Best of Forum V

Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 20 maja 2024 08:37

Widzę że nie tylko mi się nie chciało brać za pisanie :p

blink 182 - Dumpweed

Znów słoneczną porą Kuba wyciąga z piwnicy zakurzoną deskorolkę, zakłada czapkę daszkiem do tyłu i odpala głośno playlistę punkową, przy okazji częstując nas jakimiś klasykami. Chłopaki z blink ostro dają popalić na gitarach i na garach, wokalista wypluwa słowa niczym karabin, ale to nieważne, liczy się tu dla mnie przede wszystkim vibe amerykańskiego przedmieścia i garażowej kapeli z chłopcami mającymi na głowach kolce jeża utrwalone na żel.
Z dotychczasowych skejterskich propozycji ta plasuje się chyba gdzieś w stanach średnich ogólnie, Good Charlotte chyba nieco lepiej wspominam, a jeszcze lepiej ska-punk Goldfinger.

Metronomy - Heartbreaker

Znam Metronomy tylko z jednej płyty ale odkąd bierzemy udział w bestce wiedziałem że to taki rasowy przedstawiciel Musiał-core, współczesny synthpop z nostalgiczną nutą. Heartbreaker miło mnie zaskoczył jednakże bo nie jest po prostu kolejnym hicikiem żerującym na ogranych patentach, podoba mi się to zastosowanie brzmienia skrzypiących drzwi, dęciaka też się nie spodziewałem, nie jest tak typowo pastelowo tylko jest to brzmienie które ja określam mianem strangepopu. Do tego wszystkiego jest to po prostu dobrze napisana piosenka która zyskuje tymi dziwnymi rozwiązaniami. Propsuję.

Dua Lipa - Houdini

Mentos wraca z kolejnym przebojem poznanym wczoraj, o ile przy The Kill jeszcze kumałem dlaczego tak zrobił tym razem ten spontan już trochę mnie dziwi, no ale ja to ja - swoją drogą przyznam się że kiedy mentos wrzucał rok temu The Kill ja też odkryłem pewien świetny numer w tamtym czasie ale póki co leży i dojrzewa, czeka na odpowiedni moment. Houdini to taki dobrze skrojony dance popowy hicik pod radio, może i ten groove nie jest zły i ten tekst nie jest najgorszy ale całość na tą chwilę poza tupaniem nóżki głębszych reakcji nie wywołuje. Nie podoba mi się ten ostrzejszy synth na końcu. Poprawnie, zobaczymy jak z czasem.

Blank Banshee - Frozen Flame

Trochę nie jestem przekonany czy ten projekt to jest dobra rzecz na takie luźne strzały, chyba te wszystkie vapory lepiej próbować chłonąć całościowo, albo siądzie albo nie. Tu mamy taki sampler tych kryształowo pastelowych synciaków z lekkim trapowym bitem. Ja się już chyba rozminąłem z tą muzą, jarałem się podobnymi rzeczami dekadę temu, teraz szukam innych rzeczy, powiedzmy że rozumiem potrzebę wrzutki.

David Bowie - Hello Spaceboy (PSB Remix)

Wujaszek zaskoczył tym razem odrobinę, choć trochę nie bo wszak mamy tu PSB wylewające się z głośnika no ale fajnie że szkoli mnie z Bołiego xd
Zaskoczyło mnie chyba to że już w latach 90. David miał taki zmęczony głos (ja wiem że on tak ma ale mi tu chodzi konkretnie o to wyniszczenie dragami etc, dotąd myślałem że brzmiał tak pod koniec nagrywając Blackstar a tu jest wcale nie lepiej). Podoba mi się brzmienie tego numeru choć jest takie zwyczajne, typowe dance'owe 90sowe z fajnymi brejkami w przejściu. Lubię Bowiego, przyjemnie się go słucha, jedyny w swoim rodzaju, fajny udział Tennanta na wokalu też, spoko odkrycie dla mnie.


Kolejka co najmniej rzetelna jakby, chociaż Metronomy i Bowie zasługują na wyróżnienie z mej strony.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 20 maja 2024 10:47

Depeche Mode – Infinite

Kurde, Depeche Mode sprzed „Marhsall Mathers LP”, to dla mnie nadal trochę zagadka, jakoś nigdy nie zawędrowałem w rejony jego twórczości sprzed mega-fejmu, zresztą kiedy w domu pojawił się przyzwoity internet, to już trochę miałem to w dupalu, a wychodzi na to, że warto nawet w 2024 r. tego starego DM sprawdzić, no na pewno mniej się ryzykuje niż sprawdzając jedną z nowszych płyt, przy jednej z których złamałem moją żelazną zasadę i przerwałem słuchanie albumu w trakcie, bo już nie byłem w stanie tego znieść. Tutaj to brzmi jak spotkanie kilku światów, czyli Depeche Mode, starszy, bardziej early90sowy hip-hop inspirowany rzeczami wrzucanymi przez Murzyna w albumach oraz czegoś jeszcze innego. Z jednej strony brzmi to dosyć hip-hop-genericowo (brakuje tego unikalnego pierwiastka DM), ale z drugiej, to brzmi po prostu dobrze. Taki wrzuty Murzyna, to ja lubię, bo może po stu latach, sięgnę w końcu po te 90sowe płyty Marszala. Najs.

Metronomy - Heartbreaker


Musiał w hipsterskiej fazie, to było coś. Zassał z internetu jakieś przykazania każdego hipstera oraz listę zespołów, które Artur Rojek mógłby zaprosić na offa, ale w klimatach warszawskich, no i się zaczęło. Czasami Dev przywoził stosy gówna do Łodzi, czasem nie, Metronomy nie pamiętam w ogóle, ale brzmi jak coś czego Musiał mógłby słuchać sam z siebie, bez wpływu jakichś mitycznych byłych, znajomych z gejbarów, czy podrzutek na grupowym czacie z pracy. Mam skojarzenia z, UWAGA, Moev, chociaż nie ma to w ogóle sensu. Jednocześnie jest w tym coś takiego mechanicznego, specyficznego, że wyobrażałbym sobie wokal Cala Stephensona tutaj. Jest to muza, której bym słuchał chętniej we wrześniu, czy generalnie jesienią, bliżej Halloween i trochę liczę na tego typu albumówkę od Deva w tym okresie. Numer jest ok.

Dua Lipa - Bartini

2023 r. - Mentos zjeżdża Due Lipe siusiak wie z jakiego powodu. 2024 r. - Mentos wrzuca Due Lipe do bestki ŻYCIA. Heh. Przypomina mi to mojego dobrego kolegę, który miał taką koleżankę, która ostro dissował za każdym razem i obrabiał jej dupę przy każdej okazji. Od grubo ponad 10 lat są parą. Tak więc, wszystkiego naj na nowej drodze życia Seba i Dua Lipa. Ale, w tym wypadku, myślę że się Seba lekko pospieszył, bo sama Dua Lipa ma lepsze numery od Bartiniego, choćby ten kawałek samplujący You Woman. No, ale ten kawałek też jest ok. Też łapię się na tym, że za każdym razem kiedy Lipa wydaje kolejnego singla, to myślę sobie ‘o, to jest spoko’. Jak byłem na Openerze w 2022 r., to dzień wcześniej miała występować Dua Lipa. Doszło wtedy to serii niesamowicie kuriozalnych sytuacji, bo po pierwsze, ponoć, podczas próby Duy, jakiś typ wparował na scenę z nożem (do dziś nie wiem, czy to była prawda, czy nie),a po drugie, zerwała się burza, a organizatorzy najpierw wyrąbali wszystkich z terenu festiwalu i informacją o odwołaniu koncertów, wsadziło do busa do centrum Gdyni, żeby potem wznowić występy, bez ŻADNEJ informacji na ten temat w socjalach xDDD Następnego dnia, pogoda była super i wszystko odbyło się zgodnie z planem, więc mieliśmy fart. W każdym razie, ja lubię Due Lipe i ten numer tez jest ok.

Blank Banshee - Frozen Flame

Zgodzę się z Murzynem, że takie rzeczy chyba lepiej poznawać w ramach albumów, bo ten urywek niczym się za bardzo nie wyróżnia. Mam mocno spotęgowane deja vu, jakby Dragon to już wrzucał i to kilka razy. Nigdy nie udawałem, że rozumiem scenę vaporową, ale ona chyba generalnie polega na braku zrozumienia, lub po prostu na jakiejś nie do końca celnej interpretacji. No, ale ja tu pierdu pierdu, a tu muzyka czeka. Miałem już pisać, że pierwszy dubel Smoka, ale to przecież było w best of samples. Nie wiem, z jednej strony nie jest to złe, a z drugiej strony, chyba naprawdę wolałbym album, żeby ta stylówa miała szanse się rozkręcić porządnie na przestrzeni tych 30, czy coś, minut.
Dają ostrożną okejkę, ale nie ukrywam, że trochę na wyrost.

David Bowie - Hallo Spaceboy (Pet Shop Boys Remix)

Ja Davida Bowiego zawsze chętnie przyprejzuję, acz w tym wypadku tak raczej na chłodno. Ten remix absolutnie nie ma podjazdu do oryginału. Jest ok, ale jak na Pet Shop Boys, to raczej solidnie wykonane zlecenie niż wersja zrobiona z sercem. Wokal Neila T. pasuje do Bowiego, jak penis do oczodołu. Czasami, spotkanie przeciwległych światów daje dobre rezultaty (np. słodkie ze słonym), ale nie w tym wypadku. Jestem skrajnym ultrasem Outside, ale mnogość i losowość materiału przyległego z singli, itd., to już trochę ponad moje siły. Daje okejkę, bo to Bowie, ale przy wersji albumowej, dałbym znacznie więcej.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 20 maja 2024 13:00

Teraz piszecie tak, ale przy wrzutce albumowej (16 kawałków w lekko powyżej 30 minut) byłyby inne uwagi xD myślę, że jak bardziej jest i reprezentatywnie i bez poczucia wyczerpania/niedosyt, ot vaportrapik na lekkie weltschmerz
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 20 maja 2024 23:51

Eminem Infinite

Opis fajniejszy niż właściwa wrzuta, za to lubię wasze wspomnienia, refleksje i obserwacje. Chciałbym powiedzieć coś ciekawego... bit jest całkiem stylowy. Dość minimalistyczny, ale klimatyczny. Najlepiej mi siadło podczas ostatniego odsłuchu, tj. jakieś kilkanaście minut temu. Kiedyś lubiłem Eminema za niektóre przemyślane kawałki. Teraz bardzo rzadko sprawdzam pojedyncze rzeczy lub wracam do klasyków, bo za każdym razem nawija naprawdę podobnie i o tym samym. Zagęszczenie rymów bez sensu rzuca się w uszy. Jego nawijka trochę nie pasuje do klimatu podkładu, dziwne. Faktycznie jak taka nagrywka pod znajomych niż pełnoprawny produkt-atak na rynki światowe i amerykańskie blokowiska. Kontekst absolutnie wyjaśnia sprawę. Dla mnie ostatecznie może być, lepszy taki Eminem niż dziaders pierniczący kocopoły 20-25 lat później. Chillowy koniec dnia, tak, to jest odpowiednia pora na takie żwawe pościelówy.

blink-182 Dumpweed

Ahh sheet, here we go again. Zaczynamy sezon skejterski na pełnej. Przez ostatnie dni słuchałem ze zgrzytającymi zębami, ale przysłuchałem się bliżej i przynajmniej zespół przygrywa naprawdę fajnie w tle. Założyłbym się, że w zeszłym roku poruszałem podobne klimaty i używałem zbliżonych fraz, no ale to po prostu nie mój klimat. Ani to humorystyczne, ani wzbudzające we mnie bezkompromisową, beztroską energię. Melodyjne gitarki na plus, wokal typu kolega Zeke'a i Luthera z Disney XD na minus. Nie lubiłem skejtów, bo może niektórzy ładnie wyglądali i wydawali się spoko ludźmi to jednak często w zwyczajnych, prozaicznych konfrontacjach byli z zupełnie innej bajki. Psychoanalitycy are shaking, ale no co zrobię. Taka gitarowa rąbanka na tematy, wrażliwość, odczucia, które są mi obce. Przynajmniej sprawnie zrealizowane bez przedłużeń, nie męczy w te dwie i pół minuty. Szwajcaria/10

Metronomy Heartbreaker

Taki ze mnie osłuchany i wrażliwy koneser muzyki, że przez większość czasu ten numer zlewał się z poprzednim. Koniec końców dzieje się tutaj lekka hipsterka spod znaku Radia RAM. Pewnego pochmurnego niedzielnego wieczora słyszałbym to siedząc samemu we Wrocku i za którymś razem mogłoby kliknąć ze względu na osłuchanie. Faktycznie lekki popowy numer z drobnym eksperymentami. Lekki nie znaczy letniego przeboju do opalania dumpska w sierpniu na plaży w Dźwirzynie, co to to nie. Ewidentnie nastrój posiadówki jednoosobowej po przejściach. Grzmoty nie tylko na zewnątrz, ale i do wewnątrz. Nie lubię zabiegów pokroju przyśpiewki-gwizdy-świsty, a w tym przypadku wyszły naprawdę dobre. Nie są za bardzo na pierwszym planie, naprawdę nieźle przemyślane. Końcówka lekko do chrzanu, ale to już ten moment, gdzie warto zapodać dżingiel wywoławczy stacji. Tu już mogę śmiało napisać: dobry numer.

Dua Lipa Houdini

Beka, że Sebie zdarzyło się to co mnie X miesięcy temu, bo numer zniknął z playlisty kolejki na JuTube xD Trzeba sięgąć po teledysk. Ortodoksi Bestki już dawno wysłali swoje wrażenia to nie będzie sraken pierdaken. Nie jest mi za bardzo po drodze z Dua Lipą. W RAMce za często ogrywano Cold Heart, czyli średnio udany mashup vel odgrzewany kotlet na bazie Sacrifice i można powiedzieć, że się ociupinkę zraziłem. Tu jest znacznie lepiej. Brzmi całkiem tradycyjnie, ale patenty dyskotekowe podane w formie niemożliwej do osiągnięcia 20 lat temu. Przyjemny wokal, tekst tam wszystko jedno. Przynajmniej nie słyszę treści generujących ciarki żenady. Soczysta partia klawiszowa pod koniec - jesteśmy w domu. Nieironicznie mi się podoba. Bywam RADYKALNYM OPTYMISTĄ w kontaktach z ludźmi. Zapisuję płytkę do sprawdzenia w najbliższym czasie.

PS Teledysk to takie Hung Up na nowe czasy. Dua Lipa ładniejsza niż Madonna. Myślę, że shodanowi to dzieło audiowizualne SIĄDZIE okuratnie. Świetna fryzura, czerwone włosy to jest to, proszę państwa.

David Bowie / PSB Hallo Spaceboy

Śmieszna sprawa, że ostatnio miałem małą fazę nawet na Pet Shop Boys. Dziwną i niezbyt uporządkowaną relację mam z ich muzyką. W latach 90' jednak trochę za bardzo dziadowali, co tutaj słychać dość wyraźnie. Zespół od tanecznych bangerów, który zaproponował wolniejszą, za to brzmiącą gorzej wersję kawałka... nie wszystko nadaje/nadawało się na hałsowy przemiał. W porównaniu do oryginału wokal Bowiego też jakby spowolniony. O co kaman? Na Outside wszystko działa idealnie, ten industrialowy mocniejszy puls jest niezbędny. Bardziej wstydliwa historia niż powód do dumy, a co dopiero umieszczania na kompilacjach hitów. Do fragmentów dośpiewanych przez Tennanta nic nie mam, no to po prostu słabiutki remiks jest. Dev jakieś herezje wypisuje, o matulu. Z żalem, ale jednak bardziej nieporozumienie niż udana współpraca/remiks/whatever. Za to Hien baza.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 21 maja 2024 05:23

Mówcie mi Jigsaw, zamontowałem wrzutkom zegar, w miarę waszego opieprzania będą znikać z playlisty kolejki, nigdy jej nie skończycie :8
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 21 maja 2024 09:59

Piła 115 moment
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 21 maja 2024 12:41

Eminem – Infinite

Przy okazji Eminema dowiedziałem się, jak to Murzyn poznał Depeche Mode. Opowieść fajna i wrzutka też fajna. Lubię Eminema, chociaż moja znajomość jego muzyki ogranicza się jedynie do albumów nr 2, 3 i 4. Debiutu nie słyszałem. Lubię głos Eminema, chociaż tutaj brzmi jakoś inaczej. Nie wiem nawet, czy słysząc to gdzieś przypadkiem poznałbym, ze to Eminem. W każdym razie Marshall to chyba jeden z nielicznych białych raperów, którzy mogą wg mnie stawać w szranki z czarnoskórymi raperami. Ma dobry głos. Potrafi też nieprawdopodobnie szybko wypluwać z siebie dziesiątki słów, chociaż nie akurat w tym utworze. Podoba mi się tutaj podkład. Ta basowa zagrywka robi robotę. Dźwięki dzwonu też. Plus ten samplowany „głos” i oszczędne pianino. Fajnie to brzmi. Chyba sprawdzę cały debiutancki album, bo czuję za sprawą Infinite zainteresowanie.

blink-182 – Dumpweed


Szczerze mówiąc zawsze stroniłem od takiej muzyki. Nie lubiłem zespołów pokroju blink-182, Good Charlotte czy Green Day. Ale od jakiegoś czasu w stosunku do pop pank nie odczuwam już tej niechęci, co kiedyś. Nie słucham z własnej woli, ale przynajmniej niektóre utwory już akceptuję. Dumpweed jest w sumie całkiem spoko. Od samej muzyki bardziej podoba mi się ten mocno amerykański klimat, który boje od tej muzyki. Ja też na początku miałem mocne skojarzenia z soundtrackiem do serialu Przyjaciele. I właśnie z takimi komediowymi amerykańskimi serialami kojarzy mi się pop punk. A nawet z młodzieżowymi serialami Disneya. Lubię te seriale, lubię amerykańskie klimaty, więc ten utwór przywołuje fajne skojarzenia. Sama muzyka może mnie nie jara jakoś, choć jak się lepiej przysłuchać, to te gitary fajnie pogrywają. Od czasu do czasu mogę posłuchać. Całego albumu w tym stylu bym chyba jednak nie łyknął.

Metronomy – Heartbreaker


Utwór wg mnie bardzo „musiałowy”, czyli bardzo w stylu deva. Szczerze mówiąc myślałem, że ten numer jest starszy. Na początku go zlewałem, ale jednak się osłuchał i mogę powiedzieć, że jest całkiem ok. Fajny początek na gitarze. Podobają mi się te skrzypiące drzwi, te gwizdane melodyjki. Niektóre zagrywki klawiszowe są też miłe dla ucha. Utwór zyskał właśnie dopiero wtedy, jak się w niego dokładnie wsłuchałem i wyłapałem różne ciekawe rzeczy. Okazało się, że to nie taki zwykły popowy i nudny utwór, jakim się początkowo wydawał, ale jest w stanie zaoferować swoim brzmieniem coś więcej. Jest ok.

Dua Lipa – Houdini


Jestem bardzo podbudowany opisem Mentosa i jego postawą. Zatwardziały antyfan tzw. muzyki młodego pokolenia się przełamał, wynurzył głowę z piwnicy i ze zdziwieniem stwierdził, że młode artystki pokroju Lipy jednak nie gryzą. A czasami nawet potrafią fajnie zaśpiewać. Ja osobiście znam tylko jeden album tej wokalistki o albańsko-kosowskich korzeniach pt. Future Nostalgia, który osłuchiwałem w zeszłym roku. I ten album jest bardzo ok. Zestaw naprawdę dobrych popowych numerów idealnych na listy przebojów. Tam są nawet lepsze rzeczy od Houdini, ale oczywiście ten utwór też bardzo propsuję. Melodyjny i dobrze brzmiący przebój. Ta zagrywka klawiszowa w końcówce świetna. Lubię Duę Lipę (bo Albanki to w ogóle fajne dziewuchy) i lubię taką muzykę. Mało odkrywcza i niby do bólu ograna muzyka też może być przyjemna w słuchaniu.

Blank Banshee - Frozen Flame


Mnie ten utwór też kojarzy się z czymś, co Dragon kiedyś wrzucał (2814 może?). Ale są to bardzo miłe skojarzenia. Piękne jest brzmienie tych klawiszy. Kryształowo-pastelowe jak to określa stripped. Podoba mi się to określenie i podoba mi się to brzmienie. Robi niesamowicie satysfakcjonujący klimat. Mnie taki vapor zawsze się kojarzy z Azją, a dokładnie z Japonią. Nawet nie wiem dlaczego, ale tak jest. Nie ma co tutaj się rozpisywać, bo to prosty i króciutki utwór. Ale bardzo dobry. Jestem zachęcony do posłuchania czegoś więcej od BB. Dawno takiej nuty nie było i się chyba nieco stęskniłem. :D

Znowu same fajne rzeczy wrzuciliście.
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 21 maja 2024 21:00

Eminem - Infinite

Zastanawiam się, czy już kiedykolwiek to tutaj napisałem, ale mam jakieś dziwne wrażenie, że Eminem to jest artysta we wkręcenie którego byłem bardzo blisko, bo gdy zaczynałem słuchać muzyki "na poważnie" to chodziło mi po głowie, by zamiast ROCKA i METALU sięgnąć po RAPSY. Teoretycznie to nawet coś tam liznąłem, ale i tak potraktowałem to trochę jak ścieżkę kariery w RPGu czy wybór między lewactwem a prawactwem - albo wte, albo wewte. No w każdym razie gdybym poszedł WEWTE to nie byłoby bata, by ten Enimem nie zagościł na moich głośnikach łamane na słuchawkach, bo w tym cholernym 2010 roku wówczas z każdej lodówki.
Infinite rzecz jasna nie znam, reaguje trochę jak Murzyn dostając płytę z plikami z polskie-mp3.tk otrzymaną od kolegi 18 lat temu. Być może to zabrzmi jakbym szedł po linii najmniejszego oporu, ale nic na to nie poradzę. Jaca w swojej notce zawarł to, co chciałem napisać ja sam. Czyli to, że brzmi to bardzo typowo dla swojej epoki tj. bardzo RZETELNIE i faktycznie "słoneczne popołudnie" najlepiej oddawałoby vibe tego kawałka. Może nie jest to rzecz, za którą dałbym Grammy, Emmy oraz Order Uśmiechu, ale 500 kopii to jednak przesada - niech będzie, że w ramach rekompensaty dam temu utworu okejkę.

blink-182 – Dumpweed

Gdybym miał jakoś nieformalnie zatytułować tę kolejkę, to bym ją nazwał KOLEJKA AD 2010. Ja wiem, że płyta blink-182, z której jest opisywana rzecz jest nieco starsza, ale nic nie poradzę na to, że widząc te nazwę zakręciła mi łezka w oku i wróciłem na chwilę do wzmiankowanego roku - okresu, gdy życie było nieco prostsze, ale w sumie to było chujowo, bo nie miałem pieniędzy, byłem tępy i miałem przed sobą WIDMO DOROSŁEGO ŻYCIA. W zamian za to miałem paru kumpli, spośród których jeden był mocnym sympatykiem pop-punka. Sum 41, Linkin Park, blink-182 to była jego liturgia i jego religia. Wy wiecie co ja wtedy o takiej muzyce myślałem i wy wiecie jak zrewidowałem swoje poglądy na ten temat na przestrzeni tych lat. Nie wiem, czy kiedyś będę tego typu muzyki słuchać na serio, nie mówię nigdy nigdy, ale póki co wystarczy mi fakt, że jest czad, jest energia i jest w pytkę. Propsik dla Kuby za tę wrzutę.

Metronomy - Heartbreaker

Dobra, Metronomy nie kojarzy mi się z 2010 rokiem. Pewnie mogłoby, ale jednak nigdy nie udało mi się wpaść w macki Porcysa. Moje pierwsze wrażenie z kawałkiem - okładka jest paskudna i wygląda jak wygenerowana przez AI. Gdybym był złośliwy, to bym dodał, że nie dziwi mnie to, że Musiał ją propsuje, ale nie dodam, bo staram się być nieprzywidywalny. Wychodzi mi to lepiej niż cokolwiek innego w życiu, czyli beznadziejnie. No oddam Adrianowi, że nie brzmi to jak generyczny stuff z radia Eska i przymierzalni H&M, bo słychać postaranie i w ogóle, ale jakoś tak... no słyszę, że to jest niezłe, fajne, poprawne, solidne i tak dalej i et cetera, ale porwać mnie to nie może. Sory Mariusz (tak, ten kolega nazywał się Mariusz), brak bonusu.

Black Banshee - Frozen Frame

Na chwilę przenosimy się z 2010 do 2016 roku - jak wiecie, jednego z najlepszych w moim żywiocie wg mojej skromnej oceny. Black Banshee kojarzę z nazwy z tamtym okresem, ale nie pomnę, bym kiedykolwiek słuchał, bo jednak vapor traktowałem bardziej jako mem niż coś do słuchania. Ale w każdym razie zadziałało tu parę rzeczy: mój obecny nastrój, pozytywne skojarzenia z tzw. dobrymi czasami oraz fakt, że to w sumie jest całkiem niezłe i jakoś tak po zsumowaniu wyżej wymienionych wraz z tym CZYMŚ, którego w muzyce szukam, czuję się zauroczony. Siekło, i to mocno. Duża okejka i chyba na dniach sięgnę po wincyj.

David Bowie - Hallo Spaceboy (Pet Shop Boys Remix)

I dzięki Arturowi wracam do 2010 - mało co kojarzy mi się z latem tamtego roku tak bardzo jak ten remix, który katowałem do oporu jako świeży zrekrutowany sajkofan Bowiego (znałem 2 płyty). Wyłamię się trochę z grona marudersów i napiszę, że ta wersja jest kapitalna. Nie wiem czy lepsza czy gorsza od oryginału - znam oba dobre kilkanaście lat i nadal nie umiem jednoznacznie zawyrokować. Oryginał ma swój charakterystyczny industrialny sznyt, mocny klimat i generalnie spoko się nadaje do testowania stereo na słuchawkach, ale ta wersja też jest kapitalna. W przeciwieństwie do duetu Hien-Smoku nie czuję, by była wymuszona, w zamian za to czuję tu niesamowitą chemię między wielkimi artystami oraz dużo wkładu własnego, które czynią tę wersję świeżą, a przynajmniej interesującą. A w ogóle to nie powiem co wam nie pasuje gdzie, a nie Tennant do tego kawałka. ;] Duża okejka!

Jedna rzecz, która mnie kopnęła w jaja, jeden świetny powrót do przeszłości, dwie rzeczy typu spoko i jedna spoko, ale chyba nie dla mnie, ale różnie to się może okazać. Źle nie jest.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 21 maja 2024 21:23

Że co, że mamy komplet? WOOHOOO!
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 21 maja 2024 21:50

Chciałem coś podsumować ale w sumie to nie mam chyba nic do powiedzenia, może tyle że nie wykluczam tego typu wykopalisk z dyskografii jeszcze innych znanych Wam artystów (bo w sumie jeśli nie mam pewnego wyboru czasem to lepiej może uraczyć Was takimi rodzynami co to też mało kto zna, bo kto inny Wam to pokaże?)


No to teraz czas na kolejną małą archeologię z mojej strony ale tym razem nie chodzi o utwór a o jego opis - mała uwaga na wstępie - poniższa wrzutka napisana została z myślą o 1. Bestce, wiosną 2022 roku (!), tak się jednak złożyło że na długi czas trafiła "do szuflady" i dzięki niedawnej wrzutce mentosa poczułem wreszcie motywację by ją wyciągnąć i zaprezentować (tekst oryginalny 2k22, z jednym drobnym współczesnym dopiskiem).

Genesis - It's Gonna Get Better
(1983)

"If it's gonna get better, it starts with a feeling
If it's gonna get better, it's gonna take time"

Podczas jednej z moich rozmów z Hienem trochę "ponarzekał" on na fakt że większość moich wrzutek stanowią single, trochę nad tym rozmyślałem bo w sumie rozumiem o co mu chodzi. Single jednak jakby nie było to utwory - często dobre - jednak znane nieraz przez przeciętnego Kowalskiego, może i łatwiej dostępne - zarówno w swym brzmieniu jak i ich obecności w mediach, również streamingach gdzie wybijają się liczbą nabitych odsłuchów. Deep cuty czy też album cuty to już trochę inna para kaloszy, to my sami je wyróżniamy i nadajemy im znaczenie, znajdujemy w nich coś wyjątkowego. Do takich utworów trzeba dojść samemu, wykonać jakaś pracę nad tym, przesłuchać album, lub - jak w moim przypadku - singiel.

W mojej relacji z Philem Collinsem - dość pobieżnej w sumie - przez lata ukształtowała się topka kilku jego numerów (solo lub z Genesis) które tak naprawdę opierały się na podobnym patencie. Były to po prostu dość emocjonalne numery oparte o interesujący perkusyjny groove. Jednym z nich był utwór Mama grupy Genesis, który znalazł się w jednej ze stacji radiowych w grze GTA4. Z tego względu kiedy tylko nadarzyła się okazja na jednej z giełd płyt winylowych szybko nabyłem właśnie wspomniany singielek Mama za grosze.

Singiel ten był cennym dodatkiem do skromnej kolekcji 7-calówek jakie posiadam, ale zaskoczenie przyszło kiedy odwróciłem stronę i włączyłem B-side, czyli utwór It's Gonna Get Better...
Numer już na wstępie zaintrygował mnie tymi dźwiękami puszczanymi od tyłu, taki prosty efekt ale w sumie rzadko przeze mnie akurat spotykany. Podobają mi się syntezatory w tym numerze, ten basowy i ten prowadzący później, no i ogólny pozytywny wydźwięk tego kawałka. Lubię klimat tego numeru, jest takie ciepło w nim, jest pokrzepiający, mówi o tym że będzie lepiej ale mi tak naprawdę kojarzy się już z tym że jest lepiej. Przez to że kupiłem ten singiel będąc już w związku z moją (obecnie) żoną kojarzy mi się po prostu ze szczęśliwym happy endem, czarne dni minęły, znalazłem swoją przystań i rozkoszuję się ciepłem własnego domowego ogniska, o jakim latami marzyłem.

Utwór It's Gonna Get Better tak naprawdę znalazł się również na ówczesnym albumie Genesis (zatytułowanym po prostu Genesis), później nabyłem sobie też inny singiel z tej płyty i tam również B-side był całkiem fajnym znaleziskiem a jednocześnie album trackiem z tej samej płyty (tu drobna uwaga a.d. 2024 - tym singlem było That's All znane Wam już z wrzuty mentosa a stroną B tego singla było Taking It All Too Hard). Niby nic, ale jaram się że takie numery poznałem właśnie w taki sposób (choć w tym konkretnym przypadku akurat gdybym sięgnął po album na jedno by wyszło), rozumiem też już nieco lepiej że gdyby takie DM wydało po latach składankę B-side'ów to byłaby trochę obelga dla tych wszystkich kolekcjonerów przez lata pieczołowicie zbierających te wszystkie single. To są unikatowe perły nie dla każdego i chyba powinny nimi pozostać.

https://youtu.be/wgGIh9DA-Jk
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 21 maja 2024 21:58

Reel Big Fish – She’s Famous Now

Kolejny kawałek poznany dzięki najnowszej odsłonie legendarnej skejterskiej serii, czyli Tony Hawk’s Pro Skater 1+2. Co tu mówić, prosta piosenka ska-punkowa o tym jak facet ubolewa nad przemianą swojej partnerki, która puściła go w trąbę dla kariery. Pochwaliliście mi z grubsza blinka-182, czego się nie spodziewałem, to zluzuje trochę klimaty. Wkręcająca się melodia, żwawy rytm i mocno pozytywna atmosfera, to znaki szczególne tego bandu. Ja generalnie nadal mam awersję do ska, i o ile polskiego nie jestem w stanie słuchać, to zagraniczny jakoś mi wchodzi. Miałem już pisać, że nie mogę się tu utożsamiać, bo nikt mnie nigdy nie rzucił dla sławy, ale przypomniałem sobie wtedy, że niecałe 20 lat temu mój krótki, nieszczęsny związek z pewną dziewczyną, zakończył się, między innymi, właśnie ze względu na to, że stałem niby jak ość w gardle wielkiej, zagranicznej kariery tejże kobiety. Oczywiście nic z tej kariery nie wyszło, ale to już nie był mój problem, ani mój interes. Ot życiowe upadki przez różowe okulary.

https://youtu.be/50lkOo1foiY
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 22 maja 2024 10:19

Dusty Springfield - In Private (1989)

Dusty to postać której nie powinienem chyba za bardzo przedstawiać, wszak mamy tu do czynienia z jedną z ikon muzyki, ważną przedstawicielką tzw. Swinging Sixties. Z pochodzenia Angielka, zdobyła też bardzo dużą popularność za oceanem w tamtym czasie. Jak nie znacie I Only Want to Be With You czy Son of a Preacher Man to koniecznie sobie zapuśćcie. Warto. Springfield (właściwie to pseudonim, naprawdę nazywała się Mary O'Brien) po bardzo owocnych dla siebie latach 60. i połowie 70. w muzyce trochę przepadła, następnie niemal wycofała się z showbizu. Przywrócili ją tam... Pet Shop Boys. Tennant zawsze był wielkim fanem muzyki Springfield i udało mu się zaprosić ją do gościnnego występu w hiciorze duetu What Have I Done to Deserve This? (na marginesie, świetny utwór, ale wątpię, by ktoś go tutaj nie znał). Poszło tak fajnie (piosenka była napisana specjalnie z myślą o współpracy z Dusty), że duet Tennant i Lowe postanowili zrobić dla niej całą płytę, która właściwie zrebootowała jej karierę. In Private to wiodący singiel z płyty Reputation (ukazała się w kolejnym roku po tymże) i, cóż, masowy hit od dnia premiery. Uważam, że to bardzo dobry przykład na to, jak artysta z zupełnie innej epoki w sumie może się doskonale odnaleźć w czasach mocno syntezatorowych. Autorami muzy i tekstu są zresztą Tennant i Lowe, zaś w 2006 nagrali cover tego kawałka (cover samych siebie trochę lol), gdzie Tennantowi towarzyszy na wokalu Elton John. Fajna wersja wyszła, polecam (nawet ma tekstowo ciekawszy sens zważywszy na orientację obydwu).

Jeśli o orientacji mowa... Springfield nie miała specjalnie ułatwionego życia w showbiznesie dlatego, że długo musiała się kryć z byciem lesbijką, bała się (zwłaszcza w latach 60., no ale nie dziwota), że taka ekspozycja może jej zrujnować karierę. Ostatecznie umarła niemalże jako symbol, w 1999 roku na raka piersi, nie miała chyba jeszcze 60 lat skończonych. Co do utworu, cóż, nie znam kogoś, kto by go nie znał. W Polsce też był to wielki hit i latał po radiach bardzo często (może nadal tak jest, nie wiem). Za dzieciaka bardzo mi się podobał, potem znów mi się podobał, a potem jeszcze bardziej. Potem, na przestrzeni swojego dorosłego życia pakowałem się co rusz w jakiś shady romans i bardzo relowałem i z tekstem i ogólnym vibem utworu, który basically jest lamentem ze strony kobiety wobec jej kochanka będącego w małżeństwie, w związku z czym ukrywa romans przed światem. U mnie było odwrotnie, laski były zajęte xD Jeszcze nie tak dawno temu często puszczałem sobie ten numer, by się nieco pocieszyć. Romans się (dzięki niebiosom) definitywnie zakończył, ale dobra muzyka to dobra muzyka, więc ją serwuję w dobrej postaci. W ogóle cała płyta Reputation jest bardzo fajna, zassałem parę lat temu i byłem aż zaskoczony. W sensie, Murzyn wyżej wrzuca genesisowy deep cut ale prawda jest taka, że jak ktoś mocno nie siedzi w lore konkretnego artysty, to właściwie każdy numer z albumu może być deep cutem (ile świetnych płyt tak odkryłem na marginesie). Także jak ktoś będzie miał dłuższą chwilę to mocno polecam. A tymczasem singielek i smuteczki na wesoło.

https://www.youtube.com/watch?v=fOH2r36k5I8
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 22 maja 2024 18:47

Trochę kek że Musiał zastanawia się czy ktoś może nie zna duetu z PSB z płyty którą omawialiśmy w albumowej ;( wbrew pozorom nie każdy recenzuje albumy bez słuchania jak Ty ;(
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 22 maja 2024 18:52

Enjoy the Silence? With or Without You? Loosing My Religion? Nigdy nie słyszałem
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 22 maja 2024 18:55

Enjoy the Silence? A oni nie nagrali przypadkiem innego kawałka z Silence w tytule? No nie mogę sobie przypomnieć...
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 22 maja 2024 18:57

rawda jest taka, że jak ktoś mocno nie siedzi w lore konkretnego artysty, to właściwie każdy numer z albumu może być deep cutem
This is so deep
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 22 maja 2024 21:10

Dragon pisze:
22 maja 2024 18:55
Enjoy the Silence? A oni nie nagrali przypadkiem innego kawałka z Silence w tytule? No nie mogę sobie przypomnieć...
No przecież tam było "enjoy the silence while you can"
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 22 maja 2024 21:42

Ten hit, to znam.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 23 maja 2024 10:00

Sascha Dikiciyan – Darkness Falls (Music for The Long Dark OST)

Chcę Wam przedstawić kawałeczek ścieżki dźwiekowej z niesamowitej gry. The Long Dark to z pewnością gra, w którą w ostatnich latach grałem zdecydowanie najwięcej. Licznik Steama pokazuje ok. 1100 godzin grania. Gra, która mnie totalnie uzależniła. Produkcja gry była finansowana poprzez crowdfunding na platformie Kickstarter. Kanadyjskie studio Hinrterland bezustannie wydaje aktualizacje dodające nowe mapy, przedmioty, mechaniki. A czym jest owa gra? To survival z otwartym światem, z akcją osadzoną gdzieś w Kanadzie na wyspie Wielkiego Niedźwiedzia. Nasza postać rozbija się samolotem pośród śnieżnych pustkowi na skutek katastrofy geomagnetycznej. Świat wokół jest kompletnie wyludniony. Znajdujemy od czasu do czasu jakieś skromne pozostałości ludzkiej cywilizacji. Czasami niewielkie opuszczone osady. Celem w grze jest po prostu przeżyć we wrogim świecie. A może nas zabić wszystko – dzikie zwierzęta, głód, pragnienie, choroba, wyczerpanie, upadek z wysokości, a przede wszystkim natura. Jest potwornie zimno, więc w naszym interesie jest zdobyć lub wyprodukować lepsze ubranie czy znaleźć jakieś schronienie przed zmrokiem. Grożą nam niespodziewane wichury lub zabójcze burze śnieżne. Nawet mgła potrafi być niebezpieczna. Świat jest niesamowicie wrogi i zabójczy, a jednak zwyczajnie piękny. Uwielbiam zatapiać się w tym niesamowitym klimacie. I na pewno klimat ten potęguje niezwykle klimatyczna ścieżka dźwiękowa. Gra posiada dwa tryby główne: tryb fabularny i tryb przetrwania, czyli piaskownicę, plus różnego rodzaju wyzwania. Muzykę do trybu przetrwania skomponował niemiecki kompozytor ormiańskiego pochodzenia Sascha Dikiciyan znany także jako Sonic Mayhem. Nie spodziewałbym się tutaj na Waszym miejscu jakiejś przebojowości. To nie ta gra. Tutaj rządzi klimat. Klimat osamotnienia, wyizolowania, zagrożenia, walki o przetrwanie kolejnego dnia, kolejnej godziny. Łagodność pojawiającej się co jakiś czas podczas rozgrywki ambientowej muzyki wcale nie uspokaja gracza. Raczej potęguje uczucie beznadziei i zagrożenia. Ten akurat utwór momentami zawsze nieco kojarzy mi się z początkiem filmu The Thing. Wywołuje podobny efekt niepokoju.

https://www.youtube.com/watch?v=R_Tkn6nlELc
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 24 maja 2024 01:36

a no i przepraszam za spóźnienie

Van Der Graaf Generator - Killer (1970)

Wypuszczam ciężką artylerię do boju. W czasach bycia poważnym i oddanym miłośnikiem rocka progresywnego szukałem, szukałem i odnajdywałem wiele miłości. Czasem było pięknie na długie lata jak w przypadku King Crimson. Zdarzały się brutalne odbicia - znacie mój stosunek oraz historie relacji z Jethro Tull czy Genesis. Oprócz wyjątkowych znalezisk pokroju spaghetti proga czy innych głęboko zakopanych piękności z drugiego końca świata byli też sympatyczni, ambitni Brytyjczycy z zespołem o tak wciągającej i zaskakującej nazwie, że przynajmniej z tego względu wydali się warci grzechu.

Nie chcę was zasypywać kolejną wariacją nt. wiadomej opowiastki. W ich przypadku do dziś nie wgryzłem się w całą dyskografię. Zacząłem o H to He, Who Am the Only One, a konkretnie od wrzucanego kawałka. Początkowo byli dla mnie mocno podobni do King Crimson, jednak tutaj kompozycję są mocniej uzależnione od wpływu saksofonu, organów Hammonda, a przede wszystkim od potężnego, ekspresyjnego głosu Petera Hammilla. Nawet na poziomie konstrukcji płyty było zbyt blisko do debiutu Bandy Frippa. Im dalej w las, tym jednak robi się jeszcze bardziej technicznie, eksperymentalnie, pompatycznie. Jednocześnie trzeba przyznać, że to był w zasadzie ich początek. Z przytupem, nie ma co, ale dalej początek, uwierzcie.

Zamierzam jeszcze wrócić do VDGG, bo niedługo potem nagrali płytę przez którą przestałem słuchać 3/4 progrocka. Gdy znalazłem finałowego bossa rozgrywki tak wiele innych do tej pory satysfakcjonujących, przyjemnych utworów przestało działać... ale zanim poważniejsza historia to najpierw właściwy start. Przez pewien czas naprawdę byłem mocno wkręcony w Killera. Ciekawy tekst na dość nieoczywisty temat. Przyroda, drapieżnik wodny, pewnie można to spokojnie odbierać w kategoriach społecznej metafory. Do dziś cenię sobie tutaj ładne, przemyślane melodie, a oprócz tego soczyste nawarstwienie kompozycji. Sielskość przechodzi w grozę, uporządkowanie oddaje pola nieładowi, pozornej improwizacji; nie nazwałbym tego chaosem. Do pierwszych odsłuchów VDGG w gimnazjum chyba nigdy wcześniej nie spotkałem się z grą na saksofonie w takim stopniu, w tak intensywny sposób.

Lubię wracać tam, gdzie byłem... a tu wizyty odchodziły naprawdę często. Długo się nosiłem z zamiarem wrzucenia VDGG tutaj, ale ile można czekać? Może uważni uczestnicy grupy fejsbukowej pamiętają, że to właśnie H To He mam na półce w domu? Może znajdą się ci, którzy pokumają dlaczego hehe

https://www.youtube.com/watch?v=xDzlocGihOo