klimatyczne, oniryczne, nieco przyćpane. W moim stylu, jak najbardziej, zachęca do sięgnięcia po całość, zobaczymy, zobaczymy...
Marzec
Cóż, jest jakby MARZEC, więc lepiej się z tym czasowo trafić nie dało, szkoda tylko, że utwór mocno taki se. W sensie, głos Stankiewicz w tych mówionych fragmentach brzmi bardzo byle jak, jakby się wyjątkowo starała, by nie szło to zbyt pretensjonalnie, skutkiem czego wyszło dokładnie tak. I szczerze, te refreny też mi nie leżą jakoś specjalnie, dla Hiena to punkt zaczepienia na zasadzie "na bezrybiu i rak ryba", ale dla mnie brzmią jeszcze gorzej niż zwrotki. Ten przysapany głos nie ma w sobie żadnej lekkości przydechu, dla mnie to jej po prostu brakuje powietrza. Sytuacja ulega pewnej poprawie, gdy nie próbuje wychodzić tak wysoko ze skalą. Łyżka miodu na beczkę dziegciu? Muzyka się broni, jest spoko, naprawdę. Lekka, czilowa, odpowiednia dawka dość nieskomplikowanej elektroniki (acz z pewną dawką dramatycznych smyków na sam koniec), takie Digit-all-love dla ubogich. Przyznam tutaj w ogóle, że nazwisko Stankiewicz kiedyś już słyszałem, i na tym poprzestaję - słyszałem je xD Nic o tej kobiecie chyba nie wiem, jakoś nie chce mi się sprawdzać (no bo, powiedzmy, a nuż coś wcześniej słyszałem, może były jakieś hity? Nic nie kojarzę). Robię meh, ale nie aż tak duże, jak...
Logical
Tutaj. Pierwszy dubel i od razu Teenage Drama<TM> OST, słodko, pierdząco i słodkopierdząco. Zupełnie do mnie nie trafia ani wokal tej dziewuchy, ani w ogóle aranżacja tego kawałka, który jest jakoś strasznie "wypłakany", nie wajbuję z nią ani trochę. Właściwie nawet... nie wiem, co mogę więcej o tym kawałku napisać, jak taki eskowy mini-hicik balladowy, co to puszczany jest jako zapychacz między jednym popowym hicikiem a drugim trance'owym hicikiem. Może jestem zbyt boomerski, żeby mi to kliknęło, może wolę inne ballady, trudno powiedzieć. W każdym razie, tak se, meham i wyłączam radio, wolę Neila Younga.
Neil Young po raz pierwszy. Zacznę z wysokiego C - fenomenalna piosenka. Nie wiem, jak dobrze określić ten gatunek, Discogs podpowiada country rock, niech więc będzie. Jest ekstremalnie wprost amerykańsko w brzmieniu, i dokładnie na czas ukazania się krążka (1970). Ciekawe, że wczesny Bowie jest dla mnie średnio strawny, glam rockowe początki Roxy Music też muszą trafić na właściwy moment, a tutaj... no jestem zaczarowany. Jedna istotna rzecz, Neil Young ma dość specyficzny głos, taki i nosowy i trochę zbyt skrzecząco-jęczący, ale mnie to wyjątkowo pasuje. W sensie, to jest ten rodzaj "złego" śpiewania, który po prostu brzmi dobrze. Gitara, pianino, basik, bębny, czuje dobrze człowiek. Jeśli to ma być - jak napisał Kuba - numer na "początek" i zmiany, niech tak będzie.
I'm the Ocean
Neil Young po raz drugi. Jednocześnie słychać zmiany i nie słychać ich w ogóle, mam oczywiście na myśli wokal Younga. Specyficzny "skrzek" nie zaginął, ładnie dojrzał, zrobiło się też zdecydowanie mocniej brzmieniowo (no ale kurde, 25 lat różnicy między jednym a drugim). Od razu mówię - również złoty strzał, tandem Youngów w tej kolejce to wielki wygryw dla mnie, tego typu gitarowe granie ze Stanów bardzo lubię (a "stanowe" też jest ono bardzo). W ogóle nie wspomniałem wyżej, ale jest to chyba moje pierwsze spotkanie z "prawdziwym" Youngiem, gdyż znam jeden jego utwór w postaci coveru wykonanego przez... Simple Minds. Na swoim coverowym albumie z 2001 roku zatytułowanym Neon Lights (zgadnijcie, co tam może być hehe) umieścili swoją wersję The Needle & The Damage Done i jak teraz pomyślę... chyba nigdy nie puściłem sobie oryginału. Zaraz to nadrobię, a tymczasem... Złoto, po raz drugi!
Golden Arrow
Dragon wraca w znane sobie i dla siebie bezpiecznie rejony non-music w kompozycji (to mimo wszystko wciąż właściwe słowo), która brzmi jak coś pomiędzy Jaarem (którego kilka numerów znam), a Moon Wiring Club, zaś za produkcję odpowiadał Karl Hyde. Moje pierwsze skojarzenie przy którymś z przemykającym w tle dźwięków było z... Johnem Foxxem, zaś jeśli chodzi o ścisłość - z jedną z części instalacji muzycznej o nazwie A Secret Life, którą nagrał i wypuścił wraz z dwoma Steve'ami - D'Agostino i Jansenem (TYM Jansenem). A że A Secret Life bardzo mi się podoba, tutaj nie było ani trochę inaczej. Co prawda to cudowne ambientowe podejście zostało lekko złamane pojawiającym się z powietrza bitem perkusyjnym, ale tylko lekko, zwyczajnie zrobiło się bardziej a la Jaar. Dokładając do tego te lekko dziwaczne wokalizy... Jak do biciku dochodzą inne przeszkadzajki z tej samej parafii, robi się tylko lepiej. Plus gitarka. Klimatyczne, oniryczne, nieco przyćpane. W moim stylu, jak najbardziej, zachęca do sięgnięcia po całość, zobaczymy, zobaczymy...
Marzec
Cóż, jest jakby MARZEC, więc lepiej się z tym czasowo trafić nie dało, szkoda tylko, że utwór mocno taki se. W sensie, głos Stankiewicz w tych mówionych fragmentach brzmi bardzo byle jak, jakby się wyjątkowo starała, by nie szło to zbyt pretensjonalnie, skutkiem czego wyszło dokładnie tak. I szczerze, te refreny też mi nie leżą jakoś specjalnie, dla Hiena to punkt zaczepienia na zasadzie "na bezrybiu i rak ryba", ale dla mnie brzmią jeszcze gorzej niż zwrotki. Ten przysapany głos nie ma w sobie żadnej lekkości przydechu, dla mnie to jej po prostu brakuje powietrza. Sytuacja ulega pewnej poprawie, gdy nie próbuje wychodzić tak wysoko ze skalą. Łyżka miodu na beczkę dziegciu? Muzyka się broni, jest spoko, naprawdę. Lekka, czilowa, odpowiednia dawka dość nieskomplikowanej elektroniki (acz z pewną dawką dramatycznych smyków na sam koniec), takie Digit-all-love dla ubogich. Przyznam tutaj w ogóle, że nazwisko Stankiewicz kiedyś już słyszałem, i na tym poprzestaję - słyszałem je xD Nic o tej kobiecie chyba nie wiem, jakoś nie chce mi się sprawdzać (no bo, powiedzmy, a nuż coś wcześniej słyszałem, może były jakieś hity? Nic nie kojarzę). Robię meh, ale nie aż tak duże, jak...
