Best of Forum VI

Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 22 sie 2024 15:58

Gonix - Trzy

Wow. Po prostu wow, zostałem wręcz zmasakrowany krindżem, który atakuje ze wszystkich stron (na pewno z trzech, btw, nie rozumiem, o co chodzi z tym tytułem, choć może jednak rozumiem, tylko słabo to do mnie dociera). To, co jest w tym numerze dobre, to podkład. Bicik fajny, muzyka fajna, ta delikatna gitarka w tle ma wyjątkowo uspokajający charakter, całkiem zgrabnie zresztą brzmi głos Gonix. Problemem jest - oczywiście - tekst. Tak, wiem, trudno dobrze pisać po polsku, zwłaszcza lovesongi (coś o tym wiem), a zwłaszcza te, które przemycają nieco erotyki (a ten przemyca jej nad wyraz dużo). W związku z czym całość tworzy dawkę niemal śmiertelną, tylko trochę wygładzoną dobrą muzyką i ogólnym wajbem kawałka. Sama końcówka w ogóle miodna, mógłbym po prostu słuchać wersji instrumentalnej i byłoby git. Swoją drogą, cieszę się, że nie wleciał numer o spóźniającym się okresie - mogło być jeszcze gorzej. A okładki na wszelki wypadek nie skomentuję.

Labrinth - The Rain

Euphorii nie oglądałem, ale to chyba już o tym mówiłem raz czy dwa. Generalnie bawi mnie koncept serialu, który jest wyobrażeniem życia zoomerów przez boomerów (bo nawet nie millenialsów), i jest w tym tak bardzo daleki od prawdy, jak to tylko możliwe. Zendayę widziałem tylko w Challengersach (dobry film btw, zgrabny sportowy thriller), nie zwracałem na nią uwagi muzycznie. Hien np. jedzie po tym kawałku, ja zaś będę mniej rygorystyczny - faktycznie, polotu i lekkości niektórych wrzutek Wujasa to nie ma, ale nie jest jakoś masakrycznie źle, czuć jedynie może troszkę za mocno, że mamy do czynienia z produkcją świeżą, a na pewno w moim odbiorze - gdyż po prostu WSZYSTKO w tym stylu obecnie brzmi mi podobnie, by nie powiedzieć, że identycznie. Labrintha nie nazwę też nie wiadomo jak doskonale utalentowanym muzykiem z głową do pisania świetnych melodii, ale nie jest to też męczące. Takie 3, w porywach 3 z plusem.

Nik Kershaw - Wouldn't It Be Good

Na prośbę wrzucającego wklejam swój tekst dla tej wrzutki, którą - jak już wiecie - Hien mi zawinął :P

"Pszę Państwa, przed Państwem powrót do ejtisów, albowiem dev bez ejtisów długo nie pociągnie. A tak się składa, że przypada zaraz "pełnoletnia" rocznica miesiąca, w którym mi odwalało na punkcie tego numeru. Mowa o sierpniu 2006 oczywiście, gdyby ktoś średnio potrafił w matematykę. Sam kawałek znałem już od jakiegoś 2003, może 2004 roku, dzięki - rzecz jasna - MTV Classic. Ale nie tylko sam utwór był tutaj ważne, również towarzyszący mu - naprawdę udany - wideoklip. Serio, kto nie zna niech zobaczy, raz, że wyszło ciekawie technicznie biorąc pod uwagę okoliczności czasowe jego powstawania, a dwa, że jest po prostu fajny pod względem, że tak to ujmę, fabularnym, i dobrze rezonuje z tekstem piosenki. Tekstem, z którym też na różne sposoby relowałem tamtym latem 2006, kiedy to przeżyłem pierwszy "prawdziwy" (w sensie taki prawdziwie zaangażowany i prawdziwie nastoletni) heartbreak, zaś kawałek ten stał się dla mnie swego rodzaju sejf spejsem. Po pierwsze - jest świetny muzycznie. Po drugie - tekst właśnie, warstwa liryczna (z którą teraz reluję jeszcze bardziej, acz na trochę innych poziomach) wyszła wprost fantastycznie i dla mnie charakter jakiegoś końca, ostatecznego złożenia broni w dowolnej właściwie toczonej przez siebie walce, gdzie już zwyczajnie ma się wszystkiego dosyć i nadszedł czas rzucenia tegoż wszystkiego w kąt i ucieczki. Dla samego siebie zresztą, ucieczki jako aktu buntu wobec konieczności brania udziału w pozbawionych sensu bojach. Taki to ze mnie interpretator. Jednocześnie refren może być rozumiany dwojako - albo jako komunikat wydawany przez podmiot liryczny, albo do podmiotu lirycznego kierowany, co w ciekawy sposób zmienia jego optykę. Tak czy inaczej - piosenka jest zacna i hui. Zassałem ją po raz pierwszy z - uwaga, uwaga - forum80s.pl, gdzie podniecało się nią bardzo wiele osób. Nie dziwota zresztą. Warto dodać, że gość, który ją wlepił na dawno już nieistniejące YouSendIt, wepchnął tam również linki do innych Kershawa kawałków, tj. singli z tej samej płyty (Human Racing, jego debiut) i dzięki temu zorientowałem się, że dobrze znam takie I Won't Let the Sun Go Down on Me, zaś przy okazji poznałem Dancing Girls, które też było bardzo fajne. Sporo później w ogóle ściągnąłem całą płytę... No, ale wracając, zapamiętałem to jeszcze z jednego powodu - gość, który wrzucał ten numer nie omieszkał wspominać w każdym dosłownie wstawianym przez siebie poście, że właściwie to jest potwornie niski i na pewno nikogo sobie z tego powodu nie znajdzie, ale może jest dla niego nadzieja, albowiem Kershaw też był (jest) potwornie niski. Do dziś pamiętam ksywę tego typa, ale ją na wszelki wypadek przemilczę (choć było to niemal 20 lat temu). Także, Kershaw z tym konkretnym utworem to był mój sierpień 2006 i, choć był to zły sierpień, to jednocześnie dzięki temu kawałkowi nie był taki straszny. I każdy późniejszy okres, kiedy go katowałem, też nie był aż tak straszny. No bo... Kershaw! I Wouldn't It Be Good, zapraszam."

Na marginesie - nie miałem pojęcia, że Placebo nagrało własną wersję lol.

VRIL - Verkunstungstraktat

Dragon zapodaje techno. I to dobre techno, a dobre techno lubimy, oj lubimy. Prosty bit, parę przeszkadzajek w tle i właściwie mamy przepis na gotowy numer, z tym, że lepiej wchodziłby w zaciemnionym klubie, niekoniecznie zaś wówczas, kiedy siedzę przed kompem w domu na zadupiu. No, nie można mieć wszystkiego. Szkoda o tyle, że aż się chce do tego poruszać. Pod spokojniejsze tempo żywota szukam jednak czegoś mocniej ambientowego. Still - Niemcy po prostu umieją w taką muzykę i tyle, co tu więcej dodawać. Właściwie... Nie wiem, co więcej w ogóle mogę napisać, to jest po prostu bardzo dobre i tyle. Zdecydowanie wolę taką odsłonę Smokowskiego od trwających wieczność progów (nawet, jeśli w wielu przypadkach okazują się być całkiem niezłe). Propsy!

