Best of Forum VI

Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Best of Forum VI

Post 31 lip 2024 12:31

Szykujcie dupska.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 31 lip 2024 12:50

Best of Forum VI - Revenge of the Host
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 31 lip 2024 12:53

Żadnych rewenzów, tylko dobra muzyka.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7403
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 31 lip 2024 13:30

Best of Forum IV - Return of Deejay
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 31 lip 2024 13:36

THE

ale i tak badums, zgrabnie
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 06 sie 2024 22:44

Poprzednia 25-tka była u mnie wyjątkowo spójna, a tematem przewodnim były gitary. Uparłem się żeby to tak zgrabnie wyglądało, po tym, jak IV bestka była w moim wykonaniu trochę stylistycznym i atmosferycznym śmietnikiem. Kawałki były dobre, ale nie tworzyły żadnej narracji, czasami pasowały do siebie nawzajem jak pieść do nosa i mnie to wkurzało. Dużo nad tym myślałem i zauważyłem, że zdecydowanie łatwiej utrzymać pewien klimat i spójność stylistyczną w bestkach, które odbywają się w pierwszej połowie roku. Potem jest trudniej, bo zaczynamy jeszcze w lecie, ale potem wchodzi jesień, a potem zima, i siłą rzeczy, trudno utrzymać porządny poziom playlisty bez wcześniejszego, gruntownego przemyślenia sprawy. Nie będę z tym walczył, bo przegram, ale mogę postarać się przejścia uczynić nieco mniej drastycznymi. Moje BoFVI zacznie się popowo, a potem powoli przejdzie w ciemniejsze, jesienne klimaty (w tym obowiązkowy Spooktober), a skończy się na zimie przy dźwiękach ballad (co może ucieszyć Wujasa). Póki co trwa lato, zatem lecimy letnio.

Boney M. - Sunny

Wierzcie lub nie, ale ja do studiów, nie lubiłem Boney M. Hity mnie wkurzały, reszty nie znałem i nie chciałem znać, dla mnie to była muzyka przedpotopowa i pozbawiona wartości. W końcu w 2008 r., podczas mocno zakrapianego grilla pod akademikiem, dobry ziom z grupy zmienił moje nastawienie. Puścił Boney M., ja zacząłem kwasić i dostałem zjebę. Może to alkohol, może dobre towarzystwo, ale ta muza zabrzmiała wtedy w moich uszach inaczej, a może po prostu w końcu zrzuciłem z uszu to kretyńskie sito, które każdy z nas ma względem niektórych zespołów, stylów w muzyce, itd. To było tak nagłe, że następnego dnia nadal o tym myślałem i zacząłem ściągać Boney M. Miałem wrażenie, że każdy numer słyszę po raz pierwszy. Absolutnie zakochałem się wtedy w Boney M. i sporą część lata, słuchałem ich muzyki. Tak, to było LATO 2008, TO lato. „Sunny” to kwintesencja tej zajebistości i numer ten leciał regularnie. Dobry bit, wspaniałe wokale, świetne melodie i tekst oraz dodatkowy twist z podciąganiem tonacji co dwie zwrotki. Frank Farian był kompletnym chujem, ale jednocześnie geniuszem, i to słychać w tego typu numerach Boney M. i innych zespołów, które zmontował, z którymi pracował, i dla których pisał. Co zabawne, tego roku nad morzem, koncert grało Boney M. (czyli jedna z 4, czy 5 wersji zespołu, które istnieją obecnie), ale ja nie wiedziałem i przegapiłem. Nadal mam nadzieję, że gdzieś, kiedyś uda mi się zobaczyć chociaż jedną z tych wokalistek na żywo. Nadal mamy lato, więc zapraszam się do pobujania z Boney M., a sam wracam dzięki temu wspomnieniami 16 lat wstecz, kiedy życie było, heh, no inne.

https://youtu.be/ghGiv7YLC7Q
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 07 sie 2024 10:58

U2 - Electrical Storm (William Orbit Mix)
(2002)

Opowiadałem Wam już na przestrzeni bestek historie relacji z różnymi kobietami mojego życia, zasadniczo relacji z których przeważnie nic głębszego nie wynikało, całkiem możliwe że w sierpniu będę wracał do kilku z tych historii a tymczasem sprzedam Wam jeszcze jedną z którą wiązać się będzie tylko jedna - dzisiejsza - wrzutka.

Historia ta miała miejsce kiedy byłem na studiach, było to jeszcze przed historią o mojej pierwszej dorosłej miłości którą już opowiadałem i to pewnie byłaby właśnie moja pierwsza taka miłość gdyby nie fakt że wszystko zaczęło i jednocześnie zakończyło się pewnej jesiennej nocy roku 2007 bodajże. Tamtej nocy przebywałem albowiem w pobliskim Piotrkowie gdzie na codzień studiowałem, dałem się wyjątkowo namówić na imprezę u znajomych z roku, pomimo faktu że tak naprawdę nie pasowalem ni w ząb do ich towarzystwa i nie wiem czy przemawiała przeze mnie głupota, desperacja czy brak asertywności że w ogóle się pojawiłem tam wtedy. Byli to ludzie bardzo rozrywkowi, którzy lubili sobie porządnie popić by następnie zachowywać się dość głośno i prymitywnie i bardzo szybko pożałowałem mojej obecności na tej imprezce. Możliwe że byłby to totalnie przemęczony wieczór podczas którego może nawet że w końcu bym się upił gdyby nie fakt że pojawiła się tam wtedy pewna dziewczyna, znajoma koleżanki z roku, na potrzeby tej historii nazwijmy ją po prostu G.

Otóż to co wyróżniało G. z tego towarzystwa był fakt że tak samo jak ja totalnie tam nie pasowała i myślę że równie mocno żałowała że dała namówić się na przyjście do tych znajomych. Dość szybko poczuliśmy z G. nić porozumienia, zaczęliśmy rozmawiać a ona... zaczęła ze mną flirtować, co było dla mnie - chłopaka praktycznie bez doświadczeń damsko-męskich sporym zaskoczeniem wówczas. I tak o ile początkowo ona siedziała na oparciu fotela na którym spocząłem i rozmawiając ze mną bawiła się moimi włosami, o tyle kiedy towarzystwo już dostatecznie się upoiło i zapadło w sen tak dziewczę zainstalowało się na moich kolanach na tym fotelu i tak objęci przegadaliśmy noc do białego rana. W trakcie rozmowy był też poruszony temat muzyki, i pamiętam że z braku laku puściłem jeden z dwóch czy trzech utworów jakie miałem wówczas na moim Sony Ericssonie, a było to właśnie Electrical Storm w delikatnej wersji Williama Orbita które służyło mi wówczas za budzik i był to numer który uważałem idealnie pasował do sytuacji (bo wiecie, hehe, iskrzyło). Numer ten leciał chyba na pętli tamtej nocy. I nie będę Wam ściemniał ale był to kurde jeden z najlepszych wieczorów jakie pamiętam z czasów bycia singlem, pomimo tego że - co zabawne - nawet się nie pocałowaliśmy, ale zdaje się to akurat wyniknęło z jednej prostej przyczyny...

Otóż siedząc tak z nią na fotelu chciałem potrzymać ją w pewnym momencie za rękę a moje palce wyczuły na owej dłoni pierścionek. Tak moi drodzy, był to pierścionek zaręczynowy jak się szybko wydało. No i co, czar prysł w tamtym momencie z deczka. Z tego względu tamtego wieczora zdecydowałem się nie iść ani kroku dalej, po prostu spędziliśmy tę noc oboje ściśnięci tak na jednym starym fotelu ze skaju, cieszyłem się bliskością drugiej osoby dopóki trwała noc a rano rozeszliśmy się w swoje strony, ja złapałem autobus do domu, ona wróciła do akademika czy na stancję. Ta historia zakończyła się tak że się nie zaczęła - przynajmniej ta moja - bo z tego co wiem ona jakiś czas później zaszła w ciążę a narzeczony ją wtedy zostawił. To była pierwsza moja dorosła lekcja z relacji damsko-męskich, a Electrical Storm z bycia znienawidzonym budzikiem zostało wspomnieniem pewnej niezwykłej nocy w Piotrkowie Trybunalskim.

https://youtu.be/wW__z29M6qg?si=w2n_zTWiCUJxt98f
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 09 sie 2024 08:48

Dobra Panowie, wiem że to przykry obowiązek, ale wyskakiwać z muzyki.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 09 sie 2024 09:19

Właśnie kurde cisza na słuchawkach aż uwiera :8
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18356
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 09 sie 2024 11:35

RAYE – Ice Cream Man (2023)

Nową 25-kę otworzymy sobie utworem z innej szuflady pt. „Muzyka, którą niedawno odkryłem sobie kurde sam”.
Jakoś na początku kwietnia tego roku przypadkowo natknąłem się na Spotify na okładkę do albumu „My 21st Century Blues” zupełnie mi nieznanej wokalistki z Wysp Brytyjskich o pseudonimie RAYE. Właśnie okładka jako pierwsza przykuła moją uwagę. Kobieta stojąca na wielkim stosie instrumentów. Wszystko utrzymane w białych kolorach. Tak mi się ta okładka spodobała, że musiałem to włączyć i przynajmniej sprawdzić. A że lubię śpiewające kobitki, to też wcale nie było to jakimś wyzwaniem ponad moje siły. Trafiłem na utwór Escapism, który znacie z Depeszwizji. Jednym podeszło, innym mniej. Mnie porwało od razu. Przede wszystkim zauroczył mnie głos wokalistki. Piękna barwa głosu, a jej możliwości wokalne wydają się wręcz nieograniczone. Potem sprawdziłem cały album, który jest naprawdę imponujący. No a gdy posłuchałem RAYE na YT w wersjach koncertowych, to już byłem wobec niej zupełnie bezbronny. Ta kobieta ma w sobie niezmierzone pokłady wdzięku. Posiada niesamowity kontakt z publicznością, co mi się bardzo podoba. Wydaje się być osobą niezwykle sympatyczną i przyjazną. A gdy już śpiewa na scenie, to robi to z takim zaangażowaniem i sercem, że nawet kamienie miękną.
Na wymienionym albumie jest sporo bangerów, ale ja chciałbym Wam zaprezentować poruszającą balladę, która skradła mi serce. Kompozycja jest przepiękna, ale tym razem jest coś jeszcze. Wiecie, że ja nie przywiązuję zazwyczaj żadnej wagi do tekstów. Tym razem jednak po obejrzeniu clipu do utworu Ice Cream Man byłem na tyle zaciekawiony o czym RAYE śpiewa, że sprawdziłem tekst. Jest to niezwykle smutna historia początkującej wokalistki, która wpadła w łapy jakiegoś producenta o nieczystych intencjach. Nie wiem, czy RAYE opowiada swoje własne przeżycia, czy ogólnie tylko sygnalizuje problem, przed jakim stają młode i początkujące wokalistki. O rozterkach typu „albo mu ulegnę i się wybiję na rynku muzycznym, albo odmówię i pogrzebię swoje muzyczne marzenia”. Ale jedno jedno jest pewne - utwór Ice Cream Man stał się jednym z najważniejszych w moim życiu. Zawsze gdy go słyszę, to się po prostu wzruszam.

https://www.youtube.com/watch?v=uMqn-sp94nA
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 09 sie 2024 12:25

Mówisz masz.

Zanim przejdę do senda tylko rzucę, że czuję się trochę zaskoczony faktem, że wybór tej wersji został tak źle przyjęty, bo mimo wszystko nie spodziewałem się, że zostanie praktycznie jednogłośnie zjechana. Kocham ją na równi z oryginalną i najwyraźniej wrzucenie jej to był błąd. Nie ukrywam, że mimo wszystko trochę mierzi mnie łatka "typa od endżojów", ale uświadomiłem sobie, że pewnie nawet gdybym w tej bestce wyciągnął 25 jakichś randomowych piwnicznych nagrań na Kasprzaku, niszowy prog z Jugosławii czy jakieś 15 minut rzeżęnia betoniarki, to nadal bym tej łaty nie zdjął, więc muszę z tym żyć (lub nie).

Lana del Rey - Summertime Sadness

Miałem nie lada problem z napisaniem tej notki. Serio, zaczynałem ją pisać od nowa ze trzy razy, za każdym razem wypieprzając strzępy mojej pisanin do śmieci i wychodząc z założenia, że to gówno, które z siebie wylewam jest zbyt tanie, pretensjonalne i trąci banałem. Tania złośliwość nakazywałaby napisać coś pokroju, że idealnie pasuje to do twórczości tej artystki, ale jestem już na tym etapie, że mogę sobie odpuścić bycie edgy dupkiem choć na chwilę.

Bo w sumie to w twórczości tej laski COŚ jest - najczęściej to mityczne COŚ trafia zupełnie w inną wrażliwość i poczucie estetyki niż moje, przez co fanem nie jestem i już raczej nie zostanę, ale mimo wszystko potrafię oddać lasce co królewskie (doceńcie tę grę słów, plz).

Słowem klucz jest tu "najczęściej". Wyjątków od reguły mógłbym pewnie znaleźć nieco więcej niż ten konkretny. Być może przyjdzie na nie czas i miejsce, być może nie. Nie uprzedzajmy faktów.

Sam utwór poznałem w okolicznościach tak typowych i przeciętnych, że aż nie chce się mi o tym pisać. Było to jakoś latem 2012, nie pamiętam jakiego dnia tygodnia, ale w owym dniu wracałem kolegami starym Polonezem z pobliskiego Orlika. Ktoś się mnie spytał, czy kojarzę ten utwór, ja mówię, że nie, on mi na to, że to ten całej Lany del Rey, ja na to, że spoko i aha.

I nie mam pojęcia, czy może faktycznie istnieje jakaś metafizyka i ruch gwiazd, czy też po prostu nawąchałem się oparów z Poloneza, ale z jakichś przyczyn pamiętam tę chwilę jakby to było jakieś niesamowicie ważny dla mnie moment.

Ja tego nie wiem i wam nie powiem. Mogę wam tylko powiedzieć, że mam bardzo dziwny efekt mandeli związany z utworem Video Games - cały czas mam wrażenie, że słyszałem go w radio w okresie w którym fizycznie nie mogłem go słyszeć.

Okej, mniejsza z tym obłąkanym bełkotem. Najlepiej jakbyście go nie czytali a zamiast tego, nie wiem, przeczytali notkę o Lanie na Wikipedii czy coś. Na razie bierzcie i słuchajcie tego.

https://www.youtube.com/watch?v=HQOQ52FkRzQ
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7403
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 09 sie 2024 12:58

Adele - Rumour Has It (2011)

Adele poznałem wiosną 2008 roku dzięki pewnemu dziewczęciu, za którym kilka lat później pobiegłem do Krakowa. Kilka razy się ten motyw już i mnie przewijał, więc szczegóły daruję. Akurat wydała swój debiut, i jakoś mi się spodobał. Nic specjalnego tho, w sensie całkiem poprawny, lajtowy pop. Nie spodziewałem się, że za 3 lata od tamtego momentu zostanie światowego formatu gwiazdą, i to pod wpływem jednego krążka, który w całości traktuje o rozpadzie jej ówczesnego związku.

Każdy chyba słyszał Rolling in the Deep, Someone Like You czy Set Fire to the Rain. Co tu dużo mówić, 21 wyszło jej lepiej niż 19 (debiut, tytuły zresztą nawiązują do wieku w jakim była kończąc sesje nagraniowe), ale prócz hitowych singli było sporo smaczków niesłyszanych w radio. Należy do nich moja wrzutka.

Z tymże samym dziewczęciem słuchaliśmy w Krakowie mieszkając albumu 21 właściwie codziennie. W końcu z całej płyty byłem w stanie wyciągnąć ten utwór jako mój bezsprzecznie ulubiony. Co to był za czas, kurdebele.

https://youtu.be/C1G3jmtoOfk?si=w0datjvZnyI805gm
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 09 sie 2024 13:38

Dziś w nocy/jutro wlecę.
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18356
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 09 sie 2024 23:12

Jeszcze nic nie słuchałem, ale wszyscy prawie zaatakowali uznanymi gwiazdami.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 10 sie 2024 02:01

To bez słuchania można powiedzieć, ale... odważna, nieszablonowa opinia.
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 10 sie 2024 10:54

No, Robert, wjedź z jakąś szabanastogodzinną elektroniką, by ratować poziom
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 10 sie 2024 11:12

Albo nie, to recki wjadą jeszcze dzisiaj xd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 10 sie 2024 11:22

No, Robert, wjedź...
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 10 sie 2024 13:07

Przecież napisałem jutro, chwila moment lol
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 10 sie 2024 18:14

Vibrasphere - Tierra Azul (2006)

Letniaczek w stylu smoczym dla powstrzymania obstrukcji startu szóstego sezonu. Odkrycie związane z odmrożeniem życia towarzyskiego po wiosenno-wakacyjnym posiedzeniu domowym w pandemii. RYM nie kłamie, ja dobrze pamiętam ICka w relacji Wałbrzych Miasto - Jaworzyna Śląska (jakieś 20 minut jazdy za grosze), a potem przesiadkę dalej. Od tego się zaczęło. Teraz repertuar Vibrasphere wraca przy okazji potrzeby rozmarzonego czilowania mniej więcej o tej porze roku lub trochę później. Nie jestem koneserem psybientu dodatkowo podszytego bitem i psylocybiną, ale trochę tego słucham, ostatecznie polubiłem we wspominanym okresie. Podobne rytmy atakowałem ze strony CBL, Szpongli... będzie tego jeszcze trochę. Szczególnie, że też wiążą się z ważnymi incydentami w życiu. Tierra Azul fajniutkie. Otwiera płytę, zapowiada trochę bardziej eklektyczny charakter nagrań. Koniec końców to faktycznie nie jest tak synthowo-cyfrowa zabawa, jakiej można się spodziewać, słuchając wielu innych wykonawców. Jak rzadko kiedy dobry bit i akustyk działają, bujają. Zapraszam w subtelne tany, macie już swoje Pina Colady?

Swoją drogą jeśli chodzi o psytrance, psybient, generalnie takie atmosferyczno-czilowe romanse z transem to wypływają one z ciekawych kierunków. Skandynawia, Francja, czasem Bałkany albo i Bliski Wschód... i nie tylko. Vibrasphere to towarzystwo ze Szwecji. No i cóż?

https://www.youtube.com/watch?v=Tgo-9hhms0o