Logical
Tutaj. Pierwszy dubel i od razu Teenage Drama<TM> OST, słodko, pierdząco i słodkopierdząco. Zupełnie do mnie nie trafia ani wokal tej dziewuchy, ani w ogóle aranżacja tego kawałka, który jest jakoś strasznie "wypłakany", nie wajbuję z nią ani trochę. Właściwie nawet... nie wiem, co mogę więcej o tym kawałku napisać, jak taki eskowy mini-hicik balladowy, co to puszczany jest jako zapychacz między jednym popowym hicikiem a drugim trance'owym hicikiem. Może jestem zbyt boomerski, żeby mi to kliknęło, może wolę inne ballady, trudno powiedzieć. W każdym razie, tak se, meham i wyłączam radio, wolę Neila Younga.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Myślę o Darkside w albumówce, ale jedną połowę wielbię, a drugą... meh. Temat rozwojowy do końca kolejki xd
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Neil Young - Don't Let It Bring You Down
Ja nie wiem jak to jest z tym mentosem że on raz daje piękne utwory, następnie jakieś hałaśliwe koszmarety po czym... znów rzuca pięknym utworem! Trzeba przyznać że późno się rozkręcił z tego typu pięknymi songami (Changes, Femme Fatale) ale ten dołącza do ich grona z miejsca. To są utwory które są oszczędne dość w aranżacji, na swój sposób trochę surowe a przy tym mają w sobie mnóstwo szczerości i ja ten format w całej rozciągłości kupuję. Fenomenalny numer, nucę go pod nosem wciąż dzisiaj, będzie topka bestki jedynie czy topka drugiej stulejki może?
Ten Sam Gość - Inny Numer
Młody Nil po raz drugi, tym razem w dużo żywszej odsłonie, do bólu amerykańsko i w numerze skorojonym pod tamtejsze autostrady i wielokilometrowe pustynne bezdroża. Ten gitarowy riff z miejsca mi coś przypomina ale nie uprzedzajmy faktów, może wrócimy do tego tematu. Ta disco kula z okładki z kolei nadaje wrzutce lekko vibe obskjurowej country rockowej knajpy gdzieś w Arizonie. Gitara fajnie brudna, całość sukcesywnie sunie przed siebie jak cadillac po trasie aczkolwiek odnoszę wrażenie że numer mógłby trwać 3-4 minuty i nic by na tym nie stracił. Najlepszy rzecz jasna finał-refren z chóralnym i lekko rozpływanym wokalnie tytułem. Spoko wrzuta, warto byłoby spróbować tego za kółkiem zapewne.
Darkside - Golden Arrow
Gdy ujrzałem czas trwania tego numeru w naturalnym odruchu wystraszyłem się jakiejś kolejnej ambientowej kobyły która mnie zanudzi ale na szczęście się pomyliłem. Jest to utwór z gatunku który bardzo lubię czyli elektroniki wymykającej się łatkom i podgatunkowym szufladkom. Zaczyna się lekko dystopijnie bardzo fajnymi synthami nadającymi vibe jakiegoś zakłócanego analogowego sygnału, ociera się to o jakieś glitchowe klimaty nieco i kiedy wydaje się że to wszystko co utwór ma do zaoferowania po 5 minutach wchodzi nagle bit. Prosty perkusyjny rytm ale już same brzmienia stopy i werbla są dobrane tu idealnie i są odpowiednio neutralnie nie nadając jakiegoś klimatu typowego dla różnych nurtów elektroniki. Dojeżdża potem gitara i robi się trochę taki soundtrack bez filmu ale jednocześnie jesteśmy bezpiecznie daleko od filmowych czy growych klisz. Wokal jako kolejny znów myli słuchaczowi tropy i nakazuje odrzucić wszelkie poszukiwania łatki dla tego numeru, czasem wystarczy po prostu cieszyć się muzyką i takie numery cenię sobie najbardziej, które są po prostu dobre i dość oryginalne by zapaść w pamięć. Tego typu elektronika jak najbardziej wpisuje się w mój typowy wczesnowiosenny vibe jakim lubię się raczyć o tej porze więc Dragon wstrzelił się idealnie. Jestem naprawdę zadowolony, jedna z lepszych wrzutek Smoka w ogóle chyba.
Olivia Rodrigo - logical
Zapomniałem już jak brzmiała poprzednia wrzuta OR w bestce więc musiałem sobie odświeżyć i przy okazji przypomniałem sobie jak bardzo głos tej Pani myli mi się z Taylor Swift, gdyby to wjechało do depeszwizji śmiało bym spudłował i obstawiał właśnie ją. Zresztą ten songwriting też brzmi totalnie podobnie jak dla mnie, mamy pianinkową balladę w której dziewczyna wykłada emocje srogo i wczuwa się w pompatycznym uniesieniu a ja niestety jak moi poprzednicy nie czuję tego ni ząb. Dla mnie to nie ma w sobie choćby procenta tej autentyczności którą ma choćby Neil Young w tej kolejce. Tzn ja nie mówię że ona kłamie, oszukuje i udaje tylko chodzi o to że ja jej nie wierzę, nie przekonuje mnie tym wykonem. Może odbieram emocje na innym poziomie a może jestem zgrzybiałym bucem nieczułym na te wujkowe panny wyklęte, nie znajduję tu nic dla siebie i wcale się nie cieszę na jej album który w końcu wjedzie do bestki.
Coldplay - Speed of Sound
Musiał zarzucił klasycznym Koldplej że tak to ujmę, dla mnie to ten okres wczesnego ich wcielenia sprzed Viva La Vida. Wiele ich kawałków brzmiało wtedy dość podobnie i nie inaczej mam ze Speed of Sound bo kiedy wjechał do bestki to w głowie usłyszałem Clocks, heh. Reraz kojarzę że chyba ten singiel właśnie (SoS) to był moment kiedy nabrałem poczucie że Panowie zjadają własny ogon i tym bardziej ucieszyła mnie nieco odmiana na Viva La Vida. Niby ładna melodia pianina, wokal Chrisa Martina - wiadomo spoko - ale jednak tenże ich utwór spływa po mnie, jest dla mnie niczym woda, wydaje mi się że na tym etapie Coldplay w takim utworze brzmiało już trochę generic i nie robiło to takiego wrażenia jak wcześniej wspomniane Clocks, nie da się wynaleźć prochu po raz drugi. Jestem na nie.
Kolejka taka fifty fifty, bardzo dobre wprowadzenie w Neila Younga, naprawdę dobra elektronika Smoka i dwa bardziej popowe numery których nie czuję. Mentos na przedzie, Dragon drugi, za nimi munlup sunie Cadillakiem i pozostawia za sobą kurz i pył i w sumie nie widać za nim już nic.
Ja nie wiem jak to jest z tym mentosem że on raz daje piękne utwory, następnie jakieś hałaśliwe koszmarety po czym... znów rzuca pięknym utworem! Trzeba przyznać że późno się rozkręcił z tego typu pięknymi songami (Changes, Femme Fatale) ale ten dołącza do ich grona z miejsca. To są utwory które są oszczędne dość w aranżacji, na swój sposób trochę surowe a przy tym mają w sobie mnóstwo szczerości i ja ten format w całej rozciągłości kupuję. Fenomenalny numer, nucę go pod nosem wciąż dzisiaj, będzie topka bestki jedynie czy topka drugiej stulejki może?
Ten Sam Gość - Inny Numer
Młody Nil po raz drugi, tym razem w dużo żywszej odsłonie, do bólu amerykańsko i w numerze skorojonym pod tamtejsze autostrady i wielokilometrowe pustynne bezdroża. Ten gitarowy riff z miejsca mi coś przypomina ale nie uprzedzajmy faktów, może wrócimy do tego tematu. Ta disco kula z okładki z kolei nadaje wrzutce lekko vibe obskjurowej country rockowej knajpy gdzieś w Arizonie. Gitara fajnie brudna, całość sukcesywnie sunie przed siebie jak cadillac po trasie aczkolwiek odnoszę wrażenie że numer mógłby trwać 3-4 minuty i nic by na tym nie stracił. Najlepszy rzecz jasna finał-refren z chóralnym i lekko rozpływanym wokalnie tytułem. Spoko wrzuta, warto byłoby spróbować tego za kółkiem zapewne.
Darkside - Golden Arrow
Gdy ujrzałem czas trwania tego numeru w naturalnym odruchu wystraszyłem się jakiejś kolejnej ambientowej kobyły która mnie zanudzi ale na szczęście się pomyliłem. Jest to utwór z gatunku który bardzo lubię czyli elektroniki wymykającej się łatkom i podgatunkowym szufladkom. Zaczyna się lekko dystopijnie bardzo fajnymi synthami nadającymi vibe jakiegoś zakłócanego analogowego sygnału, ociera się to o jakieś glitchowe klimaty nieco i kiedy wydaje się że to wszystko co utwór ma do zaoferowania po 5 minutach wchodzi nagle bit. Prosty perkusyjny rytm ale już same brzmienia stopy i werbla są dobrane tu idealnie i są odpowiednio neutralnie nie nadając jakiegoś klimatu typowego dla różnych nurtów elektroniki. Dojeżdża potem gitara i robi się trochę taki soundtrack bez filmu ale jednocześnie jesteśmy bezpiecznie daleko od filmowych czy growych klisz. Wokal jako kolejny znów myli słuchaczowi tropy i nakazuje odrzucić wszelkie poszukiwania łatki dla tego numeru, czasem wystarczy po prostu cieszyć się muzyką i takie numery cenię sobie najbardziej, które są po prostu dobre i dość oryginalne by zapaść w pamięć. Tego typu elektronika jak najbardziej wpisuje się w mój typowy wczesnowiosenny vibe jakim lubię się raczyć o tej porze więc Dragon wstrzelił się idealnie. Jestem naprawdę zadowolony, jedna z lepszych wrzutek Smoka w ogóle chyba.
Olivia Rodrigo - logical
Zapomniałem już jak brzmiała poprzednia wrzuta OR w bestce więc musiałem sobie odświeżyć i przy okazji przypomniałem sobie jak bardzo głos tej Pani myli mi się z Taylor Swift, gdyby to wjechało do depeszwizji śmiało bym spudłował i obstawiał właśnie ją. Zresztą ten songwriting też brzmi totalnie podobnie jak dla mnie, mamy pianinkową balladę w której dziewczyna wykłada emocje srogo i wczuwa się w pompatycznym uniesieniu a ja niestety jak moi poprzednicy nie czuję tego ni ząb. Dla mnie to nie ma w sobie choćby procenta tej autentyczności którą ma choćby Neil Young w tej kolejce. Tzn ja nie mówię że ona kłamie, oszukuje i udaje tylko chodzi o to że ja jej nie wierzę, nie przekonuje mnie tym wykonem. Może odbieram emocje na innym poziomie a może jestem zgrzybiałym bucem nieczułym na te wujkowe panny wyklęte, nie znajduję tu nic dla siebie i wcale się nie cieszę na jej album który w końcu wjedzie do bestki.
Coldplay - Speed of Sound
Musiał zarzucił klasycznym Koldplej że tak to ujmę, dla mnie to ten okres wczesnego ich wcielenia sprzed Viva La Vida. Wiele ich kawałków brzmiało wtedy dość podobnie i nie inaczej mam ze Speed of Sound bo kiedy wjechał do bestki to w głowie usłyszałem Clocks, heh. Reraz kojarzę że chyba ten singiel właśnie (SoS) to był moment kiedy nabrałem poczucie że Panowie zjadają własny ogon i tym bardziej ucieszyła mnie nieco odmiana na Viva La Vida. Niby ładna melodia pianina, wokal Chrisa Martina - wiadomo spoko - ale jednak tenże ich utwór spływa po mnie, jest dla mnie niczym woda, wydaje mi się że na tym etapie Coldplay w takim utworze brzmiało już trochę generic i nie robiło to takiego wrażenia jak wcześniej wspomniane Clocks, nie da się wynaleźć prochu po raz drugi. Jestem na nie.
Kolejka taka fifty fifty, bardzo dobre wprowadzenie w Neila Younga, naprawdę dobra elektronika Smoka i dwa bardziej popowe numery których nie czuję. Mentos na przedzie, Dragon drugi, za nimi munlup sunie Cadillakiem i pozostawia za sobą kurz i pył i w sumie nie widać za nim już nic.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
O to to właśnie. W punkt. Szukałem odpowiedniego określenia, a Jacek podpowiedział mi idealnie.
No panie Jacek proponuję olejki do oczyszczania uszu. Różne dziwne rzeczy czytałem łącznie z plagiatami i zapychaczami zapychaczów, ale takie coś? To ja już lepiej głosy gadaczy odróżniam.stripped pisze:08 mar 2024 20:59przy okazji przypomniałem sobie jak bardzo głos tej Pani myli mi się z Taylor Swift
A serio to naprawdę ich wokale nie są w najmniejszym stopniu zbliżone. Ale ja po tysiącach godzin z tymi paniami już to wiem.
Na Jacka wypowiedź zareagowałem, bo przynajmniej nie próbował kpić z Olivii. Owszem nie podeszło mu i ja to rozumiem. Nie wszyscy mają tę samą wrażliwość na muzykę. Ale zmehać też trzeba umieć.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Murzyn nawet porządnie zmehać nie umie jeśli się Wujas nie wkurzył.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Ewidentnie słabsza forma
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Que pasa?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Ludzie z wiosny korzystają.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Gdzie te roasty?
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Z czego?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
No w tym tygodniu wiosna była na całego, choć z nocnymi przymrozkami. Za to od jutra straszą deszczem.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Byłem na weekend w Krakowie, tu wiosny nie było żadnej. Ale i tak było zajebiscie.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Kraków jak zwykle zajebisty
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Zamulam as usual, a nawet nie jestem ostatni - przynajmniej gdy zaczynam pisać te słowa. Co jest z wami, ludziska?
Neil Young - I'm the Ocean
Szacun za podchwycenie Neila Younga, a jeszcze większy za wrzucenie czegoś z Mirror Ball, bo prawdę powiedziawszy ze sto lat nie słuchałem tej płyty i właściwie to prawie nic z niej nie pamiętam poza faktem, że nagrał ją z Pearl Jam i że pamiętam ją jako dobrą. Welp, okazało się, że moja pamieć bywa zawodna, bo o ile członkowie Pearl Jam faktycznie uczestniczyli w nagraniach, tak jednak ten kawałek nie jest dobry - jest WYKURWISTY. Być może i zbyt wulgarnie, ale trudno - ten kawałek brzmi dla mnie tak, jak powinna brzmieć muzyka rockowa. Czyli jest motoryka, jest energia, jak to mawia młodzież - czad a wszystko to brzmi szczerze i naturalnie. Neil Young to wielki muzyk jest i basta, muszę sobie jednak go ponadrabiać, bo afaik to pomijając jakieś kilka płyt w ejtisach to nie miał zbyt wielu słabszych momentów w dyskografii. Swoją drogą bawi mnie to, że "zamieniliśmy" się wrzutami z Kubą, bo w ciemno to ja bym go posądził o swój kawałek i vice versa. Tak czy siak - znak jakości i kandydat do bestki bestek.
Darkside - Golden Arrow
Też miewam wrzuty co do których nie mam punktu zaczepienia - chciałem napisać, że dla takich założyłem Depeszwizję, ale tak naprawdę to nie. Skojarzenie z Pink Floyd o tyle ciekawe, że sam bym na nie za cholerę w życiu nie wpadł, może poprzez siłę sugestii słyszę gdzieś tu echa Shine On You Crazy Diamond, ale tak prawdę powiedziawszy to mocno odległe. Chociaż siusiak wie co tam by nagrywali, gdyby byli te 2-3 dekady młodsi... W sumie ciekawy kontast z poprzednią wrzutą, bo jeśli tamtą dałoby się porównać do podróży amerykańską autostradą przez setki kilometrów za dnia, tak ten kawałek ma mocny klimat nieśpiesznej, nocnej przejażdzki po mieście. I cały czas mam dziwne wrażenie jakoby został nagrany w latach 90, jak to zazwyczaj w moim przypadku - błędne. Była kiedyś taka indie gierka Neo Cab (polecam sprawdzić, w skrócie - indie przygodówka o kierowcy taksówki w cyberpunkowym mieście, całkiem fajna) i mocno mi się to z nią kojarzy. Generalnie to ten... podoba mi się to, chociaż te fragmenty w których wjeżdza to coś przypominające wokal trochę mnie drażnią i wybijają z klimatu. Bez nich byłaby okejka ze znaczkiem jakości, tak to kolega Robert musi zadowolić się "zaledwie" zwykłą.
Kasia Stankiewicz - Marzec
Rozpieprza mnie spójność tej kolejki, bo w sumie to nie zauważyłem jak poprzedni kawałek przeszedł niemal płynnie w ten. Jeśli chodzi o Stankiewicz, to znam jeden kawałek ("Dopiero od jutra"), wiem, że była w Varius Manx i pamiętam, że kiedyś trafiłem na YouTube na kanał, na którym jakiś jegomość wrzucał wszystkie możliwe nagrania z telewizji z jej udziałem, co było dla mnie z jednej strony solidnym źródłem kontentu, z drugiej - nieco niepokojące. A, i słyszałem z pewnych źródeł, że TYPIARA jest stuprocentową profesjonalistką, za co szacun. A wrzuta Jacy? Klasyczny RZETELNIAK - nie mam za co ganić niczym ten nieszczęsny pracownik Empiku, ale też nie za bardzo wiem co tu wyróżnić in plus. Produkcja spoko, wokal spoko, nieźle się tego słucha, słychać spoko inspiracje, ale też nie ma jakiejś wyjątkowej chemii między mną a tą piosenką. Trochę muzyczny odpowiednik ziomka, który w jakiejś większej społeczności sprawia wrażenie spoko typa, ale jednocześnie nie spędzasz z nim czasu na osobności, bo jakoś kurde tak.
Olivia Rodrigo - logical
Czyli to jednak Wuja inicjuje duble w tej zabawie. Byłem pewien, że to się zacznie ode mnie, nawet rozważałem symboliczne powtórzenie Kate Bush, ale jakoś tak mi się zapomniało, a potem to już nie było okazji. xD Dziwna sprawa, bo niby nie pamiętam poprzedniej wrzuty tej laski, ale jak słucham tej, to mam wrażenie, że znam na pamięć i tę, i poprzednią i w ogóle całą jej dyskografię. Chyba faktycznie jestem jakimś boomerem, ale totalnie do mnie to nie trafia. Nie wiem czy to kwestia różnicy pokoleniowej, czy może braku wrażliwości, czy może faktycznie to jakiś PRODUKT, bo to tak mocno trąci Taylor Swift, że bardziej się nie da, czy może wszystkiego po trochu. W każdym razie tu podziękuję.
Coldplay - Speed of Sound
O, Coldplay. Kiedyś za nimi nie przepadałem, później stali mi się obojętni, teraz w sumie to nawet trochę ich lubię - pamiętam, że swego czasu którąś ich wrzutę w tejże zabawie mocno spropsowałem. Tak to jest jak człowiek dorasta i staje się pedałem. Wrzuta Musiała mnie nieco rozczuliła, bo przypomniała mi o pięknych czasach, kiedy to jeszcze nie każdy i nie zawsze był podłączony do sieci (ja w sumie to jeszcze wiosną '06 w ogóle nie miałem internetu na chacie, ha!) i muzyki słuchało się na empetrójkach tudzież przegrywanych płytach. I że w sumie jadąc na koncerty artystów też rzadko ich przedtem słucham - w ogóle nie słuchałem The Cure w drodze do Łodzi i z powrotem te 1,5 roku temu. I że w sumie fajnie jest mieć fazę na jakiś utwór/artystę taką, że chcę się go słuchać na repeacie do przysłowiowego porzygu. I chociaż ja wiem, że takie zajawki to ciężko racjonalnie wyjaśnić, to ja jednak nie wyobrażam sobie, by mi się ten kawałek kiedykolwiek wkręcił aż w takim stopniu. Poprawny, ale w tej poprawności zahaczający o sztampę, na dodatek ni cholery nie kumam czemu brzmi tak płasko, mając aż taki przebojowy potencjał? Nah, sorry, prędko tu nie wrócę niestety.
Kolejka zaczęła się Z WYSOKIEGO C, ale im dalej w las, tym niestety słabiej. Niemniej dzięki za przypomnienie o Monster Ball, a tego Darkside'a to może tam kiedyś obadam, nie wykluczam też tego, że Stankiewicz mi może kliknąć w bliżej niesprecyzowanej przyszłości, ale zobaczymy pożyjemy.
Neil Young - I'm the Ocean
Szacun za podchwycenie Neila Younga, a jeszcze większy za wrzucenie czegoś z Mirror Ball, bo prawdę powiedziawszy ze sto lat nie słuchałem tej płyty i właściwie to prawie nic z niej nie pamiętam poza faktem, że nagrał ją z Pearl Jam i że pamiętam ją jako dobrą. Welp, okazało się, że moja pamieć bywa zawodna, bo o ile członkowie Pearl Jam faktycznie uczestniczyli w nagraniach, tak jednak ten kawałek nie jest dobry - jest WYKURWISTY. Być może i zbyt wulgarnie, ale trudno - ten kawałek brzmi dla mnie tak, jak powinna brzmieć muzyka rockowa. Czyli jest motoryka, jest energia, jak to mawia młodzież - czad a wszystko to brzmi szczerze i naturalnie. Neil Young to wielki muzyk jest i basta, muszę sobie jednak go ponadrabiać, bo afaik to pomijając jakieś kilka płyt w ejtisach to nie miał zbyt wielu słabszych momentów w dyskografii. Swoją drogą bawi mnie to, że "zamieniliśmy" się wrzutami z Kubą, bo w ciemno to ja bym go posądził o swój kawałek i vice versa. Tak czy siak - znak jakości i kandydat do bestki bestek.
Darkside - Golden Arrow
Też miewam wrzuty co do których nie mam punktu zaczepienia - chciałem napisać, że dla takich założyłem Depeszwizję, ale tak naprawdę to nie. Skojarzenie z Pink Floyd o tyle ciekawe, że sam bym na nie za cholerę w życiu nie wpadł, może poprzez siłę sugestii słyszę gdzieś tu echa Shine On You Crazy Diamond, ale tak prawdę powiedziawszy to mocno odległe. Chociaż siusiak wie co tam by nagrywali, gdyby byli te 2-3 dekady młodsi... W sumie ciekawy kontast z poprzednią wrzutą, bo jeśli tamtą dałoby się porównać do podróży amerykańską autostradą przez setki kilometrów za dnia, tak ten kawałek ma mocny klimat nieśpiesznej, nocnej przejażdzki po mieście. I cały czas mam dziwne wrażenie jakoby został nagrany w latach 90, jak to zazwyczaj w moim przypadku - błędne. Była kiedyś taka indie gierka Neo Cab (polecam sprawdzić, w skrócie - indie przygodówka o kierowcy taksówki w cyberpunkowym mieście, całkiem fajna) i mocno mi się to z nią kojarzy. Generalnie to ten... podoba mi się to, chociaż te fragmenty w których wjeżdza to coś przypominające wokal trochę mnie drażnią i wybijają z klimatu. Bez nich byłaby okejka ze znaczkiem jakości, tak to kolega Robert musi zadowolić się "zaledwie" zwykłą.
Kasia Stankiewicz - Marzec
Rozpieprza mnie spójność tej kolejki, bo w sumie to nie zauważyłem jak poprzedni kawałek przeszedł niemal płynnie w ten. Jeśli chodzi o Stankiewicz, to znam jeden kawałek ("Dopiero od jutra"), wiem, że była w Varius Manx i pamiętam, że kiedyś trafiłem na YouTube na kanał, na którym jakiś jegomość wrzucał wszystkie możliwe nagrania z telewizji z jej udziałem, co było dla mnie z jednej strony solidnym źródłem kontentu, z drugiej - nieco niepokojące. A, i słyszałem z pewnych źródeł, że TYPIARA jest stuprocentową profesjonalistką, za co szacun. A wrzuta Jacy? Klasyczny RZETELNIAK - nie mam za co ganić niczym ten nieszczęsny pracownik Empiku, ale też nie za bardzo wiem co tu wyróżnić in plus. Produkcja spoko, wokal spoko, nieźle się tego słucha, słychać spoko inspiracje, ale też nie ma jakiejś wyjątkowej chemii między mną a tą piosenką. Trochę muzyczny odpowiednik ziomka, który w jakiejś większej społeczności sprawia wrażenie spoko typa, ale jednocześnie nie spędzasz z nim czasu na osobności, bo jakoś kurde tak.
Olivia Rodrigo - logical
Czyli to jednak Wuja inicjuje duble w tej zabawie. Byłem pewien, że to się zacznie ode mnie, nawet rozważałem symboliczne powtórzenie Kate Bush, ale jakoś tak mi się zapomniało, a potem to już nie było okazji. xD Dziwna sprawa, bo niby nie pamiętam poprzedniej wrzuty tej laski, ale jak słucham tej, to mam wrażenie, że znam na pamięć i tę, i poprzednią i w ogóle całą jej dyskografię. Chyba faktycznie jestem jakimś boomerem, ale totalnie do mnie to nie trafia. Nie wiem czy to kwestia różnicy pokoleniowej, czy może braku wrażliwości, czy może faktycznie to jakiś PRODUKT, bo to tak mocno trąci Taylor Swift, że bardziej się nie da, czy może wszystkiego po trochu. W każdym razie tu podziękuję.
Coldplay - Speed of Sound
O, Coldplay. Kiedyś za nimi nie przepadałem, później stali mi się obojętni, teraz w sumie to nawet trochę ich lubię - pamiętam, że swego czasu którąś ich wrzutę w tejże zabawie mocno spropsowałem. Tak to jest jak człowiek dorasta i staje się pedałem. Wrzuta Musiała mnie nieco rozczuliła, bo przypomniała mi o pięknych czasach, kiedy to jeszcze nie każdy i nie zawsze był podłączony do sieci (ja w sumie to jeszcze wiosną '06 w ogóle nie miałem internetu na chacie, ha!) i muzyki słuchało się na empetrójkach tudzież przegrywanych płytach. I że w sumie jadąc na koncerty artystów też rzadko ich przedtem słucham - w ogóle nie słuchałem The Cure w drodze do Łodzi i z powrotem te 1,5 roku temu. I że w sumie fajnie jest mieć fazę na jakiś utwór/artystę taką, że chcę się go słuchać na repeacie do przysłowiowego porzygu. I chociaż ja wiem, że takie zajawki to ciężko racjonalnie wyjaśnić, to ja jednak nie wyobrażam sobie, by mi się ten kawałek kiedykolwiek wkręcił aż w takim stopniu. Poprawny, ale w tej poprawności zahaczający o sztampę, na dodatek ni cholery nie kumam czemu brzmi tak płasko, mając aż taki przebojowy potencjał? Nah, sorry, prędko tu nie wrócę niestety.
Kolejka zaczęła się Z WYSOKIEGO C, ale im dalej w las, tym niestety słabiej. Niemniej dzięki za przypomnienie o Monster Ball, a tego Darkside'a to może tam kiedyś obadam, nie wykluczam też tego, że Stankiewicz mi może kliknąć w bliżej niesprecyzowanej przyszłości, ale zobaczymy pożyjemy.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Neil Young Don't Let It Bring You Down
Nie znam typa, a właściwie odpowiada za połowę zawartości kolejki. Przy paru słowach egzaltacji i rekomendacji naturalna postawa defensywna. Albo czymś mnie zaskoczy albo raczej odpłynę w stronę bardzo bezpiecznego dystansu. Dałem sobie trochę więcej czasu i już wiem. Przede wszystkim gość ma paskudny głos. Taka skrzecząca żaba kojarzy mi się z prześmiewczymi treściami, a nie lekkim rockiem w otoczce country. Tutaj przynajmniej mamy zwartą formę w przyjemnym opakowaniu. Dobrze brzmią gitary, całość płynie sobie dość niespiesznie. Nic tego wsiąść za Buicka i płynąć szosami Virginii w kierunku Quebecu. No tylko ten głos... przy naprawdę dobrym osłuchaniu pewnie nie byłby tak problematyczny. Ujdzie.
Neil Young I'm The Ocean
Zaczynają się schody. W sumie przez ten kawałek zrobiłem sobie poważne opóźnienie. O ile track powyżej jeszcze jakoś przywodzi na myśl spokojne szusy po amerykańskich drogach, tak tutaj jest stypa i monotonia w złym tonie. Może coś drzemie w wokalnej interpretacji, tekście, ale ten zduszony głos pod ścianą dźwięku i dudnienia rzadko kiedy się przebija. Do tego sama długość kawałka. Na wysokości śpiewania o grach zespołowych za każdym razem kończy się moja cierpliwość. Obserwowanie nadętych komentarzy na JuTube, których kompletnie nie czuję przelewa czarę goryczy. Nie mam w sobie duszy rokęrolowca i amerykanusa. Może kiedyś się przekonam. Na razie bliska mi postawa pod nazwą "bez kija nie podchodź". Dobrze przedobrzone.
Kasia Stankiewicz Marzec
Atak na froncie RAMowym. Całkiem sympatyczna elektronika przypomina mi produkcje Noona, taka mniej zaszumiona Muzyka Poważna albo po prostu nowsze, bardziej sterylne bity. Zanim nie wjechał dukany syntezator mowy liczyłem na coś zupełnie innego. Lepszego. Tak jakby refren z dodatkowym klawiszem to trop w dobrą stronę, tylko co z tego, gdy najpierw trzeba przebić się przez ciężkostrawne banialuki. Wyżej było o futbolu, tutaj linijka o psie zostawionym przez pana w lesie. Pani Kasia na serio to napisała czy ktoś jej to podarował? W tej kolejce jestem wybitnie uwrażliwiony na dyskusyjne porównania czy poruszane wątki, nie jest dobrze. Ale nic to. Może w innych miejscach płyty jest lepiej? Tutaj po prostu wiem, ze to nie moja bajka. Pod wieloma względami podobne do innych polskich wrzutek Jacka z epoki. Czegoś tu zdecydowanie brakuje, niestety... jakoś tak brzmi to po łebkach.
Olivia Rodrigo Logical
Okej, nie oceniam takiego wyboru w kontekście pierwszego możliwego dubla. To po prostu dość ciekawe, zastanawiające. Miłość jest ślepa, czasem tak się zdarza w kontekście sztuki. Coś kliknie i już pozamiatane. Jak happier było totalnie zwyczajnym popowym kawałkiem z pościelowym, ale jednak bitem, tak logical to równie neutralna emocjonalnie balladka. Nie kupuję ani nieszablonowej kompozycji, ani wcale niegenerycznego zestawu brzmień i losowych pasaży melodyjnych. Całkiem spoko jest ten moment wokalnego narastania, gdy wjeżdża basowy dźwięk w tle. Niestety, potem pozytyw równoważy męcząca powtarzalna końcówka. Już wolałbym drugą Nessę na przykład, tam był charakter, jakieś emocjonalne napięcie. Tutaj absolutnie nic. No muza z TikToka albo drugoligowego serialu dla młodzieży na Netflixie, wybaczcie.
Coldplay Speed of Sound
Przez większość czasu przechodziłem obok tego kawałka obojętnie wyraźnie przytłoczony poprzednimi. Pamiętam, że w pewnym momencie już miałem skręcić w stronę bezpiecznego neutrala, ale wraz z wjazdem mostka i refrenu zrobiło się znowu kolorowo. Słychać, że panowie niby korzystają z całkiem oczywistych instrumentów. Robią to jednak w stylowy, bardzo charakterystyczny sposób, a do tego takie efektowne, po prostu ładne melodie zostają w głowie. Dobry earworm. Znowu przyjemne gitary. Momentami to brzmienie się nawarstwia. Dalej jest przestrzennie, ale pod koniec robi się tego sporo. Mimo to nie brakuje całości lekkości. Pop rock wysokiej próby.
Szalenie rozczarowująca kolejka. Po poprzedniej byłem bardzo pozytywnie nastawiony, a po pierwszym odsłuchu było źle. Przynajmniej wstęp, a w szczególności koniec na plus. Uff...
Nie znam typa, a właściwie odpowiada za połowę zawartości kolejki. Przy paru słowach egzaltacji i rekomendacji naturalna postawa defensywna. Albo czymś mnie zaskoczy albo raczej odpłynę w stronę bardzo bezpiecznego dystansu. Dałem sobie trochę więcej czasu i już wiem. Przede wszystkim gość ma paskudny głos. Taka skrzecząca żaba kojarzy mi się z prześmiewczymi treściami, a nie lekkim rockiem w otoczce country. Tutaj przynajmniej mamy zwartą formę w przyjemnym opakowaniu. Dobrze brzmią gitary, całość płynie sobie dość niespiesznie. Nic tego wsiąść za Buicka i płynąć szosami Virginii w kierunku Quebecu. No tylko ten głos... przy naprawdę dobrym osłuchaniu pewnie nie byłby tak problematyczny. Ujdzie.
Neil Young I'm The Ocean
Zaczynają się schody. W sumie przez ten kawałek zrobiłem sobie poważne opóźnienie. O ile track powyżej jeszcze jakoś przywodzi na myśl spokojne szusy po amerykańskich drogach, tak tutaj jest stypa i monotonia w złym tonie. Może coś drzemie w wokalnej interpretacji, tekście, ale ten zduszony głos pod ścianą dźwięku i dudnienia rzadko kiedy się przebija. Do tego sama długość kawałka. Na wysokości śpiewania o grach zespołowych za każdym razem kończy się moja cierpliwość. Obserwowanie nadętych komentarzy na JuTube, których kompletnie nie czuję przelewa czarę goryczy. Nie mam w sobie duszy rokęrolowca i amerykanusa. Może kiedyś się przekonam. Na razie bliska mi postawa pod nazwą "bez kija nie podchodź". Dobrze przedobrzone.
Kasia Stankiewicz Marzec
Atak na froncie RAMowym. Całkiem sympatyczna elektronika przypomina mi produkcje Noona, taka mniej zaszumiona Muzyka Poważna albo po prostu nowsze, bardziej sterylne bity. Zanim nie wjechał dukany syntezator mowy liczyłem na coś zupełnie innego. Lepszego. Tak jakby refren z dodatkowym klawiszem to trop w dobrą stronę, tylko co z tego, gdy najpierw trzeba przebić się przez ciężkostrawne banialuki. Wyżej było o futbolu, tutaj linijka o psie zostawionym przez pana w lesie. Pani Kasia na serio to napisała czy ktoś jej to podarował? W tej kolejce jestem wybitnie uwrażliwiony na dyskusyjne porównania czy poruszane wątki, nie jest dobrze. Ale nic to. Może w innych miejscach płyty jest lepiej? Tutaj po prostu wiem, ze to nie moja bajka. Pod wieloma względami podobne do innych polskich wrzutek Jacka z epoki. Czegoś tu zdecydowanie brakuje, niestety... jakoś tak brzmi to po łebkach.
Olivia Rodrigo Logical
Okej, nie oceniam takiego wyboru w kontekście pierwszego możliwego dubla. To po prostu dość ciekawe, zastanawiające. Miłość jest ślepa, czasem tak się zdarza w kontekście sztuki. Coś kliknie i już pozamiatane. Jak happier było totalnie zwyczajnym popowym kawałkiem z pościelowym, ale jednak bitem, tak logical to równie neutralna emocjonalnie balladka. Nie kupuję ani nieszablonowej kompozycji, ani wcale niegenerycznego zestawu brzmień i losowych pasaży melodyjnych. Całkiem spoko jest ten moment wokalnego narastania, gdy wjeżdża basowy dźwięk w tle. Niestety, potem pozytyw równoważy męcząca powtarzalna końcówka. Już wolałbym drugą Nessę na przykład, tam był charakter, jakieś emocjonalne napięcie. Tutaj absolutnie nic. No muza z TikToka albo drugoligowego serialu dla młodzieży na Netflixie, wybaczcie.
Coldplay Speed of Sound
Przez większość czasu przechodziłem obok tego kawałka obojętnie wyraźnie przytłoczony poprzednimi. Pamiętam, że w pewnym momencie już miałem skręcić w stronę bezpiecznego neutrala, ale wraz z wjazdem mostka i refrenu zrobiło się znowu kolorowo. Słychać, że panowie niby korzystają z całkiem oczywistych instrumentów. Robią to jednak w stylowy, bardzo charakterystyczny sposób, a do tego takie efektowne, po prostu ładne melodie zostają w głowie. Dobry earworm. Znowu przyjemne gitary. Momentami to brzmienie się nawarstwia. Dalej jest przestrzennie, ale pod koniec robi się tego sporo. Mimo to nie brakuje całości lekkości. Pop rock wysokiej próby.
Szalenie rozczarowująca kolejka. Po poprzedniej byłem bardzo pozytywnie nastawiony, a po pierwszym odsłuchu było źle. Przynajmniej wstęp, a w szczególności koniec na plus. Uff...
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Dawaj Wujek, wywal hejt z siebie i miejmy to z głowy.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Kto zasłużył, to oberwie. Spokojnie. Złośliwości nie są potrzebne.
Neil Young - Don't Let It Bring You Down
Ciekawa sytuacja, bo pierwszy raz w historii tej zabawy mam możliwość objechania dwóch członków zabawy dzięki jednemu wykonawcy.
Lubię Kanadę. To piękny kraj z przepiękną przyrodą. Moim marzeniem jest tam kiedyś pojechać i na własne oczy zobaczyć te górskie potoki w otoczeniu dzikich kanadyjskich lasów. Niedźwiedzie łapiące wyskakujące z potoków łososie. Jest takie kanadyjskie studio Hinterland odpowiedzialne za moją ulubioną obecnie grę The Long Dark, gdzie akcja tej survivalowej gry rozgrywa się właśnie na kanadyjskich pustkowiach. Nawet w grze Kanada wygląda wspaniale. Na pewno jednak nie pojechałbym do Kanady na koncert Younga. W ogóle znane mi jest to nazwisko, ale myślałem, że gość pogrywa inaczej. Widocznie go z kimś pomyliłem. Pierwsze co się rzuca w uszy to fatalny wprost wokal. Dragon ładnie to określił jako skrzek żaby. I nie ma tu żadnej złośliwości, bo to tak brzmi rzeczywiście. Sama kompozycja też jest kompletnie nijaka i nie zapamiętywalna. Najbardziej ujdzie jeszcze warstwa dźwiękowa, ale tylko dlatego, że najmniej drażni. Piszecie, że to taki country rock, że brzmi amerykańsko. Nie bardzo to country słyszę szczerze mówiąc. Rockowo tak. Ale ja o dad rocku zapomniałem raczej już dawno temu. Szczególnie o takim z dawno nieaktualną datą ważności. Nie kupuję tego archaizmu.
Neil Young – I’m the Ocean
Cóż mam jeszcze w kwestii pana Younga dodać? Jest na pewno tutaj lepiej pod względem wokalnym, bo gość się już tak nie wydurnia jak wyżej. Choć wokal i tak nijaki. Jakaś melodia też się wreszcie pojawia, tylko szkoda, że jest taka słaba i w kółko leci to samo. Siedem minut tłuczenia tego samego to naprawdę grube przegięcie. Brzmienie gitary elektrycznej to najlepszy element tego utworu, taki najmniej przeszkadzający, jednak nie jest i tak w stanie nic uratować. Jak pisałem kompletnie mnie taki prastary rock już nie interesuje. Mnie co innego obecnie w duszy gra. Wyjątkowo nawet nie starałem się tym razem jakoś mocno z tym walczyć. Bo od początku nie miało to szans powodzenia. Tym bardziej po takim wstępie do Younga, jaki zaserwował Mintaj. Niech pan Young lepiej wraca do ery dinozaurów.
Darkside - Golden Arrow
Po rockowych męczarniach kanadyjskiego rockmana wreszcie moment ukojenia. Dragon w kwestii elektroniki raczej nigdy nie zawodzi. Utwór rośnie u mnie w siłę z każdym kolejnym odsłuchem. 11 minut, które w ogóle się nie dłużą. Świetne intro. W ogóle świetne te początkowe minuty. Jest niepokojący klimat jaki bardzo lubię. Super brzmiące, narastające organy. Pojawia się taki kroczący bas, który brzmi bardzo znajomo. Dalej utwór wciąż się rozwija. Pojawia się bit, delikatne i bardzo ładne gitary. Wciąż jest bardzo klimatycznie. Jest się w co wsłuchiwać w tle. Rzeczywiście mógłby to być podkład do jakiegoś klimatycznego filmu. Może te wokale rzeczywiście nie do końca potrzebne, ale wielkiego problemu mi też nie robią. Ogólnie naprawdę świetna wrzutka.
Kasia Stankiewicz - Marzec
Kasię Stankiewicz kojarzę oczywiście przede wszystkim z Various Manx. I muszę powiedzieć szczerze, że z tych wszystkich wokalistek tego zespołu akurat jej wokal najmniej mi odpowiadał. Może po prostu pozostałe panie były rzeczywiście lepsze. Nic solowego od niej w ogóle nie kojarzę. Ale Marzec jest spoko utworem. W ogóle mi nie przeszkadzają te mówione zwrotki. Najgorzej Kasia wypada właściwie w refrenach, gdzie dziwnie używa swojego głosu. Jakiś wysoki falset na bezdechu nie brzmi dobrze. W mostku jest już wszystko ok. Ładny w ogóle ten mostek. Aranżacja utworu bardzo fajna, przyjemna dla ucha. Podoba mi się to brzmienie i tempo utworu. Ładne smyczki, klawisze. No generalnie utwór lepszy, niż się po pani Stankiewicz spodziewałem.
Coldplay - Speed of Sound
Już pisałem parę razy, że żywię do Coldplay sporą sympatię, jednocześnie ich na co dzień nadal nie słuchając. Lubię tego wokalistę bardzo. Pasuje mi facet mocno i jego głos. Sama muzyka Coldplay też raczej przyjemna. Nie znam tego za dużo, ale to co słyszałem jest co najmniej rzetelne, a chwilami nawet bardzo dobre. Ale jakoś wciąż odkładam Coldplay na nieokreślone „później”. Może brakuje mi jakiegoś bodźca. Np. całego albumu wrzuconego i poleconego w bestce. Bardzo ładna ta piosenka. Bardzo dobra od strony kompozycyjnej. Ma w sobie to „coś”. O wokalu już wspominałem. Brzmienie też super. Tu też niby mamy rock, ale jakże inny niż u Younga. Jest lekko, przyjemnie, przebojowo. Przede wszystkim dużo bardziej na czasie.
Kolejka bardzo nierówna. Zaczyna się od rockowego koszmarku x 2, potem świetny Darkside, całkiem dobra Stankiewicz i bardzo dobre Coldplay.
Neil Young - Don't Let It Bring You Down
Ciekawa sytuacja, bo pierwszy raz w historii tej zabawy mam możliwość objechania dwóch członków zabawy dzięki jednemu wykonawcy.
Lubię Kanadę. To piękny kraj z przepiękną przyrodą. Moim marzeniem jest tam kiedyś pojechać i na własne oczy zobaczyć te górskie potoki w otoczeniu dzikich kanadyjskich lasów. Niedźwiedzie łapiące wyskakujące z potoków łososie. Jest takie kanadyjskie studio Hinterland odpowiedzialne za moją ulubioną obecnie grę The Long Dark, gdzie akcja tej survivalowej gry rozgrywa się właśnie na kanadyjskich pustkowiach. Nawet w grze Kanada wygląda wspaniale. Na pewno jednak nie pojechałbym do Kanady na koncert Younga. W ogóle znane mi jest to nazwisko, ale myślałem, że gość pogrywa inaczej. Widocznie go z kimś pomyliłem. Pierwsze co się rzuca w uszy to fatalny wprost wokal. Dragon ładnie to określił jako skrzek żaby. I nie ma tu żadnej złośliwości, bo to tak brzmi rzeczywiście. Sama kompozycja też jest kompletnie nijaka i nie zapamiętywalna. Najbardziej ujdzie jeszcze warstwa dźwiękowa, ale tylko dlatego, że najmniej drażni. Piszecie, że to taki country rock, że brzmi amerykańsko. Nie bardzo to country słyszę szczerze mówiąc. Rockowo tak. Ale ja o dad rocku zapomniałem raczej już dawno temu. Szczególnie o takim z dawno nieaktualną datą ważności. Nie kupuję tego archaizmu.
Neil Young – I’m the Ocean
Cóż mam jeszcze w kwestii pana Younga dodać? Jest na pewno tutaj lepiej pod względem wokalnym, bo gość się już tak nie wydurnia jak wyżej. Choć wokal i tak nijaki. Jakaś melodia też się wreszcie pojawia, tylko szkoda, że jest taka słaba i w kółko leci to samo. Siedem minut tłuczenia tego samego to naprawdę grube przegięcie. Brzmienie gitary elektrycznej to najlepszy element tego utworu, taki najmniej przeszkadzający, jednak nie jest i tak w stanie nic uratować. Jak pisałem kompletnie mnie taki prastary rock już nie interesuje. Mnie co innego obecnie w duszy gra. Wyjątkowo nawet nie starałem się tym razem jakoś mocno z tym walczyć. Bo od początku nie miało to szans powodzenia. Tym bardziej po takim wstępie do Younga, jaki zaserwował Mintaj. Niech pan Young lepiej wraca do ery dinozaurów.
Darkside - Golden Arrow
Po rockowych męczarniach kanadyjskiego rockmana wreszcie moment ukojenia. Dragon w kwestii elektroniki raczej nigdy nie zawodzi. Utwór rośnie u mnie w siłę z każdym kolejnym odsłuchem. 11 minut, które w ogóle się nie dłużą. Świetne intro. W ogóle świetne te początkowe minuty. Jest niepokojący klimat jaki bardzo lubię. Super brzmiące, narastające organy. Pojawia się taki kroczący bas, który brzmi bardzo znajomo. Dalej utwór wciąż się rozwija. Pojawia się bit, delikatne i bardzo ładne gitary. Wciąż jest bardzo klimatycznie. Jest się w co wsłuchiwać w tle. Rzeczywiście mógłby to być podkład do jakiegoś klimatycznego filmu. Może te wokale rzeczywiście nie do końca potrzebne, ale wielkiego problemu mi też nie robią. Ogólnie naprawdę świetna wrzutka.
Kasia Stankiewicz - Marzec
Kasię Stankiewicz kojarzę oczywiście przede wszystkim z Various Manx. I muszę powiedzieć szczerze, że z tych wszystkich wokalistek tego zespołu akurat jej wokal najmniej mi odpowiadał. Może po prostu pozostałe panie były rzeczywiście lepsze. Nic solowego od niej w ogóle nie kojarzę. Ale Marzec jest spoko utworem. W ogóle mi nie przeszkadzają te mówione zwrotki. Najgorzej Kasia wypada właściwie w refrenach, gdzie dziwnie używa swojego głosu. Jakiś wysoki falset na bezdechu nie brzmi dobrze. W mostku jest już wszystko ok. Ładny w ogóle ten mostek. Aranżacja utworu bardzo fajna, przyjemna dla ucha. Podoba mi się to brzmienie i tempo utworu. Ładne smyczki, klawisze. No generalnie utwór lepszy, niż się po pani Stankiewicz spodziewałem.
Coldplay - Speed of Sound
Już pisałem parę razy, że żywię do Coldplay sporą sympatię, jednocześnie ich na co dzień nadal nie słuchając. Lubię tego wokalistę bardzo. Pasuje mi facet mocno i jego głos. Sama muzyka Coldplay też raczej przyjemna. Nie znam tego za dużo, ale to co słyszałem jest co najmniej rzetelne, a chwilami nawet bardzo dobre. Ale jakoś wciąż odkładam Coldplay na nieokreślone „później”. Może brakuje mi jakiegoś bodźca. Np. całego albumu wrzuconego i poleconego w bestce. Bardzo ładna ta piosenka. Bardzo dobra od strony kompozycyjnej. Ma w sobie to „coś”. O wokalu już wspominałem. Brzmienie też super. Tu też niby mamy rock, ale jakże inny niż u Younga. Jest lekko, przyjemnie, przebojowo. Przede wszystkim dużo bardziej na czasie.
Kolejka bardzo nierówna. Zaczyna się od rockowego koszmarku x 2, potem świetny Darkside, całkiem dobra Stankiewicz i bardzo dobre Coldplay.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ale nam się Wujas młodzieżowy robi xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn