Best of Forum V
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Murzyn zawsze coś wymyśli, żeby mi utrudnić życie. 
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Co Ty masz do tego? 
Btw nie żebym się Ciebie Kuba nie radził co robić z tą wrzutą i wydawało mi się że poparłeś mój pomysł zebyście mogli słuchać dwóch wersji jednocześnie
Btw nie żebym się Ciebie Kuba nie radził co robić z tą wrzutą i wydawało mi się że poparłeś mój pomysł zebyście mogli słuchać dwóch wersji jednocześnie
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
To Tobie wrzutki Hien wybiera? 
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
pytanie komu nie wybiera? myślałem że to jasne...
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Tak. Murzyn jest moim murzynem.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Hau!
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Bestki jeszcze żyją czy co?
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
A coś taki w gorącej wodzie kompany młodzieńcze?
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Tak jak depeszwizja hyhy
No ja się zabieram za nadrabianie
No ja się zabieram za nadrabianie
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
jeszcze się nie myłem, kompanie!
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ta woda nawet letnia nie jest na tym etapie.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Cokolwiek żeśmy zagrzali to ta woda już całkiem wystygła
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Mniej wody, więcej właściwych składników, żeby się nie obślizło...
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Bobby Womack - Across 110th Street
Murzyn postanowił zrobić mi niedźwiedzią przysługę w Depeszwizji i wrzucić ten sam utwór w oryginalnej wersji. W sumie nie jest to zabronione, ale nagrody fair play za to ode mnie nie otrzyma.
Hien za to narzeka, że Murzyn tym ruchem spieprzył mu Depeszwizję, po czym się okazało, że sam go namawiał do tegoż posunięcia. Pokręcone, ale już to zostawmy.
Bobby’ego wcześniej nie znałem i tej wersji też nie słyszałem, choć oczywiście wiedziałem, że wersja Ani Dąbrowskiej to cover. I powiem tak – mnie się obie wersje bardzo podobają, bo jak kompozycja jest tak dobra, to trudno to spieprzyć. Teraz się cieszę, że znam obie wersje i nie będę jednej dyskryminował z powodu tego, że istnieje inna. Jak kilka lat temu posłuchałem albumu Dąbrowskiej z coverami starych klasyków to od razu się zakochałem w tej piosence. Jak już mówiłem to wyjątkowo piękna kompozycja. Wersja Bobby’ego jest chyba jeszcze bardziej filmowa poprzez jeszcze większe wyeksponowanie smyków. Może nawet aż za mocno. Wokal oczywiście doskonały. Świetny klimat. Świetny numer.
The Tea Party – Correspondences
Przez ostatnie lata polubiłem naprawdę sporo gatunków muzycznych, których kiedyś nie lubiłem, albo wydawało mi się, że nie lubię. Ale jeden gatunek muzyczny poszedł u mnie dokładnie w odwrotną stronę. Kiedyś nawet sporo słuchałem rocka. Teraz coraz bardziej od tego stronię. Tym bardziej, jak zalatuje grung’em, którego właściwie nigdy nie tolerowałem. Nie jest to jakaś żelazna zasada z tym rockiem, bo np. taki Big Black miło zaskoczył. Wilsona też nadal lubię, no ale Wilson to Wilson. Z herbacianą imprezą się raczej nie zaprzyjaźnię. Początek nawet spoko, mocno mi się to skojarzyło z Porcupine Tree. Miałem wręcz wrażenia, że to jakaś wariacja Russia On Ice. Potem wszedł ten paskudny wokal i czar prysł. Nie lubię takich głosów bardzo. Niby wyrazisty i mocny, ale nieprzyjemny dla mnie. Szczególnie jak ciągnie wyżej i agresywniej. Na początku gitary w towarzystwie pianina były bardzo subtelne i dobre. W zwrotce też jest ok, chociaż wokal razi. Potem jak już zaczęły rzęzić w refrenie to wysiadłem. Oczywiście ja rozumiem ludzi, którzy lubią takie granie, ale mi od dawna z tym nie po drodze. Linia melodyczna też bardzo przeciętna. Ogólnie ten utwór z biegiem czasu zrobił się jakiś strasznie nadęty. Nawet nie mogę powiedzieć, że mi numer przelatywał bokiem. Po prostu zmęczył mnie srogo.
Meat Puppets – Plateau
Tutaj też mamy gitary, ale jakże to inne granie. Nawet jak robią się w końcówce ostrzejsze, to nie ma tej tendencji do przegięcia. Krótka i zgrabna kompozycja. Perkusja i bas fajnie wybijają rytm, nóżka sama chodzi. Gitary brzmią bardzo dobrze. Wokal też co najmniej nie przeszkadzający. Bardzo prosty aranż, ale dobry. Krótka piosenka to i krótki opis. Jest dobrze.
Shakespear's Sister - Hello (Turn Your Radio On)
O stare dobre znajome z lat 90’. Pamiętam doskonale zarówno ten utwór jak i Stay. Pamiętam czarno-biały klimatyczny teledysk do Hello. Nawet nie tak dawno temu słuchałem sobie, a właściwie przypominałem po wielu latach cały album. Ogólnie jakiś szczególny to on nie jest, ale singlowe przeboje bardzo dobre. Podoba mi się niski głos Siobhan Fahey. Dużo wyżej śpiewająca Marcella Detroit łanie uzupełnia jej wokal. A Hello to ładnie napisana, klimatyczna ballada. Przyjemna linia melodyczna. Oprócz standardowego ładnego pianina słychać parę innych fajnych klawiszowych zagrywek. Np. barokowo brzmiący klawisz w drugiej zwrotce. Fajny powrót do przeszłości.
John Coltrane - A Love Supreme pt. 1 - Acknowledgment
Nie będę tym razem pisał, że jazz to nie jest muzyka dla mnie, bo zaraz jak w przypadku Davisa odezwą się głosy pouczające, żeby nigdy nie mówić nigdy. Że każda muzyka zasługuje na szacunek itd. Nie każda muzyka zasługuje na szacunek, chociaż akurat jazz na pewno do tej grupy nie należy. Nie słucham jazzu na co dzień. Dużo bardziej wolę muzykę jazzującą. Kiedy do „normalnych” piosenek dobiera się jazzujący aranż. Jak np. w przypadku Norah Jones. W jazzie zawsze najbardziej zrażała mnie tendencja do improwizacji. Nie wiem czy tak naprawdę jest, ale tak to brzmi. Wydaje mi się nieprawdopodobnym żeby jakiś człowiek był w stanie zapamiętać te niekończące się zagrywki na saksofonie i zawsze tak samo je odgrywać. Choć pewnie tak jest. Absolutnie mi ta muzyka nie przeszkadza. Najlepiej działa, jak leci sobie w tle. Zawsze jak idę do lokalnego lekarza robić coroczne badanie okresowe leci u niego w gabinecie i poczekalni jazz. I tworzy to naprawdę przyjemną atmosferę. Nawet dzisiaj przesłuchałem 3 razy w pracy mentosową wrzutkę i było spoko. Ale nie będę też oszukiwał, że z własnej woli będę słuchał jazzu. Nawet te 3 razy w roku.
Murzyn postanowił zrobić mi niedźwiedzią przysługę w Depeszwizji i wrzucić ten sam utwór w oryginalnej wersji. W sumie nie jest to zabronione, ale nagrody fair play za to ode mnie nie otrzyma.
Hien za to narzeka, że Murzyn tym ruchem spieprzył mu Depeszwizję, po czym się okazało, że sam go namawiał do tegoż posunięcia. Pokręcone, ale już to zostawmy.
Bobby’ego wcześniej nie znałem i tej wersji też nie słyszałem, choć oczywiście wiedziałem, że wersja Ani Dąbrowskiej to cover. I powiem tak – mnie się obie wersje bardzo podobają, bo jak kompozycja jest tak dobra, to trudno to spieprzyć. Teraz się cieszę, że znam obie wersje i nie będę jednej dyskryminował z powodu tego, że istnieje inna. Jak kilka lat temu posłuchałem albumu Dąbrowskiej z coverami starych klasyków to od razu się zakochałem w tej piosence. Jak już mówiłem to wyjątkowo piękna kompozycja. Wersja Bobby’ego jest chyba jeszcze bardziej filmowa poprzez jeszcze większe wyeksponowanie smyków. Może nawet aż za mocno. Wokal oczywiście doskonały. Świetny klimat. Świetny numer.
The Tea Party – Correspondences
Przez ostatnie lata polubiłem naprawdę sporo gatunków muzycznych, których kiedyś nie lubiłem, albo wydawało mi się, że nie lubię. Ale jeden gatunek muzyczny poszedł u mnie dokładnie w odwrotną stronę. Kiedyś nawet sporo słuchałem rocka. Teraz coraz bardziej od tego stronię. Tym bardziej, jak zalatuje grung’em, którego właściwie nigdy nie tolerowałem. Nie jest to jakaś żelazna zasada z tym rockiem, bo np. taki Big Black miło zaskoczył. Wilsona też nadal lubię, no ale Wilson to Wilson. Z herbacianą imprezą się raczej nie zaprzyjaźnię. Początek nawet spoko, mocno mi się to skojarzyło z Porcupine Tree. Miałem wręcz wrażenia, że to jakaś wariacja Russia On Ice. Potem wszedł ten paskudny wokal i czar prysł. Nie lubię takich głosów bardzo. Niby wyrazisty i mocny, ale nieprzyjemny dla mnie. Szczególnie jak ciągnie wyżej i agresywniej. Na początku gitary w towarzystwie pianina były bardzo subtelne i dobre. W zwrotce też jest ok, chociaż wokal razi. Potem jak już zaczęły rzęzić w refrenie to wysiadłem. Oczywiście ja rozumiem ludzi, którzy lubią takie granie, ale mi od dawna z tym nie po drodze. Linia melodyczna też bardzo przeciętna. Ogólnie ten utwór z biegiem czasu zrobił się jakiś strasznie nadęty. Nawet nie mogę powiedzieć, że mi numer przelatywał bokiem. Po prostu zmęczył mnie srogo.
Meat Puppets – Plateau
Tutaj też mamy gitary, ale jakże to inne granie. Nawet jak robią się w końcówce ostrzejsze, to nie ma tej tendencji do przegięcia. Krótka i zgrabna kompozycja. Perkusja i bas fajnie wybijają rytm, nóżka sama chodzi. Gitary brzmią bardzo dobrze. Wokal też co najmniej nie przeszkadzający. Bardzo prosty aranż, ale dobry. Krótka piosenka to i krótki opis. Jest dobrze.
Shakespear's Sister - Hello (Turn Your Radio On)
O stare dobre znajome z lat 90’. Pamiętam doskonale zarówno ten utwór jak i Stay. Pamiętam czarno-biały klimatyczny teledysk do Hello. Nawet nie tak dawno temu słuchałem sobie, a właściwie przypominałem po wielu latach cały album. Ogólnie jakiś szczególny to on nie jest, ale singlowe przeboje bardzo dobre. Podoba mi się niski głos Siobhan Fahey. Dużo wyżej śpiewająca Marcella Detroit łanie uzupełnia jej wokal. A Hello to ładnie napisana, klimatyczna ballada. Przyjemna linia melodyczna. Oprócz standardowego ładnego pianina słychać parę innych fajnych klawiszowych zagrywek. Np. barokowo brzmiący klawisz w drugiej zwrotce. Fajny powrót do przeszłości.
John Coltrane - A Love Supreme pt. 1 - Acknowledgment
Nie będę tym razem pisał, że jazz to nie jest muzyka dla mnie, bo zaraz jak w przypadku Davisa odezwą się głosy pouczające, żeby nigdy nie mówić nigdy. Że każda muzyka zasługuje na szacunek itd. Nie każda muzyka zasługuje na szacunek, chociaż akurat jazz na pewno do tej grupy nie należy. Nie słucham jazzu na co dzień. Dużo bardziej wolę muzykę jazzującą. Kiedy do „normalnych” piosenek dobiera się jazzujący aranż. Jak np. w przypadku Norah Jones. W jazzie zawsze najbardziej zrażała mnie tendencja do improwizacji. Nie wiem czy tak naprawdę jest, ale tak to brzmi. Wydaje mi się nieprawdopodobnym żeby jakiś człowiek był w stanie zapamiętać te niekończące się zagrywki na saksofonie i zawsze tak samo je odgrywać. Choć pewnie tak jest. Absolutnie mi ta muzyka nie przeszkadza. Najlepiej działa, jak leci sobie w tle. Zawsze jak idę do lokalnego lekarza robić coroczne badanie okresowe leci u niego w gabinecie i poczekalni jazz. I tworzy to naprawdę przyjemną atmosferę. Nawet dzisiaj przesłuchałem 3 razy w pracy mentosową wrzutkę i było spoko. Ale nie będę też oszukiwał, że z własnej woli będę słuchał jazzu. Nawet te 3 razy w roku.
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Bobby Womack - Across 110th Street
Nie jestem AŻ TAK negatywnie nastawiony do tego Depeszwizyjnego coveru, wszak dałem mu aż punkt, ale w pewnym stopniu rozumiem kolegę Murzyna. Przy tej wersji cover Anii Dąbrowskiej bardzo mocno blednie i pisząc te słowa czuję się jakbym pisał coś pokroju zdania "Legia Warszawa w sumie jest przeciętna przy Realu Madryt", dopiero w tym wykonaniu słyszę w pełni uwolniony potencjał tego kawałka. Że to dobra piosenka to już słyszałem w wersji Wuja, ale dopiero po usłyszeniu go zaśpiewanego TYM głosem i w TEJ aranżacji w pełni to rozumiem. O kinie blaxploitacji nic ciekawego wam niestety nie napiszę, to jedna z tych rzeczy, o których wiem tylko, że istnieją i w które się szczególnie nie zagłębiałem, napiszę więc tylko, że DAJĘ OKEJKĘ.
The Tea Party – Correspondences
Tak, pamiętam, że ktoś taki jak Rajca tutaj bywał. Przyznaję, że miałem w życiu moment lub dwa, w którym zastanawiałem się nad tym co tam u tego człowieka, bo ostatnią styczność z nim to miałem jakoś w 2014 - ja wtedy przestałem się tu regularnie udzielać, on wkrótce potem też i jakoś tak nasze ścieżki w Internecie totalnie sie rozminęły. Jakoś mnie to nie dziwi, bo abstrachując od mojego ówczesnego zjebania, jednak nadawaliśmy na nieco innych falach. W każdym razie dobrze wiedzieć, że wszystko u niego dobrze i jeśli jakimś cudem to przeczyta to pozdrawiam go serdecznie, a jeśli nie to też pozdrawiam.
Murzyn mnie w swoim czasie nastraszył, sugerując, że ten utwór to jakaś chała przeokuratna, Nickelback, koszmaret i piekło w jednym, ale AŻ TAK negatywnie nie jestem nastawiony. Nie umiem wam tego racjonalnie wytłumaczyć, ale mam jednocześnie wrażenie, że to jest spoko i że to jest nie do końca coś dla mnie. Podobają mi się te gitarki, klimat mi się tbh bardziej z Black Sabbath kojarzy niż z Led Zeppelin i on też mi się podoba. Nie podoba mi się za to wokal, trąci manierą, która mnie drażni. Generalnie coś w tym jest i jestem tym przynajmniej zaintrygowany, więc możemy uznać, że jestem na tak.
Meat Puppets - Plateau
Meat Puppets to jedna z tych nazw, które gdzieś się tam zawsze przewijały i kojarzyły z ejtisami łamanymi na najtisy i MTV, ale nigdy też ich jednocześnie nie słuchałem, bo w sumie nie było nigdy za bardzo okazji się wkręcić. Może za mało znam ludzi, który straumatyzowali Malajkata, i dunno. Nirvany podczas odsłuchu nie mam, ale to jest wręcz rasowy rzetelniak, przyjemne alternatywne granie z jakimiś tam naleściałościami country. Nic więcej z siebie nie wykrzesam, daję nieśmiałą okejkę z zaznaczeniem, że może za sto lat tu wrócę i wyśmieję samego siebie, gdy się okaże, że w międzyczasie zostałem ich turbofanem.
Shakespear's Sister - Hello (Turn Your Radio On)
Są takie kolejki, że mi się czasem wydaje, że niektórzy z was się umawiają na priv, by "wymienić" się wrzutami i to jest jedna z tych sytuacji, bo w ciemno to bym zakładał, że to wrzuta Wuja. Ofc nie miałem pojęcia, że jest aż takie zamieszanie z różnymi wersjami tego kawałka, co nie jest dziwnym, bo w sumie to do tej pory nie kojarzyłem tej piosenki z tytułu ani z nazwy wykonawcy. Ja generalnie to od jakiegoś czasu lubię odkurzać lub wynajdować sobie przeboje z tamtej epoki, czasem i znane, czasem zapomniane, co jest trochę dziwne, bo raczej nie mam prawa mieć sentymentu do czasów, w których mnie nie było lub byłem noworodkiem. W każdym razie coś czuję, że ten kawałek będzie co jakiś czas gościł na moich głośnikach łamane na słuchawkach, bo jest po prostu dobry. Solidny przebój, z fajnym, mocnym i chwytliwym refrenem i w ogóle bardzo mi się podoba ta gitara co się przewija w tle. Mocna okejka.
Prince and the Revolution – Kiss
Zdaje mi się, że już o tym pisałem, ale w pełni rozumiem niechęć do Prince'a, bo mało było równie ekscentrycznych gwiazd popu. Zdaje mi się też, że pisałem, że jest jednym z moich większych wyrzutów, bo znam tylko Purple Rain i jakieś pojedyncze rzeczy. Mam lekki problem, bo to też jest dla mnie tzw. RZETELNY kawałek, tj. dobrze się tego słucha, jest lekkie, ładne, solidne etc. bla, bla, bla, ale totalnie nie mogę skumać czemu Prince uchodzi za AŻ TAK wielkiego artystę. Może też muszę doń dojrzeć niczym Shodan? W każdym razie szanuję i propsuję.
Myślałem, że bedę bardizej mehał. Wrzuty Murzyna i Roberta pewnie będą u mnie często gościć, Tea Party to dla mnie jeszcze zagadka, a reszta jest git.
Nie jestem AŻ TAK negatywnie nastawiony do tego Depeszwizyjnego coveru, wszak dałem mu aż punkt, ale w pewnym stopniu rozumiem kolegę Murzyna. Przy tej wersji cover Anii Dąbrowskiej bardzo mocno blednie i pisząc te słowa czuję się jakbym pisał coś pokroju zdania "Legia Warszawa w sumie jest przeciętna przy Realu Madryt", dopiero w tym wykonaniu słyszę w pełni uwolniony potencjał tego kawałka. Że to dobra piosenka to już słyszałem w wersji Wuja, ale dopiero po usłyszeniu go zaśpiewanego TYM głosem i w TEJ aranżacji w pełni to rozumiem. O kinie blaxploitacji nic ciekawego wam niestety nie napiszę, to jedna z tych rzeczy, o których wiem tylko, że istnieją i w które się szczególnie nie zagłębiałem, napiszę więc tylko, że DAJĘ OKEJKĘ.
The Tea Party – Correspondences
Tak, pamiętam, że ktoś taki jak Rajca tutaj bywał. Przyznaję, że miałem w życiu moment lub dwa, w którym zastanawiałem się nad tym co tam u tego człowieka, bo ostatnią styczność z nim to miałem jakoś w 2014 - ja wtedy przestałem się tu regularnie udzielać, on wkrótce potem też i jakoś tak nasze ścieżki w Internecie totalnie sie rozminęły. Jakoś mnie to nie dziwi, bo abstrachując od mojego ówczesnego zjebania, jednak nadawaliśmy na nieco innych falach. W każdym razie dobrze wiedzieć, że wszystko u niego dobrze i jeśli jakimś cudem to przeczyta to pozdrawiam go serdecznie, a jeśli nie to też pozdrawiam.
Murzyn mnie w swoim czasie nastraszył, sugerując, że ten utwór to jakaś chała przeokuratna, Nickelback, koszmaret i piekło w jednym, ale AŻ TAK negatywnie nie jestem nastawiony. Nie umiem wam tego racjonalnie wytłumaczyć, ale mam jednocześnie wrażenie, że to jest spoko i że to jest nie do końca coś dla mnie. Podobają mi się te gitarki, klimat mi się tbh bardziej z Black Sabbath kojarzy niż z Led Zeppelin i on też mi się podoba. Nie podoba mi się za to wokal, trąci manierą, która mnie drażni. Generalnie coś w tym jest i jestem tym przynajmniej zaintrygowany, więc możemy uznać, że jestem na tak.
Meat Puppets - Plateau
Meat Puppets to jedna z tych nazw, które gdzieś się tam zawsze przewijały i kojarzyły z ejtisami łamanymi na najtisy i MTV, ale nigdy też ich jednocześnie nie słuchałem, bo w sumie nie było nigdy za bardzo okazji się wkręcić. Może za mało znam ludzi, który straumatyzowali Malajkata, i dunno. Nirvany podczas odsłuchu nie mam, ale to jest wręcz rasowy rzetelniak, przyjemne alternatywne granie z jakimiś tam naleściałościami country. Nic więcej z siebie nie wykrzesam, daję nieśmiałą okejkę z zaznaczeniem, że może za sto lat tu wrócę i wyśmieję samego siebie, gdy się okaże, że w międzyczasie zostałem ich turbofanem.
Shakespear's Sister - Hello (Turn Your Radio On)
Są takie kolejki, że mi się czasem wydaje, że niektórzy z was się umawiają na priv, by "wymienić" się wrzutami i to jest jedna z tych sytuacji, bo w ciemno to bym zakładał, że to wrzuta Wuja. Ofc nie miałem pojęcia, że jest aż takie zamieszanie z różnymi wersjami tego kawałka, co nie jest dziwnym, bo w sumie to do tej pory nie kojarzyłem tej piosenki z tytułu ani z nazwy wykonawcy. Ja generalnie to od jakiegoś czasu lubię odkurzać lub wynajdować sobie przeboje z tamtej epoki, czasem i znane, czasem zapomniane, co jest trochę dziwne, bo raczej nie mam prawa mieć sentymentu do czasów, w których mnie nie było lub byłem noworodkiem. W każdym razie coś czuję, że ten kawałek będzie co jakiś czas gościł na moich głośnikach łamane na słuchawkach, bo jest po prostu dobry. Solidny przebój, z fajnym, mocnym i chwytliwym refrenem i w ogóle bardzo mi się podoba ta gitara co się przewija w tle. Mocna okejka.
Prince and the Revolution – Kiss
Zdaje mi się, że już o tym pisałem, ale w pełni rozumiem niechęć do Prince'a, bo mało było równie ekscentrycznych gwiazd popu. Zdaje mi się też, że pisałem, że jest jednym z moich większych wyrzutów, bo znam tylko Purple Rain i jakieś pojedyncze rzeczy. Mam lekki problem, bo to też jest dla mnie tzw. RZETELNY kawałek, tj. dobrze się tego słucha, jest lekkie, ładne, solidne etc. bla, bla, bla, ale totalnie nie mogę skumać czemu Prince uchodzi za AŻ TAK wielkiego artystę. Może też muszę doń dojrzeć niczym Shodan? W każdym razie szanuję i propsuję.
Myślałem, że bedę bardizej mehał. Wrzuty Murzyna i Roberta pewnie będą u mnie często gościć, Tea Party to dla mnie jeszcze zagadka, a reszta jest git.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Problem w tym, że dla mnie wrzucanie klasyków jest dużo mniej ekscytujące. Sam wiele razy pisałeś, że wolisz ryzyko.Dragon pisze:14 mar 2024 01:17Życzę sobie mniej forsowania moich rówieśniczek, a więcej dobrej muzyki, po prostu. To się może odbywać kosztem częstszego rzucania klasyków.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Musiał miał wjechać wczoraj, potem dziś do południa, no ale ni ma, więc po 20 lecimy dalej z wrzutami.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Pociąg mi się opóźnił, jak zawsze. Tzn. ja jestem opóźniony.
Bobby Womack - Across 110th Street
Śmiesznie się widzi, jak zupełnie niezależnie od siebie ludzie wrzucają utwory, które są swoimi kolejnymi wersjami, w dwóch różnych zabawach nie wiedząc o tym. Albowiem wychodzi na to, że wbrew pozorom mamy tu wszyscy bardzo podobny gust muzyczny. Co mogę powiedzieć... Wersji Ani nie rozpoznałem z Depeszwizji, bestki posłuchałem pierwszy raz dopiero parę dni temu, i zaskoczenie, bo i tytuł JAKOŚ MI ŚWIECIŁ Z REFRENEM. Mam bekę z samego siebie, gdyż ten krążek Ani z coverami to ja znam, ale słuchałem go w jakimś 2011 roku, więc wyleciało mi ze łba to, co tam jest. Cóż, wersja Bobby'ego jest lepsza od Ani. Ten utwór wprost wymaga męskiego głosu, takiego murzyńsko-soulującego, Ania jak by się nie starała to to nie wyjdzie do końca (nie twierdzę też, że jest beznadziejna, po prostu tutaj wypada słabiej). Znów jest przyjemny klimacik lat siedemdziesiątych z odpowiednim sznytem, jakiś film blaxploitation, ale jednocześnie impreza na Harlemie, takie tam. Takiego Murzyna ja lubię, takiego chcę słuchać.
The Tea Party - Correspondence
Pamiętam Rajcę, ale nie pamiętam tego wykonawcy proponowanego przez niego skądkolwiek. Then again, w 2010 roku to ja byłem zajęty Kokto Twins i Editorsami, a na takie granie jeszcze reagowałem alergicznie. Ni huia nie powiązałbym tego z klimatami breakbeatowo-industrialowymi, tzn. ja rozumiem, że ten numer i krążek, z którego pochodzi, to jest nieco inny świat muzycznie, czaję etc., ALE, gdyby ktoś mi potem sprzedał, że ci kolesie robili też w klimatach bardziej orientalno-triphopowych, to bym skisł. A o samym numerze... Fajny jest, kurde. Odpowiednio melancholijny, odpowiednio gitarowy, odpowiednio spokojny i jednocześnie z właściwym pier*olnięciem. Jeff Martin faktycznie ma dobry, solidny głos, muzyka doskonale mu akompaniuje. Zresztą, gitary klasyczno-akustyczne w tle i pianino dla towarzystwa to coś, co lubię od dawna (aż jestem zaskoczony, chociaż w sumie już nie aż tak bardzo, bowiem dawno, dawno temu nie znosiłem takiej muzyki). Hien-core, więc nie jestem zaskoczony, że się Kubie spodobało te już prawie 15 lat temu (TO JEST CHORE, NIE MOGŁO MINĄĆ TYLE CZASU). Ale to jest też Hien-core dla Musiała. Więc znak jakości.
Shakespears Sister - Hello
O Shakespears Sister słyszałem, jak czytałem randomową trivię o zespołach ejtisowych i niektórych ich osiągnięciach. Dzięki temu też dowiedziałem się, że mężem Siobhan był Dave Stewart z Eurythmics i to on produkował jej dwa pierwsze albumy. Śmieszna rzecz, albowiem kojarzę refren, zwłaszcza to specyficzne zaśpiewywanie "hello, hello", ale ni cholery nie przypomnę sobie, skąd to kojarzę. Sam utwór to całkiem przyjemna, acz dla mnie nieco zbyt generyczna ballada, która przez ten brak bębnów brzmi trochę jak demo bądź odrzut sesyjny (w sensie mnie to nie przeszkadza, ale brakuje trochę jakiegoś grzmotnięcia w chwili, gdy wchodzi to gitarowe solo). Tak, wiem, są inne wersje, no ale i tak ta mi się podoba najbardziej xD Może tamte bębny były złe (albo tory były złe). Kupuję to przede wszystkim przez smokowe nostalgia value, zdając sobie również sprawę z wpływu starych na kształtowanie się gustu muzycznego człowieka, chcemy tego czy nie. Ja zresztą odnosiłem się wielokrotnie do tego tematu w swoich wrzutkach, mając przynajmniej dwie w tym rozdaniu z tego właśnie klucza. Więc zamknę mordę i powiem jedynie, że mogłoby być trochę lepiej, acz nie wykluczam tutaj growera. Coś mnie trochę tam ciągnie w tym numerze, jeszcze się dowiem dokładnie, co. I Wam powiem. Albo i nie. Nigdy nic nie wiadomo.
Prince and the Revolution - Kiss
O Prinsie już się wypowiadałem w tej zabawie przynajmniej raz, The Future w postaci wrzutki hienowej było świetne i okazało się być elementem podium podsumowania pierwszej setki, zaś teraz... Nie wiem, mam podobne odczucia, co z Siobhan, ale jednak nieco gorsze, tzn. gorzej to przeżywam, może się poprawi, ale na razie nie chwyta w ogóle. Brakuje temu kawałkowi duszy xD Jak dla mnie, ale ze mnie też żaden gargantuiczny fan Prince'a, więc co ja tam będę gadał. Gitary z jednej strony fajne, ale powinien je równoważyć jakiś solidny wokal, a tutaj jest typowe dla tego gościa miauczenie, nie czuję głębi, szkoda. Bicik nawet spoko, ale jakoś tak... Nieee, nie tym razem. To nie jest Prince dla mnie. 3 odsłuchy tego numeru, i wszystkie 3 mnie solidnie zmęczyły. Może następnym razem, ale dzisiaj to jednak nie. Tutaj pasuję, odsuwam się, no, nie będę też gadał, że to mi się kiedyś nie zmieni, ale teraz na pewno się nie zmieni, przepraszam.
John Coltrane - A Love Supreme Part 1 - Acknowledgement
Proszę, wleciał klasyk jazzu. Klasyk, o którym wiem głównie tyle, że istnieje xD A, i było u mnie w liceum grono snobów, którzy sobie do Coltrane'a walili, strasznie nimi gardziłem. Nie skłamię chyba, jeśli powiem, że to mój bodaj pierwszy świadomy kontakt z muzyką tego typa. Ja wiem, że MICKIEWICZ WIELKIM POETĄ BYŁ, ale tak zupełnie serio i bez fapowania do nazwisk tylko dlatego, że wypada czy coś, to to jest bardzo fajny kawałek muzyki. Ja z jazzem jakoś super dużo wspólnego nie mam, CHOCIAŻ są wykonawcy, za którymi przepadam. Damn it, nawet Cinematic Orchestra to w końcu jazz, chociaż zupełnie innej formy (i treści w sumie też). A TCO akurat lubię przepadam cenię etc. Tutaj jest vibe lekkiej muzyki tła (choć przecież wiele się dzieje), ale to może u mnie wynikać - w sensie takie spojrzenie - z tego, iż ja taki jazz kojarzyłem głównie (i kojarzę wciąż) z dość konkretnym typem kina, rozmowa przy jakimś zaciemnionym barze, dym ze szlugów i whisky w tumblerach. Dwóch typów w prochowcach i kapeluszach z szerokim rondem. Jeden z nich ma gnata, przynajmniej jeden. Co z nim zrobi? Trudno powiedzieć, ale atmosfera gęstnieje z każdym dmuchnięciem w trąbkę. Muszę ten numer zabrać na wieczorny spacer jakimś osiedlem z kopciuchami, żeby odpowiednio wczuć się w klimat. Teraz, gdy piszę te słowa, w Zgierzu powoli zapada zmrok i kopcą kopciuchy. Więc wszystko się zgadza. Dobra rzecz, acz powtarzane "a love supreme" bym wypieprzył, na co rujnować ten nastrój wokalem?
Bobby Womack - Across 110th Street
Śmiesznie się widzi, jak zupełnie niezależnie od siebie ludzie wrzucają utwory, które są swoimi kolejnymi wersjami, w dwóch różnych zabawach nie wiedząc o tym. Albowiem wychodzi na to, że wbrew pozorom mamy tu wszyscy bardzo podobny gust muzyczny. Co mogę powiedzieć... Wersji Ani nie rozpoznałem z Depeszwizji, bestki posłuchałem pierwszy raz dopiero parę dni temu, i zaskoczenie, bo i tytuł JAKOŚ MI ŚWIECIŁ Z REFRENEM. Mam bekę z samego siebie, gdyż ten krążek Ani z coverami to ja znam, ale słuchałem go w jakimś 2011 roku, więc wyleciało mi ze łba to, co tam jest. Cóż, wersja Bobby'ego jest lepsza od Ani. Ten utwór wprost wymaga męskiego głosu, takiego murzyńsko-soulującego, Ania jak by się nie starała to to nie wyjdzie do końca (nie twierdzę też, że jest beznadziejna, po prostu tutaj wypada słabiej). Znów jest przyjemny klimacik lat siedemdziesiątych z odpowiednim sznytem, jakiś film blaxploitation, ale jednocześnie impreza na Harlemie, takie tam. Takiego Murzyna ja lubię, takiego chcę słuchać.
The Tea Party - Correspondence
Pamiętam Rajcę, ale nie pamiętam tego wykonawcy proponowanego przez niego skądkolwiek. Then again, w 2010 roku to ja byłem zajęty Kokto Twins i Editorsami, a na takie granie jeszcze reagowałem alergicznie. Ni huia nie powiązałbym tego z klimatami breakbeatowo-industrialowymi, tzn. ja rozumiem, że ten numer i krążek, z którego pochodzi, to jest nieco inny świat muzycznie, czaję etc., ALE, gdyby ktoś mi potem sprzedał, że ci kolesie robili też w klimatach bardziej orientalno-triphopowych, to bym skisł. A o samym numerze... Fajny jest, kurde. Odpowiednio melancholijny, odpowiednio gitarowy, odpowiednio spokojny i jednocześnie z właściwym pier*olnięciem. Jeff Martin faktycznie ma dobry, solidny głos, muzyka doskonale mu akompaniuje. Zresztą, gitary klasyczno-akustyczne w tle i pianino dla towarzystwa to coś, co lubię od dawna (aż jestem zaskoczony, chociaż w sumie już nie aż tak bardzo, bowiem dawno, dawno temu nie znosiłem takiej muzyki). Hien-core, więc nie jestem zaskoczony, że się Kubie spodobało te już prawie 15 lat temu (TO JEST CHORE, NIE MOGŁO MINĄĆ TYLE CZASU). Ale to jest też Hien-core dla Musiała. Więc znak jakości.
Shakespears Sister - Hello
O Shakespears Sister słyszałem, jak czytałem randomową trivię o zespołach ejtisowych i niektórych ich osiągnięciach. Dzięki temu też dowiedziałem się, że mężem Siobhan był Dave Stewart z Eurythmics i to on produkował jej dwa pierwsze albumy. Śmieszna rzecz, albowiem kojarzę refren, zwłaszcza to specyficzne zaśpiewywanie "hello, hello", ale ni cholery nie przypomnę sobie, skąd to kojarzę. Sam utwór to całkiem przyjemna, acz dla mnie nieco zbyt generyczna ballada, która przez ten brak bębnów brzmi trochę jak demo bądź odrzut sesyjny (w sensie mnie to nie przeszkadza, ale brakuje trochę jakiegoś grzmotnięcia w chwili, gdy wchodzi to gitarowe solo). Tak, wiem, są inne wersje, no ale i tak ta mi się podoba najbardziej xD Może tamte bębny były złe (albo tory były złe). Kupuję to przede wszystkim przez smokowe nostalgia value, zdając sobie również sprawę z wpływu starych na kształtowanie się gustu muzycznego człowieka, chcemy tego czy nie. Ja zresztą odnosiłem się wielokrotnie do tego tematu w swoich wrzutkach, mając przynajmniej dwie w tym rozdaniu z tego właśnie klucza. Więc zamknę mordę i powiem jedynie, że mogłoby być trochę lepiej, acz nie wykluczam tutaj growera. Coś mnie trochę tam ciągnie w tym numerze, jeszcze się dowiem dokładnie, co. I Wam powiem. Albo i nie. Nigdy nic nie wiadomo.
Prince and the Revolution - Kiss
O Prinsie już się wypowiadałem w tej zabawie przynajmniej raz, The Future w postaci wrzutki hienowej było świetne i okazało się być elementem podium podsumowania pierwszej setki, zaś teraz... Nie wiem, mam podobne odczucia, co z Siobhan, ale jednak nieco gorsze, tzn. gorzej to przeżywam, może się poprawi, ale na razie nie chwyta w ogóle. Brakuje temu kawałkowi duszy xD Jak dla mnie, ale ze mnie też żaden gargantuiczny fan Prince'a, więc co ja tam będę gadał. Gitary z jednej strony fajne, ale powinien je równoważyć jakiś solidny wokal, a tutaj jest typowe dla tego gościa miauczenie, nie czuję głębi, szkoda. Bicik nawet spoko, ale jakoś tak... Nieee, nie tym razem. To nie jest Prince dla mnie. 3 odsłuchy tego numeru, i wszystkie 3 mnie solidnie zmęczyły. Może następnym razem, ale dzisiaj to jednak nie. Tutaj pasuję, odsuwam się, no, nie będę też gadał, że to mi się kiedyś nie zmieni, ale teraz na pewno się nie zmieni, przepraszam.
John Coltrane - A Love Supreme Part 1 - Acknowledgement
Proszę, wleciał klasyk jazzu. Klasyk, o którym wiem głównie tyle, że istnieje xD A, i było u mnie w liceum grono snobów, którzy sobie do Coltrane'a walili, strasznie nimi gardziłem. Nie skłamię chyba, jeśli powiem, że to mój bodaj pierwszy świadomy kontakt z muzyką tego typa. Ja wiem, że MICKIEWICZ WIELKIM POETĄ BYŁ, ale tak zupełnie serio i bez fapowania do nazwisk tylko dlatego, że wypada czy coś, to to jest bardzo fajny kawałek muzyki. Ja z jazzem jakoś super dużo wspólnego nie mam, CHOCIAŻ są wykonawcy, za którymi przepadam. Damn it, nawet Cinematic Orchestra to w końcu jazz, chociaż zupełnie innej formy (i treści w sumie też). A TCO akurat lubię przepadam cenię etc. Tutaj jest vibe lekkiej muzyki tła (choć przecież wiele się dzieje), ale to może u mnie wynikać - w sensie takie spojrzenie - z tego, iż ja taki jazz kojarzyłem głównie (i kojarzę wciąż) z dość konkretnym typem kina, rozmowa przy jakimś zaciemnionym barze, dym ze szlugów i whisky w tumblerach. Dwóch typów w prochowcach i kapeluszach z szerokim rondem. Jeden z nich ma gnata, przynajmniej jeden. Co z nim zrobi? Trudno powiedzieć, ale atmosfera gęstnieje z każdym dmuchnięciem w trąbkę. Muszę ten numer zabrać na wieczorny spacer jakimś osiedlem z kopciuchami, żeby odpowiednio wczuć się w klimat. Teraz, gdy piszę te słowa, w Zgierzu powoli zapada zmrok i kopcą kopciuchy. Więc wszystko się zgadza. Dobra rzecz, acz powtarzane "a love supreme" bym wypieprzył, na co rujnować ten nastrój wokalem?
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Musiał nie czyta naszych opisów.devotional pisze:19 mar 2024 17:45Śmiesznie się widzi, jak zupełnie niezależnie od siebie ludzie wrzucają utwory, które są swoimi kolejnymi wersjami, w dwóch różnych zabawach nie wiedząc o tym.