Videosex - Detektivska Priča

Jestem prawie pewien, że widziałem kopertę od tej płyty (winylowej ofc) wystawioną w belgradzkim Muzeum Jugosławii ten miesiąc temu z niewielkim okładem. Nie interesowało mnie to jednak na tyle, by robić foty albumom, kiedy wokół były komunistyczne bibeloty i tysiąc wersji popiersia Tity. Niemniej jednak utwór brzmi... cokolwiek intrygująco, ale też po prostu spoko. Ot, synthpop w stylu Trans-X, ale z zupełnie innego, niemal zażelaznokurtynowanego świata (tak, wiem, że Jugosławii tam nie było, ale to tylko dla zmyłki). Raptem 3 minuty, fajna perka, przyjemne klawisze (najfajniejszy jest ten basik w tle), chwytliwy refren, którego nie mogę wywalić z głowy od już kilku dni lol. Uciekanie po nocy przed policją automatycznie nasuwa skojarzenia z pewnym teledyskiem Falco, zaś za nawiązanie do romansów Musiała już należy się dodatkowy punkt, a nawet dwa. Bardzo zgrabny numer jak na państwo, które niedługo później rozleciało się bardziej niż Jefferson Airplane czy Boney M. Propsuję za ten wybór, powiedzieć, że przypadł mi do gustu, to nie powiedzieć wiele ^^
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 22 sie 2024 16:52

Ja tylko uprzedze poganiaczy i jak coś to informuje że dzis to ni cholery nie wyrobie
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 22 sie 2024 17:07

Skoro tak to

dawaj nie pier*ol
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 22 sie 2024 17:54

Trzeba było wczoraj lub przedwczoraj
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 23 sie 2024 20:08

gonix - Trzy

Cóż, kolega Jacek zaznaczył podczas wrzucania tego kawałka, że wrzuca go nie zważając na nasze krytyczne recenzje i opinie. W takim razie nie powinien zważać na moją, bo po prostu nie poczułem się porwany. Tekst, przy którym powinienem zdychać z żenady, jest tu tak naprawdę najmniejszym problemem, bo może i jest tu dużo krindżowych wersów, ale przymykam na to oko, bo zdaję sobie sprawę z tego, że on miał być w konwencji typu zakochana licealistka. Problem leży w tym, że najzwyczajniej w świecie laska nie ma w sobie na tyle charyzmy, by mnie tym porwać i przekonać do siebie (nie można też wykluczyć tego, że to ja jestem za stary), a muzycznie nie dzieje się tu nic, co by jakkolwiek przyciągnęło moją uwagę na dłużej niż niedługo. Bit jest przeciętny, na dodatek jego instrumentalna część stanowczo przeciągnięta. Sorry Jaca, no bonus.

Labrinth - The Feels

Obejrzałem jeden odcinek Euforii, bynajmniej nie ten z nagą Sydney Sweeney, i pamiętam tylko, że był dziwny i nie wiedziałem o co chodzi, ale tak se myślę, że może nie powinienem zaczynać od ostatniego odcinka 3 sezonu. Piszę o tym, bo w sumie o muzyce nie mam nic szczególnego do napisania - no brzmi jak soundtrack do serialu o młodych dorosłych z USA, tzn. NOWOCZEŚNIE i w ogóle, ale też nie jest to rzecz, która bez kontekstu serialu jakkolwiek przyciągnełaby moją uwagę. Sorry wuja, też bez bonusika.

Nik Kershaw - Wouldn't It Be Good

Nareszcie w tej kolejce coś, co mogę szczerze pochwalić. Znaczy się - gdybym chciał się czepiać, to mógłbym tego, że pewnie za jakieś 2-3 edycje sam bym chciał to wrzucić, ale jakoś to preżyję. Może i ENDŻOJ, ale z gatunku nie aż tak popularnych i nie aż tak oklepanych - w każdym razie żadne radio (ani nawet ja sam) nie zarżnęły mi tej piosenki. Nie będę wyszczególniać żadnej częsci, bo w sumie nie mam ulubionej i lubię całość, ale powiedzmy, że doceniam nie tylko wymienione przez imć Munlupa refreny, ale też spoko MOSTEK i zabiegi aranżacyjne. No świetne to jest, kocham to od dawna, z jakichś przyczyn ten utwór kojarzy mi się z okresem 2016/17, ale już sam nie pamiętam dlaczego i z czym konkretnie, ale to chyba nie jest aż tak ważne. Złoto, essa i td.

Nâdiya - Parle-moi

LATO 2004 było dla mnie czasem, którym mógłbym określić symbolicznym wygrzebaniem się z 90sów. Głupia sprawa generalnie, ale wychowywałem się na totalnym wiejskim odludziu, gdzie do najbliższego sklepu typu KWIATEK miałem 30 minut drogi pieszo (wiem co muszą czuć Amerykanie lol) i sam fakt, że na polnej drodze niedaleko nas WYLANO ASFALT był wręcz skokiem cywilizacyjnym. Nie pamiętam już kiedy dokładnie to miało miejsce, więc nie będę próbować zgadywać czy robotnicy, którzy ww. asfalt wylewali mogli słuchać w pracy tej wrzuty, ale na potrzeby tej mini-recenzji załóżmy że tak. W sumie mógłbym się czepiać wielu rzeczy - że intro wkurza, może refrenowi brakuje mocy, ten "kołyskankowy" refren też jakiś siakiś, ale wali mnie to, bo udało się tu zachować tego słynnego ducha epoki lat zerowych. A skoro słyszę i czuję to nawet ja, który nie ma jakiegoś wielkiego sentymentu do tych czasów ani też nie kojarzy tej piosenki z tamtej epoki, to coś to znaczy.

VRIL -
Verkunstungstraktat
Przescrobblowano Vril - Verkunstungstraktat

From <https://www.youtube.com/watch?v=hRF5t-J ... WY&index=5>


Mam wrażenie, że jestem w jakimś Dniu Świstaka, bo znowu jest kolejeczka w której wszyscy wrzucają jakieś radiowe evergreeny i tylko Dragon się wyłamuje z jakimiś techniawami. Ostatnio szkalowałem, teraz prejzuje, bo jest za co. Dawno nie było w tej zabawie takiego typowego, solidnego, dubującego techno, z różnych przyczyn też go dawno nie słuchałem i chwalę Roberta, bo potrzebowałem takich brzmień i takich klimatów, ale o tym nie wiedziałem. Ta wrzuta jest czymś pokroju katharis dla mnie lub dżdż dla kanii. Gęsty, nocny klimat aż się wylewa. GIGABAZA i znak jakości MINTAJ

Z plusów - było lepiej, z minusów - nieznacznie. Duży prejz dla Roberta, nieco mniejszy dla Hiena, Musiał dość solidnie. U panów Jacy i Artura czekam na poprawę.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 23 sie 2024 20:15

Radiowy evergreen...

To było prawie zabawne!

Hien popsuł mi szansę na recenzyjnego Ziobrę, jakoś muszę to przeżyć.

6 bestkę zacząłem dość mięciutko, chciałem jakiejś odmiany w tych moich wrzutkach i fajnie było zobaczyć że zaskakują tam gdzie tego bym nie obstawiał (U2 u Dragona, Gonix u Hiena?), ale teraz wracam na chwilę na dzielnię, odwracam czapeczkę daszkiem do tyłu i jak porządny boomer wbijam w stylu HOW DO YOU DO FELLOW KIDS? bujając się niczym rezus do jakichś rapowych dziadków.


Big Pun - You Came Up (feat. Noreaga)
(1998)

Jeżeli ktoś myślał że już wystrzelałem się z wszystkich porządnych raperów w bestce niechaj się nie lęka, wciąż mam ich na pęczki w zanadrzu. Jeżeli z tej całej śmietanki towarzyskiej wymieniłem już Nasa, Jaya, Tupaka i Biggiego to absolutnie w czołowej piątce nie mogłoby zabraknąć bohatera dzisiejszej wrzutki.

Po śmierci Paca i Biga na amerykańskiej rapowej scenie zrobiło się trochę miejsca na szczycie a chętnych do walki o miano najlepszego wymiatacza na mikrofonie nie brakowało. O ile Nas w tamtym okresie trochę przycichł (drugi album w '96 roku, kolejny DOPIERO w '99 - ta przerwa to było zdecydowanie za długo by rościć sobie prawa do tronu w tym biznesie), Jay-Z w tym czasie wydawał płytę za płytą kierując się coraz bardziej ku komercyjnemu brzmieniu i jego kariera nabierała rozpędu (dojdziemy do tej historii jeszcze). Wówczas to w 1998 roku na rapową scenę wjechał gość który był na tyle duży że chyba nawet tron po Biggiem byłby dla niego za mały, lol. To nie żarty, Big Punisher - znany w skrócie jako Big Pun - był chyba najcięższym ze znanych w historii raperów. O ile Biggie Smalls ważył ZALEDWIE ok 180 kg to był to pikuś wobec wagi Big Puna która w szczytowym momencie osiągała ponad 300kg! Jak możecie się domyślać nie pozostało to bez znaczenia dla jego zdrowia, Big Pun żył grubo i to przyczyniło się do jego przedwczesnej śmierci na atak serca 7 lutego 2000 roku, zmarł mając 28 lat.

Zanim jednak Pun spoczął w grobie zdążył nagrać dwie płyty, z których pierwszą można nazwać klasykiem a druga, oh well, wyszła krótko po jego śmierci i prawdę mówiąc do dzisiaj jej nie przesłuchałem całej (niestety rapowe produkcje ok 2000. roku często miały lipną produkcję, z biegiem lat 90. i rozwoju praw autorskich producenci rzadziej kleili bity z przyjemnych dla uszu popularnych samplowanych melodii - z powodu kosztów). Niemniej debiutancki album Capital Punishment choć nie idealny to wciąż krążek który dostarcza sporo złota jak na '98 rok i taki który kiedyś tam pewnie bym próbował Wam wcisnąć w całości - ale już tego nie zrobię z wiadomych względów. Album ten pokrył się platyną oraz otrzymał nominację do nagrody Grammy '99. Z braku laku podzielę się zatem z Wami moim ulubionym kawałkiem z tego albumu czyli przebojowym singlem You Came Up opartym na fajnej samplowanej melodii dęciaków, myślę że koniec lata to ostatnia chwila dla tego typu brzmień w bestce aby mogły odpowiednio chwycić Was drogich słuchaczy.

Na koniec parę słów o samym Punie jeszcze, był on Portorykańskim raperem pochodzącym z Bronxu w Nowym Jorku, w połowie lat 90. jego talent odkrył i ukazał światu inny latynoski raper z jego dzielnicy czyli Fat Joe który ochrzcił go mianem latynoskiego Biggiego. Z samym Biggiem poza wagą, pochodzącym od niej przydomkiem "BIG" Punisher i taką jak to się mówi "larger than life" osobowością łączyło Puna również imię - obaj nazywali się Christopher. No i ofkors przedwczesna śmierć, stały element rapowego gwiazdorstwa lat 90.

A teraz co, siądźcie, posłuchajcie i doceńcie (lub nie) latynoskiego skurczybyka. Bonusowo dorzucam wykon na żywo cobyście mogli sobie uświadomić gabaryt tego nawijacza.

"Cuz everybody's checkin' for Pun, second to none
'Cuz Latins going platinum was destined to come!"

https://youtu.be/vEhV5VVBNR8?si=7r4FtcpT9TX3obDJ

Live from Apollo:

https://youtu.be/sSBCxqv6bdw?si=o9w79DylGsNdFjnj
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 23 sie 2024 20:18

Może Gonix była jakimś klasykiem w lokalnym radio w Gorzowie Wielkopolskim czy coś...
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 23 sie 2024 21:21

Potrzebne katharsis? Spieszę Seba z pomocą

https://www.youtube.com/watch?v=-a8BtV0kqo8
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 23 sie 2024 21:29

Teraz ja walę totalnym Endżojem.

Tom Petty & the Heartbreakers - Learning to Fly (1991)

Nie jestem w stanie wskazać choćby jednej osoby na tym łez padole, która nie kojarzyłaby tej piosenki, tych całych 4 akordów (dosłownie), za to jak wspaniale zagranych. No i głosu jednego z tzw. Wielkich Mistrzów czasów rocka, które już nie wrócą. Jeśli założyć (a wiele osób tak zakłada, nie tylko w moim otoczeniu), że ich ostateczną topką był po prostu skład Traveling Wilburys, to niestety, ale przy życiu zostali już tylko Bob Dylan i Jeff Lynne z ELO, który zdaje się kończy przygotowania do ostatniej trasy koncertowej ever. Learning to Fly znam oczywiście od zawsze, ale świadomie i z powrotami od dokładnie 2012 roku. Ponieważ chyba z większości moich bestkowych wrzutek możnaby już ułożyć moją biografię, ograniczę się do najważniejszych faktów - smutny koniec wcale nie bardziej wesołego lata, majacząca na horyzoncie przeprowadzka do Warszawy, czas zmian, bla bla bla. Tak, było wtedy dużo hipsteryzowania (Wild Nothing, Blouse, nie będę się powtarzał), ale i na klasykę znajdowałem miejsce. Tylko musiała ze mną dobrze rezonować, a tak się składa, że Petty rezonował wówczas doskonale. To jest po prostu dobra piosenka, ale poza tym ma udany, a przecież jakże wyładowany truizmami tekst. Niespecjalnie się tym przejmowałem odpalając po raz kolejny klip na YT (a klip jest też bardzo fajny i imho warty uwagi).

Tom Petty to jeden z najbardziej rozpoznawalnych anglosaskich (choć przede wszystkim amerykańskich) rockmanów, dla mnie mniej więcej ta sama liga, co The Boss czy Fleetwood Mac (z całym szacunkiem dla ich brytyjskości, Ameryka brzmieniowo przejęła ich jeszcze zanim dołączyli tam Buckingham i Nicks). Jak w przypadku wielu innych wykonawców, wiele numerów znałem nie zdając sobie te lata temu sprawy, iż wykonuje je właśnie TEN konkretny zespół czy TA konkretna osoba. Szybko zacząłem jednak łączyć fakty, było nie było gość miał mocno rozpoznawalny głos. Właśnie - miał, albowiem przyszło mu w bardzo niefortunnych okolicznościach opuścić nasz nieszczęśliwy świat w roku 2017, a więc przecież nie aż tak bardzo dawno temu (no dobra, 7 lat, to w sumie jednak dawno temu, nie dociera do mnie trochę, że Bowie za chwilę będzie martwy od DEKADY...) w wieku zaledwie 66 lat. Piszę zaledwie, albowiem 66 lat nie wydaje mi się być jakimś bardzo zaawansowanym czasowo punktem w życiu, prawie tyle samo mają moi rodzice. Gość - o ile dobrze pamiętam - szykował się do kolejnej trasy koncertowej wraz z The Heartbreakers (ich skład w ogóle chyba nie uległ zmianie od momentu powstania grupy w połowie lat 70.), i u jej progu przypadkowo (wyniki postępowania na to wskazywały przynajmniej) przedawkował środki przeciwbólowe i dostał zawału, którego nie przeżył.

Może nie siedziałem ekstremalnie mocno w lore i Hartbrejkersów i Petty'ego bardziej solo (albowiem i tak zdarzało mu się nagrywać i wydawać muzykę), ale nie sposób nie mieć pojęcia o wkładzie tych ludzi w amerykańską scenę rockową. Dodam również, że dzięki niemu (oraz mocno hipsterskiemu Widowspeak, not gonna lie) zacząłem odczarowywać sobie w głowie country rocka. A to już coś. A więc mija 12 lat, odkąd pierwszy raz prawdziwie zachwyciłem się tą piosenką, dziś znów się nią zachwycam i znów nieco reluję. Takie to życie przewrotne, jak sam Petty zresztą śpiewa w mojej wrzutce. Wy się nie przewracajcie, ale słuchajcie.

https://www.youtube.com/watch?v=Bb5xJN_4Hck
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 23 sie 2024 22:18

Rizzle Kicks – Lost Generation

Tak się składa, że u mnie, po „Wouldn’t It Be Good”, zawsze, ale to zawsze musi polecieć ten kawałek. Oba numery nie mają ze sobą nic wspólnego poza tym, że były niedaleko siebie na tym samym nagraniu z telefonu, z którego dotarł do mnie Kershaw. I jakoś tak zostało, że te dwa kawałki zawsze występują w duecie, zazwyczaj podczas partyjek w „Thiefa 2014”. Jak mowa o duetach, to Rizzle Kicks jest duetem, duetem hip-hopowym, w którego skład wchodzi dwóch czarnych angoli. Odświeżające jest posłuchanie rapu z akcentem. Śmiesznie się złożyło, bo od dwóch lat chciałem wrzucić ich do bestki (oczywiście w zestawie z Nikiem), a robię to ostatecznie w roku, w którym zakończyli oni niemal 10letni hiatus. Yay. Słuchałem ich albumu o dosyć znaczącym tytule „Roaring 20’s” i był on spoko, ale to właśnie „Lost Generation” na zawsze zasiądzie w panteonie. Niby na papierze powinny mnie wkurzać te trąbki i vibe ala „Smooth” Santany, ale nic nie zrobię, kocham ten numer, może głównie za ten brytolski rap. Kawałek opowiada w sumie o rzeczach już lekko przestarzałych, które były wiodące te 11 lat temu, ale jeśli by się nad tym poważnie zastanowić, to może jednak nie?

https://youtu.be/cfVGUH3_FSs
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 24 sie 2024 00:36

Boundary - Ardilla pisa los frenos (2017)

Dobra rozgrzewka nie jest zła. W ten sposób pozwolę sobie potraktować pierwsze odcinki szóstego sezonu. Wciąż na elektroniczną modłę, nie zwalniamy, nie śpimy, zwiedzamy świat. Boundary to artysta, którego nie jestem w stanie przypisać do jakiegoś konkretnego typu poszukiwań. Z jednej strony jakieś housowe/IDM obskjury, może scena outsider? Po pierwszym przyłożeniu pandemicznym w 2020 roku bliżej mi było do takich rytmów jak nigdy dotąd. Wciąż jednak nie mam pomysłu na to, w jaki sposób na 100% wpadłem na twórczość pewnego ziomka z Dominikany.

Pamiętam tylko posiedzenia przy lekturze Lorki i innych hiszpańskich pisarzy - to akurat łączyło się z podążaniem za spisem lektur na polonistyce. Mimo wszystko odbiłem w kierunku potężnego FGL. Pierwszy kontakt dziwnym trafem pamiętam przez pryzmat Fantasmagorico, czyli płyty z której idzie mój kolejny typ. Nie wiem czy taka poezja lubi rytmiczną muzykę, ale popłynę w lekko odklejone opisy. Mimo wszystko czuć w niej jakąś żywiołowość, czystą energię. Muzyka ze świata hiszpańskojęzycznego, liryka też. Niby totalny przypadek, ale co to za przypadki, na pewno jakiś znak.

Ardilla... prędzej przypomina jakiś elektro wałek przepuszczony przez pierwsze wyroby Aphexa i kolejny sympatyczny nocny klub, tyle że bardziej do odpoczynku niż drina za drinem. Co najwyżej sangria, byle nie jak u Gaspara! Powinno siąść w ciepłe wieczory. Może zdążę kogoś pozytywnie zaskoczyć? Jeśli druga część kogoś siłą rzeczy nie poderwie w pląsy lub mniej ekspresyjny odlot, to coś jest nie tak. Nie ze mną. W razie co niczego nie sugeruję.

Buenas noches, Santo Domingo!

https://www.youtube.com/watch?v=fg3rxdl4dOQ

PS Gość po siedmiu latach wydał drugą płytę... mówię: sprawdzam!
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 25 sie 2024 16:33

Fajnie było poczytać ciepłe słowa na temat VideoSexu - okazało się, że jednak faktycznie sex sells jak to mawiają anglosasi. BTW nie wiem która to już z kolei moja wrzuta, która zdaniem shodana jest najgorszą propozycją nie tylko w dziejach tej zabawy, ale muzyki jako takiej, ale mniemam, że gdybym za każdą miał dostawać złotówkę to bym kupił se za to coś ładnego. Xd

M83 - Midnight City

Czas na kolejnego przedstawiciela grupy, którą roboczo nazwałem w skrócie "Zespoły, które kiedyś były dla mnie ważne, ale których teraz w zasadzie nie słucham, bo nie". Z zaznaczeniem, że nie, bo nie, bo tu nie chodzi o to, że ta muzyka się jakoś haniebnie zestarzała albo mój gust wyewoluował - po prostu, nie słucham i już.

EMŁAJTITRI odkryłem.…nie, nie przez remix Suffer Well. Nie pomogła też reklama Żywca z okresu Igrzysk Olimpijskich w Londynie, która ponoć leciała wtedy zbyt często w telewizji, bo nie za bardzo śledziłem tamtą imprezę, ani tym bardziej GTA 5, bo w okolicach premiery to mogłem najwyżej oglądać filmiki z tej gry na YT. Pewnie podrzucili mi to jacyś hipsterscy znajomi słuchający rzeczy typu Musiał-core w tamtym czasie, czy coś, bo pamiętam, że nawet przesłuchiwałem dyskografię .

I być może faktycznie tam się kryją jakieś kąski i łakocie, ale tak jak rzekłem - nie słuchałem tego wieki, a nie mam jakoś dzisiaj szczególnie ochoty do tego wracać i to weryfikować. Jeśli mam być szczerym, to przez lata praktycznie w ogóle nie miałem żadnej styczności z tym zespołem i przypomniałem sobie o nim poprzez.. Archive.org i przeglądanie swoich starych chartsów na last.fm, gdzie był wysoko.

I być może podrzucam typowego ENDŻOJA, ale mam przynajmniej pewność, że to rzecz ładna i prawilna. Znowu w tej edycji cofam się do okolic 2013 roku, ale jednak nawet bez patrzenia przez pryzmat nostalgii mam wrażenie, że to były jakieś takie normalniejsze czasy niż teraz. Ale nie o tym - bierzcie i słuchajcie tego.

https://www.youtube.com/watch?v=iSC4P1i9zmE
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 25 sie 2024 16:35

Shodan za to Williamsa to powinien minimum pół roku bana za takie uwagi xD
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 25 sie 2024 16:47

Typowy Seba

Narzeka na Enjoye

Wrzuca Enjoye
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 25 sie 2024 17:30

Dragon pisze:
25 sie 2024 16:35
Shodan za to Williamsa to powinien minimum pół roku bana za takie uwagi xD
No to już wiem, jakiego najazdu się spodziewać za Williamsa. No ale spoko. Nawet największy gwiazdor nie zadowoli wszystkich.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 25 sie 2024 18:27

A nawet największy nie-gwiazdor, zadowoli.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 25 sie 2024 20:29

Marne prowo, shodan.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 25 sie 2024 22:12

Wujek mógłbyś wrzutę w tym czasie napisać zamiast tych mądrości :p
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 25 sie 2024 22:18

Dragon pisze:
25 sie 2024 20:29
Marne prowo, shodan.
O rety, ale prowo. Naprawdę.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 25 sie 2024 22:42

stripped pisze:
25 sie 2024 22:12
Wujek mógłbyś wrzutę w tym czasie napisać zamiast tych mądrości :p
Ostatnio Wujas nie skumał takiej aluzji i się obraził, więc uważaj.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn